Wydawca ebooka: WAB Wydawca audiobooka: Biblioteka Akustyczna Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2011

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Posłuchaj fragmentu audiobooka Czas: 3 godz. 40 min Lektor: Tomasz Sobczak

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Audiobooka posłuchasz na:

tablecie MP3
smartfonie MP3
komputerze MP3
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Posłuchaj fragmentu audiobooka Czas: 3 godz. 40 min Lektor: Tomasz Sobczak

Opis ebooka Jedenaście tysięcy pałek, czyli miłostki pewnego hospodara - Guillaume Apollinaire

Książka zawiera drastyczne sceny erotyczne. Przeznaczona jest wyłącznie dla dorosłych czytelników.

Lubieżna zabawa, prześmieszne przygody rumuńskiego arystokraty, który przyjeżdża do Paryża w poszukiwaniu przygód, sławy i seksualnego zaspokojenia zachwycają humorem i odwagą w opisie orgii. To także pastisz literatury wyklętej, dzięki talentowi Apollinaire'a podniesiony do rangi wybitnej prozy.

Książka „Jedenaście tysięcy pałek, czyli miłostki pewnego hospodara” powstała w 1907 roku. Poeta bardzo potrzebował pieniędzy, napisał więc dwie książki erotyczne. Pablo Picasso nazwał „Les Onze Mille Verges ou les amours d'un hospodar” arcydziełem. “Jedenaście tysięcy pałek, czyli miłostki pewnego hospodara” ukazują się w świetnym przekładzie Marka Puszczewicza, tłumacza m.in. prozy Borisa Viana.

Opinie o ebooku Jedenaście tysięcy pałek, czyli miłostki pewnego hospodara - Guillaume Apollinaire

Cytaty z ebooka Jedenaście tysięcy pałek, czyli miłostki pewnego hospodara - Guillaume Apollinaire

Perła lub Jedenaście tysięcy pałek… Apollinaire'a — otwieramy drzwi także dla autorów nowych. Kolejną książką w serii będzie Anatomia. Monotonia , debiut norweskiej pisarki Edy Poppy, nagrodzony jako najlepsza współczesna powieść miłosna.

Fragment ebooka Jedenaście tysięcy pałek, czyli miłostki pewnego hospodara - Guillaume Apollinaire

Przekład

Marek Puszczewicz

Redaktor prowadzący

Paweł Lipszyc

Redakcja i korekta

Jan Jaroszuk

Redakcja techniczna

Alek Radomski

Opracowanie graficzne serii, projekt okładki i stron tytułowych

Przemysław Dębowski, www.octavo.pl

Zdjęcie wykorzystane na obwolucie

© Bettmann / CORBIS / FotoChannels

Wydawnictwo W.A.B.

02-386 Warszawa, ul.

Usypiskowa 5 tel./fax (22) 646 01 74, 646 01 75, 646 05 10, 646 05 11

wab@wab.com.pl

www.wab.com.pl

Skład i łamanie

manufaktura

ISBN 978-83-7747-279-8

Tytuł oryginału:

Les Onze Mille Verges ou les amours d'un hospodar

Copyright © for the Polish edition by

Wydawnictwo W.A.B., 2011

Copyright © for the Polish translation by

Wydawnictwo W.A.B., 2011

Wydanie I w tej edycji

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.virtualo.eu

WZMYSŁOWEJ SERII, prezentującej najciekawsze powieści erotyki światowej i polskiej, jest miejsce zarówno dla mało znanych twórców współczesnych, jak i wielkich skandalistów z przeszłości. Czytelnicy mogą się spodziewać nie tylko klasyki takiej jak wiktoriańska anonimowaPerłalubJedenaście tysięcy pałek…Apollinaire'a — otwieramy drzwi także dla autorów nowych. Kolejną książką w serii będzieAnatomia. Monotonia, debiut norweskiej pisarki Edy Poppy, nagrodzony jako najlepsza współczesna powieść miłosna.

Guillaume Apollinairenaprawdę nazywał się Wilhelm Apollinaris Kostrowicki. Ten francuski krytyk sztuki i poeta polskiego pochodzenia wywarł znaczny wpływ na awangardę modernistyczną. Jego nazwisko łączy się z takimi ruchami jak kubizm, futuryzm czy surrealizm. W 1913 roku opublikował zbiór wierszyAlcools. Straciwszy zdrowie w wyniku ran wojennych odniesionych w 1916 roku, zmarł dwa lata później.

1

Bukareszt to piękne miasto, gdzie zdają się mieszać Orient z Zachodem. Jeśli weźmie się pod uwagę położenie geograficzne, to jest się jeszcze w Europie, lecz patrząc na pewne obyczaje tego kraju, na Turków, na Serbów i inne macedońskie rasy, których malownicze próbki dostrzega się na ulicach, można stwierdzić, iż jest to już Azja. A jednak to kraj łaciński, a żołnierze rzymscy, którzy go skolonizowali, niewątpliwie stale zwracali się myślą ku Rzymowi, będącemu w owych czasach stolicą świata i wszelkiej elegancji. Owa nostalgia za Zachodem udzieliła się ich potomkom: Rumuni myślą nieustannie o mieście, gdzie luksus jest rzeczą naturalną, a życie płynie wesoło. Lecz Rzym postradał swe splendory, król miast odstąpił koronę Paryżowi, nic zatem dziwnego, że wskutek atawistycznego fenomenu myśl Rumunów zwraca się ustawicznie ku Paryżowi, który tak godnie zastąpił Rzym na czele wszechświata.

Podobnie jak inni Rumuni, piękny książę Valkutascu śnił o Paryżu, Mieście-Światłości, w którym wszystkie kobiety są równie piękne jak i łatwe. Gdy chodził jeszcze do gimnazjum w Bukareszcie, wystarczyło mu pomyśleć o jakiejś paryżance, po prostu o paryżance, by jego wierny sługa wzniósł się natychmiast, zmuszając go do oddania się powolnemu, błogiemu onanizmowi. Później zwiedzał liczne zadki i przodki rozkosznych Rumunek, lecz czuł wyraźnie — potrzebował paryżanki.

Mony Valkutascu pochodził z bardzo bogatej rodziny. Jego pradziad był hospodarem, co we Francji odpowiada tytułowi podprefekta. Owa godność przeniosła się z nazwy do rodziny i zarówno dziad, jak i ojciec Monyego nosili tytuł hospodara. Również Mony Valkutascu winien był się nim posługiwać na cześć swego przodka.

Lecz on przeczytał dość francuskich romansów, by umieć kpić sobie z podprefektów: „No proszę — mawiał. — Czy to nie śmieszne mówić o sobie, iż jest się podprefektem tylko dlatego, że był nim dziad? To po prostu groteskowe!”. Aby stać się mniej groteskowym, zastąpił tytuł hospodara-podprefekta mianem księcia. „Oto — zakrzyknął — tytuł, który może przechodzić z ojca na syna. Hospodar to funkcja administracyjna, lecz słuszne jest, aby ci, co wyróżnili się w administracji, mieli prawo do noszenia jakiegoś tytułu. Oto uszlachcam się sam. W gruncie rzeczy jestem własnym przodkiem. Moje dzieci i wnuki będą mi za to wdzięczne”.

Książę Valkutascu był mocno związany z wicekonsulem Serbii, Vzvodanem Dupciciem, który — jak niosła po mieście wieść — chętnie nadziewał czarującego Mony'ego. Pewnego dnia książę ubrał się starannie i ruszył do konsulatu Serbii. Na ulicy wszyscy mu się przyglądali, a kobiety wpatrywały się w niego, mówiąc: „Cóż za paryski wygląd!”.

Książę Valkutascu szedł bowiem w sposób, który w Bukareszcie uznany jest za paryski, a mianowicie drobnym kroczkiem, kręcąc przy tym tyłkiem. Jest to doprawdy czarujące! I gdy jakiś mężczyzna maszeruje tak po Bukareszcie, żadna kobieta mu się nie oprze, choćby nawet była małżonką samego premiera.

Przybywszy pod drzwi konsulatu Serbii, Mony szczodrze obsikał fasadę i zadzwonił. Otworzył mu Albańczyk odziany w białą tunikę. Książę Valkutascu wszedł pośpiesznie na pierwsze piętro. Wicekonsul Vzvodan Dupcić w swym salonie był nagi. Ze sługą na baczność leżał na miękkiej sofie, tuż obok niego spoczywała Mira, czarnowłosa Czarnogórka, i łaskotała go po jajach. Również była naga, a ponieważ się nachyliła, wypinała piękną, okrągłą pupkę, śniadą i mechatą, na której delikatna skóra była tak napięta, iż omal nie pękła. Pomiędzy dwoma pośladkami ciągnęła się szczelina, wcięta głęboko i czarno obrośnięta, gdzie można było dostrzec zakazaną dziurkę, okrągłą jak pastylka. Niżej jawiły się uda, długie i muskularne, a ponieważ pozycja zmuszała Mirę do ich rozchylenia, dało się dostrzec wzgórek, pulchny, soczysty, przepołowiony i ocieniony gęstym, całkiem czarnym zagajnikiem. Gdy wszedł Mony, nawet nie zwróciła na niego uwagi. W drugim kącie, na szezlongu, dwie piękne dziewczyny o sporych zadkach mechrały się, wydając ciche „Ach!” z rozkoszy. Mony szybko pozbył się odzienia, po czym, z członkiem wyprężonym jak struna, rzucił się na dwie lesbijki, próbując je rozdzielić. Lecz jego dłonie ześlizgiwały się z wilgotnych gładkich ciał, wijących się jak węże.

Toteż widząc, jak pienią się w ekstazie i nie mogąc ich od siebie oderwać, zaczął okładać otwartą dłonią wielki biały tyłek, który znajdował się w zasięgu jego ręki. Ponieważ to zdało się podniecać w wyraźny sposób jego właścicielkę, zaczął walić ze wszystkich sił, tak, że ból wziął górę nad rozkoszą i dziewczyna, której piękny biały zad zmienił się w różowy, podniosła się ze złością, mówiąc:

– Łajdaku, książę chędożony, nie przeszkadzaj nam, nie chcemy twego wielgachnego pala. Daj tego lizaka Mirze, a nam pozwól się kochać. Prawda, Zulme?

– Prawda, Tone! — odparła druga dziewczyna.

Książę napiął swego potężnego naganiacza i krzyknął:

– Ja wam dam, łajdaczki, zawsze jestem gotów wsadzić wam rękę w tyłek!

Po czym schwyciwszy jedną z nich, usiłował pocałować w usta. To była Tone, piękna brunetka, na której całkiem białym ciele, w różnych interesujących miejscach, przycupnęły śliczne pieprzyki, podkreślając biel skóry. Twarz miała również białą, a pieprzyk na lewym policzku czynił wygląd tej pełnej wdzięku dziewczyny jeszcze ponętniejszym. Pierś miała zdobną dwoma wspaniałymi cycuszkami, twardymi jak marmur, z niebieskawymi otoczkami, na czubkach których tkwiły delikatne różowe sutki. Prawa pierś była ślicznie upiększona małym pieprzykiem, który siedział na niej jak sztucznie przypięta muszka.

Mony Valkutascu, trzymając dziewczynę w uścisku, przełożył ręce pod jej tłusty zadek, podobny do pięknego melona, co mógł wyrosnąć w blasku słońca, jakie świeci o północy, był bowiem tak biały i pełny. Każdy z pośladków wyglądał niczym wyciosany z jednego bloku nieskazitelnego kararyjskiego marmuru, uda zaś, schodzące w dół, okrągliły się jak kolumny greckiej świątyni. Lecz jakaż różnica! Uda były ciepłe, a pośladki chłodne, co jest oznaką dobrego zdrowia. Klapsy nieco je zaróżowiły, tak, że można było powiedzieć, iż są uczynione ze śmietany z malinami. Widok ów podniecał nieszczęsnego Valkutascu do granic wytrzymałości. Jego usta ssały na przemian jędrne piersi Tone bądź też, trafiając na szyję lub ramię, zostawiały na nich soczyste maliny. Ręce mocno trzymały jędrne pupsko, twarde i mięsiste jak arbuz. Obmacywał te królewskie pośladki i nagle wsunął palec wskazujący w znajdującą się pomiędzy nimi dziurkę, której wąskość go zachwyciła. Jego potężny róg, sztywniejąc coraz bardziej, usiłował zrobić wyłom w czarującym, koralowym wzgórku, porośniętym czarną, lśniącą grzywą. Krzyknęła do niego po rumuńsku: „Nie, na pewno mi go nie wsadzisz!”, wymachując pięknymi udami, okrągłymi i pulchnymi. Wielki członek Mony'ego dotknął już swym czerwonym i rozpalonym łbem wilgotnego otworu Tone. Tej udało się jeszcze wyrwać, lecz wymykając się, puściła bąka, nie zwykłego bynajmniej, lecz bąka o krystalicznym brzmieniu, który wywołał u niej gwałtowny, nerwowy śmiech. Opór jej osłabł, uda rozchyliły się, a krzepki pachołek Mony'ego schował już głowę w otworze, kiedy Zulme, przyjaciółka Tone i jej partnerka od safizmu, schwyciła gwałtownie Mony'ego za jądra i zacisnąwszy je w swej małej dłoni, sprawiła mu taki ból, że dymiący organ wyskoczył ze swojej siedziby ku wielkiemu niezadowoleniu Tone, która zaczęła już poruszać wielkim tyłkiem, wieńczącym jej wąską talię.

Zulme była blondynką, a jej gęste włosy spływały aż do pięt. Niższa od Tone, pod względem wdzięku i smukłości nie ustępowała jej ani na jotę. Oczy miała czarne i podkrążone. Gdy tylko puściła genitalia Monyego, ów rzucił się na nią, mówiąc: „Dobra! Teraz ty zapłacisz za Tone”. Po czym schwyciwszy śliczny cycuszek, zaczął ssać jego czubek. Zulme się wykręcała. Chcąc zakpić sobie z Mony'ego, wprawiała w falowanie własny brzuch, w którego dolnej części rozkosznie podskakiwała zgrabnie ufryzowana, jasna bródka. Jednocześnie wysoko zadzierała swą śliczną szparkę, przecinającą kształtny, wypukły wzgórek. Pomiędzy różowymi wargami trzepotała dość długa łechtaczka, świadcząca o jej skłonnościach do miłości lesbijskiej. Sługa księcia na próżno usiłował wedrzeć się do tej klitki. Wreszcie Mony pochwycił ją za pośladki i już miał przeszyć na wylot, gdy Tone, rozwścieczona, iż pozbawiono ją możliwości nacieszenia się tak wspaniałym narządem, używając pawiego pióra, zaczęła łaskotać młodzieńca w pięty. Ten skręcał się ze śmiechu. Pawie pióro nadal łaskotało, od pięt przeszło do ud, do pachwin i do samego ptaszka, który oklapł gwałtownie.

Obie szelmutki, Tone i Zulme, zachwycone spłatanym figlem, śmiały się przez dobrą chwilę, po czym, zaczerwienione i zadyszane, powróciły do swych pieszczot, całując się i liżąc przed osłupiałym i zbitym z tropu księciem. Ich pupcie unosiły się rytmicznie, futerka się mieszały, zęby dzwoniły o siebie, aksamity jędrnych i drgających piersi gniotły się wzajemnie. Wreszcie, wijąc się i jęcząc z rozkoszy, przeżyły gwałtowny orgazm, a członek księcia znów zaczął się unosić. Lecz widząc, że obie dziewczyny są okropnie zmordowane po swych lesbijskich uciechach, zwrócił się ku Mirze, która nadal oskubywała ptaszka wicekonsula. Valkutascu podkradł się po cichu, przełożył swego pięknego rogala pod wielkimi pośladkami Miry i wprowadził go do rozchylonej i wilgotnej pochwy dziewczyny. Gdy tylko poczuła wnikający w nią wężowy łeb, szarpnęła tyłkiem, a ten kompletnie pochłonął organ księcia. Potem kontynuowała swe nieskoordynowane ruchy, podczas gdy Mony jedną ręką łechtał jej ogonek, drugą zaś łaskotał po cyckach.

Ruch tam i z powrotem w wąskich lędźwiach zdawał się sprawiać Mirze szaloną przyjemność, czego dowodziły jej okrzyki rozkoszy. Brzuch Valkutascu walił Mirę po zadku, którego świeżość wywoływała w księciu równie miłe uczucie, jak to, jakiego doznawała dziewczyna w kontakcie z jego gorącym brzuchem. Wkrótce ruchy stały się bardziej energiczne, gwałtowniejsze, książę przyciskał się do Miry, która dyszała, zaciskając pośladki. Mony wgryzł się w jej ramię i tak ją trzymał. Ona krzyczała:

– Ach! Wspaniale… zostań… mocniej… mocniej… dalej, dalej, do końca. Daj mi twe nasienie… daj mi je… A masz… A masz!… A masz!

I w tej wspólnej rozkoszy odeszli od zmysłów, i przez chwilę pozostawali unicestwieni. Tone i Zulme, splecione na szezlongu, patrzyły na nich, śmiejąc się. Wicekonsul Serbii zapalił cienkiego papierosa skręconego ze wschodnich tytoni. Gdy Mony się podniósł, rzekł do niego:

– Teraz, drogi książę, moja kolej. Czekałem na twe przybycie i o ile pozwoliłem Mirze masować moją pałkę, o tyle całą rozkosz zachowałem dla ciebie. Pójdź, serdeńko, mój ty jebaniutki, pójdź! Niech ci ją zapakuję.

Valkutascu popatrzył na niego przez chwilę, po czym splunąwszy na patafiana, którym go straszył konsul, wyrzekł te oto słowa:

– Nie chcę być dłużej dupczony przez ciebie, całe miasto o tym mówi.

Lecz wicekonsul wstał, laskę krzepko dzierżąc w dłoni i sięgnął po rewolwer.

Skierował lufę na Mony'ego, który drżąc ze strachu, wystawił ku niemu zadek, bełkocząc:

– Vzvodanku, mój drogi Vzvodanku, przecież wiesz, że cię kocham. Nadziej mniej, nadziej mnie zaraz.

Vzvodan z uśmiechem wsunął swoją lancę w elastyczną dziurkę pomiędzy pośladkami księcia. Wszedłszy tam na oczach trzech kobiet, zaczął się miotać jak opętany i przeklinać:

– K… mać! Co za rozkosz, zaciśnij dupkę, mój słodki Ganimedzie, zaciśnij, umieram z rozkoszy. Zaciśnij tę śliczną dupeńkę.

I z błędnym wzrokiem, wpijając dłonie w delikatne ramiona, obdarował Mony'ego obfitym wytryskiem. Potem książę się umył, ubrał i wyszedł, mówiąc, iż powróci po kolacji. Lecz przybywszy do domu, napisał list tej treści:

Mój drogi Vzvodanie,

Nie chcę już być dłużej dupczony przez Ciebie, nie chcę więcej znać bukareszteńskich kobiet, nie chcę dłużej trwonić tu mej fortuny, z którą byłbym tak szczęśliwy w Paryżu. Za dwie godziny mnie już nie będzie. Mam nadzieję ubawić się tam setnie i mówię Ci, żegnaj.

Mony, książę Valkutascu

Hospodar dziedziczny.

Książę opieczętował list, napisał drugi do swego notariusza, w którym prosił go, by spieniężył wszelkie jego dobra i przesłał mu całość do Paryża, gdy tylko otrzyma adres.

Mony zabrał całą gotówkę, jaką posiadał, to jest 50 000 franków, i udał się na dworzec. Oba listy wrzucił do skrzynki i wsiadł do Orient Expressu.

2

– Panienko, nie tyle pannę dostrzegłem, co raczej, oszalały z miłości, poczułem, jak mój sługa wyciąga się ku twej królewskiej urodzie, i oblał mnie war większy, niż gdybym był wypił kieliszek wódki.

– Na te smutki? Na te smutki?

– Składam mą fortunę i miłość u twych stóp. Gdybym tak miał pannę w łóżku, dwadzieścia razy z rzędu dowiódłbym mego uczucia. Niech jedenaście tysięcy białek lub nawet jedenaście tysięcy pałek mnie ukarze, jeśli kłamię!

– W czarnej jamie!

– Me uczucia są szczere. Nie rozmawiam w ten sposób ze wszystkimi kobietami. Nie jestem jakimś podrywaczem.

– Jak to skacze!

Konwersacja ta toczyła się pewnego słonecznego poranka na bulwarze Malesherbes. Maj ponownie rozbudził naturę i paryskie wróble wyćwierkiwały miłość na pokrytych zielenią drzewach. Tak oto wytwornie książę Mony Valkutascu zwracał się do ładnej, smukłej, elegancko odzianej dziewczyny, idącej w kierunku Madeleine. Ledwie mógł za nią nadążyć, tak szybko maszerowała. Nagle odwróciła się gwałtownie i wybuchła śmiechem:

– Mógłby już pan dać spokój, teraz nie mam czasu. Idę na ulicę Duphot, na spotkanie z przyjaciółką, lecz jeśli jest pan gotów stawić czoło dwóm kobietom opętanym przez dobrobyt i miłość, krótko mówiąc, jeśli jest pan mężczyzną mającym fortunę i moc w lędźwiach, niech pan podąża za mną.

On wypiął swą kształtną pierś i zawołał:

– Jestem księciem rumuńskim, dziedzicznym hospodarem.

– Ja zaś jestem Dupulina d'Ancône, mam dziewiętnaście lat, a już udało mi się ulżyć klejnotom dziesięciu mężczyzn, biegłych w miłości oraz opróżnić sakiewki piętnastu milionerów.

Tak sympatycznie gawędząc o różnych rzeczach błahych bądź istotnych, książę i Dupulina dotarli na ulicę Duphot. Windą wjechali na pierwsze piętro.

– Książę Valkutascu… Moja przyjaciółka Aleksyna Mniamniam.

Dupulina dokonała tej dostojnej prezentacji w luksusowym buduarze, obwieszonym obscenicznymi sztychami japońskimi.

Przyjaciółki ucałowały się z języczkiem. Obie były wysokie, lecz z umiarem.

Dupulina była brunetką o szarych oczach pełnych złośliwych ogników, z włochatym pieprzykiem na dolnej części lewego policzka. Cerę miała matową, krew krążyła pod skórą, a czoło marszczyło się łatwo, świadcząc o jej zajęciach związanych z pieniędzmi i miłością.

Aleksyna była blondynką o lekko szarawym odcieniu popiołu, który można napotkać jedynie w Paryżu. Jej jasna karnacja zdawała się przezroczysta. Ta śliczna dziewczyna jawiła się w swym różowym dezabilu równie delikatna i filuterna jak frywolna markiza z przedostatniego stulecia.

Znajomość wkrótce się zawiązała, a Aleksyna, która miała onegdaj rumuńskiego kochanka, poszła do sypialni poszukać jego fotografii. Książę i Dupulina podążyli za nią. Oboje rzucili się na dziewczynę i, rozbawieni, ją rozebrali. Peniuar opadł, pozostawiając ją tylko w batystowej koszulce, przez którą widać było urodziwe ciało, pulchne i żłobione roweczkami w stosownych miejscach.

Mony i Dupulina przewrócili ją na łóżko i obnażyli jej piękne, różowe piersi, wielkie i twarde, których czubki książę starannie wyssał. Dupulina schyliła się i zadarłszy koszulkę Aleksyny, odkryła krągłe, szerokie uda łączące się pod nastroszoną blond kocicą, równie popielatą jak włosy. Wydając ciche jęki rozkoszy, Alek-syna podciągnęła na łóżko swe drobne stopki i zrzuciła pantofelki, które sucho stuknęły o podłogę. Z szeroko rozłożonymi nogami wypinała tyłek, poddając się językowi przyjaciółki, jednocześnie zaciskając dłonie na szyi Mony'ego.

Na rezultat nie trzeba było długo czekać, jej pośladki się zacisnęły, wierzgnięcia stały się żwawsze i przeżyła orgazm, grożąc:

– Łajdaki, podniecacie mnie, teraz będziecie musieli mnie zaspokoić.

– On obiecał zrobić to dwadzieścia razy! — zawołała Dupulina i rozebrała się.

Książę uczynił podobnie. Oboje