Jazda polska - Kuba Bielak - ebook
  • Wydawca: WAB
  • Kategoria: Poradniki
  • Język: polski
  • Rok wydania: 2011
Opis

W czasie poślizgu lepiej kręcić kierownicą jak najwięcej, czy jak najmniej? Czy jazda ekologiczna może być ekonomiczna? Kto jest lepszym kierowcą - mężczyzna czy kobieta (i dlaczego tak często mamy na ten temat błędne mniemanie)? Jak zminimalizować ryzyko utraty koła w ziejącej pośrodku drogi dziurze? Dlaczego najwięcej wypadków zdarza się latem i co możemy zrobić, żeby nam się to nie przytrafiło?

Odpowiedzi na te pytania najlepiej poszukać w książce Kuby Bielaka. Doświadczony instruktor i prowadzący programu „Jazda polska" w TVN Turbo od lat uczy polskich kierowców, jak jeździć bezpieczniej, wygodniej i bardziej oszczędnie. Jego książka to dowód, że nauka bezpiecznej jazdy nie musi kojarzyć się ze stresem. Korzyść z lektury odniesie każdy - kierowca TIR-a i motocyklista, doświadczony kierowca i ten, który właśnie odebrał prawo jazdy. Fachowe porady Bielak przekazuje w przystępny, często też żartobliwy sposób. Obala motoryzacyjne mity, pokazuje, jak wiele możliwości ma kierowca w trudnej sytuacji, daje mnóstwo praktycznych wskazówek w każdym zakresie - od najlepszej wysokości zagłówka aż po sposoby na wydostanie się z głębokiej koleiny, a przy tym nie szczędzi czytelnikowi ciekawostek z historii motoryzacji.

Nauka jazdy jeszcze nigdy nie była tak dobrą rozrywką.

 

W jednym z odcinków programu „Jazda polska" sprawdzaliśmy efektywność gotowych preparatów i innych, „domowych" sposobów, które miały zapobiegać parowaniu szyb. Testowaliśmy profesjonalny preparat zakupiony na stacji benzynowej, szampon do włosów dla dzieci, alkohol metylowy z gliceryną, piankę do golenia. Nacieraliśmy szybę surowym ziemniakiem i cebulą. Okazało się, że najlepszy efekt dał szampon do włosów. Bardzo skutecznie usunął wszelkie zanieczyszczenia, na których para wodna mogłaby się osadzić. W przypadku cebuli efekt był taki, że dwóch operatorów kamer, dźwiękowiec, producent i ja uciekaliśmy z samochodu, ocierając łzy.

(fragment)

 

Kuba Bielak stale próbuje odpowiedzieć na pytanie, jak przetrwać na polskich drogach.

„Szkoła Jazdy"

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 166

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Ko­or­dy­na­cja ze stro­ny TVN: Bo­że­na Sa­moj­luk-Ślu­sar­ska

Re­dak­tor pro­wa­dzą­cy: Adam Plusz­ka Re­dak­cja: An­drzej Szew­czyk

Ko­rek­ta: Elż­bie­ta Ja­ro­szuk, Mał­go­rza­ta De­nys

Opra­co­wa­nie gra­ficz­ne: Da­wid Ko­rze­kwa

TVN S.A.

02-952 War­sza­wa, ul. Wiert­ni­cza 166

tel. (22) 856 60 60, fax (22) 856 66 66

tvn.pltvn­tur­bo.pl

Wy­daw­nic­two W.A.B.

02-386 War­sza­wa, ul. Usy­pi­sko­wa 5

tel./fax (22) 646 01 74, 646 01 75, 64 6 05 10, 646 05 11

[email protected]

wab.com.pl

ISBN 978-83-7747-337-5

Tekst © Wy­daw­nic­two W.A.B., 2011

Wy­da­nie I 

War­sza­wa 2011

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Dla mo­jej cór­ki, Aga­ty

Wstęp

Sza­now­ny Czy­tel­ni­ku, trzy­masz w ręku książ­kę, któ­ra jest efek­tem mo­ich licz­nych do­świad­czeń zwią­za­nych z pro­wa­dze­niem sa­mo­cho­du. Pięt­na­ście lat pra­cy w Aka­de­mii Bez­piecz­nej Jaz­dy, po­nad sto od­cin­ków pro­gra­mu „Jaz­da pol­ska”, wy­emi­to­wa­nych na an­te­nie TVN Tur­bo, po­świę­co­nych bez­pie­czeń­stwu na na­szych dro­gach oraz kil­ka mi­lio­nów ki­lo­me­trów prze­je­cha­nych au­tem w róż­nych wa­run­kach za­owo­co­wa­ły wie­dzą, któ­rą chciał­bym się po­dzie­lić. Trud­na sztu­ka pro­wa­dze­nia sa­mo­cho­du wy­ma­ga od kie­row­ców sta­łej na­uki i od­świe­ża­nia wia­do­mo­ści… Świat nie stoi w miej­scu, a szcze­gól­nie świat mo­to­ry­za­cji. Pro­blem w tym, że ktoś, kto ukoń­czył kurs na­uki jaz­dy, zdał eg­za­min i otrzy­mał po­trzeb­ne do­ku­men­ty, jesz­cze do nie­daw­na nie miał jak roz­wi­jać swo­ich umie­jęt­no­ści. Nadal nie jest z tym naj­le­piej. Kie­row­ca, któ­ry nie za­mie­rza star­to­wać w raj­dach czy wy­ści­gach, ale po pro­stu chce się uczyć, by bez­piecz­nie jeź­dzić i stać się świa­do­mym uczest­ni­kiem ru­chu, ma duży kło­pot ze zna­le­zie­niem wia­ry­god­nych źró­deł in­for­ma­cji.

Jesz­cze w la­tach dzie­więć­dzie­sią­tych w Pol­sce po­wsta­ły pierw­sze ośrod­ki do­sko­na­le­nia jaz­dy wy­cho­dzą­ce na­prze­ciw tym ocze­ki­wa­niom. Gru­pa za­pa­leń­ców, zda­ją­ca so­bie spra­wę z nie­do­sta­tecz­ne­go po­zio­mu edu­ka­cji na kur­sach na­uki jaz­dy, za­czę­ła otwie­rać szko­ły dla kie­row­ców chcą­cych uczyć się cze­goś wię­cej niż par­ko­wa­nia. Ta­kie szko­le­nie musi za­tem ofe­ro­wać coś in­ne­go niż jaz­dę po pły­cie lot­ni­ska. Ale co do­kład­nie? Na czym mia­ło­by po­le­gać? I jak oce­nić jego ja­kość? Te wąt­pli­wo­ści do­pro­wa­dzi­ły do po­wo­ła­nia or­ga­ni­za­cji, któ­ra dba o rze­tel­ność prze­ka­zy­wa­nej wie­dzy. W paź­dzier­ni­ku 2001 roku z ini­cja­ty­wy So­bie­sła­wa Za­sa­dy po­wsta­ło Pol­skie Sto­wa­rzy­sze­nie Mo­to­ro­we Do­sko­na­le­nia Tech­nik i Bez­pie­czeń­stwa Jaz­dy zrze­sza­ją­ce szko­ły, w któ­rych trud­nej sztu­ki pro­wa­dze­nia auta mogą się uczyć kie­row­cy po­sia­da­ją­cy pra­wo jaz­dy.

Jed­nym z pod­sta­wo­wych źró­deł wia­do­mo­ści z róż­nych dzie­dzin ży­cia od daw­na były wszel­kie­go ro­dza­ju książ­ki i po­rad­ni­ki. Nie­ste­ty ofer­ta wy­daw­ni­cza do­ty­czą­ca mo­to­ry­za­cji jest bar­dzo ubo­ga. Dla­te­go po­sta­no­wi­łem przy­go­to­wać pu­bli­ka­cję prze­zna­czo­ną dla wszyst­kich, któ­rzy do­strze­ga­ją po­trze­bę po­głę­bia­nia swo­jej wie­dzy, zwłasz­cza na te­mat bez­piecz­nej jaz­dy sa­mo­cho­dem. My­ślę, że z in­for­ma­cji i wska­zó­wek za­war­tych w tej książ­ce mogą sko­rzy­stać za­rów­no mło­dzi, nie­do­świad­cze­ni kie­row­cy, jak i ci z wie­lo­let­nim sta­żem. Wiel­bi­cie­le jaz­dy i oso­by, któ­re je­dy­nie od cza­su do cza­su sia­da­ją za kół­kiem.

Nie jest to zwy­kły pod­ręcz­nik wy­ja­śnia­ją­cy za­wi­ło­ści tech­ni­ki pro­wa­dze­nia sa­mo­cho­du. Nie jest to rów­nież en­cy­klo­pe­dia mo­to­ry­za­cji. W trak­cie pi­sa­nia za­uwa­ży­łem, że nie wszyst­kie waż­ne rady zdo­łam za­wrzeć w jed­nym to­mie. Dla­te­go zde­cy­do­wa­łem się na przy­go­to­wa­nie ca­łe­go cy­klu, któ­re­go pierw­szą część sta­no­wi ta pu­bli­ka­cja. Znaj­du­je się w niej wie­le od­nie­sień do pro­gra­mu „Jaz­da pol­ska”, w któ­rym z przy­czyn tech­nicz­nych nie za­wsze mo­że­my wy­czer­pać po­ru­sza­ny te­mat. Pro­gram trwa za­le­d­wie trzy­dzie­ści mi­nut i musi się pod­po­rząd­ko­wać nie­ubła­ga­nym re­gu­łom ra­mów­ki te­le­wi­zyj­nej. Po­rad­nik ten jest za­tem do­sko­na­łą oka­zją do roz­wi­nię­cia i uzu­peł­nie­nia pro­ble­ma­ty­ki po­szcze­gól­nych od­cin­ków.

Na ko­niec chciał­bym wy­ra­zić wdzięcz­ność oso­bom, bez któ­rych książ­ka ta z pew­no­ścią by się nie uka­za­ła. Ol­brzy­mie po­dzię­ko­wa­nia prze­ka­zu­ję Wło­dzi­mie­rzo­wi Zien­tar­skie­mu, któ­ry na­mó­wił mnie do za­ję­cia się te­ma­ty­ką bez­pie­czeń­stwa ru­chu dro­go­we­go i z któ­rym wspól­nie za­ło­ży­li­śmy Aka­de­mię Bez­piecz­nej Jaz­dy. Dzię­ku­ję wszyst­kim współ­pra­cow­ni­kom Aka­de­mii oraz jej in­struk­to­rom, sta­cji TVN, któ­ra zde­cy­do­wa­ła się emi­to­wać pro­gram trak­tu­ją­cy w dość nie­sza­blo­no­wy spo­sób o bez­pie­czeń­stwie na dro­gach, Kac­pro­wi Wy­rwa­so­wi, pro­du­cen­to­wi „Jaz­dy pol­skiej”, i wszyst­kim, któ­rzy two­rzą ten pro­gram. Naj­więk­sze po­dzię­ko­wa­nia na­le­żą się mo­je­mu ta­cie, któ­ry jako pierw­szy po­ka­zał mi, na czym po­le­ga sztu­ka od­po­wie­dzial­nej jaz­dy sa­mo­cho­dem.

Kierowca, samochód, droga, czyli trzy czynniki decydujące o bezpieczeństwie. Czy tylko trzy?

Duży fiat to pierw­szy sa­mo­chód, ja­kim jeź­dzi­łem pod okiem ojca na nad­wi­ślań­skiej łące. Tam­ten eg­zem­plarz był zie­lo­ny, ale rdzy było pra­wie tyle samo.

Gdy po­dró­żu­je­my sa­mo­cho­dem, rzad­ko się za­sta­na­wia­my, jak dużo czyn­ni­ków wpły­wa na na­sze bez­pie­czeń­stwo. Zwy­kle ta­kie re­flek­sje przy­cho­dzą nam do za­ję­tej„waż­niej­szy­mi spra­wa­mi” gło­wy, kie­dy omi­ja­my miej­sce wy­pad­ku albo ko­li­zji. Na­stęp­ne trzy lub pięć ki­lo­me­trów je­dzie­my tro­chę wol­niej, a na­sze my­śli krą­żą wo­kół bez­pie­czeń­stwa na dro­dze. Jed­nak bie­rze­my wte­dy pod uwa­gę je­dy­nie małą część wiel­kie­go zbio­ru czyn­ni­ków, od któ­rych za­le­ży, czy uda nam się cało i bez przy­gód do­je­chać do celu.

W pierw­szej ko­lej­no­ści kon­cen­tru­je­my się na in­nych użyt­kow­ni­kach ru­chu i w nich upa­tru­je­my za­gro­że­nia. Bo prze­cież to oni źle jeż­dżą! Ogrom­nie waż­ne w tej kon­fron­ta­cji my-oni jest na­sze po­czu­cie wyż­szo­ści po­par­te prze­ko­na­niem, że to nie my po­peł­ni­my błąd. Przy okre­śla­niu po­tknięć, ja­kie mogą nam się zda­rzyć, za­wę­ża­my ich za­kres. Od cza­su do cza­su przy­po­mi­na­my so­bie o utrzy­my­wa­niu od­po­wied­niej od­le­gło­ści od in­nych po­jaz­dów (zwy­kle tych ja­dą­cych przed nami). Głów­nie sku­pia­my się na pręd­ko­ści uza­leż­nio­nej od wa­run­ków dro­go­wych, bar­dzo czę­sto my­lo­nych z wa­run­ka­mi at­mos­fe­rycz­ny­mi. Na wa­run­ki dro­go­we skła­da się wie­le czyn­ni­ków, ta­kich jak wi­docz­ność, po­go­da, stan i typ na­wierzch­ni, na­tę­że­nie ru­chu, in­fra­struk­tu­ra, prze­pi­sy ru­chu dro­go­we­go, pora dnia lub nocy. A i to tyl­ko nie­któ­re z nich. Przy­dat­na jest rów­nież umie­jęt­ność roz­po­zna­wa­nia przy­czep­no­ści na­wierzch­ni. Więk­szość kie­row­ców roz­róż­nia je­dy­nie dwa jej typy: mo­kra i su­cha. Ewen­tu­al­nie w zi­mie – śli­ska. Ale żeby oce­nić przy­czep­ność w ja­kim­kol­wiek stop­niu, mu­si­my sta­rać się przy­najm­niej pa­trzeć na jezd­nię.

Na kur­sie na­uki jaz­dy nie je­ste­śmy w sta­nie na­uczyć się wszyst­kie­go, co jest przy­dat­ne w trud­nej sztu­ce pro­wa­dze­nia sa­mo­cho­du, mnó­stwo wie­dzy każ­dy kie­row­ca czer­pie z do­świad­cze­nia co­dzien­nej jaz­dy.

Wy­obraź­my so­bie taką sy­tu­ację. Wjeż­dża­my w za­kręt z dość dużą pręd­ko­ścią, je­dzie­my prze­cież po od­cin­ku świe­żo wy­re­mon­to­wa­nym za unij­ne pie­nią­dze. Czar­ny, pach­ną­cy no­wo­ścią as­falt za­chę­ca do szyb­kiej jaz­dy, przy­czep­ność – bez za­rzu­tu, żad­na dziu­ra nam nie gro­zi, jest rów­no, sło­necz­nie i su­cho. Moż­na gnać. A że wcze­śniej były zna­ki ostrze­ga­ją­ce o ro­bo­tach dro­go­wych i ogra­ni­cze­niu pręd­ko­ści, to nam nie prze – szka­dza. Wo­kół pu­sto, ani jed­ne­go auta na ho­ry­zon­cie. Na­gle w sa­mym środ­ku za­krę­tu za­uwa­ża­my, że na jego koń­cu ko­par­ka za­ta­ra­so­wa­ła prze­jazd, lecz mamy jesz­cze tro­chę miej­sca, żeby wy­ha­mo­wać. Pro­blem w tym, że lewą część dro­gi po­kry­wa piach wy­sy­pa­ny z wy­wrot­ki, a dru­gą po­ło­wę – gru­bo­ziar­ni­sty żwir. Py­ta­nie brzmi: na czym szyb­ciej się za­trzy­ma­my? Od­po­wiedź jest pro­sta: oczy­wi­ście na ko­par­ce. Ale je­śli rze­czy­wi­ście miał­bym ura­to­wać auto przed zde­rze­niem z czym­kol­wiek, to wy­brał­bym ra­czej­piach, któ­ry ce­chu­je mniej­sza ziar­ni­stość. Gru­by żwir za­cho­wał­by się jak kul­ki ło­ży­ska i spo­tę­go­wał efekt po­śli­zgu.

Na­tu­ral­nie cała sy­tu­acja jest czy­sto hi­po­te­tycz­na, ale w po­dob­nej zna­la­złem się, gdy w mło­dym wie­ku

Na na­szych dro­gach moż­na spo­tkać wie­le żwi­ro­wych nie­spo­dzia­nek.

po­dró­żo­wa­łem po krę­tych dro­gach War­mii i Ma­zur. Oprócz wło­sów sta­ją­cych dęba i fali krwi na­pły­wa­ją­cej do mó­zgu pa­mię­tam dy­le­mat, z któ­rym się wte­dy zma­ga­łem: piach czy żwir? Po­sta­wi­łem na piach, my­śląc: „Niech się dzie­je wola nie­ba”. Czas na ana­li­zy przy­szedł do­pie­ro póź­niej, kie­dy opa­dły emo­cje i wy­po­wie­dzia­łem do zzie­le­nia­łe­go ze stra­chu ko­le­gi sie­dzą­ce­go na fo­te­lu pa­sa­że­ra zna­ne sło­wa: „Cu­dem się uda­ło”. Pa­mię­tam jed­nak, że w ułam­ku se­kun­dy do­tar­ła do mnie in­for­ma­cja, że mogę wy­brać mię­dzy dwo­ma ro­dza­ja­mi przy­czep­no­ści na­wierzch­ni. Fakt, że w ogó­le mia­łem wy­bór, za­wdzię­czam temu, że pa­trzy­łem na dro­gę, sta­ra­jąc się ana­li­zo­wać jej stan.

Bar­dzo czę­sto szcze­gól­nie mło­dzi, nie­do­świad­cze­ni kie­row­cy ob­ser­wu­ją jezd­nię w spe­cy­ficz­ny spo­sób na­zy­wa­ny di­gi­ta­li­za­cją dro­gi. Po­le­ga on na tym, że kie­row­ca ogra­ni­cza ob­ser­wa­cję do ana­li­zy toru, jaki two­rzy dro­ga. Zu­peł­nie jak­by wi­dział ją na ekra­nie kom­pu­te­ra. Waż­ne jest, żeby je­chać po szo­sie, a nie po­bo­czem, utrzy­my­wać sa­mo­chód mię­dzy gra­ni­ca­mi wy­zna­czo­ny­mi przez skraj as­fal­tu, do­sto­so­wy­wać pręd­kość je­dy­nie do ukła­du za­krę­tów. Krót­ko mó­wiąc, suk­ces za­le­ży od tego, czy i jak dłu­go utrzy­mu­je­my się „na czar­nym”. To duży błąd. War­to sko­rzy­stać z więk­szej licz­by in­for­ma­cji, jaką moż­na wy­czy­tać z jezd­ni, po któ­rej je­dzie­my.

Wszy­scy na­rze­ka­my na na­sze dro­gi. Są dziu­ra­we, peł­ne ko­le­in, bez po­bo­cza, źle ozna­ko­wa­ne itd. Jest jak jest i na­gle się to nie zmie­ni, więc al­ter­na­ty­wa wy­glą­da tak: jadę po nie­rów­nej, mo­krej na­wierzch­ni, do­bie­ra­jąc pręd­kość od­po­wied­nią do wa­run­ków i sta­ra­jąc się mi­ni­ma­li­zo­wać ry­zy­ko uszko­dze­nia auta oraz utra­ty przy­czep­no­ści, lub gnam na za­bój po wer­te­pach, klnąc pod no­sem na dro­go­wców, któ­rzy mie­li wy­bu­do­wać au­to­stra­dy. Tym­cza­sem na­sze za­wie­sze­nie woła o opa­mię­ta­nie, śrub­ki nad­wo­zia roz­krę­ca­ją się od drgań, a na­sze ABS i ESR ewen­tu­al­nie inne sys­te­my ak­tyw­ne­go bez­pie­czeń­stwa, gdy­by mo­gły, za­pew­ne pu­ka­ły­by się w czo­ło, mó­wiąc: „Gość jest chy­ba nie­źle wal­nię­ty?

Je­den z mo­ich ulu­bio­nych pla­nów zdję­cio­wych – sta­cja de­mon­ta­żu po­jaz­dów Zo­mis. To tu prze­pro­wa­dza­my do­mo­wym spo­so­bem róż­ne eks­pe­ry­men­ty.

My­śli, że my mu tu po­mo­że­my?”. Prze­sad­na wia­ra w nie­znisz­czal­ne auto, w któ­re di­ler na­wkła­dał ki­lo­gra­mów elek­tro­ni­ki i ba­je­rów ma­ją­cych wspo­móc nas w opre­sji, sta­no­wi jed­ną z przy­czyn ob­ni­ża­nia gra­ni­cy ry­zy­ka, ja­kie je­ste­śmy skłon­ni po­dej­mo­wać pod­czas jaz­dy.

Żeby co­kol­wiek mo­gło dzia­łać, musi po pro­stu być spraw­ne. Zbyt rzad­ko za­sta­na­wia­my się nad sta­nem tech­nicz­nym na­sze­go auta. Okre­so­we prze­glą­dy i wzrost bez­a­wa­ryj­no­ści sa­mo­cho­dów, dzię­ki osią­gnię­ciom mo­to­ry­za­cji XXI wie­ku, po­zwa­la­ją nam ulec wra­że­niu, że nasz po­jazd jest su­per­bez­piecz­ny, nie­zu­ży­wal­ny i na­fa­sze­ro­wa­ny elek­tro­nicz­ny­mi asy­sten­ta­mi kie­row­cy, któ­rzy w ra­zie cze­go „za­ła­twią za nas spra­wę”. Wy­da­je się, że część pro­wa­dzą­cych ogra­ni­cza spraw­dze­nie sta­nu auta, któ­rym jeż­dżą, do roz­po­zna­nia re­je­stra­cji, mo­de­lu i ko­lo­ru. „Wie­czo­rem zo­sta­wia­łem je w tym miej­scu. Rano tu stoi i nadal jest czer­wo­ne. Nic się nie zmie­ni­ło, więc nadal musi być spraw­ne”.

Taka kon­tro­la nie wy­star­czy. Aby bez­piecz­nie po­dró­żo­wać sa­mo­cho­dem, war­to wie­dzieć wię­cej o tym, czym tak na­praw­dę jeź­dzi­my. Dba­łość o nasz wóz za­zwy­czaj wy­ra­ża się za­mon­to­wa­niem spoj­le­ra, alu­felg i in­nych ba­je­rów oraz re­gu­lar­nym my­ciem. A tym­cza­sem za­po­mi­na­my o pod­sta­wach zwią­za­nych ze sta­nem tech­nicz­nym. W no­wych sa­mo­cho­dach sys­tem prze­glą­dów i ko­niecz­ność otrzy­ma­nia od­po­wied­niej pie­cząt­ki nie­raz za­ła­twia całą spra­wę i roz­grze­sza na­sze su­mie­nie. Ale po dro­gach nie jeż­dżą tyl­ko nowe auta.

O czym za­po­mi­na­my naj­czę­ściej? Przede wszyst­kim o amor­ty­za­to­rach. To one de­cy­du­ją o pew­no­ści w pro­wa­dze­niu sa­mo­cho­du i kon­tak­cie kół z na­wierzch­nią. Gwał­tow­ne ma­new­ry, nie­rów­na na­wierzch­nia na za­krę­cie, ha­mo­wa­nie na „tar­ce” przed świa­tła­mi. Tu­taj sku­tecz­ność amor­ty­za­to­rów ma nie­ba­ga­tel­ne zna­cze­nie. Zu­ży­te nie tłu­mią wy­star­cza­ją­co efek­tyw­nie i koła od­ry­wa­ją się od na­wierzch­ni, co wy­dłu­ża dro­gę ha­mo­wa­nia. A na za­krę­cie? Jesz­cze go­rzej. Je­śli na­sze koła od­ry­wa­ją się od jezd­ni, to wy­la­tu­je­my poza dro­gę.

Cze­go się bo­imy, ja­dąc sa­mo­cho­dem? Naj­czę­ściej utra­ty przy­czep­no­ści. Na przy­czep­ność wpły­wa­ją oczy­wi­ście na­wierzch­nia i ro­dzaj opon, ale rów­nie waż­nym czyn­ni­kiem są amor­ty­za­to­ry. Od nich za­le­ży nie tyl­ko to, czy w ogó­le tra­fia­my w dro­gę, lecz tak­że, czy i jak ha­mu­je­my.

Żeby móc ha­mo­wać, mu­si­my oczy­wi­ście mieć spraw­ne ha­mul­ce. Ten ele­ment to, poza kloc­ka­mi, rów­nież tar­cze, prze­wo­dy i naj­waż­niej­sze: płyn ha­mul­co­wy.

O tym ostat­nim kie­row­cy za­po­mi­na­ją naj­czę­ściej, a to wła­śnie on od­po­wia­da za sku­tecz­ne ha­mo­wa­nie.

Ko­lej­na ogrom­nie istot­na rzecz, rów­nie czę­sto ba­ga­te­li­zo­wa­na przez ro­dzi­mych kie­row­ców, to opo­ny.

Nie cho­dzi tu je­dy­nie o pa­mię­ta­nie, że póź­ną je­sie­nią na­le­ży zmie­niać let­nie na zi­mów­ki. Opo­ny sta­no­wią na­szą wi­zy­tów­kę. Wszy­scy wie­my oczy­wi­ście, że są waż­ne, bo za­pew­nia­ją kon­takt sa­mo­cho­du z na­wierzch­nią. Wła­śnie na przy­kła­dzie opon naj­le­piej wi­dać, jak kie­row­cy dba­ją o swo­je bez­pie­czeń­stwo. Kie­dy ostat­nio przy­glą­da­li­ście się swo­im opo­nom? Jak czę­sto spraw­dza­cie ci­śnie­nie w opo­nach? A prze­cież to pod­sta­wa. Nie­wiel­ki uby­tek po­wie­trza może po­wo­do­wać za­rzu­ca­nie auta przy ha­mo­wa­niu. Prze­pi­sy wspo­mi­na­ją, że naj­mniej­sza wy­so­kość bież­ni­ka wy­no­si 1,6 mi­li­me­tra, ale taka war­tość nie za­pew­nia na­wet mi­ni­mum bez­pie­czeń­stwa, szcze­gól­nie na mo­krej na­wierzch­ni. Sze­rzej o opo­nach opo­wiem w osob­nym roz­dzia­le, bo wy­ma­ga­ją szcze­gól­nej uwa­gi. To wła­śnie one świad­czą o wła­ści­cie­lu sa­mo­cho­du, zgod­nie z za­sa­dą: „Po­każ mi swo­je opo­ny, a po­wiem ci, ja­kim je­steś kie­row­cą”.

Wra­ca­jąc do spraw zwią­za­nych ze sta­nem tech­nicz­nym na­sze­go auta, trud­no nam oczy­wi­ście za każ­dym ra­zem, kie­dy wy­ru­sza­my rano do pra­cy, urzą­dzać mi­ni­prze­gląd wszyst­kich pod­ze­spo­łów, aby wy­tro­pić uster­kę. Szcze­gól­nie w no­wych au­tach wy­da­je się to zbęd­ne. War­to jed­nak słu­chać sa­mo­cho­du pod­czas jaz­dy. Nowy dźwięk to za­zwy­czaj za­po­wiedź awa­rii. Każ­de auto do nas mówi. Zwłasz­cza gdy zmu­sza­my je do jaz­dy po dziu­ra­wych dro­gach. Je­śli bę­dzie­my słu­chać je­dy­nie ryku mu­zy­ki w sa­mo­cho­dzie, to nie do­trze do nas skrzy­pie­nie amor­ty­za­to­ra, z któ­re­go wła­śnie za­czy­na wy­cie­kać olej, stu­ka­nie drąż­ków sta­bi­li­za­to­ra, wa­ha­czy itp. O awa­rii do­wie­my się, do­pie­ro gdy prze­sta­nie­my utrzy­my­wać tor jaz­dy albo w mo­men­cie gdy pod­czas ha­mo­wa­nia pe­dał ha­mul­ca wpad­nie nam w pod­ło­gę.

Nie cho­dzi je­dy­nie o świa­do­mość sta­nu tech­nicz­ne­go po­jaz­du, któ­rym się po­ru­sza­my, lecz tak­że o to, jak trak­tu­je­my na­sze auto.

Każ­de auto na swój spo­sób do nas „mówi”. Po­dob­no na pol­skich dro­gach wło­skie auta za­czy­na­ją krzy­czeć po trzech mie­sią­cach, nie­miec­kie po pół roku, a fran­cu­skie trzy­sta me­trów po opusz­cze­niu sa­lo­nu de­ale­ra.

Sa­mo­chód. Co to ta­kie­go, do cze­go słu­ży i jaką funk­cję peł­ni w na­szym ży­ciu?

Przez mo­ment spró­buj­my za­sta­no­wić się, czym jest dla nas sa­mo­chód. Od­po­wiedź na to na po­zór ba­nal­ne py­ta­nie wy­da­je się pro­sta. Tak pro­sta jak jaz­da au­tem – przy­spie­sza­my, zwal­nia­my i skrę­ca­my. Na­tu­ral­nie je­śli roz­pa­tru­je­my tę czyn­ność z punk­tu wi­dze­nia fi­zy­ki. Do­pie­ro po głęb­szej ana­li­zie do­cie­ra do nas, że ta jaz­da wca­le nie jest taka ła­twa. To, co czy­ni ją za­gma­twa­ną i trud­ną, to nie­skoń­cze­nie wie­le po­my­słów kie­row­ców, jak przy­spie­szać, zwal­niać i ste­ro­wać. Ludz­ki mózg jest nie­prze­wi­dy­wal­ny, a każ­dy czło­wiek – inny. Stąd wy­ni­ka­ją pro­ble­my. Tak samo wy­glą­da spra­wa z od­po­wie­dzią na na­sze „ba­nal­nie pro­ste” py­ta­nie.

Po co czło­wiek wy­na­lazł sa­mo­chód? Oczy­wi­ście w ce­lach trans­por­to­wych. Pier­wot­ną funk­cją auta było szyb­kie i wy­god­ne prze­miesz­cza­nie lu­dzi i ich ba­ga­ży z punk­tu A do punk­tu B. Wkrót­ce od­kry­to jed­nak inne funk­cje, ja­kie może speł­niać sa­mo­chód.

Jak wi­dać, sa­mo­chód może rów­nież słu­żyć jako ka­na­pa, krze­sło lub fo­tel. Szcze­gól­nie na po­trze­by pro­gra­mu „Jaz­da pol­ska”.

Tram­po­li­na w hie­rar­chii spo­łecz­nej

Już w cza­sach pierw­szych we­hi­ku­łów spa­li­no­wych ich wła­ści­cie­le szczy­ci­li się mia­nem „bo­ga­cza”, bu­dzi­li za­chwyt i po­dziw w spo­łecz­no­ści. Obec­nie samo po­sia­da­nie auta nie win­du­je nas tak szyb­ko do wyż­szych sfer, ale prze­cież czło­wiek wy­my­ślił róż­ne typy po­jaz­dów, któ­re za­czął kla­sy­fi­ko­wać na lep­sze i gor­sze. Są­siad ma ma­lu­cha, więc my ku­pu­je­my po­lo­ne­za i już daje nam to gwa­ran­cję do­bre­go sa­mo­po­czu­cia za każ­dym ra­zem, gdy zo­ba­czy­my z bal­ko­nu jego za­zdrość, kie­dy par­ku­je obok swój „złom”. Ba­nal­ne py­ta­nie: „Czym jeź­dzisz?”, rzu­co­ne niby mi­mo­cho­dem w to­wa­rzy­stwie, usta­wia re­la­cję od­po­wia­da­ją­ce­go z po­zo­sta­ły­mi roz­mów­ca­mi. Oczy­wi­ście jest ona ści­śle uwa­run­ko­wa­na mar­ką, któ­rą wy­mie­ni, lub po­jem­no­ścią sil­ni­ka, jaką się chwa­li.

Azyl

Z bie­giem lat samo jeż­dże­nie sa­mo­cho­dem za­czę­ło do­star­czać kie­row­com co­raz to in­nych emo­cji. Tem­po roz­wo­ju cy­wi­li­za­cyj­ne­go za­bra­ło czło­wie­ko­wi dużo tak zwa­ne­go wol­ne­go cza­su. Każ­da mi­nu­ta wy­rwa­na z po­go­ni za ka­rie­rą, pra­cą, pie­nią­dzem jest te­raz na wagę zło­ta. Sko­ro i tak spę­dza­my spo­rą część ży­cia w au­cie, na­uczy­li­śmy się trak­to­wać je jako swe­go ro­dza­ju pa­ra­sol ochron­ny przed ota­cza­ją­cą nas pę­dzą­cą rze­czy­wi­sto­ścią. Za­mknię­cie drzwi w sa­mo­cho­dzie au­to­ma­tycz­nie prze­no­si nas w inny, lep­szy świat… Świat na­szych za­pa­chów, dźwię­ków ulu­bio­nej­mu­zy­ki, świat, któ­ry złud­nie kon­tro­lu­je­my.

Naj­wy­raź­niej­wi­dać to w mo­men­tach du­że­go stre­su i na­pię­cia emo­cjo­nal­ne­go. Po kłót­ni z mę­żem, żoną, sze­fem czy kim­kol­wiek wsia­da­my do auta i je­dzie­my, aby je­chać. Cel po­dró­ży jest nie­waż­ny. Li­czy się azyl, od­se­pa­ro­wa­nie od pro­ble­mu. I tak je­dzie­my, mi­ja­jąc domy, uli­ce, zna­ki, świa­tła, lasy, łąki i pola, a w gło­wie prze­la­tu­ją nam my­śli i ob­ra­zy zu­peł­nie nie­zwią­za­ne z dro­gą, po któ­rej się po­ru­sza­my, tyl­ko do­ty­czą­ce pro­ble­mu, od któ­re­go chce­my uciec. W za­leż­no­ści od kie­row­cy taki azyl może się z cza­sem prze­kształ­cić w coś bar­dziej nie­bez­piecz­ne­go.

Na­rzę­dzie do od­re­ago­wa­nia stre­su

Stres jest dziś wszech­obec­ny. Każ­dy z nas sta­ra się z nim ja­koś wal­czyć. Zna­leźć pe­wien „wen­tyl bez­pie­czeń­stwa”, któ­rym wy­pu­ści nad­miar zgro­ma­dzo­ne­go na­pię­cia. Moż­na za­pi­sać się na si­łow­nię, ba­sen, ae­ro­bik i tam wy­ła­do­wy­wać agre­sję. Ostat­nie lata po­ka­zu­ją jed­nak, że byle si­łow­nia może nie wy­star­czyć. Czło­wiek za­czął szu­kać in­nych form od­re­ago­wy­wa­nia.

Azyl, ja­kim sta­je się na­sze auto, spra­wia, że je­ste­śmy ano­ni­mo­wi na dro­dze. Bar­dzo czę­sto wy­da­je się nam, że nikt nas nie wi­dzi.A wła­śnie wte­dy naj­czę­ściej czło­wiek robi głu­pie i nie­bez­piecz­ne rze­czy.

Kie­dyś spor­ty eks­tre­mal­ne były za­re­zer­wo­wa­ne dla spor­tow­ców wy­czy­no­wych, he­ro­sów. Dziś każ­dy może je upra­wiać. Sko­ki na bun­gee już na ni­kim nie ro­bią wra­że­nia. Wind­sur­fing, ki­te­sur­fing czy wspi­nacz­ka skał­ko­wa to re­kre­acja, a nie spor­ty eks­tre­mal­ne, ja­ki­mi były jesz­cze nie­daw­no.

Nie­ste­ty, nie każ­dy umie so­bie po­ra­dzić z na­ra­sta­ją­cym stre­sem. Bar­dzo czę­sto od­re­ago­wu­je­my za po­mo­cą pod­sta­wo­we­go na­rzę­dzia, któ­re mamy pod ręką. Tym na­rzę­dziem jest sa­mo­chód. Agre­sja na dro­dze sta­no­wi tego naj­lep­szy przy­kład. Ru­szam z pi­skiem i „te­raz wam po­ka­żę!!!”. Sto­jąc w kor­ku, chce­my wszyst­kich do­oko­ła nie­mal­że po­za­bi­jać.

Swo­ją dro­gą sku­tecz­nym, lecz moc­no kon­tro­wer­syj­nym i mało hu­ma­ni­tar­nym po­my­słem na roz­ła­do­wa­nie kor­ków by­ło­by roz­da­nie wszyst­kim pol­skim kie­row­com bro­ni ma­szy­no­wej.

Pawi ogon

Ta funk­cja auta wy­da­je się naj­bar­dziej przy­dat­na po­sia­da­czom więk­szej daw­ki te­sto­ste­ro­nu, choć ko­bie­ty cza­sa­mi rów­nież dzia­ła­ją „po mę­sku”. Fa­cet jak to fa­cet, za­cho­wał róż­ne ata­wi­stycz­ne sam­cze od­ru­chy i nie ma się co dzi­wić, tak go na­tu­ra stwo­rzy­ła. Pod­czas jaz­dy sa­mo­cho­dem do­brze by­ło­by się wy­róż­niać w tłu­mie. „Prze­jedź­my się po mie­ście” – tak z nu­dów? Nie – dla za­zna­cze­nia swo­jej obec­no­ści na świe­cie.

Cie­ka­wym przy­kła­dem na efekt „pa­wie­go ogo­na” jest pol­ski tu­ning sa­mo­cho­do­wy… Świat mo­to­ry­za­cji wy­my­ślił ulep­sza­nie aut z wer­sji stan­dard do hi­per-su­per­bry­ka głów­nie po to, żeby po­pra­wić wła­sno­ści jezd­ne tych mo­de­li. Tu­ning za­czy­na się od za­mon­to­wa­nia lep­szych ha­mul­ców, tarcz, kloc­ków, za­wie­sze­nia, amor­ty­za­to­rów, sil­ni­ka, wy­de­chu itd. Na­byw­ca fa­brycz­nej wer­sji in­we­stu­je w swój wóz, żeby spraw­niej jeź­dził – to cał­kiem lo­gicz­ne. Zo­bacz­my jed­nak, jak to wy­glą­da na na­szym po­dwór­ku. Ulep­sza­nie sa­mo­cho­du naj­czę­ściej za­czy­na­my od przy­ciem­nie­nia szyb fo­lią, za­ło­że­nia spoj­le­ra, pla­sti­ko­wej na­kład­ki na wy­dech, za­ku­pu felg, na­kle­je­nia paru na­le­pek na szy­bę z tyłu, po­sze­rze­nia błot­ni­ków szpa­chlą sa­mo­cho­do­wą, za­ło­że­nia lamp typu „le­xus sty­le”, czę­sto po­ma­lo­wa­nych od we­wnątrz fio­le­to­wym fla­ma­strem. Bry­ka wy­glą­da jak z ko­smo­su, ale do set­ki roz­pę­dza się w ty­dzień.

Po­my­słów na wy­ko­rzy­sta­nie sa­mo­cho­du jest całe mnó­stwo. Auta sta­ją się dzie­ła­mi sztu­ki, ak­to­ra­mi, bo­ha­te­ra­mi pio­se­nek. Dzię­ki nim re­ali­zu­je­my na­sze ma­rze­nia. Pie­ści­my je, mó­wi­my do nich, ob­da­rza­my spe­cjal­ny­mi uczu­cia­mi. Funk­cji, ja­kie mogą speł­niać, jest tyle, ile po­my­słów kie­row­ców. War­to jed­nak pa­mię­tać o pra­wi­dło­wej hie­rar­chii tych za­dań. Na pierw­szym miej­scu wy­śnio­ny, uko­cha­ny sa­mo­chód po­wi­nien słu­żyć nam mimo wszyst­ko jako śro­dek trans­por­tu. Bo do tego wła­śnie zo­stał stwo­rzo­ny.

Nie­któ­rzy bar­dzo ko­cha­ją swo­je sa­mo­cho­dy.

Te od­mien­ne spo­so­by trak­to­wa­nia wo­zów za­uwa­ży­li też sami pro­du­cen­ci, któ­rzy, aby wyjść na­prze­ciw ocze­ki­wa­niom klien­tów, za­czę­li pro­du­ko­wać licz­ne ro­dza­je po­jaz­dów róż­nią­ce się funk­cjo­nal­no­ścią, wiel­ko­ścią, wy­po­sa­że­niem czy prze­zna­cze­niem. Z bie­giem lat mo­de­li przy­by­wa­ło, aż za­czę­li się w tym gu­bić sami kon­struk­to­rzy. Dla usys­te­ma­ty­zo­wa­nia ro­dza­jów aut oso­bo­wych stwo­rzo­no więc spe­cjal­ną ty­po­lo­gię, o któ­rej naj­le­piej opo­wie ktoś, kogo ra­zem z pro­du­cen­ta­mi pro­gra­mu „Jaz­da pol­ska” po­wo­ła­li­śmy do ży­cia. Tro­chę zwa­rio – wany, tro­chę sta­ro­mod­ny na­uko­wiec, szar­la­tan przy­bli­ża­ją­cy wi­dzom wie­dzę z za­kre­su hi­sto­rii, na­uki, tech­ni­ki i wszyst­kie­go, co może ko­ja­rzyć się z mo­to­ry­za­cją. Mó­wią o nim, że po­tra­fi wy­pić olej opa­ło­wy, a po­tem wy­po­cić wy­so­ko­ok­ta­no­wą ben­zy­nę lot­ni­czą. Oto Pro­fe­sor Tłok.

Pro­fe­sor Tłok

Seg­men­ty aut

Czy­ta­my pra­sę mo­to­ry­za­cyj­ną, oglą­da­my TVN Tur­bo i wszę­dzie w ma­te­ria­łach do­ty­czą­cych sa­mo­cho­dów pa­da­ją ni­ko­mu nie­zna­ne ozna­cze­nia li­te­ro­we seg­men­tów aut.

Mo­że­my oczy­wi­ście mó­wić: „auta ta­nie, po­pu­lar­ne, luk­su­so­we, pseu­do­te­re­no­we”. Ale mo­że­my tak­że błysz­czeć w to­wa­rzy­stwie i ope­ro­wać li­te­ra­mi, któ­re ozna­cza­ją seg­ment zgod­nie z usta­lo­ny­mi kry­te­ria­mi.

Seg­ment A

auta mini, o sil­ni­kach tak ma­łych, że w Sta­nach Zjed­no­czo­nych wy­po­sa­ża się w nie je­dy­nie ko­siar­ki do tra­wy. Sa­mo­cho­dy na mia­sto. W tra­sę wy­ru­sza­ją nimi tyl­ko ka­mi­ka­dze. Przy­kład? Ci­tro­en C1, To­yo­ta Aygo.

Seg­ment B

auta małe, ale bar­dziej prak­tycz­ne od seg­men­tu A. Jest w nich wię­cej miej­sca, za­tem mo­że­my za­brać do środ­ka na przy­kład kota lub jam­ni­ka. Prak­tycz­ne ba­gaż­ni­ki mogą po­mie­ścić coś wię­cej niż dam­ską to­reb­kę lub kosz pik­ni­ko­wy. To mię­dzy in­ny­mi Opel Cor­sa, Volks­wa­gen Polo, To­yo­ta Yaris, Sko­da Fa­bia.

Seg­ment C

bar­dzo po­pu­lar­ne sa­mo­cho­dy kom­pak­to­we. Zwrot­ne, szyb­kie, sto­sun­ko­wo eko­no­micz­ne. Sło­wem, wszyst­ko w jed­nym za umiar­ko­wa­ną cenę. Pod­sta­wo­we na­rzę­dzie pra­cy każ­de­go przed­sta­wi­cie­la han­dlo­we­go. To Sko­da Octa­via, Volks­wa­gen Golf, Hon­da Ci­vic, Ford Fo­cus.

Do tego seg­men­tu za­li­cza­my jesz­cze auta kom­pak­to­we pre­mium, czy­li nie­co bar­dziej luk­su­so­we, z bo­gat­szym wy­po­sa­że­niem, ta­kie jak Vo­lvo C30, Audi A3.

Seg­ment D

auta po­rząd­ne, dla przed­sta­wi­cie­la han­dlo­we­go fir­my, któ­ra pro­du­ku­je coś bar­dziej do­cho­do­we­go niż czip­sy. Kla­sa śred­nia. Za­pew­nia­ją spo­ro miej­sca i kom­fort po­dró­żo­wa­nia dla pię­ciu osób, mają duży ba­gaż­nik. Dla przy­kła­du: Ford Mon­deo, Opel Vec­tra, Volks­wa­gen Pas­sat, Hon­da Ac­cord, Re­nault La­gu­na, To­yo­ta Aven­sis.

W tym seg­men­cie mo­że­my wy­róż­nić kla­sę śred­nią pre­mium, któ­rą jeż­dżą ra­czej sze­fo­wie przed­sta­wi­cie­li han­dlo­wych. Na­le­żą do niej Audi A4, BMW se­rii 3 czy Mer­ce­des kla­sy C.

Seg­ment E

kla­sa wyż­sza śred­nia. No cóż, moż­na za­wsze nimi na­cie­szyć oko. Duże, bo­ga­to wy­po­sa­żo­ne, mo­de­le pre­sti­żo­we. Spo­ro kosz­tu­ją. To na przy­kład Ci­tro­en C6, Mer­ce­des kla­sy E, BMW se­rii 5, Peu­ge­ot 607, Vo­lvo S80, Le­xus GS.

Seg­ment F

auta luk­su­so­we. Sa­mo­cho­dy, któ­re każ­dy sza­nu­ją­cy się dzie­ciak wy­ci­na ojcu z ko­lo­ro­we­go pi­sma i wkle­ja do swo­je­go ze­szy­tu, przy­cze­pia na ścia­nie lub lo­dów­ce, bo chciał­by kie­dyś ta­kie mieć. Na przy­kład BMW se­rii 7, Mer­ce­des kla­sy S, Audi A8, Ja­gu­ar XJ.

Seg­ment G

czy­li sport, pręd­kość, ad­re­na­li­na. To wszyst­kie auta, któ­re mają spor­to­wy cha­rak­ter albo dzię­ki sil­ni­ko­wi, albo z wy­glą­du. Ma­rze­nie każ­de­go fa­ce­ta lub, za­mien­nie, lek na im­po­ten­cję. Dla przy­kła­du: Ford Fo­cus ST, Sub­a­ru Im­pre­za WRX, Volks­wa­gen Golf GTI, Audi TT, Mit­su­bi­shi Lan­cer Evo­lu­tion. I jesz­cze bar­dziej eks­tre­mal­ne: Audi R8, Mer­ce­des SLR, Po­rsche 911 GT2 i GT3.

Seg­ment H

ka­brio­le­ty. Ze skła­da­nym mięk­kim lub sztyw­nym da­chem. Czę­sto mie­sza­ją się z seg­men­tem G, czy­li wo­za­mi spor­to­wy­mi. Sa­mo­cho­dy na wy­ciecz­kę w nie­dziel­ne sło­necz­ne po­po­łu­dnie.

Seg­ment I

SUV-y. Sa­mo­cho­dy te­re­no­we i pseu­do­te­re­no­we. Nie­któ­re z nich wy­glą­da­ją jak te­re­no­we, ale wca­le w te­ren nie wy­ja­dą. Chy­ba że bę­dzie to traw­nik przed dom­kiem na dział­ce. To mię­dzy in­ny­mi Audi Q7, BMW X3 i X5, Vo­lvo XC90

Seg­ment K

vany. Je­śli mamy licz­ną ro­dzi­nę i na urlop za­bie­ra­my żonę, trój­kę dzie­ci, te­ścio­wą, psa, kota i ryb­kę w akwa­rium, to wte­dy ku­pu­je­my „że­la­zo” z tego seg­men­tu. Na przy­kład Ford C-MAX, Re­nault Sce­nic, Opel Za­fi­ra.

Ana­li­zu­jąc za­gro­że­nia dro­go­we, na sa­mym koń­cu do­pusz­cza­my myśl (je­że­li w ogó­le to ro­bi­my), że to z nami jest coś nie tak, że je­ste­śmy omyl­ni, zmę­cze­ni, sku­pie­ni nie na dro­dze, lecz na pro­ble­mach, ja­kie nio­są ży­cie, pra­ca, ro­dzi­na itd. Czy je­ste­śmy trzeź­wi?!

Czy