Wydawca: Poligraf Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2013

Jan Stach. Twórca największego kamiennego mostu. Historia prawdziwa ebook

Jacek Turek

4.77777777777778 (18)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 67 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Jan Stach. Twórca największego kamiennego mostu. Historia prawdziwa - Jacek Turek

Książka opisuje prawdziwą i niewiarygodną historię niezwykłego człowieka, rolnika Jana Stacha ze wsi Znamirowice, który swoją upartością udowodnił, że nie ma rzeczy niemożliwych.

Opinie o ebooku Jan Stach. Twórca największego kamiennego mostu. Historia prawdziwa - Jacek Turek

Fragment ebooka Jan Stach. Twórca największego kamiennego mostu. Historia prawdziwa - Jacek Turek

© Co­py­ri­ght by Wy­daw­nic­two Po­li­graf, 2013

© Co­py­ri­ght by Ja­cek Tu­rek

Wszel­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Ża­den frag­ment nie może być pu­bli­ko­wa­ny ani re­pro­du­ko­wa­ny bez pi­sem­nej zgo­dy wy­daw­cy.

Pro­jekt okład­ki: Iza­be­la Sur­dy­kow­ska-Ju­rek, Mag­da­le­na Mu­szyń­ska

Ko­rek­ta: Klau­dia Dróżdż

Skład: Woj­ciech Ław­ski

Książ­ka wy­da­na w Sys­te­mie Wy­daw­ni­czym For­tu­net™ www.for­tu­net.eu

ISBN: 978-83-63506-06-3

Wy­daw­nic­two Po­li­graf

ul. Młyń­ska 38

55-093 Brze­zia Łąka

tel/fax (71) 344-56-35

www.Wy­daw­nic­two­Po­li­graf.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

WSTĘP

Zna­mi­ro­wi­ce – wio­ska, w któ­rej miesz­kam, po­ło­żo­na nad Je­zio­rem Roż­now­skim w wo­je­wódz­twie ma­ło­pol­skim, po­wiat no­wo­są­dec­ki, gmi­na Ło­so­si­na Dol­na. Wio­ska ja­kich ty­sią­ce, ale war­to się w niej za­trzy­mać. Po­nie­waż u schył­ku lat sześć­dzie­sią­tych, a po­cząt­ku sie­dem­dzie­sią­tych XX wie­ku tu­tej­szy miesz­ka­niec Jan Stach swo­im upo­rem udo­wod­nił, że nie ma rze­czy nie­moż­li­wych do zre­ali­zo­wa­nia. Ale za­cznij­my od po­cząt­ku.

MŁO­DZIEŃ­CZE LATA JANA

Jan uro­dził się 25 wrze­śnia 1919 roku w miej­sco­wo­ści Mi­chal­czo­wa w po­wie­cie no­wo­są­dec­kim. Miał czwo­ro ro­dzeń­stwa, trzy sio­stry i bra­ta. Nie­ste­ty, brat umarł w mło­dym wie­ku. Jan jako mło­dy chło­pak nie od­róż­niał się szcze­gól­nie od swych ró­wie­śni­ków. Może z wy­jąt­kiem jed­nej rze­czy, był upar­ty i nig­dy nie da­wał za wy­gra­ną. Gdy ko­le­dzy za­ła­my­wa­li ręce, że cze­goś nie da się zro­bić, on udo­wad­niał, że się mylą. Tę ce­chę cha­rak­te­ru odzie­dzi­czył po dziad­ku. Ro­dzi­ce Jana mie­li kil­ku­hek­ta­ro­we go­spo­dar­stwo. Duża część sta­no­wił sad, zwłasz­cza śli­wy. W tam­tych cza­sach z go­spo­dar­stwa moż­na było wy­żyć i tro­chę odło­żyć. Jan nie na­rze­kał na brak obo­wiąz­ków, bo jak to w go­spo­dar­stwie, miał ich wie­le. Był pra­co­wi­ty i nie uni­kał pra­cy na roli, a jak wia­do­mo nie była to lek­ka pra­ca. W wie­ku kil­ku­na­stu lat od­krył w so­bie zdol­no­ści mu­zy­kal­ne. Naj­pierw na­uka sku­pi­ła się na grze na trąb­ce, ale w nie­dłu­gim cza­sie do­szły skrzyp­ce. Kil­ka lat póź­niej był sza­no­wa­nym mu­zy­kan­tem we­sel­nym.

Wy­bu­chła woj­na. W kra­ju od­by­wa­ły się ła­pan­ki. Pew­ne­go dnia sa­mo­chód za­bie­ra­ją­cy lu­dzi na przy­mu­so­wą pra­ce na te­re­ny nie­miec­kie pod­je­chał pod dom ro­dzin­ny Jana. Chło­pak zo­stał za­bra­ny. Po kil­ku­na­stu go­dzi­nach jaz­dy zna­lazł się w no­wej, ale cięż­kiej rze­czy­wi­sto­ści. Tra­fia do rol­ni­ka, któ­ry 6 Mło­dzień­cze lata Jana po­sia­da kil­ku­na­sto­hek­ta­ro­we go­spo­dar­stwo. Da­le­ko od ro­dzi­ny mu­siał ra­dzić so­bie nie tyle z cięż­ką pra­cą, ale z tę­sk­no­tą. Były to bar­dzo trud­ne cza­sy nie tyl­ko dla Jana, ale dla wszyst­kich, któ­rzy tam tra­fi­li. We wspo­mnie­niach nig­dy nie na­rze­kał, tyl­ko trak­to­wał to jako szko­łę ży­cia. Wie­le prze­żył i stał się psy­chicz­nie sil­nym czło­wie­kiem. Po kil­ku la­tach na­stę­pu­je dzień wy­zwo­le­nia. Spo­tka­nie z ro­dzi­ną jest naj­szczę­śliw­szą chwi­lą w do­tych­cza­so­wym ży­ciu Jana. Łez szczę­ścia nie wi­dać koń­ca.

Oko­ło trzy­dzie­ste­go roku ży­cia Jan my­śli o po­rzu­ce­niu sta­nu ka­wa­ler­skie­go i za­ło­że­niu ro­dzi­ny. Wy­da­wa­ło­by się, że jako mu­zy­kant we­sel­ny ma pro­ste za­da­nie z wy­bra­niem part­ner­ki ży­cio­wej, bo gra­jąc na we­se­lach po­znał wie­le dziew­czyn. Jak wspo­mi­nał nie­jed­na by za nim w ogień wsko­czy­ła. Ale przy­szłą żonę po­znał przy oka­zji wi­zy­ty u swe­go ko­le­gi po fa­chu. Ko­bie­ta mia­ła na imię He­le­na i od razu wpa­dła w oko Ja­no­wi. He­le­na opo­wie­dzia­ła o swo­ich pro­ble­mach zdro­wot­nych. W mło­dym wie­ku za­cho­ro­wa­ła na gruź­li­cę, a w tam­tych cza­sach z po­wo­du bra­ku fun­du­szy na le­cze­nie była to po­waż­na cho­ro­ba. Zdra­dza Ja­no­wi swo­je pla­ny na przy­szłość, że nie za­mie­rza wy­cho­dzić za mąż, bo po co komu cho­ra żona. Ale mi­łość Jana do He­le­ny jest sil­niej­sza. Nie zwa­ża na cze­ka­ją­ce go trud­no­ści, tyl­ko pro­si He­le­nę o rękę i obie­cu­je, że jak zo­sta­nie jego żoną, po­dej­mie się fi­nan­so­wa­nia jej le­cze­nia. He­le­na po dłu­gich prze­my­śle­niach wy­ra­zi­ła zgo­dę. Kil­ka mie­się­cy póź­niej zo­sta­li mał­żeń­stwem. Za­miesz­ka­li u niej w miej­sco­wo­ści Zna­mi­ro­wi­ce. Mie­siąc po ślu­bie He­le­na wy­jeż­dża na pół­rocz­ne le­cze­nie do kli­ni­ki w War­sza­wie. Jak się póź­niej oka­za­ło, po­byt w kli­ni­ce przy­niósł nie­by­wa­ły efekt, po­nie­waż dzię­ki le­cze­niu He­le­na żyła 73 lata, choć le­ka­rze nie da­wa­li jej du­żych na­dziei, ale całe ży­cie mu­sia­ła dbać o zdro­wie, uni­ka­jąc cięż­kich prac.

He­le­na po­sia­da­ła kil­ku­hek­ta­ro­we go­spo­dar­stwo. Plan­ta­cja po­mi­do­rów była głów­nym źró­dłem utrzy­ma­nia. Jan jako pierw­szy w oko­li­cy za­ło­żył plan­ta­cję tru­ska­wek, któ­ra prze­trwa­ła do dnia dzi­siej­sze­go. Ko­lej­nym kro­kiem w udo­sko­na­la­niu go­spo­dar­stwa było po­sa­dze­nie śliw. Wy­bu­do­wał też staj­nię dla zwie­rząt oraz sto­do­łę. I jak to na roli pra­cy nie bra­ko­wa­ło. Do­cze­ka­li się po­tom­stwa. Mie­li dwóch sy­nów.

Je­dy­nym po­waż­nym pro­ble­mem był brak wła­snej dro­gi do­jaz­do­wej do go­spo­dar­stwa. Dro­ga, któ­ra przez lata była użyt­ko­wa­na, zo­sta­ła za­la­na. Po­wsta­ło na jej miej­scu Je­zio­ro Roż­now­skie. I Jan był uza­leż­nio­ny od są­sia­da, któ­ry po­zwa­lał mu ko­rzy­stać z prze­jaz­du.

Są­siad nie był przy­jaź­nie na­sta­wio­ny do Jana. Od po­cząt­ku szu­kał za­czep­ki, aby wy­wo­łać kłót­nię. Ale Jan nie da­wał się spro­wo­ko­wać, mimo że ów za­orał ka­wa­łek jego zie­mi. Kon­flikt co­raz bar­dziej na­ra­stał. Aż pew­ne­go dnia, gdy Jan je­chał na targ za­ła­do­wa­nym po brze­gi po­mi­do­ra­mi wo­zem cią­gnię­tym przez kro­wy, za­cie­trze­wio­na są­siad­ka po­ło­ży­ła się przed nim na dro­dze. I, jak wspo­mi­nał, omal kro­wom kar­ków nie wy­ła­mał, by wy­ha­mo­wać. Pro­po­no­wał, że za­pła­ci za prze­jazd, ale są­siad­ka nie chcia­ła o tym sły­szeć. Jan jesz­cze wie­lo­krot­nie pró­bo­wał do­ga­dać się z są­sia­dem, ale za­wiść ludz­ka po­zba­wi­ła go kon­tak­tu ze świa­tem.

Naj­więk­szym pro­ble­mem było prze­trans­por­to­wa­nie po­mi­do­rów na targ. W wio­sce miesz­kał sza­no­wa­ny przez znacz­ną część miesz­kań­ców czło­wiek, któ­ry jako je­dy­ny po­sia­dał łód­kę. I gdy Jan zwró­cił się do nie­go o po­moc, nie od­mó­wił. Rol­nik za­no­sił skrzyn­ki z po­mi­do­ra­mi na brzeg je­zio­ra, a tam cze­kał życz­li­wy czło­wiek z łód­ką. Po za­ła­dun­ku to­war był trans­por­to­wa­ny dro­gą wod­ną na dru­gi brzeg je­zio­ra. Tam znaj­do­wa­ła się dro­ga, któ­ra pro­wa­dzi­ła do No­we­go Są­cza. Jan stał z wy­ła­do­wa­nym to­wa­rem i cze­kał na au­to­bus ro­bot­ni­czy, któ­ry za­bie­rał wa­rzy­wa na targ.

TRUD­NA DE­CY­ZJA

Brak dro­gi co­raz bar­dziej iry­to­wał Jana. Od stro­ny po­łu­dnio­wej go­spo­dar­stwa znaj­do­wa­ła się ogrom­na prze­paść. Jej stro­me zbo­cza się­ga­ją na wy­so­kość oko­ło dwu­dzie­stu pię­ciu me­trów. Rol­nik pro­si o po­moc gmi­nę. Ma na­dzie­ję, że ta wy­bu­du­je mu most, przez któ­ry mógł­by do­jeż­dżać do go­spo­dar­stwa. Na miej­sce zo­sta­je wy­sła­na ko­mi­sja, w któ­rej skład wcho­dzi­ło kil­ku in­ży­nie­rów. Po przy­by­ciu owa ko­mi­sja, wi­dząc stro­me zbo­cza, ła­pie się za gło­wę i stwier­dza, że w tym miej­scu nie da się mo­stu zbu­do­wać. Ostat­nia szan­sa po­mo­cy pry­sła.

Rol­nik znaj­du­je się, moż­na po­wie­dzieć do­słow­nie, w sy­tu­acji bez wyj­ścia. Z jed­nej stro­ny nie­życz­li­wy są­siad, z dru­giej ogrom­na prze­paść.