Jan Bielecki - Juliusz Słowacki - ebook

Jan Bielecki ebook

Juliusz Słowacki

0,0
12,49 zł

lub
Opis

Jan Bielecki” to powieść autorstwa Juliusza Słowackiego, obok Adama Mickiewicza uznawanego powszechnie za największego przedstawiciela polskiego romantyzmu.

Utwór dotyczy problemu zdrady narodowej. Jan Bielecki jest sprawcą konfliktu tragicznego w swych skutkach. Z zemsty za zajazd wskazuje Tatarom zamek Sieniawskiego, co prowadzi do kolejnych dramatycznych wydarzeń.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 18




Juliusz Słowacki

Wydawnictwo Avia Artis

2020

ISBN: 978-83-66362-68-0
Ta książka elektroniczna została przygotowana dzięki StreetLib Write (http://write.streetlib.com).

Wyprawa nocna

Oto się ciemne xięgarnie otwarły, Tu źródła bogactw w zapylonéj ramie. Czytam... Jak dziko ten język umarły Pod piórem w kształty nieżywe się łamie. Język i gorszy przesąd zakonnika, Jak rdzawa klamra myśl xięgi zamyka. Czy tu wygrzebiesz dzieła Giedyminów? Czy głos Zygmuntów, jak echo daleki? Są to jak Sfinxy, te ubiegłe wieki, Mówią zagadką dziś ciemną dla synów. Znaduję słowa: „kraj nasz dosiągł szczytu, Chylić się musiał”. — precz z myślą szatana! Pamięć w dalekich wiekach obłąkana Niech spocznie... Okno klasztoru otworzę... O! jak spokojne otchłanie błękitu, Tam zdala płynie złote kłosów morze, A tu klasztoru szumią ciemne lipy; Myśl rozwesela daleki szmer lasów. Gdy pogrzebałem pamięć dawnych czasów, Jestem wesoły, jak biesiadnik stypy.  Snem jest ów obraz. Umysł się najgrawa Z nieszczęść obecnych, bezwładny — bez steru. Gdzież jestem? Oto! mury Westminsteru, Tam Izba Parów, tu Tamiza mgława Połyska słońcem. Przebiegałem chmurny

Ów pałac zmarłych z uczuciem przestrachu; Bo ja sam byłem jak umarły w gmachu, A oni żyli... Nie zajrzałem w urny, Wybiegłem — więcéj nie wchodzę w te ściany... Ale samotny wracam dziś i codzień, W dziedziniec głazem grobów brukowany, Po których stąpa niemyślny przychodzień... Ci co posnęli w tych grobach dokoła, Walczyli nędzni z niezdolności wrogiem; Dążyli spiesznie do progów kościoła I umiérając, kładli się przed progiem.  Z dziką roskoszą napis mniéj widomy, Niszczę do reszty śladem mojéj stopy. I czuję roskosz, gdy mój cień znikomy Grobowi gmachu nie dopuści cienia. Szaleni! dążyć pod świątyni stropy? Nie mając w duszy wrącego płomienia.  Posępny — siądę na odłamie głazu. Smutna się powieść w pamięci rozwija. Czytałem w xięgach — a godło obrazu Było „kraj zdradził, lecz zdrada zabija.”  W kronikach znajdziesz powieści osnowę, Z kronik czerpane rysy i kolory. Już Zygmunt August w grobie złożył głowę, Na tronie zasiadł król Stefan Batory. Ciężkie dla szlachty były rządy nowe, Część po wsiach własne zamieszkała dwory. Co było w kraju? nie skréślę do razu, Jeden cień tylko maluję obrazu. Pan Brzeżan w cudnéj mieszka okolicy. Zamek objęła rzeka w dwa ramiona, Nad bramą klasztor, w murach zakonnicy, Daléj kaplica blachą powleczona. W komnatach żadnéj nie ujrzysz różnicy: Od złotych komnat, gdzie mieszkała Bona.

Pan Brzeżan lubi żyć w królewskim dworze, Co