Jak zerwać ze swoim smartfonem - Catherine Price - ebook + książka

Jak zerwać ze swoim smartfonem ebook

Catherine Price

4,0

Opis

Pełna sprawdzonych sposobów i praktycznych wskazówek, książka ta jest niezbędnym, odmieniającym życie przewodnikiem dla każdego posiadacza smartfona Dzisiaj większości z nas trudno zjeść posiłek, a nawet przejechać kilka pięter windą bez wyciągania telefonu. Jednak najnowsze badania dowodzą, że spędzanie zbyt długiego czasu z komórką w ręce wpływa na zdolność tworzenia nowych wspomnień, kontemplacji, skupienia i przyswajania czytanych treści. Jednocześnie hormony wydzielane na dźwięk dzwonka telefonu lub wibracji podwyższają poziom naszego stresu i są oznaką uzależnienia. W książce Jak zerwać ze swoim telefonem Catherine Price analizuje wpływ bezustannego korzystania ze smartfonów na mózg, ciało, relacje oraz po prostu społeczeństwo. Następnie przeprowadza czytelnika przez okres „zerwania”, pomagając wyznaczyć cele i priorytety, zrobić porządek w aplikacjach, ograniczyć ilość e-maili i odpocząć od technologii. W końcu pokazuje, jak stworzyć nowy, zdrowszy związek z telefonem.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 169

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,0 (11 ocen)
5
4
0
1
1

Popularność




Tytuł oryginalu:

HOW TO BREAK UP WITH YOUR PHONE:

THE 30-DAY PLAN TO TAKE BACK YOUR LIFE

Copyright © 2018 by Catherine Price LLC

Copyright © 2018 for the Polish edition by Wydawnictwo Sonia Draga

Copyright © 2017 for the Polish translation by Wydawnictwo Sonia Draga

Projekt graficzny okładki: Ilona Gostyńska-Rymkiewicz

Zdjęcie autorki: Sara Remington

Redakcja: Bożena Sęk

Korekta: Maria Zając, Iwona Wyrwisz

ISBN: 978-83-8110-437-1

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione i wiąże się z sankcjami karnymi.

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Więcej o prawie autorskim na www.legalnakultura.pl

WYDAWNICTWO SONIA DRAGA Sp. z o. o.

ul. Fitelberga 1, 40-588 Katowice

tel. 32 782 64 77, fax 32 253 77 28

e-mail:[email protected]

www.soniadraga.pl

www.facebook.com/wydawnictwoSoniaDraga

E-wydanie 2018

Skład wersji elektronicznej:

konwersja.virtualo.pl

Dla Clary

Twoje życie jest tym, czemu poświęcasz uwagę

List otwarty do mojego telefonu

Mój drogi telefonie!

Wciąż pamiętam, jak się poznaliśmy. Byłeś nowym drogim gadżetem, dostępnym jedynie poprzez AT&T, a ja potrafiłam wyrecytować z pamięci numery telefonów swoich przyjaciół. Przyznaję, że kiedy pojawiłeś się na rynku, Twój ekran dotykowy przykuł moją uwagę, ale byłam zbyt zajęta pisaniem esemesa na telefonie z klapką, by zacząć nową znajomość.

Potem wzięłam Cię do ręki i wydarzenia potoczyły się bardzo szybko. Już wkrótce wszystko robiliśmy razem: chodziliśmy na spacery, jedliśmy lunche z przyjaciółmi, jeździliśmy na wakacje. Na początku wydawało mi się dziwne, że chciałeś chodzić ze mną nawet do łazienki, ale dzisiaj ta dawniej intymna chwila jest po prostu naszym kolejnym wspólnym doświadczeniem.

Staliśmy się nierozłączni. Jesteś ostatnią rzeczą, której dotykam przed snem, i pierwszą, po którą sięgam rano. Pamiętasz o moich wizytach u lekarza i o ważnych wydarzeniach, znasz na pamięć listy zakupów. Podsuwasz mi GIF-y i wesołe emotki, które mogę wysyłać przyjaciołom na urodziny. Dzięki temu zamiast smucić się, że piszę do nich, a nie dzwonię, myślą sobie: „Och! Animowane baloniki!”. Sprawiasz, że moja strategia unikania jest odbierana jako troskliwość, i za to jestem ci wdzięczna.

Mój telefonie, jesteś zadziwiający. Dosłownie! Nie tylko pozwalasz mi podróżować w czasie i przestrzeni. Zdumiewa mnie też to, że tak często wpatruję się w Twój ekran trzy godziny po czasie, gdy zazwyczaj zasypiam. Nie potrafię zliczyć, ile razy kładliśmy się do łóżka razem i musiałam się uszczypnąć, by sprawdzić, czy nie śnię. A uwierz mi, chcę śnić, ponieważ odkąd się znamy, coś zakłóca mój sen. Nie mogę uwierzyć, że tyle prezentów mi podarowałeś, chociaż wiele z nich to w zasadzie rzeczy, które sama kupiłam sobie przez Internet, kiedy „relaksowaliśmy się” w wannie.

Dzięki Tobie nigdy nie muszę się martwić, że jestem sama. Jak tylko poczuję się zaniepokojona lub smutna, podsuwasz mi grę, najnowsze wiadomości albo popularny filmik z pandą, by odwrócić moją uwagę. A nuda? Jeszcze kilka lat temu często łapałam się na tym, że moim jedynym sposobem na spędzanie czasu jest marzenie albo rozmyślanie. Czasami nawet wsiadałam do windy w biurze i mogłam patrzeć tylko na pozostałych pasażerów. I to przez sześć pięter!

Dzisiaj nie potrafię sobie nawet przypomnieć, kiedy ostatni raz się nudziłam. Z drugiej strony nie pamiętam wielu rzeczy. Na przykład kiedy ostatni raz zjedliśmy z przyjaciółmi posiłek, nie wyciągając telefonu w trakcie. Ani jak się czułam, gdy mogłam przeczytać cały artykuł w czasopiśmie za jednym posiedzeniem. Ani co napisałam w poprzednim akapicie. Ani w czyj tekst się wpatrywałam, zanim weszłam na ten słup.

Czy czegoś tam. Po prostu czuję, że nie mogę bez Ciebie żyć.

Dlatego tak trudno mi napisać, że musimy ze sobą zerwać.

WSTĘP

Na początku wyjaśnijmy sobie jedno: nie chcę, byście po przeczytaniu tej książki wrzucili swój telefon pod autobus. Tak jak zerwanie z konkretną osobą nie oznacza wyrzeczenia się wszelkich relacji z nią, tak samo „zerwanie” z telefonem nie musi prowadzić do wymiany ekranu dotykowego na tarczę numeryczną.

Przecież istnieje wiele powodów, dla których kochamy smartfony. Są aparatami fotograficznymi i didżejami. Pozwalają nam pozostać w kontakcie z rodziną oraz przyjaciółmi i odpowiadają na wszystkie pytania, jakie jesteśmy w stanie zadać. Informują nas o natężeniu ruchu na drogach i pogodzie, przechowują nasze kalendarze i listy kontaktów. Smartfony to niezwykłe narzędzia.

Jednak jest w nich coś, co sprawia, że  s a m i  zachowujemy się jak narzędzia. Większości z nas trudno już zjeść posiłek, obejrzeć film, a nawet przeczekać czerwone światło bez wyciągania telefonu. W rzadkich przypadkach, kiedy niechcący zostawimy komórkę w domu lub na biurku, i tak po nią sięgamy, a ilekroć się orientujemy, że jej nie ma, czujemy niepokój. Jeśli należysz do większości, twój telefon znajduje się w tej chwili w zasięgu ręki i na samo wspomnienie o nim masz ochotę coś sprawdzić. Na przykład wiadomości. Albo esemesy. Mejle lub pogodę. W zasadzie cokolwiek.

Dalej, zrób to. A potem wróć do tej strony i zaobserwuj, jak się czujesz. Czy jesteś spokojny? Skupiony? Obecny? Zadowolony? Czy może czujesz się lekko rozproszony i nieswój, zestresowany bez wyraźnego powodu?

Dzisiaj, ponad dziesięć lat od momentu pojawienia się smartfonów, zaczynamy podejrzewać, że ich wpływ na nasze życie jest nie tylko pozytywny. Czujemy się zajęci, ale nieskuteczni. W kontakcie z innymi, lecz samotni. Ta sama technologia, która daje nam wolność, działa jak smycz i im mocniej jesteśmy uwiązani, tym bardziej się zastanawiamy, kto faktycznie kontroluje kogo. Skutkuje to paraliżującym napięciem: kochamy swoje telefony, ale często paskudnie się przez nie czujemy. I nikt nie wie, co z tym zrobić.

Problem nie leży w samych komórkach, lecz w naszej relacji z nimi. Smartfony przeniknęły do naszego życia tak szybko i tak się w nim zadomowiły, że w zasadzie nigdy nie zastanawialiśmy się, jak wyobrażamy sobie ten związek ani jaki wpływ może on mieć na nasze życie.

Nie sprawdzamy, które funkcje telefonu sprawiają, że czujemy się dobrze, a które wprawiają nas w kiepski nastrój. Nie dociekamy, dlaczego tak trudno nam odłożyć telefon ani kto odnosi korzyści, kiedy bierzemy go w dłoń. Nie myślimy o tym, jaki wpływ na mózg ma wielogodzinne klikanie na komórce, ani o tym, że urządzenie, które ma łączyć nas z innymi, w rzeczywistości oddala nas od siebie.

„Zerwanie” z telefonem to szansa na chwilę refleksji.

Na zastanowienie się, które sfery naszego związku z komórką są dla nas satysfakcjonujące, a które nie. To wyznaczenie granic pomiędzy życiem w sieci i poza nią. To zrozumienie, jak i dlaczego korzystamy z telefonu, i uświadomienie sobie, że komórki manipulują tym, jak i dlaczego ich używamy. To cofnięcie skutków oddziaływania telefonów na nasze mózgi. To postawienie relacji ze świata rzeczywistego ponad tymi na ekranie.

Zerwanie z telefonem to danie sobie przestrzeni, wolności i narzędzi niezbędnych do stworzenia z urządzeniem nowego trwałego związku, w którym utrzymasz to, co w komórce kochasz, a pozbędziesz się tego, co ci w niej przeszkadza. Innymi słowy, relacji, w której czujesz się zdrowy i szczęśliwy i nad którą masz kontrolę.

JEŚLI ZASTANAWIASZ SIĘ, w jakim stanie jest twój związek ze smartfonem, zrób sobie „Test na uzależnienie od smartfona” stworzony przez doktora Davida Greenfielda, założyciela Centrum Uzależnienia od Internetu i Technologii i wykładowcy psychiatrii na Wydziale Medycznym Uniwersytetu Connecticut. Policz odpowiedzi twierdzące na poniższe pytania.

1. Czy spędzasz z komórką albo smartfonem więcej czasu, niż ci się wydaje?

2. Czy łapiesz się na tym, że zabijasz czas, bezmyślnie wpatrując się w komórkę albo w smartfon?

3. Czy tracisz poczucie czasu, kiedy klikasz na telefonie albo smartfonie?

4. Czy spędzasz więcej czasu, pisząc esemesy, tweetując albo mejlując, niż rozmawiając z ludźmi osobiście?

5. Czy coraz więcej czasu spędzasz z komórką lub smartfonem w ręce?

6. Czy chciałbyś korzystać z telefonu trochę rzadziej?

7. Czy regularnie sypiasz z komórką albo smartfonem (włączonym) pod poduszką lub przy łóżku?

8. Czy czytasz esemesy, tweety oraz mejle i odpowiadasz na nie o każdej porze dnia i nocy, nawet jeśli musisz w tym celu przerwać inne czynności?

9. Czy wysyłasz esemesy, mejle, tweety, snapy i posty na Facebooku lub serfujesz w sieci podczas prowadzenia samochodu bądź innych czynności wymagających skupienia i koncentracji?

10. Czy masz poczucie, że używanie komórki lub smartfona czasami obniża twoją wydajność?

11. Czy niechętnie rozstajesz się z komórką lub smartfonem, choćby na krótko?

12. Czy czujesz się nieswojo albo niezręcznie, gdy przez przypadek zostawisz komórkę w samochodzie lub w domu, gdy nie masz zasięgu bądź kiedy twój telefon jest popsuty?

13. Czy podczas posiłków twoja komórka lub twój smartfon leży na stole?

14. Czy kiedy twoja komórka lub twój smartfon dzwoni, brzęczy albo pika, czujesz silną potrzebę sprawdzenia, czy przyszły nowy esemes, tweet, mejl, nowa wiadomość lub inna informacja?

15. Czy łapiesz się na tym, że bezmyślnie sprawdzasz komórkę albo smartfon wiele razy w ciągu dnia, nawet kiedy wiesz, że nie znajdziesz tam nic nowego ani interesującego?

Oto jak doktor Greenfield interpretuje wyniki:

1–2: Zachowujesz się normalnie, co nie znaczy, że powinieneś skupiać się tylko na swoim smartfonie.

3–4: Twoje zachowanie wskazuje na skłonność do kompulsywnego używania telefonu.

5–8: Prawdopodobnie masz problem z nadmiernym kompulsywnym używaniem telefonu.

8 i więcej: Powinieneś rozważyć wizytę u psychologa, psychiatry lub psychoterapeuty specjalizującego się w leczeniu uzależnień behawioralnych.

Jeśli używasz telefonu jak większość ludzi, właśnie dowiedziałeś się, że kwalifikujesz się na wizytę u psychiatry. Nie, no, bez przesady! Poniżej pięciu punktów może zdobyć tylko ktoś, kto nie ma smartfona!

Jednak to, że wymienione zachowania i odczucia są tak uniwersalne, nie świadczy o ich nieszkodliwości ani o wygórowanych kryteriach testu. Wręcz przeciwnie, może sugerować, że problem jest znacznie poważniejszy, niż nam się wydaje. By to udowodnić, przeprowadź następujący eksperyment: gdy następnym razem znajdziesz się w miejscu publicznym, zaobserwuj przez chwilę, jak wiele osób – łącznie z dziećmi – wpatruje się w telefony. A potem wyobraź sobie, że zamiast patrzeć w ekrany komórek, ci sami ludzie strzelają z broni. Czy fakt, że robi to połowa osób wokół ciebie, sprawia, że czynność ta wydaje się normalna lub akceptowalna?

Nie twierdzę, że smartfony są tak uzależniające jak narkotyki dożylne, ale jestem przekonana, że ignorując problemy, które wynikają z używania komórek, oszukujemy samych siebie.

Rozważcie następujące fakty:

• Amerykanie sprawdzają telefony około 47 razy dziennie. Dla ludzi w wieku 18–24 lata średnia wynosi 82 razy. Razem daje to ponad 9 miliardów sprawdzeń każdego dnia.

• Amerykanie spędzają z telefonami średnio 4 godziny dziennie. To daje około 28 godzin tygodniowo, 112 godzin miesięcznie lub 56 pełnych dni w roku.

• Niemal 80 procent Amerykanów sprawdza telefon w ciągu pół godziny po przebudzeniu.

• Połowa z nas sprawdza telefon w środku nocy. (W grupie osób w wieku 25–34 lata wartość ta wynosi ponad 75 procent).

• Używamy telefonów tak często, że zaczynamy cierpieć z powodu urazów na skutek chronicznego przeciążenia mięśni i ścięgien (RSI – repetitive strain injuries), takich jak nadwyrężenie kciuka, szyi czy łokci.

• Ponad 80 procent Amerykanów przyznaje, że w ciągu dnia trzyma telefon w zasięgu ręki „niemal cały czas”.

• Niemal 5 na 10 Amerykanów zgadza się z tym stwierdzeniem: „Nie wyobrażam sobie życia bez mojego smartfona”.

• Blisko 1 na 10 dorosłych Amerykanów przyznaje się do sprawdzania telefonu podczas seksu.

Tak, tak, podczas seksu.

Mnie osobiście najbardziej zaskoczył jednak ten wynik: według dorocznego raportu Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego zatytułowanego „Stres w Ameryce”, opublikowanego w 2017 roku, niemal dwie trzecie dorosłych Amerykanów zgadza się ze stwierdzeniem, że okresowe „odłączenie” lub zrobienie sobie „cyfrowego detoksu” byłoby korzystne dla ich zdrowia psychicznego. Mimo to zaledwie jedna czwarta z nich faktycznie wprowadziła te deklaracje w czyn.

Jako dziennikarka zajmująca się kwestiami zdrowia i nauki czuję się zafascynowana ową rozbieżnością. Moje zainteresowanie ma również podłoże osobiste. Od ponad piętnastu lat piszę książki i artykuły na różne tematy, poczynając od cukrzycy, chemii żywności i endokrynologii po mindfulness, psychologię pozytywną i medytację. Pomijając krótki epizod pracy w charakterze nauczycielki łaciny i matematyki, zawsze byłam sobie szefową i jak wie każdy, kto prowadził własny biznes, przetrwanie jako freelancer wymaga niezwykłej dyscypliny i koncentracji. (Na litość boską, przez trzy lata pisałam historię witamin!). Myślicie pewnie, że umiejętność zarządzania czasem doprowadziłam już do perfekcji.

Tymczasem w ciągu kilku ostatnich lat nastąpiło coś wręcz przeciwnego. Zaczęłam coraz łatwiej się rozpraszać, mój czas koncentracji uległ skróceniu, a pamięć się pogorszyła. Oczywiście część tych zjawisk mogła być spowodowana naturalnymi zmianami w mózgu związanymi z wiekiem. Jednak im więcej o tym myślałam, tym mocniej zaczynałam podejrzewać, że główną rolę odgrywa tu czynnik zewnętrzny. I że jest nim mój telefon.

W odróżnieniu od dorosłego życia, w dzieciństwie rzadko przesiadywałam przed ekranem. Mieliśmy w domu telewizor i uwielbiałam oglądać po szkole kreskówki, ale spędziłam również wiele sobotnich i niedzielnych poranków, czytając w łóżku Anię z Zielonego Wzgórza albo wpatrując się w sufit. Do szkoły średniej poszłam mniej więcej w czasie, gdy moja rodzina kupiła pierwszy modem telefoniczny, i szybko zafascynowały mnie usługi internetowe dostarczane przez America Online, a konkretniej „pokoje na czacie” dla nastolatków, gdzie z radością flirtowałam z nieznajomymi i godzinami poprawiałam ich gramatykę. Skończyłam studia, gdy do powszechnego użycia weszła pierwsza generacja komórek (czyli dumbfonów). Innymi słowy, należę do pokolenia, które dorastało razem z Internetem: urodziłam się na tyle dawno, by pamiętać, jak wyglądał świat przed jego powstaniem, ale wystarczająco późno, by nie wyobrażać sobie życia bez niego.

Pierwszy smartfon kupiłam w 2010 roku i już po krótkim czasie wszędzie go ze sobą nosiłam i stale sprawdzałam – czasami trwało to kilka sekund, a czasami kilka godzin. Z perspektywy czasu widzę, że jednocześnie toczyły się inne procesy, na przykład czytałam mniej książek, spędzałam mniej czasu z przyjaciółmi i rzadziej oddawałam się swoim hobby, takim jak granie na instrumentach, co wcześniej sprawiało mi przyjemność. Gdy już poświęcałam się tym czynnościom, trudno mi było skupić się na nich, ponieważ moja koncentracja uległa pogorszeniu. Jednak wówczas nie podejrzewałam, że te problemy mogą mieć związek z korzystaniem z telefonu.

Niekiedy wiele czasu upływa, zanim się zorientujemy, że nie służy nam związek, w którym jesteśmy. Ja też potrzebowałam kilku lat, by zrozumieć, że w moich relacjach z telefonem coś nie gra. Zaczęłam zauważać, że często biorę do ręki telefon, żeby „coś sprawdzić”, a odrywam się od niego godzinę później, zastanawiając się, jakim cudem czas tak szybko zleciał. Odpowiadałam na esemesa i po chwili wpadałam w półgodzinną wymianę wiadomości, która wydawała się bardziej wymagająca niż jakakolwiek rozmowa twarzą w twarz, ale dawała mniej satysfakcji. Otwierałam aplikację z poczuciem radosnego oczekiwania, a potem czułam zawód, gdy nie dawała mi takiego zadowolenia, jakiego potrzebowałam.

Same te czynności nie były z gruntu złe, ale dziwnie się poczułam, uświadomiwszy sobie, jak często rozpoczynam je bezmyślnie, jak wiele życiowych doświadczeń w ten sposób wypieram i jak fatalnie się z tym czuję. Sięgałam po telefon, by się wyciszyć, ale często przekraczałam granicę pomiędzy wyciszeniem a otępieniem.

Zdałam sobie sprawę, że nabawiłam się fizycznego tiku – po każdym kliknięciu ikonki „Zapisz” w dokumencie, nad którym pracowałam, automatycznie sięgałam po telefon, by sprawdzić pocztę. Ilekroć na coś czekałam, na przyjaciółkę, wizytę u lekarza czy windę, w mojej dłoni zawsze pojawiał się telefon. Łapałam się na tym, że zerkam na ekran podczas rozmów (ten nawyk stał się tak powszechny, że doczekał się swojej nazwy: phubbing, z angielskiego phone snubbing, czyli lekceważenie kogoś poprzez ciągłe korzystanie z telefonu), zapominając, jak poirytowana się czułam, gdy inni w ten sposób ignorowali mnie. Zawładnął mną stały przymus sprawdzania telefonu, prawdopodobnie po to, by nie przegapić czegoś ważnego. Kiedy jednak przeanalizowałam, jakie rzeczy faktycznie robiłam, „ważne” było ostatnim określeniem, które przyszło mi do głowy.

Co więcej, zamiast ukoić mój niepokój, sprawdzanie telefonu niemal zawsze go potęgowało. Zerkałam na komórkę przed snem, tylko na sekundę, mój wzrok padał na niepokojącego mejla, a potem przez godzinę leżałam i zamartwiałam się czymś, co spokojnie mogło poczekać do rana. Sięgałam po telefon, by się zrelaksować, a odkładałam go z poczuciem wyczerpania i podenerwowania. Twierdziłam, że nie mam czasu na hobby i zainteresowania, ale czy faktycznie była to prawda?

Obawiałam się, że moja rosnąca skłonność do opierania się na telefonie w wielu aspektach życia, od poruszania się po mieście po wybieranie restauracji, prowadzi do życia według smartfonowej wersji powiedzenia: Kiedy masz do dyspozycji tylko młotek, każdy problem wygląda jak gwóźdź. Im częściej używałam telefonu do podejmowania życiowych wyborów, tym bardziej wątpiłam, że potrafię to robić bez niego.

Statystyki przedstawione w raporcie „Stres w Ameryce” sugerowały, że nie jestem w swoich obawach odosobniona. Postanowiłam więc zmienić osobistą ciekawość w projekt zawodowy. Pragnęłam zrozumieć wpływ telefonu na moje życie w sferze psychicznej, społecznej i fizycznej. Chciałam się dowiedzieć, czy smartfon mnie ogłupia.

PIERWSZE PRÓBY BADAWCZE nie dały satysfakcjonujących efektów. Zbyt łatwo się rozpraszałam. Najwcześniejsza notatka w dzienniku napisana na temat smartfonów przypominała w zasadzie zapiski osoby z zaburzeniami uwagi. Przeskakiwałam z tyrady na temat ludzi, którzy przechodzą przez ulice, pisząc esemesy, do opisu aplikacji, która zniechęca do używania telefonu, oddając użytkownikom pod opiekę cyfrowy las, a na końcu się przyznałam, że w trakcie gryzmolenia tych chaotycznych myśli zdążyłam wejść do Internetu i kupić trzy sportowe staniki.

Kiedy wreszcie udało mi się skupić, znalazłam dowody na związek pomiędzy pogorszeniem koncentracji a czasem spędzonym na używaniu smartfona i innych podłączonych do Internetu bezprzewodowych urządzeń mobilnych (które żartobliwie nazywam BUM)1. Chociaż badania nad tymi urządzeniami są w fazie początkowej (nic dziwnego, skoro pojawiły się zaledwie dziesięć lat temu), dotychczasowe wyniki sugerują, że korzystanie z nich przez długi czas jest w stanie zmienić zarówno strukturę, jak i funkcjonowanie naszych mózgów, łącznie ze zdolnością do tworzenia nowych wspomnień, głębokiej refleksji, skupienia oraz przyswajania i zapamiętywania czytanych treści. Wyniki wielu badań udowadniają negatywny wpływ nadmiernego używania smartfonów (zwłaszcza korzystania z mediów społecznościowych) na naszą drażliwość, poczucie własnej wartości, impulsywność, empatię, poczucie tożsamości i obraz samego siebie. Powoduje ono również problemy ze snem, lęki, stres i depresję.

Skoro mowa o rzeczach przygnębiających: wielu badaczy doszło do wniosku, że smartfony mają ogromny wpływ na to, jak się komunikujemy, a właściwie jak się  n i e  komunikujemy z innymi, z rzeczywistymi ludźmi z krwi i kości (problem dotyczy zwłaszcza nastolatków). Psychiczne skutki przeniesienia kontaktów społecznych na ekran są tak dotkliwe, że według Jean Twenge, autorki książki iGen (skrót odiGeneration, co oznacza pokolenie ludzi dorastających ze smartfonami) „nie jest przesadne stwierdzenie, iż iGen stoi na skraju najgorszego załamania psychicznego od dziesięcioleci”. Badając różnice międzypokoleniowe od dwudziestu pięciu lat (podczas których nie widziała, by tak wiele gwałtownych zmian następowało tak szybko jak obecnie), psycholog doszła do wniosku, że „główną winę za ten pogarszający się stan ponoszą smartfony”.

Zgłębiałam historię języka pisanego i dowiedziałam się, że czytanie samo w sobie – książek, a nie „listykułów” – potrafi wpłynąć na mózg i pobudzać głębokie myślenie. Analizowałam informacje na temat negatywnego wpływu, jaki na naszą koncentrację i pamięć wywiera sposób przedstawiania informacji w Internecie, badałam też twierdzenie, że smartfony zostały właśnie celowo zaprojektowane tak, by trudno je było odłożyć (i kto z tego korzysta). Czytałam o nawykach, uzależnieniach i neuroplastyczności oraz o tym, jak pod wpływem smartfonów zdrowi umysłowo ludzie zaczynają zdradzać objawy problemów psychicznych, takich jak narcyzm, zaburzenia obsesyjno-kompulsywne i zespół nadpobudliwości z deficytem uwagi (ADHD).

Przejrzałam też wywiady, które przeprowadziłam, pisząc przez wiele lat o zdrowiu psychicznym i fizycznym ludzi. Im bardziej zagłębiałam się w temat, tym bardziej zaczynałam postrzegać swój telefon jako partnera w dysfunkcyjnym związku: kogoś (a raczej coś), kto jest w stanie pogorszyć moje odczucia na własny temat i sprawić, że wracam do niego, by doświadczyć nieprzyjemnych wrażeń kolejny raz. Im więcej czytałam, tym bardziej się przekonywałam, że nasze przywiązanie do urządzeń mobilnych nie jest błahą kwestią. To faktyczny problem – posunęłabym się nawet do stwierdzenia, że jest to uzależnienie społeczne – i musimy mu zaradzić.

Jednak pomimo wytężonych poszukiwań nie potrafiłam znaleźć najważniejszego – rozwiązania. Niektóre książki i artykuły sugerowały, jak skrócić czas spędzany z telefonem poprzez połączenie ograniczeń i powściągliwości. Miałam jednak wrażenie, że to jedynie próby zastosowania powierzchownych zabiegów do znacznie bardziej skomplikowanego problemu.

Zdałam sobie sprawę, że sięgamy po telefon z różnych powodów, czasami czysto praktycznych, innym razem podświadomych, a niekiedy zadziwiająco głębokich emocjonalnie. Nakazanie sobie po prostu ograniczenia czasu spędzanego z telefonem przypomina zakazanie sobie odczuwania pociągu do osób, które nie są dla nas odpowiednie. Łatwiej powiedzieć, niż zrobić. By tego dokonać, będziemy pewnie potrzebowali pomocy dobrego terapeuty, a przynajmniej bardzo dobrze przemyślanego planu. Takiego jednak nie znalazłam, więc postanowiłam stworzyć go sama.

PIERWSZYM KROKIEM BYŁ osobisty eksperyment. Razem z mężem postanowiliśmy zrobić sobie cyfrowy detoks i na dwadzieścia cztery godziny zrezygnowaliśmy z telefonów i wszelkich pozostałych urządzeń z dostępem do Internetu. Kiedy usiedliśmy do kolacji w piątkowy wieczór, zapaliłam świecę, ostatni raz zerknęliśmy na telefony, a potem wyłączyliśmy je na kolejne dwadzieścia cztery godziny. Nie używaliśmy również tabletów ani komputerów. Od piątku do soboty wieczór całkowicie odcięliśmy się od ekranów.

To było pouczające doświadczenie. Na początku czuliśmy nieustanną potrzebę sięgania po telefon. Wmawialiśmy sobie, że boimy się przegapić ważny telefon czy ważną wiadomość, ale szczerze mówiąc, był to objaw uzależnienia. Oparliśmy się jednak pokusom i kiedy nadszedł moment włączenia telefonów, zdziwiła nas niechęć, z jaką to zrobiliśmy, i jak szybko zmieniło się nasze nastawienie do cyfrowego detoksu.

Zamiast spowodować stres, doświadczenie to podbudowało nas tak bardzo, że postanowiliśmy je powtórzyć.

Nazwaliśmy ów rytuał „cyfrowym szabatem” i za drugim czy trzecim razem wpadliśmy już w pewien rytm i zdążyliśmy rozpracować trudności. Bez rozpraszających nas telefonów czas zdawał się płynąć wolniej. Chodziliśmy na spacery, czytaliśmy książki i rozmawialiśmy więcej. Czułam się zdrowsza i bardziej osadzona w rzeczywistości, jakbym na powrót nawiązywała kontakt z częścią siebie, której utracenia nawet nie zauważyłam. Co ciekawe, skutki szabatu utrzymywały się przez kilka dni po zakończeniu eksperymentu, jak rodzaj cyfrowego  p r z y j e m n e g o  kaca.

W konsekwencji zapragnęłam wprowadzić zmiany do swojej relacji z telefonem również w ciągu reszty tygodnia i sprawdzić, czy mogę nadać owym pozytywnym odczuciom bardziej trwały charakter. Ale jak miałam to zrobić bez całkowitego odstawienia telefonu? Nie chciałam, by miał nade mną kontrolę, lecz jednocześnie nie chciałam się go pozbywać. To oznaczałoby wylanie dziecka z kąpielą.

A ja potrzebowałam równowagi. Chciałam stworzyć z telefonem nową relację, w której używałabym go, kiedy