Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Jak uwieść uwodziciela ebook

Anna DePalo

(0)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Jak uwieść uwodziciela - Anna DePalo

Pia Lumley z prowincjonalnego miasteczka w Pensylwanii przyjechała do Nowego Jorku, gdzie została konsultantką ślubną. Na weselu przyjaciółki spotkała mężczyznę, którego kiedyś kochała. Był jej księciem z bajki, ale pewnego dnia bez słowa zniknął. Teraz okazuje się, że ten dawny playboy jest naprawdę księciem. Bajka bardzo się komplikuje…

Opinie o ebooku Jak uwieść uwodziciela - Anna DePalo

Fragment ebooka Jak uwieść uwodziciela - Anna DePalo

Anna DePalo

Jak uwieść uwodziciela

Tłumaczenie: Katarzyna

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Pia właśnie była świadkiem prawdziwej katastrofy.

Och nie, nie dosłownie. Ale ta w znaczeniu przenośnym była równie fatalna.

Z końca nawy wyglądało to dość zabawnie, gdy miało się przed oczami satynowy tren w kolorze kości słoniowej, a ciepłe powietrze pachniało liliami i różą. Pia była konsultantką ślubną i miała do czynienia z licznymi katastrofami. Z panami młodymi, którzy pocili się ze strachu, z pannami młodymi, które nie mieściły się w ślubnych sukniach, raz nawet z drużbą, który połknął obrączkę. Ale ślub jej przyjaciółki powinien odbyć się bez problemów. Tak myślała jeszcze dwie godziny temu.

Goście w ławkach patrzyli ze zdumieniem, gdy markiz Easterbridge ruszył do ołtarza, by oznajmić wszem i wobec, że istnieje przeszkoda, która nie pozwala Belindzie Wentworth poślubić Toda Dillinghama. Że, prawdę mówiąc, pospiesznie i potajemnie zawarte małżeństwo Belindy z Colinem Granvillem, obecnym markizem Easterbridge, nigdy nie zostało unieważnione.

Przedstawiciele nowojorskiej śmietanki zebrani w kościele św. Bartłomieja szeroko otworzyli oczy i unieśli brwi, choć nikt nie okazał się tak nieokrzesany, by zemdleć czy choćby udawać omdlenie.

Pia była im za to wdzięczna. Niewiele mogła zrobić, gdy pies zjadał tort weselny, taksówka spryskała błotem suknię panny młodej, albo, jak w tym wypadku, legalny mąż postanowił pojawić się na ślubie żony!

Pia zamarła. Pomyślała, że tego dnia zabrakło aniołów opiekuńczych. Zaraz potem inna myśl wpadła jej do głowy: Och, Belindo, czemu nigdy nie wspomniałaś o ślubie z zaprzysięgłym wrogiem twojej rodziny?

Domyślała się powodu. Belinda tego żałowała. Pia ściągnęła brwi. Belinda była jedną z jej dwóch przyjaciółek w Nowym Jorku – obok Tamary Kincaid, jednej z druhen. Nagle Pia poczuła się częściowo winna tej sytuacji. Czemu nie wypatrzyła i nie zatrzymała Colina? Czemu nie stała w wejściu do kościoła?

Ludzie będą się dziwić, dlaczego konsultantka ślubna nie starała się trzymać markiza z daleka, dlaczego pozwoliła, by zrujnował ślub Belindy i jej zawodową reputację. Na myśl, jaki to cios dla jej młodej firmy, Pii zbierało się na łzy. Ten ślub miał być najważniejszym wydarzeniem w jej dotychczasowej karierze. Rozpoczęła samodzielną działalność niewiele ponad dwa lata wcześniej, po paru latach w dużej firmie organizującej rozmaite imprezy, gdzie pracowała jako asystentka.

Och, to straszne. Prawdziwy koszmar. Dla Belindy i dla niej. Pięć lat temu, po ukończeniu college’u Pia przyjechała do Nowego Jorku z małego miasteczka w Pennsylwanii. Marzenie o sukcesie w Nowym Jorku nie może się tak skończyć!

Jakby na potwierdzenie jej najgorszych lęków, gdy państwo młodzi oraz markiz opuścili kościół, zapewne po to, by rozwiązać sprawę, której nie da się rozwiązać, stojąca w nawie Pia ujrzała prującą w jej stronę potężną matronę. Pani Knox pochyliła się do niej i spytała scenicznym szeptem:

– Moja droga, nie widziałaś, że markiz nadchodzi?

Pia uśmiechnęła się nerwowo. Chciała powiedzieć, że nie miała pojęcia o ślubie markiza z Belindą, i że tak czy owak na nic zdałoby się zatrzymywanie markiza, jeśli rzeczywiście był mężem Belindy. Lojalność wobec przyjaciółki kazała jej jednak milczeć.

Oczy pani Knox błyszczały.

– Mogłaś zapobiec temu spektaklowi.

To prawda. Ale, pomyślała Pia, nawet gdyby coś wiedziała i próbowała go zatrzymać, markiz miał nad nią przewagę około trzydziestu kilogramów i ponad piętnastu centymetrów. A zatem Pia zrobiła to, co mogła zrobić, kiedy mleko się wylało. Po szybkiej konsultacji z kilkoma członkami rodziny Wentworthów zaprosiła wszystkich na przyjęcie w hotelu Plaza.

Teraz przyglądała się gościom i krążącym pośród nich kelnerom z tacami przekąsek. Pod wpływem monotonnego szumu rozmów rozluźniły się jej napięte mięśnie, choć w głowie wciąż miała mętlik. Skupiła się na oddechu, technice relaksacyjnej, której nauczyła się, by radzić sobie z zestresowanymi pannami młodymi i jeszcze bardziej stresującymi dniami ślubu.

Belinda i Colin rozwiążą jakoś problem. Trzeba będzie wydać oświadczenie dla prasy. Przy odrobinie szczęścia coś zaczynającego się od słów: Z powodu niefortunnego nieporozumienia…

Tak, wszystko się ułoży. Pia przeniosła znów uwagę na salę i właśnie w tym momencie wypatrzyła wysokiego mężczyznę o włosach w kolorze piaskowego blondu.

Widziała tylko jego plecy. Nagle wydało jej się, że go zna, i ogarnęły ją złe przeczucia. Kiedy mężczyzna odwrócił się do swojego rozmówcy, Pia ujrzała jego twarz i wstrzymała oddech. W tej chwili świat naprawdę się zatrzymał. Gwałtownie, jak samochód z piskiem opon. Słyszała zgrzyt metalu i czuła zapach dymu.

Ten dzień nie może chyba już być gorszy.

To on. James Fielding, znany też jako Nie Ten Pan. Co on tutaj robi?

Ostatnio widziała go przed trzema laty, gdy niespodziewanie wtargnął do jej życia – i równie szybko zniknął – ale z nikim nie pomyliłaby tego Adonisa, który, patrząc na kobiety, miał na twarzy wypisane: Uwiodę cię.

Był prawie dziesięć lat starszy od Pii, która miała dwadzieścia siedem lat, ale nie wyglądał na swój wiek. Włosy miał ostrzyżone krócej niż dawniej, lecz zachował fantastyczną sylwetkę i nadal robił wrażenie wzrostem – ponad metr osiemdziesiąt. Jego poza była dość wystudiowana, nie wyglądał na lekkoducha, jakim go pamiętała. Cóż, kobieta nie zapomina pierwszego kochanka – zwłaszcza gdy ten bez słowa znika.

Pia nieświadomie ruszyła w jego stronę.

Nie wiedziała, co mu powie, nogi same niosły ją naprzód, napędzane złością. Zacisnęła w pięści opuszczone dłonie. Kiedy zbliżyła się do Jamesa, rozmawiał z dobrze znanym menedżerem funduszu hedgingowego, Olivierem Smithsonem.

– …Wasza Książęca Mość – rzekł siwiejący mężczyzna.

Pia przystanęła w pół kroku. Co ten tytuł w przypadku Jamesa znaczy? W sali znajdowali się brytyjscy arystokraci, ale nawet do markizów zwracano się per panie. Przecież „Wasza Książęca Mość” to forma zastrzeżona dla… książąt.

Chyba że Olivier Smithson żartował?

Mało prawdopodobne.

Nagle coś wpadło Pii do głowy, ale była już tak blisko mężczyzn, że James ją dojrzał. Z satysfakcją zauważyła błysk w jego orzechowych oczach. A więc ją poznał.

W podkreślającym sylwetkę smokingu prezentował się znakomicie. Rysy miał regularne, choć nos nie do końca idealny, ale za to kwadratową męską szczękę. Brwi Jamesa były o ton ciemniejsze od włosów. Podczas jedynej nocy, którą spędzili razem, Pię fascynowały jego oczy, których odcień zdawał się zmieniać. Można jej wybaczyć, że przed trzema laty zachowała się jak idiotka, powiedziała sobie teraz. James Fielding to seksowne zwierzę ujarzmione eleganckim strojem.

Choć atmosfera zabawy, jaka go otaczała podczas ich pierwszego spotkania, wyciszyła się przez to ubranie i postawę, Pia wciąż ją wyczuwała.

– Nasza urocza konsultantka ślubna – powiedział Olivier Smithson, nie wyczuwając napięcia w powietrzu, i zaśmiał się szczerze. – Cóż, nie mogliśmy przewidzieć takiego obrotu spraw, prawda?

Pia wiedziała, że uwaga dotyczy katastrofy w kościele, a jednak nie mogła uciec od ponurej myśli, że pasuje też do jej sytuacji. Nigdy by się nie spodziewała, że wpadnie tu na Jamesa.

James, jakby czytał jej w myślach, uniósł brwi. Zanim któreś z nich się odezwało, Oliver Smithson zwrócił się do Pii:

– Miała już pani przyjemność poznać Jego Książęcą Mość, księcia Hawkshire?

Jakiego księcia? Pia patrzyła na obu mężczyzn z niemą złością. Więc on naprawdę jest księciem? Czy James to w ogóle jego imię? Zaraz, chwileczkę – zna odpowiedź. Przeglądała listę gości. Nie miała jednak pojęcia, że Nie Ten Pan i James Carsdale, dziewiąty książę Hawkshire, to jedna i ta sama osoba. Zakręciło jej się w głowie.

James zerknął na Olivera Smithsona.

– Dziękuję, ale panna Lumley i ja mieliśmy już przyjemność się poznać – rzekł i odwrócił się do niej. – Proszę zwracać się do mnie Hawk, jak większość osób.

Tak, nikt by nie zgadł, jak blisko się znają, pomyślała cierpko Pia. Jak on śmie być taki wyniosły i opanowany? Spojrzała na Jamesa i unosząc głowę, rzekła:

– Ta-ak, mia-ałam już przyjemność.

Jej policzki poczerwieniały. Chciała, by brzmiało to jak wyrafinowany dwuznacznik, a tymczasem, mówiąc tak naiwnie i niepewnie, osłabiła swoją pozycję. Na domiar złego zaczęła się jąkać. To tylko dowodzi, jak bardzo jest zdenerwowana. Sporo czasu pracowała z terapeutą, by pozbyć się tej wady.

Hawk zmrużył oczy. Bez wątpienia zrozumiał jej przytyk i nie spodobał mu się. Po chwili znów popatrzył na nią z wprawiającą w zakłopotanie czułością.

Pia poczuła, że ma gęsią skórkę na brzuchu i na piersiach, które raptem nabrzmiały. Nie, na pewno myli się co do tej czułości w oczach Jamesa. Czyżby jej współczuł? Czy patrzył na nią z góry, jak na naiwną dziewicę, którą rzucił po jednej wspólnej nocy? Wyprostowała się.

– Pia…

Kiedy jej imię padło z jego ust – po raz pierwszy od trzech lat – myślała o nocy fantastycznego seksu w białej haftowanej pościeli. Niech go szlag.

– Co za niespodziewana… przyjemność. – Hawk wykrzywił wargi, jakby i on znał grę w ukryte znaczenia.

Zanim odpowiedziała, obok nich przystanął kelner z tacą tartinek z pastą baba ghanoush. Patrząc na nie, Pia pomyślała, że poświęciły z Belindą całe popołudnie na wybranie przekąsek na ten dzień.

Potem kolejna myśl wpadła jej do głowy i postanowiła postawić wszystko na jedną kartę.

– Dziękuję – powiedziała do kelnera.

Odwróciła się do księcia ze słodkim uśmiechem.

– Taką przyjemnością trzeba się delektować. Smacznego. – Bez chwili wahania rozmazała mu na twarzy pastę z bakłażana. Potem zakręciła się na pięcie i ruszyła do hotelowej kuchni.

Jak przez mgłę widziała osłupiały wzrok Olivera Smithsona i kilku stojących w pobliżu gości, zanim pchnęła drzwi do kuchni. Jeżeli do tej pory nie zrujnowała swojej zawodowej opinii, zrobiła to właśnie teraz. Ale było warto.

Hawk przyjął chusteczkę od kelnera.

– Dziękuję – rzekł z arystokratyczną zimną krwią i starannie starł z twarzy pastę.

Smithson przyglądał mu się z zaciekawieniem.

– Cóż…

Hawk oblizał wargi.

– Bardzo smaczna, chociaż trochę cierpka.

I przekąska, i mała seksbomba, która ją dostarczyła.

Menedżer zaśmiał się nerwowo.

– Gdybym wiedział, że ten ślub będzie tak ekscytujący, wystawiłbym go na giełdzie na krótki termin.

– Tak? – spytał Hawk. – Skandal to jedyny towar, który na pewno nie straci na wartości. Czy w dzisiejszych czasach zła opinia nie jest drogą do sławy i fortuny? Może panna młoda będzie jeszcze miała ostatnie słowo.

Hawk wiedział, że musi załagodzić sytuację. Mimo afrontu, jaki mu zrobiła, pomyślał o konsultantce ślubnej, która chwilę wcześniej żwawo się oddaliła.

Zastanawiał się też, gdzie podział się jego przyjaciel Sawyer Langsford, hrabia Melton, bo przydałaby mu się pomoc w gaszeniu ognia, który wciąż płonął. Był pewien, że Meltona da się zwerbować, choć pełnił rolę jednego z drużbów Dillinghama. Sawyer był dalekim krewnym pana młodego, a jednocześnie bliskim przyjacielem Easterbridge’a.

Hawk zdał sobie sprawę, że Smithson nadal uważnie mu się przygląda.

– Przepraszam, pozwoli pan? – rzekł Hawk i nie czekając na odpowiedź, ruszył tam, gdzie oddaliła się Pia.

Nie powinien tak lekceważąco traktować cennego kontaktu biznesowego, ale miał pilniejsze sprawy. Pchnął wahadłowe drzwi do kuchni.

Kiedy wszedł do środka, Pia gwałtownie się odwróciła. Była seksowna mimo woli, jak za pierwszym razem – pierwszym i ostatnim – gdy się spotkali. Drobne kobiece ciało podkreślała obcisła satynowa suknia. Gładkie ciemnoblond włosy upięła w praktyczny kok. Skórę miała jedwabiście gładką, a jej oczy wciąż przypominały mu kolor bursztynu.

Hawk był pod wrażeniem, a kiedy próbował się otrząsnąć, Pia mierzyła go wzrokiem.

– Szukałeś mnie? – zapytała. – Cóż, spóźniłeś się trzy lata.

Podziwiał jej charakter.

– Przyszedłem sprawdzić, czy wszystko w porządku. Zapewniam cię, że gdybym wiedział, że tu jesteś…

– To co? Nie przyjąłbyś zaproszenia?

– To spotkanie jest dla mnie taką samą niespodzianką jak dla ciebie.

Dziwił się, że nie zauważył jej do chwili, kiedy podeszła do niego w sali bankietowej. Oczywiście był jednym z czterystu gości – nie licząc tego nieproszonego w kościele. Wszyscy, także i on, zostali zaskoczeni pojawieniem się Easterbridge’a. Kto by pomyślał, że panna młoda ma na boku ukrytego męża, którym na dodatek był najsłynniejszy w Londynie markiz? Ten szok to jednak nic w porównaniu ze spotkaniem Pii.

– Na pewno przykrą niespodzianką, Wasza Książęca Mość – odparowała Pia. – Nie pamiętam, żebyś wspominał o swoim tytule, kiedy widzieliśmy się ostatnio.

Cios wprost, ale Hawk próbował go osłabić.

– Wtedy jeszcze nie miałem tytułu.

– Ale nie byłeś też zwyczajnym Jamesem Fieldingiem, prawda?

Hawk roztropnie wybrał milczenie, bo nie było z czym dyskutować.

– Tak myślałam! – warknęła.

– Nazywam się James Fielding Carsdale. Teraz jestem dziewiątym księciem Hawkshire. Wcześniej miałem prawo do tytułu lorda Jamesa Fieldinga Carsdale’a albo po prostu – uśmiechnął się z autoironią – Jego Lordowskiej Mości, choć wolałem obywać się bez tytułu i wiążących się z nim ceregieli.

Prawdę mówiąc dawniej, wiodąc życie playboya, funkcjonował jako James Fielding, bo dzięki temu unikał łowczyń bogatego męża i innych pułapek związanych z jego pozycją.

Nie był spadkobiercą tytułu ojca do chwili, gdy William, jego starszy brat, zginął w tragicznym wypadku. James był lekkoduchem, młodszym synem, który uchylił się przed brzemieniem, za jaki uważał tytuł książęcy niosący z sobą obowiązki i odpowiedzialność – tak w każdym razie sądził.

Zrozumienie, jaki był bezmyślny, ile zła wyrządził, zwłaszcza Pii, zabrało mu trzy lata, gdy dźwigał już na barkach te wszystkie zobowiązania. Pia myliła się jednak, myśląc, że jej unikał. Na jej widok ucieszył się, że ma szansę naprawić krzywdy.

– Sugerujesz, że można wytłumaczyć twoje zachowanie, bo nazwisko, jakie mi podałeś, nie było do końca fałszywe? – zapytała.

Hawk westchnął w duchu.

– Nie, ale próbuję poniewczasie wyznać prawdę, cokolwiek to znaczy.

– To nic nie znaczy – poinformowała go. – Szczerze mówiąc, całkiem o tobie zapomniałam, aż dziś pojawiła się okazja, żeby powiedzieć ci, co myślę.

Personel kuchni, a nawet kelnerzy, zbyt zajęci, by stać i obserwować najnowszy akt weselnego spektaklu, rzucali im zaciekawione spojrzenia.

– Moglibyśmy porozmawiać gdzie indziej? – Hawk rozejrzał się znacząco. – Dokładamy swoje trzy grosze do dzisiejszych wydarzeń. Niewiele trzeba, żeby zrobił się z tego łzawy melodramat.

– Możesz mi wierzyć – odparowała – że byłam na wielu weselach i daleko nam do łzawego melodramatu. Melodramat jest wtedy, kiedy panna młoda mdleje przed ołtarzem albo kiedy pan młody sam leci w podróż poślubną. Melodramat nie ma nic wspólnego z konfrontacją konsultantki ślubnej i faceta, z którym przeżyła przygodę.

Hawk milczał. Bardziej martwił się o nią niż o siebie. Pia ma rację. Co znaczy jeszcze jedna scena w dniu pełnym scen? Poza tym jest zdenerwowana. Przebieg niedoszłego ślubu niepokoił ją bardziej, niż przyznawała, a na domiar złego spotkała Hawka.

Teraz splotła ramiona na piersi i przytupywała nogą.

– Od każdej kobiety rano uciekasz?

Nie, tylko od tej, która była dziewicą, jak się okazało. Spodobała mu się jej twarz w kształcie serca i drobne, ale kobiece ciało, i rankiem zdał sobie sprawę, że za bardzo się zaangażował. Nie był dumny ze swojego zachowania, ale od dawnego Jamesa dzieliły go lata świetlne.

Choć nawet teraz pragnął… jej dotknąć.

Odsunął tę myśl. Przypomniał sobie, jak wygląda jego życie, odkąd został księciem. W tym życiu nie ma miejsca dla Pii. Tym razem chciał jej wynagrodzić to, co kiedyś zrobił, podziękować za dar, jaki od niej dostał.

– Chcesz porozmawiać o sekretach? – spytał cicho. – Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć, że jesteś dziewicą?

Pia gwałtownie wciągnęła i wypuściła powietrze, jej klatka piersiowa uniosła się i opadła. W innych okolicznościach Hawk patrzyłby na to z podziwem.

– Więc to ja odpowiadam za twoje zniknięcie?

– Nie, ale chyba się zgodzisz, że tamtej nocy oboje graliśmy komedię?

Policzki Pii pokryły się rumieńcem.

– Niczego nie grałam.

– Hm – rzekł, przyglądając się jej. – O ile mnie pamięć nie myli, zwierzyłaś się tylko, że nigdy nie kochałaś się bez zabezpieczenia. Więc kto tu kręci?

Kiedy odprowadził ją do domu – małej kawalerki na Upper East Side na Manhattanie – zapewnił Pię, że jest zdrowy, a ona w zamian… uśpiła jego czujność i doprowadziła do tego, że nieświadomie pozbawił ją dziewictwa. Przysiągłby, że nawet w czasach lekkomyślnych szaleństw nie był pierwszym kochankiem żadnej kobiety. Nie chciał być zapamiętany. Nie chciał pamiętać. To nie pasowało do beztroskiego stylu życia.

Tymczasem Pia stwierdziła, że o nim zapomniała. Czy powiedziała tak, kierowana dumą, czy to prawda? Jemu nie udało się wyrzucić jej z pamięci. Jakby w odpowiedzi na jego wątpliwości Pia popatrzyła na niego z niemą furią, po czym odwróciła się na pięcie.

– Tym razem to ja odchodzę. Żegnaj, Wasza Książęca Mość.

Oddaliła się w głąb kuchni. Hawk stał zadumany nad ich spotkaniem, ukoronowaniem koszmarnego dnia. Pia była kompletnie zaskoczona jego pojawieniem się i odkryciem, kim naprawdę jest. Było też jasne, że Pia się martwi – niedoszły ślub Belindy mógł mieć fatalne konsekwencje dla jej planów zawodowych. Fakt, że „poczęstowała” go bakłażanem na oczach osłupiałych gości, na pewno jej nie pomógł.

Pia wyraźnie potrzebuje pomocy. W głowie Hawka zaczął kiełkować pewien pomysł.

ROZDZIAŁ DRUGI

Po powrocie do domu Pia nie dokonała egzorcyzmów, by wyrzucić Hawka ze swojego życia.

Zdjąwszy Pana Darcy’ego z krzesła przy komputerze, zalogowała się i wpisała w Google’u nazwisko i tytuł Hawka. Powiedziała sobie, że szuka jego zdjęcia, by zrobić plakat jak ze starego westernu: „Poszukiwany książę zdrajca”. W rzeczywistości teraz, gdy znała już jego prawdziwe nazwisko, ciekawość ją rozsadzała.

Internet jej nie zawiódł. W ciągu kilku sekund wyświetliło się mnóstwo informacji.

Przed trzema laty Hawk stworzył Sunhill Investments, fundusz hedgingowy, tuż po tym, pomyślała, gdy pozbawił ją dziewictwa i zniknął. Firma miała się świetnie, a Hawk i jego partnerzy zostali multimilionerami. A niech to! Trudno pogodzić się z faktem, że gdy ją porzucił, los się do niego uśmiechnął, zamiast wymierzyć sprawiedliwość.

Siedziba Sunhill Investments mieściła się w Londynie, a niedawno otwarto biuro w Nowym Jorku, więc obecność Hawka po tej stronie Atlantyku tłumaczył nie tylko ślub Dillinghama.

Zagłębiając się w dalsze informacje, Pia drapała za uszami Pana Darcy’ego, który leżał na jej kolanach. Wzięła kota ze schroniska niespełna trzy lata temu i przywiozła go do mieszkania z dwiema sypialniami, do którego się właśnie wprowadziła, wciąż jednak na mniej modnym skraju Upper East Side na Manhattanie.

Mieszkanie miało czynsz gwarantowany i służyło jej także jako biuro, za które mogła odliczyć procent od podatku. To pozwoliło Pii zamieszkać na krańcach świata, do którego chciała się dostać – świata dziewcząt z prywatnych liceów na Upper East Side i przyszłych debiutantek mieszkających z bogatymi rodzicami w przedwojennych budynkach, przed którymi pod zielonymi markizami stali portierzy w uniformach.

Urządziła mieszkanie tak, by zaprezentować swój styl i pomysłowość, gdyż od czasu do czasu odwiedzali ją tam klienci. Przede wszystkim jednak to ona jeździła do luksusowych domów panien młodych.

Pia kliknęła myszką. Po paru minutach trafiła na link do starego artykułu o Hawku z „New York Social Diary”. Było tam zdjęcie Hawka stojącego między dwiema jasnowłosymi modelkami, z drinkiem w ręce i diabelskim błyskiem w oku. Z artykułu wynikało, że Hawk był stałym bywalcem imprez, głównie w Londynie, ale też w Nowym Jorku.

Zacisnęła wargi. Cóż, przynajmniej artykuł potwierdził, że była w jego typie – chyba lubił blondynki. Jednak była też dużo niższa i okrąglejsza niż chude modelki o długich nogach, z którymi został sfotografowany.

Jedynym plusem podłego postępku Hawka było to, że dał jej odwagę do założenia własnego biznesu. Uświadomiła sobie, że pora przestać czekać na księcia z bajki i wziąć odpowiedzialność za własne życie. Byłoby żałosne, gdyby on wspinał się na wyżyny świata finansów, podczas gdy ona usychałaby z tęsknoty w starej kawalerce, gdzie poprzednio mieszkała.

Toteż zrobiła krok do przodu i pięła się w górę tak jak on. Hawk – czy Jego Książęca Mość – niech spływa ze swoimi milionami.