Jak uratować świat? Czyli co dobrego możesz zrobić dla planety - Areta Szpura - ebook

30 osób właśnie czyta

  • Wydawca: WAB
  • Kategoria: Poradniki
  • Język: polski
  • Rok wydania: 2019
Opis

Pierwsza tak przystępna książka pokazująca, jak każdy z nas może uratować świat.

Areta Szpura jako współwłaścicielka marki modowej jeszcze niedawno odnosiła międzynarodowe sukcesy. Ubrania Local Heroes nosiła Rihanna, Miley Cyrus, Ellie Goulding, Kylie Jenner czy Justin Bieber. Przerażona tym, jaki ogrom śmieci produkuje przemysł tekstylny, odeszła z branży, by zająć się planetą. To ona, wraz z redakcją serwisu Noizz, zapoczątkowała akcję „Tu pijesz bez słomki”.

Jak uratować świat to zbiór rozmów ze specjalistami z zakresu ekologii, zero waste i zdrowego (dla nas i dla planety) żywienia – m.in. z fizykiem atmosfery profesorem Szymonem Malinowskim, Jagną Niedzielską czy Ewą Chodkiewicz z Fundacji WWF Polska. To zbiór wywiadów, opowieści oraz porad, jak każdy z nas, metodą małych kroków, może zadbać o planetę.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 187

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


JAK URATOWAĆ ŚWIAT?

ARETA SZPURA

Copyright © by Areta Szpura MMXIX

Copyright © by Grupa Wydawnicza Foksal, MMXIX

Wydanie I

Warszawa MMXIX

Niniejszy produkt objęty jest ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że wszelkie udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, upublicznianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych – jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.

Wstęp

Zdaniem sekretarza generalnego ONZ Antonio Guterresa został nam rok, żeby wprowadzić radykalne zmiany ograniczające globalne ocieplenie. Wzrost temperatury wpływa na gospodarkę i nasze życie – na świecie jest coraz więcej kataklizmów i anomalii pogodowych, takich jak zimy bez śniegu i dotkliwie upalne lata, częste pożary lasów i fale powodziowe.

Czy świat się kończy?

Złowrogo brzmiące nagłówki atakują nas z każdej strony. Ostatnio usłyszałam nawet pojęcie „depresja klimatyczna”. Nie dziwi mnie ono – fakty są bardzo przytłaczające.

Chyba wszyscy w jakimś stopniu zdajemy sobie sprawę z tego, że nasz wspólny dom jest w niebezpieczeństwie, i jeżeli nie zmienimy swoich nawyków, to w niedalekiej przyszłości na Ziemi nie będzie sprzyjających warunków do życia.

No dobrze, ale co tak naprawdę możemy zrobić?

Jeszcze kilka lat temu żyłam w błogiej nieświadomości – karierę rozpoczynałam w branży modowej, czyli, jak szybko się przekonałam, jednej z najbardziej szkodliwych dla środowiska branż na świecie. Uznałam jednak, że nie chcę być częścią tej przerażającej machiny (przynajmniej nie w takiej formie jak dotychczas), i postanowiłam zacząć działać – tym razem na rzecz planety.

Może nie jestem prezesem wielkiej firmy ani prezydentem, ale życie nauczyło mnie, że jeżeli czegoś się bardzo chce, to można to osiągnąć. Dlatego od kilku lat codziennie zgłębiam tajniki wiedzy o naszej planecie, a w tej książce podzielę się z Wami kilkoma obserwacjami i pokażę, jak można zmieniać świat małymi krokami, zaczynając od siebie i swojego otoczenia. Zadam też kilka nurtujących mnie pytań specjalistom w dziedzinie nauki, mody, kulinariów oraz podróżnikom i aktywistom.

Razem spróbujemy się zastanowić, jak uratować świat.

Nad tym, co każdy z nas może zrobić, aby żyło się lepiej.

Zaczynamy!

Nie musisz czytać tej książki od deski do deski. Została zaprojektowana tak, żeby czytało się ją jak magazyn. Możesz otworzyć ją na dowolnej stronie i poświęcić chociaż 5 minut dziennie na to, żeby przyczynić się do poprawy stanu naszego wspólnego domu.

„Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które jest świadome zmian klimatycznych, i ostatnim, które może coś zmienić”1. Barack Obama

Gotowi?

Oto kilka wskazówek na dobry początek:

1 Dbaj o to, co już masz, żeby służyło Ci jak najdłużej.

2 Kupuj z głową – odpowiedzialnie, lokalnie, tyle, ile potrzebujesz.

3 Ogranicz zużycie plastiku, spożycie mięsa, podróże samochodem.Czasami nawet małe poświęcenie przynosi wielki skutek.

4 Jeżeli możesz, zrób coś sam. Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, ile rzeczy jesteśmy w stanie wykonać sami!

5 Dziel się. Coś, co leży i kurzy się u Ciebie w szafie, może zyskać nowe życie u Twojego przyjaciela czy sąsiada!

6 Jeżeli musisz już coś wyrzucić, to miej świadomość, jak to zrobić dobrze – traktuj śmieci jak cenny surowiec, nie odpad.

7 Edukuj – siebie i innych. Niewiedza to nasz główny wróg2.

8 Nie siedź bezczynnie, działaj!

ObejrzyJCarl Sagan’s Pale Blue Dot Official

Skąd to wszystko się w ogóle wzięło? Czy na pewno mamy wpływ na globalne ocieplenie?

Na początek udałam się do osób, które zagadnieniem zmian klimatycznych zajmują się zdecydowanie dłużej niż ja.

Quiz

1. Co powinniśmy robić z przeterminowanymi lekami?

a wyrzucać do kosza z odpadami zmieszanymi

b wyrzucać do kontenerów na plastik bądź szkło

c oddawać do apteki

2. Ile butelek butelek plastikowych produkowanych jest na minutę?

a kilka tysięcy

b kilkadziesiąt tysięcy

c milion

3. Do czego może służyć kwasek cytrynowy?

a do doprawienia sałatki

b do czyszczenia zębów

c do czyszczenia domowych przestrzeni, np. fug

4. Ile wody potrzeba do wyprodukowania jednej kanapki z serem?

a 20 litrów

b 40 litrów

c 90 litrów

5. Co oznacza „flygskam”?

a wstyd związany z lataniem

b zapalenie zatok

c kompostowanie

6. Czym są giveboxy?

a prezentami

b szafkami z niechcianymi rzeczami

c subskrypcjami kosmetyków

7. Paragony wrzucisz do kosza z napisem…?

a papier

b bio

c zmieszane

8. Czy kubki papierowe są w Polsce poddawane recyklingowi?

a tak

b nie

c telefon do przyjaciela

9. Według najnowszych danych, kiedy zaczniemy odczuwać braki wody pitnej w Polsce ?

a za 20 lat

b za 100 lat

c nigdy

10. Jak długo rozkłada się plastikowa reklamówka?

a 5 lat

b 20 lat

c 400 lat

Odpowiedzi do quizu na końcu książki.

1. Nauka nie kłamie – poznaj prawdę

Zanim zaczniemy rozważać sposoby ratowania planety, warto zrozumieć, przed czym tak naprawdę próbujemy uchronić siebie i naturę, czym są tak często wspominane gazy cieplarniane i zmiany klimatyczne. Nie ma dla mnie nic pewniejszego niż naukowe fakty – w rozmowie z profesorem fizyki Szymonem Malinowskim odkrywamy, czym objawia się globalne ocieplenie, ile zostało nam czasu, zanim wszyscy zaczniemy żyć w tropikach (pozornie kuszące, w efekcie jednak zgubne dla nas wszystkich!), i co możemy zrobić, żeby te procesy odwrócić. Musimy też uświadomić sobie, jak ważna jest otaczająca nas przyroda i jej ciągły rozwój – razem z Ewą Chodkiewicz z organizacji WWF przypominamy o światowych celach zrównoważonego rozwoju i potrzebie zmiany modelu ekonomicznego na cyrkularny. To będzie wiedza naukowa w pigułce – porcja zatrważających danych po to, by podkreślić wagę sytuacji.

Czy koniec jest blisko?

Prof. Szymon Malinowski jest profesorem nauk o Ziemi, pracuje na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. Pracował i prowadził badania w Kanadzie, Niemczech, USA. Jest członkiem wielu rad i komitetów naukowych, w tym także korespondentem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, zaangażowanym popularyzatorem nauki, współzałożycielem, autorem i redaktorem portalu http://naukaoklimacie.pl, którego misją jest dostarczenie w przystępny i przejrzysty sposób wiarygodnej, dobrze udokumentowanej wiedzy o systemie klimatycznym naszej planety.

Areta: Moje pokolenie ma świadomość tego, że istnieje problem. Słyszymy, że świat się kończy, jednak nie bardzo rozumiemy, co to właściwie znaczy. Sekretarz generalny ONZ twierdzi, że mamy rok na to, aby coś zmienić, inni mówią o dwunastu latach, a jeszcze inni – że kres nastąpi w 2050 roku. Co to wszystko oznacza? Czy może Pan przybliżyć fakty, które pomogą mi to zrozumieć?

Prof. Szymon Malinowski: Naukowe fakty są następujące: na podstawie danych o wydobyciu paliw wiemy, ile dwutlenku węgla emitujemy co roku do atmosfery. Wiemy też, jaka część tego dwutlenku węgla zostaje w atmosferze, odkłada się w oceanie i glebie, i wiemy, jaki wpływ ma przyrost koncentracji dwutlenku węgla w powietrzu na wzrost temperatury powierzchni planety. To jest to, co wiemy na pewno. Należy jednak dodać do tego to, co wiemy prawdopodobnie.

A: A co jest prawdopodobne?

Prof. Sz. M.: Znamy historię planety, więc staramy się przewidzieć, jakie procesy fizyczne mogą nastąpić. Obawiamy się między innymi tego, że jeśli temperatura planety wzrośnie o więcej niż 2 stopnie w stosunku do epoki przedprzemysłowej, to zostaną uruchomione pewne naturalne procesy zwiększające emisję gazów cieplarnianych do atmosfery. Mam na myśli przede wszystkim rozkład materii organicznej, która w tej chwili jest zamarznięta na Syberii. W przypadku rozkładu tlenowego zostaje emitowany dwutlenek węgla, w przypadku rozkładu beztlenowego – metan. Oba są silnymi gazami cieplarnianymi. Metan po pewnym czasie rozkłada się do dwutlenku węgla, po prostu się utleniając. Możemy więc w stosunkowo krótkim czasie wywołać procesy, które doprowadzą Ziemię do stanu sprzed 50 milionów lat3. Głównym problemem jest bilans energii planety i wynikający z jego zakłóceń wzrost temperatury – przyroda nie dostosowuje się do tych zmian, a ponieważ my w 100% zależymy od przyrody, działając w ten sposób, podcinamy gałąź, na której siedzimy. Jeżeli ją obetniemy, to spadniemy razem z nią i skończy się to bardzo źle. Jak bardzo? Tego nie wiemy.

A: Skąd się biorą te wszystkie liczby i ograniczenia? Ile jeszcze dwutlenku węgla ze spalania paliw kopalnych możemy wyemitować, żeby nie przekroczyć tej niebezpiecznej granicy?

Prof. Sz. M.: O tym mówi tak zwany budżet węglowy. To nasza ocena, na podstawie znajomości fizyki i wiedzy o przeszłości klimatu, ile możemy jeszcze spalić paliw kopalnych, aby zostać po bezpiecznej stronie. Jeżeli wiemy, ile dwutlenku węgla emitujemy i jaki jest budżet węglowy, możemy sobie wyobrazić różne krzywe emisji, które prowadzą do powstrzymania katastrofy klimatycznej. Z krzywej, która wydaje się najbardziej prawdopodobna i osiągalna, wynika, że do 2030 roku musimy obniżyć emisję o 40%, a do 2050 roku całkiem ją wyzerować. To nie jest nowa wiedza. Pojęcie budżetu węglowego zostało wprowadzone dość dawno. Gdybyśmy 20 lat temu odpowiednio zareagowali na poziomie globalnym, kiedy emisje były znacznie mniejsze, a budżet w związku z tym znacznie większy, redukcje nie musiałyby być tak drastyczne.

A: No właśnie, niedawno w Katowicach odbyło się COP 24! Trudno uwierzyć, że emisję dwutlenku węgla ograniczymy w tak znaczącym stopniu w przeciągu roku. Przecież zmiany klimatyczne, które jeszcze niedawno wydawały się nam tak odległe, są tak naprawdę tuż za rogiem.

Prof. Sz. M.: Problem jest bardzo złożony. Polega na tym, że znakomita część ludzi działa w perspektywie krótkoterminowej. Pierwszy raz temat globalnego ocieplenia został odnotowany w oficjalnym dokumencie dla polityków w 1965 roku (dokładnie było to pismo grupy amerykańskich naukowców skierowane do prezydenta Johnsona), podstawy wiedzy w tym temacie są więc dobrze znane. Mamy coraz więcej danych, jednak komunikaty o konsekwencjach emisji długo żyjących gazów cieplarnianych są traktowane jako mało ważne w kontekście codziennych wydarzeń.

A: Pamiętam, że już na lekcjach przyrody mówiono nam o globalnym ociepleniu, ale jakoś nigdy nie zestawiałam tego zjawiska z zakupem wody w jednorazowej plastikowej butelce. Jak to jest powiązane?

Prof. Sz. M.: To zjawisko nazywa się globalizacją – wszystko jest ze sobą powiązane. Dopiero niedawno zdaliśmy sobie z tego sprawę. Klub Rzymski, czyli międzynarodowe stowarzyszenie zajmujące się badaniem globalnych problemów świata, już dawno mówił o granicach gospodarczego wzrostu. Na skończonej planecie nie da się nieskończenie rosnąć.

Mamy rok 2019. Ilość zasobów, którą ludzkość zużyła od początku istnienia do połowy lat 90., jest taka sama jak od połowy lat 90. do teraz! To jest wzrost wykładniczy o 2–3% rocznie. Ale zrozumienie tego, co oznacza wzrost o 2–3% rocznie, oraz tych wszystkich procesów, o których mówimy, wymaga zrozumienia matematyki, która za nimi stoi i która mówi wprost: utrzymanie procesu stałego wzrostu w ograniczonej przestrzeni nie jest możliwe.

A: Czy to oznacza, że wyginiemy?

Prof. Sz. M.: W tej chwili wszystko jest jeszcze przed nami. Jednak uniknięcie katastrofy wymaga bardzo dużej liczby zmian, na każdym szczeblu. Od przyzwyczajeń i zachowań w domu czy w pracy przez zmiany w ekonomii po politykę międzynarodową.

A: Czy uważa Pan, że przyjęty na koniec COP 24 „Pakiet Katowicki”, czyli porozumienie krajów członkowskich, zostanie faktyczne zrealizowany?

Prof. Sz. M.: Pozytywne jest to, że udało się cokolwiek uzgodnić. COP jest bardzo trudną konferencją, ponieważ ustalenia muszą być przyjęte przy pełnym porozumieniu. Jednak, jak wiemy z doświadczenia, to, że coś zostało zgodnie zaakceptowane, wcale nie oznacza, że zostanie zrealizowane. Ponieważ różnice w krótkoterminowych celach są bardzo duże, nie wszyscy jednakowo doceniają powagę sytuacji i są gotowi myśleć długofalowo, a tym bardziej wdrażać trudne i niepopularne rozwiązania.

A: Może przyczyną obojętności jest to, że ludzie nie wiążą globalnego ocieplenia z poważniejszymi konsekwencjami, na przykład ze spadkiem plonów i głodem albo zakwaszeniem oceanu, który obecnie jest żywicielem znacznej części ludzkości?

Prof. Sz. M.: Tak, duża część ludzi nie odczuwa potrzeby jakichkolwiek zmian. Sądzą oni, że świat jest stosunkowo stabilny, a ich działania pozostają bez konsekwencji (lub konsekwencje te są szybko odwracalne). Tymczasem my jako ludzkość nie jesteśmy w stanie utrzymać tego wzrostu gospodarczego, którego tak byśmy chcieli.

A: Co ma się w takim razie przez ten rok wydarzyć?

Prof. Sz. M.: Ten rok jest po to, żeby kraje biorące udział w COP przygotowały i zadeklarowały plany redukcji emisji gazów cieplarnianych. Z tego, co wiemy, nie zanosi się na to, żebyśmy – w skali globu – zmieścili się w budżecie węglowym. Jeżeli zsumuje się dobrowolne ustalenia dotyczące zmniejszenia emisji, to nie są one zgodne z wymaganiami pozwalającymi uniknąć katastrofy. Ograniczenia musiałyby być znacznie bardziej restrykcyjne.

A: No dobrze, a gdybyśmy mieli w bardzo prosty sposób wytłumaczyć cały proces globalnego ocieplenia?

Prof. Sz. M.: Wyobraźmy sobie dom, który jest podłączony do elektrociepłowni, ma jednak drzwi i ściany, przez które ucieka ciepło. Wysokość temperatury w domu zależy od tego, ile energii dostarczymy, oraz od izolacji ścian. Ta izolacja to właśnie efekt cieplarniany. Wskutek promieniowania słonecznego Ziemia dostaje dużą ilość energii i nagrzewa się razem z atmosferą. Jeżeli ciepło nie ma jak uciec, tworzy się coś w rodzaju pieca.

A: A co z Polską – czy coś nam tutaj grozi?

Prof. Sz. M.: Przede wszystkim brak wody. Inna kwestia to skutki zdrowotne, z których nie zdajemy sobie sprawy, na przykład problem umieralności w upały. Istnieją badania na ten temat, znamy konkretne liczby (również dla Warszawy). Wiemy, że nie jesteśmy na to przygotowani. Nasza infrastruktura została dostosowana do warunków innych niż te, w których coraz częściej przychodzi nam żyć. Latem nie da się pracować bez klimatyzatorów, stawiamy je wszędzie, co z kolei powoduje wzrost zapotrzebowania na energię, a co za tym idzie – wzrost emisji.

A: Co możemy zrobić na własną rękę, żeby ograniczyć emisję dwutlenku węgla?

Prof. Sz. M.: Żeby nie być gołosłownym, posłużę się własnym przykładem. Przede wszystkim mało używam samochodu. Jeżeli muszę – staram się jechać z kimś, najlepiej w kilka osób. Dużo chodzę, korzystam z komunikacji zbiorowej, rowerów miejskich. Ograniczam podróże, szczególnie samolotem. Kiedy załatwiam sprawy służbowe, w miarę możliwości wybieram telekonferencje albo jadę koleją, czasem autokarem.

W domu przejrzałem odbiorniki energii i zmniejszyłem ich liczbę albo zamieniłem je na energooszczędne. Oczywiście w granicach rozsądku – jeżeli ktoś posiada sprawny sprzęt, to nie ma potrzeby zmieniać go na nowy, ponieważ wyprodukowanie kolejnego też wymaga energii i zwiększa emisję. No i zmieniłem dietę, czyli ograniczyłem mięso, którego produkcja jest bardzo kosztowna energetycznie – to przecież podwójny cykl: uprawa roślin, a potem hodowla zwierząt.

Mity o klimacie4

Ucz się od natury i dąż do ekonomii cyrkularnej

Ewa Chodkiewicz jest związana z Fundacją WWF Polska od ponad ośmiu lat. Wcześniej pracowała m.in. jako inspektor w wydziale ds. projektów UE Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Jest absolwentką ochrony środowiska na SGGW, a także studiów podyplomowych w Instytucie Nauk Ekonomicznych PAN i na SGH. Kieruje zespołem zajmującym się zrównoważonym rozwojem: klimatem, zieloną polityką finansową i odpowiedzialną konsumpcją. Życie w zgodzie z naturą to podstawa harmonii i równowagi – na poziomie każdego człowieka i całej ludzkości.

Co daje nam przyroda? Chwilę wytchnienia – spacer w lesie, kojący szum morskich fal. Stanowi też inspirację dla artystów. Jest ostoją różnorodności biologicznej. Dlatego istnieją różne organizacje (jak WWF), które bronią przyrody – miejsca występowania takich zwierząt, jak tygrysy, orangutany czy znajdująca się na naszej fladze panda. Przyroda to jednak o wiele więcej. Zapewnia nam potrzebne jak powietrze… powietrze właśnie, wodę, zdrowe gleby, surowce. Daje dobre samopoczucie, zdrowie, bezpieczeństwo i wolność. Wolność – bo gdy powietrze w naszych miastach jest tak zanieczyszczone, że zostajemy w domu, ta wolność staje się ograniczona.

Dobrze mieć piękną, zasobną przyrodę, różnorodność biologiczną wokół nas. Ale czy chodzi tylko o to? Czy można jej nie mieć? Gdy zastanowimy się nad tym, które z gałęzi gospodarki czy przemysłu korzystają z przyrodniczych zasobów, okaże się, że… wszystkie. Przyroda determinuje i limituje działalność człowieka, wspiera i oferuje przeżycia duchowe, estetyczne, umożliwia rekreację i zapewnia nam zdrowie psychiczne (co potwierdzają liczne badania). Chodzi o naszą żywność, surowce medyczne, czystą wodę, uregulowane stosunki wodne (tu znowu w grę wchodzi bezpieczeństwo – np. przeciwpowodziowe), czyste powietrze, uregulowany klimat (w którym ekstremalne zjawiska pogodowe są rzadkością), czystą glebę, której nie dotyka erozja. Dobrze funkcjonujące ekosystemy to zdrowe i bezpieczne środowisko dla ludzi i zwierząt (również gospodarskich), to nasze bezpieczeństwo i nasza przyszłość. Zależymy od przyrody – czy tego chcemy, czy nie.

A co my takiego z tą przyrodą robimy?

W dzisiejszych czasach „dobre wyniki” – nasze jako ludzkości – utożsamiamy ze wzrostem. Rozwijamy się. Na całego.

I ten wzrost jest widoczny. Wzrastają światowa populacja, rzeczywisty PKB, inwestycje zagraniczne, populacja miejska, zużycie energii, nawozów. Budujemy duże zapory, zużywamy coraz więcej wody, produkujemy coraz więcej papieru, wzrost odnotowują transport, telekomunikacja, turystyka międzynarodowa.

Coraz więcej wszystkiego.

Jakie są tego konsekwencje?

Coraz większa emisja dwutlenku węgla, tlenku azotu i metanu, coraz więcej ozonu, coraz wyższa temperatura powierzchni Ziemi, wzrost zakwaszenia oceanów, coraz więcej połowów w morzach, azotu w wodach przybrzeżnych, coraz mniej lasów tropikalnych i niezagospodarowanych przez nas, ludzi, terenów, postępująca degradacja biosfery – która jest domem nie tylko zwierząt i roślin, ale i naszym.

Schemat działania jest prosty: coraz więcej konsumujemy, coraz więcej wydajemy, coraz więcej produkujemy, a w konsekwencji – przekształcamy świat na niespotykaną dotychczas skalę. Nigdy dotąd jeden gatunek nie wywierał takiej presji na naszą planetę. Teraz robimy to my – ludzie.

Nasze nieodpowiedzialne działania w dziedzinie rolnictwa, leśnictwa, rybołówstwa, łowiectwa czy górnictwa oraz nieprzemyślane rozwiązania w zakresie transportu czy zagospodarowania terenu stanowią duże obciążenie dla przyrody. Jakie zagrożenia z tego wynikają? M.in. utrata siedlisk i ich degradacja, zmiana klimatu, zanieczyszczenia, ale i mniej oczywiste – jak pojawianie się gatunków inwazyjnych przy jednoczesnym wymieraniu gatunków rodzimych.

Ze wszystkich gatunków roślin, płazów, gadów i ssaków, które wyginęły od 1500 roku naszej ery, aż 75% padło ofiarą rolniczej działalności człowieka i nadmiernej eksploatacji zasobów. Tracimy też ekosystemy, w których gatunki te występują.

Warto więc wykonywać badania profilaktyczne. WWF diagnozuje stan Ziemi i publikuje Living Planet Report – raport o stanie planety. LPI, czyli Living Planet Index, to wskaźnik stanu różnorodności biologicznej i zdrowia ziemi. Dane, które prezentuje tegoroczny (2018) LPR, są zatrważające:

– Od 1970 do 2014 roku nastąpił ogólny spadek wielkości populacji kręgowców aż o 60%, tj. liczebność populacji ssaków, ptaków, gadów, płazów oraz ryb spadła średnio o ponad połowę w przeciągu ok. 40 lat.

– Populacje gatunków słodkowodnych zmniejszyły się od roku 1970 o 83%.

– Zanik populacji gatunków jest szczególnie widoczny w obszarze tropikalnym, a Amerykę Południową i Środkową dotknęło najbardziej dramatyczne wymieranie wynoszące 89% względem 1970 roku.

– Wskaźnik SHI dla ssaków, informujący o rozmiarze odpowiedniego siedliska, zmniejszył się o 22% pomiędzy rokiem 1970 a 2010. Największy spadek zaobserwowano na Karaibach, gdzie przekroczył on 60%.

Przyrodnicy pracujący w WWF to pasjonaci i aktywiści. Nie lubimy mówić o liczbach, ale to nie znaczy, że nie umiemy liczyć. Policzyliśmy m.in. wartość usług ekosystemowych – czyli wartość tego wszystkiego, czego dostarcza nam przyroda. I otrzymaliśmy wymierną liczbę, od której kręci się w głowie. 125 bilionów dolarów rocznie.

Gdybyśmy mieli globalne przedsiębiorstwo z oddziałami na całym świecie, które dostarczałoby rocznie usług o takiej wartości, nikt by go nie lekceważył. Zwłaszcza że nie mówimy o usługach, z których łatwo zrezygnować. Te usługi to m.in. czyste powietrze. Gdyby istniała taka firma, liczyliby się z nią wszyscy – inne światowe koncerny, politycy, ekonomiści. Słowa jej prezesa trafiałyby na główne strony największych gazet. A przyrodę dziś się ignoruje.

Skutki degradacji środowiska są bardzo dotkliwe. Są, a nie – będą. Bo jak pokazują najnowsze badania, nie chodzi o następne pokolenia, o nasze dzieci czy wnuki – gra toczy się o nas samych. Kiedyś o możliwych tragicznych skutkach degradacji środowiska mówili nieliczni, dzisiaj to jeden z głównych tematów podczas Forum Ekonomicznego w Davos. Kiedyś na temat pustynnienia krzyczeli tylko ekolodzy, dziś Ministerstwo Środowiska w Polityce Ekologicznej Państwa mówi o możliwych skutkach zmian klimatu w Polsce, np. o suszach w województwie łódzkim. Przesunięcie się stref klimatycznych to też nowe choroby, przenoszone przez nowe owady. To nowy świat, z którym przyjdzie nam się zmierzyć.

Czekają nas migracje klimatyczne – bo w niektórych miejscach na Ziemi nie będzie się dało żyć. Zmiana klimatu doprowadzi do ich zatopienia albo uniemożliwi uprawę roślin czy hodowlę zwierząt na tych terenach. Ponadto zmiany te będą najbardziej dotkliwe niekoniecznie tam, gdzie zostały spowodowane. Rachunki środowiskowe naszego wygodnego i zasobnego życia zapłacą mieszkańcy odległych krajów i – mówiąc szczerze – nie powinniśmy się dziwić, że zapukają do nas, gdy u nich nie będzie już warunków do życia. Zmiany klimatu objawiają się przecież także coraz częstszym występowaniem ekstremalnych zjawisk pogodowych.

Ale skutki naszych działań to nie tylko zmiany klimatu. Konsumpcja na niespotykaną dotąd skalę generuje ogromne ilości odpadów, z którymi nie umiemy sobie poradzić. Powtarzamy to do znudzenia i teoretycznie wszyscy są tego świadomi. Robimy ze światowego oceanu plastikową zupę. Jeśli ktoś nie wzrusza się na widok zwierząt z brzuchami wypchanymi plastikiem czy dryfujących odpadów, to może zrobi na nim wrażenie fakt, że plastik znaleziono też w odchodach… człowieka. On jest w nas, zjadamy własne śmieci. Oczywiście nie dysponujemy jeszcze wynikami długoterminowych badań nad wpływem plastiku na ludzi (bo plastik jest z nami stosunkowo krótko), ale badania na innych gatunkach mówią m.in. o zahamowaniu rozwoju i wzrostu oraz o problemach z płodnością.

A na co my się tak w ogóle jako ludzkość umówiliśmy?

Na realizację do 2020 roku milenijnych celów rozwoju.

Na to, że będziemy żyć w świecie bez ubóstwa, w dobrym zdrowiu, z dostępem do energii i czystej wody, że będziemy mieć zapewnione odpowiednie warunki sanitarne. Wspierane będą innowacyjność i zrównoważona industrializacja. Zmniejszą się nierówności społeczne, zaczniemy odpowiedzialniej konsumować i produkować. Docenimy wartości takie jak spokój czy sprawiedliwość, a ich gwarantem będą silne instytucje. Wreszcie – podejmiemy działania mające na celu powstrzymanie zmian klimatycznych i ograniczenie ich skutków, aby zachować istniejące formy życia pod wodą i na lądzie. Jak to osiągnąć bez dbania o przyrodę? Nie da się.

Ktoś może mi zarzucić, że pominęłam jeden z aspektów milenijnych celów rozwoju, jakim jest wzrost. Nie zamierzam go pomijać, wręcz przeciwnie – chcę o nim opowiedzieć szerzej. Przede wszystkim ważny jest kontekst. Na jaki wzrost się umówiliśmy? Jeśli Ty masz w portfelu 100 zł, a ja 2 zł, to co oznacza wzrost? To, że oboje dostaniemy od kogoś po 100 zł, żeby wzrastać? Nie, ponieważ zasoby są skończone. Może więc to, że Ty nie dostaniesz nic, a ja 98 zł, i będziemy mieć po równo? Nie, ponieważ zasoby są skończone. Zasoby są skończone, zatem – mówiąc w ogromnym uproszczeniu – powinniśmy wyłożyć wszystkie środki na stół i policzyć, ile ich mamy, a następnie podzielić je po równo. Ja mam 2 zł, a Ty 100. Razem mamy 102 zł. Po podziale każdy z nas ma 51 zł i próbujemy sobie z tym poradzić. Globalnie wypracowanie takiego rozwiązania będzie bardzo trudne, ale jest to jedyne wyjście.

Jak to wszystko zrealizować? Poprzez partnerstwa – o czym mówi cel 17. Tworzymy nowe globalne partnerstwa i ożywiamy te już istniejące5.

Na podstawie powyższej diagnozy mogę wskazać jedno rozwiązanie – stworzenie gospodarki o obiegu zamkniętym, oderwanej od bezwzględnego, szalonego wzrostu.

Kiedyś myśleliśmy, że receptą na naszą gorączkę wzrostu będzie recykling, ale niestety okazało się, że to nie działa. Na świecie recyklinguje się ok. 9% tworzyw sztucznych – to mało ambitny wynik.

Nasza światowa ekonomia jest cyrkularna w zaledwie 9%. Przed nami ogrom pracy. To wielkie wyzwanie.

Czemu właściwie miałoby nam się to opłacać?

Dla przedsiębiorstwa dbanie o środowisko to:

– rozwój nowych produktów, usług, technologii i kanałów dystrybucji,

– zrównoważony łańcuch dostaw,

– wzmocnione, stabilne ramy działania,

– możliwość synergicznej współpracy z innymi podmiotami,

– stabilizacja rynków i społeczeństw,

– silniejsze więzi z klientami oraz pracownikami,

– nowe kompetencje pracowników, ich większe zaangażowanie,

– być albo nie być, czyli możliwość przetrwania w zmieniającym się świecie6.

Osiągnięcie gospodarki o zamkniętym obiegu wymaga dobrego planowania, zwrócenia uwagi na problem emisji gazów, który nadal będzie aktualny, oraz dogłębnego zrozumienia, skąd i jak będą płynęły zyski i kto będzie ich beneficjentem. Źle wdrażane rozwiązania mogą być równie szkodliwe jak sytuacja, z którą mamy do czynienia obecnie – kierowanie się chęcią szybkiego zysku bez tworzenia dalekosiężnych planów jest zgubne i dla nas, i dla planety.