48 osób interesuje się tą książką

Opis

Masz prawo do szczęścia – zapewnia Sukanek - więc odważ się z niego skorzystać.

Czujesz czasami, że nikt Cię nie rozumie? Że jesteś tylko problemem i byłoby lepiej, gdyby Cię nie było? Nie wiesz jak wypełnić pustkę, którą nosisz w środku? Wydaje Ci się, że czujesz się tak tylko ty? Sukanek świetnie zna te myśli – towarzyszyły jej, od kiedy tylko pamięta. Szczerze opowiada o dorastaniu w rodzinie z problemem alkoholowym, o swoich nastoletnich zmaganiach z depresją, próbach samobójczych, pobytach w szpitalach psychiatrycznych, autodestrukcyjnych myślach i uzależnieniu od miłości. Nie zawsze było jej łatwo. Ale jednego jest pewna - życie może jeszcze Cię pozytywnie zaskoczyć. Pozwól sobie pomóc.

Justyna Suchanek, znana jako Sukanek – youtuberka, influencerka, montażystka i fotografka. W 2014 roku utworzyła kanał na YouTubie, na którym publikuje vlogi, autorskie charakteryzacje oraz teledyski. W swoim cyklu Szczerze o… często porusza kontrowersyjne tematy, takie jak depresja, samobójstwo czy autodestrukcja. Na swoim profilu na Instagramie często podejmuje się tematów, których inni wolą unikać. Pokazuje nie tylko same dobre chwile, ale i te najgorsze. Motywuje i inspiruje ludzi do walki o lepsze życie. Dzięki temu wielu z nich sięgnęło po odpowiednią pomoc i z każdym dniem radzi sobie coraz lepiej.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 177

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Żadna droga w moim życiu nie była tak długa jak ta, która miała mnie zaprowadzić do mnie samej.

Alice Miller

Wstęp

Ta książka nie sprawi, że nagle będziesz szczęśliwy. Tylko Ty masz kontrolę nad swoim życiem i możesz je zmienić. Chociaż zdaję sobie sprawę, że czasami jest naprawdę trudno.

Każdy ma jakiś problem. Wszyscy nosimy w sobie sekret, tajemnicę, o której boimy się komukolwiek powiedzieć. Jestem tu po to, żeby Cię wysłuchać – niech te kartki przyjmą Twoje łzy. Jestem tu dla Ciebie. Jestem tutaj też dla siebie. Chcę wyrzucić z siebie to, co siedziało we mnie przez te wszystkie lata.

Usiądź wygodnie, zrób sobie kawę lub herbatę. Weź sobie ciastko (tak, wiem, że nie powinno się czytać i jeść) – potraktuj tę książkę jak osobę, która siedzi naprzeciwko Ciebie i cierpliwie słucha. Cieszę się, że tu jesteś! Czeka nas długa i trudna droga. Mam nadzieję, że na końcu znajdziesz spokój i zrozumienie, których od dawna szukasz.

Justyna Suchanek

Wprowadzenie

16.03.2014

Zapomniałam już, jak pachnie deszcz o trzeciej w nocy, a jednak leżę teraz bezwładnie na materacu i zachwycam się tym wilgotnym powietrzem. Jestem już podobno starsza, podobno dojrzalsza i podobno więcej się ode mnie oczekuje. Nic się jednak nie zmieniło, wszystko zaczęło się walić. Wszyscy mi umierają, a razem z nimi ja. Powoli, w środku, kurczę się z bólu. Nikomu nie powiem. Nikt nie musi wiedzieć.

Jeśli ludzie by w nocy nie spali, na pewno nasłuchiwaliby wszystkiego dookoła. W nocy wszystko jest takie mroczne i tajemnicze. To najlepsza pora, żeby się wypłakać. W nocy nie widać łez, nie słychać szlochu. Wszyscy śpią, z wyjątkiem mnie.

Ja cierpię.

Mogłabym opisać siebie jako pudełko z czekoladkami. Każda czekoladka to moja inna choroba. Mogłabym też powiedzieć, że przeżyłam już wszystko, ale nie wiem, co spotka mnie jutro. Nikt tego nie wie. Już się jednak nie boję. Wszystko, co przeżyłam, nauczyło mnie pokory i dodało siły. Wiem jednak, że życie jeszcze ze mną nie skończyło. Czasami jest strasznie chujowe, ale niekiedy bywa naprawdę fajne. O to właśnie chodzi, żeby widzieć zawsze dwie strony medalu.

Jeśli odbierzesz sobie życie dzisiaj, nie dowiesz się, co czeka Cię jutro. A możesz mi zaufać, życie lubi robić niespodzianki. Z każdego dołka da się wyjść. Mnie zajęło to, co prawda, dwadzieścia trzy lata, ale w końcu strzepałam z siebie ostatnie ziarenka piasku i stanęłam na nogi. Może jutro grunt pod nogami znowu zacznie mi się obsuwać, ale wiem już, jak sobie z tym radzić. Nie jest to łatwe, ale nikt nie mówił, że życie takie będzie. Byłam trzy razy w szpitalu psychiatrycznym, u dwudziestu psychologów, siedmiu psychiatrów i siedmiu terapeutów. Znalazłam dwóch dobrych terapeutów i jednego dobrego psychiatrę. Psycholodzy pomagali mi na krótką metę. Często słyszałam od innych: „Jesteś młoda, masz całe życie przed sobą” – to prawda, miałam. Szkoda jednak, że zamiast mnie oceniać i krytykować, przez całe życie nikt nie podał mi pomocnej ręki. Nikt mi nie wytłumaczył, jak wygląda świat i dlaczego niekiedy życie nie jest takie, jak byśmy chcieli. Dlatego jestem tu teraz, żeby podać Ci tę dłoń, której tak długo Ci brakowało. Mam nadzieję, że po skończeniu tej książki spojrzysz na życie trochę inaczej. Nie chcę Ci mówić, co masz robić. Chcę Ci pokazać, że można inaczej.

Bycie dzieckiem z rodziny dysfunkcyjnej jest trudne!

Dorośli chcą zazwyczaj pamiętać ze swojego dzieciństwa same dobre chwile. U mnie jednak było ich tak mało, że z czasem zniknęły one gdzieś w mojej podświadomości. Jedynie zdjęcia, na których widzę siebie uśmiechniętą, przypominają mi, że nie zawsze było tak źle.

Rodzina dysfunkcyjna to taka, w której coś nie działa tak, jak powinno. A u mnie w zasadzie nic nie działało. Dziecko powinno beztrosko poznawać świat i cieszyć się tym okresem. Czasami były i takie momenty. Wychodziłam pobawić się z koleżankami na podwórko. Chodziłyśmy z siostrą na sanki. Tata usypywał nam ogromną górę śniegu, z której potem zjeżdżałyśmy na reklamówce. Żadna jednak z tych chwil nie trwała zbyt długo. Myśleliśmy, że dobrze ukrywamy nasz sekret. Mimo to wszyscy byli świadomi, co się dzieje za zamkniętymi drzwiami naszego domu. Ciągłe awantury, krzyki, wyzwiska, a czasami nawet interwencje policji. Zawsze coś musiało się dziać. Rzadko było spokojnie. Stąd moje późniejsze przyzwyczajenie do życia w wiecznym stresie. Stąd zgoda na wyrządzanie mi krzywdy, czy to psychicznej, czy to nawet fizycznej. Tata, co prawda, nigdy mnie nie uderzył, ale kilka razy się zamachiwał. To naprawdę straszne być dzieckiem, a jednocześnie nie móc nim być. Musiałam szybko dorosnąć, bo tego wymagała sytuacja. Dziecko nie przeżyłoby takiego koszmaru.

Całe moje dzieciństwo czułam się niekochana, no bo gdzie niby w takim domu miejsce na miłość? Szybko jednak zaczęłam brać na siebie winę za wszystko, co nas spotyka. Uważałam, że może gdybym się nie urodziła, tata nie zacząłby pić. Czułam, że to ja jestem tu problemem i że może jeśli zniknę, wszystko jakoś się ułoży. Wydaje mi się, że już od dziecka miałam depresję. Z czasem pojawiły się też myśli samobójcze. Kiedyś, po okropnej kłótni z mamą, napisałam swój pierwszy list samobójczy, po czym wspięłam się na szczyt drzewa i chciałam skoczyć. Szanse na zabicie się przy upadku z tak małej wysokości były znikome, ale czułam, że muszę zrobić cokolwiek. Nienawidziłam swojego życia i nie mogłam już dłużej. W końcu jednak za namową mamy i siostry zeszłam na ziemię. Pamiętam, jak mama na mnie krzyczała, że co ja sobie wyobrażam. Szkoda, że nie opowiedziałam jej wtedy o tym, jak wyobrażałam sobie, że nie żyję. To smutne, że odkąd pamiętam, czułam ciągle pustkę. Czasami czułam się martwa w środku. Wstawałam, chodziłam do szkoły, odrabiałam lekcje, oglądałam telewizję, chodziłam spać i od nowa to samo. Funkcjonowałam tak dzień w dzień. Wydawało mi się jednak, że straciłam swoją duszę, i nie mogłam jej już odzyskać.

Strasznie zazdrościłam wszystkim, że ich rodzice się kochają, że są szczęśliwi i mają spokojne życie. Nie rozumiałam, jak to jest mieć normalne stosunki z mamą albo z tatą. Nie wiedziałam w zasadzie, jak budować zdrowe relacje, bo nikt mnie tego nigdy nie nauczył. Owszem, była moja babcia, która kochała mnie całym sercem i zawsze starała się mnie chronić, ale i ona nie była dobrym przykładem. Wychowywałam się więc bez wzorca. Sama musiałam się nauczyć, co jest złe, a co dobre. Szczerze? Jeśli chodzi o budowanie bliskości z innymi ludźmi, to nadal sobie z tym nie radzę. Każdego dnia jest jednak trochę lepiej. Zwłaszcza w porównaniu z tym, jak wyglądało to w dzieciństwie. Moja mama dużo pracowała, tak jak mój tata. Większość czasu spędzałam w przedszkolu, a później w szkole. Pamiętam, że to z babcią przebywałam najczęściej. Ona mi gotowała, odbierała mnie po lekcjach, opiekowała się mną i zajmowała. Nie pamiętam mamy. Za to pamiętam, że kiedy byłam mała, a ona wracała po całym dniu w pracy, mówiłam jej, że ma sobie iść. Bardzo się cieszyłam z tego, że w końcu wróciła, ale nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Nie umiałam dopuścić do siebie jakichkolwiek dobrych uczuć. Zamiast wpaść jej w ramiona i spędzić z nią trochę czasu, który wreszcie miała, ja tylko się złościłam, że nie było jej wcześniej. Czułam się porzucona. Otwierałam więc drzwi na oścież i ją wypychałam. Czasami mama faktycznie wychodziła i straszyła mnie, że już nigdy nie wróci. Zalewałam się wtedy łzami. Nieraz wybiegałam za nią w samych skarpetkach na ulicę i prosiłam, żeby wróciła. Tak bardzo chciałam zbudować bliskość z mamą, że mnie to przerażało. Wolałam więc z tego zrezygnować. Nie pozwalałam się przytulać, całować, a nawet dotykać. Bałam się, że jeśli pozwolę mamie mnie pokochać, a ona mnie znowu porzuci dla pracy czy czegokolwiek innego, to ja tego nie przeżyję. Oczywiście, że nie brałam pod uwagę tego, że mama musi zarabiać pieniądze. Dla mnie rzeczy materialne nigdy nie miały żadnej wartości. Po pewnym czasie mama zmieniła pracę i nawet chciała się wtedy trochę do mnie zbliżyć. Ja jednak wybudowałam już tak gruby mur, że nikt nie byłby w stanie się przez niego przebić. Nienawidziłam mamy, a jednak kochałam ją tak bardzo, że mogłabym za nią umrzeć. Nieraz broniłam jej przed tatą, choć jako dziewczynka miałam niewielkie szanse. Gdyby tata chciał, mógłby odepchnąć mnie jedną ręką i już by mnie nie było. Myślę, że tego nie zrobił, bo w głębi serca bardzo nas kochał. Choroba nie dawała mu jednak okazji, żeby to okazywać. Uważam, że rodzice nas kochali. Mnie i moją siostrę. Często wysyłali nas na kolonie, obozy. Dbali, żebyśmy miały gdzie mieszkać, co jeść, w co się ubrać. Za każdym więc razem, kiedy próbowałam im powiedzieć, że nie czuję się przez nich kochana, oni natychmiast wyciągali te argumenty. Dla mojej rodziny liczyły się rzeczy materialne, dla mnie – niekoniecznie. Oczywiście, cieszyłam się, że mogłam gdzieś pojechać. Wolałabym jednak, żeby tata mnie przytulił, a mama tyle nie pracowała. Zawsze dbali o moje potrzeby, ale nigdy – o moje emocje. Nie zajmowali się mną tak, jak wtedy tego potrzebowałam. Jak już mówiłam, w domu dysfunkcyjnym nie ma miejsca na emocje. Wszystko jest zamiatane pod dywan. Na pierwszym miejscu zawsze jest choroba.

Nie dziwię się, że nie dogadywałyśmy się z siostrą. Żadna z nas nie potrafiła stworzyć zdrowej relacji. Dlatego robiłyśmy to, co było dla nas znajome, czego nauczyli nas nasi rodzice. Kłóciłyśmy się, nieraz nawet biłyśmy. Nigdy nie mogłyśmy ze sobą normalnie porozmawiać. Mama od dziecka nas porównywała, więc nienawidziłyśmy się nawzajem. Bardzo mi przykro z tego powodu. Potrzebowałam wsparcia i choć często broniłyśmy się wzajemnie przed atakami taty, to potem żadna z nas o tym nie rozmawiała. W zasadzie nigdy ze sobą nie rozmawiałyśmy. Czasami, kiedy się biłyśmy, miałam już tak bardzo dość, że wybuchałam. Zaczynałam przeraźliwie krzyczeć i płakać. Kładłam się na ziemi, a łzy leciały mi po policzkach. To był chyba jedyny moment, w którym w końcu wyrzucałam z siebie wszystkie złe emocje. Sylwia była przerażona, przepraszała mnie później. To nie była jej wina. Po prostu przychodziła chwila, gdy miałam już dość. Nie radziłam sobie z tym, co się ze mną działo. Nie rozumiałam nawet, co takiego czuję. Co więcej, już wtedy byłam wysoko wrażliwą osobą. Przeżywałam więc wszystko dziesięć razy bardziej niż inni. Pewnie dlatego tak szybko dojrzałam i przyjęłam rolę dorosłego, mimo że dalej byłam tak naprawdę tylko dzieckiem.

Zabrzmi to bardzo smutno, ale prawda jest taka, że nie znam do końca mojej siostry. Nie miałyśmy okazji się poznać. Kiedy Sylwia skończyła szkołę, wyjechała na studia i zajęła się swoim życiem. Często ją odwiedzałam, ale czułam się zawsze nieswojo i dziwnie. Wiem, że starała się poprawić nasze relacje, ale nie potrafiła mnie zrozumieć. Obie miałyśmy zniszczone dzieciństwo, ale ona jako dziecko spędziła trochę czasu z tatą, kiedy ten jeszcze nie pił. Choć była starsza, myślę, że to i tak zostawiło ślad w jej psychice. Korzystała zresztą później z terapii. Musiało być jej ciężko. Na szczęście na swojej drodze spotkała swojego męża Mateusza i nie znam innej osoby, która byłaby dla niej bardziej odpowiednia niż on. Sylwia trochę się zmieniła. Zresztą ja też. Nasze relacje się poprawiły, chociaż jeszcze nie zawsze jest tak, jak byśmy chciały. Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się stworzyć bardzo bliską więź. Wiem, że obu nam bardzo tego brakuje.

Pamiętam, jak któregoś dnia Sylwię potrąciło auto. Byłam przerażona tym, że mogę ją stracić. Kiedy odwiedzałam ją w szpitalu, przynosiłam jej ulubione batoniki. Nie wiedziałam, co więcej mogłam zrobić. Myślę, że ona wiedziała, że ten batonik znaczy tyle co: „Kocham cię i cieszę się, że żyjesz”. Bardzo mi szkoda mojej siostry. Do tej pory męczy się z chorobami fizycznymi, ja z kolei mam swoje problemy w głowie. Nie można powiedzieć, że któraś z nas ma gorzej. Każda cierpi na swój sposób i każda radzi sobie z tym, jak może.

Choć w szkole trudno było mi utrzymać uwagę i koncentrację, starałam się mieć dobre oceny. Przynajmniej w szkole podstawowej. Nie chciałam robić dodatkowych problemów. W domu i tak działo się już wystarczająco dużo. Czasami nie mogłam odrobić pracy domowej, bo tata urządzał kolejną awanturę i obrona mojej rodziny była wtedy ważniejsza niż rozwiązywanie jakichś zadań z matematyki. Kiedy więc pani w szkole pytała, dlaczego znowu nie odrobiłam pracy domowej, kłamałam. Wymyślałam, cokolwiek przyszło mi do głowy, byle tylko nie powiedzieć prawdy. Pamiętam, że gdy już trochę podrosłam, zrobiłam się bardzo ambitna. Żeby nie myśleć o tym, że czeka mnie kolejna awantura, zajmowałam głowę innymi rzeczami. W pewien sposób szukałam chyba odpowiedzi na pytanie: „Kim jestem?”. Próbowałam różnych zainteresowań. Od malowania ścian po malowanie na płótnie. Tata swego czasu malował obrazy, siostra odziedziczyła po nim talent. Ja nie potrafię nawet dobrze trzymać ołówka. Zawsze ciągnęło mnie jednak do rzeczy artystycznych, w tym również do pisania. Jako dziewczynka napisałam swoją pierwszą książkę, o chłopczyku, który stracił wszystko, co miał, ale nigdy nie przestał być dobrym człowiekiem. To naprawdę niesamowita historia i umieściłam ją na końcu tej książki. Możesz przeczytać ją teraz albo kiedy już dotrzesz na sam koniec.

Nikt nie mógł uwierzyć, że w wieku siedmiu lat napisałam coś takiego. Ba! Nawet zrobiłam rysunki. Mój tata, gdy to przeczytał, aż się popłakał. Każdy był zachwycony, ale ja nie wiedziałam czym. Wydawało mi się to dość proste i zwyczajne opowiadanie. Z perspektywy czasu widzę jednak, ile kryło się w nim emocji i jak głęboki miało przekaz. To oczywiste, że jestem tym chłopakiem i zawsze nim byłam, ponieważ sama miałam ciężko, ale zawsze rozumiałam innych ludzi. Choć nie mogłam pomóc samej sobie, to starałam się to zrobić przynajmniej dla innych. Być może już wtedy podświadomie wiedziałam, że nie ma większej wartości niż życie z czystym sercem.

Pisanie pomagało mi w jakimś stopniu poradzić sobie z emocjami. Mogłam wtedy wyrzucić z siebie – czy to w przenośni, czy wprost – wszystko to, co nie miało innego ujścia. Zapisałam wiele zeszytów, pamiętników, dzienników. Jedną książkę skończyłam, ale napisałam ją bardziej dla siebie niż po to, żeby ją wydać. Książkę, którą właśnie czytasz, również napisałam dla siebie, ale przede wszystkim – dla Ciebie. Nie żałuję, że to wszystko przeżyłam. Dzięki temu jestem teraz tym, kim jestem. Nie dlatego, że życie tak chciało, ale dlatego, że ja tak wybrałam. Mogłam już dawno się zabić, uzależnić od alkoholu, pogrążyć w nienawiści do ludzi, obwiniać wszystkich i wszystko za to, co mnie spotkało. Miałabym prawo być złym człowiekiem, ale wybrałam bycie dobrym. Odnalazłam w tym wszystkim sens. Powód. Zajęło mi to dużo czasu, ale cieszę się, że w to końcu zrozumiałam.

Ja wiem, że rodzicie często bagatelizują problemy dziecka. Mówią, że mu się w dupie poprzewracało. To przykre nie mieć wsparcia w bliskich osobach i nie znajdować u nich zrozumienia. Możesz jednak odkryć je w sobie. Najważniejsza lekcja, jaką otrzymałam od życia, to nie wymagać niczego od ludzi. Nie żądać, żeby byli wyrozumiali, delikatni, wrażliwi i pełni miłości. Nie mam na nich żadnego wpływu, mam za to wpływ na samą siebie i tylko od siebie mogę czegoś oczekiwać. Dzięki temu nie zawiodę się, kiedy ktoś nie spełni moich oczekiwań, i będę dumna z tego, jakim człowiekiem jestem. Wiem, że to boli, kiedy zwierzasz się mamie albo tacie, że masz dość życia, oczekując zrozumienia, ale go nie dostajesz. Jedyne, co możesz zrobić, to oczekiwać od siebie wyrozumiałości i cierpliwości potrzebnych, by im to wytłumaczyć tyle razy, ile będzie trzeba, albo poszukać pomocy w innym miejscu. Ludzie będą Cię lekceważyć. Nie jest to jednak powód, by zamykać się w sobie i nikomu nic nie mówić. Po prostu wybór padł na złą osobę. W końcu znajdzie się ktoś, kto potraktuje Cię poważnie i kto będzie chciał Ci pomóc. Będzie patrzył na Ciebie jak na osobę, a nie jak na dziecko.

Kiedy butelka jest ważniejsza od ciebie

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści:
■Wstęp
■Wprowadzenie
■Bycie dzieckiem z rodziny dysfunkcyjnej jest trudne!
■Kiedy butelka jest ważniejsza od ciebie
■ Jak to jest być innym niż wszyscy?
■ Proszę, pomóżcie mi, nie chcę umierać
■ Zderzenie z dorosłością
■ Zamknęli mnie w szpitalu, żebym mogła pomagać innym
■ Jestem Justyna, mam 23 lata i uzależniłam się od miłości
■ Dlaczego ludzie, których kochamy najbardziej na świecie, umierają?
■ Moja droga do wyzdrowienia jest najważniejsza!
■ Cztery Justyny
■ Jak pokochać samego siebie
■ Mam do tego prawo!
■ Powinieneś to usłyszeć
■ Jak się nie zabić i nie zwariować

Tytuł: Jak się nie zabić i nie zwariować

Autor: Justyna Suchanek

Copyright © 2020 by Justyna Suchanek

Copyright of the Polish edition© by Burda Media Polska Sp. z o.o., 2020

02-674 Warszawa, ul. Marynarska 15

Dział handlowy: tel. 22 360 38 42

Sprzedaż wysyłkowa: tel. 22 360 37 77

Redakcja: Lena Marciniak-Cąkała / Słowne Babki

Korekta: Ewelina Pawlak, Agnieszka Zygmunt / Słowne Babki

Konsultacja merytoryczna: dr hab. Wojciech Dragan

Zdjęcia autorki: Marcin Klaban

Asystent fotografa: Adrian Stykowski

Redakcja techniczna: Mariusz Teler

Redaktor prowadząca: Agnieszka Skowron

ISBN 978-83-8053-727-9

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – również częściowe – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

Imiona osób występujących w książce zostały zmienione, by zachować ich prywatność i anonimowość.

Treść tej książki ma charakter informacyjny i w żadnym razie nie zastępuje porady i opieki lekarskiej.

www.kultowy.pl

www.burdaksiazki.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek