Opis

Metoda Gabriela to ciesząca się niesłabnącą popularnością publikacja, dzięki której każdy ma szansę na zgubienie zbędnych kilogramów, bez wyrzeczeń, męki i katorżniczych diet.

To nowatorskie podejście do odchudzania – rewolucyjny plan opracowany przez Jona Gabriela, który poprzez stosowanie się do kilku prostych zasad, stracił ponad 100 kilogramów. Osiągnął to bez diet, operacja, a przede wszystkim… śladów dawnej otyłości – Jon pozbył się zbędnych kilogramów raz na zawsze.

Jeśli też marzysz o zgrabnej sylwetce i zdrowym trybie życia, wystarczy, że zaczniesz pracować z własnym umysłem i poznasz jego wpływ na wewnętrzną logikę swojego ciała. Dzięki temu, zrozumiesz, że ciałem steruje umysł i decyduje o tym, czy jesteś szczupła, czy przybierasz na wadze.

Metoda Gabriela to doskonały i prosty sposób, aby odmienić swoje życie, dzięki któremu dowiesz się, że:

  • Twoje ciało ma powody, dla których utrzymuje taką a nie inną wagę;
  • Zbędne kilogramy to bariera ochronna, za pomocą której twój umysł broni cię przed problemami;
  • Jak wybierać zdrowe i odżywcze jedzenie, które nakarmi komórki ciała i nie będzie cię zmuszać do głodowania;
  • Jeśli zmienisz swoje przekonania, zmienisz swoje ciało;
  • Jak ćwiczyć ciało i umysłu, aby współpracowały z tobą, pomagając zachować zdrowie i kondycję.

Spraw, by twoje ciało zapragnęło być szczupłe!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 248

lub

Dla Inge

Dziecko, przybywając na ten świat, przynosi dary. Te, które otrzymuję od Ciebie, przerastają moje

PODZIĘKOWANIA

Okazuje się, że trudniejsze od samego pisania i przepisywania kolejnych stron są właśnie te akapity. Niełatwo mi nazwać uczucia, jakie budziła we mnie miłość i wsparcie przyjaciół oraz członków rodziny. Emocje po prostu mnie przepełniają.

Niech więc zabrzmi tylko moje „dziękuję”:

dla Sharon Humphreys; Xaviera Waterkeyna; Rafaela Nassera; Hilary’ego Gansa; Jacka Stroma; Uziela Silbera; Eli Catalana; Ayeshy Fletcher; Susan Correia; Chrisa i Angeliki Hillów; Khaliah Ali; Daphne Goldberg; An Soutar; Jeremy’ego Longleya; Jacqui Heilyer; Jude’a Tullocha; Anne Grieves; Alexa Van Galena; Michelle Shilkin; Jasmine Jones; Clare Calvet; Robina Morana; Nancy Packs; Roydena Sweeta; Louise Anderton; Nancy Nasser; Jamesa Nassera; Roberta i Dongmei Peng; Phan; SP; Grahama Hodgesa; Ashrity Furhrnan; Anandy Moy Ma; Lakshmi i Jennifer, Michelle, Josepha, Ethel i Leonarda Abramsów.

Nie potrafię znaleźć innych słów na wyrażenie mojej wdzięczności.

Chciałbym również podziękować za profesjonalne usługi Tobina Dorna, Kelly Jones, Arthy Holmes, Design Images, Denise Teo, Allena Cornwalla, Courtney Durham, Lindsay Brown, Marie Hix, Cynthii Black, Mellisy Radman, Grega Dinkina, Lyn Savage i Granta Lewersa.

Szczególne podziękowania składam także Emmie, Debrze, Nari, Ruth, Helmi, Lisie i Oonie za tworzenie pozytywnego fermentu w każdym aspekcie mojej pracy i życia.

WSTĘP

Moja przemiana

Doskonale pamiętam chwilę, która na zawsze odmieniła moje życie. Był sierpień 2001 roku. Ważyłem prawie 186 kilogramów. Przez poprzednie 12 lat przytyłem ponad 90.

Zjechałem właśnie z trasy numer 4 w New Jersey, na Paramus/River Edge. Przy zjeździe z autostrady uderzyła mnie pewna myśl. To było jak porażenie prądem: „Moje ciało chce być grube i dopóki ten stan trwa, nie mogę w żaden sposób stracić na wadze”. Skręciłem w najbliższą przecznicę i po prostu siedziałem w samochodzie.

Przez następne 20 minut w mojej głowie panowała pustka.

Przez 12 lat, kiedy to przybyło mi 90 kilogramów, próbowałem wszystkiego, aby schudnąć. Testowałem każdą dietę pod słońcem – od niskotłuszczowych po niskocukrowe… I wszystkie inne po drodze. Byłem zarówno w Instytucie Nathana Prinkinsa w Kalifornii, jak i u samego śp. doktora Atkinsa w Nowym Jorku.

U doktora Atkinsa wydałem ponad 3000 dolarów, a ostatecznie był on w stanie jedynie zganić mnie za moją tuszę. Kilka innych małych fortun wydałem na wszelkie dostępne terapie holistyczne i alternatywne. Bez względu na to, co robiłem, moje ciało nadal tyło.

Każda dieta czy program, po które sięgałem, wyglądały tak samo: zaczynało się od konieczności liczenia – kalorii, tłuszczów, węglowodanów czy soli – oraz listy zakazów. Przestrzegałem ściśle wszystkich wskazówek. Zazwyczaj najpierw szybko chudłem, ale później spadek masy ciała spowalniał, aż w końcu waga stawała w miejscu. W tym momencie stosowałem dietę już nie po to, aby schudnąć, ale by utrzymać wagę.

Przez cały ten czas mój apetyt na produkty, których nie wolno mi było jeść, wzrastał. Zniechęcony i przygnębiony, zbyt zmęczony walką z wilczym apetytem, zaczynałem w końcu się objadać. Kilogramy stracone w ciągu miesiąca wracały w kilka dni. Parę tygodni później ważyłem od czterech do sześciu kilogramów więcej niż w chwili, gdy rozpoczynałem dietę.

W odpowiedzi na wszystko, co robiłem, by stracić na wadze, moje ciało walczyło ze mną zębami i pazurami – i zawsze wygrywało. Po całych latach bicia głową w mur i odchudzania się na siłę musiałem przyznać w końcu, że dopóki moje ciało chce być grube, sytuacja jest beznadziejna.

Z chwilą, w której to do mnie dotarło, rzuciłem odchudzanie raz na zawsze. Postanowiłem, że zamiast zmuszać się do utraty wagi wbrew mojej woli, postaram się zrozumieć, dlaczego właściwie moje ciało chce być grube.

Na poszukiwanie odpowiedzi ruszyłem, zagłębiając się godzinami w studiowanie wszelkich dostępnych materiałów z dziedziny biochemii, żywienia, neurobiologii i psychologii. W latach 80. pobierałem nauki w Szkole Biznesu Wartona przy Uniwersytecie w Pensylwanii, gdzie szczególnie zainteresowałem się biochemią i skończyłem szereg kursów z biologii. Przez rok u doktora Jose Rabinowitza w Szpitalu Weteranów w Filadelfii prowadziłem też badania nad syntezą cholesterolu. Wszystko to dało mi solidne podstawy do zrozumienia współczesnych badań nad otyłością.

Przetrząsałem 20 do 30 raportów badawczych dziennie, a po przeczytaniu kilkuset – jeśli nie kilku tysięcy z nich – stałem się już specjalistą w dziedzinie najnowszych badań nad chemią otyłości i odchudzania. Zająłem się także medytacją, hipnozą, programowaniem neurolingwistycznym, psycholingwistyką, terapią pola myśli, tai chi, chi kung oraz badaniami nad świadomością. Zainteresowałem się nawet fizyką kwantową. Byłem pewien, że odpowiedzi znajdę gdzieś pomiędzy umysłem a ciałem.

Najintensywniej badałem jednak własne ciało. Przestałem postrzegać je jako wroga, który po prostu nie chce mnie słuchać. Zrozumiałem, że to nie ono jest moim problemem, ale nieumiejętność posługiwania się nim. Od tamtego momentu zacząłem uważnie go słuchać. Przestałem przesuwać je z kąta w kąt i zmuszać do postępowania wbrew jego woli. Zamiast tego stałem się jego uczniem.

A ponieważ byłem spragniony wiedzy, okazało się ono bardzo skutecznym nauczycielem. Nauczyło mnie, dlaczego chce być grube i co mam robić, aby zapragnęło być szczupłe.

Kiedy tylko zrozumiałem, że moje ciało ma powody, aby chcieć być grube, odrzuciłem diety. Po co stosować dietę, skoro to nie rozwiąże problemu? Później odkryłem, że diety nie tylko są nieskuteczne, ale dodatkowo skłaniają ciało, które chce być grube, do tego, aby chciało zwiększyć swoją masę jeszcze bardziej.

Odejście od diet było najwspanialszą i najbardziej wyzwalającą rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobiłem.

Nienawidziłem tego.

Nienawidziłem swojej obsesji jedzenia i traktowania każdej oznaki głodu jako bitwy, którą trzeba stoczyć. Nienawidziłem oceniania kolejnych dni pod kątem tego, czy byłem grzeczny: „Tak, to był dobry dzień!”. Lub innego dnia: „Okej, dzisiaj i tak było źle, więc co mi tam. Chodźmy do sklepu wykupić wszystkie ciasta, ciastka, ciasteczka i wszystkie rodzaje lodów. Nie, czekolady nie! Ma za dużo kalorii. O, to jest beztłuszczowe – słoneczny waniliowy sorbet mleczny z bananami. A przy okazji można by też spróbować passiflory i brzoskwini. Aaa, co tam! Jak już to wszystko kupujemy, to może jeszcze lody o smaku ciastek czekoladowych z podwójną polewą, prawdziwe lody. Ale nie tylko jedne, dzisiaj i tak już jest z głowy. A skoro już pozwoliłeś sobie na tyle, to spróbujmy jeszcze tego, na to od dawna miałeś ochotę”.

Dieta, a potem rezygnowanie z niej, stało się moim stylem życia, ale po olśnieniu, jakiego doznałem, skończyłem z tym. Odtąd nie było już dobrych i złych dni. Przestałem traktować każdy atak głodu jak bitwę. Jeśli zgłodniałem, jadłem, a jeśli nie byłem głodny – nie robiłem tego. Jeśli chciałem „coś tam” z podwójną polewą, to brałem to. Kęs, dwa, dziesięć albo wszystko, co było. Ponieważ przestałem liczyć kalorie, nie zależało mi. Zdałem sobie sprawę, że mnóstwo ludzi nie liczy kalorii w zjadanych każdego dnia posiłkach. Nie przywiązują wagi do tego, co jedzą, a nigdy nie tyją. Takich ludzi nazywam „szczupłymi z natury”.

Naturalnie szczupli nie trwają w patologicznych relacjach z jedzeniem. Nie mają dobrych ani złych dni. Nie mają zakazanych potraw. Jedzą, co chcą i kiedy chcą. Nie zadręczają się rozmyślaniem, co jest dla nich najlepsze. Po prostu nie zależy im. Jedzą, kiedy są głodni – koniec, kropka.

Zacząłem więc tak żyć. Zacząłem żyć tak jak osoba szczupła z natury, jedząc to, co chciałem, kiedy tylko chciałem. Z jedną tylko różnicą – pilnowałem, aby jeść także te potrawy, które zawierają składniki odżywcze potrzebne mojemu organizmowi, w formie strawnej i przyswajalnej.

Na początku miałem największą ochotę na te same pokarmy co dawniej. Nadal pochłaniałem mnóstwo bezwartościowych rzeczy, co wynikało z faktu, że wcześniej tak długo ich sobie odmawiałem. Stopniowo jednak zaczęło się to zmieniać. Miałem ochotę na coraz mniejsze ilości jedzenia, a także na znacznie zdrowsze potrawy. Teraz – jeżeli moje ciało czuje głód – to nie bez przyczyny. Szanuję to i nie oceniam. Po prostu słucham i staram się do niego dostosować, jak tylko potrafię. Moje ciało upomina się o świeże owoce i urozmaicone kolorowe sałatki. Jedzenie, które kiedyś postrzegałem jako przymus i karę, teraz smakuje mi lepiej niż to, co jadłem przez 15 lat, obżerając się i żyjąc ponad stan w Nowym Jorku.

Moje upodobania całkowicie się zmieniły. Większość z tego, na co dawniej miałem ochotę, nie było nawet prawdziwym pokarmem. Składało się tylko z cukru i syntetycznych aromatów. Pakowałem w swoje ciało puste kalorie i niewiele więcej. Tak naprawdę jednym z powodów nieustającego głodu był więc brak składników odżywczych.

Głodziłem swoje ciało. Nie mogło wykorzystać jedzenia, które przyjmowałem, więc było nieustannie niedożywione. I to niezależnie od tego, ile zjadłem, bo w pokarmach, które mu dostarczałem, nie było składników odżywczych. Wyobraźcie sobie karmienie niemowlęcia samą oranżadą. Właśnie takie porównanie przychodzi mi do głowy na wspomnienie tamtego okresu mojego życia.

Niemowlę potrzebowało mleka matki, a ja dawałem mu coca-colę. Jaki zatem miało wybór? Mogło jedynie płakać. Musiało coś robić. Musiało prosić o więcej tego, co mogłem mu dać. Nie miało wyboru. Mimo że ważyłem 180 kilogramów, a dni, kiedy przyjmowałem ponad 5000 kalorii, zdarzały się często, pod względem odżywczym głodowałem.

Moje ciało trwało w stanie ciągłego niedożywienia mimo niewyczerpanych zasobów pożywienia – było przecież bezwartościowe – oraz zgromadzenia zapasu tłuszczu, który wystarczyłby na kolejne trzy życia.

Głodowało zresztą nie tylko moje ciało. Przymierałem głodem w każdym innym aspekcie. Głodowałem mentalnie, emocjonalnie i duchowo. Nie słuchałem głosu serca. Żyłem według pewnego przyjętego wzorca. Serce wskazywało mi zupełnie inny kierunek, ale ja nie słuchałem. Wciąż broniłem się przed zmianami, do jakich mnie nakłaniało. W rezultacie z głodu umierała moja dusza – z głodu doświadczeń, których w tym życiu pragnęła.

Spędzałem czas, pracując w zamknięciu w Nowym Jorku, podczas gdy w rzeczywistości pragnąłem przebywać wśród czystej, dziewiczej przyrody. Tkwiłem w biurze na etacie pięć dni w tygodniu, przez ogromną większość dnia w świetle jarzeniówek, w zapachu wykładzin, w dźwięku tych samych dzwonków, pikania i sloganów reklamowych, które słyszałem codziennie przez piętnaście lat. Brakowało mi nie tylko witamin – brakowało mi życia. W głębi serca pragnąłem być gdzie indziej. Co jednak mogłem zrobić? Jako sprzedawca obligacji zarabiałem dwa lub nawet trzy razy więcej niż ktokolwiek inny, kim mógłbym zostać. A pieniędzy potrzebowałem na spłatę trzech kredytów pod hipotekę, dwóch samochodów w leasingu i trzynastu kart kredytowych, wykorzystanych prawie zupełnie. Byłem uwięziony w biurze, przykuty do zobowiązań tym, co w branży nazywaliśmy „złotymi kajdankami”. Moje życie stało się więzieniem i nic nie zapowiadało wyjścia na wolność.

Kiedy zacząłem słuchać uważnie swojego ciała, w końcu usłyszałem także własne serce. Po raz pierwszy. Usłyszałem, jak mówi mi, że się duszę. Nie miałem jednak żadnego planu, więc mogłem jedynie słuchać go i marzyć.

Choć nie czułem w sobie odwagi ani siły, by zrobić coś ze swoim życiem, miało ono jednak diametralnie się zmienić.

W miesiąc po moim olśnieniu planowałem podróż do San Francisco na spotkanie biznesowe, które mogło się okazać jednym z najważniejszych w moim życiu. To miały być rozmowy z dużą firmą brokerską w sprawie zakupu przez nią spółki, którą stworzyłem. Był to dzień, który na zawsze mógł odmienić moje życie, a spotkanie mogło spełnić wszystkie moje marzenia.

Za każdym razem, kiedy leciałem do San Francisco, wybierałem bezpośredni lot z lotniska Newark. Tym razem mój partner postanowił jednak zaoszczędzić 150 dolarów i zarezerwował mi bilet na tańszy, lecz znacznie mniej dogodny samolot, opuszczający nowojorskie lotnisko LaGuardia po południu. Nie byłem specjalnie zachwycony perspektywą przebijania się dwie godziny przez korki, by dostać się do LaGuardia, wydania 300 dolarów za parking oraz dwugodzinnego postoju w Cincinnati po to, by zaoszczędzić 150 dolarów. W innej sytuacji pewnie znalazłbym jakieś wyjście, ale coś mi podpowiadało, żebym tym razem odpuścił. Tak też zrobiłem.

Koniec końców nigdzie nie poleciałem, bo lotnisko zamknięto. Był 11 września 2001 roku. Nigdy nie dotarłem do San Francisco na to spotkanie służbowe, choć lot, którym pierwotnie chciałem polecieć, zdążył opuścić lotnisko. To był Lot 93 United Airlines, który znajdował się już w powietrzu, kiedy pierwszy samolot uderzył w World Trade Center. Jego pasażerowie zdążyli o tym usłyszeć. Zdążyli zadzwonić do mężów i żon, aby powiedzieć im, jak wiele dla nich znaczą i jak bardzo ich kochają, a później przejąć kontrolę nad sytuacją i zmusić porywaczy do rozbicia samolotu na polu w Pensylwanii. Nikt nie przeżył katastrofy.

Gdybym poleciał Lotem 93, pozostawiłbym za sobą moje 180-kilogramowe ciało, po życiu spędzonym w biurze, pozbawione sił witalnych i więdnące w świetle jarzeniówek, zmuszone do słuchania ciągle tych samych dzwonków i sloganów reklamowych.

Taki byłby mój los, gdyby Boża Opatrzność nie dała mi drugiej szansy. Dwa tygodnie później przybyłem do biura, gotowy rozpocząć nowy dzień, z zamiarem wzięcia się z życiem za bary i maksymalnego wykorzystania wszystkiego, co ze sobą niesie. Wtedy dowiedziałem się, że moja firma upadła.

Firma brokerska, która zajmowała się naszą księgowością, zbankrutowała jako jedna z tych, które dotknął spadek giełdowy po 11 września. Z dnia na dzień straciła 80 milionów dolarów, przez co zostały zamrożone wszystkie aktywa – nasze i naszych klientów. Przez trzy tygodnie nikt z klientów nie mógł wypłacić swoich pieniędzy z konta ani dokonywać transakcji. Pieniądze wycofali od razu, kiedy pojawiła się taka możliwość. To był definitywny koniec.

W okamgnieniu zniknęło wszystko: firma, którą tworzyłem z takim wysiłkiem, moje poświęcenia, zmagania i wyzwania, które podejmowałem. Ogłupiały usiadłem przy biurku. Nie miałem pojęcia, co robić, więc gapiłem się w monitor komputera. W końcu dotarło do mnie, że znowu uratowano mi życie.

Nagle poczułem przemożne pragnienie spełnienia swoich marzeń, zrobiłem więc to, co podpowiadał mi głos z głębi serca. Kupiłem dwa bilety w jedną stronę do Australii Zachodniej, dla mojej żony i dla siebie. Marzyliśmy o tym od dawna i w końcu byłem gotów to marzenie spełnić, uzbrojony jedynie w wiarę i chęć słuchania głosu serca.

Tego wieczoru przyniosłem do domu dwie wiadomości dla żony. Jedna była taka, że nie mam pracy, a druga, że w najbliższym półroczu przenosimy się do Australii. Dwa tygodnie później to ona miała wieści dla mnie – spodziewaliśmy się naszego pierwszego dziecka.

Po upływie pół roku siedzieliśmy już w samolocie do Australii. Nie mieliśmy pojęcia, co będziemy robić przez resztę życia, ale nie obchodziło nas to. Wierzyłem, że coś mnie prowadzi i idę właściwą drogą, dopóki słucham głosu własnego serca. Po dziś dzień podążam właśnie za nim.

Transformacja ciała była dla mnie w ogromnym stopniu także transformacją całego mojego życia. Pojawiły się jednak inne problemy, którym musiałem sprostać. Żyłem w ogromnym stresie, a jak wyjaśnię później, niektóre rodzaje stresu potrafią zwabić ciało w pułapkę pragnienia bycia grubym, aktywując coś, co nazywam mechanizmami FAT. Cierpiałem na „otyłość na tle emocjonalnym”, która pojawia się wtedy, kiedy dana osoba czuje się bezpieczniej, będąc grubą. Musiałem uporać się z wieloma problemami.

Poniżej omawiam wiele powodów, dla których nasze ciała mogą pragnąć tycia. Większość czytelników będzie musiała skupić się na 1–2 z nich. Trzeba po prostu je zrozumieć, a następnie nauczyć się sposobów ich eliminowania. Cały proces może okazać się bardzo prosty, a po lekturze tej książki będziesz dokładnie wiedzieć, co należy robić.

Na razie musisz jedynie zrozumieć, że jeśli masz ponad pięć kilogramów nadwagi, których w żaden sposób nie możesz się pozbyć, to znaczy, że twoje ciało ma swój powód, by utrzymywać tę dodatkową masę. Chce być grube i dopóki ten stan trwa, walka z nim jest bezcelowa.

To twoje ciało rozdaje karty. Ono kontroluje apetyt. Jeżeli chce, może sprawić, że będziesz czuć niepohamowany głód niewłaściwych pokarmów w przesadnych ilościach. Ono kontroluje twój metabolizm, więc nawet jeśli uważasz, że potrafisz ograniczać ilość przyjmowanego pożywienia, to pamiętaj, że ono steruje spalaniem energii i gromadzeniem zapasów. Ciało potrafi zmęczyć cię do tego stopnia, że nie będziesz mieć siły na ćwiczenia, nawet jeśli wspomaga cię osobisty trener, który cieszy się uznaniem wielkich gwiazd.

Twoje ciało ma także ostatnie słowo w kwestii sposobu spożytkowania jedzenia, którego mu dostarczasz. Może postanowić odłożyć z niego tyle zapasów tłuszczu, ile zechce. Może wybrać odkładanie go w komórkach tłuszczowych zamiast dostarczenia energii mięśniom. Ponadto, kiedy ciało potrzebuje energii, a ty nie dajesz mu wystarczającej ilości pożywienia, może zacząć spalać mięśnie zamiast tkanki tłuszczowej.

To twoje ciało tak naprawdę jest szefem. Kontroluje metabolizm tłuszczów, a dzięki maleńkiemu obszarowi znajdującemu się w mózgu – tzw. gadziemu mózgowi* – ma wpływ na wiele spośród innych podstawowych mechanizmów przetrwania. Obszar ten determinuje ilość snu, powietrza oraz tłuszczu do zgromadzenia. Jeśli potrzebujesz więcej snu, poczujesz zmęczenie. Jeśli brakuje ci tlenu, sprawi, że zaczniesz mocniej oddychać. A jeśli masz za mało tłuszczu, poczujesz głód. To proste. Spróbuj wstrzymać wystarczająco długo oddech, aby zdać sobie sprawę, jak silna jest chęć oddychania. I tak powinno być! Oddech oznacza życie! Twój mechanizm odkładania tłuszczu działa dokładnie w ten sam sposób. Dopóki twoje ciało będzie przekonane, że utrzymywanie nadwagi oznacza dla ciebie bezpieczeństwo, żądza pochłaniania fast foodów będzie równie silna.

Ludzie otyli zawsze byli oskarżani o słabość, lenistwo i łakomstwo, nie tylko przez ogół społeczeństwa, lecz także przez większość pracowników służby zdrowia. Pamiętam, że zawsze, gdy przekraczałem próg gabinetu lekarskiego, doktor patrzył na mnie w sposób mówiący: „Aha, ten facet kompletnie nie dba o siebie”. Choć było to dalekie od prawdy, tak właśnie byłem postrzegany. ZAWSZE.

To tak, jakby ktoś ci powiedział, że śpisz za dużo, więc powinieneś spać tylko dwie godziny w ciągu doby. I całe społeczeństwo, wszyscy znajomi, ocenialiby cię jako słabeusza i lenia, ponieważ śpisz tak dużo. Być może przez pewien czas zdołasz funkcjonować, śpiąc tylko dwie godziny, ale prędzej czy później będziesz potrzebować dłuższego snu – „sennego obżarstwa” – ponieważ twoje ciało zacznie się go domagać, niezależnie od tego, co mówi społeczeństwo.

Z JEDZENIEM JEST DOKŁADNIE TAK SAMO.

Przez pewien czas możesz ograniczyć ilość przyjmowanego pokarmu i zmuszać się do jedzenia mniejszych porcji, ale prędzej czy później będziesz potrzebować „uczty”, ponieważ ciało zmusi cię do spożywania większej ilości pożywienia, aby utrzymać konkretną wagę.

Jedną ze spraw, o które walczę, są oficjalne przeprosiny od społeczności lekarskiej dotyczące powszechnego stereotypu ludzi grubych jako niezdyscyplinowanych. Na szczęście sytuacja ta zmienia się na lepsze. Jest już wielu światłych lekarzy oraz innych pracowników służby zdrowia, którzy rozumieją prawdziwy powód otyłości, ale przed nami wciąż jeszcze długa droga. Konwencjonalna wiedza medyczna nadal zakłada, że utrata wagi jest kwestią przyjmowanych i spalanych kalorii, a ludzie z nadwagą powinni po prostu „mniej jeść”. Tym, którzy tak uważają, mówię: „Po prostu mniej oddychajcie” albo: „Po prostu mniej śpijcie”. Jeśli zastanowią się nad nierealnością tych nakazów, zrozumieją, co znaczy walczyć z otyłością.

Żaden lekarz czy inny człowiek nie zrozumie, jak to jest tkwić w ciele, które zmusza cię do bycia grubym i jedzenia zbyt wiele, jeśli sam nie doświadczył takiej sytuacji. Zresztą najnowsze badania potwierdzają, że utrata wagi nie wiąże się jedynie z kaloriami i nie ma nic wspólnego z „dyscypliną”. Doktor Jeffrey M. Friedman, „ojciec tłuszczu”, odkrywca hormonu leptyny i bez wątpienia najważniejszy i najlepiej poinformowany specjalista od otyłości w XXI wieku, twierdzi, że musimy przestać obwiniać grubasów oraz że „otyłości nie można przypisywać brakowi silnej woli”1.

Dziękuję panu, doktorze Friedman! Proszę nadal głosić tę dobrą nowinę.

Pierwszym krokiem jest zatem zrozumienie, że nie chodzi o siłę woli, i pogodzenie się z tą świadomością. Zamiast na próżno zmagać się z przemożnymi odruchami „gadziego mózgu”, mającymi utrzymać cię przy życiu, musisz jedynie zrozumieć, dlaczego twoje ciało pragnie nadwagi, a następnie wyeliminować przyczyny. Pozbyć się powodów, dla których chce być grube, a w naturalny sposób będzie chciało być szczupłe.

Prawda jest taka, że ciało wcale nie pragnie zwiększania masy tłuszczowej po to, aby cię ranić albo karać. Jest otłuszczone tylko dlatego, że z jakiejś przyczyny postrzega nadwagę jako coś leżącego w twoim interesie. Jeśli jednak rozpoznasz problemy i zaczniesz z nimi walczyć, wszystko się zmieni.

Od razu zauważysz, kiedy ciało przestanie pragnąć tłuszczu. Nie będziesz już głodować i przestaniesz myśleć ciągle o jedzeniu. Nabierzesz więcej energii i entuzjazmu. Nie będziesz już toczyć wojen ze swoim ciałem.

Początkowo z zewnątrz ta zmiana może być niezauważalna, ale w środku poczujesz różnicę. Zmieni się twój stosunek zarówno do jedzenia, jak i do własnego ciała. Ciało już nie będzie podważało twoich wysiłków.

Kiedy pozbędziesz się powodów, dla których twoje ciało pragnie być grube, zmieni się także twój stosunek do aktywności fizycznej. Teraz być może sądzisz, że go nienawidzisz. Nie winię cię za to. Oto prawdziwa przyczyna tej niechęci: twoje ciało nie chce ćwiczeń, ponieważ one sprawią, że stracisz na wadze. Dopóki twoje ciało chce gromadzić tłuszcz, będzie przeciwne ruchowi i spalaniu kalorii, bo utrudni mu to utrzymywanie obecnej wagi.

Ciało wprawia cię w stan zmęczenia i letargu, więc sama myśl o ruchu sprawia ci ból. To nie przypadek. To celowe działanie, mające sprawić, abyś nie ruszał się z miejsca.

Jeśli jednak usuniesz przyczyny, dla których ciało sądzi, że należy być otyłym, będzie chciało znowu być aktywne. Ćwiczenia przestaną być przykrym obowiązkiem, a ruch okaże się jedną z twoich największych radości.

Jeszcze raz pragnę podkreślić, że – choć może nie będzie tego widać od razu – utrata całej nadwagi stanie się tylko kwestią czasu. Zauważysz różnicę najpierw w swoim wnętrzu, a z czasem także w wyglądzie zewnętrznym.

Ja osobiście zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, co się dzieje, ponad dwa lata wcześniej, niż zauważył to ktokolwiek inny. Nie mówiłem wiele na ten temat, ale wiedziałem, że coś się zmieni. Mogłem chodzić w 180-kilogramowym cielsku, ale w głębi duszy czułem się nastolatkiem, który ważył 81 kilogramów. Od tej chwili miałem już pewność.

Najbardziej niesamowite było to, że im więcej kilogramów traciłem, tym szybciej postępował ten proces. W końcu odkryłem przyczynę. Ciało steruje całym procesem spalania tłuszczu. Jeśli chce schudnąć, zrobi to bardzo szybko i bez trudu. Oto największa różnica między moją metodą a dietami: im szczuplejsze chce być ciało, tym szybciej chudnę.

Diety zaczynają się w taki sam sposób. Najpierw tracisz zbędne kilogramy z dużą prędkością, a potem tempo spadku wagi się zmniejsza. W końcu przestajesz tracić kilogramy, by bardzo szybko je odzyskać.

Początkowo nie chudłem szybko. Chudłem powoli. Straciłem około 11 kilogramów przez pierwsze pół roku. Mniej więcej pół kilograma tygodniowo. Dla kogoś, kto ważył ponad 180 kg, to żaden rekord.

Później jednak, zamiast zwolnić, utrata wagi przyspieszyła. Zgubiłem 68 kilogramów z prędkością 1 kilograma tygodniowo, a potem jeszcze 9 – w tempie 1,5 kilograma na tydzień.

Ostatnie 9 kilogramów nadwagi – tę resztkę, której, zdaniem części ludzi, nie da się pozbyć – straciłem z prędkością 2,5 kilograma tygodniowo. Tempo było więc pięć razy szybsze niż przy pierwszych 9 kilogramach. Nie tylko udało mi się pozbyć tych ostatnich kilku kilogramów, ale one po prostu zniknęły w oczach. Znowu widziałem swoje mięśnie brzucha, czyli coś, o czym marzyłem i czego nie mogłem osiągnąć od czasów dzieciństwa.

Co więcej, mój wygląd fizyczny wcale nie zdradzał, że wcześniej byłem chorobliwie otyły. Ku zdumieniu zarówno lekarzy, jak i laików, moja skóra stała się jędrna i napięta.

Osiągnąłem to bez większego wysiłku. Nie musiałem walczyć. Od początku trzymałem się tylko trzech zasad:

Każdego

dnia

musiałem mieć pewność, że dostarczam swojemu ciału potrzebnych składników odżywczych w strawnej i przyswajalnej dla niego postaci. Skupiałem się na uzupełnianiu tego, czego mu brakowało.

Codziennie

poświęcałem trochę czasu na techniki, które wypracowałem, aby zwalczać umysłowe i emocjonalne przyczyny nadwagi.

Co

wieczór, idąc spać, wizualizowałem sobie ideał sylwetki, do którego dążyłem, oraz wymarzony wygląd. W końcu moja wizja się spełniła.

Wykorzystywałem wizualizacje na wiele różnych sposobów. Na przykład w maju 2003 roku przystąpiłem do konkursu odchudzania. Już wtedy ważyłem o 50 kilogramów mniej i pomyślałem, że skoro tak szybko chudnę, to może spróbuję szczęścia. Potrzebowałem bodźca przyspieszającego utratę wagi, więc wymyśliłem wizualizację pomagającą zwalczyć wilczy apetyt na słodycze.

Konkursu nie wygrałem, ale technika wizualizacji okazała się niezwykle skuteczna, a ja już nie mam ochoty na słodkości.

Potem wszystko w zasadzie potoczyło się już samo.

Czy jem mniej? Oczywiście! Ale to dlatego, że nie jestem tak głodny. Czy odżywiam się zdrowiej? Naturalnie! Bo mam ochotę na zdrowsze pokarmy. Czy ćwiczę? Cóż za pytanie! I bardzo to lubię. Bo chce tego moje ciało. Ale nie martw się, nie będę cię w tej książce namawiał, żebyś zmuszał się do ćwiczeń czy do czegokolwiek innego.

Poproszę cię tylko o trzy rzeczy:

Codziennie

dostarczaj sobie substancji odżywczych, na których niedobór cierpi twoje ciało.

Słuchaj

wieczorem

mojej płyty z wizualizacjami

2

albo

poświęć choć 10 minut na ćwiczenia wizualizacyjne opisane w tej książce.

Słuchaj głosu

serca

i swojego ciała.

Jeśli zechcesz się tego podjąć, zapraszam cię w prawdopodobnie najbardziej satysfakcjonującą podróż w twoim życiu, która może wpłynąć nie tylko na twoje ciało, ale na wszystko, co chciałbyś zmienić.

Jon Gabriel

* Gadzi mózg – najstarsza ewolucyjnie część mózgu człowieka, leżąca u jego podstawy, od strony nasady szyi. Kontroluje instynktowne odruchy, odbywające się bez udziału woli i świadomości, odpowiada za procesy życiowe, np. oddychanie, krążenie. Gadzi mózg ma zapewnić jednostce przeżycie, powoduje natychmiastowe reakcje obronne w przypadku niebezpieczeństwa. Dba o zaspokojenie fundamentalnych potrzeb: potrzeb fizjologicznych i bezpieczeństwa (przyp. red).

1. J. Bonner, „Jeffrey Friedman, Discoverer of Leptin, Receives Gairdner Passano Award”, The Rockefeller University Office of Communications and Public Affairs (April 13, 2005): http://rune.rockefeller.edu/index.php?page=engine&id=178.

2. Zob. http://www.metodagabriela.pl, by sprawdzić, jak zamówić albo pobrać płytę CD The Gabriel Method Evening Visualization.

Część I. Zasady

ROZDZIAŁ 1

Mechanizmy FAT– prawdziwa przyczyna tycia

Wyjaśnijmy sobie jedną rzecz: masz nadwagę nie dlatego, że za dużo jesz! Nie jesteś słabeuszem, leniem, obżartuchem pozbawionym dyscypliny, ucieleśnieniem błędnego i karygodnego stereotypu „grubasa”. Masz nadwagę, ponieważ chce jej twoje ciało. Wiem, może to brzmieć niedorzecznie, a nawet brutalnie. Jak się jednak przekonasz, uświadomienie sobie tego faktu może cię wyzwolić, bo łatwiej rozwiązać problem, jeśli zna się jego przyczyny.

Musisz przede wszystkim zrozumieć, że twoje ciało ma zdolność zmuszania cię do tycia, jeżeli z jakiegoś powodu chce obrosnąć tłuszczem. Analogicznie może też zmusić cię do zaczerpnięcia oddechu. Wyposażone jest bowiem genetycznie w pewne mechanizmy przetrwania, stworzone po to, aby twoja waga rosła albo utrzymywała się na tym samym poziomie, jeśli to ma ocalić ci życie. Nazywam je „mechanizmami FAT” (ang. fat – „tłuszcz” – przyp. red.). W zasadzie służą one wykorzystaniu twojego ciała jako magazynu tłuszczu.

Skrót „FAT” oznacza tu famine and temperature, czyli „głód i temperatura”. W odległej przeszłości działanie tych mechanizmów było dla człowieka korzystne. W okresach głodu czy zlodowaceń posiadanie dodatkowego zapasu tkanki tłuszczowej pozwalało przeżyć, więc pojawił się mechanizm odkładania tłuszczu. Uaktywnia się on także u kobiet w ciąży, aby mogły zgromadzić dostatecznie dużo dodatkowej masy w celu odżywienia rozwijającego się płodu1. Mechanizmy te wytworzyły się u wszystkich ssaków. Na przykład u zwierząt zapadających w sen zimowy włączają się one w miesiącach poprzedzających zimę, aby zmusić ich organizmy do zgromadzenia możliwie największych zapasów2.

Choć dzisiaj większość z nas nie musi obawiać się głodu, mechanizmy FAT wciąż są częścią naszego dziedzictwa genetycznego. Problem w tym, że czasami ciało daje się oszukać i włącza je, sądząc błędnie, że tycie i utrzymywanie zapasu tłuszczu z jakiegoś powodu wiąże się z zapewnieniem nam bezpieczeństwa. Twoje ciało działa w rzeczywistości w twoim interesie. Nie próbuje cię ukarać ani nie robi ci na złość.

Kiedy uruchamiają się mechanizmy FAT, w ciele zachodzą pewne słabo uchwytne zmiany hormonalne i chemiczne, dzięki którym tyjemy i nie możemy schudnąć.

Proces ten przebiega następująco:

ZMIANY CHEMICZNE POWODUJĄ:

W WYNIKU TEGO:

zwiększenie uczucia głodu i chęć spożywania bardziej tuczących potraw

przyjmujesz więcej kalorii

spowolnienie metabolizmu; czujesz się zmęczony, ospały i nie możesz się ruszyć

spalasz mniej kalorii

trwałe przejście ciała w tryb odkładania tłuszczu; odkładanie tłuszczu zachodzi z łatwością, a spalanie – z trudem

wszystkie niepotrzebne kalorie odkładają się w twoich komórkach tłuszczowych i nie są spalane

W trakcie tych procesów chemicznych i hormonalnych twoje ciało sprawia, że odczuwasz wilczy apetyt, więc przyjmujesz więcej kalorii, jednocześnie spalając mniej i odkładając wszystko, co się da, w komórkach tłuszczowych. Oto czego doświadczasz i co powoduje nadwagę. Z jakiegoś powodu twoje ciało zostało oszukane i uruchomiło mechanizmy FAT. To może przytrafić się każdemu i w podobnych okolicznościach każdego by to spotkało. Odrzuć więc wszelkie poczucie winy, frustrację i inne negatywne uczucia, które dręczą cię w związku z niepowodzeniami w odchudzaniu. Nie zamęczaj się pytaniami, co jest z tobą „nie tak”! Po prostu działają twoje mechanizmy FAT, to wszystko. Nie jesteś „słabszy” ani „mniej zdyscyplinowany” niż ludzie szczupli.

Jedyna różnica między tobą a naturalnie szczupłymi polega na tym, że twoje mechanizmy FAT działają, a ich nie. Być może masz właśnie więcej siły i dyscypliny od osób szczupłych. Oni jedzą to, na co mają ochotę. Gdzie tu dyscyplina? Ty przynajmniej wkładasz wysiłek w samokontrolę. Smutna ironia tej sytuacji polega na tym, że twoje wysiłki, choć podejmowane w dobrej wierze, mogą jedynie pogarszać problem, a nawet być jego przyczyną!

Podejrzewam, że zdajesz już sobie sprawę z nieskuteczności takiej szarpaniny. Gdyby miała ona sens, ta książka nie byłaby ci do niczego potrzebna. Jedyne, co naprawdę przynosi efekty, to nauczenie twojego ciała chęci bycia szczupłym. Kiedy będzie tego chciało, mechanizmy FAT wyłączą się, a ty szybko i z łatwością, bez zmagań i diet, stracisz kilogramy i już nigdy nie będziesz się borykał z nadwagą.

DLACZEGO TWOJE CIAŁO CHCE OBRASTAĆ TŁUSZCZEM?

Oto jedyna zasada, jaką musisz sobie przyswoić, aby zrozumieć tę książkę – kiedy już to zrobisz, reszta ułoży się sama:

Twoje ciało pragnie być grube, kiedy jest przekonane, że zapewni ci w ten sposób bezpieczeństwo.

Według ciała w życiu liczy się przede wszystkim bezpieczeństwo. Nie jest ono twoim wrogiem i nie działa wbrew tobie. Próbuje cię tylko chronić. W zasadzie kieruje się perfekcyjną logiką i zachowuje się całkiem sensownie. Musisz jedynie pojąć jego sposób rozumowania i współpracować z nim, zamiast je zwalczać. Musisz przekonać ciało, używając jego logiki, że bezpieczeństwo może zapewnić ci przede wszystkim szczupła sylwetka.

Kiedy ciało zrozumie, że szczupłość to najlepsza gwarancja bezpieczeństwa, będzie chciało być szczupłe i zrzuci wagę.

Związek między otłuszczeniem a bezpieczeństwem może wydawać się dziwny, ale jest faktem. W dzisiejszym świecie otłuszczenie absolutnie nie zapewnia większego bezpieczeństwa, ale twoje ciało nie rozumie dzisiejszego świata. Jest ono tak zaprogramowane, aby chronić cię przed zagrożeniami i niepewnością prehistorycznej rzeczywistości, z zagrażającymi życiu trzema czynnikami: głodem, zimnem i żarłocznością drapieżników.

Z tymi niebezpieczeństwami musiały walczyć niezliczone pokolenia naszych przodków, przez co nasze ciała są wspaniale przystosowane do obrony przed nimi. Dzisiaj większość ludzi nie musi już obawiać się głodu, zimna ani żarłoczności drapieżników. Nie są to zagrożenia współczesnego świata, nasze ciała jednak o tym nie wiedzą. Wciąż działają w oparciu o te same programy genetyczne, które chroniły nas od zarania dziejów.

W jaki sposób gromadzenie i utrzymywanie tkanki tłuszczowej strzegło człowieka przed tymi prastarymi zagrożeniami? W warunkach braku wystarczającej ilości pokarmu i przy ciągłej niepewności, kiedy znowu uda się coś zjeść, dodatkowy tłuszcz można wykorzystać po to, by pozostać przy życiu. Im więcej tłuszczu, tym dłużej przetrwamy. Podobnie w chłodnym klimacie albo w czasie długiej, mroźnej zimy, bez ciepłych domów i ogrzewania centralnego, dodatkowa warstwa tłuszczu stanowiłaby ochronę przed zimnem dla narządów wewnętrznych i wystających części ciała.

W warunkach głodu i zimna twoje ciało miałoby powód, aby obrastać tłuszczem – posiadanie tkanki tłuszczowej oznaczałoby dla niego życie.