Jak przetrwać w zabobonnym Krakowie - Barbara Faron - ebook + książka

Jak przetrwać w zabobonnym Krakowie ebook

Faron Barbara

0,0
39,99 zł

lub
Opis

Drogi Czytelniku, czy wiesz, że Kraków był kiedyś centrum nauk tajemnych? Że słynął w Europie jako ośrodek alchemii, którą praktykowano na królewskim dworze, na Uniwersytecie Krakowskim, a nawet w miejscowych klasztorach? I że znośnie żyło się tu domniemanym czarownicom, podczas gdy na Zachodzie ich koleżanki po fachu płonęły na stosach? Jeśli nie boisz się czarów, diabłów, boginek, zmór oraz innych demonicznych istot rodem z ludowej wyobraźni, zapraszam Cię do świata dawnych wierzeń, magii i przesądów. Z niektórymi zabobonami wiązały się tragedie miłosne, na czele z głośnym romansem Zygmunta Augusta i Barbary Radziwiłłówny. Za innymi, jak siedemnastowieczny proces zakończony spaleniem na stosie Doroty Pileckiej, domniemanej czarownicy ze Słomnik, stały ludzkie dramaty.

Dzięki podróży, którą wedle swojej woli możesz odbywać na miotle albo na ożogu, poznasz ludzi praktykujących w Krakowie sztuki tajemne. Dowiesz się, które zawody były uważane za magiczne, jak rozpoznawano czarownicę, kto i w jaki sposób mógł nią zostać, a także jak broniono się przed czarami i demonami, jak zaklinano szczęście, jakich sposobów używano, aby zdobyć serce ukochanej lub ukochanego, i wielu innych przydatnych rzeczy, które nawet dzisiaj mogą Ci się przydać…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 439




© Copyright by Wydawnictwo Astra s.c., Kraków 2019

Wszystkie prawa zastrzeżone. Poza uczciwym, osobistym korzystaniem w celu nauki, badań, analizy albo oceny, przewidzianym w Ustawie o Prawach Autorskich, Projektowych i Patentowych z 1988 r., żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana, przechowywana w bazach danych ani transmitowana w żadnej postaci ani żadnymi środkami przekazu – elektronicznie, elektrycznie, chemicznie, mechanicznie, optycznie, przez fotokopie ani w żaden inny sposób – bez uprzedniej, pisemnej zgody właściciela praw autorskich.

Koncepcja: Barbara Faron Jacek Małkowski

Redakcja: Aleksandra Marczuk

Konsultacja merytoryczna: mgr Monika Michalska

Skład i przygotowanie do druku: Wydawnictwo Astra s.c.

Projekt okładki Marcin Kośka

Zdjęcie na okładce: Jan Sanders van Hemessen,Usunięcie kamienia obłędu, XVI wiek © Wikimedia Commons/ Breskit Panorama Krakowa z Civitates orbis terrarum G. Brauna i F. Hogenberga, XVII wiek© Agencja BE&W

Wydanie I Kraków 2019

ISBN 978-83-65280-98-5

Wydawnictwo Astra 31-026 Kraków ul. Radziwiłłowska 26/2 tel. 12 292 07 30

www.wydawnictwo-astra.plwww.facebook.com/[email protected]

Prowadzimy sprzedaż wysyłkowąwww.wydawnictwo-astra.pl

Mamie i Tacie, za których sprawą dłużej wierzyłam w istnienie boginek niż św. Mikołaja, a nawet wmówiłam sobie, że jestem rozdartym, niegrzecznym boginiakiem…

Garść dobrych rad

Ażebyś nie oślepł przy czytaniu

Czytaj przy świetle, najlepiej dziennym.

Jeśli ze zmęczonych czytaniem oczu popłyną łzy, znajdź po zachodzie słońca w ostatniej kwadrze Księżyca źdźbło trawy o trzech kolankach i otocz nim szyję.

Jeśli oczy wciąż cię będą boleć, obłóż skronie plastrami melona albo wykop po pełni Księżyca korzeń szczawiu i noś zawieszony na szyi.

Jeśli jesteś mężczyzną, na „wzrok ciemny” pomogą ci krople z soku z ruty polnej zmieszanego z mlekiem kobiety karmiącej.

Jeśli oczy zasnują się bielmem, żeby je spędzić, żuj rutę jarą z bobkiem kramnym i potem obłóż tą papką powieki.

Kto cię może zaczarować?

W Krakowskiem wierzono, że nie tylko czarownica i czarownik – co się rozumie samo przez się – mogą rzucić zły czar na człowieka lub jego dobytek. Urzec mógł dosłownie każdy, jeśli tylko „brzydko spojrzał”, i przy pewnych osobach zawsze należało mieć się na baczności…

Ciężarna – jeszcze współcześnie wiele osób boi się odmówić czegoś ciężarnej w przekonaniu, że ściągnie to na nich plagę myszy. Kobieta w ciąży miała być także zagrożeniem dla plonów i zwierząt, a spotkanie z nią na drodze nie było dobrą wróżbą.

Cyganka – wiara w klątwę albo urok rzucony przez Cygankę przetrwała do dzisiaj. Strach przed cygańskimi czarami towarzyszył krakowianom od wieków i dlatego wielu bało się odmówić przyjęcia od niej wróżby i ofiarowania w zamian datku.

Karczmarz – jako człowiek pracujący w miejscu granicznym (karczmy często stały na rozstajach) mógł być zaprzedany diabłu. Za pomocą czarów, wódki oraz sprytnych sztuczek z łatwością oszukiwał nieostrożnych lub pijanych klientów.

Kat – jako sprawca śmierci stawał się skalany i mógł szkodzić otoczeniu samą obecnością. Dzięki dostępowi do potężnych środków magicznych, pozyskiwanych z ciała skazańców, dysponował niebezpieczną bronią, więc najlepiej było mu nie wchodzić w drogę.

Kowal – ze względu na charakter pracy, skojarzenia kuźni z piekłem (ogniem) i otaczającym go tabu budził lęk i respekt. Mógł być albo pogromcą diabła, albo jego sojusznikiem i wtedy szkodził ludziom. Miał moc rzucania uroków.

Młynarz – zaprzedawał się diabłu równie często jak garncarz, karczmarz, kowal, myśliwy i złodziej, dlatego mógł być dysponentem potężnych złych mocy. Często podejrzewany o skąpstwo lub oszustwo, szkodził nie tylko za pomocą czarów.

Obcy – w tym tzw. ludzie luźni, kupcy z dalekich stron, dziady proszalne, kuglarze i inni wędrowcy przewijający się przez Kraków, jako osoby spoza ekumeny, przez wieki wzbudzali ciekawość pomieszaną z lękiem, bo mogli znać obcą magię.

Przybyszeze wschodnich rubieży – z odmiennej kulturowo Rusi albo Litwy, gdzie dłużej przetrwało pogaństwo i gdzie miało roić się od guślarzy, budzili w dawnym Krakowie podejrzenia o czary ze względu na samo pochodzenie.

Stara kobieta – często była oskarżana o złe moce i szkodzenie ludziom. Podobnie jak kobieta bezdzietna, z łatwością mogła rzucić urok na cudze dziecko, a spotkanie jej w podróży, w drodze na polowanie lub wędkowanie nie wróżyło powodzenia.

Zezowaty – człowiek dotknięty zezem zarówno w mniejszym, jak i większym stopniu mógł urzec na równi z osobą o nieregularnych źrenicach, wyblakłych tęczówkach, niejednakowym zabarwieniu obu tęczówek, chorą na oczopląs, spoglądającą spode łba.

Złodziej – mógł nie tylko pozbawić sakiewki, ale dzięki czarom także okraść z całego dobytku. Często był w posiadaniu magicznych środków, jak żyły z zabitego dziecka, które świeciły w nocy, albo świecy z trupiego łoju, której płomień sprawiał, że nikt w okradanym domu nie mógł się zbudzić.

Żebrak – często kaleki lub wędrujący od miasta do miasta, mógł dysponować dobrymi albo złymi mocami, więc aby uniknąć klątwy, nie powinno mu się było odmawiać datku ani miski strawy.

Cygańska rodzina, XVI wiek.Wikimedia Commons/Cohesion.

Zielnik czarodziejski

Barwinek mniejszy(Vinca minor) – nazywany po prostu barwinkiem, chroni okadzone nim krowy przed czarownicami, które mogłyby im zepsuć mleko. Jest też skutecznym antidotum, gdy się już mleko zepsuło, oraz przyśpiesza zwinięcie się kołtuna na głowie. Jeśli kołtun nie chce się zwinąć, trzeba posmarować włosy okowitą, w której moczył się barwinek, albo przykładać okład z barwinku na piersi.

Barwinek mniejszy.Wikimedia Commons/Topjabot.

Brzoza biała(Betula alba) – czyli popularna brzezina, chroni przed złem wszelakim, a więc czarami, urokami, demonami, i pomaga w chorobach, głównie reumatycznych. Zło nie przekroczy progu, jeśli nad wejściem zostaną przybite gałązki brzozy albo w sieni będzie stała miotła z brzezinowych witek. Gdy dziecko dostanie wielkiej choroby (padaczki), uderza się je gałązką święconej brzeziny, a choroba je opuści.

Bylica boże drzewko (Artemisia abrotanum) – zwane też drzewkiem Panny Maryi, zbierane przed wschodem słońca, pokrojone i zjedzone na surowo chroni przed działaniem czarów. Noszone przy sobie, kładzione w łoże (wsunięte pod poduszkę staje się potężnym afrodyzjakiem i zdrowy sen przywraca), pite lub używane w kąpieli w formie wywaru pomaga sczarowanemu małżeństwu.

Bylica piołun(Artemisia Absinthium) – zwana na co dzień piołunem, piołunkiem albo piełunkiem, pomaga przeciwko wszelkim jadom, boleściom żołądka i chroni bydło przed morowym powietrzem, a plony przed wszelką gadziną i robactwem – w zagony obsiane piołunem węże nie wchodzą. Gdy dziecko „sietnieje”, czyli wygląda mizernie, nie rośnie i nie może chodzić, wzmocni je trzykrotna kąpiel w odwarze z piołunu.

Bylica pospolita (Artemisia vulgaris) – zwana powszechnie bylicą, wieszana na strychach i w izbie pod powałą w wigilię św. Jana Chrzciciela wygania wszelkie diabelstwo i zabezpiecza domostwo przed chorobami, czarami i gusłami. Nie na darmo w Gaju powiadano: „Gdy pies zje bylicę, pozna czarownicę”. Używana do okadzania, chroni dom przed uderzeniem pioruna, a ludzi i zwierzęta przed skutkami czarów.

Driakiew polna(Scabiosa arvensis) – znana jako naparstki Matki Boskiej, strzygoniowe ziele, strzyżne ziele albo pałki, służy do okadzania bydła, gdy znajdzie się ono pod wpływem działania uroków. Z kolei wywar używany w kąpieli może uleczyć wrzody, parchy i inne nieczystości skóry, a korzeń wieszany na szyi dzieciom chorym na ospę ochroni przed tą chorobą ich oczy.

Dziurawiec(Hypericum perforatum) – lub ziele świętojańskie, powszechnie zwany dzwonkami, leczy rozmaite choroby zwierząt i ludzi i chroni dom przed każdym złem. Szczególnie boją się go boginki, dlatego w czasie połogu kładzie się je kobiecie pod poduszkę, zatyka w oknach i nad drzwiami. Gdyby boginki chciały położnicę uprowadzić, powinna chwycić w rękę dzwonki, a zaraz ją puszczą.

Dziewięćsił pospolity(Carlina vulgaris) – nazywany strzygoniowym zielem, osetkiem Najświętszej Panny albo po prostu osetkiem, włożony do łóżeczka chroni dzieci przed urokami i innymi strachami. Służy też do zażegnywania kurdziela (rak językowy u koni i bydła), ale żeby zażegnywanie było skuteczne, użyta do tego celu roślina musi mieć dziewięć wierzchołków.

Dzięgiel leśny (Angelica sylvestris) – noszony zabezpiecza przed czarami właściciela i dom, odpędza koszmary senne, rozwesela i pomaga na czary, wskutek których człowiek wymiotuje obrzydliwymi rzeczami, jak: myszy, nietoperze, żaby, węże, jaszczurki, igły, brzytwy… Pity w winie zabezpiecza przed truciznami, a spożywany na czczo na cały dzień chroni przed morowym powietrzem.

Dzięgiel leśny.Wikimedia Commons/Topjabot.

Goździk (Dianthus) – kwiaty polne i ogrodowe, nazywane gwoździkami albo gwoździkami krzyżowymi od Pana Jezusa (Radziszów), bo wyrastają z ziemi w Wielki Piątek na pamiątkę, że Jezusa przybijano w ten dzień do krzyża. Są środkiem pomocnym dla lunatyków, a użyte w nalewce na bazie gorzałki lub wina – przy czym do alkoholu dodaje się tylko dziewięć wierzchołków tego ziela – przyspieszają zwijanie posmarowanego kołtuna.

Jemioła biała (Viscum album) – rośnie podobno tylko na Kalwarii Zebrzydowskiej, czyli w miejscu cudownym, poświęconym Matce Boskiej. Zwłaszcza jemioła rosnąca na leszczynie, lipie i dębie jest niezawodnym środkiem na uroki. Wkładana do łóżeczka chroni dzieci przed lękami i koszmarami sennymi i czary od nich oddala, a używana z zielem martagon (podejźrzon księżycowy) wszystkie zamki odmyka.

Jęczmień zwyczajny(Hordeum vulgare) – poświęcone 15 sierpnia ziarna miesza się z innym jęczmieniem przeznaczonym do siewu, aby wydał lepszy plon. Można ich też użyć do wyleczenia „jęczmienia” na oku – w Wieliczce dziewięć ziaren wyłuszczonych z kłosa rzuca się za siebie przez głowę do ognia, a następnie ucieka, aby nie słyszeć ich trzeszczenia przy spalaniu.

Koper lekarski (Foeniculum officinale) – zwany po prostu koprem, używany do niektórych potraw jako przyprawa, jest dobry do okadzania chorych niemal na wszystkie choroby. Starzy ludzie kadzą się tym zielem, gdy dostaną uroków. W Wieliczce i nie tylko, gdy na wiosnę po raz pierwszy po zimie wypędzają bydło na wypas, popędzają je święconym koprem, aby uchronić przed złym okiem.

Lubczyk (Levisticum officinale) – zwany również lubszczykiem, nie tylko chroni bydło przed czarami, a zagrodę przed wężami (alby je wypędzić, należy kadzić lubczykiem), ale jest także silnym afrodyzjakiem i twarz „cudną czyni”. Jest też zielem wielce niebezpiecznym, nie leczy bowiem chorób, ale wzmaga już istniejące schorzenia i sprowadza nowe.

Lubczyk.Wikimedia Commons/Topjabot.

Macierzyca pospolita(Origanum vulgare) – inaczej nazywana majeranem albo lebiodką, jest „matką wszystkiego ziela” i jednym z najważniejszych ziół święconych 15 sierpnia na Matki Boskiej Zielnej. Służy jako środek ochronny przeciwko wszelkim czarom, wypędza z domu jadowitą gadzinę i ma wielką wartość w leczeniu chorób bydła. Może być używana jako afrodyzjak.

Paproć (Filices) – kwitnie o północy w wigilię św. Jana Chrzciciela, kwiat ma niewielki, świecący jak gwiazdka, ale trudno go zdobyć, bo pokazuje się tylko na chwilę i bronią go złe duchy. Kto go jednak posiądzie, ten zobaczy wszystkie skarby ukryte w ziemi. Korzeń paproci warzony w ługu dębowym z wódką i krwią psa dla mężczyzny, a suki dla kobiety oddala czary, przez które człowiek został pokurczony.

Pszenica pospolita (Triticum vulgare) – po poświęceniu razem z zielem 15 sierpnia ziarno wykruszone z kłosów miesza się z ziarnem przeznaczonym do siewu, aby plon był lepszy. Poświęcanych kłosów ani ziarna do siewu nie może jednak oglądać i dotykać kobieta ciężarna, bo by się pszenica zaraziła śniecią (grzybem). Gdy kury dostają „pypcia”(choroba drobiu), dają im do jedzenia święcone ziarno pszenicy lub żyta, a pypeć zginie.

Starzec wielki (Senecio Jacobaea) – lub Jakubek zwany wieszczycowym zielem albo wieszczycą, służy przeciwko „wieszczycy”, czyli bolakom na twarzy u dzieci i „wieszczycy” u niemowląt (choroby, gdy niemowlęciu nabrzmiewają piersi, nieraz do tego stopnia, że umiera). Choroba ta pochodzi stąd, że pokarm matki zamiast iść do żołądka, trafia do piersi dziecka.

Scena w ogrodzie, XVI wiek.Wikimedia Commons/Fæ.

Szczeć leśna(Dipsacus silvestris) – przez lud nazywana szczetką, szczotą, szczoteczką albo pałką, poświęcona razem z innym zielem 15 sierpnia odgania od zwierząt choroby i czary. Kiedy krowie wymię spuchnie od ukąszenia owadów albo z powodu czarów, kadzi się ją tym zielem, a gdy mleka nie może puścić, uderza się wymię trzy razy szczetką.

Tymian, macierzanka(Thymus serpyllum) – jest jednym z najważniejszych ziół zbieranych do święcenia, bo jest „ciotką ziela wszelakiego”. Macierzanką wyściela się gniazdo kurze, gdy ma wysiadywać pisklęta, na niej kładzie się jaja i w niej wykluwające się kurczęta, bo gniazdo takie wolne jest od robactwa, a kurczęta z niego są zdrowe i silne.

Ziele czarownic

Roślin, którym lud krakowski przypisywał magiczne właściwości, istniało wiele. Niekwestionowanym władcą pozostawał jednak przestęp, który można uznać za polską mandragorę. Ze względu na podobieństwo w wyglądzie bulw oraz zakres zastosowania w dawnej medycynie i magii przez ludzi uczonych nazywany bywał „angielską mandragorą”. Do tej samej kategorii należał również pokrzyk – być może pokrzyk wilcza jagoda (Atropa belladonna) – w dawnych zielnikach zwany mandragorą.

Przestęp biały.Wikimedia Commons/Topjabot.

Przestęp biały (Bryonia alba), wśród ludu nazywany po prostu przestępem, a niekiedy diabelskim zielem, nie wyrastał raczej jak mandragora z nasienia wisielca pod szubienicą, ale jego bulwiasty korzeń także wyróżniał się kształtem podobnym do człowieka i znajdował wszechstronne zastosowanie zarówno w magii ochronnej, jak i magii szkodliwej. W Krakowskiem wyobrażano sobie, że korzeń przypomina postać mężczyzny, tylko w miejscu głowy wyrasta mu łodyga, a na niej liście i kwiaty. I chociaż należał do ziół powiązanych ze sferą zła, czarownice święciły go razem z innymi ziołami w święto Matki Boskiej Zielnej, aby nabrał jeszcze większej mocy.

Czarownice i czarownicy hodowali przestęp w ukryciu. Ziele to mogło rosnąć gdziekolwiek, nawet w garnku bez ziemi. Należało go jednak co jakiś czas przycinać, żeby się zbytnio nie rozrósł i nie zamienił w diabła albo nie oplótł całego domu, bo ciężko się go było pozbyć – przy próbie wycięcia przeraźliwie wrzeszczał. Miał także zwyczaj popłakiwać, jeśli właściciel nie podlewał go systematycznie mlekiem. A ponieważ był ściśle związany z magią mleczną, przysparzał czarownicom tego cennego płynu.

Średniowieczne wyobrażenie mandragory.Wikimedia Commons/Fæ.

Tajemne miejsca

Pędzichów. Szubienica miejskaBaszta Ceklarzy. Mieszkanie katowczykówBaszta Katowska. Mieszkanie kataKamienica SędziwojaPod Krzysztofory. Pracownia alchemiczna Antoniego de Stezi (domniemana pracownia Twardowskiego)PręgierzRatusz i miejsce straceń (dziedziniec). Izba tortur, więzienieUniwersytet Krakowski. Pracownie alchemiczneKamienica Podparta. Dom Mistrza TwardowskiegoDom i pracownia alchemiczna Adama Gieryka PodebrańskiegoCmentarz. Pochówek antywampiryczny z XI wiekuMiejsce kaźni dla osób skazanych na obcięcie członków, stos lub ścięcieKamienica Pod Białą Głową. Dom Katarzyny TelniczankiBrama Wiślna. Pracownia alchemiczna Mikołaja HusmanaCmentarz dla skazańcówKurza Stopka. Pracownia alchemiczna Zygmunta III WazySąd Wyższy Prawa Niemieckiego na zamku w KrakowieKlasztor ReformatówKlasztor DuchakówKościół św. GertrudyKlasztor DominikanówWydawnictwo Astra – tu kupisz tajemne księgi

Opracowano na podstawie: J. Widawski, Miejskie mury obronne w państwie polskim do początku XV w., Warszawa 1973.

Wstęp

Przeżegnaj się pierwej, niźli poczniesz czytać,

By więc co nie przyszło, chciałoby cię pytać:

Co to czytasz bracie na tej nowej karcie?

Mów: cóż ci do tego, okopciały Czarcie?

– Sejm piekielny, 1622

Według słowników i encyklopedii mianem czaru, czarów bądź czarowania od czasów prasłowiańskich określano „nadzwyczajne zjawisko i zdarzenie przypisywane działaniom sił nadprzyrodzonych”, jak również „czynności i środki magiczne wywołujące ich działanie”, a więc wszelkiego rodzaju gusła, wróżby czy uroki1. Innymi słowy – elementy wszechobecne kiedyś w życiu krakowian, których relikty zachowały się do współczesności.

Co prawda zmieniły się czasy i zmieniły obyczaje, ale i dzisiaj na wszelki wypadek niektórzy z nas odpukują w niemalowane albo schodzą czarnemu kotu z drogi. Nietrudno też napotkać kobiety unikające stawiania torebki na podłodze z obawy, że pieniądze będą z niej uciekały, ludzi wertujących kolorowe pisma w poszukiwaniu horoskopu (choć w te nieprzychylne wolimy nie wierzyć) czy takich, którzy w trudnych sytuacjach życiowych udają się po poradę do wróżki. Tak na wszelki wypadek.

W czasach studenckich sama wybrałam się do jednej, ale o co chciałam spytać, nie pamiętam. Nie potrafię sobie również przypomnieć, czy rejterując sprzed drzwi zapuszczonej, nieistniejącej już kamienicy w okolicach dzisiejszej Galerii Krakowskiej, kierowałam się zdrowym rozsądkiem czy może irracjonalnym lękiem przed ogniem piekielnym, bo przecież jako mała dziewczynka wyrastałam w przekonaniu, że wiara w czary jest grzechem. I pewnie nie ja jedna, skoro Katechizm Kościoła Katolickiego mówi:

Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: odwoływanie się do Szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość. Korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidztwa, posługiwanie się medium są przejawami chęci panowania nad czasem, nad historią i wreszcie nad ludźmi, a jednocześnie pragnieniem zjednania sobie ukrytych mocy. Praktyki te są sprzeczne ze czcią i szacunkiem – połączonym z miłującą bojaźnią – które należą się jedynie Bogu2.

Z drugiej strony pokusa poznania przyszłości czy zaklinania rzeczywistości jest tak wielka, że zarówno przed wiekami, jak i współcześnie katolicy zdają się przymykać oko na nauki Kościoła w tej kwestii. Od dzieciństwa przecież obserwowałam, jak w praktykach powiązanych z cyklem życia i śmierci czy cyklem pór roku, tak istotnym w społecznościach rolniczych, religia od dawna przeplatała się z szeregiem mniej lub bardziej skomplikowanych czynności magicznych. Jedne miały zapewnić urodzaj, drugie chronić inwentarz, a jeszcze inne bronić ludzi i zwierzęta przed złem we wszelkich jego przejawach: przed chorobami, złym okiem zawistnej sąsiadki, czarownikami i czarownicami, nocnymi demonami czy diabłem, którego z ostrożności, aby go przypadkowo nie przywołać, nazywano nie wprost, ale za pomocą wyrażeń omownych, takich jak Zły lub Czarny.

W Polsce Kościół zasadniczo stał na stanowisku walki z zabobonami, ale nie brakowało duchownych, którzy nie tylko w okresie kontrreformacji straszyli gawiedź ogniem piekielnym. A skoro ludzie się bali, musieli się bronić. W jaki sposób? Przede wszystkim stosując magię ochronną, w której używano przedmiotów związanych z kultem religijnym, szubienicznych powrozów i innych mniej lub bardziej makabrycznych rekwizytów.

Jako dziecko lubiłam słuchać opowieści starszych ludzi o zmorach, które miały ich podobno nachodzić we śnie, i na wszelki wypadek starałam się nie zasypiać na wznak, co również miało być skuteczną ochroną przed tą nocną marą3. Wierzyłam także święcie w istnienie strzygoni, czyli istot na podobieństwo wampirów spragnionych ludzkiej lub zwierzęcej krwi, diabła wcielającego się w czarnego barana i przede wszystkim boginek, które miały brzydki zwyczaj podrzucania swoich niewydarzonych i łapczywych dzieci w miejsce ludzkich noworodków. Na domiar wszystkiego miałam świadomość, że ludzie z mojego otoczenia parali się lub parają skrycie znachorstwem, odczynianiem uroków, a rodzona babka – według miejscowych plotek – hodowała w piwnicy używane w praktykach magicznych diabelskie ziele (przestęp), które należało podlewać mlekiem, żeby nie płakało. Ile w tym było prawdy, nie wiadomo, ale siła plotki była tak wielka, że sąsiadka oskarżyła babkę przed władzami gminy o odebranie mleka krowie za pomocą owego ziela.

Kiedy przy okazji pisania pracy magisterskiej z zakresu obyczajowości i obrzędowości mojej miejscowości chciałam wgłębić się w temat, większość osób nabierała wody w usta. Po części wynikało to z obawy przed wyśmianiem, a po części działo się tak dlatego, że przekazywane z pokolenia na pokolenie praktyki magiczne stanowiły tabu i nie były przeznaczone do upublicznienia. A dlaczego? Bo czary i czarowanie od wieków spowijała aura tajemniczości i odarte z niej mogły stracić moc. Nie bez przyczyny przecież szanujący się znachorzy, czarownicy, wszelkiej maści przepowiadacze przyszłości czy alchemicy zazdrośnie strzegli swoich sekretów. Zupełnie inaczej niż dzisiaj, kiedy wróżbiarstwo może stanowić całkiem niezłe źródło pieniędzy wyłudzanych od naiwnych klientów, a osoby uważające się za wróżów lub wróżki chętnie opowiadają o swoim zajęciu, o czym przekonał się reporter Tomasz Kwaśniewski przy pracy nad książką W co wierzą Polacy? Śledztwo w sprawie wróżek, jasnowidzów, szeptuch…

Jeśli kilka dekad temu, zanim wszechobecne media na dobre zdominowały kulturę ludową, wierzono w prawdziwość opowieści o nocnych demonach, diabłach i urokach, nietrudno sobie wyobrazić, jak potężna była przed wiekami wiara w czary i czarowanie. Wbrew stereotypowemu myśleniu zabobony nie były domeną osób niżej urodzonych czy niewykształconych, choć najdłużej przetrwały wśród ludu, czego dowodzą badania prowadzone w okolicach Krakowa od XIX wieku przez etnografów tej miary co Oskar Kolberg, Józef Łepkowski czy Seweryn Udziela4. Ponadto epoką, w której czary i magia stały na porządku dziennym, nie było wcale średniowiecze, lecz renesans, kiedy to Kraków zasłynął jako centrum alchemii, praktykowanej na królewskim dworze, na uniwersytecie, a nawet w klasztorach miejscowych dominikanów i tynieckich benedyktynów. To wtedy przez miasto przewinęło się wielu słynnych alchemików, magów i astrologów, ale też szarlatanów wszelkiego autoramentu, którzy oferowali usługi zamożnym mieszczanom i gościli na wspaniałym dworze Jagiellonów czy w murach Uniwersytetu Krakowskiego. Wielu, jak największy polski alchemik Michał Sędziwój, którego mit był kiedyś silniejszy od mitu legendarnego Mistrza Twardowskiego, miało swoje domy w obrębie dzisiejszej starówki, otaczane nimbem tajemnicy i – jak kamienica Sędziwoja – omijane przez krakowian z nabożnym lękiem.

Kraków był centrum nauk tajemnych poczynając od czasów królowej Bony, która przywiozła na Wawel modę na zainteresowanie magią, aż do kontrreformacji. Znośnie żyło się tu także domniemanym czarownicom, podczas gdy na Zachodzie ich koleżanki po fachu płonęły na stosach. Tutaj też w 1595 roku ukazała się pierwsza drukowana w języku polskim książka o czarach, czarownikach i usługach świadczonych przez diabły rodzajowi ludzkiemu, zatytułowana Pogrom czarnoksięskie błędy, latawców zdrady i alchimickie fałsze. Jej autorem był eksjezuita Stanisław z Gór Poklatecki, który nie ukrywał sympatii dla magii naturalnej (białej), a któremu zależało na tym, aby przestrzec swoich czytelników przed oszustwami wszelkich czarnoksiężników, alchemików oraz „latawców”.

Pisząc o czarach i czarowaniu, Poklatecki oparł się nie tylko na własnym doświadczeniu, ale zapewne czerpał wiedzę także z traktatów zagranicznych. Wśród nich musiały być i takie, które dokonywały klasyfikacji działań magicznych. W XVI wieku rozróżniano bowiem trzy rodzaje czarów: sors divinatoria, sors amatoria i sors malefica (bądź venefica). Sors divinatoria, czyli przepowiadanie przyszłości, traktowane było w historii czarownictwa dość łagodnie, chociaż kobietę parającą się wróżbiarstwem nietrudno było oskarżyć o coś więcej. Poza tym korzystanie z usług wróżek mogło doprowadzić do nieoczekiwanych zbrodni, czego dowodzi sprawa niejakiego Idziego Puto ze wsi Droginia, który w 1681 roku stanął przed krakowskim sądem grodzkim. Sędziowie skazali go na karę śmierci, ponieważ wskutek wskazówek odebranych od wróżek zabił aż osiem osób5. Sors amatoria, drugi rodzaj czarów, polegał na wzbudzaniu w ludziach miłości, głównie zmysłowej, z kolei celem sors malefica było szkodzenie życiu lub zdrowiu ludzi i zwierząt bądź neutralizowanie tego rodzaju czarów.

1 W. Boryś, Słownik etymologiczny języka polskiego, Kraków 2005, s. 90.

2Katechizm Kościoła Katolickiego 2116, oprac. internetowe M. Baranowski, w oparciu o wyd. Pallottinum 1994, http://www.katechizm.opoka.org.pl/rkkkIII-2-1.htm [dostęp: 22 kwietnia 2019].

3 H. Biegeleisen, Lecznictwo ludu polskiego, Kraków 1929, s. 274.

4 O. Kolberg, Lud: jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce, seria 5–7, Krakowskie, cz. I–III, Kraków 1871–1874; J. Łepkowski, Przegląd tradycyj, legend, nabożeństw, zwyczajów, przysłów i właściwości, Kraków 2018 (edycja na podst. wydania z 1866 roku); S. Udziela, Krakowiacy, Kraków 1924; S. Udziela, Świat nadzmysłowy ludu krakowskiego, mieszkającego po prawym brzegu Wisły. Wielkoludy – Czarownice i Czarownicy – Choroby, Warszawa 1901.

5 M. Pilaszek, Procesy o czary w Polsce w wiekach XV–XVIII, Kraków 2008, s. 357.

Ostrzeżenie

Jeśli wszedłeś w posiadanie tej magicznej księgi, wiedz, że zawiera ona wiele niespodzianek czekających na odważnego poszukiwacza i wiele pułapek czyhających na nieostrożnych. Jeśli ośmieliłeś się ją otworzyć, nie wolno ci przerywać czytania, choćby biła północ, ani plamić kartek, zaginać ich i wyrywać. Jeśli zechcesz księgę zniszczyć, pamiętaj, że jak każde magiczne dzieło jest ona odporna na unicestwienie, chyba że użyjesz w tym celu magii, ale księga będzie się przed tym zaciekle bronić – będzie wysyłać demony, gryźć, parzyć albo mrozić.

Wróżenie z ręki na obrazie Pietra della Vecchia, XVII wiek.Wikimedia Commons/Lomojo.

I

Sors divinatoria, czyli przepowiadanie przyszłości

Kto nie chciałby znać swojej przyszłości? Choćby po to, żeby zapobiec wszelkiego rodzaju pechom, niedogodnościom i nietrafionym wyborom życiowym?

Pokusa poznania przyszłości znana jest ludzkości od zarania dziejów i przetrwała do czasów obecnych, o czym świadczy duża liczba kanałów telewizyjnych, w których nocną porą wróże i astrologowie udzielają porad telefonującym widzom. Niemała jest też liczba wróżek w samym Krakowie, a na forach internetowych roi się od opinii na ich temat i pytań o to, która jest najlepsza.

Bez względu na opinie forumowiczów niekwestionowaną królową współczesnych krakowskich wróżek pozostaje Dzidzianna Solska, w przeszłości modelka w Akademii Sztuk Pięknych, która przez trzy dekady królowała w jednej z nisz w Sukiennicach od strony ulicy Brackiej. Spragnieni porady krakowianie i turyści mogli zapytać ją o radę, a „magiczka iluzjonistka”, bo tak się przedstawiała, odkrywała przed nimi przyszłość za pomocą kart tarota, fusów po kawie, kości czy szklanej kuli. Dar przepowiadania miała zaś odziedziczyć po matce i babce, pochodzącej podobno z Rumunii1.

Sposoby zgłębiania ludzkiego losu

Jak przystało na wróżkę, Dzidzianna Solska znała i stosowała rozmaite techniki zgłębiania ludzkiego losu. Techniki od średniowiecza mniej lub bardziej potępiane przez Kościół i mniej lub bardziej modne w różnych epokach. I tak na przykład popularna wciąż kartomancja, czyli wróżenie z kart, rozwinęła się dopiero w epoce nowożytnej, a najstarsze zachowane karty tarota pochodzą z okresu włoskiego renesansu, kiedy służyły do gry zwanej ronfą, która potem otrzymała nazwę tarocco.

W Polsce tarot pojawił się dopiero w XVI wieku i różnił się znacznie od znanych dzisiaj standardowych tarotów, które wywodzą się od siedemnastowiecznego tarota marsylskiego. Początkowo Małe oraz Wielkie Arkana nie miały wiele wspólnego z czarami ani nie budziły w bogobojnych ludziach irracjonalnego lęku, ten bowiem zaczął narastać dopiero od XVIII stulecia, kiedy zaczęto rozróżniać talie do gry od otaczanych nimbem tajemniczości talii do wróżenia. Karty jako magiczny rekwizyt, podobnie jak używane przez przepowiadaczy przyszłości kryształy, lustra, szklane kule, kości czy księgi czarnoksięskie, stały się narzędziem komunikacji z „duchem tarota”, głosem „wyższej jaźni”, a nawet Boga albo – jak wierzą chrześcijanie – diabła czyhającego na ludzką duszę2.

Każda szanująca się wróżka powinna także odczytać los z kształtu osadu z fusów pozostałych na dnie filiżanki, choć nie każda będzie wiedziała, że zwyczaj ten jest reliktem znanego od czasów średniowiecza wróżenia z lanego wosku, ołowiu lub cyny.

Dzidzianna Solska – najsłynniejsza krakowska wróżkaPAP/Jerzy Ochoński.

Najbardziej powszechną i znaną do czasów obecnych formą odczytywania przyszłości z zastygłej masy jest jej rozgrzanie i lanie do wody przez klucz. Praktyka ta, nieobca również krakowianom, przetrwała w tradycjach andrzejkowych, choć kiedyś była stosowana również w wigilie innych świąt, na przykład w przeddzień Nowego Roku. Współczesne wróżby andrzejkowe mają jednak formę zabawy i wątpliwe, aby ktoś naprawdę wierzył w interpretację kształtu woskowej bryłki, co kiedyś traktowano bardzo poważnie.

Obrzędy związane z wigilią św. Andrzeja, znane co najmniej od XII wieku, wynikały z przekonania, że tego dnia otwierają się wrota przyszłości i można poznać tajemnice dotyczące miłości. Symbolicznymi wrotami między teraźniejszością a przyszłością bądź światem ziemskim a zaświatami było uszko klucza. W czasach, kiedy szczytem kobiecych marzeń wydawało się znalezienie męża, 29 listopada na spotkaniach wróżebnych gromadziły się przede wszystkim dziewczęta, które chciały poznać imię przyszłego wybranka w myśl starego polskiego porzekadła: „Na świętego Andrzeja wzrasta w pannach nadzieja”3.

Łącznikiem między ziemią a zaświatami były także świece, które ze względu na swoją głęboką symbolikę religijną, i nie tylko, stały się jednymi z ważniejszych akcesoriów wróżebnych. Światło nie tylko rozpraszało mrok, a więc i zło, ale gdy płonęło o północy, wpatrywanie się w płomień miało ułatwiać kontakt z duchami, które mogły zdradzić pytającemu tajemnicę przyszłości4. Dla przykładu w szesnastowiecznej Alzacji kobiety dzięki wróżbom ze świec potrafiły odczytać, kto jest sprawcą uroku. Brały tyle świec, ilu było podejrzanych, i każdej z nich przypisywały jedno imię, a następnie czekały, aż płomień się wypali. Świeca, która wypaliła się pierwsza, wskazywała, że winną rzucenia czaru jest przypisana do niej osoba.

Wylewanie ołowiu na zimną wodę przez ucho klucza, XX wiek.Wikimedia Commons/Лобачев Владимирl.

Czy podobną praktykę stosowano w Krakowie, nie wiadomo. Doskonale za to znany jest inny obyczaj, a mianowicie świętojańskie wianki. Oskar Kolberg ubolewał, że wspomniane święto, obchodzone 23 czerwca, w wigilię św. Jana, poczynając od lat 1858–1860 stało się bardzo modne, odzierając z nastroju tajemniczości dawną noc czarów, nadziemskich potęg, sabatów czarownic i zgłębiania tajemnic przyszłości. Zanim dawne pogańskie święta ognia i wody zlały się w jedno i uległy postępującej komercji, niewielkie gromadki młodzieży późnym wieczorem wychodziły na brzegi Wisły, Rudawy i Prądnika, skąd dziewczęta puszczały na wodę wianki uwite z kwiatów i ziół. „Czasem – jak pisał Seweryn Udziela, badający przed stuleciem lokalne zwyczaje – oświecone zatkniętą w nie świeczką łojową lub woskową i wróżą z przygód wianka na wodzie o losie swoim”5. Z ruchu płomyków świec, z czasu, w jakim płonęły, zgaśnięcia lub zatonięcia i miejsc, w których wianki utknęły, przepowiadano losy właścicielki. Wierzono, że jeśli wianek będzie się długo kręcił w kółko lub szybko popłynie z nurtem, zamążpójście się odwlecze, a gdy zostanie złapany przez kawalera brodzącego w wodzie albo płynącego w łódce, jeszcze w tym roku pannę czeka zamęście. Kiedy zaś wianek zatonie lub płomyk świecy zgaśnie, groziła jej choroba albo nawet śmierć6.

W okolicach dawnej nocy kupały krakowskie dziewczęta nie tylko puszczały wianki na wodę, ale i wróżyły sobie przyszłego męża – podobnie jak w noc andrzejkową – siadając przy zapalonych świecach między dwoma zwierciadłami7. Lustra stosowano także w innych okolicznościach, kiedy trzeba było zidentyfikować sprawcę przestępstwa albo winnego rzucenia uroku czy postawić diagnozę. Jeśli znachor używał zwierciadła w swoich praktykach i ujrzał w jego tafli twarz jakiegoś nieboszczyka, nie podejmował się leczenia, bo nie mogło ono przynieść skutku (zmarły już czekał na duszę chorego). Z kolei lustro spadające ze ściany wróżyło rychłą śmierć któregoś z domowników8. Nie było też dobrą wróżbą, jeśli ze ściany spadł święty obraz. Innymi oznakami śmierci miała być pohukująca sowa albo pies wyjący pod oknami chorego. Spodziewano się jej także, jeśli w nocy coś zastukało do okna albo choremu przyśnił się ojciec lub matka. Kiedy zaś członek rodziny pożegnał się z życiem, starano się mu jak najszybciej zamknąć oczy, aby nie „wypatrzył” kogoś z domowników i nie pociągnął go za sobą w zaświaty9. Relikty tych wierzeń wciąż zresztą istnieją, podobnie jak przesąd o magicznej mocy lustra, znany już starożytnym Rzymianom, którzy jako pierwsi stworzyli coś na kształt kryształowego zwierciadła. Jego przejawem może być chociażby przekonanie, że stłuczenie lusterka zwiastuje siedem lat nieszczęścia.

Wianki na XIX-wiecznej rycinie. Wikimedia Commons/Mazovian Digital Library.

Odpowiedzi na nurtujące pytania można było uzyskać, wpatrując się nie tylko w lustro, ale także w taflę wody lub innych odbijających światło przedmiotów, za którymi – tak jak za lustrem – czekały dusze zmarłych10. Z tego przekonania wzięła się zapewne popularność stosowanej w średniowieczu krystalomancji, której pochodną stało się z czasem przepowiadanie przyszłości na podstawie wizji z kryształowej kuli, nieodzownego atrybutu stereotypowej wróżki. Dziedzinę tę, związaną z odkrywaniem ludzkich losów za pomocą kryształu, zwykło się zaliczać do białej magii. Oczyszczony ze złej mocy kryształ – wszak w tego typu przekaźnikach mogły się usadowić demony – służył do kontaktu z siłami niebiańskimi: aniołami, świętymi, Matką Boską, a nawet Chrystusem.

O długości życia i jego kolejach miały mówić także gwiazdy (astrologia) i linie na dłoniach, które każda szanująca się wróżka powinna umieć właściwie odczytać. Mowa tu o znanej powszechnie chiromancji, czyli odczytywaniu z dłoni ludzkich losów i charakterów. Chociaż sztuka ta znana była na Dalekim Wschodzie od czasów starożytnych, w Europie pierwsze wzmianki na jej temat pojawiły się w połowie XV wieku, i niewykluczone, że w tym czasie trafiły do Krakowa. Tutaj jednak niepodzielnie królowała astrologia, więc chiromancja nie zyskała popularności i stała się modna dopiero po 1700 roku. Benedykt Chmielowski w Nowych Atenach pisał, że istnieją dwa rodzaje wróżenia z ręki: chiromancja astralna, którą uprawiają wróże i astrologowie, oraz chiromancja naturalna właściwa medycynie11. Chiromancja medyczna, podobnie jak znacznie dłużej stosowana w leczeniu astrologia, znana była zarówno wśród mieszczan i ludu, jak i na Uniwersytecie Krakowskim oraz na królewskim dworze. Co prawda dwór mieścił się już w Warszawie, ale monarchowie przybywali do dawnej stolicy na koronacje i w tutejszej katedrze, poza nielicznymi wyjątkami, znajdowali wieczny spoczynek.

To, że Jagiellonowie otaczali się astrologami i wierzyli horoskopom, nie było w ich epoce niczym wyjątkowym. Nie byli też jedynymi ludźmi, którzy pragnęli poznać losy nowo narodzonych następców. Ubodzy i niewykształceni mieszkańcy stolicy, zazwyczaj niemający dostępu do tajników astrologii i nieznający związanych z nią skomplikowanych obliczeń, również chcieli zbadać przyszłość swoich dzieci. Jak sobie z tym radzili?

Czasem o przepowiedzenie przyszłości dla dziecka proszono miejscową wróżkę, przede wszystkim jednak brano pod uwagę wszelkie znaki, z których rodzina, rodzice chrzestni i krewni starali się wybadać jego los, by ściągnąć ku sobie dni pomyślne i oddalić niepowodzenia. Jeszcze zanim dziecko przyszło na świat, patrzono na objawy towarzyszące ciąży, takie jak kształt brzucha, na to, co matka je czy jak wygląda, próbując odgadnąć jego płeć. Narodziny chłopca wróżono na przykład z apetytu ciężarnej kobiety na potrawy kwaśne lub z jej ładnego wyglądu. Nie powinna wyglądać dobrze, jeśliby miała urodzić dziewczynkę, bo córka odbiera matce urodę. Wiele z tych przesądów wciąż zresztą istnieje.

Bardzo ważną sprawą był wybór rodziców chrzestnych, i wcale nie chodziło tutaj o ich sytuację materialną, tylko cechy charakteru. Powiadano bowiem, że jaki jest ojciec chrzestny lub matka chrzestna, taki będzie chrześniak lub chrześnica, gdyż dziecko „podaje się” na rodziców chrzestnych. W przeciwieństwie do obyczajów królewskiego dworu i osób wyżej urodzonych, gdzie dzieci często otrzymywały imiona swoich zmarłych braci lub sióstr, lud krakowski przez stulecia unikał takich sytuacji. A to dlatego, że nie był to dobry omen na przyszłość – wierzono, że dziecko ochrzczone imieniem nieżyjącego rodzeństwa również by umarło. Głośny krzyk niemowlęcia podczas chrztu wróżył mu za to długie życie, a wesoła zabawa gości na chrzcinach przepowiadała, że będzie ono zawsze radosne12.

Horoskopy albo królewskie sny

W Krakowie krystalomancja rozpowszechniła się na przełomie XV i XVI wieku. Interesowali się nią Anna Cylejska, druga żona Władysława Jagiełły, oraz Zbigniew Oleśnicki, wybitny polityk i biskup krakowski w latach 1423–1455. Istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że praktykował ją także Władysław Warneńczyk, ponieważ w przypisywanym mu modlitewniku (albo raczej magicznej księdze) znajdowały się opisy wywoływania przy użyciu kryształu bytów pozaziemskich. Odkryty w 1893 roku w oksfordzkiej Bodleian Library tak zwany Modlitewnik Władysława Warneńczyka, łaciński rękopis iluminowany kilkunastoma miniaturami, jest unikatowym zabytkiem sztuki średniowiecza, choć nie ma pewności, czy rzeczywiście należał do polskiego władcy, mógł bowiem być własnością innego Jagiellona tego imienia – jego bratanka, króla Czech. Nie wiadomo też, w jakich okolicznościach modlitewnik dotarł z piętnastowiecznej Polski do Francji, skąd potem trafił do Anglii13.

To, że księga – z jednej strony będąca podręcznikiem krystalomancji, a z drugiej książką z modlitwami – mogła być w posiadaniu Warneńczyka, nie byłoby niczym niezwykłym, ponieważ za jego czasów kryształy cieszyły się w Krakowie sporym zainteresowaniem. Poza tym ówczesny Kościół przymykał oko na wiarę w ich moc, zwłaszcza że wiązała się z nimi ważna dla chrześcijaństwa symbolika – były symbolem czystości i „światłości światła”, czyli Chrystusa. Napisanie księgi również wymagało szeregu aktów religijnych. Atrament i pióro użyte do spisania tekstu musiały być egzorcyzmowane, a piszący oczyszczał się przez spowiedź, posty, modlitwy i wstrzemięźliwość seksualną. Gotową księgę należało zaś poświęcić, po czym kapłan oczyszczony trzydniowym postem odprawiał nad nią trzy msze. Zdziwienia nie powinno również budzić to, że praktyki wróżebne przeplatały się z modlitwami do Matki Boskiej Bolesnej czy do Chrystusa. W jednej z nich, skierowanej do Maryi, znajduje się prośba o zesłanie aniołów, by nauczyli orędownika widzieć tajemnice świata w oświeconym ich mocą krysztale14.

Nawet jeśli Władysław Warneńczyk zajmował się wywoływaniem bytów pozaziemskich, bardzo wątpliwe, by mu się to powiodło, skoro udając się w 1444 roku pod Warnę, nie przewidywał swojej śmierci w bitwie z Turkami i dał się zabić w imię cudzej sprawy. A może wyruszył do boju na przekór zdrowemu rozsądkowi, zwiedziony wizjami z magicznego kryształu?

Po królu „czarodzieju”, który nie zagrzał długo miejsca na tronie, rządy objął niechętny do powrotu na Wawel ówczesny wielki książę litewski i zarazem jego brat, Kazimierz Jagiellończyk. To na jego dworze zaczęli się pojawiać pierwsi słynni astrologowie i magowie z prawdziwego zdarzenia, nie licząc rozmaitych szarlatanów, którzy na swoich rzekomych talentach chcieli zwyczajnie zarobić. By uzyskać odpowiedzi na pytania o przyszłość, tajemnice nieba zgłębiali wówczas ludzie pokroju Piotra Gaszowca, królewskiego medyka, profesora Uniwersytetu Krakowskiego i astrologa, który jednocześnie zajmował się magią.

Astrologia była ceniona od czasów średniowiecza, a na przełomie XV i XVI wieku przeżywała swój renesans. Nie potępiał jej też ówczesny Kościół, zwolennicy zaś chętnie przywoływali myśl wczesnochrześcijańskiego pisarza Orygenesa, który powiadał, że gwiazdy wskazujące ludzkie losy są instrumentem w ręku Boga15. Wierzono też, i wierzenie to przetrwało do czasów współczesnych, że spadająca gwiazda oznacza czyjąś śmierć, dlatego na jej widok należało się przeżegnać lub odmówić „wieczne odpoczywanie” w intencji duszy zmarłego właśnie człowieka16. Współcześnie nie ma chyba osoby, która nie pomyślałaby życzenia na widok spadającej gwiazdy, chociaż wiadomo, że ich zatrzęsienie na sierpniowym niebie jest po prostu rojem meteorów.

Przed wiekami dużą wagę przykładano do czytania z gwiazd i tworzonych na podstawie ich układów prognostyków astrologicznych, czyli horoskopów, które cieszyły się – podobnie jak obecnie – szczególnym zapotrzebowaniem w chwilach zwątpienia i kryzysów. Gwiazdy miały też istotne znaczenie w medycynie. Decydowały na przykład o terminie stawiania baniek, upuszczania krwi i innych praktyk leczniczych, dlatego astrologia leżała w sferze zainteresowania ówczesnych lekarzy i znachorów.

Największe zamiłowanie do astrologii i horoskopów przypadło wprawdzie na czasy ostatnich Jagiellonów, Zygmunta Starego i Zygmunta Augusta, a więc na XVI wiek, ale pierwsze horoskopy dla królewskiego dziecka sporządzono w Krakowie znacznie wcześniej. Ich autorem mógł być któryś z grona ośmiu miejscowych (najpewniej spowiednik królowej Jan Szczekna) lub zagranicznych astrologów, zatrudnianych przez Władysława Jagiełłę i królową Jadwigę. Pierwszy prognostyk, ustalony w południe 16 września 1398 roku zapewne wspólnie z Jadwigą, powstał w oparciu o moment poczęcia długo oczekiwanego następcy tronu i wyznaczał datę jego narodzin na 18 czerwca 1399 roku. Choć według astrologa królewskiej parze miał się urodzić syn, 22 czerwca przed jedenastą w nocy na świat przyszła dziewczynka, Elżbieta Bonifacja. Wtedy też postawiono drugi horoskop – urodzinowy. Mówił on, że układ planet nie jest dla noworodka pomyślny, ponieważ planeta Mars przebywa w domu śmierci17.

Personifikacja astrologii na obrazie Guercina, XVII wiek.Wikimedia Commons/KenjiMizoguchi.

Jak wiadomo, zła wróżba szybko się spełniła. Maleńka Elżbieta Bonifacja zmarła trzy tygodnie po narodzinach, a kilka dni później z życiem pożegnała się królowa Jadwiga. I tutaj pojawia się pytanie, czy astrolog bądź astrologowie, którzy często byli także medykami, odczytali przyszłość królewny z gwiazd, czy raczej postawili tak pewną prognozę, znając jej stan nierokujący na wyzdrowienie. Przyczyna śmierci dziecka i matki nie jest niestety znana, ale na podstawie dat obu horoskopów, przechowywanych obecnie w Bibliotece Jagiellońskiej, nietrudno się domyślić, że ciąża mogła być przenoszona i mogło dojść do zakażenia.

Przy narodzinach dzieci z porad lekarza i astrologa Henryka z Czech, mistrza Uniwersytetu Krakowskiego, korzystała również ostatnia żona Władysława Jagiełły, Zofia Holszańska. Jan Długosz zanotował:

Ten Czech puszczony do królowej Zofii przy jej pierwszym, drugim i trzecim porodzie na podstawie układu gwiazd towarzyszącego każdym urodzinom twierdził, że pierworodny Władysław zdobędzie władzę nad wieloma królestwami, jeżeli losy nie pozazdroszczą mu dłuższego życia. Drugi Kazimierz będzie gorąco kochał swoją matkę, ale będzie żył bardzo krótko. Trzeci Kazimierz będzie żył wprawdzie dłużej niż pozostali, ale nie będzie się cieszył powodzeniem […] począł się bowiem, jak twierdził, pod złowróżbną gwiazdą18.

W przypadku pierworodnego Władysława, który w wieku dwudziestu lat poległ pod Warną, i średniego z braci zmarłego w niemowlęctwie, przepowiednia wydaje się trafiona. Co do trzeciego z królewiczów, znanego w historii jako Kazimierz Jagiellończyk, trudno się raczej z nią zgodzić, skoro okazał się on jednym z najaktywniejszych polskich władców.

Apogeum mody na odczytywanie przyszłości z gwiazd nastało na Wawelu za panowania Zygmunta Augusta, największego mecenasa sztuk tajemnych. Chociaż Marcin Bielski pisał, że ostatni z Jagiellonów o „magię i alchemię chętnie się pytał”, król nie był ani pierwszym, ani ostatnim monarchą, który wierzył astrologom i horoskopom. Już jego ojciec, Zygmunt Stary, za młodu pilnie wczytywał się w poradniki astrologiczne, a po narodzinach syna kazał sprowadzić dla niego z Włoch specjalny prognostyk.

Horoskop, sporządzony dla małego Zygmunta Augusta urodzonego w znaku Lwa, okazał się chybiony. Gwiazdy wróżyły bowiem, że królewicz wyrośnie na człowieka wspaniałomyślnego i szczodrego, że będzie szlachetnym i prawym władcą, że będzie żył zdrowo i długo, i że osiągnie zaszczyty, o jakich nikomu się nie śniło. Jedyną niepomyślną prognozą była ta dotycząca jego życia osobistego, miał bowiem doznać w nim wielu niepowodzeń. I chyba tylko ona spełniła się co do joty, skoro Zygmunt August z żadnego z trzech małżeństw nie doczekał się dziedzica, wbrew jego woli dwukrotnie żeniono go z Habsburżankami, a ukochaną Barbarę Radziwiłłównę, dla której sprzeciwił się nawet racji stanu, w maju 1551 roku przedwcześnie utracił. Jeśli wierzyć przekazom, małżeństwo z Barbarą, nazywaną publicznie wielką nierządnicą litewską, zalecał prognostyk postawiony przez nadwornego medyka i astronoma Stanisława Dowojnę. Warto też nadmienić, że za radą astrologów Zygmunt August przesunął koronację swojej żony Katarzyny z 2 na 31 lipca, bo układ planet nie był odpowiedni19. Tak więc gwiazdy, a może i widzimisię króla, który jak ognia unikał sypiania z Elżbietą i Katarzyną Habsburżankami, sprawiły, że potężna niegdyś gałąź dynastii Jagiellonów wymarła bezpowrotnie.

A co, jeśli polskich Jagiellonów zgubiła potępiana przez współczesny Kościół wiara w horoskopy? Po śmierci Barbary Radziwiłłówny, a zwłaszcza pod koniec swojego życia, Zygmunt August wręcz uzależnił się od astrologii i obdarzał zaufaniem domniemane czarownice oraz stare guślarki, które parały się wróżbami jeszcze za czasów jego dziadka, Kazimierza Jagiellończyka. O ile nurzanie się w rozpuście z młodymi czarownicami, „swoimi sokołami”, co jakoby miało mu przywrócić siły witalne, może wydawać się zrozumiałe z punktu widzenia mężczyzny zgnębionego świadomością własnej bezpłodności, o tyle obsesja na punkcie wróżb i horoskopów okazała się w dalszej perspektywie zgubna. Wiadomo bowiem, że decyzje polityczne podejmował w oparciu o horoskopy, które stały się dla niego ucieczką, gdy poważnie podupadł na zdrowiu – dobiegając pięćdziesiątki, był bezzębnym, przedwcześnie postarzałym i mizernym człowiekiem, prawdopodobnie wyniszczonym gruźlicą i/lub syfilisem.

Portret Johna Dee, „merlina królowej Elżbiety”, XVI wiek. Wikimedia Commons/Lukius~commonswiki.

Wiarę Zygmunta Augusta we wróżby i horoskopy pogłębiały nie tylko jego przypadłości fizyczne i utrapienia, ale także bliskie spełnienia przepowiednie. Jedna z nich mówiła, że król umrze w 1552 roku, i choć się nie spełniła, niewiele brakowało, aby stracił życie. Zdarzyło się to w trakcie wjazdu do Królewca, gdzie podczas salwy wystrzelonej na wiwat kula zabiła dworzanina jadącego obok. Ciekawostką natomiast pozostaje to, że poniekąd spełniła się prognoza działającego na królewskim dworze astrologa Piotra Proboszczowica, który przepowiedział monarsze śmierć w siedemdziesiątym drugim roku, nie precyzując przy tym, co dokładnie miał na myśli. Zygmunt August co prawda nie dożył tak zacnego wieku, ale... zmarł w 1572 roku20.

Zygmunt August nie był ostatnim monarchą, który podejmował decyzje osobiste i polityczne w oparciu o wróżby astrologów. Również waleczny i wydawałoby się racjonalny Stefan Batory zasięgał opinii uczonych zgłębiających przyszłość. Mówiono, że przejawiał wielką skłonność do horoskopów, przed ślubem z Anną Jagiellonką radził się astrologów, a potem zatrudniał na dworze ludzi czytających przyszłość z gwiazd. Jego nadwornym astrologiem był mieniący się czarnoksiężnikiem niejaki Wawrzyniec Gradowski herbu Lubicz z Gradowa, w rzeczywistości awanturnik i nieciekawy typ, który za namową biskupa poznańskiego Łukasza z Kościelca próbował otruć króla arszenikiem. Zadenuncjowany przez zazdrosną czarownicę, trafił do lochu, a ostrzeżony w porę Stefan Batory zdążył zdobyć odtrutkę od berlińskiego medyka i alchemika Leonharda Thurneyssera. U tego ostatniego król zamawiał również prognostyki na przyszłość21.

Co ciekawe, Wawrzyniec Gradowski nie był jedynym człowiekiem, którego podejrzewano o zadanie trucizny Stefanowi Batoremu. Istnieje bowiem teoria, że słynni angielscy krystalomanci, John Dee zwany „Merlinem królowej Elżbiety” i jego pomocnik Edward Kelley, byli agentami angielskiej monarchini i że podczas wizyty na krakowskim dworze podali królowi jakąś wolno działającą truciznę. Nawet jeśli wydaje się to mało prawdopodobne, faktem jest, że podupadający na zdrowiu monarcha, na początku żywo zainteresowany angielskimi magami, z czasem stracił do nich cierpliwość. W 1585 roku na zamku w Niepołomicach wziął udział w seansie spirytystycznym zorganizowanym przez Johna Dee, który twierdził, że jest w posiadaniu cudownego kryształu otrzymanego od anioła Uriela, ale nie wykazał chęci do dalszej współpracy i Anglicy musieli szukać szczęścia gdzie indziej. Ostatecznie Dee wrócił do ojczyzny, a Kelley – zły duch maga i szemrany typ – który za młodu próbował przepowiadać przyszłość z organów nieboszczyka, udał się do Czech, gdzie wiódł życie wędrownego szarlatana, trafił do więzienia i w końcu popełnił samobójstwo22.

Angielskich magów sprowadził do Krakowa słynny warchoł i dawny buntownik Olbracht Łaski, który chciał odzyskać względy króla. Ponadto liczył na przemianę metalu w złoto, w której jakoby mieli celować Dee i Kelley, czerpiący pełnymi garściami z kiesy patrona, nieszczędzącego pieniędzy na sprowadzenie ich do swoich posiadłości pod Krakowem, gdzie przybyli w lutym 1584 roku. Dzisiaj nie ma wątpliwości, że sprytni Anglicy żerowali na naiwności magnata, którego Kelley zjednał przepowiednią, że będzie rządził dwoma królestwami, ponieważ „treść jego życia jest już ustaloną”23.

Kto zresztą nie chciałby usłyszeć podobnej prognozy? Rodzice każdego nowo narodzonego dziecka, szczególnie następcy tronu, liczyli na dobre wróżby. Przyszłość odczytywana z układu planet, kabały czy linii na dłoni nie zawsze jednak wyglądała tak, jak sobie tego życzyli. Nie zawsze też dobry prognostyk gwarantował długie i szczęśliwe życie, o czym przekonał się nieszczęsny Zygmunt August. Nie mniej wspaniale od losu ostatniego Jagiellona miała wyglądać przyszłość Stanisława Augusta Poniatowskiego, który jak wielu ludzi w XVIII wieku wierzył we wszelkie przepowiednie, wróżby i kabały, i choć został królem Polski, mecenasem kultury i sztuki, wśród potomnych przez lata cieszył się złą sławą. Choć przyszło mu panować na gruzach dawnej Rzeczpospolitej i nie mógł zapobiec rozbiorom, stał się kozłem ofiarnym historii. Czy wspaniały horoskop postawiony mu w chwili narodzin w 1732 roku to przewidział? Nie. Wbrew temu, co sądzą zwolennicy praktyk wróżbiarskich, tajemnic przyszłości nie da się przecież odgadnąć.

Pełno naszych przepowiedni, wszędy wróżby, mary24

W XXI wieku astrologia i chiromancja mają się bardzo dobrze, podobnie jak inne techniki wróżenia. Wystarczy włączyć telewizor czy Internet, by się przekonać, że pokusa poznania przyszłości jest niezmienna od wieków. Wszelkiej maści wróżbici i wróżki, a nierzadko domorośli astrolodzy za pozornie niewielką opłatą oferują klientowi ujawnienie sekretów przyszłości. Sceptycy wątpią w ich umiejętności, choć technika i odwołania do bytów astralnych, które mogą uchylić rąbka tajemnicy, nie różni się wiele od praktyk wróżbiarskich sprzed wieków.

Biorąc jednak pod uwagę legendy o Mistrzu Twardowskim czy słynnym doktorze Johannie Fauście, największym alchemiku i magu XVI wieku, który przez jakiś czas miał gościć na Uniwersytecie Krakowskim, kontakty z diabelskimi siłami nie kończyły się szczęśliwie. W dobie wszechobecnej cyfryzacji tarota lub horoskop można postawić sobie online, dla zabawy bądź serio, kiedyś jednak dostęp do sfery magii nie był tak powszechny, a jej narzędzia traktowano bardzo poważnie. Zwykli śmiertelnicy bali się tajemnych ksiąg, magicznych luster i w końcu kart tarota, wierząc, że osoba zajmująca się odczytywaniem przyszłości powinna mieć predyspozycje zarówno do naturalnych technik wróżbiarskich, jak i tych zależnych od jakichś przedmiotów. Dlatego też od zarania dziejów przepowiadaniem przyszłości zajmowali się wybrańcy – szamani i czarownicy, potem kapłani rozmaitych religii i astrologowie, których zatrudniali również monarchowie rezydujący na Wawelu25.

Wróżeniem z gwiazd trudnili się najświatlejsi ludzie rodem z Krakowa i zagranicy, których przyciągały tętniący życiem królewski dwór i uniwersytet. Co znamienne, wśród osób związanych ze środowiskiem dworskim i uniwersyteckim dominowali mężczyźni, i to znakomicie wykształceni – lekarze, filozofowie, teologowie, matematycy, astronomowie, z których wielu było profesorami krakowskiej Alma Mater. Nie licząc słynnych astrologów związanych i z uniwersytetem, i z dworem Jagiellonów, takich jak na przykład Henryk z Czech, Wojciech z Brudzewa czy Piotr Proboszczowic, odczytywaniem przyszłości zajmowali się także wykładowcy: Jan z Głogowa, który przepowiedział wystąpienie Lutra, i Kasper Goski, który przewidział klęskę Turków pod Lepanto w 1571 roku, za co senat wenecki wystawił mu miedziany posąg i wypłacał rocznie jako dożywocie trzysta dukatów26.

W przeciwieństwie do wyższych sfer, pośród mieszczan krakowskich i okolicznego ludu częściej można było spotkać kobietę zajmującą się wróżbiarstwem, co zresztą obserwuje się do dziś. Na przepowiadaniu przyszłości z pogody, roślin, zachowania ludzi, ptaków i zwierząt, z kości, wosku i innych dostępnych środków znały się znachorki, położne, mądre baby wyspecjalizowane w czarach mlecznych i odczynianiu uroków, a nawet zwykłe gospodynie. Wróżbiarstwo, a zwłaszcza chiromancja medyczna, było bowiem silnie powiązane z medycyną ludową.

Chiromancją i kartomancją zajmowały się również Cyganki, postrzegane jako kobiety szczególnie wrażliwe na świat nadzmysłowy, których niebiańskie byty podobno chętnie się słuchają. Wiodący wędrowny tryb życia Cyganie od wieków byli postrzegani jako społeczność fascynująca swoją egzotyką, tajemnicza, posługująca się niezrozumiałym językiem. Odmienność ich wyglądu, obyczajów i życia, a nade wszystko tajemniczość i magiczność sprzyjały powstawaniu licznych mitów, między innymi o ich zdolnościach wróżbiarskich27.

Karta z rękopiśmiennej Księgi kabał królowej Marii Kazimiery Sobieskiej, XVIII wiek.Wikimedia Commons.

Nie mniej egzotyczna wydawała się magia żydowska, z którą krakowianie stykali się już od średniowiecza. Abstrahując od stereotypu Żyda-czarnoksiężnika, stosującego w praktykach magicznych krew chrześcijańskich dzieci i konsekrowanych hostii, w środowisku krakowskich Żydów uprawiano różne praktyki magiczne związane z tradycją kabalistyczną. Magia kabalistyczna opierała się głównie na wierze, że za pomocą Boga można wpływać na świat materialny i duchowy, i była powiązana z przepowiadaniem przyszłości – podobnie jak w krystalomancji byty niebiańskie miały przekazywać kabaliście wiedzę o wszechświecie. Z biegiem czasu tradycje kabały przeniknęły do świata chrześcijan, zyskując na popularności zwłaszcza w renesansie28. Na wspomnienie zasługuje także przechowywana dzisiaj w Bibliotece Jagiellońskiej Księga kabał Marii Kazimiery Sobieskiej. Ten unikatowy w skali Polski rękopis poza radami anonimowego kabalisty zawiera wróżby układane przez królową w latach 1702–1713, gdy ta po śmierci Jana III Sobieskiego zamieszkała w Rzymie29.

Zarówno pośród ludu, jak i astrologów przewijających się przez królewski dwór, uniwersytet i mury zacniejszych kupieckich domów nie brakowało rozmaitych oszustów, którzy próbowali się wzbogacić na ludzkiej naiwności. W okresie kontrreformacji duchownych niepokoiła ta łatwowierność, podatność wiernych na sztuczki rzekomych przepowiadaczy przyszłości i wiara we wróżby, zwłaszcza że zaczęto widzieć w nich kontakty z siłami nieczystymi. Starając się więc wpłynąć na zmianę światopoglądu, hierarchia kościelna zabraniała duchowieństwu posiadania dzieł z dziedziny astrologii, a szeregowi kapłani mieli uczyć wiernych, jak unikać wróżb i innych przesądów, które mogą okazać się zgubne, bo prowadzą do poważniejszych czarów30.

Jak przewidzieć przyszłość

Aeromancja – przepowiadanie przyszłości na podstawie pogody. Wróżba polega na interpretowaniu grzmotów i błyskawic, kształtu chmur, siły i kierunku wiatru lub zjawisk na niebie – meteorów, wyglądu ogona komety.

Bibliomancja – sztuka wróżenia przy użyciu świętych ksiąg (w chrześcijaństwie Biblii). Polega na otwarciu księgi i wskazaniu z zamkniętymi oczami fragmentu tekstu, który ma zawierać poradę lub przepowiadać przyszłość.

Ceromancja – sztuka wróżenia z wosku, dawniej również z ołowiu, i interpretowania kształtu zastygłej bryły. Zwyczaj lania wosku przetrwał w tradycjach andrzejkowych, lecz kiedyś był praktykowany także w wigilie innych świąt.

Chiromancja – przepowiadanie lub odczytywanie przyszłości z dłoni, w Europie popularne dopiero od początku XVIII wieku. Chiromanci odczytują ludzki los z linii na dłoniach, z kształtu i długości palców itd.

Hydromancja – metoda wróżenia z wody. Przy odczytywaniu przyszłości bierze się pod uwagę jej przejrzystość, barwę, stopień wzburzenia, kształt fal i okręgów powstających po wrzuceniu kamienia do zbiornika lub naczynia.

Kartomancja – wróżenie z kart. Do odczytywania przyszłości służą zwykłe karty do gry (zarówno pełna talia, jak i jej część), talia tarota albo specjalne karty przeznaczone do wróżenia, jak karty cygańskie lub anielskie.

Krystalomancja – wróżenie z kryształu, również luster (katoptromancja) lub naczyń. Pochodną tej popularnej kiedyś dziedziny jest znane także dziś przepowiadanie przyszłości na podstawie wizji z kryształowej (szklanej) kuli.

Onejromancja – sztuka przewidywania przyszłości w oparciu o interpretację marzeń sennych, połączona z wiarą w prorocze sny. Senniki zawierające interpretacje symboliki snów wciąż cieszą się popularnością.

Ornitomancja – przewidywanie przyszłości z lotu, krzyku, śpiewu i zachowania ptaków. W starożytnym Rzymie miało status religijny, a w Polsce wiąże się z przesądami – np. bociana uważa się za zwiastuna szczęścia.

Tasseomancja – odczytywanie przyszłości z herbacianych fusów albo z osadów z kawy, zapoczątkowane w Europie w XVII wieku. Metoda ta nawiązuje do średniowiecznej tradycji wróżenia z kształtu roztopionego wosku.

Kiedyś wierzono, że osoby obdarzone mocą przewidywania przyszłości są wybrańcami bogów, z czasem jednak, pod wpływem chrześcijaństwa, utrwaliło się przekonanie, że wróżenie jest sztuką diabelską. Dla przykładu, w przypadku krystalomancji długo utrzymywała się wiara, że za pomocą kryształu, oczyszczonego ze złych mocy dzięki sakramentaliom, istnieje możliwość porozumiewania się z bytami niebiańskimi. Później jednak można było spotkać się ze stwierdzeniem, że łatwiej niż z aniołami jest skontaktować się z diabłem, od którego można otrzymać informacje na temat przyszłości. Wróżbiarstwo, które zaczęto postrzegać jako domenę kobiet – istot szczególnie podatnych na działanie demonów – stało się grzechem. Pierwszym papieżem, który uznał je (i w ogóle czarną magię) za herezję, był piętnastowieczny Ojciec Święty Sykstus IV, a synod z 1589 roku ogłosił Breve poenitentium examen, w którym pośród licznych grzechów znalazły się wróżby31.

Mimo kościelnych nakazów i zakazów wiara we wróżby przetrwała do dzisiaj, podobnie jak przekonanie o istnieniu tajemniczej cygańskiej magii i nadzwyczajnych umiejętności Cyganek. I choć nastała era cyfryzacji, wróżki i wróżbici nie mają powodu do narzekań na brak klienteli. Zdarzają się też… procesy wróżek!

Sprawa z jesieni 2017 roku miała jednak zupełnie inny wymiar niż procesy czarownic odbywające się w Krakowie w okresie kontrreformacji. Przed miejscowym sądem stanęła bowiem grupa czterech kobiet romskiego pochodzenia, które pod przykrywką wróżbiarstwa przez pół roku grasowały w Małopolsce. Wbrew temu, co sądzi się o czarownicach, nie podróżowały na miotle ani na ożogu, ale fordem mondeo, który prowadził współpracujący z nimi mężczyzna. Jak relacjonowała „Gazeta Krakowska”, kobiety zagadywały upatrzone ofiary – najczęściej osoby starsze – słowami: „Ja pani powróżę, przyszłość przepowiem, nie skłamię”, lub prośbą o jedzenie, i zachęcały, by wpuścić je do domu, który następnie okradały. Ich sposób działania był prosty: jedna odwracała uwagę ofiary, podczas gdy jej towarzyszki zakradały się do innych pomieszczeń. W Łężkowicach pod Wieliczką podczas swojego seansu rozłożyły koc, żeby gospodyni nie zauważyła jednej ze wspólniczek, która wślizgnęła się do domu, skąd zabrała 420 dolarów i 320 euro. Niestety, w przypadku odmowy wróżki nie były już tak miłe i dokonywały ataku. Choć zostały ujęte po nieudanym napadzie na kobietę w Szklarach i grozi im do kilkunastu lat więzienia, nie poczuwają się do winy32.

Złodziejski proceder, którego pod pozorem przepowiadania przyszłości dopuszczały się wspomniane kobiety, w żadnym razie nie był ich autorskim pomysłem, skoro podobne praktyki odbywały się w dawnych czasach. Z drugiej strony osoby związane z wróżbiarstwem niejednokrotnie występowały – i do dziś występują – po stronie prawa, pomagając w odnalezieniu złodziei albo zaginionych osób i przedmiotów.

Jeśli chodzi o Kraków, znamienna była próba udziału nieznanej z nazwiska wróżki w aferze dotyczącej największego oszustwa okresu dwudziestolecia międzywojennego, kiedy to rzekoma hrabina, która bogaciła się na naiwności absztyfikantów adorujących ją od Kaukazu po Paryż, zgłosiła na policji kradzież. Pod datą 23 stycznia 1932 roku dziennikarz „Czasu” donosił w sensacyjnym tonie:

Olbrzymia kradzież w Grand Hotelu. Wczoraj wieczorem niejaka Maria Ciunkiewiczowa, zamieszkała w hotelu Grand, zgłosiła w wydziale śledczym w Krakowie, że w czasie między 20 a 22 bm. skradziono jej przez wycięcie zawiasów w walizkach 6500 funtów szterlingów, 10 000 franków francuskich, większą ilość biżuterii oraz kilka futer, wyrządzając szkodę na około 1 200 000 zł. Ciunkiewiczowa mieszka stale w Paryżu33.

Sprawa natychmiast stała się przedmiotem zainteresowania szerokich kręgów, a śledztwo wykazało, że kradzież najprawdopodobniej została sfingowana w celu wyłudzenia odszkodowania. Ciunkiewiczowa najpierw została poddana badaniom psychiatrycznym, a w końcu postawiona przed sądem, przed którym w drugim dniu rozprawy przedstawiono złożone telefonicznie zeznanie wróżki. Nieznana jasnowidząca miała podobno sen, w którym ujrzała dwóch mężczyzn podróżujących za Ciunkiewiczową z Paryża, przez Warszawę, po Kraków. Pod nieobecność rzekomej hrabiny złodzieje zakradli się do jej pokoju w Grand Hotelu, skąd pod osłoną nocy wynieśli pieniądze, biżuterię i trzynaście drogich futer, z którymi zbiegli potem do Wiednia. Uczynna wróżka wyraziła gotowość rozpoznania rzezimieszków, gdyby wpadli w ręce wymiaru sprawiedliwości, ale sąd nie włączył jej zeznania w poczet dowodów. Ciunkiewiczowa zaś wyrokiem z 17 grudnia 1932 roku została skazana za usiłowanie oszustwa, jednak do końca życia – podobnie jak jej obrońcy – utrzymywała, że jest niewinna34.

Pozostaje jeszcze pytanie, co miała na celu rzekoma wróżka, angażując się w proces. Raczej nie chodziło jej o dobro oskarżonej i wolno chyba założyć, że zrobiła to dla własnych celów. Może dla pieniędzy, a może dla reklamy, skoro przy tak głośniej aferze można było medialnie zabłysnąć. Jeśli takie miała zamiary, srodze się zawiodła. Poza tym pod znakiem zapytania pozostają jej umiejętności, skoro w toku śledztwa udało się wykazać, że Ciunkiewiczowa przyjechała do Krakowa bez cennych precjozów, a z dawnego majątku, straconego na zagranicznych giełdach, pozostało tylko kilka nadgryzionych przez mole futer, które zapewne spaliła w hotelowym piecu35.

1 A. Ginał, A. Szulc, Stacja Kraków, Warszawa 2004, s. 26–30.

2 J.W. Suliga, Tarot – między mrokiem a światłem, „Gnosis” 2000, nr 12, s. 11–31.

3 P. Kowalski, Leksykon znaki świata. Omen, przesąd, znaczenie, Warszawa 1998, s. 559; H. Szymanderska, Polskie tradycje świąteczne, Warszawa 2003, s. 24–27.

4 P. Kowalski, Leksykon znaki świata..., s. 559.

5 S. Udziela, Krakowiacy..., s. 58.

6 O. Kolberg, Lud..., seria 5, Krakowskie, cz. I, Kraków 1871, s. 308–309, J. Zinkow, Krakowskie podania, legendy i zwyczaje, Kraków 2004, s. 211–218.

7 O. Kolberg, Lud..., seria 5, Krakowskie..., s. 308.

8 P. Kowalski, Leksykon znaki świata..., s. 290.

9 S. Udziela, Krakowiacy..., s. 85–86.

10 P. Kowalski, Leksykon znaki świata..., s. 559.

11 B. Chmielowski,