Jak nie masz w głowie, to masz w biodrach - Agnieszka Węgiel - ebook

12 osób właśnie czyta

Opis

Żeby schudnąć, nie możesz być na diecie!
Przerobiłaś setki diet, na widok sałaty i brokułów robi Ci się słabo, a na odchudzające suplementy wydałaś o wiele za dużo? Chcesz schudnąć, bo wierzysz, że wtedy wszystko będzie łatwiejsze? Walczysz z kilogramami i coraz mniej lubisz siebie, za to frustracja i jojo nie odstępują Cię na krok? Zajadasz smutki i stres? Masz wrażenie, że to, jak i co jesz, znalazło się poza Twoją kontrolą?
Jak nie masz w głowie, to będziesz miała w biodrach – i zamiast się obrażać, czas wziąć głowę w obroty! Czas zrozumieć siebie, swoje myśli i emocje oraz to, skąd się biorą i dlaczego to one odpowiadają za to, że tyjesz, zamiast chudnąć, chociaż jesz coraz mniej. Czas poukładać relacje z jedzeniem. Z prawdziwym jedzeniem, a nie śmieciami, które wrzucasz w siebie. Czas dowiedzieć się, kim jesteś, i polubić siebie – to jedyna droga do szczupłej sylwetki i szczęśliwej kobiety.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 200

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


O KSIĄŻCE

Ta książka nie jest dla osób, których problemy z (nad)wagą są wynikiem chorób lub przyjmowanych leków. Może być natomiast punktem wyjścia do diagnozy. Jeśli sumiennie wdrożysz jej założenia, a Twoja waga ani drgnie – koniecznie wybierz się do lekarza, dietetyka, psychologa. I zacznij dbać o najważniejszą osobę w Twoim życiu.

Ta książka nie jest również dla mężczyzn, których z góry za to przepraszam. Nad problemem odchudzania pracuję z kobietami, sama też jestem kobietą, i do tego temat zrzucania wagi przerobiłam na własnej skórze – dlatego piszę do kobiet. Jeśli zdarzy się tak, że Ty, mężczyzno, sięgniesz po tę książkę, być może znajdziesz dla siebie rozwiązania i podzielisz się nimi ze mną. Powiesz mi, czy znasz opisane przeze mnie mity, czy używasz tych samych wymówek i czy to emocje i stres kierują Cię w nocy do lodówki, a w dzień do cukierni albo po dokładkę golonki. Być może zainspirujesz mnie do napisania książki dla Was, mężczyzn. Zrobię to z przyjemnością!

Jeśli natomiast jesteś Matką Polką, biznesmenką, nauczycielką, sprzedajesz w warzywniaku, dbasz o czystość i porządek w szkołach i biurach, masz tytuł profesorski i prowadzisz skomplikowane badania, zarządzasz wielką firmą albo małym domem, jednym słowem – jesteś kobietą z krwi i kości (na jednym lub dwóch etatach bądź prowadzisz własną firmę) – to ta książka jest dla Ciebie. A jeśli do tego zmagasz się z przeciwnościami losu w postaci zbyt wielu kilogramów, zbyt dużej ilości stresu i zbyt wielu emocji, które czasami wymykają się spod kontroli, to jestem pewna, że znajdziesz tu coś dla siebie.

Wszystko, co przeczytasz na kolejnych stronach tej książki, jest wynikiem moich doświadczeń w pracy coachingowej z osobami z nadwagą. Bez względu na to, co przeczytasz i jak odczujesz to, co przeczytasz, proszę, abyś pamiętała, że ani przez moment nie jestem przeciw Tobie. Moim celem nie jest zranienie Cię, a zbudowanie wraz z Tobą nowej świadomości siebie i swojej wagi. Jestem po Twojej stronie, ale nawet przez chwilę nie będę po stronie Twojej nadwagi.

W kolejnych rozdziałach zobaczysz, jak to się dzieje, że od lat jesteś na diecie, a w kwestii Twojej (nad)wagi niewiele się zmienia, a jeśli już, to na gorsze. Na początku obalę mity i obnażę wymówki, którymi się karmisz i usprawiedliwiasz. Później opowiem Ci o Grubej Ja, która razem z mózgiem steruje procesami chemicznymi odpowiedzialnymi za Twoje ciągi słodyczowe. Tutaj znaczącą rolę odgrywają emocje i stres, i im także poświęcę uwagę.

Dowiesz się również, skąd wzięły się Twoje złe nawyki i niesprzyjające przekonania związane z jedzeniem oraz dlaczego zmiana sposobu odżywiania się nie jest sprawą łatwą. Zresztą – jak każda zmiana. Ta wiedza pozwoli Ci lepiej poznać siebie i zrozumieć, skąd biorą się określone myśli, uczucia i zachowania, i – co najcenniejsze – zobaczyć, że możesz przejąć nad nimi kontrolę. Pokażę Ci również, co powinnaś jeść, żeby jeść smacznie, zdrowo i najadać się ulubionymi potrawami. Dlatego krótko, prosto i zwięźle powiem Ci, czym jest prawdziwe jedzenie i jak mądrze wybierać dobre węglowodany, białka i tłuszcze. Dowiesz się również, jak zaprzyjaźnić się z aktywnością fizyczną, i że nie chodzi w niej o bieganie maratonów ani uprawianie crossfitu.

A na koniec, kiedy już będziesz wiedzieć, jak sobie ze sobą (czyli z Grubą Ja, mózgiem, emocjami, stresem) poradzić, podam Ci jasne zasady i dobre rady, dzięki którym nie tylko naprawisz swoje relacje z jedzeniem, ale także pogodzisz się ze sobą, i nawet siebie polubisz.

Zatem – do dzieła!

NA POCZĄTEK: CZAS – STOP!

Jeśli liczysz na to, że to nie będzie kolejny poradnik, w którym przeczytasz, że schudniesz, jak zaczniesz się ruszać i jeść racjonalnie, to go odłóż. Bo przeczytasz, więc szkoda Twojego czasu. Będzie – z tą różnicą, że będzie krótko, zwięźle i na temat. I że nie zawsze będzie miło i sympatycznie. Nie będę owijać w bawełnę; będę walić między oczy i czasem zrobi Ci się przykro. Dlaczego? Bo przeczytałaś już niejeden profesjonalny, elegancko napisany poradnik i nadal jesteś gruba. Gdyby chudło się od samej wiedzy, jaką do tej pory dostałaś w formie książek, artykułów i programów telewizyjnych, badań naukowych, skomplikowanych opisów procesów chemicznych i ćwiczeń mających zbudować dobre nawyki, nosiłabyś rozmiar 36 albo 38 już dawno temu. A tymczasem utrzymujesz na wysokim poziomie standard życia przedstawicieli firm farmaceutycznych, bo na kolejne tabletki odchudzające w dzień i w nocy wydajesz krocie. Ewentualnie chudniesz w tydzień na Dukanie czy innych plażach południa, a potem w dwa dni zdobywasz Mount Everest jo-jo. I wracasz do punktu wyjścia. A w związku z tym, że znów udowodniłaś sobie, że nie dasz rady schudnąć, że widocznie takie masz geny, że może spróbujesz jutro – siadasz z orzechówką i chipsami przed telewizorem.

W Twojej głowie co jakiś czas zapala się światełko z napisem: „jestem gruba, brzydka, beznadziejna”. W związku z tym olewasz makijaż i wkładasz ciuchy podkreślające każdą Twoją komórkę tłuszczową, bo przecież, jak twierdzisz, przy Twojej tuszy nie ma sensu się malować, czesać, ubierać. Skazujesz się na męki i idziesz na całość – możesz być niemiła, opryskliwa i wulgarna do kompletu, bo Ci wybaczą – w końcu jesteś gruba. Albo, na drugim biegunie – możesz być słodka, uprzejma i wazeliniasta – będą Ci współczuć, litować się i podsuwać czekoladki. Grubych przecież trzeba pocieszyć, a głodnych nakarmić.

Poza odchudzaczami półka w Twojej biblioteczce ugina się od poradników dietetycznych, ale dziwnym trafem jesteś chlubnym wyjątkiem potwierdzającym regułę, że NA CIEBIE te metody nie działają. Popatrz tylko, taka jesteś wyjątkowa! Zacznij grać w totka!

A poważnie… Tak jak napisałam wcześniej – jestem po Twojej stronie, ale nie po stronie Twojej nadwagi. Dlatego nie zamierzam razem z Tobą użalać się nad Twoim losem, bo doskonale wiem, przez co przechodzisz. I chociaż czasem będzie Ci przykro, pamiętaj, że jestem po Twojej stronie, na każdej kartce tej książki i z każdym kilogramem, który dzięki niej stracisz. Sama przerobiłam setki diet, odchudzaczy i poradników. I z każdym tyłam bardziej. Znam ten problem od podszewki, przetrenowałam na sobie i trenuję nadal. I nie jestem chuda, brakuje mi do chudości całkiem sporo. Jestem w normie. Standardowy rozmiar 38 z reguły pasuje, chociaż w biodrach nie zeszłam nigdy poniżej setki. I z tym mi dobrze, lubię siebie i lubię swój tyłek (tym większy, im węższa talia).

Dlatego dla Twojego dobra będę szczera do bólu i głośno nazwę to, czego udajesz, że nie widzisz, albo co starannie ukrywasz sama przed sobą. Czasem coś wyolbrzymię, czasem przejaskrawię, a Ty za każdym razem zamiast się obrażać, pamiętaj, że robię to w trosce o Ciebie i Twoje zdrowie. Możesz się złościć, wkurzać, kląć i złorzeczyć. O to mi chodzi. Żebyś pomyślała o sobie, swoim życiu, odchudzaniu i szczęściu inaczej niż do tej pory. Na poważnie. Bo życie jest fajne i Ty też jesteś fajna. I możesz o wiele więcej, niż Ci się wydaje. Również w kwestii odchudzania.

Jeśli w to wchodzisz, musisz – w pewnym sensie – zatrzymać czas i pożegnać się ze sobą taką (grubą, smutną i sfrustrowaną), jaką nie chcesz być. Zatrzymać czas, czyli zamknąć pewien rozdział, zrobić porządek, wyrzucić z głowy i diety różne śmieci, dogadać się ze sobą. Chcę Ci w tym pomóc, ale droga nie będzie łatwa. Musisz być gotowa na mocne słowa i trudne pytania, na to, że obnażę niejeden Twój grzech. Oczywiście zawsze będziesz mogła wybrać i udawać: „ja nigdy…”, „ja zawsze….”. I wtedy zostaniesz tam, gdzie jesteś. Z kilogramami nadwagi i toną frustracji. I każdego dnia będziesz patrzeć w lustro na wielką kupę nieszczęścia, której znowu się nie udało.

Nie udawaj zatem, że Cię obrażam, gdy mówię, że jesteś gruba. Bo jesteś? Szczupli jakoś się nie obrażają, gdy mówi się im, że są szczupli. Masz problem, a ja chcę Ci pomóc. Nawet jeśli zrobię to inaczej niż wszyscy do tej pory. Być może nie jesteś na to gotowa, być może wcale nie chcesz schudnąć. Być może boisz się, jak będzie wyglądało Twoje życie w rozmiarze M lub S. Ja chcę tylko, żebyś przestała udawać i powiedziała sobie: biorę się w garść i będę szczęśliwa (bez względu na to, czy gruba, czy chuda).

Uprzedzam – nie schudniesz łatwo, szybko i przyjemnie. Gdyby chudnięcie było proste, nie pisałabym tej książki, a Ty nosiłabyś rozmiar 38. Za to, jak już się za nie weźmiesz, to gwarantuję Ci, że nic i nikt nie stanie Ci na drodze. Czytając, z pewnością nie raz pomyślisz: ale ja to wszystko wiem… Przykro mi, ale nie wiesz. Kiedyś być może przeczytałaś, obiło Ci się o uszy. Od teorii nie schudniesz. Schudniesz, jak się nauczysz i zaczniesz działać. Ze świadomością, że tego chcesz, i że to wymaga samodyscypliny. Albo nadal będziesz się łudzić, że od tabletki zjedzonej wieczorem schudniesz w czasie snu! Przecież nawet dziecko w to nie uwierzy, a Ty nie dość, że wierzysz (?), to wydajesz na to pieniądze (też swoje wydałam).

Świat nie jest sprawiedliwy! Najwyższa pora pogodzić się z tym, że Zośka i Alina mogą chipsy przegryzać frytkami i popijać shakiem czekoladowym, i nic! A Ty tyjesz, przechodząc obok półki ze słodyczami w sklepie (znam to z autopsji). Oczywiście możesz to mieć w głębokim poważaniu i tyć, skoro świat jest taki wredny. No, powiem Ci, zrobisz na złość światu. Zatrzyma się i zaduma nad Twoim losem. A prawda jest taka, że na złość zrobisz tylko sobie. Bo masz wszystko, żeby być szczupłą i zdrową. A Zośka i Alina będą co najwyżej szczupłe.

Jest też dobra wiadomość – będziesz musiała jeść więcej tego, co lubisz i nie będziesz musiała jeść tylko sałaty. Brzmi nieźle?

A jeśli masz dość tłumaczenia wszystkim, że nie zjesz dzisiaj tortu, bo się odchudzasz, to mam dla Ciebie kilka pomysłów, które pozwolą Ci poradzić sobie z natrętnymi ciociami i życzącymi Ci jak najwyższej wagi pseudokoleżankami. Bo od jednego kawałeczka nie przytyjesz, a poza tym jesteś przecież szczuplutka. Ja mam dwa sposoby.

Pierwszy – asertywnie mówię NIE i zmieniam temat. Ewentualnie powtarzam „nie, dziękuję” jak zdarta płyta, aż przeciwnik się podda i mruknie pod nosem, że jestem stuknięta.

Drugi – mówię, że jestem uczulona na cukier. Z tym z reguły nikt nie dyskutuje w czasach, kiedy uczula absolutnie wszystko. A jeśli już ktoś pyta, czym się to uczulenie objawia, to zwykle mówię, że wyłażą mi na ciele okropne, tłuste wałeczki. I kończę temat na wesoło.

Jeśli jeszcze tu jesteś i zastanawiasz się, jak by to było wreszcie przeczytać coś, schudnąć i wejść w swój wymarzony rozmiar, zapraszam. Pamiętaj, Ty wybierasz i Ty decydujesz, czy będziesz szczupła i szczęśliwa. Zawsze bowiem możesz pozostać gruba. Ale po przeczytaniu tej książki będziesz gruba i szczęśliwa, bo to Ty podejmiesz decyzję, a nie Gruba Ja (o niej dowiesz się za chwilę).

Co dalej?

Głowa i biodra – o myśleniu i jedzeniu

Twoim kluczem do sukcesu jest zbudowanie świadomości, a Twoim mottem – jestem, więc myślę. Będziesz musiała zaprzyjaźnić się ze sobą i polubić siebie tak naprawdę i na maksa. I jedyne, o czym od teraz będziesz musiała pamiętać, to uważność. Uważność na siebie.

Uważność jest czymś więcej niż zwykłym uważaniem czy zwracaniem uwagi. W uważności chodzi o to, żebyś nauczyła się dostrzegać i rozumieć nie tylko to, co się dzieje wokół Ciebie, ale również to, co w związku z tym czujesz i co się dzieje z Tobą, gdy różne uczucia się pojawiają. Jeśli zaczniesz o nich myśleć, przejmiesz kontrolę nad niespodziewanymi wybuchami emocji i powrotem do rzeczywistości z głową w lodówce albo pod koniec pudełka litrowych lodów. Już powiedziałam – nie będzie łatwo, nie będę Cię oszukiwać. Da się, pewnie, że się da, jeśli tylko włożysz w to odrobinę wysiłku. I pod warunkiem, że naprawdę będziesz chciała zrobić dla siebie coś dobrego. Wreszcie dla siebie. I tak, to będzie egoistyczne, ale paradoks tego egoizmu polega na tym, że korzyści będą czerpać również wszyscy, na których Ci zależy.

Notowałaś kiedykolwiek wszystko, co zjadasz w ciągu dnia? Nie? Nawet gdy piąta z rzędu dietetyczka kazała Ci to zrobić?! No tak, przecież Ty wiesz lepiej, że ta metoda na Ciebie nie działa oraz co jest konieczne w drodze po szczupłą sylwetkę. Jesteś specjalistką w tej dziedzinie i nikt Ci nie będzie mówił co masz robić! Ależ oczywiście! Bo tak w ogóle, to Ty strasznie mało jesz. Jak wróbelek. Dopóki nie zaczniesz notować. Chcesz się założyć?

Jak pytam moje klientki w trakcie coachingu, co lubią jeść, to wymieniają: łososia, skrzydełka pieczone, risotto, fileta z pieczarkami, pierogi, pizzę. Jak sprawdzam ich dziennik żywieniowy, to widzę: snickersy, paluszki, prince polo, drożdżówki, tost z serem, zupę z torebki, gorący kubek, ziemniaki z gorącego kubka, obwarzanek, parówki, kabanosy, kisiel, budyń, serek homogenizowany waniliowy, deser ryżowy. A gdzie te potrawy, które naprawdę lubią? Nie mam czasu, nie potrafię, w restauracji – raz w miesiącu. Znasz to?

Nadal dziwisz się, że Twoje spodnie kurczą się z dnia na dzień? I nadal uważasz, że gotowanie jest trudne i zajmuje dużo czasu? A masz piekarnik? Nie, piekarnik nie służy tylko do pieczenia ciast! Ja też nie lubię gotować. Robię to, bo chcę jeść zdrowo, ale żeby mi to sprawiało przyjemność? Przyjemność sprawia mi jedzenie tego, co lubię. Dokładnie tego, na co mam ochotę.

Odkąd przeniosłam gotowanie do piekarnika, życie stało się prostsze. Wyobraź sobie, że zjadłabyś łososia z frytkami (!) i fasolką szparagową. Trudne? Łososia przyprawiasz solą, pieprzem i ziołami, obok rozrzucasz dwa pokrojone ziemniaki, skrapiasz wszystko sokiem z cytryny i oliwą i wszystko na 25 minut wkładasz do piekarnika. W tym czasie na parze w garnku gotuje się fasolka. W pół godziny masz obiad jak z restauracji. A przygotowanie zajęło Ci 7 minut. Będziesz musiała odpocząć, gotowanie jest męczące. Czy to danie jest dietetyczne? W porównaniu z tym, co jesz teraz – jest megazdrowe i smaczne! Poza tym nie musi być dietetyczne, ma być prawdziwe (ale o tym potem). A do tego ma zdecydowanie mniej kalorii niż mrożona pizza i kremówka na deser.

Barszcz ukraiński – uwielbiasz? Super! Wersja ekspresowa – mrożonka do garnka, zalać wodą, doprawić ziołami, na talerzu zabielić jogurtem. 20 minut gotowania, Twój wkład to dwie minuty. Odpocznij!

Ja Ci nie powiem, żebyś rwała buraki w zroszonym polu albo jeździła 20 km do gospodarstwa ekologicznego. Być może kiedyś będziesz tak robić, dziś zacznij normalnie jeść. Po prostu, nie cuduj z ananasem i ośmiornicą, zrób listę tego, co lubisz, odchudź to trochę (jogurt zamiast śmietany i piekarnik zamiast patelni) i schudnij, jedząc smacznie i zdrowo. I wreszcie bądź szczęśliwa. Odchudzanie to nie sałata!

„Jak nie masz w głowie, to masz w biodrach”. Zaintrygowało Cię to? A może tytuł tej książki Cię wkurzył? Pomyślałaś: „phi, że ja nie jestem mądra? Że ja niby nie wiem?”. I dlatego nie mieścisz się w żadne spodnie, nawet plus size? „Wiem wszystko doskonale. Tylko że mi się w zasadzie nie chce odchudzać, bo jakby mi się chciało…”. To dlaczego płaczesz na widok swojego odbicia w lustrze?

A może pomyślałaś: „święta prawda, nie umiem, nie potrafię, niech mi ktoś pomoże, bo nic nie działa!”?

Obie wersje mówią jedno – odchudzanie to nie bułka z masłem (chyba że na śniadanie, pełnoziarnista z pomidorem). Odchudzanie to zmiana. Zmiana, która musi zostać wprowadzona raz na zawsze (a po przeczytaniu tej książki wreszcie będziesz wiedziała, jak to zrobić). Bo doskonale wiesz, jak kończyły się Twoje dwutygodniowe, miesięczne albo półroczne Dukany, 1000 kcal, kapuściane. Klęską, porażką i dodatkowymi kilogramami. I co z tego, że przez tydzień byłaś w euforii, bo schudłaś pięć kilogramów? Leciałaś po kieckę w mniejszym rozmiarze, a zaraz potem na lody, bo trzeba to uczcić. Zdarzało się, że kiecka jeszcze przed powrotem do domu robiła się za ciasna. Smutne? Prawdziwe?

Jak to się dzieje, że z okładek magazynów patrzą na Ciebie piękne, smukłe, szczęśliwe kobiety? Te same, które w reklamach jedzą ptasie mleczko, lody i czekoladki, i z lekkością piórka w rozmiarze 36 padają w ramiona umięśnionego księcia z bajki? A Ty po zjedzeniu batonika przez pięć minut czujesz się błogo, by zaraz potem spojrzeć w lustro (pod warunkiem, że jeszcze masz odwagę) i zostać rozszarpaną przez własne, osobiste wyrzuty sumienia. Gdzie byłyście, gdy przy kasie dorzuciłam do zakupów batonik w rozmiarze XXL?! I dlaczego, do diabła, przy kasie nie leżą warzywa i owoce?

Każde odchudzanie, które ma przynieść długotrwały efekt, musisz zacząć od głowy. Bo w głowie leży przyczyna Twojej wagi (i nadwagi). Bez głowy daleko nie zajedziesz, ewentualnie do najbliższego jo-jo, które, jak wiesz z doświadczenia, dopada Cię prędzej czy później. Musisz wziąć się pod lupę, rozłożyć na czynniki pierwsze, zrozumieć, o co Ci chodzi, i opracować instrukcję obsługi samej siebie. Nie po to, by dać ją innym. Po to, by każdego dnia mieć ją w torebce i sięgać po nią, gdy znów przy kasie zaatakuje Cię czekolada.

Uwierz mi, nie jesz czekolady dlatego, że ją lubisz. To Twoja Gruba Ja ją uwielbia, bo dostarcza jej cukru i tłuszczu w najczystszej postaci. Gdybyś lubiła czekoladę, a nie cukier w niej zawarty, kupowałabyś gorzką. Skrzywiłaś się na samą myśl? No to masz odpowiedź. Jesteś uzależniona od cukru. I w zasadzie to nie Twoja wina. Za to teraz, wszystko zależy wyłącznie od Ciebie. Wiesz, że odchudzacze w tabletkach nie działają, herbatki też nie, na liposukcję na szczęście Cię nie stać (albo poziom desperacji jeszcze nie sięgnął zenitu, również na szczęście), bo efekt też szałowy nie jest. Ani gwarantowany na lata.

Twoje odchudzanie będzie skuteczne dopiero wtedy, gdy:

dowiesz się, jak działa Twój organizm (głównie mózg);

poznasz metody, którymi naprawisz wadliwie działające systemy;

zaczniesz je stosować w codziennym życiu.

Co? Już masz dość? Nadal liczyłaś, że jednak okaże się, że mam w sprzedaży czarodziejską różdżkę, którą ode mnie kupisz za stówę, machniesz dwa razy i staniesz się piękna, szczupła i szczęśliwa? Uwierz wreszcie, nikt tego za Ciebie nie zrobi. Dałaś się nabrać tyle razy i nadal naiwnie marzysz, że może kiedyś złowisz złotą rybkę, która rozwiąże Twoje problemy? A tymczasem posiedzisz na kanapie z butelką piwa i paczką chipsów, i poużalasz się nad swoim losem. Poza tym nie masz nawet wędki i nigdy nie byłaś na rybach, więc powodzenia!

Jeśli jednak chcesz przejąć kontrolę nad swoją wagą i życiem (bo uwierz mi, oprócz tego, że schudniesz, zauważysz pozytywne zmiany we wszystkich sferach swojego życia), zapraszam.

Po co Ci wiedza? Teoria, którą często ignorujemy na rzecz praktyki? Praktyka jest istotna, ale w Twoim wypadku chodzi o zmianę (życiową, powiedziałabym nawet), a żeby zmiana zaszła i była trwała, musisz dowiedzieć się, co sprawiło, że wylądowałaś z 15 kg nadwagi na kanapie z moją książką w ręce. Na dodatek odchudzasz się od 10 lat. Bezskutecznie. Jakieś pomysły?

Informacje, które tu dostaniesz, musisz wykuć na blachę i przestać udawać, że zapomniałaś. To będzie Twój oręż w walce z Grubą Ja. Bo czeka Cię walka. Zapomnij o tym, że sięganie po czekoladę jest Twoją słabością. To Gruba Ja robi wszystko, żebyś nie schudła ani grama. I czekolada w Twoich rękach to jej działanie, a nie Twoja słabość. Koniec z użalaniem się i hołubieniem sierotki Małgosi, Grażynki czy Ani. Od dzisiaj to nie sierotka, tylko obrzydliwa, tłusta, spocona i zasapana gruba część Ciebie – Twoja osobista Gruba Ja.

Gruba Ja odpowiada również za to, że nie jadasz normalnych posiłków. Twój dzień składa się z jednego niekończącego się przegryzania i podjadania, w trakcie którego dorzucasz pierogi na lunch albo pizzę na kolację. Na dodatek zupełnie nie kontrolujesz tego, co i w jakich ilościach zjadasz. Bezmyślne jedzenie doprowadziło Cię tu, gdzie jesteś teraz. Do nadwagi, złości i frustracji, bo inne są szczupłe, a Ty jedyna gruba.

I.WIĘCEJ W GŁOWIE…

Pewnie dobrze wiesz, że często (a może nawet zawsze) robiąc porządki – sporej liczby rzeczy się pozbywasz. Wiele cennych „przydasiów” okazuje się zwykłymi śmieciami, które zajmują cenne miejsce i obrastają kurzem. Niestety nie tylko Twój dom czy mieszkanie wypada posprzątać. W Twojej głowie również przechowujesz różne śmieci, na których nadbudowujesz swój stosunek do siebie i do jedzenia. I dlatego trzeba zrobić w głowie porządek i trochę z niej wyrzucić. Tym zajmiemy się najpierw.

I pewnie tak samo dobrze wiesz, że często (a może nawet zawsze) porządki robi się dlatego, że coś nowego nam przybyło. Nowa sofa – potrzebuje więcej miejsca; nową książkę – trzeba gdzieś wcisnąć na półkę; nową sukienkę – trzeba upchnąć na wieszaku w szafie. Tym razem jest nie inaczej. Po porządkach przejdziemy do tych spraw, które muszą się w głowie znaleźć. Pewnie wiele z tego, o czym Ci powiem – doskonale wiesz. Ale będą też rzeczy nowe, niektóre sobie uświadomisz, a na inne zwrócisz uwagę albo zobaczysz je z nowej perspektywy.

1. Geny, hormony, głodówki – pozbądź się mitów!

Czas rozprawić się zatem z mitami, legendami i pobożnymi życzeniami, które produkujesz, żeby uzasadnić zgodę na panoszenie się Grubej Ja (poznasz ją w kolejnych rozdziałach). Wmawiasz sobie, że istnieją racjonalne powody braku efektów Twoich licznych prób odchudzenia nadprogramowych kilogramów. To normalne, że szukasz usprawiedliwień. Lepiej się wtedy czujesz, zwłaszcza że wierzysz w te brednie, ewentualnie udajesz, że nie dostrzegasz ich absurdu. A że tutaj nie będzie miło, to zamierzam je obalić z hukiem. Wytrącę Ci z ręki ostatnie narzędzia Grubej Ja do walki z tą częścią Ciebie, która próbuje być szczupła, zwinna i zdrowa. Gruba Ja produkuje niezliczone ilości mitów i wymówek. A Ty, chociaż czujesz, że są naciągane, to udajesz, że tego nie widzisz, i z wielką wiarą i przejęciem tłumaczysz wszystkim, że przecież Ty w zasadzie nic nie jesz. I w zasadzie nie chudniesz nawet na sałacie. No, taki masz organizm. Koń by się uśmiał. Słyszysz, jak to brzmi? Żałośnie!

To wszystko przez geny

Przykro mi – to jedna z największych ściem, jakie zostały wymyślone przez kobiety, które nie potrafią zapanować nad swoim obżarstwem. Oczywiście, w genach masz zapisane pewne predyspozycje, ale one mogą co najwyżej zwiększać ryzyko otyłości albo tycia w określonych partiach ciała. I przybierać formę gruszki albo jabłka.

Mam grube kości

No, popatrz! Też kiedyś się tak usprawiedliwiałam. A pamiętasz Agnieszkę Chylińską 15 lat temu? Ta to miała grube kości! Dałabym sobie rękę uciąć, że ona nie jest w stanie schudnąć do rozmiaru, który dzisiaj nosi (i nie dyskutujemy, czy wygląda dobrze, czy źle). Byłam pewna, że przy jej grubokościstej budowie może być co najwyżej szczupła, ale nie chuda. I co? Nadal wierzysz, że nie będziesz szczupła, bo tak jak Chylińska masz grube kości?

Poza tym grube kości ma ok. 20% populacji, z reguły są to ludzie wysocy i dobrze umięśnieni. Do Twojej wiadomości – nawet jeśli jesteś tak wyjątkowa, że należysz do tego grona, to grube kości zwiększają Twoją wagę zaledwie o 4,5 kg, a nie o 20, które nosisz. Jesteś gruba, bo jesz byle co i za dużo. To nie wina kości.

Mam wolną przemianę materii

Bardzo możliwe. I masz też dwa wyjścia:

podkręcić ją – nie musisz od razu przeprowadzać się do siłowni albo biegać po 10 km dziennie. Na początek zacznij w ogóle się ruszać. Jeśli siedzisz osiem godzin przy biurku, to musisz zacząć robić coś więcej, niż chodzić do kuchni po kawę albo do toalety. Na przykład chodzić piechotą do pracy te trzy przystanki czy wchodzić na czwarte piętro, zamiast wjeżdżać windą. Słyszałaś już nie raz te dobre rady? Ale oczywiście na Ciebie chodzenie po schodach nie działa? Weszłaś dwa razy, a waga ani drgnęła?;

jeść mniej – z wiekiem faktycznie nasza przemiana materii spowalnia. A Ty, wyposażona w tę wiedzę, musisz dopasować ilość pożywienia do nowej, wolniejszej rzeczywistości. I tyle.

A że dużo starsza