Jak dbać o wizerunek w mediach społecznościowych - Tomasz Reich - ebook + książka

Jak dbać o wizerunek w mediach społecznościowych ebook

Tomasz Reich

0,0
27,32 zł

lub
Opis

Jak dbać o wizerunek w mediach społecznościowych? to pozycja, której dotąd nie było na rynku. W jednym miejscu znajdziesz praktyczne informacje o wszystkich platformach social mediów, oparte przede wszystkim na realnych przykładach z sieci.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 186

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Wprowadzenie

Dlaczego akurat teraz? Przez piętnaście lat zbierałem się, żeby to zrobić. Szukałem argumentów i próbowałem samego siebie przekonać, że już nadszedł ten czas. Byłem wobec siebie niczym Akademia Filmowa przed przyznaniem Oskara Leonardo Di Caprio. „Dobry jest, bo nie dostał” – padały komentarze. Już tyle razy był o krok, już tyle razy miał go prawie w kieszeni. Był pewniakiem.

Tak samo mnie, przez kolejne lata, udawało się omijać temat mediów społecznościowych wielkim łukiem. Wielu ekspertów w USA i w Polsce pisało o social mediach. Mniej lub bardziej udolnie. Jakby chcieli odczarować świat, udowodnić innym, że w zasadzie nic wielkiego się nie stało. Po prostu dawniej nie było Facebooka, nikogo nie obchodziły tweety. Nikt nie liczył lajków na Instagramie. To wszystko przecież było nieistotne.

Było. Do chwili gdy świat stworzył wirtualne społeczności, w sposób niemal niezauważalny przeprowadzając na portale społecznościowe życie codzienne miliardów ludzi. Na komputery, tablety i smartfony. Kto by pomyślał, że komórka będzie służyła do czegoś więcej niż do prowadzenia rozmów telefonicznych, wysyłania wiadomości tekstowych SMS i MMS-ów?

Dziś posługując się komórką, płacimy rachunki, wysyłamy prezentacje do pracy, sprawdzamy prognozę pogody, robimy zakupy, podtrzymujemy znajomości. Słuchamy muzyki, oglądamy filmy, czytamy książki, przeglądamy kolorowe magazyny – słowem, żyjemy. Tak, żyjemy w wirtualnej przestrzeni. I wszystko byłoby dobrze, gdyby ktoś nauczył nas, jak żyć w tej wirtualnej społeczności. Żeby nauczył nas poruszać się w niej i nawiązywać znajomości z...

Szacunkiem. Klasą. Kulturą osobistą.

Rodzice od najmłodszych lat powtarzali mi, żeby mówić „dzień dobry” sąsiadom, ustępować miejsca w tramwaju, otwierać drzwi przed kobietami, nie rozmawiać w czasie posiłku. To wszystko było we mnie i w kilku pokoleniach zakodowane niczym kulturowy genotyp. I nagle znaleźliśmy się w całkowicie nowej przestrzeni, gdzie każdy może wszystko. Każdy ma prawo wypowiadać się na każdy temat, nawet jeśli nie posiada do tego kompetencji ani wiedzy. Może dać mi wirtualnie w pysk, komentując post. I nikt się nie obruszy, nie stanie w mojej obronie. Każdy korzysta z bezkresnej wolności. Tak przynajmniej może się wydawać.

Fakt – napisano milion książek o tym, jak komunikować markę czy firmę w social mediach. Milion książek pełnych wskazówek, co robić, żeby odnieść sukces, prowadząc kawiarnię w Nowym Jorku czy w Warszawie. Miejsce fizyczne nie ma większego znaczenia, bo świat skurczył się do Facebooka i kilku innych portali społecznościowych, w których żyjemy przez całą dobę, po omacku próbując samych siebie utwierdzić w przekonaniu, że nasze zachowania online nie mają większego znaczenia ani wpływu na nasze życie. To przecież tylko wirtualna zabawa. Przecież nie może mieć znaczenia komentarz na Instagramie czy jakaś durna fotka z imprezy z drinkiem. Prawda?

Zupełnie nie docierają do nas wiadomości o nastolatku, który powiesił się, bo nie mógł znieść presji i nienawiści, z którą miał codziennie do czynienia w internecie. Co z tego? To tylko posty, wpisy. Możesz je skomentować, ocenić. Przy okazji dowiesz się, o jakiej porze dnia najlepiej publikować posty na fanpage’u, żeby zdobyć największy zasięg i interakcję.

Pora sobie uświadomić, że świat się zmienił. Być może na zawsze. Nie widać tego, gdy wrzucasz na swój profil selfie na tle Burj Khalifa czy Pałacu Kultury i Nauki, ale media społecznościowe mogą być równie skutecznym – a przez to bardzo niebezpiecznym – narzędziem do mobbingu, stalkingu, pomawiania, kłamstwa, manipulowania, plotkowania i obśmiewania.

Musimy nauczyć się żyć w tej wirtualnej przestrzeni tak, aby jak najmniej ranić innych. Oczywiście, będziemy popełniać błędy; w życiu w realu też je popełniamy. Ale umiemy też – lepiej lub gorzej – przeprosić, zrehabilitować się, naprawić szkodę, zadośćuczynić. W sieci wszystko dzieje się szybko – kilka miliardów operacji na sekundę, zgodnie z taktowaniem procesora. Czasem to zbyt szybko. Szkoda została wyrządzona. Nie naprawisz złego pierwszego wrażenia.

Świat online nie ma granic, więc możemy poznać i zrazić do siebie każdego: prezydenta Stanów Zjednoczonych i sąsiada po drugiej stronie ulicy. A sposób, w jaki potraktujemy rozmówcę, będzie widoczny praktycznie dla wszystkich, nie tylko dla tej osoby.

W sieci rodzą się związki, intrygi, poznajemy przyszłych pracodawców i całkowicie nowych ludzi. W mediach społecznościowych budujemy swój wizerunek. Pewnie zdarzyło ci się nawet przeczytać regulamin któregoś portalu społecznościowego, może słyszałeś gdzieś pojęcie netykiety. Ale kto w ogóle by się tym martwił? Sieć daje anonimowość, tak przynajmniej dotąd wszyscy myśleli. Jest świetnie, mogę zrobić co chcę i do tego świetnie się bawię. Do czasu kiedy nagle otrzymasz wypowiedzenie z pracy lub ktoś z twoich znajomych po twoim wpisie targnie się na życie (swoje lub twoje). Paradoksalnie to, co robimy w internecie, pozostawia trwałe ślady, których nie można ot tak po prostu wymazać. Nasze działania są widoczne w jednej sekundzie dla każdego.

Dlatego kwiecień 2016 roku to dobry moment, żeby w końcu to zrobić. Stało się. W mediach społecznościowych – tak jak na ulicy, w pracy, czy tramwaju – obowiązują pewne reguły i zasady savoir-vivre’u, których nie nauczysz się w domu ani w szkole. Poznaj zasady, bez których nie da się żyć w ogromnej społeczności, jaka powstała dzięki portalom społecznościowym. To tu będziemy rodzić się i umierać. Być.

Z szacunkiem.

Z klasą.

Z kulturą osobistą.

Bardzo na to liczę.

Rozdział 1Historia i pojęcie netykiety

Kilka lat temu napisałem na blogu, że jesteśmy pokoleniem, które umrze w sieci. Co więcej, pozostaną po nas trwałe ślady w wirtualnej rzeczywistości: profile na portalach społecznościowych, wpisy na forach dyskusyjnych, zdjęcia wrzucone na serwery w chmurze, skrzynki pocztowe, konta bankowe, rachunki za zakupy, konta na serwerach gier online. Ilość śladów, które pozostawiamy po sobie, jest wprost nie do wyobrażenia. Większość z nas żyje w przekonaniu, że są to tylko wirtualne i nic nieznaczące ślady, które prędzej czy później przepadną w odmętach wirtualnej sieci. Tymczasem właściciele portali społecznościowych digitalizują większość publikowanych przez nas danych i mają prawo z nich korzystać, np. Facebook ma prawo wykorzystywać nasze zdjęcia w celach promocyjnych i reklamowych.

Do niedawna żyliśmy też w przekonaniu, że w sieci jesteśmy całkowicie anonimowi. To oczywiście złudne poczucie, bo coraz bardziej precyzyjne narzędzia do badania preferencji internautów pozwalają określić nie tylko, kim jesteśmy, ale też, co lubimy i zasugerować, gdzie powinniśmy zrobić zakupy lub gdzie spędzić udane wakacje. Wystarczy wejść na dowolną stronę miasta, które nas zainteresowało, a nie opędzimy się od podpowiedzi na temat hoteli i atrakcji, które czekają na nas w tym regionie – nawet po opuszczeniu witryny. Handel danymi użytkowników mediów społecznościowych to ogromny biznes i każdy chce uszczknąć z niego coś dla siebie. Jest jeszcze jeden ważny czynnik, który wpłynął na niepisaną akceptację „wirtualnej inwigilacji”: poczucie bezpieczeństwa i zaufania, które stopniało po zamachach w Nowym Jorku z dnia 11 września 2001 r. Amerykanie są chyba najlepszym przykładem, jak bardzo i w sposób świadomy przeciętny obywatel pozwala się kontrolować w imię poczucia bezpieczeństwa. Od tamtego czasu zmieniło się przecież wiele: świat obiegły zdjęcia skutecznego ataku na kryjówkę Osamy bin Ladena, niewyobrażalnej prędkości nabrał Internet, większość użytkowników korzysta z sieci za pomocą urządzeń mobilnych. Mimo to uścisk cyfrowej inwigilacji wcale nie zelżał.

Świat wyglądał zupełnie inaczej w 1999 r., kiedy przystąpiłem do pisania pracy magisterskiej na temat netykiety w IRC i poczcie elektronicznej. W Polsce brakowało na ten temat jakiejkolwiek literatury, a dostęp do Internetu był w znacznym stopniu ograniczony. Korzystałem głównie z komputerów w bibliotece wydziałowej Filologii Klasycznej i Filologii Polskiej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Byłem uprzywilejowanym studentem, który na potrzeby pracy naukowej mógł w nieograniczonym wymiarze czasu korzystać z pecetów połączonych z siecią.

Co mnie sprowokowało do pisania pracy magisterskiej na ten temat? Już wtedy nurtowało mnie pytanie, jakie reguły będą obowiązywały w Internecie, do którego w nieodwracalny sposób przenosi się coraz więcej spraw codziennych załatwianych do niedawna w tzw. realu? Czy istnieje zbiór zasad, które należy i wypada znać, aby bez kłopotów poruszać się w wirtualnej rzeczywistości i do tego mieć wpływ na to, jak będą nas postrzegać inni ludzie w sieci? Bo choć zmieniają się nośniki, które pozwalają nam w zasadzie w nieograniczony sposób komunikować się z ludźmi, to pewne zasady pozostają niezmienne. Choćby pierwsze wrażenie.

Potrzeba kontaktu między ludźmi oraz chęć szybkiego przekazywania informacji to chyba największe wyzwania, jakim ludzkość stawiła czoło w XX w. Przyczyniło się to do rozwoju środków masowego przekazu i stworzenia Internetu. To bez wątpienia największe osiągnięcie cywilizacyjne minionego stulecia.

Tempo zmian jest na tyle błyskawiczne, że jeszcze w 1962 r. jako utopię traktowano teorię Herberta Marshalla McLuhana, kanadyjskiego teoretyka komunikacji, który wprowadził pojęcie wirtualnej wioski (global village), opisane szerzej w książce The Gutenberg Galaxy. Naukowiec ten stwierdził, iż ludzkość wkracza właśnie w wiek informacji, a elektroniczne media, zwłaszcza telewizja, stworzyły tak zwaną globalną wioskę, w której medium jest przekazem (tj. charakter środka komunikacji ma większy wpływ na odbiorcę niż sama przekazywana wiadomość). Kanadyjczyk nie przewidział, że niespełna 28 lat później, dzięki Internetowi, jego słowa staną się faktem.

Jestem przekonany, że mało kto czyta regulaminy portali społecznościowych przy zakładaniu konta czy poczty elektronicznej. To całkiem naturalne, że niechętnie czytamy zawiłe kodeksy, umowy kredytowe, a także instrukcje obsługi. Tymczasem założenie konta na portalu społecznościowym jest dla nas przepustką do wirtualnej przestrzeni, w której chcemy mieć udział. Przepustką, kluczem dostępu, a zarazem przyzwoleniem na większą lub mniejszą kontrolę naszych działań. Paradoksalnie sieć, która miała dawać jej użytkownikom wolność dzięki dostępowi do jej zasobów, narzuca na nas zasady, które musimy zaakceptować, aby być częścią wielkiej, globalnej społeczności. Okazuje się, że nasza swoboda ma pewne ramy, zaś wyrażanie poglądów na każdy temat – swoje granice i normy. Mniej oczywiste może być, iż łamanie reguł oraz zasad zawartych w regulaminach portali wiąże się z określonymi sankcjami, w skrajnych przypadkach z wykluczeniem z określonej grupy lub społeczności.

Z tego powodu powstała potrzeba zebrania, uporządkowania i udostępnienia zasad etykiety sieciowej (netykiety) dla użytkowników Internetu.

Potrzebę tę dostrzegli amerykańscy studenci, którzy w trosce o sprawną komunikację między sobą stworzyli kodeks dobrych praktyk. Kodeks ten stał się podstawą wszystkich późniejszych opracowań reguł obowiązujących użytkowników wirtualnej przestrzeni bez względu na kraj, z którego się z nią łączą. Zbiór ten nazwano netykietą. Opisane w nim zasady mają charakter uniwersalny. Ich znajomość jest konieczna w skutecznym budowaniu własnego pozytywnego wizerunku w sieci, w kontaktach prywatnych i zawodowych. Reguły te nabierają szczególnego znaczenia w dobie mediów społecznościowych, których szybkość i zasięg mogą okazać się przepustką lub gwoździem do trumny w naszych codziennych kontaktach ze światem.

Od początku zakładano, że stosowanie się do zasad korzystania z usług internetowych jest dobrowolne, ale użytkownicy sieci powinni liczyć się z faktem, że one istnieją1.

Netykieta ma charakter zwyczajowy, podobnie jak tradycyjne zasady przyzwoitego zachowania. W rolę rodziców, systematycznie karzących za ich nieprzestrzeganie, wcielają się administratorzy lub moderatorzy stron i portali internetowych. Ostatnio coraz częściej spotykamy się też z kontrolą między użytkownikami: łamanie netykiety powoduje zgłoszenie nadużycia przez użytkownika do administratora i odcięcie „niegrzecznego” osobnika (zbanowaniem) od określonej usługi internetowej. Tak było w przypadku IRC-a, z którego można było zostać wyrzuconym za używanie np. wulgaryzmów.

Za pierwszą publikację zawierającą podstawy netykiety uznaje się dokument autorstwa Arleny H. Rinaldi z Florida Atlantic University, wydany w 1992 r. Rinaldi, pracownik naukowy FAU, prowadziła wówczas kursy z podstaw wiedzy oraz pracy w Internecie.

Dokument opracowany przez Rinaldi był zbudowany z następujących działów:

Wstęp.

Wprowadzenie.

Poczta elektroniczna i pliki. Odpowiedzialność użytkownika.

Telnet.

Anonimowy FTP.

Komunikacja elektroniczna: e-mail, grupy LISTSERV, Usenet, listy mailingowe.

LISTSERV, listy mailingowe, grupy dyskusyjne.

 

Według Rinaldi, netykieta miała zapewnić dobre warunki pracy w środowisku wirtualnym poprzez uzmysłowienie użytkownikom, iż w internecie należy przestrzegać podstawowych reguł wzajemnego poszanowania oraz innych zasad, wynikających ze specyfiki tego medium.

To na użytkowniku spoczywa ostateczna odpowiedzialność za dostęp do Internetu i działania podczas korzystania z różnych usług sieciowych. Działania, które są rutynowo dozwolone w jednej sieci/systemie, mogą być kontrolowane lub nawet zabronione w innych, ale nawet najbardziej błyskotliwi administratorzy nie są w stanie wyłapać wszystkich uchybień. Każdy jednak może kontrolować się sam, stąd największa odpowiedzialność za utrzymanie porządku i kultury spoczywa na każdym użytkowniku sieci.

Rinaldi ostrzegała, iż „w szczególnych wypadkach może nastąpić odebranie przywileju pracy w sieci NA STAŁE, będące wynikiem akcji dyscyplinarnych, podejmowanych przez specjalną komisję powołaną do badania przypadków nadużyć w sieci”. Sformułowanie takie było możliwe ze względu na stosunkowo niewielki rozmiar sieci akademickiej FAU. Niemożliwe natomiast było – nawet wtedy, na początku lat 90. XX w. – powołanie organu, który sprawowałby nadzór nad globalną siecią oraz egzekwował wykonywanie kar przez siebie wymierzonych.

Wiele praktycznych sugestii zebranych w publikacji Rinaldi pozostaje nadal aktualnych i to nie tylko ze względu na zachowanie kultury wypowiedzi, ale też jakość pracy biurowej czy ogólnie bezpieczeństwo systemów informatycznych.

Zalecenia w rozdziale Poczta elektroniczna i pliki. Odpowiedzialność użytkownika odnoszą się do odpowiedzialności użytkownika za udostępniane treści oraz utrzymanie porządku, m.in. przestrzeganie limitów pojemności w elektronicznej skrzynce pocztowej. Są one następujące:

 

Sprawdzaj pocztę codziennie i przestrzegaj wyznaczonego limitu miejsca na dysku. Usuwaj niepotrzebne przesyłki, aby nie zajmowały miejsca na dysku. Przechowuj w swojej skrzynce tylko niezbędne przesyłki. Nie zakładaj, że tylko ty masz dostęp do swojej skrzynki pocztowej: ostrzeżenie odnośnie do bezpieczeństwa i jawności wysyłanych i przechowywanych w skrzynce przesyłek. Korzystaj z możliwości kopiowania przesyłek na dysk swojego komputera do późniejszego ich wykorzystania.

 

W drugiej części zaleceń autorka netykiety odnosi się do indywidualnych katalogów użytkowników (home directory) znajdujących się na dysku serwera:

 

Utrzymuj zawartość na poziomie niezbędnego minimum (...). Regularnie i często kontroluj, czy twój komputer (katalog) i dyskietki nie zostały zawirusowane, szczególnie po transmisji plików z innych systemów, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusów. Nie przechowuj na dysku niczego prywatnego, gdyż informacje te są dostępne dla osób o uprawnieniach wyższych od twoich, np. administratorów.

 

Kolejny dział dotyczy usługi Telnet. Te zalecenia nie mają większego znaczenia dla naszych rozważań, ale przytaczam kilka z nich w celu zachowania kompletności omawiania netykiety:

 

Wiele usług dostępnych przez Telnet posiada pliki z dokumentacją, dostępną online lub przez FTP. Ściągnij te pliki i zapoznaj się z nimi, zamiast blokować łącze podczas długotrwałych prób „nauczenia się” nowego systemu. Pamiętaj o innych użytkownikach, którzy chcą korzystać z danej usługi (...). Bądź przyłączony do innego systemu tylko na czas niezbędny dla uzyskania żądanej informacji, a potem odłącz się bez zwłoki. Uzyskane informacje powinieneś skopiować na swój komputer lub dysk (nie przetrzymuj ich na serwerze).

 

Trzeci dział tematyczny pracy Rinaldi nosi tytuł Anonimowy FTP. Sugestie w nim zebrane, podobnie jak w poprzednim dziale, są głównie instrukcją postępowania użytkownika podczas korzystania z usługi FTP(File Transfer Protocol). Wśród wielu zaleceń bardzo istotna jest reguła:

 

Kopiując programy, użytkownik jest odpowiedzialny za sprawdzenie i przestrzeganie warunków licencji i praw copyright. Jeżeli program jest ci przydatny w użytkowaniu, opłać (jeśli jest wymagana) autorowi opłatę rejestracyjną. Jeżeli masz jakieś wątpliwości, nie kopiuj programu (...). Dodatkowych informacji co do kopiowanych programów żądaj od autora danej aplikacji. Usuwaj niepotrzebne programy ze swojego systemu.

 

Następny dział toKomunikacja elektroniczna – e-mail, grupy LISTSERV, Usenet, listy mailingowe.

Piąta i ostatnia grupa zagadnień w etykiecie internetowej Rinaldi poświęcona jest grupom dyskusyjnym. Również ta część netykiety ma formę instrukcji obsługi określonych usług sieciowych. Zalecenia Rinaldi poprzedzone są krótkim wstępem, w którym autorka naświetla specyfikę listy dyskusyjnej jako narzędzia komunikacji. Znajdują się tu informacje odnośnie do natężenia komunikacji na listach, specyfiki różnych rodzajów list oraz czasu, jaki jest konieczny do bieżącej obsługi subskrypcji. Autorka proponuje uwzględnić wszystkie te czynniki przy podejmowaniu decyzji o zapisaniu się do danej listy. Zaleca również zapisać się wyłącznie do niezbędnych list dyskusyjnych.

Następnie wyliczonych jest 10 sugestii, które należy podzielić na dwie grupy.

Pierwsza odnosi się do treści korespondencji wysyłanej i odbieranej z listy, np.:

 

Dbaj, aby twoje pytania i komentarze odpowiadały tematowi danej listy. Nie wahaj się prowokować innych do dyskusji (...).

 

Drugą grupę stanowią zalecenia o charakterze technicznym, związane z zapisaniem lub wypisaniem się z listy czy zawieszeniem subskrypcji na określony czas, tj.:

 

Zapisując się do grupy, zachowaj otrzymane potwierdzenie zgłoszenia, aby ewentualnie móc się na nie powołać. Zapisuj się na listę, podając swój osobisty adres, a nie np. wspólny adres biura, katedry itp. Jeśli nie będzie cię w pracy ponad tydzień, wypisz się lub zawieś subskrypcje we wszystkich listach/grupach, do których należysz.

 

Większa część wskazówek i reguł zawartych przez Rinaldi w dokumencie o netykiecie jest stosowana do dziś i stanowi podstawy komunikacji międzyludzkiej obowiązujące w wirtualnej rzeczywistości. Nie znając ich, możemy popełniać błędy – niestety, nieznajomość zasad nie chroni nas przed ich konsekwencjami.

Znajomość tych zasad pomoże ci bezpiecznie poruszać się i skutecznie budować swój wizerunek w różnych mediach elektronicznych. Wymagania odnośnie do stosowanego języka przydadzą się podczas tworzenia korespondencji służbowej poprzez e-mail, zawierając znajomości na Facebooku lub odpisując na zapytanie klienta na LinkedIn. Choć sieć z każdym rokiem dostarcza nam nowych narzędzi do sprawniejszej komunikacji, to cały czas opierają się one na uniwersalnych zasadach netykiety, zrozumiałych dla członków zachodniego kręgu kulturowego.

Sądzę, że gdyby wszyscy stosowali się do tych prostych praktyk, żyłoby się nam o wiele przyjemniej. Znajomość netykiety pozwoli ci nie tylko nawiązywać nowe kontakty z ludźmi, ale też być postrzeganym jako osoba życzliwa, empatyczna, z którą warto nawiązywać znajomość prywatną i relacje zawodowe. Wypełnianie tych zasad w praktyce zaowocuje stworzeniem wizerunku osoby z klasą, co może zaprocentować wymarzonym kontraktem zawodowym czy też świetnymi relacjami ze współpracownikami. Klucz do tych osiągnięć leży w zasięgu klawiatury i twoich chęci. Pomyśl: Co robisz, gdy poznajesz nową osobę? Pierwszym i naturalnym ruchem jest wpisanie jej imienia i nazwiska do dowolnej wyszukiwarki internetowej i znalezienie informacji w internecie. Każdy twój ruch w sieci jest śladem i cenną informacją, która buduje twój wizerunek online, ale coraz częściej również offline. Na szczęście, masz wpływ na to, czy będzie on mieć charakter pozytywny.

1 Jest to definicja netykiety ze Słownika języka polskiego, pod red. L. Drabik i E. Sobol, Warszawa 2007.

Rozdział 2Co to jest wizerunek (marka własna) i dlaczego warto o niego dbać?

Marką w mediach społecznościowych jest każdy. Również ty, niezależnie od tego, czy ci się to podoba, czy nie. Pytanie zatem brzmi: Czy twoja marka jest dobra, czy zła? Wartościowa czy irytująca? Kulturalna czy prymitywnie chamska? I druga ważna kwestia: Czy masz świadomość tego, jaka jest twoja marka? Jak postrzegają cię inni? Jaki wizerunek prezentujesz swoim znajomym i pracodawcom, także tym potencjalnym? Wszystkie obietnice złożone w mediach społecznościowych można łatwo zweryfikować. Tym bardziej że CV, które wysyłasz, aplikując o pracę, to pretekst do sprawdzenia twojego ogólnego wizerunku, tego, co sobą reprezentujesz, jakie opinie krążą o tobie w sieci.

Według Jeffa Bezosa, założyciela Amazon.com, marką jest to, co ludzie mówią o tobie, gdy nie ma cię z nimi w jednym pokoju. Są to skojarzenia z tobą, twoimi umiejętnościami, cechami i zachowaniami. Określają, czego można od ciebie oczekiwać lub spodziewać się po tobie. Wielu pracowników ma dość porównywalne umiejętności i potwierdzenia kwalifikacji. Ale mogą być zupełnie innymi ludźmi, o różnym podejściu do pracy i swoich obowiązków – co zmienia wymiar jakości wykonywanej pracy oraz wpływa na ogólną ocenę uzyskanych efektów. Tym właśnie jest marka osobista – obietnicą składaną przez nas innym ludziom.

Budowę marki osobistej rozpocznij od zadania sobie kilku pytań. Zastanów się nad swoimi umiejętnościami, nad tym, co możesz zaoferować innym. Odpowiedz sobie szczerze na następujące pytania:

Co umiem robić najlepiej?

W czym osiągam najlepsze rezultaty?

Robienie czego sprawia mi największą przyjemność?

Co umiem robić lepiej niż większość ludzi?

Za co ludzie mnie chwalą? Jakie mam słabości, słabe strony?

Co dobrego mogę wnieść do firmy?

Co przeszkadza mi w osiągnięciu celu?

Czego szukają pracodawcy? Czy ja to mam? Skąd wiem, że to mam?

 

Tworzenie osobistej marki polega na odsłonięciu swojej prawdziwej, wyjątkowej twarzy i zaprezentowaniu jej światu. Budując markę własną, pracujesz na swój rachunek, swoją przyszłość, swoją karierę – nawet jeśli nigdy nie przyszła ci do głowy myśl o własnej działalności i zarabiasz godziwe pieniądze na etacie. Nic dziwnego, że posiadanie wiedzy z zakresu marketingu i mediów społecznościowych stało się szczególnie przydatne w internecie. Dzięki przemyślanej i świadomej strategii możesz wykorzystać swój talent i osiągnąć zaskakujące oraz wymierne korzyści. Świadome i konsekwentne wytyczanie celów pozwoli ci zdobyć wymarzoną pracę i realizować marzenia. Ale pamiętaj: w internecie bardzo łatwo jest zbudować własną markę – a jeszcze łatwiej jest ją zepsuć.

Rozwój nowych technologii sprawił, że praktycznie każdy człowiek urodzony i wychowany w zasięgu kulturowym cywilizacji zachodniej otrzymał proste i skuteczne narzędzia, poprzez które może pokazać światu, kim jest, co potrafi i co chce osiągnąć. Markę osobistą można budować w internecie, choćby poprzez dołączenie do sieci społecznościowych i wykorzystanie swego profilu jako tablicy reklamowej do promocji własnych umiejętności i priorytetów. Nie mam żadnych złudzeń, że dla pracodawców internet jest pierwszym miejscem, w którym szukają informacji o potencjalnym kandydacie. Mało tego! Czasami nasza aktywność w mediach społecznościowych będzie decydowała o wyborze na konkretne stanowisko pracy. W tym wypadku sprawdza się powiedzenie: „Nie ma cię w sieci? Nie żyjesz!”.

Niezależnie od etapu życia i kariery zawodowej, w którym się znajdujesz, to ty decydujesz o tym, z kim nawiązujesz znajomość i jak budujesz relacje. To ty ustalasz priorytety i cele, które chcesz osiągnąć. To ty budujesz swoją markę osobistą.

Ponieważ internet stał się naturalnym środowiskiem pracy i relaksu, warto dostosowywać się do regulaminów obowiązujących na poszczególnych portalach społecznościowych, jak również szanować prawo do korzystania z internetu przez innych użytkowników sieci.

Traktowanie siebie jako marki osobistej w internecie pozwoli ci nawiązać interesujące znajomości lub zdobyć wymarzoną pracę. Warto uświadomić to sobie, zanim popełnisz mnóstwo nieodwracalnych błędów, które mogą wypaczyć lub zaburzyć twój pozytywny wizerunek. Jak mawiają prawnicy, nieznajomość prawa nie zwalnia z konieczności jego przestrzegania ani z odpowiedzialności za jego naruszenie. Tak jest również w przypadku znajomości zasad netykiety.

Traktując funkcjonowanie w sieci jako sposób budowania wizerunku i kariery, warto wiedzieć, że każdy komentarz lub serduszko pozostawione pod fotką na Instagramie to cegiełki tworzące nasz wizerunek.

Prezentowane przez ciebie treści w mediach społecznościowych powinny być unikalne i rozpoznawalne, dostarczające odbiorcom czegoś atrakcyjnego i wartościowego. Chyba że mowa o kolejnym zdjęciu kociaka, robiącego słodkie oczy. Tych nigdy nie jest zbyt wiele. Dlatego warto zastanowić się nad sposobem publikacji: Czy lepiej dla twojej marki będzie komentować wszystkie wpisy na Facebooku, wrzucać co godzinę zdjęcia z miejsc, w których się znajdujesz i pokazywać światu, co robisz w danej chwili? Czy może lepiej wrzucać tylko 2-3 wpisy dziennie?

Wzmacnianie i utrzymywanie marki osobistej to nieustanny proces, w którym możesz korzystać z pomocy innych osób. Być może konieczne okaże się sięgnięcie po poradę coacha lub osobistego trenera, którzy pomogą ci odkryć zarówno właściwy cel (coach), jak i właściwą drogę do niego (trener). Jeszcze inną pomoc uzyskasz od mentora, który wesprze cię swoją praktyczną wiedzą i doświadczeniem.

Niezależnie od tego, istnieje kilka możliwości skutecznego budowania wizerunku, które możesz wykorzystywać codziennie:

Przede wszystkim dotrzymuj słowa – jeśli coś obiecujesz, zrób to.

Wykonuj pracę najlepiej, jak umiesz – twoje wyniki z poprzedniej pracy okażą się ważne w następnej firmie.

Postępuj etycznie – gdy ludzie wiedzą, że mogą ci ufać, otworzy się przed tobą więcej okazji i możliwości.

Zbieraj polecenia na LinkedIn – opinie innych ludzi są postrzegane za bardziej wartościowe niż autoprezentacja (czyli chwalenie się).