Jacek Wojciechowicz. Kulisy warszawskiego ratusza - Magdalena Rigamonti - ebook
Opis

Jacek Wojciechowicz, były wiceprezydent Warszawy w rozmowie z Magdaleną Rigamonti o kulisach warszawskiego ratusza.

Magdalena Rigamonti, dziennikarka słynąca ze znakomitych wywiadów, tym razem zadaje trudne pytania Jackowi Wojciechowiczowi, byłemu wiceprezydentowi Warszawy. Z ich rozmowy powstała interesująca książka będąca wywiadem rzeką, dzięki któremu czytelnik poznaje kulisy rządzenia stolicą Polski, gabinetowe rozgrywki o władzę, mechanizmy podejmowania decyzji dotyczących wielomiliardowych miejskich inwestycji. Operacja Euro 2012, zwolnienie doktora Chazana, afera reprywatyzacyjna, pomnik smoleński. Przez dziesięć lat pracy w warszawskim ratuszu, Jacek Wojciechowicz poznał wiele jego tajemnic. Teraz nadszedł czas, aby o nich opowiedzieć...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 172

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Fotografie: archiwum Jacka Wojciechowicza
Redakcja, korekty i łamanie: AGATA MOŚCICKA, biały-ogród.pl
© Copyright for this edition by Od Deski Do Deski, Warszawa 2018 © Copyright for the text by Jacek Wojciechowicz 2018 © Copyright for the text by Magdalena Rigamonti 2018
Wydanie I
ISBN 978-83-65157-84-3
Wydawnictwo OD DESKI DO DESKI Sp. z o.o. ul. Puławska 174/11, 02-670 Warszawaoddeskidodeski.com.pl
Konwersja: eLitera s.c.
.
Czytelniku, korzystaj legalnie! Nad książką ciężko pracował autor i wiele innych osób. Uszanuj ich trud i korzystaj z książki w legalny sposób. Dzięki temu będziemy mogli sobie pozwolić, by przygotować dla Ciebie kolejne znakomite lektury.

Pomysł napisania książki zrodził się już w 2012 roku. To wtedy uświadomiłem sobie, że wszystko, co robimy w Warszawie, ma wymiar historyczny. Euro 2012, wielkie inwestycje to cywilizacyjny skok, którego dokonywała Warszawa. Atmosfera tamtych lat, zaangażowanie i entuzjazm wszystkich, którzy brali w tym udział, były niesamowite. Udało się stworzyć świetny zespół urzędników, któremu nie tylko chciało się działać, ale też czuli radość z tego, co robią. Wtedy, w tych pierwszych latach rządzenia Warszawą, w kuluarach Ratusza krążyło często powtarzane przez prezydent Hannę Gronkiewicz-Waltz zdanie: „Idźcie, zapytajcie Wojciechowicza”. Bo kiedy w sytuacjach wymagających podjęcia ważnych decyzji prezydent nie zawsze wiedziała, co zrobić, chętnie cedowała to na mnie.

Później, w 2016 roku, kiedy próbowano wmanewrować mnie w aferę reprywatyzacyjną, doszła nowa motywacja, a więc chęć dania świadectwa prawdzie. Kiedy odmówiłem podania się do dymisji ze stanowiska pierwszego zastępcy prezydenta Warszawy, a w zamian za to przyjęcia prezesury Tramwajów Warszawskich, co byłoby równoznaczne z wzięciem na siebie odpowiedzialności za aferę reprywatyzacyjną, postanowiłem sobie jednocześnie, że będę walczył o swoje dobre imię po dwudziestu latach pracy dla Warszawy i ujawnię prawdę, jaką znam. Robię to przede wszystkich dla moich dwóch synów – jedenastoletniego Kubusia i pięcioletniego Jasia. Chcę, by mogli być dumni z tego, co robiłem, i wiedzieli, że ich ojciec nie był zamieszany w żadne afery.

Chciałem też utrwalić ten szczególny okres rozwoju Warszawy, by pokazać mieszkańcom, jak rodziły się różne decyzje, jakie były napięcia, nieraz sprzeczne uwarunkowania, a zarazem, ile było determinacji i woli, by wykorzystać te swoiste pięć minut dobrej koniunktury, jaka pojawiła się dla stolicy.

Ta książka nie jest personalnym atakiem na nikogo. Nie jest też atakiem na Platformę Obywatelską, a jedynie na metody działania, których nie podzielam i na które się nie zgadzam.

Tworząc ją, chciałem też podziękować wszystkim tym, z którymi pracowałem bezpośrednio i pośrednio, a jest to kilka tysięcy osób. Praca z nimi, choć czasem trudna, dawała mi wielką satysfakcję. Te podziękowania kieruję również do tych, którzy ze względów koniunkturalnych dziś starają się wymazać ślady naszej współpracy. Z panią prezydent mam szczególny problem. To przecież ona stworzyła mi możliwość pracy dla Warszawy, za co jestem jej niezmiernie wdzięczny. Ale to też ona, odwołując mnie w kontekście afery reprywatyzacyjnej, z którą nie miałem nic wspólnego, wzięła udział w próbie mojego politycznego unicestwienia. Nie kwestionuję jej prawa do odwołania mnie, ale nie powinna była tego robić w takim momencie i w taki sposób.

Mimo wszystko chcę jednak pamiętać to, co dobre, dlatego: Dziękuję, Pani Prezydent.

Jacek Wojciechowicz

AFERA REPRYWATYZACYJNA

Jest późny wieczór. Koniec sierpnia 2016 roku. Koło godziny dwudziestej trzeciej. Wróciłem właśnie z pracy, z Ratusza. Telefon od szefowej, od Hanny Gronkiewicz-Waltz. Słyszę, jak mówi, że jest z chłopakami i rozmawiają o sytuacji, o reprywatyzacji, o aferze, i jest taka propozycja, żebym podał się do dymisji. Ja, że to chyba jakieś żarty, jaja po prostu. Ja? A z jakiej okazji? Ona, że ta sprawa reprywatyzacji źle wygląda i że Jarek Jóźwiak już się zgodził. I że chłopaki – Grzegorz Schetyna i Sławek Neumann – uważają, że tak będzie lepiej.

W sekundę uświadomiłem sobie, że chcą mnie po prostu załatwić. Czyli podaję się do dymisji i w ten sposób przyznaję się, że miałem coś wspólnego z reprywatyzacją. Hanka daje słuchawkę Neumannowi, on opowiada, że tak trzeba, że dla dobra partii, że musimy ratować Hankę... A ja już wiem, o co im naprawdę chodzi. Mówię, żeby wybili sobie z głowy dymisję, że mogą mnie odwoływać i pięć razy, ale ja się do dymisji z takich powodów nie podam. I nie wezmę na siebie winy za reprywatyzację, zwłaszcza że nigdy się nią nie zajmowałem. Rozmowa skończyła się moim krótkim spier...

Po czterdziestu pięciu minutach HGW dzwoni ponownie i mówi, żebym był przygotowany, że o siódmej rano na briefingu przed siedzibą „Gazety Wyborczej” ogłosi, że ja i Jóźwiak podaliśmy się do dymisji. Tłumaczę jej, że od lat przy jej obojętności, a nawet przyzwoleniu kopią pode mną w Ratuszu dołki, a teraz ona próbuje mi odebrać ostatnią rzecz, jaka mi pozostała, czyli moją uczciwość. Rozłączamy się.

O pierwszej w nocy znowu telefon. Znów Hanka. Mówi, że rozmawiała z mężem i z kilkoma innymi osobami i że podjęła decyzję, że nas nie zwolni, bo to byłoby nieuczciwe. Rano na briefingu zwolniła Marcina Bajkę, dyrektora Biura Gospodarowania Nieruchomościami.

Kto oprócz męża wpłynął na jej decyzję?

Od rana w Ratuszu przychodziło do mnie wiele osób. I od nich się dowiedziałem, że największe wrażenie na HGW zrobiło to, co jej powiedziałem w nocy, czyli że próbuje mi odebrać ostatnią rzecz, jaką mam, moją uczciwość. To ją ostatecznie przekonało. Oczywiście prezydent ma prawo odwołać wiceprezydenta i trudno o to mieć pretensje. Jednak w tym przypadku chodziło o coś więcej, nie o zwykłe odwołanie, tylko o polityczne napiętnowanie. Po kilku dniach ukazał się tekst w „Wyborczej”, który opisywał to nocne spotkanie Hanki z chłopakami trochę inaczej. Było o tym, że Schetyna chciał odwołać wszystkich wiceprezydentów. I że oprócz Schetyny i Neumanna z HGW był jeszcze Andrzej Halicki. Artykuł kończył się zdaniem, że i Jóźwiak, i Wojciechowicz nie mogą spać spokojnie. To uświadomiło mi, że panowie z Platformy Obywatelskiej nie dali za wygraną, że sprawa się nie skończyła i knucie będzie trwało dalej. I się nie myliłem. Po kilku dniach Hanka zaprosiła mnie i Jóźwiaka do siebie do gabinetu i poinformowała, że Schetyna chce się z nią spotkać jeszcze tego samego dnia o godzinie szesnastej.

I co? Pytała was o radę, co robić?

Dokładnie. Zapytała wprost: „Co robimy?”. Widziałem, że te partyjne naciski coraz bardziej ją stresują. Do tego stopnia, że zaczęła się zastanawiać, czy nie odciąć się od Platformy i nie zostać prezydentem niezależnym. Koniec końców stanęło na tym, że do Schetyny, do Czytelnika (w budynku Czytelnika na Wiejskiej są biura PO), pojedziemy we trójkę. Byliśmy punktualnie. I czekaliśmy na przewodniczącego ze czterdzieści minut. Swoją drogą to co najmniej niekulturalne, żeby tyle czasu kazać czekać na siebie prezydentowi największego miasta w Polsce. Teraz myślę, że Grzegorz mógł to zrobić celowo, że to była taktyka, by dodatkowo Hankę upokorzyć i zmiękczyć. Przyszedł z Neumannem. Rozmawialiśmy godzinę. I znowu słyszę, jak Schetyna mówi, że to byłby naprawdę bardzo dobry pomysł, byśmy się podali do dymisji, że to oczyściłoby sytuację, spowodowało, że zeszłoby powietrze. Boże, przecież równie dobrze mógłbym się podać do dymisji z powodu katastrofy smoleńskiej, bo ani z jedną, ani z drugą sprawą nie miałem nic wspólnego. Nie wierzyłem, że biorę w tym wszystkich udział. Na koniec przy wyjściu Schetyna ze swoim charakterystycznym uśmiechem stwierdził, że będziemy jeszcze nad tym pracować. Nad tym, czyli nade mną, nad moim odwołaniem. Potem doszło do mnie, że oni pracowali nad Hanką już dość długo, co najmniej od paru miesięcy, by mnie odcięła, ograniczała wpływ na rządzenie miastem. Być może to też było przyczyną pogorszenia moich z nią relacji. Szczerze powiem, że oni mnie wtedy wszyscy bardzo zmotywowali do startowania w wyborach prezydenckich, do ratowania Warszawy przed tym partyjnym szambem, przed ich małością i beznadziejnością. Uważam, że duża część z nich nigdy nie powinna zajmować się działalnością publiczną. Oni nie są w stanie komukolwiek w czymkolwiek pomóc. Żyją głównie z tego, żeby szkodzić innym. Schetyna nie buduje, to człowiek, który niewiele różni się od Jarosława Kaczyńskiego. Mówię to po to, żeby uświadomić ludziom, jak wygląda robienie polityki, jaka to gangsterka, jakie oszustwo...

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki