Wydawca: Akurat Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2015

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 60000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
14 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 343 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Ja, Ukrainiec - Max Kidruk

Pisana „na gorąco”, w trakcie wydarzeń, których wszyscy jesteśmy świadkami, książka o trudnym sąsiedztwie ukraińsko-rosyjskim, o przyczynach obecnego konfliktu, jego przebiegu i możliwych konsekwencjach.

Autor, jeden z najbardziej poczytnych ukraińskich pisarzy młodego pokolenia, z pasją i zaangażowaniem, a zarazem w niezwykle przystępny sposób przedstawia w znacznej części wspólną historię Ukrainy i Rosji, pełną bulwersujących i tragicznych wydarzeń. W jego opowieści często pojawiają się wątki polskie – tym bardziej interesujące, że przedstawiane z innej niż nasza perspektywy. Autor bezlitośnie obnaża słabości młodego ukraińskiego państwa, opisuje patologiczne zależności między biznesem i polityką, analizuje błędy klas rządzących, piętnuje tych, którzy okazali się zdrajcami.

Ta szczera do bólu, rozliczeniowa książka z pewnością nie będzie miłą ani łatwą lekturą dla Ukraińców (jej premiera na Ukrainie odbędzie się miesiąc po polskiej), dla polskiego czytelnika natomiast stanowi kopalnię wiedzy o historii, ale przede wszystkim o trudnej współczesności naszych wschodnich sąsiadów. Pełna szczegółów, faktów i obserwacji nieznanych ludziom „z zewnątrz”, wyjaśnia przyczyny i opisuje przebieg najpoważniejszego konfliktu, jaki po II wojnie światowej wybuchł w bezpośrednim sąsiedztwie Polski.

Opinie o ebooku Ja, Ukrainiec - Max Kidruk

Fragment ebooka Ja, Ukrainiec - Max Kidruk

Tytuł oryginału: Nebratni

Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART. DESIGN

Redakcja: Piotr Chojnacki

Redakcja techniczna: Anna Sawicka-Banaszkiewicz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Jacek Ring, Elżbieta Steglińska

Copyright © Maksym Kidruk, 2015

For the cover illustration © Iren Moroz/Demotix/Corbis/FotoChannels

Mapy autorstwa Maksyma Kidruka.

© for the Polish translation by Julia Celer

© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2015

ISBN 978-83-287-0009-3

Wydawnictwo Akurat

Warszawa 2015

Wydanie I

FRAGMENT

Od polskiego wydawcy

Oddajemy w ręce czytelnika publikację szczególną: bardzo subiektywną, przepełnioną emocjami, gdyż pisaną w trakcie konfliktu zbrojnego między Ukrainą i Rosją. Autor skoncentrował się głównie na stosunkach ukraińsko-rosyjskich, ale pisze również o niełatwej historii formowania się państwowości Ukrainy, o często bolesnym, a zawsze złożonym i skomplikowanym procesie tworzenia się tożsamości narodowej po wielu wiekach rosyjskiej i sowieckiej dominacji. Wojna z Rosją, obrona integralności terytorialnej i suwerenności, pierwszy i drugi Majdan Wolności spowodowały rozbudzenie i niesłychany wzrost uczuć patriotycznych. W tym kontekście słowa „Ja, Ukrainiec” brzmią szczególnie dumnie. O nadzwyczajnej wartości tej książki stanowią nie tylko skrupulatny, wręcz reporterski zapis wydarzeń, które doprowadziły do aktualnej sytuacji politycznej i militarnej na Ukrainie, ale także aktualizowane do ostatniej chwili przed rozpoczęciem druku noty biograficzne wszystkich najważniejszych osób – polityków, wojskowych i oligarchów – które odegrały i odgrywają istotną rolę w tych wydarzeniach. Ja, Ukrainiec trafia do rąk polskich czytelników na miesiąc przed ukraińską premierą.

Julii Celer – z dużą wdzięcznością za pomoc i cierpliwość

oraz za to, że nie odwracasz się od Ukrainy

Zrzeczenie się odpowiedzialności

Zanim przystąpiłem do pracy nad tą książką, długo się zastanawiałem, czy powinna być pisana w trzeciej czy w pierwszej osobie.

Większość poważnych rozpraw historycznych napisana jest w trzeciej osobie suchym, powściągliwym, oficjalnym stylem. Ma podkreślać całkowity obiektywizm, maksymalną neutralność i absolutny brak zaangażowania emocjonalnego autora. Ale przecież książka, którą trzymacie w dłoniach, daleka jest od historycznego obiektywizmu. I nie chodzi nawet o to, że nie jestem zawodowym historykiem. Rzecz w tym, że minęło zbyt mało czasu od wydarzeń, które tutaj opisuję, zbyt mało, by w pełni pojąć i uświadomić sobie istotę procesów politycznych, które doprowadziły do bezpośredniego zderzenia Ukrainy z Rosją, zdecydowanie zbyt mało, by ujawnić prawdziwe, często skrywane motywy ludzi, którzy wyznaczali i wyznaczają los mojego kraju w XXI wieku: prezydenci Juszczenko, Janukowycz i Poroszenko, władca Federacji Rosyjskiej Putin, oligarchowie Medwedczuk, Achmetow, Kołomojski i inni. Ta książka jest publicystyką, a wiadomo, że publicyści nie mają oporów przed tym, żeby wszystko, co piszą, filtrować przez pryzmat własnego „ja”.

Kiedy zastanawiałem się nad tym, o czym będę pisał, zupełnie nieoczekiwanie uświadomiłem sobie, że wiele tematów, które planowałem omówić w tej książce, w taki czy inny sposób dotyczy mnie samego. Będę opisywał wydarzenia, których sam byłem świadkiem, będę opowiadał o tym, co stało się z moimi przyjaciółmi, znajomymi i krewnymi – są pośród nich tacy, którzy znaleźli się „po tamtej stronie frontu” na anektowanym Krymie albo w Rosji, od tej chwili wrogo do nas nastawionej. Wszystko to są prawdziwi ludzie z krwi i kości, tak jak prawdziwe, a nie wymyślone są sytuacje i dialogi, bez których moja książka nie miałaby swoistego smaczku. Dlatego też byłoby niezwykle trudno opisywać wszystkie te historie w „bezpłciowej” trzeciej osobie. Tak naprawdę bardzo wątpię, czy można napisać książkę w ten sposób, kiedy chce się opowiedzieć o tym, w czym brało się czynny udział, a nie tylko zdać relację z milczącej obserwacji wydarzeń.

Gdy już podjąłem decyzję i zacząłem pisać w pierwszej osobie, starałem się, aby ta książka była jak najbardziej wyważona i w miarę możliwości obiektywna. Postanowiłem, że sporne zagadnienia będę ilustrował przykładami (wszędzie, gdzie to możliwe) i przedstawiał dowody, tak aby czytelnik mógł bez trudu sam rzecz sprawdzić, będę również przytaczał wypowiedzi różnych osób zaangażowanych w opisywane wydarzenia. W sytuacjach, w których zabraknie mi dowodów albo gdy się okaże, że zostały one obalone przez rosyjską propagandę, ucieknę się do logiki. Na pierwszy rzut oka może się to wydawać bezsensowne. Nic bardziej mylnego. Niedawno przeczytałem Pseudonaukę dr. Jonathana Smitha, profesora psychologii na Roosevelt University w Chicago[1]. Autor poświęca cały rozdział tzw. instrumentarium trzeźwo myślącego krytyka; jest to zestaw środków i zasad logicznych, które pozwalają odróżnić prawdę od kłamstwa, rzeczywistość od tego, co wymyślone, opierając się jedynie na konkluzjach. Doktor Smith dowodzi w sposób niezbity, że niektóre tezy, nawet te gruntownie przemyślane, są błędne z założenia, jeśli zawierają logiczne sprzeczności. Jako przykład można tu przytoczyć większość oficjalnych komunikatów rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych dotyczących pogwałcenia praw człowieka na Ukrainie, które były opublikowane na przełomie 2013 i 2014 roku w czasie najgorętszych protestów na Majdanie; te komunikaty są nieprawdziwe, bo nielogiczne, ponieważ mimo że pozornie zawierają wiele treści, z logicznego punktu widzenia przeczą same sobie (tak jak napaść na pociąg relacji Moskwa–Kiszyniów, którą rzekomo przeprowadzili uzbrojeni ludzie w mundurach Ukraińskiej Powstańczej Armii, przeinaczenie wydarzeń w Doniecku, kiedy polegli z rąk prorosyjskich bojówkarzy proukraińscy mieszkańcy miasta zostali uznani za ofiary nacjonalistów-banderowców z zachodniej Ukrainy itp.).

Wreszcie – pragnę podkreślić to raz jeszcze – nie zależy mi na tym, aby zachować wzorcową obiektywność i ustanowić jedyną słuszną prawdę. Ja tylko prezentuję własny pogląd na wydarzenia, które wstrząsają moim krajem od kilkunastu miesięcy, a także na ich przyczyny. Zależy mi na tym, aby zainteresować czytelnika Ukrainą, zainteresować tak naprawdę, a jednocześnie sprowokować do tego, aby sam zaczął poszukiwać informacji i wypracowywał własny pogląd na to, co opisuję. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że wasze zdanie może się radykalnie różnić od mojego.

W zasadzie to wszystko.

Życzę przyjemnej lektury!

MK

Równe, Ukraina

Rozdział 1300 LAT „PRZYJAŹNI” I „BRATERSTWA”

1

Trudno znaleźć coś, co sprawiałoby Rosjanom więcej przyjemności niż wymyślanie i podtrzymywanie rozmaitych mitów. Tym właśnie zajmuje się propaganda.

Już ponad trzysta lat Rosja pielęgnuje mit o pokrewieństwie, nierozerwalnej przyjaźni i braterstwie krwi narodu ukraińskiego i rosyjskiego. Pielęgnuje go, nie szczędząc sił, w dodatku tak gorliwie i umiejętnie, że obecnie zdecydowana większość Rosjan uważa Ukraińców za część „potężnego” narodu rosyjskiego. Język ukraiński to dla nich jedynie dialekt rosyjskiego, państwo ukraińskie to sztuczny, zastępczy twór, a sami Ukraińcy – młodsi bracia, którzy (Rosjanie lubią to powtarzać) po prostu by nie istnieli bez swoich starszych braci. Powinni więc ich podtrzymywać we wszystkim i po wsze czasy.

W pierwszej chwili trudno temu zaprzeczyć. Ukraińców i Rosjan łączy trzysta pięćdziesiąt lat wspólnej historii, w ciągu których Ukraina albo znajdowała się pod protektoratem Rosji, albo wchodziła w skład rosyjskiego imperium, albo też całkowicie roztapiała się w sztucznych tworach, jakimi były rosyjskie gubernie. Przez ponad trzy stulecia Ukraińcy ginęli w rozpętywanych przez Rosję wojnach. Przez ponad trzy stulecia wielka niepodzielna nacja rosyjska przypisywała sobie dokonania ukraińskich inżynierów (w zakresie budowy maszyn i mechanizmów), twórczość ukraińskich pisarzy czy odkrycia ukraińskich naukowców. Wystarczy wspomnieć choćby o Koroliowie[2]. Teraz, w drugiej dekadzie XXI wieku, gdy Rosja rozpoczęła wojnę z Ukrainą, rosyjska propaganda nieustannie stara się podtrzymywać mit o wzajemnej przyjaźni. Początkowo była to wojna „hybrydowa”; Rosjanie najpierw zaopatrzyli w nowoczesną broń niewykształcony, ale za to perfekcyjnie zmanipulowany motłoch na wschodzie kraju, dopiero potem, gdy te prostaki o wypranych mózgach i przysłani im w sukurs najemnicy z Kaukazu zaczęli przegrywać i tracić miasto za miastem, Rosja jęła przysyłać regularne wojska. I wychodzi na to, że źli Ukraińcy – faszyści, banderowcy i rusofoby – rozpoczęli wojnę domową przeciwko dobrym Ukraińcom, a przecież ci dobrzy zawsze byli po stronie Rosji. Dobrzy Ukraińcy to nasz bratni naród i tych dobrych Ukraińców my, Rosjanie, musimy ratować.

We wrześniu 2014 roku byłem w Polsce z kilkudniową wizytą z okazji wydania polskiego przekładu technothrillera BOT. Przypominam sobie dzień, kiedy przeprowadzał ze mną wywiad pewien dziennikarz radiowy. Siedzieliśmy w obszernym, nowoczesnym studiu. Rozmowa się nie kleiła. Redaktor – wysoki, przez co nieco niezgrabny, podstarzały mężczyzna o napuchniętej twarzy okolonej gęstą siwiejącą już brodą – zasypał mnie niezrozumiałymi pytaniami abstrakcyjno-filozoficznej natury. Jeżeli chodzi o ścisłość, pytania były dość zrozumiałe; na lewo ode mnie siedziała tłumaczka, która sumiennie przekładała na ukraiński wszystko, co mówił radiowiec, ale odpowiedzieć na te pytania w kilku naprędce skleconych zdaniach było niezwykle ciężko. „Czym jest dla pana Ukraina? Co to znaczy być Ukraińcem? Co to znaczyło być Ukraińcem przed wybuchem wojny? A po rozpoczęciu działań wojennych? Co się zmieniło…?” Pytanie „Co to znaczy być Ukraińcem?” dziennikarz powtórzył ze trzy razy. Odpowiadałem – za każdym razem innymi słowami i za każdym razem nie był usatysfakcjonowany. Nie rozumiałem, co chciałby ode mnie usłyszeć, i to zaczynało mnie drażnić.

Na kilka sekund w studiu zapanowała niezręczna cisza. Wtedy prowadzący wypalił:

– Nie wstydzi się pan tego, że jest Ukraińcem?

Zdębiałem.

Po krótkiej chwili wycedziłem przez zęby odpowiedź, którą tłumaczka przekazała dziennikarzowi, nieco ją łagodząc. Ale ten nie słuchał. Zaczął opowiadać o tym, że po upadku Związku Radzieckiego, kiedy Polska stała się niepodległym krajem, chociaż wciąż była słaba gospodarczo, wielu Polaków wstydziło się swojego pochodzenia. Według redaktora wstydzili się przyznawać do tego, że są Polakami. I właśnie dlatego zadał mi to pytanie.

Tłumaczka przełożyła słowa dziennikarza. Ja milczałem i powoli się uspokajałem. Stopniowo docierało do mnie, że problem nie polega na tym, że nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, które usatysfakcjonowałoby prowadzącego audycję. Problem tkwił w nim samym.

A radiowiec opowiadał dalej. Mówił o swoim znajomym z obwodu donieckiego, który w czasie niedawnej rozmowy telefonicznej oświadczył, że wstyd mu, że jest Ukraińcem. Być może właśnie dlatego chciał poznać moje zdanie na ten temat.

Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Owszem, odezwałem się, ale była to raczej jakaś bzdurna riposta (wyraźnie osłabiona dzięki dyplomatycznym wysiłkom tłumaczki) niż poważny argument przeciwko jego tezie. Przekonująca i – jak to zwykle bywa – prosta odpowiedź przyszła mi do głowy dopiero post factum.

Muhammad Ata, jeden z pięciu terrorystów, którzy 11 września 2001 roku porwali boeinga 757, rejs nr 11, należącego do linii American Airlines, po czym lecąc ze stałą prędkością podróżną, uderzyli nim w północną wieżę World Trade Center na Manhattanie, wcześniej przez pewien czas mieszkał w Stanach Zjednoczonych i swobodnie posługiwał się językiem angielskim. Przygotowując się do zamachu, skutecznie udawał Amerykanina i nie miał oporów przed tym, aby korzystać z przywilejów, jakie daje bycie Amerykaninem. Ale czy to oznacza, że był Amerykaninem? Spróbujmy sobie wyobrazić, co by odpowiedział Muhammad, gdyby na kilka tygodni przed porwaniem samolotów podszedł do niego na ulicy jakiś dziennikarz i zapytał: „Mister Ata, co dla pana znaczy być Amerykaninem? Czy jest pan z tego dumny? A może pan się tego wstydzi?”.

Dlatego zanim zdecydujecie się zadać pytanie: „Co to znaczy być Ukraińcem?” albo „Nie wstydzisz się tego, że jesteś Ukraińcem?”, upewnijcie się, że kierujecie to pytanie do Ukraińca.

Nie ma „dobrych” i „złych” Ukraińców. Nie ma Ukraińców, którzy wspierają Rosję, i tych drugich, którzy są w opozycji do nich. Po prostu są Ukraińcy i są… Rosjanie. Nawet jeśli ci ostatni mają ukraińskie obywatelstwo.

Innymi słowy: konflikt na wschodzie Ukrainy ma charakter międzynarodowy.

W tym rozdziale chcę się cofnąć o kilkaset lat i prześledzić rozwój wspólnych stosunków narodu ukraińskiego i rosyjskiego. Wykażę, że połączenie obu tych nacji, wychwalane przez radzieckich, a potem rosyjskich historyków (mam tu na myśli ugodę spisaną w 1654 roku w Perejasławiu pomiędzy wojskiem zaporoskim a państwem rosyjskim), nie było niczym innym, jak tylko przyłączeniem Ukrainy do Rosji, co w konsekwencji doprowadziło do ograniczenia władzy hetmańskiej, a następnie do całkowitego zlikwidowania Hetmanatu[3] i utraty przez Ukrainę suwerenności. Udowodnię, że wieloletnia przyjaźń między Ukrainą a Rosją to wyłącznie mit; że tak naprawdę ścisła więź nie zawsze oznacza partnerstwo czy równoprawny sojusz, zbudowane na wzajemnym szacunku; pokażę, że stosunki między dwoma narodami są znacznie bardziej skomplikowane i… znacznie bardziej krwawe. Ponadto spróbuję wyjaśnić, dlaczego po trzystu pięćdziesięciu latach dość bliskiego współistnienia Ukraińcy jednak nie stali się Rosjanami.

A co najważniejsze – dlaczego jesteśmy gotowi umierać za to, żeby nimi się nie stać.

2

Mit zaczął się tworzyć w 1652 roku. Po sześciu latach krwawych walk z Rzecząpospolitą, kiedy kolejno szala zwycięstwa przechylała się to na jedną, to na drugą stronę, Bohdan Chmielnicki, hetman ukraińskiego państwa kozackiego, rozpoczął rozmowy sojusznicze z carstwem moskiewskim. W perspektywie długoterminowej negocjacje te miały się okazać kolosalnym błędem strategicznym, który doprowadził do tego, że Ukraina zniknęła z politycznej mapy świata na trzy i pół stulecia (nie ma potrzeby brania pod uwagę nietrwałych tworów, takich jak URL[4], ZURL[5] czy też tzw. Państwo Ukraińskie, utworzone przez OUN-B (którego przywódcą był Stepan Bandera) na mocy Aktu odnowienia Państwa Ukraińskiego, ogłoszonego 30 czerwca 1941 roku – ich żywot był zbyt krótki; z kolei Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej (USRR), która stanowiła część Związku Radzieckiego, osobiście za państwo ukraińskie nie uważam). Z drugiej strony… Chmielnicki nie miał wyboru. Zdradzony przez wojska tatarskie, musiał szybko znaleźć nowego sojusznika.

11 października 1653 roku w Moskwie zebrał się Sobór Ziemski, który postanowił spełnić prośby wojska zaporoskiego oraz hetmana Chmielnickiego i wziąć Hetmańszczyznę pod opiekę państwa rosyjskiego. Należy podkreślić, że decyzja ta nie była prosta ani dla cara, ani dla bojarów, gdyż alians z Ukrainą oznaczał w praktyce natychmiastowe wypowiedzenie wojny Polsce. Po zakończeniu Soboru Ziemskiego do wojska zaporoskiego wyruszyła delegacja z bojarem Wasylem Buturlinem na czele, który ustnie przekazał Kozakom warunki, jakie postawił car. 18 stycznia 1654 roku w Perejasławiu, ówczesnej stolicy państwa ukraińskiego, odbyła się, początkowo tajna, z udziałem wyłącznie przedstawicieli starszyzny, a później już powszechna narada wojskowa, podczas której Kozacy podtrzymali chęć wejścia w skład Rosji na zaproponowanych przez nią warunkach. Po podjęciu decyzji wojacy Chmielnickiego udali się do soboru Uspieńskiego, żeby przysiąc wierność carowi. Na uwagę zasługuje następujący fakt: Bohdan Chmielnicki wyraził życzenie, aby w imieniu cara Wasyl Buturlin jako pierwszy złożył przysięgę przed ukraińską starszyzną. Poseł odmówił, argumentując to tym, że car nigdy nie składa ślubów swoim poddanym. Tego samego dnia carowi złożyły przysięgę na wierność 284 osoby. Rezultatem rady perejasławskiej było podpisanie dokumentu zwanego artykułami marcowymi, który nadał moc prawną zjednoczeniu Siczy Zaporoskiej i carstwa rosyjskiego. Doszło do wydarzenia, które w oficjalnej historiografii rosyjskiej zyskało miano „wielkiego zespolenia narodów rosyjskiego i ukraińskiego”.

Czy aby na pewno było to „zespolenie”?

Historycy, tacy jak Dmitro Miszko, Aleksandr Riegelman i inni, podkreślają, że ukraińskie państwo kozackie weszło w skład carstwa rosyjskiego dobrowolnie, a także iż „Małorosjanie otrzymali wszystko, o co prosili” (np. nadanie prawa magdeburskiego niektórym miastom bądź jego zachowanie w wybranych ośrodkach); duchowieństwo dostało gwarancje nietykalności swoich dóbr ziemskich oraz uzyskanych do tych ziem praw; rejestr kozacki został powiększony do niebywałych rozmiarów – 60 tysięcy osób, przy czym starszyzna kozacka z hetmanem Chmielnickim na czele pozostawała niezmienna, itp. I wszystko to prawda. Ale z jakiegoś powodu nikt nie wspomina, że zgodnie z artykułami marcowymi Ukraina weszła w skład państwa rosyjskiego bezpowrotnie. Podpisany dokument nie przewidywał zerwania umowy, inaczej mówiąc, nie zakładano możliwości dobrowolnego wyjścia Ukrainy z Rosji. Rosyjscy historycy bagatelizują fakt, że lokalna administracja ukraińska, uważana za jeden z organów państwa rosyjskiego, powinna była wykonywać rozkazy carskiego rządu, że hetman zachowywał jedynie władzę administracyjną i był całkowicie zależny od decyzji cara, że z prawnego punktu widzenia wyłącznie carska Rosja mogła zmieniać warunki umowy dotyczącej zjednoczenia, i z tego przywileju nieraz miała korzystać w nieodległej przyszłości, zmieniając „artykuły” tak, aby zyskać na tym jak najwięcej.

Skoro „zespolenie” było dobrowolne, to dlaczego na całej Ukrainie mieszczanie i duchowieństwo odmawiali składania przysięgi na wierność carowi? Historycy Walerij A. Smolij i Walerij S. Stepankow w książce Ukrajinśka nacionalna rewolucija XVII st. (1648–1676) (Ukraińska rewolucja narodowa XVII wieku) opisują, jak po radzie perejasławskiej rosyjscy posłowie wyruszyli w podróż po Ukrainie, aby odebrać od miejscowej ludności przysięgi na wierność rosyjskiemu carowi. Odwiedzili 177 miast i stanic kozackich zachodniej Rusi (wojska zaporoskiego). W Kijowie wyższe duchowieństwo prawosławne odmówiło złożenia ślubów wierności. Część mieszkańców Kijowa, Perejasławia i Czarnobyla trzeba było zmuszać do tego siłą. W oddzielnych stanicach pułków Bracławskiego, Umańskiego, Połtawskiego i Kropywniańskiego[6] doszło do zbrojnych wystąpień przeciwko złożeniu przysięgi. Do dzisiaj nie wiadomo, czy carowi przysięgała wierność Sicz Zaporoska – miejsce, w którym narodziło się państwo Bohdana Chmielnickiego.

Do „wielkiego zespolenia” Ukraińcy i Rosjanie żyli w osobnych państwach, zupełnie nie zwracając uwagi na różnice społeczne; innymi słowy, w tamtych czasach nikt nie zastanawiał się nad tym, że mieszkańcy tak zwanej zachodniej Rusi różnią się czymś od swoich północnych sąsiadów. Chociaż tak naprawdę oba te narody od rozpadu Rusi Kijowskiej łączyła wyłącznie wiara prawosławna.

Jednakże błędne byłoby założenie, że narody te współistniały pokojowo. I jak widać, nie wystarcza, że wykazywały podobieństwo pod względem etnicznym. Rosyjscy historycy zręcznie omijają również fakt, że tymi, którzy pierwsi doszczętnie zrujnowali Kijów, byli nie Połowcy czy Pieczyngowie, i nawet nie Mongołowie. Pierwszy, który splądrował „matkę ruskich miast”, był wielki książę włodzimierski (włodzimiersko-suzdalski) Andrzej Bogolubski, wnuk wielkiego Włodzimierza Monomacha, syn Jerzego Dołgorukiego. W 1169 roku Andrzej Bogolubski wysłał swojego syna Mścisława na czele licznego wojska do Kijowa. Po krótkotrwałym oblężeniu Mścisław zajął i bezlitośnie złupił miasto, spalił do cna świątynie, a setki mieszkańców wziął do niewoli. W konsekwencji tego wydarzenia od roku 1170 Kijów zaczął tracić na znaczeniu. Pod koniec XII wieku tytuł wielkiego kniazia zaczęli otrzymywać nie tylko władcy kijowscy, lecz także książątko włodzimierskie czy riazańskie, a w XIII wieku dołączyli do nich książęta Halicza i Czernihowa.

I oto w 1654 roku, po raz pierwszy od rozłamu Rusi Kijowskiej, po raz pierwszy od zakończenia długotrwałych wojen wewnętrznych, od najazdów mongolskich, Ukraińcy i Rosjanie znaleźli się w jednym państwie. Miało to jedną niepodważalną zaletę: dopiero po przyłączeniu państwa kozackiego do carstwa rosyjskiego Ukraińcy zaczęli uważać siebie za odrębną nację. Do tego momentu – powtórzę to raz jeszcze – większość ludności zamieszkującej obydwa brzegi Dniepru uważała się za „ruskich ludzi”, niemniej jednak po radzie perejasławskiej, w wyniku której mnóstwo Ukraińców przysięgło wierność carowi, niespodziewanie się okazało, że mieszkańcy „Wielkiej” i „Małej” Rosji wyraźnie się od siebie różnią. Nagle stało się jasne, że jesteśmy zbyt różni, żeby uważać się za jeden naród. I natychmiast i Rosjanie, i Ukraińcy doszli do własnych, odrębnych wniosków. My zaczęliśmy walczyć o własną tożsamość i bronić jej, staraliśmy się oddalić od carskiej Rosji, wydobyć się spod jej wpływu. Oni – zorientowawszy się, że nie uda im się zasymilować Ukraińców – zaczęli robić wszystko, by po narodzie ukraińskim nie pozostało nawet wspomnienie.

3

Zarzewiem najostrzejszego konfliktu między narodem ukraińskim a rosyjskim jest… język. Króluje dziś koncepcja, mylna i pozbawiona wszelkich podstaw, że język ukraiński to wyłącznie dialekt rosyjskiego, że jako taki nie istnieje i nigdy nie istniał. Sięgając jednak do językoznawstwa, do historii powstania języków słowiańskich, można dostrzec, że ukraiński plasuje się obok innych języków wschodniosłowiańskich (w jednym szeregu z rosyjskim i białoruskim).

Poniższa tablica ukazuje porównanie ukraińskiego i rosyjskiego z innymi językami słowiańskimi.

Tabela 1

Podobieństwa i różnice w zapisie poszczególnych słów w kilku językach słowiańskich

Nie przeczę: dziś każdy Ukrainiec bez kłopotów rozumie język rosyjski (choć bynajmniej nie każdy w tym języku mówi. Mój tata na przykład, który urodził się i większość swojego życia spędził na zachodzie Ukrainy, nie mówi po rosyjsku. I nie dlatego, że nie chce. Nie potrafi. Udało mu się przeżyć 50 lat w USRR i nie nauczyć się tego „podstawowego” języka). Ma to związek z tym, że w czasach Związku Radzieckiego lwia część gazet wychodziła po rosyjsku, w telewizji audycje prowadzone były zwykle po rosyjsku; rosyjski był oficjalnym językiem edukacji i nauki. Ukraińcy słyszeli rosyjski od urodzenia, uczyli się czytać po rosyjsku w przedszkolach, trudno więc się dziwić, że jako dorośli rozmawiali w tym języku równie swobodnie jak w ukraińskim. Analogiczna sytuacja występuje dziś w Szwecji, tyle że dotyczy języka angielskiego. Szwedzkie dzieciaki oglądają amerykańskie kreskówki bez dubbingu, jedynie z napisami, mają nieograniczony dostęp do anglojęzycznych książek i filmów. Dzięki temu większość młodych Szwedów swobodnie porozumiewa się po angielsku. Nie oznacza to jednak, że angielski stał się ich językiem ojczystym.

To oczywiste, że język jest nieodłącznym elementem kultury danego narodu, należy jednak pamiętać, że ten element nie jest trwały. W przeciwieństwie do pozostałości kultury materialnej, które można wyczuć namacalnie, charakterystyka języka nie da nam dostatecznego wyobrażenia o podobieństwach czy różnicach kulturowych. Język to system, który stale się zmienia i rozwija zgodnie z zapotrzebowaniem społecznym, adaptując się do konkretnych warunków. Mimo wszystko pewne wnioski można wyciągnąć.

Przykłady z powyższej tablicy wskazują na powiązania ukraińskiego przede wszystkim z językami białoruskim, polskim, słowackim i czeskim. Można to wytłumaczyć tym, że wszystkie te języki, nie wyłączając rosyjskiego, wywodzą się z języka prasłowiańskiego, który używany był przez dawnych Słowian (w I tysiącleciu n.e.), zamieszkujących tereny dzisiejszych Białorusi, Polski, Słowacji i Czech. Niestety, nie zachowały się żadne źródła pisane w tym języku. Słowianie stale migrowali; pozbawieni struktur państwowych, tworzyli tymczasowe sojusze. Nie istniał w związku z tym żaden wspólny system językowy i już na początkowych etapach kształtowania się słowiańskiej grupy językowej zarysowywały się podobieństwa i różnice w sposobie porozumiewania.

Na formowanie się językowej mapy Europy Wschodniej wpływ miało utworzenie pierwszego państwa – Rusi Kijowskiej. Językiem obowiązującym na jej terenie był staroruski – mieszanina używanych przez zjednoczone plemiona słowiańskie dialektów, z których rozwinął się bardziej unormowany, niedialektyczny język. Jednocześnie nie wolno zapominać, że na różnych obszarach rozwijały się różne systemy językowe, na co wpływało wiele czynników: języki sąsiadów, procesy społeczno-polityczne, wojny, podziały terytorialne itp. Na przykład Słowianie osiedli na terytorium dzisiejszych krajów bałtyckich albo na Półwyspie Bałkańskim posługiwali się własnym dialektem, który przez pewien czas miał wspólne korzenie z językiem standaryzowanym, z czasem jednak zaczął się rozwijać we własnym kierunku. Wystarczy wspomnieć choćby Anglię po inwazji Normanów w 1066 roku, kiedy do władzy doszła francuskojęzyczna arystokracja. Język staroangielski wkroczył wówczas w nowy etap rozwoju – dlatego we współczesnym korpusie języka angielskiego ponad 30 procent stanowią wyrazy pochodzenia francuskiego.

Dowodem tego samego pochodzenia jest to, że ukraiński z pozostałymi językami słowiańskimi łączy wiele wspólnych cech. Z kolei fakt, że z niektórymi językami ukraiński ma więcej wspólnego, wskazuje zarówno na bliskość terytorialną, jak i na podobieństwa procesów społeczno-politycznych, które doprowadziły do ujednolicenia słownictwa na danym obszarze.

4

Część starszyzny kozackiej momentalnie się zorientowała, czym grozi „zjednoczenie” z Rosją. W 1657 roku hetmanem został Iwan Wyhowski, który 6 września 1658 roku podpisał z Polakami unię hadziacką, w której myśl Ukraina wracała pod protektorat Rzeczypospolitej. Rok później, w 1659 roku, prorosyjscy podżegacze obalili Wyhowskiego i car natychmiast podsunął Kozakom nową umowę międzypaństwową, która przeszła do historii pod nazwą artykułów perejasławskich. Nowe artykuły zostały podpisane 17 października 1659 roku w Perejasławiu, a ich głównymi sygnatariuszami byli młody, nowo wybrany hetman Jerzy Chmielnicki i przedstawiciel rządu carskiego Aleksy Trubecki.

Artykuły perejasławskie anulowały unię hadziacką, jednocześnie zwracając wojsko zaporoskie państwu rosyjskiemu, a także znacznie zmniejszając autonomię Ukrainy, pozostającej w składzie Rosji. Tym razem nie zostały uwzględnione postulaty starszyzny i hetmana. Nowa umowa zabraniała Kozakom samodzielnego wybierania hetmana bez zgody cara, wymagała zatwierdzania kandydata na hetmana w Moskwie, zakazywała hetmanowi utrzymywania stosunków dyplomatycznych z przedstawicielami innych państw, uniemożliwiała podejmowanie samodzielnych decyzji co do wyboru pułkownika i usuwania go z tego stanowiska (car jako jedyny mógł wyrazić na to zgodę), uprawomocniała stacjonowanie garnizonów wojsk moskiewskich w Perejasławiu, Niżynie, Bracławiu i Humaniu, przy czym to Ukraina miała ich utrzymywać i żywić. To zrozumiałe, że młody Chmielnicki mógł przystać na takie warunki jedynie pod naciskiem – podczas gdy podpisywano nową umowę, wokół Perejasławia rozstawione było 40-tysięczne wojsko rosyjskie. Wśród Kozaków nastąpił rozłam: starszyzny prawobrzeżnych pułków nie zaakceptowały nowej umowy. Rozpoczął się okres znany w historii Ukrainy jako „ruina” – czas wyczerpującej wojny domowej i walk o władzę.

16 października 1660 roku Jerzy Chmielnicki zerwał umowę z carem rosyjskim i przeszedł na stronę Polski – podpisał traktat słobodyszczewski (cudnowski), w myśl którego Ukraina, znajdująca się w granicach Rzeczypospolitej, uzyskiwała autonomię polityczną i niezależność ekonomiczną. W 1663 roku Chmielnicki dobrowolnie zrzekł się władzy i przekazał buławę hetmańską stronnikowi Polski Pawłowi Teterze. Kozacy zaporoscy nie uznali władzy Tetery i wybrali sobie własnego hetmana – Iwana Brzuchowieckiego. Ten podpisał z carem nową umowę – artykuły (umowy) baturyńskie – zamienioną w 1665 roku na artykuły moskiewskie. Zgodnie z tymi ostatnimi Ukraina traciła autonomię polityczną i przechodziła pod całkowitą administracyjną i finansową zależność od Moskwy. Artykuły moskiewskie, które zapoczątkowały rzeczywisty podział kraju na dwie połowy – prawo- i lewobrzeżną Ukrainę – spotkały się z wielkim oburzeniem wszystkich warstw ukraińskiego społeczeństwa. Przez hetmanat przetoczyła się fala powstań antyrosyjskich, mimo to nic się nie zmieniło – artykuły moskiewskie rozpoczęły proces deformacji hetmanatu jako tworu politycznego. Każdemu kolejnemu hetmanowi Moskwa narzucała nową umowę sojuszniczą (artykuły kołomackie, artykuły reszetyłowskie), która coraz bardziej ograniczała prawa Kozaków, a także zwykłych ludzi.

W 1708 roku ostatecznie rozwiały się nadzieje na to, że Ukraińcy i Rosjanie zdołają zespolić się w obrębie jednego państwa. Po tym jak oburzony uciskiem cara hetman Iwan Mazepa wystąpił oficjalnie przeciwko Piotrowi I i przeszedł na stronę Szwedów w czasie wielkiej wojny północnej (1700–1721), Rosjanie zaczęli niszczyć ludność ukraińską. Kilka dni po ogłoszeniu decyzji Mazepy, który stanął u boku szwedzkiej armii, na Baturyn, stolicę hetmanatu lewobrzeżnego, napadły rosyjskie wojska. Na ich czele stał książę Mienszykow, który dowodził siłami piechoty i kawalerii. Żołnierze bezlitośnie wycięli w pień wszystkich mieszkańców: sześć tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci. Kozacy zaporoscy, którzy wspierali Mazepę, również słono zapłacili za swoją decyzję: w 1709 roku wojska rosyjskie pod dowództwem pułkownika Jakowlewa rozgromiły doszczętnie Sicz Zaporoską; car Piotr I osobiście podpisał rozkaz stracenia na miejscu każdego pojmanego Kozaka. Trudno mi znaleźć bardziej trafne określenie na te dwa wydarzenia jak „terror”.

W 1708 roku Mazepa podpisał z młodym szwedzkim królem Karolem XII umowę, która uznawała Ukrainę za wolną i niepodległą. W dokumencie mowa była także o tym, że po zakończeniu wojny ziemie odebrane Rosji (a należące niegdyś do „ruskiego” (ukraińskiego) narodu) zostaną przyłączone do tzw. księstwa ukraińskiego. Mazepa otrzymywał dożywotni tytuł hetmana wolnej Ukrainy, a król szwedzki zrzekał się prawa do przywłaszczania sobie tytułu i herbu księstwa ukraińskiego.

Kto wie, jak by to wszystko się potoczyło, gdyby 27 czerwca 1709 roku Szwedzi nie zostali rozgromieni pod Połtawą. Bitwa ta nie dość, że była decydująca w wojnie rosyjsko-szwedzkiej, to jeszcze na długie lata wyznaczyła losy zarówno Ukrainy, jak i całej północnej Europy. Carstwo Rosyjskie zapewniło sobie dostęp do Bałtyku, co stało się zalążkiem Imperium Rosyjskiego i zapoczątkowało kształtowanie się wielkopaństwowego szowinizmu w mentalności współczesnych Rosjan. Bitwa pod Połtawą to dla nich nadzwyczajny powód do dumy. Zarówno rosyjscy historycy, jak i zwykli obywatele otwarcie chełpią się tym, że wskutek wojen terytorialnych z Rosją w XVIII wieku praktycznie przestały istnieć dwa potężne państwa europejskie: Szwecja, która z powodu porażki w wojnie północnej przestała rościć sobie pretensje do „wielkiego mocarstwa”, oraz Polska, która trzykrotnie rozbierana między Prusy, Austrię i Rosję, na długo zniknęła z mapy Europy. Przy czym Rosjanie starannie omijają ten fakt, że w latach 1780–1790 (przez 10 lat po pierwszym rozbiorze Polski) Polacy przeprowadzili bardzo udane reformy rządową i ekonomiczną, osiągnęli stabilny wzrost gospodarczy i przyjęli – jako jedni z pierwszych w Europie – konstytucję, która znacznie ograniczała prawa króla. Dla porównania w Rosji, która wyrosła na tradycjach mongolskiego niewolnictwa, przez cały czas jej istnienia (od 1722 roku, czyli od momentu utworzenia imperium, aż do czasów współczesnych) rzeczywiste, a nie iluzoryczne prawo obowiązywało zaledwie kilka lat. Do 1905 roku, kiedy na skutek pierwszej rewolucji powstała Duma, w Imperium Rosyjskim w ogóle nie było praw, a jedynie ukazy imperatora. W Związku Radzieckim formalnie funkcjonowały i konstytucja, i kodeksy prawne, pomimo to o przestrzeganiu praw człowieka nawet nie było tam mowy. O prawach obowiązujących w obecnej Federacji Rosyjskiej jeszcze porozmawiamy…

11 sierpnia 1709 roku Piotr I zmusił hetmana Iwana Skoropadskiego do podpisania artykułów reszetyłowskich, które w praktyce likwidowały hetmańską autonomię. Podczas rządów Kyryła Rozumowskiego odbyło się ostateczne zjednoczenie hetmanatu z imperium: w 1754 roku zniesiono granicę celną, w 1764 roku definitywnie zlikwidowano urząd hetmana, a miejsce hetmanatu zajęła gubernia małorosyjska. W drugiej połowie XVIII wieku hetmanat przeszedł do historii.

W 1775 roku rosyjskie wojska na czele z generałem Piotrem Tekelijem (Tekely) zgodnie z osobistym rozkazem Katarzyny II zniszczyły ostatnią Sicz Zaporoską, a gubernia noworosyjska powiększyła się o jej tereny. W 1781 roku zlikwidowano system pułkowy; nazwy Ukraina, wojsko zaporoskie, państwo ukraińskie na długo zniknęły z map europejskich i z umów międzynarodowych.

Mimo to jednak naród ukraiński nie zniknął. W konsekwencji trzech kolejnych rozbiorów ziemie Rzeczypospolitej zostały rozdzielone pomiędzy trzy państwa: Austrię, Prusy i Imperium Rosyjskie. Ale to bynajmniej nie oznaczało, że naród polski przestał istnieć. Wprost przeciwnie. Polacy zjednoczyli się pod rosyjskim i niemieckim jarzmem, jak nigdy dotąd odczuwając potrzebę walki i obrony własnej tożsamości.

To samo stało się z Ukraińcami. Samoświadomość zrodziła się w walce. Samoświadomość narodu pojawiła się pod olbrzymim naciskiem z zewnątrz: próbując zrobić z Ukraińców niewolników, Rosjanie obudzili w nich niebywałe poczucie dumy narodowej. Likwidacja hetmanatu, próby „zsynchronizowania” rosyjskiego i ukraińskiego systemu politycznego, starania w celu „zlania” Ukraińców i Wielkorusów w jeden naród wywołały odwrotny skutek, wzmacniając w Ukraińcach nacjonalizm i przywodząc ich do długotrwałego krwawego ruchu wyzwoleńczego.

* * *

koniec darmowego fragmentu zapraszamy do zakupu pełnej wersji

[1]Pseudoscience and Extraordinary Claims of the Paranormal, Wiley-Blackwell 2009.

[2] Siergiej Koroliow (1907–1966) – konstruktor, twórca kosmonautyki praktycznej. Jeden z najwybitniejszych XX-wiecznych specjalistów w dziedzinie budowy rakiet kosmicznych. Z pochodzenia Ukrainiec (ur. w Żytomierzu). W 1938 r. był oskarżony o działanie na szkodę państwa, a następnie represjonowany i torturowany. Cudem uniknął rozstrzelania, a do 1944 r. przebywał w łagrze.

[3] Hetmanat (Hetmańszczyzna) – system autonomicznych rządów na Ukrainie Naddnieprzańskiej, wprowadzony w 1649 r. na mocy ugody wojska zaporoskiego z Rzecząpospolitą. Zlikwidowany w 1764 r.

[4] Ukraińska Republika Ludowa (URL) – państwo ukraińskie ze stolicą w Kijowie, które powstało 7 listopada 1917 r. jako autonomiczne terytorium w obrębie Rosji. Istniało do 1920 r. i obejmowało wschodnie, południowe i centralne tereny dzisiejszej Ukrainy. Do kwietnia 1918 r. głównym organem władzy URL była Centralna Rada na czele z Mychajłem Hruszewskim, po grudniu 1918 r. został nim Dyrektoriat. 22 stycznia 1918 r., po rozpoczęciu wojny z bolszewikami, URL ogłoszono niepodległym państwem. 22 stycznia 1919 r. połączyła się ona z ZURL. Po porażce w walkach wyzwoleńczych tereny URL zostały podzielone między Polskę, ZSRR a marionetkową Ukraińską Socjalistyczną Republikę Radziecką.

[5] Zachodnioukraińska Republika Ludowa (ZURL) – ukraińskie państwo ze stolicą we Lwowie, powołane do życia 19 października 1918 r., po rozpadzie Austro-Węgier, na terytorium dzisiejszej Galicji, Zakarpacia i Bukowiny. Przestało istnieć w 1919 r.; w lipcu tegoż roku znajdowało się pod polską okupacją w następstwie krótkiej wojny ukraińsko-polskiej.

[6] Po powstaniu Chmielnickiego na ziemiach oswobodzonych od Polaków jednostki terytorialno-administracyjne nazywano (na wzór zaporoskiego wojska kozackiego) pułkami. Na ich czele stali pułkownicy.

Wydawnictwo Akurat

imprint MUZA SA

ul. Marszałkowska 8

00-590 Warszawa

tel. 22 6211775

e-mail: info@muza.com.pl

Dział zamówień: 22 6286360

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz