Wydawca: Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów Kategoria: Edukacja Język: polski Rok wydania: 2004

"Ja tego Żyda znam!" Szantażowanie Żydów w Warszawie, 1939-1943 ebook

prof. Jan Grabowski

(0)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka "Ja tego Żyda znam!" Szantażowanie Żydów w Warszawie, 1939-1943 - prof. Jan Grabowski

 

Książka oparta na materiałach niemieckich sądów działających w czasie okupacji w Warszawie, dokumentuje zjawisko szantażowania Żydów i procederu szmalcownictwa w Warszawie.

We wstępie autor pisze:

"(...) Nie jest tajemnicą, że podczas wojny działali w Polsce ludzie trudniący się szantażowaniem współobywateli pochodzenia żydowskiego. Wbrew często powtarzanym opiniom, zjawisko szmalcownictwa nie należało do zachowań marginalnych, lecz stało się źródłem zarobków dla tysięcy ludzi. Całe rzesze warszawiaków stały się bezpośrednimi (i często biernymi) świadkami wymuszeń, a całe społeczeństwo było świadome istnienia nagonki na ukrywających się Żydów. Choć liczbę Żydów wydanych w ten sposób w ręce Niemców trudno oszacować, to zbrodniczą działalność szantażystów i donosicieli należy rozpatrywać nie tylko w kategoriach cierpienia i śmierci ich bezpośrednich ofiar, lecz również męczeństwa tych wszystkich, którzy - bojąc się zagrożeń czekających na nich po drugiej stronie murów - zdecydowali się pozostać w getcie i podzieli los większości warszawskich Żydów. Do zbrodni szmalcowników należałoby również dodać ofiary „zatrzaśniętych drzwi” - ludzkiej obojętności i strachu. Niektórzy warszawiacy, którzy w innych okolicznościach pomogliby zaszczutym przez Niemców Żydom, wobec zagrożenia donosami i szantażami w odruchu samoobrony, zamykali drzwi przed szukającymi kryjówki."

Opinie o ebooku "Ja tego Żyda znam!" Szantażowanie Żydów w Warszawie, 1939-1943 - prof. Jan Grabowski

Fragment ebooka "Ja tego Żyda znam!" Szantażowanie Żydów w Warszawie, 1939-1943 - prof. Jan Grabowski

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Projekt okładki

Tomasz Lec

Redakcja

Antonina Majkowska-Sztange Elżbieta Morawska

Opracowanie komputerowe

Ewa Teleżyńska

Copyright © by Jan Grabowski

& Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów

ISBN: 978-83-63444-01-3

Stowarzyszenie Centrum Badań

nad Zagładą Żydów

ul. Nowy Świat 72, pok. 120

00-330 Warszawa, POLAND

e-mail:stowarzyszenie@holocaustresearch.pl

www.holocaustresearch.pl

Podziękowania

Podziękowania

Wstępne wyniki moich badań nad szmalcownikami ukazały się drukiem w „Zeszytach Historycznych” (t. 143, 2003). Jestem wdzięczny redakcji „Zeszytów” za zgodę na wykorzystanie fragmentów artykułu w niniejszej pracy. Jestem głęboko zobowiązany Barbarze Engelking za uwagi, komentarze i sugestie, bez których ta praca nie wyszłaby poza stadium wstępnych planów. Podziękowania za rady i sugestie kieruję również do doktora Dariusza Libionki oraz doktora Andrzeja Żbikowskiego. Odpowiedzialność za pozostałe jeszcze błędy ponosi wyłącznie autor. Chcę również wyrazić wdzięczność zawsze pomocnym pracownikom Archiwum Miasta Stołecznego Warszawy, Sekcji Rękopisów Biblioteki Narodowej oraz Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej. Zgodnie z przepisami dotyczącymi udostępnienia materiałów archiwalnych, nazwiska szantażystów zostały zmienione.

Wprowadzenie

Wprowadzenie

W parku w jerozolimskim Yad Vashem rosną drzewka oliwne, upamiętniające bohaterstwo ludzi niosących pomoc Żydom w czasach Zagłady. Każde drzewko poświęcone jest innemu spośród Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Od 1963 roku, kiedy zaczęto przyznawać tytuły Sprawiedliwych, uhonorowano w ten sposób ponad dwadzieścia tysięcy osób. „Polskich” drzewek jest w Yad Vashem najwięcej – prawie sześć tysięcy. Każde z nich uosabia bezgraniczne poświęcenie i bohaterstwo okazane w obliczu najbardziej przerażającego terroru. Świadomość tego, iż niesienie pomocy Żydom zostało przez Niemców zagrożone karą śmierci, nadaje czynom polskich Sprawiedliwych wyjątkowy charakter. Działalność tych ludzi została szeroko omówiona w licznych publikacjach poświęconych dziejom okupacji niemieckiej w Polsce oraz stosunkom polsko-żydowskim. Wiele miejsca poświęcono również organizacjom Państwa Podziemnego niosącym pomoc ginącym Żydom polskim. Podkreśla się rolę Rady Pomocy Żydom („Żegoty”) oraz pisze o ponawianych przez podziemie próbach zaalarmowania międzynarodowej opinii publicznej o trwającej eksterminacji ludności żydowskiej. Duma z czynów Sprawiedliwych nie powinna jednak usprawiedliwiać zaniechania badań nad ludźmi, którzy wobec Zagłady zachowali obojętność. Nawet w czasie wojny życie płynie swoim trybem i trudno oczekiwać od całego społeczeństwa codziennego bohaterstwa, bezkompromisowości i odwagi. Przeto w polskiej literaturze dotyczącej lat wojny i okupacji problemowi postaw obojętnych oraz zagadnieniu granic kompromisu wobec okupanta poświęcono bardzo mało uwagi. Jeszcze mniej wiadomo o ludziach, dla których terror oraz drakońskie prawa wprowadzone przez hitlerowców stworzyły możliwość szybkiego wzbogacenia się. O nich właśnie będzie mowa w tej pracy.

Nie jest tajemnicą, że podczas wojny działali w Polsce ludzie trudniący się szantażowaniem współobywateli pochodzenia żydowskiego. Wbrew często powtarzanym opiniom, zjawisko szmalcownictwa nie należało do zachowań marginalnych, lecz stało się źródłem zarobków dla tysięcy ludzi. Wielu warszawiaków stało się bezpośrednimi (i często biernymi) świadkami wymuszeń, a całe społeczeństwo było świadome istnienia nagonki na ukrywających się Żydów. Choć liczbę Żydów wydanych w ten sposób w ręce Niemców trudno oszacować, to zbrodniczą działalność szantażystów i donosicieli należy rozpatrywać nie tylko w kategoriach cierpienia i śmierci ich bezpośrednich ofiar, lecz także męczeństwa tych wszystkich, którzy – bojąc się zagrożeń czekających na nich po drugiej stronie murów – zdecydowali się pozostać w getcie i podzielić los większości warszawskich Żydów. Do zbrodni szmalcowników należałoby również dodać ofiary „zatrzaśniętych drzwi” – ludzkiej obojętności i strachu. Niektórzy warszawiacy, którzy w innych okolicznościach pomogliby zaszczutym przez Niemców Żydom, wobec zagrożenia donosami i szantażami, w odruchu samoobrony, zamykali drzwi przed szukającymi kryjówki.

Jeżeli chodzi o definicję pojęcia szmalcownictwa, to warto podkreślić milczenie, jakie na ten temat zachowywały wydane na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci encyklopedie. Słowo „szmalcownik” nie znalazło się ani w trzynastotomowej encyklopedii wydanej w latach 60., ani w późniejszej sześciotomowej encyklopedii PWN. Nieco lepiej sytuacja wygląda w słownikach. Co prawda Leksykon PWN, Słownik ortograficzny języka polskiego, Popularny słownik języka polskiego orazSłownik języka polskiego Mieczysława Szymczaka zachowują na temat szmalcowników „encyklopedyczną” powściągliwość, ale już ze słownika Doroszewskiego możemy się dowiedzieć, że „szmalcem nazywano za okupacji hitlerowskiej okup wymuszany na kimś, zwykle na Żydach, pod groźbą zadenuncjowania, wydania w ręce gestapo”. Natomiast szmalcownikiem był ten, kto „wymuszał na kimś okup, zwykle na Żydzie, pod groźbą zadenuncjowania, wydania w ręce gestapo”. Podobną definicję możemy znaleźć w Słowniku współczesnego języka polskiego pod redakcją Bogusława Dunaja. Z powyższego zestawienia widać, że niełatwo odszukać definicję wyrażenia, które niemniej jednak od lat wojny zdobyło sobie prawo obywatelstwa w języku polskim. Z drugiej strony fakt, że zaistniała w polszczyźnie potrzeba ukucia nowego wyrazu na określenie ludzi zajmujących się tropieniem i szantażowaniem Żydów wskazuje na niebagatelną skalę tego zjawiska. Nawiasem mówiąc, badania nad szmalcownictwem równie dobrze można by rozszerzyć na ludzi denuncjujących Żydów z poczucia obowiązku, z pobudek ideologicznych bądź osobistych.

Problem denuncjacji i szantażu wobec Żydów jest jednym z wielu zagadnień, które nie doczekały się dotąd obszerniejszego omówienia we współczesnej polskiej literaturze historycznej. Dopiero w ostatnich latach pojawiło się kilka publikacji, które w sposób bardziej systematyczny (choć z reguły przy okazji omawiania innych zagadnień) zajęły się tym bolesnym problemem1. W „Słowniku historii i kultury polskich Żydów” szmalcowników zdefiniowano jako ludzi zarabiających szantażowaniem i denuncjowaniem ukrywających się Żydów2. Steven Paulsson w swojej książce poświęconej Żydom ukrywającym się w Warszawie, w ślad za Emanuelem Ringelblumem zaproponował, żeby ludzi żerujących na nieszczęściu Żydów podzielić na szantażystów (blackmailers) oraz szmalcowników (extortionists). Ci pierwsi – to świetnie zorganizowani przestępcy, drudzy zaś – to pospolite ruszenie, często wspominane w pamiętnikach „kupy swawolne”, złożone w dużej mierze z bezkarnie grasujących wyrostków. O ile spotkania ze szmalcownikami kończyły się jednorazowym okupem, o tyle szantażyści „strzygli” swe ofiary aż do ostatniej złotówki, dolara i marki, aby na koniec wydać ogołocone ze wszystkiego ofiary w ręce policji3. W powyższym podziale jest sporo racji, ale trzeba uściślić, że granice między tymi grupami były płynne. Nie bierze on również pod uwagę trzeciej (bardzo licznej) grupy złożonej z bandytów, nachodzących mieszkania żydowskie i wymuszających okup pod groźbą wydania w ręce gestapo. Niektórzy szmalcownicy, poprzednio ogołociwszy szantażowane Żydówki ze wszystkich pieniędzy, dalszy haracz pobierali w naturze, gwałcąc ukrywające się kobiety. Nie widać tu motywacji finansowych, ale niewątpliwie dochodziło do szantażu i do pobrania swoiście rozumianego okupu. Inni ludzie, którym też poświęcę nieco miejsca, wydawali Żydów w ręce policji („bo tak wypadało”) ze strachu, bojąc się zbiorowej odpowiedzialności mieszkańców całej kamienicy w razie „wpadki” ukrywających się Żydów. Jeszcze inni, korzystając z aresztowań lub też wywołując je za pomocą donosu, przejmowali resztki żydowskiego mienia wychodząc z założenia, że „oni i tak już długo nie pożyją”. Nie brakowało i takich, którzy wydawali Żydów na śmierć z pobudek ideowych, uzasadniając donosy swoiście pojętą „solidarnością rasową”.

Jakiś czas temu próbę klasyfikacji szmalcowników podjęła Barbara Engelking. Autorka wyodrębniła sześć głównych grup szmalcowniczych. Do pierwszej należeli ludzie z przedwojennego marginesu, do drugiej – ludzie słabego charakteru, zdeprawowani przez wojnę. Trzecia grupa skupiała ludzi tropiących Żydów w pobudek ideologicznych, czwarta zaś – osoby uległe totalitaryzmowi, dla których hitlerowskie regulacje prawne stały się normą, jakiej należało przestrzegać. Dwie pozostałe grupy to Żydzi wydający innych Żydów w nadziei ocalenia własnego życia oraz Polacy załatwiający własne porachunki za pomocą denuncjacji znienawidzonych sąsiadów i znajomych4. W literaturze obcojęzycznej szmalcownikom poświęcono więcej miejsca. Jest to jednak literatura praktycznie w Polsce nieznana. Historycy zachodni, zwracając uwagę na zagrożenie szantażem, piszą o obojętności społeczeństwa polskiego oraz struktur państwa podziemnego. Niekiedy mowa jest wręcz o „zdumiewającej indyferencji” społeczeństwa polskiego – obojętności, która umożliwiła szmalcownikom bezkarną działalność aż do końca okupacji5.

W poniższych rozważaniach przyjmiemy dwa podziały działań szmalcowniczych: czasowy i związany z przyjętą taktyką. Pierwszy, oparty na chronologii, pozwoli na rozróżnienie szantażystów od szmalcowników. W stosunku do przestępców dokonujących wymuszeń w latach 1939-1941, czyli przed wprowadzeniem kary śmierci za przebywanie poza gettem, używać będziemy nazwy „szantażyści”. Ludzie ci wybierali, co prawda, swoje ofiary „według klucza rasowego”, lecz wykorzystywali specyficzne metody szantażu oraz wychodzili z założenia, że w razie aresztowania Żydom groziła najwyżej grzywna czy areszt. Szantażyści żerowali na strachu warszawskich Żydów, strachu często irracjonalnym, gdyż nawet z punktu widzenia władz okupacyjnych ludzie ci byli zazwyczaj niewinni. Przestępcy, których określimy mianem szmalcowników, zajmowali się tropieniem Żydów po listopadzie 1941 roku, zdając sobie sprawę, że w razie denuncjacji ich ofiary czeka pewna śmierć. Drugi podział oparty jest na kryterium obranej przez przestępców taktyki. Zarówno szantażyści, jak i szmalcownicy działali w pojedynkę bądź w zorganizowanych grupach. Różnorakie „techniki działania” przestępców omówione zostaną w ramach zarysowanej powyżej periodyzacji.

Postawy szmalcownicze nie mogą być rozpatrywane wyłącznie w „polskim” kontekście, gdyż niewątpliwie wiążą się z szeroko pojętym „odczłowieczeniem” Żydów, procesem, który zaczął się już przed wojną, w klimacie narastającego antysemityzmu, i objął wszystkie kraje europejskie. Antysemickie hasła lansowane przez hitlerowski Propagandabteilung na łamach pism gadzinowych w krajach podbitych trafiały wobec tego niejednokrotnie na podatny grunt. Jak twierdzą historycy epoki najnowszej, szmalcownictwo – w tej czy w innej postaci – istniało bowiem we wszystkich krajach okupowanej Europy. Najnowsza w serii studiów poświęconych polowaniu na Żydów w Europie Zachodniej jest praca opisująca grupę kilkudziesięciu holenderskich ochotników, którzy wydali w ręce Niemców dziewięć tysięcy ukrywających się w Holandii Żydów6. Ochotnicy z „Kolumny Henneicka” już wcześniej wyspecjalizowali się w wymuszaniu okupów od Żydów, a w 1943 roku, gdy tylko Niemcy przystąpili do wypłacania wysokich nagród za ukrywających się, zaczęli wydawać ofiary bezpośrednio w ręce gestapo. Również we Francji, na przestrzeni ostatnich kilku lat, ukazało się kilka studiów poświęconych denuncjacji i wydawaniu Żydów w ręce niemieckie7. Nie znaczy to, że temat został wyczerpany. Badaczy, zwłaszcza francuskich, czeka jeszcze ogromna praca.

1 Do prac naukowych, w których wspomniano (choć pobieżnie) problem szmalcownictwa należą: T. Prekerowa, Konspiracyjna Rada Pomocy Żydom w Warszawie 1942-1945, Warszawa 1982; B. Engelking i J. Leociak, Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście, Warszawa 2001, oraz znajdująca się obecnie w druku praca D. Libionki, ZWZ-AK i Delegatura Rządu RP wobec eksterminacji Żydów polskich.Należy tu również wspomnieć o niepublikowanej, opartej na oryginalnym materiale archiwalnym, pracy magisterskiej: A. Rodek, „Tzw . szmalcownicy - Warszawa i okolice ( 1940-1944)”, (Wydział Historyczny Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2002).

2 A. Cała, H. Węgrzynek i G. Zalewska, Historia i kultura Żydów polskich. Słownik, Warszawa 1999.

3 G. S. Paulsson, Secret City. The Hidden Jews of Warsaw, 1940-1945, Yale 2002, s.149-151.

4 B. Engelking, Zagłada i pamięć. Doświadczenie Holocaustu i jego konsekwencje opisane na podstawie relacji autobiograficznych, Warszawa 1994, s. 53.

5 Więcej na ten temat pisze J. Radziłowski, Ejszyszki Revisited 1939-1945, „Polin: Studies in Polish Jewry”, (15), 2002, s. 453-468. D. Cymet, Polish State Antisemitism as a Major Force Leading to the Holocaust, „Journal of Genocide Research”, 1, June 1999, s. 169-212. I. Gutman, S. Krakowski, Unequal Yictims. Poles and Jews during World War Two, New York 1986. W jednym z opracowań czytamy: „Chodzi o zadziwiającą obojętność (indifférence stupéfiante) ogromnej większości polskiego społeczeństwa bądź w stosunku do Shoah, bądź wobec donosicieli, haniebnych szmalcowników, szantażujących Żydów ukrywających się po aryjskiej stronie”. M. i N. Weinstock, Khurbm Varshe, L’anéantissementde la Varsovie juive par lehoshua Perle, „Revue d'Histoire de la Shoah”, 1998, s. 108.

6 Ad van Liempt, Kopgeld. Nederlandse premiejagers op zoek naar joden, 1943, Uitgeverij Balans 2002.

7 J.-M. Berlière, Les Policiers français sous l’Occupation,, Paris 2001. Na szczególną uwagę zasługuje rozdział „Les mangeurs de juifs” (Pożeracze Żydów); A. Rayski, Le choix des Juif sou Vichy. Entre soumission et résistance, Paris 1992; S. Fishman, L. Lee Downs, I. Sinanogul, L. V Smith (wyd.), France at War: Vichy and the Historians, New York 2000; V Holman, D. Kelly; J. Jackson (wyd.) France: The Dark lears, 1940-1944, New York 2001; L. Taylor, Between Resistance and Collaboration: Popular Protest in Northern France 1940-45,Oxford 2000, oraz artykuł S. Kitsona, From Enthusiasm To Disenchantment: The French Police and the Vichy Regime, 1940-1944, „Contemporary European Historyk', 11(3), 2002, s. 371-390.

Szmalcownicy i ich ofiary

SZMALCOWNICY I ICH OFIARY

...szantażyści i szmalcownicy są wieczną zmorą Żydów po aryjskiej stronie. Nie ma dosłownie Żyda „na powierzchni” czy „pod powierzchnią”, który by nie miał z nimi do czynienia raz albo kilka razy i nie musiał się od nich wykupić większą lub mniejszą sumą pieniędzy.

Emanuel Ringelblum, Stosunki polsko-żydowskie, s. 95

Wraz z upadkiem polskiej państwowości załamały się ustalone normy współżycia społecznego, torując drogę rozwojowi przestępczości oraz szeroko pojętym zachowaniom kryminogennym. „Biuletyn Informacyjny” (dalej BI), bez wątpienia najszerzej kolportowane i najbardziej poważane pismo Państwa Podziemnego, już od wczesnej wiosny 1940 roku donosił o rabunkach, napadach i zabójstwach popełnionych przez rozzuchwalonych czasem wojny bandytów. Doniesieniom BI wtórowały raporty wysyłane z kraju do Londynu. Na jesieni 1941 roku generał Stefan Grot-Rowecki informował, że „szerzy się przestępczość, zwłaszcza przestępstwa pospolite, rozwinęło się donosicielstwo, zaznaczyły się przypadki zbrodniczego współdziałania z okupantem”1. „Bandycenie się” dotyczyło w równym stopniu postaw indywidualnych, jak i zachowań zbiorowych2. Choć szantażowanie Żydów było tylko jednym z wielu przejawów fali bandytyzmu zalewającej okupowany kraj, to szmalcownictwo z całą pewnością nie zaliczało się do problemów marginalnych. Sytuacja w Warszawie należała – jak się wydaje – do najbardziej alarmujących. W prasie konspiracyjnej pisano: „zatrważający wzrost denuncjatorów, nieprawdopodobne rozszerzenie się zgranych kół szantażystów zagraża spokojowi coraz większej ilości ludzi, czyniąc nieznośnym życie tych, którzy prześladowani przez okupanta czują się jak zgonione wściekłe psy3. Ciągła nagonka ze strony szantażystów i szmalcowników była jednym z najkoszmarniejszych zagrożeń dla wychodzących z getta bądź ukrywających się po aryjskiej stronie Żydów.

W napisanym w ukryciu opracowaniu Emanuela Ringelbluma znajdujemy pierwszą próbę oszacowania liczby grasujących po Warszawie szmalcowników. Według kronikarza getta mówić można było o „setkach, a być może tysiącach” ludzi4. Według szacunków innego autora: „trudno powiedzieć, ilu szantażystów grasowało w Warszawie, bez wątpienia nie stanowili oni więcej niż promile jej ludności. Ale niezmierna szkodliwość ich poczynań i całkowita bezkarność sprawiały, że wywierali na życie okupowanego miasta wpływ nieproporcjonalnie duży, znacznie większy, niż powinno wynikać z ich liczby”5. Wspomniany już Steve Paulsson, na podstawie pamiętników ukrywających się w Warszawie Żydów pisze o kilkuset gangach skupiających od trzech do czterech tysięcy ludzi6. Powstaje pytanie, czy mowa o kilku tysiącach ludzi parających się szmalcownictwem na przestrzeni czterech lat okupacji, czy też o liczbie ludzi tropiących Żydów każdego dnia okupacji. Te dość pobieżne szacunki nie uwzględniają też faktu, że szmalcownictwo dla wielu stanowiło zajęcie dorywcze, „z doskoku”, w miarę nadarzającej się okazji.

1Armia Krajowa w Dokumentach, t. I: 150. Meldunek nr 88 z 20 listopada 1941.

2 Zjawisko „bandycenia się” odziałów partyzanckich i komórek konspiracyjnych zostało wstępnie opisane w niedawno wydanej broszurze. Zob. T. Strzembosz (wyd.), Problemy bandytyzmu w okupowanej Polsce w latach 1939-1947, Warszawa 2003.

3 „Prawda”, marzec 1943. Cytuję za: T. Prekerowa, Konspiracyjna Rada Pomocy Żydom w Warszawie 1942-1945, Warszawa 1982, s. 279.

4 E. Ringelblum, Stosunki polsko-żydowskie w czasie drugiej wojny światowej, Warszawa 1988, s. 95.

5 T. Prekerowa, Konspiracyjna Rada, op. cit., s. 267.

6 G. S. Paulsson, Secret City. The Hidden Jews of  Warsaw, 1940-1945, Yale 2002, s. 149.

Periodyzacja wydarzeń

Periodyzacja wydarzeń

Jak już zaznaczyłem we wprowadzeniu, wymuszenia i szantaże wobec Żydów dzieli wyraźna cezura czasowa. Pierwszy okres trwał do listopada 1941 roku, kiedy ceną denuncjacji było więzienie, grzywna i przesiedlenie do getta. Drugi zaś rozpoczął się w końcu listopada 1941 roku, kiedy to warszawski Sąd Specjalny zasądził pierwsze wyroki śmierci na Żydów schwytanych poza murami dzielnicy zamkniętej1. Niejednokrotnie można usłyszeć, że szantażowanie Żydów rozpoczęło się z chwilą zamknięcia getta, czyli od 15 listopada 1940 roku. Nic bardziej błędnego. Szantażowanie Żydów rozpoczęło się z chwilą wejścia wojsk niemieckich do Warszawy i przybierało na sile z każdym nowym antyżydowskim rozporządzeniem. Już pierwsze dni okupacji dostarczyły licznych dowodów niemieckiej brutalności i pogardy wobec Żydów. A to z kolei nie pozostawiało wątpliwości co do miejsca tej społeczności w ramach nowego hitlerowskiego porządku w okupowanej stolicy. Rychłe wprowadzenie na terenie Generalnej Guberni specjalnych ustaw antyżydowskich uzmysłowiło wszystkim, że ludność żydowska została wyjęta spod prawa. Po pierwszych miesiącach konfuzji, sami Żydzi zrozumieli, że nie mogą spodziewać się pomocy ze strony policji ani innych władz. Co gorsza, już wkrótce okazało się, że wielu skorumpowanych „granatowych” policjantów weszło w porozumienie z gangami szmalcowników, ofiarowując opiekę i informacje w zamian za część wyłudzonych od Żydów pieniędzy. Pierwszym krokiem ułatwiającym szantaż było wprowadzenie 1 grudnia 1939 roku nakazu noszenia przez Żydów opasek z gwiazdą Dawida. Obowiązkowi temu podlegali wszyscy Żydzi (bez względu na wyznanie) powyżej dziesiątego roku życia. Wraz z zagęszczaniem się atmosfery terroru, rosły kary nakładane na Żydów nie stosujących się do zarządzeń władz. Wraz z wyższymi karami rosło zagrożenie szantażem. Brak opaski z gwiazdą Dawida karany był z początku aresztem i grzywną. O ile kary pieniężne wynosiły (do połowy 1941 roku) ok. 30-150 złotych, o tyle towarzyszący im areszt śledczy stanowił okrutną i trwającą nieraz kilka miesięcy karę. Warunki panujące wówczas na Rakowieckiej opisał jeden z osadzonych w mokotowskim więzieniu szantażystów: nie trzeba nadmieniać, że siedzenie w więzieniu nie należy do przyjemności, tym bardziej że teraz w okresie wojennym, gdzie i wyżywienie niewystarczające i przepełnienie ogromne. W celach dla 30 więźniów siedzi 80 i więcej ludzi, zmian bielizny jest mało, ludzie są wycieńczeni, nic więc dziwnego, że w końcu stycznia wybuchła u nas epidemja tyfusu plamistego, na który zapadło około 200 osób. Ja mimo że byłem stale na infekcję narażony, ponieważ od połowy stycznia jestem pisarzem szpitala więziennego, dzięki zastrzykom Prof. Weigla, które jako jeden z trzech więźniów na cały Mokotów otrzymałem, szczęśliwie jakoś zakażenia uniknąłem2. Sama groźba trafienia na szereg miesięcy do aresztu śledczego stanowiła wystarczający motyw, aby opłacić się szatanżystom czy też – aby odwołać się do ówczesnego żargonu – „szmalcować się”. Liczne (i zawsze bezskuteczne) prośby o zwolnienie z aresztu wystosowane do sądów niemieckich przez osadzonych na Dzielnej, Daniłowiczowskiej bądź na Rakowieckiej Żydów stanowią wymowne świadectwo okropnych warunków panujących w więzieniu.

Na terenach północnego Mazowsza (wcielonego do Rzeszy) za brak opaski karano śmiercią już od końca 1939 roku. W marcu 1940 roku „Nowy Kurier Warszawski” informował, że „winni wykroczenia (nienoszenia opaski – J.G.) podlegają karze więzienia i grzywny do nieograniczonej wysokości lub jednej z tych kar”3.

Wyroki za brak opaski syjonistycznej (tzw. Judenkennzeichen), poruszanie się bez przepustki oraz za przebywanie poza dzielnicą żydowską z fałszywymi papierami4.

Drugim krokiem mającym na celu marginalizację ludności żydowskiej było wprowadzenie restrykcji majątkowych. Zamożniejszych Żydów zmuszono do przekazania środków produkcji w ręce aryjskich zarządców komisarycznych (tzw. treuhänderów); ubożsi musieli zarejestrować u władz policyjnych wszystkie posiadane kosztowności5. Szczególnie „poszukiwaną” grupą byli żydowscy bankierzy i finansiści, którym nie udało się na czas opuścić kraju. W szantażowaniu tej kategorii ofiar palmę pierwszeństwa dzierżyli Niemcy występujący w pełnym majestacie hitlerowskiego prawa. Przykład dla szmalcowników szedł z góry: policja niemiecka zajęła się bogatymi Żydami już w pierwszych dniach października 1939 roku. Członkowie stacjonującej w Warszawie Einsatzgruppe rozpoczęli prewencyjne aresztowania zamożnych ludzi, którzy mogli uciec za granicę lub mieli za granicą wpływowych krewnych, mogących wpłacić okup za uwolnienie bliskich. Aresztowano i szantażowano Wawelbergów, Fleischmannów i Hochmanów6. W ślad za policją, pojawili się przedstawiciele firm niemieckich, skorzy do przejęcia „aryzowanych” przesiębiorstw, a za nimi przyjechali z Niemiec różnej maści hochsztaplerzy i szumowiny7. Od października 1940 roku zaczęła się masowa przeprowadzka Żydów w granice nowo utworzonej dzielnicy żydowskiej. 15 listopada getto zostało zamknięte, a pobyt Żydów poza jego granicami – zakazany. W miarę narastania usankcjonowanego bezprawia pogłębiało się poczucie bezradności wśród warszawskich Żydów, a na nim zaczęli żerować przestępcy, którzy już niebawem ochrzczeni zostali mianem szmalcowników.

1 Rozporządzenie Hansa Franka z 15 października 1941 oraz zarządzenie gubernatora dystryktu warszawskiego Fischera z 10 listopada 1941, opublikowane w „Nowym Kurierze Warszawskim”, 12-13 listopada 1941. Cyt. za: W Bartoszewski, 1859 dni Warszawy, Warszawa 1967, s. 236, oraz W Bartoszewski, Warszawski pierścień śmierci, 1939-1944, Warszawa 1967, s. 118.

2 Archiwum Miasta Stołecznego Warszawy (dalej AMSW), Sondergericht Warschau (dalej SGW) teczka 218 (354), 31 marca 1941, fol. 214. Fragment listu szantażysty do dyrektora „plantacyj” warszawskich, dr. Leona Danielewicza.

3 „Nowy Kurier Warszawski”, 15 marca 1940, s. 3. 18

4 Zestawienie sporządzono na podstawie wyroków Sondergerichtu zachowanych w aktach Sądu Niemieckiego, Sądu Specjalnego oraz Prokuratury przy Sądzie Specjalnym. Grzywny nałożone bez dodatkowej kary pozbawienia wolności wynosiły od 30 do 1000 złotych.

5 Zarządzenie z dnia 24 stycznia 1940 roku o „zgłoszeniu żydowskiej własności w Generalnej Guberni” [Anmeldung des jüdischen Vermögens im GG].

6 AMSW, Staatsanwaltschaft bei dem Sondergericht Warschau (dalej SSW), teczka 127. 20 listopada 1939 osadzono na Pawiaku Michała i Henryka Wawelbergów, Albina Fleischmana i Norberta Hochmana. Rodziny aresztowanych gestapo zdołało przechwycić 21 listopada w tranzycie, w Wiedniu. Według dr. F. działającego jako agent-provocateur na rzecz gestapo, aresztowani Żydzi chcieli wywieźć z Polski ok. 3-4 mln złotych (fol. 76).

7 AMSW, SSW, m.in. teczki 145 (127); 625 (493); 657 (503); 1000 (1071); 1747 (1717). Kwestia ta wychodzi poza ramy tej pracy, ale w aktach prokuratury odnajdujemy wiele przykładów Niemców rabujących Żydów „w majestacie prawa”, powołujących się na przepisy o wywłaszczeniu właścicieli żydowskich.

Sądy i podsądni

Sądy i podsądni

...ze względu na to, że tego rodzaju sprawy (szantaże Żydów – J. G.)