Wydawca: Burda Książki Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 383 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka ISIS. Wewnątrz armii terroru - Michael Weiss

Wnikliwy raport o najgroźniejszej grupie terrorystycznej świata.

W jaki sposób brutalni ekstremiści przekształcili się z prawie rozbitej grupy irackich powstańców w armię dżihadystów, do której należą międzynarodowi ochotnicy ścinający zakładników z Zachodu na profesjonalnie wyprodukowanych nagraniach? Jak udało się im podbić terytorium pod względem powierzchni równe Wielkiej Brytanii?

Bazując na oryginalnych wywiadach z byłymi urzędnikami USA oraz obecnymi bojownikami ISIS autorzy ujawniają również bratobójcze zmagania wewnątrz samego ruchu.

Opinie o ebooku ISIS. Wewnątrz armii terroru - Michael Weiss

Cytaty z ebooka ISIS. Wewnątrz armii terroru - Michael Weiss

pośmiertnym”. Kiedy w połowie czerwca 2014 roku ISIS wdarło się do Mosulu, stolicy irackiej prowincji Niniwa, świat zareagował niedowierzaniem i szokiem. Ludzie tacy jak Abd al-Aziz podbili terytorium odpowiadające wielkością Wielkiej Brytanii. Zaledwie tysiąc bojowników zdobyło miasto w środkowym Iraku strzeżone przez trzydzieści tysięcy wyszkolonych przez Amerykanów irackich żołnierzy i policjantów, którzy uciekli, zostawiając ISIS wozy terenowe Humvee i czołgi Abrams warte dziesiątki milionów dolarów. Jacy terroryści jeżdżą opancerzonymi pojazdami i czołgami? Czy PI to organizacja, czy już raczej armia? Pięć miesięcy przed kapitulacją
Kto mógłby wstąpić do PI? W 1940 roku George Orwell napisał esej, w którym zadał podobne pytanie, odnosząc się do pewnej książki sławiącej coś, co uznał za „straszliwie bezmózgie imperium, w którym, co najważniejsze, nie będzie się działo nic, z wyjątkiem szkolenia młodych mężczyzn do wojska i nieustannego hodowania mięsa armatniego”. Zastanawiał się, jak można było przedstawić tak „przerażającą wizję”, jeżeli liberalna demokracja miała położyć kres podobnemu barbarzyństwu. I dlaczego naród ukorzył się przed człowiekiem, który oferował mu „walkę, niebezpieczeństwo i śmierć”, podczas gdy inne ustroje proponowały „godziwe życie”? W ten sposób Orwell recenzował Mein Kampf [392] .

Fragment ebooka ISIS. Wewnątrz armii terroru - Michael Weiss

Dla Amy i Oli, które męczyły się z Państwem Islamskim (i z nami), bardziej niż godzi się wymagać od małżonek.

  Wprowadzenie  

Pod koniec 2011 roku Abd al-Aziz Kuwan poprosił wujka z Syrii, żeby pomógł mu nawiązać kontakt z Rijadem al-Asadem, pułkownikiem syryjskich sił powietrznych i jednym z pierwszych zbiegów ze znajdującej się pod dyktaturą Baszszara al-Asada Syrii. Abd al-Aziz, szesnastolatek z Bahrajnu, chciał przyłączyć się do zbrojnego powstania w Syrii, na co nie pozwolili mu rodzice. Zrobił to więc wbrew ich woli.

Na początku 2012 roku najpierw poleciał do Stambułu, a potem, idąc za przykładem wielu innych żołnierzy z zagranicy, odbył trzynastogodzinną podróż autokarem do Reyhanlı, przygranicznego miasta w południowej Turcji. Stamtąd przedostał się przez granicę do syryjskiej prowincji Aleppo, obszaru na północy kraju, który wtedy znajdował się już w całości w rękach tych, którzy wystąpili przeciwko Al-Asadowi. Abd al-Aziz walczył przez kilka tygodni w szeregach umiarkowanych rebeliantów, po czym doszedł do wniosku, że są oni zbyt skorumpowani i całkiem nieskuteczni. Następnie służył w różnych brygadach islamistów, najpierw w Ahrar asz-Szamie, potem w Dżabhat an-Nusrze, która później przyznała się, że jest syryjskim odłamem Al-Kaidy. Choć Abd al-Aziz zyskał sobie reputację nieustraszonego i pobożnego bojownika, był rozczarowany swoimi kompanami w szeregach islamistów, a rodzina naciskała, żeby wrócił do Bahrajnu, co zrobił pod koniec 2012 roku. Po powrocie Abd al-Aziza do domu matka niezwłocznie odebrała mu paszport.

„Chodzę ulicami [Bahrajnu] i czuję się uwięziony – powiedział Abd al-Aziz autorom rok później, wspominając z tęsknotą czasy, kiedy był świętym wojownikiem. – Czuję się spętany. Zupełnie jakby ktoś mnie bez przerwy obserwował. Ten świat nic dla mnie nie znaczy. Chcę być wolny. Chcę tam wrócić. Ludzie umierają tam za sprawę, właśnie na tym polega godne życie”.

Rodzina Abd al-Aziza przeprowadziła się do Bahrajnu ze wschodniej Syrii w latach osiemdziesiątych. Rodzice zapewnili synowi życie na przyzwoitym poziomie. „Ojciec dobrze go wychował. Nauczył go niezależności i chciał, żeby osiągnął wysoką pozycję społeczną”, wspominał jeden z krewnych. Dodał też, że Abd al-Aziz był „spokojny”, „kulturalny” i „zawsze zachowywał się jak mężczyzna”.

Abd al-Aziz został w Bahrajnie jeszcze trzy miesiące, po czym udało mu się przekonać matkę, żeby oddała mu paszport. Trzy dni później wyjechał do Syrii, gdzie przyłączył się do Islamskiego Państwa Iraku i Asz-Szamu (ang. ISIS), o którym wówczas zaczynało być głośno jako o jednej z najbardziej zdyscyplinowanych i zorganizowanych grup dżihadystów w Syrii[1]. Abd al-Aziz później powiedział, że w ciągu ostatnich miesięcy w Bahrajnie podjął decyzję o przyłączeniu się do ISIS po rozmowie z „kilkoma braćmi” w Syrii za pośrednictwem Skype’a. Doświadczenie zdobyte w innych ugrupowaniach islamistycznych ideologicznie spokrewnionych z ISIS przydało mu się po wstąpieniu do organizacji pełnej bojowników z zagranicy. Abd al-Aziz szybko piął się w hierarchii ISIS, najpierw jako koordynator kontaktów między miejscowymi emirami i innymi grupami rebeliantów, potem przekazując wiadomości i zawierając ustne umowy w imieniu swojego dowódcy. Kiedy latem 2014 roku ISIS zdobyło strategiczne tereny w Syrii i w Iraku, Abd al-Aziz dostał stanowisko nadzorcy trzech miast nieopodal położonego przy granicy Syrii z Irakiem miasteczka Albu Kamal, przez które od dawna ludzie tacy jak on przedostawali się do Syrii.

W szeregach Państwa Islamskiego Abd al-Aziz dowiedział się na swój temat nowych rzeczy. Odkrył, że jest bezlitosny, brutalny i bezwzględny. Ścinał wrogów. W domu miał jazydkę, która była jego sabijja, czyli niewolnicą seksualną. Dostał ją w nagrodę za udział w walkach z peszmergami i innymi bojówkami Kurdów w Sindżarze w Iraku, przy granicy z Syrią. Według pisma propagandowego PI „Dabiq” jedna piąta niewolnic seksualnych schwytanych w Sindżarze została przetransportowana do głównego dowództwa Państwa Islamskiego i wydana na jego pastwę. Resztę rozdzielono między bojowników, w tym Abd al-Aziza, jako łup wojenny.

Abd al-Aziz pokazał nam zdjęcie swojej sabijja. Była nastolatką. „Własnością” Abd al-Aziza była przez mniej więcej miesiąc, po czym przekazał on ją innym dowódcom.

Gwałty nie przeszkadzały Abd al-Azizowi wieść życia zgodnego z wymogami religii muzułmańskiej. Jeden z jego towarzyszy broni opowiadał, że kiedy w telewizji nadawano wiadomości, Abd al-Aziz zasłaniał ekran, żeby nie oglądać twarzy prezenterek. Z przejęciem cytował Koran i hadisy, przypowieści jakoby pochodzące od proroka Mahometa, i snuł pompatyczne opowieści o daula, czyli państwie, jak PI nazywa swój projekt. Zapytany, co by zrobił, gdyby jego ojciec był członkiem Dżabhat an-Nusry i obaj spotkali się w boju, Abd al-Aziz odpowiedział bez wahania: „Zabiłbym go. Abu Ubajda [jeden z towarzyszy Proroka] zabił w bitwie własnego ojca. Kto podnosi rękę na państwo, będzie miał ją odrąbaną”. Abd al-Aziz nazywał również swoich krewnych w armii lub siłach bezpieczeństwa Bahrajnu „apostatami”, ponieważ wojsko jego przybranej ojczyzny było wtedy częścią międzynarodowej koalicji, która pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych prowadziła naloty na pozycje Państwa Islamskiego.

Przed przyłączeniem się do dżihadu w Syrii Abd al-Aziz był teologicznym nowicjuszem, który zaliczył zaledwie rok nauki o islamie na uczelni teologicznej w Arabii Saudyjskiej. Nie ukończył szkoły średniej w Bahrajnie i pojechał do Medyny, żeby studiować szariat, religijne prawo muzułmańskie. Według jednego z krewnych w szkole trzymał się z dala od mniej pobożnych rówieśników i zadawał się przede wszystkim z ortodoksyjnymi studentami. Wkrótce zaczął posługiwać się retoryką dżihadyzmu, nieustannie krytykując koszmarną sytuację sunnitów w Afryce, na Bliskim Wschodzie i w Azji Południowo-Wschodniej.

Jego przemiana dokonała się na syryjskich polach bitwy. Przyjął imię Abu al-Mutasim na cześć ósmego kalifa z dynastii Abbasydów, Al-Mutasima Billaha, który miał wyruszyć na czele armii, żeby pomścić kobietę znieważoną przez żołnierzy Bizancjum. Abd al-Aziz powiedział, że chce pójść w ślady kalifa abbasydzkiego i pomagać bezbronnym muzułmanom w Syrii i Iraku. Choć otrzymał stanowisko nadzorcy, zawsze szukał okazji, żeby walczyć na pierwszej linii frontu. „Nie mogę siedzieć bezczynnie. Przyjechałem tutaj w nadziei na męczeńską śmierć, wszędzie jej szukam”, powiedział nam.

Dwudziestego trzeciego października 2014 roku Abd al-Aziz znalazł śmierć. Został zastrzelony przez syryjskiego snajpera w Al-Hawika, dzielnicy Dajr az-Zaur.

Po przyłączeniu się do grupy bojownicy mają zwyczaj spisywać testament, który po ich śmierci będzie przekazany rodzinom. Swój testament Abd al-Aziz zaadresował do matki: „Jak wiesz i jak widzisz w telewizji, niewierni i rafida [pogardliwe określenie szyitów] posunęli się za daleko w gnębieniu, mordowaniu, torturowaniu muzułmanów i bezczeszczeniu ich honoru. Bóg nie pozwala mi przyglądać się, jak zabija się moje siostry i moich braci muzułmanów, podczas gdy oni bezskutecznie wołają o pomoc, a ja siedzę bezczynnie. Chciałem być taki jak Al-Mutasim Billah. A najważniejszym powodem jest to, że tęskniłem za niebem, chciałem być blisko proroka Mahometa, pokój niech będzie z nim, i chciałem prosić o wybaczenie dla Ciebie w życiu pośmiertnym”.

Kiedy w połowie czerwca 2014 roku ISIS wdarło się do Mosulu, stolicy irackiej prowincji Niniwa, świat zareagował niedowierzaniem i szokiem. Ludzie tacy jak Abd al-Aziz podbili terytorium odpowiadające wielkością Wielkiej Brytanii. Zaledwie tysiąc bojowników zdobyło miasto w środkowym Iraku strzeżone przez trzydzieści tysięcy wyszkolonych przez Amerykanów irackich żołnierzy i policjantów, którzy uciekli, zostawiając ISIS wozy terenowe Humvee i czołgi Abrams warte dziesiątki milionów dolarów. Jacy terroryści jeżdżą opancerzonymi pojazdami i czołgami? Czy PI to organizacja, czy już raczej armia?

Pięć miesięcy przed kapitulacją Mosulu prezydent Obama dość niefortunnie zbagatelizował ISIS w wywiadzie przeprowadzonym przez Davida Remnicka dla „New Yorkera”, nazywając grupę terrorystami z „trzeciej ligi”. Teraz ta trzecia liga zrównała z ziemią fortyfikacje, które od prawie stu lat oddzielały Syrię od Iraku. Państwo Islamskie ogłosiło, że ten materialny i symboliczny akt ponownego zjednoczenia stanowi koniec brytyjsko-francuskiego porozumienia kolonialnego, które przyczyniło się do wyznaczenia mapy tego regionu jeszcze przed oficjalnym zakończeniem pierwszej wojny światowej. Na mapie – ogłosiło PI – nie zostanie żaden ślad Zachodu. Teraz będzie istniał już tylko kalifat. W końcu, jak oznajmił przywódca PI, Abu Bakr al-Baghdadi, jeżeli tylko muzułmanie wykażą się siłą, kalifat znów dotrze do Hiszpanii i nawet podbije Rzym.

To książka osobista. Jeden z autorów jest Syryjczykiem z przygranicznego miasta Albu Kamal, które od dawna było punktem przerzutowym dżihadystów przemieszczających się do Iraku i z powrotem. Drugi z autorów relacjonował wydarzenia z Al-Bab, podmiejskiej dzielnicy Aleppo, niegdyś kolebki niezależnej społeczności walczącej o demokrację; dziś to straszliwy bastion PI, w którym narzucono szariat. Chcemy odpowiedzieć na proste pytanie, które zadawano wielokrotnie w wiadomościach telewizyjnych podczas przygnębiających dni lata i jesieni 2014 roku: „Skąd się wzięło PI i jak udało mu się wyrządzić tyle zła w tak krótkim czasie?”. Pytanie jest uzasadnione w świetle obrazów i nagrań rozchodzących się po świecie, z których najstraszniejsze są propagandowe egzekucje zachodnich zakładników, począwszy od amerykańskiego dziennikarza Jamesa Foleya. Ale pytanie to jest zarazem dziwne, bo Stany Zjednoczone od ponad dekady toczą wojnę z różnymi wcieleniami Państwa Islamskiego: najpierw z Al-Kaidą w Iraku (ang. AQI), następnie Radą Doradczą Mudżahedinów, a potem Islamskim Państwem w Iraku (ang. ISI). Zupełnie jakby Wietkong powrócił pod inną nazwą i przypuścił szturm na jedną trzecią Azji Południowo-Wschodniej w 1985 roku, a wszyscy, od administracji Reagana po CNN, robili z tego sensację i nie posiadali się ze zdumienia na widok zaskakującej i nieznanej grupy partyzanckiej. PI było wrogiem nadzwyczaj znajomym.

A jednak wiele kwestii dotyczących tego totalitarnego i teokratycznego wroga jest zapomnianych, nieznanych lub po prostu niedostatecznie zbadanych. W każdym kraju uczestniczącym w kampanii przeciwko PI toczą się dyskusje na temat jego ideologii, strategii wojennej i wewnętrznych relacji. Czy PI jako całość jest czymś więcej, czy raczej czymś mniej niż sumą części? Czy po siedmiu miesiącach skoordynowanej międzynarodowej serii nalotów oraz dostaw broni dla sprzymierzeńców i pośredników wygrywa czy przegrywa? Czy zapowiedziany przez prezydenta Obamę zamiar „upokorzenia i zniszczenia” PI jest realistyczny w świetle obecnej polityki amerykańskiej w Syrii i w Iraku? Czy ta najnowsza wojna na Bliskim Wschodzie będzie trwać, jak niedawno zasugerował były sekretarz obrony Leon Panetta, trzydzieści lat, przeniesie się do Afryki Północnej i bez wątpienia również na nasze terytorium, co mieliśmy okazję zobaczyć podczas ataków w Paryżu w styczniu 2015 roku?

Zaczynamy od analizy współczesnego PI, ale przyjrzymy się też jego ewolucji i zmianom, które w nim nastąpiły w ciągu ostatniej dekady. W pierwszych rozdziałach zajmujemy się głównie złożoną historią wcześniejszych wcieleń PI, korzystając z dziesiątków autorskich wywiadów przeprowadzonych z byłymi członkami wywiadu i kontrwywiadu, jak również zachodnimi dyplomatami, którzy zmagali się z Al-Kaidą w Iraku. Państwo Islamskie to w istocie najnowsza postać krwawej kulminacji dysputy toczącej się od dawna w szeregach międzynarodowego dżihadyzmu. Dysputy o tym, jak powinno się prowadzić tę świętą wojnę i przeciwko komu. Czy szyitów, alawitów i inne mniejszościowe sekty i narodowości można atakować, czy powinno się je oszczędzać ze względu na dużo istotniejszą konieczność walki z Amerykanami i sprzymierzonymi z nimi „krzyżowcami syjonizmu”? Po bardziej fanatycznej stronie tego sporu stał Abu Musab az-Zarkawi, jordański założyciel Al-Kaidy w Iraku, podczas gdy „umiarkowaną” stronę reprezentował jego mentor i zwierzchnik – Usama Ibn Ladin. Niedawne rozejście się dróg Al-Kaidy i PI było nieuniknione od pierwszego spotkania Az-Zarkawiego i Ibn Ladina w Afganistanie w 1999 roku. Wspólnymi siłami przyczynili się do rozłamu Iraku, podżegali do okrutnych mordów szyitów i zabili wielu Amerykanów i ich sprzymierzeńców. To właśnie ich historia jest spoiwem dekady konfliktu, którego stronami były reżimy w Iranie i Syrii; bez tego nie da się zrozumieć, czym obecnie jest Państwo Islamskie. Choć nie sposób ustalić, kto przeważy w sporze dżihadystów i czy w ogóle będzie jakiś zwycięzca, fakt, że Al-Kaida jest od roku w stanie bratobójczego konfliktu ze swoją niegdysiejszą komórką, z pewnością wpłynie na strategię Zachodu walczącego z obydwoma organizacjami.

Następnie zajmiemy się genezą rewolucji w Syrii i pokażemy, jak reżim Al-Asada, który od dawna wspierał i finansował Al-Kaidę, usiłował nie tylko przedstawić siebie jako ofiarę swojego niegdysiejszego sprzymierzeńca, ale paradoksalnie stworzył żyzny grunt pod rozwój syryjskiego terroryzmu. W końcu przyjrzymy się obecnemu Państwu Islamskiemu, pod rządami Al-Baghdadiego i jego gorliwych siepaczy, korzystając z wywiadów z działającymi bądź już nieżyjącymi bojownikami PI, szpiegami aktywnymi i uśpionymi, jak również z ich ofiarami – członkami syryjskich plemion, rebeliantami i aktywistami, a także z pewną dzielną i niepokorną nauczycielką w Ar-Rakce, która odważyła się im przeciwstawić. Jednym z głównych ośrodków werbunku i organizacji PI są więzienia. Przypadkiem czy celowo, więzienia na Bliskim Wschodzie od lat pełnią funkcję szkoły terroryzmu, gdzie znani ekstremiści mogą się spotykać, szykować plany, organizować się, ćwiczyć zdolności przywódcze na „bezpiecznym gruncie” i zajmować się złowieszczym zadaniem werbowania nowych pokoleń bojowników.

Państwo Islamskie to organizacja terrorystyczna, ale nie tylko. To również mafia handlująca bronią i ropą na istniejącym od dziesięcioleci międzynarodowym czarnym rynku. To armia mobilizująca i wysyłająca do boju żołnierzy z profesjonalizmem, który zaimponował członkom amerykańskich sił zbrojnych. Posługuje się ona wyspecjalizowanym aparatem wywiadowczym, dzięki któremu przenika do konkurencyjnych organizacji, gdzie po cichu werbuje żołnierzy, po czym przejmuje całe grupy, gromi je w boju lub zawłaszcza ich tereny. To profesjonalna maszyna propagandowa skutecznie rozprzestrzeniająca swoje hasła i kaptująca nowych bojowników poprzez media społecznościowe. Państwo Islamskie to również widmo wroga istniejącego jeszcze przed Al-Kaidą. Większość jego decydentów służyła albo w wojsku Saddama Husajna, albo w służbach bezpieczeństwa. W pewnym sensie „świecki” baasizm powrócił więc do Iraku pod przykrywką islamskiego fundamentalizmu – co nie jest aż taką sprzecznością, jak mogłoby się wydawać.

Przede wszystkim PI przedstawia się znękanej mniejszości sunnickiej w Iraku, i jeszcze bardziej gnębionej i represjonowanej sunnickiej większości w Syrii, jako ostatnia linia obrony tego odłamu przed wrogami – „niewiernymi” Stanami Zjednoczonymi, państwami Zatoki Perskiej, które dokonały „apostazji”, alawicką dyktaturą nusajrytów w Syrii, dyktaturą rafida w Iranie i satrapii tych ostatnich w Bagdadzie[2]. Nawet tu, jak to bywa w wypadku wszystkich teorii spiskowych, PI posługuje się półprawdami i niezręcznymi faktami geopolityki, żeby nakreślić wizję skierowanego przeciwko niemu szatańskiego światowego spisku. Syryjskie samoloty wojskowe latają teraz obok amerykańskich, rzekomo bombardując te same cele we wschodniej Syrii – podczas gdy rząd Stanów Zjednoczonych utrzymuje, że dni Al-Asada w Damaszku są policzone. W Iraku, stworzone przez Irańczyków szyickie bojówki, niektóre uznawane przez rząd amerykański za oddziały terrorystyczne (ponieważ ich ręce są zbrukane amerykańską krwią), teraz służą jako przednia straż lądowej kampanii irackich sił bezpieczeństwa, mając za zadanie odeprzeć PI pod nadzorem i ze wsparciem irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, kolejnej – zdaniem USA – jednostki terrorystycznej. Oddziały te dopuszczają się czystek etnicznych w napotykanych wioskach sunnickich, za co potępiają je Amnesty International i Human Rights Watch – podczas gdy lotnictwo amerykańskie pośrednio zapewnia im osłonę powietrzną. Bez względu na intencje Waszygtonu wygodne przymierze z morderczymi reżimami w Syrii i w Iranie powstrzymuje sunnitów, którzy nienawidzą bądź boją się PI, przed wzięciem udziału w zrywie obywatelskim (podobnym do wcześniejszego irackiego „przebudzenia”) mającym na celu pozbycie się terrorystów. Tych, którzy próbowali, spotkała bezlitosna śmierć; inni dali się po prostu skaptować i zaprzysięgli wierność katom.

Niedoceniane i zarazem otoczone aurą sensacji, bezwzględne i podstępne Państwo Islamskie zburzyło granice współczesnych państw, ogłaszając projekt odtworzenia utraconego imperium islamskiego. Stary wróg stał się nowym wrogiem, zdecydowanym przedłużyć i tak już zbyt długo trwającą wojnę.

1 „ISIS” już nie istnieje. Oficjalną nazwą organizacji jest teraz „Państwo Islamskie” (PI). Daisz, nazwa, której używa wielu z naszych rozmówców, to arabski akronim od „Ad-Daula al-Islamijja fi al-Irak wa asz-Szam” (Islamskie Państwo Iraku i Asz-Szamu). Choć akronim nie ma sam w sobie znaczenia, przypisuje mu się pejoratywny wydźwięk ze względu na twardą wymowę. Ta kombinacja dźwięków kojarzy się po arabsku z bandytyzmem, surowością i tępotą.

2Rafida i nusajryci to pogardliwe określenia odpowiednio szyitów i alawitów (przyp. tłum.).

Rozdział pierwszy

ZałożycielDżihad Abu Musaba az-Zarkawiego

O muzułmanie, podążajcie do waszego państwa. Tak, to jest wasze państwo. Podążajcie, bo Syria nie jest dla Syryjczyków, a Irak nie jest dla Irakijczyków”. Abu Bakr al-Baghdadi – mianowany już kalifem Ibrahimem – 28 czerwca 2014 roku, pierwszego dnia ramadanu, oznajmił koniec ISIS i narodziny Państwa Islamskiego. Wygłosił kazanie z mównicy Wielkiego Meczetu an-Nuri w Mosulu, mieście, które jego wojska zdobyły kilka dni wcześniej. Choć Al-Baghdadi był rodowitym Irakijczykiem, zanegował tym samym narodowość swoją i innych. Jego zdaniem narody Żyznego Półksiężyca, a w istocie całego świata, przestały istnieć. Istniało już tylko Państwo Islamskie. Co więcej, ludzkość można było bez trudu podzielić na dwa obozy. Pierwszym był „obóz muzułmanów i mudżahedinów [świętych wojowników] na całym świecie”; drugim „obóz Żydów, krzyżowców i ich sojuszników”. Ubrany na czarno Al-Baghdadi przedstawił się jako spadkobierca średniowiecznego kalifatu Abbasydów, a także wcielenie ducha swojego heroicznego poprzednika, Abu Musaba az-Zarkawiego, którego przemówienia miały równie rewolucyjny wydźwięk i który ubóstwiał meczet, gdzie Al-Baghdadi roztaczał perspektywę ziszczenia się mrocznej wizji, której realizacja trwała już od jedenastu lat.

Chłopiec z Az-Zarki

Zaniedbane miasteczko Az-Zarka leży około czterdziestu kilometrów na północny wschód od Ammanu w Jordanii. Zanim jego niesławny syn przyjął nazwę miasta za nom de guerre, miała ona dwie konotacje: liturgiczną i humanitarną. Az-Zarka była miejscem słynnej biblijnej konfrontacji Jakuba z Bogiem, a dziś znajduje się tam Ar-Rusajfa, najstarszy palestyński obóz uchodźców w Jordanii[3]. Ahmad Fadil an-Nazal al-Chalajla, tak brzmiało prawdziwe nazwisko Az-Zarkawiego, nie pochodził z ludu pozbawionego narodowości, lecz z plemienia Bani Hassan, zgrupowania Beduinów, którzy osiedlili się na Wschodnim Brzegu Jordanu i słynęli z lojalności wobec Haszymidów. Ojciec Az-Zarkawiego był muchtarem, naczelnikiem wsi upoważnionym do rozstrzygania miejscowych sporów, choć jego syn chętniej sam się w nie wdawał. Az-Zarkawi był mało obiecującym uczniem, nie radził sobie z pisaniem po arabsku, rzucił szkołę po śmierci ojca w 1984 roku i natychmiast wkroczył na ścieżkę przestępczą[4]. „Nie był bardzo duży, ale był odważny”, opowiadał później w „New York Timesie” jeden z kuzynów Az-Zarkawiego. Pił i pędził alkohol; zdaniem znajomych był też sutenerem[5]. Pierwszy raz trafił do więzienia za posiadanie narkotyków i gwałt[6].

Zaniepokojona, że jej syn się stacza i że nigdy już nie uda mu się wrócić do uczciwego życia, matka Az-Zarkawiego, Um Sajel, zapisała go na zajęcia z teologii w meczecie Al-Husajna Ibn Alego w Ammanie[7]. To doświadczenie zupełnie go odmieniło. Wiara odniosła pożądany skutek, wypierając bezprawie, choć nie tak, jak życzyłaby sobie tego Um Sajel.

To w meczecie Az-Zarkawi po raz pierwszy zetknął się z salafizmem, doktryną, która w swojej współczesnej postaci głosi powrót do czystości teologicznej i tradycji proroka Mahometa. Salafici uznają demokrację w zachodnim stylu i modernizm nie tylko za fundamentalnie niezgodne z islamem, ale za główne źródła rozkładu cywilizacji arabskiej, która po pierwszej wojnie światowej popadła w stagnację pod nieprawymi reżimami „apostatów” w Egipcie, Jordanii, Syrii i Iraku. W swojej najbardziej ekstremalnej postaci salafici są również zwolennikami dżihadu, co po arabsku oznacza „zmaganie”; wyraz ten ma wiele definicji. Jednak kiedy w 1979 roku Afganistan został zaatakowany przez Związek Radziecki, główną definicją dżihadu był „zbrojny opór”.

Środowisko Hajatabadu

Hajatabad to dzielnica na obrzeżach Peszawaru w Pakistanie leżąca u podnóża przełęczy Chajber, którędy do Afganistanu przedostało się – i którędy z niego wyszło – wiele mocarstw. Pod koniec lat osiemdziesiątych była to swoista Casablanca dobiegającej wtedy końca radzieckiej interwencji w Afganistanie; miasto niekończącego się czekania i planowania, siedlisko żołnierzy, szpiegów, handlarzy, oszustów, watażków, przemytników, uchodźców, spekulantów, także weteranów i neofitów świętej wojny[8].

Mieściła się tam również główna kwatera Usamy Ibn Ladina, potomka rodziny saudyjskich miliarderów i magnatów przemysłowych, zajętego tworzeniem swojej organizacji, Al-Kaidy, do której werbował ludzi. Ówczesnym mentorem Ibn Ladina był Palestyńczyk Abdullah Azzam, jeden z czołowych teoretyków islamizmu w Hajatabadzie, autor wydanej w 1984 roku książki, która stała się manifestem afgańskich mudżahedinów. Twierdził on w niej, że na muzułmanach ciąży zarówno osobista, jak i kolektywna odpowiedzialność za wyparcie armii najeźdźców lub okupantów ze swojej ziemi świętej. Z pewnością wzburzony wojskową okupacją swojej ojczyzny przez Izrael, Azzam wprost uznał kampanię antyradziecką za priorytet dla wszystkich wierzących muzułmanów, nie tylko Afgańczyków. Tak jak dziesiątki lat później robił to Al-Baghdadi, Azzam nawoływał, żeby mudżahedini z całego świata włączyli się do walki dwóch obozów. Choć Azzam nie ogłosił ponadnarodowego kalifatu, w istocie uważał, że Afganistan jest odpowiednim miejscem do utworzenia państwa islamskiego na zgliszczach komunistycznego mocarstwa. Wojna ta była, bądź co bądź, wojną purystyczną, jeszcze nieskażoną mieszanką konkurencyjnych i wykluczających się wzajemnie ideologii, jak to się stało niedawno z kwestią palestyńską za sprawą świeckiego nacjonalizmu Jasira Arafata i światowego terroryzmu o wydźwięku leninowskim Carlosa Szakala.

Kiedy więc Azzam przeniósł się do Peszawaru, on i Ibn Ladin otoczyli matczyną opieką przybywających afgańskich Arabów, jak potocznie nazywano mudżahedinów z zagranicy, którzy pragnęli prowadzić świętą wojnę, ale nie mieli pojęcia, jak i od czego zacząć. Wspólnie założyli Maktab al-Chadamat, czyli Biuro Usług, które działało w domu będącym własnością Ibn Ladina. Jeżeli Azzam był Marksem, wielkim filozofem formułującym koncepcję nowej rewolucji i przyciągającym uczniów niezbędnych do jej wprowadzenia w życie, to Ibn Ladin był Engelsem, zamożnym dziedzicem, który finansował projekty i opłacał rachunki, podczas gdy jego mistrz ślęczał nad tekstami, które miały zmienić świat[9].

Przez ten ośrodek szkolenia dżihadystów przewinęło się około trzech tysięcy afgańskich Arabów; mieli w nim zapewnione wyżywienie i dach nad głową, dostawali pieniądze, oswajali się tam również z niezwykłymi i zróżnicowanymi pod względem etnicznym i językowym obszarami Północno-Zachodniej Prowincji Pogranicznej. Przez Biuro Usług przechodziły też niezliczone miliony dolarów, w większości zebrane przez Ibn Ladina i Azzama; część pieniędzy dostarczył rząd Arabii Saudyjskiej, z którym Ibn Ladina – poprzez imperium budowlane swojej rodziny – łączyły bliskie więzi[10]. Dzięki stworzonemu przez Ibn Ladina i Azzama systemowi wsparcia najgroźniejsi terroryści świata zyskali to, co najcenniejsze – koneksje[11].

Azzam i jego uczeń ostatecznie pokłócili się z powodu bliskich kontaktów Ibn Ladina z inną wschodzącą gwiazdą firmamentu dżihadystów: Ajmanem az-Zawahirim, egipskim chirurgiem, który latem 1980 roku pracował przez trzy miesiące jako lekarz w Stowarzyszeniu Czerwonego Półksiężyca w Pakistanie i wyjeżdżał nawet na krótko do Afganistanu, żeby przyjrzeć się konfliktowi. Pod koniec dekady Az-Zawahiri zyskał sobie światową sławę jako jeden z setek uwięzionych i torturowanych za rzekomy udział w zamachu na prezydenta Egiptu Anwara as-Sadata[12]. Był emirem, czyli księciem, Dżama’at al-Dżihad, czyli Egipskiego Dżihadu Islamskiego, który dążył do obalenia rządu w Kairze i zastąpienia go islamską teokracją[13].

Po wyjściu z więzienia Az-Zawahiri wrócił w 1986 roku do Peszawaru, żeby kontynuować pracę lekarza w szpitalu Czerwonego Półksiężyca i odbudować Al-Dżihad. Jego salafizm się zradykalizował; Az-Zawahiri zaczął się interesować koncepcją takfiryzmu – wykluczeniem muzułmanina ze wspólnoty wiary za herezję i oskarżeniem, które prawie zawsze wiązało się z nałożeniem nań kary śmierci. Tak więc kiedy Az-Zawahiri zaprzyjaźnił się z Ibn Ladinem, stał się automatycznie oponentem przeciwnego zabijaniu muzułmanów przez muzułmanów Abdullaha Azzama. Dla Azzama prawdziwym celem dżihadyzmu miał być areligijny i zdeprawowany Zachód, w tym oczywiście również Izrael. Az-Zawahiri i Azzam nienawidzili się i rywalizowali o uwagę i życzliwość Ibn Ladina. Przede wszystkim zaś konkurowali o jego pieniądze.

Pod koniec listopada 1989 roku Azzam i jego dwaj synowie zginęli, kiedy ich samochód najechał na bombę w drodze do meczetu[14]. (O zamach posądzano KGB, saudyjski wywiad, CIA, Ibn Ladina i/lub Az-Zawahiriego)[15]. W następnym miesiącu jeden z pozostałych synów Azzama, Huthajfa Azzam, pojechał na lotnisko w Peszawarze, żeby odebrać grupę afgańskich Arabów, głównie z Jordanii, przybyłych, aby walczyć w dobiegającym końca konflikcie z Sowietami, których wtedy od wycofania się z Afganistanu dzieliły dwa miesiące. Wśród nich był Az-Zarkawi[16].

Clausewitz dla terrorystów

Wiosną 1989 roku Abu Musab Az-Zarkawi opuścił Hajatabad i pojechał na wschód do miasta Chost w Afganistanie, przybywając w samą porę, żeby być świadkiem porażki Armii Radzieckiej[17]. Zamiast wrócić do Jordanii z piętnem człowieka, którego ominęła święta wojna, został w Północno-Zachodniej Prowincji Pogranicznej do 1993 roku, nawiązując kontakty z co bardziej użytecznymi spośród tych, którzy chcieli decydować o losie wyzwolonego spod okupacji sowieckiej Afganistanu[18]. Wśród nich był brat Chalida Szajcha Muhammada, pomysłodawcy ataków 11 września, i Muhammad Szobana, który wydawał pismo o dżihadyzmie „Al-Bunjan al-Marsus” („Budowla nie do zdobycia”)[19]. Wyłącznie dzięki protekcji uznanego duchownego, mimo słabej arabszczyzny, Az-Zarkawi został jednym z korespondentów pisma[20]. Poznał też swojego przyszłego szwagra, Salaha al-Hamiego, jordańsko-palestyńskiego dziennikarza związanego z „Al-Dżihadem” Abdullaha Azzama, wewnętrznym pismem Biura Usług[21]. Al-Hami stracił nogę po wybuchu miny w Choście, a później opowiadał, że to podczas rekonwalescencji w szpitalu, kiedy narzekał, że przez kalectwo nie znajdzie sobie żony, Az-Zarkawi zaproponował mu, żeby poślubił jedną z jego siedmiu sióstr[22]. Kobieta pojechała do Peszawaru na ślub, z którego pochodzi pierwsze i jedyne nagranie z Az-Zarkawim do kwietnia 2006 roku; wtedy jego iracki oddział Al-Kaidy opublikował nagranie propagandowe, na którym ubrany na czarno przywódca strzela z karabinu maszynowego niczym Rambo[23].

Zdaniem Al-Hamiego reportaże Az-Zarkawiego składały się głównie z wywiadów z weteranami wojny domowej w Afganistanie, którzy byli jego herosami[24]. Nocami usiłował się nauczyć Koranu na pamięć.

Po kilku miesiącach Al-Hami wrócił z nowo poślubioną małżonką do Jordanii, a jego szwagier został tam i wziął udział w pierwszej fazie wojny domowej o losy wyzwolonego Afganistanu[25]. Stanął po stronie pasztuńskiego watażki Gulbuddina Hekmatjara, który wcześniej piastował w Kabulu z przerwami stanowisko premiera, zanim jego rząd nie został w końcu obalony przez talibów, po czym Hekmatjar uciekł do Iranu[26]. Czasy, kiedy Az-Zarkawi relacjonował historie wojenne innych ludzi, dobiegły końca. Teraz sam chciał iść na wojnę.

Az-Zarkawi był na kilku obozach szkoleniowych na granicy Afganistanu z Pakistanem, w tym w Sada al-Malahim („echo bitwy”), który był w gruncie rzeczy ośrodkiem szkoleniowym Al-Kaidy. Uczyli się tam pomysłodawcy dwóch różnych ataków na World Trade Center, Ramzi Jusuf i Chalid Szajch Muhammad[27]. Jak relacjonuje Loretta Napoleoni w książce Insurgent Iraq: Al-Zarqawi and the New Generation, były ochroniarz Ibn Ladina, Nasir Ahmad Nasir Abdallah al-Bahari, opisywał, że życie w obozie Sada al-Malahim składało się z trzech faz szkolenia i indoktrynacji[28]. Pierwszą fazą był trwający piętnaście dni „czas eksperymentów”, podczas którego rekrut musiał znieść „wycieńczenie psychologiczne i moralne” – miało to najwyraźniej służyć odsianiu mięczaków od prawdziwych wojowników[29]. Drugą fazę stanowił czterdziestopięciodniowy „okres przygotowania wojskowego”, podczas którego rekruta najpierw uczono, jak posługiwać się lekką bronią, a potem noszonymi na ramieniu wyrzutniami pocisków ziemia–powietrze; szkolenia obejmowały również kartografię[30]. Trzecią i ostatnią fazą był „kurs taktyki partyzanckiej”, na którym wykładano teorię wojskową. Clausewitz dla terrorystów[31].

Powrót do domu

Az-Zarkawi wrócił do Jordanii w 1992 roku i natychmiast został objęty obserwacją przez tamtejszy Generalny Departament Wywiadu zaniepokojony tym, że repatriacja afgańskich Arabów skieruje ich uwagę na wroga w domu[32]. Słuszne obawy wywiadu Jordanii potwierdziły się w 1993 roku, kiedy rozmowy pokojowe Jordanii z Izraelem wzmogły niechęć islamistów do królestwa, a bojownicy, którzy niedawno wrócili z frontu afgańskiego, zaczęli zakładać własne komórki dżihadu, jak Dżajsz Muhammad (armia Mahometa) i Al-Haszajkkah (jordańscy Afgańczycy)[33].

Az-Zarkawi nie wrócił na długo do życia w cywilu. Odwiedził Abu Muhammada al-Makdisiego, jordańsko-palestyńskiego salafitę, którego poznał w Hajatabadzie; to właśnie dzięki jego protekcji dostał posadę korespondenta w piśmie Szobany. Al-Makdisi niedawno wydał wymierzony w Zachód zaciekły manifest, Ad-Dimukratija Din (Demokracja to religia), w którym wyznaczył wyraźną granicę między ekonomią polityczną „pogan” i boskim prawem Allaha. Razem, niejako odtwarzając w Lewancie współpracę Ibn Ladina i Azzama, Az-Zarkawi i Al-Makdisi prowadzili w jordańskich salonach wykłady ideologiczne, złorzecząc rządowi, który ocieplił relacje z Izraelem, i pomstując na imperialistyczną ingerencję Ameryki na Bliskim Wschodzie[34]. Al-Makdisi był pedantycznym teologiem, chętnie krytykującym defekty współczesnej polityki; Az-Zarkawi miał charyzmę, choć jego intelekt był mierny[35]. „Nie zrobił na mnie wrażenia osoby inteligentnej”, powiedział wiele lat później Muhammad ad-Dwejk, przyszły prawnik Az-Zarkawiego[36].

Al-Makdisi założył własną komórkę dżihadu Bajt al-Imam (dom imama) i przyjął do niej Az-Zarkawiego. Ich pierwsze zadanie terrorystyczne bardziej przypominało policyjną farsę niż tragedię. Sprzęt porzucony przez wycofującą się po zakończeniu pierwszej wojny nad Zatoką Perską iracką armię trafił na przeżywający rozkwit rynek broni w Kuwejcie. Al-Makdisi, który wcześniej mieszkał przez pewien czas nad Zatoką Perską i dysponował odpowiednimi koneksjami, kupił miny przeciwpiechotne, rakiety przeciwczołgowe i granaty, po czym przemycił je do Jordanii, gdzie chciał je wykorzystać do przyszłych ataków terrorystycznych na królestwo. Al-Makdisi najpierw przekazał Az-Zarkawiemu broń na przechowanie, a potem poprosił o jej zwrot; Az-Zarkawi oddał wszystko oprócz dwóch bomb, które, jak później twierdził, miały być wykorzystane w „samobójczych atakach na terenach okupowanych przez syjonistów”[37]. Świadomi, że są śledzeni przez Generalny Departament Wywiadu, który wie o przerzucie, obaj terroryści próbowali uniknąć schwytania, uciekając z Jordanii[38]. W marcu 1994 roku obydwu aresztowano – Az-Zarkawiego po ataku na jego dom, podczas którego wywiadowcy znaleźli skład broni. Nakryty w łóżku chciał zastrzelić jednego z oficerów i popełnić samobójstwo. Nie udało mu się ani jedno, ani drugie. Oskarżono go o nielegalne posiadanie broni i przynależność do organizacji terrorystycznej; za to też został skazany[39].

Podczas procesu Az-Zarkawi i Al-Makdisi postanowili zamienić ławę oskarżonych w kazalnicę, tak jak Az-Zawahiri zrobił to w Egipcie. Potępili sąd, państwo i monarchię za pogwałcenie praw Boga i islamu. Według sędziego Hafiza Amina członkowie Bajt al-Imam „wnieśli oskarżenie, w którym twierdzili, że działamy na szkodę nauk świętego Koranu”. Aminowi polecono przekazać wiadomość samemu królowi Husajnowi, który był przez nich oskarżony o świętokradztwo[40]. Az-Zarkawi odgrywał podrzędniejszą rolę niż Al-Makdisi i był oszołomiony łatwością, z jaką duchowny zamienił proces w akt propagandy. W 1994 roku obaj zostali skazani na piętnaście lat i przewiezieni do Swaka, pustynnego więzienia o najwyższym stopniu zabezpieczenia[41].

„Więzienie było jego uczelnią”

W więzieniu Az-Zarkawi nauczył się myśleć koncepcyjnie, stał się bardziej brutalny i stanowczy[42]. Jako członek Bani Hassan znajdował się w hierarchii ponad współwięźniami, w tym nad Al-Makdisim, którego mimo wszystko nobilitowała znajomość z Az-Zarkawim. W Jordanii, tak jak gdzie indziej, hierarchia wspólnoty więziennej jeszcze bardziej uwydatniała przywileje i korzyści, którymi przestępcy cieszyli się na wolności. Az-Zarkawi starał się wpływać na przekupnych lub uległych strażników, żeby poprawić sytuację swojej grupy, składającej się z innych członków Bajt al-Imam. Dzięki wstawiennictwu Az-Zarkawiego ludzie z jego grupy nie musieli chodzić w więziennych ubraniach i nie musieli brać udziału w porannym apelu na placu[43]. „Wydawał swoim poplecznikom polecenia, jedynie ruszając oczami”, wspominał więzienny lekarz[44].

Używając perswazji bądź przymusu Az-Zarkawi starał się narzucić swoją interpretację islamizmu, sobie wyznaczając rolę najwyższego prawodawcy[45]. Bił tych, których nie akceptował, na przykład felietonistę więziennego pisma, który pisał o nim krytyczne artykuły[46]. Inny więzień, Abu Doma, wspominał, że Az-Zarkawi kiedyś przyłapał go na lekturze Zbrodni i kary, „książki autorstwa niewiernego”. Az-Zarkawi zadbał o to, żeby Abu Doma przestał się interesować bluźnierczą literaturą rosyjską; przesłał mu napastliwy list, w którym nazwisko Dostojewskiego zapisał „Dosjefski”. („List był pełen koślawej arabszczyzny, jakby pisało go dziecko”, wspominał Doma)[47]. Nie będąc w stanie rozwijać sztuki argumentacji, Az-Zarkawi rozwijał mięśnie, ćwicząc prowizoryczną sztangą zrobioną z ramy łóżka i puszek po oliwkach napełnionych kamieniami[48]. Jednak nie zawsze udawało mu się dyrygować strażnikami. Kiedy im się stawiał, czasami był bity, co jeszcze bardziej nobilitowało go w oczach więźniów, którzy traktowali go jak swojego przywódcę. Kiedyś trafił na osiem i pół miesiąca do więziennej izolatki[49].

To w więzieniu Az-Zarkawi przyćmił swojego niegdysiejszego nauczyciela i mianował się emirem, przejmując pozycję Al-Makdisiego, który później twierdził, że sam przekazał tytuł uczniowi[50]. Ów teolog, a zarazem jego mentor, nauczył swojego niegdysiejszego protegowanego, a obecnie przywódcę, jak oprócz ciała kultywować również ideologię[51]. Wspólnie układali fatwy, czyli wyroki religijne, które później trafiały do internetu. Kilka z nich zwróciło nawet uwagę Ibn Ladina, który z wielkim zainteresowaniem śledził proces Jordańczyków z Pakistanu[52]. Według „Richarda”, byłego specjalisty od walki z terroryzmem w Pentagonie („Richard” prosił, żeby cytować go pod pseudonimem), doświadczenia, jakie wyniósł Az-Zarkawi z więzienia, były podobne do tych, jakie zdobył szef bostońskiej mafii Whitey Bulger: „Wysłaliśmy go na Harvard amerykańskiego więziennictwa. Był cwanym przestępcą, niegłupim, który był w stanie nieźle zarabiać. Z więzienia wyszedł otoczony wielkim szacunkiem, co pomogło mu założyć własny gang, który przez pięć lat trząsł Bostonem. Tak samo było z Az-Zarkawim. Więzienie było jego uczelnią”[53]. Podobnie będą mówić dwadzieścia lat później o Abu Bakrze al-Baghdadim byli współwięźniowie, a obecnie członkowie PI, kiedy będą wspominać, że Al-Baghdadi miał podobne zdolności przywódcze i też umiał postępować ze strażnikami w Camp Bucca, więzieniu w południowym Iraku zarządzanym przez Stany Zjednoczone.

W końcu Az-Zarkawi odsiedział tylko część wyroku, co zawdzięczał zmianie na tronie Jordanii; po śmierci króla Husajna tron objął jego syn Abd Allah II, wykształcony na Zachodzie reformator, który szukał ugody ze Stowarzyszeniem Braci Muzułmanów, największym blokiem opozycyjnym w parlamencie Jordanii. W marcu 1999 roku nowy król ogłosił amnestię powszechną dla prawie trzech tysięcy więźniów, wyłączając z niej najgorszych przestępców: morderców, gwałcicieli i zdrajców. Wielu islamistów, którzy nie zdążyli popełnić żadnego aktu terrorystycznego, zostało uwolnionych; wśród nich był Az-Zarkawi[54].

Spotkanie z Ibn Ladinem

Az-Zarkawi wyjechał z Jordanii latem 1999 roku i udał się ponownie do Pakistanu, żeby zająć się przygotowanymi kilka lat wcześniej planami[55]. Trafił na krótko do aresztu w Peszawarze, gdzie spędził osiem dni, prawdopodobnie dlatego, że skończyła mu się wiza[56]. Powiedziano mu, że otrzyma z powrotem paszport tylko pod warunkiem, że niezwłocznie wróci do Jordanii, ale Az-Zarkawi przedostał się do Afganistanu, gdzie trafił do „pensjonatu” dżihadystów w wiosce na zachód od Kabulu w rejonie, który wówczas znajdował się pod kontrolą Gulbuddina Hekmatjara[57].

Do pierwszego spotkania Az-Zarkawiego z Usamą Ibn Ladinem doszło w faktycznej stolicy talibów, Kandaharze. Spotkanie nie było udane. Ibn Ladin podejrzewał, że w jordańskiej ekipie, z którą przybył Az-Zarkawi, są agenci Generalnego Departamentu Wywiadu. Purytańskiego Saudyjczyka zniechęcały też liczne tatuaże Az-Zarkawiego, które mężczyzna zgromadził w czasach, gdy był mniej pobożny, i których w więzieniu bezskutecznie starał się pozbyć za pomocą kwasu solnego. Jednak przede wszystkim Ibn Ladin był urażony arogancją Az-Zarkawiego i jego „niezłomnymi poglądami”. Na spotkaniu był obecny Az-Zawahiri, który zgodził się, że Jordańczyk nie jest najlepszym kandydatem na członka Al-Kaidy[58].

Wrogowie bliscy i dalecy

W 1996 roku Ibn Ladin wydał fatwę „Ogłoszenie dżihadu przeciwko Amerykanom okupującym ziemię dwóch najświętszych miejsc”: Mekki i Medyny w Arabii Saudyjskiej, gdzie Stany Zjednoczone i siły koalicji nadal stacjonowały po pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej. Deklaracja ta była w pewnym sensie połączeniem nawoływań do świętej wojny Azzama i Az-Zawahiriego. Tak jak w wypadku Afganistanu, Al-Kaida twierdziła, że walczy z kolejnym niewiernym okupantem ziemi muzułmańskiej, tylko tym razem „okupant” znalazł się tam na zaproszenie i ku zadowoleniu muzułmańskiego rządu, niegdysiejszego sojusznika Ibn Ladina w walce przeciwko Rosjanom.

Na początku lat dziewięćdziesiątych Al-Kaida wzięła na celownik amerykańskich żołnierzy stacjonujących na Bliskim Wschodzie i w Afryce, od Jemenu przez Arabię Saudyjską, aż po Kenię i Tanzanię, co znaczyło, że jej odmiana dżihadu była wymierzona w „dalekiego wroga”, choć z przyzwoleniem na zabijanie tych muzułmanów, którzy współpracowali z demokratycznym mocarstwem[59]. Dążąc więc do sprowadzenia terroryzmu z powrotem do Jordanii, gdzie jego celem mieli być wyłącznie muzułmanie, Az-Zarkawi znalazł się w obozie dżihadu wymierzonego w „bliskiego wroga”. Innymi słowy, był ideologicznie na dokładnie tej samej pozycji, którą starszy Az-Zawahiri zajmował dekadę wcześniej; to był rozdźwięk zarówno pokoleniowy, jak ideologiczny. Az-Zarkawi miał też dużo pojemniejszą definicję kuffar, czyli niewiernych, w której mieścili się wszyscy szyici, jak również ci z sunnitów, którzy nie podporządkowali się ścisłym rygorom salafizmu. Ibn Ladin nigdy wcześniej nie atakował tych grup, być może ze względów rodzinnych: jego matka była syryjską alawitką, czyli członkinią odłamu szyitów.

Po tych mało obiecujących początkach dwaj dżihadyści zawarli pragmatyczne przymierze. Stał za tym chyba Sajf al-Adel, szef bezpieczeństwa Al-Kaidy, a związek był możliwy dzięki jednemu z najwspanialszych odkryć islamskiego terroryzmu: pragmatyzmowi podporządkowanemu koneksjom. Az-Zarkawi dysponował wówczas szeroką siatką znajomości w Lewancie, co, jak Al-Adel przekonywał Ibn Ladina, mogło się przysłużyć Al-Kaidzie. W tej grupie znajomych znajdował się Abu Muhammad al-Adnani[60], obecnie oficjalny rzecznik Państwa Islamskiego.

At-Tauhid wal-Dżihad

W 2000 roku Az-Zarkawi został szefem obozu szkoleniowego w Heracie, trzecim co do wielkości mieście Afganistanu położonym na granicy z Iranem. Według byłego analityka CIA Nady Bakosa[61] obóz zbudowano za pieniądze Al-Kaidy[62]; Bakos szacuje, że Ibn Ladin przekazał Az-Zarkawiemu dwieście tysięcy dolarów „pożyczki”, grosze w porównaniu z tym, co Al-Kaida mogła przeznaczyć. „Trzeba było mieć tylko kawałek ziemi, kilka drążków do podciągania się i biegających z kałasznikowami facetów – opowiadał Richard, były pracownik Pentagonu. – Nie mówimy tu o szkoleniu profesjonalnym, szkoleniu komandosów. Ćwiczenia w Heracie miały pomóc ustalić, kto zniesie trudy walki”[63].

Az-Zarkawi szkolił głównie palestyńskich i jordańskich rekrutów dla grupy, którą nazwał Dżund asz-Szam (żołnierze Lewantu), choć nad wejściem do obozu wisiało hasło, które później posłużyło za nazwę jego komórki terrorystycznej w Iraku: At-Tauhid wal-Dżihad (monoteizm i dżihad)[64]. Jak nazwa wskazuje, żołnierze Lewantu byli przygotowywani do przyszłych akcji terrorystycznych w Izraelu/Palestynie, Jordanii i innych krajach arabskich, a ich ostatecznym celem było obalenie reżimu[65]. Niektórzy z absolwentów szkolenia istotnie wzięli udział w spektakularnych akcjach, jak zabójstwo w 2002 roku Laurence’a Foleya, oficera Agencji Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego w Ammanie, i innym nagłośnionym przez media spisku, którego celem była detonacja w 2004 roku bomb chemicznych w znajdujących się w stolicy Jordanii siedzibach premiera i Generalnego Departamentu Wywiadu oraz w ambasadzie Stanów Zjednoczonych[66]. Władze Jordanii twierdziły, że gdyby atak się powiódł, mogło zginąć nawet osiemdziesiąt tysięcy ludzi[67]; Az-Zarkawi przyznał się do nieudanych ataków, ale zaprzeczył, jakoby miały być przeprowadzane za pomocą broni chemicznej.

Dżund asz-Szam rozrastała się w postępie geometrycznym, co wywarło wielkie wrażenie na Al-Adelu, który co miesiąc przyjeżdżał do Heratu, żeby zdawać Ibn Ladinowi relację z postępów finansowanego projektu[68]. W tym okresie Ibn Ladin być może zmienił zdanie na temat Az-Zarkawiego. W 2000 i 2001 roku przywódca Al-Kaidy wielokrotnie prosił Az-Zarkawiego, żeby wrócił do Kandaharu i złożył bajat – przysięgę wierności – która była równoznaczna z przyjęciem do Al-Kaidy[69]. Az-Zarkawi za każdym razem odmawiał[70]. „Nigdy nie słyszałem, żeby chwalił kogokolwiek oprócz Proroka, taki był charakter Abu Musaba, nigdy się nikomu nie podporządkowywał, zawsze robił to, co wydawało mu się właściwe”, wspominał jego były współpracownik[71]. Czy przez swoją arogancję, czy przez różnicę poglądów między nim a darczyńcą, Az-Zarkawi do 2004 roku utrzymywał dystans wobec Al-Kaidy, a jego relacja z organizacją Ibn Ladina miała charakter konformistyczny[72].

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

3 Loretta Napoleoni, Insurgent Iraq: Al-Zarqawi and the New Generation, New York 2005, Seven Stories Press, s. 29–30.

4 Napoleoni, Insurgent Iraq, s. 260.

5 Mary Anne Weaver, The Short, Violent Life of Abu Musab al-Zarqawi, „The Atlantic”, 1 lipca 2006 (www.theatlantic.com/magazine/archive/2006/07/the-short-violent-life-of-abu-musab-al-zarqawi/4983).

6 Loretta Napoleoni, Profile of a Killer, „Foreign Policy”, 20 października 2009 (www.foreignpolicy.com/2009/10/20/profile-of-a-killer).

7 Weaver, The Short, 2006.

8 Jean-Charles Brisard, Zarqawi: The New Face of Al-Qaeda, New York 2005, Other Press, s. 16.

9 Fawaz A. Gerges, The Far Enemy: Why Jihad Went Global, New York 2005, Cambridge University Press, s. 135.

10 Lawrence Wright, The Looming Tower, New York 2007, Vintage; Gerges, The Far Enemy, s. 134.

11 Gerges, The Far Enemy, s. 76.

12 Peter L. Bergen, Osama bin Laden. Portret z bliska, tłum. Bogumiła Malarecka, Warszawa 2007, Państwowy Instytut Wydawniczy, s. 97–98.

13 Bergen, Osama bin Laden, s. 96, 98–100.

14 Napoleoni, Insurgent Iraq, s. 52–53.

15 Bergen, Osama bin Laden, s. 123.

16 Weaver, The Short, 2006.

17 Brisard, Zarqawi, s. 17.

18 Ibid.

19 Brisard, Zarqawi, s. 21.

20 Ibid.

21 Brisard, Zarqawi, s. 21; Bergen, Osama bin Laden, s. 65.

22 Weaver, The Short, 2006.

23 Nagranie na YouTube zamieszczone przez ansaralshari3a, 25 marca 2012 (usunięte z serwisu).

24 Brisard, Zarqawi, s. 22.

25 Brisard, Zarqawi, s. 23–24.

26 Brisard, Zarqawi, s. 24.

27KSM trains at Sada camp, GlobalSecurity.org, aktualizacja 11 stycznia 2006 (www.globalsecurity.org/security/profiles/ksm_trains_at_sada_camp.htm); Hambali trains at Sada camp, GlobalSecurity.org, aktualizacja 11 stycznia 2006 (www.globalsecurity.org/security/profiles/hambali_trains_at_sada_camp.htm).

28 Napoleoni, Insurgent Iraq, s. 55.

29 Ibid.

30 Ibid.

31 Ibid.

32 Brisard, Zarqawi, s. 28.

33 Brisard, Zarqawi, s. 29.

34 Brisard, Zarqawi, s. 36.

35 Brisard, Zarqawi, s. 37.

36 Jeffrey Gettleman, Zarqawi’s Journey: From Droupout to Prisoner to Insurgent Leader, „The New York Times”, 13 lipca 2004 (www.nytimes.com/2004/07/13/international/middleeast/13zarq.html).

37 Brisard, Zarqawi, s. 226–227.

38 Brisard, Zarqawi, s. 39.

39 Weaver, The Short, 2006.

40 Napoleoni, Insurgent Iraq, s. 64–65.

41 Brisard, Zarqawi, s. 43.

42 Weaver, The Short, 2006.

43 Brisard, Zarqawi, s. 48.

44 Gettleman, Zarqawi’s Journey, 2004.

45 Brisard, Zarqawi, s. 48.

46 Ibid.

47 Gettleman, Zarqawi’s Journey, 2004.

48 Ibid.

49 Napoleoni, Insurgent Iraq, s. 70.

50 Napoleoni, Insurgent Iraq, s. 75–76.

51 Weaver, The Short, 2006.

52 Bruce Riedel, The Search for Al Qaeda: Its Leadership, Ideology, and Future, Washington 2010, Brookings Institution Press, s. 93–94.

53 Wywiad z byłym wysokim rangą specjalistą od walki z terroryzmem przeprowadzony w grudniu 2014 roku.

54 Brisard, Zarqawi, s. 57.

55 Brisard, Zarqawi, s. 59.

56 Napoleoni, Insurgent Iraq, s. 97.

57 Brisard, Zarqawi, s. 67.

58Bryan Price, Dan Milton, Muhammad al-Ubaydi, Nelly Lahoud,The Group That Calls Itself a State: Understanding the Evolution and Challenges of the Islamic State, Combating Terrorism Center w West Point, 16 grudnia 2014 (www.ctc.usma.edu/posts/the-group-that-calls-itself-a-state-understanding-the-evolution-and-challenges-of-the-islamic-state).

59 Bergen, Osama bin Laden, s. 220–221.

60 Price et al., The Group, 2014.

61Tracking Al Qaeda in Iraq’s Zarqawi Interview With Ex-CIA Analyst Nada Bakos, blog „Musings on Iraq”, 30 czerwca 2014 (musingsoniraq.blogspot.com/2014/06/tracking-al-qaeda-in-iraqs-zarqawi.html).

62 Brisard, Zarqawi, s. 71–72.

63 Wywiad z byłym wysokim rangą specjalistą od walki z terroryzmem przeprowadzony w grudniu 2014 roku.

64 Brisard, Zarqawi, s. 72.

65 Weaver, The Short, 2006.

66 Napoleoni, Insurgent Iraq, s. 125–126; Brisard, Zarqawi, s. 88.

67 Napoleoni, Insurgent Iraq, s. 125–126; Weaver, The Short, 2006.

68 Weaver, The Short, 2006.

69 Ibid.

70 Napoleoni, Insurgent Iraq, s. 98–99; Weaver, The Short, 2006.

71 Napoleoni, Insurgent Iraq, s. 98–99.

72 Weaver, The Short, 2006.

Rozdział drugi

Szajch rzeźnikówAz-Zarkawi i Al-Kaida w Iraku

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Rozdział trzeci

Rządy barbarzyństwaNarodziny Islamskiego Państwa w Iraku

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Rozdział czwarty

Żołnierze chaosuIran i Al-Kaida

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Rozdział piąty

PrzebudzenieZwrot Irakijczyków przeciwko Islamskiemu Państwu w Iraku

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Rozdział szósty

Objawy głoduIslamskie Państwo w Iraku i Al-Maliki grają na przeczekanie

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Rozdział siódmy

W imieniu Al-AsadaSyria i Al-Kaida

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Rozdział ósmy

OdrodzenieIslamskie Państwo w Iraku pod rządami Abu Bakra al-Baghdadiego

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Rozdział dziewiąty

Zdradzona rewolucjaDżihad dociera do Syrii

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Rozdział dziesiąty

Neofici i „pięciogwiazdkowi dżihadyści”Sylwetki bojowników Państwa Islamskiego

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Rozdział jedenasty

Od Twittera po „Dabiq”Werbunek nowych mudżahedinów

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Rozdział dwunasty

RozwódAl-Kaida wypiera się Państwa Islamskiego

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Rozdział trzynasty

Pozyskanie szajchówPlemiona wspierają Państwo Islamskie

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Rozdział czternasty

Ad-DaulaUśpione komórki Państwa Islamskiego

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

  Zakończenie  

  Podziękowania  

Autorzy są głęboko wdzięczni wszystkim tym, których wiedza i doświadczenie pomogły tchnąć życie w tę ponurą opowieść.

Historia wczesnych lat ruchu partyzanckiego, a później Przebudzenia w Iraku zawdzięcza wiele naszej własnej „Radzie Pułkowników”. Derek Harvey, Rick Welch, Jim Hickey i Joel Rayburn, których sama przyjaźń jest wystarczającą nagrodą, zgodzili się udzielić wielogodzinnych wywiadów, a niekiedy odpowiadali na wysyłane o trzeciej w nocy rozpaczliwe e-maile.

Generał dywizji Doug Stone nadzorował w Iraku więzienie dla członków Al-Kaidy przez nieco ponad rok, co wystarczyło, żeby doszedł do wniosku, że niektórzy dżihadyści nie szczędzą starań, aby dostać się do Camp Bucca. Ali Khedery i Emma Sky wyjaśnili nam, jak decyzje podejmowane w Waszyngtonie, zwłaszcza pod koniec drugiej wojny w Zatoce Perskiej, wpływały na losy prowincji Bagdad (i Niniwy, i Al-Anbaru i Salah ad-Din). Laith Alkhouri, który śledzi sposób porozumiewania się terrorystów, popisał się jako wspaniały i zabawny dragoman w Starbucksie w centrum Manhattanu, gdzie do dziś wszyscy są jeszcze przerażeni. Sziraz Maher odłożył pracę nad rozprawą na temat dżihadyzmu, żeby zaznajomić nas z typologią bojowników z zagranicy, którzy przybywają walczyć w szeregach Państwa Islamskiego. Martin Chulov i Christoph Reuter, dwaj wyśmienici korespondenci na Bliskim Wschodzie, szczodrze dzielili się zdobytymi informacjami, żeby pomóc nam doprecyzować niezbyt jasne szczegóły konfliktu w Syrii.

Hanin Ghaddar, niezwykle odważna i pryncypialna redaktorka współpracująca z „NOW Lebanon”, zezwoliła na wykorzystanie w niniejszej książce materiałów napisanych pierwotnie na zamówienie pisma. Alex Rowell czytał pierwszą wersję tekstu i, jak zawsze, zasugerował poprawki, które uwzględniliśmy. Tony Badran, który poświęcił całe życie badaniu dynastii Al-Asada, ułatwił nam wgląd w zmowę rządu Syrii z terrorystami, których rzekomo zwalcza.

Paul Webster z „Guardiana”, David Mikhail i Kathryn Allawala z „Foreign Affairs” i David Kenner z „Foreign Policy” zlecali pisanie felietonów, które wzbogacały naszą wiedzę o Państwie Islamskim przed powstaniem naszej książki. (Ben Pauker z „Foreign Policy” wspaniałomyślnie udzielił nam urlopu i tylko niekiedy wysyłał pozornie łagodne upomnienia, że czeka na nas praca w redakcji).

Lidiya Dukhovich, Olga Khvostunova, Boris Bruk, Grace Lee, Dmitry Pospelov, James Miller, Catherine Fitzpatrick i Pierre Vaux z Institute of Modern Russia i pisma „Interpreter” byli już przyzwyczajeni do radzenia sobie z nerwowymi i niespodziewanymi telefonami z różnych rejonów świata; teraz mieli okazję odebrać kilka takich połączeń z Bliskiego Wschodu.

Z grona kolegów z pracy, przyjaciół i rodziny, którzy byli równie wspaniałomyślni, cierpliwi i pomocni podczas prac nad projektem, trzeba także wymienić: Lindę Weiss, Leslie Wilson, Augie’ego Weissa, Michaela Pregenta, Chrisa Harmera, Jessikę Lewis McFate, Farhę Barazi, Mariam Hamou, Bayan Khatib, Nadę Kiwan, Kusaja Zakarję, Ammara Abdulhamida, Linę Sergie, Phillipa Smytha, Mubina Szajcha, Mike’a Giglio, Borzou Daragahiego, Hamdiego Rifaja, Miszaala al-Gergawiego, Mahmuda Habbusza, Craiga Larkina, Abdulsalama Hajkala, Ahmeda Hassana i Abdulhamida Hassana, Kareema Szaheena, Sultana al-Kassemiego, Ijada al-Baghdadiego, Abdullaha al-Ghadawiego, Elizabeth Dickinson, Faisala al-Jafajego, Nicka Marcha, Hussajna Abdullatifa, Ghaziego Dżejrudiego, Abdulnasera Ajda, Abdulrahmana al-Dżamusa, Musaba al-Hammadiego i wszystkich w „The National” i Delma Institute.

Dziękujemy również zespołowi Regan Arts, który w rekordowym czasie wydał tę książkę: Lucasowi Wittmannowi, Lynne Ciccaglione i Michaelowi Moynihanowi, jak również Laine Morreau i Danielle Dowling.

Na koniec chcielibyśmy też wymienić Mustafę L. i Johna Bundocka, którzy zaczynali od sprawdzania faktów, a z czasem pomagali nam w zbieraniu informacji. Za wszelkie błędy faktograficzne i interpretacyjne odpowiedzialność ponoszą autorzy.

Tytuł oryginału: ISIS: Inside the Army of Terror

Copyright © 2015 by Michael Weiss, Hassan Hassan.

All rights reserved, including the right to reproduce this book or portions thereof in any form whatsoever. For information address Regan Arts Subsidiary Rights Department, 65 Bleecker Street, New York, NY 10012.

Copyright for the Polish Edition © 2015 Burda Publishing Polska Sp. z o.o. 02-674 Warszawa, ul. Marynarska 15

Dział handlowy: tel. 22 360 38 41–42 faks 22 360 38 49

Sprzedaż wysyłkowa: Dział Obsługi Klienta, tel. 22 360 37 77

Redakcja: Małgorzata Grudnik-Zwolińska Korekta: Maria Dziedzic-Wesołowska Zdjęcie na okładce: © Abaca Redakcja techniczna: Mariusz Teler

ISBN: 978-83-8053-041-6

Skład i łamanie: Beata Rukat / Katka

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – również częściowe – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

Skład wersji elektronicznej: pan@drewnianyrower.com