Instrukcja obsługi toksycznych ludzi - Katarzyna Miller, Suzan Giżyńska - ebook
Opis

Czy można obronić się przed toksycznymi ludźmi?

Przeczytaj Instrukcję obsługi toksycznych ludzi i naucz się tego!

Każdego dnia natykamy się na toksycznych ludzi. Możemy ich spotkać na każdym kroku: w pracy, urzędzie, szkole. Czasem stykamy się z nimi w relacjach prywatnych, a nawet rodzinnych.

Instrukcja obsługi toksycznych ludzi to przewodnik po relacjach z ludźmi, którzy „zatruwają” nam życie. Katarzyna Miller i Suzan Giżyńska podpowiadają jak nie ulegać wpływom toksycznych ludzi, wychodzić obronną ręką z konfliktowych sytuacji, a także jak radzić sobie z emocjami, które nam przy tym towarzyszą.

Kolejna książka z bestsellerowej serii Instrukcja obsługi...

Katarzyna Miller

Psycholożka, psychoterapeutka, filozofka z kilkudziesięcioletnią praktyką terapeutyczną. Autorka i współautorka wielu bestsellerowych poradników, m.in. Życie jest fajne, Instrukcja obsługi kobiety, Instrukcja obsługi faceta, Nie bój się życia, Kup kochance męża kwiaty, Chcę być kochana tak jak chcę (Wydawnictwo Zwierciadło). Na stałe związana z miesięcznikiem „Zwierciadło”.

Suzan Giżyńska

Reżyser i copywriter, twórczyni spotów reklamowych oraz akcji społecznych. Współautorka książek Instrukcja obsługi faceta oraz Instrukcja obsługi kobiety (Wydawnictwo Zwierciadło).

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 308

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Redakcja i korekty: Melanż
Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN®
Ilustracja na okładce: MIROSŁAWA SZAWIŃSKA
Skład i łamanie: MARIA KOWALEWSKA
Redaktor prowadzący: MAGDALENA CHORĘBAŁA
Dyrektor produkcji: ROBERT JEŻEWSKI
© Copyright by Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o., Warszawa 2018 Text © copyright by Katarzyna Miller, Suzan Giżyńska / Clapham Creatives 2018
Wydanie III uzupełnione
Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie, w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela.
ISBN: 978-83-8132-057-3
Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o. ul. Postępu 14, 02-676 Warszawa tel. (22) 312 37 12
Dział handlowy:handlowy@grupazwierciadlo.pl
Konwersja:eLitera s.c.

Instrukcja obsługi toksycznych ludzi

Określenie „toksyczny” w ostatnich latach zrobiło prawdziwą karierę. Co i rusz słyszymy o toksycznych rodzicach, szefach, toksycznych przyjaźniach, związkach. Mamy też toksycznych kochanków, współpracowników, toksyczne myśli i w ogóle cali jesteśmy toksyczni...

Nie ma właściwie żadnego obszaru w życiu człowieka, w którym nie można by znaleźć jakiejkolwiek „toksyny”. Wszystko, co nas spotyka może być toksyczne.

Czy to znaczy, że te wszystkie aspekty życia są trujące? To oznacza, że bywają wyniszczające, niezdrowe i robią nam krzywdę!

Gdy pierwszy raz usłyszałam o toksycznych matkach i rodzicach, był to dla mnie wielki przełom. Wiele razy wcześniej zastanawiałam się, czy sama nie ponoszę winy za niektóre rzeczy, czy nie robię czegoś źle. Później dopiero okazało się, że to wszystko, co mnie spotykało, naprawdę nie było w porządku i przez wiele lat obwiniałam się niepotrzebnie. Jako dziecko nie mogłam tego wiedzieć, wielu rzeczy nie rozumiałam i gdy widziałam smutek czy gniew u mojej matki, zastanawiałam się, co zrobiłam źle.

W pewnym momencie życia, nauka przyszła nam z pomocą i udowodniła, że rzeczy, z którymi czujemy się źle, naprawdę są niezdrowe, nie tylko dla nas, ale dotyczą wszystkich ludzi na całym świecie.

Pierwsze książki na ten temat, które pojawiły się w Polsce to: Toksyczni rodzice i Matki, które nie potrafią kochać Suzan Forward. Okazało się, że był to przełom i posypała się lawina publikacji. Pojawili się np. Wredni ludzie Jaya Cartera, który rozpropagował pojęcie „umniejszaczy”, czyli osób, które nam umniejszają, powiększając siebie... Ostatnio pojawiła się też interesująca książka Karyl McBride Nigdy dość dobra (oczywiście tytułowa „nigdy dość dobra” to córka).

To tylko niektóre z publikacji, jest ich znacznie więcej i wszystkie udowadniają, że problem toksyczności w relacjach z naszymi bliskimi i resztą otoczenia jest powszechny i borykają się z nim ludzie na całym świecie.

1

Kocham moją żonę i godzę się na wiele rzeczy, które mi nie odpowiadają, aby móc z nią być. Ona nie chce uprawiać ze mną seksu, sama podejmuje większość decyzji, obwinia mnie o wiele rzeczy, często ma pretensje do mnie i do naszych dzieci. Czasami, gdy z nami rozmawia, jest to nie do wytrzymania.

• Jeżeli pozwalasz na takie rzeczy, masz problem z poczuciem wartości.

• Zastanów się, dlaczego nie egzekwujesz od żony tego, czego potrzebujesz? Intymności, seksu, dobrej komunikacji.

• Z tego, co opisujesz wynika, że twoja relacja jest bardzo toksyczna. Może pozwalasz sobie na takie traktowanie... To może być powodem i twoim wkładem w całość.

• Zaznacz granicę i porozmawiaj najpierw ze sobą. Zapytaj się, co jest dla ciebie ważne w związku i jak chcesz być traktowany.

• Kochanie kogoś nie jest równoznaczne z tym, że pozwalamy tej osobie nas ranić.

• Takie zachowanie oznacza raczej brak miłości do siebie.

• Przecież nie lubisz być pomijany i nieważny?

• Czy w dzieciństwie też się tak czułeś?

• Piszesz, że chcesz z nią być. Dlaczego? Napisz listę rzeczy, które są dobre w tej relacji, być może seks nie jest dla ciebie najważniejszy.

• Napisz listę swoich priorytetów w życiu w relacji z bliską osobą i potraktuj ją poważnie.

• Często coś akceptujemy, bo z powodu niskiego poczucia wartości myślimy, że nie możemy dostać od drugiej osoby tego, co nam jest potrzebne. Wolimy żyć w braku spełnienia myśląc, że tak naprawdę nam się ono nie należy.

• W związku zaniedbujemy wiele spraw pomiędzy partnerami, myśląc bardziej o pracy, dzieciach i rachunkach. Jak jest u was?

• Porozmawiaj z żoną, czy seks z tobą jest dla niej satysfakcjonujący. Często ludzie przestają się kochać ze sobą, bo nie otrzymują tego, co by chcieli, a boją się powiedzieć o swoich potrzebach i fantazjach.

• Poczytaj o seksie i o tym, jak zadowolić kobietę.

• Czasami kobiety nie mają ochoty na seks, bo mają za dużo na głowie, a mężczyźni tak naprawdę pozwalają na to, by kobiety przeciążały się obowiązkami.

• Trudno oczekiwać od kobiety seksu, jeżeli ona musi pamiętać o całym waszym gospodarstwie, a w trakcie seksu myśli o praniu. Pomagasz jej w domu? Robisz tyle, ile ona w gospodarstwie domowym?

• Być może jest tak, że twoja żona jest przemęczona i czuje się sfrustrowana.

• Spróbuj realnie ocenić jej pozycję, zastanów się, czy ma powody by się tak zachowywać. Jeśli nie, jedynym wyjściem dla was jest szczera rozmowa lub terapia.

• Zakochałeś się w tej kobiecie, zastanów się, co się w niej zmieniło i zapytaj ją o to.

Kiedyś pewna kobieta zawarła układ z mężem, który narzekał, że ona nie ma ochoty na seks. Umowa polegała na tym, że on będzie przez tydzień wykonywał jej obowiązki domowe, zgodnie z dokonanym na kartce spisem wszystkich małych czynności, a ona w następnym tygodniu będzie się z nim codziennie kochać.

Mąż zgodził się zadowolony, że już za tydzień otrzyma to, co chciał. Lista za bardzo go nie przeraziła – pomyślał, że to dużo rzeczy, ale są drobne i na pewno sobie poradzi. Po tygodniu okazało się, że facet jest padnięty. Codziennie chodził spać o 19.00. Nie miał już siły na seks.

Magiczna lista tysiąca spraw... tak działa.

Katarzyna: Gdy kobieta jest nieszczęśliwa, nieszczęśliwy jest również jej partner i cała rodzina. Nieszczęśliwi rodzice wychowują nieszczęśliwe dzieci.

Ludzie, którzy wychodzą z tych nieszczęśliwych domów, mają w sobie smutek i żal, który ciężko jest później przezwyciężyć.

Prawda prosta jak cep, a niestety tak ciężko jest ją przyjąć...

Każdy, kto czuje się nieszczęśliwy powinien stanąć ze sobą „twarzą w twarz” z lusterkiem w ręku i odpowiedzieć sobie szczerze na pytanie, dlaczego tak jest.

Czasami odpowiedź jest prosta i wynika z danej sytuacji, która wydaje się nam być niekomfortowa, np. nie lubimy partii rządzącej, nie podoba nam się pogoda, nie mamy nowego telewizora czy samochodu itp. Wtedy taka odpowiedź jest do zniesienia, bo powód jest znany. Jeśli natomiast nie ma takiej jasnej przyczyny, nieszczęście tkwi głębiej.

Bardzo ciężko jest powiedzieć sobie: „Nie umiem cieszyć się z tego co mam” i uzmysłowić sobie dlaczego tak jest.

Porządny facet chciałby uszczęśliwić swoją żonę, a nie może tego zrobić, bo ona się nie daje.

Nie wie co robić, by żona, którą kocha i z którą zdecydował się być, czuła się spełniona.

Jest wielu mężczyzn, którzy mówią: „Ja ją wybrałem”, „Pokochałem ją”, „Ona mi się podobała”, „Pragnąłem jej”, „Jest matką moich dzieci”, „Była rozsądna i wspaniała”... A później coś się stało i wszystko się zmieniło...

Mężczyzna nie rozumie, dlaczego kobieta się tak zachowuje. Przecież on jest dla niej dobry, nie zdradza jej, myśli o rodzinie, dba o pieniądze, planuje wakacje, stara się. Robi co może, a tej babie ciągle czegoś brakuje... Czego?

Odpowiedź jest niestety straszna: KOBIETY CHCĄ WIĘCEJ.Nie dlatego, że są zarozumiałe, uważają się za księżniczki i myślą, że wszystko im się należy. Nie... Chcą więcej dlatego, że ciągle są głodne.

Taka kobieta nie otrzymała od rodziców tego, czego potrzebowała. Dostała jedynie namiastkę miłości, uwagi, ciepła, zrozumienia. Później chce to dostać od męża, ale ciągle jest jej mało. Owszem, na początku jej wystarczało, ale przecież zawsze może być lepiej. Kobieta liczyła, że pan, z którym się związała i który dawał jej sporo, będzie dawał jeszcze więcej, będzie się rozwijał... Ona chce większego romantyzmu, ciągle chce żyć jak w bajce.

Jak to jest, że kobiety, które same nie są romantyczne oczekują tego od partnerów?

Żona pana, na którego pytanie odpowiadamy ma za nic swojego męża. Nie szanuje go.

Tylko raz w życiu miałam taką sytuację, że na terapii wzięłam czyjąś stronę. Przyszło do mnie małżeństwo z problemami i stanęłam po stronie mężczyzny.

Był to niezwykle ciepły, sympatyczny i porządny facet. Powiedział do mnie kiedyś: „Wziąłem ją, pokochałem i będę zawsze lojalny”. Natomiast ona waliła w niego jak w stalową tarczę, mimo że był bardzo wrażliwym, introwertycznym człowiekiem. Kobieta obwiniała go za całe nieszczęście świata. Ciągle krzyczała i płakała, a on nie wiedział, co ma zrobić. Mówił do niej: „Chcę ci pomóc, tylko powiedz mi jak, co mam zrobić, żeby było lepiej, dlaczego jest źle?”. A ona tego nie wiedziała, ale wiedziała, że chcę więcej.

Później okazało się, że kobieta od lat miała kochanka, a kochanek był łajdakiem.

Wybrała łajdaka, bo porządny facet nie dawał jej takich uniesień, nie rajcował jej.

Suzan: Musiała wybrać kogoś, kto będzie ją traktował tak jak ona sama się traktuje. Bez miłości i czułości.

Katarzyna: Gdyby wiodła spokojne życie z mężem, który ją kochał i akceptował, nie mogłaby odgrywać swojego teatru. Nie miałaby tylu atrakcji, których potrzebowała. Takie życie by ją nudziło.

Ta kobieta przy mnie powiedziała do męża: „Niedobrze mi się robi, jak na ciebie patrzę”, a ja zaczęłam się zastanawiać, jak on może to znosić...

Później, już pod koniec spotkania, gdy facet był strasznie zmęczony, powiedział, że ma dosyć i że odchodzi. Na co ona wybuchnęła płaczem z tekstem: „Jak ty możesz mnie zostawić taką nieszczęśliwą?”.

Suzan: Dlaczego kobiety latają za łajdakami, a nie szanują tych porządnych, dobrych facetów?

Katarzyna: Dlatego, że one nie umieją docenić stałości, lojalności i spokoju. W spokoju dostają pierdolca, w spokoju nosi ich wewnętrzne napięcie, które mają w sobie od dziecka, w spokoju nie mogą wytrzymać.

Suzan: To wszystko brzmi trochę jak labirynt bez wyjścia.

Katarzyna: Czasami, żeby wyjść z labiryntu jedynym wyjściem jest przeskoczyć go górą.

Suzan: Czyli złożyć broń i poddać się.

Katarzyna: Tak, ja się poddałam, gdy uzmysłowiłam sobie, że moja matka mnie nie chce.

Autor listu ma wybór. Może powiedzieć: „Koniec rządów tej głupiej kobiety, której się wydaje, że jest mądra, a nie jest”, walnąć w stół i użyć swojego testosteronu. Grzeczni faceci tego nie potrafią.

Nie jest pan przecież szmatką do podłogi! Trzeba stanąć na nogi i walnąć pięścią w stół.

Ta kobieta chce poczuć, że musi zasłużyć na mężczyznę, że musi się postarać. Chce żeby on potrafił się postawić. Chce jego miłości i rzeczywiście ją otrzymuje, ale nie jest to miłość, o której ona marzy. Jego miłość jest trochę dziecinna, trochę braterska, trochę ojcowska, za mało męska, za bardzo bezwarunkowa. Ona chce czegoś innego. Potrzebuje warunków i granic, bo inaczej się rozpuszcza. Nie wie, kim jest.

Jeśli on ją kocha, to znaczy, że jest do niczego. Jest to syndrom „Nie chcę być członkiem klubu, który mnie chce za członka”.

Powiedział to kiedyś Groucho Marx, później powtarzał to Woody Allen. Chodzi o klub, do którego należą Kennedy i Rockefellerowie. Ten klub jest ważny, a nie ten, do którego należę ja i Kate Smith. Jeżeli Kennedy zechce mnie w swoim klubie, to dopiero poczuję się doceniona. Ale zaraz, zaraz... Co z niego za Kennedy, skoro on mnie chce? Mnie, taką zwyczajną i niedoskonałą? On nie może być prawdziwym Kennedym. W takim razie dalej będę sobie marzyć.

Bardzo chcę być uznana i bardzo chcę, żeby ludzie o tym wiedzieli. Jeśli wyjdę za mąż za takiego Kennedy’ego, cały świat się o tym dowie. Wszyscy to zobaczą. Ale czy to znaczy, że ja naprawdę będę szczęśliwa? Niekoniecznie.

Suzan: Jak Marilyn Monroe.

Katarzyna: I jak Whitney Houston, Amy Winehouse, Romy Schneider. Wiele gwiazd, które osiągnęły światowy sukces, czuło się jak nieszczęśliwe dziecko, które ciągle musi się starać, musi na siebie uważać i pilnować się.

Co ten mężczyzna ma zrobić? Po pierwsze zająć się sobą. Zobaczyć, że jest ofiarą własnej rycerskiej postawy. To znaczy, że wcale nie jest rycerzem, tylko ofiarą, bo popadł w iluzję. Powinien się dowiedzieć, jak to było z mamusią i tatusiem, że on stał się takim miłym, grzecznym chłopcem, którego można usadzać jak się chce. Może nie wolno mu się było bić, miał być zawsze miły i sympatyczny, może nie mógł walczyć o swoje. To wszystko są rzeczy behawioralne, które mają znaczenie. Jeśli matka wychowuje syna w taki sposób, zabiera mu jego dzikość, kastruje go.

W książce Roberta Bly’a Żelazny Jan jest wątek o tym, jak chłopak musi ukraść matce, spod jej poduszki klucz do własnego życia. Musi się uwolnić, by pójść w świat.

W kulturach znacznie bardziej prymitywnych niż nasza ciągle praktykuje się męską inicjację, np. wysyła się młodego chłopaka z nożem do lasu po to, aby stał się mężczyzną. Ma wrócić, być może zadrapany, ale cały. Ma przezwyciężyć swój strach i niepewność i przede wszystkim ma wygrać ze sobą, czyli wygrać siebie. Ma poczuć, że on sam sobie wystarcza.

Ty masz wystarczyć!

Suzan: Szkoda, że nie ma tego samego dla kobiet.

Katarzyna: Być może jest, tylko jest to mniej ważne.

W Polsce pewnie jakieś 80% kobiet przeszło od razu z domu rodzinnego do małżeństwa.

Suzan: U mnie tak było.

Katarzyna: U mnie na szczęście nie. Ja wiedziałam, że marzę o swoim kawałku podłogi, w którym to ja jestem panią, sama za siebie odpowiadam i sama się urządzam. Zawsze go miałam, pomiędzy panami, z którymi mieszkałam.

Dla mnie ci różni mężczyźni, którzy mi towarzyszyli i wszystkie te zmiany były szalenie ciekawe, choć też czasem się bałam. Kobiety jednak głównie się tego boją, a za rzadko spotyka się u nich ciekawość.

Suzan: Rozmawiałam kiedyś z kolegą, którego żona często flirtuje z innymi. Co chwilę znajdował jakieś smsy, dedykacje na książkach i takie różne rzeczy. Poradziłam mu aby wywalił z domu te wszystkie książki, zabrał jej ten telefon, w którym nie wiadomo, co jest i żeby stanowczo się temu wszystkiemu sprzeciwił. Na początku było mu trudno, ale w końcu się postawił. Zadzwonił do mnie kiedyś w nocy i powiedział, że nie rozumie, co się stało, ale jego żona pierwszy raz od tygodni z własnej woli chciała uprawiać z nim seks.

Katarzyna: Otrzymała dowód na to, że on jest facetem, a nie grzecznym wykastrowanym chłopcem.

Po to są koleżanki, przyjaciółki, żeby z nimi gadać, chodzić na zakupy, mierzyć kiecki, pijać kawkę. Mężczyźni są od czegoś innego!

Nie mamy pytać mężczyzny, jaką kupić kieckę tylko mamy wyjść w tej kiecce i go olśnić! Tak to powinno wyglądać.

Suzan: Co ten facet może zrobić, kiedy kobieta ciągle płacze? Nie można z nią porozmawiać, bo płacze, nie chce nic zrozumieć tylko płacze.

Katarzyna: Przede wszystkim powinien dać jej się wypłakać. Jeśli ma taką ochotę, niech płacze. Ale niech pamięta, że jej płacz poruszał go za pierwszym razem, za drugim i trzecim też, ale już za pięćdziesiątym zdecydowanie mniej. Facet nie musi tego wysłuchiwać. Może wyjść do drugiego pokoju lub pójść na spacer. Albo może wziąć ją za rękę i powiedzieć: „Chodź, bekso, na spacer, będziesz sobie tam płakać, ale przynajmniej będziesz chodzić”. Jeśli ona zacznie na to pozytywnie reagować, uśmiechać się, rozmawiać normalnie to znaczy, że bardzo potrzebowała jego inicjatywy i jego opanowania, rozwagi. Inny temat, czy on ma to skąd w sobie znaleźć.

Pamiętajmy, że trzeba sprawdzić, czy „nasz” toksyczny człowiek jest dlatego toksyczny, bo my na to pozwalamy, czy jego toksyczność opiera się całej naszej mądrości i wtedy trzeba ogłosić bezradność.

Co to znaczy? Rozstać się lub obchodzić ją czy jego z daleka, co jest także kosztownym wyborem.

2

Mam 17 lat. Mój wujek zawsze, gdy mnie widzi zwraca się do mnie w erotyczny i wulgarny sposób. Komentuje moją figurę, pupę, piersi, żartuje w niefajny sposób i patrzy na moje miejsca intymne. Czuję się z tym źle, ale mama mówi, że przesadzam, bo są to tylko rubaszne, męskie żarty i nie powinnam się nimi przejmować.

• Niestety, musisz się trochę wzmocnić, ale nie w stronę znoszenia zachowań wujka, a bardziej w stronę odpowiedzialnego potraktowania go.

• Jesteśmy łatwym łupem, bo główny cel naszego wychowania polegał na tym, aby zrobić z nas grzeczne, miłe i niesprawiające kłopotu dziewczynki.

• Czasami jest tak, że dziewczynka w ogóle nie ma prawa pokazywać swoich negatywnych emocji. Uczy się wtedy znosić trudy życia i wady innych. Ta niby strategia jest iluzją, ale jest sprzedawana jako sposób na przetrwanie.

• To, co robi wujek jest toksyczne i to jest przemoc.

• Nie może naprawdę dotknąć i wziąć, więc dotyka i bierze słowami.

• Młoda dziewczyna nie wie, co zrobić z takim starym zboczeńcem, bo nikt jej nie pokazał, a najbliższa jej kobieta – matka – uczy ją ignorować molestowanie i znosić przemoc psychiczną.

• Ja bym powiedziała przy całej rodzinie, na rodzinnym spotkaniu: „Chciałam powiedzieć, że wujek Karol komentuje lubieżnie moje ciało. Jest to dla mnie krępujące i sprawia, że się bardzo źle czuję. Czy ktoś uważa, że to, co robi wujek jest złe? Proszę mi pomóc, bo moja mama mnie opuściła i uważa że to jest normalne!”.

• Możesz np. powiedzieć wujkowi, że poskarżyłaś się swojemu chłopakowi z siłowni, że mu się to nie spodobało, i że teraz chce wujka odwiedzić...

• Możesz też unikać rodzinnych spotkań, jeżeli w ogóle ich nie lubisz.

• Lub jeśli chcesz, zawsze możesz dać wujkowi w twarz i może dzięki temu się ogarnie. Zasługuje na to.

Pamiętaj, jeżeli takie słowa i komentarze są częste i nie ustają pomimo twojego sprzeciwu, nagraj wszystko na dyktafon i zgłoś się z tym na policję, szczególnie jeżeli masz mniej niż 18 lat!

Do kobiet, mam, babć i cioć które czytają naszą książkę:

Nie pozwalajcie dziadkom, wujkom, mężom, braciom, sąsiadom na komentowanie urody i ciała swojej córki w sposób opisany wyżej. Jest duża różnica pomiędzy komplementem – ciepłym i miłym, który sprawia, że dziewczyna czuje się dobra i podziwiana, a manipulacją słowami, które zastępują akt seksualny i są po to, by pobawić się granicami, a w końcu je przekroczyć.

A może zazdrościcie swojej córce i nie przyznajecie się przed sobą do tego uczucia, więc same przed sobą udajecie, że to są sprośne żarty. Nie są! One pozbawiają kobietę poczucia bezpieczeństwa i mają ogromne następstwa w jej późniejszym życiu!

Nie wolno wam na to przyzwalać!

Suzan: Myślę, że każda z nas była w podobnej sytuacji.

Katarzyna: Nie pociesza nas to, ale zdecydowana większość kobiet wielokrotnie doświadczała podobnych sytuacji.

To bardzo przykre, że twoja mama tak niewłaściwie reaguje. Domyślam się, że to jest jej brat i właśnie od niej powinnaś oczekiwać wsparcia i pomocy. Na miejscu matki zamknęłabym bratu usta, i bardzo ostro powiedziała, że nie życzę sobie, aby mówił tak do mojego dziecka.

Niestety twoja mama jest z typu mam patriarchalnych, to znaczy, że wszystko to, co robią mężczyźni jest według niej dobre, a kobiety muszą się dostosować. Ty się oczywiście nie dostosowuj. Jesteś mądrzejsza, wrażliwsza.

Wyobrażam sobie, że gdy twój wujek mówi do ciebie w taki sposób, zamykasz się w sobie, wkładasz luźną sukienkę, spuszczasz wzrok. W jakiś sposób może go to rajcuje, że nawet jeśli nie może cię dotknąć fizycznie, to i tak wpływa na ciebie. Gdybyś chciała reagować na to mocniej, powinnaś powiedzieć stanowcze NIE! Ten mężczyzna musi usłyszeć, że jest chamem i ty nie życzysz sobie takich odzywek. Masz 17 lat, może po prostu mogłabyś odchodzić, gdy on jest? Po prostu znikać, wychodzić do innego pokoju albo całkowicie z domu.

Suzan: Ciekawi mnie, czy ten wujek ma żonę.

Katarzyna: I ciekawe, co ona na to. Oczywiście może być tak, że on ją traktuje tak samo albo już jej tak nie traktuje, bo mu się znudziła. Może być też podobnie patriarchalna jak matka i wtedy jest zazdrosna o młodą dziewczynę. O to, że jest dla niego obiektem pożądania i specyficznego zachwytu, seksualnych rojeń.

Suzan: Ta sytuacja wygląda na problem rodziny, w której kobiety od wielu pokoleń milczą.

Katarzyna: I od wielu pokoleń takie zachowania w tej rodzinie mają miejsce.

Te zachowania dla wielu mężczyzn są przecież normą, od kogoś musieli się tego nauczyć.

Pamiętam, jak przyszłam do nowej szkoły, do piątej klasy i przeżyłam szok, gdy dwóch chłopców zaczęło mi opowiadać sprośne dowcipy, wciągać mnie pod ławkę, żartować w sposób, w jaki dzieci nie powinny się do siebie zwracać. Oni byli wręcz nakręceni i podnieceni. Myślę, że wynieśli to z domu ten prostacki sposób postrzegania erotyki.

Suzan: Ciekawe, czy panowie czuliby się dobrze, gdyby kobiety w swoim gronie dyskutowały o męskich członkach.

Katarzyna: Oni się czują okropnie! Kiedyś w zespole psychoterapeutycznym postanowiłyśmy z koleżankami podjąć obronną akcję wobec dwóch panów, dosyć dużo umiejących, ale też posiadających sporo wad, postrzegających kobiety właśnie w taki przedmiotowy, wulgarny sposób. Akcja polegała na tym, że na wspólnej imprezie zaśpiewałyśmy im: „Alleluja, alleluja, Rysio (a potem to samo o Marku) ma małego chuja!”. Uwagi i chamskie zaczepki się skończyły.

Suzan: Ostatnio byłam na spotkaniu w męskim gronie filmowców. Byłam tam jedyną kobietą i zauważyłam od razu, że panowie się popisują, zachowują trochę nienaturalnie. Rozmawialiśmy m.in. o tym, jak pokazać ranę postrzałową głowy w filmie. Jeden z mądrych panów wspomniał o geniuszu, który perfekcyjnie pokazał dziurę w głowie po postrzale, porównując ją do damskiej cipki. Ów geniusz uznał, że dziura w głowie i wagina wyglądają tak samo. Złapał jakąś asystentkę i jeszcze kilka dziewczyn z obsługi i rzekł: „Niestety, moje drogie, musicie zdjąć majteczki”. Sfilmował mnóstwo cipek, zrobił mnóstwo zbliżeń, a później mógł sobie wybrać to, które najbardziej przypominało dziurę w głowie po kuli.

Trochę to niestety trwało i podobno każda pani, która pojawiła się na planie wiedziała, że może być wybrana i musi się zgodzić, bo inaczej zostanie wyrzucona.

Katarzyna: Właśnie ten przymus jest najgorszym świństwem. Być może cipka wygląda jak dziura po postrzale (?), ale zmuszanie kobiet do nagrywania ich miejsc intymnych jest czystym draństwem. Pewnie niektóre zgodziłyby się zrobić to bez przymusu, ale facet miał na celu ich upokorzenie.

Suzan: Raz byłam z córką u lekarza, który słynął z rubaszności. Przyszłam z moją prawie dorosłą pociechą, a on na to: „Widzę, że bardzo dorosłaś, to już cipkę masz taką jak mama”.

Katarzyna: Co wtedy zrobiłyście?

Suzan: Niestety muszę przyznać, że roześmiałyśmy się... Była to moja automatyczna reakcja. Ja byłam w takich sytuacjach wiele razy i wiele razy myślałam: „Dobrze, pośmiejemy się, za chwilę to minie”.

Katarzyna: Tak jak radzi patriarchalna mamusia: „Trzeba przeczekać i przemilczeć”.

Suzan: Ale kiedy on tak do nas powiedział, fizycznie poczułam jakby ktoś mi coś tam wsadził. Uczucie dotykania przez słowa!

Katarzyna: Ja też kiedyś doznałam czegoś obrzydliwego ze strony lekarza, ale na szczęście, zareagowałam wściekłością.

Podczas pobytu w szpitalu ginekologicznym tamtejszy ordynator, miał zwyczaj zbierać kobiety, które przebywały na jego oddziale, wszystkie razem na badania. Ustawiał je w kolejce przed gabinetem, bez spodni od piżamy, bo jak twierdził, szkoda było czasu na rozbieranie się. Panie z gołymi tyłkami, w samych bluzkach stały przed gabinetem i czekały na swoją kolej.

Powiedziałam temu lekarzowi, że jestem oburzona tą sytuacją i nie rozumiem jak można tak traktować ludzi... Natychmiast odpowiedział mi jego przydupas: „Jak się pani odnosi do pana ordynatora?!”. Na co ja powiedziałam: „A jak pan ordynator odnosi się do kobiet!?”. Nie byłam w tym szpitalu lubiana. W innym szpitalu, usłyszałam, jak lekarz powiedział do przejętej badaniem pacjentki w ciąży: „Trzeba się było wcześniej martwić, a nie pieprzyć jak popadnie”.

Zasugerował jej, że skoro ma trzydzieści kilka lat, to na pewno ciąża jest z przypadku, jest już późno i trzeba się było tym wcześniej zająć.

Ten rodzaj męskiej swobody i chamstwa jest koszmarem dla kobiet. Niektórzy nie liczą się z niczym, a dodatkowo są z siebie zadowoleni. Zadowolenie wynika z podniecenia, można kolokwialnie powiedzieć, że sperma zalewa im mózgi. I to poczucie władzy...

Kiedyś znałam parę, nawet całkiem fajną. Ludzie poznali się w późnym wieku. Kobieta miała już nastoletnią córkę z poprzedniego małżeństwa.

Wszyscy lubili tę parę, mieli wielu przyjaciół, byli zabawni i miło się z nimi spędzało czas.

Pewnego razu dowiedzieliśmy się, że ten mężczyzna dobierał się do nastoletniej córki swojej partnerki. Kobieta natychmiast zareagowała, wygoniła go z domu i opowiedziała o wszystkim znajomym, kolegom, rodzinie. Nic nie kryła.

On został odrzucony i wygnany ze środowiska. Niestety nie uniósł tego. Nigdy nie przeprosił za to, co zrobił i zachlał się na śmierć.

Suzan: Wygląda to tak, jakby młodzi chłopcy na jakimś etapie swojego rozwoju seksualnego skręcali w złą stronę. W stronę, gdzie poniżanie i umniejszanie drugiej osoby daje spełnienie, władzę, poczucie mocy i wyższości.

A kobiety z kolei uczą się od matek przetrzymywać, a nie reagować.

Katarzyna: Nawet gdy świat dostrzegł problem przemocy wobec kobiet, nadużywania siły fizycznej w rodzinach, bicia kobiet, nastąpiło to dosyć późno. Problem seksualnego, psychicznego znęcania ciągle jest niedostrzegany.

Dla mężczyzny kobieta jest odpoczynkiem, ukojeniem, pociechą, balsamem, a jednocześnie może temu towarzyszyć nienawiść, że jest tak bardzo potrzebna. Niejeden mężczyzna nie potrafi się do tego przyznać. Zamiast tego wolą mówić, że kobiety to kusicielki i jakby nie nosiły krótkich kiecek, to nikt by ich nie gwałcił.

Suzan: Trzeba ustalić jedną rzecz: to, co robi tej dziewczynie wujek jest absolutnie niedozwolone, niczym nieusprawiedliwione, jest złe i nie powinno mieć miejsca w żadnej rodzinie!

Katarzyna: A dziewczyna ma prawo, a nawet obowiązek względem siebie, szukać wsparcia gdzie i jak się da.

Suzan: A co ona może powiedzieć do niego następnym razem?

Katarzyna: Może mówić do niego grzecznie i z klasą: „Proszę tak do mnie nie mówić”, „Nie życzę sobie takich uwag”, „Nie podoba mi się, jak wujek się do mnie zwraca”, może też odpowiedzieć mocniej: „Jesteś chamski, niekulturalny”, „Nie masz prawa sobie na to pozwalać”, „Jest to poniżej godności ludzkiej”, „Nie pozwolę ci tak do siebie mówić i patrzeć na mnie w ten sposób, bo jest to poniżej mojej godności!”.

Suzan: Ja bym powiedziała: „Wujku, tobie to tylko wyobraźnia została”.

Katarzyna: I bardzo pięknie. Następny poziom to już złośliwość wobec niego. Może to go zamknąć albo spowodować eskalację. Trzeba byłoby wtedy mieć w zapasie pewność siebie, żeby pokazać chamowi, że nie przeskoczy.

Suzan: Dojrzalsze kobiety znacznie lepiej sobie z tym poradzą, bo takie sytuacje spotykają panie w różnym wieku.

Katarzyna: Oczywiście, że tak. Często młode dziewczyny zamykają się w sobie, a dojrzalsza kobieta potrafi powiedzieć np.: „Stachu, zachowujesz się jak niedopieszczony cham, który nie ma się gdzie wyżyć”.

Suzan: W takich przypadkach często kobiety pytają, czy w ogóle warto mówić, co się myśli, czy nie lepiej zamknąć buzię, zignorować i przeczekać. Warto zmieniać tę mamę, która i tak się nie zmieni, tego wujka, który i tak się nie zmieni?

Katarzyna: Świat, który się nie zmieni. Co ci szkodzi, wujek pogada, pogada i pójdzie.

Suzan: To są przecież ludzie z innej epoki, stare nawyki, i tak nic się w nich nie zmieni, po co w ogóle robić zamieszanie.

Katarzyna: Mam dużą satysfakcję z tego, że wielu sławnych panów wyrzucono z pracy za seksistowskie zachowania, za molestowanie i inne podłe zachowania względem kobiet. Świat pokazuje, że nie wszystkim to uchodzi na sucho. Jednak aby coś zmienić, kobiety muszą być solidarne, muszą mieć odwagę i nie bać się otworzyć buzi.

Przede wszystkim trzeba sobie zdać sprawę, że wiele kobiet nie ma na to ochoty. Często mówią: „Ja to nie lubię kobiet, wolę towarzystwo mężczyzn” i niestety, w towarzystwie mężczyzn takie rzeczy się zdarzają. Jeśli nie lubisz kobiet, zdaj sobie sprawę, że może cię kiedyś spotkać coś niemiłego ze strony mężczyzn, mimo że się im tak podlizujesz...

Każda z nas wybiera sama, co robi i na co ją stać.

Suzan: Ta młoda dziewczyna już nie chce być sama. Wie, że nie może liczyć na mamę i szuka porady, co zrobić. Rodzina jej nie wspiera i przyszło mi do głowy, że najlepiej byłoby się od niej odsunąć.

Katarzyna: Oczywiście może się odsunąć i w pewnym momencie nasza bohaterka powinna to zrobić, ale musi to zrobić tak, by było to dla niej bezpieczne. Coś na zasadzie wyjścia z Wigilii ze słowami: „Ja jestem tu krzywdzona i nie chcę tu być”. Święta mają być dla ludzi, a nie przeciwko ludziom.

Suzan: To jest nadanie sobie praw.

Katarzyna: W filmie Festen Thomasa Vinterberga akcja rozgrywa się na przyjęciu zorganizowanym na cześć wielce zasłużonego pana. Wielka impreza, i w pewnym momencie syn owego jubilata bierze kryształowy kieliszek, wstaje i zaczyna opowiadać, jak ojciec go molestował, gdy ten miał 5–6 lat. Wyciąga wszystkie brudy i pięknie dziękuje za to swojemu tacie.

Suzan: Właśnie. Myślę, że każdą zmianę trzeba zacząć od siebie. Trzeba mieć w sobie odwagę i powiedzieć tej mamie: „Zachowujesz się nie fair wobec swojej córki i wobec kobiety, którą też jesteś”.

Kobiety często narzekają na mężczyzn, a tutaj przecież wychodzi problem niesolidarności kobiecej.

Kiedyś koleżanka opowiadała mi, że gdy ona się rodziła, to jej ciotka, czyli siostra matki powiedziała: „Słuchaj, jak się trochę bardziej postarasz i urodzisz syna, to może potrzymam go do chrztu”.

Katarzyna: Bo córki nie warto?! Jak widać, ten prehistoryczny problem jest ciągle aktualny...

Dziewczyna, która do nas napisała, na tym poziomie, na którym jest, nie może zrobić wiele więcej niż pogadać z kimś, z koleżanką, może nauczycielką, zapytać inną kobietę jak sobie radzi z takimi sytuacjami i nauczyć się paru podstawowych, pewnych, tekstów np. „To twoja chora wyobraźnia”, „Wstyd mi za ciebie i za to, co mówisz”, „Ja jestem w porządku, jestem młoda i spodziewam się po rodzinie wsparcia, a nie molestowania”, „To, co robisz jest molestowaniem”.

Trzeba powiedzieć odważnie! Odwaga polega na tym, że robimy coś, czego się boimy.

3

Teściowa jest moim wrogiem. Gdy jej syn mnie przedstawił, powiedziała z przekąsem: „Myślałam, że znajdziesz sobie coś lepszego”. Nigdy jej tego nie zapomnę. Jest wobec mnie oschła i krytyczna, nigdy nie powie dobrego słowa. W dodatku ciągle czegoś żąda od mojego męża. Wydzwania i każe się wozić do lekarza lub na zakupy, albo chce żeby jej pomógł w domu. On złości się przy mnie na nią, ale jedzie i pomaga. Teściowa psuje nasze życie. Co mam robić?

• Niestety, choć cię to pewnie nie pocieszy, mnóstwo żon mogłoby się pod tym listem podpisać.

• Niedobre jest również to, że prawie wszystkie panie przedstawiają tę sprawę jako konflikt dwóch kobiet. Nie ma tam męża/syna i jego reakcji. W liście tylko wspomniałaś o nim i o jego nieważnej, bo bezużytecznej, złości.

• Nie ma też twoich reakcji ani decyzji tylko emocje i trwały stan nienawiści. Myślę, że przeznaczasz na bolesne i nienawistne myśli o teściowej mnóstwo swojej przestrzeni wewnętrznej. Bardzo dużo energii ci to zjada i to zupełnie na darmo, w tym sensie, że niczego nie rozwiązuje tylko cię jeszcze mocniej nakręca.

• Zrozumiałe są twoje rozczarowanie i wściekłość. Młoda kobieta przed poznaniem przyszłej teściowej jest pełna obaw, ale i nadziei. Chciałaby, nie zawsze, ale dość często, spotkać drugą, może nawet serdeczniejszą matkę od swojej własnej. Chciałaby jak najlepiej wypaść, spodobać się, być życzliwie przyjęta, a także móc polubić jego rodzinę.

• Już na początku spotkał cię prawdziwy cios. Ordynarne „powitanie”, w którym potraktowano cię jak rzecz. Zraniło cię to i dotknęło w naprawdę przykry sposób.

• Najprawdopodobniej odebrało ci mowę i nie wiedziałaś co powiedzieć i co zrobić. Rzadko człowiek jest przygotowany na takie sytuacje.

• Ludzie na co dzień się tak nie zachowują.

• Nie zdziwiłabym się, gdybyś wyszła, rozpłakała się lub rozgniewała i odpowiedziała ostro. Są trzy główne typy reakcji: poddanie się, walka, ucieczka.

• Boję się, że zostałaś i milczałaś. To oznaczałoby bierność i zgodę na to, żeby krzywdziciele robili z tobą, co zechcą.

• Można domniemywać, że dom rodzinny nie wyposażył cię w umiejętności samoobrony, asertywności. Być może był do tego stopnia toksyczny, że musiałaś przystosować się do roli ofiary.

• Jeśli tak było, potrzebujesz pomocy psychologicznej, nie tylko z powodu konfliktu z teściową.

• Ten konflikt może ci służyć jako rodzaj zasłony dymnej przed innymi kłopotami.

• Jest tak wielki, że skutecznie może zasłaniać inne. Wtedy paradoksalnie „opłaca ci się” go mieć, uparcie go podsycać i hodować, dokładając co chwilę kolejne dowody na to, jakim potworem jest teściowa.

• To może działać w taki sposób: myślisz sobie, że, gdyby tylko ta wstrętna baba była inna albo gdyby jej w ogóle nie było twoje (wasze) życie byłoby zupełnie inne, wspaniałe.

• To jest, moja droga, oczywiście iluzja.

• Pora na kolejne aspekty sprawy: bardzo ważne jest to jak zareagował twój partner.

• Pomimo tego „słodkiego” przywitania wyszłaś za niego, a on pojął ciebie za żonę, mimo że nie spodobałaś się jego matce.

• Nie napisałaś, więc wyobrażam sobie jego możliwe reakcje: udał, że nic nie słyszał (to najgorsza reakcja – jeszcze gorzej byłoby, gdyby się uśmiechnął i głupawo potwierdził słowa matki. O czymś takim też już kiedyś słyszałam), ewentualnie mruknął bez przekonania coś w stylu: „Co też mama mówi?” albo: „Jak zwykle wszystkiego się czepiasz”, co służy zbagatelizowaniu obrazy, jakiej dopuściła się jego matka wobec ciebie.

• Założę się, że nie powiedział, głośno, mocno i wyraźnie: „Mamo, nie życzę sobie, żebyś tak traktowała moją narzeczoną. Obraziłaś ją. Żądam byś ją przeprosiła. Obraziłaś też mnie, a sobie wystawiłaś jak najgorsze świadectwo. Wstydzę się za ciebie. Jeśli nie przeprosisz, wychodzimy w tej chwili i nie spodziewaj się mnie szybko”.

• Jakbyś się czuła usłyszawszy coś takiego? Robi różnicę? Twój partner powinien być twoim obrońcą i nie może bać się swojej matki.

• Gdyby umiał to zrobić (jest to możliwe, ale po terapii), umiał by też rozdzielać jej żądania na te, które należy lub warto spełnić i te, które są bezzasadnymi roszczeniami.

• Mogę sobie też wyobrazić, że taka jego odpowiedź jednocześnie cię cieszy i przeraża. Jesteś przecież grzeczną dziewczynką i doskonale wiesz, że nie wolno odzywać się do rodziców jak osoba dorosła, która ma własne zdanie, w dodatku krytyczne.

• Tak nas wychowują. To właśnie toksyczni rodzice życzą sobie dla siebie szacunku i zwolnienia ich z jakiejkolwiek odpowiedzialności wobec dzieci (Och, przepraszam, przecież jest słynne powiedzonko: „Głodna nie chodzisz!”).

• Zwróć uwagę, że teściowa jest takim właśnie toksycznym rodzicem twojego męża. Nie mogło to nie zostawić na nim silnych śladów.

• On się jej boi i dlatego, chociaż bywa zły i niezadowolony, ulega jej żądaniom.

• Pewnie „tłumaczy” to tobie i sobie słowami: „Ona już taka jest”.

• Pamiętajmy: tyran jest tyranem, bo mu na to pozwalamy!

• Opłaca wam się obojgu wzajemnie sobie pomóc. Oboje jesteście w opresji. I wasze dzieci, jeśli je macie.

• Rozmawiajcie o tym, jak tobie jest źle od początku relacji z nią i jak jemu jest źle zawsze! Od początku bycia jej dzieckiem! Bo choć (być może), był jej małym księciem, to ogromnie się jej boi i zawsze bał.

• Dlatego też ŻADNA z kobiet nie zyskałaby nigdy jej aprobaty (rozumiesz to?). Ona trzyma go we władzy, na uwięzi, w pułapce.

• Nie widzisz tego i nie rozumiesz, że to nie tylko twój problem? I twój, i jego, i wasz!

• Jak z nią żyć? Albo wcale, albo asertywnie!

• Za każdym razem, gdy ona ciebie obraża, masz żądać przeprosin lub natychmiast wychodzić. Nie kontaktować się bez przeprosin. Będzie się obrażała, robiła fochy – trudno, tak musi być.

• Trzeba to przejść i nie odpuszczać. Do tego stopnia, żeby nie chodzić na święta i imieniny, a za to wysyłać uprzejme, okazjonalne kartki. One są lepsze niż esemesy.

• Ułóżcie sobie „gotowce” – asertywne odpowiedzi, których będziecie używać natychmiast po jej każdej słownej napaści, np. „Nie życzymy sobie”, „Nie wolno mamie tak do nas (do niej, do mnie) mówić, „Nie zgadzam się“, „Mamy inne zdanie na ten temat”, i tym podobne.

• Ustalcie wspólny front. Jesteście razem. To wy teraz tworzycie rodzinę.

• Znacie realia życia matki oraz jej zdrowia i wiecie, kiedy potrzebna jej naprawdę pomoc, a kiedy ona tylko sprawdza zasięg swojej władzy. Wspieraj męża w odmawianiu jej. Jeśli okaże się to ponad jego siły przedstaw mu korzyści z terapii. Sama na nią pójdź, aby wykorzenić syndrom ofiary.

• Poczytajcie o asertywności. Warta uwagi jest też książka Spokojnie, łagodnie, bez lęku Marii Król-Fijewskiej.

• Uwierzcie w swoje możliwości i swoje prawa.

• Wymyślcie sobie nagrody za każde nowe poradzenie sobie z napastliwością teściowej: wspólne i osobne, coś fajnego, małego, dużego, głupiego i mądrego.

PS. Nie wyobrażam sobie, żebyś do tego babsztyla mówiła MAMO. Mówisz?! Bo taki jest zwyczaj? I nie grzęźnie ci w gardle?! Jeśli to robisz, przestań. Zacznij zwracać się do niej „Pani”.

Suzan: Moje doświadczenia są całkowicie odmienne, bo wyszłam za mąż... dla mojej teściowej. Była kimś, kogo zawsze chciałam mieć. Mamą, której mi brakowało.

Katarzyna: Właśnie! Już o tym wspominałyśmy, że część dziewczyn marzy o nowych mamach i liczy na dobrą rodzinę. Ucieszyłaś się, gdy ją spotkałaś, prawda?

Suzan: Bardzo. Natychmiast została moją matką, bez zupełnie żadnych oporów. W dodatku trzymała moją stronę!

Katarzyna: Ona chyba też chciała mieć córkę.

Suzan: Rzeczywiście, miała dwóch synów i marzyła o córce.

Katarzyna: Jak z nią było?

Suzan: Świetnie. Bardzo fajna, ciepła kobieta, świetnie się dogadywałyśmy. Mało tego, gdy się rozwiodłam, wcale jej nie straciłam, dalej była obecna w moim życiu.

Katarzyna: Autorce listu musi być przykro, gdy coś takiego czyta. To jest to, czego ona by chciała.

Suzan: Ja naprawdę miałam szczęście. Gdy się poznałyśmy, teściowa natychmiast złapała ze mną kontakt. Powiedziała do swojego syna: „Ty sobie wyjdź, zajmij się czymś, a my sobie pogadamy” i rzeczywiście miałyśmy o czym gadać. Pamiętam, że gdy ugotowałam swoją pierwszą zupę pomidorową, pojechałam do niej z mężem z garnkiem o pierwszej w nocy. Powiedziałam: „Zrobiłam swoją pierwszą pomidorówkę, przywiozłam, żebyś spróbowała”, na co ona zaspana: „Super, że wpadliście! Tadeusz! Chodź na pomidorową, dzieci przyjechały!”.

Katarzyna: Po prostu rozkosznie! Jest sporo opowieści o strasznych teściowych, ale jest też trochę historii o tych fajnych, dobrych matkach. To duża pociecha, ale niestety nie dla pani, która już ma kiepską teściową.

Suzan: