Wydawca: Studio Emka Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 119 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Inspiracje i drogowskazy - Zdzisław Dąbczyński

 

Historia, opowieść PRAWDZIWA na jaką trudno się natknąć we współczesnej literaturze poświęcanej tematyce motywacji. Autor odkrywa przed czytelnikiem swoją historię życia, zaprasza do świata przemyśleń, refleksji,  inspiracji, doświadczeń nabytych w jakże interesujących czasach na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza. Książka ta jest pewnego rodzaju świadectwem obok którego nie można przejść obojętnie – będąc w relacji z jej AUTOREM.

Charakter książki, poruszana problematyka - pozwala przypuszczać, iż stać się ona może podwaliną pod podobne projekty w przyszłości.

 

 

Opinie o ebooku Inspiracje i drogowskazy - Zdzisław Dąbczyński

Fragment ebooka Inspiracje i drogowskazy - Zdzisław Dąbczyński

Re­dak­cja: Anna Ra­tuś

Ilu­stra­cje (okład­ka i wnę­trze książ­ki): W. J.

Re­dak­cja tech­nicz­na: Pa­weł Żuk

Co­py­ri­ght © Zdzi­sław Dąb­czyń­ski

Co­py­ri­ght © for the Po­lish edi­tion

by Stu­dio EMKA, War­sza­wa 2013

Wszel­kie pra­wa, łącz­nie z pra­wem

do re­pro­duk­cji tek­stów w ca­ło­ści lub w czę­ści,

w ja­kie­kol­wiek for­mie – za­strze­żo­ne.

Wszel­kich in­for­ma­cji udzie­la:

Wy­daw­nic­two Stu­dio EMKA

ul. Kró­lo­wej Al­do­ny 6, 03-928 War­sza­wa

Tel./fax 22 628 08 38, 616 00 67

wy­daw­nic­two@stu­dio­em­ka.com.pl

www.stu­dio­em­ka.com.pl

ISBN 978-83-63773-95-3

Skład i ła­ma­nie: www.an­ter.waw.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Mam szczę­ście współ­pra­co­wać z au­to­rem, a tak­że pra­co­wać w fir­mie WI­MED. Dla­te­go lek­tu­ra tej książ­ki spra­wia, że po­wra­ca­ją wspo­mnie­nia i sza­cu­nek dla do­tych­cza­so­wych osią­gnięć i mo­ty­wa­cja do tego, co jesz­cze przed nami. Wy­ra­żam jed­nak prze­ko­na­nie, że rów­nież ktoś, kto nie miał tego szczę­ścia po­znać śro­do­wi­ska au­to­ra, znaj­dzie w cy­to­wa­nej lek­tu­rze in­struk­cje, w jaki spo­sób może zop­ty­ma­li­zo­wać swo­je ży­cie.

Pa­weł Ga­bry­el

In­spi­ra­cje i dro­go­wska­zy to opo­wieść praw­dzi­wa, na jaką trud­no się na­tknąć we współ­cze­snej li­te­ra­tu­rze mo­ty­wa­cyj­nej. Au­tor od­kry­wa przed czy­tel­ni­kiem swo­ją hi­sto­rię ży­cia, za­pra­sza do świa­ta prze­my­śleń, re­flek­sji, in­spi­ra­cji, do­świad­czeń na­by­tych w jak­że in­te­re­su­ją­cych cza­sach – na prze­strze­ni ostat­nie­go ćwierć­wie­cza. Jest to pew­ne­go ro­dza­ju świa­dec­two, obok któ­re­go nie moż­na przejść obo­jęt­nie.

Krzysz­tof Pła­ne­ta

Po lek­tu­rze In­spi­ra­cji i dro­go­wska­zów czy­tel­nik sta­je się mą­drzej­szy – to na­praw­dę waż­ne w cza­sach, kie­dy je­ste­śmy oto­cze­ni głu­po­tą i bez­myśl­no­ścią.

Re­na­ta Gru­dzień

Mnie się szcze­gól­nie po­do­ba gra słów, dzię­ki któ­rej pew­ne „dro­go­wska­zy” ła­twiej za­pa­da­ją w świa­do­mość. Moim zda­niem taki prze­wod­ni­ko­wy cha­rak­ter książ­ki ma sens: bo czy uży­wa­nie „prze­wod­ni­ka” nie wią­że się na­stęp­nie z od­naj­do­wa­niem wła­ści­wych zna­ków w rze­czy­wi­sto­ści?

Mał­go­rza­ta Il­ska

Książ­ka Dro­go­wska­zy i in­spi­ra­cje do­brze por­tre­tu­je au­to­ra. Zdzi­sław Dąb­czyń­ski po­ka­zu­je w niej swo­ją dro­gę do suk­ce­su. Oka­zu­je się bo­wiem, że ma on swo­ją cenę, któ­rej za­zdro­śni­cy ja­koś wi­dzieć nie chcą. Cie­szy fakt za­pi­sa­nia dro­gi roz­wo­ju, jaką prze­był au­tor.

Da­nu­ta i An­drzej Scha­bow­scy

Książ­kę czy­ta się wspa­nia­le; na­pi­sa­na jest pro­stym, zro­zu­mia­łym ję­zy­kiem, bez gór­no­lot­nych okre­śleń. Wiel­ką dla mnie war­to­ścią jest to, że au­tor pi­sze o wła­snych zma­ga­niach, do­świad­cze­niach i prze­my­śle­niach, co spra­wia, że czło­wiek my­śli: „ja też mogę to zmie­nić”. Pod wa­ru­kiem, że będę chciał. God­na uzna­nia siła woli i de­ter­mi­na­cja.

Anna Zia­ja

Mo­jej żo­nie Do­rot­ce

z mi­ło­ścią i wdzięcz­no­ścią za to,

że mo­głem do woli cho­dzić

po tym ka­wał­ku mo­jej ży­cio­wej dro­gi,

jaką jest WI­MED

Od autora

25 lat temu, w 1988 roku, za­re­je­stro­wa­łem w Urzę­dzie Mia­sta i Gmi­ny w Tu­cho­wie Za­kład Rze­mieśl­ni­czy Wy­twa­rza­nie i Mon­taż Ele­men­tów Dro­go­wych. WI­MED to wła­śnie skrót od pierw­szych li­ter na­zwy tej dzia­łal­no­ści. Pierw­szą sie­dzi­bą za­kła­du była cza­sem kuch­nia, cza­sem po­kój, ga­raż na­sze­go wiej­skie­go domu i mała szo­pa kry­ta eter­ni­tem, gdzie za­miast ścian za­wie­sza­na była bre­zen­to­wa plan­de­ka, z tej stro­ny, z któ­rej aku­rat wia­ło czy pa­da­ło.

Na po­cząt­ku by­łem spe­cja­li­stą od wszyst­kie­go: od cię­cia, spa­wa­nia, ma­lo­wa­nia, wy­ci­na­nia sza­blo­nów, wy­sta­wia­nia fak­tur, za­ła­dun­ku i trans­por­tu. Cza­sem po­ma­ga­ły mi żona, te­ścio­wa, ro­dzi­na. Pierw­sze ma­szy­ny zro­bi­łem sam, a pierw­szym pra­cow­ni­kiem był są­siad na ka­wa­łek eta­tu. W dru­gim roku dzia­łal­no­ści za­trud­nia­łem już kil­ka osób. Ta­kie były po­cząt­ki.

Dzi­siaj, po 25 la­tach, fir­ma mie­ści się we wła­snym obiek­cie o po­wierzch­ni hal po­nad 5000 m2 i za­trud­nia po­nad dwu­stu wspa­nia­łych, wy­kwa­li­fi­ko­wa­nych, do­świad­czo­nych i za­pra­wio­nych w róż­nych trud­nych za­da­niach pra­cow­ni­ków.

Dziś skrót WI­MED, bar­dziej niż Wy­twa­rza­nie i Mon­taż Ele­men­tów Dro­go­wych, tłu­ma­czyć moż­na jakoWspa­nia­ła i Miła Eki­pa Dąb­czyń­skie­go. Współ­pra­co­wa­li­śmy i współ­pra­cu­je­my z wie­lo­ma fir­ma­mi w kra­ju i za gra­ni­cą: od Au­stra­lii po USA. Przez lata dzia­łal­no­ści otrzy­ma­li­śmy wie­le dy­plo­mów, wy­róż­nień, cer­ty­fi­ka­tów, ale też zre­zy­gno­wa­li­śmy z ubie­ga­nia się o wie­le z nich, gdy oka­za­ło się, że wią­żą się one z mniej lub bar­dziej wy­myśl­ny­mi for­ma­mi od­płat­no­ści. My za­wsze sta­wia­li­śmy na au­ten­tycz­ność i rze­tel­ność. Dziś WI­MED jest do­brze roz­po­zna­wal­ną eu­ro­pej­ską mar­ką wśród firm ofe­ru­ją­cych ozna­ko­wa­nie dróg i urzą­dze­nia zwięk­sza­ją­ce bez­pie­czeń­stwo ru­chu dro­go­we­go.

Wraz z mo­imi współ­pra­cow­ni­ka­mi je­ste­śmy dum­ni z tego, że dzię­ki na­szej rze­tel­nej pra­cy i wie­lu wdro­że­niom na pew­no jeź­dzi się le­piej i bez­piecz­niej, a set­ki ty­się­cy na­szych zna­ków, ta­blic i urzą­dzeń in­for­mu­ją, ostrze­ga­ją i kie­ru­ją na pol­skich i eu­ro­pej­skich dro­gach.

25 lat to ka­wał ży­cia, a z dru­giej stro­ny mi­nę­ły one jak je­den dzień. Wie­le rze­czy się zda­rzy­ło, ale gdy­bym w jed­nym zda­niu miał po­wie­dzieć, co było w nich naj­waż­niej­sze, po­wie­dział­bym: in­spi­ra­cje. Waż­ne było wszyst­ko, co in­spi­ro­wa­ło do co­raz lep­sze­go pro­wa­dze­nia i roz­wi­ja­nia fir­my. A co jesz­cze waż­niej­sze: do szu­ka­nia od­po­wie­dzi na py­ta­nie: jak żyć w zgo­dzie ze sobą i z in­ny­mi.

Usia­dłem do pi­sa­nia tej książ­ki z prze­ko­na­niem, że trze­ba się dzie­lić z in­ny­mi ludź­mi tym, co do­bre i waż­ne w ży­ciu. Jed­na z mą­dro­ści ży­cio­wych mówi: Ucz się na cu­dzych błę­dach, bo ży­cia nie wy­star­czy, aby na­uczyć się na wła­snych. Ja bym do­dał: Ucz się nie tyl­ko na błę­dach in­nych, ale też ko­rzy­staj z ich do­świad­czeń, przemy­śleń i wska­zó­wek. Za każ­dą z tych in­spi­ra­cji, czy to za­sły­sza­nych, czy to prze­czy­ta­nych, stoi wie­le prze­my­śleń, wła­snych prze­żyć czy re­flek­sji, a przede wszyst­kim wie­le pra­cy nad sobą, oku­pio­nej czę­sto bó­lem i wy­rze­cze­nia­mi, ale też wiel­ką przy­jem­no­ścią wy­gry­wa­nia ze sobą.

Za­ty­tu­ło­wa­łem moją książ­kę In­spi­ra­cje i dro­go­wska­zy. Jak roz­sąd­nie prze­mie­rzać dro­gi i bez­dro­ża ży­cia, bo każ­dy z nas idzie swo­ją dro­gą. Raz krę­tą, raz pro­stą. Na­po­ty­ka dziu­ry, wy­ko­py, rowy i bez­dro­ża, ale też spo­ty­ka na swo­jej dro­dze kra­iny, gdzie może wy­tchnąć i ze­brać siły. Siły do tego, żeby wspi­nać się pod górę, omi­jać prze­szko­dy, umieć przy­jąć po­moc in­nych lu­dzi, czer­piąc jed­no­cze­śnie in­spi­ra­cje z ich do­ko­nań.

Pi­sze się w tych cza­sach spo­ro po­rad­ni­ków i ksią­żek mo­ty­wa­cyj­nych, w któ­rych są go­to­we re­cep­ty na suk­ces: rób tak i tak, a osią­gniesz suk­ces. Póź­niej oka­zu­je się, że to wca­le nie ta­kie pro­ste. Mnie też na­cho­dzi cza­sem po­ku­sa po­ucza­nia, ale w tej książ­ce chcę się sku­pić na po­ka­za­niu mo­jej dro­gi do bar­dziej roz­sąd­ne­go ży­cia. Spi­sa­nie waż­nych in­spi­ra­cji sta­je się ko­lej­ną in­spi­ra­cją, aby nie po­zo­stać na eta­pie szu­ka­nia roz­wią­zań na lep­sze ju­tro, lecz po­dej­mo­wać cią­głe pró­by ich wdra­ża­nia i do­sko­na­le­nia, co wy­ma­ga za­wsze kon­kret­ne­go dzia­ła­nia.

Mot­tem WI­MED-u jest:Sta­le do­sko­na­li­my na­sze dzia­ła­nia, aby każ­de­go dnia być lep­szy­mi od nas ta­kich, ja­ki­mi by­li­śmy wczo­raj. Uwa­żam, że każ­dy z nas może co­dzien­nie zro­bić dla sie­bie coś, dzię­ki cze­mu jego dzi­siaj bę­dzie lep­sze niż wczo­raj: dzię­ki cze­mu bę­dzie po­tra­fił bar­dziej cie­szyć się chwi­lą, któ­ra wła­śnie trwa. Bo ży­cie skła­da się z chwil prze­ży­wa­nych tu i te­raz. Dla­te­go nie war­to zwle­kać, tyl­ko już te­raz po­szu­kać spo­so­bów na to, żeby tych do­brych chwil było w ży­ciu jak naj­wię­cej. Ta książ­ka uka­zu­je nie­któ­re moje in­spi­ra­cje i dro­go­wska­zy, któ­re dla in­nych też mogą być po­moc­ne w kre­owa­niu choć odro­bi­nę lep­sze­go ży­cia oso­bi­ste­go czy za­wo­do­we­go.

Zdzi­sław Dąb­czyń­ski Kar­wo­drza,

31 grud­nia 2012

1. Aby mierzyć drogę przyszłą, trzeba wiedzieć, skąd się wyszło– trzeba budować przyszłość, korzystając z wiedzy i doświadczeń przeszłości

Aby mie­rzyć dro­gę przy­szłą, trze­ba wie­dzieć, skąd się wy­szło – te sło­wa Cy­pria­na Ka­mi­la Nor­wi­da po raz pierw­szy usły­sza­łem od mą­dre­go dro­go­wca, któ­ry po­świę­cił wie­le cza­su, aby przy­bli­żyć lu­dziom hi­sto­rię pol­skich dróg i lu­dzi, któ­rzy tym dro­gom po­świę­ca­li swo­je ży­cie. Uświa­do­mił mi wiel­kie zna­cze­nie, ja­kie ma na­uka wy­cią­gnię­ta z do­ko­nań prze­szło­ści dla ro­zu­mie­nia co­dzien­no­ści i bu­do­wa­nia do­brej przy­szło­ści.

Ten czło­wiek nie po­prze­sta­wał na sło­wach: z wiel­ką pie­czo­ło­wi­to­ścią dbał o to, aby skar­by pol­skiej my­śli dro­go­wej były od­kry­wa­ne, pre­zen­to­wa­ne i po­zna­wa­ne. Na wie­lu kon­fe­ren­cjach i se­mi­na­riach pre­zen­to­wał róż­ne cie­ka­wost­ki-pe­reł­ki o dro­gach; m.in. cie­ka­wych bu­dow­lach czy obiek­tach in­ży­nier­skich, za­wsze pod­kre­śla­jąc wy­si­łek i pra­cę po­ko­leń w tej prze­strze­ni ży­cia ludz­kie­go, jaką są dro­gi.

Ogrom­ny sza­cu­nek i uzna­nie mam dla ko­lej­ne­go wiel­kie­go czło­wie­ka pol­skich dróg, któ­ry za­po­cząt­ko­wał zbiór­kę za­byt­ków dro­go­wnic­twa, póź­niej bu­do­wę mu­zeum dro­go­wnic­twa oraz dla tych wszyst­kich, któ­rzy go w tym wiel­kim dzie­le wspar­li. Dzię­ki ich wy­trwa­łej pra­cy moż­na w tej chwi­li pre­zen­to­wać ty­siąc­om zwie­dza­ją­cych za­byt­ki i skar­by pol­skie­go dro­go­wnic­twa. Zwie­dzi­łem wie­le mu­ze­ów na świe­cie, szcze­gól­nie mu­ze­ów tech­ni­ki. Skła­dam wiel­ki sza­cu­nek tym wszyst­kim, któ­rzy za­dba­li o to, aby zbio­ry pol­skie­go dro­go­wnic­twa też były pre­zen­to­wa­ne god­nie i na świa­to­wym po­zio­mie.

Mu­zeum dro­go­wnic­twa po­zwa­la spoj­rzeć peł­niej i głę­biej na pra­cę i wy­sił­ki ty­się­cy pol­skich dro­go­wców. Po­zwa­la tak­że le­piej po­znać i do­ce­nić tę pra­cę. Bo nie­waż­ne jest to, czy bu­du­je się za­po­rę Ho­ver Damm czy ka­wa­łek dro­gi pod Szczu­ci­nem, czy robi się to dziś czy ro­bi­ło się w XVIII wie­ku. Pra­ca i wy­si­łek czło­wie­ka są prze­cież po­dob­ne, pot jest ten sam. Istot­na róż­ni­ca tkwi w tym, czy ktoś chce tyl­ko ro­bo­tę zbyć, czy też ma po­czu­cie od­po­wie­dzial­no­ści i jest ca­łym ser­cem od­da­ny pra­cy. Ta­kie dzie­ła mają w mo­jej oce­nie wiel­ką war­tość – nie­za­leż­nie od cza­su ich po­wsta­nia. Waż­ne jest, aby umieć do­ce­niać to, co się robi, szcze­gól­nie wte­dy, kie­dy bie­rze się za to od­po­wie­dzial­ność.

Od kil­ku lat czę­sto ro­bię no­tat­ki, w któ­rych spi­su­ję swo­je pla­ny, ma­rze­nia czy cele na wie­lu płasz­czy­znach ży­cia za­wo­do­we­go, oso­bi­ste­go czy ro­dzin­ne­go. In­a­czej mó­wiąc, pro­jek­tu­ję przy­szłość. Prze­glą­da­nie ich po­zwa­la mi na uświa­do­mie­nie so­bie, z ja­kie­go miej­sca star­to­wa­łem i do­kąd do­sze­dłem. Mam więc jak na dło­ni całą ostat­nio prze­by­tą dro­gę. Do­brze jest to wie­dzieć, obo­jęt­nie czy cho­dzi o pro­ste, czy trud­ne spra­wy do­ty­czą­ce mo­je­go ży­cia, czy ży­cia każ­de­go czło­wie­ka. Bo nie da się my­śleć o przy­szło­ści bez ko­rzy­sta­nia z wie­dzy i do­świad­czeń prze­szło­ści.

Gdy od cza­su do cza­su mogę się za­sta­no­wić nad swo­ją prze­szło­ścią i nad tym, co uda­ło mi się zre­ali­zo­wać z mo­ich pla­nów, od razu czu­ję wię­cej sił do tego, żeby wy­zna­czyć so­bie nowe – mniej lub bar­dziej am­bit­ne, ale przede wszyst­kim roz­sąd­ne za­da­nia i cele na przy­szłość. Nie tyle sta­wiam czo­ło przy­szło­ści, ile spo­koj­nie na nią wpły­wam.

Je­śli mi to wy­cho­dzi te­raz, a wcze­śniej róż­nie z tym by­wa­ło, to może i in­nym po­mo­że moja me­to­da in­spi­ro­wa­nia się prze­szło­ścią dla bu­do­wa­nia cie­kaw­szej przy­szło­ści. War­to pró­bo­wać każ­de­go dnia zmie­niać choć tro­chę swój świat na lep­szy, bo co­kol­wiek to wię­cej niż nic, odro­bi­na to wię­cej niż co­kol­wiek, tro­chę – to wię­cej niż co­kol­wiek, itd.

2. Gdy zapiszę swoje marzenia, łatwiej staną się rzeczywistością– jeśli z tym zwlekam, to moje marzenia pozostaną tylko przelotnymi iluzjami

Przez wie­le lat nie po­tra­fi­łem opi­sać świa­ta mo­jej przy­szło­ści, rze­czy­wi­sto­ści, w ja­kiej chciał­bym kie­dyś żyć. Wie­dzia­łem, że zro­bie­nie li­sty swo­ich ma­rzeń jest bar­dzo waż­ne, ale ten nie­doj­rza­ły i stra­chli­wy Zdzi­sio uparł się, że nie na­pi­sze: bo prze­cież to ta­kie trud­ne opi­sać swo­ją przy­szłość, prze­lać na pa­pier ma­rze­nia. Wal­czy­ły we mnie róż­ne stro­ny oso­bo­wo­ści. Zdzi­sław jesz­cze nie doj­rzał do tej de­cy­zji.

Wie­lu lu­dzi uwa­ża, że ży­cie to zwy­kle tyl­ko ko­lej­ne zrzą­dze­nie losu, że idzie swo­im to­rem i ma się na nie nie­wiel­ki wpływ. Jest wie­le teo­rii czy róż­nych po­dejść do tego te­ma­tu. War­to więc bacz­nie ob­ser­wo­wać rze­czy­wi­stość i eks­pe­ry­men­to­wać: z tym, co dzie­je się wo­kół mnie, z tym, na co mogę mieć mniej­szy lub więk­szy wpływ.

Kie­dyś ja­kaś kon­flik­to­wa sy­tu­acja w re­la­cjach mię­dzy­ludz­kich spo­wo­do­wa­ła dość głę­bo­ki do­łek emo­cjo­nal­ny i po­pchnę­ła mnie do szu­ka­nia roz­wią­zań. Wte­dy tra­fi­łem na jed­ną z ksią­żek po­rad­ni­ko­wych w sty­lu: „zmień swo­je ży­cie w 7 dni”. Z jed­nej stro­ny wy­da­ło mi się to to­tal­ną bzdu­rą, bo jest to nie­moż­li­we. Z dru­giej jed­nak stro­ny, musi nas cza­sem ja­kiś „ży­cio­wy prąd kop­nąć”, co nas cze­goś na­uczy i uświa­do­mi, że albo bę­dzie­my bez­wol­nie pły­nąć z nur­tem ży­cia, albo spró­bu­je­my nań wpły­wać.

Otwo­rzy­łem więc książ­kę i tra­fi­łem na ostre py­ta­nia typu: Co byś zro­bił, gdy­byś do­wie­dział się, że zo­sta­ło Ci 7 dni ży­cia? Co byś zro­bił, gdy­byś do­wie­dział się, że zo­sta­ło Ci 6 mie­się­cy ży­cia? Jaki na­pis chciał­byś mieć na na­grob­ku? I wie­le po­dob­nych py­tań.

Nie ukry­wam, że pró­ba od­po­wie­dzi na te py­ta­nia moc­no przy­bli­ży­ła mnie na­gle do wiecz­no­ści. Szcze­gól­nie, że moja wy­obraź­nia jest dość wy­bu­ja­ła, a te py­ta­nia w tam­tych oko­licz­no­ściach cel­nie we mnie tra­fia­ły. Pod wpły­wem tej sy­tu­acji po­ja­wi­ły się w gło­wie sce­na­riu­sze: co bym zro­bił, aby jed­nak tak szyb­ko się z wiecz­no­ścią nie spo­tkać.

Na szczę­ście uda­ło mi się od­po­wie­dzieć na te trud­ne py­ta­nia, a zro­bił to ten sam Zdzi­siu, któ­ry wcze­śniej się opie­rał. W jaki spo­sób duży i od­waż­ny Zdzi­sław prze­ko­nał ma­łe­go i prze­stra­szo­ne­go Zdzi­cha, że moż­na i trze­ba to zro­bić? Po pierw­sze, trze­ba było na­praw­dę szcze­rze i otwar­cie „po­roz­ma­wiać” ze sobą, a nie szu­kać uspra­wie­dli­wie­nia, że taki już je­stem. Po dru­gie, wy­star­czy­ło od­nieść się do prze­szło­ści i od­kryć pro­stą praw­dę, że wy­star­czy­ło zmie­nić swo­je na­sta­wie­nie do ży­cia i zmie­nia­ło się ży­cie.

Czy to się po­do­ba, czy nie, chy­ba w każ­dym do­ro­słym męż­czyź­nie tkwi gdzieś tam w gło­wie mały chło­piec: Zdzi­sio, Ja­ruś, Krzy­sio, Grze­sio, To­me­czek, ta­kie małe i stra­chli­we dziec­ko, któ­re się boi, nie chce obe­rwać od mat­ki czy ojca, sły­szy po­ucze­nia: nie wy­chy­laj się, nie wy­głu­piaj się, nie dasz rady.

Gdy Zdzi­cho ma­ru­dzi w mo­jej gło­wie: nie da się, nie uda się, daj so­bie spo­kój, wte­dy Zdzi­sław, do­ro­sły i doj­rza­ły fa­cet, któ­rym prze­cież je­stem, mówi mu: dasz radę, ale po­pra­cuj, zrób pierw­szy krok. Wy­star­czy tyl­ko spo­koj­nie i roz­sąd­nie ro­bić to, co trze­ba.

Po sto­cze­niu ko­lej­nej wal­ki ze sobą, i ze swo­imi sła­bo­ścia­mi, by­łem już w sta­nie sam so­bie po­móc, szyb­ko zna­leźć wska­zów­ki i roz­wią­za­nia na przy­szłość. Wie­dzia­łem, że naj­le­piej za­dzia­ła opi­sa­nie swo­ich pla­nów. Kie­dy pierw­szy raz prze­nio­słem na pa­pier swo­je oso­bi­ste i głę­bo­ko ukry­wa­ne ma­rze­nia i cele, oka­za­ło się, że po­wo­li, krok po kro­ku, z więk­szą świa­do­mo­ścią za­czą­łem prze­bu­do­wy­wać to, co mniej lub bar­dziej do­skwie­ra­ło czy bo­la­ło. Prze­cież aby gdzie­kol­wiek dojść, za­wsze trze­ba zro­bić ten pierw­szy krok, a póź­niej na­stęp­ne.

Trze­ba też pa­mię­tać, żeby do­ce­nić się za ten krok. Po­wie­dzieć so­bie: no, sta­ry, wi­dzisz, że mo­żesz i po­kle­pać się sa­me­mu po wła­snych ple­cach. To po­ma­ga. Trze­ba li­czyć na sie­bie: do­pie­ro jak szcze­rze i do­brze czło­wiek do­ce­ni sam sie­bie, może też do­ce­nić in­nych. I zo­sta­nie przez nich do­ce­nio­ny. Za­po­mi­na­my czę­sto w ży­ciu o sło­wach Je­zu­sa: Bę­dziesz mi­ło­wał bliź­nie­go swe­go, jak sie­bie sa­me­go [Mt 22,39. Wszyst­kie cy­ta­ty z Bi­blii za Bi­blią Ty­siąc­le­cia.]

3. Prawo przyciągania, czyli myśli i marzenia zmieniają rzeczywistość– to działa, ale pod warunkiem, że wiem, czego tak naprawdę w życiu chcę

Książ­ka Se­kret