Inny - Aleksandra J. Starostecka - ebook + książka
14,90 zł

lub
Opis


Jaka powinna być poezja? Skomplikowana, przesycona zawiłymi metaforami, czy może prosta, ale trafiająca do każdego czytelnika? Dotycząca spraw ważnych, trudnych, czy skupiająca się na codzienności? Refleksyjna? Długo pozostająca w pamięci? Istnieją wiersze, które w prostych słowach opowiadają o rzeczach wielkich. Garść umiejętnie dobranych słów, które chwytają za serce. Proste frazy, które stanowią podstawę rozważań filozoficznych. Dwa zdania, które są w stanie odmienić życie czytelnika. Zmotywować do działania, wzruszyć, skłonić do zastanowienia się nad sobą. Wersy powtarzane jak mantra w gorsze dni. Słowa czytane codziennie przed snem lub na dobry początek dnia.

Tomik wierszy, który towarzyszy codziennym sprawom. „Inny” Aleksandry Starosteckiej to zbiór krótkich wierszy, które swą prostotą chwycą za serce każdego. Pozwalają zatrzymać się w codziennym biegu i pomyśleć o sobie, swoim życiu. Stanowią połączenie filozofii codzienności z pięknem krajobrazu Bieszczad, które są wielką miłością poetki.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 17




Aleksandra J. Starostecka
Inny

Wersja Demonstracyjna

Wydawnictwo Psychoskok

Aleksandra J. Starostecka „Inny”

Copyright © by Aleksandra J. Starostecka, 2018

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2018

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie

 może być reprodukowana, powielana i udostępniana w 

jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Redaktor prowadząca: Wioletta Tomaszewska

Skład i opracowanie graficzne (pdf): Piotr Gorzelańczykwww.pitart.pl

Redakcja:Jan Tulik

Korekta: Dominika Urbanik

Skład epub i mobi: Kamil Skitek

ISBN: 978-83-8119-161-6

Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin

tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706

http://www.psychoskok.pl/http://wydawnictwo.psychoskok.pl/ e-mail:[email protected]

inny

niepodobny do wczoraj

niepodobny do jutra

jesteś

Kolory

moja

w blasku słońca

zuchwała radość

w kolorach liści

twoje spojrzenie

w smutku deszczu 

obnażona łza

w szarudze jesiennej

nadzieja

a miałam zostać poetką

szaroburą idę ulicą

wiersz w głowie układam 

myślę – wrócę do domu

zapiszę

topniejący śnieg i brudy miasta

ptaków rozmowę 

zielone pąki na drzewach

uśmiech nieznajomego starca 

zaczepia mnie sąsiadka

słowa się rozsypują

w dziurawy wpadają chodnik

nic więcej

jest wiersz którego nie ma

bo napisać się nie da

i myśli 

które mkną za wiatrem  

przez kolczasty płot

na drugą stronę lustra                                  

niczym przedziwne urojenia

nie patrz tak

wymyśl sposób na butność świata

za późno na wszystko inne 

nie patrz tak w lustro

do snu

wszystkie noce

pozamykam na klucz

odzwyczaić się 

od mroku

od lęku

najlepiej

od siebie

obejmij mnie

myślą tkliwą

zadziw sam siebie

obietnicą jest

każdy czas dobry

dobra każda pora

nie przeoczyć miłości

która się budzi 

stąpa niepewnie 

obietnicą jest

skądkolwiek przyjdzie

z górskiej doliny

lasu ogrodu

sensem życia jest

zagubienie zimą

zuchwała miłość 

tańczącym płatkiem śniegu

uderza w okno

znika  

sens istnienia pęka

zmienia się 

w czarną rzeczywistość

na cierpienie

Święta Rita – 22 maja 

jedna czerwona róża

widzisz ogród cały

zapachem kusi

urzeka kolorem

okruch czułości 

zaczepiony na nitce 

wspomnienia

trzymasz mocno

po płatku róży

toczy się zagubiona łza

budzi śpiącą metaforę

jakby

obok zegara

bezbarwna kropla

goryczy może żalu

kropli przybywa

dotykają wskazówek

czas zatrzymują 

zegar milczy

jakby śmierć umarła

w lesie chór ptaków

przekrzykuje mroczność

za linią chmur

Mirkowi Welzowi

przychodzi we śnie

woła

uśmiecha się tęsknotą

czasem krzyczy ciszą

uwięziona budzi jęk

nad ranem

ubiera smutek w metafory

odchodzi

gdzieś za linię chmur

spoglądasz w lustro

wiesz

bieszczadzki wiatr

na stoku połoniny wiatr

pachnie bardziej

mocniej wieje

schwytane słoneczne słowa

z zielonych traw unosi

i obdziela zagubionych 

w niedorzecznej tęsknocie

to nie czas

powiada 

zdziwionym świerszczom

to nie nasz czas

jeśli

niedopałki w popielniczce

na stole butelka kieliszek 

rozrzucone tabletki

to nic nie znaczy

znaczy milczenie

czasu oszukiwanie

znaczy samotność

na krześle śpisz nie śpisz 

niespokojny

gdzieś pośród gór

jesteś

one ci zostały

rozdarta dusza

zawieszona między świadomością

a nieświadomością

za chwilę zniknie 

jeśli nie krzykniesz

krzyczysz

nie jesteś sam

bez pytań

Pamięci Przemka 

„Chmiela” Chmielewskiego

odpoczywasz szczęśliwy

na niebieskich połoninach

w trawach wysokich

czeka twoja gitara

struny drżą z niecierpliwości

z aniołami nuty tańczą 

już czas

woła Pan Bóg radosny

już czas 

na bieszczadzki koncert 

pełen miłości

grasz śpiewasz

o nic nie pytasz

duch gór

przychodzi z daleka

otulony mgłą

niezwykłym blaskiem

w spojrzeniu ma radość

tatrzańskich dolin i ciszę połonin

zapach gór

woła sercem

tajemnicą snu

tajemnicą wyobraźni

modlitwa

kropla za kroplą

sączy się mglisty krajobraz snu

płacze deszcz  

trzeba wiary

by uwierzyć w prawdę

może nie

odchodzisz

w zachwycającą 

przyrodę

tam jest spokojnie

tak wymyślił Bóg

drzewa kwiaty zwierzęta

nie mówią złem 

nikt nikogo nie zabija

ani nożem ani słowem

to tutaj 

też wymyślił Bóg 

ciekawość

w cudzych oknach 

cudze wiszą smutki

gniewne żale oplatają balkony

przepychają się rodzinne spory

podglądają siebie

co rano

rozczarowany jesteś spadającą łzą

oglądam się w zwierciadle czasu

co rano

dźwięk smutku brzmi ciszą 

głośniejszą

dlaczego miałoby być inaczej

w Łopience

zaproszę na spacer 

pogodnego anioła

w bieszczadzkiej zieleni

posłuchamy ciszy 

słońce zaczarujemy 

by z nami zostało

gdy tchu zabraknie

usiądziemy w cerkwi

pośród świętych 

myśli i serca ogrzejemy

w tatrzańskim krajobrazie

nieodgadniona góra

melancholią wypełniona

blisko chmur mieszka 

twarda i niewzruszona jak skała

piękna muzyką duszy 

czasem uśmiechem się budzi

otwiera

siłą mądrości oczarowuje

milcząco tuli wybrańca

unosi na stromy szczyt szczęścia

wzbogaca zachwytem

którego się nie zapomina

i znów zasypia w swoim

tajemniczym świecie

z dołu

trudno zrozumieć dlaczego tak

jesteś inny

dotykam cię 

wierszem

inny jesteś

zieloną smakujesz

wiosną 

rozkwitasz słońcem 

jesteś inny

taki sam 

jesteś

inny 

jednak

grudniowy świt

śnieg okrył drzewa

resztki pożółkłej trawy

ziemię całą

nagle stała się biel

jakby zło okrutne

w nicość odeszło

tak teraz jasno

cicho

czysto

nie razem

twoja prawda

jest moją

moja prawda

twoją

nie są razem

ułożone pomiędzy 

zakłamane my

Koniec Wersji Demonstracyjnej

Dziękujemy za skorzystanie z oferty naszego wydawnictwa i życzymy miło spędzonych chwil przy kolejnych naszych publikacjach.

Wydawnictwo Psychoskok