Wydawca: Paweł Karwat Kategoria: Religia i duchowość Język: polski Rok wydania: 2018

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 125 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Indoktrynacja Religijna - Frater A.

Publikacja jest kontrowersyjna i może wydać się obrazoburcza, ale mamy przecież wolność słowa.

Książka opowiada o każdym z nas - o zaprogramowanym mózgu, o wypaczonej percepcji i pojęciach nieadekwatnych rzeczywistości. Mówi o lęku, o efektach wielowiekowej INDOKTRYNACJI RELIGIJNEJ, na podstawie religii katolickiej.

Nawołuje do przyjrzenia się sobie, oczyszczenia się od trujących wzorców, sięgnięcia po swoją prawdziwą naturę.

Według mnie podziała ona jak lek na umysł dotknięty obłędem wiary w dogmaty. Potrzebujemy tego wszyscy. Skutki prania mózgu, jakiemu nas poddano, rzutują się na całe życie: finanse, związek, zdrowie, rodzinę i duchowość.

Opinie o ebooku Indoktrynacja Religijna - Frater A.

Fragment ebooka Indoktrynacja Religijna - Frater A.

Okładka

Strona tytułowa

Frater A.

Indoktrynacja Religijna

Strona redakcyjna

Wydawnictwo OCCULTA

WWW.OCCULTA.PL

Copyright Frater A. & Occulta

2018

Numer ISBN 978-83-64576-82-9

Wszelkie prawa zabronione.

Potrzeba się oczyścić

Nasze głowy okopcone są religijnością. Patrzymy na świat przez brudne szkło dogmatów, które wpajano nam od dziecka. Nasz ogląd rzeczy nie jest trzeźwy i czysty.

Jeśli chcemy prowadzić życie takie, jakie pasuje naszej istocie, musimy uświadomić sobie fakt bycia opętanym przez religijne demony.

Czy religia ma jakąś wartość? Można się na punkcie tego kłócić. Poza tym wartość mierzy się względem użytkowników rzeczy wartościowej.

Stoję na stanowisku, że religia to kulturowy śmieć, jako że ogranicza nas przed rozwojem z prawdziwego zdarzenia. Można przypisywać jej różne zasługi w przeszłości, ale da się przeprowadzić argumentację, że wiele, jeśli nie wszystkie dałoby się osiągnąć drogą inną, niż pranie mózgu.

Każda religia ma swój panteon, który narzuca wyznawcy. Ten dysponuje wizją świata wypaczoną przez indoktrynowane treści.

Wskutek nierealistycznych pojęć pojawiają się nieadekwatne emocje. Kiedy Twój umysł pełen jest złudzeń, odrywasz się od rzeczywistości w reakcjach emocjonalnych i fizycznych.

Na różne sposoby ignorancja religijna niszczy nas i krzywdzi. Chcę przyjrzeć się wielu sposobom, na jakie truje nasze życie od głowy po ogon.

Nie ma żadnej dziedziny, która nie byłaby dotknięta paraliżem wskutek wpojenia przekonań religijnych. Od finansów po sferę prywatną, samoświadomość jesteśmy obłożeni klątwą, którą rzucono na nas w celach czarnomagicznych, by podporządkować sobie naszą wolę.

Nie będę wikłać się w inne, niż chrześcijańska, religie, ponieważ nie miałem z nimi w zasadzie do czynienia (poza buddyzmem, ale w niewielkiej mierze, jakichś strzępów hinduizmu nawet nie liczę). To jednak, co powiem o katolicyzmie i protestantyzmie, można będzie odnieść analogicznie do innych wyznań, gdzie występuje wiara w przyjęte bez doświadczenia twierdzenia.

Bycie wolnym pod kątem poznania i działania wiąże się ze zdjęciem z siebie oków religii, w której się wychowaliśmy, z przejrzeniem iluzji autorytetu i demagogii, przed którymi nauczono nas klękać i bić pokłony.

Czy masz odwagę stać się heretykiem? Czy jesteś w stanie odrzucić to, co siłą wymuszono na Tobie jako przedmiot kultu? Czy znajdziesz w sobie moc, która pozwoli Ci choćby się do tego zdystansować i tylko w myślach zakwestionować podstawowe doktryny, w jakie uwierzyłeś jako dziecko?

Wiem, że to pragnienie jest w Twoim sercu. Nie wiem tylko na ile jesteś blisko niego.

W przypadku chrześcijaństwa to będzie boskość Jezusa, jednorazowe życie a potem sąd, konieczność poznania przez objawienie. Inne dogmaty mają mniejsze znaczenie.

Ten, kto odrzuca Chrystusa jako Boga, z automatu przestaje być kanonicznym chrześcijaninem, jak i ten, kto w to wątpi. Znaczy to, że prawdziwa krytyka religii wiązać się będzie z utratą statusu wiernego, przynajmniej wewnętrznie, bo na papierze nic się nie zmieni (choć może – istnieje instytucja apostazji).

Czy umiesz postawić się w tej nowej roli? Czy może na samą myśl o tym, że miałbyś zdradzić wmontowane w Ciebie idee, czujesz niemoc i drżenie?

Być może uważasz, że cały problem niepotrzebnie rozdmuchuję, że tak naprawdę nie ma się o co martwić i wszystko jest w porządku. Przedstawię Ci jednak szereg przykładów działania mentalności religijnej, nawet pomimo tego, że ktoś w głowie uważa się za niewierzącego i ustami zaprzecza “prawdom iluminowanym”.

Tym, co uległo zwichnięciu w przypadku nas, ofiar gwałtu na wolności wyznania i sumienia, jakiemu poddało nas społeczeństwo religijne, jest nasza osobowość, a nie tylko system myślowy. Mamy całą masę lęków, obsesji, innych psychopatologii tylko dlatego, że wszczepiono w nas mentalitet generujący tego rodzaju zjawiska, na kanwie przeżyć wywołanych kontaktem z upiornymi świętościami.

Oni stworzyli nas określonymi ludźmi, urobili jak plastelinę na swoją modłę. Ty możesz już dawno wyrzekać się tego, co głoszą w swoich homiliach, ale jako człowiek pod kątem charakteru pozostajesz taki, jakim Cię ulepiono.

Poglądów możesz się pozbyć w jeden dzień, ale nawyków, którymi skóra nasiąkła za młodu, być może nie usuniesz wszystkich do końca życia, a w każdym razie będzie to dużo trudniejsze i jest to praca na całe lata.

Doznaliśmy gwałtów na duchu, kiedy kazano nam modlić się i śpiewać pieśni, wyznawać ustami święte imiona, uczęszczać na nabożeństwa i prowadzono nas na cmentarze, gdzie w trakcie pogrzebów wchłanialiśmy najgorsze rodzaje ignorancji i nędzy, do jakich zdolny jest homo sapiens.

To właśnie na pogrzebach wyłania się samo cuchnące i trujące jądro religijnej mentalności, obnaża się i podnosi w swojej tandecie, ciemnocie i demonicznym dramatyzmie.

Potrzeba nam się leczyć, jak innym ofiarom gwałtów. Ślady są głębokie, podobnie jak wpływ na całokształt egzystencji.

Permanentny lęk

Ofiary gwałtów cechują się napadami lęku, który paraliżuje i wiąże myśli ze sprawcą. W taki właśnie sposób religia napawa nas nieuzasadnioną obawą i coraz bardziej zacieśnia więź pomiędzy gwałcicielem a zgwałconym.

Bywa, że ofiara uzależnia się od oprawcy, w pewien sposób zaczyna go kochać, jest to jakaś forma reakcji obronnej, mającej na celu samoakceptację.

Sądzę, że ludzie wierzący w taki właśnie sposób podchodzą do wiary – wierzą z lęku, żeby się nie bać. Zgoda na rządy religii są marnym i nieskutecznym ostatecznie sposobem na pozbycie się afektu, który uniemożliwia normalne życie.

Niech elity katolickie mówią, co chcą, ale narzucanie dziecku przekonań religijnych, uczenie go wizji świata, zasiewanie ziarna dogmatu to łamanie jego prawa do samostanowienia.

Człowiek jest wolny i jako dorosły, i jako dziecko – wolny w aspekcie swoich wewnętrznych właściwości, które religijna edukacja wypacza i dominuje, ucząc się bać.

Jestem przekonany, że wiążą się z tym pewnie zmiany w mózgu, które właściwe są paranoikom i schizofrenikom.

Paranoja to zespół urojeń, a czym innym jest praca umysłu osoby wierzącej i modlącej się, jak nie osobliwą formą relacji z tym, co wytworzone na gruncie wyobrażeń, i to relacji mającej fundamentalne znaczenie dla decyzyjności i pojmowania świata przez wyznawcę?

Przyjęcie, że Bóg jest obok, że patrzy, że Pan Jezus obserwuje nasze życie, że chodzi za nami jakiś anioł-stróż to nic innego, jak zaczyn dla mniej lub bardziej poważnych problemów ze zdrowiem psychicznym. I niekoniecznie muszą mieć one naturę religijną, jak wspomniałem wcześniej: diabeł tkwi w szczegółach uwarunkowania religijnego w aspekcie osobowości, na którą składa się i mentalność.

Dimetylotryptamina to naturalny psychodelik tworzony przez organizm, który wg badań Ricka Strassmana, psychiatry z Nowego Meksyku, odpowiada za różnego rodzaju przeżycia wizyjne w czasie modlitwy. Można wstrzykiwać go badanym i uzyskiwać tą drogą zjawiska ekstatyczne.

Dzieci uczone są różnego rodzaju praktyk, które za przedmiot mają świat niewidzialny, tak iż reakcje ich organizmów stają się stopniowo nieodpowiednie temu, co widzialne. Wszystko to kształtuje osobowość paranoidalną, uzależnioną od stymulacji DMT.

Rozwój postrzegania zmysłowego zostaje zaburzony tym, że pociechy oddają uwagę temu, co wyimaginowane, lęk natomiast stanowi naturalną tego konsekwencję – jest efektem dezorientacji.

Wpajane są do głów dzieci rzeczy okropne, całe ponure i nieprawdopodobne historie, w których człowiek jawi się jako zdominowana, bezradna, grzeszna pokraka.

Najgorsza w tym wszystkim jest śmierć. Lęk wzbudzany stanem bezsilności poznawczej w stosunku do śmierci jest tym najbardziej esencjonalnym. Wierzący zdany jest na łaskę i objawienie, natomiast wmówiono mu, że nie ma możliwości dysponować wiedzą o tym, co dalej.

Powtarzano mu explicite lub implicite, że na podstawie własnego doświadczenia nie jest w stanie dojść do żadnego poznania, i jedyny kierunek to przyjęcie zwierzchnictwa autorytetu kościoła.

Człowiek boi się w chwili, w której czuje się zdezorientowany. Mając w głowie rozliczne ułudy, trudno uważnie postrzegać świat i samego siebie. Oto największa zbrodnia religii: zabijanie poznania jako warunku autonomii osoby.

Religie uczą polegać na swoich przymiotach, uczą zaufania do zewnętrznego ośrodka kontroli.

W sercu uwarunkowania wyznaniem znajduje się lęk. Sam ten fakt wskazuje na to, że mamy do czynienia ze stanem patologicznym. Obserwując ten lęk u samego siebie dojdziesz po nici do kłębka, odkryjesz jego źródło i zdziwiłbym się, gdyby nie była nim religia.

Okaże się, że ani brak pieniędzy, ani inne okoliczności nie kryją się u podstaw Twojej zwichniętej postawy, ale kult, który nauczono Cię wyznawać.

Jeżeli nie odkryjesz we własnym zakresie jak dalece znalazłeś się pod wpływem autorytetu religii, nie będziesz w stanie się uwolnić. Pracę tę wykonać musisz sam, nikt nie będzie w stanie Cię wyręczyć.

Skłonność do autorytetu

Religie zaszczepiły nam brak pewności siebie. To stara jak świat metoda kontrolowania ludzi i sterowania nimi – przestraszyć ich, żeby przestali ufać samym sobie.

Czy nie zauważasz u siebie sromotnej tendencji do ulegania autorytetom? Czy nie postrzegasz, że czujesz się niepewnie i albo okazywaniem przemocy, albo ucieczką w ramiona autorytetu próbujesz się z tego wyleczyć?

Wytresowano nas na poddanych, ucząc postawy zaprzeczającej własnym możliwościom. To przenosi się na wszystkie sfery życia. Brak tej pewności skutkuje tym, że mamy powszechną biedę. Im bardziej religijny naród, tym biedniejszy, ponieważ tym bardziej drży on w środku i szuka oparcia.

Musimy się z tego wyleczyć. Tylko tak zmienimy Polskę, która popadła w stagnację i marazm wskutek powszechnej indoktrynacji i przedostawania się filozofii nadstawiania drugiego policzka do samego jądra narodowej tożsamości.

Jako pozbawieni pewności siebie musimy na czymś budować swoje życie, dlatego sięgamy po wiarę i religię. W Panu Jezusie i Maryjce szukamy solidnego fundamentu dla naszych postanowień, czegoś, co zastąpi nam własną moc wewnętrzną. To zaś jeszcze bardziej uzależnia nas od autorytetów i pozbawia solidności.

To stało się wręcz wadą narodową, że czujemy się słabi, uważając się za karłów na barkach olbrzymów. Jesteśmy zdominowani, posiadamy mentalność niewolników. Możesz temu zaprzeczać, ale bliższa analiza Twojego poziomu pewności siebie i płynących z niej sukcesów pokazuje jak jest naprawdę.

Człowiek, który uwierzył w swoją niemoc, jest niezdolny do samostanowienia, do sprawowania władzy nad własnym życiem, dlatego szuka on przewodnika i pasterza.

Religie wmówiły nam, że jest to naturalne, bo z natury jesteśmy grzesznikami, dlatego naszym przeznaczeniem jest wierzyć w transcendentne źródło mocy.

Jeżeli masz już dość chodzenia ze spuszczoną głową, uginania karku i bycia popędzanym, odrzuć religijność. Dostrzeż w niej wbudowany system autodestrukcji. Jest to coś obcego, co przyszło z zewnątrz, i co nauczono Cię uznawać za jedyny lek na Twoją ułomność.

Przypomnij sobie jaką postawę budowano w Tobie na lekcjach katechezy, gdzie rozpoczął się koszmar pochłaniający całe życie. Czy wzmacniano wewnętrzną pewność i zaufanie do siebie? A może uczono Cię powtarzać formułki zaadresowane do czegoś poza Tobą, w których przyznajesz się do słabości?

Tak jak nauczyłeś się wątpić w siebie, możesz odwrócić ten proces i opanować coś odwrotnego: wewnętrzną pewność. Będzie to przeszkadzać tym, którzy uczynili z czołobitności swój styl bycia, ale kto by się tam przejmował poglądami niewolników z wyboru!

Obawiamy się robić to, czego chcemy, wszędzie szukając wskazówek ze strony naszych religijnych panów. Bez nich opanowuje nas zwątpienie, wypełnia smutek, stajemy się poddenerwowani i rozdrażnieni.

Nauczono nas ulegać władzy duchowej. Władza duchowa to zaprzeczenie tego, kim jesteśmy. Dlatego religie prowadziły do wojen zewnętrznych, jako że polegają na wojnie wewnętrznej pomiędzy uznaniem siebie za podstawę swojego życia, a uznaniem za nią kogoś lub czegoś na zewnątrz, co okrzyczano świętym.

Jeśli nie usuniesz z podświadomego umysłu idei samozwątpienia, całe Twoje życie będzie pasmem nieszczęść, bojaźni i drżenia oraz szukania ukojenia, wybawienia.

Przejawem zwątpienia w siebie, uznania siebie za nic nieznaczącego śmiecia, jeśli nie postępujesz według systemu religijnego, jest zwątpienie w jakość swoich działań. To nieustanne szukanie potwierdzenia u autorytetu, że to, co robię, jest słuszne. Podkopuje to pasję i zdolności twórcze, czyni z nas kalkomanów i konformistów.

Gdy wątpisz we własne pomysły, pozostaje Ci tylko wypełniać cudze. Jeśli nie ufamy sobie, musimy na to miejsce ufać innym, jako że bez zaufania życie jest niemożliwe. Problem w tym, że inni nie zasługują moralnie na to, żeby stanowić nasze oparcie i zawsze, chcący czy niechcący, zaprowadzą nas w maliny.

Powszechna bezbronność

Tak jak religia ma za przedmiot świat iluzoryczny, opiera się na nim religijna etyka. Jej zasady, a chodzi o te praktyczne, nie odpowiadają realiom. Wskutek tego stajemy się bezbronni i bezbronność stanowi pewien ideał chrześcijański.

Nadstawianie drugiego policzka o tym świadczy, podobnie jak utrudnianie lub ignorowanie przez chrześcijańskie partie powszechnego dostępu do broni.

Etyka religijna jest idealistyczna, dlatego prowadzi do kolizji z faktami. Rozbrojone, zachodnie społeczeństwo to wynik propagandy haseł o podłożu światopoglądowym, mających swoje korzenie u chrześcijańskich kaznodziejów.

Dla władzy – nieważne jaka ona jest – wygodę oznacza sytuacja, w której poddani nie stanowią bezpośredniego niebezpieczeństwa, stąd też różnego rodzaju zabiegi służące pozostawieniu stanu bezbronności i jego uzasadniania, także, a może zwłaszcza poprzez sięganie do literatury wiary.

Czy nie czujesz się mięczakiem? Czy nie jest tak, że edukacja religijna stłumiła w Tobie wojownika?

Wielu powie, że dzięki religii przeminęły czasy barbarzyństwa, ale czy jest to zasługa rozpowszechnianej dogmatyki, czy może raczej przykładu spokojnego i wrażliwego charakteru mnichów, spędzających wiele czasu na medytacjach i przepisywaniu ksiąg?

Śmiem twierdzić, że nie ma znaczenia postać religii dla rozwoju moralnego, a tylko obecne w niej elementy medytacji, które stopniowo, drogą introspekcji, dają oświecenie i wskazują na osobową naturę ludzką. Te same efekty jednak można osiągnąć bez religii, tylko na poziomie jogi.

Istotą moralności jest współczucie, jako funkcja świadomości, uczy tego nawet biblijna Przypowieść O Miłosiernym Samarytaninie, nie jest nią z kolei wiara religijna.

A do współczucia zdolny jest każdy, kto umie głęboko uświadamiać sobie położenie bliźnich. Nie potrzeba do tego celu żadnego etosu chrześcijańskiego czy jakiegokolwiek innego.

Bezbronność to owoc dogmatyki etycznej, w której przyjęto pewne ideały oderwane od doświadczenia i – jak to jest zasadą w przypadku całej religii – nauczono w nie wierzyć, wyznawać je jako prawdę absolutną.

Boimy się walczyć o swoje prawa, stanowić zagrożenie dla uzurpujących sobie nad nami władzę. Zgadzamy się na bycie rządzonymi, na byle jakie rządy i ich polityki, straciliśmy bowiem zmysł samozachowawczy związany z walką.

Dowodzi tego brak kultury walki, czy też sztuki walki, która została zapomniana przez nasz naród, dotkliwie skażony chrześcijańskim wzorcem nadstawiania drugiej strony twarzy.

Nieomylność to cecha, którą wyznawca nadaje swojemu wyznaniu religijnemu. Jak walczyć z nieomylnością? To przecież graniczy z cudem, wydaje się “nie-możliwe” tak dalece, jak nieomylność jest “nie-omylna”.

Taki dogmat o nieomylności autorytetów wiary jest w stanie wytrącić z ręki największą broń i poddać ją ma usługi władzy duchowej. Ileż to razy władza ta w naszej historii, rękami monarchów świeckich, dokonywała masowych i skrajnie brutalnych mordów?

Życie, sfera finansów, każda inna wymaga asertywności i zdolności samoobronnych. Musimy umieć chronić siebie i swoją własność. Religia jednak zamiast asertywności, zafundowała nam naiwność.

Słaby, bezbronny ksiądz-misjonarz z filmu “Misja” stał się wzorem moralnym. Oddawanie życia za wiarę należy przecież do czynów wielkich. Pod tym względem muzułmańscy terroryści niczym nie różnią się od świętych chrześcijańskich, w obu przypadkach mamy do czynienia z hołdowaniem urojeniom, a nie służbą jakimś rzeczywistym, namacalnym celom.

Uznanie, że świat niewidzialny jest nadrzędny wobec widzialnego, to istota każdej religii sensu stricto. Problem w tym, że świat niewidzialny jest dany tylko subiektywnemu doznaniu wyznawcy, podczas gdy ten realny, wspólny, staje się przestrzenią konfliktów pomiędzy jednym rodzajem niewidzialnego świata a drugim, które – jak w przypadku wojny katolików z protestantami – różnią się niekiedy w niewielkich, nieistotnych szczegółach.

Żadne indywidualne i zbiorowe halucynacje nie powinny określać prawa wolnego człowieka do ochrony własnego życia, bez którego prawo do życia jest tylko pustym frazesem.

Mając jednak osobowość tchórzy, z amerykańska zwanych chickenami (kurczakami), na samą myśl o walce trzęsiemy się jak galareta. Pozostajemy bezbronni, jako że stało się to, za sprawą kultowej indoktrynacji, naszą drugą, choć nieprawdziwą, naturą.