Wydawca: Wielka Litera Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 199 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Indie rozdarte - Arundhati Roy

Arundhati Roy, pisarka zaangażowana społecznie i politycznie, autorka głośnej powieści Bóg rzeczy małych, bezlitośnie rozprawia się z wyidealizowanymi wyobrażeniami na temat Indii. Poddaje ostrej krytyce funkcjonowanie państwa, powszechną korupcję, łamanie praw człowieka i brak skutecznej polityki społecznej wobec najuboższych. Staje po stronie najsłabszych, wykluczonych, sponiewieranych obywateli swojego kraju. Próbuje zrozumieć, jak doszło do tego, że Indie, aspirujące do miana nowoczesnej demokracji, są rozdzierane przez wewnętrzne konflikty.

Dlaczego, jeśli jest tak dobrze, obywatele występują zbrojnie przeciwko rządzącym, a rządzący odpowiadają siłą, traktując obywateli jak terrorystów, nie próbując zrozumieć ich racji.

Opinie o ebooku Indie rozdarte - Arundhati Roy

Fragment ebooka Indie rozdarte - Arundhati Roy

Od tłuma­cza

Książka Arun­dha­ti Roy ob­fi­tu­je w na­zwy własne oraz inne wy­ra­zy za­czerp­nięte z języków Azji Południo­wej. Część z nich zo­stała wcześniej przy­swo­jo­na przez pol­sz­czyznę za sprawą daw­niej­szych przekładów oraz dzieł pol­skich au­torów; inne są nowe. Sto­so­wa­nie ich w tekście pol­skim wiąże się z sze­re­giem wy­borów do­tyczących za­pi­su i od­mia­ny. Znaczną część tych słów (w tym na przykład imio­na bogów i po­sta­ci mi­to­lo­gicz­nych oraz pojęcia związane z kul­turą In­dii) przy­to­czo­no w tzw. trans­kryp­cji miękkiej sto­so­wa­nej przez większość pol­skich in­do­logów. W wy­pad­ku imion osób żyjących po 1835 roku (kie­dy to z ini­cja­ty­wy Tho­ma­sa Ba­bing­to­na Ma­cau­laya bry­tyj­skie władze ko­lo­nial­ne zaczęły wpro­wa­dzać an­giel­ski jako język wykłado­wy w szkołach dla In­dusów) – a także w wy­pad­ku nazw par­tii po­li­tycz­nych i in­nych in­sty­tu­cji – za­cho­wa­no zan­gli­cy­zo­wa­ne for­my użyte w tekście an­giel­skim (np. Chha­tra­dhar Ma­ha­to lub Bha­ra­tiya Ja­na­ta Par­ty). Wo­bec bra­ku pol­skich norm trans­kryp­cyj­nych pier­wot­ny an­giel­ski za­pis utrzy­ma­no również w cy­ta­tach z języków lud­ności ple­mien­nej.

Zapożycze­nia, które wcześniej występowały w wy­da­nych po pol­sku na­uko­wych opra­co­wa­niach poświęco­nych In­diom (na przykład: dwidźa, za­min­dar, aśrama, sari, pal­lu), za­pi­sa­no i od­mie­nia­no zgod­nie z uzu­sem. W wy­pad­ku zapożyczeń nie­przy­swo­jo­nych (na przykład: bhar­mar, dźhil­li, ma­nak bora), tam gdzie to było możliwe, również za­pi­sa­no je w trans­kryp­cji spo­lsz­czo­nej.

Na­zwy geo­gra­ficz­ne po­da­no według: Na­zew­nic­two geo­gra­ficz­ne świa­ta, t. 4, Azja Południo­wa, War­sza­wa 2005. Sta­ra­no się również spo­lsz­czyć na­zwy nie­uwzględnio­ne w tym opra­co­wa­niu.

Dla za­pew­nie­nia tek­sto­wi większej przej­rzy­stości wpro­wa­dzo­no ujed­no­li­ce­nie: przy­miot­nik „in­dyj­ski” ozna­cza „związany z In­dia­mi”, przy­miot­nik „hin­du­ski” za­wsze ozna­cza „związany z hin­du­izmem”.

Krzysz­tof Umiński

Czy ty opo­wiesz, krwi, jak pod­padłaś

pra­wu bo­ga­tych? Jaką tka­niną

żelazną cię okry­to, jak to się stało,

kie­dy bie­da­cy do­sta­li się pod sąd?

PABLO NERU­DA, SĘDZIO­WIEI

Mapa nie­ska­lo­wa­na

Wstęp

Jak ob­cho­dzo­no Dzień Re­pu­bli­ki

Mi­ni­ster mówi, że dla do­bra In­dii lu­dzie po­win­ni opuścić swo­je wio­ski i prze­nieść się do miast. Mi­ni­ster jest har­ward­czy­kiem. Ocze­ku­je szyb­kości. I liczb. Pięćset mi­lionów imi­grantów – myśli so­bie – i mie­li­byśmy całkiem niezły mo­del biz­ne­so­wy.

Nie wszy­scy cieszą się na myśl, że ich mia­sta zapełnią się bie­dotą. Pe­wien sędzia z Bom­ba­ju na­zwał miesz­kańców slumsów kie­szon­kow­ca­mi te­re­nu miej­skie­go. Inny, wy­dając na­kaz roz­je­cha­nia bul­dożera­mi nie­le­gal­nych osie­dli, oświad­czył, że lu­dzie, których na to nie stać, nie po­win­ni miesz­kać w mia­stach.

Kie­dy wy­rzu­ce­ni ze swo­ich domów lu­dzie wrócili tam, skąd przy­by­li, ich wio­sek już nie było – zniknęły wśród wiel­kich tam i ka­mie­niołomów. W ich do­mach roz­gościły się głód i po­li­cja. Lasy za­lud­nia­li uzbro­je­ni po­wstańcy. Woj­na też się prze­niosła. Z kresów In­dii – Kasz­mi­ru, Ma­ni­pu­ru i Na­ga­la­in­du – do ich ser­ca. Lu­dzie powrócili więc na zatłoczo­ne miej­skie uli­ce i chod­ni­ki i upchnięci w no­rach na za­ku­rzo­nych pla­cach bu­do­wy głowi­li się, który zakątek tego wiel­kie­go kra­ju prze­wi­dzia­no dla nich.

Mi­ni­ster po­wie­dział, że większość osób mi­grujących do miast to przestępcy, „będący roz­sad­ni­ka­mi za­cho­wań, których nie można to­le­ro­wać w no­wo­cze­snym mieście”. Kla­sa śred­nia po­dzi­wiała go za sta­now­czość, za od­wagę w na­zy­wa­niu rze­czy po imie­niu. Mi­ni­ster po­wie­dział, że utwo­rzy nowe po­ste­run­ki po­li­cji, za­trud­ni więcej po­li­cjantów i wyśle na uli­ce więcej wozów po­li­cyj­nych, żeby umoc­nić rządy pra­wa i porządku.

Aby w ra­mach przy­go­to­wań do Igrzysk Wspólno­ty Bry­tyj­skiej w 2010 roku uczy­nić z Del­hi świa­to­wej kla­sy me­tro­po­lię, wpro­wa­dzo­no usta­wy, za sprawą których ubo­dzy zniknęli jak spra­ne pla­my. Ulicz­ni han­dla­rze wy­pa­ro­wa­li, rik­sza­rze własnoręcznie ciągnący rik­sze utra­ci­li li­cen­cje, małe skle­pi­ki i zakłady usługo­we po­za­my­ka­no. Żebraków wyłapa­no, osądzo­no przed lot­ny­mi try­bu­nałami w lot­nych sądach i po­rzu­co­no poza gra­ni­ca­mi mia­sta. Slum­sy, których nie zli­kwi­do­wa­no, zo­stały od­gro­dzo­ne wi­ny­lo­wy­mi bil­l­bo­ar­da­mi z na­pi­sem „Po­czuj ten DEL­HI­kat­ny smak”.

Uli­ce zaczęli pa­tro­lo­wać po­li­cjan­ci no­we­go typu – le­piej uzbro­je­ni, le­piej ubra­ni i na­ucze­ni, by w miej­scach pu­blicz­nych pod żad­nym po­zo­rem nie dra­pać się w oko­li­ce in­tym­ne, na­wet w ob­li­czu prze­możnej po­ku­sy. Ka­me­ry były wszędzie i na­gry­wały wszyst­ko.

Dwójka młodych przestępców, będących roz­sad­ni­ka­mi za­cho­wań, których nie można to­le­ro­wać w no­wo­cze­snym mieście, wy­mknęła się z po­li­cyj­ne­go więcie­rza i po­deszła do ko­bie­ty wciśniętej między so­czew­ki ciem­nych oku­larów i skórza­ny fo­tel błyszczącego sa­mo­cho­du, który przy­stanął na skrzyżowa­niu. Bez cie­nia wsty­du po­pro­si­li o pie­niądze. Ko­bie­ta była bo­ga­ta i do­bra. Głowy przestępców nie sięgały wyżej niż okna jej sa­mo­cho­du. Na imię mie­li Ruk­mi­ni i Kam­li. A może Meh­ru­nis­sa i Shah­ba­no (kogo to ob­cho­dzi?). Ko­bie­ta dała dziew­czyn­kom pie­niądze i mat­czyną radę. Dzie­sięć ru­pii dla Kam­li (albo Shah­ba­no). „Po­dziel­cie się” – po­wie­działa im. Światła się zmie­niły i sa­mochód pędem ru­szył naprzód.

Ruk­mi­ni i Kam­li (albo Meh­ru­nis­sa i Shah­ba­no) runęły na sie­bie jak gla­dia­to­rzy, jak re­cy­dy­wiści na spa­cer­nia­ku. Smukłe auta prześli­zgi­wały się obok, omal nie roz­jeżdżając dziew­czy­nek, i uno­siły na lśniących drzwicz­kach od­bi­cie ich po­je­dyn­ku, ich wal­ki do sa­me­go końca.

Wresz­cie obie dziew­czyn­ki zniknęły, jak zni­kają w Del­hi tysiące dzie­ci.

Igrzy­ska od­niosły suk­ces.

Dwa mie­siące później, w sześćdzie­siątą drugą rocz­nicę przyjęcia przez In­die ustro­ju re­pu­bli­kańskie­go, na pa­ra­dzie w Dzień Re­pu­bli­ki ar­mia pre­zen­to­wała nowe uzbro­je­nie. Wie­lo­pro­wad­ni­co­we ro­syj­skie wy­rzut­nie ra­kie­to­we, sa­mo­lo­ty woj­sko­we, lek­kie śmigłowce i pod­wod­na broń dla ma­ry­nar­ki. No­we­mu czołgowi T-90 nada­no imię Bhi­sh­ma (po­przed­ni na­zy­wał się Ar­jun). Naj­nowszą ciężką tor­pedę na­zwa­no Va­ru­na­stra, a Ma­are­ech to sys­tem przeciwtor­pedowych celów po­zor­nych. (Na opan­ce­rzo­nych wo­zach, które pa­tro­lują za­mar­z­nięte uli­ce Kasz­mi­ru, wy­ma­lo­wa­no imio­na Ha­nu­man i Vaj­ra)II. To tyl­ko zbieg oko­licz­ności, że na­zwy te za­czerp­nięto z hin­du­skich eposów. To je­dy­nie przy­pa­dek, że In­die są państwem hin­du­skim.

Człon­ko­wie gru­py po­ka­zo­wej „Dare De­vils” z Kor­pu­su Łączności wje­cha­li na mo­to­cy­klach w szy­ku o kształcie ra­kie­ty. Później sfor­mo­wa­li pta­si klucz, a na ko­niec ludzką pi­ra­midę.

Po­nad głowa­mi zgro­ma­dzo­nych ro­syj­skie myśliw­ce od­rzu­to­we mar­ki Su­choj za­kreśliły na nie­bie trójząbIII o za­krzy­wio­nych zębach. Każdy od­rzu­to­wiec kosz­tu­je po­nad mi­liard ru­pii. Czy­li na trójząb Śiwy poszły czte­ry mi­liardy.

Pod­nie­co­ny tłum zwrócił twarz ku słabe­mu, zi­mo­we­mu słońcu. Roz­legły się owa­cje. Połyskli­we, sre­brzy­ste bur­ty od­rzu­towców uno­siły wy­so­ko w nie­bo od­bi­cie Ruk­mi­ni i Kam­li (albo Meh­ru­nis­sy i Shah­ba­no) walczących ze sobą na śmierć i życie.

Or­kie­stra woj­sko­wa za­grała hymn państwo­wy. Pani pre­zy­dent owinęła głowę pal­luIV swo­je­go sari i od­sa­lu­to­wała żołnie­rzom.

luty 2011

1Woj­na mi­ni­stra Chi­dam­ba­ra­ma

Ni­skie, zwieńczo­ne płaski­mi wierz­chołkami wzgórza południo­wej Ori­sy sta­no­wiły dom ple­mie­nia Don­gria Kondh, na długo przed tym, za­nim po­wstało państwo zwa­ne In­dia­mi lub stan zwa­ny Orisą. Wzgórza czu­wały nad Kon­dha­mi, a Kon­dho­wie czu­wali nad nimi i od­da­wa­li im cześć jako żywym bóstwom. Dziś wzgórza sprze­da­je się, po­nie­waż za­wie­rają złoża bok­sy­tu. Dla Kondhów to tak, jak gdy­by sprze­da­wa­no boga. Do­py­tują, za ile prze­han­dlo­wa­no by boga, gdy­by był nim RamV, Al­lah lub Je­zus Chry­stus.

Tytuł ory­gi­nału

BRO­KEN RE­PU­BLIC

Pro­jekt gra­ficz­ny se­rii

Prze­mek Dębow­ski

Zdjęcie na okładce

LU­IGI VAC­CA­REL­LA/GRAND TOUR/COR­BIS

Re­dak­cja

Bar­ba­ra Miecz­nic­ka

Kon­sul­ta­cja

Elżbie­ta Wal­ter

Ko­rek­ta

Ja­dwi­ga Pil­ler, Ma­ciej Kor­ba­siński

Co­py­ri­ght © Arun­dha­ti Roy, 2011

All ri­ghts re­se­rved

Co­py­ri­ght © for the trans­la­tion by Krzysz­tof Umiński i Mar­ta Umińska 2014

Co­py­ri­ght © Wiel­ka Li­te­ra Sp. z o.o., War­sza­wa 2014

Wiel­ka Li­te­ra Sp. z o.o.

ul. Ko­sia­rzy 37/53

02-953 War­sza­wa

Skład i łama­nie

TYPO

ISBN 978-83-64142-32-1

(na pierw­szej stro­nie okładki)

■ Radżastan, Jo­dh­pur – nie­bie­skie mia­sto

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.