Wydawca: Wydawnictwo Krytyki Politycznej Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2012

Imperium peryferii. Rosja i system światowy. ebook

Borys Kagarlicki

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 858 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Imperium peryferii. Rosja i system światowy. - Borys Kagarlicki

Ambitne ujęcie tysiącletniej historii Rosji. Pasjonująca analiza kształtowania się współczesnego systemu-świata, tak jak zarysowuje go Wallerstein, w którym nic nie dzieje się przypadkiem. Książka obejmuje wszystkie okresy dramatycznego rozwoju Rosji, począwszy od wczesnych osadników, przez średniowieczną zapaść, Iwana Groźnego – „angielskiego cara”, Piotra Wielkiego, Wojnę Krymską, aż po nastanie kapitalizmu, rewolucję i okres sowiecki, a w końcu powrót kapitalizmu po 1991 roku. 

 

Imperium peryferii jednych oburzy, innych zafascynuje. W przyszłości powinno stać się klasyką.

 

Nigdzie w Europie nie kłócą się tak zajadle o historyczne szczegóły, jak w naszym kraju. Oceny Iwana Groźnego, Aleksandra II czy Piotra I nie da się oddzielić od politycznej pozycji danego autora. Wszystkie te postaci i symbole wciąż jeszcze są wśród nas. Mówi się o nich tak, jakby dopiero co wyszły za drzwi. Cały kraj przypomina ogromny dom pełen zjaw, które pod niewidzialną (a czasem widzialną) postacią towarzyszą uczestnikom współczesnych wydarzeń.

fragment książki

Opinie o ebooku Imperium peryferii. Rosja i system światowy. - Borys Kagarlicki

Fragment ebooka Imperium peryferii. Rosja i system światowy. - Borys Kagarlicki

Bo­rys Ka­gar­lic­ki, Im­pe­rium pe­ry­fe­rii. Ro­sja i sys­tem świa­to­wy

War­sza­wa 2012

Ty­tuł ory­gi­na­łu: Pie­ri­fie­rij­na­ja im­pie­ri­ja: Ros­si­ja i mi­ro­si­stie­ma

Co­py­ri­ght © 2012 by Bo­rys Ka­gar­lic­ki

Co­py­ri­ght © for this edi­tion by Wy­daw­nic­two Kry­ty­ki Po­li­tycz­nej, 2012

Wy­da­nie pierw­sze

ISBN 978-83-62467-82-2

Sup­por­ted by a grant from the Open So­cie­ty Fo­un­da­tions.

Książ­ka uka­zu­je się przy wspar­ciu Open So­cie­ty Fo­un­da­tions.

Wy­daw­nic­two Kry­ty­ki Po­li­tycz­nej

Se­ria Hi­sto­rycz­na [7]

War­sza­wa 2012

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

se­ria hi­sto­rycz­na

Hi­sto­ria, tak jak ją ro­zu­mie­my, to przede wszyst­kim pró­ba opo­wie­dze­nia prze­szło­ści na nowo, tak by „dało się z nią żyć” i zbu­do­wać lep­szą przy­szłość. Nie słu­ży kon­ser­wo­wa­niu na­szej toż­sa­mo­ści, lecz poka­zuje, że współ­pra­ca i kon­flik­ty jed­no­stek oraz grup nie­ko­niecz­nie prze­bie­ga­ją we­dług po­dzia­łów na­ro­do­wych. W książ­kach pu­bli­ko­wa­nych w Se­rii opo­wia­da­my dzie­je z per­spek­ty­wy mniej­szo­ści i klas, par­tii le­wi­co­wych i ru­chów eman­cy­pa­cyj­nych, wspól­not lo­kal­nych i maso­wych or­ga­ni­za­cji spo­łecz­nych, ko­biet i za­po­mnia­nych ofiar. Na­ród trak­tu­je­my jako wspól­no­tę kon­stru­owa­ną, peł­ną sprzecz­no­ści, nie­jed­no­rod­ną – i hi­sto­rycz­nie przy­god­ną.

Pol­ska i Eu­ro­pa po­trze­bu­ją no­wych opo­wie­ści o so­bie sa­mych i re­la­cjach z in­ny­mi. Po­mo­gą je stwo­rzyć re­edy­cje daw­nych tek­stów, prze­kła­dy, nowe książ­ki pol­skich au­to­rów – bo żeby „wy­brać przy­szłość”, trze­ba znieść za­sta­ny mo­no­pol na prze­szłość.

WPROWADZENIE HISTORIA JAKO POLITYKA

„Doświad­cze­nie hi­sto­rycz­ne dla nas nie ist­nie­je; po­ko­le­nia istu­le­cia prze­mi­nę­ły tu bez po­żyt­ku. Pa­trząc na nas, moż­na by po­wie­dzieć, że ogól­ne pra­wo ludz­ko­ści nas nie do­ty­czy. Sa­mot­ni wświe­cie, nic nie da­li­śmy świa­tu, ni­cze­go nie na­uczy­li­śmy go; nie wnie­śli­śmy żad­nej idei do ogó­łu idei ludz­kich, ni­czym nie przy­czy­ni­li­śmy się do po­stę­pu ludz­kie­go ro­zu­mu, ato, co dał nam ten po­stęp, wy­pa­czy­li­śmy”1 – gorz­ko kon­sta­to­wał XIX-wiecz­ny ro­syj­ski my­śli­ciel Piotr Cza­ada­jew. Ów pe­sy­mizm nie prze­szko­dził mu jed­nak twier­dzić nie­co póź­niej: „Uwa­żam na­szą sy­tu­ację za szczę­śli­wą, oile tyl­ko zdo­ła­my wła­ści­wie ją oce­nić; my­ślę, że wiel­kim przy­wi­le­jem jest moż­li­wość ob­ser­wo­wa­nia iosą­dza­nia świa­ta zwy­so­ko­ści my­śli wol­nej od nie­po­ha­mo­wa­nych na­mięt­no­ści inędz­nej in­te­re­sow­no­ści, któ­re gdzie in­dziej mącą wzrok czło­wie­ka iwy­pa­cza­ją jego sądy. Co wię­cej, je­stem głę­bo­ko prze­ko­na­ny, że po­wo­ła­ni je­ste­śmy do roz­wią­za­nia więk­szo­ści pro­ble­mów po­rząd­ku spo­łecz­ne­go, urze­czy­wist­nie­nia więk­szo­ści idei zro­dzo­nych wsta­rych spo­łe­czeń­stwach, udzie­le­nia od­po­wie­dzi na naj­waż­niej­sze py­ta­nia nur­tu­ją­ce ludz­kość. Czę­sto to mó­wi­łem ichęt­nie po­wta­rzam: zsa­mej, by tak rzec, na­tu­ry rze­czy prze­zna­czo­ne jest nam stać się praw­dzi­wym są­dem su­mie­nia wwie­lu pro­ce­sach to­czą­cych się przed wiel­ki­mi try­bu­na­ła­mi du­cha ludz­kie­go ispo­łe­czeń­stwa”2.

Przed­miot i me­to­da

W po­cząt­kach lat 90. XX wie­ku Ro­sja po raz ko­lej­ny za­dzi­wi­ła świat gwał­tow­ny­mi i nie­ocze­ki­wa­ny­mi prze­mia­na­mi. Za­le­d­wie jed­na de­ka­da przy­nio­sła krach Związ­ku Ra­dziec­kie­go, bły­ska­wicz­ne prze­kształ­ce­nie czo­ło­wych dzia­ła­czy par­tii ko­mu­ni­stycz­nej w za­żar­tych li­be­ra­łów, po­ra­ża­ją­co szyb­ką i pro­stą za­mia­nę ha­seł przez krę­gi rzą­dzą­cych, któ­rzy sza­fo­wa­li ca­łym wa­chla­rzem po­li­tycz­nych idei: od „od­ro­dzo­ne­go so­cja­li­zmu” i „pań­stwa pra­wa” do sil­nej wła­dzy wy­ko­naw­czej i ro­syj­skie­go na­ro­do­we­go od­ro­dze­nia.

W „spo­koj­nych” cza­sach lu­dziom wy­da­je się, że prze­szłość ni­jak ich nie do­ty­czy, zaś stu­dia nad nią spro­wa­dza­ją się do lek­tu­ry pod­ręcz­ni­ków i mo­no­gra­fii. Do­pie­ro za­ostrze­nie sy­tu­acji po­li­tycz­nej spra­wia, że za­czy­na­my, cza­sa­mi wbrew wła­snej woli, „żyć w hi­sto­rii” i „two­rzyć hi­sto­rię”. Wów­czas, nie­ocze­ki­wa­nie dla nas sa­mych, od­kry­wa­my, że NA­SZE NA­DZIE­JE I ZŁU­DZE­NIA, BŁĘ­DY I SUK­CE­SY – TAK­ŻE SĄ CZĘ­ŚCIĄ HI­STO­RII, ŻE ZA PRZE­SZŁOŚĆ OD­PO­WIE­DZIAL­NI JE­STE­ŚMY W TEJ SA­MEJ MIE­RZE, CO ZA PRZY­SZŁOŚĆ. Prze­to zro­zu­mie­nie tego, ja­kie zna­cze­nie dla dnia dzi­siej­sze­go może mieć zgro­ma­dzo­ne do­świad­cze­nie, win­no być na­szym wspól­nym obo­wiąz­kiem, w prze­ciw­nym wy­pad­ku ry­zy­ku­je­my błą­dze­niem – sta­nem, w któ­rym na­sze dzia­ła­nia po­zo­sta­ją dla nas nie­ja­sne.

Jed­nym z fun­da­men­tal­nych wy­róż­ni­ków mark­si­sty jest wła­śnie to, że zda­je on so­bie spra­wę z cią­gło­ści hi­sto­rii. Kie­dy na prze­ło­mie sierp­nia i wrze­śnia 1991 roku w Mo­skwie wzię­ły górę siły an­ty­ko­mu­ni­stycz­ne, ich pierw­szym kro­kiem było bu­rze­nie po­mni­ków i zmia­na nazw ulic – pró­ba wy­gna­nia ze sto­li­cy upio­rów ko­mu­ni­stycz­nej prze­szło­ści i za­sie­dle­nia jej no­wy­mi, tymi sprzed re­wo­lu­cji. Lecz ów pro­jekt wziął w łeb. Nie tak ła­two za­bić upio­ra. Prze­mia­no­wa­nie nazw ulic i miast przy­nio­sło sku­tek od­wrot­ny do za­mie­rzo­ne­go, ujaw­nia­jąc, na ile idee, sło­wa, po­ję­cia, któ­re przez dzie­siąt­ki lat za­ko­rze­ni­ły się w spo­łecz­nej świa­do­mo­ści, sta­ły się nie­usu­wal­ną czę­ścią kul­tu­ry na­ro­do­wej.

Wszyst­ko, co wów­czas dzia­ło się w kra­ju, mo­gło­by wy­dać się nie­wy­obra­żal­ną i nie­smacz­ną fan­ta­sma­go­rią, jed­nak my by­li­śmy w niej za­nu­rze­ni, owa nie­praw­do­po­dob­na rze­czy­wi­stość była lo­sem, jaki przy­padł nam w udzia­le. Cena po­li­tycz­nych błę­dów Ro­sji za­wsze była nie­zmier­nie wy­so­ka – i pła­ci­li ją, rzecz ja­sna, nie po­li­ty­cy, a cały kraj. Dla­te­go spo­glą­da­jąc w prze­szłość, wcho­dzi­my za­zwy­czaj w rolę sę­dzie­go lub pro­ku­ra­to­ra. Nie mo­że­my jed­nak za­po­mnieć, że po­szu­ki­wa­nia win­nych nie sta­wia­ją nas po­nad wy­da­rze­nia­mi. Wręcz prze­ciw­nie. W hi­sto­rii nie ist­nie­ją i ist­nieć nie po­win­ny jed­no­znacz­ne oce­ny oraz osta­tecz­ne, nie­odwo­łal­ne wy­ro­ki. Na­szym za­da­niem nie jest osą­dzać, a ro­zu­mieć.

Zro­zu­mieć nie zna­czy wszak wy­ba­czyć. Zro­zu­mieć prze­szłość zna­czy: być w sta­nie ją prze­zwy­cię­żyć. W osta­tecz­nym roz­ra­chun­ku cho­dzi prze­cież o to, by po­tra­fić zmie­nić na­szą te­raź­niej­szość. Po to wła­śnie ist­nie­je hi­sto­ria.

Nie­ste­ty, hi­sto­ria za­wsze była ści­śle zwią­za­na z po­li­ty­ką. Od naj­daw­niej­szych cza­sów wy­da­rze­nia z prze­szło­ści były wy­ko­rzy­sty­wa­ne dla le­gi­ty­mi­za­cji am­bi­cji wła­dzy. Wy­star­czy lek­tu­ra sta­rych kro­nik lub prac Ty­tu­sa Li­wiu­sza, by po­jąć, w ja­kim stop­niu po­glą­dy na opi­sy­wa­ne zda­rze­nia są uza­leż­nio­ne od re­li­gij­nych i po­li­tycz­nych prze­ko­nań au­to­ra. Opie­ra­ją­cy się na fak­tach hi­sto­rycz­nych na­ro­do­wy mit z bie­giem cza­su sta­je się w Eu­ro­pie pod­sta­wą pań­stwo­wej ide­olo­gii; na­to­miast kry­ty­ka hi­sto­rycz­nych mi­tów zy­sku­je ran­gę po­tęż­nej bro­ni re­wo­lu­cjo­ni­stów koń­ca XVIII wie­ku. W tra­dy­cji mark­si­stow­skiej hi­sto­ryzm oraz kry­tycz­ne po­dej­ście do spo­łe­czeń­stwa oka­zu­ją się nie­ro­ze­rwal­nie zwią­za­ne.

Nig­dzie w Eu­ro­pie nie kłó­cą się tak za­ja­dle o hi­sto­rycz­ne szcze­gó­ły, jak w na­szym kra­ju. Oce­ny Iwa­na Groź­ne­go, Alek­san­dra II czy Pio­tra I nie da się od­dzie­lić od po­li­tycz­nej po­zy­cji da­ne­go au­to­ra. Wszyst­kie te po­sta­ci i sym­bo­le wciąż jesz­cze są wśród nas. Mówi się o nich tak, jak­by do­pie­ro co wy­szły za drzwi. Cały kraj przy­po­mi­na ogrom­ny dom pe­łen zjaw, któ­re pod nie­wi­dzial­ną (a cza­sem wi­dzial­ną) po­sta­cią to­wa­rzy­szą uczest­ni­kom współ­cze­snych wy­da­rzeń. Oka­zu­je się, że prze­szłość ma bez­po­śred­ni zwią­zek z przy­szło­ścią, nie­kie­dy wy­da­je się ona współ­cze­snym wręcz waż­niej­sza od te­raź­niej­szo­ści. Przy tym hi­sto­ria po­zo­sta­je skraj­nie zi­de­olo­gi­zo­wa­na i upo­li­tycz­nio­na. Oczy­wi­ście ten stan rze­czy nie jest ni­czym wy­jąt­ko­wym. „Wła­dza nad prze­szło­ścią” to for­ma kon­tro­li po­li­tycz­nej. Wy­jąt­ko­wość Ro­sji po­le­ga jed­nak na tym, że w kon­se­kwen­cji bra­ku roz­wi­nię­tych w ja­kim­kol­wiek stop­niu form przed­sta­wi­ciel­stwa oby­wa­tel­skie­go hi­sto­ria na­bra­ła tu fun­da­men­tal­ne­go zna­cze­nia dla le­gi­ty­mi­za­cji wła­dzy. Zmie­nia­ją­ce się re­żi­my i rzą­dy po­zba­wio­ne moż­li­wo­ści po­twier­dze­nia swo­jej wła­dzy przez uczci­wie zdo­by­ty man­dat były zmu­szo­ne ape­lo­wać do prze­szło­ści, do źró­deł.

Do ga­tun­ku „po­szu­ki­wań win­ne­go” moż­na za­li­czyć licz­ne tomy au­tor­stwa ro­dzi­mych hi­sto­ry­ków. Od cza­sów Ni­ko­ła­ja Ka­ram­zi­na jed­ni skar­żą się na ta­tar­sko-mon­gol­ski na­jazd z XIII wie­ku, któ­ry „za­trzy­mał roz­wój kra­ju”, inni ob­wi­nia­ją re­wo­lu­cję 1917 roku albo bol­sze­wi­ków, któ­rzy „ze­pchnę­li Ro­sję z wła­ści­wej dro­gi”. Sło­wia­no­fi­le za nie­szczę­ścia Ro­sji wi­nią Pio­tra Wiel­kie­go, któ­ry hoł­du­jąc za­chod­nim tren­dom, po­zba­wił Ro­sję jej sa­mo­ist­no­ści.

Przy­czy­ny wszel­kich nie­szczęść moż­na do­szu­ki­wać się rów­nież w de­cy­zji Wło­dzi­mie­rza Czer­wo­ne Sło­necz­ko o przy­ję­ciu chrztu z rąk Bi­zan­cjum, a nie Rzy­mu. Śre­dnio­wiecz­ni kro­ni­ka­rze wspo­mi­na­ją co praw­da, że ksią­żę miał tak­że inne moż­li­wo­ści: mógł, na przy­kład, przy­jąć ju­da­izm, co wy­wo­łu­je prze­ra­że­nie zwo­len­ni­ków teo­rii „ży­dow­skie­go spi­sku”.

„Ro­zu­mem Ro­sji nie ogar­niesz / Ar­szy­nem zwy­kłym jej nie zmie­rzysz...” – pi­sał Fio­dor Tiut­czew. Z jed­nej stro­ny ogól­ne, „eu­ro­pej­skie” sche­ma­ty zu­peł­nie nie na­da­ją się do opi­su ro­syj­skiej rze­czy­wi­sto­ści, po­dob­ne uję­cia za­ha­cza­ją bo­wiem o gro­te­skę. Z dru­giej stro­ny pró­by ana­li­zy ro­syj­skiej hi­sto­rii z po­zy­cji na­ro­do­wej wy­jąt­ko­wo­ści i sa­mo­ist­no­ści mu­szą po­nieść tak samo bez­na­dziej­ną klę­skę.

W XIX wie­ku wal­kę o ro­syj­skie dzie­je to­czy­ły dwie szko­ły hi­sto­rycz­ne: li­be­ral­na i sło­wia­no­fil­ska. Po upad­ku Związ­ku Ra­dziec­kie­go szko­ły te od­ro­dzi­ły się w pier­wot­nej for­mie, igno­ru­jąc za­rów­no do­świad­cze­nia XX wie­ku, jak i od­kry­cia ar­che­olo­gicz­ne czy do­ro­bek re­wi­zjo­ni­stycz­nej hi­sto­rii za­chod­niej. Mimo że wy­stę­pu­ją prze­ciw­ko so­bie, za­pad­ni­cy i sło­wia­no­fi­le są ab­so­lut­nie jed­no­myśl­ni co do tego, że ro­syj­ska hi­sto­ria jest zja­wi­skiem izo­lo­wa­nym oraz „wy­jąt­ko­wym” i jako taka nie pod­le­ga lo­gi­ce wła­ści­wej in­nym kra­jom. Ci pierw­si wi­dzą w owym fak­cie dzi­wacz­ną ano­ma­lię zro­dzo­ną pod wpły­wem wie­lu przy­pad­ko­wych oko­licz­no­ści: prze­zwy­cię­że­nie owe­go „nie­nor­mal­ne­go” po­ło­że­nia jest za­da­niem oświe­co­nej wła­dzy, go­to­wej ze­rwać z prze­szło­ścią, a w ra­zie ko­niecz­no­ści do­ko­nać na­wet ry­tu­al­ne­go gwał­tu na na­ro­dzie i jego kul­tu­rze. Sło­wia­no­fi­le zde­cy­do­wa­nie od­rzu­ca­ją po­dob­ną ideę, wie­rzą za to w „szcze­gól­ną dro­gę” Ro­sji i za­chwy­ca­ją się jej spe­cy­ficz­nym cha­rak­te­rem. Pie­lę­gnu­ją i chu­cha­ją na wszyst­ko, co może po­słu­żyć za do­wód ist­nie­nia wy­jąt­ko­wej „pra­wo­sław­nej” lub „eu­ro­azja­tyc­kiej” cy­wi­li­za­cji, sło­wem wszyst­ko, co prze­ciw­sta­wia­ło­by Ro­sję resz­cie świa­ta.

Trze­ba przy­znać, że wy­obra­że­nie Ro­sji jako kra­ju w cu­dow­ny spo­sób eg­zy­stu­ją­ce­go poza świa­to­wą hi­sto­rią i mię­dzy­na­ro­do­wą go­spo­dar­ką nie jest obce tak­że nie­któ­rym za­chod­nim hi­sto­ry­kom. Nie kto inny jak Fer­nand Brau­del pi­sał, że „Ro­sja po­zo­sta­je na wpół za­mknię­ta”3, stąd nie wy­ka­zu­je szcze­gól­ne­go za­in­te­re­so­wa­nia kon­tak­ta­mi ze­wnętrz­ny­mi, gdyż tak ogrom­ne pań­stwo or­ga­ni­zu­je się w „sa­mo­dziel­ną go­spo­dar­kę-świat”4. Naj­waż­niej­sze wy­da­rze­nia ro­syj­skiej hi­sto­rii spo­łecz­no-eko­no­micz­nej opi­su­je on bez ja­kie­go­kol­wiek związ­ku z ana­lo­gicz­ny­mi pro­ce­sa­mi za­cho­dzą­cy­mi w in­nych kra­jach. Po­wsta­nie pańsz­czy­zny wy­ja­śnia wy­łącz­nie dą­że­niem cara do oka­za­nia wspar­cia wła­ści­cie­lom ziem­skim, któ­rych chło­pi mo­gli zbiec, roz­pierz­cha­jąc się po bez­gra­nicz­nej ro­syj­skiej zie­mi. Uwa­dze wy­bit­ne­go fran­cu­skie­go hi­sto­ry­ka w dziw­ny spo­sób umy­ka fakt, że po­dob­ne pro­ce­sy, o któ­rych sam zresz­tą wspo­mi­na, za­cho­dzi­ły w tym sa­mym cza­sie tak­że w in­nych, nie tak wiel­kich kra­jach Eu­ro­py Wschod­niej.

W kla­sycz­nej pra­cy Brau­de­la Kul­tu­ra ma­te­rial­na, go­spo­dar­ka i ka­pi­ta­lizm roz­dział o Ro­sji jest do tego stop­nia po­zba­wio­ny związ­ku z in­ny­mi czę­ścia­mi książ­ki, że po­ja­wia się py­ta­nie: po co w ogó­le uję­to Ro­sję w książ­ce po­świę­co­nej roz­wo­jo­wi świa­to­we­go ryn­ku? Od­po­wiedź jest pro­sta: hi­sto­ria Ro­sji nie ist­nie­je w ode­rwa­niu od dzie­jów Eu­ro­py oraz świa­ta – nie tyl­ko w kon­tek­ście chro­no­lo­gicz­nym czy geo­gra­ficz­nym. Ro­syj­ska spe­cy­fi­ka czy „uni­ka­to­wość” jest za­le­d­wie swo­istym symp­to­mem pro­ce­sów za­cho­dzą­cych na ska­lę glo­bal­ną, nie­rzad­ko – eks­tre­mal­nym. Wła­śnie dla­te­go zro­zu­mie­nie ro­syj­skiej hi­sto­rii jest nie­zbęd­nym wa­run­kiem zro­zu­mie­nia prze­mian za­cho­dzą­cych w świe­cie, zaś bez zro­zu­mie­nia dzie­jów świa­ta ro­syj­ska hi­sto­ria musi się ja­wić jako łań­cuch non­sen­sow­nych za­ga­dek, któ­re­go, jak pi­sał Tiut­czew, nie spo­sób po­jąć umy­słem ani zmie­rzyć zwy­kłym ar­szy­nem. „Zwy­kły ar­szyn” to zresz­tą con­tra­dic­tio in adiec­to, taka mia­ra dłu­go­ści nie funk­cjo­no­wa­ła prze­cież nig­dzie poza Ro­sją. Wsze­la­ko wła­śnie w tym po­etyc­kim prze­ję­zy­cze­niu wy­ra­ża się cała ja­ło­wość kul­tu­ro­wo-hi­sto­rycz­nych dys­ku­sji o lo­sie Ro­sji.

Za „uni­ka­to­wo­ścią” Ro­sji rze­czy­wi­ście prze­ma­wia wie­le: to kraj, gdzie, jak wy­ra­ził się Piotr Wiel­ki, „bywa nie­by­wa­łe”. „Uni­ka­to­wość” Ro­sji na­le­ży jed­nak tłu­ma­czyć nie „ta­jem­ni­czą sło­wiań­ską du­szą” i nie za­co­fa­niem wzglę­dem „po­stę­po­we­go Za­cho­du”, a spe­cy­ficz­ną po­zy­cją, jaką nasz kraj zaj­mo­wał w świa­to­wym sys­te­mie go­spo­dar­czym. W ro­syj­skiej hi­sto­rii nie ma nic „nie­pra­wi­dło­we­go” czy ta­jem­ni­cze­go, jed­nak nie­po­dob­na po­jąć jej dzie­jów, tak samo jak dzie­jów ja­kie­go­kol­wiek in­ne­go kra­ju, wy­łą­cza­jąc je z glo­bal­ne­go kon­tek­stu.

Szko­ła Po­krow­skie­go

Na szczę­ście idee sło­wia­no­fi­lów i za­pad­ni­ków nie były je­dy­ny­mi, ja­kie wy­da­ła z sie­bie ro­syj­ska tra­dy­cja hi­sto­rycz­na. Re­wo­lu­cja 1917 roku za­kwe­stio­no­wa­ła mity ofi­cjal­nej ro­syj­skiej hi­sto­rio­gra­fii. Samo wy­obra­że­nie o ro­syj­skiej kul­tu­rze było ska­za­ne na grun­tow­ną re­wi­zję. W po­cząt­kach XX wie­ku, kie­dy przy­szłe wstrzą­sy były jesz­cze w sfe­rze prze­czuć, li­be­ral­ni pu­bli­cy­ści pi­sa­li, że re­wo­lu­cja musi do­pro­wa­dzić do na­ro­do­we­go od­ro­dze­nia. Prze­cież to dzię­ki do­świad­cze­niu re­wo­lu­cji świa­do­mość An­gli­ków i Fran­cu­zów, ich wy­obra­że­nia o so­bie ule­gły ra­dy­kal­nej zmia­nie.

W pierw­szym ćwierć­wie­czu XX wie­ku Ro­sja do­ma­ga­ła się po­now­ne­go prze­my­śle­nia prze­szło­ści z per­spek­ty­wy mark­si­stow­skiej kry­ty­ki hi­sto­rycz­nej. Jej głów­nym przed­sta­wi­cie­lem, a wła­ści­wie pierw­szym hi­sto­ry­kiem re­wi­zjo­ni­stą we współ­cze­snym ro­zu­mie­niu tego sło­wa był Mi­cha­ił Po­krow­ski. Uczeń wy­bit­ne­go li­be­ral­ne­go hi­sto­ry­ka Wa­si­li­ja Klu­czew­skie­go do­szedł do wnio­sku, że ro­syj­skie dzie­je wy­ma­ga­ją ra­dy­kal­nej re­wi­zji, a mark­si­stow­ska ana­li­za jest klu­czem do wy­pra­co­wa­nia ich no­we­go ro­zu­mie­nia. Los hi­sto­rycz­ne­go re­wi­zjo­ni­zmu, re­pre­zen­to­wa­ne­go w Ro­sji ra­dziec­kiej przez szko­łę Po­krow­skie­go, oka­zał się jed­nak nie do po­zaz­drosz­cze­nia. Za­po­trze­bo­wa­nie na jego idee ist­nia­ło wy­łącz­nie w mo­men­cie re­wo­lu­cyj­ne­go zry­wu. Od­kąd biu­ro­kra­cja na cze­le ze Sta­li­nem wzię­ła górę nad re­wo­lu­cyj­ny­mi frak­cja­mi, zmie­ni­ło się tak­że po­dej­ście do hi­sto­rii.

Roz­po­czę­ta w nie­sław­nej pa­mię­ci 1937 roku roz­pra­wa ze szko­łą Po­krow­skie­go, któ­ry umarł pięć lat wcze­śniej, przy­bra­ła cha­rak­ter po­waż­nej kam­pa­nii ide­olo­gicz­nej. Po­sa­dze­ni na ła­wie oskar­żo­nych „sta­rzy bol­sze­wi­cy” zo­sta­li ska­za­ni na roz­strze­la­nie, a teo­ria Po­krow­skie­go mu­sia­ła znik­nąć nie tyl­ko z pro­gra­mów na­ucza­nia hi­sto­rii, lecz i z pa­mię­ci spo­łecz­nej. Ci ucznio­wie wy­bit­ne­go hi­sto­ry­ka, któ­rym uda­ło się ujść z ży­ciem, zo­sta­li pod­da­ni re­pre­sjom. Ich mi­strza ob­wi­nia­no o to, że jego kon­cep­cja „po­zba­wio­na jest po­czu­cia oj­czy­zny”, a jego pra­ce od­zna­cza­ją się „igno­ro­wa­niem le­ni­now­sko-sta­li­now­skich wy­tycz­nych w kwe­stiach hi­sto­rii”5. Ob­ja­śnić, na czym po­le­gać by mia­ły owe wy­tycz­ne (tym bar­dziej ze stro­ny od daw­na już nie­ży­ją­ce­go Le­ni­na), na­tu­ral­nie nikt się nie po­fa­ty­go­wał. Kam­pa­nia pro­pa­gan­do­wa, do złu­dze­nia przy­po­mi­na­ją­ca „pro­ce­sy mo­skiew­skie”, po­le­ga­ła na roz­prze­strze­nia­niu zu­peł­nie ab­sur­dal­nych i ka­ry­ka­tu­ral­nych oskar­żeń, któ­re tak się mia­ły do rze­czy­wi­sto­ści, jak oskar­że­nia o szpie­go­stwo na rzecz wszyst­kich im­pe­ria­li­stycz­nych kra­jów jed­no­cze­śnie wy­su­nię­te prze­ciw­ko „sta­rym bol­sze­wi­kom”. Je­miel­jan Ja­ro­sław­ski, na­dwor­ny pu­bli­cy­sta Sta­li­na, pod­su­mo­wał po­grom, pi­sząc w „Praw­dzie”, że po­glą­dy tę­pio­nej szko­ły to „an­ty­mark­si­stow­skie zwy­rod­nie­nie i wul­ga­ry­za­tor­stwo”6.

Po roz­pra­wie ze szko­łą Po­krow­skie­go ofi­cjal­na na­uka hi­sto­rycz­na po­now­nie się­gnę­ła do przed­re­wo­lu­cyj­nej tra­dy­cji. „Ra­dziec­ki ter­mi­dor” po­trze­bo­wał wła­snych mi­tów. Spis wład­ców, uzu­peł­nio­ny opi­sem zwy­cięstw pań­stwa ro­syj­skie­go, prze­pla­ta się z po­ja­wia­ją­cym się tu i ów­dzie uty­ski­wa­niem na go­spo­dar­cze i kul­tu­ral­ne za­co­fa­nie. Okres ra­dziec­ki pre­zen­tu­je się na tym tle jako trium­fal­ne zwień­cze­nie do­tych­cza­so­wej hi­sto­rii, zna­mio­nu­jąc dal­sze zwy­cię­stwa oraz prze­zwy­cię­że­nie za­co­fa­nia. Par­tia ko­mu­ni­stycz­na uosa­bia po­nad­ty­siąc­let­ni roz­wój Ro­sji, zaś hi­sto­ria, wy­peł­niw­szy swo­je za­da­nie, sta­je się nie­po­trzeb­na (pań­stwo kro­czy „od zjaz­du do zjaz­du”, pod­czas któ­rych szczę­śli­wa lud­ność do­no­si par­tii o od­nie­sio­nych suk­ce­sach). Po­grom szko­ły Po­krow­skie­go w la­tach 30. za­koń­czył się po­wro­tem ra­dziec­kiej hi­sto­rio­gra­fii do tra­dy­cyj­nych kon­cep­cji XIX-wiecz­nych, przy­ozdo­bio­nych cy­ta­ta­mi z Mark­sa, Le­ni­na i Sta­li­na.

W la­tach 60., pod wpły­wem du­cha prze­mian do­ko­nu­ją­cych się w spo­łe­czeń­stwie, wśród hi­sto­ry­ków znów od­ży­ła po­le­mi­ka, jed­nak kry­ty­ka pa­nu­ją­cych kon­cep­cji nie trwa­ła dłu­go. Wraz z koń­cem „od­wil­ży” hi­sto­rycz­na de­ba­ta zo­sta­ła prze­rwa­na. Po upły­wie ko­lej­nych dwóch de­kad upa­dek sys­te­mu ra­dziec­kie­go spra­wił, że z pod­ręcz­ni­ków i aka­de­mic­kich mo­no­gra­fii usu­nię­to mark­si­stow­skie cy­ta­ty, w isto­cie ni­cze­go w książ­kach nie zmie­nia­jąc.

Na­tu­ral­nie wraz z roz­pa­dem Związ­ku Ra­dziec­kie­go ofi­cjal­na hi­sto­rio­gra­fia zo­sta­ła pod­da­na ide­olo­gicz­nej ko­rek­cie. Zmia­nie ule­gła jed­nak tyl­ko oce­na okre­su ra­dziec­kie­go – nie był on już epo­ką wiel­kich zwy­cięstw, lecz prze­kształ­cił się w „kar­ty mrocz­nej prze­szło­ści”. Bez wzglę­du za­tem na wszyst­kie po­li­tycz­ne pe­ry­pe­tie po­dej­ście do przed­ra­dziec­kiej hi­sto­rii (jak i do tra­dy­cji kul­tu­ro­wej) po­zo­sta­wa­ło bez zmian. Ra­dziec­cy hi­sto­ry­cy kon­ty­nu­owa­li kurs li­be­ral­nych XIX-wiecz­nych au­to­rów, a an­ty­ko­mu­ni­stycz­ni pi­sa­rze, po­tę­piw­szy w czam­buł wszyst­ko, co od­no­si­ło się do Związ­ku Ra­dziec­kie­go, ogło­si­li po­wrót do tra­dy­cji li­be­ral­nej, po­zby­wa­jąc się wszyst­kich zbęd­nych cy­ta­tów. Ofi­cjal­ny sta­tus idei, któ­re do­mi­no­wa­ły pod ko­niec XIX wie­ku, w po­cząt­kach XXI wie­ku po­zo­sta­wał nie­na­ru­szo­ny. Wy­da­wa­ło się, że wy­kształ­co­ne krę­gi w ogó­le igno­ru­ją fak­ty hi­sto­rii spo­łecz­nej i go­spo­dar­czej. Cho­ciaż wciąż po­ja­wia­ły się nowe, nie­kie­dy zna­ko­mi­te pu­bli­ka­cje po­świę­co­ne tej te­ma­ty­ce, mia­ły one zni­ko­my wpływ na po­wszech­ne wy­obra­że­nia o hi­sto­rii do­mi­nu­ją­ce w po­tocz­nej świa­do­mo­ści i roz­po­wszech­nio­ne na­wet wśród in­te­li­gen­cji.

Po­krow­ski od po­cząt­ku for­mu­ło­wał swo­je idee w zde­cy­do­wa­nej opo­zy­cji do po­glą­dów obo­wią­zu­ją­cych wów­czas w na­ukach hi­sto­rycz­nych. Wy­so­ko ce­niąc so­bie względ­nie „neu­tral­ne­go” Wła­di­mi­ra So­łow­jo­wa i w jaw­ny spo­sób prze­ciw­sta­wia­jąc swo­je idee li­be­ral­nym po­glą­dom na prze­szłość Ro­sji, pro­po­no­wał re­in­ter­pre­ta­cję ro­syj­skich dzie­jów z ma­te­ria­li­stycz­ne­go punk­tu wi­dze­nia. Przy czym zwra­cał się przede wszyst­kim do czy­tel­ni­ka, „któ­re­go umysł nie zo­stał zwich­nię­ty przez szkol­ne pod­ręcz­ni­ki hi­sto­rii”7. Ofi­cjal­na hi­sto­rio­gra­fia od­pła­ci­ła mu tą samą mo­ne­tą. Po­krow­ski zo­stał wy­kre­ślo­ny z ogól­nie przy­ję­te­go spi­su ro­syj­skich hi­sto­ry­ków. Nie przy­pad­kiem jego pra­ce po­zo­sta­wa­ły nie­zna­ne szer­szej pu­blicz­no­ści na­wet wte­dy, gdy po znie­sie­niu ra­dziec­kiej cen­zu­ry za­czę­to wy­da­wać tek­sty dru­go- i trze­cio­rzęd­nych przed­re­wo­lu­cyj­nych hi­sto­ry­ków. W ofi­cjal­nej szkol­nej an­to­lo­gii ro­syj­skiej hi­sto­rii Po­krow­ski jest je­dy­nym ba­da­czem, któ­re­mu nie po­świę­co­no ani jed­ne­go zda­nia; mało tego, nie pada tam na­wet jego na­zwi­sko!

Na czym, mimo wszyst­ko, po­le­ga pod­sta­wo­wa róż­ni­ca? Na tym, że ro­syj­ską tra­dy­cję hi­sto­rio­gra­ficz­ną wy­róż­nia prze­ce­nia­nie roli czyn­ni­ków we­wnątrz­po­li­tycz­nych, przy jed­no­cze­snym nie­do­war­to­ścio­wa­niu ze­wnętrz­nych czyn­ni­ków eko­no­micz­nych, i wy­jąt­ko­wo sła­be poj­mo­wa­nie związ­ku mię­dzy jed­ny­mi a dru­gi­mi. Pró­ba uchwy­ce­nia hi­sto­rii ja­kie­go­kol­wiek pań­stwa poza jej po­wią­za­nia­mi z hi­sto­rią ludz­ko­ści ska­za­na jest na po­raż­kę. Na­to­miast ana­li­za ro­syj­skich dzie­jów jako nar­ra­cji osob­nej i izo­lo­wa­nej mo­gła do­pro­wa­dzić wy­łącz­nie do po­wsta­nia dwóch kon­ku­ru­ją­cych ze sobą mi­tów: za­pad­ni­ków (wie­rzą­cych, że wszyst­kim nie­szczę­ściom Ro­sji win­ne są zbyt sła­be wpły­wy Za­cho­du) oraz sło­wia­no­fi­lów (prze­ko­na­nych, że wszyst­kie nie­szczę­ścia bio­rą się z nad­mia­ru tych wpły­wów). Jed­ni i dru­dzy nie chcie­li jed­nak roz­trzą­sać tego, jak w rze­czy­wi­sto­ści skon­stru­owa­ne są związ­ki Ro­sji ze świa­tem ze­wnętrz­nym, jaka jest ich isto­ta oraz przy­czy­na ich dra­ma­tycz­nej kon­dy­cji, uzna­jąc te kwe­stie za ro­dzaj mi­stycz­nej za­gad­ki.

Sy­tu­acji tej nie po­pra­wił na­wet or­to­dok­syj­ny mark­sizm w for­mie, w ja­kiej zo­stał przy­ję­ty przez ro­syj­skich „le­gal­nych mark­si­stów” po­cząt­ku XX wie­ku. Hi­sto­ria po­szcze­gól­nych kra­jów była roz­pa­try­wa­na w ode­rwa­niu od glo­bal­nych pro­ce­sów, a ich roz­wój od­bie­ra­no jako coś w ro­dza­ju wy­ści­gu atle­tów bie­gną­cych jed­no­cze­śnie i w tym sa­mym kie­run­ku po rów­no­le­głych to­rach. Wła­śnie ta­kie wy­obra­że­nia (na­wia­sem mó­wiąc, prze­czą­ce nie tyl­ko dia­lek­ty­ce Mark­sa, lecz tak­że do­świad­cze­niu ro­syj­skiej re­wo­lu­cji) le­gły u pod­staw ofi­cjal­ne­go ra­dziec­kie­go mark­si­zmu epo­ki Sta­li­na. Stąd też i ob­ra­zy sta­li­now­skiej re­to­ry­ki: „do­go­nić i prze­go­nić Ame­ry­kę”, „na­przód, w dro­dze do ko­mu­ni­zmu”.

Mało praw­do­po­dob­ne wy­da­je się, by Piotr Stru­we i inni li­be­ral­ni ide­olo­dzy „le­gal­ne­go mark­si­zmu” do­my­śla­li się, że two­rzą me­to­do­lo­gicz­ny fun­da­ment dla ca­łej szko­ły ko­mu­ni­stycz­nych pro­pa­gan­dzi­stów i ofi­cjal­nych hi­sto­ry­ków, a jed­nak do­ko­na­ne przez nich „mark­si­stow­skie” na­kłu­cie li­be­ral­nej tra­dy­cji hi­sto­rycz­nej oka­za­ło się nad wy­raz płod­ne. Za­miast prze­pro­wa­dzić kry­ty­kę osią­gnięć my­śli hi­sto­rycz­nej XIX wie­ku, ofi­cjal­na ra­dziec­ka hi­sto­ria spro­wa­dzi­ła swój mark­sizm do po­wta­rza­nia tych wła­śnie idei, któ­re z punk­tu wi­dze­nia Mark­sa na­le­ża­ło za­kwe­stio­no­wać.

Teo­ria cy­wi­li­za­cyj­na

Od­no­wie­nie tra­dy­cji „szko­ły Po­krow­skie­go” wy­da­je się ko­niecz­ne, przy­najm­niej w imię na­uko­wej rze­tel­no­ści oraz hi­sto­rycz­nej spra­wie­dli­wo­ści. Nie wy­star­czy wsze­la­ko bez­po­śred­ni po­wrót do idei Po­krow­skie­go. O ile do­mi­nu­ją­ce w ro­syj­skiej hi­sto­rio­gra­fii kon­cep­cje w cią­gu ostat­nich stu lat nie pod­le­ga­ły istot­nym zmia­nom, o tyle ar­che­olo­gia oraz pra­ce ar­chi­wal­ne od­no­to­wa­ły zna­czą­cy po­stęp. Jed­no­cze­śnie teo­ria sys­te­mów-świa­tów w an­glo­ję­zycz­nej li­te­ra­tu­rze hi­sto­rycz­nej i so­cjo­lo­gicz­nej przy­nio­sła my­śli waż­ne dla zro­zu­mie­nia roz­wo­ju spo­łecz­ne­go. Pa­ra­dok­sal­nie, czy­ta­jąc Po­krow­skie­go pod tym ką­tem, moż­na ła­two dojść do wnio­sku, że re­wi­zja pa­nu­ją­cych kon­cep­cji ro­syj­skiej hi­sto­rii po­win­na być jesz­cze bar­dziej ra­dy­kal­na niż u tego mark­si­stow­skie­go ba­da­cza po­cząt­ku wie­ku.

Tym­cza­sem re­al­ny roz­wój my­śli spo­łecz­nej w post­ko­mu­ni­stycz­nej Ro­sji po­szedł zu­peł­nie inną dro­gą. Upa­dek ra­dziec­kiej ide­olo­gii nie mógł nie wy­wo­łać po­waż­ne­go kry­zy­su nauk spo­łecz­nych. Po­nie­waż mark­sizm zna­lazł się poza pra­wem, a nie­moż­li­we było już po­wta­rza­nie tez sprzed stu lat, umy­sła­mi za­wład­nę­ła teo­ria cy­wi­li­za­cji. Książ­ka Sa­mu­ela Hun­ting­to­na Zde­rze­nie cy­wi­li­za­cji8 sta­ła się mod­na, za­nim kto­kol­wiek zdą­żył ją prze­czy­tać. Po­wo­ły­wać się na nią mo­gli stron­ni­cy zwal­cza­ją­cych się wza­jem­nie obo­zów po­li­tycz­nych – jed­ni wie­ści­li po­wrót Ro­sji na łono „cy­wi­li­za­cji eu­ro­pej­skiej”, od któ­rej od­dzie­li­ła się czy to w 1917 roku, czy to w XIII wie­ku, inni, prze­ciw­nie, wzy­wa­li do ochro­ny fun­da­men­tów „ro­syj­skiej” albo „eu­ro­azja­tyc­kiej” cy­wi­li­za­cji.

Za pre­kur­so­ra cy­wi­li­za­cyj­ne­go po­dej­ścia do hi­sto­rii przy­ję­to uwa­żać Oswal­da Spen­gle­ra. Jed­nak za­nim na­pi­sał on słyn­ny Zmierzch Za­cho­du9, po­dob­ne wy­obra­że­nia o hi­sto­rii zo­sta­ły sfor­mu­ło­wa­ne przez ro­syj­skie­go kon­ser­wa­tyw­ne­go my­śli­cie­la Ni­ko­ła­ja Da­ni­lew­skie­go. Książ­ka Da­ni­lew­skie­go Ro­sja i Eu­ro­pa, opu­bli­ko­wa­na w 1871 roku, kie­dy ro­syj­skie spo­łe­czeń­stwo po­wo­li otrzą­sa­ło się z szo­ku spo­wo­do­wa­ne­go klę­ską w woj­nie krym­skiej, prze­nik­nię­ta jest wro­go­ścią do „nie­wdzięcz­ne­go Za­cho­du”, któ­ry nie po­tra­fił do­ce­nić „wiel­ko­dusz­no­ści” Ro­sji. Da­ni­lew­ski w szcze­gól­ny spo­sób pod­kre­ślał, że wro­giem Ro­sji nie są eli­ty rzą­dzą­ce, a wła­śnie na­ro­dy, spo­łe­czeń­stwa kra­jów za­chod­nich. Był prze­ko­na­ny, że w cza­sie to­czą­cej się woj­ny krym­skiej „eu­ro­pej­ska opi­nia pu­blicz­na była o wie­le bar­dziej wro­ga wzglę­dem Ro­sji niż jej sfe­ry rzą­do­we i dy­plo­ma­tycz­ne”10. Isto­ta kon­flik­tu po­le­ga na głę­bo­kiej nie­chę­ci ży­wio­nej przez zbu­do­wa­ną na za­sa­dach „uty­li­ta­ry­zmu” i „prak­tycz­nej ko­rzy­ści” za­chod­nią cy­wi­li­za­cję wzglę­dem cy­wi­li­za­cji ro­syj­skiej, har­mo­nij­nie łą­czą­cej w so­bie prak­ty­cyzm i wyż­szą du­cho­wość. Pod­czas gdy na Za­cho­dzie „brak miej­sca na pra­wo mi­ło­ści i po­świę­ce­nia”11, wszel­kie dzia­ła­nia Im­pe­rium Ro­syj­skie­go były po­dej­mo­wa­ne w spo­sób jak naj­bar­dziej mo­ral­ny, na­wet jego eks­pan­syw­na po­li­ty­ka była na­sta­wio­na wy­łącz­nie na po­ży­tek pod­po­rząd­ko­wy­wa­nych mu na­ro­dów. „Jesz­cze nig­dy za­ję­cie przez na­ród prze­zna­czo­nych mu dzie­jo­wo ziem nie kosz­to­wa­ło mniej krwi i łez”12. Ro­syj­ski na­ród był krzyw­dzo­ny i uci­ska­ny przez wszyst­kich, sam jed­nak nie skrzyw­dził ni­ko­go: „Wznie­sio­ny przez nie­go gmach pań­stwo­wy nie zo­stał zbu­do­wa­ny na ko­ściach pod­bi­tych na­ro­dów. Zaj­mo­wał bo­wiem albo pust­ko­wia, albo przy­łą­czał dro­gą dzie­jo­wej, a nie przy­mu­so­wej asy­mi­la­cji ta­kie ple­mio­na, jak Czu­do­wie, We­so­wie, Me­rio­wie czy dzi­siej­si Ko­mia­cy, Ma­ryj­czy­cy czy Mor­dwi­ni, po­zba­wio­ne za­cząt­ków ży­cia hi­sto­rycz­ne­go, a na­wet dą­że­nia ku nie­mu, albo też przyj­mo­wał pod swój dach te oto­czo­ne przez wro­gów ple­mio­na i na­ro­dy, któ­re utra­ci­ły swo­ją toż­sa­mość na­ro­do­wą lub nie mo­gły dłu­żej jej chro­nić, jak Or­mia­nie czy Gru­zi­ni. Pod­bój od­gry­wał w tym pro­ce­sie naj­mniej­szą rolę, o czym ła­two się prze­ko­nać, prze­śle­dziw­szy, w jaki spo­sób w skład Ro­sji we­szły jej po­łu­dnio­we krań­ce, sły­ną­ce w Eu­ro­pie jako zdo­by­cze nie­na­sy­co­nej, żar­łocz­nej Ro­sji”13.

Gdy Da­ni­lew­ski ukoń­czył pra­cę nad swą książ­ką, do­bie­ga­ła wła­śnie koń­ca trwa­ją­ca pół wie­ku woj­na kau­ka­ska, któ­rej to­wa­rzy­szy­ły ma­so­we mor­dy i czyst­ki et­nicz­ne Cze­cze­nów, Czer­kie­sów i in­nych na­ro­do­wo­ści, któ­re nie ro­zu­mia­ły do­bro­dziejstw pra­wo­sław­nej cy­wi­li­za­cji. Tak samo „po­dział Pol­ski, na ile bra­ła w nim udział Ro­sja, był ak­tem zu­peł­nie le­gal­nym i spra­wie­dli­wym oraz wy­peł­nie­niem świę­te­go dłu­gu wo­bec jej sy­nów, któ­re­go nie po­win­ny zmą­cić przy­pły­wy sen­ty­men­ta­li­zmu i wiel­ko­dusz­no­ści”14. Po­wsta­nia Po­la­ków i in­nych na­ro­dów wy­ni­ka­ją z ich nie­wdzięcz­no­ści oraz am­bi­cji. Je­śli na­to­miast w sa­mej Ro­sji wie­lu nie zga­dza się z taką in­ter­pre­ta­cją, jest tak tyl­ko dla­te­go, że pod wpły­wem za­chod­nie­go oświe­ce­nia „Ro­sja­nie za bar­dzo prze­ję­li się hu­ma­ni­tar­ny­mi bred­nia­mi”15. Do in­nych klęsk, ja­kie spa­dły na ro­syj­ski na­ród, od­no­szą się, we­dług au­to­ra Ro­sji i Eu­ro­py, ta­kie obce na­ro­do­we­mu ty­po­wi kul­tu­ro­we­mu in­no­wa­cje, jak wpro­wa­dze­nie do użyt­ku stro­ju eu­ro­pej­skie­go, przy­zna­nie oskar­żo­ne­mu pra­wa do obro­ny i wpro­wa­dze­nie wol­no­ści sło­wa pod ko­niec lat 60. XIX wie­ku.

Ani im­pe­rial­ne zdo­by­cze, ani pańsz­czyź­nia­na nie­do­la ro­syj­skich chło­pów nie są w jego oczach przed­mio­ta­mi po­tę­pie­nia. Da­ni­lew­ski wy­sła­wiał ro­syj­skie­go pra­wo­sław­ne­go urzęd­ni­ka tak jak Ru­dy­ard Ki­pling wy­chwa­lał mi­sję bia­łe­go czło­wie­ka; jed­nak ospa­ły kon­ser­wa­tyzm ro­syj­skie­go my­śli­cie­la opie­rał się na jak naj­po­waż­niej­szej pod­sta­wie me­to­do­lo­gicz­nej – teo­rii ty­pów kul­tu­ro­wo-hi­sto­rycz­nych cha­rak­te­ry­zu­ją­cych się okre­ślo­ny­mi pra­wa­mi roz­wo­ju. W tym sen­sie ani Sa­mu­el Hun­ting­ton, ani inne zna­ko­mi­to­ści teo­rii cy­wi­li­za­cji nie po­wie­dzia­ły od cza­sów Da­ni­lew­skie­go nic no­we­go. Róż­ni­ca po­le­ga wy­łącz­nie na tym, że każ­dy z nich pro­po­no­wał au­tor­ski spis cy­wi­li­za­cji i wła­sną in­ter­pre­ta­cję ich od­ręb­no­ści.

Gdy tyl­ko ze­sta­wić teo­rię cy­wi­li­za­cji z fak­ta­mi, od razu rzu­ca się w oczy jej an­ty­hi­sto­rycz­ność. Samo po­ję­cie cy­wi­li­za­cji jak gdy­by za­sty­gło i jest roz­pa­try­wa­ne jako „fun­da­men­tal­ne”, nie­zmien­ne. Rze­czy­wi­ście, „pod­sta­wo­we” (nie­zmien­ne) wy­da­je się to, co prze­trwa­ło bieg hi­sto­rii, a nie od­wrot­nie. Poza tym „cy­wi­li­za­cje” ule­ga­ją prze­cież nie­ustan­nym zmia­nom pod wpły­wem ze­wnętrz­nych czyn­ni­ków eko­no­micz­nych i po­li­tycz­nych.

Wro­gim obo­zom po­li­tycz­nym teo­ria cy­wi­li­za­cji wy­da­ła się rów­nie atrak­cyj­nym na­rzę­dziem. U pro­gu XXI wie­ku na Za­cho­dzie słu­ży ona jako ide­olo­gia no­wych wy­praw krzy­żo­wych, a tak­że uspra­wie­dli­wie­nie neo­ko­lo­nia­li­zmu. W XIX wie­ku Ki­pling wy­sła­wiał „brze­mię bia­łe­go czło­wie­ka”, któ­ry nie­sie na Wschód osią­gnię­cia cy­wi­li­za­cji prze­my­sło­wej. Te­raz po­stę­po­we kra­je mają za za­da­nie za­szcze­pić „za­co­fa­nej czę­ści świa­ta” de­mo­kra­tycz­ne war­to­ści, któ­re, jak się oka­zu­je, są zu­peł­nie obce kul­tu­rze „mu­zuł­mań­skiej” czy „kon­fu­cjań­skiej”. By ten cel osią­gnąć, moż­na bez­kar­nie oku­po­wać ten czy inny za­co­fa­ny kraj i ko­rzy­stać z jego za­so­bów aż do cza­su, kie­dy miej­sco­wa lud­ność „doj­rze­je” do de­mo­kra­cji. Wła­śnie te prze­ko­na­nia sta­no­wi­ły źró­dło nie­na­wi­ści is­lam­skich fun­da­men­ta­li­stów, jaką ży­wi­li wo­bec „bez­boż­ne­go Za­cho­du”. Na­to­miast ro­syj­scy na­cjo­na­li­ści po­wo­ły­wa­li się na Hun­ting­to­na, pró­bu­jąc ob­ja­śnić, dla­cze­go na­le­ży chro­nić pra­wo­sła­wie i „Świę­tą Ruś” przed pre­sją „kul­tu­ry atlan­tyc­kiej”, „is­lam­skim za­gro­że­niem” i „chiń­skim uci­skiem”. Nie­nau­ko­wość, roz­my­cie oraz nie­ści­słość po­jęć de­cy­du­ją­ce o ich nie­skoń­czo­nej pla­stycz­no­ści gwa­ran­tu­ją „uję­ciu cy­wi­li­za­cyj­ne­mu” prze­wa­gę nad in­ny­mi per­spek­ty­wa­mi. Zna­czą­ca wy­da­je się dys­ku­sja wy­ro­sła wła­śnie na grun­cie owej nie­ści­sło­ści po­jęć i  do­ty­czą­ca tego, czy ist­nie­je cy­wi­li­za­cja „eu­ro­za­ja­tyc­ka” tu­dzież „ro­syj­ska”. Każ­dy uczest­nik spo­ru two­rzy wła­sne de­fi­ni­cje, wsku­tek cze­go po­wsta­je ogrom­na licz­ba okre­śleń sa­me­go „eu­ro­azja­ty­zmu”.

Pod­sta­wo­wy pro­blem „szko­ły cy­wi­li­za­cyj­nej” po­le­ga jed­nak nie na nie­ja­sno­ści po­jęć, a na nie­chęt­nym li­cze­niu się z hi­sto­rią czy, sze­rzej, z fak­ta­mi. W tym sen­sie mamy przed sobą kla­sycz­ny przy­kład „ide­olo­gii” w ro­zu­mie­niu mło­de­go Mark­sa, „fał­szy­wej świa­do­mo­ści” sta­no­wią­cej zbiór ugrun­to­wa­nych ste­reo­ty­pów, nie­pod­da­ją­cych się prak­tycz­nej we­ry­fi­ka­cji. „Cy­wi­li­za­cja” jest poj­mo­wa­na jako coś nie­zmien­ne­go w cza­sie, pe­wien wzo­rzec kul­tu­ro­wy de­ter­mi­nu­ją­cy roz­wój na­ro­dów w cią­gu wie­ków. Stąd bie­rze się prze­ko­na­nie, że ist­nie­je ja­kiś „za­chod­ni” lub „ro­syj­ski” czło­wiek sam w so­bie, poza kon­kret­nym kon­tek­stem po­li­tycz­nym, spo­łecz­nym czy eko­no­micz­nym. Istot­nie, mimo że tra­dy­cje kul­tu­ro­we są sta­łe, w pew­nym stop­niu ewo­lu­ują. Ich za­war­tość z cza­sem kształ­tu­je się i zmie­nia wraz z roz­wo­jem spo­łecz­nym. Same w so­bie są one wy­two­rem tego roz­wo­ju, sta­no­wią spo­sób ko­lek­tyw­ne­go usym­bo­li­zo­wa­nia i utrwa­le­nia re­zul­ta­tów spo­łecz­nej ewo­lu­cji. Za­tem „cy­wi­li­za­cje” i kul­tu­ry prze­cho­dzą głę­bo­kie me­ta­mor­fo­zy.

Przy­po­mi­na­my so­bie, że Max We­ber wi­dział w kon­fu­cja­ni­zmie me­cha­nizm kul­tu­ro­wy (w od­róż­nie­niu od ety­ki pro­te­stanc­kiej), któ­ry ha­mo­wał in­dy­wi­du­al­ną przed­się­bior­czość. Na­to­miast so­cjo­lo­gia po­stwe­be­row­ska wi­dzi w kon­fu­cja­ni­zmie azja­tyc­ki od­po­wied­nik ety­ki pro­te­stanc­kiej, któ­ry za­pew­nił suk­ces Ja­po­nii, Ko­rei i Chin na świa­to­wym ryn­ku.

Czyż­by We­ber się my­lił? W żad­nym ra­zie. W jego cza­sach kon­fu­cja­nizm funk­cjo­no­wał bo­wiem jako ide­olo­gia kon­ser­wa­tyw­na i tra­dy­cjo­na­li­stycz­na. Jed­nak wraz z mo­der­ni­za­cją kra­jów Da­le­kie­go Wscho­du treść tra­dy­cji kon­fu­cjań­skiej ule­gła prze­kształ­ce­niu. Błęd­nej in­ter­pre­ta­cji kul­tu­ro­wych me­cha­ni­zmów w tym przy­pad­ku win­ne jest po­my­le­nie przy­czy­ny ze skut­kiem. To nie dana kul­tu­ra prze­są­dza bo­wiem o po­wo­dze­niu lub nie­po­wo­dze­niu mo­der­ni­za­cji, lecz prze­ciw­nie, suk­ces czy po­raż­ka mo­der­ni­za­cji de­ter­mi­nu­je taki lub inny wa­riant kul­tu­ro­we­go roz­wo­ju. W tym sen­sie tak­że kon­ser­wa­tyzm czy ra­dy­ka­lizm is­la­mu w dru­giej po­ło­wie XX wie­ku nie jest dzie­dzic­twem się­ga­ją­cym cza­sów Ma­ho­me­ta. Is­lam przy­brał taką for­mę pod wpły­wem nie­uda­nych prób mo­der­ni­za­cji na Bli­skim Wscho­dzie. Było to swe­go ro­dza­ju re­ak­cją na wie­le nie­po­wo­dzeń i upo­ko­rzeń do­zna­nych przez świat arab­ski.

Nie­trud­no za­uwa­żyć, że w epo­ce po­li­tycz­nych suk­ce­sów i eko­no­micz­nej pro­spe­ri­ty kul­tu­ra is­lam­ska mia­ła zu­peł­nie inny cha­rak­ter. Przyj­rzyj­my się „cy­wi­li­za­cji eu­ro­pej­skiej” i mu­zuł­mań­skie­mu Wscho­do­wi w XI wie­ku, kie­dy za­czy­na­ją się wy­pra­wy krzy­żo­we. Za­chód jest w tym cza­sie za­mknię­ty, kon­ser­wa­tyw­ny, wro­gi wo­bec wszel­kich in­no­wa­cji, mi­li­tar­ny, agre­syw­ny. „Fran­ko­wie” (jak na Wscho­dzie na­zy­wa­no wszyst­kich miesz­kań­ców Eu­ro­py Za­chod­niej) przy­by­wa­ją do Kon­stan­ty­no­po­la, a po­tem do Je­ro­zo­li­my jako hor­da bar­ba­rzyń­ców nio­są­ca to­tal­ne znisz­cze­nie. Wo­dzo­wie krzy­żow­ców z tru­dem po­wstrzy­mu­ją swe woj­ska od gra­bie­ży na te­ry­to­rium „so­jusz­ni­cze­go” Bi­zan­cjum. To lu­dzie nie­pi­śmien­ni i brud­ni. Nie po­sia­da­ją ele­men­tar­nej wie­dzy o świe­cie, są peł­ni prze­są­dów i okrut­ni. Wschód na­to­miast jest w owym cza­sie dy­na­micz­ny, to­le­ran­cyj­ny, skłon­ny do in­no­wa­cji i otwar­ty, co prze­są­dza o jego po­raż­ce w star­ciu z agre­syw­nym Za­cho­dem. Wo­jen­ny suk­ces Eu­ro­pej­czy­ków jest re­zul­ta­tem sto­ją­cej na wyż­szym po­zio­mie tech­no­lo­gii mi­li­tar­nej. Jed­nak ich zwy­cię­stwo oka­zu­je się nie­trwa­łe, po­nie­waż dys­po­nu­ją­cy tech­no­lo­gicz­ną prze­wa­gą i bar­dziej dy­na­micz­ną struk­tu­rą spo­łecz­ną Wschód po­now­nie „zno­kau­tu­je” Za­chód w XIII i XIV wie­ku16. Śre­dnio­wiecz­ne wy­pra­wy krzy­żo­we przy­po­mi­na­ją zde­rze­nie „cy­wi­li­za­cji”, któ­re ob­ser­wu­je­my u pro­gu XXI wie­ku, z tą róż­ni­cą, że jako „spo­łe­czeń­stwo otwar­te” i „kul­tu­ra oświe­ce­nia” wy­stę­pu­je w nich nie Za­chód, a świat mu­zuł­mań­ski.

Gwał­tow­ne­go przy­spie­sze­nia, ja­kie mia­ło miej­sce w XV-wiecz­nej Eu­ro­pie, nie da się ująć je­dy­nie w ka­te­go­riach prze­ni­ka­nia się kul­tur. Co praw­da dzię­ki kru­cja­tom Za­chód uzy­skał do­stęp do osią­gnięć tech­no­lo­gicz­nych oraz wie­dzy Wscho­du, lecz od­kry­cia te same w so­bie nie da­wa­ły gwa­ran­cji po­myśl­ne­go roz­wo­ju. Nie przy­pad­kiem eks­pe­dy­cje krzy­żow­ców za­koń­czy­ły się klę­ską, po któ­rej na­stą­pił na­jazd im­pe­rium osmań­skie­go na Eu­ro­pę Po­łu­dnio­wo-Wschod­nią. Wstę­pu­ją­ce w erę bur­żu­azyj­ne­go roz­wo­ju pań­stwa za­chod­nie na­pór Tur­ków ode­prą do­pie­ro w XVI wie­ku. W XVI wie­ku Wschód nie stał się bar­dziej kon­ser­wa­tyw­ny, ra­czej za­czę­to go ta­kim wi­dzieć na tle za­wrot­ne­go tem­pa roz­wo­ju Za­cho­du. Cóż ta­kie­go jed­nak sta­ło się w Eu­ro­pie na prze­ło­mie XV i XVI wie­ku?

Moż­na po­wie­dzieć, że u schył­ku śre­dnio­wie­cza za­szła swe­go ro­dza­ju „cy­wi­li­za­cyj­na mu­ta­cja”. Za­po­cząt­ko­wa­ły ją wy­pra­wy krzy­żo­we. Na­stęp­nie, w XV i XVI wie­ku, Eu­ro­pa Za­chod­nia prze­ży­wa re­ne­sans oraz re­for­ma­cję, przy czym w wy­mia­rze kul­tu­ro­wym zna­cze­nie re­ne­san­su było bo­daj­że więk­sze niż re­for­ma­cji. Nie ma wąt­pli­wo­ści co do tego, że kul­tu­ra eu­ro­pej­ska prze­szła ra­dy­kal­ną trans­for­ma­cję; py­ta­nie, jak do niej do­szło. Po­słu­gu­jąc się me­to­da­mi ba­dań kul­tu­ro­znaw­czych, nie spo­sób wy­ja­śnić cze­go­kol­wiek bez wzglę­du na to, ile cza­su po­świę­ci się wni­kli­wym stu­diom nad wcze­snym śre­dnio­wie­czem. Tym­cza­sem od­po­wiedź jest dość ba­nal­na: przy­czy­ną zmia­ny kul­tu­ro­wej jest roz­wój sto­sun­ków bur­żu­azyj­nych. Nie przy­pad­kiem ogni­ska mo­der­ni­za­cji kul­tu­ro­wej po­ja­wia­ją się w śre­dnio­wie­czu tam, gdzie daje się za­uwa­żyć naj­bar­dziej dy­na­micz­ny roz­wój no­wej go­spo­dar­ki ryn­ko­wej – we Wło­szech i w Ho­lan­dii. Zmie­nia się ży­cie, prze­obra­że­niu ule­ga co­dzien­ne do­świad­cze­nie mas, prze­kształ­ca się tak­że ludz­ka świa­do­mość.

Teo­ria sys­te­mów-świa­tów

W prze­ci­wień­stwie do abs­trak­cji, mi­tów i ide­olo­gicz­nych spe­ku­la­cji teo­rii cy­wi­li­za­cji, mark­si­stow­ski po­gląd na hi­sto­rię opie­ra się na dość oczy­wi­stych fak­tach. Jed­nak wśród mark­si­stow­skich ba­da­czy pró­bu­ją­cych wy­ja­śnić źró­dła eu­ro­pej­skie­go ka­pi­ta­li­zmu ist­nie­je po­dział na dwa nur­ty. Jed­na gru­pa zwra­ca uwa­gę na rolę re­wo­lu­cji tech­nicz­nej, któ­ra za­szła w Eu­ro­pie w XV i XVI wie­ku, po­więk­sza­nie się ryn­ku we­wnętrz­ne­go i ukształ­to­wa­nie się bur­żu­azyj­ne­go typu pro­duk­cji. Mia­sta wy­ka­zu­ją zwięk­szo­ny po­pyt na pro­duk­cję wiej­ską, go­spo­dar­stwo na­tu­ral­ne zo­sta­je za­stą­pio­ne przez go­spo­dar­stwo to­wa­ro­we, a to ozna­cza ko­niecz­ność zmia­ny or­ga­ni­za­cji ca­łej go­spo­dar­ki. Osta­tecz­nie swój cha­rak­ter zmie­nia tak­że rol­nic­two, co­raz bar­dziej przy­sto­so­wu­jąc się do wy­ma­gań ryn­ku. Ka­pi­ta­lizm ro­dzi się w wy­ni­ku roz­wo­ju feu­da­li­zmu.

Moż­na jed­nak za­ry­zy­ko­wać stwier­dze­nie, że za ów burz­li­wy roz­wój go­spo­dar­czy od­po­wie­dzial­na była nie tyl­ko i w nie­wy­star­cza­ją­cym stop­niu we­wnętrz­na dy­na­mi­ka sys­te­mu, ile pew­ne im­pul­sy ze­wnętrz­ne. Dwa wy­da­rze­nia zmie­ni­ły ob­li­cze Eu­ro­py w XIV i XV wie­ku. Współ­cze­śni nie zda­wa­li so­bie spra­wy z ich prze­ło­mo­we­go zna­cze­nia, wi­dząc w nich ra­czej do­pust Boży, a w każ­dym ra­zie bez­pre­ce­den­so­wą ka­ta­stro­fę. Mowa o wiel­kiej dżu­mie i upad­ku Kon­stan­ty­no­po­la.

Po­chła­nia­jąc do jed­nej trze­ciej lud­no­ści Eu­ro­py, dżu­ma przy­czy­ni­ła się do wzro­stu po­py­tu na na­jem­ną siłę ro­bo­czą, w tym tak­że na wsi. Na­to­miast upa­dek Bi­zan­cjum prze­są­dził o kry­zy­sie han­dlo­wym i wy­mu­sił po­szu­ki­wa­nia no­wych szla­ków mor­skich, co z ko­lei do­pro­wa­dzi­ło do od­kry­cia Ame­ry­ki i po­dró­ży do In­dii. Stru­mień zło­ta z No­we­go Świa­ta wy­wo­łał „re­wo­lu­cję cen”: zło­to stra­ci­ło pier­wot­ną moc na­byw­czą, za to ostro wzrósł po­pyt na to­wa­ry. Był to praw­do­po­dob­nie pierw­szy przy­pa­dek, któ­ry w prak­ty­ce po­twier­dził przy­szłą teo­rię Joh­na May­nar­da Key­ne­sa o in­fla­cji jako sty­mu­la­to­rze wzro­stu go­spo­dar­cze­go. Ko­lo­ni­za­cja Ame­ry­ki umoż­li­wi­ła po­wsta­nie trans­atlan­tyc­kiej go­spo­dar­ki, w któ­rej ra­mach ukształ­to­wał się ka­pi­ta­lizm.

Teo­ria sys­te­mów-świa­tów, stwo­rzo­na przez Im­ma­nu­ela Wal­ler­ste­ina, Sa­mi­ra Ami­na czy An­dre Gun­der Fran­ka, sku­pia uwa­gę wła­śnie na tych pro­ce­sach glo­bal­nych. Mo­gli­by­śmy jed­nak za­py­tać, czy je­śli Eu­ro­py nie do­tknę­ła­by dżu­ma, a Kon­stan­ty­no­pol nig­dy by nie upadł, nie by­ło­by tak­że eu­ro­pej­skie­go ka­pi­ta­li­zmu? Prze­cież sto­sun­ki bur­żu­azyj­ne doj­rze­wa­ły we Wło­szech, we Flan­drii, w Cze­chach i in­nych czę­ściach Eu­ro­py na dłu­go przed epo­ką wiel­kich od­kryć geo­gra­ficz­nych.

Hi­sto­ria, jak wia­do­mo, nie zna try­bu przy­pusz­cza­ją­ce­go, jak za­tem mamy roz­strzy­gnąć mię­dzy dwo­ma rów­nie prze­ko­nu­ją­cy­mi ob­ja­śnie­nia­mi tego sa­me­go pro­ce­su? Każ­de z nich za­wie­ra naj­praw­do­po­dob­niej od­po­wiedź czę­ścio­wą, na­le­ży więc stwier­dzić, że „we­wnętrz­ny” roz­wój eu­ro­pej­skich miast i im­puls „ze­wnętrz­ny” do­peł­ni­ły się wza­jem­nie. W okre­sie póź­no­feu­dal­nym na Za­cho­dzie ku­mu­lo­wał się ogrom­ny po­ten­cjał twór­czy, tech­no­lo­gicz­ny, a przede wszyst­kim spo­łecz­ny i or­ga­ni­za­cyj­ny. Lecz do gwał­tow­ne­go uwol­nie­nia tych sił po­trzeb­na była ze­wnętrz­na sty­mu­la­cja17.

Tak czy in­a­czej, bez „wiel­kie­go prze­ło­mu” XIV–XV wie­ku ka­pi­ta­lizm nie przy­jął­by tej for­my, któ­rą zna­my z hi­sto­rii no­wo­żyt­nej. Wspo­mnia­ne wy­żej wy­da­rze­nia prze­są­dzi­ły o kul­tu­ro­wej opra­wie bur­żu­azyj­nej cy­wi­li­za­cji Za­cho­du.

W książ­ce Re­Orient An­dre Gun­der Frank sta­ra się wy­ja­śnić do­mi­na­cję zdo­by­tą przez Za­chód w epo­ce no­wo­żyt­nej wy­łącz­nie zbie­giem oko­licz­no­ści18. Ko­lumb przy­pad­kiem od­krył Ame­ry­kę, któ­ra przy­pad­kiem ob­fi­to­wa­ła w sre­bro, co przy­pad­kiem zbie­gło się z okre­sem upad­ku go­spo­dar­cze­go kra­jów azja­tyc­kich itd. Re­Orient jest god­ny uwa­gi przez to, że uka­zu­je teo­re­tycz­ną ogra­ni­czo­ność ana­li­zy sys­te­mów-świa­tów. Po­cząw­szy od de­mon­stra­cji ogra­ni­czo­no­ści or­to­dok­syj­nych mark­si­stow­skich sche­ma­tów spro­wa­dza­ją­cych hi­sto­rię go­spo­dar­ki wy­łącz­nie do na­tu­ral­ne­go roz­wo­ju sił wy­twór­czych i sto­sun­ków pro­duk­cyj­nych, szko­ła ta po­ję­ła w pew­nym mo­men­cie, że bez zro­zu­mie­nia sił kie­ru­ją­cych hi­sto­rią spo­łecz­ną nie spo­sób zro­zu­mieć ani roz­wo­ju świa­to­we­go han­dlu, ani geo­po­li­ty­ki.

W rze­czy sa­mej, śre­dnio­wiecz­na Eu­ro­pa była da­le­ko w tyle za kra­ja­mi Wscho­du. Afry­kań­czy­cy śmia­li się, wi­dząc ka­ra­we­le Por­tu­gal­czy­ków, bo wi­dzie­li już wspa­nia­łe okrę­ty chiń­skiej flo­ty. Jed­nak wła­śnie te ma­leń­kie sta­tecz­ki od­mie­ni­ły ob­li­cze świa­to­wej go­spo­dar­ki i po­li­ty­ki, pod­czas gdy ol­brzy­mie Chi­ny, dys­po­nu­ją­ce nie­po­rów­na­nie więk­szy­mi za­so­ba­mi, nie mia­ły w tym cza­sie żad­nych re­wo­lu­cyj­nych do­ko­nań. Wschód zo­stał w tyle, po­nie­waż w ra­mach azja­tyc­kiej kul­tu­ry han­dlo­wej ka­pi­ta­lizm nie mógł się ukształ­to­wać. Azja­tyc­ki spo­sób pro­duk­cji, któ­re­go funk­cjo­no­wa­nie w Chi­nach, Egip­cie i In­diach opi­sy­wał Marks, nie był mi­tem, lecz rze­czy­wi­sto­ścią. Sil­ne pań­stwo czu­wa­ło tam nad go­spo­dar­czą rów­no­wa­gą i sys­te­ma­tycz­nym roz­wo­jem – dla Eu­ro­py po­dob­na sy­tu­acja była zaś zu­peł­nie obca. Dzię­ki temu sta­ro­żyt­ne Chi­ny wy­prze­dzi­ły Za­chód o całą epo­kę, jed­nak ów od­czu­wa­ny przez Za­chód brak rów­no­wa­gi krył w so­bie ogrom­ne moż­li­wo­ści. Roz­wój hi­sto­rycz­ny nie jest pro­ce­sem li­ne­ar­nym, jest ra­czej nie­rów­no­mier­ny. Jesz­cze w XVII wie­ku Eu­ro­pa wciąż uczy się tech­no­lo­gii od Chin. Wschód wy­prze­dza Za­chód za­rów­no pod wzglę­dem pi­śmien­no­ści oraz wy­kształ­ce­nia, jak i na polu sił wy­twór­czych oraz do­bro­by­tu.

Lecz to Za­chód gwał­tow­nie się roz­wi­ja, pod­czas gdy Wschód po­pa­da w sta­gna­cję. Przy­czy­na tego jest pro­sta i w peł­ni prze­ko­nu­ją­co wy­ło­żył ją Ka­rol Marks. To trium­fu­ją­cy na Za­cho­dzie ka­pi­ta­lizm zmu­sza do bez­względ­nej, za to efek­tyw­nej mo­bi­li­za­cji wszyst­kich ludz­kich i tech­no­lo­gicz­nych za­so­bów w celu ku­mu­la­cji. Na Wscho­dzie ku­mu­la­cja ka­pi­ta­łu han­dlo­we­go nie prze­szła w bur­żu­azyj­ny spo­sób pro­duk­cji.

Jak­kol­wiek rola wiel­kich od­kryć geo­gra­ficz­nych w hi­sto­rii ka­pi­ta­li­zmu jest ogrom­na, nowy sys­tem doj­rze­wał w spo­sób na­tu­ral­ny już w ło­nie feu­da­li­zmu. Wsze­la­ko do­pie­ro geo­gra­ficz­na eks­pan­sja za­mie­ni­ła MOŻ­LI­WOŚĆ bur­żu­azyj­ne­go roz­wo­ju Eu­ro­py Za­chod­niej w RE­AL­NOŚĆ. Przed epo­ką wiel­kich od­kryć geo­gra­ficz­nych wszyst­kie ru­chy pro­to­bur­żu­azyj­ne w Eu­ro­pie w XIV i XV wie­ku po­nio­sły klę­skę. Wło­ski re­ne­sans był w isto­cie pierw­szą re­wo­lu­cją bur­żu­azyj­ną – przede wszyst­kim w sfe­rze kul­tu­ry, lecz tak­że w dzie­dzi­nie po­li­ty­ki: nie przy­pad­kiem jego pod­sta­wy teo­re­tycz­ne znaj­dzie­my w Księ­ciu Ma­chia­vel­le­go. Hu­sy­ci byli na­to­miast pro­to­ty­pem bur­żu­azyj­ne­go ru­chu na­ro­do­we­go bo­ga­tych, roz­wi­nię­tych i kwit­ną­cych miej­skich Czech. Ich ide­olo­gia była zwia­stu­nem re­for­ma­cji, jed­nak hu­sy­ci sta­no­wi­li od­izo­lo­wa­ną gru­pę i zo­sta­li po­ko­na­ni, a sto lat póź­niej re­for­ma­cja, jak po­żar, ogar­nę­ła całą Eu­ro­pę. Co zmie­ni­ło się w tym cza­sie? Zmie­ni­ły się wa­run­ki ze­wnętrz­ne. To, co moż­li­we, sta­ło się rze­czy­wi­sto­ścią. Wy­raź­ne po­sze­rze­nie gra­nic świa­to­wej go­spo­dar­ki umoż­li­wi­ło wy­kształ­ce­nie się in­ne­go ro­dza­ju roz­wo­ju i do­pro­wa­dzi­ło do ra­dy­kal­nej zmia­ny sto­sun­ków sił spo­łecz­nych, sty­mu­lu­jąc po­wsta­wa­nie no­wych tech­no­lo­gii oraz wer­ty­kal­ny i ho­ry­zon­tal­ny roz­wój sto­sun­ków bur­żu­azyj­nych. Tym spo­so­bem re­al­ny ka­pi­ta­lizm ukształ­to­wał się jako sys­tem glo­bal­ny i przy­brał kon­kret­ne ce­chy w pro­ce­sie roz­wo­ju go­spo­dar­ki świa­to­wej.

Sto­sun­ki bur­żu­azyj­ne ist­nia­ły, rzecz ja­sna, tak­że przed wiel­ki­mi od­kry­cia­mi geo­gra­ficz­ny­mi. Tak samo ka­pi­tał han­dlo­wy ist­niał na dłu­go przed nimi, jed­nak nig­dzie nie zdo­łał stać się do­mi­nu­ją­cą siłą spo­łecz­ną. Nie zna­la­zł­szy per­spek­tyw han­dlo­wej eks­pan­sji, XIV- i XV-wiecz­ne Wło­chy za­brnę­ły w śle­pą ulicz­kę. Sto­sun­ki han­dlo­we uzy­ska­ły do­mi­na­cję go­spo­dar­czą do­pie­ro dzię­ki od­kry­ciom XV i XVI wie­ku. Lecz bo­daj naj­bar­dziej do­nio­słym skut­kiem wiel­kich od­kryć było umoż­li­wie­nie osta­tecz­nej prze­mia­ny ka­pi­ta­łu han­dlo­we­go w ka­pi­tał prze­my­sło­wy. Ów geo­po­li­tycz­ny prze­wrót, jaki do­ko­nał się w XV i XVI wie­ku, uwol­nił za­rów­no de­struk­cyj­ne, jak i twór­cze siły ka­pi­ta­li­zmu. Ten z ko­lei po­zwo­lił na po­myśl­ną re­ali­za­cję uni­ka­to­wych spo­łecz­no-kul­tu­ro­wych moż­li­wo­ści, ja­kie otwo­rzy­ły się na prze­ło­mie śre­dnio­wie­cza i epo­ki no­wo­żyt­nej.

Stron­ni­cy tra­dy­cyj­ne­go mark­si­zmu z nie­do­wie­rza­niem od­no­si­li się do teo­rii sys­te­mów-świa­tów. Ich zda­niem w pra­cach ba­da­czy tego krę­gu ka­pi­ta­lizm przed­sta­wia­ny jest jako spo­sób wy­mia­ny, a nie spo­sób pro­duk­cji. Istot­nie, sys­tem świa­to­wy opi­sa­ny w pra­cach Wal­ler­ste­ina i jego na­stęp­ców naj­bar­dziej przy­po­mi­na zor­ga­ni­zo­wa­ny hie­rar­chicz­nie han­del mię­dzy­na­ro­do­wy; jed­nak tak na­praw­dę nie cho­dzi tu o han­del jako taki, lecz o mię­dzy­na­ro­do­wy po­dział pra­cy. Han­del mię­dzy­na­ro­do­wy ist­niał na dłu­go przed po­ja­wie­niem się ka­pi­ta­li­zmu, jed­nak do­pie­ro w mo­men­cie for­mo­wa­nia się świa­to­we­go po­dzia­łu pra­cy han­del za­czął od­gry­wać w ku­mu­la­cji ka­pi­ta­łu ową de­cy­du­ją­cą rolę, jaką przy­pi­sy­wał mu Ka­rol Marks.

Mię­dzy­na­ro­do­wy po­dział pra­cy jest nie­od­łącz­nie zwią­za­ny z pro­duk­cją. Rzecz ja­sna, ukształ­to­wał się on w wa­run­kach przed­ka­pi­ta­li­stycz­nych, a bez nie­go bur­żu­azyj­ny ład był­by nie­moż­li­wy. For­ma, jaką mię­dzy­na­ro­do­wy po­dział pra­cy za­czął przyj­mo­wać już w śre­dnio­wie­czu, zde­ter­mi­no­wa­ła spo­łecz­no-eko­no­micz­ne, tech­no­lo­gicz­ne, a na­wet kul­tu­ro­we pro­ce­sy w wie­lu kra­jach. Na przy­kład Bi­zan­cjum, wy­ka­zu­ją­ce duże za­po­trze­bo­wa­nie na su­row­ce do­star­cza­ne do Kon­stan­ty­no­po­la z ob­sza­rów czar­no­mor­skich i Rusi Ki­jow­skiej, sty­mu­lo­wa­ło roz­wój lo­kal­ne­go han­dlu, upo­wszech­nie­nie rze­mio­sła od­twa­rza­ją­ce­go bi­zan­tyj­skie tech­no­lo­gie oraz roz­prze­strze­nie­nie pra­wo­sła­wia. Ten ro­dzaj do­kład­ne­go prze­nie­sie­nia-ko­pio­wa­nia (tech­no­lo­gy trans­fer) był nie­moż­li­wy i po­zba­wio­ny sen­su w kra­jach za­chod­nio­eu­ro­pej­skich nie­zwią­za­nych po­dzia­łem pra­cy z Ce­sar­stwem Bi­zan­tyj­skim.

Jesz­cze bar­dziej ra­żą­cy przy­kład – gro­dze­nia w XVI-wiecz­nej An­glii, kie­dy ty­sią­ce chło­pów wy­gna­no z na­le­żą­cych do nich ziem, któ­re prze­kształ­cono w pa­stwi­ska dla owiec. Przy­czy­ną gro­dzeń nie było we­wnętrz­ne za­po­trze­bo­wa­nie tam­tej­sze­go rol­nic­twa, ale ro­sną­cy po­pyt na weł­nę spo­wo­do­wa­ny gwał­tow­nym roz­wo­jem prze­my­słu tek­styl­ne­go Flan­drii. Pa­ra­fra­zu­jąc Tho­ma­sa Mo­ore’a, moż­na po­wie­dzieć, że w An­glii owce za­czę­ły „po­że­rać lu­dzi”, bo w Ni­der­lan­dach wła­śnie ro­dził się ka­pi­ta­lizm. Rów­nież w sa­mej An­glii po­dob­nie wzra­sta­ją­cy po­pyt do­pro­wa­dził do roz­wo­ju sto­sun­ków bur­żu­azyj­nych, przede wszyst­kim w sek­to­rze rol­nic­twa19.

In­ny­mi sło­wy, mię­dzy­na­ro­do­wy po­dział pra­cy spra­wił, że nie­unik­nio­ne sta­ły się te pro­ce­sy pro­duk­cyj­ne i spo­łecz­ne, któ­re bez jego udzia­łu albo wca­le nie mia­ły­by miej­sca, albo przy­bra­ły­by zu­peł­nie inne for­my, za­cho­dzi­ły­by w in­nym cza­sie, a być może na­wet – w in­nym kra­ju.

Ka­pi­ta­lizm ukształ­to­wał się w tym sa­mym cza­sie co glo­bal­ny sys­tem go­spo­dar­czy i spo­sób pro­duk­cji. Zja­wi­ska te wza­jem­nie się wa­run­ko­wa­ły. Bur­żu­azyj­ne sto­sun­ki pro­duk­cji mo­gły się roz­wi­jać i zy­skać do­mi­na­cję tyl­ko w ra­mach sprzy­ja­ją­ce­go sys­te­mu go­spo­dar­cze­go. Z ko­lei bez po­wsta­nia no­wych sto­sun­ków pro­duk­cji w „czo­ło­wych” kra­jach, któ­re sta­ły się „cen­trum” no­we­go sys­te­mu świa­to­we­go, re­wo­lu­cyj­ne prze­kształ­ce­nie świa­ta by­ło­by nie­moż­li­we.

W prze­ci­wień­stwie do or­to­dok­syj­ne­go mark­si­zmu pod­kre­śla­ją­ce­go zna­cze­nie sto­sun­ków pro­duk­cyj­nych, teo­ria sys­te­mów-świa­tów do­wo­dzi, że de­cy­du­ją­cą rolę w roz­wo­ju ka­pi­ta­li­zmu ode­gra­ła do­pie­ro za­po­cząt­ko­wa­na pod ko­niec XV wie­ku glo­ba­li­za­cja po­wią­zań go­spo­dar­czych, któ­ra umoż­li­wi­ła kra­jom „cen­trum” eks­plo­ata­cję ta­nich za­so­bów i pra­cy „pe­ry­fe­rii”. W obu przy­pad­kach mowa o ku­mu­la­cji ka­pi­ta­łu. Or­to­dok­syj­ny mark­sizm kła­dzie na­cisk na jej we­wnętrz­ne źró­dła, zaś teo­ria sys­te­mów-świa­tów pod­kre­śla rolę czyn­ni­ków ze­wnętrz­nych. W związ­ku z tym na­su­wa się py­ta­nie: czym jest ka­pi­ta­lizm – sys­te­mem-świa­tem czy spo­so­bem pro­duk­cji?

Wszak jed­no nie wy­klu­cza dru­gie­go. Ka­pi­ta­lizm to sys­tem-świat, opar­ty na bur­żu­azyj­nym spo­so­bie pro­duk­cji, nie­da­ją­cy się jed­nak do nie­go spro­wa­dzić. Efek­tyw­na mo­bi­li­za­cja za­so­bów we­wnętrz­nych była nie­zbęd­na dla po­myśl­nej eks­plo­ata­cji za­so­bów ze­wnętrz­nych. Wła­śnie dla­te­go An­glia i Ho­lan­dia, któ­re szyb­ko przy­ję­ły mo­del bur­żu­azyj­ny, wy­su­wa­ją się na pro­wa­dze­nie, na­to­miast dys­po­nu­ją­ce ogrom­ny­mi po­sia­dło­ścia­mi i bo­gac­twem, lecz utrzy­mu­ją­ce struk­tu­ry feu­dal­ne im­pe­rium hisz­pań­skie tra­ci czo­ło­wą po­zy­cję. Mimo ogrom­nej prze­wa­gi geo­po­li­tycz­nej brak wy­star­cza­ją­cych wa­run­ków we­wnętrz­nych do roz­wo­ju ka­pi­ta­li­zmu spo­wo­do­wał, że nie zdo­łał się on ukształ­to­wać w XVI- i XVII-wiecz­nej Hisz­pa­nii.

„Cen­trum” i „pe­ry­fe­rie”

Eks­plo­ata­cja pe­ry­fe­rii przy­bie­ra­ła róż­ne for­my w cią­gu dzie­jów. O ile jed­nak jej kon­kret­ne prze­ja­wy są do­brze zna­ne so­cjo­lo­gom i eko­no­mi­stom, o tyle głę­bo­ki me­cha­nizm re­dy­stry­bu­cji po­zo­sta­wał przed­mio­tem za­żar­tych dys­ku­sji ba­da­czy. Po­dział ka­pi­ta­li­stycz­ne­go sys­te­mu-świa­ta na „cen­trum” i „pe­ry­fe­rie” przez dłu­gi czas był przed­mio­tem ana­liz (po­czy­na­jąc od prac Róży Luk­sem­burg, a koń­cząc nie tyl­ko na dzie­łach Wal­ler­ste­ina, Ami­na i in­nych, ale i na książ­kach słyn­ne­go spe­ku­lan­ta fi­nan­so­we­go Geo­r­ge’a So­ro­sa). Dane sta­ty­stycz­ne ze­bra­ne w XIX i XX wie­ku po­ka­zu­ją, że sto­sun­ki mię­dzy stre­fa­mi „pe­ry­fe­rii” i „cen­trum” po­zo­sta­ją dość sta­bil­ne, cho­ciaż prze­paść mię­dzy przo­du­ją­cy­mi i za­co­fa­ny­mi pań­stwa­mi we­dług więk­szo­ści wskaź­ni­ków sys­te­ma­tycz­nie się zwięk­sza. Zna­ko­mi­cie ilu­stru­ją ją re­gio­nal­ne sta­ty­sty­ki go­spo­dar­cze. Dane hi­sto­rycz­ne i sta­ty­stycz­ne, ja­ki­mi dys­po­nu­je­my, są w zu­peł­no­ści wy­star­cza­ją­ce, by po­twier­dzić, że glo­bal­na re­dy­stry­bu­cja za­so­bów jest ko­rzyst­na przede wszyst­kim dla kra­jów za­moż­nych. Tym nie­mniej za­rów­no dla eko­no­mi­stów, jak i dla po­li­ty­ków nie­rzad­ko po­zo­sta­je za­gad­ką, jak wła­ści­wie do­cho­dzi do pod­po­rząd­ko­wy­wa­nia „pe­ry­fe­rii” „cen­trum”: z cze­go ono wy­ni­ka i jak jest re­pro­du­ko­wa­ne.

Dla­cze­go taki stan rze­czy wciąż jest od­twa­rza­ny, bez wzglę­du na to, że mamy do czy­nie­nia nie tyl­ko z ewo­lu­cją ka­pi­ta­li­zmu, lecz tak­że ze zmie­nia­ją­cy­mi się sto­sun­ka­mi mię­dzy­na­ro­do­wy­mi?

Po­cząt­ko­wo mark­si­ści skłon­ni byli ob­ja­śniać cięż­ką sy­tu­ację kra­jów pe­ry­fe­ryj­nych ich ko­lo­nial­ną za­leż­no­ścią od Za­cho­du. W po­ło­wie XX wie­ku po­dob­ne uję­cie zde­ter­mi­no­wa­ło stra­te­gię de­ko­lo­ni­za­cji, któ­ra ukró­ciw­szy kon­tro­lę stric­te po­li­tycz­ną, po­win­na była za­gwa­ran­to­wać tak­że nie­za­leż­ność go­spo­dar­czą. Jed­nak do­świad­cze­nie Ame­ry­ki Ła­ciń­skiej już w XIX wie­ku wy­ka­za­ło, że nie­za­leż­ność po­li­tycz­na nie po­zwa­la pań­stwom pe­ry­fe­ryj­nym zmie­nić swo­jej po­zy­cji w sys­te­mie świa­to­wym. Ana­lo­gicz­nie, Ro­sja car­ska, bę­dą­ca nie tyl­ko nie­pod­le­głym pań­stwem, lecz tak­że wpły­wo­wym eu­ro­pej­skim mo­car­stwem, no­si­ła wy­raź­ne ce­chy spo­łe­czeń­stwa pe­ry­fe­ryj­ne­go.

Wy­swo­bo­dziw­szy się spod pa­no­wa­nia eu­ro­pej­skich na­jeźdź­ców, były ko­lo­nial­ny Wschód w la­tach 60. XX wie­ku stał się czę­ścią „trze­cie­go świa­ta”, w sen­sie eko­no­micz­nym zle­wa­jąc się w jed­ną ca­łość z kra­ja­mi Ame­ry­ki Ła­ciń­skiej, któ­re wy­wal­czy­ły so­bie nie­pod­le­głość już w po­cząt­kach XIX wie­ku. Jed­nak nie przy­czy­ni­ło się to do ra­dy­kal­nej zmia­ny świa­to­wej hie­rar­chii. Od­tąd do­mi­nu­ją­cą po­zy­cję „cen­trum” tłu­ma­czo­no tym, że w nim sku­pia się pro­duk­cja prze­my­sło­wa, pod­czas gdy „pe­ry­fe­ria” w glo­bal­nym po­dzia­le pra­cy przyj­mu­ją rolę do­star­czy­cie­la za­so­bów. W la­tach 60. XX wie­ku w krę­gach so­cjo­lo­gów i eko­no­mi­stów mó­wio­no o uza­leż­nie­niu bied­nych kra­jów od bo­ga­te­go Za­cho­du. Z ko­lei ru­chy wol­no­ścio­we wy­su­nę­ły za­da­nie in­du­stria­li­za­cji i mo­der­ni­za­cji (za in­spi­ru­ją­cy przy­kład po­słu­ży­ły tu pierw­sze ra­dziec­kie pla­ny pię­cio­let­nie). Nie­ste­ty, bez wzglę­du na oczy­wi­ste suk­ce­sy, in­du­stria­li­za­cja nie roz­wią­za­ła pro­ble­mu. Wów­czas na pierw­szy plan za­czę­ła wy­su­wać się za­leż­ność tech­no­lo­gicz­na i zdol­ność Za­cho­du do sku­pia­nia w swo­ich rę­kach stra­te­gicz­nych mo­no­po­li (na za­awan­so­wa­ne tech­no­lo­gie, broń ma­so­we­go ra­że­nia, środ­ki ma­so­we­go prze­ka­zu itd.). Na­wet skon­stru­owa­nie in­dyj­skiej czy pa­ki­stań­skiej bom­by ato­mo­wej czy stwo­rze­nie arab­skie­go ka­na­łu te­le­wi­zyj­ne­go Al-Ja­ze­era nie były w sta­nie za­chwiać glo­bal­ną hie­rar­chią go­spo­dar­czą. Przy­łą­czyw­szy się do świa­to­wej go­spo­dar­ki po upad­ku ko­mu­ni­stycz­ne­go re­żi­mu, Ro­sja i Ukra­ina wy­raź­nie od­zna­cza­ły się wszyst­ki­mi ce­cha­mi pe­ry­fe­ryj­ne­go roz­wo­ju – mimo że dys­po­no­wa­ły roz­wi­nię­tym prze­my­słem, odzie­dzi­czy­ły po Związ­ku Ra­dziec­kim sil­ne woj­sko i po­stę­po­wą na­ukę. Rów­nie wy­so­ki sto­pień in­du­stria­li­za­cji i urba­ni­za­cji nie po­wstrzy­mał de­gra­da­cji Ar­gen­ty­ny i Uru­gwa­ju pod ko­niec XX wie­ku.

Wie­le pi­sa­no tak­że o „nie­rów­nej wy­mia­nie” mię­dzy kra­ja­mi roz­wi­nię­ty­mi a roz­wi­ja­ją­cy­mi się. Kon­tro­lu­ją­ce świa­to­wy ry­nek za­chod­nie mo­no­po­le dyk­to­wa­ły ceny za­so­bów, któ­re czer­pa­no z kra­jów pe­ry­fe­ryj­nych. Pró­bą zmia­ny tego sta­nu rze­czy było stwo­rze­nie kar­te­lu pro­du­cen­tów ropy (OPEC), któ­ry w pierw­szej po­ło­wie lat 70. zdo­łał wy­raź­nie wpły­nąć na ceny pa­liw. Skut­kiem tego był stru­mień pe­tro­do­la­rów, któ­ry po­pły­nął na Bli­ski Wschód i czę­ścio­wo tak­że do Eu­ro­py Wschod­niej. Nie­któ­re kra­je, po­sia­da­ją­ce znacz­ne za­so­by ropy i nie­zbyt licz­ną lud­ność, zdo­ła­ły się wzbo­ga­cić, jed­nak oka­za­ło się to nie­wy­star­cza­ją­cym wa­run­kiem, by mo­gły stać się czę­ścią ka­pi­ta­li­stycz­ne­go „cen­trum”, co za­ma­ni­fe­sto­wa­ło się z wy­jąt­ko­wą ostro­ścią w cza­sie wo­jen roz­po­czę­tych przez Sta­ny Zjed­no­czo­ne w Za­to­ce Per­skiej w 1991 i 2003 roku.

Po upad­ku blo­ku ra­dziec­kie­go w la­tach 1989–1990 byłe re­pu­bli­ki ko­mu­ni­stycz­ne osta­tecz­nie sta­ły się czę­ścią bur­żu­azyj­ne­go sys­te­mu-świa­ta, przy czym duża część owe­go te­ry­to­rium wy­raź­nie zbli­ży­ła się do „trze­cie­go świa­ta”. Pod ko­niec XX wie­ku wie­le pe­ry­fe­ryj­nych kra­jów od­zna­cza­ło się wy­so­kim stop­niem urba­ni­za­cji oraz in­du­stria­li­za­cji. Licz­ne pań­stwa za­chod­nie prze­szły z ko­lei pro­ces de­in­du­stria­li­za­cji. Znacz­na część miejsc pra­cy prze­mie­ści­ła się z roz­wi­nię­tej Pół­no­cy na za­co­fa­ne Po­łu­dnie, jed­nak nie spo­wo­do­wa­ło to ra­dy­kal­nej zmia­ny sto­sun­ków mię­dzy Pół­no­cą i Po­łu­dniem. Pod ko­niec XX wie­ku, ob­ser­wu­jąc funk­cjo­no­wa­nie trans­na­ro­do­wych in­sty­tu­cji fi­nan­so­wych, ich kry­ty­cy wy­ka­za­li, że eks­plo­ata­cja „pe­ry­fe­rii” i kon­tro­la nad nimi jest spra­wo­wa­na po­przez sys­tem dłu­gu ze­wnętrz­ne­go.

Bez wzglę­du na nie­jed­no­krot­nie zmie­nia­ją­cy się w toku dzie­jów glo­bal­ny po­dział pra­cy le­żą­ca u pod­staw bur­żu­azyj­ne­go spo­so­bu pro­duk­cji ten­den­cja do ku­mu­la­cji i kon­cen­tra­cji ka­pi­ta­łu po­zo­sta­wa­ła nie­zmien­na. Cen­tra­li­za­cja ka­pi­ta­łu w ska­li świa­ta pro­wa­dzi do po­wsta­nia kil­ku cen­trów ku­mu­la­cji, nie­rzad­ko kon­ku­ru­ją­cych ze sobą. Lo­gi­ka ku­mu­la­cji i kon­cen­tra­cji ka­pi­ta­łu po­wo­du­je, że jest on sta­le re­dy­stry­bu­owa­ny na ko­rzyść świa­to­wych „li­de­rów”. Na­wet po­waż­ny wzrost go­spo­dar­czy na „pe­ry­fe­riach” nie zmie­ni tej sy­tu­acji w spo­sób ra­dy­kal­ny. Pa­ra­dok­sal­nie w okre­ślo­nych wa­run­kach wzrost pro­duk­cji w tych kra­jach może na­wet osła­bić ich po­zy­cję, po­nie­waż im efek­tyw­niej pra­cu­je dany kraj, tym wię­cej wy­twa­rza „wol­ne­go” lub „do­dat­ko­we­go” ka­pi­ta­łu, któ­ry roz­dzie­la­ny jest na ko­rzyść głów­nych cen­trów ku­mu­la­cji. Kon­kret­ne for­my mię­dzy­na­ro­do­we­go po­dzia­łu pra­cy sta­no­wią re­zul­tat tego glo­bal­ne­go pro­ce­su. Mogą one ewo­lu­ować, lecz lo­gi­ka ku­mu­la­cji wy­ka­zu­je się sta­ło­ścią.

Ro­sja lat 90. XX wie­ku przed­sta­wia w tym kon­tek­ście dość ja­skra­wy ob­raz: oto na tle kry­zy­su na wiel­ką ska­lę oka­za­ła się jed­nym z „do­no­rów” świa­to­wej go­spo­dar­ki. Ogrom­ne sumy wy­mie­nio­no na za­chod­nie wa­lu­ty, przede wszyst­kim na ame­ry­kań­skie do­la­ry, i wy­wie­zio­no za gra­ni­cę. Symp­to­ma­tycz­ne wy­da­je się, że od­no­to­wa­ny w la­tach 90. wzrost nie zmie­nił tej ten­den­cji i we względ­nie po­myśl­nym okre­sie 2000–2003 tak bez­po­śred­ni, jak i po­śred­ni od­pływ ka­pi­ta­łu wciąż był dość znacz­ny.

Prze­kształ­ce­nie form eks­plo­ata­cji i kon­tro­li to­wa­rzy­szy każ­de­mu no­we­mu eta­po­wi ewo­lu­cji ka­pi­ta­li­zmu, lecz, jak wspo­mnia­no wy­żej, lo­gi­ka ku­mu­la­cji ka­pi­ta­łu i jego cen­tra­li­za­cja po­zo­sta­ją nie­zmien­ne. Otwar­ta go­spo­dar­ka na­rzu­co­na pań­stwom „pe­ry­fe­rii” wią­że się z nie­uchron­ną re­dy­stry­bu­cją ka­pi­ta­łu na ko­rzyść „cen­trum”. Dla­te­go je­dy­nie Ja­po­nia, sta­li­now­ska Ro­sja i kra­je Azji Po­łu­dnio­wo-Wschod­niej, któ­re w róż­nym cza­sie i na róż­ne spo­so­by zdo­ła­ły „od­dzie­lić się” od świa­to­we­go ryn­ku ka­pi­ta­ło­we­go, były w sta­nie ra­dy­kal­nie zmie­nić swą po­zy­cję w glo­bal­nej hie­rar­chii.

Pro­ce­sy spo­łecz­ne za­cho­dzą­ce na „pe­ry­fe­riach” for­mu­ją­ce­go się sys­te­mu ka­pi­ta­li­stycz­ne­go róż­ni­ły się, rzecz ja­sna, od tego, co dzia­ło się w „cen­trum”. Jesz­cze na po­cząt­ku XX wie­ku Róża Luk­sem­burg za­uwa­ży­ła, że do­staw­szy się w or­bi­tę bur­żu­azyj­ne­go roz­wo­ju, kra­je owe przejść mu­szą ra­dy­kal­ną ewo­lu­cję. Nie bę­dzie ona jed­nak me­cha­nicz­nym po­wtó­rze­niem pro­ce­sów, ja­kie mają miej­sce na Za­cho­dzie. Róża Luk­sem­burg roz­pa­try­wa­ła przy­pa­dek kra­jów ko­lo­nial­nych i pół­ko­lo­nial­nych wcią­gnię­tych w or­bi­tę ka­pi­ta­li­stycz­ne­go roz­wo­ju. Feu­dal­ne lub tra­dy­cyj­ne eli­ty prze­kształ­ca­ją się w bur­żu­azję, włą­cza­ją się w wy­mia­nę ryn­ko­wą, jed­nak nie sta­ją się eli­ta­mi ka­pi­ta­li­stycz­ny­mi. Gdy w „cen­trum” zwy­cię­ża wol­na pra­ca, na „pe­ry­fe­riach” roz­wi­ja się han­del nie­wol­ni­ka­mi bę­dą­cy naj­waż­niej­szym źró­dłem ku­mu­la­cji ka­pi­ta­łu. Nie­wol­ni­cza pra­ca wspie­ra i sty­mu­lu­je roz­wój wol­nej pra­cy (ta­nie su­row­ce i pro­duk­ty spo­żyw­cze, do­dat­ko­wy ka­pi­tał pły­ną­cy z róż­nych źró­deł za­pew­nia in­ten­syw­ny wzrost go­spo­dar­czy w kra­jach „cen­trum”).

Pro­ces glo­ba­li­za­cji, któ­ry w la­tach 90. stał się mod­nym te­ma­tem roz­mów, nie tyl­ko nie zmie­nił sta­nu rze­czy, ale wręcz prze­ciw­nie, po­głę­bił spo­łecz­ne sprzecz­no­ści w ska­li świa­ta. Ko­lej­ni ba­da­cze na prze­ło­mie XX i XXI wie­ku stwier­dza­li, że od­tąd prze­paść dzie­lą­ca kra­je bied­ne od bo­ga­tych zo­sta­nie za­stą­pio­na przez kon­flikt trans­na­ro­do­we­go ka­pi­ta­łu i kla­sy pra­cu­ją­cej na ska­lę świa­to­wą20. Jed­nak glo­bal­ny an­ta­go­nizm kla­sy ro­bot­ni­czej i ka­pi­ta­łu nie jest no­wo­ścią – pi­sa­li o nim już Marks i En­gels w Ma­ni­fe­ście ko­mu­ni­stycz­nym. Tak samo przed­sta­wi­cie­le teo­rii sys­te­mów-świa­tów nig­dy nie twier­dzi­li, ja­ko­by sprzecz­ne in­te­re­sy wy­stę­po­wa­ły je­dy­nie mię­dzy pań­stwa­mi. Spo­łecz­ne kon­flik­ty we­wnątrz każ­de­go spo­łe­czeń­stwa z osob­na są zbyt ra­żą­ce, by moż­na je było zi­gno­ro­wać. Wsze­la­ko struk­tu­ra spo­łecz­na i cha­rak­ter spo­łecz­ne­go kon­flik­tu w „cen­trum” i na „pe­ry­fe­riach” są od­ręb­ne. Pod­sta­wo­wą róż­ni­cą jest to, że krę­gi wła­dzy w kra­jach „cen­trum” dys­po­nu­ją znacz­nie po­waż­niej­szy­mi za­so­ba­mi, co za­pew­nia o wie­le wię­cej moż­li­wo­ści spo­łecz­ne­go kom­pro­mi­su i kształ­to­wa­nia kon­sen­su­su. W związ­ku z tym po­li­tycz­ne sys­te­my Za­cho­du oka­zu­ją się trwal­sze, de­mo­kra­cje – sta­bil­niej­sze, pro­ce­sy po­li­tycz­ne i wy­bor­cze „czyst­sze” itd. To nie „bo­ga­ta tra­dy­cja de­mo­kra­tycz­na” prze­są­dza o trwa­ło­ści za­chod­niej wol­no­ści; prze­ciw­nie, to nie­unik­nio­na eko­no­micz­na nie­sta­bil­ność „pe­ry­fe­rii” unie­moż­li­wia for­mo­wa­nie „bo­ga­tych tra­dy­cji de­mo­kra­tycz­nych”.

Z tego punk­tu wi­dze­nia szcze­gól­nie zna­czą­ce jest to, co dzie­je się wła­śnie w Ro­sji i Eu­ro­pie Wschod­niej. Je­śli Róża Luk­sem­burg mó­wi­ła o ewo­lu­cji świa­ta ko­lo­nial­ne­go, to tu­taj wi­dzi­my spo­łe­czeń­stwa, w któ­rych – tak jak na Za­cho­dzie – za­czę­ły się ro­dzić sto­sun­ki bur­żu­azyj­ne. Po­nad­to kra­je te ak­tyw­nie włą­cza­ją się w nowy glo­bal­ny roz­wój (w od­róż­nie­niu od znacz­nej czę­ści Eu­ro­py Po­łu­dnio­wej, nie­wpi­su­ją­cej się w nowy sys­tem glo­bal­nych po­wią­zań eko­no­micz­nych i z tego po­wo­du po­pa­da­ją­cej w sta­gna­cję). Jed­nak in­te­gru­jąc się ze świa­to­wym sys­te­mem, zy­sku­ją one cha­rak­ter pe­ry­fe­rii. Ich bur­żu­azyj­ny roz­wój jest pod­po­rząd­ko­wa­ny lo­gi­ce jak­że od­mien­nej od pa­nu­ją­cej na Za­cho­dzie. Wzrost go­spo­dar­czy i roz­wój ryn­ku nie pro­wa­dzą do au­to­no­mii spo­łe­czeń­stwa, lecz do jego znie­wo­le­nia, sze­re­gi bur­żu­azji po­więk­sza­ją się li­czeb­nie, ale jed­no­cze­śnie spa­da po­ziom jej kul­tu­ry przed­się­bior­czo­ści. W re­zul­ta­cie roz­pacz­li­we pró­by mo­der­ni­za­cji po­dej­mo­wa­ne przez Ro­sję, któ­ra mimo swych oso­bli­wo­ści jest „nor­mal­nym” eu­ro­pej­skim kra­jem, spra­wia­ją, że co­raz bar­dziej po­grą­ża się ona w za­co­fa­niu: chcąc do­go­nić Za­chód, ro­syj­skie spo­łe­czeń­stwo wciąż po­zo­sta­je w tyle.

W od­róż­nie­niu od „cen­trum”, któ­re może po­słu­żyć za wzo­rzec mniej lub bar­dziej czy­stych sto­sun­ków bur­żu­azyj­nych, „pe­ry­fe­ria” wy­twa­rza­ją wła­sny mo­del ka­pi­ta­li­zmu21. Cha­rak­te­ry­stycz­ny jest dla nie­go wy­so­ki roz­wój, a cza­sem na­wet hi­per­tro­fia po­wią­zań ryn­ko­wych, przy ni­skim po­zio­mie roz­wo­ju sto­sun­ków bur­żu­azyj­nych w dzie­dzi­nie pro­duk­cji. Zbo­że wy­pro­du­ko­wa­ne przez chło­pów pańsz­czyź­nia­nych z gu­ber­ni wo­ro­ne­skiej sprze­da­je się na świa­to­wym ryn­ku tak jak sprze­da­wa­na jest pro­duk­cja wol­nych rol­ni­ków. Jed­nak ży­cie wiej­skie to­czy się we­dle re­guł in­nych niż re­gu­ły rzą­dzą­ce spo­łe­czeń­stwem bur­żu­azyj­nym. Nie ist­nie­je tu ry­nek pra­cy. Owa sy­tu­acja po­wo­du­je swe­go ro­dza­ju pa­ra­liż sił kre­atyw­nych – spo­łe­czeń­stwo wiej­skie cier­pi na chro­nicz­ny de­fi­cyt ka­pi­ta­łu prze­my­sło­we­go, nie jest zdol­ne do in­no­wa­cji (nie­rzad­ko mimo ogrom­ne­go po­ten­cja­łu twór­cze­go), jest tech­no­lo­gicz­nie za­co­fa­ne i za­leż­ne od Za­cho­du. Na­to­miast miej­sco­wa bur­żu­azja, mimo bo­gac­twa su­row­co­we­go i wiel­kiej licz­by rąk do pra­cy, nie jest w sta­nie sa­mo­dziel­nie prze­kształ­cić swo­ich nie­rzad­ko ogrom­nych środ­ków w efek­tyw­ne in­we­sty­cje. Przed­się­bior­cy nie­ustan­nie wy­ka­zu­ją sil­ną po­trze­bę po­mo­cy pań­stwa lub za­gra­nicz­nych part­ne­rów.

Ro­sja nig­dy nie była kra­jem od­izo­lo­wa­nym od resz­ty świa­ta. Na nic zda­ły się wy­sił­ki za­zdro­snych obroń­ców pra­wo­sław­nej po­boż­no­ści, któ­rzy sta­ra­li się od­gro­dzić kraj od wzmo­żo­nych w XVII wie­ku ob­cych wpły­wów – wła­śnie w tym cza­sie po­wią­za­nia go­spo­dar­cze car­stwa mo­skiew­skie­go z Za­cho­dem na­bie­ra­ją no­wej ja­ko­ści. W mia­rę roz­wo­ju bur­żu­azyj­ne­go ryn­ku han­del zmie­nia się w na­rzę­dzie in­te­gra­cji kra­ju z sys­te­mem-świa­tem, a pro­duk­cja, prze­zna­czo­na wcze­śniej na za­spo­ko­je­nie lo­kal­nych po­trzeb, te­raz pod­po­rząd­ko­wa­na jest ze­wnętrz­ne­mu po­py­to­wi. Pro­duk­cja na po­trze­by ryn­ku ozna­cza re­or­ga­ni­za­cję ca­łe­go sys­te­mu po­wią­zań łą­czą­cych daną spo­łecz­ność, na­wet je­śli sama spo­łecz­ność nie prze­kształ­ca się w spo­łe­czeń­stwo bur­żu­azyj­ne. Han­del oka­zu­je się jed­nym ze spo­so­bów pod­po­rząd­ko­wa­nia nie­ka­pi­ta­li­stycz­nej (ze wzglę­du na swą we­wnętrz­ną or­ga­ni­za­cję) pro­duk­cji lo­gi­ce ka­pi­ta­li­stycz­nej ku­mu­la­cji.

W hi­sto­rycz­nej kon­cep­cji Po­krow­skie­go waż­ne miej­sce zaj­mu­je idea ka­pi­ta­li­zmu han­dlo­we­go. Ta wcze­sna for­ma bur­żu­azyj­nej przed­się­bior­czo­ści, jaka roz­wi­nę­ła się w epo­ce wiel­kich od­kryć geo­gra­ficz­nych, wciąż jesz­cze była ogra­ni­cza­na przez ramy tra­dy­cyj­nych tech­no­lo­gii. Do­pie­ro re­wo­lu­cja prze­my­sło­wa otwo­rzy­ła przed ka­pi­ta­li­zmem per­spek­ty­wę ma­so­wej pro­duk­cji. Jed­nak już w XVI–XVII wie­ku prze­wóz ła­dun­ków wy­ma­gał cen­tra­li­za­cji, wy­so­kie­go po­zio­mu za­rzą­dza­nia i znacz­nych in­we­sty­cji. Na samą kon­struk­cję stat­ku skła­da się pro­duk­cja wie­lu cha­łup­ni­czych warsz­ta­tów i go­spo­darstw wiej­skich.

W Eu­ro­pie Za­chod­niej pro­duk­cja ma­nu­fak­tu­ro­wa na­bie­ra­ła roz­pę­du, lecz na „pe­ry­fe­riach”, skąd przede wszyst­kim czer­pie się su­row­ce, sy­tu­acja wy­glą­da­ła zu­peł­nie in­a­czej. Aby ka­pi­tał han­dlo­wy mógł eks­plo­ato­wać drob­ne­go pro­du­cen­ta, mu­siał za­wrzeć so­jusz z wiel­kim wła­ści­cie­lem ziem­skim i pań­stwem sta­no­wym. Drob­ny pro­du­cent zo­stał prze­mo­cą pod­po­rząd­ko­wa­ny lo­gi­ce ka­pi­ta­łu i włą­czo­ny w nowy po­dział pra­cy. Symp­to­ma­tycz­ne wy­da­je się, że dla sa­me­go Po­krow­skie­go nie jest do koń­ca ja­sne, dla­cze­go po­dob­ny so­jusz, któ­ry w tej czy in­nej for­mie daje się za­ob­ser­wo­wać tak­że na Za­cho­dzie, oka­zał się tam nie­trwa­ły, pod­czas gdy w Ro­sji utrzy­mał się w za­sa­dzie do koń­ca XX wie­ku. Od­po­wiedź na to py­ta­nie moż­na zna­leźć, po­rów­nu­jąc pro­duk­cyj­ne za­da­nia „cen­trum” i „pe­ry­fe­rii” w ra­mach kształ­tu­ją­ce­go się po­dzia­łu pra­cy. Pro­duk­cja ma­nu­fak­tu­ro­wa za­sto­so­wa­na w prze­my­śle prze­twór­czym na­tych­miast oka­zu­je się wy­star­cza­ją­co wy­daj­na, pod­czas gdy w sek­to­rze su­row­co­wym oraz rol­nym więk­sze zy­ski przy­no­si ko­rzy­sta­nie z  pra­cy przy­mu­so­wej.

W re­zul­ta­cie in­te­gra­cja Ro­sji ze świa­to­wą go­spo­dar­ką nie przy­nio­sła osła­bie­nia sa­mo­dzier­ża­wia, lecz jego umoc­nie­nie; nie sta­no­wi­ła przej­ścia do bur­żu­azyj­ne­go typu rol­nic­twa, lecz po­skut­ko­wa­ła na­si­le­niem się pańsz­czy­zny. „To ów ka­pi­tał han­dlo­wy prze­cha­dzał się po ro­syj­skiej zie­mi w czap­ce Mo­no­ma­cha, zaś wła­ści­cie­le ziem­scy i szlach­ta byli za­le­d­wie jego agen­ta­mi, jego apa­ra­tem”22. W ten spo­sób tłu­ma­czy Po­krow­ski do­brze zna­ne przy­pad­ki bez­pra­wia, ja­kie­go w sto­sun­ku do ary­sto­kra­cji i szlach­ty do­pusz­cza­ło się XVIII-wiecz­ne sa­mo­dzier­ża­wie, kie­dy to przed­sta­wi­cie­li uprzy­wi­le­jo­wa­nej kla­sy nie tyl­ko gna­no na woj­nę i zmu­sza­no do służ­by w in­sty­tu­cjach pań­stwo­wych, ale na­wet okła­da­no ró­zga­mi. Nie ule­ga wąt­pli­wo­ści, że teza Po­krow­skie­go jest co­kol­wiek po­le­micz­na. W osta­tecz­nym roz­ra­chun­ku szlach­ta po­sia­da­ła bo­wiem wła­sne in­te­re­sy i w tym­że XVIII wie­ku zdol­na była ich bro­nić, or­ga­ni­zu­jąc prze­wro­ty pań­stwo­we, dzię­ki któ­rym uzy­ska­ła swo­je „swo­bo­dy”. Mimo to nie spo­sób prze­ce­nić roli, jaką w ro­syj­skiej hi­sto­rii ode­grał ka­pi­tał han­dlo­wy oraz ogól­no­świa­to­we pro­ce­sy go­spo­dar­cze.

Ła­two za­uwa­żyć, że każ­da nowa faza w roz­wo­ju eu­ro­pej­skiej, a po­tem tak­że glo­bal­nej go­spo­dar­ki po­kry­wa­ła się z prze­ło­mo­wy­mi dla Ro­sji wy­da­rze­nia­mi. W żad­nej mie­rze nie jest to je­dy­nie przy­pa­dek. Wiel­kie prze­mia­ny XVI i XVII stu­le­cia w Eu­ro­pie od­bi­ja­ją się w Car­stwie Ro­syj­skim re­pre­sja­mi Iwa­na Groź­ne­go i Wiel­ką Smu­tą. Z ko­lei boom go­spo­dar­czy XVIII wie­ku oka­zu­je się dla szla­chec­kiej Ro­sji zło­tym wie­kiem, epo­ką świet­no­ści i oświe­ce­nia opar­te­go, na­wia­sem mó­wiąc, na bez­względ­nej eks­plo­ata­cji chłop­stwa. W la­tach 60. i 70. XIX wie­ku do­cho­dzi do ko­lej­ne­go re­wo­lu­cyj­ne­go prze­kształ­ce­nia sys­te­mu-świa­ta. W Ro­sji roz­po­czy­na się „epo­ka re­form”. Kry­zys glo­bal­ne­go ka­pi­ta­li­zmu w la­tach 1914–1918 nie tyl­ko kul­mi­nu­je w woj­nie świa­to­wej, lecz przy­czy­nia się rów­nież do wy­bu­chu ro­syj­skiej re­wo­lu­cji; z ko­lei Wiel­kiej De­pre­sji lat 1929–1932 to­wa­rzy­szy sta­li­now­ska ko­lek­ty­wi­za­cja itd.

Po­rów­nu­jąc Ro­sję z An­glią, Po­krow­ski upa­tru­je w im­pe­rium bry­tyj­skim „szczę­śli­we­go” po­łą­cze­nia prze­my­sło­we­go ka­pi­ta­li­zmu me­tro­po­lii i ka­pi­ta­li­zmu han­dlo­we­go, któ­ry „prze­mie­ścił się do ko­lo­nii”23. Ów idyl­licz­ny stan rów­no­wa­gi na­ru­szy­ła je­dy­nie woj­na o nie­pod­le­głość w Ame­ry­ce Pół­noc­nej. W prze­ci­wień­stwie do tego, mię­dzy dwo­ma ty­pa­mi ro­syj­skie­go ka­pi­ta­li­zmu sta­le po­ja­wia­ły się kon­flik­ty koń­czą­ce się za­zwy­czaj nie­po­myśl­nie dla ka­pi­ta­łu prze­my­sło­we­go. Nie­trud­no stwier­dzić, że Po­krow­ski for­mu­łu­je jed­ną z pod­sta­wo­wych róż­nic mię­dzy roz­wo­jem ka­pi­ta­li­zmu w „cen­trum” i na „pe­ry­fe­riach”. Prze­wa­ga „cen­trum” za­wsze po­le­ga­ła wła­śnie na zdol­no­ści ła­go­dze­nia do­świad­cza­nych przez sie­bie sprzecz­no­ści za po­mo­cą prze­miesz­cze­nia ich na ze­wnątrz, ze­pchnię­cia na „pe­ry­fe­rie”. To, co Po­krow­skie­mu wy­da­je się „an­giel­ską oso­bli­wo­ścią”, jest w rze­czy­wi­sto­ści ogól­ną za­sa­dą hi­sto­rycz­ną.

Mię­dzy­na­ro­do­wy po­dział pra­cy i roz­wój sys­te­mu-świa­ta za­kła­da stop­nio­we prze­cho­dze­nie od han­dlu do pro­duk­cji. Ka­pi­tał han­dlo­wy prze­sta­je być przy tym sa­mo­wy­star­czal­ny i za­czy­na ob­słu­gi­wać ku­mu­la­cję ka­pi­ta­łu prze­my­sło­we­go, na co wska­zy­wał już Marks. Wła­śnie to prze­kształ­ce­nie ka­pi­ta­łu han­dlo­we­go w pro­duk­cyj­ny, a nie ra­bun­ki i prze­moc, sta­no­wi isto­tę opi­sa­nej przez Mark­sa po­cząt­ko­wej ku­mu­la­cji. Nic dziw­ne­go, że ka­pi­tał han­dlo­wy prze­miesz­cza się do ko­lo­nii i kra­jów za­leż­nych, wy­pom­po­wu­jąc z nich za­so­by i two­rząc na ich te­re­nie nowe ryn­ki zby­tu dla pro­duk­cji prze­my­sło­wej. „Cen­trum” wciąż żąda od „pe­ry­fe­rii” no­wych za­so­bów, no­wych, co­raz bar­dziej zło­żo­nych pro­duk­tów. Roz­wój „pe­ry­fe­rii” two­rzy do­dat­ko­we moż­li­wo­ści jej eks­plo­ata­cji, w tym me­to­da­mi fi­nan­so­wy­mi. Kształ­to­wa­nie się świa­to­we­go ryn­ku ka­pi­ta­ło­we­go wy­ma­ga ist­nie­nia roz­wi­nię­tych struk­tur bur­żu­azyj­nych w kra­jach za­co­fa­nych wła­śnie z tego po­wo­du, że w prze­ciw­nym wy­pad­ku moż­li­wo­ści eks­plo­ata­cji tych te­ry­to­riów po­zo­sta­wa­ły­by skraj­nie ogra­ni­czo­ne. Pod­no­sząc ha­sło mo­der­ni­za­cji w kra­jach nie­roz­wi­nię­tych, lo­kal­ni na­cjo­na­li­ści byli prze­ko­na­ni, że rzu­ca­ją wy­zwa­nie Za­cho­do­wi. W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak mo­der­ni­za­cja „pe­ry­fe­rii” za­wsze była po­stu­la­tem Za­cho­du, jego naj­waż­niej­szym ce­lem. Owa mo­der­ni­za­cja po­win­na być jed­nak pod­po­rząd­ko­wa­na glo­bal­nej lo­gi­ce ku­mu­la­cji ka­pi­ta­łu. Sto­su­nek „cen­trum” i „pe­ry­fe­rii” zmie­nia cha­rak­ter wraz z każ­dym cy­klem ka­pi­ta­li­stycz­ne­go roz­wo­ju.

Cy­kle Kon­dra­tie­wa

W po­ło­wie lat 20. XX wie­ku wiel­ki ro­syj­ski eko­no­mi­sta Ni­ko­łaj Kon­dra­tiew, po prze­stu­dio­wa­niu da­nych sta­ty­stycz­nych, po­czy­na­jąc od koń­ca XVIII stu­le­cia, do­szedł do wnio­sku, że w roz­wo­ju ka­pi­ta­li­zmu ist­nie­ją „wiel­kie cy­kle”. Są one nie­re­gu­lar­ne i za­zwy­czaj trwa­ją od czter­dzie­stu do sześć­dzie­się­ciu lat, lecz ich dy­na­mi­ka jest za­wsze taka sama. Naj­pierw daje się za­ob­ser­wo­wać tak zwa­na „fala wzro­sto­wa” (po­ziom pro­duk­cji, cen i zy­sków sys­te­ma­tycz­nie ro­śnie, kry­zy­sy nie są głę­bo­kie, a de­pre­sje go­spo­dar­cze nie trwa­ją dłu­go). Na­stęp­nie przy­cho­dzi „fala ni­żo­wa”. Wzrost go­spo­dar­czy sta­je się nie­sta­bil­ny, kry­zy­sy – częst­sze, a okre­sy de­pre­sji się wy­dłu­ża­ją24.

Pierw­szy zba­da­ny przez Kon­dra­tie­wa cykl roz­po­czął się pod ko­niec lat 80. XVIII wie­ku wraz z re­wo­lu­cją prze­my­sło­wą i za­koń­czył się po usta­niu wo­jen na­po­le­oń­skich. Po 1817 roku w Eu­ro­pie po­gar­sza się ko­niunk­tu­ra, a de­pre­sja go­spo­dar­cza zbie­ga się z okre­sem po­li­tycz­ne­go re­ak­cjo­ni­zmu. Jed­nak w la­tach 1844–1851 na­stę­pu­je prze­łom, któ­re­mu to­wa­rzy­szy na­si­le­nie się ak­tyw­no­ści ru­chu re­wo­lu­cyj­ne­go i wy­buch kon­flik­tów zbroj­nych. Osta­tecz­nie nowy etap wzro­stu go­spo­dar­cze­go for­mu­je się pod ko­niec lat 50. XIX wie­ku, po za­koń­cze­niu woj­ny krym­skiej i kry­zy­su prze­my­sło­we­go, któ­ry na­stą­pił za­raz po niej. „Fala wzro­sto­wa” trwa do po­cząt­ku lat 70. XIX wie­ku. Póź­niej roz­po­czy­na się na­stęp­na epo­ka za­wi­ro­wań go­spo­dar­czych, trwa­ją­ca oko­ło dwóch de­kad, aż do lat 90. Wzrost, któ­ry dał o so­bie znać pod ko­niec XIX wie­ku, oka­zał się nie­trwa­ły. Po­cząw­szy od 1914 roku co­raz wy­raź­niej­sze sta­ją się symp­to­my no­wej sta­gna­cji. Dane Kon­dra­tie­wa już w po­cząt­kach lat 20. wiesz­czą po­czą­tek Wiel­kiej De­pre­sji, któ­ra w la­tach 1929–1932 mia­ła wstrzą­snąć świa­tem.

Od­kryw­szy ist­nie­nie dłu­gich cy­klów w go­spo­dar­ce świa­to­wej, Kon­dra­tiew nie zdo­łał jed­nak wy­ja­śnić, z czym są one zwią­za­ne. Ist­nie­nie po­dob­nych fal roz­wo­ju jest fak­tem sta­ty­stycz­nym, któ­ry wraz z wraz z po­ja­wia­niem się w obie­gu na­uko­wych no­wych da­nych tyl­ko zy­sku­je na oczy­wi­sto­ści. Jed­nak co spra­wia, że po okre­sach względ­ne­go „wzro­stu” na­stę­pu­ją okre­sy „za­sto­ju”? Opie­ra­ją­ce się na chro­no­lo­gii pró­by me­cha­nicz­ne­go prze­wi­dze­nia ko­lej­ne­go „cy­klu Kon­dra­tie­wa” mu­sia­ły pro­wa­dzić do aneg­do­tycz­nych re­zul­ta­tów, zaś pro­gno­zo­wa­nie dłu­gich fal przez współ­cze­snych eko­no­mi­stów przy­po­mi­na­ło cza­sa­mi „ba­da­nia” astro­lo­gicz­ne25. Naj­waż­niej­sze w cy­klach Kon­dra­tie­wa nie są jed­nak okre­sy, a fazy. Jest to hi­sto­ria for­mo­wa­nia, roz­wo­ju, a na­stęp­nie roz­kła­du za­stę­pu­ją­cych się na­wza­jem mo­de­li ka­pi­ta­li­zmu. Wła­śnie z tego po­wo­du ja­kie­kol­wiek pro­gno­zo­wa­nie cy­klów opar­te na chro­no­lo­gii jest zu­peł­nie po­zba­wio­ne sen­su. Waż­ne nie jest to, „jaką mamy dziś epo­kę”, lecz to, w ja­kim sta­nie znaj­du­je się świa­to­wy sys­tem.

Sam Kon­dra­tiew nie pró­bo­wał ni­cze­go prze­wi­dy­wać, zaj­mo­wał się tyl­ko uogól­nia­niem fak­tów. „Za­nim za­cznie wzbie­rać fala wzro­sto­wa każ­de­go wiel­kie­go cy­klu, a cza­sa­mi tak­że w jej po­cząt­kach, dają się za­ob­ser­wo­wać znacz­ne zmia­ny w wa­run­kach ży­cia go­spo­dar­cze­go da­ne­go spo­łe­czeń­stwa. Zmia­ny te wy­ra­ża­ją się za­zwy­czaj (w tej lub in­nej kom­bi­na­cji) w głę­bo­kich prze­mia­nach tech­ni­ki pro­duk­cji i wy­mia­ny (któ­re z ko­lei wy­prze­dza­ją zna­czą­ce tech­nicz­ne wy­na­laz­ki i od­kry­cia), w prze­kształ­ce­niu wa­run­ków ob­ro­tu pie­nięż­ne­go, w zwięk­sze­niu roli no­wych kra­jów w świa­to­wym ży­ciu go­spo­dar­czym”26.

We­dług Kon­dra­tie­wa, ka­pi­ta­lizm prze­cho­dzi okre­so­we „re­kon­struk­cje”. Zmie­nia­ją się nie tyl­ko jego na­rzę­dzia. Po­ja­wia­ją się nowi ak­to­rzy, prze­kształ­ce­niu ule­ga układ sił mię­dzy gra­cza­mi. Kon­dra­tiew ob­ja­śnia isto­tę tych „re­kon­struk­cji” ka­pi­ta­li­zmu ko­niecz­no­ścią zmia­ny sfa­ty­go­wa­nych urzą­dzeń ma­szy­na­mi no­wej ge­ne­ra­cji. Rze­czy­wi­ście, każ­dy cykl Kon­dra­tie­wa tak czy in­a­czej zwią­za­ny jest z tech­no­lo­gicz­ną in­no­wa­cją; nie­rzad­ko jed­nak kil­ka ge­ne­ra­cji ma­szyn zmie­nia się w cią­gu jed­ne­go cy­klu, a na­wet jed­nej jego fazy. In­a­czej rzecz się ma z re­wo­lu­cją tech­nicz­ną, któ­ra wią­że się nie tyl­ko ze zmia­ną urzą­dzeń, lecz przede wszyst­kim ze zmia­ną funk­cjo­no­wa­nia ca­łe­go mo­de­lu pro­duk­cyj­ne­go. Ta­kie prze­wro­ty w isto­cie to­wa­rzy­szą po­cząt­ko­wi każ­de­go no­we­go cy­klu.

Ale z czym wią­że się zmia­na mo­de­lu tech­no­lo­gicz­ne­go? W tym przy­pad­ku cho­dzi nie tyl­ko o pro­stą ko­niecz­ność za­mia­ny sta­rych ma­szyn na nowe, ale o to, że ryn­ko­wy po­ten­cjał sta­re­go mo­de­lu tech­no­lo­gicz­ne­go ule­ga wy­czer­pa­niu. Od­no­wie­nie pod­staw pro­duk­cji, ma­so­we za­sto­so­wa­nie no­we­go sprzę­tu nie może nie do­tknąć tak­że ży­cia spo­łecz­ne­go. Bez prze­mian w sa­mym spo­łe­czeń­stwie efek­tyw­ne wy­ko­rzy­sta­nie od­no­wio­nych sił wy­twór­czych oka­zu­je się nie­moż­li­we. Dla­te­go „re­kon­struk­cje” nie mogą mieć stric­te tech­no­lo­gicz­ne­go cha­rak­te­ru. Obej­mu­ją tak­że po­rzą­dek spo­łecz­ny, ży­cie po­li­tycz­ne oraz sto­sun­ki mię­dzy­na­ro­do­we.

Nowe tech­no­lo­gie nie tyl­ko two­rzą nowe spo­so­by pro­duk­cji i zmie­nia­ją sta­re, czę­sto pro­wa­dzą tak­że do wy­ło­nie­nia się no­wych ryn­ków. Już Marks zwró­cił uwa­gę, że w mia­rę roz­wo­ju i wzra­sta­ją­cej zło­żo­no­ści bazy tech­nicz­nej ka­pi­ta­li­stycz­nej go­spo­dar­ki sto­pa zy­sku za­czy­na wy­ka­zy­wać ten­den­cję spad­ko­wą. Każ­da nowa ge­ne­ra­cja ma­szyn jest droż­sza od po­przed­niej, wy­dat­ki na amor­ty­za­cję ro­sną, po­ja­wia się po­trze­ba bar­dziej wy­kwa­li­fi­ko­wa­nej siły ro­bo­czej, zaś kon­ku­ren­cja wy­mu­sza ob­niż­ki cen. W związ­ku z tym prze­cięt­ny zysk sys­te­ma­tycz­nie się zmniej­sza.

„Cho­ciaż Marks nie mó­wił wprost o dłu­gich cy­klach – za­uwa­ża zna­ny ra­dziec­ki eko­no­mi­sta Sta­ni­sław Mien­szy­kow – to przy­go­to­wał grunt pod ope­ra­cję roz­róż­nie­nia wa­hań w dy­na­mi­ce ka­pi­ta­li­stycz­ne­go roz­wo­ju, od­ręb­nych od śred­nio­okre­so­we­go cy­klu go­spo­dar­cze­go, i wska­zał ich ma­te­rial­ną pod­sta­wę”27. Od­no­to­wa­ne przez au­to­ra Ka­pi­ta­łu ob­ni­że­nie sto­py zy­sku oka­zu­je się być klu­czem do zro­zu­mie­nia me­cha­ni­zmu dłu­gich fal. W XX wie­ku eko­no­mi­ści wciąż to­czy­li spór wo­kół tej Mark­sow­skiej tezy: gdy jed­ni przed­sta­wia­li em­pi­rycz­ne do­wo­dy, któ­re mia­ły oba­lić dia­gno­zy au­to­ra Ka­pi­ta­łu, inni sta­ra­li się wy­ka­zać jego ra­cję, po­sił­ku­jąc się sta­ty­sty­ka­mi. Mark­si­ści do­wo­dzi­li, że spa­dek sto­py zy­sku po­py­cha ka­pi­ta­li­stów na dro­gę ze­wnętrz­nej eks­pan­sji (opa­no­wy­wa­nie no­wych ryn­ków, kon­flik­ty zbroj­ne itd.). Jed­nak w więk­szo­ści przy­pad­ków prze­ocza­no, że za­ob­ser­wo­wa­na przez Mark­sa ten­den­cja od­no­si się do go­spo­dar­ki o mniej lub bar­dziej sta­bil­nej struk­tu­rze sek­to­ro­wej.

„Moż­na utrzy­my­wać – pi­sze Mien­szy­kow – że u Mark­sa brak za­koń­czo­ne­go mo­de­lu teo­re­tycz­ne­go, któ­ry ob­ja­śniał­by zwią­zek pro­ce­su tech­no­lo­gicz­ne­go oraz sto­py zy­sku. Nie wy­klu­czam, że jest tak w isto­cie, jed­nak Marks wy­szedł z pro­po­zy­cją co naj­mniej kil­ku naj­waż­niej­szych ele­men­tów ta­kiej teo­rii. Już w la­tach 20. mógł się nimi po­słu­żyć Kon­dra­tiew”28. Gdy przy­ło­ży­my idee au­to­ra Ka­pi­ta­łu do ana­li­zy tech­no­lo­gicz­nie nie­sta­bil­ne­go sys­te­mu, wszyst­ko wy­da­je się wra­cać na swo­je miej­sce.

Za każ­dym ra­zem, kie­dy w go­spo­dar­ce po­wsta­je nowy sek­tor, uzy­ski­wa­na w jego ra­mach sto­pa zy­sku oka­zu­je się bar­dzo wy­so­ka (co w znacz­nej mie­rze two­rzy ilu­zję in­ten­syw­ne­go, sta­łe­go wzro­stu). Wła­śnie dla­te­go in­no­wa­cje tech­nicz­ne, po­cząt­ko­wo re­wo­lu­cjo­ni­zu­ją­ce pro­ces pro­duk­cji, nie tyl­ko w dłuż­szej per­spek­ty­wie nie pro­wa­dzą do zmian spo­łecz­no-eko­no­micz­nych, lecz sprzy­ja­ją sta­bi­li­za­cji obec­ne­go sys­te­mu wła­dzy – wzmac­nia­jąc po­zy­cję obo­zu kon­ser­wa­tyw­ne­go, de­mon­stru­ją tym sa­mym wy­daj­ne funk­cjo­no­wa­nie po­rząd­ku eko­no­micz­ne­go i spo­łecz­ne­go. W rze­czy­wi­sto­ści kla­sy pa­nu­ją­ce wy­ko­rzy­stu­ją in­no­wa­cje tech­no­lo­gicz­ne (i inne) w spo­sób pa­so­żyt­ni­czy. W okre­sach po­li­tycz­nej i kul­tu­ro­wej re­ak­cji do­ko­na­no licz­nych od­kryć na­uko­wych. Jed­nak sto­pa zy­sku w no­wych sek­to­rach dość szyb­ko za­czy­na spa­dać, szyb­ciej na­wet niż w sek­to­rach tra­dy­cyj­nych. Nie zna­czy to, że tech­ni­ka prze­sta­ła się roz­wi­jać, po pro­stu jej roz­wój nie stwa­rza ja­ko­ścio­wo no­wych ryn­ków. Skut­kiem wy­czer­pa­nia się mo­de­lu tech­no­lo­gicz­ne­go jest efekt nad­mier­nej aku­mu­la­cji ka­pi­ta­łu, po­wo­du­ją­cy z ko­lei kry­zys pa­nu­ją­ce­go po­rząd­ku – eko­no­micz­ne­go, po­li­tycz­ne­go i spo­łecz­ne­go. Do­pie­ro ów kry­zys pro­wa­dzi do po­wsta­nia no­we­go mo­de­lu spo­łecz­ne­go, zdol­ne­go efek­tyw­nie wy­ko­rzy­stać sku­mu­lo­wa­ny po­ten­cjał tech­no­lo­gicz­ny. Jak wy­ra­ził się Mien­szy­kow, spo­łe­czeń­stwo „zmie­nia skó­rę”29.

Opa­no­wy­wa­nie no­wych ryn­ków moż­na po­rów­nać do upra­wy no­wej zie­mi: po­trze­ba za­le­d­wie nie­znacz­nej ilo­ści na­wo­zów i nie­wiel­kie­go wkła­du pra­cy, by przez kil­ka lat przy­no­si­ła ona ob­fi­te plo­ny. W mo­men­tach re­wo­lu­cji tech­nicz­nych nowe ryn­ki po­wsta­ją tak­że wsku­tek po­ja­wie­nia się w sprze­da­ży no­wych, wcze­śniej nie­zna­nych to­wa­rów. Jed­nak wzrost sto­py zy­sku w dłuż­szej per­spek­ty­wie moż­li­wy jest tyl­ko dzię­ki wcią­gnię­ciu w ka­pi­ta­li­stycz­ny obieg no­wych te­ry­to­riów, no­wych sfer ży­cia oraz no­wych mas ludz­kich. Wła­śnie z tego po­wo­du, za­uwa­ża Kon­dra­tiew, klu­czo­wym me­cha­ni­zmem ka­pi­ta­li­zmu oka­za­ło się włą­cza­nie w świa­to­wy ry­nek co­raz więk­szej licz­by kra­jów, „roz­sze­rza­nie jego or­bi­ty”30.

W tym sen­sie ko­lo­nia­lizm wy­da­je się być oczy­wi­stym kom­pa­nem ka­pi­ta­li­zmu. Ko­lo­nial­na eks­pan­sja w za­dzi­wia­ją­cy spo­sób to tra­ci im­pet, to znów przy­bie­ra na sile. Po uzy­ska­niu zdo­by­czy te­ry­to­rial­nych w XVI wie­ku i po­cząt­kach wie­ku XVII Za­chód jak­by zro­bił so­bie prze­rwę, na­stęp­nie ko­lo­ni­za­cja przy­bra­ła na sile w XVIII wie­ku, a w po­cząt­kach XIX wie­ku znów za­mar­ła. Ko­niec XIX stu­le­cia jest na­zna­czo­ny przez „ko­lo­ni­za­tor­ską kon­ku­ren­cję” i „po­dział świa­ta”. Po de­ko­lo­ni­za­cji lat 50. i 60. wy­da­je się, że po­dob­ne prak­ty­ki już na za­wsze po­zo­sta­ną w prze­szło­ści. Jed­nak prze­łom XX i XXI wie­ku jawi się jako epo­ka no­wych ko­lo­nial­nych wo­jen, któ­re choć no­szą dziś inne na­zwy, za­cho­wu­ją cha­rak­ter sta­rych kon­flik­tów ko­lo­nial­nych. Po­dob­ne­go ro­dza­ju po­wtó­rze­nie, jak wy­ka­zał Kon­dra­tiew, nie jest przy­pad­ko­we: „Jest zu­peł­nie ja­sne, że w sys­te­mie ka­pi­ta­li­stycz­nym wcią­gnię­cie w jego obieg no­wych te­ry­to­riów za­cho­dzi w ta­kim mo­men­cie hi­sto­rycz­nym, któ­ry cha­rak­te­ry­zu­je się za­ostrzo­ną po­trze­bą no­wych ryn­ków zby­tu i ryn­ków su­row­co­wych od­czu­wa­ną przez Sta­ry Świat”31.

Mó­wiąc o okre­so­wych re­kon­struk­cjach ka­pi­ta­li­zmu, Kon­dra­tiew za­uwa­ża, że ich prze­słan­kę „sta­no­wi kon­cen­tra­cja ka­pi­ta­łu w rę­kach sil­nych cen­trów przed­się­bior­czo­ści”32. Z per­spek­ty­wy geo­gra­fii au­to­ma­tycz­nie pro­wa­dzi to do re­dy­stry­bu­cji za­so­bów po­mię­dzy pań­stwa­mi. W gra­ni­cach sys­te­mu-świa­ta zwięk­sza się na­cisk „cen­trum” na „pe­ry­fe­rie”. Kie­dy zaś ko­lej­na „re­kon­struk­cja” z grub­sza do­bie­ga koń­ca, daje się za­ob­ser­wo­wać „ob­fi­tość wol­ne­go ka­pi­ta­łu i, co za tym idzie, jego ni­ską war­tość”33. Kry­zys nad­mier­nej aku­mu­la­cji ka­pi­ta­łu jest roz­wią­zy­wa­ny za po­mo­cą trans­fe­ru wol­nych środ­ków na pe­ry­fe­rie sys­te­mu (tym sa­mym stwa­rza się ilu­zję ich po­myśl­ne­go roz­wo­ju). Po­wsta­je wra­że­nie, ja­ko­by dzię­ki swo­bod­nej grze sił ryn­ko­wych „pe­ry­fe­ria” – lub przy­najm­niej ich naj­bar­dziej roz­wi­nię­ta część – były o krok od tego, by do­go­nić Za­chód. Nie­ste­ty, ra­dość z pro­spe­ri­ty pe­ry­fe­rii nie trwa dłu­go, bo­wiem gdy zbli­ża się czas ko­lej­nej „re­kon­struk­cji”, ka­pi­tał znów za­czy­na pły­nąć w prze­ciw­nym kie­run­ku. Jak do­tąd każ­da duża „re­kon­struk­cja ka­pi­ta­li­zmu” koń­czy się dla pe­ry­fe­rii klę­ską, je­śli nie ka­ta­stro­fą.

Cy­klicz­ność jest isto­tą ka­pi­ta­li­zmu, po­nie­waż za­rów­no pro­duk­cja, jak i kon­sump­cja są w tym sys­te­mie pod­po­rząd­ko­wa­ne lo­gi­ce wy­mia­ny to­wa­ro­wej. Krót­ko­ter­mi­no­we ryn­ko­we cy­kle ko­niunk­tu­ral­ne, do­brze zba­da­ne przez eko­no­mi­stów już w XIX wie­ku, na­kła­da­ją się na o wie­le bar­dziej skom­pli­ko­wa­ne i za­cho­dzą­ce na więk­szą ska­lę pro­ce­sy spo­łecz­ne­go, eko­no­micz­ne­go i tech­no­lo­gicz­ne­go roz­wo­ju. Do­kład­nie w taki sam spo­sób śred­nie cy­kle, we­dle po­rów­na­nia Kon­dra­tie­wa, „jak pa­cior­ki na­wle­ka­ją się na fale wiel­kich cy­klów”34.

Marks pi­sał, że roz­wój sił pro­duk­cyj­nych spo­łe­czeń­stwa wy­ma­ga okre­so­wej re­wi­zji sto­sun­ków pro­duk­cyj­nych. Po­przez dzie­je tech­no­lo­gicz­ne baza ka­pi­ta­li­zmu nie­jed­no­krot­nie się zmie­nia­ła. Ma­szy­na pa­ro­wa wy­par­ła ma­nu­fak­tu­ry opar­te na pra­cy rąk oraz tur­bi­ny wod­ne, elek­trycz­ność zre­wo­lu­cjo­ni­zo­wa­ła prze­mysł na prze­ło­mie XIX i XX wie­ku. Sa­mo­cho­dy, pro­duk­cja ta­śmo­wa, te­le­fon i ko­mer­cyj­ne li­nie lot­ni­cze od­no­wi­ły ob­li­cze go­spo­dar­ki. Po­wsta­ły w ich wy­ni­ku mo­del na­zwa­no póź­niej „for­dy­zmem”. Tech­no­lo­gicz­na re­wo­lu­cja koń­ca XX wie­ku była za­le­d­wie ko­lej­nym eta­pem tego pro­ce­su.

Tym­cza­sem każ­da ra­dy­kal­na zmia­na tech­no­lo­gii kul­mi­nu­je w prze­mia­nie eko­no­micz­nej, a cza­sem tak­że spo­łecz­no-po­li­tycz­ne­go mo­de­lu ka­pi­ta­li­zmu. Te pro­ce­sy w spo­sób nie­unik­nio­ny na­kła­da­ją się na „zwy­czaj­ne” cy­kle ryn­ko­we. Mowa nie tyl­ko o „dłu­gich fa­lach” wzro­stu i upad­ku go­spo­dar­cze­go, ale tak­że o prze­pla­ta­niu się okre­sów, kie­dy ka­pi­tał usta­wicz­nie się umię­dzy­na­ro­da­wia, z okre­sa­mi „na­ro­do­we­go roz­wo­ju”. Fazy do­mi­na­cji ka­pi­ta­łu fi­nan­so­we­go i han­dlo­we­go są za­stę­po­wa­ne przez fazy prze­wa­gi ka­pi­ta­łu prze­my­sło­we­go. Po okre­sach wol­ne­go ryn­ku na­stę­pu­ją epo­ki pań­stwo­we­go in­ter­wen­cjo­ni­zmu.

Okre­som po­li­tycz­ne­go kon­ser­wa­ty­zmu nie­rzad­ko to­wa­rzy­szy gwał­tow­ny roz­wój tech­no­lo­gicz­ny, lecz za­zwy­czaj prze­mia­ny w znacz­nie więk­szym stop­niu obej­mu­ją me­dia, trans­port, te­le­ko­mu­ni­ka­cję i han­del ani­że­li pro­duk­cję. W tym cza­sie ka­pi­tał fi­nan­so­wy i han­dlo­wy do­mi­nu­je nad prze­my­sło­wym, a glo­bal­na go­spo­dar­ka gó­ru­je nad ryn­kiem na­ro­do­wym. Fazy glo­ba­li­za­cji i lo­kal­ne­go roz­wo­ju od­zwier­cie­dla­ją ową dy­na­mi­kę – han­del i fi­nan­se za­wsze dążą do mak­sy­mal­nej eks­pan­sji. Ist­nie­nie gra­nic tyl­ko ją po­wstrzy­mu­je. Jed­nak pro­duk­cja ma za­wsze cha­rak­ter lo­kal­ny. Nie­zbęd­na jest re­pro­duk­cja siły ro­bo­czej, lu­dzie mu­szą mieć gdzie miesz­kać, nie mogą znaj­do­wać się w cią­głym ru­chu. Na­to­miast świa­to­wy han­del nie może bez koń­ca roz­sze­rzać swo­je­go za­się­gu, tym bar­dziej w sy­tu­acji, gdy ry­nek we­wnętrz­ny po­grą­żo­ny jest w sta­gna­cji. Pań­stwo wy­rę­cza przed­się­bior­ców, gwa­ran­tu­jąc ochro­nę na­ro­do­wych in­te­re­sów i od­po­wie­dzial­ność spo­łecz­ną. Wbrew prze­ko­na­niom za­czerp­nię­tym z li­be­ral­nej mi­to­lo­gii, naj­bar­dziej sta­bil­ny wzrost go­spo­dar­czy przy­pa­da wła­śnie na te okre­sy. Wol­ny han­del epo­ki pi­ra­tów zo­stał za­stą­pio­ny przez mer­kan­ty­lizm, na­stęp­nie jego miej­sce za­ję­ły ba­cha­na­lia wol­ne­go ryn­ku, po któ­rych nie­uchron­nie mu­sia­ła na­stą­pić ko­lej­na fala pro­tek­cjo­ni­zmu itd.

Cy­kle upad­ku i wzro­stu zbie­ga­ją się z okre­sa­mi re­wo­lu­cji i re­ak­cji. Kon­dra­tiew od­krył, że „na okre­sy fal wzro­sto­wych wiel­kich cy­klów przy­pa­da naj­więk­sza licz­ba zna­czą­cych wstrzą­sów spo­łecz­nych, tak re­wo­lu­cji, jak i wo­jen”35. Ogra­ni­cza­jąc się do kon­sta­ta­cji tego „fak­tu em­pi­rycz­ne­go”, wiel­ki eko­no­mi­sta nie ob­ja­śnił jed­nak bar­dziej szcze­gó­ło­wo od­kry­tej przez sie­bie pra­wi­dło­wo­ści. Ja­sne jest jed­nak, że owa zbież­ność nie jest przy­pad­ko­wa. Opi­sa­ne przez nie­go cy­kle nie są bo­wiem ani au­to­ma­tycz­nym me­cha­ni­zmem, ani na­tu­ral­nym pro­ce­sem, któ­ry za­cho­dził­by sam z sie­bie – w tak kon­se­kwent­ny i nie­unik­nio­ny spo­sób, jak na­stę­po­wa­nie po so­bie pór roku. Wła­śnie z tego po­wo­du tak trud­no jest prze­wi­dzieć po­czą­tek no­we­go eta­pu. By nowy cykl wzro­stu mógł się roz­po­cząć, spo­łe­czeń­stwo po­win­no przejść ra­dy­kal­ną zmia­nę. Re­wo­lu­cje i re­for­my two­rzą nowy mo­del, w któ­re­go ra­mach może na­stą­pić wzrost go­spo­dar­czy. Wy­czer­pa­nie tego mo­de­lu pro­wa­dzi do go­spo­dar­cze­go upad­ku, z któ­re­go spo­łe­czeń­stwo pod­no­si się je­dy­nie, prze­cho­dząc przez ko­lej­ne kry­zy­sy – w kie­run­ku no­wych re­wo­lu­cji i re­form.

Wszyst­kie te pro­ce­sy mają miej­sce w ra­mach ka­pi­ta­li­zmu. Jed­nak już Wiel­ka Re­wo­lu­cja Fran­cu­ska, ze swą ple­bej­ską fu­rią, po­ka­za­ła, że każ­dy po­dob­ny wstrząs gro­zi po­ten­cjal­nym roz­pa­dem ca­łe­go ka­pi­ta­li­stycz­ne­go po­rząd­ku. Zna­cze­nie re­wo­lu­cji dla ka­pi­ta­li­zmu jest dwo­ja­kie: z jed­nej stro­ny może ona mu się przy­słu­żyć jako me­cha­nizm mo­der­ni­za­cyj­ny, z dru­giej zaś za­dać mu śmier­tel­ny cios. Wy­raź­nie za­de­mon­stro­wa­ła to Ko­mu­na Pa­ry­ska 1870 roku, na­to­miast 1917 rok w Ro­sji do­pro­wa­dził do pierw­sze­go so­cja­li­stycz­ne­go eks­pe­ry­men­tu.

Ro­syj­ski los

Nie przy­pad­kiem „dłu­gie fale” roz­wo­ju ka­pi­ta­li­stycz­ne­go po raz pierw­szy zba­da­no wła­śnie w Ro­sji. Wy­star­czy ze­sta­wić daty klu­czo­wych wy­da­rzeń hi­sto­rycz­nych oj­czy­stych dzie­jów z cy­kla­mi świa­to­wej go­spo­dar­ki, by od­kryć ist­nie­nie pew­nych zbież­no­ści. Od­no­si się to i do oprycz­ni­ny Iwa­na Groź­ne­go, i do cza­sów Wiel­kiej Smu­ty, do pra­wa pańsz­czyź­nia­ne­go oraz do jego re­for­my, do re­wo­lu­cji 1917 roku, ko­lek­ty­wi­za­cji, de­mon­ta­żu Związ­ku Ra­dziec­kie­go, a tak­że wiel­kiej pry­wa­ty­za­cji lat 90. Po­cząw­szy od XVII, aż do XX wie­ku Ro­sja wciąż sta­ra­ła się do­go­nić Za­chód, sta­le po­zo­sta­jąc o krok w tyle, zaś każ­da nowa fala go­spo­dar­cza do­słow­nie ją pod­ta­pia­ła. Hi­sto­rycz­na ana­li­za Po­krow­skie­go i ba­da­nia eko­no­micz­ne Kon­dra­tie­wa łą­czy nie tyl­ko kraj oraz epo­ka, w któ­rych po­wsta­ły. Dia­gno­zy tych ba­da­czy uję­te ra­zem dają klucz do zro­zu­mie­nia fun­da­men­tal­nych dra­ma­tów i tra­ge­dii ro­syj­skiej hi­sto­rii.

„Dłu­gie fale” glo­bal­ne­go roz­wo­ju nada­wa­ły rytm spo­łecz­nym i po­li­tycz­nym prze­mia­nom Ro­sji w nie mniej­szym stop­niu niż w in­nych czę­ściach świa­ta. Z tym że tu­taj wszyst­ko wy­da­wa­ło się bar­dziej dra­ma­tycz­ne, cza­sa­mi na­wet – strasz­niej­sze. Za­wi­ro­wa­nia świa­to­wej hi­sto­rii od­bi­ja­ły się tu­taj ogrom­ny­mi wstrzą­sa­mi. „Nic tam nie ma gra­nic: ani bóle, ani po­cie­chy, ani ofia­ry, ani na­dzie­je”36 – pi­sał fran­cu­ski po­dróż­nik Adol­phe mar­kiz de Cu­sti­ne, któ­ry od­wie­dził Ro­sję w 1839 roku. „Na­mięt­no­ści Ro­sjan są przy­kro­jo­ne na wzór sta­ro­żyt­nych lu­dów, wszyst­ko u nich przy­po­mi­na Sta­ry Te­sta­ment, ich na­dzie­je i cier­pie­nia są wiel­kie jak ich pań­stwo”37. Kraj ten wy­dał mu się strasz­ny, nie­szczę­śli­wy i wiel­ki; za swe nie­sa­mo­wi­te osią­gnię­cia za­pła­ci wy­so­ką cenę, po­zba­wia­jąc szczę­ścia swo­ich miesz­kań­ców.

To, co tak szo­ko­wa­ło fran­cu­skie­go mar­ki­za w XIX wie­ku, było je­dy­nie pre­lu­dium rze­czy­wi­ście ogrom­nych wstrzą­sów, któ­re mia­ły na­stą­pić w XX wie­ku. Jed­nak ani ka­ta­stro­fy, któ­rych do­zna­ła Ro­sja, ani też he­ro­icz­ne czy­ny, ja­kich w niej do­ko­na­no, nie sta­no­wi­ły czę­ści ja­kie­goś wy­jąt­ko­we­go jej losu.

Dra­mat ro­syj­skiej hi­sto­rii po­le­ga wła­śnie na tym, że do­świad­cze­nie ca­łe­go ro­dza­ju ludz­kie­go prze­ja­wia­ło się w niej w for­mie skraj­nej i tra­gicz­nej. W tym sen­sie nie ist­nie­je i ist­nieć nie może ża­den wy­jąt­ko­wy „ro­syj­ski los”. Nasz los jest bo­wiem lo­sem ludz­ko­ści.