Hybryda. Tom 1 - Jo.E. RACH. - ebook
Opis

Seria „Hybryda” to rasowa powieść fantasy z fascynującym wątkiem miłosnym. Rozgrywa się przede wszystkim we współczesnej Europie i opowiada o enigmatycznej Rasie istot, nazywających siebie KUR-GALLI. To kalejdoskop historii, w których tajemniczość przeplata się z wielkimi uczuciami, prawdziwą przyjaźnią, braterstwem dusz, dobrem i mądrością. Nie brakuje w nich tragicznych wydarzeń, walki, niebezpieczeństw…oraz… wysmakowanego, gorącego seksu …

 

-„Hybryda”- tom I - opowiada historię Kali, unikatowej, młodej kobiety, zrodzonej ze związku Aragona, najpotężniejszego KUR-GALLI, z ludzką kobietą Anną. Kala – jedyna hybryda wśród swojej Rasy, obdarzona niezwykłymi mocami i umiejętnościami, trzymanymi w ścisłej tajemnicy, jest prawą ręką Króla i na jego rozkaz zajmuje się eksterminacją najgroźniejszych osobników swojego Gatunku.

Poznajemy ją w momencie, gdy podstępnie wmieszana w knowania nieznanego spiskowca, zostaje posądzona o udział w zamachu na Władcę. Podczas przesłuchania staje przed obliczem Mistrza – potężnego przywódcy Wojowników, elitarnej grupy bojowej, służącej i wspierającej Króla – i… zakochuje się w nim od pierwszego spojrzenia. Wyczuwa każdą cząstką swojego ciała i ducha, że to „ten jeden, jedyny mężczyzna jej życia”... Niestety teraz, uznana przez niego za podejrzaną, ma niewielkie szanse na zdobycie zaufania surowego i prawego Mistrza, a co dopiero jego miłości. Zamierza jednak o nią zawalczyć! Czy jej się uda?...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 542

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


HYBRYDA

TOM 1

by Jo.E.RACH.

© by Jo.E.RACH.

 

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji zabronione bez pisemnej zgody autora

 

 

 

 

ISBN 978-83-272-3203-8

 

 

 

 

 

okładka wg pomysłu autorki na podstawie obrazu Niny Kołaczyk

 

redakcja

Jolanta Król

 

 

październik 2012

Konwersja do epub A3M Agencja Internetowa

DO CZYTELNIKÓW

Ta książka i następne tomy powstały z potrzeby serca. Pierwsze nieśmiałe myśli, pojawiające się w wyobraźni niewielkie scenki, z czasem zaczęły łączyć się we wspólną całość. Jakiś natrętny głos odzywał się w moim mózgu, nakłaniając do wzięcia pióra do ręki. Posłuchałam go. A on zaraz rozpanoszył się niezmiernie. Na początku spokojnie dyktował mi pierwsze, niezdarne słowa i zdania. Jednak z dnia na dzień rozkręcał się coraz bardziej. Potem doszło do tego, że musiałam go powstrzymywać, mówiąc:

– Ej, facet, powoli, nie nadążam za tobą. Dyktował mi jak nakręcony. Pytanie: skąd wiem, że to facet? Otóż, nie wiem. Tak po prostu czuję. To bardzo ciekawe wrażenie. Wydawałoby się, że o miłości powinna rozprawiać kobieta, a tu nie. Niespodzianka. Najważniejsze, że zna się na rzeczy i wie, co to znaczy prawdziwa miłość. To przecież najistotniejsze.

A teraz na poważnie. Moja książka opisuje wielkie, prawdziwe miłości. I zaręczam Wam, że takie rzeczywiście istnieją! Bratnie dusze, dwie połówki tego samego jabłka – to nie fikcja, uwierzcie mi. Sama doświadczam tego każdego dnia i dlatego wiem, o czym piszę. Życzę wszystkim, którzy zechcą zagłębić się w lekturę mojej książki, by spotkali na swojej drodze tę jedną, jedyną istotę, która została stworzona tylko dla nich. Z całego serca im tego życzę. Świat bez miłości jest smutny…

Chciałabym jeszcze napisać o muzyce, która jest dla mnie jedną z najważniejszych rzeczy. To przy niej marzę, przy niej rozwijam swoją wyobraźnie, przy niej się kocham. Lubię muzykę bardzo różnorodną, a mając otwarty umysł, nie blokuję się na żadne jej rodzaje. Słucham i po prostu wybieram to, co gra mi w duszy.

A kocham: 30 SECONDS TO MARS za burzę emocji, którą wywołały we mnie ich utwory, Jareda Leto’a za jego cudowne oczy, które są prawdziwymi zwierciadłami duszy i które zainspirowały mnie do stworzenia postaci Adama. Opisuję go w drugim tomie, dając mu przepiękne, błękitne patrzałki.

Kocham Jeana Michela Jarre’a za jego „Equinoxe” i „Oxygen”. Dzięki nim wylatuję na „moją planetę” i jest to zawsze cudowna podróż. Mój mąż uparcie twierdzi, że jestem ufoludkiem, więc muszę mieć „swoją planetę”. I mam.

Kocham METALLICĘ za… wszystko. Za to, że jest METALLICĄ i jest po prostu gigantem.

Kocham AMON AMARTH za żywiołowość i energię, którą daje mi ich muzyka. To dzięki utworowi z ich ostatniej płyty „SURTUR RISING”, zatytułowanemu „Doom over dead man” powstał czwarty tom mojej powieści. Roboczo zatytułowałam go „Zmierzch bogów”, ale wszystko jeszcze może się zmienić.

Na koniec chcę napisać o zespole, którego muzyka pozwala mi wspinać się na himalaje wyobraźni. Jestem nią zauroczona i zahipnotyzowana. Zespół nazywa się SEPTICFLESH i gra niesamowity, symfoniczny death-metal. Dzikie, nieokiełznane „Sumerian Daemons”, agresywne i tajemnicze „Communion”, antyczne, pełne rozmachu „The Great Mass”, grają w mojej duszy, w każdym jej zakątku… Czysta zmysłowość i seksualność tej muzyki przyprawia mnie o dreszcze… A po takiej dawce energetycznej muzyki polecam „Cztery pory roku” Vivaldiego lub jego „Stabat Mater”. Zaręczam wam – wtedy wasz zaskoczony mózg wyprodukuje tyle nowych komórek, że aż poczujecie to od razu…

Podziękowania dla mojej ulubionej malarki Ninki, której obrazy wykorzystuję na okładkach moich książek. Maluj dalej te niezwykłe, tajemnicze obrazy, proszę.

A dla mojego męża – za namówienie mnie do wydania mojej pisaniny, za wspieranie mnie i za tych kilka krytycznych, ale potrzebnych uwag – gorące buziaki. Uwielbiam cię mój „faceciku” za wszystko i do końca świata!

WSTĘP

Kocham Paryż. Tę jego niesamowitą atmosferę. Kocham wąskie uliczki Montmartre, gdzie dawno, dawno temu można było spotkać wszelkiej maści artystów, najczęściej na lekkim rauszu. Chodzili zapatrzeni na świat rozmarzonymi, lekko nieprzytomnymi oczami, widzącymi inaczej otaczającą ich rzeczywistość.

Uwielbiałam ich podejście do życia, wolne i dekadenckie. Gdy wokół nich większość tonęła w prozie życia, aż do bólu pogrążona w nijakości swojej egzystencji, oni bawili się nim.

Jakże dobrze ich rozumiałam. Przecież najprostsze, najbardziej prozaiczne czynności mogą być przyjemne, wesołe lub nawet tragikomiczne. Potrzeba tylko odrobiny wyobraźni, tej chęci i tej radości istnienia.

To właśnie tutaj poznałam ADAMA – mojego ukochanego człowieka. Poderwał mnie na placu Tertre. Jego teatralne słowa, zapewne niejeden raz wypowiadane do innych kobiet, zadziałały – zwróciłam na niego uwagę.

Oglądałam wtedy bohomazy miejscowych artystów, najczęściej kiepskie, przeznaczone dla masowego klienta. Między tą tandetą trafiały się czasami prawdziwe perełki, wystawiane tylko wtedy, gdy ich autorzy przepili lub przehulali wszystkie pieniądze. Wtedy właśnie, by nie umrzeć z głodu, wystawiali swoje skarby. Kupowałam od nich te cudeńka, płacąc dużo więcej, niż chcieli.

Właśnie wypatrywałam czegoś takiego, gdy nagle jeden z malarzy padł przede mną na kolana i z egzaltacją w głosie zawołał:

– Królowo piękności, słodka bogini, pozwól, abym ja, niegodny, dostąpił zaszczytu namalowania twojego cudnego oblicza.

Tak właśnie wyglądał początek naszej znajomości. Początek wspaniałej miłości, która trwała bardzo, bardzo długo. Niestety skończyła się tragicznie. Odebrało mi to chęć do życia na wiele lat. I tylko niesamowita troska i delikatność naszego Króla wyprowadziły mnie z zapaści.

To długa i piękna historia, która zaczęła się w 1888 roku. Ale o tym opowiem później.

Teraz jest rok 2010. Chodzę po znajomych uliczkach Paryża i przypominam sobie wszystkie cudowne chwile, spędzone w tym mieście. Wspinam się na wzgórze, na którym góruje bazylika Sacré-Cœur. Uwielbiam siedzieć na schodach przed bazyliką i podziwiać panoramę Paryża. Tu zawsze było moje serce, a w tej dzielnicy przede wszystkim.

W Paryżu poznałam również moją najlepszą przyjaciółkę IZABEL. Parę lat wcześniej, nim spotkałam ADAMA. To była wspaniała kobieta, wolna i waleczna. Teraz na podobne do niej mówi się „wojujące feministki”. Tylko, że wtedy kobiety nie miały pojęcia, co to znaczy równouprawnienie. Były ozdobnym dodatkiem do mężczyzny, zależnym od niego całkowicie.

Ale nie ona!

Córka bogatego kupca, niechętnie przyjmowała pieniądze od ojca i kiedy tylko skończyła szkołę, zatrudniła się w „Tygodniku Kulturalnym”, gdzie prowadziła rubrykę o wydarzeniach artystycznych Paryża. Pisała również wiersze, które często pojawiały się na jego łamach.

Była świetną dziewczyną, pełną energii i pomysłów. Często spotykałyśmy się pod Katedrą Notre Dame, w miejscu, gdzie poznałyśmy się w 1875 roku. Zwiedzałyśmy galerie, salony sztuki, wystawy. Spacerowałyśmy nad Sekwaną oraz po wielkich bulwarach, które po przebudowie Paryża przez genialnego Haussmanna były przemiłym miejscem do pieszych wędrówek. Roześmiane i szczęśliwe przemierzałyśmy Paryż wzdłuż i wszerz. Kochałam to miasto wtedy i kocham je teraz. Tyle pięknych chwil mojego życia jest z nim związanych!

To tutaj również spędziłam kilka lat u boku naszego Króla. Kocham go bardzo! Kocham go jako mężczyznę i jako „brata”. Bo tak właściwie jest moim bratem. Płynie w nas ta sama krew. Niesamowita, jedyna i niewyobrażalnie silna krew mojego ojca – ARAGONA.

Teraz, gdy siedzę znów po dłuższej nieobecności na schodach przed Sacré-Cœur, jestem jak zwykle zauroczona tym wszystkim, co mnie otacza. Jest wyjątkowo ciepły październik. Jutrzejszej nocy odbędzie się wielkie zgromadzenie wszystkich Starszych z Europy i Afryki, Namiestników z Azji i Bliskiego Wschodu oraz przywódców Klanów. Przybędą dzisiejszej nocy.

Wszyscy są zbulwersowani wiadomościami o spiskowcu, który podburza naszą społeczność przeciwko Królowi. Jak dotąd jest nieuchwytny. Chce wykorzystać niezadowolenie, jakie wywołują nowe rygory, które zamierza wprowadzić Król. Jutrzejsze spotkanie będzie dotyczyło właśnie tych nowych zasad.

Moje główne zadanie to ochrona Króla, jako tzw. tajna broń.

Dlaczego?

Dlatego, że po moim ojcu, ARAGONIE, jestem najsilniejszą istotą naszej Rasy.

Nasza Rasa – co to takiego?

Na początku jej istnienia została nazwana KUR-GALLI, co w luźnym tłumaczeniu oznacza stwory KUR. KUR był Panem Świata Podziemnego. Pierwsze istoty powstały w jego Królestwie, zwanym Kur-nu-gi-a „Kraina bez powrotu”. Wszyscy nosimy w sobie cząstkę jego krwi, która nie u każdego jest jednakowa. Mój ojciec ma w sobie najwięcej „boskiej” krwi. Dostał ją od samego Władcy Podziemi ponad pięć tysięcy lat temu. Chociaż ARAGON to najstarszy i najsilniejszy KUR-GALLI, największym ewenementem jestem ja.

Zawdzięczam to mojemu ojcu. Dzięki niemu urodziłam się i dzięki niemu stałam się unikatem.

Jestem HYBRYDĄ – pół człowiekiem, pół KUR-GALLI i jedynym takim egzemplarzem na świecie.

Najwyższy już czas, abym się przedstawiła:

Mam na imię KALA, skończyłam osiemnasty rok życia dokładnie… 302 lata temu. Wtedy właśnie przeszłam przemianę. Wyglądam jednak zdecydowanie poważniej. Kobiety w XVII wieku były bardziej dojrzałe, zostając żonami i matkami w czternastym, szesnastym roku życia. Według dzisiejszych standardów mój wygląd można by określić na 22-25 lat. Jestem wysoka, szczupła i wysportowana. Mocne, stalowe mięśnie kształtowałam sobie od wczesnej młodości. Natomiast ciemnokasztanowe włosy z naturalnymi, jaskrawo-miedzianymi pasmami, opadające dużymi falami do pasa, przypadły mi w udziale po mojej matce. Do tego intensywnie zielone oczy o niespotykanych, szmaragdowych przebłyskach i drobna, owalna twarz z ustami o mocnej, czerwonej barwie. Wyglądem zdecydowanie przypominam ANNĘ, moją kochaną, cudowną matkę. Ojciec też „dołożył” od siebie co nieco, ale o wiele więcej z charakteru niż z fizjonomii.

Jestem świadoma swojej atrakcyjności, zwłaszcza po tylu przeżytych latach i nie zamierzam udawać skromnej idiotki. Wiem, że faceci ciągną do mnie, jak ćmy do płomienia.

Ale nie zwyczajni faceci!... Tacy, którzy wychodzą tylko nocą.

Ci, którzy widzą mnie za dnia, zauważają taką samą, szczupłą i wysoką „laskę”, ale z ciemnymi, prostymi włosami, splecionymi najczęściej w warkocz. Z szafirowo-niebieskimi oczami i dużymi namiętnymi ustami.

To zasługa nie peruk, ani szkieł kontaktowych, ani innych gadżetów robiących cię na wampa. To naturalna metamorfoza, którą stosuję, gdy wychodzę za dnia. Tyle o wyglądzie. Teraz napiszę o moim „charakterku”. Spontaniczność i nadmiar energii, która mnie rozpiera, czasami dają się we znaki i ojcu, i Królowi. Obydwaj zgodnie twierdzą, że jestem strasznym uparciuchem. Ojciec porównał mnie nawet do stada zapierających się osłów. Oczywiście przesadził! Po prostu, kiedy mam rację, staram się postawić na swoim. Mimo nieokiełznanego żywiołu, jaki „wyziera mi zza pazuchy” próbuję być łagodna i delikatna. W codziennym życiu kieruję się jasno sprecyzowanymi zasadami moralnymi: dobrem, uczciwością i sprawiedliwością.

Jednak pod tym – dla niektórych być może zbyt narcystycznym opisem – kryje się mroczna część mojej osobowości. Bardzo mroczna!

Jestem drapieżnikiem. Jednym z najniebezpieczniejszych!

I… zabijam!

Pierwszy raz odebrałam życie komuś kilka dni po przemianie. Broniłam wtedy matki przed zbirami, które wtargnęły do naszego majątku. Zabiłam ich wszystkich! Jej niestety nie zdołałam uratować.

Przede wszystkim jednak unicestwiam zdegenerowane osobniki naszej Rasy. Wykonuję wyroki śmierci wydane przez Króla. Nie wszystkie. Tylko te, dotyczące najsilniejszych, a przez to najbardziej niebezpiecznych KUR-GALLI.

Większość moich umiejętności i możliwości jest trzymana w ścisłej tajemnicy, a zwłaszcza to, że mogę egzystować za dnia. Tylko mnie jedynej słońce nie spala na popiół!

Ale o tym wszystkim opowiem później, tak jak obiecałam…

ROZDZIAŁ 1

W rezydencji Króla zapanowało wielkie zamieszanie. Przybyła cała elita naszej Rasy. Wszyscy bardzo poruszeni wiadomością o spisku.

Dawno nie było tu takiego zjazdu. Ostatnio w dniu połączenia Króla i IZABEL, w 1989 roku. Dziesięcioro Starszych, trzech Namiestników, Mistrz z dwoma Wojownikami i trzydziestu przywódców Klanów przybyło zeszłej nocy. Do tego kilkudziesięciu wiekowych Stwórców, którzy chcieli uczestniczyć aktywnie w życiu Rasy.

Nie mogłam nigdzie wychodzić, więc siedziałam ze śpiącą jeszcze IZABEL i Królem w ich sypialni.

– Im mniej naszych będzie cię widzieć, tym lepiej. Dobrze o tym wiesz – tłumaczył mi Król. Wiedział jak nienawidzę zamknięcia. Ale miał rację. Albo jestem jego tajną ochroną, albo paraduję przed wszystkimi jak modelka na wybiegu!

– A jeśli coś się wydarzy i będziesz potrzebował mojej ochrony, Panie? – niepokoiłam się.

– Zobacz, ilu mam obrońców: Mistrz z Wojownikami, moja Straż, no i Starsi. Nie wydaje mi się, aby któryś z nich spiskował. Starsi prowadzą zbyt wygodne życie, by ryzykować jego utratę. Nie sądzę, aby nam coś dzisiaj zagrażało – uspokoił mnie.

Spojrzałam mu w oczy marszcząc brwi.

– Proszę cię, Panie, bądź mimo wszystko bardzo ostrożny. W razie czego, zaraz kontaktuj się ze mną. Mam złe przeczucia.

– KALO, nie martw się. Już niedługo ich tu nie będzie. Wytrzymaj tych parę godzin. Za godzinę zajdzie słońce, a dziesięć minut po zachodzie spotykamy się w głównej sali. Zajmie nam to najwyżej dwie godziny, no, może trochę dłużej – tłumaczył jak dziecku. – Namiestnicy z Azji wyruszają zaraz po spotkaniu, tak, by dzisiejszej nocy przemieścić się jak najdalej. Może uda im się następnej nocy dotrzeć do siebie. Namiestnik z Bliskiego Wschodu i Starsi też na pewno nie będą zwlekać. Tak więc najpóźniej za trzy godziny będzie tutaj już spokojnie i odzyskasz tę twoją upragnioną wolność.

– Martwi mnie, Panie, że będziesz tam sam. Boję się o ciebie – mówiłam to, co czułam. Odkąd podjęłam się roli jego ochroniarza i „agenta do zadań specjalnych”, martwiłam się o niego bardzo często. Nieistotne było dla mnie to, że żył od paru tysięcy lat i jak do tej pory świetnie dawał sobie radę. Teraz, gdy dbałam o jego bezpieczeństwo, stałam się prawie nadopiekuńcza.

Podszedł do mnie i mocno przytulił.

– Nie martw się, skarbie. Przecież nie jestem bezbronny. Jestem słabszy od ciebie, ale na pewno silniejszy od całej reszty. Poza tym jest moja Straż i Mistrz z Wojownikami. Ich wszystkich jestem całkowicie pewien.

Wtuliłam się w jego ramiona, ale niepokój mnie nie opuszczał.

– Nie znam Mistrza ani jego Wojowników. Przez tyle lat udawało ci się, Panie, ukrywać mnie prawie przed wszystkimi. Właściwie nie znam nikogo, z wyjątkiem XAWIERA, dwóch Starszych, twojej Straży i służby. Ciekawe, czy ktoś wie o mnie więcej rzeczy?

– Niestety, tak! – Król zrobił kwaśną minę – Wiesz, że plotki są wszędzie. Gdy byliśmy razem, wszyscy bardzo chcieli cię poznać, ale ja, jak zapewne pamiętasz, nie zgadzałem się na to. To tylko zaostrzało ciekawość. Dowiedziałem się, że nawet przekupywali służbę, by dowiedzieć się o tobie jak najwięcej. Kiedy się rozstaliśmy, wcale nie przestali się tobą interesować, zwłaszcza, że wiedzieli o twoich wizytach w rezydencji.

Zdumiałam się słysząc jego słowa:

– Skąd wiedzieli? Przecież starałam się nikomu nie pokazywać.

Zaśmiał się leciutko, całując moje włosy.

– Nie znasz dociekliwości służby, KALO. To bardzo sprytne stworzenia. Wiem, że nie robili tego w złych zamiarach. Po prostu – to, co jest trzymane w tajemnicy, budzi ciekawość i plotki.

– No tak, nie dziwię się już teraz, skąd wzięły się pogłoski, że jestem twoją kochanką, Panie. Ale to świetnie. Przynajmniej nikt nie domyśla się prawdy.

Przytulił mnie mocniej do siebie.

– Widzisz, masz przeze mnie tylko kłopoty – powiedział trochę zażenowany. – Nie dosyć, że musisz się mną opiekować i narażać swoje życie, to jeszcze jesteś obrażana głupimi insynuacjami.

Oparłam czoło o jego pierś.

– Przecież to dla mnie kompletnie nieistotne, co wszyscy o mnie myślą. Najważniejsze, że ty, Panie, jesteś moim największym przyjacielem. Ty, ojciec i IZABEL, jesteście dla mnie najważniejsi. Tylko to się liczy – mówiłam z uczuciem. – Niech sobie mówią, co chcą, bylebyś ty, Panie, był bezpieczny. Dobrze wiesz, że bez ciebie zapanowałby chaos. Dlatego musimy uważać na wszystko!

– Tak, skarbie, masz rację. Będę uważał. Ale nawet, gdyby się coś działo, postaraj się nie ujawniać swoich mocy.

– Mam nadzieję, że nie będę musiała.

Usłyszałam szmer ze strony łoża, na którym spała IZABEL. Król usłyszał to samo.

– O, IZABEL już się budzi – powiedział wesoło. – Witaj, kochanie.

Podeszliśmy do łoża; IZABEL powoli otwierała oczy. Po chwili patrzyła na nas już całkiem przytomnie, uśmiechając się promiennie.

– KALA będzie tu z tobą, podczas całego zgromadzenia. Nie musisz się niczego obawiać, kochanie. – Mówił do niej czule. – Tutaj będziesz bezpieczna.

Posłałam jej uspokajający uśmiech, a ona powoli wstała i podeszła do nas. Król złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie.

– Zaraz muszę iść – powiedział spokojnie. – Nie mogą na mnie czekać. Mam nadzieję, że uda się załatwić jak najwięcej spraw. Ciekawe, jak przyjmą nowe rygory, które zamierzam im narzucić. Pewnie będą niezadowoleni. Trudno – wzruszył ramionami. – To tylko dla dobra nas wszystkich.

Miał całkowitą rację. Nie można było pozwalać na niekontrolowane przemiany, dokonywane przez nieodpowiedzialnych Stwórców. Młodziutcy KUR-GALLI nie panowali nad swoimi odruchami i głodem, więc zdarzały się przypadki nadmiernego osuszania z krwi ludzkich dawców. We współczesnym świecie ludzi nie mogliśmy sobie pozwolić na błędy i nieostrożność. Dlatego Król postanowił, że tylko za jego zgodą i po jego weryfikacji będzie można stworzyć nowego KUR-GALLI.

– Szkoda, że nie będzie mnie w sali – powiedziałam naburmuszona. – Bez problemu wyczułabym i zobaczyła w aurze wszystkich zgromadzonych, kto się zamierza buntować.

– Mam nadzieję, że nikt! – rzucił ostro. – Dobrze moje kochane, muszę już iść. Jest późno – dodał po chwili spokojniej.

Pocałował mnie w czoło, a IZABEL w usta.

– Proszę, uważaj na wszystko – powiedziała do niego, wpatrując się w jego twarz z miłością i troską. Pogłaskał ją z czułością po policzku.

Wyszedł, a mnie ogarnął dziwny niepokój. Czułam wyraźnie, że powinnam być przy nim.

– Chyba jestem przewrażliwiona – powiedziałam do siebie w myślach.

– Widzę, że się martwisz – usłyszałam głos IZABEL. – Uważasz, że coś mu grozi?

– Nie wiem. Ale źle to wszystko odbieram. Niepokoję się. Zbyt dużo obcych w pobliżu, a wróg może być wszędzie.

– Ja też się denerwuję. – Usiadła ciężko na łóżku.

Chodziłam nerwowo po pokoju. Złościło mnie takie czekanie w niepewności.

Spojrzałam na IZABEL – siedziała zamyślona w kompletnym bezruchu. Taki bezruch najbardziej pokazywał naszą „nieludzkość”. Każdy członek Rasy umiał „robić za posąg”, ale ja, jako piorunująca mieszanka, niestety nie. Pamiętałam dobrze, że IZABEL, jeszcze jako człowiek, była tak samo postrzelona jak ja. Po chorobie i po przemianie zdecydowanie się wyciszyła. Stała się wręcz bojaźliwa i niepewna siebie. Liczyłam, że kiedyś to się zmieni i wróci moja waleczna, spontaniczna przyjaciółka. Ja natomiast nadal byłam nieokiełznanym żywiołem. Czasem zastanawiałam się, jak ojciec i Król wytrzymywali ze mną. Niejeden raz miałam różne szalone pomysły, a oni z anielskim wręcz spokojem tłumaczyli mi, że muszę to jeszcze przemyśleć i zastanowić się spokojnie, zanim coś zrobię. Czasami jednak pozwalali mi zrobić coś szalonego, obawiając się, że wyrwę się spod ich kontroli. To były dawne czasy. Wtedy to oni troszczyli się o mnie. Teraz byłam już samodzielna i to ja opiekowałam się Królem.

W tym momencie, choć nosiło mnie strasznie, wiedziałam, że muszę usłuchać swojego Władcy. Jak na złość czas wlókł się niemiłosiernie. Żeby zająć się czymkolwiek, wzmocniłam blokadę w całym apartamencie, czyniąc z niego twierdzę nie do zdobycia. Wreszcie, wyczerpana i zdenerwowana, usiadłam w fotelu.

Minęły już dwie godziny i na razie nic złego się nie działo. Przynajmniej miałam taką nadzieję. Coś jednak nie dawało mi spokoju. Wyczuwałam w powietrzu jakieś wibracje. Z powodu tak dużej liczby obcych, moje zmysły działały gorzej, ale mimo to, coś do mnie docierało.

– Posłuchaj IZABEL, nie wytrzymam tu już dłużej – rzuciłam nerwowo. – Pójdę, chociaż na chwilę, zobaczyć, co się dzieje na korytarzach. Nie mogę siedzieć bezczynnie, zwłaszcza, że mój instynkt odbiera jakieś złe fluidy.

– Co czujesz? – zapytała natychmiast.

– Nic konkretnego, zbyt dużo tu osób i zbyt wiele emocji. Wszystko mi się miesza. Ale zła energia co jakiś czas pojawia się w tym melanżu. Muszę to sprawdzić. Nie bój się, jesteś zabezpieczona. Nikomu nie uda się tutaj wejść.

Pokiwała głową na moje słowa.

– Nie boję się – powiedziała spokojnie. – Idź KALO, nie lekceważ swojej intuicji. Tylko uważaj na siebie.

– Będę uważać i na siebie, i na Króla – przyrzekłam.

Wyszłam szybko z pokoju sypialnego i przez wielki hol dostałam się na korytarz. Wzmocniłam blokadę na drzwiach. Żaden członek naszej Rasy nie był jej w stanie pokonać, z wyjątkiem mojego ojca i Króla. Dlatego mogłam bez obaw zostawić IZABEL samą.

Rozejrzałam się dookoła. Korytarze były puste, ruszyłam więc cichutko w stronę głównej sali, nie nakładając osłony. Była dość daleko od prywatnych komnat królewskich. W tej części panowała kompletna cisza. Dopiero, kiedy weszłam do części oficjalnej, usłyszałam poruszającą się gdzieś w pobliżu służbę. Na razie jednak nikogo nie było w zasięgu wzroku. Powoli zbliżałam się do celu, gdy nagle usłyszałam w głowie głos Króla.

– KALO, strzeż IZABEL! Zostaliśmy zaatakowani! Nie pozwól, żeby coś jej się stało!

Przerwał połączenie. Musiało być ciężko, skoro nie zdołał mi nic więcej powiedzieć. Natychmiast stworzyłam osłonę i przeniosłam się do środka tego olbrzymiego pomieszczenia, służącego do oficjalnych spotkań. Wiedziałam, gdzie jest bezpieczne miejsce: w prawym rogu tuż za dużą rzeźbą. Właśnie za nią się ukryłam. Miałam tu doskonały punkt obserwacyjny.

W sali panował straszliwy chaos. Król, lekko przyciśnięty do ściany, chroniony był przez trzech Wojowników, którzy blokowali wszystkie kule mocy, lecące w ich kierunku. Trochę dalej spostrzegłam Straż i XAWIERA. Także i oni blokowali napływającą w ich kierunku moc. Gdy przyjrzałam się reszcie, zauważyłam, że tylko część atakuje Króla i Straż. Kilku schowało się z tyłu pomieszczenia, za krzesłami, nie uczestnicząc w walce. Natomiast reszta, zdezorientowana, nie wiedząc, kto ich atakuje, wyrzucała kule mocy na oślep.

Wrzaski walczących i hałas przewracanych mebli były nie do wytrzymania. Szybko rozdzieliłam swoją kulę mocy i wysłałam w kierunku trzech napastników, najzajadlej atakujących Króla i Wojowników. Padli na plecy, nie dając znaku życia. Nie interesowało mnie to teraz wcale. – Jeśli nie żyją, tym lepiej – pomyślałam.

Po chwili zlokalizowałam następnych dwóch, którzy atakowali Strażników. Za sekundę oni również leżeli bez ruchu. W tym samym momencie dwóm atakującym udało się pokonać Strażnika blokującego drzwi. Rzucili się do ucieczki. Kątem oka zauważyłam, że XAWIER wybiegł za nimi.

– KALO! – usłyszałam w głowie. – Wiem, że tu jesteś! Dlaczego nie pilnujesz IZABEL?!

– IZABEL jest bezpieczna. To tobie, Panie, grozi niebezpieczeństwo – odpowiedziałam.

– Dziękuję za pomoc! Zauważyłem, jak załatwiłaś tych pięciu. Tylko twoje kule mocy mają taką siłę. Ale teraz znikaj już stąd, zanim ktoś się zorientuje. Damy sobie radę. No już, znikaj natychmiast! – Rozkazał.

– Już mnie nie ma, mój Panie – odpowiedziałam. I tak musiałam wynieść się stąd. Moja osłona wystarczyłaby mi jeszcze tylko na dwie minuty. Zresztą, walka była już słabsza. Większość agresorów wyczerpała w dużym stopniu swoją moc. Teraz raczej się bronili, niż atakowali. Zauważyłam, że coraz więcej osobników rezygnowało z walki, kładąc się na ziemię i krzyżując ręce na karku.

Tak, starcie zbliżało się już do końca. Mogłam spokojnie ewakuować się z tego miejsca.

ROZDZIAŁ 2

Kiedy zmaterializowałam się pod drzwiami apartamentu Króla, odetchnęłam z ulgą. Nikomu ważnemu nic się nie stało. Ani Królowi, ani Straży, ani Wojownikom. Nawet XAWIER nie został ranny. Walka na szczęście nie rozprzestrzeniła się poza salę główną. Służba nie była niczym zagrożona. Spokojnie mogłam się zająć IZABEL. Zdjęłam blokadę i wślizgnęłam się szybko do środka, po czym ponownie starannie zablokowałam drzwi.

Moja przyjaciółka, niczego nieświadoma, spojrzała na mnie zaciekawiona.

– No i jak tam obrady? – zapytała. – Udało ci się czegoś dowiedzieć, KALO? Kiedy wreszcie skończą? Mam nadzieję, że twoje obawy się nie potwierdziły?

– Potwierdziły się, IZI, niestety. Zostaliśmy zaatakowani. – Nie było powodu trzymać tego w tajemnicy. I tak by się dowiedziała. – Tylko spokojnie – zawołałam, widząc jej przerażenie. – Wszystko jest pod kontrolą. Królowi nic się nie stało. Gdy opuszczałam salę, zamachowcy byli pokonani.

Przerażenie znikło z jej twarzy, jednak nadal siedziała wystraszona, wpatrując się we mnie intensywnie. Po chwili podeszła i przytuliła się do mnie mocno, jak małe dziecko, szukające schronienia u matki.

– KALO, jak zwykle miałaś rację. Nie powinno się lekceważyć twoich przeczuć. – Drżała lekko, więc pogłaskałam ją uspokajająco po włosach. – Co się teraz wydarzy? W każdej chwili mogą znów zaatakować – dodała.

– IZI, kochanie, nie bój się. Myślę, że teraz przez dłuższy czas będzie spokój. Nasz wróg wykorzystał zjazd i zaatakował wszystkimi siłami. Użył do tego najsilniejszych osobników po Starszyźnie. Na szczęście byliśmy przygotowani, a on poniósł klęskę. Reszta jest zbyt słaba, by mogła nam zagrozić – pocieszałam ją.

– Więc Starszych nie było między walczącymi?

– Ani Starszych, ani Namiestników. Domyślam się, że atak nastąpił po ich wyjściu. Wszystkiego dowiemy się od Króla. Mam nadzieję, że zaraz się ze mną skontaktuje.

Odsunęła się trochę ode mnie i spojrzała mi prosto w oczy.

– KALO, nie wiem, co bym zrobiła, gdyby Królowi coś się stało. Tak bardzo go kocham – wyznała.

– On ciebie też. Gdy tylko się zorientował, że jestem w sali, zapytał o ciebie. Chciał wiedzieć, czy jesteś bezpieczna.

– Naprawdę? – W jej oczach pojawiły się łzy. – Myślisz, że mógłby mnie pokochać, chociaż trochę? Wiem, że nie mam szans, by obdarzył mnie takim uczuciem jak ciebie, ale bardzo pragnęłabym, żeby pokochał mnie choć odrobinę.

– IZI, ty głuptasie! On już od dawna cię kocha! Wierz mi, pogodził się z tym, że nie możemy być parą. Jest bardzo mądrą istotą i dobrze rozumie, że lepiej być moim najlepszym przyjacielem i bratem niż stracić ze mną kontakt całkowicie. Uwielbiam go i kocham, właśnie jak brata. Przecież płynie w nas ta sama krew. – Wytarłam łzy płynące jej po policzkach. – Poza tym to, że darzy mnie uczuciem, nie oznacza, że nie może oddać serca tobie. Znam go, IZI, bardzo dobrze i wiem, co czuje.

– Dziękuję ci za te słowa. Wiesz, że mam do ciebie całkowite zaufanie. – Spojrzała trochę pewniejszym wzrokiem.

– Wiem, kochanie. – Głaskałam jej piękne włosy blond.

Była jedyną kobietą, która znała moje sekrety. Prawdziwą przyjaciółką.

Przypomniałam sobie, jak walczyłam o nią z ojcem. Nie zgadzał się na jej przemianę. Dobrze, że w końcu uległ. Nie mogłabym patrzeć spokojnie, jak umiera zżerana przez cholerną chorobę, na którą nie zasłużyła. Nie zniosłabym takiej straty wiedząc, że można jej pomóc. Była jedną z najważniejszych istot w moim życiu.

– KALO, co u was? Wszystko w porządku? – usłyszałam w głowie głos Króla.

– Tak, oczywiście. Co się dzieje? – zapytałam.

– Już prawie zrobiliśmy porządek – odpowiedział. – Dziesięciu przywódców jest uwięzionych. Trzech z nich jest poważnie rannych, a dwóch nieprzytomnych. Z naszej strony tylko dwóch Strażników jest lekko rannych, ale Wojownicy już ich regenerują.

Odetchnęłam z ulgą, słysząc takie dobre wieści. IZABEL patrzyła na mnie bardzo uważnie, więc uśmiechnęłam się do niej uspokajająco. Wiedziała, że rozmawiam z Królem.

– Całe szczęście, że tobie, Panie, nic się nie stało – odezwałam się do niego. – IZABEL była taka przerażona.

– Ucałuj ją ode mnie. Na razie nie mogę do was przyjść. Razem z Mistrzem odczytujemy pamięć pozostałych przywódców Klanów. Wszyscy, którzy poddali się bez walki, są najprawdopodobniej niewinni. Wielu przywódców, zaskoczonych sytuacją, nie wiedziało, co się dzieje, zatem atakowali i bronili się na oślep.

– Ja też miałam takie wrażenie. Większość nie miała pojęcia, co się dzieje. Co z nimi zrobicie?

– Tych, którym odczytujemy pamięć i są niewinni, odsyłamy do domów. Jeśli któryś okaże się winny, zostanie uwięziony. Dlatego nie czekajcie na mnie, bo to zajmie nam trochę czasu. Zajmijcie się sobą. Zjawię się najszybciej, jak będę mógł. Muszę kończyć – powiedział i przerwał połączenie.

Uściskałam IZABEL z radości i pocałowałam gorąco w usta.

– Król kazał cię ucałować, więc na pewno chodziło mu o taki pocałunek – zawołałam wesoło, ponieważ spoglądała na mnie zdziwiona. – Już się nie martw, sytuacja opanowana całkowicie. Trochę czasu zajmie im przeglądanie pamięci buntowników, więc możemy zająć się sobą.

Widziałam jak opada z niej całe napięcie. W jej oczach znów pojawiły się łzy.

– Nie jest ranny?

– Nie! Nic mu nie jest i jak widzisz, nawet w ciężkich chwilach myśli przede wszystkim o tobie. Jeśli nadal uważasz, że nie jesteś kochana, to znaczy, że masz nierówno po sufitem – rzuciłam.

Uśmiechnęła się do mnie przez łzy. Były to łzy szczęścia.

– No, to co robimy, mazgaju? – zapytałam.

– Może powspominamy nasze paryskie przygody? Miałyśmy wtedy takie cudowne i zwariowane życie.

– Nie zaprzeczam, byłyśmy strasznymi wariatkami – zaśmiałam się.

Wspaniale było przypomnieć sobie wspólnie spędzone lata. IZABEL, jako człowiek, żyła na pełnych obrotach, spontanicznie i żywiołowo. Podobnie jak ja. Uzupełniałyśmy się nawzajem. I takiej IZABEL brakowało mi teraz. Chociaż dzisiaj rozkręciła się bardzo, do dawnej, szalonej dziewczyny było jeszcze daleko.

Trajkotałyśmy tak co najmniej przez kilka godzin. Zaaferowane przypominaniem sobie naszych przygód, nie zauważyłyśmy, kiedy zjawił się Król. Gdy go poczułam, stało się dla mnie jasne, że musiał się zjawić trochę wcześniej i ukryć to. Wykorzystał moje chwilowe odprężenie i po prostu nas podsłuchiwał.

Odwróciłam się do niego i zapytałam:

– Ładnie to tak szpiegować i podsłuchiwać?

Mimo zmęczenia, widocznego na twarzy, oczy błyszczały mu radośnie.

– Dawno nie widziałem czegoś tak wspaniałego. Nie pojmuję, jak możecie mówić jednocześnie obydwie i wszystko rozumieć. To było takie fascynujące. Nie śmiałem wam przerwać – powiedział z uśmiechem.

IZABEL podbiegła do niego i mocno się przytuliła. Wziął jej twarz w dłonie i czule pocałował w usta.

– Oho! To ja już będę się zmywać – rzuciłam wesoło.

– Nic z tego, kochana – Król pokręcił głową. – Zostajesz tu do jutra. Nie wiadomo, czy na zewnątrz jest bezpiecznie. Może tam mają kogoś w odwodzie. Dopóki Mistrz nie przesłucha wszystkich winnych, nie wolno ci się stąd ruszyć. To nie podlega dyskusji! – Powiedział to ostro, widząc, że zamierzam protestować.

– OK. Rozkaz, to rozkaz – mruknęłam.

– Bardzo mnie cieszy, kiedy jesteś rozsądna – Uśmiechnął się, zadowolony z mojej uległości.

– Ale za to muszę wiedzieć dokładnie, co się stało. Jak to się zaczęło?

Zmęczony usiadł w fotelu, a IZABEL przysiadła koło niego na ziemi, opierając głowę o jego kolana. Głaskał z czułością jej włosy. To był tak piękny obrazek, że aż na chwilę zaparło mi dech.

Moje serce pragnęło wielkiej, prawdziwej miłości, takiej jak uczucie do Adama i w tym momencie wyraźnie dało mi o tym znać.

– Weź się w garść, dziewczyno! – nakazałam sobie w myśli. – Teraz są ważniejsze sprawy niż głupie sentymenty.

Spojrzałam na Króla, który zabierał się właśnie do zdania mi relacji z wydarzeń w głównej sali.

– Zaczęło się zaraz po tym jak salę opuścili Starsi i Namiestnicy – rozpoczął. – Jeden z zamachowców poprosił o głos. Chciał zapewne opóźnić moment ataku, by zyskać pewność, że Starszyzny nie ma już w pobliżu. Sprzeciwił się wszystkim wcześniejszym ustaleniom. Stwierdził, że zamierzam wprowadzić dyktaturę. Gdy XAWIER odpowiedział mu, że wszystko zostało już ustalone i nie podlega żadnej dyskusji, zaczął krzyczeć, że nie zgadza się na to. Ani on, ani inni. Na sali zrobiło się zamieszanie i wtedy wszyscy poczuliśmy przepływ mocy z rozkazem „atak”. Nie było wiadomo, kto ją wysłał. W pierwszej chwili trudno się było połapać, kto nas atakuje, a kto broni siebie. Wojownicy natychmiast mnie zasłonili, a resztę to już widziałaś sama.

Pokiwałam głową twierdząco.

– Tak, ale widziałam również, jak dwóch zamachowców uciekało. XAWIER ruszył za nimi. Czy udało mu się ich zatrzymać?

– Owszem. Byli już osłabieni – jednego z nich zabił, a drugiego obezwładnił.

– A ci, których ja obezwładniłam? Co z nimi? – zapytałam.

– Ta pierwsza trójka, którą zaatakowałaś, jest ciężko ranna, a następni dwaj już odzyskali przytomność i nie jest z nimi źle. Sądzę, że do jutra wszyscy się zregenerują na tyle, by można ich było przesłuchać – odpowiedział zadowolony.

– Całe szczęście, że już po wszystkim – powiedziałam. – Dobrze, że tak się uparłam na wzmocnienie twojej ochrony, Panie. Odtąd zawsze, kiedy będę miała złe przeczucia, będziesz musiał ich słuchać i nie sprzeciwiać się. W końcu to ja dbam o twoje bezpieczeństwo – dodałam z mocą.

– Masz rację, KALO – zgodził się bez protestów. – I tak przecież zastosowałem się do wszystkich twoich sugestii.

IZABEL podniosła głowę, spoglądając na mnie.

– Powiedziałam wcześniej KALI, że już nigdy więcej nie zlekceważymy jej przeczuć. Nawet, gdyby wydawały się bezsensowne – rzuciła. – Lepiej dmuchać na zimne.

– Też tak uważam, IZABEL – Król nie przestawał gładzić ją po włosach. – Jestem przekonany, że intuicja KALI to jej następny dar. Trzeba go więc doceniać i nie lekceważyć.

Słysząc to, zamyśliłam się nad ich słowami. Nigdy tak na to nie patrzyłam. Może rzeczywiście mieli rację i ta moja intuicja była kolejnym darem. Tak wiele razy, słuchając wewnętrznego głosu, doprowadzałam nawet trudne sprawy do pomyślnego zakończenia. Może gdybym posłuchała swojej intuicji w dzień, w którym ADAM został zamordowany – żyłby do tej pory?! Wtedy pierwszy raz zignorowałam tę podpowiedź i zakończyło się to tragicznie. Aż przeszły mnie ciarki na myśl, że być może, przez moją ignorancję, straciłam wielką miłość! Teraz jednak, zdecydowanie, nie był odpowiedni czas na takie przemyślenia. Musiałam odłożyć je na później.

– Zapewne macie rację – zgodziłam się. – Zobaczymy następnym razem, gdy będę coś przeczuwała. Ale co teraz? Zaraz wzejdzie słońce i IZABEL zapadnie w letarg. Ja, jak się domyślam, nie mogę skorzystać z żadnego pokoju gościnnego, a przecież gdzieś muszę spać. Jestem trochę zmęczona po wydarzeniach tej nocy. – Rozejrzałam się po pokoju. – Chyba położę się tu, na tej kanapie. – Wskazałam na duży mebel stojący pod ścianą. – Mam nadzieję, że jest wygodna.

Król zmarszczył czoło, słuchając tego, co mówię.

– Śpisz z nami KALO – powiedział głosem nieznoszącym sprzeciwu. – Nasze łoże pomieści bez problemu cztery osoby, miejsca więc wystarczy dla wszystkich.

– O nie! Nic z tego – zbuntowałam się.

– KALO – odezwała się cicho IZABEL. – Wiesz, że nie mam nic przeciwko temu, abyś spała z nami.

– Ale ja mam przeciwko temu bardzo dużo – upierałam się.

– Nie wygłupiaj się – rzucił Król niecierpliwie. – Nikt nie zamierza urządzać tutaj orgii. Wszyscy musimy po prostu wypocząć.

Z dużymi oporami, zgodziłam się wreszcie na takie rozwiązanie.

Wiem, że członkowie naszej Rasy seks traktują z dużą swobodą. Stwórcy sypiają ze wszystkimi swoimi potomkami, tworząc coś na kształt komuny.

Ale ja taka nie byłam. Pod tym względem byłam bardziej „ludzka” od ludzi. Dla mnie seks ściśle wiązał się z uczuciem. Dlatego kochałam się do tej pory tylko z ADAMEM i Królem. Lecz odkąd w życiu Króla pojawiła się IZABEL, wyraźnie dałam mu do zrozumienia, że koniec z seksem między nami. Do tej pory nigdy się nie narzucał i miałam nadzieję, że i dziś tak będzie. Jako Król mógł każdemu narzucić swoją wolę, ale nigdy z tego nie skorzystał. Właśnie dlatego, że w przeróżnych sytuacjach okazywał się wartościową istotą – kochałam go.

– IZI, pożyczysz mi coś do spania? Nie mam zamiaru paradować nago, ani spać w tym, w czym chodzę – popatrzyłam na swoją przyjaciółkę z wyczekiwaniem.

– Weź sobie z garderoby, co chcesz – rzuciła zdziwiona, że pytam ją o coś tak oczywistego.

Kiedy Król i IZABEL poszli do łazienki, ja poszperałam w jej rzeczach. Miała same fikuśne koszule z masą falbanek. Brr… – wzdrygnęłam się. Nie cierpiałam czegoś takiego. Na szczęście udało mi się znaleźć krótką koszulkę w różowe słoniki. KURCZĘ! W RÓŻOWE SŁONIKI! Kompletne szaleństwo. Ale i tak była to jedyna rzecz, nadająca się do włożenia. – Och, te blondynki – pokręciłam głową.

Gdy wyszłam z garderoby, IZABEL leżała już w łóżku.

– Gdzie Król? – zapytałam.

– Jest w bibliotece. Chciał jeszcze poczytać przed snem.

– Uhm – wymruczałam. – Idę do łazienki. Śpij dobrze, malutka. – Pokiwałam jej dłonią.

– Ty też – odpowiedziała z trudnością. Zapadała już w letarg. Była jeszcze młoda i nie miała w sobie wystarczająco silnej krwi, by móc walczyć z letargiem. Jej Stwórca był słabym KUR-GALLI, a mój ojciec nie chciał jej dać ani kropli swojej krwi. Wiedziałam, że upłynie jeszcze dużo, dużo czasu, zanim IZI będzie mogła skracać swój letarg.

ROZDZIAŁ 3

Wzięłam długi, gorący prysznic. Wiedziałam doskonale, że czeka mnie jeszcze trudna rozmowa z Królem. Niestety, jego letarg tak szybko nie łapał. Był bardzo silny.

Siedziałam w łazience prawie pół godziny, odwlekając bezsensownie nieuniknione. W końcu jednak włożyłam tę okropną koszulkę i weszłam do sypialni.

Król leżał w łóżku z książką w ręku. Nie wiem, dlaczego nawet w myślach bardzo rzadko nazywałam go po imieniu. A miał piękne imię – SETI-RIS, imię egipskiego faraona, którym kiedyś był.

Dla mnie od samego początku był Królem i tak go traktowałam. Po prostu wyglądał jak Król. Był władczy, potężny i groźny. Wzbudzał we wszystkich strach i wyglądem, i swoją mocą. Ja nigdy się go nie bałam, ale zawsze szanowałam. Był mądrym i sprawiedliwym Władcą.

Tylko w najbardziej intymnych momentach pozwalałam sobie mówić do niego po imieniu.

Uśmiechnął się na widok moich różowych słoników. Widziałam rozbawienie w jego oczach.

– Idę do biblioteki coś poczytać. – Zrobiłam unik, chociaż wiedziałam, że to nic nie da.

– Proszę, chodź do łóżka – powiedział delikatnie. – PROSZĘ! – dodał z naciskiem, widząc moje niezdecydowanie.

Westchnęłam i podeszłam do tego olbrzymiego łoża, wślizgując się pod kołdrę na samym brzegu.

– Czy ty mi nie ufasz, KALO? – zapytał widząc, co wyprawiam.

– Przecież wiesz, że tak, Panie.

– Więc przytul się do mnie i pozwól mi się sobą nacieszyć.

Wtuliłam się w jego ramię, a on przygarnął mnie mocno do siebie.

– Nawet nie wiesz, KALO, jak mi ciebie brakuje. Twojej mądrości, twojej radości życia, tego żywiołu, jakim jesteś i twojego cudownego ciała. Wiesz, jak cię kocham.

– A co z IZABEL? Jakie są twoje uczucia do niej? – przystopowałam go.

– Bardzo mocne – powiedział z uczuciem. – Myślałem, że po tobie nie zdołam już nikogo darzyć miłością. Ale ona mnie pokonała. Jest taka słodka i bezbronna. Jednak IZABEL to IZABEL, a ty to ty. Zagościłaś w moim sercu od pierwszego spotkania i zostaniesz tam na zawsze. Nic tego nie zmieni.

– Wiesz, że ja też bardzo cię kocham, Panie – powiedziałam uczciwie.

– Wiem! Ale jak brata, jak przyjaciela, a nie jak mężczyznę. Pogodziłem się z tym, zwróciłem ci przecież wolność. Chociaż na początku było ciężko – wytrwałem. Kilka razy już tak niewiele brakowało, abym się złamał i zniewolił cię, zmuszając do bycia ze mną – przyznał. – Na całe szczęście zwalczyłem to. Świadomość, że mogłabyś mnie za to znienawidzić, dodawała mi siły, by nad sobą zapanować. IZABEL była dla mnie wybawieniem. Dziękuję ci za nią.

Popatrzyłam w jego oczy zszokowana! Pierwszy raz wyznał, jak bolesne było dla niego nasze rozstanie. Zrobiło mi się ciężko na duszy. Byłam powodem jego cierpienia, a przecież nigdy tego nie chciałam.

– Przepraszam – szepnęłam skruszona. – Nie chciałam cię, Panie, tak zranić.

– KALO, nie przepraszaj mnie. Przecież to nie twoja wina. Nie da się narzucić uczuć, których nie ma. Najważniejsze, że mogę na ciebie zawsze liczyć. Jesteś moim oparciem.

Mimo tego, co mówił, czułam się okropnie. Przecież wiedziałam, jak to jest stracić kogoś, kogo się bardzo kocha. Nasze rozstanie było jednoznaczne z tym, że mnie utracił. Teraz zrozumiałam, jaka byłam samolubna i okrutna. A on robił wszystko, bym czuła się w naszym związku jak najswobodniej i nie była niewolnikiem nocy. Tak bardzo się starał, a ja marzyłam tylko o jednym – być wolną. Zamiast poskromić swój egoizm, myślałam tylko o sobie.

Spojrzałam mu głęboko w oczy.

– Po tym, co mi powiedziałeś, uświadomiłam sobie dopiero teraz, jaką byłam egoistką. Zepsułam wszystko, ponieważ interesowała mnie tylko moja wygoda i moje potrzeby. Wybacz mi, Panie, proszę.

Nie odrywał ode nie wzroku. Marszcząc brwi rzucił:

– Nie opowiadaj bzdur! Ty egoistką? Dobre sobie. Po tym, co przeżyłaś, kiedy najpierw straciłaś matkę, a później ADAMA, miałaś i masz cały czas prawo do szczęścia, masz prawo do tego, co jest dla ciebie najważniejsze. To ja stanąłem na twojej drodze i odebrałem ci wolność!

Słysząc jego słowa, głęboko westchnęłam i pokręciłam przecząco głową na znak, że nie zgadzam się z tym, co mówił.

– Nie chcę tego słuchać – zaprotestowałam żarliwie. – To nie ty, Panie, stanąłeś na mojej drodze, tylko ja zostałam ci podrzucona przez ARAGONA, razem z moimi problemami. A w nagrodę za swoją opiekę dostałeś moją niewdzięczność. Proszę, powiedz mi, czy w takim razie przyjmiesz coś ode mnie na przeprosimy?

– Za „podrzucenie” ciebie, będę ARAGONOWI wdzięczny już zawsze. Lata spędzone z tobą, KALO, były najpiękniejszym okresem w moim życiu – patrzył na mnie intensywnie, a jego piękna, dzika twarz pałała uczuciem. – Nie należą mi się od ciebie żadne przeprosimy, a tym bardziej żadne prezenty.

– Ja jednak chciałabym ci coś podarować.

– Co, KALO?

– Chcę, żebyś napił się mojej krwi – powiedziałam pewnie.

Zerwał się z łóżka wzburzony. Myślał nad czymś intensywnie, chodząc nerwowo po sypialni. Wstałam z łóżka, chcą go uspokoić i wtedy odwrócił się gwałtownie w moją stronę.

– KALO, posłuchaj mnie uważnie – wyrzucił z siebie, kładąc ręce na moich ramionach i patrząc prosto w oczy. – To najwspanialsza rzecz, jaką mogę od ciebie dostać. Chyba każdy członek naszej Rasy oddałby wszystko za taki dar. Niestety, nie mogę go od ciebie przyjąć. Nie teraz, gdy uważasz, że ofiarowanie mi swojej krwi jest twoim obowiązkiem i chcesz to zrobić, jako zadośćuczynienie za twoje wyimaginowane winy. Za bardzo cię kocham, by się na to zgodzić. Może kiedyś, kiedy będziesz chciała mi podarować swoją krew, kierując się wyłącznie uczuciem i potrzebą serca – zgodzę się. Teraz nie.

Patrzyliśmy sobie w oczy, nie spuszczając wzroku. Nie zamierzałam ustąpić.

– Posłuchaj mnie, Panie! – powiedziałam pewnym i stanowczym głosem. – Możliwe, że źle się wyraziłam. Wiedz, że chcę ci podarować krew, ponieważ tego pragnę. Z całego serca i z całej mojej miłości do ciebie. Uważam, że teraz jest najwłaściwszy moment.

Spojrzał na mnie tak przenikliwie, że poczułam dreszcze na całym ciele.

– Wiem, KALO, że nigdy mnie nie okłamałaś. Wierzę, że twoje słowa są prawdziwe i szczere. Czuję to! – powiedział.

– Więc przyjmiesz moją krew?

– Tak – odpowiedział cicho, a jego oczy rozbłysły wewnętrznym światłem.

– Chcę, abyśmy zrobili to rytualnie. To ma być całkowite oddanie i połączenie – zaznaczyłam. – Ale bez seksu – dodałam szybko.

Uśmiechnął się leciutko.

– Wiem, KALO. Przecież seks nie jest w tym najważniejszy. Najważniejsze jest połączenie dwóch dusz.

Rozebraliśmy się szybko i spletliśmy nasze nagie ciała, by jak najpełniej odbierać połączenie. Otworzyłam przed nim swój umysł, jak przed nikim na świecie, za wyjątkiem mojego ojca. I w tym momencie on otworzył swój. Nasze uczucia płynęły w obie strony bez przeszkód. Nie było między nami tajemnic. Czytałam w jego myślach, jak bardzo mnie kocha i szanuje, jak bardzo mi ufa. On również odbierał wszystko, co do niego czułam. Dowiedział się, jak jest dla mnie ważny, jak bardzo go potrzebuję w swoim życiu i jak go uwielbiam za to, kim jest i jaki jest.

Odchyliłam głowę, nastawiając szyję do ugryzienia. Zrobił to bardzo delikatnie. W momencie, kiedy poczuł w ustach pierwsze krople mojej krwi, nogi ugięły się pod nim z wrażenia i zaczął drżeć na całym ciele.

– Spokojnie, SETI, kochanie – powiedziałam głaszcząc go po włosach. Gdy drżenie wywołane mocą mojej krwi ustąpiło, wypowiedziałam formułę: Razem z moją krwią, oddaję ci siebie. Jesteśmy odtąd połączeni na zawsze, na dobre i na złe. Dopóki śmierć nas nie rozłączy.

Kiedy przestał pić, obnażył swoją szyję. Wgryzłam się delikatnie i natychmiast jego krew spłynęła mi do gardła. Była doskonała i niezwykle silna. Nieporównywalna z ludzką.

Po chwili usłyszałam z trudem wypowiadane słowa przysięgi. Był oszołomiony, lecz mimo to nie wypuszczał mnie ze swoich objęć, chociaż przestałam już pić.

– KALO, nie doświadczyłem nigdy niczego wspanialszego. Twoja krew jest niesamowita – wyszeptał mi do ucha. – Już czuję jak zaczyna działać. Wnika we mnie bardzo silna energia i wypełniała każdą cząstkę mojego ciała. To niezwykłe wrażenie! – Jego usta dotykały mojego ucha. Mówił cichutko, ale słyszałam w jego głosie podekscytowanie. – Dziękuję, KALO, za ten dar. I za to, że po tylu latach znów powiedziałaś do mnie po imieniu.

Staliśmy tak, spleceni ze sobą, wyczuwając krążącą miedzy nami energię. Wiedziałam, że nie chce mnie jeszcze wypuścić ze swych objęć. Starał się przedłużyć tę wspaniałą chwilę jak najbardziej. Dla mnie to też było niesamowite przeżycie. Pierwszy raz otworzyłam się tak na drugą istotę, jednocześnie wymieniając się z nią krwią. Do tej pory nie pojawił się w moim życiu nikt, z kim ojciec pozwoliłby mi wymienić krew. SETI-RIS był jedynym, z którym mogłam to zrobić, ale wyłącznie za jego zgodą. Jak zwykle działałam spontanicznie i teraz nie byłam pewna, jak na to zareaguje. Ale w tym momencie nie chciałam się tym przejmować. „Zanurzyłam się” w cudownym poczuciu zjednoczenia, chłonąc to całą sobą.

Upłynęło trochę czasu, zanim z trudem odsunęliśmy się od siebie, przerywając strumień płynącej między nami energii. Ubraliśmy się szybko i wyczerpani nadmiarem emocji, padliśmy na łóżko, usypiając momentalnie.

ROZDZIAŁ 4

Obudziłam się dwie godziny przed zachodem słońca. Król jeszcze spał mocno. Nie dziwiłam się temu po tak intensywnej nocy i poranku. Dzisiejsza noc też nie zapowiadała się na lekką. Zaraz po zachodzie, Mistrz rozpocznie przesłuchanie spiskowców. Gdy okażą się winni, a nie poproszą o wybaczenie i nie przysięgną wierności Królowi, zostaną straceni. To będzie trudne dla wszystkich.

Doskonale zdawałam sobie sprawę, że teraz najważniejsze jest wykrycie przywódcy spisku. Nie może być mowy o żadnej litości w stosunku do buntowników, zwłaszcza, że coraz więcej rzeczy wskazuje na wyjątkową siłę ich przywódcy. Ktoś, kto wydaje rozkaz ataku nie ujawniając swojej tożsamości, musi być potężny.

Wstałam po cichu, tak, by nie obudzić Króla. Zapewne już od dawna nie jest w letargu. Zawsze był bardzo silny i pracował nad sobą, więc teraz, po wypiciu mojej krwi, jego letarg skrócił się zapewne jeszcze bardziej.

Nie robiąc hałasu udałam się do garderoby IZABEL. Skoro nie mogłam przenieść się do mojego paryskiego mieszkania, musiałam pożyczyć od niej świeże ubrania. Całe szczęście, że oprócz strojnych sukienek i eleganckich kompletów miała trochę sportowych rzeczy. Wygrzebałam nieużywany, szary dres i czarną podkoszulkę. Znalazłam również nowiutką bieliznę i zadowolona z udanych „łowów”, zabrałam to wszystko do łazienki.

Po kwadransie, gotowa na przyjęcie nowych wyzwań, przeniosłam się do biblioteki. Rozsiadłam się w wielkim, wygodnym fotelu, jednym z czterech znajdujących się w tym pomieszczeniu. Uwielbiałam bibliotekę Króla. Wszystkie lata spędzone w tej rezydencji, nazwanej przeze mnie „bunkrem przeciwatomowym”, byłyby jeszcze trudniejsze, gdyby nie ten pokój i jego zawartość. Księgozbiór Króla nie mógł się równać z tym, który posiadał mój ojciec, ale również był imponujący.

Siedziałam teraz otoczona starymi książkami, manuskryptami, a nawet papirusami z czasów, kiedy SETI-RIS był faraonem i chłonęłam magiczną atmosferę tego pomieszczenia. Świadoma obowiązku połączenia się z ojcem i poinformowania go o wczorajszych wydarzeniach, potrzebowałam tych kilku minut odprężenia przed trudną rozmową.

Najbardziej obawiałam się reakcji ARAGONA na wieść o wymianie krwi z Królem. Wprawdzie SETI-RIS był jedyną istotą, z którą mogłam to zrobić, lecz tylko za jego zgodą. ARAGON był bardzo kategoryczny w tej kwestii.

Z lekką obawą dotknęłam jego umysłu. Odpowiedział natychmiast. Zaczęłam od poinformowania go o wczorajszej walce i o wszystkim, co po niej nastąpiło.

– To poważniejsza sprawa, niż myślałem – usłyszałam zafrasowany głos ojca. – Ten, kto kieruje spiskiem, niepokoi mnie. Jest zaskakująco silny i nie wiem, co o tym sądzić? Nie spotkałem do tej pory żadnego KUR-GALLI o takich umiejętnościach i obawiam się, że może być groźny nawet dla ciebie, KALO. Przede wszystkim dla ciebie – dodał. – Musisz być teraz bardzo ostrożna. Jeśli on dowie się o twojej mocy, będzie chciał cię wyeliminować. Stanowiłabyś dla niego zagrożenie i byłabyś przeszkodą w realizacji jego planów.

Ojciec był wyraźnie zaniepokojony.

– Masz rację, postaram się uważać – przesłałam mu szybko. – Może dzisiaj uda się czegoś dowiedzieć. Wszyscy spiskowcy będą mieć odczytywaną pamięć.

– Jeśli on jest tak silny, jak przypuszczam, niewiele się dzisiaj dowiecie. Mam tylko nadzieję, że sam nie zaatakuje, bo wtedy SETI-RIS mógłby nie dać sobie rady. Nie jest tak potężny jak ty – przypomniał, co uzmysłowiło mi natychmiast, że przyszedł czas wyznania swoich „win”.

– Tatku, muszę ci coś powiedzieć – przesłałam. Bałam się trochę jego reakcji, wiedząc, jak poważnie traktował kwestię ochrony mojej krwi. Jak zwykle działałam spontanicznie, zamiast najpierw uzyskać jego aprobatę. – Proszę, nie gniewaj się na mnie za to, co zrobiłam. Wiem, że powinnam najpierw skontaktować się z tobą. Ale wszystko działo się tak szybko i tak bardzo chciałam to zrobić…

Przerwałam, czekając z obawą na jego reakcję. Po krótkiej przerwie usłyszałam trochę zbyt spokojny głos ARAGONA:

– To może wreszcie powiesz mi, cóż takiego znów zrobiłaś?

– Wymieniłam się krwią z Królem – powiedziałam cichutko.

– Nareszcie! – usłyszałam jego zadowolony głos, kompletnie tym zaskoczona. – Myślałem, że nigdy się na to nie zdecydujesz. Nie mogłem zmuszać cię w żaden sposób. To musiało wyjść od ciebie. Nie rozumiem tylko, dlaczego teraz?

– Ponieważ zrozumiałam, jaką byłam egoistką – przyznałam się. – Myślałam tylko o sobie i swojej wolności, nie zwracając uwagi jak mocno ranię kogoś, kto mnie tak bardzo kochał. Tylko nie myśl, że zdecydowałam się na wymianę z poczucia winy – zastrzegłam. – Zrobiłam to z miłości! Z miłości do wspaniałej istoty, która wolała cierpieć sama, niż zmuszać mnie do wyrzeczeń.

– Bardzo się cieszę, skarbie, że to zrobiłaś – powiedział usatysfakcjonowany. – Teraz będę o niego spokojniejszy. Z siłą, którą otrzymał dzięki twojej krwi, powinien poradzić sobie prawie z każdym zagrożeniem. A tak z czystej ciekawości: zrobiliście to rytualnie? – zapytał lekko rozbawiony.

– Aha! Wiem, o co ci chodzi, tatuśku – zaśmiałam się. – Tak, rytualnie, ale bez seksu.

– Biedny SETI-RIS! – W głosie ojca wyraźnie rozbrzmiewał śmiech. – Nieźle go męczysz. Rzeczywiście, kocha cię bardzo, skoro wytrzymuje to, co z nim wyczyniasz. Czy ty zawsze musisz być taka zasadnicza w sprawach seksu? Nasza Rasa przecież go uwielbia i ma niewiele zahamowań.

– Ale ja mam. Lubię seks, ale przecież nie mogę kochać się z SETI-RISEM, kiedy obok leży IZABEL. To byłoby dla mnie nienormalne i chore. Odkąd związał się z nią, jest dla mnie zakazany. Takie mam zasady. Dla większości naszej Rasy nie miałoby to żadnego znaczenia, ale dla mnie ma.

– Dobrze wiem, kochanie, że taka jesteś i podziwiam cię za to. – Słyszałam dumę w jego głosie. – Jednak, gdy pomyślę, jak długo już jesteś sama, robi mi się smutno.

– Nie zamierzam wiązać się z nikim na siłę, tatku. A przygodne miłostki nie pociągają mnie. To taka trochę przyjemniejsza gimnastyka i nic więcej. Zero uczuć, zero bliskości, czyli zwykła strata czasu – powiedziałam zdecydowanie. – A, tak na marginesie: chyba nie tylko ja jestem sama. Jakoś nie zauważam nikogo w twoim pobliżu.

– Ja, to co innego! To mój świadomy wybór. Ty jesteś najważniejszą istotą w moim życiu – powiedział ciepło. – A jeśli chodzi o seks, w zupełności wystarcza mi, jak to nazywasz, „przyjemniejsza gimnastyka”.

Choć mówił lekko, wiedziałam, że to tylko pozory. W rzeczywistości pragnął miłości tak samo jak ja. Moja matka, ANNA, była ostatnią kobietą, którą tak bardzo kochał. Po jej stracie bardzo długo dochodził do siebie. Nie mógł o niej zapomnieć i dlatego nic nie wyszło z jego związku z IZABEL.

Pamiętam, ile biedaczka się przy nim wycierpiała. Nie spodziewałam się wtedy, że może być takim tyranem. Dopiero później, gdy zwrócił jej wolność, wytłumaczył mi swoje postępowanie. Była przeciwieństwem ANNY i tylko przypominała mu jego stratę. Gdyby ją pokochał, zapewne stworzyliby dobry związek. Niestety, irytowała go i dawał to wyraźnie do zrozumienia. IZABEL panicznie się go bała i strach tłumił wszystkie inne uczucia, co jeszcze bardziej denerwowało mojego ojca. Na całe szczęście poznałam ją z Królem i jak na razie wszystko układało się między nimi coraz lepiej.

– Mimo twojego podejścia, coś mi mówi, że niedługo spotkasz kogoś, kto będzie dla ciebie bardzo ważny – powiedziałam z przekonaniem. – Takie mam przeczucie, a zarówno Król, jak i IZABEL twierdzą, że intuicja jest moim kolejnym talentem.

– Pożyjemy, zobaczymy – zaśmiał się. – Nie zapomnij mnie powiadomić o wszystkim, czego się dowiecie o naszym wrogu. Pa, skarbie.

Westchnęłam głośno. Było mi go żal. Ciągle samotny. Od śmierci matki wszystkie uczucia utopił we mnie. Starałam się zawsze być przy nim, kiedy tylko wyczuwałam jego smutek. Wiele razy zmuszałam go, by ściągnął mnie do siebie, udając, że jest mi źle. Przenosił mnie do swojego ukrytego za potężną blokadą domu natychmiast i starał się z całych sił rozweselić, sam zapominając przy tym o swoich demonach.

– Dlaczego tak ciężko wzdychasz? – usłyszałam głos Króla. – Dzieje się coś złego?

– Nie, nic nowego – odpowiedziałam, spoglądając na jego olbrzymią postać stojącą w drzwiach. Przyglądał mi się uważnie. – Dręczą mnie tylko pewne sprawy. Rozmawiałam z ojcem. Jego samotność nie jest dobra. Chociaż on twierdzi co innego, ja wiem swoje. Zbyt długo jest sam i coraz częściej zauważam jego przygnębienie. Boję się o niego.

– Ja też. Niestety, w przypadku ARAGONA niczego nie da się zrobić bez jego zgody. A skoro on nie chce szukać partnerki czy partnera, nic na to nie poradzimy.

– Wiem o tym doskonale. Ale ta bezsilność mnie wkurza – rzuciłam niecierpliwie.

– Oj wiem, jak się denerwujesz, gdy nie możesz postawić na swoim. Chwilowo musisz zostawić tę sprawę. Jak uda się nam wykryć i pokonać tego gnojka, będzie o wiele spokojniej i wtedy zaczniesz kombinować – nie potrafił ukryć rozbawienia.

Popatrzyłam na niego spod oka.

– Jak uda się nam go złapać i zabić, mój Panie! – uzmysłowiłam mu. – Ojciec ostrzega nas przed nim. Uważa, że jest silniejszy, niż przypuszczaliśmy i nakazuje nam ostrożność.

– Rozumiem – odpowiedział z powagą. – Powiedz mi, jak zareagował na to, co zrobiliśmy? – Miał przy tym niepewną minę.

– Bardzo się ucieszył. Wyobraź sobie, Panie, że zapytał, dlaczego dopiero teraz.

SETI-RIS uśmiechnął się, spoglądając na mnie promiennym wzrokiem.

– Cieszę się, że nie ma nic przeciwko naszej wymianie krwi. Czuję się po niej wspaniale. Wydaje mi się, że mogę przenosić góry. A na dodatek, pierwszy raz w swoim „nowym” życiu śniłem. To był taki cudowny sen. Spacerowałem w nim po pięknym ogrodzie w dzień, w pełnym słońcu. Siedziałem na ławce i wystawiałem twarz do słońca. Czułem na skórze jego ciepłe promienie. Gdy się obudziłem, byłem taki szczęśliwy, jakbym to przeżył naprawdę. Czy tobie, KALO, często się coś śni?

– Tak, bardzo często – przyznałam.

Wyciągnął rękę w moim kierunku.

– Chodź, KALO, przytul się do mnie.

Podeszłam szybko i położyłam głowę na jego piersi. Objął mnie mocno swoimi silnymi ramionami.

– Tak mi teraz dobrze, że najchętniej zostawiłbym ten cały bałagan i zabrał ciebie i IZABEL gdzieś daleko stąd – rzucił spontanicznie. – Tam, gdzie nie ma spiskowców, gdzie nie ma głupich osobników, którzy nie potrafią utrzymać w ryzach ani siebie, ani swoich potomków. Czasami mam tego wszystkiego dosyć – pożalił się.