Wydawca: Psychoskok Kategoria: Sensacja, thriller, horror Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 72 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Horror z piekła rodem - Beata Cwirko-Godycka

Horror z piekła rodem to powieść Beaty Cwirko-Godyckiej, która na kartach książki snuje straszną, ale i intrygującą historię o romansie dojrzałego mężczyzny z młodą kobietą. Jest to opowieść o czarach i kontaktach z demonami oraz piekłem. Akcja książki rozgrywa się współcześnie. Magik Artur wtajemnicza swoją uczennicę w arkana czarnej magii. W pewnym momencie między parą głównych bohaterów dochodzi do romansu. Dziewczyna, biorąc u Artura nauki i przyglądając się eksperymentom, poznaje ciemną stronę mocy oraz istoty, które pochodzą z innego, złego świata. Po tygodniach ćwiczeń zostaje prawdziwą wiedźmą, może sama czarować i zaklinać. Piekło reprezentują w tej opowieści Belial, Belzebub, Lucyfer oraz sam Szatan. To opowieść dla Czytelników o mocnych nerwach.

Opinie o ebooku Horror z piekła rodem - Beata Cwirko-Godycka

Fragment ebooka Horror z piekła rodem - Beata Cwirko-Godycka

Beata Cwirko-Godycka "Horror z piekła rodem"

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok, 2013 Copyright © by Beata Cwirko-Godycka, 2013

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, powielana i udostępniana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Skład: Wydawnictwo Psychoskok Projekt okładki: Wydawnictwo Psychoskok Zdjęcie okładki © Freshidea - Fotolia.com

ISBN: 978-83-7900-122-4

Wydawnictwo Psychoskok ul. Chopina 9, pok. 23, 62-507 Konin tel. (63) 242 02 02, kom.665-955-131

wydawnictwo.psychoskok.pl

Beata Cwirko-Godycka
Horror
z piekła rodem
Wydawnictwo Psychoskok 2013

Część 1

Na granicy dwóch miast stał samotny i ponury dom. Jego wygląd bardziej odstraszał niż przyciągał ludzi. Budynek był szary, miał jedno piętro i strych, a po obu stronach wieżyczki. Drzwi były ciężkie dębowe, po środku nich wisiała mosiężna kołatka w kształcie koła przyczepiona do byczego łba. Cała posesja otoczona była parkanem i pomalowana na brązowy kolor. W ogródku oprócz wysokich krzewów i drzew nie rosły żadne kwiatki, mogłoby się wydawać, że tam nikt nie mieszka. Właścicielem tego domu był dziwny jegomość, który zajmował się czarami i zjawiskami nadprzyrodzonymi. Ludzie go unikali ze strachu, a on oprócz jednego lokaja też stronił od obcych. Jego wiedza była ogromna, a ponieważ nie miał jej komu przekazać, zapisywał wszystko w księgach. Jego lokaj miał 180 cm wzrostu, był dobrze zbudowany i bardzo silny. Twarz i spojrzenie napędzały stracha nawet najodważniejszym, źle było się z nim spotkać w biały dzień, a co dopiero wieczorem. Na imię miał Marcin i wykonywał wszystkie prace w tym domu. Natomiast pracodawca był bardzo dziwnym i skrytym człowiekiem, nad wyraz opanowanym, rzadko kiedy coś go denerwowało czy dziwiło. Pan Artur, tak brzmi jego imię, był nieco niższy od swojego lokaja o ciemnej karnacji i przenikliwym spojrzeniu jasnych oczu, jeszcze nie stary, ale siwizna przyprószyła częściowo jego bujne czarne włosy. Ubierał się zawsze w ciemne stroje, a na szyi nosił od lat ten sam talizman. Przodkowie zostawili mu duży majtek, dlatego nie musiał się liczyć z wydatkami, ale starał się nie obnosić ze swym bogactwem, zresztą ktoś, kto go znał, nigdy nie przypuszczał, że jest taki majętny. Pan Artur gustował w dobrych trunkach i papierosach, nigdy nie przesadzał z alkoholem i nie wypalał całej paczki. Jedyną rzeczą, która, mogła świadczyć o jego pozycji majątkowej to samochód, duża czarna limuzyna, z klimatyzacją, barkiem i telefonem. Maciej był jego kierowcą. Pan Artur wywodził się ze starej hrabiowskiej rodziny gdzieś z Anglii. Jego znajomi, mieszkający w różnych krajach, kontaktowali się z nim od czasu do czasu. Kiedyś Artur miał zaufanego przyjaciela, ale on okazał się bezdusznym nielitościwym człowiekiem i przyjaźń została zerwana. Wnętrze jego domu było bardziej tajemnicze i przerażające niż widok z zewnątrz. Żeby dostać się do środka, należało wejść po trzech niedużych schodkach. Za drzwiami rozciągał się ogromny holl, który nawet w pogodny i słoneczny dzień był mroczny. Na dole znajdował salon, w którym był kominek, sofa, przy której stał stołek i dwa fotele oraz podręczny barek z trunkami. Tapety na ścianach były w bliżej nieokreślonym kolorze. Żyrandol w postaci siedmioramiennego świecznika i kinkiety na ścianach takie same, tyle że mniejsze. W oknach wisiały tylko zasłony i ogród za oknem wyglądał przygnębiająco. Na podłodze leżał puszysty dywan, kuchnia i łazienka również znajdowały się na dole. Z holu na górę prowadziły drewniane, skrzypiące schody wyłożone czerwonym chodnikiem. Po wejściu na piętro pierwszą rzeczą, jaką się widziało to duży wahadłowy zegar głośno tykający. Był bardzo stary i gdy wybijał równą godzinę to skóra cierpła ze strachu, wydawał bowiem bardzo dziwne i zgrzytające dźwięki. Na tym piętrze pan Artur miał bibliotekę, na regałach, które sięgały sufitu były poustawiane książki. Właśnie tam nasz magik spędzał najwięcej czasu. Dokładnie wiedział, gdzie znajduje się dana książka. Przy regale był przycisk, dzięki któremu można było otworzyć tajemne przejście do gabinetu. Na piętrze znajdowały się dwie sypialnie i dwa pokoje gościnne. Na końcu korytarza umieszczono boczne drzwi prowadzące na strych.

Pewnego deszczowego popołudnia pan Artur siedział w gabinecie i wpatrywał się w swój czarodziejski talizman. Zobaczył dziewczynę całkiem obcą, ale jako dobry magik zaraz rozpoznał w niej samotnego i nieszczęśliwego człowieka. Pomyślał, że byłaby dobrą uczennicą, której mógłby powierzyć swoją tajemną wiedzę i zrobić z niej prawdziwą czarownicę. Od tego dnia zaczął o niej myśleć i telepatycznie przyciągać ją do siebie. Któregoś słonecznego popołudnia zobaczył ją stojącą koło furtki, którą otworzył i gestem zaprosił do ogrodu. Dziewczyna ciekawie rozejrzała się w około i uśmiechnęła do niego.

– Dzień dobry – rzekła. – Mam na imię Małgorzata.

– Artur – przedstawił się. – Proszę do domu.

Weszli do salonu i poprosił, żeby usiadła w fotelu.

– W czym mogę pani pomóc? – spytał.

– Pan wie, jaka jest moja sytuacja – odparła – i tylko pan może mi pomóc.

Magik popatrzył na nią uważnie i skinął głową, ponieważ wiedział, że dziewczyna została skrzywdzona przez tego samego osobnika, któremu kiedyś ufał, a teraz nadarzyła się okazja żeby się odegrać.

– Tak pomogę pani, ponieważ razem będziemy stanowili dobrą parę. Co dwie głowy, to nie jedna – pomyślał.

– Proszę mówić mi po imieniu – powiedziała Gosia.

– Dobrze – uśmiechnął się – tak będzie lepiej, napijesz się kawy, herbaty, czy czegoś mocniejszego?

– Kawy ze śmietanką – odparła.

Zadzwonił po lokaja i wydał polecenie. Wyciągnął ze srebrnej cygarnicy papierosa i zapalił, poczęstował dziewczynę, ale pokręciła przecząco głową i podziękowała. Usiadł w fotelu i zaciągając się raz za razem, myślał, jak zacząć rozmowę.

– Wiesz, kim jestem i czym się zajmuję. Potrzebujesz przyjaciela, pracy, a ja jestem w stanie dać ci jedno i drugie, mogę przekazać Ci swoją ogromną wiedzę i mój dom, jeżeli okażesz się godna zaufania, chciałbym, żebyś pomogła również i mnie.

– Na czym miałaby polegać moja pomoc – spytała. – Jeżeli tylko będę modła to bardzo chętnie

Wszedł Marcin z kawą, a pan Artur w tym czasie zrobił sobie drinka. Potem uzgodnili szczegóły i zaprosił ją do swojej biblioteki. Po wyjściu z salonu dziewczyna rozejrzała się po całym holu. Podłoga była drewniana, a na niej leżał czerwony chodnik, ozdobiony czarnymi wzorami, poręcze były drewniane zakończone gałkami, które można było wkręcać i wykręcać. Pod ścianą stały cztery lampy w kształcie latarni. Weszli schodami na piętro i przyszła wiedźma. Aż drgnęła ze strachu. Wśród jęków i zgrzytów zegar wybijał właśnie godzinę 19:00. Tutaj również podłoga była drewniana przykryta bordowym dywanem. Duży żyrandol dobrze oświetlał piętro. Naprzeciwko gabinetu maga stał posąg wilkołaka z upiornym wyrazem twarzy. Czarodziej otworzył drzwi:

– Proszę wejdź.

Gosia weszła i sam widok biblioteki przytłoczył ją. Na środku stał stolik z lampą i dwa skórzane krzesła, a dookoła równo poukładane na półkach grube księgi. Za oknem widać było tylko drzewa.

– Siadaj.

Usiadła, a on podszedł do regału i spod oka jej się przyglądał. Była przeciętnej urody, szatynka, włosy rozpuszczone do ramion, raczej szczupła i niewysoka, oczy ciemne i bez makijażu, miała 28 lat. Wziął księgę obitą w czarną skórę i usiadł naprzeciw niej.

– To jest książka, z której uczył mnie mój ojciec, a mojego ojca dziadek, ponieważ nie mam dzieci, chciałbym, abyś została moją uczennicą.

– Chętnie – założyła nogę na nogę – proszę mi teraz powiedzieć, na czym polegałaby moja pomoc.

– Muszę wykonać pewne doświadczenie, a do tego potrzebne są dwie osoby. Chciałbym otworzyć, poprzez czary, wrota piekieł i porozmawiać z mocami ciemności.

– Co miałabym robić?

– Na początku muszę cię wprowadzić i nauczyć kilku zaklęć, potem, jak osiągniemy pełną współpracę, będziesz się musiała rozebrać do naga i wprowadzę cię w trans. To teraz jest tylko propozycja, którą możesz odrzucić albo przyjąć, ile potrzebujesz czasu na zastanowienie?

– Kilka dni. Proszę dać mi numer telefonu i oddzwonię do pana.

– Dzisiaj mamy wtorek. Czy do poniedziałku wystarczy?

– Tak, wystarczy.

Dochodziła godz. 21:00 i Gosia zaczęła się żegnać z gospodarzem, który przypomniał jej, że to, co powiedział, jest całkiem poważne.

– Będę czekał niecierpliwie. Do widzenia, Gosiu.

– Zadzwonię na pewno. Do widzenia.

Przez kolejne dni dziewczyna myślała i rozważała, zawsze istniało jakieś ryzyko, ale ciekawość i możliwość zarobku przełamały barierę. Nie chodziło tylko o to. Wiedziała, że jeżeli otworzy się przed nim, on ją zrozumie i wysłucha, był jej potrzebny, a ona jemu.

W poniedziałek zadzwoniła. Wyraziła chęć współpracy i umówili się na kolejne spotkanie. Następnego dnia, siedząc u niego w bibliotece, rozpoczęli naukę od najłatwiejszych i prostych zaklęć, po których np. podniosła się kartka, pociemniało światło lub poruszył stołek.

Gosia okazała się pilną i pojętną uczennicą, która dość szybko pochłaniała wiedzę. Czarodzieja to bardzo cieszyło i tylko martwiło go to, czy nie rozmyśli się w ostatniej chwili. Nauka trwała trzy miesiące.

Jestem z Ciebie bardzo zadowolony. Teraz na kilka dni muszę wyjechać, ty odpocznij. Jak wrócę, będziemy kontynuowali edukację?

– Mistrzu, jesteś bardzo dobrym i cierpliwym nauczycielem.

– Tak wiem, ale gdybym był nerwowy nic z tego by nie wyszło. To ciężka nauka.

O godzinie 22:00 odwiózł ją do domu swoją limuzyną i na do widzenia powiedział komplement. Trochę ją tym zaskoczył, ale tylko się uśmiechnęła i życzyła mu dobrej nocy.

Marcin spakował pana Artura i na drugi dzień odwiózł na lotnisko. Magik musiał załatwić kilka ważnych spraw w Anglii i spotkać się ze swoją rodziną. W czasie jego nieobecności Gosia bardzo się nudziła. Ucieszyła się, kiedy do niej zadzwonił i zaproponował spotkanie. Następnego dnia powtórzyli to, czego ją nauczył i zaczęli się zagłębiać w czarną magię. Gdyby mogła przewidzieć skutki tych nauk, być może nigdy by tego nie zaczynała. Magik otworzył czarną księgę, skupił się i wypowiedział pod nosem zaklęcie i nagle, nieoczekiwanie zaczęły otwierać się drzwi. Najpierw bardzo powoli, potem na chwilę się zatrzymały, a na koniec z hukiem uderzyły o ścianę. Gosia wstrzymała oddech.

– Przestraszyłaś się? – spytał.

– Troszkę – odparła.

– Czy jesteś gotowa do dalszej nauki, czy rezygnujesz.

– Nigdy mistrzu nie rezygnuję. Możesz uczyć mnie dalej.

Krok po kroku wprowadzał ją w tajniki czarnej magii.

– Nasze