Holy Island. Szlaki przełajowe - Adam Kadmon - ebook
Opis


Holy Island. Szlaki przełajowe” Adama Kadmona to drugi tomik wierszy blogera, felietonisty i publicysty.

Wiersze stanowią luźne refleksje na temat współczesnego życia, współczesnej Polski, ale również dotyczą osobistych spraw autora. Adam Kadmon jest „cichym poetą”, dla którego poezja nie jest pierwszoplanową formą wypowiedzi. „Holy Island. Szlaki przełajowe” to już drugi tomik wierszy tego autora, wydany kilka miesięcy po poetyckim, książkowym debiucie.

Książkę można podzielić na dwie części. Pierwsza zawiera poprzedzony prologiem poemat inspirowany życiem fińskiego bohatera narodowego, nazywanego Piłsudskim Finlandii – marszałka Carla Gustafa Mannerheima. Na drugą część składa się różnorodna pod względem treści zawartość poetycka. Są w niej osobiste wiersze jak Katharsis, publicystyka polityczna oraz tematy obyczajowe i filozoficzne.

Tomik poezji skierowany jest do tych, którzy chcą poznać wrażliwość i światopogląd Adama Kadmona.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 41


Adam Kadmon
Holy Island. Szlaki przełajowe

Adam Kadmon „Holy Island. Szlaki przełajowe”

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2016 Copyright © by Adam Kadmon, 2016

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, powielana i udostępniana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Skład: Jacek Antoniewski

Projekt okładki: Robert Rumak

Korekta: Paweł Markowski

Ilustracje na okładce: © Rena Starska

ISBN: 978‒83‒7900‒467‒6

Wydawnictwo Psychoskok sp. z o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-500 Konin

tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706

wydawnictwo.psychoskok.pl e-mail:wydawnictwo@psychoskok.pl

I. OD AUTORA

Drodzy Czytelnicy

Ponieważ natura nie znosi próżni, trafia do Waszych rąk mój kolejny tomik na dowód, że po wydaniu pierwszego nie popadłem we frustrację późnego debiutu. Nie popadłem dzięki wielu zewnętrznym inspiracjom i życzliwości najbliższych.

Prolog do Mannerheima sugeruje, że być może już w następnym – 2016 roku, pojawi się coś jeszcze – o naturze cokolwiek epickiej. Bez prologu, poemat Holy Island może dla Czytelnika okazać się nie do końca czytelny. Stąd takie zestawienie obu pierwszych tekstów.

Dalej, w moim wieku, niekoniecznie należy nadto myśleć o przyszłości.

Czas, czas nieubłagany w swoim biegu pokaże, czym dla mnie, dla mojego skromnego warsztatu, okaże się nierozpoznawalne jutro.

Wszystkiego najlepszego Państwu życzę.

Krosino nad Parsętą, 27.07.2015 roku

II. MANNERHEIM Prolog poematu

C.G.E. von Mannerheim. Regent, marszałek, prezydent Finlandii w latach 1944–1946. Zmarł w 1951 roku w Lozannie.

Kręte ścieżki losu. Nie ma nikt pojęcia,

którędy powiodą. Co na nich się stanie,

o lada porze nieprzewidzianej, w momencie

nie aż tak czekanym. Czasu nie odmieni

najmożniejsza siła. Przepadną triumfy,

fanfary, wieńce z czół dostojnych, strapienia;

pokora skryje wszystko, co ma być

starte, odsunięte do lamusa pamięci.

Miłość, ona przetrwa: do ciebie, kraju

rozpostartych jezior, do ciebie istoto,

do ludzi dobrych, jeśli nawet utracili wiarę.

Najmądrzejsi nie wiedzą, jak dni troski,

w najzwyklejsze chwile szczęścia zmienić.

Mrok gęstnieje we mnie. Ale światło płonie

ogniem zapomnianej śmierci, która

jeszcze wczoraj nie znała umiaru.

Była niewiarygodnym bezsensem epoki,

a ja - jej świadkiem, stojącym na straży

mojego ludu, nad brzegami jezior.

Czuwam w zapomnieniu, nie śpię w oddali;

powrotu nie będzie, nawet na lawecie.

Boże! Jak długo jeszcze każesz mi czekać

na zaproszenie od Ciebie. Ty także

o mnie zapomniałeś? Czy może pragniesz

doświadczyć mnie przemijaniem innych?

W kościach jest moja pogoda, niestety.

Stary, wytarty chodnik, wiodący od sieni,

obok biurka pełnego niepotrzebnych treści,

do drzwi balkonowych. Wychodzę, chłonę

pieśń dzwonów wieczornych Starej Katedry.

Nikt już nie wkroczy w progi tego domu.

Jutro, jutro będzie tłem tych samych odgłosów.

Kroków, szelestów, okrzyków i westchnień.

Nigdy niemających nic wspólnego

ze mną. Jutro stanę u stóp wieży panoram.

Tych schodów pokonać się nie da.

Lozanna nocą. Makroświat w ampułce.

Równie drapieżny, równie bezimienny.

Już jej urok przeminął-był świetny,

wraz z Reformacją. W Pałacu de Rumine

nieskończony chichot przewrotnej historii.

Przed nim spoczywając, bezimienne galijskie

są szczątki, pomieszane z czerepami Franków.

Nikogo, niczego - do kroćset! - nie nauczyły nigdy.

 Jestem Mannerheim, fiński żołnierz.

 Krew i ciało ludu Finlandii. Człowiek.

Ten antychryst Stalin, wciąż żyje, przeklęty.

III. HOLY ISLAND

Rena Starska – HOLY ISLAND

Renie Starskiej, Poetce. W podzięce

za niezwykły moment inspiracji.

Tego brzegu nie ma. Tego miejsca nie ma.

Nie może.

A przecież, ze stałego lądu

dotrzesz po odpływie,

między skorupami, czerepami stworzeń,

głębodołami tuż pod powierzchnią,

wsłuchując się w śpiew syren w przesmyku.

Automobilom tylko nakażesz przezorność.

Poetka tam mieszka.

Chleb piecze dla gości, a obrus błękitny,

a obrus jest świeży, jak nad głową niebo.

Jak księżycowa radość, którą pies poetki

do stóp twoich - w aporcie przynosi.

Holy Island jest osobnym światem.

* * *

Jak się żyje nie na krańcu planety,

ale w jej pępku, który ktoś z nieznanej

przyczyny wybrał, przysposobił i tak

już zostaje?

Może tam samotność nie jest już wyborem

lecz obroną człowieka przed gwałtem

na danej naturze, przed zwyrodnieniem?

Zapewne nie każdy zechce iść w stronę

pustyni, jednako niejeden niemal

chciałby sprawdzić, w ilu miarkach

piasku możemy się zeszklić.

* * *

Tak, te same geny. Krew pod mikroskopem

prowadzi do źródeł, a one nie muszą koniecznie

wypływać ze środka Edenu. Mit jednak potrzebny.

Dzięki niemu wiara w możliwość powrotu.

Każdy w sobie nosi przedśpiew strun poezji.

Linia brzegu być nie musi szczególną granicą.

Przecież oddziela tylko pływaka od wody.

Zapisane w genach są granice poznania.

Lecz i to się zmienia, jak przypływ i odpływ.

* * *

Urok tego miejsca niepoprawnie szczery.

Wybacz zatem mój sentymentalno -ckliwy podziw.

Miło jednak pomyśleć, jak bardzo potrafi wypełnić

najważniejsze z pragnień.

Potrzebę autonomii, należnej każdemu i nam,

bez jakiegokolwiek wyjątku.

To twój kosmos. Ja swojego poszukuję nadal.

Wciąż w drodze, drogowskazom na przekór.

* * *

Pewnie przysiadła na swym ślicznym tyłku.

Pod chwili przymusem, obca osoba z zielonej Werony,

tylko czasem miła nimfa z bliskiego jeziora.

Wyparła z siebie to, co wyprzeć trzeba, przekazała dalej,

poddając skreśleniu jedno, pewne i niezmienne.

Platoniczny, niewinny sentyment.

Z pogardą, z niesmakiem, jadem niemal - na tacy.

Demonstracja siły niewieściej, pewnej swego wpływu.

Czemu więc powracam myślą do słów zapisanych?

Jak jest niemożliwą historia, co się nie zdarzyła?

Widać być muszą dwa jednego oglądy;

mówiąc najprościej, acz nie kolokwialnie

ty sobie, ja sobie. Ty we mnie, w pamięci wielu wersów.

A cóż to znaczy wobec lada jakiej - za przeproszeniem