Wydawca: Wydawnictwo Poznańskie Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 60000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 614 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Historia XIX wieku. Wojny i rewolucje - Jurgen Osterhammel

 

 

Historia XIX stulecia jest historią Europy i zarazem jej dziełem w stopniu nieporównywalnym ani z wiekiem XVIII, ani XX, nie mówiąc już o wcześniejszych stuleciach. Nigdy Europa nie wykazała takiej nadwyżki innowacyjności i inicjatywy, a jednocześnie woli dominacji i arogancji. Autor w pasjonujący sposób kreśli pełną panoramę wieku rewolucji, na który składa się oderwana od europocentryzmu analiza historii całego globu. Książkę wzbogacają ryciny z wnikliwymi opisami najważniejszych wojen i powstań XIX wieku.

s. 519 – 842 (323 strony + WKLEJKA WOJNY)

Opinie o ebooku Historia XIX wieku. Wojny i rewolucje - Jurgen Osterhammel

Fragment ebooka Historia XIX wieku. Wojny i rewolucje - Jurgen Osterhammel

Historia XIX wieku

Przeobrażenie świata

Wojny i rewolucje

Jürgen Osterhammel

Historia XIX wieku

Przeobrażenie świata

Wojny i rewolucje

Redakcja naukowa i posłowie

Witold Molik

Tłumaczenie

Izabela Drozdowska-Broering

Jerzy Kałążny

Adam Peszke

Katarzyna Śliwińska

Wydawnictwo Poznańskie

Poznań 2013

Tytuł oryginału: Jürgen Osterhammel, Die Verwandlung der Welt. Eine Geschichte des 19. Jahrhunderts, Verlag C.H. Beck oHG, München 2010

Copyright© Verlag C.H. Beck oHG, München 2010

Copyright© for the Polish translation by Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., Poznań 2013

Copyright© by Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., Poznań 2013

Redaktor: Ewa Dobosz

Redaktor techniczny: Dariusz Wierzbicki

Korekta: zespół

Projekt okładki: Dawid Czarczyński

Konsultacja merytoryczna: Christian Myschor

Ilustracje w książce pochodzą z archiwum wydawnictwa

Podręcznik akademicki

dotowany przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego

Objętość: 110 arkuszy wydawniczych

Nakład: 1000 egzemplarzy

ISBN 978-83-7177-958-9

Wersja elektroniczna 2014

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Dariusz Nowacki

Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o.

61-701 Poznań, ul Fredry 8

Sekretariat: tel. 61 853 99 10

Dział handlowy: tel. 61 853 99 16, fax 61 853 80 75

e-mail: handlowy@wydawnictwopoznanskie.com

http://www.wydawnictwopoznanskie.com

VIII

IMPERIA I PAŃSTWA NARODOWE Trwałość mocarstw

1. Tendencje: dyplomacja wielkich mocarstw i ekspansja imperialna

Imperia i państwa narodowe były w XIX w. największymi jednostkami politycznymi porządkującymi wspólne życie ludzi – około 1900 r. jedynymi, które liczyły się w skali światowej. Niemal wszyscy mieszkańcy planety podlegali zwierzchności jakiegoś imperium bądź państwa narodowego. Nie istniał jeszcze rząd światowy ani żadne ponadnarodowe instancje kreujące ład polityczny. Już tylko w głębi lasów deszczowych, stepów i rejonów polarnych żyły niewielkie grupy etniczne, które nie były zobligowane do płacenia daniny żadnej władzy zwierzchniej. Autonomiczne miasta nie odgrywały już nigdzie żadnej roli. To, że Wenecja, przez stulecia będąca synonimem samorządnej komuny miejskiej zdolnej skutecznie bronić swojej suwerenności, w 1797 r. straciła niezależność, a miejska republika Genewa, po krótkim intermezzo pod rządami Francuzów (1798-1815), w 1815 r. przyłączyła się do Konfederacji Szwajcarskiej jako kanton, w symboliczny sposób wyznaczało kres długiej epoki miast-państw[1]. Imperia i państwa narodowe stanowiły ramy życia społecznego. Tylko solidarne wspólnoty nielicznych religii – societas christiana czy muzułmańska umma – miały jeszcze ogólniejszy charakter, nie istniały jednak odpowiadające im, równie rozległe terytorialnie twory polityczne. Imperia i państwa narodowe miały też drugie oblicze. Były aktorami na pewnej szczególnej scenie, jaką były stosunki międzynarodowe.

Siły napędowe polityki międzynarodowej

W polityce międzynarodowej zasadniczo chodzi o kwestie wojny i pokoju. Do czasu masowych mordów organizowanych w XX w. pod auspicjami państwa największym nieszczęściem zawinionym przez ludzi była wojna, dlatego jej unikanie było szczególnie cenioną wartością. Nawet jeśli zdobywcy na krótko zyskiwali największą sławę, to jednak we wszystkich cywilizacjach – przynajmniej w ocenie potomnych – przedkładano nad nich ludzi, którzy zaprowadzali pokój i dbali o jego zachowanie. Komu udawało się jedno i drugie, ten mógł być pewien najwyższego szacunku poddanych należnego władcy, który stworzył imperium, a następnie przyniósł mu pokój. Tak jak pozostali jeźdźcy Apokalipsy – zaraza i głód – wojna ogarnia społeczeństwo jako całość. Jej dyskretna nieobecność – pokój – jest tym, co w ogóle umożliwia zapewnienie cywilnego życia i bytu materialnego. Dlatego polityka międzynarodowa nigdy nie jest odrębnym obszarem odseparowanym od innych. Wiążą się z nią ściśle wszystkie pozostałe wymiary rzeczywistości. Kiedy wojna uderza w gospodarkę, kulturę czy środowisko naturalne, nigdy nie pozostaje to dla nich bez konsekwencji. Dramatyczne momenty w historii ludzkości zazwyczaj wiążą się z wojnami. Rewolucje często są wynikiem wojny (jak rewolucja w XVII-wiecznej Anglii, Komuna Paryska 1871 r. czy rosyjskie rewolucje 1905 i 1917 r.) lub prowadzą do jej wybuchu (jak Rewolucja Francuska 1789 r.). Tylko nieliczne rewolucje, np. rewolucje lat 1989-1991 w państwach uwalniających się spod hegemonii ZSRR, były wolne od następstw w postaci wojny[2], ale również wydarzenia z lat 1989-1991 pośrednio miały przyczyny natury militarnej. Mowa tu o poprzedzającym je wyścigu zbrojeń w okresie zimnej wojny, co do której nigdy nie można było mieć pewności, czy nie przerodzi się w „gorącą”.

Ścisły splot polityki międzynarodowej z życiem społecznym we wszystkich jego wymiarach nie powinien nam wszakże przesłonić faktu, że w Europie epoki nowożytnej stosunki międzynarodowe wyodrębniły się jako obszar działania, który częściowo kieruje się specyficzną logiką. Od narodzin dyplomacji (europejskiej) we Włoszech doby renesansu stosunki między państwami były domeną specjalistów. Ich sposób myślenia oraz wartości, którymi się kierowali – koncepcje racji stanu, interesu dynastii, później interesu narodowego czy prestiżu i honoru władcy bądź państwa – często są obce zwykłemu poddanemu czy obywatelowi. Tworzą odrębne kody, porządki retoryczne i systemy reguł. Właśnie ta ambiwalencja cechująca politykę zagraniczną, która jest częścią różnorakich kontekstów społecznych i jednocześnie autonomiczną sferą rządzącą się własnymi prawami, czyni z niej wyjątkowo atrakcyjny intelektualnie przedmiot badań historycznych.

Wiek XIX był epoką narodzin stosunków międzynarodowych w postaci, którą znamy współcześnie. W ostatnich latach ujawniło się to tym wyraźniej, że po zakończeniu ery bipolarnej konfrontacji jądrowej między USA i ZSRR uaktywniły się pewne schematy prowadzenia wojny i postępowania w relacjach międzynarodowych, które przypominają czasy sprzed zimnej wojny czy nawet sprzed obu wojen światowych. Istnieje wszakże pewna zasadnicza różnica: po 1945 r. przestało być rzeczą oczywistą, że państwa prowadzą wojny, by osiągnąć swoje cele polityczne. Porozumienia międzynarodowe pozbawiły wojnę zaczepną legitymizacji jako narzędzie polityki. Również zdolność do prowadzenia takiej wojny nie jest dziś, jak jeszcze w XIX w., uważana za „dowód nowoczesności” (Dieter Langewiesche), jeśli pominąć symbolikę zbrojeń nuklearnych w kilku krajach współczesnej Azji[3]. W XIX w. obserwujemy pięć wielkich procesów.

Po pierwsze:za sprawą północnoamerykańskiej wojny o niepodległość (1775-1781), która była formą przejściową między dawnym pojedynkiem kast oficerskich a starciem się patriotycznych milicji obywatelskich, a w jeszcze większej mierze za sprawą wojen, które niemal od początku towarzyszyły rewolucji francuskiej, przyjęła się zasada powszechnego uzbrojenia ludu. W Europie jej zalążkiem był dekret o sformowaniu pospolitego ruszenia uchwalony po czteroletnich przygotowaniach przez francuski Konwent Narodowy 23 sierpnia 1793 r., który obligował wszystkich Francuzów do stałej służby wojskowej[4]. Wiek XIX stał się tym samym pierwszą epoką narodów powołanych pod broń. Umożliwiło to stworzenie i z czasem coraz lepszą organizację masowych armii. Ich podstawą stała się powszechna służba wojskowa, choć w różnych państwach europejskich wprowadzono ją w różnym czasie (w Wielkiej Brytanii dopiero w roku 1916) i praktykowano z bardzo różną skutecznością, w różnym stopniu była też akceptowana przez ogół ludności. To, że po upadku imperium Napoleona w roku 1815 te masowe armie przez całe sto lat bardzo rzadko brały udział w wojnach między państwami, można objaśnić działaniem przeciwstawnych sił takich jak odstraszanie, zasada równowagi czy rozsądek, przede wszystkim jednak strachem panujących przed niemożliwą do okiełznania siłą, jaką był uzbrojony naród. W każdym razie instrument po temu już istniał. Zwłaszcza tam, gdzie wprowadzono powszechny obowiązek służby wojskowej i gdzie w armii nie widziano już wyłącznie narzędzia panującego, ale ucieleśnienie politycznej woli narodu, w utajeniu kiełkował nowy typ wojny uwolnionej z ograniczających ją ram.

Po drugie:dopiero w odniesieniu do XIX w. możemy mówić o polityce międzynarodowej w ścisłym sensie, która odsuwa na bok względy natury dynastycznej i kieruje się abstrakcyjnym pojęciem racji stanu. Zakłada ona, że w normalnych warunkach podmiotem działania politycznego i militarnego jest państwo rozumiane nie jako patrymonium rodu panującego, którym ten może dysponować według swojej woli, lecz jako twór, który wytycza swoje granice i broni ich i którego byt instytucjonalny jest zagwarantowany niezależnie od tego, kto sprawuje w nim władzę. Takim państwem – znów teoretycznie – jest państwo narodowe. To ostatnie z kolei jest szczególną postacią organizacji państwa, która wykształciła się dopiero w XIX w., aby następnie, niewątpliwie nie bez oporów i nie wszędzie, upowszechnić się na całym świecie. W praktyce XIX w. polityka międzynarodowa była rozgrywką między mocarstwami, które częściowo były zorganizowane jako państwa narodowe, częściowo zaś jako imperia. Najpełniej wypełnia pojęcie, które ją opisuje, jeśli nie uczestniczą w niej inni aktorzy: piraci i partyzanci, półprywatni przedsiębiorcy działający na rynku przemocy i lokalni watażkowie (warlords), ponadnarodowe wspólnoty religijne, wielonarodowe koncerny i grupy lobbingowe działające ponad granicami państw, krótko mówiąc: wszelkie siły, które można określić jako grupy pośrednie (communautés intermédiaires)[5]. Parlamenty i demokratyczna opinia publiczna w nieznany wcześniej sposób spotęgowały nieprzejrzystość świata, a „politycy zagraniczni” dokładali starań, by ograniczyć jej trudny do przewidzenia wpływ. W tym sensie okres między 1815 r. a latami 80. XIX w. był klasyczną epoką przejrzystej polityki międzynarodowej, silniej niż wcześniej i później chronioną przed działaniem czynników zakłócających, która w dużej mierze spoczywała w rękach profesjonalnych (choć nie zawsze kompetentnych) dyplomatów i wojskowych[6]. W żadnym razie nie wykluczało to populistycznych działań obliczonych na zdobycie poparcia opinii publicznej, z których nie rezygnowały nawet systemy tradycjonalistyczne i autorytarne w rodzaju imperium carskiego[7]. Nowością wykraczającą poza XIX-wieczne rozumienie polityki było to, że upubliczniona opinia społeczna nie była jedynie zmanipulowanym pudłem rezonansowym oficjalnej polityki, ale siłą decydującą o kształcie polityki zagranicznej. Wczesnym i drastycznym tego przykładem był konflikt zbrojny między USA a Hiszpanią, który wybuchł w 1898 r., kiedy agresywnie nacjonalistyczna („jingoistyczna”) prasa masowa zmusiła początkowo niechętnego wojnie prezydenta Williama McKinleya do konfrontacji z wcale nie „niewinną” Hiszpanią[8].

Po trzecie:postęp techniczny wyposażył nowy typ państwa narodowego w niespotykane dotąd w historii możliwości siania zniszczenia. Przyczyniły się do tego: udoskonalenie broni wielostrzałowej, wynalezienie karabinu maszynowego, rozwój sprzętu artyleryjskiego i zastosowanie nowych substancji chemicznych do produkcji materiałów wybuchowych, zastąpienie drewnianych okrętów wojennych żelaznymi, konstrukcja coraz większych pojazdów o napędzie mechanicznym (w przededniu I wojny światowej istniała już technologia umożliwiająca budowę okrętów podwodnych), rozwój kolei stwarzający całkowicie nowe możliwości transportu wojsk oraz zastąpienie dotychczasowych sposobów przekazu informacji (łączników wojskowych, sygnalistów z chorągiewkami i telegrafu optycznego) telegrafią elektryczną, telefonią, w końcu nawet radiofonią[9]. Technika jako taka nie rodzi w nieuchronny sposób przemocy, jednak przemoc potęguje dzięki niej swoje oddziaływanie. Aż po drugą połowę XX w., kiedy podwyższył się próg lęku przed bronią masowego rażenia, do użytku wchodził naprawdę każdy wynalazek techniki militarnej.

Po czwarte:najpóźniej od początku ostatniego trzydziestolecia XIX w. te nowe instrumenty władzy były bezpośrednio skorelowane z potencjałem przemysłowym danego kraju. W miarę pogłębiania się dysproporcji w rozwoju gospodarczym na świecie coraz silniej zaznaczały się różnice w poziomie zaawansowania technologii militarnej. Kraje, które nie dysponowały własnym zapleczem przemysłowym, jak np. panująca niegdyś na morzach Holandia, nie mogły dłużej pretendować do roli pierwszorzędnych aktorów polityki międzynarodowej. Wyłonił się wówczas nowy rodzaj mocarstwa, którego potęgę mierzono nie liczbą mieszkańców, przychodami z podatków czy obecnością na morzu, ale przede wszystkim możliwościami w zakresie produkcji przemysłowej oraz zdolnością do organizowania i finansowania zbrojeń. Około roku 1890, a zatem przed podjęciem działań militarnych na innych kontynentach, siły zbrojne USA liczyły zaledwie 39 tys. żołnierzy, mimo to społeczność międzynarodowa traktowała Stany Zjednoczone, które już wówczas były największą potęgą przemysłową świata, z nie mniejszym respektem niż Rosję z jej siedemnastokrotnie liczebniejszą armią[10]. Liczebność wojsk pozostała ważnym kryterium, w każdym razie ważniejszym niż w epoce atomowej po roku 1945, jednak to nie ona stanowiła odtąd o sukcesie kraju. Poza Europą wyjątkowo szybko pojęła to japońska elita polityczna, która po 1868 r. postawiła sobie za cel uczynić Japonię jednocześnie „bogatą i potężną”, czyli przeobrazić ją w silne militarnie państwo przemysłowe, które w latach 30. XX w. miało się przekształcić w uprzemysłowione państwo militarne. Przez bez mała stulecie, mniej więcej od lat 70. XIX w. do pokonania Związku Radzieckiego w wyścigu zbrojeń przez sprawniejsze ekonomicznie USA, potencjał przemysłowy był czynnikiem o decydującym znaczeniu dla polityki światowej. Terroryzm i tradycyjna broń słabych: partyzantka zrelatywizowały później jego wagę – bronią jądrową dysponują dziś przemysłowe karły takie jak Pakistan czy Izrael, gdy tymczasem państwa wysoko uprzemysłowione takie jak Japonia, Niemcy czy Kanada nie mają jej w swoich arsenałach.

Po piąte:w ciągu XIX w. europejski system państw, który w swoich zasadniczych rysach ukształtował się już w wieku XVII, przeobraził się w system światowy. Proces ten przebiegał dwutorowo: z jednej strony za sprawą wyłonienia się pod koniec XIX w. nieeuropejskich mocarstw USA i Japonii, z drugiej – wskutek wymuszonego włączenia całych obszarów świata do imperiów europejskich. Oba procesy są z sobą ściśle powiązane. Imperia kolonialne były formą przejściową poprzedzającą powstanie w pełni ukształtowanej światowej wspólnoty państw. Można się spierać co do tego, czy przyspieszyły tę ewolucję, czy ją spowolniły. W każdym razie przed I wojną proces pluralizacji świata państw znajdował się jeszcze niejako w stadium imperialnego uśpienia. Dopiero w XX w. w dwóch etapach ukształtował się dzisiejszy system międzynarodowy: bezpośrednio po I wojnie światowej w organizacyjnych ramach Ligi Narodów, które krajom takim jak Chiny, Afryka Południowa, Iran, Syjam i republiki Ameryki Łacińskiej umożliwiły zinstytucjonalizowany i trwały kontakt z wielkimi mocarstwami, a następnie za sprawą dekolonizacji w pierwszym dwudziestoleciu po zakończeniu II wojny światowej. Dziś widzimy, że imperializm stał się przeciwieństwem tego, co zamierzali osiągnąć jego protagoniści: wielkim promotorem scalania bytów politycznych świata i tym samym akuszerem postimperialnego ładu międzynarodowego, na którym wszakże pod wieloma względami ciąży spuścizna przeszłości imperialnej.

Opowieść pierwsza: rozkwit i upadek europejskiego ładu państwowego

W podręcznikach do historii XIX w. natrafiamy na dwie wielkie narracje (master narratives), które zazwyczaj są prowadzone oddzielnie. Mowa tu o historii dyplomacji wielkich mocarstw europejskich i o historii ekspansji imperialnej. Obie są rezultatem pracy pokoleń historyków. Godząc się na skrajne uproszczenia, dla wstępnej orientacji możemy je streścić w następujący sposób.

Pierwsza historia opowiada o rozkwicie i upadku europejskiego ładu państwowego[11]. Opowieść tę można rozpocząć od traktatu pokojowego podpisanego w 1648 r. w Münsteri Osnabrück lub od zawarcia pokoju w Utrechcie w 1713 r., wystarczy jednak, jeśli za jej początek przyjmie się okolice roku 1760. W tamtym czasie nie ulegało najmniejszej wątpliwości, które państwa europejskie należały do grona „wielkich” mocarstw, a które nie. Ani dawniejsi hegemoni, jak Hiszpania czy Niderlandy, ani terytoria rozległe geograficznie, ale o niskim stopniu organizacji, jak państwo polsko-litewskie, ani przez pewien czas bardzo aktywne militarnie średnie mocarstwa takie, jak Szwecja, nie zdołały utrzymać mocarstwowej pozycji w Europie. Wzrost potęgi Rosji i Prus doprowadził do powstania „pentarchii” – połączonych rządów pięciu wielkich mocarstw: Francji, Wielkiej Brytanii, Austrii, Rosji i Prus[12]. Od zawarcia traktatu w Karłowicach w roku 1699 nie trzeba się już było liczyć z zewnętrzną presją ze strony agresywnego, przez długi czas wręcz silniejszego Imperium Osmańskiego. Wewnątrz tej konstelacji pięciu ośrodków siły wytworzyły się szczególne mechanizmy chwiejnej równowagi. Równowaga ta opierała się na zasadzie egoizmu poszczególnych państw i utrzymywała się dlatego, że w razie wątpliwości poświęcano „małych” graczy, np. Polskę, którą podzielili między siebie jej wielcy sąsiedzi; nie stabilizowały jej żadne ogólniejsze wizje ładu pokojowego. Próba przekształcenia tego systemu balance of power w imperium kontynentalne odgrywające wobec sąsiednich państw rolę hegemona, podjęta przez rewolucyjną Francję pod wodzą Napoleona, zakończyła się w październiku 1813 r. klęską na polach bitwy pod Lipskiem. Aż do 1939 r. żadne państwo (jeśli pominąć skrajne cele polityki niemieckiej podczas I wojny światowej) nie odważyło się w podobnym stylu sięgnąć po dominację w Europie. Na kongresie wiedeńskim 1814 i 1815 r. przywrócono pentarchię, oszczędzając dwukrotnie (w 1814 i ponownie po powrocie Napoleona z Elby w roku 1815) pokonaną Francję, jednak tym razem jej filarem była powszechna wśród elit politycznych wola utrzymania pokoju i uniknięcia kolejnej rewolucji. Sformułowanie explicite pewnych reguł, wprowadzenie elementarnych mechanizmów konsultacji oraz świadoma rezygnacja z nowych technik mobilizacji militarnej mas, która wyrastała również z konserwatyzmu w kwestiach społecznych, ustabilizowały i wzmocniły tę konstrukcję w stosunku do wieku XVIII. Powstały w ten sposób ład, który w porównaniu z minionym stuleciem był znaczącym krokiem naprzód w dążeniach do utrzymania pokoju w Europie, istotnie na kilka dziesięcioleci zapewnił pokój na kontynencie. Rewolucje lat 1948-1849 wstrząsnęły nim, ale go nie unieważniły. Mimo to również system wiedeński nie gwarantował wiecznego pokoju wyczekiwanego z utęsknieniem przez wielu współczesnych, którego ustanowienie przynajmniej jeden człowiek – w 1795 r. Immanuel Kant – uważał za możliwe. W drugiej połowie stulecia system ten został stopniowo zdemontowany.

System wiedeński, którego właściwym pomysłodawcą i najzręczniejszym manipulatorem był austriacki mąż stanu książę Metternich, zakładał zamrożenie status quo, który ukształtował się w 1815, a ściślej w 1818 r., kiedy Francja została ponownie przyjęta do grona wielkich mocarstw. Innymi słowy: dopóki w polityce wewnętrznej system wiedeński był interpretowany w duchu konserwatyzmu, a rządy na kontynencie wspólnymi siłami zwalczały nie tylko ruchy narodowe, ale też liberalizm, konstytucjonalizm i wszelkie przemiany społeczne zmierzające w kierunku społeczeństwa obywatelskiego, dopóty przeciwstawiał się wyłaniającym się wówczas procesom historycznym. Najważniejszym z nich był nacjonalizm rozumiany jako ideologia i zasada motywująca ruchy polityczne. Nacjonalizm miał dwa różne kierunki uderzenia. W wieloetnicznych imperiach Romanowów i Habsburgów (a także w Imperium Osmańskim, które w 1856 r. zostało pro forma dokooptowane do europejskiego „koncertu mocarstw”), ujawniły się dążenia mniejszych grup etnicznych, które czuły się uciskane, do poszerzenia swobody stanowienia o sobie, a niekiedy nawet do uzyskania pełnej suwerenności politycznej. W swojej drugiej postaci nacjonalizm wyrastał przede wszystkim z kręgów średniej burżuazji i domagał się zwiększenia wydajności i racjonalizacji aparatu państwowego, od którego oczekiwał stworzenia rozleglejszych obszarów gospodarczych. Z tym rodzajem nacjonalizmu mamy do czynienia głównie we Włoszech oraz w północnych i środkowych Niemczech, ale również kolejne zmiany ustroju we Francji między 1815 r. a latami 80. XIX w. były w dużej mierze motywowane pragnieniem znalezienia skutecznej formuły polityki narodowej.

Kolejnym nowym czynnikiem była industrializacja, która miała bardzo różny przebieg w poszczególnych regionach. Rozwój przemysłu stworzył nowe możliwości prowadzenia polityki mocarstwowej, jakkolwiek nie należy przeceniać ich znaczenia w okresie do około 1860 r. Proste wytłumaczenie starszej historiografii, która utrzymywała, że porządek wiedeński został naruszony przez zmienne niezależne oraz „niepowstrzymane” siły nacjonalizmu i industrializacji, okazuje się niewystarczające. Dobrze pokazuje to wojna krymska lat 1853-1856, w której Rosja starła się z Francją, Wielką Brytanią, a w końcu również z Królestwem Sardynii (Piemontu) – zalążkiem późniejszego zjednoczonego Królestwa Włoch. Była to pierwsza od niespełna czterdziestu lat wojna mocarstw europejskich, która wszakże rozegrała się w peryferyjnym regionie na obrzeżach mental maps Europy Zachodniej. Ujawniła pewien mankament systemu wiedeńskiego, a mianowicie to, że nie uregulował on relacji między chrześcijańską Europą a Imperium Osmańskim. Wojna krymska nie rozwiązała „kwestii wschodniej”, czyli problemu przyszłości wielonarodowościowego Imperium Osmańskiego, ani żadnego innego problemu polityki europejskiej[13]. Przede wszystkim jednak nie była ani zderzeniem zindustrializowanych maszynerii wojennych, ani wysoce zideologizowanym starciem nacjonalizmów, co oznacza, że bynajmniej nie była wyrazem „nowoczesnych” tendencji epoki.

Po zakończeniu wojny krymskiej została zaprzepaszczona szansa modyfikacji porządku wiedeńskiego zgodnie z duchem czasu. Po jej zakończeniu nie mogło już być mowy o sprawnie funkcjonującym „koncercie mocarstw”. W tej normatywnej próżni wybiła godzina makiawelicznych „polityków realnych” (pojęcie Realpolitik pojawiło się w języku niemieckim w roku 1853), którzy dla realizacji swoich celów: zbudowania nowych wielkich państw narodowych, bez skrupułów ryzykowali napięcia na arenie międzynarodowej czy nawet wojnę. Trzeba tu przede wszystkim wymienić Camillo Benso di Cavoura we Włoszech i Ottona von Bismarcka w Niemczech[14]. Obaj osiągnęli swoje cele na gruzach wiedeńskiego ładu pokojowego. Po pokonaniu w 1866 r. pod przywództwem Prus monarchii Habsburgów, a w 1871 r. Cesarstwa Francuskiego Napoleona III – wichrzyciela szczególnego rodzaju, Niemcy stały się wielkim mocarstwem, które mogło rzucić na szalę znacznie większy potencjał niż dawne Prusy. Między 1871 a 1890 r. kanclerz Rzeszy Bismarck zbudował precyzyjnie zhierarchizowany system traktatów i aliansów, co pozwoliło mu zdominować politykę przynajmniej na kontynencie europejskim. System ten służył nadrzędnemu celowi, jakim było bezpieczeństwo ustanowionej w 1871 r. Rzeszy Niemieckiej na arenie międzynarodowej, w szczególności ochrona państwa przed odwetowymi zapędami Francji. Ład zbudowany przez Bismarcka ewoluował, nie był jednak próbą stworzenia europejskiego porządku pokojowego na wzór kongresu wiedeńskiego[15]. Choć zasadniczo miał charakter defensywny i na krótko zapewnił pokój, nie wyszedł stąd żaden twórczy impuls dla polityki europejskiej. Już pod koniec rządów Bismarcka ten nader skomplikowany system wzajemnie wyważonych antagonizmów – „nieustający taniec na linie” – przestał być wydolny[16].

Następcy Bismarcka wyzbyli się względnej powściągliwości, która cechowała założyciela Rzeszy. W imię „polityki światowej”, która częściowo wyrastała ze świadomości potencjału gospodarczego Niemiec, częściowo była napędzana ideologicznym hipernacjonalizmem, częściowo zaś reagowała na podobne dążenia innych mocarstw, Niemcy porzuciły wszelkie ambicje włączenia się w budowę ładu pokojowego w Europie. Jednocześnie polityka niemiecka nie ingerowała, kiedy pozostałe wielkie mocarstwa przezwyciężały antagonizmy tak zmyślnie podsycane przez Bismarcka i przegrupowywały się z wykluczeniem Niemiec. Już w roku 1891, rok po zdymisjonowaniu Bismarcka przez cesarza Wilhelma II, ziścił się jeden z jego największych koszmarów – zbliżenie Francji i Rosji[17]. Jednocześnie, niemal niezauważenie dla polityków w Europie kontynentalnej, doszło do zbliżenia w stosunkach transatlantyckich między Wielką Brytanią i USA. Najpóźniej po 1907 r. w polityce światowej zarysowała się nowa konfiguracja sił, która wszakże nie przekształciła się w formalny system sojuszy: Francja wydostała się z izolacji, w którą zepchnęła ją polityka Bismarcka, i zbliżyła się najpierw do Rosji, a następnie (po rozwiązaniu spornych kwestii polityki kolonialnej) w 1904 r. z Wielką Brytanią. Wielka Brytania i carska Rosja złagodziły w 1907 r. konflikt toczący się nieprzerwanie od kilku dziesięcioleci w różnych rejonach Azji[18]. Pogłębiała się za to przepaść między Zjednoczonym Królestwem a Rzeszą Niemiecką, do czego przede wszystkim przyczyniła się prowokacyjna rozbudowa niemieckiej floty wojennej. Niemcom, którym trudno było ukryć, jak bardzo mimo potęgi gospodarczej brakowało środków pozwalających na prowadzenie rzeczywistej polityki światowej, pozostał w końcu tylko jeden sprzymierzeniec: Monarchia Austro-Węgierska, której polityka na Bałkanach stawała się coraz bardziej nieodpowiedzialna i oscylowała między agresją a histerią. Wybuch I wojny światowej w sierpniu 1914 r. bynajmniej nie był nieunikniony. Jednak aby w obliczu narastającej dynamiki konfliktu zapobiec starciu przynajmniej niektórych mocarstw europejskich, wszystkie strony musiałyby się w niezwykłym stopniu wykazać umiejętnościami politycznymi, powściągliwością w kwestiach militarnych oraz zdolnością okiełznania narodowych sentymentów[19]. I wojna światowa całkowicie zburzyła system mocarstw, który przez półtora wieku nadawał ton w Europie. Inaczej niż w latach 1814-1815 w 1919 r. nie można go było restytuować.

Nowe wielkie mocarstwa – USA i Japonia – odgrywały w tym scenariuszu drugorzędną rolę. Zaskakująca klęska Rosji w wojnie rosyjsko-japońskiej lat 1904-1905, która toczyła się głównie na terytorium Chin, wywołała jednak kryzys w polityce rosyjskiej, który nie pozostał bez następstw dla Europy i „kwestii wschodniej”. Fakt, że USA w 1905 r. doprowadziły do zawarcia pokoju między zwaśnionymi stronami (zazwyczaj nad wyraz wojowniczy prezydent Theodore Roosevelt otrzymał za to Pokojową Nagrodę Nobla), po raz kolejny – po wojnie amerykańsko-hiszpańskiej 1898 r., w której USA poczynały sobie nad wyraz agresywnie, i udziale we wspólnej interwencji korpusów ekspedycyjnych ośmiu mocarstw przeciw rebeliantom z tajnego stowarzyszenia Yihetuan (bokserów) w Chinach w roku 1900 – w symboliczny sposób wyrażał wielkomocarstwowe ambicje nowego gracza. Japonia zmusiła społeczność międzynarodową do uznania jej mocarstwowej roli już w roku 1902, kiedy największa światowa potęga – Wielka Brytania – zawarła sojusz z wyspiarskim Cesarstwem Japońskim[20]. W 1905 r. europejski system państw nieodwołalnie zaczął się przekształcać w światowy. Trzeba jednak pamiętać, że Japonia i USA nie miały bezpośredniego udziału w wydarzeniach prowadzących do wybuchu I wojny światowej, która w swojej genezie była wojną europejską. Europejski system państw został zburzony od wewnątrz.

Opowieść druga: metamorfoza imperiów

Obok tej wielkiej narracji o odnowie, erozji i katastrofie europejskiego systemu państw istnieje druga opowieść, zatytułowana „Ekspansja zamorska i imperializm”. Jakkolwiek w ostatnich latach jej wcześniejsze wersje są coraz częściej podawane w wątpliwość – silniej niż standardowy narratyw: opowieść o europejskim systemie państw – to jednak można zrekonstruować zasadniczy schemat tej opowieści. Jej niekwestionowany rdzeń wygląda mniej więcej następująco, Wraz z przegraną Brytyjczyków w amerykańskiej wojnie o niepodległość i przekształceniem się luźnej konfederacji zbuntowanych kolonii północnoamerykańskich w nową federację pod nazwą United States of America w 1783 r. zaczął dobiegać końca wczesnonowożytny okres ekspansji państw europejskich i europejskiej historii kolonialnej. Również Francja poniosła dotkliwą porażkę, kiedy po wieloletnich walkach w 1804 r. Saint-Domingue (zachodnia część wyspy Hispaniola na Morzu Karaibskim), pod względem gospodarczym jej najważniejsza kolonia i główny producent cukru, zerwało z metropolią i ustanowiło państwo pod nazwą Haiti. Już w 1763 r. Francja straciła swoje posiadłości w Ameryce Północnej. Paradoksalnie wydarzenia, które zapewniły Francji hegemonię w Europie: rewolucja i budowa imperium przez Napoleona, zapoczątkowały odwrót z terytoriów zamorskich, ponieważ Napoleon nie zdobył nowych kolonii. Z Egiptu, do którego Bonaparte wyprawił się w roku 1798, Francuzi wycofali się już po trzech latach, a inne plany uwikłania Anglii w konflikt w Azji spełzły na niczym. Brytyjczycy łatwiej niż Francuzi uporali się z utratą swoich kolonii, ponieważ w wyniku wielkich kampanii lat 1799-1818 udało im się narzucić zwierzchność państwom indyjskim. Wprawdzie Brytyjczycy usadowili się na Półwyspie już w XVII w. jako przedsiębiorcy handlowi, a w latach 60. XVIII w. przejęli również kontrolę nad prowincją Bengal, jednak dopiero w toku rywalizacji z Francją (która szukała sprzymierzeńców wśród książąt hinduskich) o dominację kolonialną udało im się pokonać albo przynajmniej zneutralizować pozostałe lokalne potęgi militarne. W końcu mniej więcej w połowie lat 20. XIX w. dobiegło końca panowanie hiszpańskie nad kontynentalną częścią Ameryki Południowej i Środkowej. Z imperium kolonialnego Hiszpanii ocalały tylko Filipiny i Kuba.

W środkowych dekadach XIX w. Europejczycy nie interesowali się zbytnio koloniami. Niektórzy politycy (jak Napoleon III we Francji czy Benjamin Disraeli w Wielkiej Brytanii) budzili i podsycali to zainteresowanie, co wiązało się z polityką wewnętrzną. Jeśli już posiadano kolonie (Indie, Holenderskie Indie Wschodnie, Filipiny, Kuba), starano się je lepiej wykorzystać gospodarczo. Doszło do tego kilka nowych nabytków: Algieria, najechana przez Francję w 1830 r., jednak w pełni opanowana dopiero u schyłku lat 50. XIX w.; Sindh (1843) i Pendżab (1845-1849), które poszerzyły obszar panowania brytyjskiego w Indiach na zachodzie; Nowa Zelandia, gdzie Maorysi stawiali zbrojny opór Brytyjczykom do roku 1872; poszerzenie kolonii na wybrzeżach Przylądka Dobrej Nadziei i Senegalu o obszary położone w głębi kraju; Kaukaz i chanaty Azji Wewnętrznej. W środkowych dekadach XIX w. Wielka Brytania i Francja – wówczas jedyne mocarstwa prowadzące agresywną politykę kolonizacji terytoriów zamorskich – zbudowały w Azji i Afryce pojedyncze przyczółki (jak Lagos czy Sajgon), które później miały im posłużyć za bazy wypadowe do dalszych podbojów terytorialnych, i wymusiły na państwach azjatyckich ustępstwa handlowe otwierające kupcom europejskim dostęp do ich rynków, wywierając na nie presję militarną. Typowym narzędziem imperializmu w tym czasie były nie tyle wojska ekspedycyjne, ile tanie, ale skuteczne kanonierki, które zawijały do portów przeciwnika, grożąc ostrzelaniem wybrzeża. Niemniej przynajmniej obie wojny z Chinami (I wojna opiumowa w latach 1839-1842 i II wojna opiumowa lub inaczej Arrow War w latach 1856-1860) wiązały się również z operacjami na lądzie i bynajmniej nie były jedynie przechadzką. Niektóre przedsięwzięcia imperialne zakończyły się klęską, jak np. pierwsza interwencja brytyjska w Afganistanie (1839-1842) czy podjęta przez Napoleona III próba osadzenia na tronie satelickiego Meksyku – kraju, który nie był w stanie spłacić kredytów zaciągniętych w Europie – księcia z rodu Habsburgów, kosztowna zarówno dla Francji, jak i dla Meksyku (50 tys. zabitych!). Ten osobliwy epizod zakończył się w 1867 r. postawieniem arcyksięcia Maksymiliana, który mianował się cesarzem Meksyku, przed sądem wojskowym i skazaniem na śmierć. W późniejszych latach często zapominano, że Francję w jej środkowoamerykańskiej eskapadzie początkowo wspierały Wielka Brytania i Hiszpania[21].

W latach 70. XIX w. zarysowała się pewna zmiana w sposobie działania mocarstw europejskich i w ich gotowości do agresji. Imperium Osmańskie i Egipt, które zaciągnęły ogromne długi w krajach zachodnich, znalazły się pod presją finansową, którą wielkie mocarstwa mogły wykorzystać do osiągnięcia celów politycznych. W tym samym czasie w polu uwagi europejskiej opinii publicznej znalazła się Afryka, do czego przyczyniło się kilka spektakularnych ekspedycji naukowych cieszących się żywym zainteresowaniem prasy. W 1881 r. bej Tunisu musiał się zgodzić na obecność „generalnego rezydenta” Francji, który sprawował władzę zza tronu. Był to początek „rozbioru Afryki”. Kiedy w 1882 r., w odpowiedzi na poczynania nacjonalistów egipskich, wojska brytyjskie opanowały Egipt, który ze względu na otwarty w 1869 r. Kanał Sueski miał dla Imperium ogromne znaczenie strategiczne, było to sygnałem startowym do wyścigu o posiadłości kolonialne w Afryce. W ciągu niewielu lat na kontynencie zostały wytyczone claims – obszary, do których państwa europejskie zgłaszały roszczenia, wkrótce urzeczywistnione w drodze podbojów militarnych. Między 1881 a 1898 r. (zwycięstwo Brytyjczyków nad mahdystami w Sudanie) cała Afryka została podzielona między mocarstwa kolonialne: Francję, Wielką Brytanię, Belgię (tu początkowo „właścicielem” kolonii było nie państwo belgijskie, a król Leopold II), Niemcy i Portugalię, która już wcześniej miała kilka posiadłości na wybrzeżach Angoli i Mozambiku. W ostatnim etapie Maroko dostało się pod kontrolę Francji (1912), a pustynie Libii, których de facto nie sposób było skutecznie kontrolować, a którymi ponownie zaczął się interesować Stambuł, pod kontrolę Włoch (1911-1912)[22]. Niezależność zachowały jedynie Etiopia i Liberia – republika założona przez byłych niewolników amerykańskich. Tę rywalizację nazywaną wyścigiem o Afrykę (scramble for Africa) należy postrzegać jako jeden proces, choć w poszczególnych krajach często przebiegał on nieplanowo, chaotycznie, dostosowując się do okoliczności. Pod tym względem zajęcie w krótkim czasie ogromnego kontynentu, jakim była Afryka, nie miało precedensu w dziejach świata[23].

Między 1895 a mniej więcej 1905 r. podobny scramble powtórzył się w Chinach. Jednak tym razem nie wszystkie potęgi imperialne były w równej mierze zainteresowane zagarnięciem nowych terytoriów. Niektórym, szczególnie Wielkiej Brytanii, Francji i Belgii, zależało raczej na koncesjach na budowę kolei i wydobycie bogactw naturalnych oraz na wytyczeniu nieformalnych stref wpływów w handlu międzynarodowym. USA proklamowały politykę otwartych drzwi (open door), która miała zapewnić wszystkim państwom równe możliwości ekspansji ekonomicznej na rynku chińskim. W tym okresie jedynie Japonii, Rosji i Niemcom udało się podporządkować sobie znaczniejsze terytoria na peryferiach Chin: Tajwan (Formozę), południową Mandżurię oraz Qingdao i jego otoczenie na półwyspie Szantung. Jednak Chiny nadal były samodzielnym państwem, a Chińczycy w zdecydowanej większości nigdy nie byli poddanymi reżimów kolonialnych. Dlatego w porównaniu z dużym rozdrapywaniem Afryki mały scramble w Chinach nie miał aż tak poważnych następstw. Mocarstwa zachodnioeuropejskie poszukiwały kolonii nie tyle w Azji Północno-Wschodniej, ile w Południowo-Wschodniej. Brytyjczycy usadowili się w tym regionie w Birmie i Malezji, Francuzi przejęli Indochiny (Wietnam, Laos i Kambodżę). W latach 1898-1902 USA przejęły kontrolę nad Filipinami, rozprawiając się najpierw z Hiszpanią, a następnie z powstańcami filipińskimi. Około 1900 r. w tym niezwykle zróżnicowanym pod względem politycznym i kulturowym regionie świata jedynym nominalnie suwerennym (choć z uwagi na słabą pozycję bardzo ostrożnym w swoich poczynaniach) krajem był Syjam. Wszystkie procesy ekspansji europejskiej (i północnoamerykańskiej) oraz przejmowania kontroli w Azji i Afryce między 1881 a 1912 r. miały to samo uzasadnienie ideologiczne. Wszędzie powoływano się na prawo silniejszego, nierzadko zideologizowane w duchu rasistowskim, na rzekomą niezdolność społeczności tubylczych do samodzielnego rządzenia oraz na – często rozumianą prewencyjnie – dbałość o interesy własnego narodu w konkurencji z rywalizującymi z nim państwami europejskimi.

Ta druga wielka narracja nie kulminuje w tak bezpośredni sposób jak pierwsza w wybuchu wojny światowej lat 1914-1918. Świat kolonialny ustabilizował się na kilka, kilkanaście lat przed 1914 r. Napięcia między mocarstwami kolonialnymi osłabły, co więcej, niektóre sporne kwestie udało się uregulować w drodze porozumień międzynarodowych. Areny pozaeuropejskie służyły niekiedy symbolicznej demonstracji władzy, której adresatem była europejska opinia publiczna. Tak było podczas obu kryzysów marokańskich: pierwszego z lat 1905-1906 i drugiego z 1911 r., kiedy Rzesza Niemiecka poczyniła kilka rychów politycznych i militarnych w Afryce Północnej w arenę pozorowanych manewrów wojskowych; przy okazji w fatalny w skutkach sposób ujawniła się potęga prasy codziennej skutecznie podsycającej konflikt. Za takimi akcjami rzadko stała rywalizacja o podłożu rzeczywiście kolonialnym. Kolizja rozwijających się z różną dynamiką procesów imperialnych w Azji i Afryce nie była pierwszorzędną przyczyną wybuchu I wojny światowej. Dla historiografii ma to ten skutek, że opowieść nr 2 często jest traktowana jako mało istotny poboczny wątek opowieści nr 1, która prostą drogą zmierza do wiadomego finału: lata 1914 r. Niemało syntez historii europejskiej XIX w. poświęca kolonializmowi i imperializmowi zaledwie kilka skąpych wzmianek[24], co wywołuje wrażenie, jakoby ekspansja Europejczyków na świecie nie należała do istoty historii europejskiej, ale była produktem ubocznym procesów przebiegających w samej Europie. Dlatego historia dyplomacji i historia kolonializmu rzadko potrafiły naprawdę się do siebie zbliżyć. Ujęcie zagadnienia z perspektywy historii powszechnej nie może się tym zadowolić. Musi znaleźć pomost między eurocentrycznymi punktami widzenia a sposobami postrzegania zjawiska przez społeczeństwa azjatyckie czy afrykańskie, stając przed dwoma ambitnymi zadaniami. Po pierwsze, musi powiązać historię europejskiego systemu państw, który pod koniec stulecia zaczął się przekształcać w globalny, z dziejami ekspansji kolonialnej i imperialnej. Po drugie, musi się oprzeć pokusie teleologicznej interpretacji XIX-wiecznej historii stosunków międzynarodowych jako procesu zmierzającego do wybuchu wojny w roku 1914. Wiemy, że wojna zaczęła się 4 sierpnia 1914 r., ale nawet na krótko przed jej wybuchem niewielu współczesnych przeczuwało, że tak szybko do niego dojdzie. Wojna prawdziwie światowa nie mieściła się w horyzoncie działania aktorów wydarzeń historycznych; traktowanie XIX w. jedynie jako długiego preludium do wielkiej katastrofy w niedopuszczalny sposób zawęziłoby nasze rozumienie tego stulecia. Jest jeszcze trzecie wyzwanie: dostrzec różnorodność zjawisk imperialnych. Z pewnością uproszczeniem byłoby jednakowo traktować wszystkie twory polityczne, które same nadają sobie miano cesarstwa czy imperium. Pojęcie imperium ma bardzo różną semantykę w różnych krajach i cywilizacjach, którą należy badać jako dyskurs, nie jest zatem kategorią, która pozwala precyzyjnie zdefiniować fenomeny rzeczywistości historycznej. Z drugiej strony już przyjrzenie się pograniczom w różnych kontekstach wydobyło duże podobieństwa między zjawiskami, które zazwyczaj są postrzegane w izolacji. Podobnie jest z imperiami. Dlatego musimy podjąć próbę zakwestionowania powszechnie przyjętego i rzadko poddawanego głębszej refleksji rozróżnienia imperiów na morskie, zbudowane przez państwa Europy Zachodniej, i kontynentalne, rządzone z Wiednia, St. Petersburga, Stambułu czy Pekinu. Jednak najpierw przyjrzyjmy się państwu narodowemu.

2. Drogi do państwa narodowego

Semantyka imperium

Historycy, zwłaszcza niemieccy i francuscy, uważają wiek XIX za epokę nacjonalizmu i państw narodowych[25]. Konflikt prusko- czy niemiecko-francuski był starciem między jednym z najstarszych w Europie państw narodowych i jednym z jego sąsiadów, który zapragnął się zmierzyć z ojczyzną rewolucji i dowieść swojej przewagi. Dzieje Niemiec i Francji były entangled histories, o ile coś podobnego kiedykolwiek istniało w Europie – nie chodzi tu o powiązania między z zasady nierównymi partnerami, ale w konstelacji, która w dłuższej perspektywie zmierzała ku równowadze, która została osiągnięta po roku 1945. Jednak czy perspektywa niemiecko-francuska pozwala na interpretację XIX-wiecznych dziejów Europy czy wręcz całego świata? Historiografia brytyjska, w której „ustanowienie imperium” nie budziło tak głębokiego oddźwięku jak przez długi czas w nacjonalistycznych kręgach historyków niemieckich, zawsze była nieco ostrożniejsza i rzadko aż tak silnie eksponowała aspekt formowania się państwa narodowego. Ustanowienie imperium (Rzeszy) było z perspektywy brytyjskiej sprawą niemiecką o reperkusjach europejskich. British Empire zaś nie zawdzięczało swojego istnienia żadnemu „aktowi założycielskiemu”, chyba że za jego autorów uznamy kilku piratów z czasów Elżbiety I. Imperium Brytyjskie nie wyłoniło się w nagłym akcie stworzenia, ale formowało się w wielu miejscach na całym świecie w toku skomplikowanego i długotrwałego procesu, którego nie uruchomił żaden dający się datować „prawybuch” i który nie był sterowany przez żadną centralę. Wielka Brytania nie musiała w XIX w. zakładać imperium, ponieważ od dawna nim była, choć trudno było precyzyjnie określić, skąd się ono wzięło. Przed połową XIX w. mało kto dostrzegał, że rozproszone posiadłości Korony i inne terytoria osadnictwa i kolonizacji brytyjskiej mogą razem tworzyć zwarte imperium. Jeszcze w latach 70. XIX w. kolonie osadnicze, dla których Wielka Brytania była w swoim własnym rozumieniu „macierzystym krajem”, były postrzegane jako byty koncepcyjnie całkowicie odmienne od pozostałych kolonii, z którymi nie łączyły jej żadne „matczyne” relacje, a raczej związek oparty na surowym paternalizmie[26]. Również później nie wygasał zażarty spór co do natury Empire.

W innych wypadkach semantyka imperium jest złożona, a nawet wewnętrznie sprzeczna. Niemieckie słowo Reich około 1900 r. miało co najmniej trzy znaczenia. W zależności od punktu widzenia oznaczało: (1) młode państwo narodowe w sercu Europy, które – jak przystało na parweniusza – ofiarowało swojej głowie koronę cesarską (co przywodziło na myśl samowyniesienie Piotra Wielkiego na cesarza w roku 1721) i mianowało się Rzeszą Niemiecką, następnie (2) niewielkie „imperium” zamorskie o charakterze kolonialnym i hegemonialnej pozycji w handlu, którego zalążkiem były pierwsze nabytki kolonialne Bismarcka w Afryce z roku 1884, krok po kroku poszerzane przez ową Rzeszę Niemiecką o kolejne posiadłości, i wreszcie (3) romantyczną fantasmagorię bliżej nieokreślonego wielkiego imperium kontynentalnego, restytuowanego Świętego Cesarstwa Rzymskiego skupiającego wszystkich Niemców czy Germanów, sfery niemieckiej „przestrzeni życiowej”, czy wręcz zdominowanej przez Niemcy Mitteleuropy – krótko mówiąc: wizję imperium, która wobec przeforsowanej przez Bismarcka małoniemieckiej koncepcji scalenia ziem niemieckich pozostała niespełniona i która na krótko odżyła w postanowieniach traktatu pokojowego podyktowanego Rosji w styczniu 1918 r. w Brześciu Litewskim, aby dopiero pod rządami nazistów po 1939 r. na krótko stać się rzeczywistością[27]. Można by ten wątek pociągnąć dalej: pojęcie „imperium” istniało we wszystkich epokach i w wielu kulturach; kolosalne różnice w przypisywanych mu znaczeniach znajdziemy również w późnonowożytnej Europie, a nawet w obrębie poszczególnych narodowych semantyk imperium. Dlatego to, jak dany twór polityczny sam siebie opisuje, nie wystarcza, by stwierdzić, czy mamy do czynienia z imperium, propozycja zaś, by za imperium uważać wszystko, co samo tak się określa, nie jest przekonującym wyjściem z sytuacji. Imperium musi zatem dać się opisać strukturalnie, przez wskazanie uchwytnych empirycznie właściwości.

Państwo narodowe i nacjonalizm

Imperia są zjawiskiem znanym w całej Eurazji i bardzo starym, o rodowodzie sięgającym III tysiąclecia p.n.e., dlatego pojęcie imperium jest obarczone mnóstwem sensów konstruowanych w najróżniejszych kontekstach kulturowych. Państwa narodowe natomiast są stosunkowo niedawnym wynalazkiem Europy Zachodniej, fenomenem, którego narodziny w XIX w. można obserwować niejako w warunkach laboratoryjnych. Mimo to zdefiniowanie państwa narodowego okazało się trudne. Spróbujmy tak: „Nowoczesne państwo narodowe to państwo, w którym suwerenem, [który] ustanawia i kontroluje władzę polityczną, jest naród rozumiany jako ogół obywateli państwa. Zasadą, którą się kieruje, jest równoprawny dostęp wszystkich obywateli do instytucji, świadczeń i przedsięwzięć państwa”[28]. Na pierwszy rzut oka ta definicja wydaje się przekonująca, jednak tak silnie eksponuje kryterium partycypacji politycznej, że wyklucza bardzo wiele zjawisk. Nie moglibyśmy wówczas uznać za państwo narodowe ani Polski pod rządami komunistów, ani Hiszpanii generała Franco, ani Afryki Południowej w czasach apartheidu. Jeśli zaś sformułowanie „wszyscy obywatele” rozumieć jako neutralne płciowo, to jak należałoby zakwalifikować „macierzysty kraj demokracji”: Wielką Brytanię, która dopiero w 1928 r. wprowadziła powszechne prawo wyborcze dla kobiet, czy Francję okresu III Republiki, która uczyniła to dopiero w roku 1944? W XIX w. na świecie było niewiele państw, które, przyjmując takie kryteria, moglibyśmy zakwalifikować jako państwa narodowe – co najwyżej Australia po 1906 r., przede wszystkim zaś Nowa Zelandia, która w 1893 r. jako pierwsze państwo na świecie przyznała kobietom czynne prawo wyborcze (bierne dopiero w 1919 r.) i w której prawo głosu mieli również tubylczy Maorysi[29].

Inną możliwością byłoby przedstawienie drogi do państwa narodowego via nacjonalizm[30]. Ten ostatni można rozumieć jako poczucie grupowej więzi wyrażające się w słowie „my”, wiążące ludzi w obrębie wielkiej zbiorowości definiującej się w kategoriach wspólnoty języka i losu i uważającej się za aktora politycznego. Taka postawa zaznaczyła się w Europie w latach 90. XVIII w. Zasadza się ona na prostych, ogólnych ideach: świat ludzi dzieli się na narody, które są jego podstawowymi „naturalnymi” jednostkami; imperia (by podać przykład) są natomiast sztucznymi tworami powstałymi w drodze przymusu. Naród, a nie lokalna mała ojczyzna czy ponadnarodowa wspólnota religijna, jest podstawowym punktem odniesienia do lojalności jednostek i to w jego ramach kształtują się więzi solidarności. Dlatego naród musi jasno sformułować kryteria przynależności do wielkiej zbiorowości oraz skategoryzować mniejszości jako takie, co może, choć niekoniecznie musi prowadzić do dyskryminacji. Naród dąży do uzyskania autonomii politycznej na określonym terytorium i potrzebuje własnego państwa, które ją zagwarantuje.

Niełatwo jest uchwycić zależność między narodem a państwem. Hagen Schulze pokazał, że w Europie najpierw pojawiło się „nowoczesne państwo”, w drugiej fazie ukształtowały się (lub same tak się zdefiniowały) „narody państwowe” (Staatsnationen), a następnie „narody definiujące się jako lud” (Volksnationen) [w odróżnieniu od narodu o charakterze stanowym, np. narodu szlacheckiego – przyp. tłum.], i że dopiero po Rewolucji Francuskiej nacjonalizm znalazł oparcie w szerokich rzeszach społeczeństwa – Schulze nazywa go nacjonalizmem mas – i zaanektował państwo. Schulze nie definiuje explicite, co rozumie przez „państwo narodowe”, wyjaśnia jednak, o co mu chodzi, w grand récit, która starannie periodyzuje zjawisko, wyróżniając etap rewolucyjnego (1815-1871), imperialnego (1871-1914) i wreszcie totalnego państwa narodowego (1914-1945)[31]. W każdym razie państwo narodowe jawi się tu jako kompozyt czy też synteza znosząca państwo i naród – nie jakiś wirtualny byt, lecz naród zmobilizowany.

Wolfgang Reinhard skierował dyskusję o historycznym miejscu państwa narodowego na inne tory, w zgodzie z teoretykami nacjonalizmu takimi jak John Breuilly czy Eric J. Hobsbawm, twierdząc, że „naród był zależną, natomiast władza państwowa niezależną zmienną procesu historycznego”[32]. Państwo narodowe, którego początki Reinhard również dostrzega dopiero w wieku XIX[33], nie byłoby zatem niemal nieuchronnym rezultatem procesów „oddolnego” krystalizowania się świadomości i tożsamości mas, ale produktem woli władzy „odgórnie” konsolidującej wielkie zbiorowości[34]. Zgodnie z tym rozumieniem państwo narodowe nie tworzy ram państwowych dla już istniejącego narodu. Jest „projektem” aparatów państwowych i elit rządzących, ale jak należałoby uzupełnić – również kontrelit rewolucyjnych czy antykolonialnych. Zazwyczaj państwo narodowe odwołuje się do już istniejącego poczucia narodowego, instrumentalizując je dla celów polityki budowania narodu. Polityka ta chce jednocześnie stworzyć samodzielny obszar gospodarczy, uzyskać podmiotowość w stosunkach międzynarodowych, czasem również wykreować jednolitą kulturę z właściwym jej repertuarem symboli i wartości[35]. Dlatego w rzeczywistości historycznej mamy do czynienia nie tylko z narodami szukającymi własnego państwa, lecz również z państwami narodowymi poszukującymi doskonałego narodu, z którym w idealnym wypadku mogłyby się utożsamić. Jak słusznie zauważa Wolfgang Reinhard, większość państw definiujących się współcześnie jako państwa narodowe to de facto państwa wielonarodowe ze znaczącymi liczebnie mniejszościami, które organizują się przynajmniej w przedpolitycznej sferze życia społecznego[36]. Mniejszości te różnią się przede wszystkim ze względu na to, czy ich liderzy polityczni podważają istnienie wspólnego państwa i dążą do odrębności jak Baskowie czy Tamilowie, czy jak Szkoci, Katalończycy lub Frankokanadyjczycy zadowalają się częściową autonomią. Takimi „mniejszościami” były „ludy” i „narody” (w przednowoczesnym rozumieniu słowa) wielkich imperiów. Wieloetniczność wszystkich imperiów zachowała się w państwach narodowych, zwłaszcza tych młodych, powstałych w XIX w., nawet jeśli te ostatnie niezmiennie starają się ukryć ten fakt za homogenizującymi różnorodność dyskursami.

Gdzie zatem mamy szukać owych państw narodowych, które rzekomo są sygnaturą wieku XIX? Spoglądając na mapę świata, zobaczymy nie tyle państwa narodowe, ile imperia[37]. Około 1900 r. nic nie zapowiadało bliskiego kresu epoki imperialnej. Po I wojnie światowej, która zburzyła trzy imperia: Osmanów, Hohenzollernów oraz wielonarodowe państwo Habsburgów, era imperialna nie dobiegła końca. Nie przestało istnieć żadne z zachodnioeuropejskich imperiów kolonialnych ani niewielkie imperium kolonialne USA, którego centrum były Filipiny, co więcej, większość z nich dopiero w latach 20. i 30. XX w. osiągnęła apogeum znaczenia dla gospodarki i świadomości mieszkańców metropolii. Młode państwo radzieckie zdołało w ciągu zaledwie kilku lat przywrócić dominację nad Kaukazem i Azją Środkową, włączonymi do Imperium Rosyjskiego w okresie późnego caratu. Japonia, Włochy i narodowosocjalistyczne Niemcy zbudowały nowe imperia (jeśli chodzi o Niemcy, bardzo krótkotrwałe), które były imitacją i karykaturą dawniejszych. Dopiero pierwsza wielka fala dekolonizacji między kryzysem sueskim 1956 r. a końcem wojny algierskiej w roku 1962 położyła kres epoce imperialnej.

Nawet jeśli wiek XIX nie był „epoką państw narodowych”, to niewątpliwie był epoką nacjonalizmu. To wtedy ukształtował się ten nowy styl myślenia i mitologia polityczna, przybierając postać doktryny i programu działania oraz stając się siłą zdolną mobilizować masy. Nacjonalizm od początku cechowała silna tendencja antyimperialna. Dopiero doświadczenie „okupacji” francuskiej zradykalizowało nacjonalizm w Niemczech. W imperium carskim, monarchii habsburskiej, imperium osmańskim, w Irlandii – wszędzie w imię nowych idei narodowych budził się opór przeciw metropolii. Opór ten jednak bynajmniej nie łączył się nieuchronnie z dążeniem do suwerenności państwa narodowego. Początkowo często chodziło jedynie o ochronę przed bezprawnymi posunięciami władz lub dyskryminacją, silniejszą reprezentację własnych interesów w ramach imperium czy o przestrzeń dla własnego języka i innych form wyrazu kulturowego. Również wczesny ruch oporu przeciw ekspansji kolonialnej w Azji i Afryce, który uformował się w bezpośredniej reakcji na pierwszą inwazję obu kontynentów (primary resistance), na tym etapie rzadko stawiał sobie za cel ustanowienie własnego państwa narodowego. Secondary resistance wyłonił się dopiero w XX w., kiedy nowe, dobrze znające Zachód elity wykształcone oswoiły się z modelem państwa narodowego i dostrzegły mobilizacyjny potencjał retoryki narodowowyzwoleńczej. Własne państwo narodowe, jakkolwiek mgliste były jego kontury, stawało się jednak coraz atrakcyjniejszym celem dla elit politycznych, które nie chciały mieć nad sobą żadnej zwierzchniej władzy i potrzebowały ram dla prowadzenia własnej polityki. Tak było w Polsce, na Węgrzech, w Serbii i w wielu innych regionach Europy, ale nie tylko w świecie zachodnim, bo np. również w egipskim ruchu niepodległościowym lat 1881-1882, od nazwiska jego przywódcy nazwanym ruchem Urabiego, który pod hasłem „Egipt dla Egipcjan!” skupił przeciwników nad wyraz przyjaznego dla zagranicznych inwestorów rządu, oraz w Wietnamie, gdzie około 1907 r. zaczął się formować ruch antykolonialny[38].

Po drugie, wiek XIX był okresem tworzenia państw narodowych. Mimo kilku spektakularnych aktów założycielskich zawsze mamy tu do czynienia z dłuższymi procesami, przy tym nie zawsze łatwo jest wskazać moment, w którym dany twór polityczny rzeczywiście stawał się państwem narodowym, tj. w którym procesy „zewnętrznego” i „wewnętrznego” formowania państwa narodowego były odpowiednio zaawansowane. Większych trudności przysparza ocena aspektu „wewnętrznego”. Wymaga ona rozstrzygnięcia, w którym momencie określona wspólnota zorganizowana terytorialnie osiągnęła w toku z reguły ewolucyjnych przemian taki stopień strukturalnego zespolenia oraz krystalizacji i homogenizacji świadomości, który pozwala wyraźnie odróżnić ją jakościowo od jej wcześniejszego stadium (państwo suwerennego władcy, imperium, europejskiej republiki miejskiej z czasów wczesnej nowożytności, kolonii itd.). Nie jest to łatwe nawet w wypadku Francji – kraju, który uchodzi za wzorcowy przykład procesu kształtowania się państwa narodowego. Kiedy Francja stała się państwem narodowym? Czy już w trakcie rewolucji 1789 r. z jej retoryką i ustawodawstwem narodowym? A może w następstwie centralizujących państwo reform napoleońskich? Czy raczej w toku trwającego dziesiątki lat procesu przemiany „chłopów” we „Francuzów”, którego początki jego miarodajny historyk dostrzega najwcześniej około roku 1870?[39] Jeśli już Francja nastręcza nam takich trudności, to jak mamy sobie poradzić z mniej oczywistymi przykładami?

Łatwiej jest natomiast stwierdzić, kiedy jakaś wspólnota zyskuje możliwość podmiotowego działania na arenie międzynarodowej, kiedy zatem przyjmuje zewnętrzną postać państwa narodowego. Zgodnie z konwencjami obowiązującymi w XIX i XX w. w ramach różnych porządków międzynarodowych dane państwo mogło uchodzić za państwo narodowe tylko, jeśli znacząca większość państw uznała je za samodzielnego aktora. Suwerenność w rozumieniu zachodnim jest koniecznym, choć niewystarczającym warunkiem uzyskania statusu państwa narodowego. Nie każde państwo prowadzące własną politykę zagraniczną jest zarazem państwem narodowym. Przyjęcie takiego kryterium równałoby się absolutyzacji spojrzenia „od zewnątrz”, a wówczas musielibyśmy uznać Bawarię około 1850 r. za państwo narodowe. Jednak jako warunek konieczny możemy przyjąć następujące kryterium: nie istnieje państwo narodowe, które nie utrzymuje własnej armii ani nie prowadzi własnej dyplomacji i które nie jest akceptowane jako strona umów międzynarodowych. W XIX w. liczba aktorów na arenie międzynarodowej była mniejsza niż liczba wspólnot, które bylibyśmy skłonni uznać za względnie udane realizacje społecznego i kulturowego nation-building. Mimo że około 1900 r. procesy narodowotwórcze w kontrolowanej przez Rosję Polsce, na Węgrzech pod rządami Habsburgów czy we wchodzącej w skład Zjednoczonego Królestwa Irlandii były zaawansowane, nie można określić tych bytów jako państwa narodowe. Stały się nimi dopiero po zakończeniu I wojny światowej, w okresie gwałtownej emancypacji narodowej i państwowej, który usunął w cień wszystko, co miał do zaoferowania „wiek państw narodowych”. W drugiej połowie XX w. mamy do czynienia z odwrotną sytuacją – wiele państw uznawanych za suwerenne zewnętrznie w istocie było chwiejnymi niby-państwami pozbawionymi wewnętrznej spoistości instytucjonalnej i kulturowej.

Do powstania państw narodowych w XIX w. prowadziły trzy różne drogi: (1) usamodzielnienie się kolonii w następstwie rewolucji, (2) zjednoczenie pod hegemonią jednego z aktorów politycznych oraz (3) uzyskanie autonomii w drodze ewolucji[40]. Odpowiadają im trzy postacie nacjonalizmu, które wyodrębnił John Breuilly: nacjonalizm antykolonialny, zjednoczeniowy i separatystyczny[41].

Usamodzielnienie się w drodze rewolucji

Większość nowych państw, które powstały w kalendarzowym wieku XIX, wyłoniła się już w jego pierwszym kwartale. Państwa te były produktem „czasu siodła” i narodziły się u schyłku atlantyckiego cyklu rewolucji[42]. Ta pierwsza fala dekolonizacji była częścią reakcji łańcuchowej o zasięgu transatlantyckim, którą uruchomiły mniej więcej równoczesne, choć niepowiązane z sobą przyczynowo centralizacyjne zapędy Londynu i Madrytu wobec posiadłości na kontynencie amerykańskim w latach 60. XVIII w.[43] Amerykanie z kontynentu północnego zareagowali na tę politykę natychmiast, Hispanoamerykanie z pewnym opóźnieniem. Kiedy w 1810 r. nad Rio de la Plata i w Meksyku wybuchła otwarta rewolta, w Ameryce Północnej istniały już USA, przede wszystkim jednak w następstwie inwazji Napoleona na Półwysep Iberyjski w 1808 r., która z kolei była rezultatem od początku ekspansywnej militarnie Rewolucji Francuskiej, załamała się monarchia hiszpańska. Już wcześniej i w bardziej bezpośredni sposób wpływ rewolucji 1789 r. dał się zauważyć we francuskiej kolonii Saint-Domingue na wyspie Hispaniola, gdzie już w 1792 r. rozpoczęła się rewolucja mulackiej warstwy średniej (gens de couleur) i czarnych niewolników. Była to rewolucja prawdziwie antykolonialna i zarazem społeczna; w 1804 r. wyłoniła się z niej druga republika na kontynencie amerykańskim – Haiti[44]. W 1825 r. uznała ją Francja, a następnie stopniowo większość państw. Na kontynencie w policentrycznym procesie wyzwalania się spod zależności kolonialnej powstały do dziś istniejące republiki hispanoamerykańskie: Argentyna, Chile, Urugwaj, Paragwaj, Peru, Boliwia, Kolumbia, Wenezuela i Meksyk. Nie udało się natomiast stworzyć większych jednostek administracyjno-politycznych, do czego dążył Simón Bolívar[45]. Z federacji grupujących państwa pohiszpańskie wtórnie wyodrębniły się: w 1830 r. Ekwador, w 1838 r. Honduras i w 1839 r. Gwatemala. W ten sposób wyłonił się cały archipelag nowych, (po krótkim intermezzo pierwszego cesarstwa Meksyku w latach 1822-1824) bez wyjątku republikańskich tworów państwowych, które nie tylko aspirowały do suwerenności w stosunkach zewnętrznych, ale też ją uzyskały, nawet jeśli nierzadko na pierwsze sukcesy w procesie wewnętrznej konsolidacji narodu trzeba było jeszcze długo poczekać.

Wydarzenia w Brazylii nie miały tak rewolucyjnego przebiegu. W odróżnieniu od państw hiszpańskiej Ameryki, gdzie elity kreolskie zerwały ze znienawidzoną metropolią, ta najważniejsza kolonia portugalska oddzieliła się od Korony w sposób pokojowy. W 1807 r. udzieliła schronienia rodzinie królewskiej, która zbiegła tu przed wojskami Napoleona. Po upadku Napoleona książę regent Dom João (późniejszy Jan VI) postanowił zostać w Brazylii, którą podniósł do rangi królestwa, ogłaszając się w 1816 r. królem Portugalii, Brazylii i Algarve. Zmuszony do powrotu do Europy, zostawił w Brazylii jako regenta swojego syna, księcia Dom Pedro, który w 1822 r. ogłosił niepodległość Brazylii i koronował się na cesarza, przybierając imię Piotr I. Dopiero w 1889 r. ten najludniejszy kraj Ameryki Łacińskiej stał się republiką.

Jedynym nowym państwem europejskim, które wyodrębniło się z imperium, była Grecja, która w 1827 r. oddzieliła się od Imperium Osmańskiego i proklamowała niepodległość, na początek w granicach obejmujących jedynie południe dzisiejszej Grecji oraz Wyspy Egejskie. Złożyło się na to kilka czynników: aktywność rodzimych sił narodowowyzwoleńczych (działających również na emigracji), gromka agitacja filohelleńska w Wielkiej Brytanii i Niemczech oraz antyturecka interwencja marynarki brytyjskiej, rosyjskiej i francuskiej. Jeśli (nie wdając się w niuanse definicyjne) panowanie osmańskie w Grecji, którego początki sięgają XV w., uznamy za „kolonialne”, to wyzwolona Hellada – podobnie jak powstałe w tym samym czasie państwa Ameryki Łacińskiej – była tworem postkolonialnym, choć nie była rezultatem w pełni autonomicznej rewolucji niepodległościowej, lecz rewolucji wspartej przez wielkie mocarstwa i pozbawionej masowego zaplecza społecznego. Czyniło to z niej państwo w jeszcze większym stopniu niż nowe państwa Ameryki Środkowej uzależnione od interesów wielkich mocarstw. Protokół londyński z lutego 1830 r. potwierdził niepodległość Grecji, która w świetle prawa międzynarodowego dopiero wówczas stała się suwerennym państwem. Jednak tej zewnętrznej powłoki nie wypełniała jeszcze żadna treść społeczna czy kulturowa: „Istniało zatem państwo greckie. Teraz trzeba było jeszcze stworzyć naród grecki”[46].

Równocześnie, w latach 1830-1831, powstało państwo belgijskie, tradycyjnie do tego czasu określane określane jako Niderlandy Południowe. W odróżnieniu od Greków mieszkańcy Brukseli i okolic nie mieli powodów, by narzekać na wielowiekowe rządy obcych dynastii. Ich niezadowolenie wzbudziła (z ich perspektywy) autokratyczna polityka króla Niderlandów Wilhelma I, którą ten prowadził od czasu zjednoczenia Królestwa po upadku Napoleona w roku 1815. Niemożliwa była również ideologizacja konfliktu rozdzierającego, która niepodległościowym zmaganiom Greków, przedstawianym jako walka wolnych Europejczyków z orientalnym despotyzmem, zapewniła uwagę i poparcie światowej opinii publicznej. Belgia w jeszcze większym stopniu niż Grecja była tworem rewolucji. Na fali rozruchów wywołanych przez francuską rewolucję lipcową w wielu regionach Europy w sierpniu 1830 r. zamieszki wybuchły również w Brukseli – podczas przedstawienia opery La Muette de Portici Aubera – by następnie rozszerzyć się na inne miasta. Holandia użyła przeciw powstańcom wojska. W ciągu kilku tygodni celem radykalizującego się ruchu rewolucyjnego stało się całkowite oderwanie Belgii od Holandii. W odróżnieniu od Grecji i Imperium Osmańskiego Belgom udało się to osiągnąć bez interwencji zbrojnej z zewnątrz, choć car i król pruski grozili wysłaniem wojsk na pomoc Wilhelmowi, a kryzys międzynarodowy wokół Belgii w pewnym momencie niebezpiecznie się zaostrzył. Jednak podobnie jak Grecja również Belgia nie mogła istnieć bez gwarancji udzielonych przez wielkie mocarstwa[47]. Rolę głównego akuszera po raz kolejny odegrała Wielka Brytania.

Znacznie słabszym echem w świadomości międzynarodowej opinii publicznej odbiły się wydarzenia w paszałyku Belgradu – przygranicznej prowincji Imperium Osmańskiego zamieszkałej przez około 370 tys. ludzi. W roku 1804 ludność chrześcijańska pochodzenia serbskiego powstała przeciw stacjonującemu tu korpusowi osmańskich janczarów, którzy, z dala od kontroli Stambułu, sprawowali w regionie rządy terroru[48]. W 1830 r., po długich i niełatwych zmaganiach, sułtan uznał autonomię Księstwa Serbii. Mimo to Serbia pozostała częścią Imperium Osmańskiego. W 1867 r. został osiągnięty punkt, w którym Serbowie nie musieli się już obawiać ingerencji dalekiego suzerena w ich wewnętrzne sprawy (podobnie rozwijała się w tym samym czasie sytuacja w Kanadzie); ostatnie oddziały tureckie opuściły kraj[49]. Wreszcie na kongresie berlińskim w 1878 r. mocarstwa uznały Serbię za państwo suwerenne w rozumieniu prawa międzynarodowego. Status ten uzyskały również Czarnogóra i Rumunia, która przez długi czas wahała się między protekcją rosyjską a osmańską. Bułgaria skorzystała na druzgocącej klęsce sułtana w wojnie rosyjsko-tureckiej lat 1877-1878, pozostała jednak wasalem Porty, aby dopiero w trakcie rewolucji młodotureckiej w Imperium Osmańskim w latach 1908-1909 uzyskać uznanie międzynarodowe jako samodzielny twór polityczny z „carem” jako głową państwa[50].

Czy te wszystkie nowo powstałe twory polityczne były „państwami narodowymi” w rozumieniu spójności wewnętrznej? Można mieć co do tego wątpliwości. Po upływie stu lat od usamodzielnienia się jako państwo Haiti stało wobec „problematycznej przeszłości i godnej pożałowania teraźniejszości”; w kraju nie powstały instytucje życia politycznego ani nie zadbano o jego rozwój społeczno-ekonomiczny[51]. W pierwszym półwieczu po uzyskaniu niepodległości przez państwa na kontynencie południowo- i środkowoamerykańskim nie może być mowy o niezakłóconym przebiegu procesu konsolidacji. W większości krajów sytuacja polityczna ustabilizowała się dopiero w latach 70. XIX w., które na całym świecie były okresem centralizacji i reorganizacji władzy państwowej. Grecja znajdowała się początkowo pod swoistą kuratelą bawarską. Wielkie mocarstwa osadziły na tronie greckim syna króla Bawarii Ludwika I, siedemnastoletniego księcia Ottona. W kolejnych latach sami Grecy kilkakrotnie dokonywali zamachu stanu (w 1843, 1862 i 1909 r.), aby dopiero po 1910 r., za rządów liberalnego premiera Eleutheriosa Venizelosa, wykształcić stabilniejsze instytucje polityczne[52]. Nawet Belgię trudno uznać za wzorcowy przykład jednolitego państwa narodowego. Od lat 40. XIX w. oficjalny nacjonalizm państwowy definiujący się przez odgraniczenie się od Holandii, który konstytucyjnie usankcjonował status języka francuskiego jako jedynego języka urzędowego, miał rywala pod postacią etnicznego i językowego nacjonalizmu Flamandów. Ruch flamandzki dążył do równouprawnienia kultury flamandzkiej w ramach wspólnego państwa oraz akcentował jedność języka i kultury niderlandzkiej ponad granicami państw[53].

Zjednoczenie o charakterze hegemonialnym

Powstanie państwa w drodze dobrowolnego związku sprzymierzonych podmiotów politycznych jest modelem o długim rodowodzie historycznym. Jeśli nie możemy przy tym wskazać jednego dominującego ośrodka władzy, mamy do czynienia z konsolidacją państwa terytorialnego w wyniku polikefalicznej, tj. „wielogłowej” federacji miast czy kantonów. Przykładami takiego zjednoczenia się kilku równoważnych ośrodków władzy są Holandia i Szwajcaria[54]. W obu krajach podwaliny pod ten rodzaj integracji zostały położone na długo przed wiekiem XIX. Oba też zachowały po 1800 r., kiedy w ich sąsiedztwie formowały się wielkie państwa narodowe, charakter federalny, który okazał się wystarczająco elastyczny, by załagodzić napięcia społeczne i religijne. O ile jednak Niderlandy, które we wczesnej nowożytności uchodziły za kuriozum, około 1900 r. pod bardzo wieloma względami upodobniły się do „normalnego” państwa narodowego, o tyle Szwajcaria podkreślała raczej swoją odrębność, obstając zwłaszcza przy luźnym związku kantonów o znacznej autonomii i jeszcze silniej rozbudowując swoją niezwykłą demokrację bezpośrednią[55]. Pod względem typologicznym jeszcze bardziej skomplikowanym przypadkiem były Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Powstały w wyniku kombinacji procesów usamodzielnienia się w drodze rewolucji i federacji o charakterze polikefalicznym – przywódcy hispanoamerykańskiego ruchu niepodległościowego zaprzepaścili tę szansę. Twórcy nowego państwa USA od samego początku przewidywali przyłączenie do Unii kolejnych terytoriów. Tę kwestię precyzyjnie regulował już jeden z fundamentalnych dokumentów okresu założycielskiego – ustawa o terytoriach północnych i zachodnich (Northwest Ordinance) z roku 1787. Czegoś podobnego – państwa z mechanizmami rozszerzenia wbudowanymi w jego ustrój – nie było w Europie.

Na kontynencie europejskim w XIX w. dominował nie polikefaliczny, a hegemonialny model formowania się państw narodowych, dla którego typowe jest to, że regionalny hegemon przejmuje inicjatywę, stosuje środki militarne i określa charakter nowo powstałego państwa[56]. Takie „odgórne” zjednoczenie pod przewodnictwem jednego z państw nie było wynalazkiem nowoczesnej Europy. W roku 221 p.n.e. militarne państwo Qin, pod względem geograficznym położone na obrzeżach uniwersum państw chińskich, założyło dynastię, dając początek zjednoczonemu cesarstwu chińskiemu. Qin pod pewnymi względami przypomina nawet XVIII- i XIX-wieczne Prusy: oba państwa zbudowały stosunkowo prymitywny system militarny (choć w Prusach po 1815 r. nie tak przerażający jak wcześniej), oba miały jednocześnie kontakt z kulturą i techniką sąsiednich obszarów będących kolebką danej cywilizacji – Chin Wschodnich i Europy Zachodniej. We Włoszech rolę jednoczącego kraj hegemona, która w Niemczech przypadła w udziale Prusom, już wcześniej odegrało niewielkie nadgraniczne Królestwo Piemontu i Sardynii – jedyne państwo włoskie rządzone przez rodzimą dynastię, ponieważ reszta kraju znajdowała się pod panowaniem Austrii, Hiszpanii i Watykanu. Zarówno w Prusach, jak i w Piemoncie-Sardynii znaleźli się silni „politycy realni” – kanclerz Bismarck i premier Cavour, którzy podsycali antagonizmy między narodami, stwarzając w ten sposób okazje do realizowania własnej polityki jednoczenia kraju. Jako pierwsi odnieśli sukces Włosi: w lutym 1861 r. ukonstytuował się pierwszy parlament ogólnokrajowy. Zwieńczeniem procesu zewnętrznego formowania państwa narodowego było odzyskanie przez Włochy w 1866 r. znajdującej się w rękach Austrii Wenecji oraz przeniesienie w 1871 r. stolicy Włoch do Rzymu, odebranego papieżowi Piusowi IX (Pio Nono) w wyniku raczej symbolicznej akcji militarnej. Przyłączenie Rzymu stało się możliwe dopiero po klęsce Napoleona III w bitwie pod Sedanem, która pozbawiła papieża zaufanego protektora, i wycofaniu garnizonu francuskiego z miasta. Rozsierdzony Pio Nono schronił się w Watykanie, grożąc ekskomuniką katolikom, którzy chcieliby się zaangażować w politykę narodową[57].

Przy wszystkich podobieństwach typologicznych procesy zjednoczeniowe we Włoszech i w Niemczech różniły się pod kilkoma względami[58].

Po pierwsze:we Włoszech idea zjednoczenia państwa była głęboko osadzona w świadomości elity intelektualnej, jednak proces zjednoczeniowy był gorzej przygotowany pod względem organizacyjnym niż w Niemczech. Nie istniały żadne wcześniejsze etapy integracji w rodzaju niemieckiego Związku Celnego czy Związku Północnoniemieckiego; w ogóle proces wewnętrznej konsolidacji narodu, „rozumianej jako integracja pewnej przestrzeni komunikacyjnej na płaszczyźnie gospodarczej, społecznej i kulturowej”[59], nie był tak zaawansowany jak w Niemczech. Również w wymiarze świadomościowym poza katolicyzmem trudno wskazać coś, co łączyłoby wszystkich Włochów od Lombardii po Sycylię; Kościół jednak znajdował się od 1848 r. w konflikcie z włoskim ruchem narodowym.

Po drugie:brak strukturalnych przesłanek dla zjednoczenia narodu we Włoszech był spowodowany przede wszystkim tym, że od stuleci na procesy polityczne na Półwyspie Apenińskim wpływały siły zewnętrzne. Włochy musiały zostać wyzwolone spod obcej okupacji, gdy tymczasem w Niemczech wystarczyło jedynie wyprzeć wpływy Habsburgów, jakkolwiek – jak stwierdzono z lekką tylko przesadą – za cenę niemiecko-niemieckiej wojny domowej[60]. Tę ostatnią rozstrzygnięto w krótkim czasie militarnie. Bitwa pod Sadową (Königgrätz) stoczona 3 lipca 1866 r. była decydującym momentem w procesie formowania „małoniemieckiego” państwa narodowego. Prusy były samodzielną potęgą militarną zupełnie innego kalibru niż niewielkie królestwo Piemontu i Sardynii. Mogły siłą przeforsować zjednoczenie Niemiec na arenie międzynarodowej, gdy tymczasem Piemont był zdany na wsparcie ze strony różnych koalicji mocarstw, w których sam nieodmiennie grał rolę słabszego partnera.

Po trzecie:we Włoszech polityka „odgórnego” jednoczenia państwa, którą Cavour (w sojuszu z Francją Napoleona III) uprawiał również na polu bitwy, choć znacznie częściej przy stole rokowań, miała oparcie w silniejszym niż w Niemczech ruchu narodowym cieszącym się szerokim poparciem społeczeństwa, towarzyszyła jej również żywsza debata publiczna. Mimo to nie możemy mówić o całkowicie oddolnym ukonstytuowaniu się państwa we Włoszech, a ruch narodowo-rewolucyjny, którego charyzmatycznym przywódcą był Giuseppe Garibaldi, naturalnie nie stronił od manipulowania masami. Nie zwołano konstytuanty – konstytucja, przepisy prawa i porządek biurokratyczny Piemontu-Sardynii, który w dużej mierze opierał się na prefekturach ustanowionych w czasach okupacji napoleońskiej, zostały po prostu przetransponowane do nowego państwa. Taka piemontyzacja Włoch natrafiła na znaczny opór. W Niemczech kwestie ustroju państwa (w najszerszym sensie tego słowa) od wieków znajdowały się w centrum wydarzeń politycznych. Już dawna Rzesza z okresu wczesnej nowożytności, która nie miała odpowiednika we Włoszech, była nie tyle związkiem opartym na przymusie, ile rezultatem kompromisu między rozbieżnymi interesami stron, które za każdym razem trzeba było wyważać na nowo. Tym bardziej można to powiedzieć o ustanowionym przez kongres wiedeński Związku Niemieckim, który stanowił coś w rodzaju państwowych ram kształtującego się narodu, objętych gwarancjami na poziomie ponadnarodowym. Niemiecka tradycja ustrojowa zasadniczo była tradycją państwa decentralnego i federalnego; mimo supremacji w powstałym w 1866 r. Związku Północno-Niemieckim, a po 1871 r. w Rzeszy, musiały ją respektować nawet Prusy, które jeszcze przez długi musiały się liczyć z antyborussiańskimi nastrojami na południu kraju. Dla nowej „Rzeszy” federacyjność była „kluczowym faktem jej istnienia” (Nipperdey)[61]. Ten utrzymujący się dualizm Prus i Rzeszy nie miał odpowiednika we Włoszech: pod rządami Cavoura królestwo Piemontu i Sardynii całkowicie zatraciło odrębność, roztapiając się w jednolitym państwie włoskim. Nie zniknęły również różnice w rozwoju społeczno-ekonomicznym kraju, które do dziś są jego najważniejszym problemem wewnętrznym. We Włoszech nigdy nie doszło do prawdziwego zjednoczenia między zamożną Północą a zubożałym Południem.

Po czwarte:we Włoszech silniejszy był opór wewnętrzny przeciw zjednoczeniu kraju, dłużej też trwał. Władcy państw niemieckich skorzystali z licznych korzyści materialnych, a ich poddani wiernie akceptowali i naśladowali ich postawę. Na Sycylii i w południowej części Półwyspu Apenińskiego natomiast przez całe lata 60. szalała wojna domowa prowadzona przez wiejską biedotę, czasem sprzymierzoną z miejscowymi notablami. Oficjalnie mówiło się o brigantaggio, czyli rozbojach band zbójeckich. Formy walki stosowane przez brygantów (takie jak błyskawiczny atak konno z zasadzki) były typowe dla wojny partyzanckiej, ich ofiarami zazwyczaj byli wszyscy, których uważano za kolaborantów Północy i ustanowionego przez nią porządku, a okrucieństwo insurgentów oraz represje stosowane przez ich przeciwników bardziej niż „regularne” wojny zjednoczeniowe epoki przypominały bezwzględną wojnę w Hiszpanii z lat 1808-1813. Przypuszcza się, że podczas rewolty „brygantów” zginęło więcej ludzi niż we wszystkich pozostałych wojnach, które przetoczyły się przez ziemie włoskie w latach 1848-1861[62].

Czy w innych regionach świata obserwujemy podobne procesy? Czy pojawił się azjatycki „założyciel imperium” w rodzaju Bismarcka? Odległych paraleli możemy się doszukiwać już w 1802 r. w zjednoczeniu Wietnamu przez cesarza Gia Longa, które stworzyło podstawy terytorialne dzisiejszego Wietnamu. Gia Long, który rezydował w geograficznym centrum kraju w Huê, zadowolił się władzą dzieloną z silnymi władcami regionalnymi na północy (Hanoi) i południu (Sajgon) kraju. Takie rozwiązanie nie musiało być niekorzystne. Istotniejsze było to, że zrezygnowano z (od)budowy silnej biurokracji centralnej, która silnie zakorzeniła się tu pod wpływem Chin. Nowe cesarstwo niewystarczająco dbało również o rozwój armii. Następcy cesarza Gia Longa nie nadrobili tych zaniedbań. Przyczyniło się to do słabości Wietnamu w starciu z imperialną Francją, do którego doszło kilka dekad później[63]. Interwencja kolonialna, której początkiem było zdobycie Sajgonu przez Francuzów w roku 1859, na ponad stulecie zahamowała rozwój wietnamskiego państwa narodowego.

Usamodzielnienie się w drodze ewolucji

Obok oddzielenia się od imperium w drodze rewolucji, co w XIX-wiecznej Europie (jeśli pominąć Bałkany) nie udało się żadnemu z państw aspirujących do niepodległości, a w XX w. w czasie pokoju dopiero w 1921 r. Wolnemu Państwu Irlandzkiemu, istnieje dłuższa droga stopniowego poszerzania zakresu autonomii w ramach nadal istniejącego imperium czy wręcz separacji za porozumieniem stron. W 1905 r. Szwecja i Norwegia w pokojowy sposób, bez wewnętrznych wstrząsów czy poważniejszych napięć na arenie międzynarodowej, rozwiązały łączącą je unię dynastyczną. Było to rezultatem trwającego trzy dekady procesu stopniowego rozchodzenia się politycznych celów obu stron i kształtowania się odrębnych tożsamości narodowych. W Szwecji nie istniała żadna miarodajna siła polityczna chcąca walczyć o jedność kraju, a opinia publiczna w nikłym stopniu interesowała się tą kwestią. Ta separacja za obopólną zgodą stron polegała na usamodzielnieniu się w wyniku referendum młodszego partnera w unii – Norwegii. W głosowaniu powszechnym naród norweski odebrał królowi Szwecji koronę Norwegii, wypowiadając tym samym unię personalną, i przekazał ją księciu Danii[64].

Niewątpliwie najważniejsze przykłady ewolucyjnego dochodzenia do autonomii znajdziemy w Imperium Brytyjskim. Wszystkie kolonie osadnicze założone przez emigrantów brytyjskich – z wyjątkiem kanadyjskich – powstały po usamodzielnieniu się USA w wyniku rewolucji w roku 1783: Australia peu à peu po 1788 r., Prowincja Przylądkowa po roku 1806, Nowa Zelandia po roku 1840. Zarówno osadnicy, jak i politycy zawiadujący losami imperium z centrali w Londynie mieli zatem czas na wyciągnięcie wniosków z doświadczeń kolonii północnoamerykańskich w walce o niepodległość. I rzeczywiście – aż do secesji Rodezji Południowej (późniejszego Zimbabwe) w roku 1965 w Imperium nie miało ponownie dojść do rewolty osadników pochodzenia brytyjskiego. Krytyczny punkt został osiągnięty w drugiej połowie lat 30. XIX w. w Kanadzie (do 1867 r. należałoby właściwie mówić o Brytyjskiej Ameryce Północnej). Do tego czasu silną pozycję w prowincjach kanadyjskich miały lokalne oligarchie. Istniały wprawdzie parlamenty wyłaniane w wyborach (assemblies), ale nie miały one nawet prawa kontrolowania finansów. Główna linia konfliktu przebiegała między rodami kupieckimi dominującymi w danej prowincji a gubernatorami. W latach 20. assemblies stopniowo przekształciły się w forum polityków buntujących się przeciw rządom oligarchii, którzy dążyli do stopniowej demokratyzacji życia politycznego. Politycy ci reprezentowali przede wszystkim the independent cultivators of the soil i formułowali koncepcje polityczne, które przypominały demokrację Jacksonowską (Jacksonian Demokracy) budowaną równocześnie (od 1829 r.) w USA. W 1837 r. w Kanadzie wybuchło jednocześnie kilka zbrojnych rebelii, których celem nie było oderwanie kolonii od Imperium Brytyjskiego, lecz obalenie sił politycznych rządzących w obu prowincjach. Spontaniczne wystąpienia nie przerodziły się w zorganizowaną rebelię i zostały brutalnie stłumione.

Rząd w Londynie mógł na tym poprzestać[65]. Zamiast tego zrozumiał, że w Kanadzie zgromadził się krytyczny ładunek sięgającego głębiej konfliktu, i wysłał do kolonii komisję pod przewodnictwem lorda Durhama, która miała zbadać przyczyny buntu. Choć Durham nie przebywał długo w Kanadzie, jego Report on the Affairs in British North America ze stycznia 1839 r. był gruntowną analizą problemów kolonii[66]. Rekomendacje