Wydawca: Wydawnictwo Poznańskie Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2013

Historia XIX wieku. Nauka, kultura i religia ebook

Jurgen Osterhammel  

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 278 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Historia XIX wieku. Nauka, kultura i religia - Jurgen Osterhammel

 

W przededniu I wojny światowej w wielu krajach nowoczesny system naukowy osiągnął instytucjonalną dojrzałość. Nauka stała się potężną wykładnią na skalę światową i kulturalną instancją cieszącą się wyjątkowym prestiżem. Kto nie przyjął naukowych standardów argumentowania i uzasadniania znajdował się w defensywie. Nawet wierzący chrześcijanie musieli iść na ustępstwo wobec myślenia naukowego. XIX wiek bez wątpienia był epoką nauki, o czym świadczy masowa alfabetyzacja, scholaryzacja świata, wysyp wynalazków, pluralizm religijny, emancypacja niewolników. Osterhammel pisze też o ciemnych stronach XIX-wiecznej nauki: karierze antysemityzmu, teoriach rasowych, „cywilizowaniu” poprzez przemoc.



s. 1033-1179 (146 stron + wklejka SZTUKA)

Opinie o ebooku Historia XIX wieku. Nauka, kultura i religia - Jurgen Osterhammel

Fragment ebooka Historia XIX wieku. Nauka, kultura i religia - Jurgen Osterhammel

Historia XIX wieku

Przeobrażenie świata

Nauka, kultura i religia

Jürgen Osterhammel

Historia XIX wieku

Przeobrażenie świata

Nauka, kultura i religia

Redakcja naukowa i posłowie

Witold Molik

Tłumaczenie

Izabela Drozdowska-Broering

Jerzy Kałążny

Adam Peszke

Katarzyna Śliwińska

Wydawnictwo Poznańskie

Poznań 2013

Tytuł oryginału: Jürgen Osterhammel, Die Verwandlung der Welt. Eine Geschichte des 19. Jahrhunderts, Verlag C.H. Beck oHG, München 2010

Copyright© Verlag C.H. Beck oHG, München 2010

Copyright© for the Polish translation by Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., Poznań 2013

Copyright© by Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., Poznań 2013

Redaktor: Ewa Dobosz

Redaktor techniczny: Dariusz Wierzbicki

Korekta: zespół

Projekt okładki: Dawid Czarczyński

Konsultacja merytoryczna: Christian Myschor

Ilustracje w książce pochodzą z archiwum wydawnictwa

Podręcznik akademicki

dotowany przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego

Objętość: 110 arkuszy wydawniczych

Nakład: 1000 egzemplarzy

ISBN 978-83-7177-964-0

Wersja elektroniczna 2014

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Dariusz Nowacki

Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o.

61-701 Poznań, ul Fredry 8

Sekretariat: tel. 61 853 99 10

Dział handlowy: tel. 61 853 99 16, fax 61 853 80 75

e-mail: handlowy@wydawnictwopoznanskie.com

http://www.wydawnictwopoznanskie.com

XVI

WIEDZAPomnażanie, zagęszczenie, dystrybucja

Wiedza jest szczególnie ulotną substancją. Jako wielkość społeczna, odmienna od różnych filozoficznych definicji wiedzy, jest wynalazkiem dziedziny nauki liczącej sobie mniej niż sto lat, socjologii wiedzy. Przesunęła ona to, co w filozofii idealistycznej zwie się „duchem”, do wewnątrz społeczeństwa, stworzyła powiązania między nim a czynnościami życiowymi i położeniem społecznym. „Wiedza” jest nieco wężej rozumianym terminem niż wszystko obejmująca „kultura”. Dla naszych celów opuścimy religię i sztukę[1]. „Wiedza” w tym rozdziale odnosi się do zasobów kognitywnych, które służą rozwiązywaniu problemów i pokonywaniu sytuacji życiowych w realnym świecie. Jest to wstępna decyzja, która odpowiada samemu XIX w. Przynajmniej w Europie i w Ameryce Północnej pojawiło się wówczas racjonalistyczne i instrumentalne rozumienie wiedzy. Wiedza miała spełniać określone cele. Miała służyć większemu opanowanie natury, przez wykorzystanie jej w technice zwiększyć bogactwo całych społeczeństw, uwolnić światopoglądy od zabobonu i w ogóle być użyteczna w tylu aspektach jak to tylko możliwe. Żadna inna miara nie ukazuje w wyraźniejszy sposób postępu, który w oczach europejskich elit był sygnaturą epoki, niż pomnażanie i ulepszanie wiedzy.

Od „res publica litteraria” do nowoczesnego systemu naukowego

Powstanie „nowoczesnego społeczeństwa wiedzy” przesunięto do długiej wczesnej nowożytności, która sięgała w przybliżeniu roku 1820[2]. Kolejne sto lat stanowiło pewną kontynuację. Po fazie powstania następowało rozszerzenie, instytucjonalizacja, upowszechnienie i w fazie początkowej również globalizacja „nowoczesnego społeczeństwa wiedzy”. Z ciągłością nie należy jednak przesadzać. Aby przytoczyć tylko przykład nauki: w XIX w. stare pojęcie „nauki” wzbogacono po raz pierwszy o aspekty, które dziś ściśle z nim wiążemy. Systematyka dyscyplin w używanej do tej pory formie miała swój początek dopiero w tej właśnie epoce. Powstały nowoczesne formy instytucjonalne pozyskiwania i szerzenia wiedzy: instytut badawczy, laboratorium, seminarium humanistyczne. Powiązania między nauką a jej zastosowaniem w technice i medycynie się zacieśniły. Wyzwania, jakie nauka rzucała religijnym światopoglądom, zyskały większą wagę. Niektóre określenia dyscyplin, jak „biologia” – termin użyty po raz pierwszy w 1800 r. – lub „fizyka” dopiero teraz weszły do powszechnego użytku. „Naukowiec” (to również było nowo stworzone słowo, wprowadzone w angielskiej wersji scientist w 1834 r.) stał się samodzielnym typem społecznym, który mimo pewnych styczności różnił się od uczonego czy intelektualisty (także ten termin stworzono w XIX w.). Naukę jako taką oddzielano ostrzej niż kiedykolwiek od filozofii, teologii i innych rodzajów tradycyjnego opanowania wiedzy.

Około połowy XIX w. pojęcie nauki stało się między naukowcami dobrem wspólnym, które zrezygnowało z dawnych „roszczeń ścisłej ogólności, bezwarunkowej konieczności i absolutnej prawdy” i podkreślało refleksyjny charakter poznania, jego warunkowe obowiązywanie, intersubiektywność i jej autonomię w poszczególnych systemach społecznych nauki[3]. Z dawnej wyimaginowanej wspólnoty uczonych, res publica litteraria, którą historyk kultury Peter Burke wraz z Samuelem Taylorem Coleridge’em nazywa mianem „koterii”, wykluła się szczególna scientific community z precyzyjniej zdefiniowanymi kryteriami przynależności[4]. Naukowiec uważał się za „profesjonalistę”, za eksperta na jasno wytyczonym polu, którego mało łączyło z krasomówczym, docierającym do szerszej publiczności, również zaangażowanym politycznie „intelektualistą”. Wkroczono na drogę prowadzącą do „dwóch kultur” i jedynie nieliczni przedstawiciele nauk przyrodniczych, jak Alexander von Humboldt, Rudolf Virchow czy Thomas H. Huxley szukali posłuchu i go znajdowali, chcąc wyrazić swoje opinie w pozanaukowych kwestiach. Pod koniec XIX w. rządy zaczęły bardziej niż kiedykolwiek interesować się nauką; polityka naukowa stała się nową gałęzią systematycznej działalności państwa. Także wielki przemysł, np. z sektora chemicznego, w coraz większym stopniu traktował badania z zakresu nauk przyrodniczych jako swoje własne zadanie. Związki między nauką po jednej, a wojną i ekspansją imperialną po drugiej stronie stały się bliższe niż kiedykolwiek wcześniej.

Autorytet nauki

W przededniu I wojny światowej w wielu krajach nowoczesny system naukowy, jaki w swoim podstawowym zarysie przetrwał po dziś dzień, osiągnął instytucjonalną dojrzałość. Nauka stała się potężną wykładnią na skalę światową i kulturalną instancją cieszącą się wyjątkowym prestiżem. Kto nie przejął naukowych standardów argumentowania i uzasadniania znajdował się w defensywie. Nawet wierzący chrześcijanie musieli iść na ustępstwo wobec myślenia naukowego. W szkołach obowiązkowo go nauczano. Nauka stała się także zawodem dla niezrównanej liczby ludzi, przeważnie mężczyzn. Jeśli w XVII i XVIII w. – aż do czasów Alexandra von Humboldta, który na swoje zainteresowania naukowe poświęcił odziedziczony majątek – niektórzy herosi „rewolucji naukowej” żyli z innych dochodów dla nauki, to około roku 1910 żyło się z niej. Amatorzy w obliczu wyspecjalizowanych ekspertów znajdowali się w odwrocie. Nikt nie mógł tak jak Goethe, teoretyk barw, morfolog i anatom, zdobyć uznania jako naukowy dyletant.

Wszystko to dotyczy tylko części Europy i USA. Podejściu globalno-historycznemu nie uda się jednak podważyć ogólnego obrazu. Tak samo jak w Europie powstał nowoczesny, bazujący na użyciu energii kopalnianych przemysł, tak również stało się z dziś bezkonkurencyjnie dominującą nauką. Globalne spojrzenie historyczne może jednak na podstawie porównania pokazać kontekst tego okcydentalnego rozwoju i skierować uwagę na ogólnoświatowe oddziaływanie zachodniej eksplozji wiedzy. Przedtem należy jednak poszerzyć pojęcie „wiedzy” tak, żeby wykraczało poza termin nauki. O ile sama nauka skonstruowana jest komunikatywnie i komunikatywnie dzieli się swoimi wynikami z szeroką publicznością, skazana jest na systemy symboli, które w ogóle umożliwiają transport naukowych treści. Matematyka, która zresztą po roku 1875 również stała się ważnym środkiem wyrazu nauk ekonomicznych, a niektóre naturalne języki o transkontynentalnym zasięgu gwarantowały mobilność zmysłu naukowego. Języki są jednak oczywiście również najważniejszymi wehikułami innych rodzajów wiedzy daleko wykraczających poza zorganizowaną naukę. Nie można dlatego mówić o historii wiedzy w XIX w., pomijając temat języka i języków. Rozpowszechnienie i używanie języków jest w końcu również precyzyjnym wskaźnikiem stale zmieniającej się geografii politycznego i kulturalnego rozłożenia ciężaru.

1. Języki świata: wielkie przestrzenie komunikacji

W XIX w. ekspansja niektórych dużych obszarów językowych posunęła się jeszcze dalej, niż było to już we wczesnej nowożytności. Około roku 1910 języki światowe (termin ten był teraz w pełni uzasadniony) rozłożyły się na ziemi, tworząc wzór, który do dziś nie stracił ważności. Trzeba rozróżnić przy tym dwa aspekty, chociaż w praktyce często nie można znaleźć wyraźnej linii podziału. Sprawia różnicę, czy większość społeczeństwa przyjmuje obcy język jako ważne medium komunikacji na co dzień, stopniowo adaptuje go jako drugi język ojczysty, czy język ten pozostaje językiem „obcym”, przy tym jednak używany jest do pewnych praktycznych celów: w handlu, w obiegu akademickim, kulcie religijnym, w administracji czy w celu kontaktów transkulturowych. Ekspansję języków ułatwia tworzenie polityczno-militarnych mocarstw, jednak nie następuje to automatycznie. W ten sposób we wczesnej nowożytności w Azji upowszechnia się perski i portugalski, nie będąc wynikiem władzy kolonialnej Portugalii czy Iranu. Z drugiej strony stosunkowo krótko istniejące imperia, jak imperium mongolskie w średniowieczu czy cesarstwo japońskie w pierwszej połowie XX w., niemal nie pozostawiły trwałych językowych śladów. Jednak również w Indonezji mimo trwającego trzysta lat okresu kolonialnego niderlandzki nie utrzymał się obok języków miejscowych; inaczej niż Brytyjczycy w Indiach, Holendrzy nigdy nie starali się o powstanie zeuropeizowanej pod względem kulturowym wykształconej warstwy.

Portugalski utrzymał się wokół Oceanu Indyjskiego aż do lat 30. XIX w. jako język kontaktowy międzynarodowej kultury kupieckiej. Kwitnąca między XIII a XVII w. „Persefonia” w Azji Zachodniej, Południowej i zachodniej Azji Centralnej rozpadła się jako językowa ekumena w XVIII w.[5] Jednak aż do lat 30. XIX w. perski dalej odgrywał swoją dawną rolę jako język administracyjny, jak i handlowy daleko poza granicami Iranu. Oba języki, portugalski jak i perski, zostały zastąpione później przez angielski, który w Indiach w roku 1837 wyniesiony został do rangi jedynego obowiązującego języka administracji, a najpóźniej po otwarciu się Chin w roku 1842 stał się wiodącym językiem niechińskim na wschodnich morzach. Używanie języka portugalskiego zredukowało się do końca wieku do Portugalii, Brazylii i obszarów luzofońskich w południowej Afryce. Hiszpański w Ameryce Południowej i Środkowej był spadkiem po czasach kolonialnych. Geograficzny obszar hiszpańskojęzycznego świata zmienił się znacznie w XIX w. Chiński w dalszym ciągu rozszerzał się wraz z emigracją kulisów z Chin jedynie w nieznacznym stopniu. Pozostał jednak wewnętrzną mową zamorskich wspólnot chińskich i nie stał się promieniującym na otoczenie językiem edukacji. To, że większość mieszkających za oceanem Chińczyków pochodziło z prowincji Fujian i Guangdong oraz posługiwało się swoimi dialektami, które nawet dla mówiących w standardowym języku mandaryńskim były niemal niezrozumiałe, przyczyniło się do odizolowania języka chińskiego.

Językowi zwycięzcy globalizacji

Język niemiecki rozpowszechnił się na drodze kolonizacji tylko w niewielkim stopniu i nie wywarł w Afryce wartego wspomnienia wpływu. Wzmocnił jednak swoją pozycję w Europie Środkowo-Wschodniej w wyniku założenia rzeszy w roku 1871 i stałego uznania literackiego i naukowego, jakim cieszył się od XVIII w. Pozostał językiem administracyjnym cesarstwa Habsburgów i należał do końca caratu, obok francuskiego i łaciny, do najważniejszych języków, w jakich porozumiewał się świat rosyjskiej nauki. Pisma Petersburskiej Akademii Nauk wydawano w dużej mierze po niemiecku. Wszędzie tam, gdzie Rzesza Niemiecka prowadziła przy swoich granicach politykę germanizacyjną, zwiększało się także przymusowe użycie języka niemieckiego. Ekspansja rosyjskiego miała jeszcze większy rozmiar. Było to bezpośrednim wynikiem utworzenia imperium carskiego i kulturalnej rusyfikacji, która była z nim związana od około XIX w. Rosyjski był wspólnym językiem urzędowym w Rosji carskiej. Narzucano go wszędzie sprzeciwiającym się ludom, zarówno Polakom, jak i poddanym mieszkańcom Kaukazu. Obok symboliki caratu język rosyjski był najważniejszą kulturalną klamrą imperium. Inaczej niż etnicznie ekstremalnie heterogeniczna armia cesarstwa Habsburgów, wojsko carskie składało się przeważnie z mówiących po rosyjsku żołnierzy[6]. Był to również czas, w którym rosyjski rozwinął się jako język klasycznej literatury posiadającej światowe znaczenie. Ogólnie wątpliwe wydaje się jednak, iż Rosja carska stała się faktycznie zintegrowaną wspólnotą językową. Przede wszystkim w bałtyckich prowincjach na północnym zachodzie oraz w krajach muzułmańskich na południu rosyjski nie wyszedł poza kręgi etnicznie rosyjskich osadników i urzędników administracji.

W czasie, kiedy język francuski stopniowo tracił swoją przewodnią rolę wśród uczonych i wykształconych Europejczyków, liczba mówiących po francusku w koloniach wzrosła. Oprócz tego utrzymywała się franko-kanadyjska grupa językowa w prowincji Quebec, która od roku 1763 nie należała już do imperium francuskiego. Tylko tutaj spośród wszystkich kiedykolwiek kontrolowanych przez Francję terenów zamorskich francuski pod koniec XIX w. był (i jest nadal, reprezentowany przez około 80% ludności posługującej się tym językiem jako ojczystym) rozpowszechnionym poza kręgami elity językiem codziennym. Inaczej rzecz się miała w koloniach afrykańskich i azjatyckich. Jednakże część mieszkańców Algierii posługująca się czynnie i biernie językiem francuskim szacowana jest nawet na jedną czwartą[7]. W państwach, które wcześniej należały do zachodnioafrykańskich kolonii Francji, francuski jest dzisiaj bez wyjątku językiem urzędowym (w Kamerunie obok angielskiego), nawet jeśli na co dzień prawdopodobnie używa go jedynie 9% ludności[8]. Haiti jeszcze przez dwieście lat po swoim rewolucyjnym odcięciu się od Francji pozostaje przy francuskim jako języku urzędowym. Jeśli odbywający w 1913 r. podróż po świecie lepiej radził sobie, używając francuskiego niż każdego innego języka oprócz angielskiego, to było to wynikiem niedawnej militarnej ekspansji kolonialnej Francji mniej więcej po roku 1870, w połączeniu z wysokim prestiżem kulturalnym, którym Francja cieszyła się w szczególności pośród elit Bliskiego i Środkowego Wschodu. Dlatego od roku 1834 francuski należał do programu kształcenia elity osmańskich oficerów, a w Egipcie język ten utrzymał się w wyższych klasach, również po brytyjskiej okupacji z roku 1882[9]. Pod koniec XIX w. istniała rozpościerająca się aż po krańce Pacyfiku „frankofonia”, którą z trudem można jednak określić mianem języka światowej potęgi. Na to za słabe były kulturalnie autonomiczne, oddzielone od politycznego imperium spajające siły.

Największym wygranym globalizacji spośród języków był w XIX w. angielski. Już około roku 1800 respektowany w całej Europie język interesów, poezji i nauk, ale jeszcze zdecydowanie nieniekwestionowany numer jeden pośród języków, stał się najpóźniej około roku 1920 wyznaczającą kulturalne trendy i geograficznie najbardziej rozpowszechnioną mową na świecie. Szacując z grubsza, uzyska się wynik, iż już na przestrzeni czasu między 1750 a 1900 r. połowa „wpływowych” publikacji z zakresu nauk (przyrodniczych) i techniki ukazała się po angielsku[10]. Już w 1815 r. Jacob Grimm, wiodący badacz języka swoich czasów, zauważa, że żaden inny język nie wykazuje tyle siły, co angielski[11]. W Ameryce Północnej (gdzie wbrew legendzie nigdy nie zaistniała szansa uczynienia z niemieckiego języka narodowego USA) był tak samo zakorzeniony jak w Australii, Nowej Zelandii i na Przylądku Dobrej Nadziei. We wszystkich tych wypadkach angielski był językiem osadników i najeźdźców i tylko w niewielkim stopniu otworzył się na wpływy z języków rdzennych mieszkańców, które nie miały także nigdy znaczenia urzędowego. Inna była sytuacja w Indii, gdzie angielski stał się dopiero w latach 30. XIX w. językiem standardowym wyższego wymiaru sprawiedliwości, podczas gdy lokalne sądy w dalszym ciągu używały języków miejscowych, częstokroć z pomocą tłumaczy. W Indiach i Cejlonie angielski rozprzestrzenił się nie przez europejskich osadników, ani tym bardziej nie był wynikiem bezwzględnej polityki anglicyzacji imperium kolonialnego, lecz przez połączenie kulturalnego prestiżu i konkretnych korzyści zawodowych, przez które z czasem było wskazane opanować język angielski[12]. Nowe wykształcone warstwy powstały początkowo w Bengalii i wokół kolonialnych metropolii Bombaju i Madrasu, później również w innych częściach subkontynentu. O zalety i wady anglojęzycznego wychowania w porównaniu z jego odpowiednikami w językach indyjskich toczył się w latach 30. XIX w. zażarty spór między „anglistami” i „orientalistami”[13]. Angliści zdominowali w 1835 r. wielką politykę, jednak w praktyce możliwe były pragmatyczne kompromisy. Brytyjski eksport językowy do Indii był jednocześnie także dobrowolnym importem przez indyjskich obywateli i intelektualistów, którzy wiązali z nim nadzieję na dostęp do rozległych kręgów komunikacyjnych. W przeciągu drugiej połowy XIX w. angielski rozpowszechnił się wraz z brytyjskimi administratorami kolonii i misjonarzami w Azji Południowo-Wschodniej i w Afryce. W regionie Pacyfiku (Filipiny, Hawaje), decydujący był wpływ amerykański[14]. Światowa kariera języka angielskiego w XIX w. napędzana była jednak bardziej przez brytyjską niż przez amerykańską stronę. Fenomenalny triumf angielskiego w edukacji, biznesie, mass mediach, muzyce pop, nauce i polityce międzynarodowej, jakiego jesteśmy dziś świadkami, rozpoczął się dopiero, tym razem w związku z dynamiką Stanów Zjednoczonych, po roku 1950.

Transfer językowy jako droga jednokierunkowa

Poza obszarami kolonialnymi zwiększały się nacisk i zachęta, by przyswajać sobie obce języki europejskie. Państwo chińskie, które w czasie panowania dynastii Qing oficjalnie było trzyjęzyczne (języki chiński, mandżurski i mongolski), nigdy nie odczuwało konieczności wspierania nauki języków europejskich. Paradoksalnie był to jeden z powodów wysokiej kompetencji językowej misjonarzy jezuickich we wczesnej nowożytności. Wielu z nich tak dobrze przyswoiło sobie język chiński, że jako tłumacze na usługach cesarza pośredniczyli w kontaktach z wysłannikami dyplomatycznymi z Rosji, Portugalii, z Niderlandów i Wielkiej Brytanii. Ponieważ byli jezuici, którzy pozostali w Chinach po rozwiązaniu ich zakonu, nie znali angielskiego, wypowiedzi angielskiego wysłannika podczas pierwszego nawiązania stosunków dyplomatycznych w 1793 r. musiały być częściowo tłumaczone na język łaciński, aby uczynić je zrozumiałymi dla jezuitów. Kiedy po roku 1840 musiano prowadzić negocjacje o zupełnie innym znaczeniu, nie było już owych pośredników. W Chinach brakowało początkowo jakiegokolwiek przeszkolonego językowo personelu – dodatkowa wada w ogólnej asymetrii między Chinami a Zachodem. Dwór cesarski obstawał także długo przy starej polityce dynastii Qing, aby przeszkadzać „barbarzyńcom” w nauce języka chińskiego. Również w Imperium Osmańskim brakowało do początkowych lat XIX w. motywacji, by uczyć się języków europejskich. Fakt, że imperium, inaczej niż Chiny, które zaczęły to praktykować dopiero w roku 1877, już od 1834 r. utrzymywało stałe przedstawicielstwa dyplomatyczne w najważniejszych europejskich stolicach, stwarzał niektórym wiodącym nastawionym na reformy politykom tanzymatu okazję, by nauczyć się języków obcych i przyswoić sobie wiedzę o zagranicy w trakcie sprawowania funkcji dyplomatycznych. Nowa elita rządząca czasu tanzymatu rekrutowała się w mniejszym stopniu z armii i spośród ulemów (uczonych w prawie duchownych), ale raczej z państwowego urzędu tłumaczeń i z kancelarii ambasad[15]. Rząd Qing postanowił zmienić swój dotychczasowy kurs dopiero po porażce w drugiej wojnie opiumowej z 1860 r. W roku 1862 otworzono w Pekinie szkołę tłumaczy Tongwenguan, pierwszy ośrodek kształcenia zorganizowany według zachodniego wzoru na terytorium państwa chińskiego. Jej podwójne zadanie polegało na tym, by kształcić osoby władające językiem angielskim i tłumaczyć techniczną literaturę z Zachodu: było to prawdziwie pionierskie wyzwanie, bo słownictwo techniczne musiano – podobnie jak kilka dekad wcześniej w osmańskim tureckim – dopiero stworzyć w trakcie tłumaczenia[16]. Również do niektórych dużych państwowych arsenałów i stoczni, które powstały w tym czasie, dołączono działy języków obcych. Najważniejszym kanałem transferu języków obcych były jednak szkoły i uniwersytety misyjne. Na Paryskiej Konferencji Pokojowej z roku 1919 Chiny wystąpiły z młodą gwardią zdolnych dyplomatów, którzy robili wrażenie swoją znajomością języków obcych.

W Japonii, która miała długie doświadczenie w kontaktach językowych z Chinami i gdzie klasyczny język chiński pozostał najbardziej prestiżową mową nauki do końca czasów epoki Edo, przed rokiem 1854 za kontakty z Niderlandami w Nagasaki odpowiadały wyspecjalizowane hierarchie tłumaczy; właściwe środowisko uczonych miało z tym mało wspólnego. Przez ucho igielne jedynego dozwolonego handlu niderlandzkiego europejska wiedza dotarła do zamkniętej Japonii. Dopiero po roku 1800 dla japońskiego rządu stało się stopniowo jasne, że niderlandzki nie jest najważniejszym językiem europejskim. W coraz większym stopniu tłumaczono z rosyjskiego albo angielskiego[17]. Jednak równocześnie od XVII w. Japonia poznała wiele z przekładów zachodnich naukowych i medycznych tekstów na klasyczny język chiński, które w Chinach sporządzili jezuici we współpracy z miejscowymi uczonymi[18]. Studia holenderskie (rangaku), w których od lat 70. XVIII w. materiały z zakresu nauk przyrodniczych odgrywały znaczną rolę, nie były więc jedyną drogą transmisji zachodniej wiedzy do odciętej od świata Japonii. Ponowny i zintensyfikowany import zachodniej wiedzy w erze Meiji był możliwy tylko dlatego, ponieważ równolegle do pozyskiwania zachodnich ekspertów pracowano usilnie nad rozwojem własnych kompentencji.

Europejskie języki obce w XIX w. dopiero późno i sporadycznie obejmowano ogólnym kanonem edukacyjnym, ustanowionym przez państwa nieeuropejskie, które nierzadko same były wielojęzyczne, a więc wymagały np. od osób wykształconych znajomości tureckiego, arabskiego i perskiego. Znajomość Europy długo pozostawała zarezerwowana dla nielicznej grupy niezbędnych, ale nie cieszących się wielkim uznaniem specjalistów, których protoplastami byli dragomani w Imperium Osmańskim, mała grupa aprobowanych przez państwo tłumaczy ustnych i pisemnych, pośród których do roku 1821 dominowali chrześcijańscy Grecy[19]. W drugą stronę w Europie nigdy nie myślano o tym, żeby wynieść niezachodnią mowę do rangi „języka szkolnego”. Między europejskimi znawcami języków przede wszystkich perski oraz odkryty dopiero w końcu XVIII w. sanskryt uchodziły za języki w najwyższym stopniu idealne. Jeśli jednak kiedykolwiek miały one stać się poważną konkurencją dla greki czy łaciny, może około roku 1810 czy 1820, to moment ten minął niewykorzystany[20]. Europejski humanizm gimnazjów, lycées i public schools pozostał czysto grecko-rzymski, a europejska edukacja zachodnia. Dopiero w obecnych czasach zapowiada się przełom przez wprowadzenie chińskiego jako przedmiotu szkolnego w coraz większej liczbie niemieckich gimnazjów.

Językowa hybrydowość: pidgin

Języki światowe, rozumiane jako takie języki, w których porozumiewano się także poza ich rdzennym terytorium, najczęściej niewiążąco unosiły się nad wieloma miejscowymi językami i dialektami. Nawet w Indiach po zakończeniu się okresu kolonialnego najwyżej 3% ludności rozumiało jeszcze język angielski (dziś w Republice Indii około 30%)[21]. Wielokrotnie uproszczone formy mieszane ułatwiały komunikację. Rzadko kiedy zastępowały oryginalne języki i przez samo swoje istnienie dowodziły, jak wysoka była odporność lokalnych języków wobec zderzających się z nimi języków kolonialnych. Niejeden język pidgin było starszy niż kolonializm. Nawet wtedy, kiedy po pokoju utrechckim w roku 1713 francuski zastąpił używaną do tej pory łacinę jako dyplomatyczny język negocjacji i umów, we wschodnim basenie Morza Śródziemnego i w Algierii nadal posługiwano się jako lingua franca (językiem Franków), rodzajem pidgin-włoskiego[22]. W innych częściach świata, np. na Karaibach i w Afryce Zachodniej, języki kreolskie rozwinęły się do formy samodzielnych systemów językowych[23]. Pidgin-angielski, zwany początkowo Canton jargon, powstawał na drodze powolnego procesu od około 1720 r. jako drugi język na wybrzeżu południowochińskim. Po otwarciu się Chin służył wszędzie w portach traktatowych komunikacji między handlarzami chińskimi i europejskimi. To, że powstał początkowo z powodu braku chęci, zdolności bądź możliwości nauczenia się chińskiego przez zachodnich kupców, później zapomniano. Śmieszność pidginu z jego zredukowanymi i nieodmienianymi formami (likee soupee?) stała się znaczącą częścią składową rasistowskiej kliszy „prymitywnych” Chińczyków. W drugą stronę, próby przeciwdziałania tej zniewadze były ważnym napędem do nauki języków obcych w początkach wieku XX i to akurat przez posiadających nacjonalistyczne przekonania chińskich intelektualistów. Związana była z tym depidginizacja. Jeśli przyjrzeć się dokładniej, to okaże się jednak, że dojrzały China Coast English, jakim stał się pidgin w okresie przełomu wieków, był jak najbardziej odpowiadającym sytuacji medium komunikacji. Będący mieszanką różnych źródeł językowych, również malezyjskiego, portugalskiego czy perskiego, oferował bogate słownictwo opisujące życiową rzeczywistość na wybrzeżu chińskim[24].

Podobnie jak w Indiach, komunikacja na wysokim poziomie w jednym z języków europejskich oznaczała w mniejszym stopniu poddanie lingwistycznemu imperializmowi, ile ważny krok do kulturowego uznania i równouprawnienia. Pidgin pozostał językiem świata interesów, a prozachodnio nastawieni intelektualiści uczyli się poprawnego angielskiego. W Chinach pidgin nie utrzymał się w XX w., nawet w Hongkongu przetrwały tylko leksykalne resztki. Chiński język oficjalny przetrwał kontakt z Zachodem; w Japonii nie doszło nawet do powstania zaczątków pidgin. Również klasyczny język chiński spełniał w przestrzeni wpływów kultury chińskiej w dalszym ciągu praktyczne funkcje. Kiedy Phan Boi Chau, słynny wietnamski patriota swoich czasów, odwiedził w roku 1905 wielkiego chińskiego intelektualistę Liang Qichao przebywającego na emigracji w Tokio, obydwaj nie znaleźli ani jednego wspólnego języka. Ponieważ Phan Boi Chau opanował jednak klasyczny język chiński, będący od stuleci medium komunikacji wietnamskich mandarynów, Phan i Liang mogli prowadzić to, co Phan w swoich wspomnieniach nazywa „pędzlowymi rozmowami”[25].

Wiedza podróżuje w bagażu języków. Rozszerzenie się dużych obszarów językowych w XIX w. wzmocniło z jednej strony lokalny pluralizm językowy i praktyczną konieczność wielojęzyczności w momencie, kiedy dodatkowy język wymagał uwagi, z drugiej strony otworzyło horyzontalne przestrzenie komunikacji i ułatwiło w ten sposób mobilność wiedzy. Kolonializm i globalizacja stworzyły kosmopolityczne ustroje językowe. W cywilizacji chińskiej, która nigdy nie straciła jedności języka standardowego i swojej wytrzymałości wobec przychodzących z zewnątrz zmian, zmiana ta była mniej dramatyczna niż tam, gdzie, jak w Azji Południowej, we wcześniejszych stuleciach lokalne języki rozprzestrzeniały się kosztem wspólnego języka, sanskrytu, przez co na poziomie elitarnym powstały nowe zakresy znaczeniowe. Językowo podzielone Indie na nowo scaliły się przez przyswojenie języka angielskiego[26].

Granice językowej integracji

Nie można jednak wyobrażać sobie przesadnego integracyjnego oddziaływania języka poza małymi elitami. Również w Europie językowa homogeniczność wewnątrz granic państw narodowych powstała często dopiero w ciągu XIX w. Ponad wielością regionalnych narzeczy język narodowy stał się idealną normą komunikacji i miarą poprawności, jednak wymagało to czasu[27]. Było tak nawet w przypadku centralistycznej Francji. W roku 1790 oficjalne badania wykazały, że większość ludności francuskiej posługiwała się w mowie i w piśmie językami innymi niż francuski: celtyckim, niemieckim, oksytońskim, katalońskim, włoskim lub flamandzkim. Nawet w 1893 r. co ósmy uczeń w przedziale wiekowym od 7 do 14 lat nie mówił w ogóle po francusku[28]. Zdecydowanie bardziej dywergentna była sytuacja we Włoszech. Tam w latach 60. XIX w. mniej niż 10% ludności rozumiało toskańską odmianę włoskiego, który podczas tworzenia państwa narodowego ogłoszono językiem oficjalnym[29]. Również w państwach powstałych z hiszpańskiego imperium kolonialnego sytuacja wyglądała niekoniecznie inaczej. W Meksyku za czasów Porfiria Díaza państwo nie myślało o tym, by stworzyć szkoły dla ludności indiańskiej bądź metyskiej. W 1910 r. 2 mln Indian, a więc 14% całkowitej populacji, nie mówiło po hiszpańsku[30].

Kiedy w całej Europie uczeni systematyzowali poszczególne języki w słownikach (a zasób uzupełniali o nowe słowa), opisywali je w podręcznikach do gramatyki i standaryzowali pisownię, wymowę i poziomy stylistyczne w zbiorach reguł, kiedy koncypowano i propagowano całe nacje początkowo jako wspólnoty językowe, a pielęgnowany język standardowy zaczął być uważany za główną zdobycz każdego narodu, praktykowany język ludowy w wielu regionach nadal uparcie wiązał się z lokalnym pochodzeniem. Kiedy naukowcy i intelektualiści w krajach azjatyckich – w Imperium Osmańskim po pierwszych postulatach około roku 1862, a intensywniej po przełomie wieków, w Chinach po roku 1915 – zaczęli wdrażać reformy upraszczające język, pismo i literaturę, które miały zniwelować głęboki rozłam między kulturą elitarną a ludową, to uczynili tylko to, czego kilka dekad wcześniej lub nawet równocześnie podjęto się w krajach europejskich, przy czym nie można mówić o bezpośrednim naśladownictwie. Językowy podział między elitą a ludem, między językiem pisanym a mówionym, był w XIX w. spotykany również w Europie w stopniu, jakiego dziś niemal nie możemy sobie wyobrazić. Dyglosja nie była zjawiskiem charakterystycznym jedynie dla kolonii oraz ekstremalnie heterogenicznych pod względem etnicznym społeczeństw. Dla dojrzałych państw narodowych kilka dziesięcioleci później stała się jednak nieznośna; zadały sobie wiele trudu, by przeforsować jednolitość języka narodowego lub co najmniej zachować pozory języka narodowego na zewnątrz. Po II wojnie światowej europejskie ruchy regionalne i narodowe od Katalonii, przez Walię, aż po Bałkany wprowadziły już odwrotną tendencję.

2. Alfabetyzacja i scholaryzacja

Do najważniejszych kulturowych procesów bazowych XIX w. należy rozpowszechnienie zdolności czytania u większej części ludności. Masowa alfabetyzacja jest procesem, którego początki sięgają w wielu społeczeństwach stulecia wstecz, który na płaszczyźnie regionalnej i lokalnej przebiegał w jak najbardziej odmiennym tempie i którego nie powinno się tłumaczyć zbyt szybko innymi bazowymi procesami, jak tworzenie państw, konfesjonalizacja, powstanie społeczeństw wiedzy, czy nawet uprzemysłowienie[31]. Długo można kłócić się o to, co dokładnie należałoby rozumieć przez pojęcie alfabetyzacji (również w językach pisanych niemających alfabetu) oraz jej rezultatu, który najlepiej oddaje trudne do przetłumaczenia angielskie słowo literacy. Te pojęcia nie określają absolutnych, lecz zawsze relatywne warunki. Dotyczą spektrum, które rozpina się między zdolnością złożenia podpisu pod aktem małżeństwa, przez zwyczaj regularnej lektury tekstów sakralnych i praktykę pisania prywatnych listów aż po aktywny udział w publicznym życiu literackim. Mimo to jest jasne, o co w zasadzie tutaj chodzi: o posługiwanie się kulturową techniką czytania (oraz w drugiej kolejności także pisania), która umożliwia udział w szerszych kręgach komunikacji niż tylko we wspólnocie mówienia i słuchania wśród obecnych w danej sytuacji komunikacyjnej osób. Kto potrafi czytać, staje się członkiem ponadlokalnej opinii publicznej. Jednocześnie nastawia się na nowe niebezpieczeństwa manipulacji i sterowania przez innych. Do roku 1914 męska część populacji Europy była do tego stopnia piśmienna, iż żołnierze wszystkich stron konfliktu mogli zrozumieć instrukcje obsługi swojej broni, zapoznawać się z propagandą swoich wodzów i słać swoim rodzinom wiadomości z frontu.

Masowa alfabetyzacja w Europie

Masowa alfabetyzacja w XIX w. była początkowo procesem europejskiej historii kultury. Na tym kontynencie z jego starą, występującą w podobnej formie tylko w Chinach (bez wzajemnych wpływów) zdolnością do drukowania książek na dużą skalę miała tu i tam korzenie, które sięgały czasów reformacji lub zorientowanego praktycznopedagogicznie „oświecenia ludowego” z XVIII w. W wieku XIX kontynuowano te tendencje i doprowadzono je w pewnym sensie do końca. W pewnym sensie to wtedy, a nie „społeczność wiedzy” nowożytności stworzono podstawy naszych czasów. Literacy zyskała, poza funkcjonalnym aspektem zwielokrotnionych zdolności, nowe symboliczne znaczenie jako wyraz postępu, ucywilizowania i narodowej kohezji przez stworzenie komunikującej się, dającej się przy tym jednak również ukierunkować na wspólne cele wyimaginowanej wspólnoty[32]. Około roku 1920 męska część ludności znaczących europejskich krajów oraz część ludności żeńskiej opanowała czytanie i pisanie. Zanim powstanie wrażenie, iż wykształcona Europa stoi naprzeciw skrępowanej niewiedzą reszty świata, należy dokonać wewnątrzeuropejskich rozróżnień. Tylko Wielka Brytania, Niderlandy i Niemcy osiągnęły około roku 1910 stopę alfabetyzacji wynoszącą 100%. We Francji wynosiła ona około 87%, w Belgii, najmniej piśmiennym z „rozwiniętych” europejskich krajów, około 85%. Wyraźnie niższe wyniki osiągnęło europejskie Południe: 62% Włochy, 50% Hiszpania, 25% Portugalia[33]. Na wschodnich i południowo-wschodnich peryferiach Europy sytuacja nie wyglądała lepiej. Istniały jednak wspólne europejskie tendencje. Na całym kontynencie odsetek analfabetów obojga płci z ogółu ludności wypadał na przestrzeni czasu stosunkowo równo, nigdzie nie dochodziło do stagnacji. Poszczególne kraje, jak np. Szwecja, zaczynając od wysokich wartości analfabetyzmu szczególnie szybko czyniły postępy.

Czas około roku 1860 oznacza dla całej Europy punkt zwrotny w tym ogólnym rozwoju. Do tego czasu tylko Prusy zbliżyły się do celu całkowitego zlikwidowania nieumiejętności czytania. Po roku 1860 rozwój ten się przyspieszył. Odbiło się to nie tylko na statystycznie dostępnych danych, lecz również na ogólnym klimacie społecznym. W okolicach przełomu wieków w całej Europie, również na Bałkanach i w Rosji, analfabetyzm stracił swoją oczywistość. Ogólną zdolność czytania i pisania generalnie uznawano za warty osiągnięcia cel polityczny i planowany społeczny stan normalny. Umiejętność obchodzenia się ze słowem pisanym rozprzestrzeniała się nie tylko na szlachtę i miejskie klasy średnie, ale i na miejskie i wiejskie warstwy rzemieślnicze, na wykwalifikowanych robotników i rosnącą cały czas liczbę chłopów[34]. Nie zupełnie zniknęły w ten sposób jednak różnice regionalne. Szczególnie w imperiach Europy kontynentalnej nadal były znaczne. W Vorarlbergu spis powszechny z roku 1900 wykazał, iż poziom analfabetyzmu wynosi 1%, w tym samym czasie w habsburskiej Dalmacji 73%[35]. Miało upłynąć jeszcze dużo czasu aż czytanie i pisanie przetarło sobie szlak do ostatniej rosyjskiej czy serbskiej, sycylijskiej czy peloponeskiej wsi.

Alfabetyzacja