Wydawca: Wydawnictwo Poznańskie Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 544 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Historia XIX wieku. Czas i przestrzeń - Jurgen Osterhammel

 

 

Jeszcze w 1874 r. czas kolejowy w Niemczech obliczano w skomplikowany sposób, na podstawie rozmaitych czasów lokalnych używanych w wielkich miastach. Podróżni sami musieli sobie obliczyć czas potrzebny na podróż. Społeczeństwa zegarowe to twór XIX wieku, który często postrzegamy jedynie przez pryzmat spektakularnych wynalazków: żarówki, karabinu, automobilu, kinematografu, techniki rentgenowskiej. Tymczasem Osterhammel niezwykle sprawnie dokonuje wiwisekcji wieku nazywanego prehistorią teraźniejszości, czasem siodła czy stuleciem pielęgnacji pamięci, dlatego tak mocno obecnym w teraźniejszości. Próbuje na różne sposoby osadzić XIX stulecie „w historii”; w tym celu zabiera czytelnika zarówno na wycieczki w przeszłość, daleko poza rok 1800 bądź 1780, jak i w przyszłość, niemal do współczesności, wyznaczając w ten sposób miejsce XIX wieku w historii.

s. 19 – 302 (283 strony)

Opinie o ebooku Historia XIX wieku. Czas i przestrzeń - Jurgen Osterhammel

Fragment ebooka Historia XIX wieku. Czas i przestrzeń - Jurgen Osterhammel

Historia XIX wieku

Przeobrażenie świata

Czas i przestrzeń

Jürgen Osterhammel

Historia XIX wieku

Przeobrażenie świata

Czas i przestrzeń

Redakcja naukowa i posłowie

Witold Molik

Tłumaczenie

Izabela Drozdowska-Broering

Jerzy Kałążny

Adam Peszke

Katarzyna Śliwińska

Wydawnictwo Poznańskie

Poznań 2013

Tytuł oryginału: Jürgen Osterhammel, Die Verwandlung der Welt. Eine Geschichte des 19. Jahrhunderts, Verlag C.H. Beck oHG, München 2010

Copyright© Verlag C.H. Beck oHG, München 2010

Copyright© for the Polish translation by Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., Poznań 2013

Copyright© by Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., Poznań 2013

Redaktor: Ewa Dobosz

Redaktor techniczny: Dariusz Wierzbicki

Korekta: zespół

Projekt okładki: Dawid Czarczyński

Konsultacja merytoryczna: Christian Myschor

Ilustracje w książce pochodzą z archiwum wydawnictwa

Podręcznik akademicki

dotowany przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego

Objętość: 110 arkuszy wydawniczych

Nakład: 1000 egzemplarzy

ISBN 978-83-7177-956-5

Wersja elektroniczna 2014

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Dariusz Nowacki

Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o.

61-701 Poznań, ul Fredry 8

Sekretariat: tel. 61 853 99 10

Dział handlowy: tel. 61 853 99 16, fax 61 853 80 75

e-mail: handlowy@wydawnictwopoznanskie.com

http://www.wydawnictwopoznanskie.com

I

PAMIĘĆ I SAMOOBSERWACJAMedialne uwiecznienie XIX stulecia

Czym jest dzisiaj XIX stulecie? Jak przedstawia się tym, którzy nie są zajmującymi się nim zawodowo historykami? Przybliżanie się do epoki zaczyna się od reprezentacji, za których pośrednictwem objawia się ona potomnym. Nie należy się przy tym ograniczać wyłącznie do naszego „obrazu” XIX w., do sposobu, w jaki chcielibyśmy go widzieć i w jaki ten obraz konstruujemy. Takie konstrukcje nie są czymś zupełnie dowolnym, nie wyłaniają się bezpośrednio z upodobań i interesów związanych z teraźniejszością. Dzisiejsze postrzeganie XIX w. jest nadal silnie zdeterminowane przez samoobserwację tamtego czasu. Refleksyjność epoki, przede wszystkim zaś nowy, stworzony przez nią świat mediów, wpływa trwale na to, w jaki sposób ją widzimy. Żadnej wcześniejszej epoki nie dotyczyło to w takim stopniu.

Dopiero niedawno XIX w., oddzielony od współczesności całym kalendarzowym stuleciem, znikł za linią horyzontu indywidualnych wspomnień. Nastąpiło to w czerwcu 2006 r., gdy w australijskim ogrodzie zoologicznym dokonała żywota żółwica Harriet, która w 1835 r. na Wyspach Galapagos poznała młodego badacza natury Karola Darwina[1]. Nie ma już wśród żywych nikogo, kto pamiętałby chińskie powstanie bokserów w 1900 r., tzw. wojnę burską w Afryce Południowej w latach 1899-1902, ewentualnie uroczystości pogrzebowe Giuseppe Verdiego i królowej Wiktorii, zmarłych pod koniec stycznia 1901 r. Nie ma świadków uroczystej procesji pogrzebowej japońskiego cesarza z dynastii Meiji we wrześniu 1912 r. ani bezpośrednich relacji o nastrojach panujących w sierpniu 1914 r., gdy wybuchła I wojna światowa. W listopadzie 2007 r. zmarł przedostatni brytyjski pasażer „Titanica”, którzy jako osesek przeżył katastrofę 14 kwietnia 1912 r., natomiast w maju 2008 r. odszedł ostatni niemiecki weteran I wojny światowej[2]. Pamięć o XIX w. nie ma więc już żadnego związku z pamięcią indywidualną. Jest pamięcią opartą na medialnie przekazywanych informacjach oraz odczytywanych śladach. Ślady te znajdują się w naukowych i popularnonaukowych książkach historycznych, w zbiorach muzealnych, powieściach, obrazach, starych fotografiach, muzyce, miejskich panoramach i krajobrazach. Wiek XIX nie jest już aktywnie wspominany, lecz tylko reprezentowany. Łączy go to z wcześniejszymi epokami. W dziejach reprezentacji życia kulturalnego zajmuje on jednak miejsce wyjątkowe, przez co wyraźnie odróżnia się od XVIII stulecia. Formy i instytucje podobnej reprezentacji – muzeum, archiwum państwowe, biblioteka narodowa, fotografia, badania statystyczne oraz film – są w większości wynalazkami XIX-wiecznymi. Wiek XIX był epoką zorganizowanej pamięci i jednocześnie wzmożonej samoobserwacji.

Tego, że XIX stulecie w ogóle jest współcześnie obecne w świadomości, nie należy uważać za oczywistość. Dotyczy to jego roli, jako ustanawiającej kanon estetyczny, jak i tradycje polityczne. Jako przykład mogą posłużyć Chiny, dla których XIX w.był politycznie i gospodarczo katastrofą i taka jego ocena utrwaliła się w świadomości potocznej Chińczyków. Niechętnie wspomina się ten przykry okres słabości i poniżenia, a urzędowa propaganda historyczna nie robi nic, aby tę ocenę zweryfikować. Nawet oskarżenia o „imperializm” kierowane pod adresem Zachodu osłabły, ponieważ rozwijające się Chiny nie utożsamiają się z rolą ofiary z wcześniejszych czasów. Także pod względem kulturalnym XIX w. uchodzi za dekadencki i sterylny. Żadne dzieło sztuki i żaden tekst filozoficzny z tamtych czasów nie może się – w dzisiejszej ocenie – mierzyć z klasycznymi dziełami, które powstały w odległej przeszłości. XIX stulecie jest dla współczesnych Chińczyków odleglejsze od wielu jeszcze dawniejszych okresów świetności, włącznie z czasami panowania wielkich cesarzy w XVIII w., których nieustannie przywołuje się w popularnych książkach historycznych i serialach telewizyjnych.

Trudno sobie wyobrazić większą różnicę między Chinami i Japonią. W Japonii bowiem XIX w. cieszy się nieporównanie większym prestiżem. Z epoki Meiji (zwanej też restauracją Meiji) zapoczątkowanej w 1868 r. uczyniono akt założycielski nie tylko japońskiego państwa narodowego, ale także specyficznej japońskiej nowoczesności, odgrywającej do dziś w Japonii rolę porównywalną z rolą rewolucji 1789 r.we Francji[3]. Także ranga estetyczna XIX w. jest w Japonii inna niż w Chinach. Podczas gdy w tych ostatnich o modernistycznej odnowie w literaturze można mówić dopiero w latach 20. XX w., nowa literatura japońska zaczyna się od „pokolenia 1868”, którego faza twórczej kreatywności przypadła na lata 80. XIX w.

Pod równie przemożnym wpływem XIX stulecia jak w Japonii pozostaje pamięć historyczna w USA. Wojna secesyjna w latach 1861-1865 ma jako akt założycielski państwa narodowego rangę równą powstaniu Unii w końcu XVIII w. Potomkowie zwycięskich białych obywateli Północy, pokonanych Południowców oraz wyzwolonych pod koniec wojny niewolników przypisują temu wydarzeniu całkowicie różne znaczenia, konstruując własne wersje „użytecznej przeszłości”. Zgoda panuje co do tego, że wojna secesyjna jest – jak to określił poeta Robert Penn Warren – wspólnie „odczuwaną historią”[4]. Długo stanowiła ona zbiorową traumę, którą na południu USA do dziś nie do końca przezwyciężono. Tak jak w przypadku pamięci historycznej nie chodzi tylko o naturalny proces kształtowania się tożsamości, ale także o instrumentalizację na użytek określonych interesów. Propagandyści Południa zadali sobie wiele trudu, aby zatuszować fakt, że głównym powodem wojny były niewolnictwo i emancypacja, wysuwając na pierwszy plan obronę „praw państwowych”. Punktem odniesienia dla ich przeciwników stała się mitologizacja zamordowanego w 1865 r. prezydenta Abrahama Lincolna. Żaden niemiecki mąż stanu, nawet bardziej szanowany niż kochany Bismarck, żaden polityk brytyjski ani francuski, nawet kontrowersyjny Napoleon I, nie cieszy się takim poważaniem potomności. Jeszcze w 1938 r. prezydent Franklin D. Roosevelt postawił publicznie pytanie: What would Lincoln do?, czyniąc z bohatera narodowego sprzymierzeńca potomności w ciężkich czasach[5].

1. Widzialność i słyszalność

XIX stulecie jako forma artystyczna: opera

Miniona epoka żyje nadal w ponownej inscenizacji, w archiwum oraz w micie. Dzisiaj XIX w. jest nadal żywy tam, gdzie jego kulturę ponownie wprowadza się do obiegu i konsumuje. Dobrym przykładem takiej ponownej inscenizacji jest typowo europejska XIX-wieczna forma artystyczna, czyli opera. Opera europejska powstała około 1600 r. w Italii, zaledwie kilka dziesięcioleci po pierwszym rozkwicie miejskiego teatru muzycznego w południowych Chinach, który zapoczątkował w pełni oryginalny, nieskażony europejskimi wpływami proces rozwojowy uwieńczony po 1790 r. powstaniem Opery Pekińskiej[6]. Mimo wspaniałych dzieł kulturalny status opery poza Italią długo pozostawał niepewny. Dopiero Christoph Willibald Gluck i Wolfgang Amadeusz Mozart uczynili z niej dominujący gatunek teatralny. W latach 30. XIX w. opera – w powszechnym przekonaniu – zajmowała pierwsze miejsce w artystycznej hierarchii[7]. Podobnie ma się rzecz z analogicznym przypadkiem Opery Pekińskiej, która w połowie stulecia weszła w fazę artystycznej i organizacyjnej konsolidacji. Odtąd opera europejska święci triumfy, podczas gdy jej daleka krewna, Opera Pekińska, po radykalnym zerwaniu ciągłości tradycji i w następstwie ekspansji zabarwionej okcydentalizmem kultury medialnej przetrwała tylko w folklorystycznych niszach.

Gmachy oper, które w XIX w. pobudowano między Lizboną i Moskwą, nadal funkcjonaują, grany jest w nich repertuar w głównej mierze XIX-wieczny. Opera wcześnie uległa globalizacji. W połowie XIX w. jej promieniującym na cały świat centrum był Paryż. Paryska historia muzyki około 1830 r. była historią powszechną[8]. Opera Paryska osiągnęła nie tylko rangę pierwszej sceny we Francji. Paryż płacił kompozytorom najwyższe honoraria, eliminując w ten sposób wszystkich konkurentów do roli magnetycznego ośrodka muzycznego[9]. Sława w Paryżu oznaczała sławę na świecie, a klęskę na scenie paryskiej, którą w 1861 r. poniósł uznany przecież mistrz Richard Wagner i jego dramat Tannhäuser, odbierano jako głębokie upokorzenie.

Europejskie opery wystawiono w Imperium Osmańskim już w latach 30. XIX w.Gdy Giuseppe Donizetti, brat podziwianego kompozytora Gaetana, otrzymał w 1828 r. stanowisko dyrektora muzycznego na dworze sułtana w Istambule, stworzył tam orkiestrę europejskiego typu. W niepodległym cesarstwie Brazylii, zwłaszcza po 1840 r., pod rządami Pedra II, opera stała się oficjalną formą artystyczną monarchii. Normę Vincenza Belliniego wystawiano tam wielokrotnie, podobnie jak najważniejsze opery Rossiniego i Verdiego. Gdy Brazylia przekształciła się w republikę, bajecznie bogaci producenci kauczuku zbudowali w latach 1891-1896 w położonym podówczas w środku amazońskiej dżungli Manaus wystawny budynek opery. Budowla powstała dzięki globalnej kombinacji: szlachetne drewno pochodziło z sąsiedztwa, marmur sprowadzono z Carrary, żyrandole z Murano, stal z Glasgow, a odlewy żeliwne z Paryża[10]. Opera rozprzestrzeniła się daleko poza Europę także za sprawą władzy kolonialnej. O wyższości francuskiej cywilizacji w koloniach miały świadczyć wspaniałe gmachy teatrów. Szczególnym rozmachem wyróżnia się otwarta w 1911 r. opera w Hanoi, stolicy francuskich Indochin. Budynek ten, jak wiele innych, stanowił naśladownictwo paryskiej Opery Garnier, która po ukończeniu budowy w 1875 r. miała 2200 miejsc siedzących i była największą sceną na świecie. Opera w Hanoi, która dysponowała 870 miejscami dla około czterech tysięcy Francuzów mieszkających w tym mieście, zostawiała w tyle teatr muzyczny w niejednej metropolii[11].

Wcześniej opera zakorzeniła się w Ameryce Północnej. Otwarty w 1859 r. w Nowym Orleanie French Opera House długo cieszył się renomą jednej z najlepszych scen muzycznych Nowego Świata. W podówczas sześćdziesięciotysięcznym San Francisco wybuchła taka operomania, że tylko w 1860 r. sprzedano 217 tys. kart wstępu. Metropolitan Opera w Nowym Jorku, którą otwarto w 1883 r., stała się na przełomie wieków jednym z najważniejszych teatrów operowych świata, miejscem autokreacji amerykańskiej high society, w formach nieodbiegających od form europejskich. Twórcy „Met” dokonali syntezy elementów architektonicznych i techniki scenicznej przejętych z londyńskiej Covent Garden, mediolańskiej La Scali i oczywiście Opery Paryskiej[12]. Niemal cały repertuar pochodził z Europy; przed George’em Gershwinem i jego Porgy and Bess (1935) amerykańscy kompozytorzy nie stworzyli żadnego godnego uwagi dzieła operowego. Operomania wybuchała w nieoczekiwanych miejscach. W latach 30. XIX w. Chile ogarnęła gorączka uwielbienia dla Rossiniego[13]. W Japonii, gdzie rząd zaczął w latach 70. XIX w. propagować zachodnią muzykę, europejską operę (scena z Fausta Charles’a Gounoda) wystawiono po raz pierwszy w 1894 r. O ile w 1875 r., podczas pobytu pewnej włoskiej primadonny w Tokio, przedstawienie miało tak małą widownię, że słychać było pisk myszy pod sceną, o tyle po przełomie wieków zainteresowanie operą ustabilizowało się na dość wysokim poziomie. Znalazło ono swoją przestrzeń w wybudowanym w 1911 r. pierwszym wielkim budynku teatralnym w stylu zachodnim[14].

W XIX w. narodził się typ gwiazdy występującej na scenach całego świata[15]. W 1850 r. określana mianem „szwedzkiego słowika” Jenny Lind zaśpiewała na otwarcie swego amerykańskiego tournée, podczas którego dała 93 koncerty, w Nowym Jorku przed siedmiotysięczną widownią. Sopranistka Helen Porter Mitchell, która od nazwy rodzinnego Melbourne przyjęła pseudonim artystyczny Nellie Melba, stała się po europejskim debiucie w 1887 r. pierwszą prawdziwie międzykontynentalną diwą operową, której głos zaczęto w 1904 r. utrwalać na płytach gramofonowych. W swojej uchodzącej za pozbawioną kultury ojczyźnie stała się ikoną kultury właśnie. XIX-wieczna opera europejska była zjawiskiem o wymiarze światowym i takim pozostała. Ówczesny repertuar operowy oparty na takich nazwiskach, jak: Rossini, Bellini, Donizetti, Bizet, a przede wszystkim Verdi, Wagner i Puccini, dominuje plany repertuarowe także i dzisiaj. Ale z ogromnej i ongiś cenionej produkcji operowej niewiele przetrwało. Gaspare Spontiniego albo Giacomo Meyerbeera, fetowanych niegdyś mistrzów, rzadko się dziś grywa, inni nieodwołalnie znikli w otchłaniach archiwów. Kto jeszcze pamięta o niezliczonych operach z akcją rozgrywającą się w średniowieczu, które powstały w tym samym czasie co utwory Wagnera, albo w czasach późniejszych? Podobne refleksje nasuwają się w związku z teatrem oraz z innym typowym dla XIX stulecia gatunkiem, jakim była powieść. Przypuszczalnie z całego prozatorskiego dorobku niemieckiego realizmu czyta się obecnie tylko Fontanego[16]. Wilhelm Raabe, Adalbert Stifter, a nawet Gottfried Keller to osoby, o które troszcza się germaniści, nie wspominając o autorach niższej rangi. W podobny sposób można od siebie oddzielić żywe i martwe segmenty XIX-wiecznej kultury wysokiej w każdym kraju. Jest ona silnie obecna we współczesności, ale w ograniczonym wyborze opartym na prawidłach smaku i przemysłu kulturowego.

Obrazy miasta[17]

Zupełnie innym rodzajem obecności XIX w. jest jego kamienna forma widoczna w sylwetkach miast. XIX stulecie stało się kulisami i areną dzisiejszego życia miejskiego. Londyn, Paryż, Wiedeń Budapeszt i Monachium to miasta, których fizjonomie ukształtowali XIX-wieczni planiści i architekci, posługując się sięgającym do starszych wzorów klasycystycznym, neoromantycznym i neogotyckim językiem architektury. W budowlach reprezentacyjnych wznoszonych od Waszyngtonu aż do Kalkuty wykorzystywano idiom europejskiej imitacji antyku. W tym sensie XIX-wieczny historyzm w architekturze daje skrócony przegląd przez całą europejską tradycję budowlaną. Natomiast w niektórych metropoliach azjatyckich nie zachowało się prawie nic z XIX-wiecznej substancji architektonicznej. Na przykład w Tokio, które przez stulecia (najpierw pod nazwą Edo) było stolicą Japonii, trzęsienia ziemi, pożary, amerykańskie bomby i niepowstrzymany pęd budowlany zatarły niemal wszystkie architektoniczne ślady starsze niż kilka dziesięcioleci, w tym nawet wiele zabytków z epoki Meiji. Światowe metropolie mieszczą się między takimi skrajnościami, jak istniejące zwarte krajobrazy miejskie (np. wiedeńska Ringstrasse) z jednej i fizyczne unicestwiony XIX w. z drugiej strony. Ząb czasu działa wszakże wybiórczo. XIX-wieczna architektura przemysłowa uległa szybszemu rozkładowi niż średniowieczne budowle. Trudno sobie wyobrazić, jakim zmysłowym doznaniem była rewolucja przemysłowa, nagłe pojawienie się ogromnej fabryki w ciasnej kotlinie albo wysokich kominów fabrycznych w świecie, w którym najwyższą budowlą była wieża kościelna.

2. Ostoje pamięci, skarby wiedzy, media magazynujące

Archiwa, biblioteki, muzea i w ogóle wszelkiego rodzaju zbiory można by – w nawiązaniu do bardziej znanych „miejsc pamięci” [Erinnerungsorte] nazwać ostojami pamięci [Erinnerungshorte]. Takie ostoje pamięci zasługują, obok miejsc pamięci jako punktów krystalizacyjnych wyobraźni zbiorowej, na naszą szczególną uwagę. Nie można ich sklasyfikować abstrakcyjnie ani ahistorycznie. Rozgraniczenie między formami, które dziś mają wyraźnie zarysowane kontury, dokonało się dopiero z biegiem czasu. Bibliotek długo nie dało się wyraźnie oddzielić od archiwów, zwłaszcza gdy miały one w swoich zasobach duże zbiory rękopisów. W XVIII w. powstały w Europie przestrzenie medialne dla wszelkiego rodzaju antykwarycznych studiów i wymiany myśli między osobami prywatnymi, którym nadano nazwę „muzeum”. Podobnie jak i czasopisma stawiające sobie za cel prezentowanie źródeł historycznych i estetycznych. Problem funkcjonowania w przestrzeni publicznej i powszechnej dostępności [informacji – przyp. tłum.] nabrały znaczenia dopiero w XIX w. Ostoje pamięci przechowują przeszłość w stanie potencjalnej możliwości, jako teraźniejszość wirtualną. Przeszłość kulturowa, zgromadzona, ale nie przeczytana i nie obejrzana, jest martwa; ożywa tylko w akcie zrozumienia. Gotowość do takiego przyswojenia nazywamy uformowaniem [Bildung].

Archiwa

Nigdy wcześniej archiwa nie miały takiego znaczenia jak w XIX stuleciu. W Europie był to okres, w którym państwo w każdej dziedzinie przejmowało władzę nad pamięcią. Archiwa państwowe tworzono jako scentralizowane składowiska świadectw po działalności administracyjnej. Wraz z nimi powstał zawód i typ socjalny archiwariusza oraz pracującego z aktami historyka. Historyk sięgał także do starszych zasobów wytworzonych przez suwerennych władców i republiki: w Wenecji, Wiedniu i hiszpańskim Simancas. W państwach konstytucyjnych zakładanie publicznych archiwów należało do zadań państwa. Republika Francuska we wrześniu 1790 r. podniosła skromne podówczas archiwum Zgromadzenia Narodowego do rangi Archives nationales. Przeprowadzone w czasie rewolucji konfiskaty, przede wszystkim zbiorów kościelnych, błyskawicznie pomnożyły zasoby archiwalne. Napoleon prowadził politykę archiwalną z ogromnym rozmachem. Jego zamiarem było uczynienie z francuskich archiwów narodowych centralnego archiwum Europy – la memoire de l’Europe. W tym celu sprowadził do Paryża wielkie ilości dokumentów z Italii i Niemiec. W Wielkiej Brytanii stworzono w 1838 r. prawne podstawy Public Record Office. W 1883 r. otwarto dostęp do legendarnych archiwów watykańskich. „Nowa nauka historii”, która zaczęła się kształtować w latach 20. XIX w. pod wpływem Leopolda von Ranke i jego uczniów, postawiła przed sobą jako imperatyw bliskość wobec tekstu. Uznano, że historię można rekonstruować na podstawie źródeł pisanych, zwłaszcza źródeł nieopublikowanych. W ten sposób historia stała się bardziej naukowa, a więc weryfikowalna, krytyczna wobec mitów. Jednocześnie historycy byli w pewnym stopniu uzależnieni od rządów polityków, którzy reglamentowali dostęp do źródeł, na które byli zdani. Systematyczna organizacja magazynowania przyczyniła się także do powstania nowego habitusu uczonego. Uczoność oddzielono od sprawności indywidualnej pamięci. Gromadzący wiedzę polihistor przekształcił się z wartego naśladowania wzoru w godne pożałowania kuriozum. Także uczeni humaniści mogli się podporządkować imperatywowi badania przyczyn[18].

Wprawdzie archiwów nie wynaleziono w Europie, lecz nigdzie poza nią nie było w XIX w. równie wielkiego zainteresowania zachowaniem materiału dokumentacyjnego. W Chinach państwo od początku zastrzegło sobie prawo do kontroli nad pisemną spuścizną. Nie istniało natomiast zbieractwo prywatne. Istniały i nadal istnieją nieliczne archiwa instytucji niepaństwowych: świątyń, klasztorów, gildii bądź rodów. Nowa dynastia zwyczajowo niszczyła dokumenty wytworzone przez poprzedniczkę, gdy tylko była gotowa jej oficjalna historia. Państwowe Muzeum Historyczne w Pekinie sprzedało w 1921 r. 60 ton archiwaliów na makulaturę. Tylko dzięki interwencji uczonego bibliofila Luo Zhenyu uratowano zbiór, który obecnie znajduje się w Academia Sinica na Tajwanie. Aż do lat 30. XX w. urzędowe druki i manuskrypty wytworzone w czasach dynastii Qing (1644-1911) traktowano jako makulaturę. Mimo szacownej tradycji dziejopisarskiej w Chinach w XIX w. nie istniała jeszcze świadomość archiwalna. Stworzony w 1925 r. oddział dokumentów w muzeum pałacowym był pierwszą instytucją regulującą te sprawy i przenoszącą zasady panujące w nowoczesnym archiwum także na spuściznę z okresu Cesarstwa[19]. W Imperium Osmańskim, w którym tak samo jak w Chinach piśmiennictwo administracyjne dawno temu zaczęło służyć spójności rozpostartego na gigantycznym obszarze państwa, dokumenty wytwarzano i przechowywano w takich ilościach, że badania, w odróżnieniu od Chin, można sobie wyobrazić niemal wyłącznie jako studia archiwalne. Oprócz akt dworu i rządu centralnego zachowały się m.in. spisy podatkowe oraz akta sądowe (rejestry kadich) z wielu części imperium[20]. Zanim nastał wiek XIX, w Europie, Imperium Osmańskim oraz w niektórych innych miejscach na świecie zbierano zapiski. Dopiero w XIX stuleciu zaczęto je systematycznie archiwizować, chronić i interpretować.

Biblioteki

Do ostoi pamięci jako administrowanych zasobów spuścizny kulturowej należą także biblioteki. Ich wielki okres założycielski przypadł w Europie na XVII i XVIII stulecie. Leibniz, który był w owym czasie bibliotekarzem, uporządkował w latach 1690-1716 wspaniałe zbiory książęce w Wolfenbüttel pod kątem ich naukowej użyteczności. Niedługo potem biblioteka uniwersytecka w sąsiedniej Getyndze poszła jeszcze dalej w tym kierunku, ciesząc się przez jakiś czas renomą najlepiej zorganizowanej biblioteki na świecie. Zbiory założonego w 1753 r. Muzeum Brytyjskiego od początku traktowano jak zbiory muzeum narodowego. W 1757 r. przyłączono doń Bibliotekę Królewską i wprowadzono obowiązek zasilania zbiorów obowiązkowymi egzemplarzami wszystkich książek drukowanych w Zjednoczonym Królestwie. Antonio (później sir Anthony) Panizzi, włoski emigrant, który w 1836 r.zaczął pracować w British Museum i w latach 1856-1866 zajmował stanowisko głównego bibliotekarza, stworzył tu podstawy naukowego bibliotekarstwa. Kierowana przez niego biblioteka miała kompletny i systematyczny katalog oraz dostosowaną do potrzeb uczonych użytkowników czytelnię, której zwieńczone kopułą koliste wnętrze uchodziło za jedno z najpiękniejszych na świecie[21].

W XIX w. na wszystkich kontynentach zakładano biblioteki narodowe według brytyjskiego wzorca. W USA, Kanadzie i Australii powstawały one na bazie książnic parlamentarnych[22]. Niekiedy były one powiązane z akademiami nauk. Strzegły dostępnej dla szacownej publiczności i poważnych badaczy pamięci własnego narodu, zajmując się także gromadzeniem wiedzy w ogóle. Właściwością najznamienitszych bibliotek stał się więc ich uniwersalizm, przechowywanie wiedzy wszystkich narodów i wszystkich czasów. Koniecznymi tego warunkami były: księgarstwo o zasięgu globalnym oraz dostępność prywatnych zbiorów bibliotecznych na rynku antykwarycznym. Tworzono działy orientalne, gromadzono książki w najbardziej egzotycznych językach, korzystając niekiedy z usług emisariuszy oddziałów gromadzenia zbiorów. Biblioteki symbolizowały ambicje kulturowej równo- bądź pierwszorzędności. Młoda amerykańska republika wyraziła te ambicje w 1800 r., zakładając Bibliotekę Kongresu. Dzięki temu, że Library of Congress od początku lat 30. XX w. posiadała największe na świecie zbiory, dokonała się kulturowa emancypacja Ameryki. Sytuacja narodów, które zjednoczyły się później, była trudniejsza. Pruska Biblioteka Państwowa do 1919 r. nie miała statusu biblioteki narodowej, a we Włoszech nigdy nie było żadnej biblioteki centralnej. Biblioteki miejskie obsługiwały żądną wiedzy publiczność i były symptomem dumy mieszczańskiej. Jednak minęło nieco czasu, zanim w drugiej połowie XIX w. finansowanie bibliotek z podatków stało się nie tylko prawnie możliwe, ale także politycznie oczywiste. W USA prywatny mecenat miał większe znaczenie niż gdziekolwiek indziej. New York Public Library, którą tworzono od 1895 r. ze środków fundacji, stała się najsławniejszą wśród licznych bibliotek miejskich, mających wysokie aspiracje. W XIX w. zachodnie biblioteki były świątyniami wiedzy. Monumentalna klasycystyczna fasada British Museum Panizziego, którego jądrem była Biblioteka Narodowa, jest architektonicznym odzwierciedleniem tego stanu rzeczy. Nowy budynek Library of Congress, który pobudowano w latach 90. XIX w., przejął ten język symboliczny, intensyfikując go dzięki użyciu fresków, mozaik i posągów. Gigantyczne spichlerze wiedzy były narodowe i jednocześnie kosmopolityczne. Emigranci knuli tu swoje spiski, wśród nich chiński rewolucjonista Sun Yatsen, który w latach 1896/1897 przygotowywał w bibliotece Muzeum Brytyjskiego plan obalenia dynastii Qing. W tym samym miejscu Karol Marks tworzył naukowe podwaliny swej walki z systemem kapitalistycznym.

Biblioteka nie jest wytworem Zachodu. Przekonuje o tym rzut oka w odległą przeszłość. W Chinach pierwszą cesarską bibliotekę założono w pałacu Han Wudi(ok. 141-87 p.n.e.). W jej zbiorach zastosowano system klasyfikacji, którego używano jeszcze długo potem. Jednakże chińskie biblioteki wiodły niepewny żywot. W okresie między II w. p.n.e. i XIX stuleciem cesarskie zbiory ksiąg i manuskryptów niszczono co najmniej czternaście razy. Budynki nieustannie odbudowywano i odtwarzano zbiory. Upowszechnienie się druku z życiem odbitek drzeworytniczych w XI stuleciu przyczyniło się w znacznym stopniu do zakładania dużych bibliotek przez prywatne akademie (shuyuan), kręgi uczonych oraz indywidualnych bibliofilów. Z czasów dynastii Qing (1644-1911) znane nam są szczegóły dotyczące ponad 500 kolekcjonerów i ich zbiorów. Ilość drukowanej i znajdującej się w prywatnym obiegu literatury była tak wielka, że prace bibliograficzne stały się jednym z dostojnych i prestiżowych zadań uczonego[23]. W Chinach biblioteka i jej katalog nie były więc importem kulturowym z Zachodu. Zachodni rodowód ma natomiast idea biblioteki publicznej, którą po raz pierwszy wcielono w życie w 1905 r. w Changsa, stolicy leżącej w środkowych Chinach prowincji Hunan. Największą obecnie bibliotekę w Chinach, Bibliotekę Pekińską (Beitu), założono w 1909 r. i otwarto dla czytelników w 1912 r. W roku 1928 otrzymała ona status biblioteki narodowej. Nowoczesna biblioteka nie była w Chinach prostą kontynuacją rodzimej tradycji. Idea dwoistości biblioteki jako publicznej przestrzeni edukacyjnej oraz narzędzia nauki przyszła z Zachodu. W Chinach dokonano jej aktywnej adaptacji na początku XX stulecia w trudnej sytuacji zewnętrznej.

W tradycjonalistycznej Japonii państwo o wiele rzadziej występowało w roli kolekcjonera piśmiennictwa. Brakowało bowiem wielkich systemów klasyfikacyjnych, które istniały w Chinach. Przez długi czas japońskie zbiory były zorientowane na Chiny. Powstała na poczatku XVIII w. niepubliczna biblioteka szogunów, wojskowych hegemonów z domu Tokugawa, miała przede wszystkim antykwaryczny charakter sinologiczny i całkowicie pomijała rosnącą podówczas rodzimą produkcję książek. Tak jak w Chinach, tak i w Japonii pojawili się po otwarciu kraju (1853) zachodni kolekcjonerzy książek. Potężne kolekcje sinologiczne i japonistyczne w Europie zawdzięczają swoje powstanie zbieżności zainteresowania ze strony Zachodu, gigantycznego chwilowego azjatyckiego zaniedbania własnych tradycji edukacyjnych oraz niskich cen książek. Koncepcję biblioteki publicznej rozpropagował w Japonii po 1866 r. publicysta i wychowawca Fukuzawa Yukici, który w 1862 r. objechał Zachód jako członek misji dyplomatycznej. Ale nawet w otwartej na modernizację Japonii modele publicznej książnicy i naukowej biblioteki zdołały się upowszechnić dopiero pod koniec stulecia[24].

Świat arabski był Europie geograficznie bliższy niż Chiny, ale w kontekście historii książki jest od niej odleglejszy. W Chinach od dawna powielano teksty metodą odbitek drzeworytniczych. Zawód pisarza i kopisty miał więc tam mniejsze znaczenie niż w świecie arabskim, który przeżył rewolucję w dziedzinie druku dopiero w poczatkach XIX w.; aż do początków XVIII stulecia arabskie i tureckie książki drukowano przeważnie w chrześcijańskiej Europie. Do rewolucji przyłożyli rękę oprócz muzułmanów także arabscy chrześcijanie oraz misjonarze. W Imperium Osmańskim istniały prywatne i półpubliczne biblioteki, w których sporadycznie można było znaleźć także publikacje europejskie. Zanim jednak wprowadzono w Republice Tureckiej pismo łacińskie, w Imperium Osmańskim i później w Turcji w ciągu niemal dwóch stuleci wydrukowano zaledwie około 20 tys. książek i broszur – wiele z nich w bardzo niskich nakładach. Stosunkowo nieduża osmańska i arabska produkcja książek była przyczyną późniejszego i wolniejszego rozwoju bibliotek publicznych niż w Azji Wschodniej[25].

Muzea

Muzeum zawdzięcza swoją do dziś aktualną postać XIX stuleciu. Mimo rozmaitych pedagogicznych modyfikacji punktem odniesienia pozostają niezmiennie zalecenia i programy XIX-wieczne. W tym okresie kształtuje się całe spektrum różnych form muzealnych: zbiory sztuki, kolekcje etnograficzne, muzea techniki. Ze zbiorów władców, które niekiedy udostępniano także poddanym, w epoce rewolucji wyrosło muzeum publiczne.

Muzeum sztuki stało się miejscem spotkań różnych idei: sformułowanej po raz pierwszy przez Johanna Joachima Winckelmanna koncepcji autonomicznej sztuki, myśli, że dzieło sztuki ma jakąś „wartość” poza sferą czysto rzemieślniczą i materialną oraz „ideału estetycznej wspólnoty” artystów, rzeczoznawców, laików i w szczególnych przypadkach monarchowie, którzy zstąpili z tronów (jak Ludwik I Bawarski)[26]. Muzeum rozkwitało w atmosferze coraz bardziej się różnicującej sfery publicznej. Wkrótce można było się poważyć na zadanie pytania, do kogo należy sztuka – do państwa, czy do władcy. Na poczatku XIX w. było to drażliwe pytanie, ponieważ rewolucja francuska stworzyła precedens. Rekwizycje i upaństwowienie prywatnych zbiorów sztuki stworzyły podwaliny pierwszego w Europie muzeum publicznego w paryskim Luwrze. W USA sytuacja wyglądała inaczej, gdyż tu główną siłą napędową zapoczątkowanego procesu budowania muzeów od lat 70. była dobroczynność bogaczy i superbogaczy w nazwanej przez Marka Twaina „pozłacanej epoce” [gilded age]. Budowę wielu gmachów sfinansowano w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego, natomiast zbiory kupowali na rynku sztuki głównie prywatni kolekcjonerzy. Ameryka miała niewiele dawnych kolekcji, a zbiory amerykańskie powstawały w symbiozie z rynkiem sztuki rozwijającym się po obu stronach Atlantyku. Dzięki temu rynkowi można było tworzyć nowe kolekcje także w Europie.

Budynki muzealne (Alte Pinakothek w Monachium, Kunsthistorisches Museum w Wiedniu oraz Victoria and Albert Museum w Londynie), które w ciągu stulecia nabierały coraz bardziej monumentalnego charakteru, coraz silniej wyróżniały się na tle miasta. Odkąd w miastach niemal zaniechano budowania pałaców, tylko opery, ratusze, dworce kolejowe i siedziby parlamentu, m.in. wzniesione w latach 1836-1852 w stylu neogotyckim Houses of Parliament na brzegu Temizy oraz parlamenty w Budapeszcie i Ottawie, mogą konkurować z budynkami muzealnymi. Nacjonalizm także dokonał zawłaszczenia sztuki. Znaczna część łupów, które Napoleon przywiózł do Paryża, została po triumfie 1815 r. odzyskana – Luwr stracił podówczas około czterech piątych swoich zbiorów – i wymagała odpowiednio reprezentacyjnych miejsc ekspozycji. Malarstwo eksplorowało tematy historyczne z tendencją narodową. Wielkogabarytowe obrazy, które powstawały głównie w środkowych dekadach XIX w., gdy malarstwo historyczne osiągnęło w Europie szczyt popularności, do dziś zdobią galerie narodowe w wielu krajach.

W muzeum i jego wewnętrznej strukturze zmaterializował się program edukacyjny, który pierwszy raz okreslali fachowcy, czyli historycy sztuki. Wykształceni znawcy i miłośnicy sztuki w Europie, Chinach, świecie islamu i i innych miejscach od stuleci opracowywali takie programy na użytek swój i swoich małych środowisk. Jako przykład może tu posłużyć kolekcjoner sztuki i okazów natury Goethe. Wraz ze wzrostem rangi ekspertów w Europie muzeum stało się miejscem, w którym to oni pośredniczyli w dostępie publiczności do historii sztuki. Utworzenie państwowych muzeów wystawiających sztukę współczesną, takich jak m.in. Musée du Luxembourg w Paryżu, dało ponadto artystom bodziec do ubiegania się o publiczny patronat i związaną z nim sławę. Muzeum konserwowało i „umuzealniało” nie tylko w tym sensie, że oddzielało sztukę od życia. Wystawiano w nim także dzieła nowe.

Idea muzeum historycznegoodróżnia je od zbiorów zabytków starożytności. W pierwszym muzeum tego typu, założonym podczas rewolucji w 1791 r. przez Alexandre’a Lenoir Musée des Monuments Français, jego założyciel uporządkował chronologicznie posągi, nagrobki i portrety osobistości, które uważał za ważne dla narodu[27]. Od czasu wojen napoleońskich nowe muzea o profilu historycznym miały zdecydowanie charakter muzeów narodowych. Tak było na Węgrzech, gdzie wobec braku zbiorów monarszych zrębem muzeum narodowego, noszącego to miano już od 1802 r., stały się donacje szlacheckie. Nieco później podobnie potoczyły się sprawy w krajach skandynawskich. W Wielkiej Brytanii powołana do życia w 1856 r. przez parlament National Portrait Gallery służyła wzmacnianiu świadomości narodowej i imperialnej. Muzeum historyczne opierało się na nowym rozumieniu „obiektów historycznych”. Już nie wystarczało to, że jaki przedmiot był „stary”.Po pierwsze musiał on mieć rozpoznawalne, spontanicznie objawiające się widzowi znaczenie, po drugie zaś winien potrzebować i być wart ocalenia i przechowywania. W Niemczech, gdzie po 1815 r. zaczęto powoływać do życia liczne towarzystwa historyczne, które miały za zadanie refleksję nad „ojczyźnianą” przeszłością, nie spieszono się z realizacją idei muzeum narodowego. Decyzja o jego budowie zapadła dopiero w 1852 r., a efektem było Germańskie (a nie: Niemieckie) Muzeum Narodowe. Ożywiał je zapatrzony w średniowiecze duch marzycielskiego patriotyzmu[28]. Natomiast nigdy – nawet po utworzeniu Rzeszy Niemieckiej w 1871 r.– nie pomyślano o zbudowaniu centralnego muzeum stołecznego.

W Azji i Afryce muzea historyczne zakładano na ogół dopiero po uzyskaniu przez dany kraj politycznej niezależności. Zanim to nastąpiło, w wielu przypadkach ogromna część rodzimej spuścizny artystycznej, manuskryptów i zabytków archeologicznych znikała w muzeach kolonialnych metropolii[29]. W Egipcie proces ten zaczął się wraz z francuską inwazją w 1798 r. Wprawdzie władający Egiptem w latach 1805-1848 Muhammed Ali wprowadził w 1835 r. coś w rodzaju zakazu eksportu obiektów pochodzących z czasów starożytnych, ale sam rozdawał cenne okazy na lewo i prawo. Muzeum Archeologiczne w Kairze powstało głównie dzięki prywatnej inicjatywie archeologa Auguste’a Mariette’a, którego w 1858 r. powołano na stanowisko konserwatora zabytków egipskiej starożytności. Ówcześni władcy muzułmańscy mieli ambiwalentny stosunek do takich instytucji, jak utrzymane w neofaraońskim stylu muzeum Mariettego. Świat pogańskich mumii był im obcy, ale jednocześnie zdawali sobie sprawę, że rosnąca fascynacja Europejczyków starożytnością przed islamem zwiększa prestiż Egiptu na świecie[30]. Dla muzeów w Stambule (Konstantynopolu)[31] znaczenie miał fakt, że Imperium Osmańskie wynegocjowało w 1874 r. podział obiektów odkrytych podczas wykopalisk prowadzonych pod zagraniczną egidą. W Chinach przekształcono podupadający w owym czasie gigantyczny zespół pałacowy, składające się z tysiąca świątyń, sal i pawilonów cesarskie Zakazane Miasto, w muzeum, udostępniając jego znaczną część publiczności. Dopiero jednak w 1958 r. państwo stworzyło muzeum historyczne z nacjonalistycznym programem.

Muzea etnologiczne miały tylko luźny związek z dążeniami patriotycznymi bądź nacjonalistycznymi[32]. Zaczęły się rozwijać dopiero po połowie XIX w., często jako kontynuacja monarszych gabinetów osobliwości i prywatnych zbiorów uczonych. W 1886 r. otwarto w Berlinie Królewskie Muzeum Etnologiczne [Königliches Museum fürVölkerkunde], które wkrótce zaczęło uchodzić za najbogatsze na świecie muzeum etnologiczne. Niemiecka etnologia nie była tworem kolonializmu, lecz wyrosła z przedkolonialnej liberalno-humanistycznej tradycji panującej we wczesnych niemieckich naukach o kulturze[33]. Niemieccy podróżnicy i etnolodzy prowadzili działalność zbieracką na wszystkich kontynentach. Poprzeczkę zawieszono wysoko, nie ograniczając zadań muzeum wyłącznie do zaspokajania zwykłej ciekawości „tłumu”. Miało ono natomiast być miejscem, w którym znalezione obiekty stają się materiałem badawczym służącym nauce i szkoleniu fachowców[34]. Muzea etnologiczne prezentowały łupy, pochodzące z kradzieży bądź przypominających ją zakupów. W każdym razie nie trafiły one do muzeów europejskich jako zabytki i nie były częścią dziedzictwa narodowego[35]. Zamierzano pokazywać wielość form ludzkiego życia, ale tylko – jak podówczas mówiono – „prymitywnych” ludów. Muzea były elementami powstającej międzynarodowej sieci kolekcjonerstwa i wystawiennictwa. Podobnie jak w przypadku galerii malarstwa, znawcy wkrótce mieli przegląd przez zbiory na całym świecie. Muzea rywalizowały ze sobą, a jednocześnie były elementami globalnego ruchu mającego na celu reprezentację kultury materialnej. Ich wywrotowe działanie polegało na dostarczaniu inspiracji artystom awangardowym. Nie trzeba było, tak jak malarz Paul Gauguin w 1891 r., udawać się na wyspy Pacyfiku, aby zaczerpnąć odnowicielskiej siły „prymitywnych”[36].

Nie tylko obiekty, ale także ludzi wywożono i wystawiano na widok publiczny w Europie i Ameryce Północnej, aby w celach „naukowych” i zarazem komercyjnych pokazywać inność i „dzikość” ludzi spoza Okcydentu. Pod koniec XIX w. takie widowiska z ich udziałem były w wielkich metropoliach Zachodu elementem rozrywki masowej. Ruchome wystawy docierały także do małych miasteczek, takich jak m.in. Konstancja. W czasach szybkiej transformacji kulturowej była to pewna osobliwość[37]. Około 1850 r. coś podobnego można było zobaczyć raczej rzadko, natomiast po I wojnie światowej zniknęły za sposobem działania humanitarnego tabu. Komercyjne wystawianie na widok publiczny ludzi nie-białych bądź kalekich stało się w XX w. procederem budzącym potępienie na całym świecie i karalnym przestępstwem. Jednak zasada muzeum etnograficznego wszędzie przetrwała także epokę dekolonizacji i doznała transformacji, przechodząc od skupionego na obiektach upowszechniania „prymitywnych” form życia do zachowania wspólnego dziedzictwa kulturowego w wieloetnicznym świecie. Ten typ XIX-wiecznego muzeum uległ dekolonizacji.

Wystawy światowe

Nowość w XIX w. stanowiły wystawy światowe będące najbardziej spektakularnym przykładem łączenia panoramicznego spojrzenia z dokumentacją o charakterze encyklopedycznym[38]. Można je interpretować jako „media” o „nierozerwalnie z sobą złączonych ulotności i jednocześnie trwałości, która ma moc stwarzania tradycji[39]. Tradycję wystawienniczą zapoczątkowała Great Exhibition of the Works of Industry of All Nations w londyńskim Hyde Parku (1851). Efektowny kryształowy pałac, długa na 600 m hala ze szkła i stali, żyje do dziś w pamięci, mimo że pozostałości jej przeniesione na obrzeża miasta spłonęły w 1936 r. Great Exhibition była tworem rozpoczynającej się epoki kolei żelaznej. Tylko dzięki kolei udało się dostarczyć na miejsce ekspozycji ponad 100 tys. eksponatów i niemal milion gości, co stanowiło zapowiedź późniejszej turystyki na wystawy Expo. Great Exhibition miała moc tworzenia tradycji dzięki bogatej symbolice, która jej towarzyszyła. Dla jednych ucieleśniała rozpoczynającą się epokę światowego pokoju i społecznej harmonii, dla innych przewagę brytyjskiej gospodarki i technologii w rywalizacji między narodami. Inni dostrzegali w niej triumf imperialnego porządku nad chaosem barbarzyństwa. Jednocześnie wystawa oferowała precyzyjną taksonomię świata rzeczy w classes, divisions i subdivisions. Natura, kultura i przemysł tworzyły rozległy system, który sięgał poza klasyfikację przyjętą w dawnej historii naturalnej. Kryła się za tym głęboka struktura czasowa. Nie zaniechano bowiem żadnej okazji do pokazania, że bynajmniej niecała ludzkość osiągnęła taki sam poziom cywilizacyjnego rozwoju[40].

Aż do 1914 r. odbywały się wystawy światowe bądź wielkie wystawy międzynarodowe, Expositions universelles, World’s Faires, które – każda na swój sposób – realizowały osadzony w konkretnym czasie i przestrzeni program ideologiczny: w Paryżu (1855, 1867, 1878, 1889, 1900), Antwerpii (1885, 1894), Barcelonie (1888), Brukseli (1888, 1897, 1910), Chicago (1893), Gandawie (1913), Londynie (1862 oraz Colonial and Indian Exhibition w 1886), Liège (1905), Mediolanie (1906), Melbourne (1880), Filadelfii (1876), St. Louis (1904) i Wiedniu (1873).

Największą frekwencją cieszyła się paryskaExposition universelle w 1900 r., którą odwiedziło ponad 50 mln gości, natomiast tą, po której pozostał po nasze czasy najbardziej widoczny ślad, była Światowa Wystawa w Paryżu w 1889 r., która stała się okazją do zbudowania wieży Eiffla. Wystawy światowe były imprezami z przesłaniem. Na przykład światowa wystawa w Filadelfii w 1876 r. po raz pierwszy pokazała światu techniczny i przemysłowy potencjał Stanów Zjednoczonych. Celem wystaw światowych było zawsze unaocznianie teraźniejszości. W centrum uwagi znajdowały się najnowsze osiągnięcia [nauki i techniki – przyp. tłum.]. Niezależnie od tego wiele miejsca poświęcano również „obcym” cywilizacjom i ludom. Przedstawiano je jako egzotykę bądź widome pozostałości wcześniejszych etapów rozwoju ludzkości. Dostarczały dowodu, że nawet najdalsze regiony ziemi i wspólnoty etniczne dają się włączyć w globalny porządek oparty na wiedzy. Wystawy światowe symbolizowały uniwersalistyczne ambicje atlantyckiego „Zachodu” wyraźniej niż wszystkie pozostałe media w owym czasie.

Encyklopedie

Wielkie encyklopedie jako monumentalne relikwiarze kryjące w swoich wnętrzach zasoby użytecznej wiedzy, są spokrewnione z archiwami, muzeami oraz światowymi wystawami. One również stanowią ostoje pamięci i katedry wiedzy: Encyclopaedia Britannica (od 1771), leksykony konwersacyjne Brockhausa (od 1796) i Meyera (od 1840) oraz wiele podobnych projektów wydawniczych, które w zmodyfikowanej formie kontynuowały bogatą tradycję encyklopedyczną wczesnej nowożytności[41]. Z każdym kolejnym wydaniem rozrastały się i zmieniały. Nacjonaliści wcześnie docenili wartość encyklopedii jako kondensatora naukowej energii, pomnika kultury oraz dostrzegalnej na arenie międzynarodowej oznaki samoświadomości oraz kulturowej witalności. Z tych powodów historyk i polityk František Palacký poddał w 1829 r. pod dyskusję plan stworzenia czeskiej encyklopedii. Zrealizowano go dopiero w postaci 28-tomowgo dzieła, które ukazało się w latach 1888-1909, ustępując objętością jedynie Encyclopaedia Britannica[42].

Na przełomie wieków wszystkie kraje europejskie i USA miały co najmniej jedną wielotomową „encyklopedię realną”. Wszystkie te dzieła miały ambicje bycia leksykonami uniwersalnymi, gromadzącą wiedzę o wszystkich częściach świata, czasach i ludach zgodnie z najnowszymi standardami naukowymi. Były one czymś więcej niż kompendiami i środkami pomocniczymi w mieszczańskich konwersacjach i edukacji szkolnej. Porządek alfabetyczny zwalniał z konieczności stosowania systematyki, pozwalając na linearne prezentowanie materiału. Podobno istnieli tacy czytelnicy, którzy metodycznie czytali encyklopedie od A do Z. Najbardziej spójnym i z dzisiejszej perspektywy być może najatrakcyjniejszym encyklopedycznym osiągnięciem stulecia był opublikowany w latach 1866-1876 w 17 tomach Grand dictionnaire universel du XIXe siècle Pierre-Athanase Larousse’a. Larousse przez lata zapewniał drobne dochody niezamożnej paryskiej inteligencji, a i tak lwia część spośród 24146 ciasno zadrukowanych stron w tym dziele wyszła spod jego ręki. Był on radykalnym republikaninem, zwolennikiem wielkiej rewolucji i wrogiem II Cesarstwa, które mimo to zostawiło mu całkowitą swobodę: żaden cenzor nie chciał zadać sobie takiego trudu i przerobić jego teksty. Larousse nie zamierzał edukować mieszczaństwa, jego celem było przygotowanie „ludu” do życia w demokracji. Tomy encyklopedii drukowano na zwykłym papierze, z małą liczbą ilustracji i dzięki temu za przystępną cenę. Nie obawiał się podjęcia żadnego tematu[43]. O wywrotowym potencjale encyklopedii świadczą starania państwa osmańskiego pod rządami sułtana Abdulhamida II, aby uniemożliwić ich wwóz do kraju. Przy odrobinie sprytu można było oczywiście zdobyć te dzieła w obrocie księgarskim także w Turcji. Jeden ze szczęśliwców, którym się to udało w latach 90. XIX w., sfinansował zakup 17-tomowego „Larousse’a” z honorarium za przekład na zlecenie dworu 3500 stron powieści kryminalnych, natomiast inny miłośnik francuskiej encyklopedii sprowadził ją w częściach w listach[44].

Jak się ma do nowych trendów panujących w Europie inna wielka tradycja encyklopedyczna, mianowicie tradycja chińska? Encyklopedie (leishu) – niekiedy bardzo obszerne – które w Chinach zaczęto wydawać najpóźniej od XI stulecia, były zbiorami – czasem bardzo obszernymi – wiadomości i wypisów ze starszego piśmiennictwa reprezentującego wszystkie dziedziny wiedzy. Miały one służyć przygotowaniu kandydatów na urzędników do egzaminów państwowych. W odróżnieniu od Europy, gdzie zbudowana z uporządkowanych alfabetycznie haseł encyklopedia stała się – najpóźniej wraz z opublikowaniem w latach 1751-1780 wielkiego dzieła zbiorowego d’Alemberta i Diderota, czyli Encyclopédie – organem publicznego raisonnement oraz forum postępu naukowego, encyklopedie chińskie służyły bezkrytycznej, tezauryzacji uzupełnianego wciąż nowymi przypisami, uświęconego tradycją zasobu wiedzy. Gdy w XX w. także w Chinach zaczęły powstawać dzieła podręczne zachodniego typu, gatunek leishu zaniknął[45]. Także w odniesieniu do języków europejskich, co dostrzeżono i doceniono dopiero w romantyzmie, w XIX stuleciu położono podwaliny pod coś, co w Chinach istniało już od dawna, a przynajmniej od czasu opublikowania wielkiego słownika, którego stworzenie zlecił około 1700 r.cesarz Kangsi: kompletny zbiór wszystkich pisemnych środków wyrazu jednego języka. Jakob Grimm, który rozpoczął realizację podobnego zamierzenia w 1852 r. w postaci Deutsches Wörterbuch, oraz James Murray, który w 1879 r. przystąpił w anglofońskim kręgu kulturowym do wydawania Oxford English Dictionary, należą do niezmiennie wpływowych i szanowanych herosów kultury w tamtej epoce.

Jak w epoce nazywanej często epoką nacjonalizmu był możliwy uniwersalizm ogromnego spichlerza wiedzy? Współcześnie można o XIX stuleciu myśleć w perspektywie globalnej, ponieważ ono samo tak o sobie myślało. Uniwersalizm bibliotek, wystaw i encyklopedii oznaczał nową fazę w rozwoju opartego na wiedzy społeczeństwa w Europie. Najważniejsze prądy umysłowe epoki – pozytywizm, historyzm i ewolucjonizm – zgadzały się z sobą co do akumulacyjnego i jednocześnie krytycznego pojęcia wiedzy, które wynikało z traktowania jej jako czegoś publicznie ważnego. Wiedza powinna kształcić oraz być użyteczna. Nowe media pozwalały na łączenie starego z nowym. W żadnej innej cywilizacji rozwój kultur uczoności nie poszedł w podobnym kierunku. Wykształcone elity w niektórych cywilizacjach, m.in. japońskiej i chińskiej, były przygotowane do aktywnego współuczestnictwa w transferze nowego europejskiego konceptu wraz z przynależnymi doń instytucjami. Ten transfer zaczął się w ostatnim trzydziestoleciu XIX stulecia, aczkolwiek godne uwagi rozmiary przybrał w większości krajów zamorskich dopiero po przełomie wieków. Wiek XIX był stuleciem pielęgnowanej pamięci. Między innymi dlatego jest on obecny w teraźniejszości. Stworzone przezeń instytucje, które zajmują się gromadzeniem i wystawiennictwem kwitną nadal, choć niekoniecznie realizują wytyczone im niegdyś cele.

3. Opis, reportaż, „realizm”

Nie sposób nie zauważyć jeszcze jednej pozostałości XIX w., a mianowicie obszernych opisów i analiz, których autorami byli współcześni. Obserwacja samego siebie ani nie należała do przywilejów, ani do osobliwości XIX stulecia. Od czasów Herodota, Tukidydesa, Arystotelesa, Konfucjusza i staroindyjskiego doradcy państwowego Kautilji w wielu cywilizacjach podejmowano nieustannie próby przemyślenia swoich czasów i opisania ich w kategoriach otaczającego świata. Nowością w europejskim XIX w.było to, że poza obrębem raczej normatywnie zorientowanej filozofii politycznej i społecznej powstawały nauki, które stawiały sobie za cel opisywanie teraźniejszości oraz odnajdywanie pod powierzchnią zjawisk wzorców i prawidłowości. Od czasów Machiavellego nie brak w Europie prób ustalenia, jak naprawdę funkcjonują polityka i życie społeczne. Najlepsi pisarze podróżni już w XVII w. wykazywali głębokie zrozumienie mechanizmów działania społeczeństw nieeuropejskich. W samej Europie Monteskiusz, Turgot, francuscy fizjokraci, XVIII-wieczni ekonomiści angielscy, szkoccy i włoscy oraz niemieccy i austriaccy kameraliści i statystycy („statystyka” oznaczała podówczas zestawianie danych także nienumerycznych) wnieśli poważny wkład do opisu realnych stosunków społecznych. Badali państwo i społeczeństwo takimi, jakimi one w ich oczach były, a nie jakimi być powinny. To co Joseph Alois Schumpeter w swoim niezrównanym dziele na temat historii myśli ekonomicznej nazywa „badaniem realiów” (factual investigation) w odróżnieniu od „teorii”, przybrało w XIX w. nowe wymiary i zyskało nowe znaczenie[46]. Europejczycy wytworzyli w XIX stuleciu o wiele więcej materiałów związanych z samoobserwacją i samoopisem niż we wcześniejszych stuleciach. Powstały nowe gatunki: reportaż społeczny oraz nasycona empirią ankieta. Uwaga skupiała się na warunkach życia dolnych warstw społecznych. Autorzy o przekonaniach zarówno konserwatywnych, jak i radykalnych krytycznie przyglądali się mieszczaństwu, z którego na ogół sami się wywodzili. U najważniejszych analityków rzeczywistości politycznej i społecznej – Thomasa Roberta Malthusa, Georga Wilhelma Friedricha Hegla, Alexisa de Tocqueville’a, Johna Stuarta Milla, Karola Marksa, Alfreda Marshalla oraz czołowych przedstawicieli niemieckiej „szkoły historycznej” w obrębie ekonomii politycznej, w tym młodego Maksa Webera – teoretyczne poszukiwania związków oraz badanie faktów pozostawały ze sobą w ścisły związku. Typowy dla owej epoki kierunek w filozofii zwany pozytywizmem uczynił z połączenia badania faktów z tworzeniem opartego na kategoriach ładu swój program.

Panorama społeczna i reportaż społeczny

Dokładna obserwacja znalazła literacki wyraz w szczególnej formie, jaką była panorama społeczna. Już w przededniu rewolucji francuskiej Sébastien Mercier, autor dwunastotomowego Tableau de Paris (1782-1788), gigantycznego fresku pokazującego wewnętrzne życie metropolii, stworzył wzorzec tego gatunku. Mercier nie filozofuje na temat miasta, lecz – jak sam powiada – prowadzi w nim dotyczące go badania (recherches), zaglądając za fasady i przyglądając się wyobrażeniom o sobie. „Gdyby istniało coś takiego jak historia społeczna uwagi”, napisał romanista Karlheinz Stierle w swojej książce o obrazach paryskich wnętrz, „to Mercier znalazłby się w niej jako wielki odkrywca nowego pola uwagi”. Mercier wykonał „różnicującą pracę”, dzięki której miasto jako takie pojawiło się jako gigantyczny kosmos społeczny. Rétif de la Bretonne przejął w swoich Nuits de Paris ou le spectateur nocturne (1788) literacką metodę Merciera, przedstawiając w postaci fikcjonalnej narracji nocny alternatywny świat metropolii[47]. W następnych dziesięcioleciach reportaż społeczny wyzbył się wielu ambicji literackich. Relacja z hiszpańskiej wyspy niewolników Kuby – napisanej w 1804 r. przez Alexandra von Humboldta – po wrażeniach z podróży, którą odbył w latach 1800-1801, i opublikował (w języku francuskim) w 1825 r., była utrzymana w neutralnym tonie krajoznawczego sprawozdania. Humboldt zrezygnował z udramatycznienia bądź nasycenia sentymentalizmem w istocie bezkompromisowej krytyki niewolnictwa, dzięki czemu fakty przemówiły z tym większą siłą[48]. W 1807 r. lekarz Francis Buchanan opublikował bardzo szczegółowy, precyzyjnie rekonstruujący mechanizmy codziennego życia opis społeczeństwa agrarnego w południowych Indiach. Był to efekt obejmujących duże połacie subkontynentu badań, które Buchanan przeprowadził na zlecenie władającej wielkimi połaciami subkontynentu Kompanii Wschodnioindyjskiej[49]. W ten sposób z kombinacji znanej Humboldtowi jeszcze ze studenckich czasów „wiedzy o państwie” i perspektywy etnograficznej powstawały w przestrzeni politycznej pierwsze „nowoczesne” reportaże społeczne.

Młody syn fabrykanta Fryderyk Engels przedstawił w 1845 r. w swej rozprawie Położenie klasy robotniczej w Anglii „klasyczne stosunki w obrębie proletariatu Imperium Brytyjskiego”[50], czyniąc to w formie łączącej cechy opisu podróży do dalekiego kraju z cechami urzędowych Blue Books, czyli sporządzanych na zlecenie parlamentu sprawozdań, które jeszcze dzisiaj należą do standardowych źródeł angielskiej historii społecznej XIX wieku. Indywidualne losy ludzi znanych z imienia i nazwiska zapewniły oskarżeniu Engelsa siłę wyrazu. Podobnie postąpił później pisarz i dziennikarz Henry Mayhew, który w latach 1861-1862 opublikował czterotomową encyklopedię dolnych warstw społecznych w Londynie pt. London Labour and the London Poor, do której materiału dostarczyły dwunastoletnie obserwacje i systematycznie przeprowadzane wywiady. O swoim dziele Mayhew z dumą mówi, że jest to „pierwsza próba historii ludu z jego własnych ust”[51]. Inżynier górnictwa Frédéric Le Play, który w latach 30. XIX w. zaczął badać warunki życia utrzymujących się z pracy rąk grup ludności w różnych krajach europejskich, stworzył na podstawie dogłębnej wiedzy wnikliwe portrety społeczne nomadów na Uralu, nożowników z Sheffield i węglarzy w Austrii[52]. Bogaty kupiec i armator Charles Booth z Liverpoolu, dążący z pobudek religijnych i filantropijnych do przeprowadzenia reform politycznych, zabiegał o większą analityczną klarowność szczegółowych opisów życia londyńskich biedaków. Dane opublikował w latach 1889-1891 po siedemnastu latach badań. Trzecie wydanie jego wielkiego dzieła Life and Labour of the People in London (1902-1903) liczy siedemnaście tomów. Booth zarzucił czytelnika mnóstwem szczegółowych danych, rezygnując z epatowania grozą i sentymentalizmem. W swym dziele naszkicował raczej sylwetkę niż panoramę późnowiktoriańskiego Londynu. W odróżnieniu od impresjonistycznego Mayhewa, Booth posługiwał się metodami statystyki społecznej oraz precyzyjnym modelem klas społecznych. Rozróżniał rozmaite typy ubóstwa; to on jest autorem używanego także dzisiaj pojęcia „granicy ubóstwa” (line of poverty). W ten sposób dokonało się przejście od reportażu społecznego do empirycznego i społecznonaukowego studium (social survey).

Realizm literacki

Krewniaczką reportażu społecznego jest powieść realistyczna, jedna z najbardziej charakterystycznych form artystycznych w XIX-wiecznej Europie. Szuka ona kontaktu z „prawdziwym życiem”, które nie ma być po prostu odtworzone, ale zbadane z uwzględnieniem kształtujących je wewnętrznych sił społecznych i psychologicznych[53]. Honoré de Balzac dokonał w opublikowanym w latach 1829-1854 cyklu powieściowym Komedia ludzka wiwisekcji współczesnego mu społeczeństwa francuskiego. Wolf Lepenies pisze w swoim studium poświęconym socjologii w XIX w.,że pisarz ten „z odrobiną ironii i dużą pewnością siebie” określał siebie jakodocteur ès sciences sociales. W 91 powieściach i nowelach wchodzących w skład Komedii ludzkiej Lepenies odnajduje „system społeczny”, dostrzegając w literackiej formie „dokładny odpowiednik tego, do czego Comte, twórca dyscypliny, dąży w swej socjologii”[54]. Zanim socjologia powstała jako dyscyplina naukowa (Comte stworzył to pojęcie w 1838 r.), to właśnie literaci byli prawdziwymi specjalistami od sfery społecznej, stając także później do produktywnej rywalizacji z socjologami. Między Sense and Sensibility Jane Austen (1811) a Buddenbrookami Tomasza Manna (1901) i Matką Maksyma Gorkiego (1906-1907) ciągnie się długi łańcuch powieści „społecznych”, z których można było się dowiedzieć o normach, zachowaniach, różnicach statusu i materialnych warunkach życia równie wiele jak z dzieł uczonych zajmujących się społeczeństwem. James Fenimore Cooper, Henry James, Karol Dickens, George Eliot, Anthony Trollope, Gustave Flaubert, Émile Zola, Iwan Turgieniew, Lew Tołstoj i Theodor Fontane należą do najważniejszych świadków historii społecznej, towarzyskiej i mentalnej XIX stulecia.

Jak dalece ukazująca teraźniejszość „realistyczna” powieść weszła w wymiar uniwersalny, przekraczając granice trzech dla niej najważniejszych literatur narodowych: francuskiej, angielskiej i rosyjskiej?[55] W niektórych środowiskach kulturowych zakorzeniła się już w XIX stuleciu, w innych później albo wcale. W USA powieść realistyczna stała się po zakończeniu wojny secesyjnej w 1865 r. narzędziem krytyki kulturowych konwencji i niszczenia społecznych wartości przez nieokiełznany indywidualizm[56]. W Europie istnieją poważne literatury narodowe, takie jak włoska i węgierska, w których realistyczna proza społeczna, a tę należałoby odróżnić od powieści historycznej bądź psychologicznej, stanowiła w XIX w. zjawisko marginalne. Z drugiej strony w mniej znanych literaturach można znaleźć przykłady powieści, w których głęboko przemyślano ówczesne problemy społeczne. Bezpośrednim kontynuatorem Balzakowskiej Komedii ludzkiej okazuje się Portugalczyk José Maria Eça de Queiros, który w cyklu Cenas de vida portuguesa („Obrazy z portugalskiego życia”) podjął próbę stworzenia panoramy wszystkich warstw ówczesnego społeczeństwa portugalskiego. Niewiele z niej wyszło, poza ukazującą salonowe życie Lizbony lat 70. powieścią Os Maias („Maiasowie”, 1888). W Polsce Bolesławowi Prusowi udało się w Lalce (1887-1889) nadać bieżącym problemom kształt estetyczny, przy czym szczególnie ostro zostały w niej zarysowane stosunki między szlachtą i mieszczaństwem. Porównywalne miejsce w literaturze norweskiej zajmuje powieść Garman & Worse (1880). Ta kupiecka powieść o zacięciu satyrycznym była inspiracją dla Tomasza Manna, gdy przygotowywał się do pisania Buddenbrooków. W Chile powieść Martin Rivas (1862) Alberto Blest Gana, pierwsza hispanoamerykańska powieść realistyczna, jest zwierciadłem transformacji kraju przechodzącego od ustroju agrarno-patriarchalnego do zdeterminowanej przez kapitalizm formy społeczeństwa. Wyjątkową rangę ma w literaturze holenderskiej powieść Max Havelaar, którą Eduard Douwes Dekker opublikował w 1860 r. pod pseudonimem Multatuli. Dzieło to, mistrzowskie pod względem formalnym i stylistycznym, uchodzi dziś za najważniejszy tekst prozatorski w XIX-wiecznej literaturze holenderskiej. Jednocześnie bezwzględne obnażenie holenderskiej polityki kolonialnej w Indiach Wschodnich, dzisiejszej Indonezji, miało wpływ na rzeczywistość. Atak Multauliego spotkał się z szerokim poparciem tak opinii publicznej, jak i parlamentu, przyczyniając się do zaniechania w koloniach niektórych najgorszych praktyk.

A jak to wyglądało w tych kulturowych środowiskach w Azji i Afryce, które około XIX w. zetknęły się z Europą? W dominiach Imperium Brytyjskiego powstawała literatura osadnicza; rdzenna ludność zabrała głos dopiero w XX w. Stosunki panujące w Afryce Południowej zostały opisane od środka po raz pierwszy w 1883 r. w powieści Story of an African Farm Olive Schreinera. XIX-wieczne powieści australijskie przedstawiają losy zesłańców. Klasyczną pozycją w tej dziedzinie jest w Australii oparta na faktach powieść For the Term of His Natural Life (1870-1872) Marcusa Clarke’a. Sara Jeanette Duncan przedstawia w powieści The Imperialist (1904) powstawanie kanadyjskiej świadomości narodowej. Zwieńczeniem wielkiej chińskiej tradycji powieściopisarskej epoki Ming i wczesnej epoki Qing stała się niezwykle inspirująca powieść rodzinna Honglou Meng („Marzenie Czerwonej komnaty”), która za życia jej autora Cao Xueqina (1715-1764) krążyła tylko w postaci odpisów.Od wydrukowania w 1792 r. jest ona w Chinach niezmiennie jedną z najpopularniejszych powieści. W XIX w. niewiele się zmieniło. Przemiany wywołane ingerencją Zachodu późno znalazły odzwierciedlenie w utworach powieściowych. Wielka chińska powieść o powstaniu tajpingów albo o wyzwaniu, jakie stanowiła działalność chrześcijańskich misjonarzy, nigdy nie została napisana. Za pierwszy utwór, który zmierzył się z nowymi stosunkami, uchodzi powieść Haishang hua liezhuan („Przykładne biografie kwiatów w Szanghaju”, 1894) pióra Hana Bangqinga. Jej akcja rozgrywa się w środowisku kurtyzan i ich patronów w mieszanej chińsko-zachodniej społeczności Szanghaju. Bezpośrednio po przełomie wieków, który ze względu na powstanie bokserów stanowi głęboką cezurę w dziejach Chin, zaczęły się ukazywać powieści, w których współczesne stosunki odmalowano w ciemnych barwach. Henhai („Morze zgryzoty”, 1905) Wu Woyana, najpłodniejszego podówczas chińskiego romansopisarza, to jeden z najbardziej znanych utworów tego rodzaju, którego tytuł dobitnie wyraża powszechny w owym czasie nastrój[57]. W sumie powieść społecznokrytyczna w Chinach nie była głównym importem z Zachodu. Nawiązywała ona do rodzimej tradycji powieściopisarstwa, która w Chinach narodziła się w XVI w. niezależnie od europejskich wpływów. Jednakże czołową rolę wśród gatunków literackich porównywalną z pozycją powieści realistycznej w Europie zdobyła dopiero w latach 30. XX w.

W Japonii układ gatunków literackich wyglądał inaczej niż w Chinach i Europie. Proza powieściowa osiągnęła tu doskonałość już w XI w. w utworach kilku dam dworu (zwłaszcza Genji monogatari pióra Murasaki Shikibu). Jednakże w epoce Tokugawa to liryka i dramat cieszyły się największym poważaniem. Po otwarciu Japonii na Zachód, zwłaszcza po roku 1868, który uważa się za rok narodzin współczesnej literatury japońskiej, rodzime gatunki prozy narracyjnej zostały o wiele szybciej niż w Chinach wyparte przez formy oparte na wzorcach zachodnich. Pierwszą współczesną powieścią japońską, napisaną niemal potocznym, zrozumiałym także dla mniej wykształconych czytelników językiem, był utwór Ukigomo („Ulotne chmury”, 1885-1886) Futabatei Shimei. Gdy po wojnie chińsko-japońskiej w latach 1894-1895 mimo albo właśnie wskutek zwycięstwa Japonii wyraźnie dały o sobie znać wewnętrzne sprzeczności związane z modernizacją, wielu autorów sięgnęło do tematów społecznych, osadzając wszakże akcję utworów na ogół w wąskim kręgu przyjaciół i rodziny. U japońskich autorów z późnej epoki Meiji próżno by szukać szerokiej panoramy społecznej, takiej jak u Balzaca albo Zoli[58].

Opisy podróży

W XIX w. oraz dla współczesnych historyków, którzy się nim zajmują, nieodzownym źródłem wiedzy o świecie była – obok powieści realistycznej – literatura podróżnicza. Mimo to, jej znaczenie nieco zmalało w porównaniu z wczesną nowożytnością, gdy relacje z podróży były w gruncie rzeczy jedynym źródłem informacji o odleg­łych częściach świata. Niemniej jednak niektóre utwory podróżne zyskały także w XIX w. rangę literatury światowej i jednocześnie posiadają ogromną wartość jako źródła. Przykładem w dziedzinie podróży europejskich może być niesłychanie pouczająca książka o Niemczech Madame de Staël (d’Allemagne, 1810), natomiast w odniesieniu do podróży do dalekich krajów i po dalekich krajach – opis wyprawy do Ameryki Południowej w latach 1799-1804 Alexandra von Humboldta, dzienniki wyprawy przez kontynent północnoamerykański, którą między majem 1804 i wrześniem 1806 r. na zlecenie prezydenta Jeffersona odbyli Meriwether Lewis i Wiliam Clark, relacja młodego francuskiego sędziego Alexisa de Tocqueville’a z USA, które odwiedził w latach 1831-1832, podróż badacza natury Karola Darwina na wyspy Galapagos w latach 1831-1836, doniesienia Heinricha Bartha z Północnej i Środkowej Afryki, którą wizytował w latach 1849-1855 w służbie brytyjskiej, relacja sir Richarda Burtona z wizyty w Mekce i Medynie w 1853 r., encyklopedyczny opis wyspy Jawa, którą Franz Junghuhn odwiedził w latach 50. oraz opublikowana w latach 1862-1872 relacja westfalskiego barona Augusta von Haxthausen, który podróżując po kontynentalnej Rosji, przebył ponad 10 tys. kilometrów. Dopiero jego studium uświadomiło miejskim intelektualistom w Cesarstwie Rosyjskim[59], w jakich warunkach żyją ich chłopscy współobywatele. Należałoby też wspomnieć pięciotomowe dzieło Ferdynanda barona Richthofena o Chinach (1877-1912), do którego materiału dostarczyły podróże autora w latach 1862-1872, gdy tylko niewielu Europejczyków widziało na własne oczy wewnętrzne prowincje Chin[60]. Wspólnym mianownikiem tych wszystkich tekstów jest patos odkrywców, który w kolejnych pokoleniach podróżników był coraz mniejszy i dziś jest już niemal niewyczuwalny. Wszystkich autorów (z wyjątkiem nieco dwuznacznej postaci awanturnika Burtona) łączy rygorystyczne samopodporządkowanie się zasadom naukowości. Wiele spośród tych „wielkich” podróży przedsiębrali młodzi ludzie, dla których miały one stanowić podstawę do późniejszych karier akademickich. Nigdy podróżowanie nie miało w Europie tak silnego wpływu na autorytet podróżujących uczonych, jak w stuleciu po wyprawie Humboldta do Ameryki.

W odróżnieniu od wczesnej nowożytności, w XIX stuleciu Europę zaczęło odwiedzać coraz więcej zamorskich gości, którzy opisywali ją na użytek swoich ziomków. Byli to chińscy posłowie, japońscy ministrowie, indyjscy i północnoafrykańscy uczeni, król dzisiejszej Botswany oraz orientalni władcy: sułtan Imperium Osmańskiego (Abdülaziz, który odwiedził Paryż w 1867 r. z okazji Wystawy Światowej, był pierwszą turecką głową państwa wizytującą chrześcijańską Europę), szach Iranu Nasir al-Din, który trzykrotnie (1872, 1878 i 1889) odwiedził Europę, prowadząc dziennik podróży i nakazując to także swoim dworzanom oraz król Syjamu Chulalongkorn, niezwykle bystry obserwator, który w 1897 r. pierwszy raz przybył z wizytą do Europy[61]. Wizerunek Zachodu w krajach ojczystych kształtowali też uczeni z Azji, tacy jak Bengalczyk Ram Mohan Roy, który w 1831 r. odwiedził Anglię (zmarł w Bristolu w 1833 r.) oraz urzędnik niższego szczebla Li Gui, który jako pierwszy Chińczyk przedsięwziął w latach 1876-1877 podróż dookoła świata, relacjonując ją w opublikowanym dzienniku[62]. Poważna literatura poświęcona podróżowaniu i wzajemnej obserwacji powstawała także w Azji Wschodniej. Na przykład Fu Yunlong, który w latach 1887-1889 odbył z ramienia chińskiego rządu podróż po Japonii i Ameryce Północnej, a potem był szefem departamentu w Ministerstwie Wojny, napisał trzydziestotomowe dzieło krajoznawcze poświęcone Japonii. Japończycy równie obszernie opisywali wschodnie połacie kontynentu azjatyckiego[63].

Największą grupę podróżnych przybywających do Europy tworzyli oczywiście Amerykanie. Jedni, czy to z obszaru iberoamerykańskiego, czy to północnoamerykańskiego, szukali korzeni własnej kultury, inni – z Markiem Twainem na czele – przyjeżdżali przekonani o wyższości młodszego i lepszego świata. W drugiej połowie XIX w. Europejczycy nie musieli już tworzyć fikcji „obcych luster” w manierze Monteskiuszowych Listów perskich (1721), w których mogliby się przeglądać niczym w krzywym zwierciadle. Reszta świata zaczęła głośno mówić, co myśli o Europie. Czyniła to także w koloniach, najpierw w Indiach Brytyjskich, które wyróżniały się spośród innych obszarów kolonialnych najbardziej zeuropeizowaną warstwą wykształconą i najżywszą polityczną i literacką przestrzenią publiczną[64]. W XIX w. azjatyckie reakcje na Europę nie składały się jeszcze na jakiś system „nauk o Zachodzie”, który można by przeciwstawić powstającej europejskiej orientalistyce. Tylko w Japonii istniały ku temu podstawy w postaci „studiów holenderskich” (rangaku), które zaczęto uprawiać w XVIII w., obserwując osiadłych w Nagasaki i mających tylko tam prawo uprawiania handlu Holendrów oraz zgłębiając przywiezioną przez nich literaturę[65]. Gdy północnoamerykańscy geografowie zaczęli się zajmować Europą, posłużyli się w tym celu europejskim instrumentarium naukowym.

Pomiar i kartografowanie

Podróżni badacze, akademiccy geografowie oraz inni pisarze zajmujący się Ziemi opisywaniem stanowili, patrząc globalnie, jeszcze w XIX w. najliczniejszą klasę zbieraczy danych w Europie. Coraz silniejsze powiązanie ich działalności z imperialnymi i kolonialnymi projektami wielkich mocarstw nie jest żadnym zaskoczeniem[66]. Zgodnie ze swą istotą geografia była z jednej strony dyskursem globalnym, w coraz większym stopniu imperialnym, który naturalnie z równym powodzeniem można było krytycznie obrócić przeciwko europejskiemu podbojowi świata, o czym świadczą prace prominentnych niemieckich geografów pierwszej połowy XIX w. Carla Rittera i Alexandra von Humboldta. Historia geografii to jednocześnie historia jednego z największych sukcesów naukowych w XVIII i XIX stuleciu, który polegał na dokładnym opisie naturalnej i społecznej rzeczywistości. Dał on Europie do ręki jeden z najmocniejszych atutów w rywalizacji z innymi cywilizacjami. Jeśli nawet badacze „w polu” postępowali nierzadko irracjonalnie i ulegali najróżniejszym aberracjom, to i tak ich działalność przynosiła w sumie kolosalny zysk w postaci dokładnej wiedzy o świecie[67]. Nigdzie nie był on tak widoczny, jak w dziedzinie kartografii[68]. Pomiar i skartografowanie całej powierzchni lądowej i morskiej kuli ziemskiej było jednym z największych wspólnych projektów nowożytnej nauki, którego realizacja pozostawała w ścisłym związku z morskim podbojem świata przez Europejczyków. Zaczęło się od map portugalskich i hiszpańskich, po 1700 r. Holendrzy zaczęli realizować plan globalnego opisania świata, a XVIII w. przyniósł dalszy postęp w tej dziedzinie dzięki ulepszeniu technik pomiarowych i wydłużeniu zasięgu podejmowanych przez Europejczyków morskich podróży. Rozciągające się na południe od Sahary połacie Afryki, które długo uchodziły za „najciemniejszy” region na świecie, zmierzono w miarę dokładnie w latach 80. XIX w. O ile XVIII w. był okresem rewolucji w dziedzinie technik mierniczych i kartografii, o tyle w XIX w. nadszedł czas wykorzystania tych instrumentów w skali globalnej. Dzięki podróżom i systematycznie prowadzonym pomiarom stało się możliwe podjęcie próby kompletnego skartografowania świata. Pod koniec XIX w. powstał kartograficzny obraz całego globu, który pozostał niedościgniony aż do czasów wynalezienia kartografii satelitarnej i komputerowego kreślenia map. W wielu europejskich projektach kartograficznych brali udział także nie-Europejczycy jako informatorzy, zbieracze materiałów, doradcy i naukowi partnerzy. Na ogół zajmowali oni formalnie podrzędne stanowiska, lecz bez ich pomocy pełne odwzorowanie planety nigdy by się nie powiodło.

Samodzielne pomiary i prace kartograficzne o dokładności odpowiadającej europejskim standardom prowadzono poza sferą Okcydentu najpierw – i przez długi czas tylko tam – w Japonii początkowo jako przedsięwzięcie prywatne. Impulsem do ich podjęcia stała się niepokojąca obecność u wybrzeży japońskich w latach 90. XVIII w. rosyjskich okrętów. Dopiero za czasów dynastii Meiji, czyli po 1868 r., kartografia stała się projektem narodowym, wspieranym wydatnie przez państwo[69]. Spośród nieeuropejskich tradycji naukowych nauka chińska miała największe możliwości, aby stworzyć „nowoczesną” geografię. Nasycone wiedzą empiryczną opisy urzędowych okręgów należały do obowiązków tamtejszych urzędników. Geografia wychodziła naprzeciw potrzebom opartego na doświadczeniu poznania (uczoności typu kaozeng), które w późnym XVII w. stało się dominującą formą aktywności akademickiej, w stopniu porównywalnym jedyne z drobiazgową analizą filologiczną zabytków piśmiennictwa[70]. XIX-wiecznej geografii chińskiej zabrakło jednakże wielkich zleceń państwowych, które były charakterystyczne dla Europy[71]. Chińskie