Wydawca: Słowo/obraz terytoria Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2017

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 86 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Historia Jakuba - Tadeusz Słobodzianek

Opowieść inspirowana faktami o księdzu i filozofie, który dowiaduje się, że nie jest tym, kim jest. Próbuje odkryć swoją prawdziwą tożsamość, ale we współczesnym świecie, w którym trzeba jasno określić swoje pochodzenie, wiarę czy narodowość, zaczyna coraz bardziej odczuwać swoją inność i obcość, a próby scalenia swojej  osobności w spójną całość raz po raz narażają go na nieoczekiwane sytuacje i przygody, które od tragizmu chroni śmiech i tocząca się wartko, niemalże burleskowa akcja.

Opinie o ebooku Historia Jakuba - Tadeusz Słobodzianek

Fragment ebooka Historia Jakuba - Tadeusz Słobodzianek

Gdy dowiedziano się w Izraelu o wyroku wydanym przez króla, zaczęto się go bać, bo wiedziano, że rozstrzyga sprawy według mądrości Bożej.

I Księga Królewska 3, 28

AKTORZY

PIERWSZY – Marian / Jakub

DRUGI – Tata / Proboszcz / Ojciec Rektor

TRZECI – Prorektor / Urzędnik / Biskup / Arcybiskup Paryża / Stryj Noam / Rabin / Ojciec

CZWARTY – Józek / Wikary / Esbek / Siostra Anna / Kuzyn Cwi / Abram / Brat Daniel / Samuel

PIERWSZA – Mama / Gospodyni / Siostra Genowefa/ Ciocia Roza

DRUGA – Nauczycielka / Hania / Żona Urzędnika / Nina / Siostra Nela / Dina / Inez / Matka

TRZECIA – Stefa / Księgowa / Siostra Judyta

oraz zakonnice, esbecy, internauci, Żydzi z kibucu „Tirat Yehuda” i bracia ze Wspólnoty Jakubowej

I

MARIAN

Opowiem wam moją historię.

Nazywam się Marian.

To moja mama.

To mój tata.

To moja siostra – Stefa.

Mam wtedy siedem lat.

Mama, a dlaczego nazywam się Marian?

MAMA

Nazywasz się Marian na cześć mamy Pana Jezusa.

MARIAN

A kto to Pan Jezus?

MAMA

Pan Jezus to Syn Boży, którego Żydzi ukrzyżowali dla naszego zbawienia.

TATA

W co ty grasz, mama?

MAMA

Tak trzeba, tata.

MARIAN

A kto to Żydzi, tata?

TATA

Żydzi to Żydzi, Marian.

STEFA

Żydzi to Żydzi, Marian.

MARIAN

A ja do kogo jestem podobny? Do mamy czy do taty?

STEFA

Ja jestem podobna do taty, a oczy mam po mamie. Ty do nikogo nie jesteś podobny. Prawda?

MARIAN

Jak ja jestem Żydem, to zobaczycie, co sobie zrobię!

II

MARIAN

W szkole miałem piątki. Ze wszystkich przedmiotów. Udzielałem się też artystycznie. Na czterdziestą rocznicę Rewolucji Październikowej recytowałem wiersz Władysława Broniewskiego, a kolega towarzyszył mi na akordeonie.

Kłaniam się rosyjskiej rewolucji

czapką do ziemi,

po polsku…

Kolega na jednej z prób pokazał mi na akordeonie parę dźwięków i od razu powtórzyłem.

NAUCZYCIELKA

Talent, Marian. Talent do muzyki. Ucz się. Porozmawiam z mamą. Warto!

MARIAN

Boże, talent. A po kim? Przecież nie po mamie ani po tacie. Bo nawet w kościele fałszują. Może mamę zgwałcił jakiś Cygan?

Mama, chcę grać na akordeonie. Nauczycielka powiedziała „talent”.

MAMA

Boże, a wiesz, ile akordeon kosztuje?

MARIAN

Jak mi nie kupicie, to zobaczycie, co sobie zrobię!

Wchodzą Ojciec i Stefa.

MAMA

Marian chce grać na akordeonie. Nauczycielka powiedziała „talent”.

TATA

Boże, akordeon kosztuje tyle, co krowa.

MARIAN

Odkupię, jak dorosnę. Będę drugim Parduchinem i zarobię furę pieniędzy.

STEFA

Ja też chcę akordeon. I furę pieniędzy! Tylko Marian i Marian wszystko! A ja?

MARIAN

Ty nie masz talentu, a ja mam!

MAMA

Boże, dzieci!

MARIAN

Postawiłem jednak na swoim. Rodzice sprzedali krowę i kupili osiemdziesięciobasowy akordeon Weltmeister Galotta z czerwonej masy perłowej. Do dzisiaj gram. Trochę.

III

MARIAN

Oprócz talentu muzycznego miałem talent aktorski. Występowałem w szkolnym teatrzyku. W Zemście grałem Papkina, a moja koleżanka Hania grała Klarę.

Dobrze nam się razem grało i odnieśliśmy w szkole sukces.

Hania, podobnie jak ja, dużo czytała. Rozmawialiśmy godzinami. O poezji. Teatrze. Teatr to świat. Aktorami – ludzie. Któregoś razu Hania przyszła do nas do domu. Mama upiekła szarlotkę.

TATA

A co będziecie robić po maturze?

HANIA

Chcę zostać aktorką. I Marian też.

TATA

Aktor? Dobre! Sława. Pieniądze. Trzy żony. W sam raz dla Mariana!

STEFA

A ja? Też chcę być aktorką!

MARIAN

Ty nie masz talentu. Ciebie nikt nie prosi, żebyś występowała.

MAMA

Marian aktorem?

HANIA

Marian ma piękny głos. Wszyscy chwalą. I urodę.

MAMA

Marian ma inne przeznaczenie.

HANIA

Jakie, proszę pani?

MAMA

Jakie Bóg da.

HANIA

Człowiek jest wolny, proszę pani. Ma wolną wolę. Może wybierać. Kształtować swoje przeznaczenie.

STEFA

A co będzie, jak nie zdacie do tej szkoły? Wiadomo, kogo tam przyjmują.

MAMA

Właśnie. Co zrobicie?

HANIA

Jak nie zdam? Będę bibliotekarką. Jak babcia. Cudowne zajęcie. Blisko książek. I jakie ważne dzisiaj, kiedy ludzie tak mało czytają.

TATA

A ty, Marian? Jak się nie dostaniesz na aktorstwo? Co będziesz robił?

MAMA

Marian będzie księdzem.

HANIA

Księdzem, proszę pani?

STEFA

Księdzem, mama?

TATA

Księdzem? Marian?

MARIAN

Ksiądz katecheta mówił, żebym został księdzem. Ty, Marian, zdawaj do seminarium, powiedział. Nadajesz się na księdza. Masz piękny głos.

TATA

Ale z tym głosem nadajesz się na aktora.

HANIA

Marian, mówiłeś, że chcesz być aktorem.

MAMA

Wola boska, Haniu! Przeznaczenie.

STEFA

Kto ma księdza w rodzie, tego bieda nie ubodzie.

HANIA

Marian, nie mówiłeś…

MARIAN

Hania, nie pytałaś…

HANIA

Pożegnam się. Dziękuję za szarlotkę. Dobranoc państwu.

Wychodzi.

TATA

Idź za nią!

MAMA

Ciemno!

STEFA

Blisko mieszka!

TATA

Idź za nią! Powiedz, że seminarium to żart. Chłopie, rusz się, bo całe życie będziesz żałował. Sprzedałem krowę na akordeon, sprzedam las koło jeziora. Jedź do Warszawy i zostań tym aktorem. Będziesz sławny – oddasz. Marian! Taka dziewczyna! Rusz się!

MARIAN

Spojrzałem na mamę. Patrzyła na obraz Jezus w Ogrójcu, który wisiał nad tapczanem. Tata był zły. Takiego nigdy go nie widziałem. Powiedziałem twardo: będę księdzem, tata.

STEFA

A jak zostaniesz biskupem, dasz siostrze zarobić?

MARIAN

Weź się, Stefa, lepiej do nauki! Nie musisz być kucharką albo sprzątaczką jak mama.

IV

MARIAN

Do seminarium w Olsztynie przyjęto mnie bez problemu. Wystarczył list polecający od proboszcza i świadectwo maturalne.

PROREKTOR

Wylatujecie z seminarium po trzecim przewinieniu. Spóźnieniu albo jakimś innym wygłupie. Regulamin wisi na tablicy. I plan zajęć. Aha, i pamiętajcie o silentium sacrum! Cisza ma być cisza. Bo może ktoś jednak będzie chciał coś poczytać albo pouczyć się, a nie tylko spać, ile się da. Są pytania?

MARIAN

Pytań nie było.

Z chłopakami w pokoju zaprzyjaźniłem się szybko. Dwóch było z mojego roku, Józek z trzeciego, i był naszym szefem, że się tak wyrażę.

Któregoś razu, kiedy byliśmy sami, powiedział:

JÓZEK

Powiem ci, co w seminarium najważniejsze. Możesz wylecieć za wszystko. Za spóźnienie na mszę albo na zajęcia. Za picie, palenie albo pedalstwo. Na terenie seminarium, rzecz jasna. Najczęściej jednak chłopaki wylatują za dupczenie w rodzinnej parafii. Jedziesz na święta, idziesz do kościoła, pomagasz służyć do mszy i wszystkie baby na ciebie lecą. Cholera wie, o co im chodzi. Że jesteś klerykiem, jeszcze nie księdzem? No i spróbuj zadać się z jedną. Od razu inna doniesie. I po ptakach. Na podstawie takiego donosu – zwłaszcza stare baby są tu strażnikami moralności – wylatujesz w czterdzieści osiem godzin. Żadnego odwołania. Nie ma litości. Seminarium to Kościół, a Kościół nigdy się nie myli, bo przez niego mówi Duch Święty. Dlatego, jeżeli chcesz się napić albo zadupczyć, musisz to robić tak, żeby nie wpaść. Najlepiej na mieście. W Olsztynie jest parę miejsc, gdzie nikt cię nie namierzy, akademiki, kluby studenckie, jakieś tancbudy. Najlepiej jednak pojechać do innego miasta. Warszawa, Kraków, a zwłaszcza Łódź dają tu największe możliwości. Musisz tylko dobrze się zamaskować. Oczywiście żadnej sutanny, koloratki, to chyba jasne. No i nie możesz się zakochać, bo wtedy wszystko szlag trafi. Baby są mściwe, a prorektor nie zna litości. Tu zresztą pojawia się druga kwestia. Najważniejsza. Kablowanie. Jeżeli wyprawiasz się na miasto, a zawsze wypuszczają po dwóch, musisz mieć zaufanego kumpla. A jeżeli masz powód, żeby mu nie ufać, musisz być szybszy. Pierwszy – donieść prorektorowi. Inaczej przegrałeś. Pamiętaj, kablowanie to wielka sztuka. Spowiedź jest tu najlepszym narzędziem. I ostatnia kwestia. Czerwoni, esbecja czają się na każdym kroku. Mogą podstawić dziewczynę. Postawić flaszkę. Poczęstować fajką w takim miejscu, że wszyscy zauważą. I wtedy jesteś ich. Oczywiście każdemu może się coś takiego przydarzyć. I jak się przydarzy, spokojnie, nie ma tragedii. Idziesz do prorektora i ze wszystkiego się spowiadasz. Prorektor umie docenić lojalność. Co mówię, prorektor! Kościół Matka Nasza. Za dobre rady odpalisz mi pół paczki. Jak dostaniesz z domu. Aha, i jakby co, tej rozmowy nie było.

MARIAN

Byłem w szoku. Pomyślałem jednak, że nie będę grzeszyć, oszukiwać i donosić. Będę się uczyć, uczyć i jeszcze raz uczyć.

V

MARIAN

Dwudziestego października odwiedził mnie tata. Przyjechał pożyczonym od kolegi samochodem. Ubrany w garnitur, białą koszulę i kapelusz. Wyglądał jak typowy wieśniak. Przywiózł z domu paczkę ze świeżo upraną bielizną, wędliny i szarlotkę. Pomógł mi wszystko zanieść do pokoju. Potem poszedł ze mną do kaplicy, zaczął się modlić i nagle się rozpłakał. Z jednej strony przestraszyłem się, z drugiej – było mi wstyd, że może ktoś zobaczy. Nie wiedziałem, co mam zrobić. Co jest, tata? Co się stało? Co złego zrobiłem?

TATA

Nie, synek. Nic złego.

MARIAN

Dlaczego płaczesz, tata?

TATA

Pomyślałem, że nie da się uniknąć tego, co nam przeznaczył Bóg. Nie w ludzkiej mocy. Jedno mnie boli, że będziesz nieszczęśliwy…

MARIAN

Będzie dobrze, tata…

TATA

Pamiętaj, podziel się paczką z kolegami w pokoju, ale pół szynki zanieś prorektorowi. I powiedz, że z własnej hodowli. Żeby spróbował.

MARIAN

Dobrze, tata.

Odprowadziłem go do samochodu i wróciłem do biblioteki.

Zrobiłem, jak kazał, wszystkim się podzieliłem, ale szarlotkę zjadłem sam.

Dwudziestego drugiego października, pamiętam dokładnie, na wykładzie z Etyki nikomachejskiej wywołał mnie dyżurny do prorektora, który w swoim gabinecie w milczeniu wręczył mi otwartą depeszę: „Tata nie żyje. Pogrzeb w piątek. Mama i Stefa”.

Przyszła mi wtedy do głowy myśl: „Zabiłem tatę!”.

PROREKTOR

Ile tata miał lat?

MARIAN

Pięćdziesiąt jeden.

PROREKTOR

Młody człowiek. Bądź dzielny. Wola boska.

MARIAN

Tata nie chciał, żebym był księdzem.

PROREKTOR

Tak jest często. Matki chcą, ojcowie różnie. Pojedziesz na pogrzeb. Pomyślisz. Jak wrócisz, wrócisz. Jak nie wrócisz, nie wrócisz. Bez wolnej woli nie byłoby Sądu Ostatecznego.

MARIAN

Kiedy przyjechałem do domu, tata leżał już w trumnie w stołowym, w tym samym garniturze, w którym odwiedził mnie ostatnio.

MAMA

Poszłam na plac Wolności po cukier. Kolejka była do Lenina. Stałam i stałam. Stefa w szkole. Wrócił z warsztatu po papierosy. Mówiłam, żeby tyle nie palił. Nigdy mnie nie słuchał. Zapalił na ganku, przewrócił się i uderzył głową w schody. Przyleciała sąsiadka i mówi: „Z pani mężem coś nie halo!”. Pędem do domu. A tam już pogotowie i milicja. Stwierdzili zawał. I wypadek.

STEFA

Boże, co teraz?

MARIAN

Nie wracam do seminarium. Tata nie chciał, żebym został księdzem. Strasznie płakał, jak był w Olsztynie. Modlił się w kaplicy i płakał. Mama, wracam do domu i idę do pracy.

MAMA

Nie, Marian, nie. Tata, jak wrócił z Olsztyna, powiedział, że jest dumny. Że tak sobie poradziłeś. Nie możesz odejść z seminarium.

STEFA

Co ludzie powiedzą?

MAMA

Jak nie dasz rady, trudno. Ale jak dasz?

MARIAN

Po pogrzebie wróciłem do seminarium i zabrałem się ostro do nauki. Postanowiłem, że udowodnię tacie, że zostanę księdzem, i udało się.