Herezje i prawdy - Stanisław Cat-Mackiewicz - ebook + książka

Herezje i prawdy ebook

Stanisław Cat-Mackiewicz

1,0

Opis

"Moich szkiców średniowiecza nie należy uważać za pracę historyka, lecz tylko publicysty. Pisałem je, aby zakwestionować zadawnione poglądy i wezwać do kontroli pewnych pojęć, które takiej rewizji jak najbardziej wymagają. Inteligentniejszy czytelnik stwierdzi, że ciągle wygłaszam protesty przeciw pojęciom ustalonym i zamarzniętym. Czytelnik mniej inteligentny będzie mówił i pisał, że o takiej lub takiej sprawie nie mam pojęcia, bo przecież „wiadomo jest, że było inaczej”.

Stanisław Cat-Mackiewicz

Herezje i prawdy mimo upływu pół wieku od momentu powstania są nadal świetną lekturą, (…) godną polecenia, mimo swoich śmiałych, nieraz może zbyt śmiałych hipotez, ocierających się prawie o historię alternatywną (...). Niniejsza książka jest także bez wątpienia wyrazem fascynacji Mackiewicza dynastią jagiellońską, a jednocześnie wyrazem tęsknoty za światem, który odszedł wraz z wybuchem drugiej wojny światowej i bezpowrotnie pogrzebał ideę jagiellońską.

prof. Jerzy Sperka

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 337

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




© Copyright by Aleksandra Niemczyk and Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2012

© Copyright for Średniowiecze w ujęciu Stanisława Mackiewicza Cata by Jerzy Sperka and Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków

2012 ISBN 978-83-242-1865-3

Opracowano na podstawie wydania: Stanisław Mackiewicz, Herezje i prawdy, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1962.

Wykorzystano reprodukcję pieczęci majestatycznej królowej Jadwigi Andegaweńskiej.

W książce zachowano styl Autora, uwspółcześniając jedynie pisownię i ortografię. Wyróżnienia w tekście są oryginalne. Przypisy i uwagi w nawiasach kwadratowych pochodzą od redakcji niniejszego wydania.

Opracowanie redakcyjne Jan Sadkiewicz

Projekt okładki i stron tytułowych Ewa Gray

Hipnoza słów a mroki średniowiecza

I

Człowiek piszący, literat, publicysta, uczony, powinien w słowach możliwie krótkich i zwięzłych powiedzieć coś, co by wyobraźnię, imaginację, inteligencję czytelnika zwróciło w odpowiednim kierunku. Przemówienie do słupa nie prowadzi do niczego. Każde pisanie, każde czytanie oparte jest na współpracy piszącego z czytającym.

Oto wypowiedziałem maksymę, którą proszę pamiętać, czytając to, co powiem poniżej.

Czechow pisze:

„Promienie księżyca odbijały się w pustym pudełku od sardynek rzuconym w kąt promu”.

To jest genialne wywołanie obrazu, którego szczegóły już winien sobie domalować czytelnik. Noc, rzeka, woda, spokój, pustka chwilowa, niedawna obecność niekulturalnej publiczności itd., itd. Wartości pracy pisarza nie powiększy się, gdyby chciał on opracowywać szczegóły dalsze: a co było widać z promu, a jak wyglądał przewoźnik i ile miał lat, ile stopni Celsjusza liczyła temperatura wody w rzece, ile miesięcznie zarabiał przewoźnik i jak dalece był on wykorzystywany przez kapitał prywatny, ile przeciętnie pasażerów przewoził prom, z jakiego drzewa był zbudowany i tysiące innych rzeczy.

Praca uczonego winna także polegać na wypowiedzeniu formuły, którą po swojemu zrozumie, uzmysłowi i uzupełni sobie czytelnik. Powtarzanie wszystkiego w kółko od Adama i Ewy jest najgorszą metodą w dydaktyce.

Innymi słowy – pisze się dlatego, aby nastawiać myśli czytelnika na pewien kierunek, aby potęgą krótkiego słowa hipnotyzować go.

W liście do Gawalewicza z kwietnia 1899 roku Sienkiewicz prosi o poczynienie pewnych poprawek w jego rękopisie i pisze:

„W samym zakończeniu zamiast: »bo nie odjęto jej Szczęścia«, powinno być: »bo nie odjęto jej i Pieśni, i Szczęścia«. Ta ostatnia zmiana konieczna”.

Istotnie różnica między jednym sformułowaniem a drugim jest ogromna: „bo nie odjęto jej Szczęścia” to obiektywna relacja, „bo nie odjęto jej i Pieśni, i Szczęścia” – to już nie obiektywizm, to liryka, to upoetyzowanie sytuacji, to nastrój irracjonalnie uczuciowy.

Oto przedstawiłem dwa przykłady, jak pisarz w słowach najkrótszych może wywołać w czytelniku nastrój odpowiedni i uczuciowy stosunek do opisywanego przez siebie tematu.

A teraz przejdźmy do tezy, iż nasi najwięksi pisarze skrzywili, spaczyli i zniekształcili nasz stosunek do średniowiecza i w jaki sposób to się stało.

II

Podziw mój dla Sienkiewicza jest bezgraniczny. Uważam, że w literaturze światowej nie ma takiego pejzażysty jak on. Krajobrazy i widoki, które stworzył, mają w sobie dużo z francuskiego impresjonizmu XIX wieku.

Jako budowniczy i rzeźbiarz zdania jest Sienkiewicz nieprześcigniony w naszej literaturze i chyba nigdy dościgniony nie będzie, chociaż mamy Paska, księdza Skargę. Być może mógłby się z nim równać Długosz, gdyby za jego czasów istniał w piśmie język polski. PiszącTrylogię, oparł się Sienkiewicz na autentycznych źródłach polszczyzny XVII wieku, na pamiętnikach Albrechta i Bogusława Radziwiłłów. Zachwycał się redaktor Grydzewski zdaniem księcia Bogusława: „Chciałbym być płótnem, z którego uszyją koszulkę dla Waćpanny”. Poza tym Sienkiewicz czerpał z innych studni autentycznego sposobu mówienia w XVII wieku, wreszcie pomogła mu także znajomość języka hiszpańskiego, którą nabył w czasie pobytu w Ameryce.

Wiek XVII, a nie jakiś inny wiek, odbił się najgruntowniej na kształtowaniu psychiki polskiej. Romantyzm polski to podanie ręki uczuciowemu wiekowi XVII poprzez wymądrzony i racjonalny wiek XVIII. Niezasłużona nienawiść do Stanisława Augusta, paszkwilancko po dziś dzień zwanego „królem Stasiem”, bierze także początek w tym królowaniu nad naszymi pojęciami wieku XVII. Oczywiście wiek ten reprezentował bardzo indywidualną kulturę, pojęcia religijne, moralne i honorowe. Zakon jezuitów odegrał ogromną rolę w kształtowaniu pojęć tego czasu. Zakon jezuitów był nasycony wpływami hiszpańskimi. Może mi ktoś pomoże w tej statystyce: oto zauważyłem, że kościoły warszawskie są wypełnione obrazami nie włoskimi, lecz hiszpańskimi. Murillo wisi nad ołtarzami w tych kościołach. Byłoby bardzo ciekawe obliczyć, ile obrazów w kościołach warszawskich jest kopiami z malarstwa hiszpańskiego, a ile z włoskiego.

W każdym razie bohaterowieTrylogii: Zagłoba, Skrzetuski, Podbipięta, Wołodyjowski, dlatego są tak nie tylko żywi, ale i przekonywający, że mówią językiem autentycznym, swoim, a nie wyfantazjowanym przez autora. Mówią oni językiem Paska i można się wyrazić, że nic, co jest z Paska, nie jest im obojętne. Ich psychika, ich poglądy moralne, ich poziom intelektualny, wszystko to nie wykrzywione, lecz autentyczne, bo wszystko z Paska.

III

Jeśli chodzi oQuo vadis, to można powiedzieć prawie to samo. BohaterowieQuo vadismówią językiem autentycznym, takim właśnie, jakim rozmawiali Neron z Petroniuszem. Bo to nieprawda, żeQuo vadisnie jest pisane po łacinie. Tylko słowa tej powieści są polskie, ale cały duch słownictwa jest łaciński. Jest to w rzeczywistości genialny przekład z łaciny, oddający idealnie charakter tego języka. Sienkiewicz znał tak dobrze łacinę, że rozczytywał się w historii i publicystyce rzymskiej, że rozumiał i odczuwał poetów rzymskich.

A więc Winicjusz, Ligia i tak dalej – mówią językiem swoim, własnym, autentycznym, tak jak bohaterowieTrylogii, i dlatego iTrylogia, iQuo vadispomagają nam wiernie odczuć i zrozumieć czasy antycznego Rzymu i czasy polskiego XVII wieku.

IV

Rzecz ma się zupełnie inaczej zKrzyżakami.

Sienkiewicz nie miał języka autentycznego. Pomniki języka polskiego tych czasów są zbyt skąpe, aby można się było na nich oprzeć. Sienkiewicz był jednak miłośnikiem Zakopanego i rozmów z góralami, i oto uznał, że ten język: chłopski, włościański, język gazdów, zastygły między turniami i reglami tatrzańskimi, jest bardziej zbliżony do krawędzi wieku XIV i XV niż współczesny nam polski literacki, niż język epoki Paska i jakikolwiek inny. I oto bohaterowieKrzyżakówrozmawiają z sobą nie językiem własnym, autentycznym, jak bohaterowieTrylogiiczyQuo vadis, lecz językiem Sabały, zbliżonym do mowyChłopówReymonta.

Wywołało to niesłychane konsekwencje. Język Sabały ma swoją indywidualność, swoistość i w najbardziej silny sposób oddziałuje na nasze wyobrażenia o tych postaciach, które takim językiem mówią. Jeśli powiemy „białogolenny”, to przenika nas coś z antyku, jeśli czytamy rozmowy Maćka i Zbyszka z Bogdańca, to czujemy się w towarzystwie Bartka Zwycięzcy i słuchamy jego rozmów z chłopami z tej samej wsi.

Przez użycie tego języka góralsko-chłopskiego Sienkiewicz oddalił nas od zrozumienia rycerzy z czasów królowej Jadwigi.

Nie ma bowiem nic bardziej psychologicznie odległego od siebie niż chłop polski XIX czy XX wieku a rycerz schyłkowych lat średniowiecza. Są to typy psychologicznie, kulturalnie, moralnie całkowicie odrębne, niemające źdźbła podobieństwa. Ziemiaństwo XIX wieku zbliżyło się być może do typu bogatego gospodarza wiejskiego, ależ, na miłość boską, nie rycerz średniowieczny. Ten był zaprzeczeniem i przeciwieństwem zarówno wszystkich dodatnich cech chłopa, jak i jego cech ujemnych. Włożenie w usta rycerza średniowiecznego zwrotów i zdań z języka chłopskiego było fałszem historycznym możliwie daleko posuniętym.

Niestety wielki Sienkiewicz popełnił tu błąd, który miał swoje konsekwencje. Inni polscy powieściopisarze historyczni wkroczyli w jego ślady i rycerze średniowieczni zaczęli u nich mówić między sobą używając „wy”, i stali się Bóg wie do kogo podobni, tylko nie do rycerzy średniowiecznych.

Właśnie ten sam geniusz literacki, który sprawia, że za pomocą kilku słów hipnotyzujących wywołuje w nas odpowiedni obraz, dzięki nieszczęsnemu pomysłowi mowy góralskiej, dla odtworzenia rozmów rycerzy między sobą, wyrządził nam jak największą krzywdę.

V

Inną siłą oddalającą nas od zrozumienia czasów królowej Jadwigi jest uleganie pojęciu „mroki średniowiecza”. Nasza historyczna widzialność jest niesłychanie błędna. Dla przykładu powiem, że za czasów średniowiecza palono daleko mniej czarownic niż w wieku XVII, kiedy palono je tysiącami i dziesiątkami tysięcy. W Polsce jeszcze w XVIII wieku torturami i ogniem zamordowano niezliczoną ilość kobiet i dopiero naszemu wielkiemu monarsze, Stanisławowi Augustowi, zawdzięczamy powstrzymanie tej hańby. Gdyby średniowiecze równoznaczne było z mrokami, to jak byśmy tłumaczyli sobie architekturę katedr gotyckich lub istnienie Tomasza z Akwinu? A Dante ze swoją syntezą filozofii i poezji, a Petrarca, a Boccaccio ze swoim niezrównanym i pięknym sceptycyzmem, a spojrzenia obrazów Giotta, a miłość kobiety tak swoista, że jej dzisiaj całkiem zrozumieć nie możemy, bo nie możemy naszą uczuciowością i naszymi obyczajami wymierzyć stosunku Dantego do Beatrycze ani Petrarki do Laury, albo – jeśli chodzi o czasy wcześniejsze – pieśni trubadurów i truwerów do kobiet nieznanych lub raz w życiu widzianych?

Sympatyczny jest Bartek Zwycięzca, ale nie jego językiem mówił wiek XIV i XV.

Lilie

I

Złote lilie na białym polu – herb Jadwigi widnieje w katedrze na Wawelu. To herb królów Francji, domu Kapeta. Jadwiga była potomkinią Karola I, królewicza francuskiego, który przy pomocy papieża i swego brata, Ludwika Świętego, osiadł w 1265 roku na tronie w Neapolu1. Synem jego był „lo Zoppo” – Karol II Kulawy, wnukiem Karol Martel, prawnukiem Karol Robert, zwany Karobertem, król Węgier. Jego znów synem był Ludwik, na Węgrzech zwany Wielkim, któremu nasz Kazimierz, zwany także, choć niesłusznie, Wielkim, przekazał koronę polską, co mnie oburza, chociaż historycy polscy opowiadają o tym fakcie ze spokojem. Ludwik Węgierski był ojcem trzech córek: Katarzyny, Marii i wreszcie Jadwigi, która według Długosza urodziła się w roku 1370, ale prof. Jan Dąbrowski w sposób przekonywający poprawia tę datę na rok 1374. Jadwiga stała się naszą królową, której wielkości dotychczas nie doceniamy, choć nie brak o niej książek i zachwytów. Jadwiga była jedną z najmilszych postaci średniowiecza; można ją zestawić z Joanną d’Arc, oczywiście nie z rolą Joanny d’Arc w historii Francji, lecz z jej indywidualnością. Jadwiga była również podobna do swej ciotki i stryjenki, Joanny Krwawej neapolitańskiej, która odznaczała się niepospolitym rozumem i miłością do nauk i sztuk pięknych, i mordowała swoich mężów i kochanków. Jadwiga była inicjatorem ugody ostrowskiej, która pogodziła jej męża Jagiełłę z Witoldem i otworzyła drzwi przed polityką dynastii Jagiellonów, która z malutkiej Polski uczyniła wielkie, potężne mocarstwo Europy. W dzień ślubu Jadwigi z Jagiełłą państwo Jadwigi, jak pisze prof. Kolankowski, liczyło tylko 100 tys. km2– w dzień zgonu największego z naszych królów, Kazimierza Jagiellończyka, państwo polsko-litewskie liczyło już 1 mln 100 tys. km2, nie licząc krajów lennych. W ciągu lat stu dom Giedymina ujedenastokrotnił terytorium naszego państwa.

II

Jakże trudno jest zrozumieć psychikę ludzi średniowiecza! Ludzi najbardziej subtelnej ekstazy i egzaltacji i ciągłych morderstw. Trzeba godzinami rozmyślać w katedrach gotyckich, patrzyć na ich pełne temperamentu rzeźby, aby się choć trochę zbliżyć do ich czasów.

Ludwik Święty, król Francji, brat starszy owego Karola Andegaweńskiego, od którego pochodziła Jadwiga, „przybrał krzyż” i stanął na czele krucjaty. Miał zdobyć Kair, który uważał za Babilon. W nieszczęśliwej bitwie pod Mansurah [Al-Manșūrah], w roku 1249, dostał się do niewoli mahometan2. Całemu wojsku francuskiemu grozi zniszczenie. Jego wierna i piękna żona, Małgorzata, towarzyszyła mu w wyprawie krzyżowej, chociaż była w ciąży. Właśnie po wzięciu Ludwika IX do niewoli urodził się jej syn, Jan, którego nazywała Tristanem. Królowa błaga starego rycerza, żeby zabił ją mieczem, w razie gdyby niewierni zdobyli obóz. Prosi, aby przysiągł, iż to uczyni.

„Ależ, pani, zrobię to z największą przyjemnością”. Cóż to? Żarty niewczesne czy niezręczność odpowiedzi?

Ależ broń Boże! To nam, nieznającym średniowiecza, tak się tylko zdaje. Na dworze średniowiecznym obowiązywała kurtuazja niedopuszczająca uchybień. Każda prośba damy, a zwłaszcza królowej czy księżnej, musiała być uznana za zaszczyt, za radość. Rycerz królowej Małgorzaty nie mógł się wyrazić inaczej.

III

Wspomniałem już o dziwnym i dla nas niezrozumiałym stosunku do kobiet, o Dantem i Petrarce. Dante widział swoją Beatrycze cztery razy w życiu: raz, jak była dzieckiem i on był dzieckiem, potem jeszcze trzy razy, z tego raz na jej ślubie z Szymonem dei Bardi i raz, jak mu się nie odkłoniła na ulicy. Tak przynajmniej utrzymują biografowie Dantego, może trochę przeinaczając rzeczywistość, bo jak można było nie spotkać częściej kobiety mieszkającej w tym samym mieście? W każdym razie Beatrycze nie tylko nie była żadną kochanką Dantego, ale nawet jego znajomą, z którą by choć czasami rozmawiał. A oto Dante od chwili poznania Beatrycze-dziewczynki jest w niej zakochany przez całe życie i nie tylkoBoska Komedia, ale i wszystkie inne poezje Dantego są pisane o Beatrycze i dla Beatrycze. Dante ma zresztą żonę, dzieci, jest kochankiem różnych innych kobiet, ale miłuje, uwielbia, ubóstwia tylko Beatrix, i to zarówno za jej życia, jak i po jej śmierci.

Nasi powieściopisarze wywołujący zjawę średniowiecza cofają się przed tego rodzaju obyczajami, które są przecież powszechnie znane i uznane, a bynajmniej nie stanowią jakiegoś wyjątkowego fenomenu.

Petrarca był o trzy lata młodszy od swej Laury, zobaczył ją po raz pierwszy w Awinionie w roku 1327 dnia 6 kwietnia. Miał wtedy lat 23 – ona 26. Laura była żoną kogo innego i miała dwanaścioro dzieci. Poeta kochał ją całe życie i swoje poezje podzielił naIn vita di madonna Laurai naIn morte di madonna Laura, czyli że po jej śmierci nadal pisywał o niej i wyłącznie dla niej.

Dante, Petrarca – to wiek XIV, czyli dekadencja średniowiecza, względnie okres przejściowy pomiędzy renesansem a średniowieczem właściwym. Ale stosunek Dantego czy Petrarki do Beatrycze czy Laury był właśnie kontynuacją obyczajów jak najbardziej średniowiecznych. Trubadur, czyli poeta-rycerz, ślubował jakiejś damie i potem jeździł po świecie i głosił chwałę jej piękności i cnotliwości. Mógł nawet nie widzieć tej, której poświęcał całą swoją poezję i poniekąd życie. Zacytuję tu opowieści Villemaina, historyka literatury francuskiej z czasów Karola X i Ludwika Filipa:

„Geofroy Rudel był chwalony za pomysłowość swych pieśni i słodycz głosu. Wymyślał on także długie historie, których nie śpiewał, lecz opowiadał w czasie wieczorów na zamkach. Pewnego dnia pokazano mu portret pewnej damy francuskiej z Ziemi Świętej, hrabiny Trypolisu. Spojrzawszy na ten portret, postanowił pojechać na krucjatę. Wypłynął z portu w Marsylii, pisał wiersze czarowne, opisywał podróż.

Zachorował w drodze. Do Trypolisu przyjechał umierający. Rozniosło się po tym mieście pół francuskim, pół saraceńskim, iż przypłynął okręt z Zachodu, a na nim rycerz i poeta ściągnięty z daleka sławą cnót hrabiny Trypolisu, że jest ciężko chory i chciałby ją ujrzeć przed śmiercią. Hrabina Trypolisu, wzruszona tym przywiązaniem i tym nieszczęściem, wstąpiła na pokład i ofiarowała pierścień rycerzowi, który umarł w nią się wpatrując. Hrabina kazała go pochować w kościele Templariuszy i niedługo później przyjęła welon zakonnicy”.

Proszę! Gdzie teraz znaleźć taką hrabinę lub takiego członka Związku Literatów!

Sądzę wreszcie, że poeci średniowiecza idealizowali kobiety nieznane może także dlatego, iż idealizacja kobiet znanych jest o wiele trudniejsza.

IV

To, co było w średniowieczu nikczemnością, dzisiaj może być uważane za szlachetność i – odwrotnie. Inne były wymiary moralne, inne wszystko.

Razi nas nadmiar morderstw w tych czasach. Wszyscy wszystkich mordują naokoło. To także wymaga korektywy moralnej. Kronikarze lubili rozpisywać się o mordach, podobnie jak dzisiaj kronikarze londyńscy przepadają za rozpisywaniem się o kryminałach. Cudzoziemiec, przyjechawszy do Londynu i naczytawszy się „Evening Standardu” i „News of the Worldsów”, czyli pism o największym nakładzie, może wywnioskować, że życie w Anglii składa się z samych fałszerstw, oszustw, gwałtów nad niemowlętami płci męskiej, topienia bogatych ciotek w wannach, mordowania prostytutek, aby mieć jakieś trupy w ścianie, za tapetami, i tego rodzaju rozrywek życiowych.

Podobnie i z czcigodnymi kronikami: bratobójstwa, dzieciobójstwa. Obrzydliwe zbrodnie podawania trucizny w hostii przez przekupionego zakonnika i inne kryminały godne naszych czasów.

Na równi jednak ze zbrodniami spotykamy objawy wielkiego humanitaryzmu, dowody, że słuchano nauki Chrystusa o miłości bliźniego. Król Baldwin, ranny na polu bitwy, nie zezwala lekarzowi na skaleczenie w podobny sposób jeńca dla studiów, celem jego uzdrowienia; zatrzymuje pochód całego wojska przez pustynię, aby wziętej do niewoli muzułmance pozwolić odbyć połóg w spokoju.

V

Wróćmy teraz do Karola d’Anjou, przodka Jadwigi.

Konrad IV, syn Fryderyka Hohenstaufa, pozostawił małego synka, zwanego Konradkiem, „Conradino”, i syna nieprawego, bękarta, jak wtedy mówiono, Manfreda3. Zamiast zarządzać królestwem Sycylii w imieniu małego króla, Manfred przywłaszczył sobie tron Neapolu. Ale papież, Aleksander IV, podzielał pogląd swego poprzednika, że Hohenstaufowie to „gatunek żmij”, i ofiarował swoje lenno, Sycylię, wpierw synowi króla angielskiego – Edmundowi, a gdy ten okazał się nieodpowiedni, bratu Ludwika Świętego francuskiego, Karolowi Andegaweńskiemu4, ze ślicznego miasta Angers, które w roku 1939 było stolicą rządu generała Sikorskiego. Karol przyjechał w 1265 roku z doskonałym wojskiem francuskim, rozbił Manfreda. Conradino, wydziedziczony po raz drugi ze swego królestwa, usiłował wzniecić powstanie. Wojska Karola pobiły go na głowę i nieszczęśliwy młodzieniaszek zaczął tułać się po lasach i w pobliżu zamku Frangipaniego, słynnego w owych czasach rozbójnika morskiego, pirata, właściciela wielu okrętów rozbójniczych, poprosił jakiegoś rybaka o pomoc w zdobyciu łodzi, aby uciec. Dał temu rybakowi pierścień w charakterze zadatku. Podejrzliwy rybak poszedł po radę do pirata, ten obejrzał pierścień, po czym złowił Conradina i ofiarował go Karolowi, który zorganizował proces pokazowy, po czym Conradino został ścięty. Ale, widać, niedole młodego chłopca ujęły serca Neapolitańczyków, skoro w kaplicy grobowej, wzniesionej później na miejscu stracenia szesnastoletniego Conradina, płyty posadzki kamiennej były zawsze mokre, nawet w największe upały. To ziemia królestwaopłakiwała swego synka – króla.

Następca Karola na tronie w Neapolu, Karol Kulawy, „lo Zoppo”, wdaje się w najrozmaitsze intrygi i walki w związku z obsadzeniem tronu papieskiego. Ma trzech synów: Karola Martela, który objął tron węgierski, Ludwika, zakonnika, niepretendującego do żadnego stanowiska politycznego, i Roberta Mądrego. Ten ostatni, aby utrzymać tron neapolitański, wpierw otruł swego brata Karola Martela, a potem nie dopuścił do tronu Karoberta, dziadka rodzonego naszej królowej Jadwigi.

Syn Roberta Mądrego, znowu Karol, znany pod nazwiskiem księcia Kalabrii, zostawił po sobie dobrą pamięć. Co dzień o godzinie jedenastej zasiadał w pałacu, aby odprawiać sądy. Obawiając się, że służba będzie odpędzać ubogich przychodzących po wymiar sprawiedliwości, kazał zawiesić przed bramą sznur do dzwonu. Każdy mógł zadzwonić, co oznaczało, że przybywa w sprawie swej krzywdy. Razu pewnego dzwon zadzwonił. Książę Kalabrii posłał po dzwoniącego, tymczasem służący powrócił ze śmiechem i z wiadomością, że za sznur targa stary, ślepy koń. Okazało się, że to jest dawny wierzchowiec znanego neapolitańskiego bogacza, Marka Capecego. Swego czasu zbójcy napadli tego bogacza, ale jego świetny koń wyniósł go z niebezpieczeństwa i Capece nawet go publicznie pocałował na znak wdzięczności. Potem długo służył swemu panu, aż oślepł, nie był zdatny do roboty i pan kazał go wygnać ze stajni. Książę Kalabrii uznał, że koń ma prawo do sprawiedliwości, zawołał bogacza Capecego i surowo nakazał karmienie konia aż do śmierci.

Wiem, że we Francji w roku 1954 wysłużone psy policyjne, z których jeden uratował życie dziecka, wyciągając je z rzeki, zostały zastrzelone z powodu starości.

Robert Mądry przeżył swego syna i pod koniec życia pokutował za liczne grzechy. Kajanie odbywało się wtedy publicznie, ludzie nie taili tego, co było złego w ich życiu przeszłym. Robert lubił otaczać się kobietami w młodszym wieku, obecnie zamienił je na towarzystwo teologów. Swego czasu lubił frywolne mody francuskie, teraz potępiał i wyśmiewał elegancję. Treść tego wyśmiewania się powtórzę za Kazimierzem Chłędowskim:

„Ruchy ich dziwnymi kontorsjami, rozczochrane włosy, rozwiana broda, długie brwi, wzrok zasłaniające, robią z nich jakieś straszydła. Naśladują Arabów, anachoretów i fałszywych filozofów. Z udaną hipokryzją niszczą piękne kształty, którymi Bóg ludzi obdarzył; kamizola, która pierwej sięgała aż do kolan, teraz zaledwie bioder dotyka. Pokazują to, co ich szpeci. Chudzi chełpią się swymi kośćmi, tłuści odkrywają różne ułomności, jedni wydają się być suchotnikami, drudzy chodzą jakby mieli wodną puchlinę. Starzy naśladują młodych i porzucili kapucę, która w sposób przyzwoity zasłania ich łysiny…”

Po śmierci Roberta Mądrego wstąpiła na tron królowa Joanna. Niektórzy kronikarze piszą o niej: „Kochajcie Boga i Królową Joannę”, inni nazywają ją Joanną Krwawą i oskarżają o liczne morderstwa. Wstępujemy w epokę Boccaccia, tego największego ze wszystkich Guy de Maupassantów całego świata, który odświeży i odnowi instrument literacki tak w średniowieczu zaniedbany, mianowicie humor.

Przypisy

1Karol I zajął Neapol w 1266.

2Bitwę podAl-Manșūrah stoczono w 1250.

3Manfred był naturalnym synem Fryderyka II Hohenstaufa.

4Papieżem, który nadał Sycylię i Neapol Karolowi Andegaweńskiemu, był Urban IV.

Niezrealizowany ideał

I

Feudalizm, średniowiecze nie jest podobne ani do cywilizacji rzymskiej, ani do renesansu, ani do czasów kontrofensywy jezuickiej XVII wieku, ani do racjonalizmu XVIII wieku, ani do czasu swobody myśli w wieku następnym. Jeden z papieży wcześniejszego średniowiecza, Grzegorz VI, głosił, że usta, które wymawiają „Jezus”, nie powinny wymawiać słowa „Cezar”. To antyrzymskie nastawienie istniało więc kiedyś, ale nigdy nie zwyciężyło. Przeciwnie, feudalizm, jakkolwiek był zjawiskiem historycznym całkowicie swoistym, spragnionymi usty pił ze źródeł cywilizacji rzymskiej. Dostojewski oskarża w ogóle Kościół rzymskokatolicki, że jest kontynuacją rzymskiego imperium. Istotnie, językiem Kościoła, jak i całego średniowiecza, była łacina, organizacja kościelna wyrosła na wzorach rzymskich. Powstające we wczesnym średniowieczu języki, jak prowansalski, francuski, wiele języków włoskich i kilka hiszpańskich, były łaciną nieuków. Po francusku istnieje określenie „français nègre”, „francuszczyzna Murzynów”, używane wtedy, gdy ktoś wchodzi do restauracji i mówi: „jeść, jeść” lub „pić, pić” – nie umiejąc się wyrazić poprawnie. Podobnie powstawały języki romańskie, nieumiejące zastosować się do wspaniałych form gramatycznych łacińskich. Pierwotne języki romańskie to agramatyczna łacina.

Prócz cywilizacji rzymskiej, wpływ której na średniowiecze był przeważający i decydujący, można mówić jeszcze o wpływach arabskich. Poezja trubadurów prowansalskich ogrzewana jest trochę orientalistyką. Ale wpływy arabskie przyjmowane były ze strachem, a ludzi, którzy tym wpływom ulegali, uważano często za czarnoksiężników. Gerbert, późniejszy papież Sylwester II, pierwszy papież narodowości francuskiej, o ile wtedy można już mówić o narodowościach, urodzony w Aurillac około roku 9301, uczył się w Hiszpanii od Arabów geometrii, mechaniki, astronomii. Zjednało to mu opinię sojusznika szatana i twierdzono, że złe siły mu pomogły do uzyskania tiary papieskiej. Diabeł podobno mu obiecał, że nie umrze, dopóki nie odprawi mszy w Jerozolimie, i oto Sylwester II odprawił mszę w kościele św. Krzyża Jerozolimskiego w Rzymie i umarł w 1003 roku. Mówiono, że szatani wykradli jego trumnę z Bazyliki św. Piotra, gdzie był pochowany.

II

Jestem prawnikiem i nie lubię metod filozoficznych. Metody myślenia prawnego wychodzą z określenia definicji stanów faktycznych, na przykład „małżeństwa”, „zabójstwa”, „morderstwa”; metody filozoficzne – z określenia pojęć, na przykład „demokracji”, „socjalizmu”, „dobra”, „doskonałości” itd. Otóż pojęcia się zmieniają nie tylko z wieku na wiek, ale z dziesięciolecia na dziesięciolecie. Na dźwięk wyrazu „demokracja” kardynał XVIII wieku żegnał się znakiem Krzyża Świętego i oburzał, dziś w zgodzie z Watykanem stronnictwo demokracji chrześcijańskiej rządzi Włochami i Niemcami Zachodnimi. Demokracja w wieku XVIII miała zabarwienie antykościelne, antyklerykalne, którego dzisiaj już nie posiada; demokracja w pewnej epoce uważana jest za rządy ubogiego ludu mszczącego się na bogaczach, w innych czasach wręcz odwrotnie, jako rządy wszystkich, jako wyraz tendencji, aby sprawy sporne rozstrzygane były przez głosowanie powszechne, jako zasada, że tam jest prawda, za czym opowiada się najliczniejsza ilość głosów.

Stąd filozoficzne uganianie się za definicją pojęcia przypomina mi przysłowiową gonitwę pieska za uchwyceniem własnego ogonka.

Stadia historii są jednocześnie stanami faktycznymi, jak i pojęciami. Zespół warunków historycznych istniejący w danym okresie stanowi stan faktyczny, którego przeinaczać nie można, ale sama nazwa danego okresu jest przedmiotem najrozmaitszej interpretacji. Tak na przykład wiemy, co to jest średniowiecze, że to są czasy pomiędzy wiekiem V a XV, ale już wyraz „feudalizm” ulega najrozmaitszym interpretacjom i są historycy, którzy uważają, że feudalizm w Polsce skończył się dopiero w roku 1861 aktem cesarza Aleksandra II uwłaszczającego chłopów.

Polityka i prawo, stosunki gospodarcze i wreszcie natchnienia, tęsknoty, wyrażające się w sztukach pięknych, oto są czynniki najważniejsze, decydujące o losach ludzkości. Wiemy, że są filozofowie twierdzący, że spośród tych czynników jeden góruje nad innymi. Podzielone są jednak w filozofii historii zdania na ten temat.

Czytelnik mojej publicystyki historycznej:Stanisława Augusta,Był bal, wie, że mam własną teorię filozoficzną o sprężynie poruszającej dzieje ludzkości i kształcącej wydarzenia. Będę miał okazję jeszcze do niej nawrócić.

III

Zgodnym zdaniem przeważnej ilości historyków istotą feudalizmu jest brak w tych czasach suwerenności państwowej. Ta suwerenność państwowa jest przez feudalizm „rozproszkowana”, zgodnie z określeniem prof. Henryka Pirenne’a, pomiędzy papieża, cesarza, królów, książąt, panów lennych, miasta, cechy, uniwersytety.

Całkowicie się piszę na tę formułę, którą chciałbym tylko podkreślić i uwypuklić. W porównaniu do państwa suwerennego, kiedy państwo samo stanowi o tym, jak daleko sięgają jego uprawnienia; kiedy państwo, mówiąc językiem starego Jellinka, posiada kompetencje kompetencji – feudalizm reprezentuje prawdziwą parcelację władzy suwerennej. Każdy posiada jakąś ilość uprawnień, w którą nikomu wkraczać nie wolno, i pewną ilość obowiązków. Te uprawnienia i te obowiązki ma zarówno w stosunku do swego zwierzchnika, czyli suzerena, jak i podwładnego, czyli wasala.

Uśmiecham się w tym miejscu do swoich wspomnień. Oto kiedyś napisałem „suzeren”, zecer poprawił mi na „suweren”. Często mi się zdarza, że mnie tak poprawiają nie tylko zecerzy, ale też i inni ludzie, mający słabe pojęcie o przedmiotach, o których piszę.

Formułę feudalizmu będziemy dalej piłowali. Na razie wspomnijmy o teorii, że feudalizm powstał na tle zjawiska, które nazwijmy poszukiwaniem opiekuna i pomocy. W średniowieczu wieśniak szukał rycerza, aby go bronił, człowiek w mieście szukał cechu, aby się nim opiekował. Tak to przynajmniej formułują niektórzy nasi historycy współcześni. Nie jestem przygotowany do zajęcia stanowiska w sprawie tej teorii. Wiem tylko, że gdyby ona wyszła nie spod pióra historyków, lecz takiego dziennikarza jak ja – wszyscy uznaliby ją za naiwną.

Inni uczeni łączą feudalizm z przewagą czynnika ziemi i wsi, ze słabym rozwojem miasta. Może tak było w czasie powstawania form feudalnych, ale w feudalizmie klasycznym czynniki miejskie biorą udział na równi z wiejskimi. – We Włoszech rola miast zawsze była ogromna, a w czasie rozkwitu feudalizmu raczej decydująca. Związki miast, takie jak słynna niemiecka Hanza, to czynnik konieczny w ogólnym obrazie feudalizmu.

Feudalizm był nie tylko w zachodniej Europie; wszędzie na świecie w tym okresie dziejów panują podobne formy ustrojowe. Gdy Mongołowie idą na Azję Średnią, a prawym skrzydłem swej potężnej kawalerii zajmują Ruś i dochodzą do zachodnich granic Polski, to konie ich na zadzie mają wypieczone znaki rycerskie. Mongolska „tamga” jest tym samym, co herb rycerza europejskiego, tylko nie nosi się go na tarczy. Mnóstwo objawów cechujących nasz feudalizm występuje jednocześnie w krajach, z którymi Europa nie miała żadnych bliższych kontaktów. Aż dziwnie się robi; jak gdyby ten sam poziom wody w izolowanych od siebie naczyniach! To bardzo ciekawy temat rozważań dla filozofów historii.

Ale naszym tematem jest Jadwiga Andegaweńska i to, co się wówczas działo wśród Chińczyków, nie jest z tym tematem bezpośrednio związane.

O feudalizmie zachodnioeuropejskim powiada wyżej już cytowany prof. Pirenne, że to nieprawda, aby wtedy istniała władza duchowna i władza świecka. Wszystkie władze były duchowne, bo wszystkie działały w imieniu Boga i dla ideałów chrześcijańskich. Nauka Chrystusa, czasami koślawiona, czasami plamiona złą wolą i złą interpretacją, krwawiona zbrodniami, była jednak doktryną całego świata feudalnego – od papieża, cesarza i króla począwszy, a skończywszy na ostatnim uczniu rzemieślniczym.

IV

Zlekceważmy chronologię i zacznijmy nasz błyskawiczny przegląd instytucji feudalnych od cechów rzemieślniczych. Ponieważ w tych czasach nie ma fabryk i maszyn, rzemiosło reprezentuje ogólną produkcję, zwłaszcza miejską.

W wieku XII w Paryżu powstają następujące asocjacje pracy, które we Francji noszą po prostu nazwę: „métiers”, czyli zawody, a u nas nazwane będą „cechami”.

Przekupnie wody powstają w 1121.

Rzeźnicy w roku 1134.

Sukiennicy w roku 1183.

Później ilość tych cechów mnoży się ogromnie i wykazuje daleko posuniętą specjalizację. Są na przykład trzy cechy kapeluszników męskich, zależnie od materiału, z którego te nakrycia głowy są wyrabiane. Cechy jubilerów i złotników, rytowników i snycerzy są bardzo liczne i noszą nazwy, które mi trudno jest przetłumaczyć, ponieważ uzależnione są od materiału. Jeden cech przerabia korale, inny jaspis. Cech wyrabiający ozdoby z kości istnieje oddzielnie od cechu zajmującego się wyrobami ozdób z rogu. Potężny jest cech różańcowy, aczkolwiek powstał już później.

Dużo jest cechów zajmujących się przystrajaniem dam średniowiecznych w najrozmaitsze, jak najbardziej wymyślne ozdoby i klejnoty. Jednocześnie istnieje i działa cech przekupni wody, dostarczający paryżanom wody z Sekwany do ich mieszkań. Panie błyszczały klejnotami, ale nie było w Paryżu wodociągów, a nawet i studzien w dostatecznej ilości, których przecież nie brakowało w Rzymie w czasach antycznych.

Każdy z cechów miał swego patrona: murarze – św. Błażeja, cieśle – św. Józefa, złotnicy – św. Eliasza, ogrodnicy – św. Fiakra, muzykanci – św. Justyna i św. Cecylię, rzeźnicy – św. Leonarda.

Wstępowało się do cechu w charakterze ucznia, po kilku latach następowało wyzwolenie na czeladnika, później czeladnik przystępował do pracy nad swoim „chef d’oeuvre”, czyli majstersztykiem, i stawał się mistrzem.

Francuska Wielka Encyklopedia Powszechna zapewnia:

„Nie ulega wątpliwości, że robotnik XIII wieku miał się lepiej niż robotnik w XIX wieku”.

Nad tym, żeby się uczniowi czy czeladnikowi nie działa krzywda, czuwało sumienie chrześcijańskie cechu. Ludzie bali się grzechu więcej niż władz politycznych.

W stosunkach na zewnątrz cech miał swoje prawa, których zmniejszyć nikt nie mógł.

Uniwersytety powstawały poprzez wyemancypowanie się ze szkół diecezjalnych. Najdawniejsze są włoskie. W Bolonii na uniwersytecie wykładano prawo rzymskie. Słuchacze dzielą się na „cismontanów”, czyli Włochów, i „ultramontanów”, po naszemu „zagórskich”, czyli cudzoziemców. Zabawne, że ten ostatni wyraz nabędzie później zupełnie innego znaczenia, w wieku XIX będzie oznaczał zwolenników utrzymania państwa kościelnego. Rektorów na uniwersytetach średniowiecznych wybierają nie profesorowie, lecz studenci. W każdym razie uniwersytet jest instytucją od innych instytucji feudalnych niezależną. Uniwersytet paryski powstał w XII wieku, w orbicie katedry Notre Dame, z którą rozpoczął walkę o swoją całkowitą niezależność. Król stał po stronie Katedry, lecz uniwersytet wbrew królowi wydostał od papieża w roku 1231 przywilej, który stworzył z niego instytucję niezależną, i w dalszej swej działalności uniwersytet paryski działał nie licząc się ani z królem, ani z władzami kościelnymi. Trzeba tu dodać, że uniwersytet paryski miał olbrzymie znaczenie dla kształtowania myśli średniowiecznej. Wpływ jego obejmował całą ówczesną Europę.

Przejdźmy teraz do pojęć beneficjum i lenna.

Beneficjum to obiekt gospodarczy, który otrzymuje bądź duchowny, bądź zakon, aby mieć z czego żyć, aby zaspokoić swe troski materialne, aby móc się całkowicie oddać swoim obowiązkom religijnym i miłości bliźniego. Taki jest cel beneficjum, jego doktryna, jego idea. Nikt tu nie stawia żądań, aby beneficjum rozbudowywać, rozgospodarowywać, czynić bardziej dochodowym. Przeciwnie, nad beneficjum unosi się ideologia: „Bądźcie jako ptaki niebieskie, które nie sieją ani orzą”, połączona z pamięcią, że przecież nawet ptaki niebieskie muszą mieć jakieś ziarna na swe wyżywienie.

Od tego doktrynalnego nastawienia życie zbaczało w różne strony. Chodzi nam jednak o podkreślenie doktryny, a nie o takie czy inne wykorzystanie beneficjum w praktyce. W każdym razie bezżenność księży, propagowana przez papiestwo, zapobiegała temu, aby z duchownego beneficjum korzystała rodzina księdza, co także nie zawsze się udawało. W każdym razie „nepotyzm”, czyli wspomaganie krewniaków z beneficjum, uważany był za rzecz zdrożną i naganną.

Zasady beneficjum kościelnego oddziaływają także na instytucje lenna. Lenno jest również dane rycerzowi nie dlatego, aby gospodarował i osiągał postępy ekonomiczne, ale dlatego, aby mógł spełniać rycerskie swe obowiązki, wśród których idealne miejsce zajmują obrona wiary i obrona uciśnionych. Posiadanie lenna obowiązuje do służby suzerenowi i dawania ochrony wasalom.

Lenno nabywało się przez złożenie hołdu, homagium. Składający ten hołd miał dłonie rozłożone, przyjmujący hołd trzymał swoje ręce z góry; jednocześnie hołdownik przysięgał na wierność.

Istniała cała drabina lenn wszelkiego rodzaju i wymiarów. Ludzie piszący powieści historyczne, na przykład o św. Franciszku czy krucjatach, mają trudności w zorientowaniu się, kto czyim był lennikiem. Na przykład król Anglii był i księciem, i hrabią różnych prowincji lennych w stosunku do króla Francji, i stąd król Anglii osobiście był wasalem króla Francji, a król Francji, z tytułu innych lenn, mógł być z kolei wasalem króla Anglii. Cesarz rzymski narodu niemieckiego był lennikiem, wasalem papieża z tytułu posiadania lenn we Włoszech – na przykład Sycylia była lennem Stolicy Apostolskiej. Stąd skrzyżowanie najrozmaitszych powinności, skrzyżowanie zależności tak daleko idące, że trudno je rozwikłać metodą czysto prawną. Piszącemu o tych czasach dosłownie widok drzew zasłania widok lasu.

V

Ogólna zasada feudalna polega na tym, że człowiek niezależnie od tego, czy jest panem, czy czynszownikiem-chłopem, nie posiada ziemi inaczej niż na podstawie koncesji i usług, które zobowiązany jest wypełniać w stosunku do tego, kto mu koncesji udziela.

Lenno od beneficjum tym się różni, że jest dziedziczne. Syn wasala dopuszczony jest do hołdu suzerenowi w razie śmierci ojca. Ta dziedziczność lenna uniezależniła wasala od jego suzerena w sposób daleko większy niż to było w stosunku duchownego użytkownika beneficjum do jego kościelnych przełożonych.

W ten sposób na wszystkich stopniach drabiny feudalnej każdy jest jednocześnie suzerenem i uzależnionym2. Suzerenem nad swoim lennem, w którego obrębie mieszkają ludzie od niego zależni – uzależnionym od swego suzerena bezpośredniego, w stosunku do którego obciążają go powinności feudalne.

VI

Cały system feudalny dążył do „królestwa Bożego na ziemi” – dążył bezskutecznie. Aby zrozumieć ideały ustroju feudalnego, należy przeczytać rozprawę DantegoDe monarchia, napisaną w początkach XIV wieku. Wiek ten jest co prawda już końcem średniowiecza i początkiem likwidacji ustroju feudalnego, ale piórem Dantego porusza jeszcze miłość tego uniwersalizmu politycznego, do którego dążył feudalizm i którego nie osiągnął.

Ideał feudalizmu wyrażał się bowiem w dwóch dążeniach: aby każdy miał swoje prawa, których nikomu nie wolno było przekroczyć, i aby hierarchia miała charakter uniwersalny, zwężając się ku górze, na samym szczycie mając władzę papieża i cesarza.

Raz jeszcze powtórzę zdanie prof. Pirenne’a, że walka instytucji feudalnych, takich czy innych, z papieżem, że walka cesarza z papieżem nie była walką pomiędzy władzą świecką a duchowną, lecz wewnętrzną walką w Kościele.

Także Dante w swojejDe monarchia, jak to podkreśla w swej znakomitej pracy o Dantem prof. Kalikst Morawski, uważał, że do papieża należy życie nadprzyrodzone człowieka i w tej dziedzinie należy go słuchać, natomiast życiem doczesnym człowieka powinien zajmować się cesarz, a papież nie powinien cesarzowi pracy utrudniać.

Odczytywać te teorie Dantego powinniśmy z uwzględnieniemklimatu średniowiecznego. W tych czasach życie wieczne, pozagrobowe, czyli wszystkie czynniki nadprzyrodzone, ogromne miały znaczenie, i Dante, oddając tę dziedzinę papieżowi, bynajmniej jego roli nie pomniejsza, a tylko ją uświęca. Intencje Dantego związane są z jego przekonaniem, że sprawy nadprzyrodzone są tak wielkie, skomplikowane i liczne, że papież, zajmując się nimi i wyłącznie nimi, i tak ma dużo do roboty.

Natomiast cesarz winien mieć zapewnione posłuszeństwo królów i książąt, aby móc kierować polityką w celach chrześcijańskich. Na przykład krucjaty winny być poddane kierownictwu cesarza, a nie papieża.

Podobne pojęcie o władzy duchownej i świeckiej widzimy w świecie muzułmańskim. Tam kalif jest także zastępcą proroka, nawet taki jest źródłosłów tego tytułu. Ale muzułmanie byli praktyczniejsi, ich kalif był jednocześnie władcą świeckim, był władzą dziedziczną, od nikogo niezależną, i stąd instytucja ta trwała bardzo długo, bez takich kryzysów, któreosłabiały w katolicyzmie dualizm władzy papieża i cesarza. Toteż kalifat przetrwał aż do wieku XX i został zlikwidowany dopiero przez Kemala, przez co zresztą Kemal pozbawił Turcję duchownego przewodnictwa w świecie muzułmańskim, ułatwił rolę dzisiejszemu Naserowi.

Natomiast sformułowany przez Dantego ideał feudalizmu nigdy zrealizowany nie został. Nigdy tak nie było, aby papież jako krzyż i cesarz jako miecz – panowali nad całym katolickim światem. Może najbliżej jesteśmy tego ideału za czasów Karola Wielkiego – Charlemagne, około roku 800. Potem już nigdy. Papieże i cesarze walczą z sobą przez cały czas obu cesarskich dynastii wcześniejszego średniowiecza. Była Canossa, czyli upokorzenie się cesarza przed papieżem, były jednak liczne wypadki wprowadzania na tron papieski kandydatów cesarza i oddziaływanie ze strony cesarza na politykę papieską. Całkowita harmonia nie dała się już nigdy osiągnąć, przynajmniej za czasów, kiedy współdziałanie papieża z cesarzem mogło wytworzyć uniwersalizm władzy nad feudalną Europą.

„Cesarz rzymski narodu niemieckiego” – tak brzmiał tytuł3. Właściwie jednak za czasów, kiedy cesarstwo odgrywa wielką rolę, było ono bardziej włoskie niż niemieckie. Jest to rzecz zrozumiała, Niemcy nie potrafiły dać Europie stolicy. Rzym był nadal tą stolicą. Najazdy barbarzyńców zniszczyły Rzym, ale go geograficznie nie przeniosły. Toteż każda władza uniwersalna musiała być oparta o Rzym.

Bitwa pod Bouvines w 1214 roku przekreśla uniwersalną władzę cesarską. W bitwie tej król francuski Filip August zwycięża wojska cesarza Ottona IV i króla Anglii Jana bez Ziemi. Bitwa pod Bouvines to wielka data w historii średniowiecza. Francja uzyskała w niej rangę pierwszego państwa w Europie, zapewniło to także innym królestwom swobodę w stosunku do władzy cesarskiej, ale papież reprezentował nadal uniwersalną zwierzchność. Dante pisał swojeDe monarchiaprawie 100 lat po bitwie pod Bouvines, ale pisał je pod kątem stosunków panujących we Florencji i mniej więcej w całych Włoszech. We Włoszech istotnie jeszcze w XIV wieku mogło być aktualne odrodzenie władzy cesarskiej, ale nigdzie już poza tym w Europie. Zresztą zaczęła się już „babilońska niewola papieży”, czyli przeniesienie siedziby biskupa rzymskiego do Awinionu i poddanie go politycznym wpływom króla Francji. Filip August w początkach wieku XIII rozbił cesarza, jego następca, Filip Piękny, w XIV wieku uzależni od siebie papieża.

W średniowieczu wiele było rzeczy złych, chociaż to, co było najgorsze, owo zakańczanie dyskusji intelektualnych przez stos ognia, nie jest specjalnością średniowiecza. Tyrania w stosunku do ludzkiej myśli w historii późniejszej będzie jeszcze bardziej intensywna, mordercza, zbrodnicza. Nad pewnymi ideałami średniowiecza należałoby się zastanowić. Parcelacja suwerenności państwowej jest bardzo interesująca. Pourquoi pas? [Dlaczegóż by nie?] – jak mówili feudalni rycerze. Dlaczego nie można by dzisiaj marzyć, aby pewne instytucje zostały i w naszych czasach wyjęte spod działania zasady państwowej suwerenności, która przecież w XX wieku na zbyt wiele rzeczy sobie pozwala. Dlaczegóż by nie można sobie wyobrazić jakiegoś międzynarodowego związku uniwersytetów, który by samodzielnie i bez kontroli państw działał w sprawach wyższych uczelni, chociażby tych, które reprezentują nauki humanistyczne. Bądźmy jeszcze bardziej odważni: dlaczegóż by nie można sobie wyobrazić trybunałów, wyodrębnionych spod władzy państwowej, orzekających na podstawie ustaw państwowych, lecz przy zagwarantowaniu całkowitej niezależności sądownictwa, zrzeszonych w międzynarodową korporację sędziów. Mamy ONZ, jako zaczątek władzy, która by rozstrzygała spory między państwami, celem uniknięcia wojen. Niestety egzekutywa ONZ jest jeszcze wiele razy słabsza od egzekutywy średniowiecznej władzy papiesko-cesarskiej.

VII

Gérard de Nerval wygłosił zdanie:

„Znajomość herbów to klucz do historii średniowiecznej Francji”.

Średniowiecze urodziło się z połączenia Rzymu z lasami Galii i Germanii. Instytucja szlachty jest najbardziej dla średniowiecza charakterystyczna.

Syn szlachecki w wieku lat siedmiu był odbierany kobietom i zaczynał pełnić posługi rycerskie. Potem stawał się giermkiem, później był pasowany na rycerza. Widzieliśmy podobne gradacje u rzemieślników: uczeń, czeladnik, wyzwolenie na mistrza. Tylko tu było wszystko bardziej uduchowione. Przed pasowaniem trzeba było leżeć w kaplicy krzyżem przez całą noc, obowiązywał także post i modlitwa. Rycerz składał przysięgę na wierność suzerenowi, na wykonywanie obowiązków, wśród których figurowała obrona wdów, sierot i uciśnionych. Suzeren uderzał go mieczem po ramieniu i dłonią po policzku na znak, że odtąd żadnej obrazy nie zniesie.

Ten ostatni symbol wywołuje w nas refleksje. Rycerz miał być przede wszystkim obrońcą wiary chrześcijańskiej i oto od chwili pasowania go na rycerza obowiązanybył każdą obelgę zmywać krwią. Tego wymagał honor rycerski,nie zawsze zgodny z Ewangelią, która nakazujekrzywdy przebaczać i ich nie dochodzić. Bo też rycerstwozrodzone z cywilizacji rzymskiej i drzew, i paprociw lasach Galii i Germanii, obok zasad wiary, zasad prawa,zasad moralności – wprowadziło jeszcze jeden kodeks nowy, mianowicie kodeks honoru. Było to coś subtelniejszego i dalej idącego niż zwykła moralność. Moralność na przykład nie wymaga udzielenia pomocy bliźniemu wtedy, kiedy taka pomoc groziłaby twemu życiu, natomiast honor nie liczy się z takimi względami. Pojęcie honoru doprowadzało czasami do sytuacji wręcz sprzecznych z prawem i moralnością, i ze zdrowym rozsądkiem wreszcie, a jednak weszło do cywilizacji europejskiej jako jej nieodzowny składnik. Ciekawe jest, że feudalizmazjatycki stworzył podobne pojęcie honoru i w podobnejepoce. Raz jeszcze z podziwem spojrzę na te naczyniaizolowane od siebie, w których poziom wody jest taki sam.

Są społeczeństwa, w których poczucie honoru jest mniej żywe, natomiast bardziej żywe jest poczucie korzyści materialnej, pieniężnej i gospodarczej. W średniowieczu oskarżano Republikę Wenecką, że więcej dbała o dukaty niż o honor. Społeczeństwo rozsądne, mniej dbające o honor, skoro nie może z korzyścią dla siebie dotrzymać jakiejś zawartej i podpisanej umowy politycznej, to jej nie dotrzymuje. Ludzie honoru średniowiecznego woleliby życie stracić, a zrobić wszystko, aby obietnicy dotrzymać. Są dzisiaj ludzie w Polsce, którzy się nie oburzają, iż Anglia nie dotrzymała nam podpisanych umów – o tyle w Polsce poczucie honoru się obsunęło. Może to i dobrze, bo kiedyś było odwrotnie. Utopienie się Poniatowskiego w Elsterze było niezgodne z rozsądkiem, było natomiast zgodne z honorem.

Nie przedłużajmy drażliwej dyskusji o honorze, powiedzmy tylko, że instytucja ta stworzona była w średniowieczu i że aby ją dobrze zrozumieć, trzeba dobrze rozumieć średniowiecze.

Przypisy

1Gerbert z Aurillac urodził się ok. 945.

2Mackiewicz myli pojęcia suzerena i seniora. Suzeren w średniowiecznychstosunkach lennych był seniorem stojącym na szczycie hierarchii feudalnej w państwie.

3Potoczne określenie „Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego” byłoużywane dopiero od XV w. Jego władcy używali tytułu cesarza rzymskiego.

Pesymizm i optymizm

I