Hania Humorek i Smrodek. Wielka straszna ciemność - Megan Mcdonald - ebook

Hania Humorek i Smrodek. Wielka straszna ciemność ebook

Megan McDonald

0,0
19,99 zł

lub
Opis

Coraz mocniej wieje i pada. Wszyscy już wiedzą, że nadciąga Huragan Elmer. Dlatego do Hani Humorek przyjeżdża babcia i przywozi ze sobą zwierzęta sąsiadów. Obiecała ich właścicielom, że się nimi zaopiekuje. Wszyscy znajdują schronienie w domu dziewczynki. Tylko, co tu robić, kiedy brakuje prądu i wszędzie panuje wielka straszna ciemność? Najlepiej opowiadać sobie niesamowite historie o duchach... I nagle okazuje się, że do wspólnego spędzania czasu nie potrzeba nic więcej oprócz najbliższych.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 47




Tytuł oryginału: Judy Moody & Stink. The Big Bad Blackout

Text © 2009 Megan McDonald

Illustrations © 2009 Peter H. Reynolds

Judy Moody font © 2004 Peter H. Reynolds

Published by arrangement with Walker Books Limited, London SE11 5HJ

All rights reserved. No part of this book may be reproduced, transmitted, broadcast or stored in an information retrieval system in any form or by any means, graphic, electronic or mechanical, including photocopying, taping and recording, without prior written permission from the publisher.

© for the Polish edition by Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2015

Redakcja: Anna Walenko

Korekta: Dominika Cieśla-Szymańska, Jolanta Gomółka

Skład i łamanie: GJ-studio Grażyna Janecka

Koordynacja produkcji: Jolanta Powierża

Wydawca prowadzący: Natalia Sikora

Przygotowanie pliku e-booka: Michał Nakoneczny / 88em

Informacja o zabezpieczeniach

W celu ochrony autorskich praw majątkowych przed prawnie niedozwolonym utrwalaniem, zwielokrotnianiem i rozpowszechnianiem każdy egzemplarz książki został cyfrowo zabezpieczony. Usuwanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.

Wydanie pierwsze, Warszawa 2015

Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o.

ul. Dzielna 60, 01-029 Warszawa

tel. +48 22 838 41 00

www.egmont.pl/ksiazki

ISBN 978-83-281-0948-3

Dla Lovey

M.M.

Dla Eloise i Jacka Cheevera

P.H.R.

Spis treści

Spis treści

Katastrofa lotnicza

Elmer

Wielka, straszna ciemność

Duchowe grzanki

Huragan Anabella

Ania z Zielonego Wzgórza i strażak

Pan Kościotrup i telefon z pogróżkami

Duch Łija

Figlarze

Grzankowa przysięga

Przypisy

Okładka

Strona przedtytułowa

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Dedykacja

Spis treści

Katastrofa lotnicza

Elmer

Wielka, straszna ciemność

Duchowe grzanki

Huragan Anabella

Ania z Zielonego Wzgórza i strażak

Pan Kościotrup i telefon z pogróżkami

Duch Łija

Figlarze

Grzankowa przysięga

Przypisy

Łup! Trach!

Hanię obudziło głośne uderzenie w dach.

– Duch! – krzyknęła zduszonym głosem. Bicie jej serca było głośniejsze od tykania zegara. – Myszko, to zabrzmiało, jakby na dachu wylądowała olbrzymia elektroniczna wiewiórka. Albo wszystkie dziewięć reniferów Świętego Mikołaja.

Myszka zasłoniła sobie łapą jedno ucho.

Łup-łup-łup.

– Aaaaa! A jeżeli to rzeczywiście duch? Który na poddaszu gra w kręgle? – Hania mocno przytuliła Myszkę. – Nie bój się. Ja cię obronię.

Hania zeszła z górnej pryczy piętrowego łóżka i chwyciła ołówek-potworka i linijkę Kobiety Naukowca. Tak uzbrojona wybiegła z pokoju i wpadła prosto na...

Smrodka! Jej brat zamachał mieczem świetlnym i wrzasnął:

– Niebo się wali na ziemię! Niebo się wali na ziemię!

– Hej, panikarzu! Słyszałeś to co ja? – spytała Hania.

– Jeśli mówisz o olbrzymim statku kosmicznym, który rozbił się na naszym dachu, to tak, słyszałem.

Hania i Smrodek popędzili schodami na dół. Myszka deptała im po piętach. Wpadli do kuchni, rozglądając się za rodzicami.

Komputer? Włączony. Telewizor? Włączony. Ale ani śladu mamy i taty.

W tej chwili z pralni wyszła mama i zaczęła wkładać kalosze.

– Duch! – Hania wskazała linijką na poddasze.

– Statek kosmiczny! – wykrzyknął zdyszany Smrodek.

– Elektroniczna wiewiórka! Renifery! – wyrzuciła z siebie Hania.

– Kosmici! Inwazja! – Smrodek aż dostał czkawki.

– Katastrofa lotnicza!

– Na dachu! – dodał Smrodek.

– Jest burza – powiedziała mama. – Bardzo silnie wieje. Tata wyszedł z domu, żeby sprawdzić dach. – Mama zarzuciła na siebie płaszcz przeciwdeszczowy i złapała parasol. – Nie ruszajcie się stąd. Pójdę do taty.

Kiedy otworzyła tylne drzwi, do środka wpadł wir mokrych liści.

– Super – mruknął Smrodek. – Na dachu naszego domu nad jeziorem Żabie Udko wylądowali kosmici, a my się mamy stąd nie ruszać.

Padało i padało. Deszcz bębnił o dach. Hania patrzyła, jak strużki wody spływają po szybach.

Kiedy się odwróciła, zobaczyła, że Smrodek przycisnął do ucha... latarkę? Gadającą latarkę!

Państwowa szkoła sportowa, szkoła podstawowa imienia Klary Barton, szkoła podstawowa w Crabtree – zamknięte.

–  Co latarka powiedziała drugoklasiście? – zażartowała Hania.

Smrodek podniósł głowę.

– Nie wiem. Co powiedziała?

– Smrodek, to nie dowcip. Słuchałeś... latarki?

– Cha, cha, cha. To nie tylko latarka, ale i krótkofalówka. – Smrodek potrząsnął anteną. – Próbuję się dowiedzieć, czy odwołali lekcje.

Wiatr szarpnął tylnymi drzwiami, aż zaskrzypiały.

– To nie zamieć śnieżna. Z powodu wiatru jeszcze nigdy nie odwołali lekcji.

– Może to będzie pierwszy raz – powiedział Smrodek.

– Taaa, jasne. A ołówki rosną na drzewach.

– Yyy... ołówki robi się z drzew.

– Aha. No tak.

Szkoła podstawowa imienia Benjamina Franklina – zamknięta.

Smrodek mocno zacisnął kciuki.

– Powiedzcie: „Szkoła podstawowa imienia Virginii Dare”! – krzyknął do krótkofalówki.

– Pogoda pod psem – powiedziała mama, wchodząc do domu.

Parasol wywinął się jej drutami na zewnątrz.

– A nie pod kotem? – spytał Smrodek.

– Tata jeszcze próbuje sprawdzić, co tak okropnie hałasuje na dachu. Ja nic tam nie znalazłam.

Gimnazjum imienia Królowej Pokoju i gimnazjum w Plum Creek – zamknięte.

Chwilę później do domu wszedł tata. Cały ociekał wodą, wokół jego stóp tworzyła się wielka kałuża.

– No i co to było? – spytał Smrodek. – Statek kosmiczny?

– Święty Mikołaj? – spytała Hania.

– Kosmici?

– Renifery?

– Olbrzymi kot?

– Namiot. – Tata otrząsnął się z wody jak pies. – Na dachu był wasz namiot Klubu Siusiającej Ropuchy.

– To znaczy, że wiatr porwał namiot, przeciągnął go przez całe podwórko – Smrodek, szaleńczo zamachał rękami – a potem łup-siup-trach, rzucił go na dach?

– Tak – potwierdził tata.

– Ooo. Zupełnie jak w Czarnoksiężniku z krainy Oz – powiedziała Hania.

– Odtąd wszystkie zebrania klubu będą musiały odbywać się na dachu! – Smrodek uśmiechnął się szeroko.

– Nie. Zdejmę namiot – odparł tata. – Ale to nie jest zwykła burza. W prognozie pogody mówili, że prędkość wiatru przekroczyła osiemdziesiąt kilometrów na godzinę i spadło już kilkanaście centymetrów deszczu. Może nadejść huragan.

Hania szeroko otworzyła oczy.

Smrodek spoglądał to na tatę, to na mamę.

Tata włączył telewizor.

„To już potwierdzone. Tropikalna burza przemieniła się w huragan – powiedział pan zapowiadający pogodę. – Prosimy zabezpieczyć swoje domy. Huragan Elmer zmierza na wschodnie wybrzeże”.

– Huragan! – wykrzyknął Smrodek. – Nie powinniśmy czegoś zrobić? Nagotować wody?

– Gorąca woda jest potrzebna, kiedy rodzi się dziecko. Prawda, mamo? – spytała Hania.

– No to może powinniśmy oddychać w papierowe torebki?

– To się robi, kiedy się ma czkawkę – wyjaśniła Hania.

– Stanąć w drzwiach?

– Podczas trzęsienia ziemi.

Gimnazjum w Silver Lake, świetlica dla dzieci, przedszkole – zamknięte. Z ostatniej chwili: teren wokół jeziora Żabie Udko...

– Ćśś. – Smrodek przycisnął latarkę do ucha.

...biblioteka publiczna, klub seniora...

– Eee tam – mruknął Smrodek. – Nigdy nie zamkną naszej szkoły.

– Dzieci, lepiej się szykujcie – poprosiła mama. – Skoro nie zamykają szkoły, to już jesteście spóźnieni.

...oraz szkoły... w tym szkoła podstawowa imienia Virginii Dare – zamknięte.

Smrodek spojrzał na Hanię. Hania spojrzała na Smrodka.

– Nie ma lekcji? – spytał Smrodek.

– Nie ma lekcji! – wykrzyknęła Hania.

– Hurra! – Hania i Smrodek przybili sobie piątkę, czwórkę i trójkę i zaczęli tańczyć po całej kuchni.

Nieco później pani Humorkowa szybko wyskoczyła do sklepu spożywczego. Kiedy wróciła, Smrodek stanął na palcach i zajrzał do siatek.

– Mamo, kupiłaś pianki?

– Kupiłam. Niestety skończył się tuńczyk, zupy i płatki, ale pianki jeszcze były. Półki są prawie puste. Wszyscy robią zapasy przed huraganem.

– No proszę, chyba będziemy musieli zjeść zupę z pianek – powiedziała wesoło Hania.

– A co tam. Ja mógłbym zamieszkać w domu z pianek. – Smrodek się rozmarzył.

Tata przyniósł z samochodu wielką niebieską butlę z wodą.

– Kto mieszka w domu z pianek? – spytał tata.

– Babcia Lusia! – wykrzyknął Smrodek.

– Co takiego? Babcia Lusia wcale nie... – zaczęła Hania.

– Zapomniałem powiedzieć. Kiedy byliście w sklepie, zadzwoniła babcia Lusia. Jedzie do nas.

– I bardzo dobrze. W Virginia Beach jest teraz niebezpiecznie – powiedział tata.

– Smrodek mówił, że u babci już nie ma prądu – wtrąciła Hania.

– Musiała wyjechać, bo inaczej by ją ewaparowali! – oznajmił Smrodek.

– Chyba „ewakuowali” – poprawiła go mama. – Cieszę się, że już wyjechała. Gdyby z powodu silnego wiatru zamknęli most, utknęłaby tam na dobre.

– Biedna ta nasza babcia Lusia, zawsze trafia w samo oko cyklonu. – Tata głośno westchnął.

– I mam wam przekazać, że przyjedzie w towarzystwie – dodał Smrodek.

Mama spojrzała na tatę, unosząc brwi.

– Tak?

– Z kim ma przyjechać? – spytał tata.

– Z kimś o imieniu Gerta. I z Mopsiem, i z paroma innymi imionami. Nie pamiętam wszystkich.

– Może babcia Lusia ma złą bliźniaczkę o imieniu Gerta, z którą ją rozdzielono po narodzinach, i teraz ją tu przywiezie, i Zła Gerta rzuci na nas zły urok – jednym tchem wyrzuciła z siebie Hania.

Tata się roześmiał.

– Przykro mi, że cię rozczaruję, ale Gerta to skrót od Gertruda, a Gertruda to kajak babci Lusi.

– Babcia Lusia ma łódkę, która się nazywa Gerta? – zdumiała się Hania.

– Wiesz, tuż przed śmiercią dziadek Jacek poprosił babcię Lusię: „Rób, co chcesz, ale nie zachowuj się jak jakaś stara ciotka Gertruda”. Babcia kupiła więc sobie kajak, żeby dłużej zachować młodość, i nazwała go Gerta.