Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Gwiazda z Hollywood - Carole Mortimer

Fizjoterapeutka Stephanie zawsze podziwiała przystojnego aktora, Jordana Simpsona. Nieoczekiwanie w swoim nowym pacjencie Jordanie St Claire, który ucierpiał w wypadku samochodowym, rozpoznaje swoją miłość z ekranu! Niestety, teraz aktor w niczym nie przypomina filmowego amanta. Na dodatek jest opryskliwy i odmawia wszelkiej współpracy. Jednak Stephanie wie, że może pomóc załamanemu Jordanowi i nie daje się zniechęcić…

Opinie o ebooku Gwiazda z Hollywood - Carole Mortimer

Fragment ebooka Gwiazda z Hollywood - Carole Mortimer

Carole Mortimer

Gwiazda z Hollywood

Tłumaczenie: Krzysztof Puławski

PROLOG

– Powinienem panią ostrzec, pani McKinley, że mój brat zachowuje się w tej chwili jak arogancki drań.

To chyba rodzinne, pomyślała cierpko Stephanie i popatrzyła na Lucana St Claire’a, który siedział za biurkiem w londyńskim biurze firmy St Claire Corporation. Był wysoki, przystojny, śniady i choć trudno by go uznać za drania, to miał w sobie coś zimnego i wyniosłego.

Być może te myśli brały się stąd, że potraktował Stephanie zuchwale i nie zainteresował się nią jako kobietą. Spodziewała się czego innego, chociaż Lucan St Claire, człowiek, który miał więcej pieniędzy niż niektóre kraje, gustował podobno w długonogich blondynkach, a nie rudowłosych dziewczynach średniego wzrostu. Poza tym Stephanie była tylko fizjoterapeutką, którą Lucan chciał zatrudnić, by pomóc bratu w rehabilitacji. Przynajmniej taką miała nadzieję.

Stephanie śmiało spojrzała mu w oczy.

– Osoby cierpiące często bywają… trochę agresywne, panie St Claire.

Uśmiechnął się, ale wyraźnie bez humoru.

– Niestety, Jordan jest więcej niż trochę agresywny – mruknął. – Zresztą sama pani zobaczy.

Skinęła głową, myśląc o swoim przyszłym pacjencie. Wiedziała, że Jordan St Claire ma trzydzieści cztery lata i jest najmłodszym z czterech braci. Mniej więcej pół roku temu miał wypadek, w którym połamał sobie niemal wszystkie kości po prawej stronie ciała. Poddał się wielu operacjom, które nie przywróciły mu jednak pełnej sprawności. W rezultacie odgrodził się od świata i zamieszkał gdzieś na wsi. Jednak Stephanie nic nie słyszała o tym, by wcześniej zachowywał się jakoś nietypowo.

– Zapewniam, że już sobie radziłam z podobnymi problemami u innych pacjentów – rzekła pewnym siebie tonem.

Lucan St Claire oparł łokcie na pokrytym skórą blacie i spojrzał na nią znad splecionych palców.

– Chodzi o to, że może niezbyt chętnie poddawać się terapii – powiedział, ważąc słowa. – Prawdę mówiąc, hm… nie chciał nawet słyszeć o kolejnym fizjoterapeucie.

Stephanie nigdy nie uważała się za „jeszcze jednego fizjoterapeutę”. Była dumna ze swojej prywatnej praktyki i z sukcesów, które odnosiła przez ostatnie lata. Z wypisów szpitalnych wywnioskowała, że lekarze zrobili już wszystko, co było w ich mocy, i teraz przyszedł czas na to, by Jordan St Claire solidnie popracował. Jednak jego brat sugerował, że on nie ma na to ochoty.

Zmrużyła oczy i spojrzała na siedzącego naprzeciwko wyniosłego mężczyznę.

– Czy powinnam coś jeszcze wiedzieć?

St Claire pokiwał z uznaniem głową.

– Widzę, że moi informatorzy nie kłamali i potrafi pani, że tak powiem, od razu wziąć byka za rogi.

Stephanie doskonale wiedziała, że jej energiczne zachowanie, a także związane w koński ogon włosy i chłodne zielone oczy mogą sprawiać wrażenie, że nie jest emocjonalnie zaangażowana w terapię. Oczywiście nie była to prawda, ale wiedziała, że czym innym jest samo zaangażowanie, a czym innym okazywanie emocji. Miała też nadzieję, że owi „informatorzy” nie słyszeli plotek na temat całkowicie bezpodstawnych oskarżeń Rosalind Newman. Stephanie zajmowała się po prostu rehabilitacją jej męża i nawet nie przyszło jej do głowy, by wdawać się z nim w romans.

– Zawsze uważałam, że prawda i bezpośredniość najlepiej służą moim pacjentom – odparła, wzruszając ramionami.

– Racja. – Spojrzał na nią z uznaniem. – I właśnie tego oczekuje Jordan.

– Zatem w czym problem? – Stephanie przeszyła go wzrokiem. Jeśli ma pracować z jego bratem, musi się o nim jak najwięcej dowiedzieć. I to nie tylko, jeśli idzie o kwestie medyczne.

St Claire westchnął ciężko.

– Jordan nic nie wie o tym, że chcę panią zatrudnić.

Stephanie już wcześniej to podejrzewała. Stykała się z podobnymi przypadkami i wiedziała, że wtedy trudniej pracuje się z pacjentem. Prawdę mówiąc, często miała do czynienia z ciężkimi przypadkami. Z takimi właśnie zwracali się do niej zleceniodawcy, ponieważ słyszeli, że doskonale sobie radzi.

– Czy to znaczy, że chce pan go postawić przed faktem dokonanym?

– To nie jest takie istotne – odparł, krzywiąc się kwaśno. – I tak będzie chciał panią odesłać… I to niezbyt grzecznie.

Stephanie wydęła wargi.

– To trzeba zrobić tak, żeby nie mógł się mnie pozbyć. Jakoś sobie poradzę, jeśli będzie chciał mnie obrazić. Wspominał pan, że ten dom, w którym mieszka w Gloucestershire, należy do pana?

– W zasadzie do firmy, czyli tak naprawdę do mnie – potwierdził ostrożnie.

– Zatem jako szef firmy ma pan prawo decydować, kto w nim mieszka? – spytała bezpośrednio.

Lucan popatrzył na nią z uznaniem, a w jego oczach zapaliły się iskierki humoru.

– Naprawdę zdecydowałaby się pani tam pojechać, nie bacząc na konsekwencje?

– Tak. Jeśli pacjent nie zostawia mi innego wyboru.

Tym razem jego uśmiech był szczery i szeroki.

– Być może jest pani właśnie tą osobą, której potrzebuje mój brat.

– Czyli chce mnie pan zatrudnić?

– Ale będzie pani miała naprawdę ciężkie zadanie – powiedział wolno. – Jordan nie chce, jak sam powiedział, żeby go „bez przerwy ustawiali i popychali, jakby był jakimś manekinem”.

– Nigdy nie ustawiam i nie popycham, panie St Claire – odrzekła, coraz bardziej zainteresowana tym przypadkiem. – Mogę zacząć od tego tygodnia, jeśli to panu odpowiada.

Lucan St Claire nawet nie przypuszczał, z jaką radością wyjedzie na dłuższy czas z Londynu. Byle jak najdalej od Rosalind Newman i jej męża.

– Jak najbardziej. – Poczuł ulgę, że nie dała się zniechęcić tym wszystkim, co powiedział.

Stephanie doskonale rozumiała jego uczucia. Wiedziała, że pacjenci, którzy nie radzą sobie z chorobą, bardzo często mają zły wpływ na całą rodzinę. Wyglądało na to, że choć Lucan St Claire jest oschły i arogancki, to jednak bardzo kocha młodszego brata.

– Będę potrzebowała kluczy do tego domu i wskazówek, jak dojechać – powiedziała. – Resztę proszę pozostawić mnie.

Jordan St Claire jeszcze o tym nie wiedział, ale w najbliższym czasie wiele miało się zdarzyć w jego życiu.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Kim pani, do diabła, jest? I co pani robi w mojej kuchni?

Stephanie dotarła do starego domu z wielką bramą jakąś godzinę wcześniej. Przez dłuższy czas dobijała się do drzwi, aż w końcu uznała, że Jordana St Claire’a albo nie ma w domu, albo też nie chce jej wpuścić do środka. Weszła więc sama. Najpierw poszła do kuchni, ale panujący tam bałagan był dla niej nie do przyjęcia. Natychmiast zabrała się do sprzątania.

– To ma być kuchnia? – burknęła, zbierając brudne naczynia, które były dosłownie wszędzie. – Sądziłam, że to eksperymentalna wylęgarnia wszelkich możliwych zarazków.

Wtem jej wzrok padł na zapuszczonego mężczyznę, który stał w drzwiach i obserwował ją podejrzliwie. Nagle zadrżała i oparła się o szafkę, żeby się nie przewrócić. Mimo za długich włosów, niechlujnego zarostu i niezbyt porządnego stroju, od razu go poznała. Musiała się bardzo wysilić, żeby nadal patrzeć na niego z ironią. Było to trudne, bo miała przed sobą nie Jordana St Claire’a, a słynnego aktora Jordana Simpsona!

Zarost i włosy maskowały trochę jego klasyczne rysy, ale może właśnie o to mu chodziło. Ona jednak nie dała się zwieść. I jeszcze te charakterystyczne oczy, o których krytycy pisali, że przykuwają uwagę.

Stephanie należała do wielbicielek Jordana Simpsona, który dziesięć lat temu zdobył szturmem Hollywood. Zagrał wówczas, zupełnie przypadkowo, ważną rolę i natychmiast odniósł sukces. Od tego czasu nakręcił chyba dwadzieścia filmów i zdobył dwa Oskary. Był też bohaterem wielu fantazji Stephanie, z których większość rozgrywała się w półmroku.

Wiedziała, na czym polegał jego tajemniczy wypadek. Prasa pisała, że Jordan Simpson spadł z budynku w czasie kręcenia filmu, i że podobno jest strasznie okaleczony i być może nigdy już nie będzie mógł chodzić. Choć mężczyzna był zaniedbany, a dodatkowo podpierał się laską, to w dalszym ciągu był bardzo przystojny. Stephanie patrzyła na niego, myśląc, że Lucan St Claire powinien był ją uprzedzić, z kim będzie miała do czynienia.

– Świetny żart – mruknął ponuro Jordan, opierając się mocniej na hebanowej lasce. Nie mógł bez niej zrobić kroku, co potwornie go złościło. – Ale to jeszcze nie wyjaśnia tego, kim pani jest i skąd się tu pani wzięła.

Jordan sypiał na sofie w jadalni. Przyniesiono ją tam, ponieważ kiepsko radził sobie ze schodami. Obudził go szczęk talerzy i odgłosy wody. Najpierw pomyślał, że to włamywacze, ale oni rzadko zajmowali się zmywaniem.

– Mam klucz – odparła i wzruszyła ramionami.

Spojrzał na nią uważniej.

– Ciekawe skąd?

Znów wzruszyła ramionami.

– Od pańskiego brata, Lucana.

Jordan chrząknął, jednak przypominało to bardziej warknięcie złego wilka.

– Mój brat powinien wiedzieć, że nie potrzebuję pomocy domowej.

Stephanie omiotła wzrokiem pomieszczenie.

– Wszystko wskazuje na to, że jest inaczej – rzuciła, a potem odwróciła się od niego i ponownie zabrała się do zbierania brudnych naczyń, których cała sterta wznosiła się tuż przy zlewie.

Przy okazji mógł zobaczyć, jak dżinsy opinają jej doskonałe pośladki, a kiedy obróciła się na moment, zaczął podziwiać wypukłość piersi i płaski brzuch. Świetnie! Poczuł, jak jego jedyna część ciała, która nie ucierpiała w czasie wypadku, wypręża się i zaczyna pulsować.

Jordan po raz pierwszy odkąd był chory wykazał jakieś zainteresowanie kobietą czy seksem, jednak, biorąc pod uwagę jego obecny stan, nie miało to właściwie znaczenia.

– Większość tych rzeczy dam do zmywarki – mruknął, kiedy kobieta zabrała się do mycia naczyń.

– Nic z tego. – Włosy Stephanie zawirowały w powietrzu. – Brud jest za bardzo zaschnięty.

– Chce pani powiedzieć, że jestem niechlujny?

Jeszcze raz rozejrzała się dookoła.

– Czy to trzeba mówić?

– Może pani nie zauważyła, ale nie jestem w najlepszej formie – bronił się gniewnie. Ostatnio rzadko miewał apetyt, ale kiedy już sobie coś zrobił, to biodro i noga bolały go później tak bardzo, że nie miał siły pozmywać.

Dziewczyna przerwała sprzątanie i spojrzała na niego zielonymi oczami.

– No proszę! Nie spodziewałam się, że od razu zrobi pan z siebie kalekę.

Jordan wciągnął gwałtownie powietrze i zacisnął mocno dłoń na lasce.

– Co pani powiedziała?

Stephanie patrzyła spokojnie w jego bursztynowe oczy. Zauważyła, że twarz mu poszarzała, a zaciśnięte szczęki wskazywały, że poza złością czuje też ból.

Stephanie zawsze traktowała pacjentów profesjonalnie, ale tym razem było trudniej ze względu na to, kim był jej podopieczny. Starała się nie zwracać uwagi na urodę i zmysłowość Jordana Simpsona. Przez jakiś czas specjalnie na niego nie patrzyła, by odzyskać równowagę. Chociaż zwykle nie zwracała szczególnej uwagi na mężczyzn, to ciągała siostrę na wszystkie filmy z Jordanem Simpsonem. Joey chyba pęknie ze śmiechu, kiedy się dowie, że został jej pacjentem.

Zachowała jednak spokój. W dodatku Jordan Simpson był w tej chwili jedynie cieniem dawnego siebie. Tylko jego oczy pozostały takie jak kiedyś.

– Przepraszam, ale wydawało mi się, że tak właśnie pan myśli. Że jest kaleką.

Bursztynowe oczy zalśniły niebezpiecznie.

– Nieważne, kim pani jest i co tu robi. Niech się pani wynosi z mojego domu! – wrzasnął wściekły.

– Niestety, nie mogę.

Zmarszczył brwi, słysząc tak stanowczą odpowiedź.

– Nie? – rzucił niepewnie.

Stephanie uśmiechnęła się, widząc, że zbiła go z tropu.

– To jest dom pańskiego brata. Dał mi klucz i jestem tu na jego zlecenie.

– Ale nie moje!

Stephanie znowu się uśmiechnęła.

– Niestety, to on płaci rachunki.

– Nie potrzebuję gospodyni.

– Po pierwsze, jak wspomniałam, można by się o to spierać. – Potrząsnęła lekko głową. – Po drugie, nie jestem gospodynią. Stephanie McKinley. – Wyciągnęła do niego dłoń.

Jordan nie zareagował i tylko oddychał ciężko, patrząc na nią spode łba. Ta irytująca kobieta mogła mieć od dwudziestu pięciu do trzydziestu lat. Wyróżniała się niezwykle długimi rzęsami, płomiennymi rudymi włosami – zapewne naturalnymi, na co wskazywałyby jej piegi – a także małym zadartym noskiem. Poza tym była bardzo seksowna i, co zdążył sobie uświadomić, miała cięty język. Nikt, nawet jego brat, nie odważył się z nim rozmawiać tak jak Stephanie McKinley.

– Skąd pani zna Lucana? – zapytał po chwili.

– Nie znam. – Opuściła wolno dłoń. – Spotkałam go tylko raz i to na krótko.

Jordan stał dłużej niż zwykle i zaczęło mu dokuczać biodro. I to coraz mocniej. Chciał jak najszybciej pozbyć się tej kobiety.

– To jakiś żart? Czy brat zapłacił pani, żeby poszła pani ze mną do łóżka?

Stephanie uśmiechnęła się, doskonale zdając sprawę z tego, że chce ją obrazić. Jednocześnie zastanawiała się, czy wyniosły i chłodny Lucan St Claire w ogóle ma poczucie humoru.

– A czy wyglądam jak kobieta, której się za to płaci?

Jordan wzruszył ramionami.

– Skąd niby mam wiedzieć?

– Chce pan powiedzieć, że zwykle nie płaci pan za takie rzeczy? – Stephanie była tego pewna. Jordan Simpson zwykle nie mógł się opędzić od wielbicielek.

– Zwykle nie – mruknął i spojrzał na nią prowokacyjnie.

Stephanie zrozumiała, że specjalnie stara się ją onieśmielić. Co gorsza, zaczęło mu się to udawać.

– Zapewniam pana, że nie chciałabym pójść do łóżka z mężczyzną, który tak się nad sobą użala, że nie tylko odgrodził się od świata, ale jeszcze od kochającej go rodziny – powiedziała z wyrzutem.

Twarz Jordana pociemniała. Spojrzał na nią złowrogo.

– Co pani w ogóle o tym wie?! To nie na panią patrzą z litością, kiedy tylko pokaże się pani na zewnątrz! To nie pani nie może się poruszać bez pomocy kul czy laski! Nie pani czuje się zażenowana, kiedy pomagają pani wstać…

Stephanie zamyśliła się przez chwilę.

– Nie, już nie – odpowiedziała.

Jordan spojrzał na nią, mrużąc oczy.

– Co chce pani przez to powiedzieć?

Stephanie uniosła głowę i popatrzyła mu prosto w twarz.

– W wieku dziesięciu lat miałam wypadek, po którym wylądowałam na wózku inwalidzkim. Przez dwa lata nie mogłam chodzić i to nawet o kulach czy lasce. Pan przynajmniej ma do pewnego stopnia sprawne obie nogi. Dlatego nie będę na pana patrzyła z litością, w przeciwieństwie, jak rozumiem, do innych ludzi.

Zwykle nie opowiadała pacjentom o tych zdarzeniach. Nie było to potrzebne. Tym razem też zrobiła to z pewnym wahaniem, ale czuła, że musi sprowadzić na ziemię tego mężczyznę, któremu wydawało się, że spadły na niego wszystkie możliwe nieszczęścia.

– Ale udało się pani pozbierać i teraz uważa pani, że wszyscy powinni zachowywać się tak samo, co?

– A co innego pan proponuje? – spytała twardo. – Trzeba jakoś stanąć na nogi: dosłownie i w przenośni. Nie może pan do końca życia chować się przed ludźmi.

W oczach Jordana pojawił się nagle wyraz zrozumienia.

– No tak, jeśli Lucan nie przysłała pani tu po to, żeby się pani ze mną przespała, to kim pani jest? Jeszcze jednym lekarzem? A może mój zarozumiały brat uznał, że potrzebuję psychiatry. – Wydął z pogardą wargi.

– Z pańskich szpitalnych papierów wynika, że głowa pozostała nietknięta – zauważyła.

– Taa… – westchnął.

– Czyżby jednak potrzebował pan psychiatry?

– Nie mam zamiaru dać się nabrać na pani gierki, pani McKinley.

– Zapewniam pana, że to wcale nie są gierki, panie Simpson…

– Zatem wie pani, kim jestem? – przerwał jej gwałtownie.

– Trudno nie wiedzieć – rzuciła z przekąsem. – Przecież jest pan jednym z najlepiej znanych brytyjskich aktorów. „Zdolnym i czarującym” – zacytowała. – To prawda, że po wypadku nie czuje się pan najlepiej, ale wciąż jest pan sobą.

Jordan czasami zastanawiał się, czy tak jest w istocie. Jeszcze pół roku temu żył pełnią życia, mieszkał w Kalifornii i robił to, co lubił. Był „zdolny i czarujący” i to na tyle, by mieć każdą kobietę, którą się zainteresował. Od wypadku to wszystko się zmieniło. On sam się zmienił.

– Wobec tego potrzebuję takiego scenariusza, w którym główny bohater kuleje – powiedział z przekąsem. – Zna pani taki?

Poruszył się niepewnie i przeniósł na chwilę ciężar ciała na lewą stronę. Bolało jak diabli. Doskonale wiedział, że nie powinien tego robić, ale czasami się zapominał.

– Tak na poczekaniu nie potrafię żadnego podać – odparła. – Poza tym powinien pan raczej skoncentrować się na odzyskiwaniu pełnej sprawności, a nie na szukaniu takich scenariuszy.

– Cholera jasna! – warknął i przewrócił oczami. – Czyli jest pani kolejną sadystyczną fizjoterapeutką! Będzie mnie pani masować, aż nie będę mógł znieść bólu!

To nie były pytania. Jordan miał kilku fizjoterapeutów i to zaraz po operacji, jednak żaden nie zdołał postawić go na nogi. Ale, jak widać, pozostawili po sobie „bolesne” wspomnienia.

– To, że noga boli, nie musi być wcale złe – zauważyła.

– Pomyślę o tym o drugiej nad ranem, kiedy obudzi mnie ból – warknął.

Lucan St Claire zapomniał jej powiedzieć, że jego brat jest nie tylko agresywny, ale też uparty i nieracjonalny.

– Ból może oznaczać, że mięśnie się regenerują – wyjaśniła cierpliwie.

– Albo że obumierają.

– To prawda. – Wiedziała, że nie ma sensu go oszukiwać. – Będę mogła powiedzieć więcej na ten temat, kiedy zaczniemy z nimi…

– Jedyny mój mięsień, który nadaje się do ćwiczeń, znajduje się trochę ponad udami – rzucił prowokacyjnie.

Stephanie tym razem dała się zaskoczyć i oblała się rumieńcem. Jednocześnie zerknęła na wspomniane miejsce i ze zdumieniem stwierdziła, że Jordan Simpson mówił najszczerszą prawdę.

Czyżby to ona tak go podniecała?

Nie, nie chodzi o mnie, odpowiedziała sobie natychmiast w myślach. Zapewne Jordan Simpson nie miał kobiety od wypadku i po pół roku celibatu spodobałaby mu się każda w miarę ładna kobieta.

– Jeśli chce mnie pan zawstydzić…

– To właśnie mi się to udało – zakończył za nią triumfalnie.

– Możliwe – przyznała. – Czy w związku z tym czuje się pan lepiej?

Popatrzyła na niego, a on uśmiechnął się szeroko. To był ten sam uśmiech, który jeszcze jakiś czas temu widywała na plakatach.

Och, pomocy, pomyślała.

– To nie ma znaczenia – odparł w końcu. – Zależy mi przede wszystkim na tym, żeby jak najszybciej opuściła pani ten dom.

Tym razem to ona mogła się uśmiechnąć.

– Należy pan do bardzo aroganckiej rodziny – stwierdziła.

– Rodziny? A ilu jej członków miała pani okazję poznać? – spytał, znowu poważniejąc.

– Tylko pana i pańskiego brata.

– To znaczy Lucana – rzekł i pokiwał głową. – Zapewniam panią, że Gideon jest znacznie gorszy.

– Pański brat bliźniak?

– Sporo pani wie na mój temat. – Spojrzał na nią z uznaniem.

Stephanie pokręciła głową.

– Można to było przeczytać w pierwszym lepszym piśmie – zauważyła.

– Ale nie jesteśmy identycznymi bliźniakami – zastrzegł zaraz.

I bardzo dobrze, pomyślała Stephanie. Miała już dość jednego z bliźniaków, a co by było, gdyby stanęło przed nią dwóch takich samych. Równie seksownych…

Westchnęła ciężko i odrzuciła kilka niesfornych kosmyków.

– Panie Simpson, mam za sobą długą drogę z Londynu, a w dodatku chętnie bym coś zjadła. Może ogłosimy na razie rozejm, a ja przygotuję kolację, dobrze? – zaproponowała.

Jordan przygryzł wargę i zaczął się zastanawiać. Z jednej strony chętnie pozbyłby się tej kobiety z domu, ale właśnie sobie przypomniał, że dawno nic nie jadł.

– To zależy – odezwał się w końcu.

Popatrzyła na niego podejrzliwie swoimi zielonymi oczami.

– Od czego?

– Od tego, czy rzeczywiście umie pani gotować. Mam już dość potraw z puszek. – Właśnie tym się żywił, od kiedy się tu przeprowadził, czyli mniej więcej od miesiąca. Skoro więc Lucan pofatygował się, żeby przysłać mu tutaj tę kobietę, to może wykorzysta ją właśnie w ten sposób. Może do tego się przyda.

– Myślę, że potrafię zrobić coś lepszego – powiedziała z uśmiechem. – Nie wiedziałam, czy będą tu jakieś produkty spożywcze, więc wzięłam parę rzeczy ze sobą. Zaraz je przyniosę. – Włożyła czarną kurtkę i zatrzymała się przy drzwiach. – Mam nadzieję, że lubi pan steki?

Samo wspomnienie o czymś tak wspaniałym sprawiło, że ślinka napłynęła mu do ust.

– Mogą być – odrzekł z miną władcy.

W drodze do samochodu Stephanie uśmiechnęła się do siebie. Pozwolił jej ugotować obiad. To dobry początek, ale tylko początek. Doskonale wiedziała, że da się na to nabrać, bo widziała na talerzach resztki tego, co jadł.

No i czeka ją kolacja w towarzystwie Jordana Simpsona!

Oczywiście Jordan bardzo się zmienił. Nie był już chyba tym mężczyzną, którego znała z pism i magazynów dla kobiet. Tym bardziej nie był bohaterem z ekranu. Jednak wciąż był sobą!

Ledwie otworzyła bagażnik auta, a odezwała się komórka. Wyjęła ją z torebki i zerknęła na ekran.

– Joey? – rzuciła uradowana telefonem siostry. – Tak się cieszę, że dzwonisz. Obawiam się, że mogę mieć kłopoty. I to duże.