Wydawca: WAB Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2010

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Granice lodu - Pierre Bottero

Kolejna część przygód niezwykłej dziewczyny o szafirowych oczach, która posiadła umiejętność przenoszenia się ze współczesnego Paryża do Gwendalaviru - równoległej rzeczywistości, gdzie największą bronią jest wyobraźnia.

Ewilan i Salim wraz z towarzyszami przemierzają Gwendalavir. Zamierzają uwolnić Skrzepłych Wartowników i uratować świat przed TS'żercami. Muszą sobie poradzić z czyhającymi na nich potworami, jak również z kłótniami we własnych szeregach. W końcu docierają do Granic Lodu, nie są tu jednak mile widziani. Przeszkodzić im próbują nie tylko ogry - z Ts'żercami sprzymierzyli się okrutni bojownicy Chaosu, którzy mają jeden cel: zgładzić Ewilan. Tymczasem ta ostatnia ćwiczy się w Sztuce Rysunku. Gorzej, że nie nauczyła się jeszcze do końca nad nią panować. Ta zdolność, jak się okaże, może bohaterom uratować życie, albo... sprawić, że trafią w ręce nieprzyjaciół. W dodatku czas pokaże, że wszyscy ci dotychczasowi wrogowie nie byli aż tak groźni. Teraz bowiem pokonać trzeba będzie smoka!

 

Z recenzji poprzedniego tomu:

Bottero stworzył niezwykle spójny świat na miarę tych, które wykreowali J.R.R.Tolkien, C.S. Lewis i Philip Pullman.

„Le Monde"

Bottero czerpie widoczną przyjemność z konstruowania świata, o którym sam marzył.

„Le Figaro"

„Wyprawa” Pierre'a Bottero to kawałek solidnej fantasy skierowanej do młodszych odbiorców. Znajdziemy w niej sporą dawkę akcji, sympatycznych bohaterów i mnóstwo magii.

www.katedra.nast.pl

Opinie o ebooku Granice lodu - Pierre Bottero

Fragment ebooka Granice lodu - Pierre Bottero

Pierre Bottero

Ewilan z dwóch światów, tom 2

GRANICE LODU

przełożyła Barbara Wicher

Tytuł oryginału: La Quête d’Ewilan. Volume 2: Les Frontières de Glace

Copyright © Editions Rageot, 2003; International Rights Management: Susanna Lea Associates

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo W.A.B., 2010

Copyright © for the Polish translation by Wydawnictwo W.A.B., 2010

Wydanie I

Warszawa 2010

WPROWADZENIE DO TAJEMNIC GWENDALAVIRU

– Młodzi ludzie...

Doume Fil’ Battis położył pomarszczone dłonie na kamiennym pulpicie. Zapowiadało się niezbyt dobrze...

– Młodzi ludzie, czy moglibyście, proszę, usiąść i się uciszyć?

Ogłuszająca wrzawa w sali wykładowej nie uspokoiła się. Żaden z kandydatów nie zwracał najmniejszej uwagi na nauczyciela.

– Proszę, żeby wszyscy usiedli i zamilkli...

Twarz Doume’a Fil’ Battisa, ukryta częściowo pod gęstą brodą, nagle poczerwieniała.

– Siadać, psiakrew, i zamknąć się!

Wybuch gniewu mężczyzny, zaakcentowany gwałtownym uderzeniem pięścią w marmurowy pulpit, podziałał na wszystkich jak huk pioruna. Zapanowała martwa cisza. Stary człowiek skinął z uznaniem głową.

– Tak lepiej – stwierdził, mierząc wzrokiem słuchających teraz z uwagą zebranych. – Nazywam się Doume Fil’ Battis, jestem kronikarzem Imperium, i jeżeli nie będziecie odpowiednio się zachowywać, zadbam o to, żeby jedyną akademią, na którą będziecie mieli wstęp, była akademia zamiataczy ulic w Al-Poll. Zrozumiano?

Mężczyzna podniósł rękę na znak, żeby nie odpowiadano na to retoryczne pytanie, po czym podjął:

– Jak co roku, tematem mojego pierwszego wykładu będzie Ewilan Gil’ Sayan. Nie zrozumiecie tej legendarnej postaci, jeżeli nie postaracie się wyobrazić sobie Gwendalaviru takiego, jaki ona odkryła, i jeżeli nie skupicie się na trzech zasadniczych punktach. Chodzi mi o: niezwykłość, wojnę oraz Sztukę Rysunku. Po pierwsze, niezwykłość, ponieważ żyjemy w innym świecie niż ten, z którego przybyła Ewilan; w świecie, którego istnienia absolutnie nie podejrzewała, w pewnym sensie równoległym1... Ewilan pochodziła z Gwendalaviru, jednak nie wiedziała o tym. Nie zachowała żadnych wspomnień z wczesnego dzieciństwa i żyła, pod nazwiskiem Camille Duciel, w niezbyt kochającej rodzinie adopcyjnej, aż do dnia, w którym, w celu uniknięcia wypadku, przeniosła się tutaj.

Kronikarz zamilkł na chwilę, sprawdzając, czy słuchano go uważnie. Tak właśnie było, jak na większości jego wykładów. Usatysfakcjonowany, podjął:

– Po drugie wojna, gdyż walczyliśmy wtedy z najazdem naszych nieczłowieczych sąsiadów Raïsów, manipulowanych przez inną złowrogą rasę, Ts’żerców. Wartownicy, jedyni ludzie zdolni zmienić przebieg wojny, byli więźniami Ts’żerców, ponieważ Éléa Ril’ Morienval, sama również będąca Wartowniczką, zdradziła. Kiedy przybyła Ewilan, hordy Raïsów zalewały Imperium, miażdżąc stopniowo alaviriańską armię. Sytuacja wydawała się rozpaczliwa, gdy...

– A trzeci punkt?

Osobą, która przerwała wykładowcy, była wysmukła, młoda dziewczyna o figlarnym spojrzeniu i płomiennie rudych włosach. Doume Fil’ Battis postanowił nie zareagować wybuchem gniewu.

– Zaraz do tego dojdę. Sztuka Rysunku jest narzędziem, które pozwoliło Ewilan zbudować legendę, będącą dzisiaj tematem naszych studiów. Ta Sztuka nie jest znana w tamtym świecie i tylko przypadkiem Ewilan odkryła, że jest w stanie, wyłącznie za pomocą woli, uczynić prawdziwym to, co sobie wyobraziła, czy też przenieść się w jednej chwili z jednego miejsca w drugie, z jednego świata do drugiego, wykonując tak zwane przejście w bok. Nadążacie za mną?

Ruda dziewczyna skinęła z szacunkiem głową i kronikarz uśmiechnął się. W sumie nie wszyscy ci młodzi ludzie byli źle wychowani...

– Postanowiłem rozpocząć opowieść o Ewilan w nietypowy sposób, przedstawiając najpierw postać, o której właśnie wspomniałem: Éléę Ril’ Morienval. Éléa była Wartownikiem, tak jak rodzice Ewilan. Istniało dwunastu Wartowników, których zadaniem było nadzorować Wyobraźnię, wymiar pozwalający rysownikom uczynić prawdziwym to, co sobie wyobrażą, jak również Zwoje, czyli ścieżki, które przez nią przebiegają. Éléa Ril’ Morienval była ambitna i pozbawiona skrupułów. Zapragnęła zawładnąć Imperium. W tym celu nie zawahała się zawrzeć paktu z Ts’żercami oraz bojownikami Chaosu, grupą satanicznych ludzi. Altan i Élicia Gil’ Sayan...

– Powszechnie wiadomo jednak, że bojownicy...

Tym razem odezwał się kandydat o pewnej siebie minie. Doume Fil’ Battis zareagował niezwłocznie.

– Jeszcze słowo i wyleci pan za drzwi! – zagrzmiał. – Może chce mi pan udzielić lekcji na temat faktów historycznych, które badam od lat? Przemądrzały karaluch!

Chłopak, który spowodował wybuch gniewu wykładowcy, skulił się, a siedzący obok niego koledzy na wszelki wypadek odsunęli się. Kronikarz zaczerpnął głęboko powietrza.

– Altan i Élicia Gil’ Sayan, jak mówiłem, byli jedynymi Wartownikami, którzy sprzeciwili się Éléi Ril’ Morienval. Wcześniej przedsięwzięli pewne środki ostrożności. Umieścili swoje dzieci, Ewilan i Akiro, w drugim świecie, dla bezpieczeństwa wymazując ich wspomnienia. Dobrze zrobili, gdyż wkrótce ponieśli klęskę i zaginęli. Sytuacja wymknęła się jednakże spod kontroli Éléi. Z kolei ona została zdradzona, przez Ts’żerców, i uwięziona z dziewięcioma innymi Wartownikami na skrajnej północy Imperium, w opuszczonym mieście, legendarnym Al-Poll, stworzonym częściowo przez Merwyna. Tajemniczy i budzący trwogę Strażnik miał za zadanie uniemożliwienie komukolwiek zbliżenia się do nich. Następnie Ts’żercy zablokowali dostęp do Wyobraźni, zakładając zatrzask w Zwojach, i hordy Raïsów napadły na Imperium. Gwendalavir, pozbawiony wsparcia ze strony rysowników, opierał się z wielkim trudem. Jakieś uwagi?

Nikt ze słuchających nie zareagował. Doume zmarszczył brwi. Z roku na rok kandydaci stawali się bardziej tchórzliwi, zanikały tradycje. Mężczyzna z trudem powstrzymał pomruk rozczarowania i podjął:

– Tak wyglądała sytuacja w momencie przybycia Ewilan i jej przyjaciela Salima. Ewilan natychmiast została wciągnięta w wir rozbieżnych interesów. Posiadała właściwie nieograniczoną moc, przewyższającą zdolności jakiegokolwiek rysownika. Świadomi tego Ts’żercy chcieli jej śmierci, podczas gdy Éléi Ril’ Morienval, której udało się z nią skontaktować, zależało, aby dziewczyna odnalazła swojego brata, który uwolniłby więzionych Skrzepłych Wartowników, co w jej mniemaniu potrafił uczynić. Wrócimy jeszcze do tematu Skrzepłych i przestudiujemy rysunek Ts’żerców, który zdołał unieruchomić elitę alaviriańskich rysowników i pozbawić ją władzy. Wiedzcie po prostu, że zbudzenie Skrzepłych było zadaniem niesłychanie skomplikowanym, wymagającym wyjątkowej mocy. Na szczęście Ewilan otoczona była przyjaciółmi. Edwin Til’ Illan, Generał Alaviriańskiej Armii i legendarny wojownik; Duom Nil’ Erg, słynny analityk, który w tamtych czasach nie był już młodzieńcem; Bjorn, rycerz o lojalnym sercu; Maniel, żołnierz o barkach tytana; jak również...

Kronikarz przerwał, widząc, że dziewczyna o rudych włosach podniosła rękę.

– Słucham?

– Czy Edwin Til’ Illan, o którym pan mówi, to ten sam, który jako pierwszy pokonał Ts’żercę w pojedynku?

– Tak, to właśnie ten. Gratuluję bystrości.

– I pięknych oczu... – szepnął ktoś z przekąsem.

Uwaga wywołała dyskretne śmiechy, które kronikarz, jako doświadczony mówca, zignorował.

– Nieco później do tej grupy dołączyła Ellana Caldin, tajemnicza i buntownicza kobieta należąca do gildii cieniołazów. Wszyscy razem wyruszyli do Al-Jeit, naszej stolicy, stawiając czoło tysiącu niebezpieczeństw. Mistrz Duom, chociaż przekonany o zdradzie Éléi Ril’ Morienval, mimo wszystko zgodził się z jej słowami. Akiro, starszy brat Ewilan, wydawał się najodpowiedniejszą osobą do zbudzenia Skrzepłych. Należało umieścić Ewilan w bezpiecznym miejscu, do czasu, aż będzie w stanie wyruszyć na jego poszukiwanie. Los Imperium spoczywał w jej rękach.

W sali rozległ się lekki szmer zaniepokojenia, świadczący o tym, że słuchano z uwagą. Doume położył mu kres jednym chrząknięciem.

– W czasie podróży – kontynuował – Ellana została ciężko ranna, ratując życie Ewilan. Ponieważ Ewilan opanowała już wykonywanie przejścia w bok, postanowiła dłużej nie czekać. W towarzystwie Salima opuściła nowo odkryty świat w celu odnalezienia Akiro i przekonania go, żeby uratował Gwendalavir. Niestety ich wysiłek na nic się nie zdał. Akiro nie miał najmniejszej ochoty rzucić się w wir przygód i, co najistotniejsze, zdawał się posiadać tylko zalążkową moc, niewspółmierną do zadania, które zamierzano mu powierzyć. W zaistniałej sytuacji Ewilan i Salim zdecydowali się wrócić sami, żywiąc jednak w sercach nikłą nadzieję: Élicii Gil’ Sayan udało się nawiązać kontakt z córką. Matka Ewilan żyła.

Kronikarz zamilkł. Kandydaci wpatrywali się w niego zasłuchani, czekając w prawie nabożnej ciszy, aż podejmie opowieść. Doume wypił niespiesznie szklankę wody, wytarł usta wierzchem dłoni i ze swadą zamiłowanego mówcy rozpoczął drugą część historii:

– W tym czasie w Ondianie Edwin i jego towarzysze wypatrywali powrotu Ewilan i psuli sobie krew...

BRAMA GHULA

1

Wyobraźnia jest wymiarem. Przebiegające przez nią niezliczone ścieżki noszą nazwę Zwojów. Ci, którzy przemieszczają się po nich, to rysownicy. Mogą oni uczynić realnym wszystko to, co sobie wyobrażą.

Elis Mil’ Truif, mistrz rysunku Akademii w Al-Jeit

Drzwi otworzyły się i mężczyzna ubrany w zwykłą burkę wszedł do długiego korytarza z jasnego kamienia. Był wysoki, chudy, miał pociągłą twarz i wygolone do skóry włosy. Poruszał się niepewnym krokiem, pogładził się dłonią po głowie i westchnął przeciągle.

Artis Valpierre był marzycielem z Ondiany.

Dziesięć lat temu zdecydował się poświęcić życie temu powołaniu i doszedł do czwartego kręgu wtajemniczenia. Od dawna rozumiał, iż bractwo żywiło ambicje i posiadało cele daleko wykraczające poza samą naukę i medytację. Cała prawda zostanie mu wyjawiona, kiedy dojdzie do piątego kręgu, co zajmie jeszcze lata. Tymczasem jego umysł zaprzątało jednak coś innego.

Kilka dni wcześniej w Ondianie zatrzymała się grupa podróżnych, prosząc o udzielenie pomocy ciężko rannej kobiecie. To nie było rzadkością. Marzyciele często posługiwali się swą sztuką w celu ulżenia potrzebującym. Ciągnęli z tego skromne korzyści materialne i przyczyniali się do umacniania dobrej reputacji bractwa.

Artis Valpierre uczestniczył w rysowaniu uzdrowicielskiego snu wokół nieprzytomnej, młodej kobiety, która była ranna w brzuch i bez interwencji marzycieli z pewnością by zmarła. Uzdrawianie myślą uszkodzonych organów nie było trudne. Marzyciele posiadali solidną wiedzę z zakresu anatomii i mogli wyleczyć wszystko, z wyjątkiem niektórych ran głowy.

Skład grupy, która przywiozła ranną, był osobliwy: dwoje nastolatków, gwardzista z Al-Vor, błędny rycerz, wojownik doświadczony w dowodzeniu i stary rysownik. Nigdy jeszcze nie zdarzyło się, żeby tak zróżnicowana grupa podróżnych zapukała do bram bractwa.

Ondiana jedynie wyjątkowo użyczała komukolwiek gościny. Jednak, o dziwo, stary rysownik wyszeptał zaledwie dwa zdania do ucha mistrza marzycieli i natychmiast uzyskał zaproszenie.

Jeszcze bardziej zdumiewające było to, że zwierzchnik Ondiany powierzył jemu, Artisowi Valpierre’owi, obowiązek zadbania o wygodę podróżnych, wyznaczając go, jeśli można tak powiedzieć, do usługiwania im.

Wszystko to można by jeszcze ścierpieć, gdyby nie ta... Nie! Tego już było za wiele. Niezwłocznie należało coś z tym zrobić!

*

Znalazłszy się u drzwi mistrza Carboisty, Artis zapukał z szacunkiem i poczekał, aż pozwolono mu wejść. Kancelaria przełożonego Ondiany znajdowała się w wieży zachodniej. Pomieszczenie było przestronne. Trzy z okien wychodziły na dolinę. Przy ścianach stały regały z książkami, a na środku imponujące, ciemne biurko. Rosnąca w żółtej doniczce bałamutka hulmska wydawała z siebie słodkie trele, ale żaden owad nie zbliżał się do jej wąsów i roślina pozostawała głodna.

Mistrz Carboist siedział przy biurku, pogrążony w pracy.

Kiedy Artis Valpierre stanął przed nim, mężczyzna podniósł wzrok znad listu, który właśnie pisał.

– Tak, o co chodzi? – zapytał mocnym głosem.

Marzyciel poczuł, że jego determinacja słabnie. Mistrzowie zawsze go onieśmielali. Ten, którego miał przed sobą, doszedł do siódmego kręgu wtajemniczenia. Mistrz Carboist był mężczyzną około sześćdziesięcioletnim o wciąż atletycznej sylwetce. Jak wszyscy rezydenci Ondiany, ubrany był w burkę. Z jego spojrzenia emanowała siła, niepozostawiająca wątpliwości, że ma się do czynienia z kimś wyjątkowym. Z szefem.

Artis Valpierre spróbował zebrać się w sobie.

– Przyszedłem w sprawie podróżnych – odezwał się w końcu.

– Tak?

– Wie brat przełożony, że tych dwoje nastolatków znikło zaraz po tym, jak tu przybyli...

– Wiem – uciął mistrz Carboist. – I wyjaśniłem już bratu, że to nie nasza sprawa.

– Tak, tak – wybąkał Artis. – Ale to nie o tym chciałem rozmawiać.

Mistrz marzycieli westchnął i usiadł wygodniej w fotelu.

– A więc słucham – powiedział cierpliwie.

– Ellana wyzdrowiała i...

– Ellana?

Artis Valpierre zaczerwienił się.

– To ta młoda, ranna kobieta, którą przywieźli do nas podróżni. Nazywa się Ellana Caldin.

Przełożony marzycieli nie zareagował, więc Artis podjął:

– Wojownik o imieniu Edwin korzysta, sądzę, że za brata przełożonego pozwoleniem, z podwórza ze źródłem, żeby zaprawiać dwóch pozostałych mężczyzn do walki. Spędzają tam co najmniej sześć godzin dziennie.

Mistrz Carboist nie mógł się powstrzymać od przewrócenia oczami.

– Wiem o tym wszystkim. Już się brat skarżył na hałas oraz zwracał uwagę, że rozprasza to naszych nowicjuszy. Buntował się już brat również przeciwko wizytom mistrza Nil’ Erga w naszej bibliotece. Wyraziłem na to wszystko zgodę. Niech mi brat teraz wyjaśni, jaki to ma związek z panną Caldin.

Artis wziął głęboki oddech i wyrzucił z siebie:

– Wygląda na to, że ta młoda kobieta zupełnie już wyzdrowiała i...

– Niezmiernie się z tego cieszę.

– A dzisiaj, od rana – ciągnął marzyciel, starając się nie bełkotać – uczestniczy w ćwiczeniach na podwórzu.

– Czy to wszystko?

Artis Valpierre wybuchnął:

– Jak to, czy to wszystko? Jakim sposobem moi uczniowie mają się skoncentrować na naukach, których im udzielam, przy tej młodej kobiecie, która robi z siebie widowisko? Sądzę, że nieodzowne jest podjęcie bardzo szybkiej decyzji o...

– Czy jest ładna?

– Przepraszam?

– Zapytałem brata, czy ta Ellana Caldin jest ładna.

– Eee... to znaczy... bo...

– Bracie Artis, zadałem proste pytanie. Niech więc brat udzieli mi jasnej odpowiedzi. Czy jest ładna?

Marzyciel załamywał ręce. Nie był pewny, czy jego przełożony mówi poważnie, czy też kpi sobie z niego. Wolałby znajdować się o kilometry od tego miejsca.

– Tak, jest... jest ładna.

Na ustach mistrza marzycieli pojawił się lekki uśmiech, którego bezgranicznie zażenowany Artis Valpierre nie zauważył.

– Uczniowie mają więc rację, że na nią patrzą – oświadczył mistrz Carboist. – Stanowi z pewnością większą inspirację do marzeń niż brat. Nie ma jednak powodu do zazdrości, to natura tak chciała. Tak więc, bracie Artis, skoro rozwiałem już brata wątpliwości, byłbym wdzięczny, gdyby teraz pozwolił mi brat pracować. Zawsze bardzo przyjemnie mi się z bratem rozmawia, ale mam tyle rzeczy do zrobienia...

Artis Valpierre potarł dłońmi twarz i westchnął. Pomimo argumentów, które sobie wcześniej przygotował, sytuacja ponownie wymknęła mu się spod kontroli. Zamierzał już wyjść, ale mistrz Carboist zatrzymał go na chwilę.

– Bracie Artis, kiedy będzie brat przechodził przez podwórze, czy byłby brat tak miły i poprosił mistrza Nil’ Erga, żeby przyszedł do mojego biura? Muszę porozmawiać z nim o kilku drobnych sprawach.

Marzyciel przytaknął bez słowa i wyszedł. Znowu przemaszerował długim korytarzem i wspiął się po schodach prowadzących do pracowni. Następnie przeszedł przez pracownie i dotarł do kuchni, gdzie pozdrowił marzycieli zajmujących się w tym tygodniu przygotowywaniem posiłków. Przebył ogródek i wkroczył do nowego skrzydła budowli, przemierzył ciąg korytarzy, zszedł po jeszcze jednych schodach, minął bibliotekę i wszedł do dużego holu.

*

Dziedziniec ze źródłem rozciągał się za przeszklonymi drzwiami. Wbrew temu, co insynuował mistrz Carboist, nie było tam oczywiście uczniów Artisa.

Stary rysownik, mistrz Nil’ Erg siedział na murku w jednym z nielicznych skrawków cienia, a inni jak zwykle trenowali, tym razem walkę wręcz.

Artis zastanowił się, dlaczego podróżni właściwie nigdy nie opuszczali podwórza. Można było tam przyjść, obojętnie o której godzinie w dzień lub w nocy, będąc pewnym, że przynajmniej jeden z nich się tam znajdował, czekając nie bardzo wiadomo na co.

Rycerz Bjorn wydał okrzyk.

Artis przykleił czoło do szyby, żeby lepiej przyjrzeć się scenie.

Obnażone torsy trzech walczących na słońcu mężczyzn spływały potem. Na skórze młodej kobiety, ubranej tylko w cienkie, czarne bawełniane spodnie i koszulkę bez rękawów, także błyszczał pot. Bjorn wstał z trudem.

– Twoja kolej, Maniel! – rzucił Edwin.

Żołnierz zbliżył się z otwartymi dłońmi i rozłożonymi ramionami. Był to studwudziestokilogramowy kolos, mierzący dobrych dziesięć centymetrów więcej od Bjorna, którego wzrost już był imponujący. Pod jego skórą drgały potężne, węzłowate muskuły.

Edwin wydawał się przy nim prawie wątły.

– To nie jest pozycja do walki – wrzasnął jednak, nie okazując niepokoju.

– Być może – mruknął żołnierz. – Ale skuteczna.

Edwin wzruszył ramionami.

– Chyba w walce z babciami, Maniel, nie z prawdziwymi bojownikami. Ellana, pokaż mu!

Młoda kobieta zbliżyła się z wyrazem pewności siebie na twarzy.

– Start! – krzyknął Bjorn, który usiadł nieco dalej.

Maniel postąpił krok do przodu i jego ramiona zamknęły się wokół Ellany.

A przynajmniej niemalże się zamknęły...

Ellana złapała nadgarstek żołnierza, gruby jak jej łydka, i wykonała zwrot, wzmagając rozpęd olbrzyma. Z chrapliwym krzykiem Maniel upadł dwa metry dalej.

Bjorn wybuchnął śmiechem.

– Zbyt wielkie z nas tłuściochy, Maniel, to nas zgubi.

Żołnierz wstał, krzywiąc się, i ponownie zbliżył się do Ellany, tym razem ostrożniej.

– Twoja pozycja nadal nie jest właściwa – skomentował Edwin.

Jakby dla potwierdzenia tych słów, młoda kobieta zrobiła zwód w bok, przykucnęła i podcięła stopą nogi swego przeciwnika, który ponownie znalazł się na ziemi.

Maniel wstał, wzruszył z rozgoryczeniem ramionami i przerwał walkę.

Artis Valpierre zdecydował się wyjść w tym momencie. Skierował się do mistrza Nil’ Erga, starannie unikając patrzenia na Ellanę, która skrzywiła się za jego plecami.

– Zajmiesz miejsce Maniela? – zwróciła się do Edwina.

– Jeżeli chcesz...

Maniel i Bjorn odwrócili się zaciekawieni.

Ellana i Edwin poruszali się z taką samą lekkością, a płynność ruchów zacierała różnicę wagi. Upłynęło kilka sekund i Ellana rzuciła się naprzód.

Działała o wiele szybciej niż w starciu z Manielem. Jej prawa noga wyprostowała się nagle, zarysowując półokrąg w kierunku szczęki Edwina.

Której już tam nie było.

Młoda kobieta poczuła pociągnięcie w bok za kostkę i straciła równowagę. Odzyskała ją z trudem i ponownie przyjęła pozycję do walki.

– Rzadko się zdarza, żeby uderzenie stopą podobne do smagnięcia biczem było skuteczne w walce z czujnym przeciwnikiem – skomentował Edwin. – Nie zapominaj nigdy, że...

Przerwał mu krzyk mistrza Duoma.

Stary analityk wstał i nie przejmując się Artisem Valpierre’em, wskazał palcem źródło.

– Wyczuwam jej rysunek! – zawołał. – Przybywają!

Głowy wszystkich odwróciły się w kierunku wskazanym przez mistrza Duoma.

Nie zobaczyli tam niczego. Dziedziniec był pusty, biały od słońca.

Po chwili dwie postacie zmaterializowały się koło zbiornika z wodą.

Camille i Salim wrócili.

2

Przejście w bok! Moc ponad mocami! Zarezerwowane dla najpotężniejszych rysowników, umożliwia natychmiastowe przemieszczenie się z miejsca na miejsce, a nawet ze świata do świata...

Elis Mil’ Truif, mistrz rysunku Akademii w Al-Jeit

Przeszłaś samą siebie, staruszko! Znaleźliśmy się obok źródła, a nie w źródle...

Salim rozejrzał się wokół i zauważywszy spieszących w ich kierunku przyjaciół, uśmiechnął się szeroko.

Camille poczuła, że jej serce bije szybciej.

Zdała sobie sprawę, jak strasznie byłoby tu nie powrócić. Jeszcze mocniej utwierdziła się w przekonaniu, że to tutaj było jej miejsce, tak jak i tutaj były jej korzenie. Pomyślała o swoim bracie, który wybrał Paryż. Żałowała, że rozstali się tak szybko, ale gdyby Akiro naprawdę posiadał Dar i zgodził się na wyprawę do Gwendalaviru, ona zmuszona byłaby zostać, a nie miała pewności, czy byłaby w stanie to znieść.

– Ewilan, Salim, cieszę się... cieszymy się, że wróciliście – odezwał się Edwin.

Pozostali patrzyli na nich błyszczącymi oczami, a ich twarze wyrażały szczerą radość. Serce Camille zalała fala szczęścia.

Duom Nil’ Erg miał jednak zatroskaną minę.

– Co się stało, Ewilan? – zapytał. – Nie odnalazłaś Akiro?

– Odnalazłam – odpowiedziała lakonicznie Camille.

– A zatem? Co się wydarzyło? Gdzie on jest? Dostałaś moją wiadomość? – analityk zarzucił Camille pytaniami.

Ellana roześmiała się.

– Jestem pewna, że ci młodzi ludzie woleliby opowiedzieć nam swoje przygody w cieniu, z chłodnym napojem w ręku, o ile to możliwe – powiedziała, po czym odwróciła się do stojącego z tyłu Artisa Valpierre’a.

Marzyciel był świadkiem przybycia dwójki nastolatków i trudno było mu się pogodzić z tym, co zobaczył.

– Czy moglibyśmy dostać coś do picia? – zapytała młoda kobieta.

Mówiła, jak zwykle, patrząc mu prosto w oczy, i Artis, jak zwykle, zaczerwienił się.

– Eee... oczywiście... – wybąkał. – Już idę.

Odszedł pospiesznie, a Ellana uśmiechnęła się. Zawsze zdumiewało ją działanie zwykłego spojrzenia na niektórych mężczyzn.

– Ellana ma rację – oświadczył Edwin. – Cokolwiek mają nam do opowiedzenia Camille i Salim, możemy zaczekać, aż zaspokoją pragnienie.

– Faktycznie, chce mi się pić – stwierdziła Camille – ale przede wszystkim padam z niewyspania i mam straszną ochotę się umyć.

Ellana odepchnęła Edwina i otoczyła ramieniem Camille.

– Jesteście bandą nieokrzesanych brutali – rzuciła pod adresem mężczyzn. – Zabraniam wam rozmawiać z tą młodą dziewczyną, dopóki nie wypocznie.

Pełna troski, poprowadziła ją do zacienionego murka, na którym kilka minut wcześniej siedział mistrz Duom.

– A ja? – zaprotestował Salim. – Ja też jestem zmęczony...

Bjorn złapał chłopca i zmiażdżył go w swych ramionach.

– Nie martw się, ja się tobą zajmę! – zawołał.

– Już dobrze, Bjorn – zdołał wydusić z siebie Salim. – Myślę, że poradzę sobie sam.

Rycerz nie podzielał jego zdania.

– Nie ma mowy. Należą ci się specjalne względy.

Podniósł Salima jednym ruchem i bezceremonialnie zarzucił go sobie na ramię.

– Nie, Bjorn – jęknął Salim. – Ellana obeszła się z Camille delikatniej!

– Każdy ma swoje metody – odparł kolos, ruszając przed siebie. – Ja właśnie w ten sposób okazuję uczucia.

– Nie potrzebuję miłości goryla! – wrzasnął Salim.

Bjorn tylko się roześmiał i położył swoje brzemię przy grupie, która usadowiła się w cieniu. Camille już zaczęła opowiadać.

Przerwał jej Artis Valpierre, który przyniósł napoje. Marzyciel z pewnością chętnie posłuchałby zajmującej historii, którą opowiadała dziewczyna, ona jednak zamilkła, kiedy zobaczyła, że nadchodzi. Wszyscy patrzyli, jak Artis stawia na murku tacę z dużym dzbankiem i kubkami. Ponieważ zwlekał z odejściem, Ellana postanowiła interweniować.

– Dziękuję. Jest pan słodki – szepnęła.

Salim patrzył ze zdumieniem, jak purpurowy marzyciel ucieka prawie biegiem.

– Jestem pewny, że nikt nigdy nie powiedział ci, że jesteś słodki! – rzucił pod adresem Bjorna. – I wiesz dlaczego? – Nie czekając na odpowiedź, ciągnął: – Ponieważ można powiedzieć o tobie wszystko, oprócz tego, że jesteś słodki!

Salim dostał od rycerza szturchańca, który odrzucił go dwa metry w bok. Camille, nie obdarzywszy przyjaciela nawet przelotnym spojrzeniem, podjęła opowieść. Kiedy wspomniała o Mentaï, przerwała i odwróciła się do Ellany. Młoda kobieta przeszkodziła pewnemu bojownikowi Chaosu w zamordowaniu jej w czasie snu. Camille nie miała jeszcze okazji jej podziękować.

– Kiedy stąd odchodziłam, była pani ciężko ranna – rzekła. – Nigdy nie zapomnę tego, co pani dla mnie zrobiła. Jestem za młoda, żeby złożyć przysięgę podobną do tej, która wiąże panią z Edwinem, ale chcę, żeby pani wiedziała, że do końca życia będzie pani miała we mnie sprzymierzeńca.

Ellana z uśmiechem pokiwała głową.

– Dobrze powiedziane, Ewilan – pochwalił Edwin. – Teraz opowiedz nam o waszych przygodach. Umieramy z niecierpliwości, żeby usłyszeć dalszy ciąg.

Kiedy Camille doszła do momentu, w którym złożył jej wizytę szeptacz, włożyła rękę do kieszeni. Wyciągnęła z niej zwierzątko, położyła je na kolanach i delikatnie pogłaskała.

– Został z tobą? – zdziwił się mistrz Duom. – To osobliwe! Szeptacze są bardzo niezależne. Nie przywiązują się, że tak powiem, nigdy do ludzi.

– Nie zgodzę się z tym – zaprotestował Salim. – Ten jest szczególny, on...

Camille spojrzała na przyjaciela znacząco i Salim zamilkł. Dziewczyna nie chciała poruszać tematu wiadomości, którą otrzymała od swojej matki, i roli, którą zdawała się ona odegrać. Jeszcze nie teraz.

Podjąwszy opowieść, pominęła niektóre szczegóły, które wymagałyby zbyt wiele wyjaśnień, i doszła do najistotniejszego: spotkania ze swoim bratem.

Duom Nil’ Erg słuchał jej uważnie, po czym uniósł brwi. Miał zamiar się odezwać, ale Edwin położył dłoń na jego ramieniu.

– Pozwól jej skończyć, Duom – poprosił. – Chciałbym się dowiedzieć, jak poradzili sobie z bojownikiem. Mimo wszystko był to przecież Mentaï...

Camille spełniła jego życzenie. Kiedy skończyła, twarz Edwina wyrażała uznanie, a Bjorn, który łatwiej okazywał uczucia, bił brawo.

– Doskonale! – zawołał rycerz. – Tak właśnie trzeba negocjować z tymi typami! Częstując ich głazem ważącym piętnaście ton!

Twarz mistrza Duoma nie rozchmurzyła się. W końcu nie wytrzymał i wybuchnął:

– Przestańcie się cieszyć, głupcy! Ewilan i Salim wrócili cali i zdrowi, i jestem z tego powodu niezmiernie zadowolony, ale znaleźliśmy się w ślepym zaułku. Gorzej! Ulotniła się nasza ostatnia nadzieja.

– Co chce pan przez to powiedzieć? – zdumiał się Bjorn.

– Naprawdę jesteś tylko niedźwiedziem w garnku na głowie! – oburzył się stary analityk. – Przypominam ci, że przetrwanie Imperium uzależnione jest od jak najszybszej interwencji Wartowników. Oni są jednakże uwięzieni, unieruchomieni i pozbawieni mocy. Nie bez powodu nazywa się ich Skrzepłymi! Jeżeli Akiro nie posiada Daru, to kto ich obudzi?

Zapadła chwila przykrej ciszy. Spojrzenia wszystkich spoczęły na Camille. Dziewczyna uśmiechnęła się blado.

– Ja! – oznajmiła.

– Ale ty... – zaczął mistrz Duom.

– Nie ma innej możliwości! – przerwała mu Camille. – Jak sam pan powiedział, sytuacja jest dramatyczna. Będzie to trudne zadanie, z pewnością niebezpieczne, ale jestem, jak się wydaje, jedyną osobą, która może się go podjąć. Wyruszę zbudzić Wartowników!

– Ewilan ma rację! – rozstrzygnął Edwin głosem nieznoszącym sprzeciwu. – Może tego dokonać i dokona. Wesprzemy ją w tym.

Stary analityk otworzył usta, ale pod spojrzeniem Edwina zdecydował się zachować milczenie.

– Mała da sobie radę! Zobaczycie! – odezwał się Maniel. – A jeśli ktoś stanie na jej drodze, będzie miał z nami do czynienia!

Maniel wygłosił swoje najdłuższe zdanie od początku podróży. Zrobił to z takim przekonaniem, że na ustach analityka pojawił się uśmiech.

W tym momencie wrócił Artis Valpierre, oznajmiając, że mistrz Carboist zaprasza ich do siebie. Wstali i ruszyli za mnichem. Kiedy przekraczali próg Ondiany, Salim złapał Bjorna za ramię.

– Zdumiewa mnie zmysł obserwacji mistrza Duoma – szepnął. – „Niedźwiedź w garnku na głowie”. Jakie doskonałe stwierdzenie.

Mocne kopnięcie w pośladki pomogło mu w przyspieszonym tempie przekroczyć próg.

3

Bałamutka hulmska: roślina owadożerna o szerokich, lśniących liściach. Bałamutka wydaje z siebie zachwycający śpiew, który przyciąga owady, co pozwala jej złapać je za pomocą chwytnych wąsów.

Encyklopedia wiedzy i mocy

Mistrz Carboist stał przy oknie wychodzącym na płaskowyż i wpatrywał się w horyzont. Kiedy jego goście weszli do salonu, odwrócił się i ruszył im na spotkanie.

Podłoga pokoju, w którym się znajdowali, podobnie jak inne pomieszczenia Ondiany, wyłożona była parkietem z białego dębu i pachniała pastą. Umeblowanie było proste, masywne, złożone głównie z ciężkich foteli ze skóry i kilku niskich mebli. Wąsy bałamutki poruszały się łagodnie, jednak na razie roślina nie śpiewała.

– Usiądźcie – powiedział na początek mistrz marzycieli. – Mój drogi Artis Valpierre właśnie poinformował mnie o powrocie waszych młodych przyjaciół. Wnioskuję z tego, że wkrótce nas opuścicie, i chciałbym nacieszyć się jeszcze trochę waszą obecnością.

Mówiąc o Artisie, mistrz Carboist wskazał mnicha, co spowodowało, że ten znowu się zaczerwienił. Na szczęście nikt na niego nie patrzył i mężczyzna szybko odzyskał równowagę. Kiedy zajmowali miejsca, Duom Nil’ Erg pochylił się do Camille.

– Nie daj się zwieść dobrodusznemu wyglądowi mistrza Carboist – szepnął jej do ucha. – To człowiek prawy, ale przebiegły i zawsze dowiaduje się tego, co chce wiedzieć.

Camille skinęła głową i usiadła obok Ellany. Mistrz Carboist niezwłocznie skupił wzrok na niej.

– A więc to ty jesteś tym niespodziewanym gościem, którego przybycie tak wstrząsnęło Valpierre’em.

Camille zawahała się. Nie śmiała odpowiedzieć, obawiając się, że zapędzi się na niebezpieczny teren. Nie miała pojęcia, co przełożony Ondiany już wiedział i co jeszcze mogła mu wyjawić.

Rzuciła okiem na mistrza Duoma, ale ten zachował kamienną twarz. Na pomoc przyjaciółce pospieszył Salim.

– Przybyłem równocześnie z nią. Jestem pewny, że to ja wystraszyłem tego pana.

Bjorn poparł tę tezę ze śmiechem, co rozluźniło atmosferę. Rycerz skorzystał z tego, żeby zmienić temat rozmowy.

– Ten chłopak to prawdziwy koszmar!

Mistrz Carboist uśmiechnął się, nie spuszczając wzroku z Camille.

– Nie obawiaj się, nie będę próbował wyciągnąć od ciebie sekretów. Mój przyjaciel Nil’ Erg oberwałby mi za to uszy, co najmniej... Poza tym widzę, że ty i twój towarzysz jesteście wyczerpani. Proponuję więc wam, żebyście się odświeżyli i trochę odpoczęli. Jeżeli wam to odpowiada, spotkamy się ponownie wieczorem przy kolacji.

Nie czekając na odpowiedź, mistrz Carboist wstał, a pozostali poszli jego śladem.

Kiedy znaleźli się za drzwiami, Ellana powiedziała do Camille:

– W Ondianie mieszkają wyłącznie mężczyźni. Udostępniono mi jedyny pokój z bieżącą wodą, a ponieważ marzyciele unikają mnie, więc jestem tam sama i mam spokój. Zamieszkasz ze mną?

– Chętnie, jeżeli to pani nie przeszkadza! – zawołała Camille. – Marzę o kąpieli i łóżku.

– Chodź więc ze mną. Ale, proszę, mów mi po imieniu. Mam tylko dwadzieścia pięć lat. Mogłabym być twoją siostrą, nie babcią.

– Dobrze – zgodziła się Camille, powstrzymując ziewanie.

Mężczyźni ruszyli w górę po schodach, a Ellana i Camille podążyły korytarzem prowadzącym w drugą stronę.

– Do zobaczenia, staruszko – krzyknął za przyjaciółką Salim. – Bądź grzeczna.

– Czy on zawsze jest taki? – zapytała z uśmiechem Ellana.

– Nie, czasami naprawdę jest pobudzony. Teraz wydaje mi się raczej przemęczony...

*

Przeszły przez znaczną część Ondiany, by dostać się na skraj północnego skrzydła, tam gdzie budowla wspierała się na skalnej ścianie góry.

Ellana otworzyła drzwi i odsunęła się, przepuszczając przodem Camille. Pokój był przestronny, ładnie umeblowany, z królującym na środku miękkim łóżkiem.

Camille pomacała materac, ale zamiast wydać okrzyk zachwytu, odwróciła się do Ellany z zatroskaną miną.

– Czego od nas chciał ten mistrz Carboist? – zapytała. – Nie rozumiem, dlaczego odesłał nas, porozmawiawszy z nami krótko o banałach, ani dlaczego mistrz Duom radził mi uważać.

– Nie wiem, czego chciał Carboist – odparła Ellana. – Znam jednak mężczyzn i zapewniam cię, że osiągnął to, na czym mu zależało.

– Sądzisz, że...

– Nic nie sądzę. Łazienka jest tutaj.

Ellana otworzyła niskie drzwi, za którymi znajdowało się pomieszczenie wydrążone w skale. Światło wpadało do środka przez lukarnę wychodzącą na pokój. W głębi pomieszczenia podłoga wygładzona tysiącami przejść opadała gwałtownie, tworząc obszerny zbiornik wypełniony czystą wodą. Camille nie mogła powstrzymać okrzyku radości.

– Nie ciesz się za bardzo – ostrzegła ją Ellana. – Woda płynie prosto ze źródła i jest przeraźliwie zimna. Krystalicznie czysta, ale lodowata...

– Czuję się taka brudna, że byłabym zdolna wykąpać się pod lodowcem – odparła Camille.

– Nie zwlekaj więc, tylko wskakuj.

Camille nie trzeba było powtarzać tego dwa razy. Rozebrała się i zbliżyła do zbiornika. Kiedy zamoczyła palce stopy, przebiegł ją dreszcz. Woda naprawdę była lodowata. Wstrzymując oddech, wśliznęła się do zbiornika. Kiedy już zanurzyła się po szyję, przyzwyczaiła się do temperatury i rozluźniła się stopniowo.

– Czy dla mnie także znajdzie się miejsce? – zapytała Ellana. – Po treningu, który urządził nam Edwin, mnie również przyda się kąpiel.

Camille uśmiechnęła się.

– Bardziej to przypomina basen niż wannę, na pewno się zmieścimy.

Ellana rzuciła Camille kostkę mydła i szybko weszła do wody. Myły się, żartując, aż w końcu Camille zaczęła szczękać zębami.

– Wychodzę, inaczej zamarznę.

– Obok łóżka są moje ubrania. Powinnaś tam znaleźć tunikę, która nie będzie na ciebie za duża.

Po chwili Ellana także wyszła z wody. Przyjrzała się cienkiej bliźnie przebiegającej przez jej brzuch, jedynym śladzie po okropnej ranie, przez którą omal nie zginęła. Często ocierała się o śmierć, ale nigdy jeszcze tak blisko. Chwała marzycielom i ich darowi uzdrawiania...

Młoda kobieta przeszła do pokoju. Camille, ubrana w jedną z jej tunik, leżała w poprzek łóżka z szeptaczem przytulonym do szyi. Spała głęboko.

Ellana usiadła w fotelu, żeby na nią popatrzeć. Czasy, kiedy sama była nastolatką, wydawały jej się odległe o setki lat, a Camille otaczała aura dobroczynnej świeżości. Pozwoliła jej spać do chwili, gdy zobaczyła, że za oknem zachodzi słońce. Wtedy delikatnie dotknęła jej ramienia.

Camille otworzyła oczy.

– Spałam?

– Tylko kilka godzin. Przepraszam, że cię obudziłam, ale czas iść na kolację.

Camille przeciągnęła się.

– Co ja na siebie włożę? Moje ubrania są w opłakanym stanie.

– Wyprałam je, ale jeszcze nie wyschły. Myślę, że dziś wieczorem możesz zostać w tej tunice. Sięga ci do kolan, jeżeli dodamy pasek, będzie doskonale.

Nie tracąc czasu, Ellana przepasała talię Camille skórzanym paskiem, do którego przypięła futerał ze sztyletem.

– Ale... – zdumiała się Camille.

– To prezent – wyjaśniła z uśmiechem Ellana. – Prezent od starszej siostry. Czuję się całkiem naga, kiedy nie mam pod ręką dobrego stalowego ostrza. Jeżeli mam cię ubrać, muszę to zrobić do końca. Było coś w kieszeni twoich spodni... Nie ruszałam tego.