GRACZ. Z zapisków kelnera - Lew Tołstoj - ebook

GRACZ. Z zapisków kelnera ebook

Lew Tołstoj

0,0
2,29 zł

lub
Opis

„Gracz. Z zapisków kelnera” to nowela obyczajowa. Autorem książki jest Lew Tołstoj – wybitny mistrz rosyjskiego pióra.

„Było to między drugą a trzecią. Grało wielu panów: książę pan z wielkim wąsem, mały oficer huzarów, aktor Oliver; było moc ludzi. Książę grał z panem z wielkim wąsem. Obchodzę bilard i liczę: dziesięć i czterdzieści osiem, dwanaście i czterdzieści osiem. Jest to moim zawodem. Nie wzięło się nic do ust i nie spało od dwóch nocy — a wciąż liczy się punkty i wyjmuje bile z wklęsłości. Wtem spostrzegam: do sali wszedł nowy gość, rozglądnął się i usiadł na kanapie. Dobrze. Myślę sobie: kto to może być? To znaczy: do jakiej należy sorty? Ubrany jest przyzwoicie. Ma nowiusieńkie ubranie: spodnie w kratki, modny krótki surducik, kamizelkę pluszową; nosi złoty łańcuszek, a na nim moc wisiorków. Wygląd ma też bardzo przyzwoity: jest wysoki, smukły, włosy ma z przodu modnie ufryzowane — słowem, przystojny młodzik”.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 22




Lew Tołstoj
GRACZ. 
Z zapisków kelnera

Wersja Demonstracyjna

Wydawnictwo Psychoskok

Lew Tołstoj „GRACZ. Z zapisków kelnera”

Copyright © by Lew Tołstoj, 1926

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2017

Zabrania się rozpowszechniania, kopiowania

lub edytowania tego dokumentu, pliku

lub jego części bez wyraźnej zgody wydawnictwa.

 Tekst jest własnością publiczną (public domain)

Tekst oryginalny tłumaczenia: anonimowy

ZACHOWANO PISOWNIĘ

I WSZYSTKIE OSOBLIWOŚCI JĘZYKOWE.

Skład: Kamil Skitek

Projekt okładki: Kamil Skitek

Druk: Warszawskie Zakłady Graficzne i Wydawnicze Sp. z o. o.

Warszawa, 1926

ISBN: 978-83-8119-029-9

Wydawnictwo Psychoskok sp. z o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin

tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706

http://www.psychoskok.pl/ e-mail:[email protected]

Było to między drugą a trzecią. Grało wielu panów: książę pan z wielkim wąsem, mały oficer huzarów, aktor Oliver; było moc ludzi.

 Książę grał z panem z wielkim wąsem. Obchodzę bilard i liczę: dziesięć i czterdzieści osiem, dwanaście i czterdzieści osiem. Jest to moim zawodem. Nie wzięło się nic do ust i nie spało od dwóch nocy — a wciąż liczy się punkty i wyjmuje bile z wklęsłości.

 Wtem spostrzegam: do sali wszedł nowy gość, rozglądnął się i usiadł na kanapie. Dobrze.

 Myślę sobie: kto to może być? To znaczy: do jakiej należy sorty?

 Ubrany jest przyzwoicie. Ma nowiusieńkie ubranie: spodnie w kratki, modny krótki surducik, kamizelkę pluszową; nosi złoty łańcuszek, a na nim moc wisiorków.

 Wygląd ma też bardzo przyzwoity: jest wysoki, smukły, włosy ma z przodu modnie ufryzowane — słowem, przystojny młodzik.

 Zawód nasz, jak wiadomo, ma to do siebie, że poznaje się różnych ludzi. Najwytworniejszych i dranciwych. Gdy się więc jest kelnerem, trzeba się stosować do każdego z gości z osobna. Oczywiście, jeśli się nie jest głupim.

 Przypatruję się temu panu i widzę: siedzi cicho, nie zna nikogo i ma zupełnie nowe ubranie; myślę sobie: jest to albo cudzoziemiec, Anglik, albo podróżujący hrabia. Obok niego siedział aktor Oliver; ustąpił mu nieco miejsca na kanapie.

 Partja skończyła się; pan z wielkim wąsem przegrał. Krzyknął do mnie:

 — Wciąż cyganisz! — Mówi: — Nie liczysz porządzie, wciąż się oglądasz na wszystkie strony.

 Cisnął kij bilardowy w kąt i poszedł. Tak, oho, co za ptaszek! Wieczorem gra z księciem, każda partja o 50 rubli srebrnych, a teraz przegrał flaszkę wina i irytuje się. Taki podlec! Kiedy indziej gra z księciem do drugiej, a gdy żaden z nich nie chowa po grze pieniędzy do portfelu, wiem, że ani jeden, ani drugi nie ma przy sobie kopiejki; ale mimo to udają wielkich panów.

 Ale jeśli kelner ziewnie lub bili porządnie nie ułoży — człowiek przecież nie jest z kamienia — odrazu się irytują! Mówią: gramy o pieniądze, a nie o guziki.

 Ci ludzie zatruwają mi życie.

 Gdy partner księcia poszedł, zwrócił się książę do obcego pana:

 — Czy nie chciałby pan ze mną zagrać?

 — Z przyjemnością — odparł obcy pan.

 Póki siedział, miał srogi wygląd; przypominał człowieka, którym straszy się dzieci. Gdy jednak powstał i przystąpił do bilardu, odrazu poznać można było, że czuje się dość niepewnie. Czy nowe ubranie było niewygodne, czy też krępowało go to, że wszyscy nań patrzą — pewność jego znikła. Począł kij nacierać kredą i z rąk mu kreda wypadła. Ilekroć zrobił karambola, rozglądał się dokoła i rumienił. Nie tak grał książę; ten miał ruchy pewne: natarł kredą kij; posypał sobie rękę proszkiem, zsunął w górę rękaw i grał z całem namaszczeniem.

 Grali dwie lub trzy partje, nie przypominam sobie więcej; potem książę odłożył kij i rzekł:

 — Pozwoli pan, że zapytam, jak się pan nazywa?

 — Niechludow — odparł obcy pan.

 — Pański ojciec był generałem?

 — Tak.

 Poczęli mówić po francusku; nie rozumiałem. Zapewne mówili o swych rodzinach.

 — Au revoir — rzekł książę — bardzo się cieszę, że pana poznałem“.

 Umył sobie ręce i opuścił salę bilardową, udając się do sali jadalnej. Obcy pan pozostał; stał obok bilardu i uderzał kijem o bile.

 W naszym zawodzie istnieje, jak wiadomo, zasada: z obcymi im ordynarniej, tem lepiej. Zabrałem bile i odłożyłem je. Zarumienił się i rzekł:

 — Czy można jeszcze grać?

 — Naturalnie — rzekłem — poto stoi tu bilard, by na nim grano. — I nie patrząc wcale na niego, wziąłem kij i postawiłem go w kąt.

 — Czy chcesz ze mną zagrać?

 — Naturalnie — odpowiedziałem.

 Ustawiłem bile.

 — Czy zagramy o podłażenie?

 — Co to znaczy — zapytał — grać o podłażenie?

 — To tak — rzekłem — jeśli pan przegra, zapłaci pan pół rubla jeśli ja przegram, będę musiał wleść pod bilard i drugą stroną się wydostać.

 Począł się śmiać i rzekł:

 — A więc zaczynajmy.

 — Dobrze — powiadam. — Ile punktów mam zrobić mniej, niż pan?

 — Czy grasz gorzej ode mnie?

 — Oczywiście — powiadam — u nas z panem mogłoby się zmierzyć tylko niewielu graczy.

Koniec Wersji Demonstracyjnej

Dziękujemy za skorzystanie z oferty naszego wydawnictwa i życzymy miło spędzonych chwil przy kolejnych naszych publikacjach.

Wydawnictwo Psychoskok