Wydawca: Marginesy Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 407 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Grace księżna Monako - Jeffrey Robinson

To byłaby tylko bajka,

gdyby nie zdarzyła się naprawdę.

Ona – piękna aktorka odnosząca sukcesy u samego Hitchcocka.

On – najbardziej pożądany kawaler świata, książę Monako.

Poznali się na zaaranżowanym spotkaniu i... na pozór nic się nie stało.

Połączyły ich... wysyłane w tajemnicy listy i powoli budzące się uczucie.

A potem „żyli długo i szczęśliwie”, tworząc naprawdę dobrą,

kochającą się rodzinę. Aż do tragicznej śmierci Grace.

Czy – piękna i szlachetna w roli księżnej Monako – tęskniła za swą dawną

pracą i nowymi rolami? Czy pragnęła wrócić do życia gwiazdy filmowej?

Jak dawała sobie radę ze wścibskimi paparazzi i bezwzględnymi tabloidami?

Jak odnalazła się w świecie wielkich interesów i polityki męża?

Ta książka jest jedyną autoryzowaną przez Rodzinę Książęcą biografią Grace. Nie plotki, lecz wspomnienia najbliższych i rzetelne źródła stanowią siłę tej opowieści o Grace księżnej Monako, która stała się legendą.

Uaktualniona i poprawiona przed wydaniem z okazji premiery filmu Grace księżna Monako z Nicole Kidman w roli tytułowej, wciąż jest jedyną biografią księżnej napisaną  we współpracy z księciem Rainierem i jego rodziną.

Jedna z najlepszych biografii roku.

St. Louis Post Dispatch

Dzięki tej książce ożywa magia jednej z najpiękniejszych historii miłosnych dwudziestego wieku.

Daily Express

Cudowna.

USA Today

Przedstawia obraz fascynującej kobiety i historii miłosnej, która oparła się upływowi czasu.

Boston Herald

Jedyna opowieść z pierwszej ręki o najbardziej olśniewającej rodzinie świata.

Sunday Mirror

Po drugiej stronie oceanu show-biznesowy magazyn „Variety” donosił o ślubie nagłówkiem: „Śluby – Grace Kelly i książę Rainier III. Panna młoda jest gwiazdą filmową, pan młody niezwiązany z branżą.

( fragment książki )

Jeffrey Robinson

Mieszkając przez dwanaście lat na południu Francji, zaprzyjaźnił się z księżniczką Karoliną i samą księżną Grace. Kilka lat po jej tragicznej śmierci Rodzina Książęca, zaniepokojona plotkami i przekłamanymi, często wyssanymi z palca informacjami (podawanymi nie tylko w prasie bulwarowej, ale i w książkach!), postanowiła udostępnić Robinsonowi dokumenty księcia i jego osobiste archiwa, by mógł napisać prawdziwą historię Grace.

Książę Rainier szczerze i bez zahamowań ujawnił prawdę o swoim romansie z Kelly. Księżniczka Karolina wyjaśniła, jak wyglądało jej dzieciństwo w blasku fleszy. Księżniczka Stefania po raz pierwszy szczegółowo opowiedziała o wypadku, w którym zginęła jej matka, i o tym, jak ta tragedia na zawsze zmieniła życie wielu osób.

Książę Albert szczerze rozmawiał o swoich nadziejach i obawach związanych z dniem, w którym obejmie tron. Również przyjaciele księcia i jego współpracownicy chętnie współpracowali z pisarzem. Książę Rainier postawił Jeffreyowi Robinsonowi tylko jeden warunek: „Pisz prawdę”. I tak powstał ten wyjątkowy, wręcz intymny portret rodziny Grimaldich, a także obraz ich maleńkiego państwa – Monako.

Opinie o ebooku Grace księżna Monako - Jeffrey Robinson

Fragment ebooka Grace księżna Monako - Jeffrey Robinson

Tytuł oryginału: GRACE OF MONACO
Przekład: EWA PENKSYK-KLUCZKOWSKA
Redaktor prowadzący: DOROTA KOMAN
Redakcja: JOANNA ZIOŁO-WERSTLER
Korekta: DOROTA KOMAN, JOANNA ZIOŁO-WERSTLER
Projekt okładki, opracowanie graficzne i typograficzne: ANNA POL
Łamanie, montaż: MANUFAKTURA
Zdjęcie na okładce © Howell Conant / Bob Adelman Books, Inc Zdjęcie Autora © Daniella Zalcman Znaczek pocztowy z okazji ślubu księcia Rainiera III i Grace Kelly © Corbis / FotoChannels
Copyright © Jeffrey Robinson 1989, 1997, 2005, 2012, 2013 Copyright © for the translation by Ewa Penksyk-Kluczkowska Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2014
Wydanie pierwsze, Warszawa 2014
ISBN 978-83-63656-82-9
Wydawnictwo Marginesy ul. Forteczna 1a, 01-540 Warszawa tel./faks: 48 22 839 91 27, 48 696 451 127 e-mail:redakcja@marginesy.com.pl
Konwersja:eLitera s.c.

OD AUTORA

W roku 1982 na pogrzebie księżnej Grace jeden z jej dawnych kolegów hollywoodzkich Jimmy Stewart trafnie ujął w słowa uczucia wielu osób zebranych w kościele: „Po prostu kocham Grace Kelly. Nie dlatego, że była księżną, nie dlatego, że była aktorką, nie dlatego, że była moją przyjaciółką, lecz dlatego, że była najmilszą kobietą, jaką znałem. Ilekroć ją widziałem, w moim życiu, tak jak w waszym, jaśniało łagodne, ciepłe światło. I zwyczajny dzień stawał się świętem”.

Gdy w Wyższych sferach Frank Sinatra zaśpiewał dla niej „Jesteś rewelacyjna”, trafił w samo sedno. Po latach, już po jej śmierci, znowu trafił w sedno, mówiąc do przyjaciół: „To była cholernie wyjątkowa kobitka”.

Wszyscy, którzy znali Grace księżną Monako, urodzoną jako Grace Patricia Kelly w Filadelfii w Pensylwanii, zawsze wspominali ją z miłością i czułością.

Moja książka powstała w 1989 roku przy pełnej i bezprecedensowej współpracy czterech osób najbliższych jej sercu: księcia Rainiera III, księcia Alberta, księżniczki Karoliny i księżniczki Stefanii.

Doczekała się wielu poprawionych wydań. Grace księżna Monako to najnowsze jej wcielenie. Oczywiście niezmiennie dedykuję ją:

Grace (1929 –1982)

i Rainierowi (1923–2005)

a także Albertowi, Karolinie i Stefanii.

Wasi rodzice byli rewelacyjni.

W Cannes nazajutrz po pierwszym spotkaniu z Rainierem

Kiedy słońce wyrusza na wspinaczkę nad horyzontem, daleko nad morzem, powietrze jest jeszcze przenikliwe i chłodne.

Woda zmienia barwę z bladoszarej, gdy odbija się w niej niebo, na oszałamiająco niebieskawą zieleń, gdy ranek powoli dociera w zakątki portu i oświetla tamtejszy budynek koloru poziomkowego różu.

Oświetla Le Rocher, skałę wżynającą się w morze nad portem. Na niej stoi Pałac Książęcy strzeżony przez stare mury obronne. Oświetla wysokie wieżowce przy alei Księżnej Grace i niebotycznie drogi fragment plaży zwanej Monte Carlo Beach. Oświetla stare wille wzniesione niemal jedna na drugiej na stoku wzgórza, które spogląda w dół na kasyno i Hôtel de Paris, i Café de Paris, i dalej na Morze Śródziemne.

Z początku wszystko wydaje się płaskie.

Jakby wszystkie kolory się sprały.

Ale poranne słońce rzuca wyjątkowe światło, jakie można oglądać tylko na południu Francji, zwłaszcza po nocnym mistralu, który przegnał chmury. Jest ono intensywne, bezpyłowe, krystaliczne. Budzi kolory do życia w taki sposób, że myślisz sobie: nigdzie indziej takich nie ma.

Słońce niemal zaskakuje budynki. Na chwilę, tak krótką, że prawie niedostrzegalną, nadaje im wszystkim barwę bladołososiową. Teraz widać czerwień i żółć, a niektóre ściany mają łagodny złoty odcień herbaty Assam – złoto w tym wypadku jest odpowiednim kolorem, jeśli wziąć pod uwagę ceny tutejszych nieruchomości.

Teraz widać także markizy otwierające się na tysiącach balkonów – niebieskie, różowe i wyblakłe czerwone, które mają za sobą zbyt wiele letnich sezonów, a także jaskrawożółte, dopiero co kupione.

Nocny pociąg z Barcelony wjeżdża na stację w drodze do Ventimiglii, włoskiej miejscowości przygranicznej. Przez megafon płynie głos z silnym akcentem: „Monte Carlo, Monte Carlo... deux minutes d’arrêt... (dwie minuty postoju) Monte Carlo”.

Na drugi tor wjeżdża poranny pociąg z Ventimiglii zdążający do Nicei, Antibes i dalej do Cannes, a mężczyzna z silnym akcentem obwieszcza ten sam komunikat: „Monte Carlo, Monte Carlo... deux minutes d’arrêt... Monte Carlo”. W hotelach Ermitage i de Paris zaczęła już pracę pierwsza zmiana personelu. Najmniejsze na świecie croissanty podaje się tu należycie, w koszyczku, z kawą i sokiem pomarańczowym, za czterdzieści dolarów.

Nad plażą leci samotny śmigłowiec.

W restauracji La Vigie, na urwisku za różowym hotelem Old Beach w stylu lat trzydziestych, ustawiany jest już bufet szwedzki. W dole w łódce z silnikiem zaburtowym płynie starszy pan. Dwie kobiety zażywające porannej kąpieli rozmawiają, kierując się do odległej boi.

Ogrodnicy przycinają różane krzewy na drodze do Le Rocher.

Z portu powoli wychodzi przeogromny jacht.

Policjant w sztywnym czerwono-białym mundurze kieruje ruchem na place d’Armes.

Sławny niegdyś tenisista pozuje przy basenie na rozkładówkę jakiejś gazety, zanim uda się do Tennis Clubu, by spędzić następne trzy godziny na pracy nad swoim dawniej zabójczym bekhendem.

Dwie dość ładne młode Niemki wracają do maleńkiej kawalerki po nocy przebalowanej w Jimmyz.

Za barem w Moanie nastoletni Włoch myje szklanki, słuchając muzyki z przenośnego radia, podczas gdy nastoletni Francuz ustawia krzesła na stołach, szykując się do mycia podłogi.

Ubrany w granatową bluzę mężczyzna w średnim wieku sunie odkurzaczem po wykładzinach w kasynie.

Starsza kobieta w czerni idzie wąskimi ulicami Le Rocher w stronę katedry pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny Niepokalanego Poczęcia, przez miejscowych nazywaną katedrą Świętego Mikołaja.

Dzielnica świeci pustkami. Tylko jeden policjant mija powoli Muzeum Oceanograficzne, a kapłan w czarnej sutannie wychodzi na schody świątyni, by przed poranną mszą odetchnąć świeżym powietrzem.

Starsza kobieta w czerni kiwa księdzu głową i wchodzi do ciemnego kościoła. Tu wykonuje znak krzyża, szepcze coś pod nosem, pośpiesznie mija ołtarz i zbliża się do dwóch marmurowych płyt.

Na jednej widnieje napis: „Rainierius III”.

Na drugiej: „Gratia Patricia”.

Kobieta znowu wykonuje znak krzyża, przystaje tylko na sekundę, po czym wychodzi z kościoła i idzie szybko w stronę placu przed pałacem.

Dwóch karabinierów strzeże wejścia, kolejny stoi przy mniejszych drzwiach bocznych, a czwarty przechadza się jak zwykle wzdłuż czarnego łańcucha, który uniemożliwia samochodom parkowanie.

Starsza kobieta w czerni zatrzymuje się na końcu ulicy i spogląda na pałac, by zobaczyć, że powiewa nad nim książęca flaga, po czym skłania głowę i znowu wykonuje znak krzyża.

PROLOG

Ze swojego miejsca przy biurku w sporym gabinecie na szczycie pałacowej wieży Grace miała widok na wypełniony jachtami port w dole i niewielką górę za nim, czyli Monte Carlo.

Urządziła pokój w bladych zieleniach i żółciach, na środku ustawiła wielką kanapę – przywiozła ją ze sobą z Filadelfii – a po obu jej stronach stoliki, zwykle zasłane magazynami.

Wszędzie umieściła zdjęcia rodziny w srebrnych ramkach – na biurku, na stolikach i półkach – a na ścianach powiesiła obrazy i grafiki, w tym swój ulubiony duży obraz olejny przedstawiający Nowy Jork.

Wpatrując się w pustą kartkę i myśląc o liście pisanym tak niechętnie, kobieta, która zrezygnowała z hollywoodzkiej sławy jako Grace Kelly, by zostać Grace księżną Monako, wzięła pióro i z rozmysłem, niezwykle schludnie napisała u góry: „18 czerwca 1962 roku”.

Początek już miała.

Dopisała: „Drogi Hitch...”.

Naprawdę minęło już dwanaście lat?

W 1950 roku w Nowym Jorku jako początkująca aktorka otrzymała propozycję zdjęć próbnych do czarno-białego filmu produkcji Twentieth Century Fox, do roli, której ostatecznie nie dostała.

Ale zdjęcia te zobaczył reżyser Fred Zinnemann i dwa lata później obsadził ją u boku Gary’ego Coopera w filmie W samo południe.

To była jej pierwsza większa rola filmowa.

Publiczność uznała ją za piękność, Cooper zdobył Oscara za najlepszą rolę męską, Grace natomiast nie znalazła się nawet na pierwszym projekcie plakatu do filmu. A recenzja w „New York Timesie” tylko zdawkowo o niej wspomniała.

Reżyser John Ford też widział zdjęcia próbne. Uznał, że aktorka jest „dobrze wychowana, dobrze urodzona i ma klasę”, i przekonał MGM, by ściągnęło ją do Los Angeles na przesłuchanie do Mogambo, filmu, który zamierzał nakręcić w Afryce z Clarkiem Gable’em i Avą Gardner.

Rolę miała zapewnioną, jeśli chciała, a chciała, ale MGM nalegało, by podpisała siedmioletni kontrakt. Studio miało jej płacić osiemset pięćdziesiąt dolarów tygodniowo, co wówczas wielu ludziom wydałoby się może wielką sumą, ale według standardów hollywoodzkich było śmiesznie niską stawką.

Wstrzymując się jak najdłużej z podjęciem decyzji, wymusiła na wytwórni dwa ważne ustępstwa. Nie podnieśli jej apanaży, lecz zgodzili się, by co dwa lata robiła sobie wolne na pracę w teatrze i by nie musiała przeprowadzać się do Kalifornii. Mogła zostać w Nowym Jorku.

– Wytwórnia jest nieugięta – musiała przyznać. – Gdy czegoś chce, zawsze stawia na swoim.

Pożyczonym długopisem złożyła podpis na umowie tuż przed odprawą na lotnisku. Samolot, który miał ją zabrać do Afryki, już grzał silniki.

Tymczasem Alfred Hitchcock też widział zdjęcia próbne z 1950 roku. Stwierdził, że Kelly to pokryty śniegiem wulkan.

„Serce mi pęka – że muszę zrezygnować z tego filmu...”, napisała.

Po raz pierwszy przyznawała się do tego komuś innemu niż mąż.

Hitchcock, urodzony w Wielkiej Brytanii, przeprowadził się do Hollywood w 1939 roku i właśnie dostał amerykańskie obywatelstwo. W wieku pięćdziesięciu paru lat był łysy, sylwetką przypominał jajo i miał bardzo charakterystyczny głos. Trafił na sam szczyt listy najlepszych hollywoodzkich reżyserów, kręcąc filmy obecnie uznawane za klasykę: Urzeczoną z Ingrid Bergman i Gregorym Peckiem, Łódź ratunkową na podstawie opowiadania Johna Steinbecka, Podejrzenie z Carym Grantem i Joan Fontaine oraz Osławioną, znowu z Carym Grantem, ale tym razem z Ingrid Bergman i Claude’em Rainsem.

Obsadzając Grace wraz z Rayem Millandem w thrillerze pod tytułem M jak morderstwo, zrobił coś, czego wcześniej nie uczynił żaden reżyser – postawił ją na piedestale i uczynił z niej gwiazdę filmową.

„Tak się zachwyciłam tym projektem – a zwłaszcza tym – że znowu będę pracować z Tobą”, zwykle pisała, używając myślników zamiast przecinków czy kropek.

Podczas kręcenia M jak morderstwo Hitchcock wciąż jej mówił o swoim następnym filmie, tym razem z Jimmym Stewartem, pod tytułem Okno na podwórze. Był nim tak rozentuzjazmowany, że zrezygnowała z możliwości zagrania u boku Marlona Brando w Na nabrzeżach – jej zastępczyni Eva Marie Saint dostała za tę rolę Oscara dla najlepszej aktorki – i wybrała jego nowy film. „Kiedy się spotkamy – pisała – wyjaśnię Ci wszystkie powody swojej decyzji. Trudno mi je przekazać listownie czy przez osobę trzecią...”.

Potem znowu połączyła siły z Hitchcockiem, przy filmie Złodziej w hotelu, w którym zagrała u boku Cary’ego Granta. Kręcili go na Riwierze Francuskiej. To dzięki sukcesowi tego obrazu wróciła do Francji rok później, na Festiwal Filmowy w Cannes, i wtedy poznała księcia Rainiera.

Był rok 1955.

– Wychodząc za księcia Rainiera – mówiła wtedy ludziom – poślubiłam mężczyznę, a nie to, co on reprezentuje ani kim jest. Zakochałam się w nim bez zastanowienia i cała reszta mnie nie obchodziła.

Ale ponieważ „cała reszta” była czymś wyjątkowym, siedem lat później bajka, która zaczęła się od pierwszego spotkania w Monako, trwała w najlepsze.

Grace przychodziła do gabinetu codziennie, ale nie przestrzegała stałych godzin. Czasami pojawiała się wcześnie, a czasami późno. Zostawała tak długo, jak musiała, zależnie od planu spotkań. Ale nawet gdy nie było jej w biurze, miała dużo zajęć, ponieważ Rainier powierzył jej mnóstwo obowiązków. Odnowiła pomieszczenia pałacowe, co było ogromnym zadaniem, przewietrzyła wszystkie zatęchłe zakątki, przemalowała ściany i zmieniła meble, potem podzieliła pokój dzieci na dwie części, stawiając przez środek ściankę, tak by każde miało miejsce dla siebie. Jeszcze daleko było do końca tych wszystkich prac, gdy została przewodniczącą Monakijskiego Czerwonego Krzyża, prezesem tutejszego Garden Clubu i nadzorowała niemal wszystkie oficjalne imprezy kulturalne w Monako. Musiała też prowadzić dom, co wiązało się z zarządzaniem sporym personelem i kontrolowaniem zaopatrzenia. Osobiście codziennie układała menu dla rodziny, dbając szczególnie o wagę Rainiera i pilnując, by dzieci jadły zbilansowane posiłki.

– Wiecie, jak mój mąż mnie nazywa? – zwierzała się przyjaciółkom. – Koordynatorem spraw domowych. Brzmi to jak nazwa urzędu.

Wszystko robiła z wielkim oddaniem i na każdym polu dążyła do doskonałości, ponieważ – co Monakijczycy odkryli bardzo szybko – była perfekcjonistką.

Przyjechała do Monako, nie znając nikogo poza Rainierem, do kraju odległego od domu, i to w czasach, gdy telefony nie działały najlepiej. Nie mówiła tutejszym językiem. Na początku było jej trudno, ale teraz czuła się coraz swobodniej w roli księżnej.

A rok zaczął się tak obiecująco.

Córka Karolina miała pięć lat, a syn Albert – w rodzinie nazywany Albiem – cztery. Mąż, do którego zwracała się Ray, właśnie skończył trzydzieści dziewięć lat. Tworzyli piękną, szczęśliwą i zdrową rodzinę. Rainier mówił do dzieci po francusku, ona zaś po angielsku, tak więc Karolina i Albie byli dwujęzyczni. Francuszczyzna Grace poprawiła się tak bardzo, że chętnie posługiwała się nią w kontaktach z ludźmi, chociaż został jej amerykański akcent.

Wtedy jednak poroniła.

I miała poronić raz jeszcze w tym roku.

Jednocześnie prezydent Francji Charles de Gaulle znowu pomrukiwał gniewnie, że Francuzi uciekają do Monako, by nie płacić podatków. Groził Rainierowi, że podejmie zdecydowane kroki.

De Gaulle i Rainier już przez to przechodzili. Książę zawsze podkreślał suwerenność Monako zapisaną w traktatach z Francją. Ale tym razem francuski prezydent mówił „nie” – traktaty nie traktaty, zamierzał coś z tym zrobić.

Grace widziała, pod jaką presją znajduje się jej mąż.

A teraz ta sprawa z Hitchcockiem.

Cały czas pozostawali w kontakcie od jej wyjazdu z Hollywood. I zawsze poczytywała mu za zasługę, że uczynił z niej gwiazdę.

– Hitch nauczył mnie wszystkiego o filmie – mówiła. – Dzięki niemu zrozumiałam, że sceny morderstwa trzeba kręcić jak sceny miłosne, a sceny miłosne jak sceny morderstwa.

Pod koniec 1961 roku, pracując nad nowym filmem pod tytułem Marnie – miał w nim zagrać przystojny szkocki aktor Sean Connery, który pobił wszystkie rekordy kasowe jako James Bond w Doktorze No – Hitchcock uznał, że do roli tytułowej idealnie nadawałaby się Grace.

Często obsadzał aktorów, z którymi pracował przy poprzednich filmach. Cztery razy zaangażował Cary’ego Granta i Jimmy’ego Stewarta, a Ingrid Bergman trzykrotnie. Po raz czwarty chciał pracować z Grace.

Dla niej oznaczałoby to powrót do kariery filmowej i zrobienie tego z Alfredem Hitchcockiem wydawało się jej, Rainierowi również, najlepszym wyborem.

Tylko że wiele się zmieniło. Hitchowi podobała się w niej „seksualna elegancja”, jak to nazywał, i chciał, by wróciła do filmu jako seksualnie sfrustrowana kleptomanka zgwałcona przez kontrolującego ją męża.

Nikt nie wątpił, że aktorka Grace Kelly mogła to zagrać, ale czy księżna Grace?

Grace z Alfredem Hitchcockiem, reżyserem, który uczynił z niej gwiazdę filmową. Na planie filmu Złodziej w hotelu, 1954

Omawiała to z Rainierem. On miał pewne wątpliwości i, szczerze mówiąc, ona też. Ale gdy już uznała, że nie ma w tym nic niewłaściwego, i gdy on się już zgodził, powiedziała Hitchowi „tak”.

Tak więc Hitch obwieścił w marcu, że Grace Kelly wraca do aktorstwa, i wtedy zaczęło się zamieszanie.

Najpierw MGM oznajmiło, że to wykluczone, bo Grace nadal jest związana kontraktem z wytwórnią.

Zdaniem wytwórni w chwili gdy Grace wyjechała z Hollywood, by wyjść za Rainiera i zamieszkać w Monako, została zawieszona i przestała dostawać wynagrodzenie. Teraz MGM twierdziło, że zawieszenie przedłużyło okres obowiązywania kontraktu, który nadal obowiązywał. Jeśli Grace chce zagrać w filmie, musi go zrobić z MGM albo Hitchcock musi ją wykupić.

To był dopiero początek.

Gdy już jej prawnicy w Stanach i prawnicy Hitchcocka uznali, że MGM blefuje – na co studio odpowiedziało, że traktuje sprawę poważnie i „rozważa swoje stanowisko” – przypomnieli o sobie mieszkańcy Monako.

Dwudziestosześciolatka, która przybyła do nich w 1956 roku jako gwiazda filmowa Grace Kelly, teraz była trzydziestodwuletnią matką dwójki dzieci i pierwszą damą księstwa.

Hollywoodzkie aktorki kręciły filmy. Księżne Monako nie. „Szkoda, że tak się stało – pisała. – Jest mi naprawdę bardzo przykro”.

Pod koniec hollywoodzkiej kariery nawet nie próbowała ukryć swoich uczuć, gotowości do wyjazdu.

– Kiedy pięć lat temu zawitałam do Hollywood – powiedziała dziennikarzowi w czasie kręcenia Wyższych sfer – musiałam przychodzić na makijaż o ósmej rano. W tym filmie muszę już przychodzić o siódmej trzydzieści. Codziennie widzę Joan Crawford, która siedzi u makijażystki od piątej, i Lorettę Young, która przychodzi o czwartej. Niech mnie diabli, jeśli zostanę w biznesie, w którym trzeba wstawać coraz wcześniej, bo coraz więcej czasu zajmuje przygotowanie do zdjęć.

To nie był jej jedyny problem z Tinself Town – ta przeróbka nazwy Tinsel Town, czyli Miasto Blichtru, jak niepochlebnie określano Hollywood, dodawała jeszcze aspekt samolubstwa.

Czasami wyznawała, że nie znosi tego miejsca. „Mam tu wielu znajomych, ale niewielu przyjaciół”. Innym razem mówiła o nim: „Miasto bez litości. Nie znam drugiego takiego miejsca na świecie, gdzie tylu ludzi cierpiałoby na załamanie nerwowe, gdzie byłoby tylu alkoholików, neurotyków i tyle nieszczęścia”.

A niekiedy Hollywood ją bawiło: „Jest świętsze od papieża, a w rzeczywistości bardziej grzeszne niż diabeł”.

Nikt, kto ją znał, nie wątpił, że gdzieś w głębi duszy zawsze miała nadzieję, że pewnego dnia wróci do grania.

Ale teraz, gdy miała szansę...

„Dziękuję, Hitch – że jesteś dla mnie tak wyrozumiały i tak mi pomagasz – pisała. – Bardzo cierpię, że sprawiam Ci zawód...”.

W Hollywood wszyscy wiedzieli, że Hitch uważa aktorów za bydło. Dodała więc: „Niechętnie też myślę, że pewnie znajdziesz wśród «bydła» kogoś, kto zagra tę rolę równie dobrze – chociaż mam nadzieję pozostać jedną z Twoich «świętych krów»”.

Tu się zatrzymała, by przeczytać wszystko jeszcze raz.

Dopisała: „Z wyrazami czułości”, podkreśliła słowo „czułości” i podpisała się: „Grace”.

Tym samym kariera Grace Kelly niezaprzeczalnie się skończyła.

∼ 1 ∼

POCZĄTKI GRACE

Tych dwoje łatwo było rozpoznać.

Choćby nie wiadomo jak się starali pozostać anonimowi, zawsze dostrzegł ich ktoś, kto wiedział, kim są.

Pewnego wieczoru w Londynie po kolacji z przyjaciółmi w japońskiej restauracji Grace poprosiła kelnera, żeby wezwał taksówkę. Gdy przyjechała, wsiedli do niej całą czwórką – ona, Rainier i druga para. Kierowca zaczął się śmiać. Chichotał całą drogę do hotelu Connaugh, gdzie Grace i Rainier wysiedli. I chichotał całą drogę do Chelsea, odwożąc do domu pozostałą dwójkę pasażerów.

Tamci wreszcie postanowili spytać:

– Co pana tak śmieszy?

– Ten mały Japończyk, który mnie zatrzymał – odrzekł taksówkarz. – Nie wiedziałem, czego chce. Nie mogłem zrozumieć, o czym mówi, bo w kółko powtarzał: „Glazed cherries, glazed cherries”. I kto wsiada do mojej taksówki? Grace Kelly.

John Brendon Kelly, dziewiąty z dziesiątki rodzeństwa, był twardzielem, zapaleńcem, pijakiem i kobieciarzem, który podobnie jak wiele dzieci imigrantów w Stanach z wielkim trudem pokonał ciężką drogę od ubóstwa do bogactwa, by ziścił się jego amerykański sen.

Jego rodzice przyjechali z hrabstwa Mayo w Irlandii do Nowego Świata wyposażeni jedynie w silny akcent i ogromne nadzieje. John B., dla rodziny Jack, urodził się w 1890 roku w East Falls, jednej z filadelfijskich irlandzkich dzielnic robotniczych. Już jako dziewięciolatek pracował po szkole w miejscowej tkalni, by pomóc w utrzymaniu rodziny. Trzy lata później rzucił szkołę, by zatrudnić się na pełen etat jako pomocnik murarza u jednego ze swoich starszych braci, który do tego czasu uruchomił swoją firmę budowlaną.

Ale Jackowi była pisana lepsza przyszłość. Chciał osiągnąć sukces, a odkrył u siebie talent do wioślarstwa. Ponieważ od pracy na budowie miał silne plecy i ramiona, zaczął trenować wioślarstwo na Schuylkill River i szybko został sportowcem o zadatkach na mistrza.

W 1918 roku wrócił z wojny i z kolegami z Vesper Boat Clubu przez dwa lata przygotowywał się do zawodów – najpierw do najsłynniejszych w Anglii Royal Henley Regatta, a następnie do igrzysk olimpijskich w Antwerpii. Jednakże dwa dni przed planowanym wyjazdem Kelly’ego do Europy organizator Królewskich Regat w Henley przysłał telegram o treści: „Zgłoszenie odrzucone”.

Oficjalnie uzasadniano odmowę startu tym, że w 1905 roku Vesper Club złamał status klubu amatorskiego, gdy szukał sponsora, który pokryłby koszty wyjazdu na regaty w Henley. W 1920 roku zakaz nadal obowiązywał.

Ale Kelly widział to inaczej.

Odebrał ten zakaz osobiście i całe życie utrzymywał, że jego zgłoszenie odrzucono, ponieważ był zwyczajnym robotnikiem, a zatem nie był mile widziany w konkurencji z dżentelmenami w regatach dla wyższych sfer.

Zemścił się na nich w stylu charakterystycznym dla amerykańskiej mitologii sportowej.

Nie tylko pokonał najlepszą brytyjską dwójkę kilka miesięcy później na igrzyskach olimpijskich – wrócił z dwoma złotymi medalami – lecz później przez kilka lat trenował swojego syna Johna juniora, który w 1947 roku i ponownie w 1949 przypomniał Brytyjczykom wcześniejszą zniewagę i dwukrotnie zgarnął pierwszą nagrodę na Królewskich Regatach w Henley.

Kumpel Jacka Kelly’ego, Franklin Roosevelt, opisał go kiedyś słowami: „najprzystojniejszy człowiek, jakiego w życiu widziałem”. Kelly miał dużo uroku i poczucie humoru, do śmierci cieszył się wysportowaną sylwetką, z nieustraszonym entuzjazmem sięgał po to, czego chciał, lubił uganiać się za spódniczkami i pasjonowała go polityka.

W 1919 roku pożyczył dwa i pół tysiąca dolarów od swoich braci, by uruchomić firmę o nazwie Kelly For Brickwork, która do 1935 odniosła taki sukces, że wykorzystał ją jako odskocznię do startu w wyborach na burmistrza. Przegrał i nigdy już nie zaryzykował swoim nazwiskiem w żadnym głosowaniu, choć krótko rozważał pomysł kandydowania do amerykańskiego Senatu w 1936 roku, przewodniczył Filadelfijskiemu Komitetowi Demokratów aż do 1940 i do końca życia pozostał znaczącą tajną siłą w polityce filadelfijskiej.

Nic zatem dziwnego, że Kelly for Brickwork miało udział w powstaniu każdego budynku, który wzniesiono w Center City od połowy lat dwudziestych do połowy pięćdziesiątych, skoro Kelly wyrobił sobie kontakty w Mieście Braterskiej Miłości.

W 1924 roku Jack poślubił Margaret Majers, którą znał od dziewięciu lat. Wychowała się w dzielnicy Strawberry Mansion w Filadelfii w luterańskiej rodzinie niemieckich imigrantów.

W jej domu mówiło się po niemiecku, a ona swoim dzieciom wpajała silne poczucie pruskiej dyscypliny, która stanowiła ważną część jej dzieciństwa. Wszyscy podporządkowywali się Margaret. Nawet Jack nie ośmielał się jej sprzeciwiać.

Pilnowała, by dzieci nauczyły się płynnie mówić po niemiecku, ale one chowały podręczniki, gdyż nie znosiły tego języka i miały obawy, czy wtedy, pod koniec lat trzydziestych, amerykański patriota powinien mówić po niemiecku.

Grace Kelly w wieku dziewięciu miesięcy

W młodości Margaret była fotomodelką, ukończyła dwuletnie studia wychowania fizycznego w college’u Uniwersytetu Temple i szybko została pierwszą kobietą uczącą wychowania fizycznego na Uniwersytecie Pensylwanii.

Aby poślubić Jacka, przeszła na katolicyzm. Ich pierwsze dziecko, Peggy, urodziło się przed upływem roku. John junior, którego nazywano Kell, przyszedł na świat dwa lata później, w 1927 roku. Grace urodziła się po kolejnych dwóch latach, 12 listopada 1929 roku, a czwarte i ostatnie dziecko, Lizanne, w 1933.

Mama Kelly pedantycznie przestrzegała codziennego rytmu zajęć. Tyle i tyle czasu na śniadanie, tyle i tyle na słuchanie radia, określona godzina na lekcje fortepianu, określona godzina na pójście do łóżka. Prowadziła dom żelazną ręką, a gdy dyktowała warunki, nie było od nich odwołania.

Kiedy wiele lat później Karolina, Albert i Stefania jeździli na wakacje do letniego domu rodzinny Kellych na rogu 26. i Wesley Avenue w Ocean City w New Jersey, zawsze zastawali babcię w najlepszej formie.

Grace i Rainier przywozili dzieci, by zobaczyły się z babcią i amerykańskimi kuzynami. Do obiadu mama Kelly siadała u szczytu stołu. Ilekroć zauważyła Rainiera opierającego się swobodnie o blat, chwytała widelec i dźgała go nim, krzycząc: „Łokcie!”, a on posłusznie je zabierał.

Rodzina Kellych mieszkała w piętnastopokojowym domu zbudowanym z cegieł Kelly przy Henry Avenue 3901 w Germantown, filadelfijskiej dzielnicy zyskującej wówczas na prestiżu.

Tam urodziła się Grace.

Matka opisywała ją jako dziecko radosne, chociaż mała była astmatyczna i nieustannie cierpiała na infekcje ucha oraz gardła. Ponieważ napady choroby często przykuwały ją do łóżka, Grace odkryła radość czytania. I czytanie już na całe życie pozostało jedną z jej wielkich przyjemności.

Na liście priorytetów Jacka i mamy ćwiczenia fizyczne zajmowały miejsce zaraz za religią i pracą domową. Kell, nieodrodny syn swego ojca, nie tylko wygrał Henley, lecz także zdobył brązowy medal w wioślarstwie na igrzyskach olimpijskich w 1956 roku. Peggy, córeczka tatusia, była ambitną pływaczką. Lizanne, najmłodsza, zwykle wymigująca się od wszystkiego, najbardziej wysportowana ze wszystkich sióstr, też trenowała pływanie, i to z sukcesami. Grace grała w tenisa, była kapitanem szkolnej drużyny hokeja na trawie, pływała i umiała nurkować, ale nigdy nie została takim sportowcem jak reszta rodzeństwa. Nie była tak śliczna jak siostry ani tak ekstrawertyczna jak brat. Klasyczne środkowe dziecko. Zwykle wycofywała się do swojej skorupy.

Dwuletnia Grace Kelly

Ale była ulubienicą Fordiego i po latach powie, że wspomnienia tej przyjaźni należą do jej najmilszych z dzieciństwa.

Godfrey Ford, zwany Fordiem, pracował dla Kellych jako złota rączka, wszechstronny fachowiec. Miły i łagodny Murzyn z północnych dzielnic miasta spędził całe życie z Kellymi, był im bez reszty oddany. Na jego oczach dzieci dorastały, a on na ich oczach się starzał. Grace uwielbiała opowiadać anegdoty o nim, na przykład tę, że gdy rodzina przenosiła się do Ocean City na lato, to wszystkie dzieci musiały jechać z rodzicami. Tylko ona jechała starym pikapem z Fordiem. Mama Kelly zawsze się martwiła, że nie dotrą bezpiecznie, ale Grace i tak wsiadała do szoferki obok swego przyjaciela, z bagażem całej rodziny, czasami z meblami ledwie mieszczącymi się na pace. Ich podróż nad morze trwała dwa razy dłużej niż reszty rodziny, ale wymyślali różne historie, śpiewali i śmiali się całą drogę.

Mama Kelly nigdy się nie dowiedziała, że Fordie czasami pozwalał Grace kierować autem.

On chyba jako pierwszy powiedział Grace, że to nieważne, czy jest tak dobra w sporcie jak jej brat i siostry.

Ponieważ mama Kelly była taką służbistką, Grace została zapisana do Ravenhill Academy w East Falls, szkoły parafialnej prowadzonej przez zakonnice. Kładziono tam nacisk na dyscyplinę i właściwe maniery. Przed dwunastymi urodzinami Grace przekonała matkę, że lepsza będzie dla niej mniej surowa Stevens School, i została tam przeniesiona.

Wtedy właśnie zaczęła żałować, że nie jest chłopcem.

Grace Kelly jako dwunastolatka

Jak później wyjaśniała, ojciec miał na nią przeogromny wpływ. Pouczał swoje dzieci, że nic nie jest za darmo, więc Grace dorastała w przekonaniu, iż na wszystko, co warte zachodu, trzeba sobie zasłużyć, a zasługuje się ciężką pracą.

W latach czterdziestych nastoletnie dziewczęta nie miały takich możliwości jak chłopcy.

– Mój ojciec był typem przywódcy – powiedziała Grace. – Należało się na nim wzorować bez względu na koszty. A podążanie jego śladami było łatwiejsze dla chłopca niż dla dziewczynki. – Dodała jednak: – Entuzjastycznie nastawiony ojciec to cudowny start życiowy.

Ponieważ odziedziczyła część ojcowskiego entuzjazmu, po obejrzeniu przedstawienia baletu rosyjskiego zajęła się nauką baletu i gry na pianinie. Przez pewien czas myślała nawet, że zostanie zawodową tancerką.

Potem odkryła scenę dramatyczną.

Jako dwunastolatka zadebiutowała z East Falls’ Old Academy Players w Don’t Feed the Animals. Następnie pojawiła się w Cry Havoc i ku swojej uciesze została przez grupę teatralną obsadzona w ich wersji The Torch Bearers, sztuce napisanej przez jej wuja George’a Kelly’ego.

Stevens ukończyła w czerwcu 1947 roku i od razu złożyła papiery do college’u Bennington w Vermont. Ponieważ nigdy nie wykazywała zapału do matematyki i przedmiotów ścisłych, nie została przyjęta z powodu zbyt słabych wyników w nauce.

Szukając właściwej drogi życiowej, uczestniczyła w kilku kursach na Uniwersytecie Temple. Wkrótce jednak doszła do wniosku, że na poważnie spróbuje aktorstwa, przeniosła się do Nowego Jorku, zamieszkała w Barbizon – internacie dla panien z dobrego domu – i zapisała się do Amerykańskiej Akademii Sztuk Dramatycznych.

Jackowi Kelly’emu niełatwo było pogodzić się z faktem, że osiemnastoletnia córka wyrusza po sławę i fortunę do wielkiego miasta.

Jego siostra Grace, po której dostała imię przyszła księżna, też kiedyś zainteresowała się aktorstwem. Ale jej karierę przerwali rodzice, zanim na dobre się zaczęła, gdyż w tamtych czasach porządne młode kobiety nie robiły takich rzeczy.

Jak później mówiła Grace:

– Ciocia Grace popełniła ten błąd, że urodziła się o jedno pokolenie za wcześnie. Ja miałam więcej szczęścia.

Ale miała też dwóch wujków ze strony ojca i dzięki nim marzenie o karierze na scenie stało się możliwe. Walter Kelly, o wiele starszy od jej ojca, należał do wędrownej trupy aktorskiej i odniósł pewien sukces sceniczny, grając w wodewilach postać znaną jako Virginia Judge. Na początku amerykańskiej ery filmowej pojechał do Hollywood, ale jego kariera zatrzymała się na wodewilach i umarł w 1938 roku, gdy Grace miała dziewięć lat.

Niemniej dorastała, wiedząc, że jeden z jej wujków występował na scenie, bo historie o wujku Walterze były codziennym tematem przy rodzinnym stole.

Nieporównanie większy sukces odniósł wuj George.

Urodził się bezpośrednio przed Johnem, ale całkowicie się od siebie różnili. John był człowiekiem skupionym na fizyczności, George zaś marzycielem, mężczyzną delikatnym, o zmiennych nastrojach i inteligentnym. Zaczął karierę w teatrze jako aktor, a potem zajął się pisaniem sztuk. Był ojcem chrzestnym Grace i jedną z osób, które miały największy wpływ na Grace u progu dorosłego życia przyszłej księżnej.

W 1926 roku George Kelly zdobył Nagrodę Pulitzera za sztukę Craig’s Wife, której sukces w końcu zaprowadził go do Hollywood, gdzie trafił do zespołu scenopisarzy MGM. Chociaż jego tamtejsze osiągnięcia nie umywały się do wcześniejszego okresu broadwayowskiego, hasło „bratanica George’a Kelly’ego” otworzyło Grace niejedne drzwi na początku kariery.

Nie zaszkodziło na przykład w Akademii, gdzie jej przesłuchanie na etapie rekrutacji zawierało kwestię z Torch Bearers.

Przez następne dwa lata uczyła się dykcji, właściwej postawy i poruszania się na scenie. Stopniowo przezwyciężyła swoją nieśmiałość i nauczyła się, jak budować postać. Studiowała improwizację oraz słynną metodę Stanisławskiego i nagle się okazało, że robi te wszystkie rzeczy, które przerażały jej rodziców. Na przykład chodziła na cieszącą się wątpliwą reputacją ulicę Bowery popatrzeć, jak zataczają się pijacy, by potem zagrać pijaka, i spędzała popołudnia w zoo na Bronxie, patrząc, jak poruszają się zwierzęta. Szkoła aktorska, jak zawsze mówiła: „To jedyne miejsce, gdzie kazano mi grać lamę”.

Gdy mieszkała w Barbizon – obleganym przez hordy młodych mężczyzn przesiadujących w holu nazywanym „Amazonka”, bo niewiele mieszkanek było choćby w połowie tak pięknych jak Grace Kelly – przyjaciółka zasugerowała, że mogłaby zarobić parę groszy jako modelka. Najpierw odmówiła, wiedząc, co pomyśleliby jej rodzice, a w końcu dała się nakłonić.

Tuż przed dziewiętnastymi urodzinami podpisała z niewielką agencją kontrakt, dzięki któremu zarabiała 7,50 dolara na godzinę. Całkiem przyzwoite zarobki w tamtych czasach, jeśli wziąć pod uwagę, że większość mieszkańców reszty świata z trudem zarabiała dolara na godzinę.

A rodzice się nie ucieszyli.

Dość szybko jej wizerunek swojskiej blondynki – jak ją wówczas opisywano – trafił do kampanii reklamowych o zasięgu ogólnokrajowym. Sprzedawała pastę do zębów Ipana, papierosy Old Gold, szampon przeciwłupieżowy, kremy piękności na noc, środki owadobójcze i kilka gatunków piwa. Jej stawka szybko doszła do dwudziestu pięciu dolarów za godzinę i zanim w 1949 roku Grace ukończyła Amerykańską Akademię Sztuk Dramatycznych, robiła filmiki modowe do kronik filmowych za czterysta dolarów tygodniowo.

Nie wiadomo, czy zostałaby jedną z wielkich modelek nowojorskich. Jej zdaniem problem z modelingiem polegał na tym, że nie było to aktorstwo, a ona chciała być aktorką.

Krążyła więc po Broadwayu z jednego przesłuchania na drugie. Raz za razem słyszała: „Proszę nie dzwonić, my do pani zadzwonimy”. Doświadczyła upokorzenia, które spotyka wszystkich aktorów na początku drogi zawodowej – najpierw wystają godzinami w kolejkach, potem pada prośba o odczytanie kilkunastu linijek, ale już po dwóch, trzech głos na tyłach ciemnej widowni mówi: „Stop”, a potem: „Dziękuję, następna proszę”.

Pokrewieństwo z George’em Kellym nie uchroniło jej przed ciężkimi początkami, przed dotkliwym zaznaniem odrzucenia. Bez względu na nazwisko przy wzroście 167 cm była za wysoka, by grać niewinne dziewczątko, co sugerowała jej śliczna twarz i jasnoniebieskie oczy. Jednak wytrwała, aż do akcji wkroczył wuj George i pomógł jej zdobyć pierwszy angaż – w roku 1949, do przedstawienia letniej grupy aktorskiej Bucks County Playhouse w New Hope w Pensylwanii. Grano jego sztukę The Torch Bearers.

Zaproponował ją do tego przedstawienia, ale zaznaczył, że nie powinna dostać roli tylko dlatego, że jest jego bratanicą. Później zawsze twierdził, że została zaangażowana, ponieważ zdaniem reżysera była OK. I o ile może jej kreacja nie okazała się szczególnie wybitna, na pewno Grace pracowała ciężko i okazała się na tyle dobra, że zaproszono ją do udziału w drugim letnim przedstawieniu – The Heiress.

I tym razem była świetna.

Pozytywne doniesienia o występach w Bucks County Playhouse przyniosły efekt w postaci zaproszenia na zdjęcia próbne.

Był rok 1950, a reżyser Gregory Ratoff kręcił film Taxi. Uznał, że Grace powinna zagrać młodą irlandzką imigrantkę. Wzięła więc udział w zdjęciach próbnych w Nowym Jorku, ale roli nie dostała.

Wtedy jeszcze nie zdawała sobie sprawy, jak te zdjęcia próbne zmienią jej życie.

Niezrażona niepowodzeniem, kontynuowała przesłuchania, aż zdobyła rolę córki Raymonda Masseya w broadwayowskiej adaptacji sztuki Augusta Strindberga Ojciec.

Massey był wysoki, więc tym razem problemu nie stanowił jej wzrost.

Tylko „New York Times”.

Ją recenzja potraktowała znośnie – zauważono, że jej występ był uroczy i przyjemny w odbiorze – ale jego zjechała. Wtedy „New York Times” miał na Broadwayu taką władzę jak dzisiaj, więc przedstawienie zeszło z afisza po dziewięciu tygodniach.

Grace resztę tej zimy i wiosnę spędziła na rozmaitych przesłuchaniach, zarabiała jako modelka, ale nie grała.

W karierze każdego aktora ogromną rolę odgrywa pomyślność losu i odpowiedni czas. W wypadku Grace irlandzkie szczęście Kellych i właściwy moment zgrały się niemal doskonale – w Nowym Jorku na początku lat pięćdziesiątych rozwijała się telewizja, która szybko stała się najważniejszą sceną dla przyszłych aktorów.

Skoro Grace nie mogła podłapać kolejnej roli na Broadwayu, dołączyła do zespołu występującego w cotygodniowych przedstawieniach teatru telewizji. Zaczęła pojawiać się regularnie w dramatach prezentowanych w Philco-Goodyear Television Playhouse i zagrała w przedstawieniach wszystkich innych większych teatrów, takich jak Kraft Television Theatre, Nash Airflyte i Prudential Family Playhouse.

W ciągu trzydziestu miesięcy Grace wystąpiła w co najmniej sześćdziesięciu produkcjach telewizyjnych na żywo.

Nagle w roku 1951, gdy zaczęła sobie wyrabiać nazwisko w telewizji, zaproponowano jej poślednią rolę w filmie pod tytułem Czternaście godzin.

Była to oparta na prawdziwych wydarzeniach historia człowieka, który przez czternaście godzin stoi na skraju dachu budynku i grozi, że skoczy. W filmie występowali: Richard Basehart, Barbara Bel Geddes, Paul Douglas, Debra Paget, Agnes Moorehead, Jeffrey Hunter i Howard da Silva. Nie odniósł sukcesu kasowego i nie wpłynął na rozwój kariery Grace.

Znowu do akcji wkroczył wuj George.

Tego lata, gdy Grace pojawiła się w Bucks County Playhouse, George zadzwonił do swojego przyjaciela, producenta Ganta Gaithera, sugerując, żeby przyjrzał się jej pracy. Gaitherowi spodobało się to, co zobaczył – w każdym razie uznał, że Grace jest OK – no i wiedział także, że jeśli ją zaangażuje, wyświadczy George’owi przysługę. Dał jej więc pracę w regionalnym pokazie przedpremierowym sztuki pod tytułem Alexander. W tej roli musiała być seksowna, a chociaż krytycy w Albany w stanie Nowy Jork napisali, że Grace Kelly jest za chłodna, żeby być sexy, właśnie ta cecha pewnego dnia miała uczynić z niej wielką gwiazdę filmową.

Gaither zorientował się w potencjale młodej aktorki i jeszcze w Albany powiedział jej: „Po powrocie do Nowego Jorku masz rolę”.

Po latach wspominał ją z czułością:

– Urocza młoda dziewczyna, która stała się wspaniałą kobietą. Najbardziej zdumiewało mnie to, że zawsze mogłem zdać się na jej osąd. Jeśli chodzi o zdrowy rozsądek, była niezrównana. Gdy wiele lat przed jej zamążpójściem potrzebowałem pomocy w pracy nad przedstawieniem, prosiłem ją, żeby przyszła popatrzeć. Jeśli coś krytykowała, to coś innego chwaliła. Miała niesamowite wyczucie.

Zanim przedstawienie Gaithera przywędrowało wzdłuż rzeki Hudson do Nowego Jorku, Grace odebrała niespodziewany telefon – hollywoodzki producent Stanley Kramer chciał, by zagrała w westernie pod tytułem W samo południe w reżyserii Freda Zinnemanna.

Zinnemann widział zdjęcia próbne z 1950 roku. Przeszła przesłuchanie, zdobyła rolę; większość lata spędziła, grając z zespołem dramatycznym w Kolorado, a jesienią nakręciła W samo południe.

Film zyskał renomę kultowego dzieła tamtej epoki, ale rola Amy Kane u boku oscarowej kreacji szeryfa Gary’ego Coopera nie uczyniła z Grace gwiazdy filmowej. Kiedy skończyła pracę nad tym obrazem, podziękowano jej i wręczono bilet do Nowego Jorku.

Grace wróciła do mieszkania, które nazywała domem, pod numerem 200 na Wschodniej Sześćdziesiątej Szóstej, popracowała jeszcze w telewizji i dalej zdzierała buty, szukając roli na Broadwayu.

I wtedy, znowu niespodzianie, zadzwonili producent Sam Zimbalist i reżyser John Ford. Chcieli ją zaangażować do drugoplanowej roli kobiecej w filmie, który mieli kręcić w Afryce, pod tytułem Mogambo.

Uznała, że tę propozycję zawdzięcza swojej kreacji w filmie W samo południe. Nieprawda. Tak się złożyło, że Zimbalist i Ford również obejrzeli jej zdjęcia próbne z roku 1950 i zaangażowali ją, będąc pod ich wrażeniem.

Grace chciała zrobić ten film; po latach wyjaśniła dlaczego:

– Z trzech powodów: John Ford, Clark Gable i opłacona podróż do Afryki. Gdyby Mogambo kręcono w Arizonie, nie przyjęłabym tej roli.

Jedyną przeszkodą był kontrakt, którego podpisania domagało się MGM.

Gdy tylko Grace go podpisała, wyjechała do Kenii z Clarkiem Gable’em, który w Mogambo powielał swoją rolę z Czerwonego pyłu, i z Avą Gardner, która grała główną rolę żeńską.

Kreacja chłodnej „tej drugiej” zapewniła Grace nominację do Oscara za najlepszą drugoplanową rolę żeńską.

Z charakterystycznym dla siebie urokiem zawsze przypisywała Fordowi zasługi i za swój sukces w tym filmie, i za to, że dużo ją nauczył. Mówiła, że wiedział dokładnie, czego może wymagać od swoich aktorów, tak by nie zmuszać ich do przekraczania granic własnych możliwości.

I chociaż Oscara dostała Donna Reed, odtąd, gdy pojawiało się gdzieś nazwisko Grace Kelly, to z dopowiedzeniem „gwiazda filmowa”.

Tyle że ona nie była jeszcze gwiazdą na tyle wielką, by samodzielnie udźwignąć cały film.

Tu właśnie wkroczył do akcji Alfred Hitchcock.

Chociaż jako Amy Kane w filmie W samo południe wydała mu się płochliwa, zastraszona, pamiętał jej zdjęcia próbne i umiał w niej dojrzeć „potencjał do powściągliwości”. Zaangażował ją więc u boku Raya Millanda do M jak morderstwo.

Był to początek jej najbardziej udanej współpracy zawodowej, ponieważ Hitchcock lepiej niż ktokolwiek inny wiedział, jak nią kierować.

Było to także początek romansu z Millandem, który trafił na czołówki gazet i niemal doprowadził do tego, że Milland odszedł dla niej od żony.

Hitchcock natychmiast obsadził ją po raz drugi, u boku Jimmy’ego Stewarta, w filmie Okno na podwórze.

Potem zagrała w Dziewczynie z prowincji (z Bingiem Crosbym i Williamem Holdenem).

O ironio, kilka lat wcześniej producent, który wprowadził Dziewczynę z prowincji na Broadway, odrzucił kandydaturę Grace do tej samej roli, za którą teraz zdobyła Oscara w kategorii najlepszej roli kobiecej.

Zaledwie kilka lat po reklamowaniu sprayu na robactwo i pasty do zębów Grace Kelly stała się sławna w Stanach Zjednoczonych.

Co druga amerykańska dziewczyna w połowie lat pięćdziesiątych wzorowała się na niej. Ubierały się jak ona, układały włosy jak ona i starały się mówić jak ona. Każda piękność marzyła o tym, by usłyszeć: „Jesteś śliczna jak Grace Kelly”.

Ku bezgranicznej radości MGM, które związało ją kontraktem przy okazji Mogambo, nagle okazało się, że Grace Kelly jest warta fortunę. Studio obsadziło ją w Płomieniu zieleni ze Stewartem Grangerem, ale po nakręceniu tego filmu doszło do wniosku, że może zarobić, wynajmując ją innym wytwórniom.

MGM wypożyczyło ją więc studiu Paramount do Mostów Toko-Ri z Billem Holdenem i Frederickiem Marchem i po raz trzeci Alfredowi Hitchcockowi do Złodzieja w hotelu z Carym Grantem.

Po zakończeniu prac nad tym obrazem w południowej Francji – gdzie Grace widziała Monako daleko w dole, gdy w słynnej scenie jeździła z Grantem po Grande Corniche – MGM oznajmiło, że Kelly nakręci film pod tytułem Przygody Quentina Durwarda z Robertem Taylorem.

Ale Grace przeczytała scenariusz i stwierdziła, że jej się nie podoba. Jej zdaniem rola, którą przeznaczyło dla niej studio, polegała wyłącznie na przechadzaniu się w wysokim kapeluszu i patrzeniu, jak Robert Taylor walczy.

Powiedziała, że nie zrobi tego filmu.

MGM odparło, że musi, i przypomniało, że obowiązuje ją kontrakt.

Grace nie ustąpiła i odmówiła.

Więc MGM ją zawiesiło.

Skoro nie zamierzała pracować dla wytwórni, ta postanowiła dać jej nauczkę – teraz nie mogła pracować dla nikogo.

Jej rozpędzona kariera z impetem uderzyła w mur.

Książę trzymał dzikie drapieżniki w swoim prywatnym zoo

∼ 2 ∼

NIEŚMIAŁY MĘŻCZYZNA

Przez mniej więcej dziesięć lat, od końca wojny do 1955 roku, książę Rainier III z Monako był uważany za najlepszą partię na świecie.