Wydawca: Kurhaus Publishing Kategoria: Biznes, rozwój, prawo Język: polski Rok wydania: 2015

Gospodarka za 100 lat. Najważniejsi ekonomiści przewidują przyszłość ebook

Opracowanie zbiorowe  

4 (2)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 60000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
14 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 319 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Gospodarka za 100 lat. Najważniejsi ekonomiści przewidują przyszłość - Opracowanie zbiorowe

Choć wielu znawców tematu twierdzi, że w dzisiejszych czasach trudno przewidywać przyszłość i kreślić choćby średnioterminowe plany dla firm i rządów, Ingacio Palacios-Huerta, wykładowca London School of Economics specjalizujący się w zarządzaniu strategicznym, uważa, ze wiele można wyczytać z liczb.
Postanowił wiec, jak niegdyś John Maynard Keynes, postawić pytanie, jak będzie wyglądał świat za 100 lat. O odpowiedz poprosił wybitnych naukowców. Tak powstały składające się na niniejsza książkę eseje laureatów ekonomicznego Nobla i Medalu Johna Batesa Clarka: Roberta M. Solowa (Nobel 1987, MJBC 1961), Alvina E. Rotha (Nobel 2012), Roberta J. Shillera (Nobel 2013) i Darona Acemoglu (MJBC 2005) oraz innych akademików i praktyków – Angusa Deatona i Avinasha K. Dixita z Princeton, Edwarda L. Glaesera i Martina L. Weitzmana z Harvardu, Johna E. Roemera z Yale i Andreu Mas-Colella z barcelońskiego Pompeu Fabra.

Książka nagrodzona Economicusem 2015 w kategorii: najlepszy przekład zagranicznej literatury ekonomicznej podczas Warszawskich Targów Książki 2015.

Opinie o ebooku Gospodarka za 100 lat. Najważniejsi ekonomiści przewidują przyszłość - Opracowanie zbiorowe

Fragment ebooka Gospodarka za 100 lat. Najważniejsi ekonomiści przewidują przyszłość - Opracowanie zbiorowe

Gospodarka za ‌100 lat

Najważniejsi ekonomiści ‌przewidują przyszłość

Redakcja:

Ignacio Palacios-Huerta

Przekład:

Biuro ‌Tłumaczeń VeroLing sp. zo.o., ‌Kurhaus Publishing

Kurhaus, ‌Warszawa 2014

Tytuł ‌oryginału: In 100 Years. ‌Leading economists ‌predict the future / ‌edited ‌by ‌Ignacio Palacios-Huerta ‌© ‌2013 Massachusetts ‌Institute of ‌Technology

All ‌rights reserved. ‌No part ‌of ‌this book may be ‌reproduced in any formbyany ‌electronic ‌or mechanical ‌means (including ‌photocopying, recording, or ‌information storage and ‌retrieval) without permission ‌in ‌writing ‌fromthepublisher.

First published ‌in ‌the United ‌States of America.

Wydanie polskie: ‌© 2014 Kurhaus Publishing ‌Kurhaus Media sp. z ‌o.o. sp.k.

Prawa ‌do ‌przekładu polskiego:

© 2014 ‌Kurhaus Publishing Kurhaus ‌Media sp. ‌z o.o. sp.k.

Wszelkie ‌prawa zastrzeżone.

Żaden z fragmentów ‌książki nie może ‌być ‌przedrukowywany bez ‌zgody wydawcy.

Redaktor prowadzący: ‌Katarzyna Kozłowska

Konsultacja merytoryczna: ‌dr Maciej Krzak, dr ‌hab. Bartłomiej Nowak ‌(Esej pierwszy), ‌prof. Wiesław Tarełko ‌(Esej dziesiąty)

Przekład: ‌Biuro ‌Tłumaczeń VeroLing sp. ‌z ‌o.o., ‌Kurhaus Publishing

Korekta: Elżbieta Lipińska, ‌El-kor

Projekt okładki: Dariusz ‌Krupa

Opracowanie ‌typograficzne ‌i ‌łamanie: Marek Wójcik

Zdjęcie ‌Ignacia ‌Palaciosa-Huerty ‌na okładce: ‌MIT Press

ISBN:978-83-63993-52-8

www.kurhauspublishing.com

Kurhaus Publishing ‌Kurhaus Media sp. ‌zo.o. sp.k.

ul. ‌Postępu 15C, IV ‌p., ‌02-676 ‌Warszawa

Dział sprzedaży:kontakt@kurhauspublishing.com, ‌tel. ‌22 325 ‌34 70

Podziękowania

Chciałbym przede wszystkim podziękować autorom poszczególnych rozdziałów za ich teksty. Poświęcili swój czas, kapitał ludzki i intuicję dla szczytnego celu. Zdecydowali się w odpowiedzi na pytanie, które mam nadzieję okaże się ważne z perspektywy czytelników, argumentować, pisać, debatować i mówić, tak jak czynią to zwykle. Nie jestem w stanie w sposób wystarczający podziękować im za przyjemność poznawania ich poglądów i analiz. Bez względu na to, czy czytacie tę książkę w roku 2013, 2063 czy 2113, mam nadzieję, że te eseje będą dla was tak wartościowe jak dla mnie.

Chciałbym też złożyć podziękowania Johnowi S. Covellowi z MIT Press, który od samego początku entuzjastycznie wspierał niniejszy projekt książkowy.

I wreszcie dziękuję mojej żonie Anie oraz moim dzieciom Anderowi i Julene za ich miłość i za możliwość życia w sposób, o jakim nigdy nawet nie marzyłem. Podziękowania należą się także mojej matce, mojemu nieżyjącemu ojcu oraz braciom. Jestem przekonany, że pomysł na tę książkę nie przyszedłby mi do głowy bez miłości, wsparcia i atmosfery, które wszyscy oni mi zapewnili.

Jak powstał pomysł naksiążkę

Ignacio Palacios-Huerta

W pracy Badania dotyczące rozumu ludzkiego wydanej w 1748 roku szkocki filozof David Hume redukuje zasady pamięci skojarzeniowej, w której każda myśl jest połączona z innymi, do trzech: podobieństwa, styczności w czasie i miejscu oraz przyczynowości. Nie pamiętam dokładnie, jak pomysł na niniejszą książkę pojawił się w mojej głowie, ale zasady Hume’a wskazują na kilka ciekawych tropów. Wymienię trzy. Pierwszy to moje dzieci, bliźniaki. Kiedy przyszły na świat osiem i pół roku temu, zacząłem myśleć o przyszłości ze znacznie większą intensywnością niż wcześniej. Przed ich narodzeniem przyszłością zajmowałem się głównie „naukowo” (tak jak w literaturze ekonomicznej dotyczącej inwestycji w kapitał ludzki, które opłacają się w życiu, lub jak w literaturze poświęconej temu, iż w dalekiej przyszłości Słońcu zabraknie paliwa i zakończy ono swój żywot). Kiedy jednak się urodziły, zacząłem znacznie poważniej myśleć o kolejnych dziesięciu, dwudziestu latach (na przykład jaka szkoła i dzielnica będą dla nich najlepsze, jakich języków obcych powinny się uczyć i tak dalej). Oczywiście nie jest to stuletnia perspektywa, ale jednak okres, który stanowi jej część. Trudniej w prostych słowach określić drugi trop, ponieważ jest to wizja, zasadniczo bardzo smutna, że moje istnienie kiedyś się skończy. Wszyscy wiemy, że życie nie trwa wiecznie. Ta ciężka do zniesienia świadomość, że napewno kiedyś się skończy, sprawiła, że zacząłem rozmyślać nad bardziej odległą przyszłością dopiero kilka lat temu. Całkiem niedawno w pełni do mnie dotarła i stała się wyraźna, krystalizując się zwłaszcza w godzinach porannych, kiedy jest jeszcze ciemno. Jak będzie wyglądał ten świat, kiedy mnie już nie będzie? Czy będą jakieś inne wojny światowe? Kiedy stopnieją lodowce? Kiedy zniknie dzisiejsza bieda? Jakie będą moje praprawnuki? Czy, jak sugeruje fizyk Stephen Hawking, ludzka rasa zacznie planować przeprowadzkę na inną planetę? Czy…? Jak…? Kiedy…? Jestem tego bardzo ciekaw.

Trzeci trop to esej napisany w 1930 roku przez Johna Maynarda Keynesa zatytułowany Economic Possibilities for our Grandchildren1, który niedawno przeczytałem. Został opublikowany w książce Essays in Persuasion, kiedy nadciągnął wielki kryzys. Keynes spogląda w nim sto lat w przód, ku czasom, w których zamiast walczyć o przetrwanie będziemy się uczyć sztuki dobrego życia. Formułuje kilka ciekawych prognoz. Niektóre z nich okazały się bardzo trafne, na przykład, że poziom życia wzrośnie od czterech do ośmiu razy. Inne były całkowicie błędne, jak ta, iż tydzień pracy zostanie skrócony do około piętnastu godzin. (Tak, wiem, rok 2030 wciąż jest przed nami)!

Nie jestem pewien, ale gdybym miał zgadywać, to zapewne połączenie trzech wspomnianych przeze mnie elementów sprawiło, iż w mojej głowie pojawiło się pytanie: jak będzie wyglądał świat za sto lat? Od tej chwili nie mogłem już przestać o tym myśleć. Wiązała się z tym niezwykła trudność, a jednocześnie to przecież bardzo ciekawe pytanie – być może nawet niezwykle ważne nie tylko dla mnie, ale i dla tysięcy, a może nawet milionów ludzi. Na początku udzieliłem sam sobie kilku odpowiedzi, których spisania jednak ryzykować nie będę. Po kilku minutach moja żądza wiedzy znacznie wzrosła: co myślą o tym pan X i pan Y? A co z panem Z i panią W? Co oni mieliby do powiedzenia na ten temat? Jak wyobrażają sobie przyszłość? Pomyślałem, że chciałbym to wszystko wiedzieć. Naprawdę poczułem, że należy napisać taką książkę oraz że to na mnie spoczywa odpowiedzialność za jej powstanie.

Byłem przekonany, że osoby X, Y, Z i W, które jako pierwsze przyszły mi na myśl, zgodzą się, iż jest to fundamentalne, trudne i ciekawe pytanie. Kiedy dotarło do mnie, że inni mogą uznać je za mało interesujące lub niedorzeczne, szybko ją odrzuciłem. W każdym razie, aby nabrać pewności, wspomniałem o tym pomyśle kilku bliskim przyjaciołom. Ich entuzjastyczna odpowiedź zachęciła mnie do tego, aby dążyć do realizacji tego książkowego projektu. Skontaktowałem się więc z Johnem S. Covellem z wydawnictwa MIT Press, które opublikowało książkę Revisiting Keynes2. Różni autorzy analizują w niej słynny esej Keynesa z 1930 roku. Covell okazał się entuzjastycznie nastawiony do mojego pomysłu i od razu powiedział, że wydawnictwo będzie zainteresowane wydaniem książki. Ostatnim krokiem było zadanie pytania państwu X, Y, Z oraz W i przekonanie się, czy mają czas i ochotę, by napisać eseje zawierające ich prognozy na następnych sto lat. Ja postanowiłem zostać redaktorem tej książki. Pomyślałem, że będzie się ona składała z rozdziałów (od dziesięciu do dwunastu) napisanych przez ludzi, których lubię i których postrzegam jako interesujących i wnikliwych, pochodzących z różnych środowisk oraz o różnych doświadczeniach. Zacząłem wysyłać zaproszenia, licząc, że nie jestem niepoprawnym optymistą.

Nie byłem nim. Większość osób od razu się zgodziła. Oto niektóre odpowiedzi:

Witaj, Ignacio: sam jestem zaskoczony, ale twoja propozycja jest naprawdę kusząca. Obawiam się, żetooznaka starości. Wchodzę wto: chętnie spróbuję przewidzieć tak odległą przyszłość…Al Roth

lub

Drogi Ignacio, cieszę się, żenapisałeś potylu latach. Prognozowanie zeświadomością, żenie będzie się musiało oglądać oceny tych prognoz, stanowi pokusę, którą powinno się odrzucić. Ale, przynajmniej narazie, nie będę oponował. Biorąc pod uwagę moje wykształcenie wdziedzinie statystyki, bez wątpienia będę próbował podać zakres błędu lub przynajmniej alternatywne scenariusze. Możesz namnie liczyć, przyjmuję zaproszenie.Ken Arrow

Nawet te osoby, które uprzejmie odmówiły, wypowiadały się pozytywnie o projekcie:

Pokilku dniach rozmyślań sądzę, iż nie mam natyle pewności wswoich poglądach, aby dzielić się nimi publicznie. Doceniam jednak, żepomyślałeś omnie, ichętnie przeczytam tęksiążkę.

Inni odrzucili moją propozycję, dzieląc się ze mną ciekawymi uwagami:

Drogi Ignacio: Dziękuję zatak miłe iżyczliwe zaproszenie, odpowiadam jednak, iż nie zajmuję się przepowiadaniem przyszłości. Staram się raczej zrozumieć przeszłość. Jestem historykiem gospodarczym, anie wróżbitą. Wiem, żeprognozowanie todziedzina, wktórej wgrze sąduże pieniądze, ale jasię tym nie zajmuję. Życzę powodzenia wrealizacji projektu. Pozdrawiam.

Niestety, już po przyjęciu zaproszenia kilka osób, takich jak Kenneth Arrow, Gary Becker i Robert Fogel, musiało odmówić ze względu na sprawy osobiste, które nie pozwoliły im ukończyć pracy w terminie. Szkoda. Bardzo szkoda.

Bycie redaktorem tej książki to dla mnie ogromny zaszczyt. Pod wieloma względami stanowi ona syntezę najważniejszych odkryć najznamienitszych naukowców XX wieku – stulecia niespotykanego postępu w rozumieniu naszego gospodarczego, społecznego i politycznego otoczenia. Wiedza i poparta wykształceniem intuicja tych ludzi odnosząca się do sposobu funkcjonowania gospodarki, rozwoju, środowiska, instytucji, ludzkiej natury i wielu innych aspektów naszego życia na tej planecie została wykorzystana w poszczególnych rozdziałach do prognozowania tego, co czeka nas w przyszłości. Jak trafne okażą się te przewidywania, to pytanie empiryczne. Prognozy, zwłaszcza odnoszące się do tak odległej przyszłości, to ciężka sprawa. Wiek XX byłby prawdopodobnie zupełnie inny, gdyby Akademia Sztuk Pięknych w Wiedniu nie odrzuciła podania Adolfa Hitlera o przyjęcie na studia jako osoby „nieodpowiedniej dla sztuki malarskiej” lub gdyby kariera poety Józefa Stalina mogła pomyślnie się rozwijać. Mój rodzinny Kraj Basków też byłby zupełnie inny, gdyby Franco zginął w powstaniu Rifenów3.

Wszyscy wiemy, że wysiłki ekonomistów, którzy próbują „pokazać” nam przyszłość, zwłaszcza tę odległą, nie dają tak atrakcyjnego efektu, jaki osiągają za pomocą swych książek pisarze czy w swych obrazach filmowcy. Weźmy choćby hipnotyzujący film Blade Runner (pol. Łowca androidów) z 1982 roku, z jego klarowną wizją przyszłości, w której po przeludnionych miastach włóczą się gangi i oszuści, mamrocząc w wielokulturowym dialekcie, a niebo rozświetlają wielkie ekrany reklamujące wypady na inne planety. Przyszłość odmalowana w ten i podobny sposób w filmach z gatunku science fiction jest tak atrakcyjna i wizualnie przekonująca, że żaden ekonomista nie odda jej lepiej.

Jednak ekonomiści, a przynajmniej niektórzy z nich, są znacznie lepiej predestynowani do snucia przewidywań niż inni naukowcy albo na przykład filmowcy. Oczywiście oni także popełniają błędy, ale mają szerszą wiedzę o prawach rządzących ludzkimi interakcjami i z pewnością rozważali je dużo głębiej oraz za pomocą skuteczniejszych metod niż ktokolwiek inny. Niezależnie od tego, jak trudne jest to zadanie, idę o zakład, że to oni będą dokładniejsi w prognozowaniu przyszłości. W każdym razie, jeśli czytacie niniejszy zbiór esejów około 2113 roku, powinniście wiedzieć, że w 2013 roku panowała zgodna opinia, iż autorzy poszczególnych rozdziałów tej książki zaliczani są do najwybitniejszych przedstawicieli nauk społecznych swojego pokolenia. Zaryzykowałbym dziś prognozę, że do 2113 roku każdy z nich będzie laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii.

Kończąc, chciałbym zwrócić uwagę na myśl, którą zawarł w swym słynnym przemówieniu William Faulkner4, a którą materia tej książki rozwija z wielką intensywnością. To prawdopodobnie najbardziej odpowiednie podsumowanie odnoszące się do przyszłości: „Nie przyjmuję do wiadomości końca ludzkości”, przynajmniej w ciągu najbliższych stu lat.

1 J. M. Keynes, Essays in Persuasion, W.W. Norton & Co., Nowy Jork 1963, s. 358–373 – przyp. Kurhaus.

2Revisiting Keynes: Economic Possibilities for our Grandchildren, red. L. Pecchi, G. Piga, MIT Press 2008.

3 Powstanie Rifenów, zwane również drugą wojną marokańską, miało miejsce w latach 1921–1926 i zakończyło się klęską. Powstańcy utworzyli własne państwo o nazwie Rif. Przeciwko marokańskim Berberom z gór Rif walczyła kolonialna Hiszpania z późniejszym wsparciem Francji – przyp. Kurhaus.

4 Cytat pochodzi z przemówienia Williama Faulknera z 10 grudnia 1950 r., które wygłosił w Sztokholmie po odebraniu Literackiej Nagrody Nobla – przyp. Kurhaus.

ESEJ PIERWSZY

Świat, jaki odziedziczą nasze wnuki

Daron Acemoglu

Niniejszy esej piszę w oczekiwaniu na narodziny mojego drugiego syna. Jeśli trendy dotyczące ojcostwa, trwające od kilku dekad, utrzymają się, prawdopodobnie mój syn będzie miał własne dzieci w wieku lat czterdziestu, a w roku 2113 niektóre z moich wnuków będą miały po czterdzieści–pięćdziesiąt lat. Jaki będzie świat, który będą zamieszkiwać? Historia prognoz w dziedzinie nauk społecznych nie pozwala specjalnie ufać naszej umiejętności przewidywania tego, co się wydarzy na przestrzeni kolejnych stu lat. Jednak prognoza bywa często narzędziem służącym naświetleniu wyzwań, które stoją przed nami, a ponieważ po części oparta jest na doświadczeniu, daje nam asumpt do oceny zjawisk, które ukształtowały naszą epokę. W takim właśnie duchu podszedłem do tego zadania.

Rozpoczynam od przedstawienia dziesięciu najważniejszych, jak sądzę, trendów, które określały nasze gospodarcze, społeczne i polityczne życie przez ostatnich sto lat, choć oczywiście można z tym wyborem polemizować. Następnie proponuję pewne teoretyczne ramy analityczne służące do interpretacji tych zjawisk. Wreszcie, wykorzystuję owe ramy, aby prześledzić, w jaki sposób trendy te mogą trwać w ciągu nadchodzących stu lat.

Trend 1. Rewolucja wprawach

Nasz wiek okazał się epoką praw politycznych. Rysunek 1.1 pokazuje ewolucję dwóch wskaźników: praw politycznych i demokracji, dokumentując ów trend zarówno od lat 50., jak i od początku XX wieku1. Nigdy wcześniej w historii ludzkości tak wielu ludzi nie brało udziału w wybieraniu swych przywódców i nie miało choćby części tego wpływu co dziś na sposób rządzenia swych społeczeństw. Na przekór czarnowidzom wyszło nam to nieźle. Ortega y Gasset, choć z natury miał poglądy liberalne, na początku XX wieku w swojej książce The Revolt of the Masses (Bunt mas) bił na alarm, ostrzegając przed niebezpieczeństwami masowego uczestnictwa w polityce. Jednak demokratyczne uczestnictwo w polityce stało się drugą naturą większości obywateli w wielu częściach świata, zwłaszcza w zachodniej Europie i na Zachodzie. W większości przypadków masy udowodniły, że ich głos w polityce może być rozsądny. Byliśmy świadkami arabskiej wiosny, głośnego żądania demokracji i jej implementacji nawet w rejonach, w których według ekspertów od polityki społecznej i komentatorów nie miała ona żadnych szans. Wielu wciąż obawia się, że niewyedukowane i łatwe do zmanipulowania masy nie mogą same o sobie stanowić, a demokracja jest w najlepszym przypadku systemem niestabilnym. Dlatego też twierdzą, że w praktyce każde państwo demokratyczne powinno być rządzone przez odpowiedzialne elity, a prawa polityczne powinny podlegać ograniczeniu. Amerykański intelektualista Walter Lippmann wyraził tę myśl, pisząc: „Wspólny interes w znacznym stopniu umyka szerokiej opinii publicznej, a wynikające z niego potrzeby może zaadresować jedynie wyspecjalizowana klasa, której osobiste interesy sięgają daleko poza interesy lokalne”2.

Pomimo popularności tych idei, przynajmniej wśród intelektualnych elit, realizacja praw politycznych gorzej wyedukowanych i mniej uprzywilejowanych prowadziła często do rozwiązań polegających na redystrybucji środków lub sprawiała, że usługi publiczne stawały się dla nich bardziej dostępne, nawet gdy elity się temu sprzeciwiały. Przykładem jest Brazylia, gdzie swe badania nad skutecznym nadaniem praw politycznych słabiej wykształconym ludziom powadził Thomas Fujiwara. Karty z oddanymi [w wyborach] głosami tych ludzi okazywały się często nieważne, bo zasady głosowania były archaiczne i zbyt skomplikowane. Uproszczenie i automatyzacja systemu głosowania sprawiły, że znacznie zmniejszyła się liczba nieważnych kart. Fujiwara pokazuje, że doprowadziło to do wyboru władz opowiadających się za powszechną redystrybucją, co było dobrym posunięciem. Tacy burmistrzowie brazylijskich miast byli bardziej skłonni do prowadzenia działań, które faworyzowały nowo pozyskanych wyborców. Należało do nich między innymi polepszenie świadczeń zdrowotnych, co sprawiło, że spadła śmiertelność noworodków3.

Imponujący postęp w dziedzinie praw nie ograniczył się do praw politycznych większości. Prawa obywatelskie i wolność jednostek, kobiet oraz przedstawicieli mniejszości (religijnych, etnicznych czy seksualnych) są na świecie znacznie lepiej chronione niż sto lat temu. W poprzednim stuleciu kobiety nie miały prawa głosu, dyskryminowało je prawo i praktyka. W jeszcze gorszej sytuacji były mniejszości seksualne. Wystarczy wskazać jeden słynny przypadek. W 1895 roku Oscar Wilde odbył karę dwóch lat ciężkich robót za homoseksualizm. Do jawnej dyskryminacji oraz przemocy wobec kobiet i mniejszości narodowych dochodziło nie tylko w takich państwach, jak imperium osmańskie czy Rosja. Były one także na porządku dziennym w Europie i Stanach Zjednoczonych (jednym z tego przykładów jest antysemityzm).

Nie chcę przez to powiedzieć, że droga nie była wyboista. W międzyczasie faszyzm i inne autorytarne formy rządów co rusz podnosiły swoje ohydne głowy w Niemczech, we Włoszech, w Japonii, a nawet w Stanach Zjednoczonych. Agresywny nacjonalizm i militaryzm były bardzo powszechne. A rewolucja, która przyszła, okazała się niekompletna i zaledwie częściowa. Większość światowej populacji wciąż żyje pod autorytarnymi rządami. Te często prowadzą działania, które sprzyjają interesom wąskich elit, a nie większości. Z przyczyn, które omawiam niżej, w owych autorytarnych reżimach łamanie praw kobiet i mniejszości jest znacznie bardziej prawdopodobne niż w innych systemach. Niemniej rewolucja w dziedzinie praw do tego stopnia przeniknęła świat, w którym żyjemy, iż nawet autorytarne reżimy, od Chin po Rosję i Iran, nie mogą się czuć swobodne w swych poczynaniach. Każe im się łagodzić represje wobec jednostek, kobiet i mniejszości.

Ten niespotykany rozwój praw politycznych i obywatelskich jest doniosły nie tylko ze względu na swoją siłę zmieniania życia miliardów ludzi, ale również dlatego, że ma wpływ na inne ważne trendy. Są one przez niego w dużej mierze kształtowane i podążają za jego trajektorią.

Trend 2. Zasięg technologii

Rewolucja przemysłowa przyniosła światu nowe urządzenia i udoskonalenia w technologii włókienniczej, napędzie parowym, transporcie, metalurgii i komunikacji. Jednak impet, z jakim nowe gadżety, technika i produkty były wdrażane w poprzednim stuleciu, bije na głowę tempo rewolucji przemysłowej. W efekcie mamy teraz dostęp do technologii, których nie wyobrażali sobie nasi pradziadowie. Nie chodzi tylko o komputerowo wspomagane urządzenia, roboty, Internet czy cały wachlarz nowych technologii komunikacyjnych i media społecznościowe, ale także o przełomowe leki i technologie medyczne, domową kanalizację, lodówki i inne środki trwałego użytku, znacznie lepsze i tańsze oświetlenie, radio, telewizję, tanie podróże lotnicze i lądowe oraz ogromny wzrost możliwości, jakie daje rozrywka i gastronomia. Wpływ tych technologii sięga znacznie poza organizację produkcji i przenika każdy aspekt naszego życia społecznego.

Trend 3. Niesłabnący wzrost

Wiek, w którym przyszło nam żyć, okazał się czasem stabilnego wzrostu gospodarczego, wspieranego przez te przełomowe technologie. W XIX wieku także odnotowano wzrost gospodarczy, jednak zarówno jego tempo, jak i powszechność nie mogą się równać z tempem wzrostu w naszym stuleciu. Dochód przeciętnego obywatela świata jest dziś znacznie wyższy niż sto lat temu. Rysunek 1.2 pokazuje średni dochód na osobę w światowej gospodarce w ciągu ostatnich 200 lat (według stałego parytetu siły nabywczej w dolarach z 2010 roku). Jesteśmy mniej więcej osiem razy bogatsi niż nasi dziadkowie (albo raczej nasi pradziadowie), którzy żyli na początku ubiegłego stulecia4.

Rysunek 1.2 przedstawia także ewolucję dochodu na osobę w dwóch najbardziej rozwiniętych gospodarkach tamtego okresu, USA i Wielkiej Brytanii. Pokazuje on, że w tych najważniejszych gospodarkach wzrost był stosunkowo zrównoważony i stabilny, nawet pomimo wielkiego kryzysu.

Trend 4. Nierównomierny wzrost

Bardzo istotny jest fakt, że współczesny wzrost gospodarczy nie jest zrównoważony. Chociaż świat jest bardziej zintegrowany, różnica pomiędzy bogatymi a biednymi państwami zwiększa się niemal w każdym aspekcie. Rysunek 1.3 pokazuje stosunek pomiędzy 90. a 10. centylem oraz pomiędzy 75. a 25. centylem rozkładu krajowych dochodów na głowę. Ilustruje on stale zwiększającą się w tym okresie przepaść pomiędzy bardzo bogatymi (90. centyl) a bardzo biednymi państwami (10. centyl), jak również pomiędzy krajami umiarkowanie zamożnymi a umiarkowanie biednymi (75. i 25. centyl). Na początku XX wieku stosunek 90. do 10. centyla w rozkładzie dochodów wynosił mniej niż 9, a obecnie sięga powyżej 30. Kiedy cofniemy się do połowy XIX wieku, zanim rewolucja przemysłowa osiągnęła punkt kulminacyjny, i jeszcze wcześniej, zanim Adam Smith napisał Badania nad naturą iprzyczynami bogactwa narodów5, owa luka wynosiła prawdopodobnie mniej niż 36.

Rysunek 1.3 ukazuje znacznie więcej szczegółów, jeśli spojrzymy na dane ważone liczbą ludności. Można zauważyć, że w ciągu ostatnich dwudziestu lat stosunek dochodów na mieszkańca w krajach, w których są one na poziomie 90. centyla, do dochodów w krajach na poziomie 10. centyla zmniejszył się, co jest zasługą szybkiego rozwoju kilku bardzo ludnych krajów świata, takich jak Brazylia, Chiny czy Indie. Jednocześnie trendy, które wskazują na zwiększający się w XX wieku stosunek 90. centyla do 10. centyla w tym rozkładzie dochodów na głowę z 6 do prawie 20 z pewnością są rozczarowujące dla wszystkich, wyjąwszy najbardziej pesymistycznych prognostów zajmujących się ekonomicznymi możliwościami większości światowej populacji.

Trend 5. Transformacja pracy izarobków

Postęp technologiczny zmienił także charakter pracy. Już w XIX wieku znaczenie rolnictwa w wielu rozwiniętych gospodarkach zdecydowanie spadło. Sektor rolniczy słabł, ale także produkcja przemysłowa, kluczowy czynnik napędowy we wczesnym okresie rozwoju tamtych gospodarek, zaczęła tracić na znaczeniu. Zastąpiły ją usługi. Spadek zatrudnienia w rolnictwie odnotowano także w gorzej rozwiniętych gospodarkach. 

Podobnie daleko idące konsekwencje przyniósł inny aspekt przemian w świecie pracy w rozwiniętych gospodarkach: zanik wielu zawodów wymagających średnich kwalifikacji, zwłaszcza w USA, Kanadzie, Europie Zachodniej i Japonii7. Kolejnym procesem prowadzącym do tych rezultatów jest globalizacja technologii i produkcji wywołana przez postęp technologiczny. Wiele zadań, które wcześniej były wykonywane przez nisko i średnio wykwalifikowanych pracowników, dziś przenosi się do Chin, gdzie praca jest znacznie tańsza. Istotne następstwa tego trendu mają charakter dystrybucyjny: skoro popyt na pracę nisko i średnio wykwalifikowanych pracowników zmalał, podział zarobków stał się nierówny. W związku z zanikiem prac wymagających średnich kwalifikacji nastąpiła polaryzacja zarobków. Rysunek 1.4 ilustruje to zjawisko, dokumentując poszerzającą się lukę pomiędzy dochodami Amerykanów z 90. centyla a tymi z 10. centyla rozkładu zarobków, a zwłaszcza pomiędzy tymi z 90. a 50. centyla. Rysunek 1.5 pokazuje zanikanie klasy średniej, obrazując, w jaki sposób zmieniły się płace w poszczególnych centylach w odniesieniu do 90. centyla na przestrzeni lat 1970–20088.

Trend 6. Rewolucja zdrowotna

Pomimo rosnącej nierówności w bogactwie narodów lub przynajmniej takiego braku równości, z jakim mieliśmy do czynienia na początku poprzedniego stulecia, zupełnie inaczej rzecz się ma ze zdrowiem narodów. Rysunek 1.6 ilustruje uderzające zmniejszanie się różnic w oczekiwanej długości życia w ciągu ostatnich stu lat. Wykreślono na nim zmiany wartości oczekiwanej dalszej długości życia w momencie narodzin zarówno dla całego świata, jak i z osobna dla Europy oraz jej terytoriów postkolonialnych (Australii, Kanady, Nowej Zelandii i USA), dla Azji i Ameryki Łacińskiej, a także dla Afryki Subsaharyjskiej9. Dzięki znaczącym innowacjom w dziedzinie opieki zdrowotnej i rozprzestrzenieniu ich na cały świat nawet najbiedniejsze narody cieszą się warunkami zdrowotnymi bez porównania lepszymi niż w XIX wieku. 

Trend 7. Technologia bez granic

Nowe technologie komunikacyjne i zmiany w polityce handlowej również przyczyniły się do lepszej integracji poszczególnych części świata. Choć, jak pokazuje Rysunek 1.7, udział handlu zagranicznego w krajowym PKB był wysoki już na początku XX wieku, globalizacja technologii i produkcji sprawiła, że wyróżnia się tu zwłaszcza ostatni okres10. Postęp w technologiach komunikacyjnych i możliwości zlecania na zewnątrz (outsourcing) czy przenoszenia na inny obszar (offshoring) zadań dają przedsiębiorstwom szersze możliwości dyskontowania niskich płac w różnych rejonach świata. Oprócz wpływu na zróżnicowanie zarobków w gospodarkach rozwiniętych ten proces umożliwił także pobudzenie wzrostu w takich gospodarkach, jak chińska, które mogły dzięki temu wykorzystać nadwyżkę taniej siły roboczej, bez konieczności realizowania inwestycji i przechodzenia kolejnych etapów technologicznych i instytucjonalnych przemian jak w przypadku gospodarek rozwiniętych w XIX i na początku XX. Jak się dalej przekonamy, miało to istotne konsekwencje dla instytucjonalnej i technologicznej ścieżki tych wschodzących gospodarek. 

Trend 8. Stulecie pokoju, stulecie wojny

Wiek XX nie zaczął się zbyt dobrze, a w pewnym bardzo ważnym aspekcie z punktu widzenia życia gospodarczego, społecznego i politycznego sytuacja tylko się pogarszała: chodzi o wielkie wojny i bezsensowne marnowanie życia milionów niewinnych istot. 

Dwa najbardziej śmiercionośne konflikty w historii ludzkości miały miejsce w pierwszej połowie XX wieku. Jakże zaskakujące jest jednak, że kolejnych sześćdziesiąt lat to najspokojniejszy okres w historii świata, nawet jeśli nie były to lata zupełnie wolne od niosących śmierć wojen domowych i międzynarodowych. Ilustruje to Rysunek 1.8, na którym pokazano zarówno całkowitą liczbę zabitych w wojnach międzynarodowych na 100 tys. osób, jak i średnią ruchomą z dwudziestu jeden lat, która upraszcza odczytanie trendu – pokazuje wysokie wartości będące wynikiem dwóch wojen światowych oraz niskie przez ostatnich sześćdziesiąt lat. Rysunek 1.9 prezentuje surowe dane i średnią ruchomą liczby zabitych w wojnach domowych. Mimo że widać na nim nagły skok wartości pod koniec epoki rządów kolonialnych, trend w ciągu ostatniego półwiecza wskazywał na coraz mniej ofiar śmiertelnych w wojnach domowych11. Rysunek 1.10, który skupia się na krajach rozwiniętych, pokazuje, że sytuacja jest o wiele bardziej skomplikowana, jeśli się weźmie pod uwagę liczbę morderstw. W latach 60. ubiegłego wieku odnotowano znaczny wzrost liczby zabójstw w USA, Kanadzie, Australii, Nowej Zelandii, a także w każdym niemal europejskim państwie. Niemniej od 1990 roku zarysowuje się ostry trend spadkowy12. Generalnie wszystkie te dane sugerują, że chociaż wiele części świata wciąż zmaga się z przemocą i pogrążonych jest w konfliktach zbrojnych, choć toczy się wiele wojen domowych, a liczne rządy nadal bezkarnie mordują swych obywateli, w wielu sferach życia znacznie mniej jest dziś przemocy niż jeszcze sto lat temu13.

Trend 9. Kontroświecenie wpolityce

Niewielu mogło przewidzieć rewolucję w świecie praw. Jednak ci, którzy mogliby to zrobić, na przykład Denis Diderot albo Paul d’Holbach, uznaliby na podstawie racjonalnej wiedzy i empirycznej oceny, że jest ona następstwem rozprzestrzeniania się myśli i ideałów oświecenia. I przeciwnie, w ciągu ostatnich stu lat byliśmy świadkami silnych i często gwałtownych ruchów przeciwdziałających oświeceniu, co odgrywało kluczową rolę w polityce. Pierwsza połowa XX wieku była zdominowana przez dwa takie ruchy, czyli faszyzm i komunizm, które rosły w siłę w kilku państwach, pustosząc kolejne kraje i mordując miliony ludzi. Faszyzm i jego gorszy kuzyn nazizm zostały stłumione po II wojnie światowej, a ich szkodliwe pozostałości zniknęły wraz z upadkiem reżimów faszystowskich w Grecji, Portugalii, Hiszpanii i Ameryce Łacińskiej. 

Jednak w ciągu czterech ostatnich dekad byliśmy świadkami kolejnego kontroświeceniowego zjawiska: wzrostu znaczenia religii w polityce. Choć ów trend dotyczy wielu wyznań (pokazał to chrześcijański fundamentalizm, który w ostatnich pięćdziesięciu latach stał się znaczącą siłą w USA, lub ultraortodoksyjny judaizm, który odgrywa coraz większą rolę w polityce Izraela i Bliskiego Wschodu), najlepiej widać go w odradzaniu się politycznego islamu na Bliskim Wschodzie, w Afryce Północnej i w Azji Południowej. Poprzedzony okresem panowania bardziej świeckich systemów, które pojawiły się w tych regionach w pierwszych sześćdziesięciu latach XX wieku, islam odnotował wzrost swojego znaczenia w życiu społecznym i politycznym świata muzułmańskiego. Doprowadziło to do tego, że wielu zaczęło się spodziewać nadchodzącego starcia cywilizacji. Poglądy te dodatkowo wzmocnione zostały przez wypowiedzenie wojny terroryzmowi przez prezydenta George’a W. Busha.

Trend 10. Gwałtowny wzrost populacji, zasobów iznaczenia środowiska

Obecnie naszą planetę zamieszkuje znacznie więcej ludzi niż sto lat temu. Na Rysunku 1.11 wykreślono ewolucję populacji w ostatnim stuleciu (oraz prognozę na następnych sto lat)14. Pokazuje on, że populacja Ziemi wzrosła z 1,5 miliarda w 1900 roku do niemal 6,9 miliarda w 2010 roku. W większości ów wzrost liczby ludności miał miejsce w mniej zamożnych częściach świata. W tym samym okresie ludność Europy Zachodniej, Ameryki Północnej, Australii i Nowej Zelandii zwiększyła się zaledwie 1,7 razy. Wraz z rosnącą populacją i dochodem na głowę podnoszą się nasze wymagania i presja na środowisko. 

Wiele osób martwi się, czy ludność świata nie przerośnie możliwości planety. Pesymistyczne i optymistyczne poglądy na ten temat doskonale opisuje słynny zakład, jaki zawarli ze sobą ekolog Paul R. Ehrlich i ekonomista Julian Simon. Zakład dotyczył cen pewnych rzadkich towarów. Ehrlich wieszczył demograficzną katastrofę i ogólny brak dostępu do tych dóbr spowodowany gwałtownym wzrostem liczby ludności. Wywołany przez Simona wybrał chrom, miedź, nikiel, cynę i wolfram jako dobra, których ceny (skorygowane o inflację) wzrosną w latach 1980–1990. Zakład zakończył się triumfem optymistycznych przekonań Simona, gdyż ceny wszystkich pięciu towarów (skorygowane o inflację) spadły. Triumf może jednak okazać się przedwczesny; od tamtego czasu ceny surowców bowiem rosną, jak pokazuje Rysunek 1.12, gdzie wykreślone zostały średnie ceny zestawu dóbr z zakładu. Ceny tych zasobów to tylko przygrywka15. Bardziej istotny wpływ, jaki wywieramy na środowisko naturalne, związany jest z ogromnym zużyciem paliw kopalnych oraz wzrostem poziomu dwutlenku węgla w atmosferze. Ten będzie się podnosić, nawet jeśli niektóre surowce, takie jak ropa naftowa, będą bliskie wyczerpania.

***

Opisane trendy nie są od siebie niezależne. Zrozumienie tego, w jaki sposób są ze sobą powiązane, stanowi ważny krok w ocenie ich dalszego rozwoju. Związki pomiędzy nimi są bez wątpienia bardzo złożone i proponowanie jakiegoś ogólnego wyjaśnienia [przyszłego rozwoju] tak różnorodnych zjawisk byłoby w najlepszym przypadku posunięciem lekkomyślnym. Nie mógłbym powiedzieć zbyt wiele na ten temat, gdybym nie dysponował pewnymi teoretycznymi ramami umożliwiającymi, choćby w luźny sposób, rozważanie, dlaczego właśnie te trendy ukształtowały nasz wiek.

Struktura, którą wykorzystuję do interpretacji tych tendencji, została w znacznej mierze zapożyczona z pracy, którą napisałem wspólnie z Jamesem A. Robinsonem16. Jej osią jest przekonanie, że u podstaw wzrostu gospodarczego leżą zmiany technologiczne, co pozostaje w zgodzie z technologiczną naturą wielu trendów, które wskazałem. Utrzymuję ponadto, że to instytucje kreują naturę, tempo i zasięg zmian technologicznych. W tym przypadku oddalam się nieco od tego, co faktycznie wiele nauk społecznych uznaje za wiedzę potoczną, czyli od poglądu, iż mocny związek przyczynowy wiedzie od technologii do instytucji, a nie – jak ja twierdzę – w drugą stronę. Szczególnym przykładem owego poglądu jest teoria modernizacji, sformułowana między innymi przez Seymoura Martina Lipseta, która upatruje mocnego związku przyczynowego między dobrobytem a demokracją i prawami politycznymi. Niestety, dane nie dostarczają mocnych argumentów na poparcie teorii modernizacji. Przykładowo, nie jest bardziej prawdopodobne, że bardziej demokratyczne będą kraje, które rozwijały się gwałtownie od początku XX wieku lub od II wojny światowej, niż te, które rosły wolniej17. Twierdzę za to, że udoskonalenia instytucjonalne związane z rewolucją w świecie praw lub też wykreowane przez nią, czy też napędzające ją są głównym motorem technologicznych i gospodarczych zmian, których doświadczyliśmy w poprzednim stuleciu.

Postęp technologiczny w najbardziej naturalny sposób rozprzestrzenia się tam, gdzie panuje określony typ instytucji gospodarczych, które nazwaliśmy inkluzywnymi. Są to instytucje, które zapewniają możliwości i bodźce do rozwoju innowacji oraz aktywności gospodarczej maksymalnie dużej części społeczeństwa. Bodźce te opierają się na prawie własności (i systemie jego ochrony) innowatorów, biznesu i pracowników, a możliwości są wzmacniane przez równe reguły gry, brak barier wejścia do biznesu czy grup zawodowych oraz zapewnienie podstawowych usług publicznych i infrastruktury, które pozwalają na uczestnictwo w aktywności gospodarczej maksymalnie dużej części społeczeństwa. Inkluzywne instytucje gospodarcze wspierane są przez inkluzywne instytucje polityczne, które charakteryzują dwie cechy. Pierwszą z nich jest pluralistyczna i szeroko zakrojona dystrybucja władzy politycznej, tak aby żadna jednostka lub grupa nie mogła korzystać z władzy i rządzić bez żadnych ograniczeń i w sposób arbitralny. Drugą jest odpowiednie scentralizowanie państwa, tak by to w jego rękach, a nie jakichś uzbrojonych grup, dyktatorów czy przestępców, znajdował się pewien rodzaj monopolu na użycie siły zapewniający porządek i bezpieczeństwo na obszarze tego państwa.

Przeciwieństwem instytucji inkluzywnych są instytucje ekstraktywne. Gospodarcze instytucje ekstraktywne charakteryzują: brak zabezpieczenia praw własności większości, przymus i brak wolności w celu transferowania zasobów od większości ku wąskim elitom; brak równych reguł gry faworyzujący elity i będący często wynikiem barier wejścia do biznesu oraz określonych zawodów, mający na celu wygenerowanie renty monopolowej, a także ogólny brak szans oraz dostępu do usług publicznych dla większości obywateli. Te instytucje gospodarcze są utrzymywane przez polityczne ekstraktywne instytucje, które koncentrują władzę w rękach przedstawicieli wąskiej grupy interesów, gdzie sprawowana władza nie podlega żadnym kontrolom i ograniczeniom. Inna forma politycznych ekstraktywnych instytucji powstaje tam, gdzie nie ma centralizacji państwa, co czyni bezprawie oraz brak bezpieczeństwa problemami endemicznymi (nawet jeśli nie zawsze wiąże się to z istnieniem dobrze zdefiniowanej elity).

Zmiany technologiczne, a co za tym idzie – wzrost gospodarczy, z większym prawdopodobieństwem zaistnieją w ramach instytucji inkluzywnych, ponieważ dostarczają one możliwości i bodźców dla znacznej części populacji. W istocie ekstraktywne instytucje często jawnie blokują innowacyjność i rozwój technologiczny, ponieważ te uznawane są za destabilizujące system lub działające na niekorzyść wąskiej elity sprawującej władzę. Nawet jeśli nie sprzyjają środowisku prowadzącemu do wzrostu gospodarczego, ekstraktywne instytucje są w historii normą, ponieważ przynoszą zyski tym „na górze”. Elity mogą się wzbogacić i czerpać [profity] z monopolizowania władzy politycznej, nawet jeśli kosztem tego są ubóstwo pozostałej części społeczeństwa i represje. Będą także nieustannie sprzeciwiać się wielu reformom, ponieważ, podobnie jak zmiany technologiczne, reformy często prowadzą do erozji fundamentów ich monopolu na władzę. Chociaż kontrola, którą chcą sprawować elity, może wyjaśniać pojawienie się i utrzymywanie instytucji ekstraktywnych, nie jest to jedyny istotny czynnik zapewniający im trwałość. Instytucje ekstraktywne, tak jak inne formy organizacyjne, mają swoje podłoże społeczne. Kreują całą hierarchię organizacji społecznych z własnymi sposobami socjalizacji i zinternalizowanymi normami. Instytucje ekstraktywne są często oparte na wszelkich formach idei autokratycznych i rygorystycznych hierarchiach wartości – dotyczy to nie tylko polityki wewnętrznej, ale także organizacji życia na wsiach, w osiedlach, rodzinach i przedsiębiorstwach. Nawet więc w społecznościach lub rodzinach, które najbardziej cierpią z powodu biedy i represji ze strony instytucji ekstraktywnych, znajdą się jednostki, które będą się sprzeciwiać ewolucji ku bardziej inkluzywnym instytucjom, ponieważ ich miejsce w hierarchii społecznej mogłoby ulec zmianie i ponieważ zostały już one w ramach tych instytucji uspołecznione oraz zinternalizowały ich normy i wartości.

Świat instytucji ekstraktywnych nie jest jednak niezmienny. Ponieważ służą one bogaceniu się niewielkiej grupy ludzi kosztem pozostałych, ci drudzy kiedyś się zbuntują. Logika instytucji ekstraktywnych, wywodząca się zarówno z monopolizowania władzy gospodarczej i politycznej w rękach elity, jak i ze społecznych podstaw tych instytucji na każdym poziomie hierarchii społecznej, staje na przeszkodzie zmianom. Jednocześnie nieunikniony konflikt w społeczeństwie powoduje wyłom w instytucjach ekstraktywnych, tym samym otwierając drogę instytucjom o bardziej inkluzywnej naturze. Mieliśmy możliwość doświadczyć takiej sytuacji podczas arabskiej wiosny oraz podczas takich przełomowych wydarzeń, jak rewolucja angielska w latach 1688–1689 czy rewolucja francuska w roku 1789.

W takim właśnie świetle powinno się rozpatrywać pierwszy trend, czyli rewolucję praw. Choć odchodzenie od ekstraktywnych instytucji w kierunku inkluzywnych trwało całe wieki, w naszych czasach nabrało ono tempa i rozmachu. Należy pamiętać, że rewolucja ta nie dotyczyła tylko zmian w systemach politycznych, konstytucjach i prawach spisanych na pergaminie. Tam, gdzie inkluzywne instytucje przyjęły się najbardziej, prawa polityczne i obywatelskie większości grup zostały rozszerzone i nastąpiło powszechne uwalnianie się jednostek od autorytarnych norm społecznych, które działały jak mikrokosmos bardziej makroekstraktywnych instytucji. Instytucje inkluzywne nie są wytrzymałe, jeśli narzuci się je hierarchii społecznej i systemowi socjalizacji wytworzonym przez instytucje ekstraktywne. Dlatego też można wyobrazić sobie demokrację, w której wolności jednostki nie są w pełni respektowane i która nigdy nie będzie funkcjonować jako demokracja inkluzywna. Nie chcę też powiedzieć, że wszystkie rewolucje lub ruchy walczące o większe prawa nieuchronnie prowadzą do bardziej inkluzywnych instytucji. Wiele takich ruchów doprowadziło do zmian w rządach, jednak nie zmieniły one podstawowych instytucji lub nie rozszerzyły praw większości ludzi. Niektóre nawet rządy jednej tyranii zamieniły na jeszcze bardziej morderczą władzę, jak miało to miejsce w przypadku rewolucji bolszewickiej w 1917 roku. Nawet jeśli kurs wytyczony jest ku inkluzywnym instytucjom, droga do nich może być bardzo żmudna, może też prowadzić do niepotrzebnego rozlewu krwi, jak w przypadku rewolucji francuskiej. Mimo to w XX wieku ogólny trend oznaczał dążenie w kierunku bardziej inkluzywnych instytucji, które było jednoczesne z rewolucją w świecie praw.

Kolejnych pięć trendów, czyli zasięg technologii, niesłabnący wzrost, nierównomierny wzrost, zmiany w świecie pracy oraz rewolucja zdrowotna, w mniejszym lub większym stopniu wywodzi się z rewolucji praw. Przełomowe odkrycia w technologii nie byłyby możliwe w świecie zdominowanym przez instytucje ekstraktywne. Bodźce, wolność, szanse i równe reguły gry gwarantowane przez instytucje inkluzywne w wielu częściach świata legły u podstaw technologicznych zmian, podobnie jak instytucje protoinkluzywne, które narodziły się w wyniku chwalebnej rewolucji18 w Anglii i dały początek rewolucji przemysłowej. Bezpośrednim następstwem zmian technologicznych był wzrost gospodarczy. W XIX i XX wieku instytucje inkluzywne rozprzestrzeniały się nierównomiernie, dlatego też ów wzrost był w dużym stopniu nierównomierny. Podczas gdy państwa, które przyjmowały względnie inkluzywne instytucje, funkcjonowały dobrze dzięki inwestycjom w rozwój własnych technologii oraz implementacji najlepszych technologii innych czołowych gospodarek, te z ekstraktywnymi instytucjami zwykle dawały swoim obywatelom niewiele bodźców do takiego inwestowania czy wykorzystywania nowoczesnych technologii. Często też aktywnie blokowały proces industrializacji i stosowanie nowych technologii, gdyż uważały, że niosą one ze sobą możliwość destabilizacji ich reżimu19. Trendy piąty i szósty, czyli zmiany w świecie pracy i rewolucja zdrowotna, były także wynikiem działania tych sił. Pierwszy z nich wyniknął bezpośrednio z natury zmian technologicznych naszego stulecia. Drugi zaś, napędzany coraz doskonalszymi lekami i szczepionkami, jest jednym z najbardziej interesujących owoców naszej technologicznej pomysłowości. Instytucje inkluzywne jeszcze w innym aspekcie odegrały istotną rolę w rewolucji zdrowotnej. Stało się to dzięki czemuś, czego początki datujemy na połowę XX wieku. Jak pokazuje Rysunek 1.6, ważniejsze zmiany dotyczące zdrowia i oczekiwanej długości życia dokonały się w krajach rozwijających się, spośród których wiele wciąż funkcjonowało w systemach ekstraktywnych nie tylko dążących do ochrony przywilejów wąskiego grona osób, ale też niezdolnych do zapewnienia większej liczbie ludności opieki medycznej czy choćby leków i szczepionek (nawet gdyby chciały). Impuls do takich działań dały kraje bogatsze i ich organizacje, takie jak Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). Zawdzięczamy to właśnie rewolucji praw. Przyjęto, że prawa jednostek, kobiet i mniejszości powinny być chronione nie tylko w poszczególnych krajach (w domu), ale też że należy nieść pomoc ludziom cierpiącym na całym świecie. W ten sposób rewolucja zdrowotna stała się wyjątkowo widocznym skutkiem działania kilku sił uwolnionych przez rewolucję praw.

Trend siódmy, czyli technologia bez granic, czysto technologiczny z natury, jest również skutkiem rewolucji praw. Aby jej wpływ stał się w pełni zrozumiały, muszę uczynić małą dygresję. Chociaż instytucje inkluzywne są głównym motorem napędowym zmian technologicznych, nie oznacza to, że wzrost nie jest możliwy w ramach instytucji ekstraktywnych. Przy innych niezmienionych czynnikach mocodawcy instytucji ekstraktywnych także chcą dążyć do możliwie najwyższego wzrostu gospodarczego, gdyż będą jego beneficjentami. Problem powstaje wtedy, gdy wzrost czyni koniecznym korzystanie z nowych technologii, co może obniżyć ich dochody lub zdestabilizować władzę. Ale gospodarka może rosnąć w ramach instytucji ekstraktywnych nawet wówczas, gdy nie powoduje zagrożenia dla stabilności danego systemu i gdy wzrost ten generowany jest przez przedsiębiorstwa kontrolowane przez państwo, elity lub ich sprzymierzeńców. Dwa scenariusze sprawiają, że wzrost w ramach instytucji ekstraktywnych jest możliwy. Dzieje się tak, gdy w pewnym dobrze określonym sektorze społeczeństwo ma przewagę komparatywną, co pozwala na jego w miarę efektywne funkcjonowanie, mimo że znajduje się on pod kontrolą niewielkiej grupy społeczeństwa. Dobrym tego przykładem są kolonie na Karaibach, takie jak Barbados, Kuba i Haiti, które między XVI i XIX wiekiem generowały wysoki wzrost gospodarczy pomimo bardzo surowych ekstraktywnych instytucji opierających się na niewolnictwie i plantacjach cukru kontrolowanych przez wąską klasę plantatorów. Drugi scenariusz to taki, w którym wzrost napędzany jest przez nadrabianie zaległości i transfer technologiczny z bardziej zaawansowanych krajów20. Gwałtowny rozwój gospodarczy Związku Radzieckiego, typowego przykładu instytucji ekstraktywnych, wspierany był przez taki właśnie model nadganiania w latach 1930–1970, wprowadzony po części dzięki przymusowym bezwzględnym transferom zasobów z rolnictwa do przemysłu. W przypadku obydwu scenariuszy wzrost gospodarczy w ramach instytucji ekstraktywnych jest ostatecznie ograniczony, choć może być gwałtowny i trwać przez dłuższy czas. Kolonie plantatorskie przestały się rozwijać, a ich znaczenie spadło, kiedy na świecie zmniejszył się popyt na cukier. Związek Radziecki także popadł w marazm, kiedy osiągnięto granice przymusowej industrializacji. Postęp technologiczny nie został zaobserwowany w żadnym z wymienionych wyżej społeczeństw.

Obecny wzrost gospodarczy dzisiejszych Chin jest kolejnym przykładem rozwoju w ramach instytucji ekstraktywnych, jednak występuje tu zasadnicza różnica. Nadejście technologii bez granic oznaczało, że możliwy zasięg i tempo wzrostu w ramach instytucji ekstraktywnych są teraz znacznie większe. Niemcy i Rosja przeszły przez proces nadrabiania zaległości gospodarczych w XIX wieku. Chociaż kraje te osiągnęły wyższe tempo wzrostu gospodarczego niż Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, czyli czołowe gospodarki w tamtym okresie, ów stan utrzymał się tylko przez pewien czas, a był możliwy dzięki głębokim zmianom w strukturze społecznej Niemiec i Rosji. Zmiany te w ostatecznym rozrachunku zdestabilizowały i przyczyniły się do upadku ustrojów politycznych tych krajów. Chiny w ciągu trzech dekad były w stanie osiągnąć szybki wzrost będący wynikiem nadrabiania zaległości i jednocześnie uniknąć zagrożeń dla instytucji ekstraktywnych, częściowo dzięki temu, że zmieniła się natura technologii. Nadganianie przez Niemcy i Rosję pod koniec XIX wieku oraz przez Japonię i Koreę Południową w drugiej połowie XX wieku oznaczało rozwój przemysłu, tworzenie krajowego rynku oraz strukturalne, społeczne i instytucjonalne przemiany. Nawet gdy te państwa skorzystały na procesie doganiania po części dlatego, że nie musiały wymyślać niezbędnych technologii od nowa, nie mogły po prostu importować technologii, która pozwalałaby im realizować dla światowego rynku pewne zadania w dziedzinie przemysłu włókienniczego, transportu, przemysłu chemicznego i metalurgicznego. Z kolei niedawne zmiany w technologii i globalizacji produkcji oznaczają, że zamiast rozwijać cały przemysł, wschodząca gospodarka rynkowa może przejąć tylko niektóre zadania, na przykład montaż i obsługę. To właśnie umożliwiło Chinom osiągnięcie szybkiego wzrostu w oparciu o światowe technologie i wykorzystanie olbrzymiej taniej siły roboczej, ale także złagodziło popyt na zmiany strukturalne, społeczne i instytucjonalne, których doświadczyły państwa przechodzące okres nadrabiania zaległości na wcześniejszym etapie. Napotykamy tutaj pewien paradoksalny skutek przełomowych odkryć technologicznych, u których źródła leżą instytucje inkluzywne. Jest nim możliwe zwiększenie prawdopodobieństwa wytworzenia się pewnego rodzaju ekstraktywnych instytucji w innej części świata.

Paradoks ten może sięgać znacznie głębiej. Jeśli wzrost gospodarczy Chin, któremu towarzyszy zredukowany popyt na zmiany społeczne, to jedna strona owych przełomów technologicznych oraz możliwości wynikających z offshoringu, wówczas trend piąty, czyli zmiany w świecie pracy i płac razem z rozwarstwieniem społecznym, jakie wytworzyło się w rozwiniętych gospodarkach (ilustrują to Rysunki 1.4 i 1.5), może stanowić drugą stronę. Inaczej rzecz ujmując, wykreowana przez technologię bez granic globalizacja produkcji mogła napędzać gwałtowny wzrost gospodarczy Chin, opóźniać zaś zmiany instytucjonalne.

Instytucje ekstraktywne nie są dane raz na zawsze. Podobnie instytucje inkluzywne. Nieustannie zagrażają im grupy, które chcą rozszerzyć polityczną władzę kosztem pozostałej części społeczeństwa i wykorzystać ją do uzyskania przywilejów ekonomicznych. Te przywileje mają następnie im służyć do uzyskania jeszcze większej władzy. Gdy taki proces przebiega bez kontroli, może doprowadzić do upadku instytucji inkluzywnych. Znaczne zwiększenie nierówności społecznych w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej i innych krajach rozwiniętego świata, które po części wynika z rozwoju technologii i globalizacji napędzających chiński wzrost gospodarczy, może niepokoić podwójnie. Po pierwsze wzrost nierówności wytworzył klasę bardzo zamożnych obywateli, którzy mogą wykorzystywać swoje bogactwo do zwiększania swej władzy politycznej do tego, by zarówno chronić swój majątek, jak i realizować swe kolejne ekonomiczne, polityczne i ideologiczne plany. Po drugie, jak zilustrowano na Rysunkach 1.4 i 1.5, sytuacja ta zmniejszyła rozmiary klasy średniej, a ta zwykle mocno wspiera instytucje inkluzywne.

Skrótowy opis teoretycznych ram [do analizy trendów], jaki do tej pory przedstawiłem, wyjaśnia, dlaczego druga część ósmego trendu, a więc zmniejszenie się liczby wojen i spadek przemocy, jest także rezultatem rewolucji praw. Częściowo dzieje się tak z tego samego powodu, dla którego rewolucja praw doprowadziła do zwiększenia swobód obywatelskich oraz praw kobiet i mniejszości. To również zniechęca do prowadzenia wojen. Z kilku przyczyn. Po pierwsze swobody i prawa znajdują się w naturalnym konflikcie ze zbrodniczymi wojnami i brutalnymi działaniami militarnymi. Po drugie, jak twierdził Jack Snyder, wiele wojen ma swoje korzenie w wewnętrznych konfliktach politycznych, których występowanie jest bardziej prawdopodobne tam, gdzie mamy do czynienia z instytucjami ekstraktywnymi. Rozprzestrzeniająca się rewolucja praw sprawia, że prawdopodobieństwo występowania takich konfliktów staje się znacznie mniejsze21. Po trzecie rewolucja w świecie praw stanowi także filozoficzne podłoże zmian w funkcjonowaniu organizacji międzynarodowych i normach, które zostały ustanowione, choć jednak niewystarczająco skutecznie, by zapobiegać międzynarodowym wojnom. Na przykład liczba europejskich konfliktów zbrojnych spadła po kongresie wiedeńskim w 1815 roku, ponieważ jaśniej sformułowano oczekiwania, usprawniono komunikację pomiędzy państwami, a także wprowadzono zasadę mniejszej tolerancji dla jednostronnych działań militarnych. Od II wojny światowej rolę taką odgrywa Organizacja Narodów Zjednoczonych. Ostatnie wydarzenia w Libii pokazują, że konflikt wewnętrzny może stwarzać ryzyko zagranicznej interwencji, co przyczynia się do ograniczenia wojen domowych oraz zbrodniczych tendencji autorytarnych reżimów.

Warto dodać, że przejście od instytucji ekstraktywnych ku inkluzywnym również wymusza podstawową zmianę w ich bazie społecznej. Przede wszystkim odejście od autorytarnych i hierarchicznych struktur w rodzinie i społeczności. Sądzę, że to właśnie takie zmiany, trwające w wielu częściach świata, przyczyniły się do ograniczenia wojen i przemocy na świecie. Odnosząc się do sytuacji w USA, niektórzy, jak na przykład konserwatywny komentator Charles Murray, twierdzą, że do wzrostu przemocy w latach 70. i 80. doprowadziła erozja władzy, jaką rodzice pełnią nad młodzieżą. Jednak znacznie bardziej zauważalny był długoletni (sekularny) trend spadku przemocy, który przebiegał jednocześnie z osłabieniem struktur społecznych i rodzinnych o charakterze autorytarnym22. Rozsądnie jest też przypuszczać, choć są to w najlepszym przypadku spekulacje, że wskutek zmniejszenia znaczenia rolnictwa i prac fizycznych zmiany w świecie pracy mogą przyspieszyć upadek struktur i norm społecznych wzmacniających instytucje ekstraktywne. Dzieje się tak dlatego, że autorytarne, hierarchiczne struktury społeczne i oparte na autorytarnych stosunkach czy patriarchalne rodziny, budowane częściowo pod groźbą przemocy, mają większe szanse przetrwać tam, gdzie praca oparta jest na sile fizycznej.

Jak wobec tego wyjaśnić wybuch wojny w pierwszej połowie XX wieku i antyoświeceniowe trendy, które pojawiały się w obu jego połowach? Odpowiadam szczerze, że nie wiem. Jednak struktura teoretyczna, którą wcześniej nakreśliłem, daje pewne wskazówki.

Ponieważ rewolucja praw wymierzona była w więzy społeczne, jakie rozwinęły się w ramach instytucji ekstraktywnych, mogła także zasiać ziarno stanowczego sprzeciwu. To w połączeniu z silnymi konfliktami dystrybucyjnymi toczącymi się od momentu, gdy ekstraktywne reżimy zaczęły upadać, mogło stworzyć odpowiednią platformę dla ruchów antyoświeceniowych. Ten punkt widzenia staje się bardziej uprawniony, jeśli się weźmie pod uwagę komunizm, faszyzm i religijny ekstremizm, które pojawiły się w polityce w trakcie trwania konfliktu dotyczącego podziału zarobków i zasobów w społeczeństwie i zmobilizowały tę część ludności, która była niezadowolona ze zmian i czuła się w związku z nimi wyobcowana. Poniżej opisuję te sprawy nieco bardziej szczegółowo przy okazji omawiania innych przyczyn odrodzenia politycznego islamu.

Wreszcie dziesiąty trend – gwałtowny wzrost populacji i większa presja na środowisko naturalne – jest kolejnym paradoksalnym efektem światowego rozwoju instytucji inkluzywnych i wynikających z nich zmian technologicznych. Te zmiany technologiczne umożliwiły jeszcze gwałtowniejszy rozwój produkcji na świecie. Jak zauważyliśmy, dzięki nim mogliśmy stworzyć znacznie lepsze technologie medyczne, leki i szczepionki, które zapobiegają przedwczesnemu umieraniu milionów ludzi. Sprawiło to, że wiele kobiet, które kiedyś zmarłyby przedwcześnie, dziś dożywa wieku rozrodczego, a w społecznościach, które jeszcze nie przeszły transformacji związanej z przemianami w płodności, rezultatem była eksplozja demograficzna. Znacznie większa liczba ludności nie stanowi wielkiego zagrożenia dla naszej planety, o ile radzimy sobie z różnymi gospodarczymi i społecznymi wyzwaniami. Jednak wraz ze wzrostem światowego dochodu na głowę zwiększenie liczby ludności przyczynia się do ogromnego wzrostu emisji paliw kopalnych, które zagrażają stabilności naszego klimatu.

***

Teraz, kiedy już jesteśmy uzbrojeni w listę trendów, które zdefiniowały naszą epokę, oraz w ogólne teoretyczne ramy pozwalające je ze sobą połączyć i przemyśleć, mogę rozważyć, czy powinniśmy oczekiwać kontynuacji czy też raczej odwrócenia tych trendów. I jak te udoskonalenia mogą kształtować planetę, którą pozostawimy w spadku naszym wnukom.

Prognoza 1. Czy będziemy kontynuować rewolucję praw?

Pomimo prognoz wynikających z teorii modernizacji oraz deklaracji Francisa Fukuyamy, opartych na podobnym rozumowaniu o „końcu historii” i triumfie demokratycznego kapitalizmu, nie tylko rewolucja praw nie jest całkowita, lecz także nasz dobrobyt nie stanowi gwarancji jej trwania i rozprzestrzeniania się. Na drodze do dalszej ekspansji praw obywatelskich i politycznych leży kilka przeszkód, głównie produktów ubocznych innych istotnych trendów, które omówiłem. Najistotniejsze z nich to:

Zagrożenie demokracji i inkluzywnych instytucji, a zatem praw politycznych i obywatelskich w Stanach Zjednoczonych, które są jednym z najzamożniejszych i najbardziej demokratycznych państw XX wieku. Płynie ono z dwóch różnych kierunków. Pierwszy stanowi bezpośrednie zagrożenie demokracji. Zwróciłem już uwagę, że polaryzacja dochodów i społeczna stworzyła klasę bardzo bogatych Amerykanów, którzy odgrywają coraz ważniejszą rolę w polityce. Być może w odpowiedzi na tę sytuację pieniądze – jako datki na kampanie, poprzez lobbing oraz w wyniku innych działań – stały się w życiu politycznym w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat jeszcze bardziej istotne. Nie wróży to dobrze amerykańskiej demokracji. Jeśli ona osłabnie, to samo stanie się z prawami obywatelskimi i politycznymi w kraju i za granicą. Drugi kierunek dotyczy wolności jednostki oraz praw mniejszości. To wynik tak zwanej wojny z terrorem, zapoczątkowanej przez prezydenta George’a W. Busha i tak energicznie kontynuowanej przez rząd Baracka Obamy. Może ona prowadzić do korozji amerykańskiej demokracji.Wzrost gospodarczy Chin, zwłaszcza wobec problemów gospodarczych Stanów Zjednoczonych i Europy w ciągu kilku ostatnich lat, który stwarza złudzenie alternatywy na drodze do bogactwa, jaką jest ścieżka wiodąca przez autorytaryzm. Argument brzmi tak: demokracja stanowi brzemię i jest przeszkodą, a oświecony autorytaryzm może lepiej służyć ludziom. Być może nie powinno więc dziwić, że ta autorytarna ścieżka fascynuje aspirujących despotów w Azji i Afryce. Nawet w USA i Europie niektórzy podchodzą do tej koncepcji z entuzjazmem. Choć jest to błędna interpretacja przyczyn i natury chińskiego wzrostu gospodarczego, nie sprawia ona także, że zwrot w stronę autorytaryzmu w niektórych państwach może być zarządzony od ręki.

Pomimo tych zagrożeń rewolucja w świecie praw ma szansę na kontynuację. Będzie jednak się odbywać stosunkowo wolno z powodów zgoła innych niż te rozwinięte przez teorię modernizacji. Optymistyczne założenie, że rewolucja praw może pokonać napotkane przeszkody, oparte jest na czterech przesłankach. Pierwszą jest to, że instytucje inkluzywne, choć można je obalić, mają pewną odporność i radziły już sobie z porównywalnymi wyzwaniami. Na przykład po zakończeniu wojny secesyjnej dowiodły, że są na tyle mocne, aby przeciwstawić się wyzyskiwaczom z Północy [robber barons], którzy byli równie bogaci i jeszcze bardziej bezwzględni niż ci współcześni. W zachodniej Europie losy instytucji inkluzywnych były nieco inne. Nawet jeśli dziś mierzą się z wyzwaniami związanymi z przyszłością Unii Europejskiej i waluty euro, to różnorodność tych instytucji w rozwiniętych europejskich gospodarkach stanowi gwarancję, że nie zostaną całkowicie podporządkowane jakiejś grupie majętnych osób. Drugi z czynników to rozwój Internetu i mediów społecznościowych. Ostatnio byliśmy świadkami siły tego filaru instytucji inkluzywnych, gdy Wikipedia, Google, Reddit i kilka innych znanych stron internetowych zapobiegło uchwaleniu praw antypirackich, które znacząco ograniczyłyby wolność wypowiedzi i wymiany informacji w Internecie. Poza tym, choć poniekąd jest to argument oparty bardziej na przypuszczeniach, zmiany w świecie pracy i znaczący wpływ rewolucji praw na strukturę społeczną mogły nadszarpnąć autorytarne struktury społeczności i rodziny, pozbawiając je wsparcia dla naruszania przez nie praw i wolności jednostki oraz mniejszości. Wreszcie, z teoretycznych założeń, które przedstawiłem wcześniej, można wywieść sugestię, że dwucyfrowy wzrost gospodarczy Chin, nawet jeśli czerpie korzyści z globalizacji technologii i produkcji, jest przejściowy. Jeśli Chiny całkowicie nie zreformują swoich instytucji w kierunku inkluzywnych, z ich gospodarki zacznie uchodzić para. Stanie się to za dwie, trzy dekady, gdy chiński PKB na mieszkańca osiągnie 30–40 procent dochodu na mieszkańca w USA. To zła wiadomość dla dobrobytu obywateli najludniejszego kraju na świecie. Spowolnienie wzrostu w Chinach może wywołać bowiem raczej jeszcze bardziej autorytarne i represyjne zachowanie Komunistycznej Partii Chin aniżeli reformy instytucjonalne. Uświadamia to również, że urok autorytarnych modeli wzrostu gospodarczego prawdopodobnie będzie stopniowo odchodził w zapomnienie.

Pesymistyczny scenariusz zakłada odporność istniejących instytucji ekstraktywnych. Jeśli więc nawet rewolucja praw nie znajdzie się w odwrocie, to jej postęp może się okazać bardzo spowolniony. Rzeczywiście wiele społeczeństw funkcjonujących obecnie w ramach instytucji ekstraktywnych jest zupełnie innych niż chińskie. Nie stoją one w obliczu konieczności zagwarantowania obywatelom szerszego uczestnictwa w polityce i pluralizmu. Raczej nawet nie mają politycznej centralizacji; ich droga ku instytucjom inkluzywnym będzie więc niezwykle mozolna, ponieważ najpierw będą musiały w ogóle zbudować instytucje państwowe, a w dalszej kolejności zagwarantować, że nie zostaną one podporządkowane wąskiemu gronu ludzi. Sytuacja w Afganistanie, na Haiti i w Somalii to jedynie trzy dosyć skomplikowane przypadki, które ostatnio przyciągają sporo uwagi, a które unaoczniają trudności w realizacji tego procesu.

Podsumowując, możemy zachować ostrożny optymizm w kwestii rozwoju i kontynuacji rewolucji praw, nawet jeśli ta będzie przebiegać wolno i w sposób niedoskonały. Uważam także, że rewolucja ta prawdopodobnie będzie miała decydujący wpływ na kierunek rozwoju innych trendów. Niemniej optymizm nie może prowadzić do samozadowolenia. Główna różnica pomiędzy ramami teoretycznymi, które starałem się nakreślić, a założeniami teorii modernizacji jest taka, że w kontynuacji rewolucji w świecie praw nie ma rzeczy nieuniknionych. O obronie i rozwoju tej rewolucji, a także powstawaniu wokół niej instytucji inkluzywnych, będą decydować konkretne działania milionów ludzi na całym świecie.

Prognoza 2. Przyszłość technologii

Można wiele pisać o przyszłości technologii. O tym, które działania mogą być skutecznie wykonywane przez roboty, o zasięgu nowych technologii medycznych i działaniu nowych leków, o tym, czy samochody, ciężarówki i samoloty mogą całkowicie się obyć bez kierowców i pilotów, czy roboty mogą czyścić nasze domy oraz przycinać trawniki, i o tym, jak możemy wykorzystać ogrom informacji wokół nas. Bez wdawania się w szczegóły: w szerokiej perspektywie widać, że nie ma zbyt wielu dowodów na to, że kończą się nam innowacyjne pomysły. Nie tylko dlatego, że mamy dosłownie miliony koncepcji, które można w dodatku ze sobą łączyć, tym samym tworząc nowe procesy i produkty, ale także ponieważ każdy innowacyjny pomysł stwarza nowe problemy i otwiera drogę do kolejnych innowacji. Przykładem są smartfony, tablety i media społecznościowe, które stworzyły nowy przemysł koncentrujący się na rozwijaniu aplikacji mobilnych na te platformy. Innym czynnikiem, który dobrze wróży technologii, jest zdolność naszego społeczeństwa do kierowania zmian technologicznych ku sektorom, produktom i czynnikom produkcji, które najbardziej skorzystają z udoskonaleń23. W jednej ze swych najświeższych prac Walker Hanlon, na podstawie danych dotyczących innowacji w XIX wieku, wskazuje przykład takiej ukierunkowanej zmiany technologicznej. Przedstawia, w jaki sposób okresy przerw w dostawach bawełny do brytyjskiego przemysłu spowodowane wojną secesyjną w Ameryce doprowadziły do gwałtownych udoskonaleń w przetwarzaniu wyrobów włókienniczych na bazie bawełny pochodzącej z Indii24. Bardziej współczesny przykład dotyczy odpowiedzi przemysłu farmaceutycznego w Stanach Zjednoczonych na zmiany w wielkości rynków różnego typu leków w okresie wyżu demograficznego i następującego po nim niżu. Dowody te sugerują, że produkowano znacznie więcej nowych leków i substancji czynnych na choroby, które stały się częstsze (i z którymi związany rynek się poszerzył)25.

Największym zagrożeniem dla naszej technologicznej żywiołowości nie jest ewentualny brak pomysłów, lecz całkowite odsunięcie się od instytucji inkluzywnych. Jeśli do tego nie dojdzie, innowacje i pomysłowość technologiczna będą się rozwijać dalej, ale nawet jeśli owe zagrożenia pozostaną, nie wisi nad nami bezpośrednie niebezpieczeństwo zawalenia się tej całej struktury, która rozwijała się w ubiegłym stuleciu.

Prognoza 3. Czy wzrost gospodarczy zaniknie?

Wzrost gospodarczy, a w zasadzie zrównoważony wzrost gospodarczy, nie jest prawem natury. Może ulec spowolnieniu lub nawet się zatrzymać. Kilka czynników przemawia jednak za tym, że nie jesteśmy u kresu wzrostu gospodarczego. Po pierwsze nie ma jednoznacznych przesłanek spowolnienia rozwoju technologicznego, czyli głównej siły napędowej wzrostu gospodarczego. Po drugie nie tylko w Chinach, ale także w innych rozwijających się państwach występuje gwałtowny wzrost będący wynikiem nadrabiania przez nie zaległości. Nie znaczy to, że nie istnieją już żadne niebezpieczeństwa. Gospodarki rozwinięte, zwłaszcza Stany Zjednoczone i kraje Europy Zachodniej, zmagają się ze swoimi fiskalnymi i gospodarczymi problemami. Choć w dużej mierze są one krótkotrwałe i znacznie bardziej powierzchowne, niż się wydaje, nie można wykluczyć, że w walce z nimi podjęte zostaną błędne decyzje, które wygenerują problemy poważniejsze. Do pewnego tylko stopnia możemy też liczyć na kraje rozwijające się jako te stojące na czele światowego wzrostu, ponieważ ich wzrost zależy od popytu gospodarek rozwiniętych oraz trwania procesów globalizacji technologii i produkcji (te zaś są zależne od stanu gospodarki USA i zachodniej Europy). Ponadto tempo ich wzrostu będzie słabło, w miarę jak będą się wyczerpywać najłatwiej dostępne owoce na drodze nadrabiania gospodarczych zaległości.

Ogólnie rzecz ujmując, jeśli na świecie nie nastąpi znaczny odwrót od instytucji inkluzywnych, nasze wnuki będą w przyszłości pisać, że wzrost gospodarczy w minionym dla nich stuleciu był niesłabnący.

Prognoza 4. Jak niezrównoważony będzie wzrost gospodarczy?

Marzenie, że wzrost gospodarczy w następnym stuleciu zagwarantuje konwergencję bogatych i biednych narodów, jest raczej utopijne. Istnieją jednak przesłanki, by sądzić, że nie będzie on aż tak niezrównoważony jak w XX wieku. Jest ich kilka. Pierwszą z nich jest rewolucja praw, która wraz z bardziej inkluzywnymi instytucjami może w kolejnym stuleciu rozprzestrzeniać się w większej liczbie krajów, nawet jeśli będzie się to działo wolno i w sposób niedoskonały. Poza tym, prawdopodobnie trwać będzie globalizacja technologii i produkcji, co stworzy większy popyt na tanią siłę roboczą na całym świecie, nawet taką, która pochodzić będzie z krajów, w których wciąż panować będą ekstraktywne instytucje. Możemy także oczekiwać pewnych przemian w naturze instytucji ekstraktywnych, w szczególności, gdy wiele obszarów rozdartych wojnami domowymi w Afryce Subsaharyjskiej czy Azji rozpocznie proces centralizacji i budowy państwowości. W większości przypadków będzie on przebiegał pod auspicjami autorytarnych rządów – choć często prowadzą one gospodarkę rabunkową, kształtują jednak otoczenie, w którym panują pewne prawa i porządek, aczkolwiek faworyzujące je same i otaczające te rządy elity. To pozwoli na bardziej efektywne wykorzystywanie zasobów naturalnych, na które rośnie światowy popyt, oraz może przyciągnąć zagraniczne inwestycje zainteresowane wykorzystaniem tańszej siły roboczej.

Prognoza 5. Utrzymująca się transformacja pracy

Trend polegający na tym, że technologia i maszyny zastępują pracę fizyczną i przejmują część zadań, będzie się utrzymywał przez kilka kolejnych dekad. W połączeniu ze wzrostem dochodów, który na ogół zmienia strukturę popytu, oznacza on kontynuację przemian strukturalnych w wielu krajach. Zatrudnienie w rolnictwie nie będzie już tak ważne, a usługi staną się bardziej istotne w Azji, Ameryce Łacińskiej i Afryce Subsaharyjskiej. W zaawansowanych gospodarkach erozja zawodów opartych na średnio wykwalifikowanej sile roboczej prawdopodobnie będzie postępować. Jednak przypuszczenie, że którykolwiek z tych trendów doprowadzi do jeszcze większych różnic w zarobkach, nie jest zasadne. Przejście z rolnictwa do produkcji przemysłowej i usług może nawet okazać się siłą wyrównawczą, wyciągając miliony ludzi z biedy, nawet jeśli warunki w miastach i w sektorach oczekujących na pracowników są wciąż trudne, a możliwości ograniczone.

Choć w ciągu ostatnich trzydziestu lat w zaawansowanych gospodarkach, zwłaszcza w USA, zmiany technologiczne i związane z nimi przemiany w świecie pracy przyczyniły się do pogłębienia nierówności w dochodach, oraz mimo że nie można wykluczyć prawdopodobieństwa, że tania robotyzacja wymusi dalszy spadek popytu na zawody wymagające średnich lub niskich umiejętności, takie skutki nie są nieuniknione wszędzie. Przede wszystkim nierówności w Stanach Zjednoczonych zwiększyły się nie tylko z powodu rozwoju technologii, ale także dlatego, że wyhamował wzrost podaży usług edukacyjnych oraz z uwagi na zaistniałe zmiany instytucjonalne i polityczne faworyzujące ludzi będących w górnej części rozkładu [dochodów]. Stany Zjednoczone powinny zatem być w stanie utworzyć nowe zawody dla klasy średniej dzięki inwestycjom w wysokiej jakości edukację podstawową i średnią (zarówno dla uczniów od zerówki do ostatniej klasy szkoły średniej, jak i dla dzieci przed szóstym rokiem życia), nawet jeśli zawody te nie miałyby nic wspólnego z wykonywaną fizycznie, wymagającą średnich kwalifikacji i dostępną dla klasy średniej pracą, jaka była osiągalna dla naszych rodziców. Poza tym zmiany technologiczne nie tylko doprowadziły do ograniczenia popytu na pewne zawody poza zawodem inżyniera czy menedżera, ale także przyczyniły się do zwiększenia popytu (i zatrudnienia) na pracowników sektora usług technologii zdrowia, żywienia czy opieki. Można oczekiwać, iż zarobki w tych zawodach będą się podnosiły przez następne dziesięciolecia, gdyż technologia będzie im sprzyjać, ponieważ wzrost popytu na te usługi i pracowników je wykonujących będzie wynikał z podwyższenia poziomu dochodów i z tego, że pracownicy, obserwując ów trend, będą chętniej inwestować w nabywanie umiejętności potrzebnych do wykonywania tych zawodów, a tym samym osiągnięcia wyższych zarobków. Bardzo ważną rolę może też odegrać natura technologii polegająca na tym, że można ukierunkowywać jej rozwój. Ścieżka technologicznych przemian jest elastyczna. Mogą one odpowiadać zarówno na bodźce związane z zyskiem, jak i na bodźce polityczne. Jeśli zatrudnienie w sektorze usług będzie rosło, możemy także oczekiwać rozwoju technologii ukierunkowanego na poprawienie produktywności pracy w tym sektorze, co także może się przyczynić do pojawienia się nowej klasy średniej. Wreszcie, to, czy pojawi się nowa klasa średnia, będzie także funkcją polityki podatkowej i przepisów rynku pracy. Bardziej progresywny system podatkowy może ograniczyć postępującą polaryzację płac i dochodów.

Ujmując rzecz inaczej, sposób podziału zysków ze wzrostu gospodarczego w państwie nie wynika tylko ze ścieżki rozwoju technologii, ale także określany jest poprzez instytucje i wybory polityczne danego narodu. Te natomiast miały i będą miały wpływ zarówno na podaż umiejętności umożliwiających pracę z różnymi technologiami oraz dystrybucję środków w społeczeństwie, jak i na rozwój technologii.

Prognoza 6. Kontynuacja rewolucji zdrowotnej

Rewolucja zdrowotna będzie trwać, nie powinniśmy mieć co do tego żadnych wątpliwości. Nie tylko nasze dzieci i wnuki z krajów wysoko rozwiniętych będą wieść zdrowsze i dłuższe życie niż my, lecz stanie się to również udziałem ich kuzynów z biedniejszych części świata. Będzie to zasługa wyższych technologii, lepszych leków i szczepionek, które zostaną wynalezione i szybciej rozprzestrzenią się po świecie. W procesie tym pomoże także większa wiedza o rodzajach inwestycji infrastrukturalnych, które muszą zostać przeprowadzone w sektorze zdrowia. Oczywiście na drodze ku temu pojawią się drobne przeszkody, zwłaszcza z powodu nawracającej plagi głodu we wschodniej Afryce, która wydawałaby się tak łatwa do uniknięcia, że wciąż nie udaje się jej zapobiec. Udostępnianie usług zdrowotnych przebiegać będzie zapewne wolniej, niżbyśmy sobie tego życzyli. Jednak jeżeli nie wybuchną poważne wojny, ten trend ku [światowej] konwergencji i zdrowiu będzie trwał. Jego wpływ na wzrost gospodarczy jest kwestią dyskusyjną. Według Światowej Organizacji Zdrowia i niektórych ekonomistów, takich jak Jeff Sachs, z poprawy poziomu zdrowia wynikną ogromne dodatkowe korzyści dla wzrostu gospodarczego. Jednak wydaje się, że podobne udoskonalenia od 1950 roku nie doprowadziły do znaczącego zwiększenia tych dywidend, nawet jeśli poprawiły poziom życia i dobrobytu na świecie26. Według najbardziej prawdopodobnego scenariusza trwanie rewolucji zdrowotnej sprawi, że nasze życie będzie lepsze i zdrowsze, ale to samo z siebie nie będzie istotnym motorem wzrostu gospodarczego.

Jeśli chodzi o inne trendy przyczyniające się do poprawy poziomu i warunków życia, największym zagrożeniem dla rewolucji zdrowotnej jest odwrót rewolucji w świecie praw. Po pierwsze, jeśli nie będzie postępu instytucjonalnego w wielu częściach Afryki Subsaharyjskiej i Azji, poprawianie świadczeń opieki zdrowotnej będzie ograniczone. Po drugie odwrót od rewolucji praw – lub jej idei – w krajach wysoko rozwiniętych może sprawić, że państwa te odejdą od inwestowania i pomagania innym krajom, co jest niezbędne do podniesienia poziomu zdrowia na świecie. Taki odwrót jest jednak mało prawdopodobny, więc przyszłość rewolucji zdrowotnej jest bezpieczna.

Prognoza 7. Przyszłość globalizacji

Globalizacja była i jest wyborem, nawet mimo że napędzają ją przełomowe odkrycia w technologiach komunikacyjnych i transporcie. Rysunek 1.7 ilustruje, jak wśród zawieruchy i wojny zatrzymał się wczesny etap globalizacji. To może również się stać z jej obecną falą, nawet jeśli dziś jest to mniej prawdopodobne ze względu na lepszą integrację całego świata, a także dlatego, że odwrócenie globalizacji poprzez zmianę w polityce handlowej byłoby znacznie trudniejsze. W istocie postęp raczej zwiększy jeszcze globalizację technologii, ułatwiając przenoszenie procesu produkcji na inne terytoria lub zlecanie na zewnątrz zadań, które wcześniej wymagały bezpośredniego kontaktu – na przykład konsultacji czy diagnozowania medycznego.

Jednak istnieją dwa powody, aby myśleć, że tempo globalizacji technologii będzie wolniejsze niż wcześniej. Po pierwsze to, co nadawało główny impet tym zmianom, a więc zarobki w krajach o dużym potencjale nisko opłacanych pracowników, takich jak Chiny, Indie i Indonezja, zaczęły wzrastać. Jest to efekt właśnie procesu globalizacji, który wykorzystywał różnice w kosztach siły roboczej. Po drugie chiński wzrost może gwałtownie się zatrzymać, a razem z nim podłamać się może część systemu międzynarodowego podziału pracy.

Prognoza 8. Czy będzie towiek pokoju?