Wydawca: Wydawnictwo NieZwykłe Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2019

Gordian. Grzech ebook

Melissa Darwood  

3.70980392156863 (255)
Bestseller

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 285 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Gordian. Grzech - Melissa Darwood

Pikantna. Mroczna. Mocno erotyczna powieść.

Gordian zawsze stawia na swoim. Jest trenerem sztuk walki, studentem inżynierii, mężczyzną, któremu nie oprze się żadna dziewczyna. Z wyjątkiem nowo poznanej, przybranej siostry – Kiry, której zdobycie stanowi dla niego nie lada wyzwanie. 
Gordian skrywa mroczne tajemnice. Zbrodnia, której się dopuścił trawi go od środka. Seks wydaje się być najlepszym sposobem na rozładowanie buzujących w nim emocji, lecz czy wystarczającym? Czy każdy grzech można odkupić? Czy rany z przeszłości mogą się zabliźnić na dobre? Czy dwoje poranionych przez życie ludzi powinno być razem?   

Melissa Darwood – pisarka powieści dla kobiet i młodzieży, tworząca pod pseudonimem. Pochodzi z niewielkiej leśnej miejscowości w środkowej Polsce. Jej książki cechują lekki styl, charakterni bohaterowie, nieprzewidywalność fabuły i romantyczność. Autorka debiutowała w 2013 roku bestsellerową powieścią z gatunku young-adult „Larista”. Pozostałe wydane książki autorki to „Pryncypium”, „Luonto”, „Tryjon” i „Guerra”.

Powieść „Gordian – grzech” jest pierwszym tomem serii erotycznej, jaki wyszedł spod pióra pisarki. Strona internetowa Melissy: www.melissadarwood.com

Opinie o ebooku Gordian. Grzech - Melissa Darwood

Fragment ebooka Gordian. Grzech - Melissa Darwood

Pikantna. Mroczna. Mocno erotyczna powieść.

Gordian zawsze stawia na swoim. Jest trenerem sztuk walki, studentem inżynierii, mężczyzną, któremu nie oprze się żadna dziewczyna. Z wyjątkiem nowo poznanej, przybranej siostry – Kiry, której zdobycie stanowi dla niego nie lada wyzwanie.

Gordian skrywa mroczne tajemnice. Zbrodnia, której się dopuścił trawi go od środka. Seks wydaje się być najlepszym sposobem na rozładowanie buzujących w nim emocji, lecz czy wystarczającym? Czy każdy grzech można odkupić? Czy rany z przeszłości mogą się zabliźnić na dobre? Czy dwoje poranionych przez życie ludzi powinno być razem?

Copyright © Melissa Darwood

All rights reserved

Wydawnictwo NieZwykłe

Oświęcim 2019

Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Redakcja:

Iga Wiśniewska

Korekta:

Anna Kędra

Redakcja techniczna:

Mateusz Bartel

Projekt okładki:

Melissa Darwood

Przygotowanie okładki:

Paulina Klimek

www.wydawnictwoniezwykle.pl

Dystrybucja: ATENEUM www.ateneum.net.pl

Numer ISBN: 978-83-7889-894-8

Skład wersji elektronicznej:

Kamil Raczyński

konwersja.virtualo.pl

Dla Agi Ś. i Eweliny N.

Dziękuję za Wasze wsparcie.

I za to, że od początku tak bardzo chciałyście Gordiana.

Słowem wstępu

Mam w głębokim poważaniu, co sądzą o mnie ludzie – sąsiedzi, wykładowcy, i te studenckie dupki z polibudy. Mimo to podejrzewam, co mogą myśleć. Jestem świadom, że laski na mój widok mają mokro w majtkach, a faceci najchętniej zajebaliby mnie na śmierć i zakopali w podmiejskim lesie. Dzieje się tak dlatego, że kobiety lubią popieprzonych gości. Wydaje im się, że naprostują takiego, ugładzą, że zmienią go z pomiotu szatana w anioła, że wybawią go od złego.

Faceci z kolei nie znoszą takich jak ja. Wyczuwają zagrożenie – to taki samczy instynkt. Pierwotną rolą mężczyzny jest zapładnianie, a gdy na horyzoncie pojawia się inny alfa, do którego lgną wszystkie samice, należy się go pozbyć.

Tylko że nikt mnie nie tknie palcem, nie spojrzy krzywo w moim kierunku, nie powie złego słowa, bo wie, że porachuję mu kości. A jeśli jeszcze tego nie wie, to się dowie. Chłopaki z roku boją się mnie jak zarazy. I słusznie. Zła sława mnie wyprzedza. Nie ma chyba na uczelni osoby, która by nie wiedziała, że mam na koncie wyrok za zabójstwo. Tak, zabiłem człowieka, cztery lata temu. I od razu sprostuję – to nie był wypadek, chociaż taką linię obrony przyjął mój obrońca i tak orzekła sędzia. Podczas rozprawy biegła psychiatra powiedziała, że posiadam zawyżony poziom testosteronu, który w połączeniu z ponadprzeciętnym ilorazem inteligencji oraz osobowością chwiejną typu impulsywnego powoduje ataki agresji i nieprzystosowanie do ogólnie przyjętych norm społecznych.

Pieprzenie. Już miałem ją uświadomić, że to agresja produkuje testosteron, a nie na odwrót, i że nie jestem baranem, aby dostosowywać się do ogółu, ale w porę się zamknąłem.

Miałem być przecież grzeczny.

– Masz być potulny, siedzieć cicho i uśmiechać się do wysokiego sądu. Może nam się poszczęści i zmięknie jej serce na widok twojej ładnej buźki – pouczył mnie obrońca dzień przed rozprawą.

– Podejrzewam, że na mój widok będzie raczej chciała zrobić sobie dobrze – sprostowałem i położyłem nogi na ławie, na której leżały dokumenty.

– Zapomnij o tym, żadnych podtekstów seksualnych. – Darek spojrzał znad okularów.

– Mówiłeś, że jest koło czterdziestki. Myślisz, że kobieta w tym wieku nie poleci na dwudziestoczterolatka?

– Gordian, ostrzegam cię. Bez żadnych głupich numerów na sali rozpraw, bo trafisz do kicia. – Wycelował we mnie palec.

Ten widok mi się nie spodobał. Poczułem pulsowanie w skroni.

– Po pierwsze, moje imię się odmienia, więc poprawnie powinieneś zwrócić się do mnie Gordianie. A po drugie, nie mów do mnie takim tonem i wypierdalaj z tym paluchem, bo na rozprawie będziesz reprezentował mnie w gipsie. – Poczułem, że jeszcze chwila, a wstanę i jednym ruchem złamię mu rękę.

Co do pierwszej kwestii – tak, mam na imię Gordian i moje imię odmienia się przez przypadki. Dostałem je po rzymskim Imperatorze – Marcusie Antoniusie Gordianusie. Mój ojciec miał fiksację na punkcie historii Cesarstwa Rzymskiego. Przyjechał do Polski w 1993 roku robić interesy, a zrobił dziecko.

Co do drugiej kwestii – tak, złamałbym Darkowi tę pieprzoną rękę bez mrugnięcia okiem. Dźwignia na łokieć ze stójki i kwiczałby jak zarzynany zwierz. Ale się powstrzymałem, potrzebowałem dobrego obrońcy, a on wydawał się mieć łeb na karku.

Gdy miałem pięć lat, mama zapisała mnie na karate. Byłem nadpobudliwym, agresywnym dzieckiem. Szybko wybuchałem złością, dlatego musiałem jakoś rozładowywać emocje. Matka się przejęła, bała się, że wyrosnę na takiego agresora jak ojciec. Psycholog w poradni dziecięcej poleciła sport jako formę terapii. I tak trafiłem na zajęcia z karate. Szybko załapałem, o co chodzi, byłem w tym dobry. Chciałem poznawać kolejne sztuki walki. W ciągu paru lat opanowałem jiu-jitsu, boks, aikido, by później na maksa wkręcić się w krav magę. Nauczyłem się, że nie ma ludzi odpornych na ciosy, są tylko źle trafieni. Krav maga została opracowana dla Sił Obronnych Izraela – łączy w sobie wiele sztuk walki, skupia się na kontrataku i trwałym uszkodzeniu agresora.

Dzięki niej ojca pozbyłem się jednym ruchem. Skręciłem mu kark.

Aby złamać człowiekowi kark, należy przyłożyć siłę niezbędną do przesunięcia prawie czterystukilogramowego ciężaru. To nie łamanie patyka. Oprócz siły potrzebna jest technika i szybkość, dopiero wtedy kręgi są w stanie rozerwać rdzeń kręgowy. Przydałoby się jeszcze, żeby nikt cię przy tym nie zauważył.

Zamordowałem go z zimną krwią. I nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Należało się skurwielowi.

Według linii obrony „Nicos Samaras, na skutek szamotaniny z synem, spadł ze schodów. Zmarł w wyniku obrażeń”.

Skazano mnie za nieumyślne spowodowanie śmierci. Dostałem najniższy wymiar kary – trzy miesiące w zawieszeniu.

Ewidentnie byłem w typie pani sędzi.

Żebyście tylko widzieli jej minę, kiedy weszła na salę sądową. Rumień rozszedł się po jej szyi, oczy miała duże i pełne niedowierzania.

Nic dziwnego. Pewnie w najgorszym koszmarze nie spodziewała się, że przypadkowy kochanek okaże się oskarżonym w sprawie karnej, w której będzie orzekać.

Kornelia

Pani sędzia – Kornelia Tyniecka, lat trzydzieści dziewięć. Rozwódka, trzynastoletnia córka, apartament na trzecim piętrze, Citroën Picasso. Zadbana, niebrzydka i, jak się okazało, spragniona pieprzenia. Udało mi się ją namierzyć dzięki Tobiaszowi, którego trenuję od roku. Prowadzenie szkoleń z krav magi ma wiele plusów, oprócz zarabiania niezłej kasy poznajesz zakapiorów, bandziorów, a czasami nawet tajniaków, którzy potrafią wiele zdziałać na mieście. I chociaż ich zawodowe profesje mogą powodować konflikt interesów, a każdy z nich jest inny od drugiego, to wszyscy posiadają wspólną pasję – spuszczanie ludziom wpierdolu.

Nie mam pojęcia, czym właściwie zajmuje się Tobiasz, nigdy się nie zdradził. Wiedziałem jednak, że umie wyszukiwać informacje o różnych osobach – politykach, biznesmenach, urzędnikach. Bez problemu udało mu się ustalić, kto będzie moim sędzią i gdzie mogę go znaleźć.

Jak tylko wszedłem na siłownię i zobaczyłem panią Kornelię na bieżni, mój chuj podskoczył z radości. Mogłem połączyć przyjemne z pożytecznym. Nie spodziewałem się aż tak zgrabnego tyłeczka. Kobiety w jej wieku mają już trochę obwisłego ciała. Kornelia tymczasem miała szczupłe ramiona, wąską talię, zgrabne pośladki i dosyć spore cycki, które kołysały się w rytm jej kroków. Po włosach starannie upiętych w kucyk, ubiorze i gadżetach domyśliłem się, że jest perfekcjonistką dbającą o szczegóły. Jej wygląd był nienaganny. Obcisły top na ramiączkach z odkrytą talią, krótkie spodenki, sportowe obuwie wysokiej klasy, frotka z logo jednej z najlepszych firm sportowych. Wszystko markowe i na oko zajebiście drogie.

Krople potu zalśniły na jej dekolcie, gdy ją mijałem. Poczułem napięcie w lędźwiach. Usiadłem naprzeciwko niej w rozkroku, oparłem dłoń na kolanie, natomiast drugą ręką zacząłem podnosić hantel. Nie przepadam za statycznym pakowaniem na siłowni, wolę raczej ćwiczyć w samotności. Być sam ze sobą, ze swoim ciałem, a nie rozpraszać się spojrzeniami innych ludzi. Biegi po lesie o piątej nad ranem, skoki na skakance do utraty tchu, pompki, podciąganie się na drążku… Ale teraz to nie miało znaczenia, nie znalazłem się na siłowni po to, by powiększać masę mięśniową. Byłem tam, żeby osiągnąć inny cel.

Musiała zauważyć, że się w nią wpatruję, lecz taktownie unikała kontaktu wzrokowego. Nie odpuszczałem, lustrowałem jej ciało, próbując zgadnąć, co też może najbardziej kręcić panią sędzię. W końcu nasze spojrzenia się spotkały. Uśmiechnąłem się lekko, na co ona odpowiedziała uśmiechem. Patrzyłem jej w oczy, długo, intensywnie, wyobrażając sobie, jak jęczy pode mną i błaga o więcej. Poczułem, że twardnieję. Na moim kroczu pojawiło się wybrzuszenie, które nie uszło uwadze Kornelii. Jej oczy zalśniły, spuściła wzrok. Ciekawe, kiedy ostatni raz z kimś była? To, w jaki sposób zareagowała, podpowiedziało mi, że nie puszcza się na lewo i prawo z byle kim. Miałem nie lada wyzwanie. To była sędzia. Musiała posiadać kręgosłup moralny, w pracy kierowała się etyką. Zakładałem więc, że podobnie postępowała w życiu prywatnym. A uprawianie seksu z nowo poznanym, dużo młodszym facetem trudno uznać za moralne.

Zatrzymała bieżnię, otarła frotką czoło i napiła się wody, unikając patrzenia w moim kierunku. Była spocona, nieco ożywiona. Odłożyłem hantel i ruszyłem w jej stronę. Dałbym sobie rękę uciąć, że kiedy dostrzegła mnie kątem oka, zaczęła oddychać szybciej. Nie uciekła jednak. Czekała, aż podejdę.

– Cześć. Jesteś w niezłej formie. – Uśmiechnąłem się i oparłem o bieżnię.

Przetarła kark ręcznikiem, po czym odpowiedziała mi uśmiechem.

– Dzięki, ty też. Chociaż nie widziałam cię tu wcześniej.

– Wolę ćwiczyć w plenerze. Ale powinienem częściej wychodzić do ludzi. Widzę, że sporo mnie omija. – Puściłem do niej oko.

Bum! Kolejny rumieniec, tym razem na policzkach.

Odchrząknięcie, łyk wody, chwila na otrzeźwienie i zerknięcie na zegarek.

– Muszę się zbierać. Miło było…

– Mogę cię zaprosić na kawę? – wszedłem jej w zdanie. – Za rogiem mają dobrego baristę.

Zmrużyła oczy. Widziałem, że ze sobą walczy. Szybkie tempo to zdecydowanie nie był jej styl. Ale ja nie mogłem sobie pozwolić na te całe bzdury z randkowaniem, uwodzeniem, pitu-pitu. Nie mogłem dopuścić do tego, by mnie lepiej poznała, by dowiedziała się, kim jestem. To musiała być spontaniczna akcja, wyskok, którego pani sędzia za nic nie będzie chciała ujawnić. Najpierw jednak musiałem ją nieco ośmielić. Byłem pewien, że jej się podobam, ponieważ patrzyła na mnie tak, jak większość kobiet. Jedyne, co ją powstrzymywało przed wskoczeniem mi do łóżka, to zwykła przyzwoitość. Nie wypadało poważanej kobiecie w jej wieku, na takim stanowisku, z dorastającą córką, dla której matka powinna być wzorem, pieprzyć się z ledwo co poznanym facetem. Co, jeśli ktoś by się dowiedział?

– Dziękuję, ale raczej nie skorzystam. Miałam ciężki dzień w pracy, wezmę prysznic i wracam do domu.

A więc kawa w hotelowej restauracji odpada. Pora na plan B.

– Szkoda. Wydawało mi się, że coś między nami zaiskrzyło. W takim razie może innym razem – odparłem bez zbędnego zawodu w głosie.

Uśmiechnęła się niewyraźnie. Wyglądała na rozczarowaną, że odpuściłem tak szybko. Dałem jej jeszcze dziesięć sekund na zastanowienie, w czasie których nie odrywałem wzroku od jej oczu. Ona jednak najwidoczniej nie planowała zmieniać zdania, natomiast ja nie zamierzałem stać tam dłużej jak kołek.

– Okej, też będę się zbierał pod prysznic. Na razie. – Pożegnałem się.

Widziałem w lustrze, jak odprowadza mnie wzrokiem, następnie zabiera swoje rzeczy i idzie do szatni.

Rozejrzałem się szybko po siłowni. Na sali oprócz nas były jeszcze trzy inne kobiety oraz kilku facetów.

Zgarnąłem torbę z ciuchami i podszedłem do recepcjonisty.

– Słuchaj, stary, mam napaloną laskę w szatni. Udostępnisz na dwadzieścia minut klucz od pryszniców? – Położyłem mu dwie stówy na blacie.

Koleś rozejrzał się po sali, po czym spojrzał na grafik i zegarek.

– Dwadzieścia minut i ani sekundy dłużej. Dziewczyny za pół godziny kończą. – Podał mi kluczyk z breloczkiem, zabierając kasę.

W szatni było pusto, jedynie z łazienki dobiegał odgłos lecącej wody. Rozebrałem się do naga, zabrałem z kieszeni dżinsów prezerwatywę i wszedłem do pomieszczenia z natryskami. W środku było parno. Sędzia myła się pod ostatnim prysznicem. Zamknąłem za sobą drzwi, przekręcając klucz i zostawiając go w zamku. Po drodze odłożyłem gumkę na mydelniczkę przy sąsiednim prysznicu i podszedłem do sędzi od tyłu, lecz nie za blisko. Musiałem być ostrożny, stąpałem po kruchym lodzie.

Sunęła dłońmi po nagim ciele, piersiach, udach, a mój kutas stał już na baczność: gotowy, by wziąć ją od tyłu i zagłębić się między jej pośladki.

– Chyba nie muszę ci mówić, że jesteś zajebiście atrakcyjna…

Podskoczyła, słysząc mój głos. Odwróciła się, jej oczy otworzyły się szeroko. Zasłoniła piersi i cipkę.

– Co tutaj robisz!?

Wzruszyłem ramionami i uśmiechnąłem się wyzywająco.

– Wspominałaś coś o ciężkim dniu, więc pomyślałem, że pomogę ci się odprężyć.

– Źle trafiłeś. Nie należę do tego typu kobiet. Wyjdź stąd – powiedziała stanowczo.

To jeszcze mocniej mnie nakręciło. Lubiłem wyzwania i silne babki.

– Widzisz, jak na mnie działasz? – Spojrzałem w dół na swojego członka. Był twardy, wielki i wyczekujący.

Kornelia popatrzyła na niego, twarz jej poczerwieniała, kiedy podniosła na mnie wzrok. Widziałem w jej oczach, że jest pobudzona.

– Wyjdź stąd, bo wezwę pomoc – odezwała się pewnie.

– Okej. Wyjdę, ale najpierw chciałbym ci umyć plecy. – Zrobiłem krok w jej stronę.

Cofnęła się.

– Stawiasz mi warunki? Jesteś bezczelny.

– A ty naprawdę mnie podniecasz. Lubię kobiety, które znają swoją wartość i dbają o siebie. Poza tym… – przesunąłem dłonią po karku, patrząc jej przenikliwie w oczy – drzwi są zamknięte, nikt nas nie zobaczy, dajmy sobie chociaż dwie minuty przyjemności. Kiedy ostatni raz ktoś sprawił ci przyjemność?

Wzrok sędzi powędrował do wyjścia. Zmrużyła oczy, widząc klucz w zamku, po czym popatrzyła na mnie. Wciąż nie była pewna, czy powinienem się do niej zbliżyć, ale jej dystans nieco zelżał.

– Nie zrobię niczego, co mogłabyś odebrać za niestosowne. – Podszedłem do niej bliżej i stanąłem za jej plecami tak, że woda z prysznica oblewała teraz moje ramiona. – Potraktuj to jako masaż relaksacyjny, jak chwilę odprężenia. – szepnąłem jej do ucha i objąłem palcami jej barki.

Poruszyła szyją, jej oddech przyśpieszył.

– Kiedy ostatni raz czułaś, że możesz zrobić coś tylko dla siebie? Bez konsekwencji, bez zobowiązań, bez hamulców…? – Zacząłem masować jej plecy. Była spięta, lecz z każdą sekundą jej ciało zdawało się rozluźniać.

– Jak masz na imię? – zapytała, poddając się stopniowo mojemu dotykowi.

– Powiedzmy, że Antoniusz – podałem drugie imię imperatora, na którego cześć zostałem nazwany.

– Hmm, nietypowo… – zamruczała, a ja przesunąłem dłonie niżej, na odcinek lędźwiowy. Spojrzałem na jej pośladki. Najchętniej dałbym jej klapsa i od razu ją przeleciał, ale wtedy byłoby po zawodach. Jeszcze przyjdzie na to pora.

– A ty? – zapytałem tuż przy jej szyi.

Chwila zastanowienia.

– Mów do mnie Kleopatra. – Przez jej głos przebiła nuta kokieterii.

A to flirciara…

– Moja królowo, wybacz, lecz daj, proszę, szansę, bym w próbie miłość swą wykazał1 – wyszeptałem i zatopiłem usta w jej szyi.

I tym ją zdobyłem.

Jęknęła rozkosznie, wyginając plecy. Przywarłem członkiem do jej pośladków, objąłem piersi i zacząłem całować jej szyję. Wciąż była spięta, ale przynajmniej gotowa na więcej. Sięgnąłem jedną ręką do jej cipki. Była wilgotna, choć nie tak mocno, jakbym tego oczekiwał. Musiałem ją bardziej rozkręcić. Wiedziałem jednak, że samymi czynami nie zdziałam tak wiele, jak słowami. Musiałem namieszać jej w głowie, zdobyć jej psychikę, wówczas jej ciało podda mi się całkowicie.

– Gdy tylko cię zobaczyłem, wiedziałem, że jesteś gorąca – powiedziałem, masując jej łechtaczkę i nie przestając ocierać się o jej pośladki. – To, w jaki sposób poruszały się twoje piersi, twój jędrny tyłeczek… Nawet nie wiesz, jak mi wtedy stanął. Lubię doświadczać dojrzałej kobiecości.

Przez chwilę pomyślałem, że bredzę jak potłuczony, ale na nią to działało – westchnęła i rozsunęła odrobinę nogi. Wykorzystałem ten moment i wsunąłem w nią palec, a po nim drugi. Widocznie jej się spodobało, bo zacisnęła na nich mięśnie.

– Uwielbiam takie kobiety jak ty, stanowcze, a zarazem pełne namiętności. A ty jesteś namiętną, seksowną kobietą, która diabelnie mnie podnieca. – Kiedy wszedłem między jej pośladki, jej cipka zaczęła pulsować, a biodra instynktownie poruszać się w przód i w tył. Posuwałem ją palcami, czując, jak na nie napiera, jak pragnie więcej, jak stopniowo puszczają jej hamulce. – Chcesz tego, prawda? Powiedz mi… – Przygryzłem jej ucho i wsadziłem w nią trzeci palec. – Powiedz.

– Tak – jęknęła. – Chcę.

Wysunąłem z niej palce i sięgnąłem po prezerwatywę. Kornelia w strugach z deszczownicy masowała się po cipce, czekając, aż ją wypełnię.

Rozerwałem zębami opakowanie, nałożyłem prezerwatywę na penisa, po czym oparłem Kornelię o ścianę tak, że wciąż stała tyłem do mnie. Odkąd zacząłem ją dotykać, ani razu nie spojrzała mi w oczy. Wiedziała, że to ma być po prostu seks, czysta rozkosz, zaspokojenie jej potrzeb, a coś podpowiadało mi, że dawno nikt ich nie zaspokajał.

– Będziemy się pieprzyć tak, jak nigdy dotąd z nikim się nie pieprzyłaś – obiecałem, a ja zawsze dotrzymuję słowa.

Rozsunąłem jej nogi, chwyciłem za swojego twardego jak drąg kutasa i wszedłem w nią gładko, aż do samego końca.

Jęknęła przeciągle. Oparła się ręką o ścianę, jakby zaraz miała się przewrócić.

– Chryste, jaki on wielki… – stęknęła.

Mimo że zrobiła to nieświadomie, tak mnie tym podjarała, że teraz musiałem ją już porządnie wyruchać, żeby zapamiętała mnie na zawsze.

Docisnąłem kutasa do końca, po czym go wyciągnąłem. Sędzia wypięła tyłek. Przesunąłem kciukiem po dziurce nad cipką. Z chęcią i tam bym jej włożył, ale coś podpowiadało mi, że na to pani Kornelia nie była gotowa. Może za trzecim albo czwartym razem sama by tego chciała? Tylko że nie będzie ani czwartego, ani trzeciego, ani nawet, kurwa, drugiego razu.

Zacisnąłem dłoń na jej pośladku, rozszerzyłem go, by mieć jak najlepszy widok, i włożyłem męskość w jej cipkę, aż po same jaja.

Sędzia zajęczała, wijąc się seksownie. Złapałem ją za biodra i zaczęła się jazda. Posuwałem ją mocno, szybko, bez wytchnienia. Obijałem się o jej tyłek, a ona coraz mocniej go wypinała. Pani sędzia – prychnąłem w myślach.

Było mi dobrze, kurewsko dobrze, osiągnąłem bowiem to, czego chciałem, zdobyłem ją. Jeszcze tylko kilka szybkich pchnięć i będę dochodził. Kornelia dyszała, błagając o więcej. Hamulce zupełnie puściły.

– Tak, jeszcze, proszę, nie przestawaj.

Miała mnie dobrze zapamiętać, to zapamięta. Nie przestając jej posuwać, sięgnąłem dłonią do jej łechtaczki i potarłem ją energicznie. Sędzia wypinała pupę coraz mocniej, a pochwę zaciskała tak, że miałem ochotę eksplodować. Chciałem jednak, żeby doszła przede mną. Chciałem, żeby mój fiut doprowadził ją do takiego orgazmu, że w sądzie, oprócz tego, że poczuje konsternację i zmieszanie, to przede wszystkim podnieci się na mój widok.

Jeszcze kilka szybkich pchnięć, głębokich, penetrujących. Niewinny klaps w pośladek, muśnięcie łechtaczki i sędzia wiła się, jęczała, chodziła dłońmi po ścianie. Z jej gardła wydobył się okrzyk:

– Jezu, dochodzę… – Jej pochwa się zacisnęła, ciałem wstrząsnął dreszcz. Złapała się za piersi, a ja miałem już pewność, że dawno, o ile w ogóle, nikt nie doprowadził jej do takiego orgazmu.

Poczułem, że i ja zaraz dojdę. Chwyciłem ją oburącz za biodra i wbijałem się w nią bez opamiętania raz, drugi, trzeci. Prąd rozszedł się od czubka głowy po plecy, lędźwie, przez fiuta… Odchyliłem głowę do tyłu i eksplodowałem nasieniem.

Opadłem na jej plecy, woda spływała mi po twarzy, skroń pulsowała.

– Kurwa, ale dobrze… – stwierdziłem, bo naprawdę tak było.

W tej samej chwili rozległo się walenie do drzwi, odezwał się męski głos:

– Minęło dwadzieścia minut! Wychodźcie!

Mama

Słyszę krzyk. Rozglądam się po pokoju. Jest ciemno za oknem, jedynie mała lampka z Kubusiem Puchatkiem pali się słabym światłem, a na suficie mienią się fluorescencyjne gwiazdki i rakieta kosmiczna. Kolejny krzyk – to mama. Siadam na łóżku i stawiam stopy na dywaniku w autka. Chce mi się pić i siusiać. Przecieram oczy i zastanawiam się, czy już czas wstawać do przedszkola.

– Błagam, Nikos! Puść mnie… – Mama płacze.

Przeszywa mnie dreszcz.

Otwieram drzwi i kieruję się do łazienki, tak bardzo chce mi się siusiu, że zaraz nie wytrzymam. Mijam kuchnię, przystaję, cofam się. Ojciec ciągnie mamę za włosy po podłodze.

– Zobacz zdziro, jaki syf! – krzyczy po polsku, z greckim akcentem. Kuca i przyciska jej policzek do podłogi. – Jak mam mieszkać w takim burdelu? Niedługo zalęgną się tu karaluchy.

– Miałam ciężki dzień w pracy, nie zdążyłam posprzątać… – mówi mama niewyraźnie. To pewnie przez to, że tata dociska jej twarz do podłogi.

– Ty jebana suko! Nic dziwnego, że nie zdążyłaś. Byłaś zbyt zajęta dojeniem wińska. Wiesz, że nie znoszę, gdy śmierdzi od ciebie jak z gorzelni. – Ojciec unosi jej głowę za włosy i uderza nią o podłogę. Rozlega się głuchy łomot. Mama krzyczy i zalewa się łzami.

Zaczynam się trząść. Boję się. Twarz taty przypomina maskę potwora. Ma dziwnie wygięte usta, jego oczy są duże i straszne. Robi mamusi krzywdę. Dlaczego? Bo nie posprzątała?

– Ja posprzątam. Nie rób nic mamusi. – Wchodzę do środka i wyciągam zza drzwi szczotkę. Kij jest długi, trudno mi go utrzymać.

– Gordi, kochanie, wracaj do łóżka. – Słyszę proszący głos mamy.

– Pomogę ci, mamusiu. – Zerkam w ich stronę. Ojciec przygląda mi się niespokojnym wzrokiem.

Zaczynam zamiatać, tak jak uczyła mnie mama: miejsce obok miejsca. Chce mi się spać i wciąż się nie wysiusiałem. Staram się jak mogę, ale niechcący trącam kijem szklankę z czerwonym sokiem, która stoi na stole. Brzdęk, szklanka rozbija się obok rodziców. Czerwona plama rozlewa się po kafelkach, napój ma dziwny zapach, pachnie zepsutymi owocami. Serce bije mi bardzo mocno. Tata będzie zły.

– Ty gówniarzu! Ty jebana pokrako! – krzyczy na mnie.

– Nie, Nikos! Zostaw go. Zostaw! – błaga mama; nie może się podnieść, tata przytrzymuje ją nogą.

Patrzę na niego. Boję się. Tak bardzo się boję. Tata robi zamach swoją dużą dłonią i uderza mnie w buzię. Nogi się pode mną rozjeżdżają, upadam na podłogę, widzę przestraszone oczy mamy, leżącej obok mnie.

Czuję, że mam mokre spodenki od piżamki.

– Mamusiu, chyba się zsiusiałem – mówię i zaczynam płakać. Boli mnie buzia i głowa, wszystko wokół się kręci, jest mi niedobrze.

I nagle ktoś gasi światło.

Budzę się zlany potem. Nie mogę złapać tchu. Unoszę się, zapalam lampkę na szafce nocnej i czuję, że mam mokre posłanie. Odkrywam kołdrę. Ja pierdolę! Zeszczałem się w gacie.

Kurwa, prawdziwy ze mnie kozak.

Zerkam na zegarek. Druga trzydzieści. Dociera do mnie, że spałem niecałe dwie godziny. Kolejna nieprzespana noc. Już nie pamiętam, kiedy ciurkiem spałem chociaż pięć godzin. Wstaję, zdejmuję bokserki, otwieram na oścież okno, bo jest gorąco jak w piekle i śmierdzi szczynami. Ściągam pościel, wstawiam pranie, a następnie biorę zimny prysznic. Chcę wyrzucić z pamięci obraz koszmarnego snu. Lecz on mnie nęka, nęka mnie od prawie dwudziestu lat. To najwcześniejsze wspomnienie, jakie posiadam z dzieciństwa, późniejsze są jeszcze gorsze. I też mnie nawiedzają. Czasami przychodzą do mnie nawet na jawie. Brałem już różne pigułki na głowę, bo nie mogłem normalnie żyć, ale nie pomagały. Byłem po nich albo śpiący, albo miałem problemy z koncentracją, albo chciało mi się rzygać. Psychiatra, u którego byłem dwa razy, zalecił terapię jako uzupełnienie leczenia. Nie ma, kurwa, takiej opcji. Gdyby ktoś przystawił mi lufę do głowy i kazał wybierać: zwalić konia drugiemu facetowi czy się przed nim zwierzać, wybrałbym to pierwsze.

Darowałem sobie psychiatrę i wspomagałem się marihuaną, ale po paleniu było jeszcze gorzej. Miałem takie jazdy, że niejeden by się już dawno powiesił. Po zabiciu ojca nasiliło mi się na maksa. Nie byłem w stanie spać ani funkcjonować, widziałem rzeczy, których inni nie widzieli. Nadal je widzę. Prochy, które załatwił mi Tomasz przez swoją ciotkę lekarkę, nieco pomagają. Nie jest jakoś zajebiście, ale da się wytrzymać. Gdyby nie seks, walki, mama, studia i Grecja, to chyba już dawno palnąłbym sobie w łeb. To są rzeczy, które trzymają mnie przy życiu.

Klaudia

Pakuję plecak i zbieram się na zajęcia. Nie zamierzam do końca życia być trenerem krav magi. Studiuję inżynierię mechatroniczną, bo nie chce mi się wierzyć, że człowiek do tej pory nie stworzył jeszcze urządzenia, które potrafiłoby zapamiętać za niego każde wspomnienie. Potrzebny nam dysk w mózgu, dzięki któremu moglibyśmy bez problemu wyszukać i odtworzyć dokładnie wypowiedziane dziesięć lat temu zdanie, ujrzane w pierwszej klasie twarze, przypomnieć sobie listę zakupów sporządzoną kilkanaście godzin wcześniej. Jeśli kiedyś uda mi się stworzyć takie cacko, to będę ustawiony do końca życia. Swój wynalazek nazwę Gordianus.

Póki co mieszkam w ciasnej kawalerce, jestem studentem ostatniego roku, zaliczam egzaminy równie sprawnie, jak laski, zarabiam całkiem nieźle na treningach, a w sobotnie noce organizuję wraz z kumplem walki. I z tego mam największą kasę.

Z Tomkiem znamy się z ogólniaka. Chodziliśmy do jednej klasy, wciągnąłem go w krav magę, bo frajerzy z osiedla ciągle go szturchali. Teraz nikt mu nie podskoczy. To człowiek do rany przyłóż. Szczerze, nie mam bladego pojęcia, dlaczego nadal się ze mną kumpluje. Czasami odnoszę wrażenie, że ma masochistyczne skłonności – ja na jego miejscu ze sto razy bym już siebie zajebał. Raz tylko zdzielił mnie w gębę, jak powiedziałem, że jego dziewczyna to ździra. Oddałem mu z nawiązką, złamałem kinola, bo nikt, nawet najlepszy przyjaciel, nie będzie mi obijał mordy z powodu głupiej dupy. Przez tydzień się do mnie nie odzywał. Zmiękł, jak nakrył swoją słodką Angelikę z jakimś przydupasem, i zrozumiał, że miałem rację. Od tamtej pory mamy umowę, że żadna dziewczyna nas nie poróżni. Zresztą trudno by było. Tomasz jest raczej typem romantyka, zaprasza na randki, kupuje kwiaty, zalicza dopiero na trzecim spotkaniu. Szuka stałego związku. Boję się o niego, bo trafiają mu się same zołzy, które chcą wykorzystać jego dobroć. W końcu z którąś się chajtnie, a ta od razu wsadzi go pod pantofel. I to będzie koniec jego męskości. Dobrze, że ma kumpla, który czuwa.

Zostawiam motor na parkingu i wchodzę na uczelnię. Mamy wykłady w nowym budynku, który wybudowano dwa lata temu. Rektor jest obrotny. Lubię go, miałem z nim wykłady na drugim roku. Trzyma to całe akademickie towarzystwo mocno za mordę, dzięki niemu mamy wyposażone sale, programy stypendialne, projekty badawcze. Rządzi twardą ręką i widać tego efekty.

W auli jest duszno, widocznie ktoś zapomniał włączyć klimatyzację. Zazwyczaj nie chodzę na wykłady, kseruję notatki od Klaudii albo Weroniki i to mi wystarcza, żeby zdać. Biorę natomiast udział we wszystkich ćwiczeniach. Praktyka to podstawa, teorię zawsze można doczytać.

Dzisiaj mam egzamin. Pełno ludzi. Nie zdążyłem się jeszcze dobrze rozejrzeć, a Klaudia już do mnie macha. Durzy się we mnie od pierwszego roku, a ja chętnie z tego korzystam. Doskonale wie, że nigdy nie umówię się z nią na randkę, że nie będzie żadnego chodzenia, bo ja z nikim się nie umawiam i z nikim nie chodzę. Ale widocznie aż tak bardzo jej to nie przeszkadza, gdyż bzykamy się, kiedy tylko najdzie mnie ochota.

– Hej, wreszcie jesteś. Trzymałam dla ciebie miejsce. – Uśmiecha się szeroko. Ma ładną buźkę, jasne długie włosy i niebieskie oczy. Wydekoltowana bluzka na ramiączkach podkreśla jej niewielki biust, choć do seksu hiszpańskiego wystarczająco duży. Gdyby ktoś jej nie znał, to na pierwszy rzut oka stwierdziłby, że jest typową blondynką. Nic bardziej mylnego. Klaudia Furman to naprawdę bystra dziewczyna, na polibudzie nie studiują głupie. Jest ogarnięta i inteligentna. Tylko z emocjami niezbyt sobie radzi, czego dowodem jest miłość do mnie. Może kiedyś znajdzie sobie fajnego gościa, póki co korzystam ja.

– Nie nastawiłem sobie budzika.

– Zarwałeś noc?

– Nie mogłem spać. – Wyjmuję długopis, komórkę i kładę je na ławce.

Na ekranie wyświetla się powiadomienie o nadejściu SMS-a.

Wykładowca zaczyna rozdawać testy. Widzę go na oczy pierwszy raz w życiu i zapewne ostatni.

Czytam wiadomość od mamy:

Cześć, synku, wpadniesz do nas po uczelni? Robię na obiad twoją ulubioną musakę. Chcemy ci coś ważnego powiedzieć.

Nie podoba mi się ostatnie zdanie. Nie powinienem się teraz tym przejmować. Napiszę egzamin, to do nich podjadę. Tylko że nie mogę przestać się zastanawiać, o co chodzi. Wiadomość brzmi, jakby mama co najmniej była z Serafinem w ciąży, a to raczej jest mało prawdopodobne, bo ma pięćdziesiąt lat. A może się mylę i jeszcze nie jest dla niej za późno na dzieci?

Wstukuję SMS:

Co jest grane? Coś się stało?

Czekam na wiadomość w nieskończoność. Tempo odpowiadania mamy jest zabójcze. W końcu przychodzi.

Nie, wszystko w porządku :) Chcemy, żebyś wreszcie poznał swoją siostrę.

Siostrę? Przecież ja, kurwa, nie mam żadnej siostry.

Wpatruję się w wyświetlacz jak debil, podczas gdy wykładowca kładzie test obok mnie.

– Proszę wyłączyć telefon, trwa egzamin – odzywa się niskim głosem.

Chowam komórkę do kieszeni spodni i patrzę na zadania. Nie jestem w stanie się skupić.

Siostrę… Rozkminiam, o co może chodzić, i nagle do mnie dociera, że przecież Serafin ma córkę. Mama jeszcze jej nie poznała, a jest jego żoną od roku.

Ale jaka z niej siostra? Nie ma między nami żadnego pokrewieństwa. Pojebało ich, czy jak?

W ostatniej chwili udaje mi się oddać test. Jestem wypompowany i spięty. Nie mam ochoty poznawać żadnej córki Serafina. Może jeszcze będą kazali mi ją niańczyć i oprowadzać po mieście.

– Dobrze się czujesz? – pyta Klaudia, kiedy wychodzimy na skąpany słońcem parking. – Byłeś jakiś rozkojarzony na egzaminie.

I nadal jestem.

Przesuwam dłonią po włosach.

– To przez zarwaną noc – odpowiadam wymijająco.

– Może pojedziemy na wzgórze, trochę się odstresujemy po egzaminie? – Uśmiecha się zachęcająco.

Patrzę na jej usta muśnięte różowym błyszczykiem i marzę, żeby zrobiły mi dobrze.

– Dobra, jedziemy – odpowiadam i zarzucam rękę na jej nagie ramię.

Siostra nie ucieknie.

Pędzę szutrową drogą na sam szczyt, gdzie można wjeżdżać tylko jednośladem.

Lubię to miejsce. Klaudia pokazała mi je na pierwszym roku, kiedy oddała mi swoją cnotę. Od tamtej pory przyjeżdżamy tu średnio dwa razy w miesiącu tylko w jednym celu. Zostawiam motor w krzakach, wyjmuję z bocznej torby pled i idziemy na naszą miejscówkę. Widok jest niesamowity. Jak na dłoni widać całe miasto. Jesteśmy oddzieleni od ścieżki drzewami. Rozkładam koc w cieniu, a Klaudia siada i od razu zdejmuje bluzkę. Ma na sobie biały koronkowy stanik, który idealnie pasuje do jej delikatnej skóry. Stoję przed nią, unoszę jej twarz i przesuwam kciukiem po dolnej wardze. Rozchyla usta i zaczyna ssać mój palec. Mam ciasno w gaciach.

– Obciągnij mi – mówię do niej wprost, bo wiem, że ją to kręci.

Uśmiecha się, zdejmuje stanik i klęka przede mną. Ta dziewczyna wie, jak zadowolić faceta. Rozpina mi spodnie i wyciąga mojego fiuta. Odbieram go od niej i wkładam jej do ust. Porusza głową w przód i w tył, a mnie przechodzą dreszcze po plecach. Robi mi się gorąco. Zdejmuję T-shirt, na co oczy Klaudii błyszczą z podniecenia. Chwyta mocno mojego penisa i zaczyna mi obciągać.

– O tak – odchylam głowę do tyłu.

Jej usta są takie gorące, język wilgotny. Wkłada kutasa głęboko do buzi, po czym wysuwa i lekko przygryza. Obejmuje go dłonią i zaczyna poruszać rytmicznie między wargami. Ledwo trzymam się na nogach, zaraz dojdę. Łapię ją za głowę i zaczynam pieprzyć.

Klaudia wpatruje się we mnie jak w obraz tymi wielkimi, niebieskimi oczami. Wsuwa rękę w majtki i robi sobie dobrze. To mnie doprowadza na sam szczyt. Mięśnie się napinają, w uszach szumi krew. Poruszam się jeszcze ostatni raz i spuszczam się w jej usta. Sperma cieknie jej po brodzie i skapuje na nagie piersi. Klaudia naprawdę musi mieć świra na moim punkcie, bo to, co zostało w buzi, połyka.

Stoję przed nią, czując przyjemne kręcenie w głowie. A ona patrzy na mnie wiernie i się masturbuje. To mnie podnieca. Minie jednak trochę czasu, zanim ponownie wrócę do formy.

– Odwróć się i wypnij tyłek – mówię do niej, a ona ściąga majtki, podciąga spódniczkę i klęka na pieska.

Ale widok, idealne krągłości, gładko ogolona cipka. Przesuwam dłońmi po jej pośladkach, odchylam je i zaczynam ją lizać. Klaudia jęczy, jej wargi sromowe są nabrzmiałe z podniecenia. Wsuwam język w szparkę, która smakuje dobrze, znajomo. Zaciska się i rozwiera, prosząc o więcej. Jest wilgotna, chętna. Czuję, że mój kutas ponownie twardnieje. Sięgam po gumkę, zakładam ją i wślizguję się w Klaudię do końca.

Kolejny jęk, tym razem dłuższy.

– Kocham cię, Gordianie – wzdycha.

Nic nie odpowiadam, bo niby co miałbym powiedzieć? „Ja ciebie nie”? Zamiast tego zaczynam ją posuwać, pcham mocno, przyśpieszam. A ona jęczy coraz głośniej. Obijam się o jej pośladki. Zwilżam kciuk i zaczynam pieścić jej odbyt. To jej się podoba, bo wypina bardziej pupę, a ja mam ochotę porządnie ją wydupczyć. Już to kiedyś robiliśmy, było ciasno, kurewsko ciasno.

Wychodzę z jej cipki i słyszę jęk protestu. Pochylam się i liżę jej odbyt.

– Och, tak. – Klaudia wije się pod pieszczotą mojego języka. Zaczyna się ponownie masturbować.

– Chcesz, żebym ci tu włożył? – Wciskam język w jej ciasną dziurkę, a ona wzdycha:

– Tak.

Pluję na dłoń, zwilżam sobie kutasa i wchodzę powoli w jej tyłek. Jest ciasno, tak jak ostatnio. Posuwam się w niej płytko i jest mi dobrze. Klaudia masuje swoją łechtaczkę, a ja wsuwam jej dwa palce w cipkę. To ją rozwala. Porusza się szybciej, nabijając na mojego członka, który wszedł już prawie do połowy.

– O tak, nadziej się na niego jeszcze raz – mówię.

I wtedy czuję, jak jej cipka zaciska się na moich palcach. Klaudią wstrząsa dreszcz, krzyczy. Wbijam się w nią jeszcze mocniej, czuję prąd przechodzący przez całe ciało i w tym samym momencie dochodzę.

Opadamy na koc. Jest gorąco, nasze ciała są lepkie od potu. Klaudia obejmuje moją klatkę piersiową i wpatruje się we mnie rozanielonym wzrokiem.

– Gordianie…

– Hm?

– Pocałuj mnie.

Krzywię się. Zaczyna się stara śpiewka.

– Wiesz, że nie lubię się całować.

Klaudia podpiera się na łokciu.

– Ale skąd wiesz, skoro nigdy tego ze mną nie próbowałeś? Lizałeś mnie w najintymniejszych miejscach, a nie chcesz pocałować mnie w usta? Dlaczego? – pyta tonem pełnym pretensji.

Okej, skończyliśmy na dzisiaj. Zdejmuję z siebie jej rękę i wstaję.

– Co robisz? – Patrzy na mnie przestraszonym wzrokiem.

– Muszę się zbierać, jestem umówiony. – Zapinam spodnie, wciągam koszulkę, chociaż najchętniej zostałbym bez niej, tak jest gorąco.

– Z kim? – Siada i obejmuje kolana ramionami.

– Z mamą.

– Nie wierzę ci.

Wywracam oczami. Znowu to samo: pytania, oczekiwania, miauczenie. Po chuj mi to? Nie może po prostu cieszyć się z tego, co jest? Było nam dobrze, oboje doszliśmy, lecz ona musi pozostawić niesmak. Zachciało jej się znowu bawić w pierdolone małżeństwo.

– Twoja sprawa. Ubieraj się.

Kira

Zdejmuję kask, zsiadam z motoru i parkuję go pod blokiem. Otwieram kluczami drzwi do klatki schodowej i wbiegam co drugi stopień na ostatnie, dziesiąte piętro. To dobry trening, pozwala rozładować energię.

Gdy wchodzę do mieszkania, dobiega mnie zapach musaki. Uwielbiam greckie żarcie. Zawsze jak jeżdżę do babci w odwiedziny, wracam trzy kilo cięższy. Mama dobrze gotuje, jednak to babcia Kalista przygotowuje najlepiej tradycyjne greckie potrawy – mezę, horiatiki, souvlaki… Już nie mogę się doczekać, kiedy pojadę do niej w te wakacje. Ostatni raz byłem tam jeszcze przed śmiercią ojca, cztery lata temu. Pogrzeb był w Polsce, ściągnęliśmy więc babcię do nas na kilka dni, ale jej się nie podobało. Wróciła na wyspę szybciej, niż planowaliśmy.

Nie dziwiłem jej się. Grecja to zupełnie inny kraj niż Polska. Większość moich kuzynów na wyspie żyje bez pośpiechu, w ciepełku, na luzaku, według zasady siga-siga. Gdy mam gorszy dzień, zamykam oczy i wyobrażam sobie, że tam jestem. Czuję gorące słońce na klacie, zapach morza i rozgrzany piasek pod stopami, słyszę cykady w gaju oliwnym. Tak właśnie wygląda mój raj. Każdy powinien posiadać własny, którym będzie się odurzał jak amfą w syfiaste, zimne dni. A w Polsce jest takich co najmniej z dwieście pięćdziesiąt. Jak nie deszcz latem, to słota jesienią, w zimie śnieg oraz plucha. Słońce łaskawie przygrzeje w lipcu i w sierpniu, choć też nie zawsze. Nad Bałtykiem w wakacje pizga jak na Syberii i łeb chce upierdolić. Do dupy z taką pogodą, to nie na moje geny. Dlatego, jak tylko dorobię się na Gordianusie, kupuję sobie własną wyspę, zabieram mamę ze sobą i się wyprowadzam.

Mama wita mnie w korytarzu.

– Jesteś wreszcie, synku. – Wyciera ręce w szmatkę kuchenną i daje mi całusa w policzek. Z roku na rok przybywa jej zmarszczek, choć i tak wygląda lepiej, niż kiedy żył ojciec. Widzę po niej, że jest szczęśliwa.

– Sądziłam, że dzisiaj kończysz zajęcia wcześniej.

– Musiałem załatwić coś po drodze.

– Rozumiem. Prosiłam cię tyle razy, żebyś dawał mi znać chociaż SMS-em, że będziesz później. Tyle się słyszy w wiadomościach o wypadkach motocyklowych.

– To nie słuchaj wiadomości, mamo. Będziesz spokojniejsza. – Obejmuję ją ramieniem i idziemy do kuchni.

Serafin siedzi przy stole i przegląda jakiś portal z autami.

– Czołem, Gordianie. – Ściskamy sobie ręce.

Jest w wieku mamy, poznali się na spotkaniu Anonimowych Alkoholików, na które Serafin został zaproszony jako przykład wychodzenia z choroby alkoholowej. Mama zaczęła się leczyć dopiero po śmierci ojca, kiedy wreszcie do niej dotarło, że popijanie jajecznicy na śniadanie wódką z sokiem jabłkowym nie jest normalne. A tak właśnie radziła sobie z problemami, kiedy stary jeszcze chodził po tym świecie. Nigdy jednak nie widziałem jej upitej, rzygającej, nieprzytomnej. Trzymała się zawsze w pionie, wywiązywała z domowych obowiązków, chodziła do pracy w rejestracji w przychodni. Chociaż Bóg jeden wie, jak dawała radę ogarnąć cały ten syf z kartami pacjentów, będąc na ciągłym rauszu. Mama nie pije od prawie czterech lat, Serafin podobno od dziesięciu. Muszę przyznać, że jest porządnym facetem. Nie ma za dużo kasy, pracuje jako sprzedawca samochodów w salonie. W jego przypadku pieniądze nie liczą się aż tak bardzo. Ważne, że Serafin traktuje mamę jak królową. I to jest wystarczający powód, by go szanować. Z początku podchodziłem do niego z dużym dystansem, lecz z czasem się do niego przekonałem. Wiem jednak, że nigdy mu w pełni nie zaufam, wciąż pozostaję czujny, choć nie obsesyjnie.

– Jak ci leci na uczelni? – pyta i zamyka laptopa.

– W porządku, dzisiaj miałem egzamin… – W tej samej chwili przypominam sobie wiadomość od mamy i uzmysławiam, po co tu właściwie dzisiaj przyjechałem. – Chcieliście pogadać.

Mama zerka na Serafina, po czym siada obok niego przy stole. No proszę, dwóch na jednego. Krzyżuję ręce na piersi i patrzę na nich wyczekująco.

– Usiądziesz, Gordi? – prosi mama.

Siadam, chociaż po jej tonie głosu wnioskuję, że obawia się mojej reakcji na to, co za chwilę usłyszę. Nic dziwnego, dwa lata temu, gdy wyznała mi, że zamierza wyjść za mąż za Serafina, wyjebałem przez okno mikrofalówkę, w której właśnie odgrzewała mu obiad. Miałem szczęście, że nie rozwaliłem komuś łba. Dwa nieumyślne spowodowania śmierci w tak krótkim odstępie czasu nie przekonałyby żadnej sędzi, nawet jeśli przeleciałbym ją na milion różnych sposobów.

– Pewnie kojarzysz, że mam córkę – zaczyna Serafin. – Ma na imię Kira i do tej pory mieszkała ze swoją matką w Anglii. Nie mieliście okazji się wcześniej poznać. Była żona nie życzyła sobie, by Kira odwiedzała moją nową rodzinę. – Ujmuje mamę za dłoń i uśmiecha się do niej ciepło. – Miesiąc temu Kira skończyła osiemnaście lat, więc sama może już decydować o sobie. Zaprosiliśmy ją do nas na wakacje… – Zawiesza głos i spogląda na mamę.

– Chcielibyśmy, żeby pomieszkała u nas – mówi mama. – Mógłbyś jej pokazać miasto, może poznać ją ze swoimi znajomymi, planujemy zabrać ją też na wspólny wypad do Grecji. Polecielibyśmy wszyscy, we czwórkę, zatrzymalibyśmy się u Kalisty, już z nią rozmawiałam. Wspominała, że wybierasz się do niej w lipcu i pomyślałam, że to wspaniale się składa. Dawno nigdzie nie byliśmy razem, moglibyśmy spędzić trzy tygodnie jak normalna rodzina, przy okazji poznałbyś lepiej swoją przybraną siostrę…

Już jej nie słucham. Robi mi się gorąco. Mam dwadzieścia cztery lata, mieszkam sam od sześciu lat. Trochę już za późno na udawanie szczęśliwej rodzinki. Spóźnili się o jakieś piętnaście lat. Zamierzam spędzić pierwsze od czterech lat wakacje na wyspie, sam! Babcia na szczęście rozumie, że nie znoszę dzielenia się z kimś przestrzenią przez dłużej niż pół dnia i cenię sobie święty spokój. A oni wyskakują ze wspólnym, rodzinnym wyjazdem. Non stop razem. I jeszcze wmawiają mi, że mam siostrę, że mam ją niańczyć. Zupełnie ich popierdoliło.

Patrzę na nich i czuję, jak litania wulgaryzmów ciśnie mi się na usta. Zaciskam pięści, staram się powstrzymać przed wybuchem. Nie obrażę mamy. Nie obrażam kobiet, nie wyzywam ich, nie ubliżam im, nie jestem taki, jak mój zafajdany ojciec. Mogę je ostro pieprzyć, ale nigdy nie zrobię im przy tym krzywdy. Nienawidzę facetów, którzy obijają swoje laski, sprawiają im ból, znęcają się nad nimi fizycznie i psychicznie. To nie są prawdziwi mężczyźni, tylko zasrani tchórze, których należałoby wykastrować i upierdolić im ręce, żeby nie przynosili wstydu porządnym gościom.

Wstaję i zaczynam chodzić. Ruch zawsze pomagał mi rozładować emocje. Ale kuchnia jest tak mała, że równie dobrze mógłbym dreptać w miejscu. Roznosi mnie, czuję, że muszę się na czymś wyżyć, bo zaraz mnie rozerwie. A że nie mam ochoty oddawać kasy za kuchenne sprzęty i robić przy tym przykrości mamie, postanawiam wynieść się z mieszkania, żeby odreagować.

– Będę za dziesięć minut – rzucam i wybiegam na klatkę schodową.

Wchodzę po drabince, która prowadzi na dach. Otwieram właz i wyskakuję na rozgrzaną papę. Mam nadzieję, że moja miejscówka nadal funkcjonuje. Miałem tu swego rodzaju plac do ćwiczeń – zawieszony worek treningowy, materac, hantle, ławeczkę. Gdy się wyprowadziłem, pozwoliłem młokosom z dołu korzystać ze swojego sprzętu, pod warunkiem, że będą o niego dbać i na zimę chować wszystko do komórki.

Idę po dachu skąpanym w promieniach zachodzącego słońca. Jestem solidnie wkurwiony, przede wszystkim na siebie, że tak mało mi potrzeba, aby stracić nad sobą kontrolę. Poboksuję w worek, to szybko mi przejdzie. Wychodzę zza komina i przystaję.

Jakaś lalka nawala w mój worek. I idzie jej całkiem nieźle. Ma formę, parę w mięśniach. Nawet nie zauważam, kiedy mój gniew się ulatnia, a w jego miejsce pojawia się zaintrygowanie. Dziewczyna ma na sobie czarny strój do kickboxingu – dopasowany top opinający cycki, który odsłania wyrzeźbiony brzuch; krótkie spodenki podkreślające jędrny tyłek i zajebiście długie, choć posiniaczone nogi. Na dłoniach ma rękawice bokserskie, na piszczelach ochraniacze. Brązowe włosy spięła w koński ogon, który podskakuje w rytm jej kroków. Porusza się szybko, zwinnie, ruchy jej rąk świadczą o tym, że bliżej jej do tajskiego, niż amerykańskiego kickboxingu. Idzie jej całkiem nieźle, robi jednak jeden podstawowy błąd.

– Źle oddychasz. Połącz cios z wydechem – mówię.

Przestaje boksować, spogląda w moją stronę. Ma kocie, ciemne oczy i pełne usta. Nie jest jakoś specjalnie ładna, ale mimo to brałbym ją.

– Jogin się znalazł – odzywa się niskim, lekko zachrypniętym głosem, podobnym do tego, jaki ma Salma Hayek. A ja czuję, że mój fiut zaczyna rozpychać się w spodniach.

Dziewczyna wykonuje kopnięcie boczne i wraca do boksowania. Nigdy nie byłem z kobietą, która potrafiłaby walczyć. To mogłoby być ciekawe doświadczenie, znaleźć się w łóżku z kickboxerką. Tym bardziej, że dziewczę jest wysportowane, ma mocne uda, ręce, jest rozciągnięta. Mógłbym z nią wyczyniać cuda. Trafiają mi się dziewczyny z lepszą kondycją fizyczną, które chodzą na jakiś aerobik-srobik, pływają, biegają, ale przy większych seksualnych akrobacjach wymiękają. Zazwyczaj więc w grę wchodzą oklepane pozycje – na huzara, na pieska, na łyżeczkę, misjonarza. Chociaż tej ostatniej zazwyczaj unikam, bo laski za bardzo korci, żeby pójść w ślinę, a ich cycki są płaskie jak blacha. Lubię brać je od tyłu, widzieć ich krągłości, wygoloną cipkę i odbyt. Mam ewidentną słabość do seksu analnego, lecz rzadko która jest na niego chętna.

Ale z tą dupeczką mógłbym zaszaleć – zrobić nożyce, delfina, indyjskie stanie na rękach, G-force albo sześć dziewięć na stojaka.

Wyobraźnia hula mi jak pies spuszczony ze smyczy. Podchodzę do dziewczyny, przyglądając się jej ciosom.

– Aktywniej garda, bo przeciwnik zmiażdży ci twój śliczny nosek – odzywam się, stając obok niej, i momentalnie dostaję cios prosto w nos. Kurwa!

– Tak dobrze? – Uśmiecha się bezczelnie.

Łapię się za kość nosową. Ale mi przyjebała. Gdyby była mężczyzną, już by leżała połamana. Poprawka: gdyby była mężczyzną, nie dostałbym w pysk. Nigdy nie tracę czujności przy facetach, tym bardziej przy tych, którzy potrafią walczyć.

– No, przyznam, że wzięłaś mnie z zaskoczenia. Jeden zero dla ciebie – odpowiadam i ruszam nosem.

– Moja rada dla ciebie na przyszłość: aktywniej garda, bo przeciwnik zmiażdży ci twój śliczny nosek – mówi tym swoim seksownym głosem, omija mnie i podchodzi do komina, pod którym leży sportowa torba. Dziewczyna zdejmuje rękawice i wyciera się ręcznikiem. Kropelka potu spływa jej po plecach w dół do rowka, a ja mam ochotę ściągnąć jej majtki i ostro ją wylizać.

– Mieszkasz tutaj? – pytam, patrząc, jak upija łyk wody, a po nim kolejny.

– Powiedzmy.

– Od dawna?

– Nie.

Jaka rozmowna. Chyba muszę ją trochę podkręcić, bo inaczej będziemy stać tu do rana.

– Masz ochotę na trening we dwoje? – proponuję i unoszę sugestywnie brew.

Upija kolejny łyk wody, po czym spogląda na mnie i mruży oczy. Ma nieziemskie spojrzenie. Zmysłowe, a jednocześnie bystre i przenikliwe. Instynkt podpowiada mi, że to nie jest przeciętna dziewczyna. Mój mózg i penis są co do tego zgodni, a to już coś znaczy.

Dziewczyna wrzuca butelkę do torby, ściąga ochraniacze z nóg.

– Chcesz to zrobić tutaj? – pyta i podchodzi bliżej.

– Może być tutaj. Nie jestem wybredny. – Uśmiecham się i wyciągam rękę, by przyciągnąć ją do siebie.

W tym samym momencie ona robi wykop i odtrąca moje ramię. Kurwa mać! Nie wierzę, że znowu dałem się podpuścić. Tak to jest, jak się myśli pałą, zamiast głową.

– Dwa zero dla mnie. Chciałeś trenować, to trenuj. – Stawia gardę. Nie uśmiecha się, ale widzę w jej oczach zadziorną iskrę.

Ta mała sobie ze mną pogrywa. Mam ochotę sprać ją na kwaśnie jabłko, ale tego nie zrobię. Nie biję kobiet, nawet jeśli one tego chcą. Rzecz jasna, niewinne klapsy w pośladek podczas ruchania się nie liczą. One są do podgrzania atmosfery.

– Nie uderzę cię – odpowiadam.

Przechyla głowę, jakby nie do końca rozumiała.

– To jak chcesz walczyć?

Patrzę na nią i zastanawiam się, czy udaje, czy się ze mnie nabija, a może na serio pomyślała, że chcę z nią trenować kickboxing?

Trzyma wysoko gardę, jak gdyby czekała, aż zadam cios.

– Wiesz… – Przesuwam dłonią po karku, nie spuszczając z niej wzroku, i stawiam kolejny krok w jej stronę. – Nie trzeba zadawać ciosu, żeby kogoś powalić na ziemię. – Jej oczy się rozszerzają, lecz zanim zdąży zareagować, kucam, łapię ją hakiem za udo, podnoszę do góry i podcinam nogę, na której stoi. Dziewczyna opada z jękiem na plecy, a ja wprost na nią. Oddychamy szybko, patrząc sobie w oczy. Jej usta są rozchylone, oczy lśnią, klatka piersiowa faluje. Czuję, jak jej piersi ocierają ją o mój tors. Mam fiuta twardego jak skała. Już jest moja.

– Dwa jeden. – Łapię ją za nadgarstki i kładę dłonie po bokach jej twarzy. Nie opiera się, wręcz przeciwnie. Wyczuwa mój zwód i ociera się o mnie, unosząc lekko biodra. Pozwalam na to, zwalniając odrobinę nacisk. Przesuwam rękę na jej biodro i łapię za pośladek. Jest jędrny, twardy, zupełnie jak mój kutas, który najchętniej wyskoczyłby już ze spodni. Robię machinalny ruch, nacierając na jej cipkę. Ona unosi biodra, obejmuje mnie nogami… Aż nagle przekręca się, wykorzystuje siłę przerzutu, i już siedzi na mnie okrakiem, uśmiechnięta od ucha do ucha.

– Trzy jeden dla mnie – mówi.

Jej twarz promienieje. Zmieniam zdanie, jest całkiem ładna.

– Wolisz być na górze? – Kładę ręce na jej biodrach i ocieram się fiutem o jej krocze.

Ale jej to nie rusza, a przynajmniej nic nie daje po sobie poznać. Po prostu siedzi na mnie i się śmieje.

Pierwszy raz trafiam na taki przypadek. A może źle ją wyczułem?

– Nie jarają cię faceci? – pytam wprost.

Ściąga brwi, jakby nie rozumiała.

– Wolisz trenować z dziewczynami?

Przygląda mi się, nic nie odpowiadając.

– Jesteś lesbijką?

Przewraca oczami.

– Nie, ale gdy spotykam facetów takich jak ty, mam ochotę nią zostać. – Schodzi ze mnie, wstaje i odchodzi w stronę komina.

– Takich jak ja, czyli jakich? – Obracam się i podążam wzrokiem za jej kształtnym tyłkiem.

Mam przesrane. Wiem, że nie przestanę myśleć o tej lasce, dopóki jej nie zdobędę. A to pewnie będzie wymagało czasu. Póki co, muszę sam sobie zwalić konia albo zadzwonić po pomoc, bo mi zaraz jaja rozerwie.

– Zboczeńców, którzy myślą tylko o jednym. – Zakłada torbę na ramię i idzie w stronę włazu.

No, teraz to pojechała po całości. Wstaję i idę w jej stronę.

– Ej, żeby była jasność, nie jestem zboczeńcem. – Łapię ją za ramię.

Patrzy mi prosto w oczy, wygląda na poirytowaną.

– Wszyscy zboczeńcy tak myślą. A na widok dziewczyny ubranej w coś skąpszego niż hidżab od razu im staje. Wkładają sobie rękę w gacie, drugą podnoszą do góry i wołają: halo, nie jestem zboczeńcem!

Bzdury. Nie zamierzam wchodzić z nią w tę chorą dyskusję, ktoś jej nieźle musiał zaleźć za skórę. Dzisiaj dam jej już spokój. Muszę tylko sprawdzić, pod którym numerem mieszka, żeby zagadać do niej za kilka dni, jak ochłonie i zrozumie, co straciła.

Kiedy schodzi z dachu, idę za nią i dołączam do niej na korytarzu. Nie mówię nic, tylko patrzę, dokąd pójdzie.

I w tej samej chwili mama wychodzi na klatkę.

– O, tu jesteś – mówi zaskoczona. Patrzy na mnie, później na dziewczynę i się uśmiecha. – Widzę, że już się poznaliście. Kiro, zaraz podaję obiad. Gordianie, możesz pomóc Serafinowi przestawić łóżko w twoim pokoju, żeby twoja siostra miała gdzie położyć rzeczy?

Wpatruję się w mamę i, kurwa, nie wierzę. Czy to jakiś chory żart? Przetwarzam raz jeszcze to, co powiedziała przed momentem. Zerkam na dziewczynę, a ona na mnie. Oczy ma wielkie, usta rozchylone. Wygląda na równie zaskoczoną jak ja.

– No co tak stoicie? Wchodźcie. – Mama znika wewnątrz mieszkania.

Patrzę jeszcze raz na dziewczynę, po czym przesuwam dłońmi po twarzy.

Ja pierdolę, co za niefart. Teraz na bank już jej nie przelecę. A mogło być tak pięknie.

Trudno. Po obiedzie znajdę sobie inne pocieszenie.

Wskazuję ręką na drzwi:

– Siostro, ty pierwsza.