Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Gorący weekend w górach ebook

Sandra Hyatt

(0)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Gorący weekend w górach - Sandra Hyatt

Młody książę poszukuje idealnej żony. Danielle St. Claire, jego wieloletnia przyjaciółka, przekonuje go, że kobieta ideał nie istnieje. Podczas wspólnego weekendu Adam zastanawia się, jakie cechy musiałaby mieć jego ukochana. I dochodzi do wniosku, że takie jak Danielle... której jednak nie wolno mu poślubić!

Opinie o ebooku Gorący weekend w górach - Sandra Hyatt

Fragment ebooka Gorący weekend w górach - Sandra Hyatt

Sandra Hyatt

Gorący weekend w górach

Tłumaczenie: Grażyna Woyda

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Zachowaj spokój i rób swoje. Danni St. Claire widziała gdzieś ten slogan i uznała go za bardzo trafny.

Chcąc rozluźnić mięśnie dłoni, poruszyła palcami, a potem znów zacisnęła je na kierownicy.

Pasażerowie limuzyny oddzieleni od kierowcy grubą szybą nie zwracali na nią uwagi. Tego dnia miała odwieźć Adama Marconiego, następcę tronu europejskiego księstewka San Philippe, i jego piękną towarzyszkę pod wskazane przez nich adresy.

Najbardziej zależało jej na tym, aby Adam nie zorientował się, że to ona siedzi za kierownicą. Było to trudne, ale możliwe. Wymagało od niej milczenia, z czym często miewała kłopoty.

Mocniej nasunęła na czoło szoferską czapkę ojca.

– Zlecenie o delikatnym charakterze – stwierdził rzecznik pałacu, a ona wiedziała, że ojciec wolałby, aby nie trafiło się ono Wrightsonowi, człowiekowi, którego uważał za rywala w walce o stanowisko głównego kierowcy księcia.

Danni nadal posiadała wszystkie odpowiednie uprawnienia, bo prowadziła już samochody pałacu w czasach, w których zarabiała na studia. Od tej pory ani razu nie widziała Adama.

Nie miała zresztą pojęcia, że tego wieczoru będzie wiozła właśnie jego. Kiedy przyjęła zlecenie, była przekonana, że będzie kierowcą jego wybranej na ten wieczór partnerki, pięknej i eleganckiej pracownicy Fundacji Fulbrighta. Potem jednak okazało się, że ma odwieźć do domu nie tylko tę kobietę, ale również księcia. Podejrzewała, że ma to jakiś związek z „delikatnym charakterem” zleconego jej zadania.

Była głodna. Nie zdążyła zjeść kolacji, a ojciec nigdy nie trzymał w schowku kanapek. Wiedziała, że w niewielkiej lodówce, do której mają dostęp pasażerowie, znajduje się bogaty wybór przysmaków, nie mogła jednak prosić o to, by ją nimi poczęstowali. Byłoby to co najmniej niestosowne. Musiała zadowolić się paczką miętówek, którą miała w kieszeni.

Gdy stanęli na czerwonym świetle, zerknęła w lusterko, by zobaczyć, co dzieje się za jej plecami, i wzniosła oczy do nieba. Jeśli pałac wspominał o „delikatnym charakterze” zadania, gdyż bał się, że na tylnym siedzeniu może dojść do naruszenia moralności, to jego obawy były bezzasadne. Adam i jego towarzyszka prowadzili ożywioną rozmowę. Mieli tak poważne miny, jakby rozstrzygali o losach świata. Może tak było istotnie. Może tym właśnie zajmują się podczas randek książęta i naukowcy. A Denni powinna być chyba zadowolona, że ktoś na świecie myśli nie tylko o tym, co znajdzie w lodówce po powrocie do domu.

Czuła się jednak trochę zawiedziona. Zawsze sądziła, że młodzi ludzie spotykają się po to, aby przyjemnie spędzać czas, a nie po to, by rozprawiać o sprawach wyższej wagi. Tymczasem jej pasażerowie przypominali członków sądu najwyższego, mających właśnie wydać wyrok.

Westchnęła, zdawszy sobie sprawę, że nie ma pojęcia o zwyczajach panujących w wyższych sferach. W świecie Adama, do którego nie miała wstępu, wszystko zapewne wyglądało inaczej. Młody książę nawet jako nastolatek sprawiał zawsze wrażenie, jakby dźwigał na barkach ciężar problemów świata. Traktował swoje obowiązki bardzo poważnie. Jej zdaniem zbyt poważnie.

Wiedziała też, że Adam rozgląda się za życiową partnerką i że jedną z potencjalnych kandydatek na jego żonę jest siedząca obok niego młoda kobieta.

Miał już trzydzieści jeden lat, a media donosiły, że jego ojciec i kraj oczekują od niego troski o interes państwa. Czyli tego, że się ożeni, ustatkuje i spłodzi potomków – najlepiej płci męskiej – zapewniając w ten sposób ciągłość rodu panującego.

Dla Adama znalezienie odpowiedniej partnerki oznaczało umawianie się na randki, romantyczne kolacje, takie jak ta dzisiejsza, w obracającej się restauracji, która górowała nad nową dzielnicą miasta.

Być może zamiast rozwodzić się nad Adamem, Danni powinna spróbować zdobyć kilka wskazówek dotyczących zachowania kobiety na randce. Zerknęła w lusterko wsteczne. Oczywiście ważne było, żeby siedzieć prosto, zadbane ręce z polakierowanymi paznokciami trzymać skromnie splecione na kolanach, uprzejmie się uśmiechać, od czasu do czasu trzepotać długimi rzęsami i lekko przechylać głowę, odsłaniając smukłą szyję.

Kogo chcesz nabrać? – spytała się w duchu. Przecież nie trzepoczesz rzęsami, a przy twoim trybie życia lakierowanie paznokci byłoby stratą czasu i pieniędzy.

Ponownie zerknęła w lusterko, by potwierdzić swoją dobrą opinię o siedzącej z tyłu parze. Drugi rzut oka upewnił ją, że Adam istotnie ma na kolanach otwarty laptop i wraz ze swoją towarzyszką wpatruje się w jego ekran.

– To idealny sposób na uwodzenie kobiety, Adam – mruknęła z przekąsem.

Chyba nie usłyszał tego, co powiedziałam, pomyślała. Przecież dzieli nas gruba szyba, a mój głośnik jest wyłączony. Adam uniósł głowę i przez ułamek sekundy patrzył na jej odbicie w lusterku. Danni zagryzła zęby. Na szczęście nie dostrzegła w jego oczach widocznych dowodów na to, że ją rozpoznał. Omiótł ją wzrokiem, jakby była niewidzialna lub nie miała dla niego większego znaczenia.

– To dobrze – mruknęła pod nosem.

Doskonale wiedziała, że nie powinna być kierowcą Adama, bo zabronił jej to robić. Prawdę mówiąc, to nie był oficjalny zakaz. Adam dał jej tylko do zrozumienia, że już nie chce, aby go woziła, a w kręgach pałacowych było to równoznaczne z oficjalnym zakazem.

Choć w istocie żadna rozsądna osoba nie potępiłaby jej za incydent z kawą. Wybój na drodze był nie do uniknięcia. Cicho westchnęła. Poza tym ta praca wcale nie była jej potrzebna. Musiała kontynuować naukę, a w dodatku była członkiem zespołu zabiegającego o sprowadzenie do San Philippe wyścigów samochodowych z cyklu Grand Prix.

Nagle przypomniała sobie, że przecież ojciec potrzebuje tej pracy. Dla dobrego samopoczucia oraz po to, by mieć jakiś cel w życiu, nie wspominając o pieniądzach. Będąc blisko wieku emerytalnego, zaczął bać się, że ktoś może go zastąpić na posadzie, która nadawała sens jego istnieniu, na stanowisku, które przed nim zajmował jego ojciec, a jeszcze wcześniej – dziadek.

Danni nie spojrzała już więcej w lusterko, a w każdym razie nie na siedzącą z tyłu parę. Pocieszała się myślą, że Adam nieoficjalnie zakazał jej prowadzić swoją limuzynę pięć lat temu. Miało to miejsce w czasie jej przerwy wakacyjnej. Była pewna, że w tym czasie miał na głowie wiele ważniejszych spraw i już o tym zapomniał. No i niewątpliwie jej to wybaczył. Poza tym od tamtej pory w ogóle się nie widywali i stał się dla niej kimś zupełnie obcym.

Prowadziła limuzynę, nie jadąc na skróty, i w końcu zatrzymała się pod portykiem najlepszego hotelu w San Philippe.

– Proszę tu zaczekać – polecił jej Adam niskim głosem, przywykłym do wydawania komend.

Boy hotelowy otworzył tylne drzwi i z limuzyny wysiadł Adam w towarzystwie niezwykle eleganckiej, długonogiej partnerki imieniem Clara.

„Proszę tu zaczekać” może oznaczać wszystko. Od trzydziestu sekund do trzydziestu minut, a nawet kilku godzin.

Adam poszedł odprowadzić Clarę do jej apartamentu. Danni nie miała pojęcia, czy to jest ich pierwsza, druga czy może już kolejna randka. Nie wiedziała, czy Clara zaprosi go do środka. Być może dojdzie do tego, że rozwiąże mu krawat, a potem zsunie z niego marynarkę i zaciągnie go do sypialni. Po drodze będzie go całować tak namiętnie, że on przestanie myśleć i zacznie czuć. Wsunie palce jednej dłoni w jego ciemne włosy, a drugą zacznie gładzić go po umięśnionym torsie.

Dosyć tego! – upomniała się w myślach.

Danni dorastała w posiadłości pałacowej, więc mimo że była młodsza od Adama o pięć lat, niekiedy bawili się razem, tak jak inne dzieci mieszkające na tym terenie. Był taki okres, kiedy uważała go niemal za przyjaciela, za sprzymierzeńca, a niekiedy nawet za opiekuna i obrońcę. Nic więc dziwnego, że nie mogła traktować go jak członka rodziny panującej, choć pewnego dnia miał rządzić krajem. I doskonale wiedziała, że nie wolno jej wyobrażać go sobie bez koszuli. Zdawała też sobie sprawę, że w wyobraźni mogłaby z łatwością posunąć się znacznie dalej.

Osunęła się na fotelu, włączyła sprzęt stereo i przesunęła daszek czapki na oczy, chcąc zasłonić je przed światłem padającym z hotelu. Prowadzenie limuzyny rodziny królewskiej miało swoje dobre strony. Jedną z nich było to, że nikt nie mógł jej kazać stąd odjechać.

Podskoczyła nerwowo, słysząc, że ktoś otwiera tylne drzwi.

– Do diabła! – wyszeptała. – Nie było go zaledwie kilka minut. – Stuknęła palcem w przycisk, wyłączając magnetofon.

Adam usiadł z tyłu. Był zupełnie spokojny. Nic nie wskazywało na to, że się pocałowali. Danni potrząsnęła głową i ruszyła. Wiedziała, że nie powinno jej to interesować.

Kiedy po chwili zerknęła w lusterko, zobaczyła, że Adam siedzi z przechyloną do tyłu głową i zamkniętymi oczami. W ciągu piętnastu minut odwiozę go do pałacu, a potem będę już wolna, pomyślała. Ojciec obiecał mi, że jutro wróci. Nikt nie może dowiedzieć się, że go zastępowałam.

W końcu, po upływie kwadransa, minęła bramę i jechała w stronę pałacu. Minutę później zatrzymała limuzynę przed skrzydłem, które zajmował Adam. Stanęła tak, że tylne drzwi znalazły się dokładnie naprzeciwko wejścia.

Jej uśmiech przygasł, kiedy służący, który powinien otworzyć Adamowi drzwi, nie zjawił się i nie dopełnił swojego obowiązku.

Adam spał, więc nie mógł zrobić tego sam. Nie pozostało jej nic innego, jak wysiąść, podejść do tylnych drzwi i je uchylić, a potem stanąć za nimi, odwracając twarz. Miała nadzieję, że hałas i ruch otwieranych drzwi obudzą jej pasażera. Odczekała kilka sekund, a potem zajrzała do wnętrza samochodu.

Jej serce dziwnie łomotało. Adam nadal miał zamknięte oczy, zaskakująco łagodny wyraz twarzy, zmysłowe usta i niezwykle gęste rzęsy. Wokół niego unosił się cudowny zapach. Odczuła wielką ochotę, by pochylić się nad nim i głęboko wciągnąć powietrze.

– Adam – powiedziała szeptem.

W tej chwili wolałaby zwracać się do niego „sir” lub „wasza wysokość”, ponieważ nagle poczuła potrzebę zachowania stosownego dystansu, nie chcąc myśleć w nieodpowiedni sposób o prawowitym następcy tronu. Adam jednak stale nalegał, by członkowie jego personelu, zwłaszcza ci, którzy z nim dorastali w kręgach pałacowych, zwracali się do niego po imieniu.

Starał się być księciem nadążającym za postępem czasu. Skrycie myślała, że pewnie czułby się bardziej szczęśliwy i swobodny sto albo dwieście lat wstecz.

– Adam – powtórzyła, usiłując mówić nieco głośniej, ale jej głos zabrzmiał jak ochrypły szept.

Odchrząknęła. Wiedziała, że powinna go obudzić. Pochyliła się nad nim jeszcze bardziej, chcąc po raz kolejny do niego przemówić. Znała go przez większą część swojego życia, ale pięć lat rozłąki i jego tytuły wyraźnie ich rozdzieliły.

Adam gwałtownie otworzył oczy, wbił w nią wzrok i na chwilę spochmurniał.

– Czy mogę w czymś pomóc? – spytał głosem, w którym dało się słyszeć nutkę rozbawienia.

– Owszem. Może pan mi pomóc, budząc się i wysiadając z mojego samochodu – odparła, czując, że po plecach przechodzi jej dziwny dreszcz.

– Z twojego samochodu, Danielle? – zapytał.

– Z twojego. Ale to ja muszę odprowadzić go do garażu – odburknęła.

Ojej! Zdecydowanie nie powinna odpowiadać księciu takim tonem. Takie zachowanie jest stanowczo niestosowne.

Jej szorstka riposta musiała jednak przypaść mu do gustu, bo kąciki jego ust wyraźnie zadrgały. Niestety, trwało to zbyt krótko.

Danni nerwowo przełknęła ślinę. Doskonale wiedziała, że powinna spuścić z tonu. I to natychmiast.

– Dotarliśmy do pałacu. Mam nadzieję, że spędził pan przyjemny wieczór – oznajmiła bezbarwnym tonem, trzymając się protokołu.

Adam wysiadł, wyprostował się i spojrzał jej w oczy zamyślonym wzrokiem.

– Bardzo. Dziękuję – odrzekł.

– Naprawdę? – Skrzywiła się z niesmakiem.

Adam zmrużył oczy i spojrzał na nią pytającym wzrokiem, w którym dostrzegła cień zarzutu.

Gorąco pragnęła, by zniknął w pałacu. Wtedy mogłaby zatrzasnąć drzwi limuzyny, odjechać i coś zjeść. Ale Adam ani drgnął. Stał nieruchomo i milczał. Sytuacja zrobiła się kłopotliwa i napięta.

Gdyby tylko zechciał sobie pójść, pomyślała.

– Nie wiedziałem, że znów u nas pracujesz. Myślałem, że jesteś w Ameryce – oznajmił, patrząc na nią.

– Byłam tam przez jakiś czas, ale wróciłam – powiedziała, przypominając sobie, że przyjechała trzy i pół roku temu. – To jest tylko dorywcza praca, właściwie jedynie na dzisiejszy wieczór. Teraz mieszkam u taty, któremu coś wypadło… – Wstrzymała oddech, zastanawiając się, czy Adam pamięta o zakazie prowadzenia przez nią jego limuzyny. A poza tym, czy to teraz ma znaczenie?

Adam kiwnął głową ze zrozumieniem.

– Czy nic mu nie jest? – spytał.

– Absolutnie nic. Po prostu zachorował jego przyjaciel. Tata wróci jutro.

– To dobrze. – Odwrócił się, zamierzając ruszyć w stronę pałacu, ale po chwili przystanął.

– Coś ty powiedziała?

– Że wróci jutro.

– Nie o to mi chodzi. Wcześniej, gdy prowadziłaś samochód.

– Nie pamiętam – skłamała.

– To było wtedy, kiedy wyciągnąłem laptopa, chcąc pokazać mojej partnerce wykres przedstawiający rozmieszczenie lawy po wybuchu wulkanu na wyspie Ducal w tysiąc trzechsetnym roku…

Danni przewróciła oczami.

– Chodziło mi o to, że… Po prostu, powiedziałam do siebie, że „To idealny sposób na uwodzenie kobiety, Adam”. Pokazywanie jej wykresu, przedstawiającego rozmieszczenie lawy…

Jego twarz stała się lodowata.

– No, no, Adam! Nigdy nie byłeś taki sztywny.

Poznała go, gdy był dorastającym chłopcem. Później zaczęła dostrzegać ukrytego w nim całkiem innego mężczyznę, gdy zapominał, choć na krótko, kim ma być, i zachowywał się w sposób naturalny.

Teraz było inaczej.

Adam zmarszczył brwi, ale Danni nie była w stanie się powstrzymać.

– Która kobieta chciałaby na randce rozmawiać o lawie i formacjach skalnych? – zapytała.

Adam jeszcze bardziej zmarszczył brwi.

– Clara jest naukowcem związanym z Fundacją Fulbrighta. Studiowała geologię. I była tym bardzo zainteresowana.

– Być może. Ale z pewnością mogła przeczytać o tym w podręczniku. Wspaniale, że zaplanowałeś wykład na ten temat, ale to nie jest wcale romantyczne. Nawet nie spojrzałeś jej w oczy, bo patrzyłeś na ekran. Czy choć pocałowałeś tę kobietę, kiedy odprowadziłeś ją pod drzwi apartamentu?

– To chyba nie jest twoja sprawa, ale tak… owszem, pocałowałem ją.

Kiedy na niego spojrzała, wydał jej się jeszcze wyższy. Nie dała jednak się zastraszyć.

– Jakiś przelotny pocałunek, tak?

– A ty uważasz się za eksperta od pocałunków i romansów? A co byś zasugerowała? Może dyskusję na temat szczegółów technicznych bentleya?

Danni postąpiła krok do tyłu. Lubiła samochody i nic nie mogła na to poradzić, nawet jeśli Adam, który – jak dobrze wiedziała – również je lubił, traktował to u kobiety jako wadę.

– Nie. Wcale nie uważam się za eksperta od romansów, ale jestem kobietą…

– Czy jesteś tego pewna?

Tym razem nawet nie próbowała ukryć zażenowania. Zrobiła kolejny krok do tyłu. Słyszała bicie własnego serca. Zacisnęła mocno zęby.

Jej uniform składający się z ciemnej marynarki oraz spodni był zaprojektowany i przeznaczony dla mężczyzny, a potem przerobiony na nią, jedynego kierowcę kobietę. Dobrze na niej leżał, ale nie był wcale kobiecy. I w niczym nie przypominał stonowanej różowej sukni Clary, która podkreślała jej bujne kształty. Danni zawsze miała w sobie coś z chłopczycy i wolała praktyczne wygodne stroje. Ale była też osobą wrażliwą i dumną, Adam zaś ją właśnie zranił. Adam, którego zdanie nie powinno mieć dla niej większego znaczenia, choć najwyraźniej wcale tak nie było…

Patrzył na nią z zaskoczeniem, na jego twarzy odmalowało się poczucie winy. Wyciągnął do niej rękę, ale po chwili ją opuścił.

– Danni, nie to miałem na myśli. Chodziło mi o to, że nadal widzę w tobie dziecko. Wciąż zaskakuje mnie, że jesteś już na tyle dorosła, aby mieć prawo jazdy.

Wyrzuciła z duszy urazę, próbując zachować się lekceważąco.

– Prawo jazdy zrobiłam dziesięć lat temu. A ty nie jesteś dużo starszy ode mnie.

– Wiem o tym. Czasami tylko tak mi się wydaje…

– To prawda – przyznała, stwierdzając w duchu, że Adam zawsze sprawiał wrażenie starszego.

Westchnął i zamknął oczy, ale po chwili je otworzył.

– Nie mam wątpliwości, że jesteś wspaniałą kobietą, ale to nie upoważnia cię do udzielania mi porad w sprawie randek. Znałem wystarczająco dużo istot płci przeciwnej.

– Jestem tego pewna – odparła spokojnym głosem.

Podobno ostatnio był ich cały sznur, dodała w myślach. Wszystkie były piękne, inteligentne i światowe. Wiele przemawiało za tym, by któraś z nich zajęła miejsce u boku przyszłego monarchy. Adam jednak rzadko umawiał się z tą samą kobietą dwa razy. A nigdy, o ile wiedziała, po raz trzeci.

– Danielle, przepraszam. Szczerze. I dziękuję za usługi, które wyświadczyłaś mi dziś wieczorem. W przyszłości nie będę ich od ciebie wymagał.

Znów mnie wylał z pracy, pomyślała, czując się dotknięta jeszcze następnego wieczoru, kiedy wraz z ojcem jedli minestrone, siedząc przed kominkiem. Zupa i film należały do ich niedzielnej tradycji.

Gdy skończyli posiłek, usadowili się przed telewizorem. Na niskim stoliku stała duża miska pełna prażonej kukurydzy, a płyta z lekką komedią przygodową czekała, by wsunąć ją do odtwarzacza DVD i nacisnąć guzik.

Kiedy Danni była w San Philippe, zwykle wieczory spędzała u siebie, ale teraz w jej mieszkaniu przeprowadzano remont, więc tydzień temu przeniosła się do ojca. Podjęła decyzję, że opowie mu o tym, co wydarzyło się poprzedniego wieczoru.

Ojciec jako główny kierowca ma prawo wiedzieć, co wtedy zaszło, ale ona nie była w stanie mu tego powiedzieć, bo poza tym, że pełnił funkcję głównego kierowcy, to w dodatku był jej ojcem, a nie chciała go zawieść. Nie lubiła nie spełniać oczekiwań człowieka, który tak wiele dla niej zrobił, a wymagał tak mało.

Nagle przyszła jej do głowy myśl, że jeśli zachowa to w tajemnicy, ojciec nigdy się o tym nie dowie. Poza tym przecież nie będzie już woziła Adama.

Niespodziewanie usłyszeli trzy gwałtowne stuknięcia do drzwi. Spojrzeli na siebie pytająco. Ojciec zamierzał wstać, ale Danni powstrzymała go ruchem ręki.

– Zostań. Ja otworzę – powiedziała.

Goście rzadko tu przychodzili. Ojciec mieszkał w dawnej stróżówce, stojącej na terenie pałacowego parku. Jego znajomi nie mogli wpadać do niego bez uprzedzenia.

Danni otworzyła drzwi, pewna, że ujrzy na progu któregoś z przyjaciół ojca.

Ale się myliła.

ROZDZIAŁ DRUGI

– Adam! – zawołała, nie ukrywając zaskoczenia.

Czy przyszedł tu w sprawie dotyczącej wczorajszego wieczoru, czy też jakichś innych, związanych ze mną problemów? – spytała się w myślach.

– Danielle – zaczął Adam z nieodgadnioną miną – chciałbym z tobą porozmawiać. Czy mogę wejść?

Wahała się przez chwilę, potem cofnęła się i wpuściła go do przedpokoju. Mimo że instynkt i duma wołały, aby tego nie robiła, nie wypadało mu odmówić. To wszak następca tronu. O ile pamiętała, po raz ostatni Adam zawitał w domu jej ojca piętnaście lat temu. Przyszedł wtedy z Rafe’em, by zaproponować jej uczestnictwo w meczu baseballowym, który właśnie organizowali.

Adam wszedł do niewielkiego przedpokoju. Wokół niego unosił się dyskretny zapach, który przypomniał Danni wczorajszy wieczór. W tym momencie usłyszała, że ojciec wstaje z kanapy, która stała w salonie za jej plecami.

– Dobry wieczór – powitał go Adam z uśmiechem. – To nic ważnego. Chciałem zamienić słowo z pana córką, jeśli można.

– Oczywiście – odparł ojciec. – Ja w tym czasie zajrzę do warsztatu.

Danni nie chciała, by ojciec usłyszał to, co Adam miał jej do przekazania. Nie chciała też, by ojciec sobie poszedł, bo w jego obecności mogła powstrzymać Adama od wyjaśnienia, co go tu sprowadziło.

– Czy pracuje pan nad kolejnym projektem? – zapytał Adam.

Twarz ojca rozjaśnił szeroki uśmiech.

– Tak, to będzie model samolotu. Tiger Moth. Powinien być gotowy za kilka miesięcy.

Mężczyźni uśmiechnęli się do siebie.

Niedługo po tym, jak pięcioletnia Danni i jej ojciec wrócili do San Philippe, pan St. Claire dostał w spadku wraka starego samochodu marki Bugatti model 49.