Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Gorący płomień pożądania ebook

Maureen Child

(0)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Gorący płomień pożądania - Maureen Child

 

„Zawsze była panienką z dobrego domu. Mężczyźni traktowali ją jak dobrą przyjaciółkę albo zakonnicę. Ten wieczór jednak był zupełnie inny. Pod wpływem Lucasa poczuła siłę zmysłów. I uświadomiła sobie, że może być obiektem pożądania. Kiedy Lucas przesuwał dłońmi po jej plecach i karku, drżała z tłumionej namiętności, ale pragnęła czegoś więcej…”

Opinie o ebooku Gorący płomień pożądania - Maureen Child

Fragment ebooka Gorący płomień pożądania - Maureen Child

Maureen Child

Gorący płomień pożądania

Tłumaczenie: Andrzej

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Czegoś takiego nie widuje się codziennie!

– O czym ty mówisz? – Lucas King wyszedł na szeroki taras i wręczył młodszemu bratu puszkę piwa. Czekając na odpowiedź, podziwiał przez chwilę widok, którego głównym walorem był rozciągający się po drugiej stronie bulwaru Pacyfik. Zachodzące słońce nasączało ciemny błękit wody rozbłyskami złota i czerwieni. Lucas usiadł w wiklinowym fotelu i wypił łyk piwa.

– O tym. – Sean uśmiechnął się szeroko i wyciągnął rękę. – Popatrz, co się zatrzymało pod domem sąsiadów.

Lucas odwrócił głowę we wskazanym kierunku i szeroko otworzył oczy. Przed sąsiednim budynkiem zaparkowana była granatowa furgonetka, której dach zdobił olbrzymi rondel.

– Co to…?

– Przeczytaj napis z boku na karoserii. – Sean się zaśmiał.

-„Nauka gotowania w domu klienta”. – Lucas potrząsnął głową. – Ktoś widocznie uważa, że jaskrawożółte litery na granatowym tle za mało rzucają się w oczy, więc postawił na dachu ten gigantyczny garnek.

– Który w dodatku pogarsza aerodynamikę karoserii – wtrącił ze śmiechem Sean.

– I wygląda idiotycznie – dodał Lucas, zastanawiając się, kto może być do tego stopnia pozbawiony ambicji, by zasiąść za kierownicą tak dziwacznego pojazdu. – Jak można prowadzić firmę w tak głupi sposób?

– Hm – mruknął Sean, kiedy drzwi furgonetki się otworzyły i osoba siedząca za kierownicą wysiadła. – Nie wiem, kim ona jest, ale chętnie wziąłbym u niej kilka lekcji obojętnie czego.

Lucas westchnął i ponownie skierował wzrok na ocean. Sean zawsze był gotów znaleźć w swym życiu miejsce dla kolejnej kobiety. Gdyby miał szanse spędzić choćby pięć minut w towarzystwie właścicielki tego garnka, zacząłby od razu namawiać ją na zorganizowanie wspólnego weekendu, pomyślał z irytacją. No cóż, ma prawo postępować tak, jak mu się podoba. Ja wolę ład i porządek.

Nie słuchając komentarzy brata, zignorował opisywaną przez niego kobietę i skupił uwagę na rozciągającym się aż do horyzontu bezkresie wody. Właśnie dlatego lubił mieszkać w tym miejscu. Co wieczór wychodził na taras, sączył piwo, zachwycał się widokiem i zapominał na chwilę o całym świecie. Ale zwykle był sam i nie musiał słuchać gadaniny brata.

Tutaj nie musiał być szefem firmy budowlanej King Construction. Nikt nie zapraszał go na zebranie zarządu i nie zawracał mu głowy sprawą pozwoleń na tę czy inną budowę. Nie musiał rozmawiać z przejętymi swą rolą klientami ani zmuszać się do pośpiechu.

Mimo to lubił swoją pracę. Wraz z braćmi – Seanem i Rafe’em – rozbudował rodzinną firmę tak skutecznie, że stała się ona największym przedsiębiorstwem budowlanym na zachodnim wybrzeżu Stanów. Ale od czasu do czasu lubił spokojnie posiedzieć w domu i nie myśleć o sprawach zawodowych.

– Zawsze podobały mi się blondynki – oznajmił Sean. – A szczególnie wysokie blondynki.

– Blondynki, brunetki, rude – parsknął ze śmiechem Lucas. – Twój problem polega na tym, że podobają ci się wszystkie kobiety świata.

– Tak myślisz? W takim razie powiem ci, na czym polega twój problem. Na tym, że jesteś cholernie wybredny. Kiedy po raz ostatni spotkałeś się z kobietą, która nie była naszą klientką? – Sean wstał z fotela i oparł się o metalową barierę tarasu.

– To nie twoja sprawa – mruknął Lucas.

– Aż tak dawno? Nic dziwnego, że jesteś taki drażliwy. – Sean wypił kolejny łyk piwa. – Potrzebujesz kobiecej opieki, a jeśli masz odrobinę oleju w głowie, to spojrzysz na tę dziewczynę i zechcesz ją poznać.

Lucas westchnął, wiedząc dobrze, że brat nie podda się i nie zechce zmienić tematu.

– To nie wchodzi w rachubę – odparł stanowczym tonem, wiedząc, że musi ustąpić i spojrzeć na tajemniczą nieznajomą. Wstał z fotela i podszedł do bariery. – Nie wierzę własnym oczom…

Obok granatowej furgonetki stała wysoka, dobrze zbudowana blondynka. Jej włosy były upięte w koński ogon, którym lekko poruszał wiatr. Miała jasną cerę, a on wiedział dobrze, że jej nos i policzki są usiane piegami. Z miejsca, w którym stał, nie widział oczu kobiety, ale był pewien, że odbija się w nich błękit letniego nieba. Na jej ustach często gościł pogodny uśmiech, który był piekielnie zaraźliwy.

Nie widział jej od dwóch lat, a teraz poczuł lekki dreszcz zainteresowania. Kiedy pochyliła się, by sięgnąć do wnętrza furgonetki, prezentując pośladki opięte czarnymi dżinsami, jego zainteresowanie ustąpiło miejsca lekkiemu podnieceniu.

– O co chodzi? – zapytał Sean, stając obok brata. – Czyżbyś ją znał?

– Kiedyś znałem – przyznał Lucas. Choć nie tak dobrze, jakbym sobie życzył, dodał w myślach. Rozsądny mężczyzna nie podrywa siostry przyjaciela.

– To świetnie. Czy możesz mnie przedstawić tej wysokiej, ponętnej… – Gdy Lucas spiorunował go wzrokiem, uniósł ręce w geście oznaczającym kapitulację. – No dobrze, nie ma sprawy. W takim razie powiedz mi przynajmniej, kto to jest.

– Rose Clancy.

Sean uniósł brwi tak wysoko, że ukryły się niemal pod grzywą ciemnych włosów. Potem odwrócił głowę i jeszcze raz spojrzał na dziewczynę, która szukała czegoś we wnętrzu furgonetki. – Młodsza siostra Dave’a Clancy’ego?

– Owszem.

– Ta, o której on zawsze opowiadał, że jest niemal święta? Dobra, słodka, niewinna? Biała jak śnieg?

– I to się zgadza – przyznał Lucas, przypominając sobie z niechęcią wszystkie spotkania z byłym przyjacielem, podczas których musiał wysłuchiwać peanów na cześć jego siostry.

Rodzina Dave’a Clancy’ego prowadziła konkurencyjną firmę. Konkurencyjną w tym sensie, że również zaliczała się do branży budowlanej. Zdaniem Lucasa żadna rywalizacja nie wchodziła w grę. King Construction była najlepszym przedsiębiorstwem w stanie, ale spółka należąca do rodziny Clancych zajmowała bezpieczne drugie miejsce.

Lucas i Dave poznali się na posiedzeniu Izby Handlowej i natychmiast znaleźli wspólny język. Zostali nie tylko przyjaznymi konkurentami, lecz wręcz przyjaciółmi. Aż do któregoś dnia dwa lata temu. Lucas odkrył wtedy, że Dave jest kłamcą i oszustem.

– Czy to prawda, że Rose rozwiodła się w zeszłym roku z tym durniem, za którego wyszła? – zapytał Sean.

– Chyba tak, też o tym słyszałem – potwierdził Lucas, nadal nie spuszczając z oka kobiety, która podeszła do furgonetki, by wyładować z niej następną partię sprzętu. – Ich małżeństwo nie trwało długo.

I tak minęło sporo czasu, zanim odkryła, że jej mąż jest szubrawcem, którego powinno się wykastrować dla dobra ludzkości, pomyślał. Można się tylko dziwić, że opiekuńczy starszy brat nie uchronił jej przed tym nieudanym związkiem.

Rose wyciągnęła z furgonetki jeszcze kilka przedmiotów, a potem zasunęła drzwi, zamknęła je przy pomocy pilota i ruszyła ponownie w kierunku budynku. Nie rzuciła ani jednego spojrzenia na otoczenie, więc nie zauważyła Lucasa i Seana, którzy bezwstydnie się jej przyglądali.

– Co ty knujesz? – zapytał Sean, patrząc na brata.

– Nic – skłamał Lucas.

– Akurat. Możesz to wmawiać komuś, kto nie zna cię tak dobrze jak ja.

– Czy nie jesteś dziś umówiony z żadną dziewczyną?

– Owszem, jestem. Co to ma do rzeczy?

– W takim razie może powinieneś się zbierać.

– Widzę, że zmieniasz temat.

– Masz rację – przyznał z uśmiechem starszy brat.

Sean potrząsnął głową, odstawił niedokończoną puszkę piwa na obudowę tarasu i ruszył w kierunku schodów. Zatrzymał się jednak w połowie drogi.

– Chyba zdajesz sobie sprawę z tego, że to Dave nas oszukał, a nie jego siostra.

Lucas wytrzymał jego badawcze spojrzenie, zachowując kamienny wyraz twarzy.

– Czy ja powiedziałem choć słowo na temat Dave’a? – spytał w końcu.

– Nie, ale ja wiem, jak funkcjonuje twój umysł.

– Tak sądzisz?

– Jestem tego pewien. – Sean przechylił głowę i posłał mu kolejne badawcze spojrzenie. – Kingowie nie lubią być oszukiwani. A Lucas King zawsze traktuje nielojalność jako osobistą obrazę.

– Czyżbyś uważał, że nie mam racji? Przypominam ci, że Dave nas oszukał. Przekupił jednego z naszych pracowników i uzyskiwał od niego poufne informacje dotyczące naszej firmy. Dzięki tej wiedzy złożył tańsze oferty i wygrał z nami cztery poważne przetargi. Chyba mam prawo żywić do niego urazę.

– Nigdy nie zdobyliśmy dowodów.

– Tak sądzisz? Ja przestałem mieć wątpliwości, kiedy Lane Thomas odszedł od nas, żeby podjąć pracę u Dave’a, a my nagle przestaliśmy przegrywać przetargi. Czyżbyś uważał to za zbieg okoliczności?

– No dobrze, pewnie masz rację. – Sean przesunął dłonią po włosach i wzruszył ramionami. – Ja chciałem tylko powiedzieć, że nie możesz karać Rose za świństwo, które zrobił nam Dave.

– A kto powiedział, że ja chcę kogokolwiek karać?

– Więc nie planujesz słodkiej zemsty?

– Do zobaczenia jutro w pracy, Sean.

– To się nie może dobrze skończyć – oznajmił młodszy z braci, odwrócił się i zszedł do samochodu.

Lucas patrzył na niego przez chwilę, a potem machnął ręką.

– To się nie może skończyć dobrze dla członków rodziny Clancych – mruknął pod nosem. – W tej sprawie możesz na mnie liczyć.

Rose pomachała stojącej w progu pani domu i nie przestała się uśmiechać, dopóki kobieta nie zamknęła drzwi. Lampy uliczne stojące wzdłuż bulwaru nad oceanem rzucały miękkie żółtawe światło, rozpraszające wieczorną ciemność. Chłodne świeże powietrze pozwoliło jej na chwilę zapomnieć o zapachu przypalanej cebuli.

Westchnęła na myśl o zakończonej przed chwilą lekcji gotowania. Jej klientka, Kathy Robertson, bardzo chciała zostać dobrą kucharką, ale wszystko wskazywało na to, że będzie to droga przez mękę. Nauka musiałaby potrwać długo, co z kolei byłoby korzystne dla jej stawiającej pierwsze kroki firmy. Uśmiechnęła się z zadowoleniem, włożyła sprzęt do furgonetki i miała właśnie zasiąść za kierownicą, kiedy tuż za plecami usłyszała męski głos.

– Cóż za niespodziewane spotkanie!

Odwróciła głowę i ujrzała mężczyznę, którego nie widziała od dwóch lat. Od dnia, w którym zostały zerwane stosunki między nim a jej starszym bratem. Mimo to poczuła, że na jego widok jej serce zaczyna bić szybciej.

– Lucas?

Nie miała pojęcia, jakim cudem zdołał podejść tak blisko, nie zwracając na siebie jej uwagi. Ale teraz, kiedy stał tuż obok, miała wrażenie, że jej nerwy reagują na jego obecność wzmożoną czujnością. Miał na sobie białą sportową koszulkę, czerwony sweter, czarne dżinsy i znoszone sportowe buty. Jego włosy zmierzwił wiatr, a spojrzenie niebieskich oczu zdawało się przenikać ją na wylot.

– Śmiertelnie mnie wystraszyłeś – oznajmiła, gdy odzyskała panowanie nad sobą.

– Przepraszam. – W jego głosie nie było cienia skruchy. – Nie miałem zamiaru przyprawić cię o atak serca, ale chciałem z tobą pogadać, zanim stąd odjedziesz.

– Skąd się tu wziąłeś? – Rozejrzała się wokół siebie, ale dostrzegła tylko przejeżdżające z rzadka samochody.

– Mieszkam tuż za ścianą. – Wskazał elegancką willę ozdobioną od frontu kamiennym gankiem.

– Nic o tym nie wiedziałam – wykrztusiła, zdając sobie sprawę, że nie przyjęłaby propozycji pani Robertson, gdyby wiedziała, że jej sąsiadem jest Lucas King.

Kilka lat wcześniej ten mężczyzna często pojawiał się w jej marzeniach. Oczywiście do niczego między nimi nie doszło, bo jej starszy brat, Dave, trzymał go od niej z daleka. Niełatwo jednak było wygnać go z myśli. Nadal czasem się w nich pojawiał, a działo się tak zawsze wtedy, gdy najmniej była na to przygotowana. Czuła, że to niespodziewane spotkanie jeszcze bardziej utrudni jej przeniesienie go do niepamięci.

Ale wtedy dał jej jasno do zrozumienia, że nie interesuje się nią na tyle, by zrobić coś, co byłoby sprzeczne z wolą jej brata. A teraz nie miała żadnych podstaw do przypuszczenia, że coś się w tej sprawie zmieniło. Poza tym przeżyła w ciągu minionego okresu tak wiele rozczarowań, że nie była już naiwnie sentymentalną młodą dziewczyną.

Więc dlaczego na jego widok czuje tak silne bicie serca? Gorączkowo zastanawiając się nad odpowiedzią, nie usłyszała słów Lucasa.

– Słucham?

Podszedł bliżej i włożył ręce do kieszeni.

– Powiedziałem: bardzo się cieszę, że uczysz Kathy gotowania. Byłem u nich kiedyś na kolacji i nie zaliczam tego eksperymentu do udanych.

– Ona jest… poważnym wyzwaniem – przyznała – ale bardzo chce się nauczyć, więc powinniśmy być zadowoleni.

Lucas kiwnął głową i spojrzał wymownie na przymocowany do dachu furgonetki garnek.

– Interesujący znak firmowy – stwierdził nie bez ironii.

Domyślała się, co Lucas o tym sądzi, ale ona uważała ten garnek za udany. Wykonał go dla niej pewien zaprzyjaźniony artysta.

– Myślę, że jest… przebojowy.

– Można to tak określić – przyznał z uśmiechem, a Rose natychmiast spojrzała na niego wyzywająco. Musiała bronić swej inicjatywy przed starszym bratem, ale nie zamierzała przekonywać do niej jego byłego przyjaciela. Przypomniała sobie, że Dave i Lucas przestali z sobą rozmawiać i zaczęła się zastanawiać, co go skłoniło do rozpoczęcia tej wymiany zdań.

– Czy masz do mnie jakąś sprawę? – zapytała oschle.

Gdy popatrzył na nią w milczeniu, odkryła, że spojrzenie jego niebieskich oczu jest równie urzekające jak dawniej. Znów poczuła przyspieszone bicie serca, ale postanowiła w żaden sposób tego nie okazywać.

– Owszem – odparł w końcu. – Uczysz gotowania w domu klienta, prawda?

– Tak, ale…

– W takim razie chcę cię zatrudnić.

Nie spodziewała się takiej propozycji i nie miała pojęcia, jak powinna na nią zareagować. Lucas King to jeden z najbogatszych ludzi w Stanach Zjednoczonych. Mógł zatrudnić tuzin najsławniejszych kucharzy i ograniczyć się do wydawania im poleceń. Po co miałby się uczyć gotowania?

– Dlaczego?

Wyjął ręce z kieszeni i splótł je na piersi.

– To chyba oczywiste. Chcę się nauczyć gotowania.

– No tak, tego się domyślam – mruknęła, nadal nie dowierzając, że Lucas mówi poważnie. – Ale nie mogę zrozumieć, dlaczego chcesz dać mi pracę.

– Bo nie mam ochoty zapisywać się na jakieś kursy. Bardziej odpowiada mi nauka w domu.

– Rozumiem… – Zastanawiała się gorączkowo, czy Lucas usiłuje wciągnąć ją w pułapkę, ale nie potrafiła rozszyfrować jego motywów. Wiedziała o konflikcie, który podzielił ich rodziny, ale brat nigdy nie poinformował jej o przyczynach. I nie chciał na ten temat rozmawiać.

Może Lucas działa w dobrej wierze? Może naprawdę chce się nauczyć gotowania, a ich przypadkowe spotkanie skłoniło go złożenia tej propozycji?

– Ile kosztuje godzina? – zapytał, przerywając tok jej myśli. A kiedy podała mu sumę, dodał: – Zapłacę ci podwójnie.

– Nie rozumiem. Dlaczego chcesz mi płacić więcej?

– Będę wymagał, żebyś traktowała mnie jak specjalnego klienta. Chcę pobierać lekcje w domu, codziennie, przez sześć wieczorów w tygodniu.

Wzięła głęboki oddech, usiłując opanować podniecenie. Sześć wieczorów w tygodniu…

– Mam innych klientów – odrzekła niepewnie, choć właściwie jej firma stawiała dopiero pierwsze kroki. Oprócz Kate Robertson uczyła tylko trzy kobiety, które pobierały lekcje raz w miesiącu.

– Zapłacę ci potrójnie – oznajmił Lucas.

Spojrzała na niego badawczo, ale wyraz jego twarzy był jak zwykle nieprzenikniony. Rose wzięła głęboki oddech. Z takimi pieniędzmi mogłaby spokojnie rozbudować firmę. Co prawda nie musiała walczyć o przetrwanie, bo pochodziła z bogatej rodziny, a brat chętnie przekazałby jej każdą sumę, o którą by go poprosiła.

Ambicja jednak nie pozwalała jej korzystać z jego wsparcia, a wyczerpała już wszystkie własne środki, toteż powodzenie firmy było dla niej sprawą najwyższej wagi.

– Niełatwo ci odmówić – przyznała niechętnie.

– Właśnie o to mi chodzi. Żebyś się zgodziła.

Potrząsnęła bezradnie głową, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć.

– Sama nie wiem, Lucas. Jeśli dowie się o tym Dave…

– Czyżbyś chciała mi powiedzieć, że dalej pozwalasz mu decydować o swoich sprawach? – spytał niemal agresywnym tonem, bezceremonialnie jej przerywając.

Uniosła głowę i spojrzała na niego ze złością.

– Dave nigdy nie decydował o moich sprawach – zaprotestowała z naciskiem.

– On był innego zdania.

– Sytuacja się zmieniła.

– Naprawdę? – spytał ironicznie. – W takim razie przyjmij moją propozycję.

Rose zmarszczyła brwi. Wiedziała, że ulega manipulacji i wcale nie była z tego zadowolona. Ale nie była również zadowolona z tego, że Lucas ma rację. Odrzucając jego ofertę, przyznałaby się do uległości wobec brata, który nadal się łudził, że ma prawo decydować o jej sprawach. Ale zmieniła się nie tylko sytuacja, lecz również ona sama. Nie była już naiwną panienką z dobrego domu. Przeżyła stratę ojca, rozpad małżeństwa i naciski brata, który uważał się za wszechwiedzącego. Potrafi poradzić sobie z Lucasem i zapanować nad uczuciami, jakie w niej wywoływał.

– No dobrze. – Wyciągnęła rękę. – Umowa stoi.

– Świetnie. – Lucas uśmiechnął się i uścisnął jej dłoń. – Możemy zacząć od jutra. O szóstej?

Jego dotyk wzbudził w niej nerwowe podniecenie, ale zdołała je szybko opanować.

– Zgoda. O szóstej.

– A więc do zobaczenia.

Odwrócił się i ruszył w kierunku domu. Kiedy zniknął jej z oczu, potrząsnęła głową z niedowierzaniem.

– Po co ja się pakuję w takie kłopoty? – szepnęła.

ROZDZIAŁ DRUGI

– Prawdziwi mężczyźni nie jedzą grzybów – oświadczył następnego wieczoru Lucas, krojąc białe główki pieczarek. – Przecież one nie są nawet jarzynami.

Rose zaśmiała się głośno, a on zastygł w bezruchu, słuchając dźwięcznych tonów wydobywających się z jej ust. Przypomniał sobie dawne czasy, w których odkrył, że śmiech Rose jest piekielnie zaraźliwy. Budził w nim ochotę zbliżenia się do niej na tyle, by ją pocałować, a potem…

– Formalnie rzecz biorąc, masz rację – odparła, kiedy odzyskała głos. – Przez długi czas uważano je za warzywa, ale potem badacze przyrody odkryli, że należą one do samodzielnego gatunku roślin.

– W takim razie dlaczego każesz mi je jeść? Przecież one nawet nie są zdrowe.

Znów wybuchnęła śmiechem, a on ponownie poczuł przypływ sympatii. Ich pierwsza lekcja gotowania przebiegała bezkonfliktowo. Rose była początkowo trochę spięta, ale gdy ujrzała jego kuchnię, wyraźnie się odprężyła. On zaś zdał sobie sprawę, że nigdy dotąd nie próbował zyskać względów żadnej kobiety przy pomocy supernowoczesnej lodówki czy zmywarki.

Kiedy pięć lat temu kupił ten dom, zażądał od projektanta wnętrz, by wszystko było w najlepszym gatunku, toteż jego kuchnia przypominała teraz kosmiczne laboratorium, a znajdujący się w niej sprzęt mógł być przedmiotem marzeń szefa restauracji. On zaś wykorzystywał jej możliwości tylko po to, by usmażyć raz na jakiś czas najwyżej jajka na bekonie.

Obserwując Rose, która poruszała się po pomieszczeniu z wdziękiem baletnicy, wiedział, że podjął słuszną decyzję, zapraszając ją do siebie. Wiedział też, że ta kuchnia zawsze będzie mu się kojarzyć z jej obecnością.

– Kupujemy pieczarki, bo są powszechnie dostępne – wyjaśniła, zaglądając do niemal pustej zamrażarki. – Można je dostać w każdym sklepie, a one dodają smaku każdej potrawie, doprawiając ją aromatem…

– No tak, aromatem grzybów, za którymi nie przepadam – odparł Lucas.

Potem potrząsnął głową i przypomniał sobie, że nie zaprosił Rose tu po to, by przyjemnie spędzać czas w jej towarzystwie, lecz by ukarać nielojalnego przyjaciela. Nie wybaczał ludziom, którzy próbowali go oszukać. Rose nie była dla niego towarzyską atrakcją. Stanowiła narzędzie zemsty.

Z posępną miną wrócił do krojenia pieczarek, Rose zaczęła tymczasem rozpakowywać produkty żywnościowe i rozkładać je na kuchennym blacie.

– Przywiozłam składniki, które będą niezbędne podczas dzisiejszej lekcji, bo podejrzewałam, że możesz ich nie mieć – oznajmiła, wyjmując z toreb kolejne paczki.

– I miałaś rację.

– Swoją drogą nie mogę pojąć, dlaczego ta wspaniale wyposażona kuchnia jest zupełnie pusta. Zostawię ci listę produktów, które musisz kupić. Z pełną spiżarnią i lodówką będziesz przygotowany na wszystkie okoliczności.

Uniósł głowę i rzucił jej nieco przewrotne spojrzenie.

– Po co mi pełna spiżarnia i lodówka, skoro nie umiem wykorzystać tych składników?

Rose westchnęła i wzruszyła bezradnie ramionami.

– Jak mam cię nauczyć gotowania, skoro nie masz w domu nic, co można ugotować?

– Chyba masz rację – mruknął, kiwając głową. – No dobrze, zostaw mi tę listę. Każę sekretarce kupić wszystko, co uznasz za niezbędne.

– Sekretarce…

Lucas zmarszczył brwi.

– Czyżby wydawało ci się to naganne?