Gorące dochodzenie - L.H. Cosway - ebook

Gorące dochodzenie ebook

L.H. Cosway

4,2

Opis

Maisie Wilkins pracuje w prywatnym biurze detektywistycznym. Pomaga doświadczonym detektywom w zbieraniu informacji i rozwiązywaniu zagadek. Nawet jeżeli niektórzy jej współpracownicy wydają się dość gburowaci.

Zupełnie jak Cameron Grant, o którym prawie nikt nic nie wie. I co z tego, że jest największym ciachem, jakie chodzi po ziemi, a do tego najlepszym detektywem, skoro potrafi zmrozić jednym spojrzeniem?

Kiedy na firmowej imprezie świątecznej nieoczekiwania pojawia się Cameron, Maisie postanawia, że przynajmniej z nim porozmawia. Przecież w święta nikt nie powinien siedzieć sam. Nawet przy barze. Kilka drinków później bar nieoczekiwanie zmienia się w mieszkanie mężczyzny, a przyjazna rozmowa w coś bardziej gorącego i niegrzecznego.

Jak romans biurowy wpłynie na pracę Maisie? Czy uda się jej połączyć rosnące uczucie do detektywa z nieoczekiwanym awansem? Czy może to właśnie był ten świąteczny cud, na który czekała od tak wielu lat?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 392

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,2 (790 ocen)
380
260
121
24
5
Sortuj według:
przeczytane1995

Całkiem niezła

Ta książka to coś między erotykiem a romansem. Jest w niej troszeczkę seksu, ale nie jest to przytłaczający wątek. Generalnie całkiem zabawna historia i naprawdę fajnie się ją czytało. Nie porywa jakoś bardzo, ale fajnie, że głowni bohaterowie są detektywami, bo to wprowadziło akcję do historii. Może sama zagadka jest miejscami nieco naciągana i to jak bohaterowie udają, że ze sobą nie są też jest takie średnie bym powiedziała. Jednak podobają mi się osobowości Maisie i Camerona. Mają oni wady i to nie takie, że od razu człowiek łapie się za głowę i myśli: Boże skąd ta autorka wzięła takie cechy u normalnych ludzi. Szkoda tylko, że wątek z "uroczą" karteczką się urwał tak zupełnie znienacka, bo bardzo fajny motyw.
00

Popularność




Ten pogodny uśmiech tak niewiele kosztował, a niczym poranne światło rozpraszał noc i czynił dzień wartym przeżycia.

– F. Scott Fitzgerald

CZĘŚĆ I.Pewnego razu na świątecznej imprezie firmowej…

Rozdział 1

Impreza świąteczna

14 grudnia

Kiedy byłam mała, rodzice nazywali mnie chodzącym szczęściem.

To miano przylgnęło do mnie ze względu na moje pogodne usposobienie i naturalną życzliwość wobec wszystkich, których napotykałam na swojej drodze. Chociaż może się to wydawać zaletą, to jednak w głębi duszy zawsze uznawałam te moje cechy za wadę. Zwyczajnie nie mogłam znieść przypuszczenia, że ktoś źle o mnie pomyślał. Miałam też wszelkie zadatki na bycie popychadłem. Kiedy ktoś prosił mnie o przysługę, za żadne skarby nie potrafiłam odmówić.

To dlatego spóźniłam się na coroczną imprezę świąteczną organizowaną przez moją firmę. Wracając z pracy do domu, zobaczyłam, jak moja sąsiadka Doreen potyka się i upada z zakupami w ręku. Natychmiast rzuciłam się jej na pomoc. Okazało się, że nadwyrężyła kostkę i musi ją obłożyć lodem. Poprosiła więc, abym rozpakowała jej zakupy. Oczywiście się zgodziłam. Niestety kostka nadal puchła, a Doreen spytała, czy zawiozę ją do szpitala, żeby mógł ją obejrzeć lekarz. I znów skinęłam głową.

W końcu, z ponad godzinnym opóźnieniem, ruszyłam na przyjęcie.

Większość ludzi z zasady spóźnia się na tego rodzaju imprezy, ale obiecałam wcześniej naszej recepcjonistce Nadii, że pomogę jej w przygotowaniu przekąsek.

No cóż.

Po odwiezieniu Doreen z powrotem wbiegłam do swojego przytulnego domku z dwiema sypialniami i szybko się wyszykowałam. Zdecydowałam się na błyszczącą, fioletową, krótką sukienkę, która wydała mi się zachwycająco świąteczna, i pospiesznie podkręciłam włosy lokówką. Poprawiłam makijaż i ruszyłam do wyjścia. Wysłałam jeszcze tylko SMS-a do mojej przyjaciółki z pracy, Lilah, aby wiedziała, że jestem w drodze. Nie odpisała, więc doszłam do wniosku, że albo zbyt dobrze się bawi, żeby zaglądać do telefonu, albo jest na mnie wkurzona.

Miałam nadzieję na to pierwsze.

Co roku z niecierpliwością czekałam na tę imprezę. Wmawiałam sobie, że w końcu na niej zabłysnę. Marzyłam, że zachwycę wszystkich obecnych tam współpracowników i nagle stanę się popularna. Przestanę być Maisie Wilkins – sympatyczną, lecz mało interesującą researcherką, zawszą gotową podjąć się dodatkowej pracy – a stanę się zabawną i intrygującą Maisie, ulubienicą wszystkich w firmie.

Niestety bycie zabawną i interesującą wymagało zwykle picia alkoholu, a ja mogłam sobie pozwolić na najwyżej dwa drinki. Konserwatystka we mnie za bardzo się bała utraty kontroli. Bo co by to było, gdybym wypaliła coś niegrzecznego do kogoś z pracy lub wskoczyła na bar i zaczęła tańczyć jak bohaterka filmu Wygrane marzenia?

Ale jakaś inna część mnie pragnęła się w końcu wyluzować, popłynąć z prądem i przekonać się, gdzie mnie to zaprowadzi. Postanowiłam więc zwiększyć swój limit do trzech drinków. No dobrze, może do czterech.

Byłam strasznie spięta, gdy dotarłam do lokalnej knajpy tuż przy siedzibie naszej firmy, gdzie odbywało się przyjęcie. Odetchnęłam głęboko, uśmiechnęłam się promiennie i weszłam do środka. Akurat leciała piosenka Rockin’ Around the Christmas Tree, a ja rozpoznałam grupkę kolegów z pracy przy barze i kilku innych na parkiecie. Lilah bawiła się z tymi tańczącymi. Ta wysoka, śliczna brunetka o krótkich włosach, jasnoniebieskich oczach i kocich rysach była niesamowitą tancerką. Pewnie dlatego niektóre nasze koleżanki rzucały jej zazdrosne spojrzenia.

W James & Peterson Investigations, średniej wielkości prywatnej firmie detektywistycznej w nadmorskiej miejscowości Torquay, aż tętniło od małostkowej zazdrości i sprzeczek, podobnie zresztą jak w wielu innych miejscach pracy. Ja byłam główną researcherką, co oznaczało przesiadywanie przy biurku przed komputerem i wykonywanie telefonów. Czasem dla urozmaicenia szłam do biblioteki, żeby obejrzeć jakąś mikrofiszkę.

Zastanawiałam się przez chwilę, czy nie dołączyć do Lilah na parkiecie, ale zabrakło mi odwagi. Spojrzałam na bar i doszłam do wniosku, że alkohol zwiększy moją pewność siebie. Już miałam tam podejść, kiedy moja przyjaciółka mnie zauważyła i zawołała:

– Maisie! Jesteś!

– Cześć, przepraszam za spóźnienie – powiedziałam. – Coś mnie zatrzymało. Widziałaś mojego SMS-a?

– Co? – Lilah podskoczyła, próbując mnie dosłyszeć w hałasie muzyki.

– Nieważne. Tańcz sobie. Idę na drinka.

Skinęła głową i uśmiechnęła się.

– To na razie!

W drodze do baru minęłam Nadię, naszą recepcjonistkę, która zmroziła mnie wzrokiem. Najwyraźniej nie była zadowolona, iż nie zjawiłam się wcześniej, tak jak obiecałam. Posłałam jej przepraszające spojrzenie, czując nerwowy ścisk w żołądku. Nie znosiłam, kiedy ludzie się na mnie złościli.

Postanowiłam kupić jej kawę w poniedziałek rano, żeby jej to wynagrodzić. Nie mogłam sobie pozwolić na konflikt z koleżanką z pracy. Nie, po prostu nie mogłam. A co z tymi sprzeczkami, o których wcześniej wspominałam? Powiedzmy, że unikałam ich jak zarazy.

Dołączyłem do Milesa i Jenny, dwojga naszych detektywów, oraz Kierana, administratora. Właśnie rozmawiali o sprawie, nad którą pracowaliśmy.

– Cześć wam – przywitałam się z uśmiechem.

Miles skinął mi głową na powitanie, ale pozostali kontynuowali rozmowę jakby nigdy nic, nie zwracając na mnie uwagi.

– Jestem pewna, że żona go zdradza – zawyrokowała Jenny. – Facet podejrzewa gospodynię o kradzież karty kredytowej, ale mówię wam, że to żona. Potrzebuje kasy na opłacenie noclegów w hotelach ze swoim kochankiem.

– Willoughby rzeczywiście sprawia wrażenie rogacza – zgodził się Kieran.

– Właściwie to jego żona nie ma romansu – wtrąciłam. – Sprawdziliśmy ją dokładnie i wszystko się potwierdza.

Nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Przełknęłam gulę w gardle. Takie sytuacje zdarzały mi się zdecydowanie zbyt często. Może powinnam się nauczyć głośniej mówić? A może po prostu nie byłam wystarczająco interesująca, żeby ludzie zawracali sobie głowę słuchaniem tego, co mam do powiedzenia?

Rozejrzałam się dookoła i zamrugałam ze zdziwienia. Po drugiej stronie baru siedział Cameron Grant, nasz główny detektyw. Ten onieśmielający mężczyzna patrzył prosto na mnie. Czyżby był świadkiem mojej nieudanej próby dołączenia do rozmowy? Boże, miałam nadzieję, że tego nie widział. To byłoby jeszcze bardziej krępujące niż zostanie zignorowaną.

Odwróciłam wzrok i podjęłam próbę zwrócenia na siebie uwagi barmana, nadal czując uważne spojrzenie Camerona.

W każdej firmie jest osoba, z którą nikt nie chce zadzierać. Ktoś, kto potrafi spojrzeć na ciebie z taką dezaprobatą, jakby chciał cię zabić wzrokiem, choć jedynym twoim przewinieniem była literówka w jakimś dokumencie. W James & Peterson taką osobą był zrzędliwy, antyspołeczny i tylko troszeczkę przerażający Cameron.

Był również zabójczo przystojny i, no cóż, całkiem seksowny. To niesprawiedliwe, że ktoś tak nieznośny wyglądał aż tak dobrze. Miał ciemnobrązowe włosy, zielonkawopiwne oczy, silną szczękę i grube, ciemne brwi.

Tak, Cameron Grant był niezłym ciachem. Szkoda tylko, że dostawałam wysypki z nerwów, gdy miałam z nim kontakt w pracy. Z obawy przed jego pogardą nigdy nie zdobyłam się na odwagę, aby do niego zagadać. Nie zawracał sobie głowy uprzejmościami i bez skrupułów zbywał ludzi, którzy go o coś prosili. Szczerze mówiąc, nie rozumiałam, jak to możliwe, że tak mało go obchodzą cudze opinie. No dobrze, może trochę mi imponował. Byłam jego zupełnym przeciwieństwem: bardzo się przejmowałam tym, co myślą o mnie inni.

Barman w jaskrawoczerwonym swetrze z reniferem w końcu mnie zauważył, a ja poprosiłam o dżin z tonikiem. Zerknęłam ponownie na Camerona i zauważyłam z ulgą, że już mi się nie przygląda. Siedział sam i z nikim nie rozmawiał, ale nie było w tym nic niezwykłego. Cameron Grant nie przepadał za pogawędkami.

Właściwie to zdziwiłam się, że w ogóle przyszedł. W ciągu pięciu lat pracy w firmie nigdy nie widziałam go na żadnym przyjęciu świątecznym. Nie brał nawet udziału w corocznej zabawie mikołajkowej ani nie pił grzanego wina, którym częstował nasz księgowy Terry w wigilię Bożego Narodzenia. Cameron nie znosił wszystkiego, co miało związek ze świętami, niczym prawdziwy Scrooge. Chociaż właściwie to był Scrooge’em na co dzień.

A jednak odkąd go poznałam, zdarzały mi się sny erotyczne z nim w roli głównej. Miałam trzydzieści lat, byłam singielką i miałam uczulenie na samą ideę „wychodzenia do ludzi”. Innymi słowy, wolałam zostać w domu z butelką wina i dobrą książką, niż wypływać na mętne wody współczesnego randkowania.

Tak, Cameron Grant doskonale nadawał się do fantazji takich kobiet jak ja, mimo tej swojej trudnej osobowości. Na własne oczy widziałam, jak zbywał filtrujące z nim kobiety, zarówno klientki, jak i koleżanki z pracy. Nawet gdyby nie był takim zrzędą, za żadne skarby nie ośmieliłabym się go poderwać.

Już miałam dołączyć do Lilah, kiedy zwyciężyła we mnie lepsza strona mojej natury. Zrobiło mi się żal Camerona, że wciąż siedzi sam. Doskonale wiedziałam, jak to jest być ignorowanym. Może przyjście na imprezę kosztowało go wiele wysiłku, a teraz nikt nawet nie miał odwagi do niego zagadać? Wyprostowałam się, podeszłam do niego i usiadałam na stołku obok.

– Witam, panie Grant, jak się pan miewa? – zagadnęłam.

Chociaż wszyscy w biurze zwracaliśmy się do siebie po imieniu, nikt nie ośmielił się mówić na ty do Camerona, co tylko potwierdzało, jak bardzo się go boimy.

Spojrzał na mnie spode łba.

– W porządku, dziękuję, panno Wilkins – odparł. – Czy mogę zapytać, dlaczego tu pani usiadła?

– Chciałam się tylko przywitać. – Przełknęłam nerwowo ślinę. – Czeka pan na kogoś?

Pokręcił głową i przeszył mnie wzrokiem. Starałam się zachować spokój pod jego surowym spojrzeniem.

– W takim razie nie będzie panu przeszkadzało, jeśli posiedzę tu z panem przez chwilę.

– A jeśli mi to przeszkadza? – zapytał.

– Przeszkadza to panu? – Oparłam łokieć na drążku, podenerwowana.

– Tak. – Wypuścił powietrze z irytacją.

Po raz kolejny przekonałam się na własnej skórze, że dobroć nie popłaca. Chciałam być miła, a on tak mnie potraktował. Co za żałosny drań. Już chciałam odejść i udawać, że ta niezręczna rozmowa nigdy nie miała miejsca, ale nie wiedzieć czemu postanowiłam walczyć dalej. Roześmiałam się niezręcznie i odgarnęłam włosy za ucho. Zawsze tak robiłam, kiedy czułam się skrępowana. Nie miałam pojęcia, dlaczego z nim gadam, ale w końcu zawsze uważałam, że życzliwość jest cnotą.

– Przyszedł pan na przyjęcie, żeby siedzieć samemu przy barze i z nikim nie rozmawiać? – zapytałam wesołym tonem. – Faktycznie, brzmi świetnie.

– Nie – odpowiedział Cameron. – Przyszedłem, bo szefowa zagroziła, że zleci mi kolejną sprawę Glena Watersa, jeśli się nie zjawię. Szantaż to ulubione narzędzie Georgii Peterson.

Uśmiechnęłam się mimowolnie na te słowa. Nasza szefowa była niesamowitą, pewną siebie, światową i inteligentną kobietą. Nie mówiąc już o tym, że nawet obsada serialu W garniturach pozazdrościłaby jej tych wszystkich strojów, jakie zakładała do pracy. Była jedną z niewielu osób w naszej firmie, które nie obawiały się Camerona. Dlatego rozbawiło mnie to, że nieustraszona Georgia zmusiła go szantażem do przyjścia na to przyjęcie.

Glen Waters był naszym stałym klientem. Facet ciągle kogoś o coś podejrzewał. Nie miał sobie równych w swojej paranoi. Nie przyznałabym tego głośno, ale nie był zbyt sympatyczny. Doskonale rozumiałam, dlaczego Cameron nie chciał wziąć jego nowej sprawy.

– Bawi panią szantaż? – zapytał. Najwyraźniej zauważył mój uśmiech.

– Georgia pewnie chce, aby zapoznał się pan lepiej ze swoimi współpracownikami. – Wzruszyłam ramionami. – Nie jesteśmy aż tacy okropni.

– Naprawdę pani tak uważa? – Nie wyglądał na przekonanego.

– Nie powiedziałabym tego, gdybym tak nie uważała.

– Twierdzi pani, że te imbecyle, które całkowicie panią zignorowały, kiedy próbowała ich pani wyprowadzić z błędu, są tak naprawdę dobrymi ludźmi? – zapytał.

– Czasami mówię za cicho – odparłam, a moja noga zaczęła mimowolnie podskakiwać nerwowo. – Pewnie mnie nie usłyszeli.

– Ja doskonale panią słyszałem z drugiej strony baru – zauważył.

Skrzywiłam się, bo brakło mi już argumentów.

– No dobrze, może nie wszyscy w naszej firmie są szczególnie sympatyczni, ale niektórych z pewnością warto poznać.

Cameron milczał przez chwilę, jakby się nad tym zastanawiał.

– Nawiązywanie osobistych relacji w firmie wydaje mi się zupełnie zbyteczne – skwitował w końcu. – Jesteśmy tylko kolegami i koleżankami z pracy, a nie rodziną czy przyjaciółmi.

Zaniepokoiło mnie jego wyznanie.

– A jednak jak na ironię spędzamy ze sobą prawdopodobnie więcej czasu niż z przyjaciółmi i rodziną – zauważyłam. – Dlaczego by więc nie poznać się bliżej?

– Wiem już o nich wszystko, czego potrzebuję – mruknął i pociągnął łyk swojej whisky.

Obróciłam głowę, żeby spojrzeć mu w twarz. Nigdy wcześniej nie rozmawiałam z nim poza pracą, ale w jakiś niezrozumiały dla mnie sposób nastrajał mnie wojowniczo.

– Na przykład? – zapytałam wyzywająco.

Patrzył na mnie przez chwilę. Poczułam delikatne mrowienie na szyi, gdy zlustrował mnie wzrokiem.

– Na przykład parę rzeczy o pani – odparł.

Zesztywniałam. Byłam ciekawa, co myśli o naszych kolegach i koleżankach z pracy, ale nie bardzo miałam ochotę wysłuchiwać jego opinii na swój temat.

– No dobrze – powiedziałam niepewnie.

– Chce pani, żeby wszyscy panią lubili. I czasem tym sobie szkodzi. Wychodzi pani ze skóry, żeby pomóc ludziom, którzy kompletnie na to nie zasługują i zapewne nigdy się nie odwdzięczą. Śmieje się pani, nawet kiedy nie mówią nic śmiesznego, i zgadza się z nimi, choć nie mają racji. Poza tym dużo się pani uśmiecha. A to odstrasza ludzi.

Zamrugałam z zakłopotania, a żołądek skręcił mi się w reakcji na brutalne słowa prawdy, które właśnie usłyszałam. Cameron Grant uderzył w mój słaby punkt i miałam wrażenie, że krwawię. Nie powiedział właściwie nic odkrywczego, bo wszystko to już o sobie wiedziałam, ale czułam się niezręcznie z jego tyradą. Nie miałam zielonego pojęcia, że mi się w ogóle przygląda. Nie bez powodu był naszym głównym detektywem.

Potarłam obojczyk, zdenerwowana i urażona.

– Dlaczego uśmiech miałby odstraszać? – zapytałam.

Cameron spojrzał na mnie z miną mówiącą: „Poważnie? Na tym się skupiłaś?”.

– Uśmiech powinien być zarezerwowany na rzadkie, wyjątkowe okazje – wyjaśnił. – Nie należy ciągle mieć go na twarzy. Ludzie zastanawiają się przez to, co panią tak bez przerwy cieszy. Poza tym może się też pani wydawać nieco zdesperowana.

„Zdesperowana, świetnie” – pomyślałam. „Nie ma to jak dobry komplement”.

– Uśmiecham się, bo jestem szczęśliwa. – Próbowałam się bronić. – Powinien pan tego spróbować. Może wtedy ludzie pana polubią.

Spojrzał na mnie z rozbawieniem.

– Och, więc mnie nie lubią? – zapytał.

– A widzi pan, żeby się przepychali, by usiąść tu obok pana? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie. – Nie. Tylko ja tu jestem. Ale ustaliliśmy już, że jestem zdesperowana, więc nasza rozmowa nie zapowiada się najlepiej.

Podniosłam szklankę i pociągnęłam łyk, dziwnie rozzłoszczona. Cameron spojrzał na mnie, jakbym go zaskoczyła. Być może powiedziałam coś, czego się po mnie nie spodziewał. Patrzył na mnie trochę za długo, ale nie odwróciłam wzroku.

– A pani mnie lubi, panno Wilkins? – zapytał.

Trudno było odpowiedzieć na to pytanie. Podobał mi się, bo był cholernie przystojny, ale… Nie przekonywała mnie jego osobowość.

– Nie mogę powiedzieć, że pana nie lubię – odparłam.

Uniósł szklankę whisky z zarozumiałym uśmieszkiem na twarzy.

– Na szczęście bycie lubianym nie jest moim priorytetem – skwitował.

Zmrużyłam oczy poirytowana. Ludzie rzadko mnie denerwowali, ale odnosiłam wrażenie, że ten człowiek ma do tego talent. Ta jego negatywna postawa i przekonanie, że wie o mnie wszystko… Strasznie mnie to rozdrażniło. Zanim się zorientowałam, w rekordowym tempie wypiłam swój pierwszy dżin z tonikiem. Patrzcie, do czego mnie doprowadził!

DJ włączył Bed of Roses Bon Jovi. Już chciałam wstać i odejść, kiedy Cameron rzucił cierpko:

– To brzmi teraz jak kpina.

Zmarszczyłam brwi, ale już po chwili się roześmiałam, kiedy dotarło do mnie, że nawiązuje do tekstu piosenki. Cameron Grant właśnie zażartował! To nieoczekiwane zjawisko zatarło moje poirytowanie.

Usta Camerona drgnęły. Zapadła między nami cisza, a on patrzył mi w oczy.

– Przepraszam, jeśli panią obraziłem – powiedział.

– Przeprosiny przyjęte – odparłam, głównie dlatego, że nie mogłam znieść myśli o niezręcznym napięciu między nami w pracy w poniedziałek. Poza tym jego uwagi na mój temat były w większości przykrą prawdą. Wstałam ze stołka.

– Zostawię pana z whisky – oznajmiłam. – Życzę miłego wieczoru, panie Grant.

– Proszę zaczekać – zawołał.

Zatrzymałam się i spojrzałam na niego pytająco. W jego głosie wyczułam zaskakującą nutę wrażliwości. Nigdy nie przypuszczałam, że użyję terminu „wrażliwy” na opisanie Camerona Granta. Rozbroiło mnie to.

– Byłbym wdzięczny, gdyby dotrzymała mi pani towarzystwa, dopóki pani Peterson się nie zjawi i mnie tu nie zobaczy – powiedział.

Odniosłam wrażenie, że ta prośba sporo go kosztowała. Spojrzałam na niego rozbawiona, że nagle to ja mam nad nim przewagę.

– Dlaczego chce pan, żebym to akurat ja dotrzymała panu towarzystwa, skoro mam taki odstraszający uśmiech? – zapytałam przekornie.

Rozejrzał się po pomieszczeniu, krzywiąc się na widok wybryków niektórych naszych współpracowników. Miles, Jenny i reszta ferajny hałasowali przy barze, nakłaniając się nawzajem do wypicia kolejnych shotów.

Cameron znów skierował na mnie wzrok, a jego twarz złagodniała.

– Powiedzmy, że jest pani mniejszym złem – wyjaśnił. – Jeśli posiedzi tu pani ze mną, to może już nikt inny nie będzie mnie zagadywał.

– Panie Grant, z pana ust brzmi to prawie jak komplement – zażartowałam.

Jego usta znów drgnęły, a ja poczułam motyle w brzuchu.

– Jak powiedziałem, jest pani mniejszym złem – powtórzył.

– Jeśli ja jestem mniejszym złem, to kto jest większym? – Jakaś podstępna część mnie chciała wiedzieć, kto w firmie najbardziej mierzi Camerona Granta. Właściwie to wiedziałam, że wszyscy działamy mu na nerwy, ale zaczęłam się zastanawiać, czy drażnią go te same osoby co mnie. Może byłam chodzącym szczęściem, ale nie oznaczało to, że nikt mnie nigdy nie denerwował. Zwłaszcza że widywałam się z tymi ludźmi codziennie.

– Nie dam się podpuścić, panno Wilkins – odparł. – Nie dam pani pożywki do plotek przy dystrybutorze wody.

Ha! Jakbym kiedykolwiek należała do gangu plotkarzy. Nie byłam na tyle popularna, aby sobie na to zasłużyć.

Próbowałam wymyślić jakąś mądrą odpowiedź, ale nic nie przyszło mi do głowy. Nigdy nie byłam dobra w prowadzeniu rozmów. Zazwyczaj zaczynałam dość dobrze, ale potem brakowało mi pomysłów. Znacznie lepiej mi szło pisanie maili niż nawiązywanie osobistych kontaktów. O tak, potrafiłam oczarować klientów za pomocą swojego zaufanego konta Gmail, ale w rozmowach w cztery oczy byłam nieco bardziej skrępowana. Nadal pogodna, ale nieśmiała.

Cameron miał podwinięte rękawy koszuli, a ja zwróciłam uwagę na jego zegarek, który wyglądał na drogi. Ku mojemu zdziwieniu owłosienie na jego rękach wydało mi się cholernie pociągające. Zaczerwieniłam się i odwróciłam pospiesznie, żeby zamówić kolejnego drinka. Barman postawił przede mną drugi dżin z tonikiem, a ja napiłam się go łapczywie.

– Spragniona? – Cameron uniósł brew.

Poruszyłam się nerwowo na stołku i wytarłam spocone dłonie o sukienkę. Niestety błyszczący materiał nie okazał się zbyt pomocny.

– Coś w tym rodzaju – mruknęłam w odpowiedzi.

Zapadła chwila ciszy.

– Chyba powinniśmy rozmawiać – zauważył sztywno Cameron.

Rozbawiła mnie jego powaga. Wzięłam kolejny duży łyk drinka.

– Hm, tak, chyba powinniśmy – odparłam.

Potarł szczękę.

– Nad czym pani teraz pracuje? – zapytał.

– Zajmuję się kilkoma sprawami. – Przygryzłam wargę. – Muszę jeszcze zaktualizować dokumenty ze sprawy Vince’a Younga, ale powinnam je panu przekazać w poniedziałek rano.

Cameron zmarszczył brwi i już myślałam, że powiedziałam coś złego, ale zupełnie mnie zaskoczył.

– Przepraszam – powiedział. – Na pewno nie chce pani rozmawiać o pracy. Ja też tego nie chcę. Po prostu nie jestem najlepszy w…

– Rozmowach?

Zmarszczył brwi i skinął głową.

– Tak – przyznał. – Mój brat Nick mówi, że jestem aspołecznym pracoholikiem i powinienem rozwinąć zainteresowania, poznać jakichś ludzi, odkryć nowe hobby.

Zaskoczyło mnie jego wyznanie. Z tego, co wiedziałam, nie zwierzał się nikomu z naszej firmy. Nikt nie zdołał się przebić przez jego skorupę.

– Nie wiedziałam, że ma pan brata.

– Mam też siostrę, ale mieszka w Londynie – oświadczył. – Mój brat, Nick, pracuje tu w Starbucksie.

– Chwileczkę, to taki chłopak z kręconymi włosami? – zapytałam. – To pana brat?

Cameron znów mnie zaskoczył, kiedy wydał z siebie głęboki, nieco nieśmiały śmiech.

– Tak, to on – potwierdził. – Jesteśmy… hm, inni.

– Nigdy bym nie zgadła, że jesteście spokrewnieni – przyznałam. – W ogóle nie jesteście do siebie podobni.

Nie chodziło tylko o wygląd. Jego brat był bardzo sympatyczny i serdeczny. Ilekroć wchodziłam do kawiarni po poranną latte, zawsze widziałam, jak oczarowuje klientów. Postanowiłam o tym jednak nie wspominać. Byłam pewna, że Cameron doskonale zdaje sobie sprawę z tych różnic.

– Jest podobny do naszego taty – skwitował Cameron.

Poczułam się dziwnie na myśl, że ma rodziców i rodzeństwo. Przyzwyczaiłam się już do wyobrażania go sobie jako niezwykle przystojnego wampira, który śpi w trumnie i żywi się krwią, chociaż nie mógł nim być, skoro pracował za dnia.

– Wszyscy mówią, że jestem kopią swojej matki – wyznałam. – Obie mamy takie same blond włosy i brązowe oczy. Poza tym wygląda bardzo młodo, więc czasem biorą nas za siostry. – Roześmiałam się z czułością. – Oczywiście mama to uwielbia.

– Bez urazy wobec pani matki, ale ci mężczyźni pewnie zagadują was, aby panią poderwać – skwitował Cameron.

Klepnęłam go żartobliwie w ramię, a on wyglądał na rozbawionego. Nie mogłam uwierzyć, że naprawdę go dotknęłam. Najwyraźniej drugi dżin z tonikiem zaczął już działać. Z trudem przełknęłam ślinę.

– Nie chodzi o to – zaprotestowałam. – Moja mama jest naprawdę ładna. Poza tym mnie nigdy nikt nie zagaduje, więc na pewno się pan myli.

W odpowiedzi rzucił mi wymowne spojrzenie, którego nie zrozumiałam.

– Pani rodzice mieszkają niedaleko? – zapytał po chwili ciszy.

– W Barnstaple, jakieś półtorej godziny stąd – odparłam. – Odwiedzam ich w weekendy.

Miałam świetny kontakt z mamą i tatą, zapewne dlatego, że byłam jedynaczką. Bardzo mi się poszczęściło, bo byli niezwykle życzliwymi i kochającymi ludźmi, a poza tym zawsze mogłam liczyć na ich wsparcie.

– Przeprowadziła się pani do Torquay, żeby podjąć tu pracę, czy już tu pani mieszkała? – przesłuchiwał mnie dalej.

– Przeprowadziłam się ze względów zawodowych – odparłam. – Wcześniej pracowałam w Barnstaple w bibliotece, ale się tam nudziłam. Chciałam wykorzystać swoje umiejętności w bardziej interesujący sposób, zaintrygowało mnie stanowisko w James & Peterson. Musi pan przyznać, że nasza praca bywa ekscytująca.

– Nie zgadzam się – zaoponował. – Ludzie są przewidywalni. Jeszcze nie natrafiłem na sprawę, która by mnie zaskoczyła.

– Naprawdę? – Uniosłam brew. – Więc dlaczego się pan tym zajmuje?

– Bo jestem w tym dobry – skwitował.

„Dobry” to mało powiedziane. Cameron Grant był najlepszym detektywem, jakiego mieliśmy. Rozumiał motywacje ludzi, potrafił odkryć ich tajemnice i pragnienia. Nie miałam pojęcia, jak to robi, bo mnie ciągle zaskakiwały wyniki naszych dochodzeń.

Spojrzałam na niego.

– Jak pan rozgryza te wszystkie zagadki? – zapytałam.

– Ludzie zawsze pragną jednej z trzech rzeczy: pieniędzy, seksu lub władzy. Wystarczy odkryć, czego chce dany człowiek, a cała reszta jest już bardzo prosta.

– Może ma pan rację. – Podniosłam szklankę do ust, zastanawiając się nad jego słowami.

Trącił mnie łokciem.

– Więc która z tych trzech rzeczy jest dla ciebie najważniejsza, Maisie?

Przepłynęła przeze mnie delikatna fala przyjemności, gdy zwrócił się do mnie po imieniu. Moje imię wypowiedziane jego głębokim, męskim głosem zabrzmiało bardzo ładnie. Chyba czuł się ze mną swobodnie, skoro zaczął się na mnie otwierać. I było to… no cóż, całkiem miłe. Zastanowiłam się nad jego pytaniem. Która z tych rzeczy była dla mnie najważniejsza?

– Właściwie to chyba nic z tego jakoś szczególnie mnie nie interesuje – odpowiedziałam w końcu. – Oczywiście dobrze jest mieć pieniądze, ale bez przesady. Nie pragnę władzy, a seks jest co prawda przyjemny, ale mogłabym bez niego przeżyć.

O rany, czy ja naprawdę to powiedziałam? Usłyszałam jego głęboki chichot.

– Przyjemny, tak? – zapytał.

– A przynajmniej powinien taki być – wyszeptałam, wpatrując się w swoją szklankę.

– I mogłabyś bez niego przeżyć? – dopytywał dalej z zaciekawieniem w głosie.

– Jest wiele rzeczy, bez których ludzie mogą przeżyć – odparłam wymijająco. – Może nam się to nie podobać, ale potrafimy bez tego przetrwać.

Właściwie to byłam tego pewna, bo minęło już wiele lat od mojego ostatniego erotycznego doświadczenia z mężczyzną, a przecież nadal żyłam i miałam się całkiem nieźle. Dopiłam swojego drinka i gestem poprosiłam barmana o kolejnego. Cameron otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale zamknął je szybko, najwyraźniej rezygnując z tego pomysłu. Może nie chciał, żebym więcej piła, ale postanowił się nie wtrącać.

Spojrzałam na parkiet. Lilah nadal tańczyła z kilkoma naszymi współpracownikami.

– Lilah świetnie się bawi – rzuciłam, żeby przerwać ciszę.

Cameron skinął głową, ale nic nie powiedział.

– Jest niesamowita – mówiłam dalej. – Chciałabym nią zostać, jak dorosnę.

– Chyba już trochę za późno – zażartował.

– Wiem. – Westchnęłam. – Może w następnym życiu. Jestem pewna, że wszyscy faceci w biurze się w niej podkochują. Nawet żonaci.

– Nie wszyscy. – Cameron potrząsnął głową.

Spojrzałam na niego, ale szczerze mówiąc, nie byłam specjalnie zaskoczona, że Lilah go nie pociąga. Nie wyglądał mi na mężczyznę z ukrytymi pragnieniami. Zaczęłam się zastanawiać, jak wygląda jego życie towarzyskie. Sprawiał raczej wrażenie samotnika.

Znów zapadła między nami cisza i wtedy na imprezę przybyła w końcu Georgia Peterson. Kilka osób przywitało się z naszą szefową, która rozejrzała się dookoła. Wyglądała na zadowoloną, kiedy zobaczyła obok mnie Camerona. Jej szantaż zadziałał.

– Georgia cię widziała – zwróciłam się do niego. – Masz to z głowy.

Zauważył ją, dopił resztkę swojej whisky i zlustrował mnie swoimi ciemnymi, seksownymi oczami. Poczułam, że się rumienię.

– Może zostanę jeszcze trochę – powiedział.

Zrobiło mi się ciepło na sercu. Cameron Grant uznał moje towarzystwo za znośne. Spore uznanie z jego strony.

Chyba właśnie to skłoniło mnie do zamówienia czwartego i piątego drinka. A może nawet jeszcze szóstego. Cameron nie ustępował mi kroku i straciłam już rachubę, ile whisky wypił. Nie miał w zwyczaju tyle pić, podobnie zresztą jak ja, ale zaangażowaliśmy się w rozmowę i chyba dobrze się bawiliśmy. Mijał czas i z każdym kolejnym łykiem alkoholu stawaliśmy się coraz mniej panem Grantem i panną Wilkins, a coraz bardziej Cameronem i Maisie.

– Jesteś naturalną blondynką? – zapytał w pewnym momencie i okręcił sobie kosmyk moich włosów wokół palca. Nigdy go takiego nie widziałam. Był wstawiony i w dodatku ze mną flirtował. Podobało mi się to. Bardzo.

Ja też byłam wstawiona i tylko dlatego nie uciekłam jak spłoszony królik pod wpływem jego spojrzenia.

– Tak, jestem – odparłam.

– Bardzo ładne. Twoje włosy. Zawsze tak myślałem.

– Tak?

Skinął głową.

– I twoje oczy też. Są takie… brązowe – dodał.

Czy samo wspomnienie koloru oczu może zabrzmieć jak komplement? Zarumieniłam się mimo wypitej sporej ilości alkoholu (lub może właśnie dlatego). Rozkoszowałam się tym, jak na mnie patrzy. Wreszcie ze mną rozmawiał – po tylu latach, gdy podziwiałam go z daleka. Może to dobrze, że Cameron był na co dzień zrzędliwy i aspołeczny? Gdyby cały czas zachowywał się tak jak teraz, wszystkie kobiety zakochiwałyby się w nim po uszy.

– I masz najlepszy tyłek w firmie – wyszeptał mi do ucha.

Dreszcz przebiegł mi po kręgosłupie i poczułam się, jakbym miała zaraz zapłonąć. Cameron Grant lubił mój tyłek! Uważał, że mam najlepszą pupę spośród wszystkich kobiet, z którymi pracował. Taki komplement bardzo by mnie onieśmielił, gdybym była w normalnym stanie, ale wtedy tylko zakręciło mi się w głowie. Podniosłam wzrok na roślinę zwisającą nad barem, tuż nad naszymi głowami.

– Czy to jemioła? – zapytałam od niechcenia.

– No tak – odpowiedział Cameron. – Tak myślę.

– Hm – zamruczałam.

– Czy to oznacza, że powinniśmy się pocałować? – zapytał.

Napotkałam jego wzrok.

– Nie wiem, powinniśmy? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.

To było ostatnie, co powiedziałam, zanim opuściliśmy bar, po pijanemu złapaliśmy taksówkę i ruszyliśmy do jego mieszkania. Zastanawiałam się, czy ktoś zauważył, że wyszliśmy razem, ale odepchnęłam od siebie tę myśl. Rozproszyło to moją uwagę, gdy Cameron ujął moją twarz w dłonie i spojrzał mi w oczy.

– Jesteś bardzo ładna, Maisie – wymamrotał i wpił się w moje usta. Zaskoczyło mnie, że ten pocałunek nie był wcale niechlujny. No cóż, może trochę, ale w seksowny i namiętny sposób. Jego język smakował mnie tak chciwie, że aż zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie miał tak samo długiej przerwy w uprawianiu seksu jak ja.

Już po chwili dotarliśmy do jego mieszkania. Cameron zapłacił szybko kierowcy i poprowadził mnie do budynku. Tuż przy drzwiach zaczął mnie dręczyć głos szepczący w mojej głowie: „Czy to na pewno dobry pomysł, Maisie? Nie pożałujesz tego rano?”.

Zignorowałam go jednak i gdy tylko weszliśmy do środka, ściągnęłam Cameronowi kurtkę i rozpięłam guziki jego koszuli. Przebiegłam dłońmi po jego torsie, a on znów mnie pocałował. Sięgnął ku moim piersiom i zaczął je pieścić, a ja żałowałam, że mam na sobie tyle ubrań.

– Jesteś taka miękka – zamruczał.

Westchnęłam i wzdrygnęłam się, gdy przygryzł mi dolną wargę i sięgnął ku zamkowi mojej sukienki.

– Chodź tu – powiedział. – Zdejmijmy to z ciebie.

– Tak. Szybko.

Jęknął, kiedy dotknęłam jego członka przez spodnie. Dawno tego nie robiłam. Prawdę mówiąc, nigdy nie dotykałam mężczyzny z taką niecierpliwością. Byłam go spragniona, ale nie bardziej niż on mnie.

Sukienka opadła na podłogę, a on podziwiał przez chwilę moje nagie ciało. Potem zabrał się za odpinanie paska, jednocześnie całując mnie i prowadząc do sypialni. Kątem oka zdążyłam jeszcze zauważyć, jak ładne i zadbane jest jego mieszkanie, a potem moje plecy spoczęły na materacu.

Kiedy pocałował mnie w szyję i szczękę, poczułam przyjemny dreszcz.

– Cameron, proszę – błagałam.

Chyba mocno to na niego podziałało, bo jego oczy aż pociemniały z pożądania. Moja klatka piersiowa uniosła się i opadła gwałtownie pod wpływem jego spojrzenia.

Ukląkł między moimi nogami ze spodniami zsuniętymi na biodra. Włożył mi rękę między uda, a potem zawędrował nią pod majtki. Zadrżałam, gdy palcami musnął moją łechtaczkę.

Podkochiwałam się w Cameronie Grancie już od dawna, ale wcześniej wydawało mi się to zupełnie nieszkodliwe. Nie sądziłam, że mógłby się mną zainteresować. Przeraziłam się na myśl, że może wcale go nie pociągam i to wszystko to tylko wpływ whisky.

– Jesteś taka mokra – powiedział, wsuwając we mnie dwa palce. Zamknęłam oczy i przygryzłam wargę.

– Jeszcze – wyszeptałam, a jego ruchy przyspieszyły.

Po chwili przerwał, aby wyciągnąć z szafki prezerwatywę. Rozerwał folię i zmarszczył brwi. Najwyraźniej miał mały problem z kondomem. Był trochę wstawiony i nie umiał go założyć. Przeklął pod nosem, rzucił gumkę na podłogę i wyciągnął kolejną. Tym razem miał więcej szczęścia i rozwinął ją na swojej męskości.

„Ma ładnego penisa” – zauważył mój zamroczony alkoholem mózg.

– Wszystko w porządku? – zapytał, kiedy przycisnął się do mnie.

Skinęłam głową z zapartym tchem i jęknęłam, kiedy we mnie wszedł. Wbił się szybko i głęboko, z seksownym i pożądliwym wyrazem twarzy. Wbiłam mu paznokcie w ramiona, zatracając się w rozkoszy. Miałam zamknięte oczy, ale kiedy je otworzyłam, zauważyłam, że Cameron rejestruje wszystkie moje reakcje, a nawet każdy wydawany przeze mnie dźwięk czy westchnienie. Pieścił dłońmi moje piersi i uszczypnął sutek, po czym chwycił go między kciuk i palec wskazujący. Wymsknęło mi się definitywnie nieprzystające damie słowo. Cameron jęknął, gdy je usłyszał.

– Powinniśmy byli zrobić to już dawno – rzucił chrapliwym głosem.

„Zaraz. On naprawdę tak myśli?” – zastanowiłam się.

Wydawał coraz głośniejsze pomruki przerywane przekleństwami. Pieścił kciukiem moją łechtaczkę, a ja czułam narastającą w podbrzuszu rozkosz. Cameron Grant okazał się najbardziej uważnym kochankiem, jakiego kiedykolwiek miałam, a przecież nie był nawet trzeźwy.

– Jesteś blisko? – zapytał, a na jego czole zalśniły krople potu.

Moją jedyną odpowiedzią był zduszony jęk. Szczytowałam. Cameron też musiał to poczuć, bo przyspieszył pchnięcia. Jego dłoń przesunęła się po mojej piersi i obojczyku, aż spoczęła na gardle. Złapał mnie delikatnie za szyję i doszedł, przyciskając usta do moich ust. Rozpłynęłam się w reakcji na jego męski dźwięk rozkoszy.

Ostatnim, co zapamiętałam, było to, że przyciągnął mnie do siebie, wyszeptał moje imię swoim seksownym, sennym głosem i utulił do snu.

Kiedy zbudziłam się rano, Cameron chrapał cicho, przygniatając mnie swoim ciałem. Cieszyłam się jego ciepłem przez chwilę, zanim dotarło do mnie, co się stało.

Upiłam się na imprezie i przespałam z kolegą z pracy (i to wyższym rangą, czyli właściwie przełożonym!). Czy można zrobić coś głupszego? Poczułam narastającą panikę i zawstydzenie – nie z powodu tego, co zrobiłam, lecz raczej na myśl o tym, że ludzie z pracy się o nas dowiedzą. Nie chciałam być tematem plotek. A jeśli ktoś widział, jak wychodzimy razem? Już samo to, że siedzieliśmy wspólnie przy barze, mogło posłużyć jako pożywka dla plotek.

Praca była dla mnie ważna i nie chciałam stracić szacunku współpracowników ani być przez nich obgadywana, w razie gdyby odkryli, co zrobiliśmy z Cameronem. Niestety w takich sytuacjach kobiety często osądzano, a mężczyznom gratulowano. A jeśli Cameron opowie im o swoim podboju? Nie, nie wyglądał mi na takiego. Czym więc tak się zamartwiałam? Być może zaniepokoiły mnie te motylki w brzuchu i nieznane mi dotąd emocje, które poczułam na samo wspomnienie jego łagodnego spojrzenia i czułych słów. Było nam tak dobrze zeszłej nocy!

Tak, Cameron bardzo mi się podobał. Niestety. W James & Peterson związki między współpracownikami nie były dobrze widziane, głównie dlatego, że mogły wpływać na jakość naszej pracy. Ponadto chciano uniknąć pozwów o molestowanie, w razie gdyby czyjeś awanse nie zostały odwzajemnione. Miałam rachunki i kredyt hipoteczny do spłacenia, a w okolicy nie było zbyt wielu ofert pracy dla researcherek. Nie powinnam tak ryzykować.

Postanowiłam się wymknąć. Ostrożnie, aby nie obudzić Camerona, wygramoliłam się z łóżka i zebrałam swoje rzeczy. Przeszukałam jego pokój i znalazłam wszystko oprócz stanika.

„Gdzie on, do cholery, jest?” – zastanawiałam się w myślach.

Cameron się poruszył, a ja zamarłam. Kiedy jego oddech się wyrównał, odetchnęłam z ulgą i szukałam dalej. W końcu doszłam do wniosku, że stanik musiał się zapodziać gdzieś w salonie, więc wykradłam się z sypialni, trzymając ubrania przy piersi i rozglądając się dookoła. Mieszkanie Camerona było zaskakująco przyjemne. To była otwarta przestrzeń, stylowa, a zarazem przytulna i nieskazitelnie czysta. Na kuchennym stole stał nawet wazon ze świeżymi kwiatami. Nie spodziewałam się tego po samotnym mężczyźnie po trzydziestce.

Wtem dostrzegłam kątem oka coś błyszczącego. Na stoliku kawowym stała mała kryształowa misa, a w niej leżała… męska obrączka. Serce zadudniło mi w uszach. Podeszłam bliżej i drżącą ręką podniosłam obrączkę. Czy to możliwe, aby należała do Camerona? Na samą myśl o tym odskoczyłam i wrzuciłam pierścionek z powrotem do miski, jakby mnie poparzył.

Wstrząśnięta rozejrzałam się za innymi dowodami, które potwierdziłyby moje przypuszczenia. Zrobiło mi się niedobrze, kiedy je ujrzałam. Na kominku stało kilka zdjęć, a jedno z nich szczególnie się wyróżniało. Cameron miał na sobie garnitur i stał obok ładnej kobiety o długich, kręconych brązowych włosach. Zdjęcie zrobiono przed jakimś zamkiem, a kobieta miała na sobie suknię ślubną.

O mój Boże, on jest żonaty! Nagle wszystko stało się dla mnie jasne: jego brak zainteresowania kobietami, które próbowały z nim flirtować, oraz to, że jego mieszkanie miało ewidentnie kobiecy charakter. I jeszcze to zdjęcie! Kobieta na fotografii musiała być jego żoną.

„Boże, przespałam się z żonatym mężczyzną!” – pomyślałam ze zgrozą. Zdegustowana własną osobą ubrałam się szybko i uciekłam z mieszkania Camerona.

Na ulicy zamówiłam przez telefon taksówkę i czekając, zastanawiałam się nad tym wszystkim gorączkowo. Jeśli Cameron jest żonaty, to gdzie jest jego żona? Wyjechała na weekend? I dlaczego nigdy nie nosił obrączki w pracy? Wiedziałam, że niektórzy mężczyźni ich nie noszą, bo jest to dla nich niewygodne, ale przecież nikt nigdy nawet nie wspominał o jego małżonce. A może sądził, że o niej wiem?

Nie mogłam znieść myśli o byciu „tą drugą”.

Przyjechała taksówka, a ja usiadłam na tylnym siedzeniu pogrążona w rozważaniach. Pragnęłam zapomnieć o ostatniej nocy, całkowicie wymazać ją z pamięci, ale nie potrafiłam. Nie mogłam już tego cofnąć i ogarnęło mnie przerażenie na myśl o spotkaniu się z Cameronem w poniedziałek w pracy.

Czy powinnam się z nim skonfrontować i zażądać, aby powiedział swojej żonie, że ją zdradził? A może raczej udawać, że nic się nie wydarzyło?

Zamknęłam oczy. Nie wiedziałam, jak postąpić. Na szczęście miałam jeszcze cały weekend na rozmyślania.

Grunt to optymistyczne nastawienie.

Rozdział 2

Dalszy rozwój wypadków

16 grudnia

Dostępne w wersji pełnej

Spis treści:
Okładka
Karta tytułowa
CZĘŚĆ I.Pewnego razu na świątecznej imprezie firmowej…
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
CZĘŚĆ II. Pewnego razu w nowym roku…
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15

TYTUŁ ORYGINAŁU:

Happy Go Lucky

Redaktor prowadząca: Ewelina Kapelewska

Wydawca: Agata Garbowska

Redakcja: Justyna Yiğitler

Korekta: Ewa Popielarz

Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz

Zdjęcie na okładce: © Roman Samborskyi, Dn Br, paprika/Shutterstock.com

Copyright © L.H. Cosway 2019

All rights reserved.

Copyright © 2020 for the Polish edition by Wydawnictwo Kobiece Łukasz Kierus

Copyright © for the Polish translation by Karolina Bochenek, 2020

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2020

ISBN 978-83-66654-97-6

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku:

www.facebook.com/kobiece

Wydawnictwo Kobiece

E-mail: [email protected]

Pełna oferta wydawnictwa jest dostępna na stronie

www.wydawnictwokobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek