Wydawca: Świat Książki Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski

Goebbels. Dzienniki. Tom 2: 1939-45 ebook

Joseph Goebbels

(0)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Goebbels. Dzienniki. Tom 2: 1939-45 - Joseph Goebbels

Joseph Goebbels (1897-1945), minister oświecenia narodowego i propagandy Rzeszy, budzi  jednoznaczne skojarzenia. To jedna z najbardziej złowrogich postaci w historii XX wieku, symbol kłamstwa, cynizmu i manipulacji. Więcej nawet – morderca „zza biurka”. Jego pomysły propagandowe wzniecały nienawiść i nawoływały do przemocy, prowadząc do tragedii milionów ludzi. Goebbels uniknął ludzkiej odpowiedzialności za swoje przewiny, wybierając samobójczą śmierć. Pozostawił jednak swoisty spadek, niezwykle obszerne Dzienniki, liczące około 36 tysięcy stron, spisywane przez kilkadziesiąt lat z bardzo dużą regularnością.           

Goebbels ulegał ślepej wierze w geniusz i szczęśliwą gwiazdę Führera, ale też umiał niekiedy w sposób zadziwiająco trafny skonstatować, a nawet  przewidzieć bieg wydarzeń politycznych, jak choćby rozwijający się od połowy II wojny światowej proces zniewolenia Europy Środkowej przez ZSRR przy karygodnej bezczynności zachodnich partnerów z Wielkiej Trójki. Przy tej okazji warto zauważyć wątki polskie w Dziennikach. Są  one ilościowo skromne, ale ważne i interesujące, dotyczą m.in. genezy wojny, tragedii katyńskiej i wreszcie Powstania Warszawskiego.          

Tłumacz i autor opracowania Dzienników - Eugeniusz Cezary Król – jest historykiem i politologiem, pracownikiem naukowym Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk oraz nauczycielem akademickim Collegium Civitas

Opinie o ebooku Goebbels. Dzienniki. Tom 2: 1939-45 - Joseph Goebbels

Fragment ebooka Goebbels. Dzienniki. Tom 2: 1939-45 - Joseph Goebbels

Tytuł oryginału: DIE TAGEBÜCHER VON JOSEPH GOEBBELS, K.G.Saur Verlag, München 1987, 1997–2006
Wydawca: DARIA KIELAN
Redaktor prowadzący: TOMASZ JENDRYCZKO
Redakcja: RYSZARDA WITKOWSKA-KRZESKA
Fotoedytor: MARTYNA TURSKA
Korekta: MACIEJ KORBASIŃSKI
Skład: Akces, Warszawa
Copyright © for the Goebbels Diaries by Cordula Schacht Copyright © for the Polish translation by Eugeniusz Cezary Król, 2013 Copyright © for the Polish edition by Świat Książki Sp. z o.o., Warszawa 2013
ISBN 978-83-7943-532-6
Świat Książki Sp. z o.o. 02-103 Warszawa, ul. Hankiewicza 2 Księgarnia internetowa: Fabryka.pl
Konwersja: eLitera s.c.

Słowo do tomu drugiego DziennikówJosepha Goebbelsa

Tempo, z jakim znika z księgarń pierwszy tom polskiej edycji Dzienników, pisanych w latach 1923-1939 przez ministra oświecenia narodowego i propagandy Rzeszy, pozwala sądzić, że publikacja ta cieszy się dużym zainteresowaniem czytelników. Również recenzje i omówienia, które się już ukazały, wskazują na docenienie wartości poznawczej tego źródła, podkreślając jednocześnie nieodmiennie negatywną opinię o jego autorze.

Jest nadzieja, że także tom drugi, a po nim trzeci staną się przedmiotem bacznej uwagi zarówno wielu zawodowych historyków, jak i badaczy środków masowego przekazu, politologów oraz socjologów, o miłośnikach tych dziedzin humanistyki nie wspominając. Tym bardziej że tomy te dotyczą II wojny światowej, kiedy to świat pogrążył się w wielkim i dramatycznym konflikcie, powodującym ogromne ofiary ludzkie i straty materialne, a również niezwykle głębokie i wielostronne konsekwencje, determinujące egzystencję tych, którzy wojnę przeżyli, a także ich dzieci i wnuków.

Niniejszy tom Dzienników obejmuje okres od początku września 1939 roku do końca lutego 1943 roku. Trzecia Rzesza święciła wtedy triumfy militarne i polityczne. W pokonanym polu zostały Polska i państwa Europy Zachodniej, osaczona Wielka Brytania toczyła ciężkie boje o przetrwanie, na południu Europy zwycięski nazizm doprowadził do klęski Grecję i spowodował dezintegrację Królestwa Jugosławii. W czerwcu 1941 roku Trzecia Rzesza dokonała agresji na sprzymierzony dotąd Związek Radziecki. W Berlinie obiecywano sobie błyskawiczne zwycięstwo pancernych pięści Wehrmachtu i rychłą realizację podstawowego celu Adolfa Hitlera: zdobycia i zabezpieczenia na Wschodzie „przestrzeni życiowej” dla narodu niemieckiego. Stopniowo krystalizowała się koalicja prohitlerowska, składająca się z sojuszników kluczowych, stanowiących „oś” porozumienia (Niemcy, Japonia, Włochy) oraz z europejskich „partnerów młodszych”, uzależnionych od Trzeciej Rzeszy (Norwegia, Francja Vichy, Słowacja, Węgry, Rumunia, Bułgaria, „niezależne” Chorwacja i Serbia). Początkowo, mimo fatalnej indolencji włoskich sojuszników, dobrze rozwijała się niemiecka ofensywa w północnej Afryce. Równocześnie Japończycy uderzyli z zaskoczenia na amerykańskie Hawaje i w błyskawicznym tempie poczęli zajmować duże połacie Dalekiego Wschodu. Z Trzecią Rzeszą i faszystowskimi Włochami sympatyzowali, choć nie bez ograniczeń, dyktatorzy z Półwyspu Pirenejskiego: Francisco Franco z Hiszpanii i António Salazar z Portugalii. Obszary w Europie Środkowowschodniej, poddane bezwzględnej eksploatacji i zbrodniczemu programowi przekształceń etniczno-rasowych, przynosiły nazistowskim okupantom wymierne korzyści materialne i dawały nadzieję na realizację dalekosiężnego planu germańskiego osadnictwa. Rozpędzała się machina zagłady ludności żydowskiej i romskiej, dopracowywano szczegóły Generalnego Planu Wschód, mającego na celu wyniszczenie Polaków i innych Słowian w centrum kontynentu europejskiego.

Wszystkie te wydarzenia znalazły specyficzne odbicie w zapiskach Goebbelsa. Uzupełnienie stanowiły zapiski odnoszące się do sytuacji wewnętrznej Rzeszy, w szczególności do spraw kultury, która przynależała do kompetencji ministra propagandy. Studiował on regularnie raporty Służby Bezpieczeństwa SS i Urzędów Propagandy Rzeszy o stanie nastrojów ludności, a także specjalnie przygotowywane dla niego przeglądy prasy krajowej i zagranicznej, interesował go postęp prac dotyczących „odsuwania” Żydów na Wschód, przede wszystkim w podległym mu okręgu Wielkiego Berlina. Śledził też z uwagą problemy związane z egzystencją mieszkańców zajętych obszarów Europy Zachodniej i Środkowowschodniej. Sporo miejsca w wybranych i przetłumaczonych fragmentach Dzienników przypadło ziemiom Rzeczypospolitej, zarówno tym wcielonym bezpośrednio do Rzeszy, jak i tworzącym terytorium Generalnego Gubernatorstwa oraz zaliczających się, jak Wileńszczyzna, Białostocczyzna i Polesie, do struktur powstałych na okupowanym terenie Związku Radzieckiego.

Goebbels przyglądał się bacznie działaniu okupacyjnych wielkorządców: gauleiterowi Gdańska i Pomorza Albertowi Forsterowi, gauleiterowi Warthegau, czyli Wielkopolski, Arthurowi Greiserowi, gauleiterowi Śląska Fritzowi Brachtowi, a także generalnemu gubernatorowi Hansowi Frankowi oraz gauleiterowi Prus Wschodnich i komisarzowi Rzeszy na Ukrainę Erichowi Kochowi. W tym rankingu swoistych zasług, czytaj: największej sprawności w dziele grabieży okupowanych terenów i wyniszczania miejscowej ludności, prym wiedli Greiser i Koch. Najgorzej wypadał Frank. Minister propagandy oskarżał go o wielkopańskie, iście monarsze zapędy, budowanie własnej pozycji kosztem interesów Rzeszy, wreszcie o korupcję i nepotyzm.

Skoro mowa o zapiskach dotyczących kwestii personalnych, to stałymi gośćmi na kartach Dziennika z pierwszych lat wojny byli inni członkowie elity przywódczej Trzeciej Rzeszy. Goebbels, zabiegający nieustannie o awans w nazistowskiej hierarchii władzy, żywił szczególną nieufność do największych konkurentów, mogących i zresztą próbujących uszczuplić przynależną mu domenę propagandy i indoktrynacji społecznej. Na celowniku znajdowali się zwłaszcza odpowiedzialny za partyjną ideologię i administrowanie terenami okupowanymi Związku Radzieckiego Alfred Rosenberg i minister spraw zagranicznych Rzeszy Joachim von Ribbentrop. Z dużą ostrożnością autor Dzienników odnosił się do Heinricha Himmlera i Martina Bormanna, najwyraźniej respektując ich mocną pozycję. Ambiwalentny stosunek miał natomiast do Hermanna Göringa. Krytyczne i ironiczne opinie na temat sybarytyzmu i różnego rodzaju dziwactw Göringa przeplatały się z obawami o stan jego zdrowia nadszarpniętego wieloletnim morfinizmem, a zwłaszcza z troską o siły lotnicze Rzeszy, których renoma, a wraz z nią prestiż marszałka Rzeszy ogromnie ucierpiały po fiasku „bitwy o Anglię”. Goebbels nie tracił jednak nadziei, że wyrwany z nałogu i odpowiednio zmobilizowany Göring okaże się ważnym sojusznikiem na drodze do realizacji kluczowych celów stojących podczas wojny przed nazistowskim państwem.

Szef Ministerstwa Oświecenia Narodowego i Propagandy kwitował w latach 1939-1942 z wielkim zadowoleniem militarne sukcesy Rzeszy i jej sprzymierzeńców, choć oczywiście nie należał do przychylnych recenzentów wysiłku wojskowego takich państw, jak Włochy i Węgry. Stosunkowo wcześnie dostrzegł też chmury zbierające się nad wojennym horyzontem Niemiec: wzmagający się od końca 1941 roku opór Armii Czerwonej, rosnące trudności niemiecko-włoskiego korpusu ekspedycyjnego w północnej Afryce i stopniowe aktywizowanie się ruchu oporu w okupowanych krajach Europy Zachodniej, a w szczególności w Jugosławii, Polsce i na zachodnich rubieżach Związku Radzieckiego. Dlatego też do strategicznych priorytetów Goebbelsa, co mniej lub bardziej dobitnie pojawia się w jego zapiskach diarystycznych, zaliczyć trzeba w 1942 roku sprawną realizację programu zagłady Żydów europejskich, ale także znalezienie rozwiązania dla trzech, ze sobą sprzężonych, zadań o kluczowym charakterze:

a) uruchomienie wszelkich rezerw ekonomiczno-społecznych, umożliwiających maksymalizację wysiłku wojennego Rzeszy, co znalazło wyraz w coraz bardziej natarczywym głoszeniu hasła totalizacji wojny;

b) znalezienie sposobu na podzielenie koalicji antyhiterowskiej, formującej się od lata 1941 roku z udziałem stalinowskiego Związku Radzieckiego, do niedawna jeszcze, od czasu podpisania zbrodniczego paktu Ribbentrop–Mołotow, sojusznika Rzeszy w dziele przekształceń etniczno-terytorialnych w samym sercu Europy. Groza wojny na dwa, a właściwie na trzy i później cztery fronty, uwzględniając północną Afrykę i Włochy, popycha Goebbelsa do coraz bardziej gorączkowych poszukiwań partnerów do zawarcia seperatystycznego pokoju, a więc rozwiązania funkcjonującego z niejakim powodzeniem w schyłkowej fazie I wojny światowej;

c) skłonienie Hitlera do zgody na zastosowanie wobec narodów zamieszkujących Związek Radziecki choćby początkowo najskromniejszych elementów programu politycznego. Miałoby to zagwarantować ich przynajmniej ograniczoną współpracę na platformie antystalinowskiej, co pozwoliłoby zneutralizować antyhitlerowski ruch oporu i przerzucić jakąś część wysiłku wojennego Rzeszy na gotowych do współpracy przedstawicieli miejscowej ludności. Goebbels poszukuje dla tego planu sojuszników wśród czołowych reprezentantów aparatu władzy Trzeciej Rzeszy, między innymi generalnego gubernatora Hansa Franka, a nawet do pewnego stopnia ministra Alfreda Rosenberga.

Stanowisko, jakie zajmie Hitler, miało podstawowe znaczenie dla tych trzech kwestii. Minister propagandy używał więc wszelkich perswazji, aby przekonać Hitlera do swoich planów. Starał się jednak działać ostrożnie i rozważnie, znając uwrażliwienie Führera na próby podważania jego dogmatów, zwłaszcza na tle rasowo-narodowościowym. Kontakty Goebbelsa z jego wodzem są w czasie wojny coraz częstsze i w związku z tym w Dziennikach pojawiają się obszerne relacje jego z rozmów z Hitlerem. Przypomnieć w tym miejscu wypada, że od lipca 1941 roku zmienia się zasadniczo styl zapisów: Goebbels rezygnuje z odręcznych, lakonicznych notatek w brulionach i dyktuje przybocznemu stenografowi swoje coraz dłuższe, publicystyczne wywody. Mnożące się spotkania z Führerem stanowiły dla autora Dzienników dowód na jego coraz mocniejszą pozycję w hierarchii nazistowskiej władzy. Goebbels, po gwałtownym zakończeniu romansu z czeską aktorką Lidą Baarovą, odzyskał już zaufanie Führera. Więcej nawet – niespożyta energia i inwencja naczelnego propagandysty Trzeciej Rzeszy stawała się coraz bardziej niezbędna do realizacji celów strategicznych narodowego socjalizmu.

Mimo to wspomnianych powyżej trzech priorytetów nie zdołał w omawianym okresie zrealizować. Rozmowy z Hitlerem, odnotowywane bardzo szczegółowo w Dziennikach z lat 1939-1943, pokazują daleko idące niezdecydowanie przywódcy Trzeciej Rzeszy, a także wiarę w szczęśliwy obrót sytuacji wojennej. Tym żył również autor Dzienników, tyle tylko, że dla niego źródłem wiary i nadziei pozostawał nieodmiennie Adolf Hitler, jego rzekomy geniusz i umiejętność pokonywania nadludzkich przeszkód. Po każdym spotkaniu z Führerem minister propagandy czuł, że „ma naładowany akumulator” i działał z coraz większą determinacją, choć zbliżał się nieuchronnie moment przełomu w wojnie, oddzielający pasmo sukcesów od nadciągającej katastrofy. Swoistą jej zapowiedzią, wtedy jeszcze tak niepostrzeganą, stała się przegrana kampania na froncie północnoafrykańskim ze sromotną porażką pod El Alamejn w czerwcu 1942 roku.

Kiedy jesienią 1942 roku zbierały się czarne chmury nad niemieckimi wojskami pod Stalingradem, propaganda Trzeciej Rzeszy prezentowała niczym niezmąconą pewność zwycięstwa, a mnożące się symptomy przegranej z zasady bagatelizowała. Katastrofa stalingradzka, definitywnie przypieczętowana w styczniu 1943 roku, spadła na niemieckie społeczeństwo niczym grom z jasnego nieba. Na ten właśnie moment przypadło „arcydzieło retoryki” Josepha Goebbelsa, czyli podjęta przez niego próba kompletnego odwrócenia znaczeń: przekształcenia ciężkiej klęski w rzekomo pożądane zrządzenie losu.

W końcowej części niniejszego tomu czytelnik znajdzie zapiski Goebbelsa ukazujące od strony kulis zbrodniczy majstersztyk propagandy, jakim było przeprowadzenie manifestacji w Berlinie 18 lutego 1943 roku. Pałac Sportu stał się wtedy widownią największego popisu oratorskiego ministra propagandy i towarzyszącej temu tyleż fanatycznej, ile starannie zaaranżowanej erupcji entuzjazmu dla hasła wojny totalnej. „Wojna totalna to wojna najkrótsza” – taki napis widniał na olbrzymim transparencie rozwieszonym w Pałacu Sportu. Uzyskując poklask dla tego hasła, Goebbels przystąpił do realizacji jednego ze swoich priorytetów politycznych.

Jak pokaże dalszy bieg wypadków, intensyfikacja wysiłku wojennego przyniesie jego inicjatorowi niewątpliwy wzrost znaczenia w nazistowskiej elicie władzy; instytucjonalnym tego wyrazem będzie objęcie wpływowej funkcji generalnego pełnomocnika Rzeszy do spraw wojny totalnej. Dla Niemców będzie to oznaczać gwałtowne zwiększenie się wyrzeczeń, a co za tym idzie coraz większą liczbę ofiar wśród żołnierzy i ludności cywilnej oraz wielkie zniszczenia materialne. Co jednak zakrawa na ponury paradoks, wojna nie stanie się przez to ani krótsza, ani też zwycięska.

Tom Dzienników Goebbelsa, obejmujący notatki do połowy II wojny światowej, stanowi świadectwo triumfów reżimu Trzeciej Rzeszy. Jest to, zgodnie z naturą źródła, zapis subiektywny, momentami zakłamany i bałamutny, ale też nierzadko przenikliwy i odkrywczy, wnoszący wiele nowych elementów do stanu wiedzy na temat totalitarnego państwa hitlerowskiego w okresie jego pomyślności.

I z tego ważnego powodu warto zajrzeć do zapisków dziennych ministra oświecenia narodowego i propagandy Rzeszy. Nawet jeśli osoba autora budzi uzasadnioną niechęć, a nawet odrazę, trzeba mieć świadomość, że przypadła mu rola jednego z kluczowych animatorów dramatycznych i tragicznych wydarzeń pierwszej połowy XX wieku.

Eugeniusz Cezary Król

Dzienniki

1939–1943

1939

2 września 1939

Wczoraj: o brzasku z łóżka. Zaraz do biura. Jeszcze żadnych meldunków. W Gdańsku deklaracja przystąpienia [do Rzeszy]. Walki. Westerplatte i Gdynia ostrzeliwane. Dzwoni Forster: do teraz wszystko dobrze.

Reichstag: historyczne posiedzenie. Führer uzasadnia swoje posunięcia. Ułatwia Londynowi i Paryżowi drogę do porozumienia. Podziękowanie Moskwie. Problem Gdańska wyjaśniony.

[...] Niestety nie mamy jeszcze Westerplatte. To nie jest dobre ze względów psychologicznych. W Gdańsku trwają także walki o [polski] urząd pocztowy. [...]

U Führera. Jest wściekły, że Westerplatte nie jest bombardowane. Zaraz to zarządza. Tu nie wolno kierować się fałszywymi rachubami w związku z problemem własności.

Londyn i Paryż ogłaszają powszechną mobilizację. To było do przewidzenia. Proponuję Führerowi, aby zaraz złożył stanowcze dementi do angielskiego rządu. Twierdzi on, że nie znał naszych propozycji. To jest kłamstwo! [...]

Pierwszy komunikat z frontu. Odnieśliśmy już bardzo miłe sukcesy. Ale jeszcze nie o rozstrzygającym znaczeniu. Usuwam z komunikatu pewne błędy psychologiczne. Radio kosztuje mnie wiele pracy. Muszę tam być czujny niczym pies myśliwski.

Görlitzer donosi o sytuacji w Berlinie. Wszystko dobrze. Ludność jest poważna, ale opanowana. Berndt pracuje dobrze.

Moja ustawa o karze śmierci dla słuchających zagranicznego radia[1] została przyjęta przez Führera. To dobrze. Jedna z broni została wrogowi wytrącona z ręki. [...]

Przemawia Chamberlain. Ostro przeciwko nam. Mamy wycofać nasze oddziały, w przeciwnym razie Anglia i Francja wyciągną z tego konsekwencje. To samo podkreślają Henderson i Coulondre u Ribbentropa.

Odczekać. Pracuję jeszcze do późnej nocy. Potem padam jak nieżywy na łóżko.

3 września 1939

Wczoraj: [...] Sytuacja militarna przedstawia się mniej więcej tak jak wczoraj. Wieczorem jednak oczekuje się jeszcze na szczególny sukces. Walki o Westerplatte toczą się nadal. Führer nakazał użycie ciężkiej artylerii. Przełęcz Jabłonkowska została zdobyta. Polacy chełpią się swoim wojskowym bohaterstwem. To jednak jest jedynie na papierze. [...]

W sytuacji zaszła osobliwa zmiana. Włączył się Mussolini i zaproponował zwołanie konferencji 6 mocarstw. Do tego czasu miałoby obowiązywać zawieszenie broni. Führer nie odrzuciłby takiego rozwiązania, pod warunkiem jednak, że miałby w ręku jakąś zdobycz. Dlatego też cały nasz wysiłek wojenny zostaje skierowany na odcięcie korytarza. [...]

Duży spór o rozporządzenie dot.[yczące] zagranicznych rozgłośni[2]. Göring, Frick i Gürtner nie chcą się posuwać tak daleko jak ja. Ich propozycja jest jednak dla mnie całkowicie niewystarczająca. Führer już zaaprobował mój projekt, ale Göring nie chce się z tym pogodzić. Robię wszystko, aby przeforsować mój projekt. [...]

Rosyjska misja wojskowa przyjeżdża do Berlina. Wielka korzyść dla nas. [...]

Ważny komunikat wojenny [OKW]: korytarz zaryglowany. Może doprowadzi to do dużego zwycięstwa. To byłoby dla nas nieocenione.

Daladier i Halifax wygłaszają zaciekłe przemówienia. Poza tym jednak Londyn i Paryż zaczynają trochę mięknąć. [...]

4 września 1939

Wczoraj: z samego rana z łóżka. O godz. 9 rano Londyn postawił nam ultimatum [z żądaniem odpowiedzi] do godz. 11: koniec z działaniami wojennymi i wycofanie wojsk. Inaczej wojna.

Zaraz do Kancelarii Rzeszy. Führer jest oburzony i nie myśli o tym, aby przyjąć to ultimatum. Dyktuje memorandum, w którym ostro uzasadnia [swoje odrzucenie]. Do tego odezwa do narodu, partii, frontu wschodniego i zachodniego. Zaraz nakazuję odczytać to w radiu.

O godz. 11 przemawia Chamberlain. Ogłasza, że Anglia znajduje się z nami w stanie wojny. W ten sposób sytuacja staje się jasna. Chamberlain dopuszcza się dzikich wypadów pod adresem Führera. Churchill[3] i Eden dokooptowani do gabinetu. Czy Londyn chce faktycznie iść na całość?

Paryż zostawia sobie czas na decyzję do godz. 5 [po południu]. Następnie jednak nie przekazuje formalnego wypowiedzenia wojny. Na Zachodzie będziemy się tylko bronić.

[...] U Führera. Przedkładam mu całą koncepcję propagandy wojennej. Przeciwko Chamberlainowi i towarzyszom. Oddzielić przywództwo od narodu. Chwilowo oszczędzać Francję. Niemiecka potęga i władza. Führer jest bardzo pewny swego. Wszystko zależy od sukcesu na Wschodzie. Na razie Polacy stawiają jeszcze opór. Nasza Luftwaffe operuje bajecznie.

Całe popołudnie dyktowanie [tekstu] ulotek. Dla Polski, Anglii, Francji. Niestety nasze rozgłośnie radiowe muszą często milknąć, aby uniemożliwić namierzenie się wrogim lotnikom. [...]

Wieczorem znów u Führera. Jeszcze raz przedstawia mi sytuację militarną. Sądzi, że Zachód będzie pozorował wojnę, tzw. wojnę kartoflaną[4]. Od kiedy jednak wiem, że Churchill jest w gabinecie, trudno mi w to uwierzyć. Ale tak czy owak będziemy walczyć i pracować aż do zwycięstwa. Może jest to wielkie rozstrzygnięcie dla Europy w ogóle.

Następnie Führer wyjeżdża na front wschodni. Życzę mu wszystkiego najlepszego. Bardzo wzruszające pożegnanie. Jestem głęboko poruszony.

Jeszcze długa rozmowa z Göringiem. Jest on sceptycznie nastawiony do Anglii. Francja na razie jeszcze zwleka. Nikt jeszcze nie może powiedzieć, czy będzie to długa i ciężka wojna. Göring mocno wierzy w to, że nie damy się pokonać gospodarczo i wojskowo. Nie wie jednak, czy naród wytrzyma [trudy wojny]. O to zadbam. [...]

Naród jest spokojny i opanowany, pełen gorzkiej determinacji. I tak powinno zostać.

5 września 1939

Wczoraj: angielska propaganda chciałaby wbić klin między nasz naród i Führera. Przeciwdziałamy temu, postępując tak samo wobec Anglii. Radio angielskie chce opublikować listę niemieckich jeńców w Polsce. Tylko po to, aby skupić wokół siebie wspólnotę słuchaczy. Robimy to samo w stosunku do Polski. To jest nieustanna wojna tam i tu.

Meldunek: angielski parowiec pasażerski „Athenia” storpedowany z 1400 pasażerami [na pokładzie][5]. Oburzenie w Ameryce. My jednak nie mogliśmy tego zrobić. Nowy meldunek: wszystkich uratowano. Aha! Czysty blef i trik propagandowy Churchilla i towarzyszy. Puszczam zaraz w ruch maszynę do składania dementi.

Polacy robią dziką awanturę o [rzekome] okrucieństwa. To jest cała panorama zbrodni. Przede wszystkim bajeczka o zniszczeniu obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Przewija się ona przez całą prasę światową. Polecam wysłać bombowcem do Częstochowy amerykańskiego dziennikarza Lochnera[6], aby ten mógł przesłać sprawozdanie na podstawie tego, co zobaczył na własne oczy. Mam nadzieję, że w ten sposób uda się ukręcić łeb kłamstwu[7].

Przedstawienie nowych wytycznych podczas konferencji prasowej [dla niemieckich dziennikarzy]: mocno atakować rząd angielski, lecz oszczędzać naród. Francji jeszcze zupełnie nie dotykać. W Polsce izolować naród od przywództwa. Wewnątrz [Niemiec] umacniać jedność i pomijać wszelkie kwestie konfliktowe.

V.[on] Wedel raportuje na temat sytuacji militarnej. Mamy do odnotowania kilka sukcesów, lecz brakuje jeszcze wielkiego uderzenia. Na Zachodzie jeszcze żadnych działań bojowych. Wzdłuż całego frontu zachodniego nakazuję rozmieścić 800 transparentów z hasłem: „Jeśli nie zaatakujecie, nie będziemy strzelać. Nic od Was nie chcemy!”[8].

Sporo sobie po tym obiecuję. [...]

6 września 1939

Wczoraj: nasza ofensywa nabrała stylu. Obszar przemysłowy [w Polsce] dostał się w nasze ręce w nienaruszonym stanie, zmierzamy do Krakowa, angielskie naloty na Wilhelmshaven i Cuxhaven zostały znakomicie odparte. A tak w ogóle to nasza Luftwaffe spisuje się wspaniale. Na Zachodzie nic nowego. [...]

Polacy rozwijają przeciwko nam ohydną kampanię oszczerstw[9]. Nie pozostajemy im dłużni. [...]

Konferencja prasowa: jeszcze raz zaostrzenie wytycznych. Na razie ani słowa przeciwko Francuzom, ale bardzo ostro przeciwko Anglikom. [...]

Göring jest przekonany, że wkrótce zadamy Polakom ostateczny cios. To byłoby błogosławieństwo. On jeszcze nie wie, czy powinien wierzyć w pokój na Zachodzie. Ribbentrop zrobił się za mało elastyczny przy artykułowaniu naszych żądań. Göring formułuje na jego temat jak najostrzejsze oceny. Mimo to jednak jesteśmy panami sytuacji. Jeśli dojdzie do wojny światowej, będzie ciężko, ale mimo to damy sobie radę. Göring jest oburzony na Włochów. Nie zasługują na nic innego jak na pogardę. [...]

Grudziądz i Mława w rękach niemieckich. [...]

Gutterer przedstawia groteskowy plan: rozrzucić nad Anglią sfałszowane angielskie banknoty. 30% gotówki [znajdującej się w obiegu]. To powinno zachwiać całą angielską walutą. A gdyby Anglicy uczynili to samo nam! Polecam ten plan poddać dalszej analizie. [...]

Müller[10] powrócił z obszaru działań wojennych. Matka Boska Częstochowska jest jeszcze cała i zdrowa. Widział on potworne sceny walki. Polacy prowadzą zaciekłą walkę „zza węgła”[11]. W każdym mieście z osobna trzeba łamać stawiany tam opór. Nasze oddziały walczą z prawdziwie bohaterską odwagą. Po poddaniu się polska ludność zachowuje się pokornie.

Lochner był w Częstochowie. Teraz informuje zagranicę. W ten sposób ukręcam łeb najgorszym angielskim, a przede wszystkim polskim kłamstwom o [niemieckich] potwornościach. [...]

Polacy uruchomili prawdziwą fabrykę kłamstw. Ale to już na nic im się nie zda, a tylko zaszkodzi. [...]

7 września 1939

Wczoraj: [...] Sytuacja militarna rozwija się nadal na naszą korzyść. Okrążanie Polski jest coraz bardziej zabójcze. Kraków wzięty. Na moją propozycję oddaje się przy grobie Piłsudskiego honory wojskowe. To będzie miało z pewnością korzystne skutki. [...]

Warszawski rząd uciekł z Warszawy. Cel na razie jeszcze nieznany. Wygląda na to, że naród [polski] znajduje się w rozpaczliwym położeniu.

Przez całe popołudnie wytężona praca. Co chwilę przychodzą nowe informacje. Ale my jesteśmy szybcy i bezwzględni w obronie, nie darujemy Londynowi i Warszawie niczego. Niemiecka obrona przechodzi następnie w ofensywę. To dla nas nowy i niezwyczajny sposób prowadzenia wojny. Ale już się na tym wyznaję. [...]

9 września 1939

Wczoraj: [...] Start bombowcem. Na poligon Groß Born (Borne Sulinowo). Reszta [drogi] samochodem. Führer mieszka w pociągu pancernym pośrodku lasu. Spotykam go, kiedy akurat omawia sytuację militarną. Wygląda znakomicie i dopisuje mu humor. Natychmiast przedstawia mi obraz sytuacji: Polacy na krótko przed całkowitym upadkiem. Siedzą w kotle. Ich położenie jest beznadziejne. Nasze czołgi prą niepowstrzymanie naprzód.

Mocarstwa zachodnie nie przejawiają aktywności. Führer chce najpierw zmiażdżyć Polskę. Potem będzie szukał pokoju na Zachodzie. To być może mu się uda. W każdym razie polska klęska odstraszy każdego agresora. [...]

Wieczorem przychodzi meldunek: niemieckie oddziały pancerne wdarły się do Warszawy[12]. Victoria! Puszczamy to natychmiast przez radio w uroczystej oprawie. To jest wielka radość dla całego narodu niemieckiego. [...]

Wieczorem przestrajamy rozgłośnię Deutschlandsender na fale rozgłośni warszawskiej i w ten sposób możemy zwracać się do narodu polskiego. Wiele odezw i wiadomości. To wszystko oddziałuje bardzo dobrze i mocno. [...]

10 września 1939

Wczoraj: nasze oddziały maszerują w szybkim tempie naprzód. Ich osiągnięcia budzą na całym świecie nieograniczony podziw.

Konferencja prasowa: ustalenie wytycznych. Na Zachodzie nic nowego. Nasza dotychczasowa taktyka była całkiem właściwa. Uderzenie w Warszawę i Londyn. Oszczędzać Paryż. W ten sposób zajdziemy najdalej. Ulotki zrzucane przez Anglików są niewiarygodnie idiotyczne. Odpowiadać na nie byłoby zbytkiem honoru. [...]

Dzwoni Alfieri: na propozycję Duce Włochy chciałyby za pośrednictwem swojej prasy przetestować następującą kwestię: ustąpienie polskiego rządu, nowy rząd, który zawrze pokój, skierowany przeciwko Wersalowi i jego decyzjom dotyczącym granic. Wojna na Zachodzie po pokonaniu polskiej armii to nonsens. Odwlekam sprawę i dzwonię do Führera. Jest bardzo zainteresowany ofertą, przypuszcza jednak, że Mussolini chce w ten sposób doprowadzić do [zwołania] ogólnoeuropejskiej konferencji pokojowej. Upoważnia mnie więc, aby na razie dużo mówić o tej sprawie, dziękować Alfieriemu za każde wsparcie i przekazać mu, że nie mogłem porozumieć się z Führerem. Na frontach wszystko dobrze. Führer jest bardzo zadowolony. [...]

11 września 1939

Wczoraj: [...] Moskwa mobilizuje część swoich wojsk. Przypuszczalnie rzuci się w stosownym momencie na resztę Polski.

Na Zachodzie dochodzi do niewielkich starć, ale żadne nie ma znaczenia. Tam Anglia manifestuje większą niż kiedykolwiek dotąd wolę udziału w dużej wojnie. Ale to przecież jeszcze nie koniec pieśni. [...]

W urzędzie [RMVP]: sytuacja militarna bardzo dobra. Dalszy postęp w okrążaniu Polaków. Jednakże z powodów bezpieczeństwa wycofaliśmy czołowe oddziały z centrum Warszawy. [...]

Z Köhnem[13] wypracowywanie ulotek dla zaplecza polskiego frontu. [...]

Z Köhnem nowe projekty ulotek. Przede wszystkim dla Warszawy. [...]

Rozmowa telefoniczna z Alfierim. Mówię mu to, co ustaliłem z Führerem. Jest trochę niezadowolony i chce poczekać na definitywną odpowiedź Führera. Wierzy w nasze ostateczne zwycięstwo. Paryż byłby może gotowy na porozumienie, ale Londyn uparty. Także postawa Tokio jest na razie jeszcze nieprzejrzysta. W Rzymie panuje zdecydowany nastrój.

Zgodnie z umową zdradzam mu jeszcze trochę [wiadomości]. Nasza sprawa wygląda przecież znakomicie. Jedynie w Warszawie dochodzi do małej przerwy.

Następnie przekazuję Führerowi i Ribbentropowi informację o mojej rozmowie. Tam [w Rzymie] chce się przejściowo wziąć na przeczekanie. Problem, co teraz zrobi Rosja.

Nadajemy intensywnie na falach warszawskiego radia. Polacy są systematycznie nękani. [...]

12 września 1939

Wczoraj: sytuacja militarna nie zmieniła się w sposób widoczny. Osiągnęliśmy linię Wisły i tym samym Polacy zostali całkowicie odcięci. Albo muszą nam teraz stawić czoło, albo się poddać. Wtedy liczba jeńców urośnie do niewyobrażalnych rozmiarów. Sama Warszawa nie jest jeszcze w naszym posiadaniu. Oczekuje się nadejścia piechoty. Łódź znalazła się w naszych rękach w stanie nienaruszonym. [...]

Toczy się wojna w eterze. Weszliśmy z naszym programem na częstotliwość niektórych rozgłośni polskich. Teraz w Polsce się nie wie, co jest autentycznie polskie, a co nie. To nam może wyjść jedynie na dobre. W ten sposób szerzymy jeszcze większą panikę. Potem każę zarządzić kilkugodzinną przerwę, aby wzmóc niepewność. W każdym razie Polacy nie zaznają już spokoju. [...]

13 września 1939

Wczoraj: sytuacja militarna nie zmieniła się w istotny sposób. Wszystko zmierza do rozstrzygającego starcia. Polacy muszą się postawić albo poddać. Innej możliwości już chyba nie ma. Wygląda na to, że chcą fanatycznie bronić Warszawy metodami wojny partyzanckiej[14]. Ale miasto jest całkowicie otoczone. [...]

Na Zachodzie francuskie bataliony posunęły się już do przodu, ale powstrzymał je nasz ogień. Londyn deklaruje ponownie swoje zdecydowanie, że będzie walczył aż do końca. Przede wszystkim Eden wygłasza bardzo głośną i bombastyczną mowę. Polacy się znowu trochę odnaleźli i wszczynają wkoło awantury. [...]

Długa rozmowa z dr. Leyem. Był na froncie zachodnim i odnotował tam dobre nastroje. Ale po części bazują one na tym, że ma się nadzieję, iż Francja nie potraktuje całej sprawy serio. Tak się przecież właśnie dzieje, po czym będziemy z całą energią walczyć i również zwyciężymy. Ley jest trochę przygnębiony, ale podnoszę go na duchu.

Funk popełnia wiele błędów. Zamyka zakłady według schematu F [na wypadek wojny], a nie zapewnia ludziom pracy. W tym czasie mamy znowu prawie milion bezrobotnych. Tak nie można. Przy czym brakuje siły roboczej przede wszystkim w rolnictwie. Niezwłocznie nawiązuję kontakt z Darrém, aby przeciwdziałać tej niekorzystnej sytuacji. Funk robi zamach na strukturę płac, co psychologicznie jest bardzo niemądre. Powinien podnieść podatki, ale płace pozostawić nietknięte, przynajmniej na papierze. [...]

Rozmowa telefoniczna z Ribbentropem: Moskwa działa planowo. Chce uczestniczyć w podziale łupów. Zachęca się Litwę, aby wzięła sobie Wilno. Na razie nie chcę jeszcze telefonować do Alfieriego. Führer nie zamierza jeszcze [do niczego] się zobowiązywać. [...]

14 września 1939

Wczoraj: sytuacja militarna przyniesie w efekcie polskiej armii Kanny[15]. Broni się ona jeszcze pod Kutnem, ale nadaremnie. Los Warszawy jest w ten sposób przypieczętowany. Rosjanie się wprawdzie jeszcze nie ruszają, ale mimo to nie ma już dla Polski ratunku.

Konferencja prasowa: nieco stopuję zbyt prostackie spoufalanie się z Moskwą. Trochę za daleko posuwają się w tym względzie nasze gazety, przede wszystkim te, które chcą przedobrzyć sprawę[16]. Wiele cennych głosów neutralnych przychodzi nam z pomocą. OKW wydaje ostre oświadczenie przeciwko wojnie partyzanckiej. Zdławimy ją wszelkimi środkami. Nadzieja, że Polacy to w porę zrozumieją. [...]

Dr Dietrich wraca na jeden dzień do Berlina. Składa sprawozdanie: na froncie wszystko w porządku. Polacy znajdują się na straconych pozycjach. Rosja się jeszcze nie rusza. Wygląda na to, że chce wyczekać. Także Włochy nie są w tym momencie aktywne, ani dyplomatycznie, ani wojskowo. Francja jest trochę miękka, ale Anglia jeszcze bardzo twarda i nieustępliwa. Musimy, zanim będzie można rozeznać się w sytuacji, rozwiązać najpierw problem na Wschodzie. [...]

15 września 1939

Wczoraj: [...] Rano lot na Górny Śląsk. W Godow (Godów) w pobliżu Góry św. Anny mieści się kwatera Führera. Najpierw jeszcze omówienie z Diewergem problemu Gdańska. Generalnie biorąc, w Gdańsku znowu dzieje się dobrze. Natomiast w Prowincji Poznańskiej wszystko ciągle źle wygląda. Przede wszystkim bardzo wiele kłopotów nastręcza nam działalność band.

U Führera. Omówienie z nim sytuacji: nadal bardzo ostro atakować Anglię. Próbować odizolować rząd angielski od jego narodu, a Anglię od Francji. Francję należy oszczędzać. Pierwszy cel wojskowy to całkowite pokonanie Polski. Są po temu wszelkie możliwości. W bitwie pod Radomiem 60 000 jeńców. 100 000 [jeńców] oczekuje się jeszcze pod Kutnem. A więc idzie dobrze. Upadek Warszawy byłby psychologicznym ułatwieniem. Wojskowi chcą to osiągnąć za wszelką cenę. Ew.[entualnie] wkroczyłaby wtedy Moskwa, która opublikowała bardzo ostre oświadczenie w kwestii mniejszości [narodowych w Polsce]. Przez godzinę utrzymywała się pogłoska, że Moskwa wypowiedziała Polsce wojnę. Zaraz jednak poleciłem zdementować ją z Berlina.

Włochy zachowują się bardzo pasywnie, pod pewnymi względami wprost nieprzyjaźnie. Mussolini wygląda na bardzo nadąsanego. Mimo to chcemy utrzymać przyjaźń. Dlatego mam utrzymać kontakt z Alfierim. Führerowi bardzo na tym zależy. [...]

Führer wygląda dobrze i sprawia wrażenie, że też dobrze się czuje. Kiedy zostanie załatwiona sprawa na Wschodzie [w Polsce], chce on doprowadzić do jasnej sytuacji na Zachodzie. Nie potrzebuje wcale długiej wojny. Jeśli już wojna, to krótka i całościowa. Nie wolno zezwolić Londynowi na to, aby jeszcze raz powalił nas na kolana, wykorzystując czas i głód. [...]

Upadła Gdynia. Znowu krok do przodu. Tu Polacy trzymali się dzielnie. [...]

Wieczorem zadzwonił Alfieri. Mówię mu tak ogólnie, ale nie mogę naturalnie dać precyzyjnych odpowiedzi na jego 4 pytania[17]. Mówię, że trzeba to pozostawić samym Włochom, gdyż inicjatywa z naszej strony będzie oczywiście zinterpretowana jako oznaka słabości. On to także rozumie. Przedstawiam mu sytuację militarną. Jest zdania, że zarówno Anglia, jak i Francja przygotowują się na długą wojnę. Następnie wyraża on obawy z powodu naszej deklaracji o prowadzeniu bezwzględnej wojny. Powinniśmy dodać więcej uzasadnień. Po Polsce nikt niczego już nie oczekuje.

Chcemy teraz pozostawać w regularnym kontakcie telefonicznym.

Wynik tej rozmowy przekazuję Ribbentropowi. Również i on nie ma jeszcze jasności co do całej sytuacji. Odczekać, co zrobi Moskwa. Wtedy będzie można zobaczyć, co dalej. [...]

16 września 1939

Wczoraj: pod względem militarnym: bitwa o Kutno toczy się dalej. Warszawa otoczona, ale jeszcze nie wzięta. Na Zachodzie pojedynek artyleryjski. [...]

Szczegółowa narada z Amannem: na razie nie ruszać prasy kościelnej. Inaczej zrobi się krzyk. Finansuję zakup bezpłatnych egzemplarzy dla lazaretów i ośrodków dla uchodźców. Dopuszczenie prasy w zdobytej Polsce: na byłych terenach niemieckich tylko niemieckiej, poza tym także polska prasa pod nasze dyktando. [...]

Góra telegramów do przestudiowania. Rosja gotuje się do skoku.

Kiedy to się stanie?

Rozmowa telefoniczna z Ribbentropem. Narada, jak najskuteczniej dobrać się Anglikom do skóry. Mocno depczemy im po piętach. [...]

Dzieci przybywają na moment ze Schwanenwerder. Są bardzo kochane, ale nie mam dla nich ani chwili czasu.

Skontrolowanie antysemickiego filmu Leinen aus Irland[18]. Wypadł bardzo dobrze. [...]

17 września 1939

Wczoraj: sytuacja militarna rozwija się nadal na naszą korzyść. Zamyka się pierścień wokół Kutna. Polacy są na straconych pozycjach, mimo rozpaczliwych prób przerwania [okrążenia].

Przemyśl i Białystok w naszych rękach. Na Zachodzie jedynie wzmożona działalność artylerii.

Warszawa będzie teraz atakowana. Zrzucamy ulotki z terminem poddania się, określonym na 12 godzin. Ponadto wysyłamy parlamentariusza, ale nie zostaje on przyjęty przez polskiego komendanta miasta. Teraz Polacy muszą za to zapłacić zbombardowaniem Warszawy. Musimy mieć to miasto i jeśli broni się go wszelkimi środkami, to my wszelkimi środkami musimy je atakować.

Moskwa zaprzestała swojego sporu z Tokio w odn.[iesieniu] do granicy mandżurskiej. Porozumienie ma iść jeszcze dalej. Byłoby to dla nas istotnym ułatwieniem. Rosja powinna i musi napaść na Polskę. Tym samym pozbawimy Londyn i Paryż wszelkiej podstawy prawnej[19]. [...]

Jeszcze pracuję do późna, gdy w środku nocy nadchodzi wiadomość: Moskwa o godz. 4 wkroczy do Polski na całej długości granicy, aby wziąć pod ochronę swoje mniejszości [narodowe]. Uczyni tak przy zachowaniu swojej neutralności i dlatego, że państwo polskie już nie istnieje. Uzasadnienie jest bardzo oryginalne, ale sam fakt to dla nas dar losu. Podziała w Londynie i Paryżu niczym wybuch bomby.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Przypisy

1939

[1] 1 września 1939 r. Rada Ministrów do spraw Obrony Rzeszy wydała w efekcie zabiegów ministra propagandy „Rozporządzenie o nadzwyczajnych posunięciach dotyczących radia”. Przewidywało ono bezwzględny zakaz słuchania zagranicznych rozgłośni radiowych. Na lekceważących ten zakaz czekały surowe kary od konfiskaty radioodbiornika, przez ciężkie więzienie i obóz koncentracyjny aż po karę śmierci w przypadku rozpowszechniania (ustnego, pisemnego) zasłyszanych wiadomości.

[2] Zob. zapis z 2 września 1939 r., s. 3.

[3] Winston Churchill (1874–1965) – polityk brytyjski o orientacji konserwatywnej, następnie liberalnej, potem ponownie konserwatywnej. Wielokrotny minister w latach 20. XX w., przeciwnik polityki appeasementu wobec Trzeciej Rzeszy. Od września 1939 r. minister marynarki wojennej w gabinecie wojennym Neville’a Chamberlaina, w maju 1940 r. zastąpił go na stanowisku premiera. Utworzył rząd „koncentracji narodowej” z udziałem konserwatystów i przedstawicieli Partii Pracy. Zwolennik szerokiej koalicji antyhitlerowskiej. Dla Brytyjczyków symbol nieugiętej woli walki aż do zwycięstwa, od 1943 r. jego pozycja w polityce światowej słabła ze względu na rosnącą rolę ZSRR i USA.

[4] W oryginale: Kartoffelkrieg. Nawiązanie do bawarskiej wojny sukcesyjnej z lat 1778–1779 z udziałem Prus i Saksonii z jednej strony i Austrii z drugiej. Wojna, która nie przyniosła zresztą wyraźnego rozstrzygnięcia, toczyła się nadzwyczaj ospale, często na kartofliskach, gdzie wygłodniali żołnierze szukali pożywienia; stąd nazwa.

[5] 3 września 1939 r. niemiecki okręt podwodny zatopił brytyjski statek, gwałcąc w jaskrawy sposób międzynarodowe prawo morskie. Zginęło bądź utonęło 112 osób. Goebbels, najwyraźniej nie znając prawdziwego przebiegu zdarzeń, założył, że Wielka Brytania celowo zatopiła własny statek, aby wciągnąć do wojny USA; wśród ofiar było wielu Amerykanów. Kiedy w połowie września 1939 r. do dowództwa Kriegsmarine dotarł meldunek dowódcy okrętu podwodnego, przyjęto wersję, że była to pomyłka niedoświadczonego kapitana. Publicznie jednak trzymano się kłamliwej wersji, prawda o zatopieniu „Athenii” wyszła na jaw dopiero podczas procesu norymberskiego.

[6] Amerykański dziennikarz (zob. t. 1, 1934, przyp. 21) dał się użyć jako narzędzie propagandy Trzeciej Rzeszy i dopiero poniewczasie zrozumiał swój błąd. Jak na ironię, w 1939 r. został laureatem prestiżowej Nagrody Pulitzera za osiągnięcia w zakresie korespondencji zagranicznych. Pierwszy wydawca fragmentów Dzienników Goebbelsa (Zürich, 1948).

[7] Ani klasztor na Jasnej Górze, ani obraz Czarnej Madonny nie zostały we wrześniu 1939 r. uszkodzone.

[8] Innym pomysłem Goebbelsa było zainstalowanie na prawym brzegi Renu wzdłuż granicy niemiecko-francuskiej megafonów, z których płynęły dźwięki muzyki rozrywkowej. Zachęcało to ludność francuską, również żołnierzy, na drugim brzegu Renu do tańca, co było po stronie niemieckiej skrzętnie filmowane i puszczane w obieg propagandowy.

[9] Goebbels ma na myśli meldunki o okrucieństwach popełnianych przez wkraczające wojska niemieckie, które jego zdaniem nie miały nic wspólnego z rzeczywistością.

[10] Georg Wilhelm Müller – przywódca NSDStB we Frankfurcie/M., od 1933 r. w RMVP jako osobisty referent Goebbelsa w randze radcy ministerialnego, w latach 1940–1945 kierownik Wydziału Oświecenia Narodowego i Propagandy przy Urzędzie Komisarza Okupowanej Norwegii, od marca 1945 r. do końca wojny przedstawiciel ministra RMVP w sztabie naczelnego dowódcy Obszaru Zachód Wehrmachtu feldmarszałka Alberta Kesselringa.

[11] W oryginale: Franktireurkrieg, określenie pochodzi od fr. franctireur (dosł. wolny strzelec, partyzant, ochotnik niewcielony do regularnego wojska).

[12] Wiadomość o pojawieniu się 8 września 1939 r. po południu na zachodnich przedpolach Warszawy czołgów i patroli motocyklowych Wehrmachtu skłoniła ludowego komisarza spraw zagranicznych ZSRR Wiaczesława Mołotowa do wystosowania depeszy gratulacyjnej do swojego niemieckiego kolegi po fachu Joachima von Ribbentropa. Obie strony pilnie wyczekiwały upadku stolicy Polski. Niemcy spodziewały się szybkiego wypełnienia przez władze radzieckie zobowiązań wynikających z tajnego protokołu do paktu z 23 sierpnia 1939 r. ZSRR obawiał się zbyt wczesnego przekroczenia granicy Rzeczypospolitej, gdyż ciągle liczył się z interwencją zachodnich sojuszników Polski, a ponadto nadal jeszcze trwały walki z Japończykami na froncie dalekowschodnim.

[13] Willi Köhn (zob. t. 1, 1936, przyp. 126) w latach 1938–1939 konsul generalny Niemiec w Hiszpanii, od 1939 r. dyrektor Departamentu Zagranicznego w RMVP.

[14] Zob. przyp. 11.

[15] Aluzja do wielkiej bitwy (216 r. p.n.e.) w czasie drugiej wojny punickiej i zwycięstwa kartagińskiego wodza Hannibala nad legionami rzymskimi. Klasyczny przypadek zastosowania manewru okrążenia („manewr kannaeński”), dzięki któremu liczebnie słabsza armia pokonała dwukrotnie większe siły nieprzyjaciela. Porównanie całkowicie nieadekwatne do sytuacji we wrześniu 1939 r. 

[16] W oryginale: die von der Partei des Guten.

[17] Chodziło o pytania dotyczące, generalnie biorąc, warunków zaprzestania działań wojennych.

[18]Leinen aus Irland (Irlandzkie płótno) – film fabularny z 1939 r. w reżyserii Heinza Helbiga, aktorzy: Siegfried Breuer, Irene von Meyendorf, Fritz Imhoff, Otto Treßler. Dyrektor generalny koncernu tekstylnego, z pochodzenia Żyd, chce zapewnić jednej z fabryk w Pradze zwolnienie od cła na dostawy płótna z Irlandii, co załamałoby rodzimą (niemiecką) produkcję płótna. Machinacje podstępnego dyrektora zostają w porę udaremnione, otrzymuje on dymisję, a krajowej produkcji płótna już nic nie zagraża.

[19] Goebbels żywił nadzieję, że po upadku Polski Wielka Brytania i Francja odstąpią od zobowiązań sojuszniczych.