Głód Boga - Joseph Ratzinger - ebook

Głód Boga ebook

Joseph Ratzinger

4,4

Opis

Człowiek pragnie czegoś większego. Odczuwa głód wielkiej miłości, nieskończonego ukojenia, głód Boga. Jeśli nie zostanie on zaspokojony, człowiek na dłuższą metę nie może żyć, bo nie znajduje odpowiedzi na to, co najbardziej istotne.

Nieznane oblicze Benedykta XVI

Joseph Ratzinger już jako prefekt Kongregacji ds. Nauki Wiary przez wiele lat głosił kazania dla parafian Pentling, niewielkiej miejscowości w jego rodzinnej Bawarii. Możemy w nich odnaleźć wszystkie najważniejsze tematy teologii przyszłego papieża osadzone w konkrecie życia codziennego. Widzimy księdza Ratzingera, który w niemal intymnej atmosferze mówi o tym, czym są wolność, kościelna wspólnota i jak zaspokajać w sobie głód Boga.
Jednego z najwybitniejszych teologów przełomu tysiącleci poznajemy w roli duszpasterza małej wiejskiej wspólnoty.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 95

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,4 (10 ocen)
6
2
2
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.

Popularność




Okładka

Strona tytułowa

Tytuł oryginału:

Pentlinger Predigten

© Verlag Schnell & Steiner GmbH, 2015

© Libreria Editrice Vaticana, 2015

© Wydawnictwo WAM, 2016

Opieka redakcyjna: Olaf Pietek

Redakcja: Arkadiusz Ziernicki

Projekt okładki: Pracownia Mole

Skład i korekta: Pracownia Mole

978-83-277-0620-1 (epub)

978-83-277-0621-8 (mobi)

WYDAWNICTWO WAM

ul. Kopernika 26 • 31-501 Kraków

tel. 12 62 93 200 • faks 12 42 95 003

e-mail: [email protected]

www.wydawnictwowam.pl

DZIAŁ HANDLOWY

tel. 12 62 93 254-255 • faks 12 62 93 496

e-mail: [email protected]

KSIĘGARNIA WYSYŁKOWA

tel. 12 62 93 260

e.wydawnictwowam.pl

druk: COLONEL • Kraków

Wprowadzenie

Nazwano go pancernym kardynałem, podczas gdy jest przede wszystkim człowiekiem głodnym Boga. Joseph Ratzinger, niemiecki duchowny, teolog, wieloletni prefekt Kongregacji ds. Nauki Wiary, wreszcie papież Benedykt XVI to człowiek o niesamowicie ujmującej osobowości, który swojego głodu nie ukrywa ani nie wypiera. Ta niewielka książka jest tego świadectwem. Dowodzi ona, iż Ratzinger jedynie na pozór wydaje się oschły, niedostępny, pogrążony w tradycji i nieobecny, wręcz nierozumiejący obecnej sytuacji świata. W rzeczywistości jest jednym z jej najlepszych znawców. Mało kto jak on rozumie nowo­czesność, potrafiąc jednocześnie zachowywać tradycyjne myślenie i łączyć je z nowymi osiągnięciami ducha ludzkiego. Przypomina tym owego ewangelicznego uczonego, który ze swego skarbca wydobywa zarówno rzeczy nowe, jak i stare.

Prezentowane tu homilie są świadectwem osobistej wiary w obecność Jezusa, szczególnie tę w Kościele. Ratzinger ujawnia swoją dziecięcą wiarę, że Bóg jest z nami, że nie opuszcza swojego Kościoła, nawet jeśli ten pogrążony jest w jednym ze swoich największych kryzysów w dziejach. Muszę wyznać, że mam silne przeczucie, iż pod tym względem te homilie są mocnym przypomnieniem dawno już zapomnianej prawdy. To spowodowane zażenowaniem zapomnienie obciąża dzisiaj życie wierzących, miotających się często między tradycyjną wiarą w opatrzność a nowoczesnym przekonaniem o samo­wystarczalności świata. W świecie, w którym pseudonauka rości sobie coraz częściej pretensje do wyjaśniania wszystkiego, prosta wiara w obecność staje się tak nieporęczna, zdaje się tak zacofana i naiwna, że trudno się do niej przyznawać nawet przed sobą samym. Wielkim pokuszeniem dla niej są również nieszczęścia, przekleństwa wieku: jak można nadal wierzyć w obecność Boga w obliczu masowej i zorganizowanej pogardy dla ludzkiego życia? Jak w ogóle można wierzyć w Jego bliskość po tragedii obozów zagłady? Ratzinger nie obawia się jednak świadczyć o wierze w obecność i uczyć swoich słuchaczy dróg jej odkrywania. Jego lekcja w tych homi­liach jest delikatna, nie ma w sobie nic z pysznej pewności człowieka sytego sensem, ale wierzącego podróżującego ku tajemnicy, spragnionego, aby w niej wyjaśniła się historia człowieka.

Świadectwo Ratzingera, złożone najpierw jego rodakom w Pentling, a teraz nam wszystkim, jest radosnym przekonaniem wiary o bliskości Boga. Chociaż autor nie epatuje uczuciami, nie psycho­logizuje, to jednak nie ma wątpliwości, że chce pocieszyć swoich słuchaczy prostą wiarą w obecność Boga.

Dwa najistotniejsze wymiary, które charakteryzują homilie Ratzingera, to zasłuchanie w słowo wynikające z przekonania, że Bóg jest z nami i że mówi, oraz oparta na obserwacji życia próba podjęcia wyzwań współczesności. Ten sam styl można odnaleźć w kazaniach Benedykta XVI.

W ten sposób, na kartach tej książeczki, Ratzinger odsłoni przed nami twarz wybitnego egzystencjalisty: „Naszym zadaniem nie jest spekulować, ale żyć!” – powie w Pentling, łamiąc tym samym zastane stereotypy myślenia o własnej osobie. Istotny moment tego egzystencjalizmu to postawienie w centrum Jezusa, zachęta, aby Go słuchać, patrzeć na Niego. Taka postawa, zwana w żargonie teologicznym teocentryzmem, oznacza radykalne postawienie Boga w centrum. Teocentryzm ten jest szlachetną cechą myślenia Ratzingera, być może jego najistotniejszym wkładem do życia współczesnego Kościoła. Ratzinger-homileta za wszelką cenę chce pomóc swoim słuchaczom odnaleźć prawdziwy punkt ciężkości, grawitacyjne centrum ich życia w Bogu. W tym pragnieniu jest szczery, szlachetny i hojny; również w nim potwierdza swój głód Boga, tym razem głód polegający na pragnieniu, aby ludzie Boga odnaleźli, doświadczyli Jego obecności w świecie i w swoim życiu.

Ratzingerowskie homilie są szkołą myślenia. Autentyczne pragnienie Boga prowadzi zawsze do myślenia o „tym, nad którego większego pomyśleć nie można”. Głód Boga, ten nieodzowny składnik każdej wiary, wzbudza teologię: wiara poszukuje zrozumienia. Podczas lektury poniższych homilii staje się jasne, że Ratzingerowi chodzi o sztukę myślenia w wierze między nadmiernym optymizmem a skrajnym pesymizmem. Jest on myślicielem skromnym, pokornie nasłuchującym, szlachetnie otwartym na zaskakujące możliwości rozwoju historii – zarówno tej makro, jak i mikro. Nie rości sobie pretensji do myślenia, które podporządkowuje sobie rzeczywistość. Pozostawia miejsce dla Boga i dla człowieka, dla ich wolności. Ratzinger uczy myślenia, które jest nasłuchiwaniem. Warto go w tym otwartym myśleniu nieustannie podglądać. Tym bardziej, iż rozumienie otwartości myślenia, jakie znajdujemy na niniejszych stronicach, daleko wykracza poza kanony współczesnego, politycznie i społecznie poprawnego ujęcia otwartości i jako takie może stać się lekarstwem na wiele bolączek naszego czasu.

Z życzeniami dobrej lektury,

ks. Robert J. Woźniak

Przedmowa

Gdy jakiś czas temu dr Christian Schaller z Instytutu Papieża Benedykta XVI w Ratyzbonie przysłał mi zbiór spisanych z taśmy magnetofonowej kazań wygłoszonych w Pentling w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, zasiadłem do ich lektury z ciekawością przemieszaną z nutą sceptycyzmu. Jednak czytanie tych tekstów stało się dla mnie nie tylko spotkaniem ze słowem Bożym, które próbowałem odczytywać jako wypo­wiedziane tu i teraz, ale także wędrówką serca do pięknych chwil z przeszłości. Stanął mi przed oczami przytulny wiejski kościół, a wraz z nim wiara, modlitwa i śpiew ludzi, wśród których czułem się jak u siebie w domu. Pomyślałem więc, że być może nie tylko mieszkańcom Pentling, ale także innym mogłoby być miło niejako iść ze mną w niedzielę do kościoła i wraz ze mną słuchać Pana. Z wyjątkiem drobnych poprawek pozostawiłem teksty w ich pierwotnym, dość poufałym stylu. Dziękuję panu doktorowi Schallerowi oraz wydawcy za trud włożony w wydanie tej książeczki. Dedykuję ją w szczególny sposób moim krajanom z Pentling w nadziei, że również wielu innym osobom może ona pomóc zrozumieć słowa Ewangelii i nimi żyć.

Watykan,

klasztor Mater Ecclesiae

6 marca 2015

Benedykt XVI

Warto się trudzić dla Boga

Pentling, kościół św. Jana

24 sierpnia 1986

21. niedziela zwykła

rok C

Poświęcenie krzyża misyjnego

Pierwsze czytanie: Iz 66,18–21

A Ja znam ich czyny i zamysły. Przybędę, by zebrać wszystkie narody i języki; przyjdą i ujrzą moją chwałę. Ustanowię u nich znak i wyślę niektórych ocalałych z nich do narodów Tarszisz, Put, Lud, Meszek i Rosz, Tubal i Jawan, do wysp dalekich, które nie słyszały o mojej sławie ani nie widziały mojej chwały. Oni rozgłoszą chwałę moją wśród narodów.

Z wszelkich narodów przyprowadzą jako dar dla Pana wszystkich waszych braci – na koniach, na wozach, w lektykach, na mułach i na dromaderach – na moją świętą górę w Jeruzalem – mówi Pan – podobnie jak Izraelici przynoszą ofiarę pokarmową w czystych naczyniach do świątyni Pana. Z nich także wezmę sobie niektórych jako kapłanów i lewitów – mówi Pan.

Ewangelia: Łk 13,22–30

I przemierzał miasta i wsie, nauczając i odbywając swą podróż do Jerozolimy. Raz ktoś go zapytał: „Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?” On rzekł do nich: „Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie zdołają. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: «Panie, otwórz nam!», lecz On wam odpowie: «Nie wiem, skąd jesteście». Wtedy zaczniecie mówić: «Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś». Lecz On rzecze: «Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy, którzy dopuszczacie się niesprawiedliwości!» Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi”.

Drodzy Bracia i Siostry!

„I przemierzał miasta i wsie, nauczając i odbywając swą podróż do Jerozolimy”. Jezus czynił to nie tylko kiedyś. Czyni to również dzisiaj. Również dzisiaj jest z nami w drodze do Jerozolimy, to znaczy w drodze do Nowego Miasta, w którym nie będzie już potrzebna świątynia, ponieważ On sam zamieszka wśród nas; do Nowego Miasta, w którym Bóg będzie wszystkim we wszystkich, i dzięki temu my wszyscy zamieszkamy jedni w drugich i jedni z drugimi. Skoro Jezus nie zniknął z historii, ale jest w niej stale obecny i wraz z nami zmierza do Jerozolimy, do prawdziwego, ostatecznego miasta, to znaczy, że idąc przez miasta i wsie, naucza również tutaj, w Pent­ling. Także tutaj jest wśród nas i daje nam nauki. Jest z nami na różne sposoby. Jest w tajemnicy Eucharystii, do której mamy stały przystęp. Jest z nami w sakramentach. Jest obecny przez swą świętą Ewangelię. A teraz spogląda z krzyża także na zewnątrz, poza mury kościoła, na nasze codzienne sprawy, przygląda się nam i nas naucza.

Pragniemy wsłuchać się w dzisiejszą Ewangelię, aby lepiej zrozumieć, co Jezus mówi i czego chce nas nauczyć. Oto pewien człowiek chce się dowiedzieć, co stanie się u kresu historii. Pyta Jezusa, czy na końcu tylko nieliczni będą zbawieni. Odpowiedź Jezusa jest zarazem napomnieniem i zachętą. Jezus mówi: „Usiłujcie”, „Starajcie się”. To znaczy: nie naszą sprawą jest to, jaki będzie koniec historii. Nie powinniśmy próbować odgrywać roli sędziego świata, który zagląda Bogu w karty, próbując zrozumieć logikę tego świata i własnego życia. Zawsze, gdy to robimy, gdy rościmy sobie prawo do wydawania sądu nad całą historią i nad światem, błądzimy. Osądzanie rodzi zgorzknienie i gniew, a nawet wrogość wobec Boga, ponieważ z ograniczonej perspektywy naszego życia nie możemy zobaczyć i zrozumieć całości. Dlatego Bóg powiedział do Hioba: Nie chciej być sędzią nad światem! W ten sposób możesz tylko pobłądzić. Kiedy zaczynamy wyrokować, czy Bóg miał prawo dopuścić do Auschwitz, czy postępuje sprawiedliwe wobec tej czy innej osoby, czy tę lub inną sprawę w naszym życiu rozwiązał właściwie, wtedy wchodzimy w perspektywę, której nie znamy, i może nas to doprowadzić tylko do rozgoryczenia i niezrozumienia. Naszym zadaniem nie jest spekulować, ale żyć! Taka jest odpowiedź Jezusa: żyć w zaufaniu to znaczy czerpać nasze życie z Niego i, na ile możemy, wspierać innych, aby również z ich strony doświadczać wsparcia. Odnośnie zaś do tego, co usłyszeliśmy w czytaniu: chodzi o to, żeby właśnie w czasie niezrozumiałych doświadczeń dostrzec, że Bóg obchodzi się z nami jak z synami i córkami, że okazuje nam prawdziwą miłość właśnie w tym, co niezrozumiałe. Gdy przestajemy osądzać, a zamiast tego usiłujemy iść naprzód, wtedy również Boga postrzegamy z właściwej perspektywy.

Jego odpowiedź brzmi: „Starajcie się”. Oznacza to, że dobre życie, prawe człowieczeństwo, które prowadzi do zbawienia i szczęścia wiecznego, wymaga wysiłku – od czego dzisiaj odwykliśmy.

Wkładamy wiele trudu w różne dzieła, w pracę zawodową, w sprawy techniczne, w sport. Ale zbyt często zapominamy, że samo bycie człowiekiem i właściwa postawa wobec Boga warte są wysiłku i wymagają starania. Powiedzmy to jeszcze dobitniej: samo życie, właściwa relacja wobec Boga i bliźnich zasługuje na nasz wysiłek bardziej, niż wszystkie inne sprawy, które również są warte trudu. Nie ma udanego życia bez trudu. Starajcie się. Życie wymaga wysiłku, ale znaczy to również, że ten wysiłek się opłaca. Nasz trud nie idzie na marne. Czeka na nas sam Bóg, a wymagając od nas wysiłku, czyniąc czasem nasze życie mozolnym, wprowadza nas tym samym na drogę, na końcu której jest otwarta brama. Taki jest zasadniczy sens odpowiedzi Jezusa: nie spekuluj na temat tego, co wydarzy się kiedyś, tylko żyj! Weź sobie do serca to, że sam Bóg troszczy się o Ciebie.

Potem jednak Jezus odnosi się bardziej precyzyjnie do ówczesnej historii, mówiąc, iż wielu będzie pewnych, że wejdą, a nie będą mogli. Z drugiej strony, wielu uważanych za niegodnych wejścia zasiądzie do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem. Jest to proroctwo dotyczące Jego własnego losu. To proroctwo mówiące o Jego niepowodzeniu w Izraelu i zapowiedź wielkiego sukcesu Boga, który wyniknie z tego niepowodzenia. Odnosi się więc ono przede wszystkim do współczesnych Mu ludzi. Ci są tak pewni swego, że w ogóle nie pytają o to, czy sami będą zbawieni. Rozmówca Jezusa pyta tylko o innych. Siebie jest pewny. Należą w końcu do narodu wybranego, znają Prawo, wiedzą wszystko, znają Jezusa, spotykają Go na ulicach i placach i jadają z Nim. Czemu więc mieliby się martwić o siebie? Ale to właśnie do nich Jezus mówi: „Nie łudźcie się!”. Na końcu, w godzinie Krzyża, zawiodą i okaże się wtedy, że tak naprawdę nie poznali Jezusa. To, czy człowiek znajdzie otwarte drzwi do życia, zależy od jego relacji z Jezusem. Bo drzwiami jest Jezus. A ci, którzy byli tak pewni, że Go znają, przekonali się, że On ich nie zna.

Porażka misji Jezusa wobec współczesnych Mu ludzi, która zaprowadziła Go na krzyż, pozorna klęska Jezusa i Boga niosły w sobie jednak jeszcze inną treść. Wielu przyjdzie ze wschodu i z zachodu, z północy i z południa. Jezus zapowiada w ten sposób, że to właśnie wskutek Jego śmierci i wypędzenia Jego uczniów z Izraela powstanie Kościół pogan: Kościół światowy, obejmujący wszystkie miejsca i wszystkie czasy. Godne podziwu jest to, jak słowa te wypełniały się przez kolejne stulecia. Przychodzi wielu, którzy nie mieli nic wspólnego z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem; przychodzimy i my i wolno nam zasiąść do stołu Bożego, do stołu wybranych. Ten ruch trwa nadal. Myślę, że przy wszystkich kryzysach, przez które przechodzi Kościół, nie powinniśmy tracić z oczu również prawdziwego cudu polegającego na tym, że nadal na całym świecie coraz więcej ludzi przychodzi do Niego i z Nim przebywa. To wspaniałe, że również w naszym kraju co niedzielę niezliczone rzesze z własnej i nieprzymuszonej woli gromadzą się, aby być razem z Nim. Jakaż ziemska atrakcja mogłaby sprawić coś takiego? Jezus spełnia swoje słowo i widzimy, jak przez wieki wielu przychodzi ze wszystkich stron świata.

Dlatego też słowa, które Pan wypowiedział do ludzi swego pokolenia, są nadal aktualne. Do nas odnoszą się one w sposób jeszcze bardziej bezpośredni. Wszystkie słowa Jezusa mają tę szczególną cechę, że są w pierwszej kolejności wypowiadane do współczesnych Mu ludzi, ale zarazem stają się na nowo aktualne dla każdego kolejnego pokolenia. Również dzisiaj są tacy, którzy znają Go bardzo dobrze, a mimo to nie rozpoznają. Tacy, którzy umieją objaśniać wszystkie słowa Jezusa, opanowali je w najdrobniejszych szczegółach do tego stopnia, że uważają się za kompetentnych, by rozstrzygać, co może pochodzić od Niego, a czego nie mógł powiedzieć. Tacy, którzy zawsze wszystko o Nim wiedzą, a mimo to Jego samego chyba nie poznali.

Ale nie mówmy o innych. Mówmy o nas samych. Czy my, dzisiejsi chrześcijanie, przynajmniej tu, w Europie Środkowej, nie jesteśmy wszyscy podobni do ludzi współczesnych Jezusowi? Czy nie ma w nas pewności siebie, która jest zarazem obojętnością i niechęcią? Czy istotnie nie ma niezadowolenia, zniechęcenia w wierze, zgryźliwości w Kościele, która nie ma nic wspólnego z bliskością Jezusa? I czy nie jest tak, że my sami czujemy się zbyt pewni siebie? Jeśli już ma istnieć życie wieczne – tak przecież myśli wielu chrześcijan – to Bóg nie może mi nic zarzucić. W końcu jestem przyzwoitym człowiekiem, więc o co właściwie chodzi? Nie pytamy już w ogóle o siebie. Jesteśmy tak pewni siebie i zadowoleni z siebie, że właściwie nie zajmujemy się sprawą swojego zbawienia. Co najwyżej odwracamy sytuację i to my sprawujemy sąd nad Bogiem, oskarżając Go, że spartaczył to czy tamto, a właściwie prawie wszystko.

Ale prawdziwa jest również druga strona me­dalu: ludzie, po których nikt się tego nie spodziewał, przychodzą do Niego na nowo z największego oddalenia. Tatiana Goryczewa, rosyjska uchodźczyni, opisała mi jakiś czas temu w sposób żywy i dramatyczny to, co można przeczytać również w jej książkach: jak ludzie w Rosji, którzy przeszli całkowicie ateistyczne wychowanie, którzy wzrastali w otchłani braku Boga i we wszystkich grzechach, w sprzecznościach swojego życia odkrywają nagle oblicze Jezusa Chrystusa i wyrywają się ku Niemu z otchłani swego oddalenia. I tak, pomimo przeszkód, na nowo odbywa się ta wędrówka do Jezusa z odległych miejsc ze wschodu i z zachodu, z północy i z południa. Pokazuje ona, że Bóg, choć wydaje się, że jest bezsilny i przegrywa w tym świecie, w istocie trzyma ster historii w swoich rękach. Gdy ludzie upadają, podnosi ich na nowo i jest przy nich jako nadzieja i światło. Powinno nas poruszyć to, że wciąż na nowo szukamy i odnajdujemy Go jako właściwą odpowiedź na nasze pytania.

Przed naszym kościołem postawiono teraz nową podobiznę Jezusa. Codziennie przechodzimy koło Niego. Pozwólmy, by na nas patrzył. Pozwólmy, by do nas mówił. Usłyszmy Jego słowa: „Usiłujcie”. I bądźmy wdzięczni za to, że On jest pośród nas, że idzie z nami i nas naucza. Amen.

Wspólnota religijna i wspólnota polityczna

Pentling, parafia św. Jana

31 maja 1987

7. niedziela wielkanocna

Dzień nadania kard. Josephowi Ratzingerowi honorowego obywatelstwa Pentling

Czytanie: Dz 1,12–14

Wtedy wrócili do Jeruzalem z góry zwanej Oliwną, która jest blisko Jeruzalem, w odległości drogi szabatowej. Przybywszy tam, weszli do sali na górze i przebywali w niej: Piotr i Jan, i Jakub, i Andrzej, Filip i Tomasz, Bartłomiej i Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Szymon Gorliwy, i Juda, [brat] Jakuba. Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, z Maryją, Matką Jezusa, i z braćmi Jego.

Wprowadzenie

Drogi Księże Proboszczu!

Drodzy Współbracia!

Drodzy Bracia i Siostry!