George Michael - Rob Jovanovic - ebook + książka

George Michael ebook

Rob Jovanovic

3,8

Opis

Osiągnąłem to, czego pragnie każdy artysta: część mojej twórczości mnie przeżyje.

George Michael

Wrażliwy marzyciel, niekwestionowana gwiazda muzyki, człowiek, który walczył ze smutkiem. Jego życie było zagadką. Chociaż był jedną z najpopularniejszych gwiazd muzyki pop na świecie, bardzo dbał o ochronę swej prywatności. Wychowywał się w Londynie w rodzinie greckich imigrantów. Choć od zawsze marzył o scenie, ojciec podcinał mu skrzydła, twierdząc, że George nie ma talentu. Jednak gdy w 1981 z przyjacielem założył zespół Wham!, jego przeboje szybko opanowały listy przebojów, a cały świat okrzyknął go jednym z najseksowniejszych piosenkarzy.

Ale nie o takiej sławie marzył George. Kiedy rozpoczął karierę solową, trudno mu było udźwignąć ciężar życia ciągle wystawionego na publiczną krytykę. Wokół jego osoby pojawiło się wiele kontrowersji – głośny proces z wytwórnią Sony, aresztowania, uzależnienie od narkotyków, depresja, skandale obyczajowe. Dopiero tournèe w 2006 roku pokazało, że nadal jest uwielbianą i wyjątkową ikoną rynku muzycznego. Zmarł nagle w Boże Narodzenie 2016 roku, w chwili, gdy wszystkie radiostacje świata nadawały jego przebój wszech czasów Last Christmas.

Jestem w głębokim szoku. Straciłem ukochanego przyjaciela – najlepszego, najszczerszego – i wspaniałego artystę.

Sir Elton John

Pracowałem z nim wiele razy i zawsze widziałem jego wielki talent, a dystans wobec siebie i poczucie humoru sprawiały, że nasze spotkania były jeszcze przyjemniejsze.

Sir Paul McCartney

Był otoczony miłością i mam nadzieję, że wiedział o tym, gdyż smutek, jaki dzisiaj nas ogarnął, nie ma granic. Jesteśmy zdruzgotani. Miał przepiękny głos, a jego muzyka pozostanie świadectwem wielkiego talentu. Trudno mi uwierzyć, że odszedł.

Boy George

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 312

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,8 (4 oceny)
1
1
2
0
0

Popularność




PROLOG

FINAŁ

Finał; finalny

1. Koniec.

2. W zawodach sportowych, konkursach itp.: końcowa rozgrywka między zwycięzcami kolejnych eliminacji.

3. Ostatnia część cyklu sonatowego lub suitowego.

4. W muzyce operowej: zakończenie aktu lub całej opery.

5. Taki, który stanowi rezultat czegoś; w ekonomii: gotowy, produkt finalny.

Bezustannie czytam opinie na swój temat, przeważnie niezbyt pochlebne. Nigdy nie było mi dane pracować w atmosferze pełnej sympatii, wynikającej z tego, że odniosłem sukces w tym kraju. Zawsze musiałem się bronić. A kiedy człowiek musi się bronić, odkrywa, że analizuje przyczyny, które nim powodują. Muszę uważać, by nie przejmować zbyt wiele agresji płynącej do mnie z prasy. Jednak zawsze byłem skłonny do autoanalizy i to także wyrażały moje piosenki. Ale mam też wiele cech, których nigdy bym nie rozwinął, gdybym nie stał się sławny.

George Michael

Kiedy rozpadł się zespół Wham!, wszyscy oczekiwali, że zacznę robić coś jeszcze lepszego. Jednak nie żałuję tego rozstania. Byłem przygotowany na to, że dni Wham! są już policzone. Przez kilka lat Wham! było moim ryzykownym przedsięwzięciem, więc nie przerażała mnie ta perspektywa. Teraz to Andrew czuje ciśnienie. Pracuje nad albumem, sam mu to doradzałem. Całkiem naturalne, że publiczność będzie sceptyczna wobec jego dokonań. Zaskoczy ich wszystkich, ponieważ jego muzyka jest dużo lepsza, niż myślą.

George Michael

Pierwsza impreza na stadionie Wembley odbyła się 28 kwietnia 1923 roku. W finałach Pucharu Anglii w piłce nożnej grały West Ham United i Bolton Wanderers. To był mecz, który chciał obejrzeć dosłownie każdy. Oficjalne dane mówią o 126 947 widzach, ale powszechnie przyjmuje się, że owego popołudnia było ich ponad 200 tysięcy, ściśniętych jak sardynki w puszce.

Blisko 50 lat później, w 1972 roku, na stadionie Wembley zorganizowano pierwszy koncert. Jednak najsłynniejsze wydarzenia muzyczne odbywały się tu w latach osiemdziesiątych XX wieku. Właśnie tu zespół Queen nagrał płytę koncertową, a na Genesis, U2, Madonnę, Bruce’a Springsteena i Michaela Jacksona wyprzedawano wszystkie 72 tysiące biletów, niekiedy na kilka koncertów z rzędu. Kiedy liczyło się tylko to co największe i rządził pieniądz, sukces był równoznaczny z występami dla tłumów przynoszących największe zyski. A dla muzyków granie na Wembley oznaczało, że dopięli swego.

W Bushey, kilka kilometrów od bliźniaczych wież wznoszących się po obu stronach wejścia na Wembley, dorastał chłopak, który przy dobrej pogodzie mógł słyszeć chóralne śpiewy: „Wem-ber-ley, Wem-ber-ley!”, płynące ze stadionu nad północnym Londynem. Kiedy będzie starszy, wiele razy wystąpi na Wembley. Grał koncerty charytatywne na rzecz chorych na AIDS, uczestniczył w chyba najsłynniejszym koncercie, jaki odbył się na starym stadionie – Live Aid. Ukradł show podczas koncertu poświęconego pamięci Freddiego Mercury. Grał dla Nelsona Mandeli. Także tu nastąpiło jego pożegnanie z Wham! Tym chłopcem był oczywiście George Michael.

Wham! stworzyli George Michael i jego przyjaciel Andrew Ridgeley. Zespół stał się najpopularniejszym duetem lat osiemdziesiątych. Obaj chłopcy, synowie imigrantów, wdarli się na scenę w 1982 roku. Prężyli zdrowe, opalone ciała, mieli piękne włosy oraz niewiarygodnie białe zęby. Dla wielu stali się uosobieniem lat osiemdziesiątych XX wieku. Ustanowili wiele muzycznych rekordów, stali się pierwszym zespołem od czasu Beatlesów, którego kolejne single trafiały na czołówki list przebojów i w USA, i w Wielkiej Brytanii. Ich pojawienie się wywoływało histerię porównywalną z tą, jaka dziesięć lat wcześniej towarzyszyła występom Bay City Rollers. Trafili do napakowanego hormonami pokolenia, które – jak mniemano – umarło wraz z muzyką punk i disco. Obok Duran Duran stworzyli nową modę na boysbandy, które wywoływały fale histerii: zanim ktokolwiek się zorientował, Bros, New Kids on the Block i inni doprowadzali do szaleństwa dziewczęta na całym świecie, a kiedy pojawiali się w sklepach z płytami, miasta grzęzły w korkach.

Jednak w 1986 roku Wham! już dokonali wszystkiego, czego mogli dokonać. Jako ikony popkultury lat osiemdziesiątych uznali, że dotarli do kresu. Sprzedali miliony płyt, okrążyli z koncertami cały świat – odwiedzili nawet Chiny – zarobili więcej pieniędzy, niż mogli wydać. Czy na wieńczący karierę koncert dałoby się znaleźć lepsze miejsce niż Wembley? A czy ostatni występ, zorganizowany na stadionie, który od 63 lat gościł finały zawodów sportowych, można było nazwać inaczej niż „The Final”?

Rok wcześniej Wham! grał już na Wembley. Bilety wyprzedano do ostatniej sztuki. Wówczas na stadionie zespół uczestniczył we wspólnym koncercie z Bobem Geldofem i Midge Ure, zatytułowanym „Live Aid”.

Pod koniec 1985 roku George Michael zdradzał już w prywatnych rozmowach, że ma zamiar rozpocząć karierę solową, a wydarzenia poprzedzające ostatni koncert Wham! starannie zaplanowane. Sześć miesięcy później, kiedy Michael kończył 23 lata, zespół królował na szczycie list przebojów z The Edge of Heaven i szykował się do premiery składankowego albumu. Od tygodni gazety były pełne opowieści o Wham!, sąsiadujących z przerażającymi doniesieniami o katastrofie reaktora nuklearnego w Czarnobylu. Bilety na ostatni w historii koncert Wham! rozeszły się w kilka godzin. Myślano nawet o zorganizowaniu dzień wcześniej koncertu „Semi-Final”, ale nawet to nie zadowoliłoby wszystkich chętnych: było ich tylu, iż z łatwością zapełnialiby widownię przez cały tydzień. Nie chodziło jednak o pieniądze: ustawiono dwa potężne telebimy, a koszty całego koncertu sięgnęły 750 tysięcy funtów (tyle samo wyniosły nakłady na budowę stadionu); wpływy jedynie je wyrównały. Co najważniejsze, zespół chciał, by odbył się tylko jeden koncert, stawiający wyraźną kropkę na końcu ich historii.

Jako chłopiec Andrew Ridgeley marzył, że zostanie zawodowym piłkarzem, a teraz miał zagrać na Wembley. Nie o to mu chodziło, ale i tak wyszło nie najgorzej. W owo gorące czerwcowe popołudnie 1986 roku otoczenie stadionu wyglądało tak, jakby miały się tu odbyć finały Pucharu Anglii. Flagi łopotały na wietrze, a Wembley Way, droga prowadząca do bliźniaczych wież, była ciasno wypełniona fanami, z których wielu przywdziało koszulki z podobiznami Wham! oraz szaliki i kapelusze z nazwą zespołu. Organizatorzy zatrzymali kilka tysięcy biletów, które skierowano do sprzedaży dopiero ostatniego dnia, by utrudnić życie konikom. Przy bramkach wejściowych tworzyły się kilometrowe kolejki, ludzie czekali godzinami, a gdy bramki otworzono, stadion zalało morze fanów, wypatrujących najlepszych miejsc.

Nikt z tych, którzy stali na początku kolejki, przez kilka godzin nie ruszył się z miejsca, a ochroniarze zaczęli rozdawać butelki z wodą – szybko zastąpione szlauchami. Zapadał zmierzch. W tym samym czasie miliony fanów na całym świecie przez cały dzień czuwało i w kółko puszczało piosenki Wham!. Nastolatki przelały morze łez. To przypominało śmierć – kogoś lub czegoś. Dla wielu koniec Wham! był równoznaczny z kresem młodości. Przyszła pora, by dorosnąć, co dla niektórych było przerażającą perspektywą. Czemu wszystko nie mogło zostać po staremu?

Za kulisami smutek mieszał się z podnieceniem, ale główni aktorzy tego spektaklu mówią, że w ich wspomnieniach wszystko jest zamazane. Gwiazdy muzyki pop, znajomi, rodzina... Temperatura sięgała 32 stopni Celsjusza. Elton John serwował szampana. Porozstawiano automaty z grami, by dać ludziom zajęcie, gdyż okres oczekiwania wydłużał się w nieskończoność.

Tuż przed wyjściem na scenę George Michael, zapytany, czy nie żałuje końca zespołu, zdecydowanie oparł, że nie. W tym samym czasie Andrew Ridgeley udawał, że go dusi. W tych gestach był jakiś cień prawdy, chociaż dopiero w nakręconym w 2004 roku filmie dokumentalnym Ridgeley wyznał partnerowi, co czuł naprawdę. „Nie bawiłem się tak dobrze, jak podczas innych koncertów. Cały okres poprzedzający to wydarzenie był dla mnie bardzo trudny. Kiedy skończyły się bisy, pomyślałem: «To już koniec». Ciężko mi było się z tym pogodzić, nie wiedzieliśmy, jak wprowadzić Wham! w dorosłość”.

O czwartej po południu, w palącym słońcu, Gary Glitter rozpoczął koncert. Po nim wystąpił Nick Heyward, dawny członek zespołu Haircut 100, który zakończył uwielbianą przez tłumy piosenką Fantastic Day, ale jednocześnie – jako przykład niepowodzenia w karierze solowej – stanowił przypomnienie tego, czego George Michael powinien unikać. Wśród wielu innych atrakcji był pierwszy pokaz filmu Foreign Skies – na nowo zmontowanego dokumentu o wyjeździe Wham! do Chin w 1985 roku. Wyświetlono go na dwóch gigantycznych ekranach zawieszonych po obu stronach zasłaniającej scenę potężnej kurtyny z napisem „THE FINAL”.

Prawdziwy dramat zaczął się o wpół do ósmej. W stronę 72-tysięcznej widowni popłynęły pierwsze takty Everything She Wants i rozległ się jeden wielki wrzask. Krzyki nasiliły się, kiedy kurtyna poszła w górę, odsłaniając zespół muzyczny. Po chwili zrobiło się jeszcze głośniej – pojawił się George Michael w towarzystwie dwóch tancerzy. Wszyscy byli ubrani w obcisłe czarne dżinsy, skórzane buty i kurtki, wszyscy nosili nieodłączne okulary przeciwsłoneczne. Wykonywali charakterystyczne ruchy, a Michael zapuścił się daleko w tłum, korzystając z długich wybiegów zbudowanych po obu stronach sceny. Kilka minut później wrócił na środek, a wówczas pojawił się Andrew Ridgeley wraz ze śpiewającymi chórki i tańczącymi Pepsi oraz Shirlie. On również okrążył całą scenę, zanim teatralnym gestem zrzucił z ramion długi, czarny płaszcz. Po zakończeniu siedmiominutowego otwarcia zaczęła się właściwa piosenka, a publiczność bezbłędnie śpiewała wraz z wykonawcami. Każdy ruch biodrami, każde spojrzenie na tłum, najdrobniejszy gest i niuans witano ogłuszającym rykiem uznania. Zapowiadała się długa noc.

Rozemocjonowany George Michael kilka razy zabierał głos, dziękując za wspólne cztery lata. Zespół zaśpiewał wszystkie swoje wielkie przeboje, które nadały kształt muzyce popularnej lat osiemdziesiątych: Wake Me Up Before You Go-Go, I’m Your Man, Last Christmas, Club Tropicana... Lista była długa. Pepsi i Shirlie kilka razy zmieniały kostiumy, a do piosenki Bad Boys wyszły w przeogromnych perukach. „Cały dzień wręcz iskrzył zabawą – wspomina Shirlie Holliman. – Skończyło się o właściwej porze, każdego roznosiła euforia. Wszyscy byli w świetnym nastroju, a my z Pepsi miałyśmy te wielkie jak ule peruki, bardzo ciężkie i bardzo śmieszne”.

Klaun Ronald McDonald – tak naprawdę Elton John w zabawnym przebraniu – zasiadł przy fortepianie, a George Michael zagrzewał tłum, śpiewając „Yeah, yeah, yeah!” z The Edge Of Heaven. Klaun został na scenie i razem z George’em Michaelem wykonał Candle in the Wind w błogiej nieświadomości, jak nierozerwalnie ta piosenka połączy się kiedyś z późniejszą przyjaciółką Michaela, księżną Dianą.

Gdy zaszło słońce, a stadion pogrążył się w ciemności, zespół podgrzał nastrój, śpiewając Wham Rap! i poruszającą piosenkę A Different Corner, zadedykowaną tajemniczemu „wyjątkowemu przyjacielowi”. Naładowana energią Freedom zakończyła główny występ. Na bis zagrali Careless Whisper, Young Guns (Go For It) oraz I’m Your Man z Simonem Le Bon. W wielkim finale na scenie pojawili się wszyscy wykonawcy. George i Andrew odbyli rundę honorową wzdłuż wybiegów, po czym Ridgeley wziął mikrofon i powiedział „Dziękuję, George”. I już ich nie było. Widowiskowe zakończenie widowiskowej, choć krótkiej kariery w muzyce pop. Po koncercie wykonawcy i cała ekipa przenieśli się do „Hippodrome”, gdzie balowali długo w noc. Jednak kiedy miliony fanów opłakiwały śmierć Wham!, rodził się George Michael.

W 1986 roku, kiedy Wham! zakończył działalność, George Michael rozpoczął jeszcze bardziej zadziwiającą karierę solową. Podczas pierwszego światowego tournée znów pojawił się na Wembley, gdzie wystąpił na koncercie z okazji siedemdziesiątych urodzin Nelsona Mandeli. Następnie zaśpiewał na imprezach dobroczynnych na sąsiedniej Wembley Arena i ponownie dał koncert na stadionie w 1992 roku. Gdy w 1991 zmarł tajemniczy lider Queen, Freddie Mercury, pozostali członkowie zespołu zorganizowali występ, przy okazji którego propagowali wiedzę o AIDS. Wielu czołowych wokalistów zaśpiewało wówczas stare przeboje grupy Queen. Jednak to właśnie Michael ukradł show, kiedy pokazał – chyba najdobitniej w całej karierze – jak imponującym głosem jest obdarzony. Dopiero wiele lat później wielbiciele dowiedzieli się, dlaczego tak zrobił.

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych ogłoszono, że Wembley będzie zburzony, a na miejscu starego stadionu powstanie nowy. Rozgorzała dyskusja dotycząca wkomponowania w planowaną budowlę starych bliźniaczych wież, jednak ostatecznie w 2002 roku obie padły ofiarą ogromnych kul burzących i została z nich sterta gruzów. Ostatni Puchar Wielkiej Brytanii na „starym” Wembley w 2000 roku zdobyła drużyna Chelsea, Anglia przegrała tu ostatni mecz z Niemcami, a amerykański piosenkarz Bon Jovi zagrał ostatni koncert.

W latach dziewięćdziesiątych Wembley chylił się ku upadkowi; podobnie było z życiem osobistym George’a Michaela. Po stracie dwóch najbliższych osób pogrążył się w żałobie, którą pokonał dopiero w XXI wieku. Wplątał się w całą serię publicznych skandali, choć wiele z nich było sztucznie rozdymane przez prasę. W życiu zawodowym ciągnął się za nim długi proces sądowy z wytwórnią płytową, przez co utracił wielu amerykańskich fanów. Jednak po trwającej 18 lat przerwie, w 25. roku kariery muzycznej poczuł, że nadeszła pora, by znów ruszyć w drogę. W 2006 roku rozpoczął tournée, podczas którego zagrał na wielu europejskich scenach, a tabloidy nie przestawały o nim pisać.

W marcu 2007 roku budowniczowie nowego Wembley wręczyli klucze do stadionu brytyjskiemu Związkowi Piłki Nożnej. Świeżo oddany obiekt, mogący pomieścić 90 tysięcy widzów, wyglądał wspaniale, a wysoki na 300 metrów łuk był widoczny z daleka. Grupa rockowa Muse zapowiedziała, że zagra na otwarcie – 16 czerwca 2007 roku, jednak później ogłoszono, że ten zaszczyt przypadnie George’owi Michaelowi, który wystąpi 9 czerwca. Bilety na pierwszy koncert rozeszły się tak szybko, że zdecydowano się zorganizować drugi, następnego dnia. Kiedy o koncertach usłyszał Alex Horne, dyrektor zarządzający Wembley, nazwał to „fantastyczną informacją” i dodał: „[George Michael] nie jest kimś obcym na tej wspaniałej scenie, gdyż występował tu zarówno z zespołem Wham! podczas koncertu Live Aid, jak i jako solista. To znakomicie dobrany show inaugurujący działalność nowego Wembley. Chcemy, by stadion odzyskał miejsce na mapie świata jako najwspanialszy obiekt koncertowy”.

Po triumfie na Wembley George Michael powrócił na scenę muzyczną. Podobnie jak stary stadion, był angielską ikoną, która odrodziła się na nowo. Mógł śmiało spoglądać w przyszłość.

George Michael miał mnóstwo energii. Ciężko pracował, zachował dumę, obawiał się pieniędzy, brakowało mu pewności siebie, a jednocześnie był niewiarygodnie bogaty i sławny. Chronił swoją prywatność, ale nierzadko otwarcie mówił o życiu osobistym. W wywiadach często powtarzał, że sławy światowego formatu, które tak często spotyka, zwykle łączy jedna cecha, która pozwoliła im zajść na sam szczyt. Nie jest to nic szczególnego, żaden specjalny dar: po prostu im wszystkim czegoś brakuje. Wszyscy musieli pokonać przeszkody lub coś udowodnić bądź zapełnić pustkę w życiu, i właśnie to dało im świadomość celu, która umożliwiła zrealizowanie zamierzeń.

Tak samo było z George’em Michaelem. Każdy zapytany o niego da wam inną odpowiedź. Jednak gdy połączycie różne opinie i cząstkowe informacje, otrzymacie coś więcej niż układankę z wielu fragmentów, więcej niż milion niepowiązanych faktów. Zobaczycie portret George’a Michaela. Oto jego historia.

CZĘŚĆ PIERWSZA1963–1986

1.

IMIGRANT

1963–1975

Imigrant

1. Cudzoziemiec, który osiedlił się w jakimś kraju, zwykle na pobyt stały; osiedleniec.

Nazywam się Georgios Kyriacos Panayiotou. Świat zna mnie i zapamięta pod innym imieniem. Ale naprawdę nazywam się inaczej.

George Michael

George Michael jest ikoną angielskiej popkultury. Nie mógł się urodzić w lepszym miejscu ani w czasie dogodniejszym do zrealizowania przyszłych zamierzeń, chociaż przez pierwsze lata życia nie zdawał sobie z tego sprawy. Gdyby wszystko działo się dziesięć lat później, Wham! nie dostałby szansy na sukces, a dziesięć lat wcześniej zniknąłby w cieniu prog rocka lub muzyki punk. Ale stało się, jak się stało, i ponura rzeczywistość końca lat siedemdziesiątych sprawiła, że młoda, pełna radości grupa, optymistycznie nastawiona do życia, znalazła licznych wielbicieli i naśladowców. Tym bardziej że jej członkowie nie tylko dobrze wyglądali, ale i potrafili grać.

Ktoś kiedyś powiedział, że przeszłość jest odległą krainą[1]. Patrząc wstecz na Anglię w 1963 roku, widzimy miejsce, którego nie rozpoznaliby dzisiejsi mieszkańcy. Naleciałości etniczne, kwestie społeczne i polityczne, stosunki międzynarodowe – wszystko wówczas wyglądało zupełnie inaczej, a jednak pod wieloma względami zadziwiająco znajomo. Na listach przebojów królował pop: w połowie czerwca pierwsze miejsce zajmowali The Beatles z From Me To You, tuż za nimi był Gerry and the Peacemakers z I Like It, Billy J. Kramer i Dakotas z Do You Want To Know A Secret, a na czwartym miejscu Billy Fury i When Will You Say I Love You. Amerykański prezydent John F. Kennedy odwiedził Berlin Zachodni, gdzie 26 czerwca wygłosił słynne słowa: „Ich bin ein Berliner”. W Wielkiej Brytanii rząd Harolda Macmillana starał się zatuszować skandal Profumo.

Właśnie w owej „odległej krainie” 25 czerwca 1963 roku przyszedł na świat Georgios Kyriacos. Urodził się w północnym Londynie jako trzecie dziecko, a zarazem pierwszy syn, w rodzinie Panayiotou, greckich imigrantów z Cypru, którzy przybyli do Anglii dziesięć lat wcześniej, w 1953 roku. Kyriacos, jego ojciec, przyszedł na świat się w 1935 roku w tradycyjnej greckiej rodzinie osiadłej na Cyprze. Od dziesięcioleci jego krewni mieszkali we wsi Patriki, dwadzieścia kilka kilometrów na północny wschód od miasta Famagusta, na sterczącym z wyspy „ogonie”, wysuniętym z zatoki Famagusta w Morze Śródziemne. Przez setki lat w wiosce żyła niewielka grupka Greków, a kiedy w 1978 roku Cypr podzielono, by zakończyć długotrwały konflikt, ten obszar znalazł się w części tureckiej.

Kyriacos był jednym z siedmiorga rodzeństwa: miał trzy siostry i trzech braci. Jak większość mieszkańców wyspy, rodzina Panayiotou pracowała na roli. Na północy wyspy w niewielkich gospodarstwach hodowano oliwki i cytrusy, a na południu – winorośl i warzywa. Życie nie zmieniało się tu od stuleci, wszyscy wspólnie pracowali dla dobra całej rodziny. Na wsi kilka pokoleń mieszkało pod jednym dachem, krewni trzymali się razem, zgodnie ze śródziemnomorską tradycją. Podobnie było w rodzinie Panayiotou.

Jednak nadciągały kłopoty. Przez setki lat, niezależnie od rządów i ideologii, Cypr pełnił ważną funkcję strategiczną. W latach pięćdziesiątych wyspę zamieszkiwało wielu Greków, a Turcy byli w mniejszości; trzecią grupę stanowili brytyjscy okupanci. Na początku dekady greccy Cypryjczycy zapoczątkowali ruch, który miał doprowadzić do zjednoczenia wyspy z Grecją. Z upływem lat ta kampania się nasilała, przed brytyjską ambasadą w Atenach dochodziło do starć, aż w 1959 roku spór zakończono i Brytyjczycy przekazali wyspę Grecji. Już wcześniej, gdy cypryjscy Grecy i Turcy szykowali się do walki, Kyriacos Panayiotou skończył szkołę i znalazł pracę jako kelner. Kiedy miał 18 lat, odpowiedział na wezwanie Wielkiej Brytanii zapraszającej do pracy imigrantów ze Wspólnoty Brytyjskiej. W 1953 roku, dwa lata przed wybuchem zamieszek na Cyprze, postanowił spróbować szczęścia i wyruszył na Wyspy Brytyjskie.

Kyriacos idealnie wstrzelił się w swój czas. Pamiętał o rodzinie, więc dręczyły go wyrzuty sumienia z powodu wyjazdu. Jeden pracujący mniej oznaczał jedną pensję mniej do wspólnego garnuszka. Nad wyspą wisiała groźba wojny domowej. Jeśli dojdzie do otwartego konfliktu, wszyscy młodzi mężczyźni niechybnie trafią do wojska. Czas sprzyjał decyzji o wyjeździe, ale z drugiej strony byłby pierwszym członkiem rodziny, który opuścił wioskę. Znalazł się jednak chętny, który postanowił towarzyszyć mu w podróży: jego kuzyn Dimitrios. Kupili bilety na statek płynący do Anglii i latem 1953 roku ruszyli na morze. Rodzinna legenda głosi, że przybyli do celu, mając jednego funta. Na dwóch.

W Londynie wciąż wrzało po niedawnej koronacji królowej Elżbiety II – ceremonia odbyła się 2 czerwca 1953 roku – poprzedzonej chwałą, jaką Wspólnocie przyniósł Edmund Hillary, zdobywając 29 maja Mount Everest. Przybyłego do Anglii Panayiotou, przeciskającego się przez kipiącą życiem keję, powitały dźwięki przebojów Frankiego Laine’a i Mantovaniego, dobiegające z odbiorników radiowych na nabrzeżu, gdzie rozładowywano dobra z całego świata. Tuż po przyjeździe obaj z kuzynem ruszyli do północnego Londynu, zamieszkanego przez grupę cypryjskich Greków, u których – dzięki rodzinnym powiązaniom – mieli zapewniony nocleg i wikt, dopóki nie znajdą pracy. Jako nastolatek w obcym kraju, gdzie mówiono językiem, który ledwie znał, Kyriacos postanowił maksymalnie ułatwić sobie życie, od razu zmieniając imię na łatwiejsze do wymówienia: „Jack” i skracając nazwisko do „Panos”. Szybko zatrudnił się jako kelner, a Dimitrios podjął pracę w zakładzie krawieckim.

Nowo narodzony Jack Panos – podobnie jak wielu rówieśników wywodzących się z tego samego środowiska – uważał, że tylko ciężka praca zapewni mu sukces. Przyznawszy, że znajduje się na najniższym szczeblu drabiny, zaczął długą i mozolną wspinaczkę. Z pensji musiał opłacić niewielki pokój i jakoś się utrzymać, ale odkrył, że nawet po wysłaniu pewnej sumki na Cypr ma wystarczająco dużo, by pozwolić sobie na życie towarzyskie.

Ciężko pracował, brał dodatkowe zmiany w restauracji, ale jako dziarski młody człowiek miał jeszcze energię, by chodzić na tańce. Wraz z Dimitriosem odwiedzał sale taneczne północnego Londynu i szalał w rytm utworów Tommy’ego Steele i Elvisa Presleya, gdyż zdążył już pokochać angielski i amerykański rock and roll. Nie zaniedbywał też uroczystości organizowanych przez Greków; przystojny młodzieniec potrafił przetańczyć całą noc, a na ślubach podrygiwał ze szklanką na głowie, w niepojęty sposób zachowując równowagę. Jednak najbardziej lubił rock i powłóczyste spojrzenia, jakie rzucały mu dziewczęta. Bez wątpienia życie w Anglii bardzo mu się podobało.

W 1957 roku na potańcówce poznał młodą dziewczynę Lesley Angold Harrison („Angold” było pozostałością po przodkach, którzy uciekli z Paryża w czasie rewolucji francuskiej). Lesley kochała rock and roll tak samo jak on i szybko stworzyli zgrany duet, w piątkowe wieczory eksplodujący energią w klubach i salach tanecznych. Byli dobraną parą: robotnicze pochodzenie Lesley znakomicie pasowało do etosu ciężkiej pracy, jaki wyznawał Jack. Lesley mieszkała z rodzicami i bratem w szeregowym domku w stylu wiktoriańskim przy Lulot Steet, niedaleko Highgate Hill. Miejscowa gazeta prowadziła wtedy rubrykę „Szukamy gwiazd”. Lesley wysłała tam zdjęcie Jacka. Zamieścili je wraz z podpisem, trochę na wyrost: „Jack Panos przyciąga dziewczyny wszędzie, gdzie się pojawi”. Po niedługim czasie Jack się oświadczył, a Lesley go przyjęła. Mimo pewnych oporów ze strony ojca dziewczyny szybko wzięli ślub.

Jack i Lesley zaczęli wspólne życie w niezbyt sprzyjających warunkach. Zamieszkali w Finchley, w klitce nad pralnią, a pedantyczna Lesley toczyła nieustanne boje o utrzymanie czystości i porządku. Musiała też radzić sobie z niechętnym jej mężowi ojcem. George Michael wspominał później: „Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że Cypryjczycy, jako członkowie Wspólnoty Brytyjskiej, byli zachęcani do przyjazdu do macierzystej Wielkiej Brytanii, by przyczynić się do odbudowy kraju po II wojnie światowej. A po przyjeździe spotykali ludzi, którzy nie ukrywali, że nie życzą sobie ani czarnych, ani Irlandczyków, ani Greków. W takie środowisko trafił mój ojciec. Ojciec mamy nie przyszedł na ślub właśnie dlatego, że mama wybrała Greka, co wtedy oznaczało niemal to samo, co «osobnik innej rasy». Niewiele mnie dzieli od tamtych doświadczeń”.

W 1959 roku młode małżeństwo doczekało się córeczki. Nazwali ją Yioda. Utrzymanie dzieci kosztuje, więc Jack pracował coraz więcej: obsługiwał gości przez siedem nocy w tygodniu, biorąc także południową zmianę, byle tylko więcej zarobić. Dwa lata później na świat przyszła Melanie. Ciężka praca zaczynała przynosić efekty i Jack awansował na zastępcę kierownika restauracji. Po roku urodziło się trzecie dziecko, syn, którego nazwali Georgios Kyriacos.

Dzień jego narodzin zapisał się na zawsze w historii rodziny, i to z przeciwstawnych powodów: na radość z narodzin syna nałożyła się tragiczna informacja o samobójstwie brata Lesley. Krążyły plotki, że jest homoseksualistą, znaleziono go z głową w piekarniku gazowym. W latach pięćdziesiątych w Wielkiej Brytanii nikt nie słyszał o jakichkolwiek prawach dla gejów: mówiąc wprost, nie mieli żadnych praw. Dopiero w 1957 roku, po kilku długich i nagłośnionych procesach, lord Wolfenden ogłosił, że „niepubliczne, dobrowolne zachowania homoseksualne między dwiema dorosłymi osobami nie powinny być uważane za przestępstwo”.

„Nie wiedziałem, że mama miała brata. Dowiedziałem się o tym, kiedy miałem 16 czy 17 lat. Wszystko dlatego, że popełnił samobójstwo – opowiadał później George Michael. – Gdy pomyślę, że pragnął odejść z naszego świata, a zarazem nie chciał tego, bojąc się, że zaszkodzi ciężarnej siostrze... To potworne, a nawet gorzej niż potworne. Mama powiedziała, że uważała go za geja. Sami mieli trudne dzieciństwo i uznała, że powie nam o tym, kiedy będziemy starsi. Ta tragiczna historia pokazuje, jak ciężkie musiało być życie homoseksualnego mężczyzny w latach pięćdziesiątych. Gdyby wytrzymał i wystarczająco długo powalczył z depresją, dotrwałby do zmian, które pozwoliłyby mu wieść szczęśliwe życie człowieka w średnim wieku”.

Jak się okazało, nie był wyjątkiem dotkniętym depresją i przejawiającym skłonności samobójcze. Lesley była zdruzgotana, kiedy znalazła zwłoki ojca, który odebrał sobie życie w identyczny sposób. Młodemu Georgiosowi nie powiedziano również o tym. Dowiedział się po latach. George Michael opisze te wydarzenia w piosence My Mother Had A Brother, która pojawi się na albumie „Patience”.

Chociaż rodzina starała się uczestniczyć w życiu kulturalnym, swingujące lata sześćdziesiąte przeszły jakoś bokiem. Mieszkanie stało się za małe dla dwojga dorosłych i trojga dzieci, więc przeprowadzili się do swego pierwszego domu. Niczym wzorcowy imigrant, ciężką pracą torujący sobie drogę w społeczeństwie kapitalistycznym, pod koniec lat sześćdziesiątych Jack Panos skoczył na głęboką wodę i w Edgeware otworzył własną restaurację Angus Pride.

To posunięcie oznaczało, że rodzinie zacznie się lepiej powodzić, ale też – że godziny pracy Panosa jeszcze się wydłużą. Nadal nie mógł sobie pozwolić na zatrudnienie licznego personelu ani nie chciał powierzyć komuś innemu prowadzenia części interesu, więc spędzał w pracy coraz więcej czasu. Odbijało się to na Lesley. Pracowała w dzień, wracała do domu, zajmowała się dziećmi wracającymi ze szkoły, a następnie aż do nocy pomagała w restauracji. Na krótko zatrudniła się w pobliskim biurze Hyde House, później w barze, gdzie brała południową zmianę. Dla dbającej o czystość pani domu było to coś okropnego: nienawidziła smrodu ryb i tłuszczu do smażenia, którym przesiąkały jej ubrania i włosy. Mimo to chodziła do pracy, wracała do domu, szorowała się i czekała, aż dzieci wrócą ze szkoły. Jednak ciągła praca i pośpiech zaczynały zbierać żniwo. Chociaż dom zawsze był nieskazitelnie czysty i wysprzątany, Lesley znalazła się na granicy wyczerpania i łatwo wpadała w złość.

George Michael dobrze zapamiętał wiecznie zmęczoną matkę, gdyż spędzał z nią dużo czasu. Wspominał, że i on, i siostry musieli zachowywać się cicho, kiedy ojciec był w domu i między zmianami w restauracji odsypiał zarwane noce. Georgios był znacznie bardziej związany z matką niż z ojcem. Jack nie był wiecznie nieobecnym ojcem – jakoś udawało mu się spędzać trochę czasu z synem – ale chłopak uważał, że nigdy nie było to wystarczająco dużo. Przebywając głównie z matką i siostrami, młody Georgios szybko przywykł do ciągłego towarzystwa kobiet. Wpływ mężczyzn na jego dzieciństwo był minimalny, za to aspekt kobiecy w nim wprost rozkwitał.

Od najmłodszych lat, dzięki matce i ciężko pracującemu ojcu, Georgios miał poczucie bezpieczeństwa i stabilności, chociaż przyznawał później, że nie potrafił tak harować jak ojciec. Na Cyprze Jacka wychowano zgodnie z surowymi zasadami, dopuszczającymi także kary fizyczne, ale on sam postanowił inaczej traktować własne dzieci. W autobiografii Bare, która ukazała się w 1990 roku, George wspomina, że ojciec uderzył go tylko dwa razy, za każdym razem słusznie. Jednak ciężka praca rodziców odbiła się na dzieciństwie Georgiosa. Pamięta, że nigdy w domu go nie chwalono: rodzice zawsze byli zbyt zajęci, by zawracać sobie tym głowę.

Piętnaście lat po przybyciu do Anglii z pustymi kieszeniami Panos został właścicielem restauracji, a rodzina była w ferworze przeprowadzki do nowego domu, zarazem szybko pnąc się w górę i przechodząc z klasy robotniczej do średniej. Jack zapewniał Georgiosowi coraz większy dobrobyt, a Lesley kształtowała charakter dorastającego chłopca. Pochodzenie i dzieje życia angielskiej matki Georgiosa przesądziły o tym, że trudno było ją przypisać do określonej warstwy społecznej. Jej własna matka bała się, że córka wyrośnie na chłopczycę, więc wysłała ją do szkoły prowadzonej przez zakonnice. To na całe życie zniechęciło Lesley do religii i do wpajania wiary własnym dzieciom. Choć wywodziła się ze środowiska robotniczego, mówiła z akcentem typowym dla klasy średniej. Do pieniędzy podchodziła zupełnie inaczej niż mąż. Jack bezustannie zabiegał o podniesienie standardu życia rodziny i w związku z tym coraz ciężej pracował. Lesley niemal obawiała się pieniędzy. Takie nastawienie przekazała synowi, który podobnie traktował pieniądze – nawet wtedy, gdy był już multimilionerem.

George Michael mówił później, że jego zdaniem matka zawsze wiedziała, iż ma syna geja. „Miałaby nie bać się o moją orientację, skoro jej własny brat z tego powodu popełnił samobójstwo? – podkreślał. – Kiedy patrzysz na drzewo genealogiczne jak na całość, o wiele lepiej rozumiesz, kim jesteś. Czasem miałem wrażenie, że matka uważa mnie za niedostatecznie męskiego, a kiedy dojrzewałem – za zbyt mało chłopięcego. To zupełnie nie pasowało do jej charakteru, ponieważ była wspaniałą matką i miała takie liberalne poglądy”.

W 1968 roku George poszedł do miejscowej szkoły podstawowej Roe Green przy Princes Avenue. Jednym z jego pierwszych przyjaciół został David Mortimer, mieszkający przy tej samej ulicy. Drugim kumplem był kuzyn Andros, syn Dimitriosa. Jack urządził się w północnym Londynie, natomiast jego towarzysz wyjazdu z Cypru osiadł w południowej części stolicy, ale kiedy obaj założyli rodziny, w każdą niedzielę na zmianę wyprawiali się na drugi koniec miasta w odwiedziny.

W 1968 roku Jack po raz pierwszy zabrał żonę i dzieci na wakacje na Cypr. Dołączył do nich Dimitrios z rodziną. Ojciec Jacka zmarł wkrótce po jego wyjeździe do Anglii, więc Georgios nigdy nie poznał cypryjskiego dziadka. Na wyspie zaszły wielkie zmiany. Po podziale społeczeństwa na wspólnoty greckie i tureckie wszyscy krewni z linii Panayiotou zostali zmuszeni do przeprowadzki. Jednym z najwcześniejszych wspomnień Georgiosa z Cypru są przestrogi, by nie zbliżał się do niektórych miejsc. Starannie tłumaczono pięciolatkowi, że drugą stronę patrolują Turcy i mogą go zastrzelić tylko dlatego, iż jest Grekiem.

Georgios był spokojnym i cichym chłopcem, nie wyróżniał się z tłumu, ale podczas wakacji na Cyprze pierwszy raz dał się poznać z innej strony. Pewnego dnia wraz z kuzynem Androsem postanowili ukraść słodycze z miejscowego sklepu. Poszło łatwo, a dowody zbrodni szybko zniknęły w żołądkach chłopców. Wrócili następnego dnia i powtórzyli swój wyczyn. I robili tak codziennie. Stawali się coraz bardziej bezczelni, aż w końcu wynieśli ze sklepu całe pudło modeli samochodów. Georgiosa tak naprawdę wcale nie interesowały zabawki, ale podniecał go fakt, że im się udało. Kiedy o kradzieżach dowiedział się Jack Panos, wpadł we wściekłość i dobitnie pokazał synowi, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę.

Gdy Georgios był nastolatkiem, wraz z całą rodziną kilkakrotnie spędzał wakacje na Cyprze. Niekiedy wyjeżdżali do krewnych Lesley, na wybrzeże Kentu. Z biegiem czasu Jack pomógł pięciorgu z szóstki rodzeństwa osiedlić się w Anglii.

W 1969 roku rodzina przeprowadziła się do podmiejskiego bliźniaka w Burnt Oak, w dzielnicy Edgware, blisko restauracji. Mieli tu sąsiadów: z jednej strony mieszkała jakaś starsza pani, z drugiej – liczna katolicka rodzina irlandzka. Po raz pierwszy sześcioletni Georgios miał własny ogród. Był nim zachwycony, spędzał tam wiele godzin, bawiąc się wśród roślin, zaczął też kolekcjonować owady, jak wówczas wielu chłopców w jego wieku. Wyprawiał się na okoliczne łąki, znikał na całe godziny, co często niepokoiło matkę. Zdarzało mu się budzić przed świtem. Siadał przy oknie i czekał, aż słońce wzejdzie i będzie mógł bawić się na dworze.

Pierwsze kroki w muzyce zaczął stawiać, zanim skończył siedem lat: rozpoczął naukę gry na skrzypcach. Pobierał lekcje przez sześć lat – raczej dlatego, że rodzice kazali, niż z wewnętrznego pragnienia, by zostać muzykiem. Jednak na siódme urodziny, w 1970 roku, dostał przenośny magnetofon kasetowy – no i się zaczęło. Wyobraźnia szalała: przy pomocy każdego, kto tylko dawał się naciągnąć – czy to sióstr, czy Davida Mortimera – nagrywał własne występy, śpiewając przeboje, nakładając głos na oryginalne piosenki i wymyślając swoje rymowanki. Parodiowali też audycje radiowe, reklamy i przerywniki.

Nie przepadał za skrzypcami i szybko poczuł, że woli zostać piosenkarzem, choć jeszcze nie wiedział, czy w ogóle potrafi śpiewać. Pomimo wcześniejszego uwielbienia Jacka dla rocka, teraz w domu słychać było tylko grecką muzykę, którą Georgios zaczął nienawidzić. Aż któregoś dnia znalazł w garażu stary adapter, upchnięty tam przez matkę. Wygrzebał też trzy single: dwa grupy The Supremes i jeden Toma Jonesa. Ta kombinacja naznaczyła całą jego późniejszą twórczość. Po powrocie ze szkoły gnał do sypialni, by nagrać najświeższą produkcję własną, lub zaszywał się w garażu i tam w kółko słuchał tych trzech singli.

Lesley zaopatrywała Georgiosa w single (w 1973 roku, mając dziesięć lat, samodzielnie kupił sobie pierwszą płytę, „The Right Thing To Do” Carly Simon, która trafiła na Top 30), ale też czuwała nad tym, co syn ogląda w telewizji. Pozwalała mu późno kłaść się do łóżka, kiedy nadawano rozmowy Michaela Parkinsona, audycję, którą jej zdaniem powinna wspólnie oglądać cała rodzina. Nie mogła przypuszczać, że wiele lat później cały godzinny program będzie poświęcony jej synowi.

Jack trzymał dzieci krótko. Mel i Yioda nie mogły spotykać się z chłopakami, a kiedy gdzieś wychodziły, Georgios często musiał im towarzyszyć. Gdy siostry zaczęły jeździć na łyżwach, też nie miał innego wyjścia. W te sobotnie popołudnia widywał dziewczynkę imieniem Jane. Wpadła mu w oko, ale ona była ładna, natomiast on był pyzatym okularnikiem. Uznał, że nie ma szans. Jednak życie ich jeszcze ze sobą zetknie.

Georgios śpiewał też na występach skautów, ale nie można powiedzieć, by ojciec przesadnie go wspierał: Jack powtarzał synowi, że nie umie śpiewać i nie ma za grosz talentu. Jako grzeczny chłopiec Georgios słuchał rodzica, choć nie wierzył w jego słowa.

Był za mały, by wejść w świat makijaży i transwestytów, który nagle eksplodował glam rockiem, ale mu się przyglądał. Najbardziej kręcił go Elton John (fragment jego domowego nagrania Crocodile Rock po latach wykorzystano w filmie dokumentalnym o piosenkarzu). W 1974 roku Georgios po raz pierwszy oglądał swego idola na żywo, podczas koncertu charytatywnego na Vicarage Road, stadionie będącym siedzibą Watford Football Club.

Jesienią 1974 roku Georgios znalazł się w Kingsbury High School przy Princes Avenue. Szkoła cieszyła się dobrą opinią, mówiono, że wyłuskuje talenty muzyczne: perkusista Rolling Stones Charlie Watts, saksofonista jazzowy Courtney Pine, wokalistki Keisha i Mutya z Sugababes – wszyscy byli uczniami tej szkoły, choć niejednocześnie. Jednak podczas krótkiego pobytu Georgiosa w Kingsbury nie wystarczyło czasu, by ukształtowała się jego muzyczna przyszłość. Koledzy wspominają, że często wyrzucano go za drzwi, gdyż pyskował nauczycielom. Zdołał też wylecieć ze szkolnego chóru, ponieważ za dużo gadał. Kiedy rok szkolny dobiegał końca, Jack, który szykował się do otwarcia drugiej restauracji, postanowił, że znowu się przeprowadzą.

Georgios musiał zapisać się do nowej szkoły przed rozpoczęciem roku szkolnego 1975/1976. Pomny na wybryki syna w Kingsbury, Jack chciał wysłać go do szkoły prywatnej. Jednak Georgios stanął okoniem. Za żadne skarby! Obawiał się, że koledzy będą go wyzywali od maminsynków i straszyli; nie chciał nawet pójść na egzamin wstępny. Jack starał się go przekonać, ale widział, że sprawa jest przegrana.

Niemniej udało mu się nakłonić syna i córki do nauki języka greckiego. Odrapany busik zbierał dzieciaki z okolicy i zawoził je do sobotniej szkółki. W domu Panosów nie mówiło się po grecku, toteż Georgios i jego siostry już na starcie mieli gorszą sytuację, ponieważ pozostali uczniowie byli przynajmniej osłuchani z językiem. Nie mieli jednak wyjścia: nauczyciel nie używał angielskiego, więc przeważnie siedzieli, zachodząc w głowę, o co mu chodzi. Georgios nie za bardzo pokochał kulturę przodków – w najlepszym razie pozostał obojętny. Po dwóch latach lekcji Jack wywiesił białą flagę, oszczędzając dzieciom sobotnich męczarni.

Kiedy udało się oddalić niebezpieczeństwo prywatnej szkoły, Georgios miał przed sobą sześć tygodni wakacji. Później zaczynał naukę w nowej szkole, ale państwowej. Rodzina przeprowadziła się do Radlett – tam wreszcie kupili dom. Rozległe domostwo wymagało kompletnego remontu, więc na ten czas wprowadzili się do mieszkania nad restauracją. Zaczęli jeść to, co podawano w lokalu i w krótkim czasie Georgios zauważył, że na diecie złożonej ze steków i frytek szybko przybywa mu kilogramów. Już do końca życia pilnował wagi.

Dokonała się niemal całkowita przemiana Kyriacosa Panayiotou w Jacka Panosa. Imigrant bez grosza przy duszy stał się zamożnym mieszkańcem pełnego zieleni podmiejskiego Hertfordshire. Restauracja pana Jacka, jak zaczęto ją nazywać, przeobraziła się w instytucję.

Dziewiątego września 1975 roku Georgios Panos założył zieloną marynarkę i po raz pierwszy wyruszył do szkoły Bushey Meads. Był nowy, nie znał tam nikogo; stanął na otoczonym drzewami trawniku, po czym zaczął błądzić po korytarzach, ściskając skrawek papieru, na którym zaznaczono, jak trafić do drugiej klasy. W końcu znalazł właściwą salę. Wychowawczyni zwróciła się do morza obojętnych głów z pytaniem, kto zechce wziąć „nowego” pod swoje skrzydła i pokazać mu szkołę. Większość uczniów unikała kontaktu wzrokowego, jednak jedna ręka wystrzeliła w górę. – Ja, proszę pani! – zawołał rozpromieniony chłopiec. Gorliwiec nazywał się Andrew Ridgeley.

Georgios zajął miejsce obok Ridgeleya, a następnie jak cień towarzyszył nowemu przyjacielowi z klasy do klasy. Na pierwszej przerwie poszli w kąt boiska, gdzie grano w „króla”. Jedno dziecko stawało na murku z cegieł, a pozostałe starały się je zepchnąć i zająć miejsce „króla”. Ridgeley wpadł w sam środek i szybko został „królem”. Georgios, który nigdy nie kochał sportów ani gier, sterczał gdzieś z boku, a Andrew drwił z pozostałych, w tym – z nowego kolegi. W końcu „nowy” miał dosyć kpin i włączył się do zabawy. Był wyrośnięty, więc udało mu się przedrzeć przez tłumek i zepchnąć Ridgeleya. Tak zaczęła się trwająca wiele lat przyjaźń.

Od pierwszego dnia Ridgeley jasno powiedział, że ma w życiu dwa cele. Chce zostać zawodowym piłkarzem, a jeśli mu się nie uda, to gwiazdą pop. Ambicje Georgiosa, który pragnął być piosenkarzem, doskonale pasowały do tej wizji. Ridgeley okazał się idealnym przyjacielem i pojawił się w idealnym czasie: Georgios robił się coraz bardziej nieśmiały z powodu swego wyglądu i postury, a Ridgeley był niezwykle pewny siebie i otwarty. „Zobaczyłem go, usłyszałem, jak mówi, i poczułem, że to ktoś, kogo chcę poznać i z kim chcę się zaprzyjaźnić – wspominał George Michael. – Od pierwszej chwili nadawaliśmy na tych samych falach, rozmawialiśmy wyłącznie o muzyce”. Nie wiedzieli, że to spotkanie okaże się punktem zwrotnym w życiu ich obydwu. Wpłyną na siebie wzajemnie w sposób, który zadecyduje o ich przyszłości. Pod wieloma względami.

[1] L.P. Hartley, Posłaniec, przeł. R. Grzybowska, Warszawa 1978.

2.

AMBICJA

1975–1981

Ambicja

1. Silne pragnienie odniesienia sukcesu lub osiągnięcia doskonałości, wyróżnienia się lub zdobycia władzy, zaszczytów, sławy czy bogactwa oraz gotowość dążenia do celu: wygórowane ambicje sprawiły, że koledzy przestali go lubić.

2. Chęć pracy lub podjęcia określonego działania: obudziłem się wyczerpany i pozbawiony wszelkich ambicji.

3. Poczucie godności osobistej, honor, duma.

Jako chłopiec najbardziej obawiałem się tego, że zaspokojenie moich ogromnych ambicji leży poza zasięgiem dzieciaka, którego widziałem w lustrze.

George Michael

Georgios Panos nigdy nie chciał bogactwa i rozgłosu. Chciał tylko rozgłosu. Materialna strona sławy go nie pociągała, była jedynie efektem ubocznym głównego celu. Sława postawiłaby go w centrum uwagi, co w domu zdarzało się nieczęsto, zwłaszcza jeśli chodzi o ojca. Sława pokonałaby niską samoocenę i rosnącą świadomość tego, jak wygląda. Sława dałaby mu wszystko, czego pragnął, i rozwiązałaby problemy dojrzewania. Kiedy zostanie sławny, będzie szczęśliwy. Przynajmniej tak sądził. Był przeciętnym uczniem, często ginął w tłumie, więc osiągnięcie sławy nie wydawało się proste. Jednak przyjaźń z Andrew Ridgeleyem wszystko ułatwiła. Ridgeley się wyróżniał, był otwarty i tak pewny siebie, że aż zakrawało to na chełpliwość. Nie przerażała go żadna nowa sytuacja i nieśmiałemu Georgiosowi wydawał się superfajny.

Chociaż rodzinie Panosów nieźle się powodziło, Georgios nigdy nie dostawał kieszonkowego – musiał na nie zarobić, wykonując drobne czynności w domu. Jack Panos nadal był bardzo przezorny i chociaż interes szedł świetnie, nie zapomniał o skromnych początkach. Niezmiennie troszczył się o wykształcenie syna. Pogodził się z fiaskiem planów dotyczących nauki w placówce prywatnej, ale uważnie przyglądał się postępom dziecka w szkole w Bushey. Jack i Lesley ostrożnie przyjęli pojawienie się w ich domu nowego przyjaciela syna, Andrew Ridgeleya.

Rodziny obu chłopców miały wiele wspólnego. Albert Mario Ridgeley, ojciec Andrew, dorastał w Kairze, jego ojciec był Egipcjaninem, a matka była Włoszką. Matka zmarła w 1953 roku, w czasach kryzysu sueskiego. Albert wsiadł na statek do Anglii i podobnie jak Jack Panos pokonał Morze Śródziemne. Tak samo jak on przybył do Anglii bez środków do życia. Miał jednak smykałkę do języków. Opuszczając Egipt, władał już arabskim, angielskim, francuskim i włoskim. Załatwił sobie miejsce na uniwersytecie w St. Andrews, gdzie studiował niemiecki i rosyjski. Po dyplomie wstąpił do Royal Air Force, służył w Berlinie, a następnie wrócił do Wielkiej Brytanii i podjął pracę w zakładach fotograficznych Canon. Właśnie wtedy poznał matkę Andrew, Jennifer. Pobrali się, a 26 stycznia 1963 roku w Windlesham w hrabstwie Surrey przyszedł na świat ich pierwszy syn, Andrew, pięć miesięcy wcześniej niż Georgios Panos. Niebawem na świecie pojawił się brat Andrew, Paul. Kiedy Andrew miał pięć lat, rodzina przeniosła się do Egham, nieopodal lotniska Heathrow, a następnie jakieś 30 kilometrów dalej, do Bushey, gdzie Jennifer pracowała jako nauczycielka w Bushey Meads.

Ciąg dalszy w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

CZĘŚĆ DRUGA1986–2007

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

CZĘŚĆ TRZECIA2007–2017

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Tytuł oryginału

GEORGE MICHAEL, THE BIOGRAPHY 1963-2016

Projekt graficzny okładki

Janusz Staszczyk

Zdjęcie na okładce

Dave J Hogan/Contributor/Getty images

Redakcja

Anna Kędziorek

Korekta

Olga Gorczyca-Popławska

Indeks

Mirosława Kostrzyńska

Copyright © Rob Jovanovic 2007, 2017

Copyright © for the Polish translation Małgorzata Maruszkin, 2017

Copyright © by Wielka Litera Sp. z o.o., 2017

Wielka Litera Sp. z o.o.

ul. Kosiarzy 37/53

02-953 Warszawa

www.wielkalitera.pl

ISBN ISBN 978-83-8032-176-2

Plik ePub przygotowała firma eLib.pl

al. Szucha 8, 00-582 Warszawa

e-mail: [email protected]

www.eLib.pl