Wydawca: Zielona Sowa Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2011

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Gdzie jest Rudek - Holly Webb

Rózia uwielbia odwiedzać bezpańskie koty, które mieszkają na farmie w pobliżu domu jej babci. Jej ulubieńcem jest kotek, którego nazywa Rudkiem z powodu ślicznego koloru sierści. Z początku Rudek jest bardzo nieśmiały, lecz potem stopniowo uczy się ufać Rózi. Gdy jednak farma zostaje sprzedana pod osiedle mieszkaniowe i robotnicy zaczynają pracę, kotek jest przerażony: pozostałe koty zniknęły, a on został sam. Nagle świat stał się bardzo groźnym miejscem...

Wszystkich fanów książek Holly Webb i miłośników czworonogów zapraszamy na stronę:

www.zaopiekujsiemna.com.pl

Świetna zabawa dla wirtualnych opiekunów, forum i wiele konkursów!

Opinie o ebooku Gdzie jest Rudek - Holly Webb

Fragment ebooka Gdzie jest Rudek - Holly Webb

Tytuł oryginału:Ginger the Stray Kitten

Przekład: Jacek Drewnowski

Redaktor prowadzący: Magdalena Tytuła

Korekta: Teresa Lachowska

Typografia: Stefan Łaskawiec

Skład i łamanie: GF Project s.c.

Copyright © for the Polish edition by

Wydawnictwo Zielona Sowa 2011

Wszystkie prawa zastrzeżone

Text copyright © Holly Webb, 2006

Illustrations copyright © Sophy Williams, 2006

Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o.

ul. Cegielniana 4A, 30-404 Kraków

tel./fax 12-266-62-94, tel. 12-266-62-92

www.zielonasowa.pl

wydawnictwo@zielonasowa.pl

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.virtualo.eu

Dedykacja

Dla Sophie

Rozdział pierwszy

– Pójdziemy dziś koło farmy? – z nadzieją spytała Rózia. Ze szkoły do domu babci wiodło kilka różnych dróg, ale Rózia najbardziej lubiła tę, która prowadziła obok farmy. To była dobra strona powrotu do domu z babcią, kiedy mama była w pracy. Kobiecie zwykle się nie spieszyło i nie miała nic przeciwko temu, żeby chodzić powoli, gdy Rózia przystawała, by popatrzeć na każdego kota, jakiego zdarzyło jej się spotkać po drodze. Dziewczynka uwielbiała koty i rozpaczliwie pragnęła mieć takiego czworonoga w domu, ale nie udało jej się jeszcze przekonać mamy.

Babcia uśmiechnęła się do niej.

– Myślę, że możemy tamtędy wracać. Chętnie kupię parę jaj od pani Bowen. Mogę dziś upiec ciasto, bo mamy weekend – popatrzyła na Rózię. A potem dodała z namysłem:

– Ale sama wiesz, jak ona lubi gadać. Na pewno nie będziesz się nudziła?

Rózia podniosła na nią zaskoczony wzrok i zdała sobie sprawę, że to żarty. Babcia wiedziała, że dziewczynka uwielbia chodzić na farmę; gdy ona rozmawiała z panią Bowen, Rózia mogła chodzić i patrzeć na wszystkie koty na podwórzu. Było ich mnóstwo i babcia mówiła, że są bezpańskie, bo do nikogo nie należą. Rózia nigdy nie zdołała ich wszystkich policzyć, bo trudno je było wypatrzyć, sądziła jednak, że jest ich około dwudziestu. Pani Bowen co jakiś czas wykładała im coś dojedzenia, żywiły się jednak przede wszystkim myszkami łowionymi w stodołach.

Rózia lubiła sobie wyobrażać, że koty należą do niej, lecz tak naprawdę nie zachowywały się zbyt przyjaźnie. Jeśli bardzo, bardzo długo siedziała na schodku starego, zardzewiałego traktora, czasami przechodziły obok niej, ale żaden nie zbliżał się, żeby można go było pogłaskać.

Jedna z najładniejszych kotek, pręgowana, z pięknymi łatami, okociła się mniej więcej pięć tygodni wcześniej. Dziewczynka słyszała miauczące w stodole kocięta, ale długo nie mogła ich zobaczyć, bo pręgowana kotka schowała je pod starymi snopami siana.

Teraz kotki biegały po farmie i nie były tak płochliwe jak starsze koty. Rózia naprawdę miała nadzieję, że któregoś z nich uda się oswoić. Nie umiała się powstrzymać od marzeń o zabraniu kotka do domu.

Wiedziała, którego chce najbardziej ze wszystkich: wspaniałego, rudego kociaka. Był taki uroczy, miał rudą aksamitną sierść w ciemniejsze pręgi i zdumiewająco jasny różowy nosek. I jeszcze bardzo zielone i bardzo duże oczy. Rózia uważała go więc za najładniejszego kota, jakiego kiedykolwiek widziała.

Czasami ludzie nazywali Rózię Rudzią z powodu jej długich, kręconych rudych włosów. Mama zawsze mówiła jej, że te rude włosy są śliczne i oryginalne, i że polubi je, gdy dorośnie, ale dziewczynka nie miała takiej pewności. A potem zobaczyła to kocię. Czuła się tak, jakby ona i kotek stanowili parę. Mieli rude włosy i byli z tego dumni!

Pragnęła, by kotek pozwolił się pogłaskać. Wyobrażała sobie, jak miękką ma sierść. Parę dni wcześniej podszedł zupełnie blisko i powąchał jej palce, ale potem czmychnął, nie pozwoliwszy się dotknąć.

Babcia zawołała „Dzień dobry!” przy tylnych drzwiach pani Bowen, które były na wpół otwarte, Rózia zaś gorączkowo rozejrzała się po podwórzu. Miała dziś dla kotów coś specjalnego i naprawdę liczyła, że zdoła nakłonić małego rudzielca, by do niej podszedł. Podczas przerwy zauważyła, że jej przyjaciółka Mila ma kanapki z szynką. Sama dostawała zwykle od mamy kanapki z dżemem, swoje ulubione, ale mimowolnie pomyślała, że kotek będzie zachwycony kanapkami Mili – szynka pachniała naprawdę smakowicie. Mila skubała ją ze znudzoną miną.

– Nie smakują ci twoje kanapki? – spytała Rózia, a w jej głowie zaczął kiełkować pewien plan.

– Chciałam te z masłem orzechowym, ale mój brat zwinął wszystkie – westchnęła koleżanka. – Nie cierpię szynki…

– Chcesz się zamienić? Została mi tylko jedna, ale z dżemem – zaproponowała z nadzieją Rózia.

– Na pewno? – Mila wydawała się zachwycona. – Nie wiedziałam, że lubisz szynkę. Możesz wziąć obie!

Rózia powoli zjadła jedną z kanapek, po czym włożyła drugą do swojego pudełka na drugie śniadanie.

– Jednak ci nie smakowała? – spytała Mila.

Rózia nachyliła się do niej. Uważała kotka za szczególny sekret i nie chciała, by ktoś się dowiedział.

– Zachowam ją. Pamiętasz, jak ci opowiadałam o cudnym rudym kociaku, który mieszka na farmie po drodze do domu mojej babci? Kilka dni temu podszedł do mnie i mogę się założyć, że gdybym miała coś do jedzenia, dałby się nawet pogłaskać. Nie masz nic przeciwko temu, prawda?

Mila pokręciła głową.

– Pewnie, że nie! Oj, ale masz szczęście, że zobaczysz kotki. Pewnie są malutkie?

– Ta pani z farmy sądzi, że mają około pięciu tygodni. Są takie słodkie! Może twoja mama pozwoli ci któregoś dnia wrócić z nami do domu, żebyś mogła je zobaczyć? Babcia na pewno się zgodzi. Mogłaby też zrobić podwieczorek dla ciebie.

Rózia starannie odwinęła kanapkę Mili i zaczęła ją bardzo delikatnie kruszyć na małe kawałki, starając się zachowywać tak spokojnie i cicho, jak tylko umiała. Po krótkim czasie koty poczuły smakowity mięsny zapach.

Kątem oka dostrzegła jakiś ruch, smugę czarnej sierści. Było to jedno z kociąt, które wychyliło głowę zza koła traktora, chcąc zobaczyć, skąd pochodzi ten smakowity zapach. Nagle ukazały się pyszczki kilku innych kotków. Wciągały powietrze w nozdrza, a ich wąsiki drgały.

Rózia rzuciła kawałek kanapki na ziemię niedaleko od siebie. Czarny kotek, który był najbliżej, przyskoczył i połknął go w całości. Potem podniósł oczy, czekając na więcej. Wszystkie pozostałe kocięta zrobiły kilka kroków naprzód, nie chcąc, by coś je ominęło. Tym razem dziewczynka rzuciła jedzenie bliżej. Jeden z pręgowanych kotków skoczył naprzód i porwał kawałek kanapki, po czym odbiegł na bezpieczną odległość, zanim odważył się zatrzymać i zjeść.

Serce dziewczynki zabiło mocniej z radości, gdy zobaczyła swojego ulubionego rudego kociaka, który kroczył przez podwórze, gotów dołączyć do uczty. Próbowała rzucić następny kawałek blisko niego, ale ten pręgowany był pierwszy i sprzątnął mu jedzenie sprzed nosa. Rudy posłał jej żałosne spojrzenie. „Jestem taki głodny – zdawał się mówić. – Bardzo proooszę, nakarm mnie…”.

Tym