Gdyby dziś był ostatni dzień Twojego życia. Odkryj co tak naprawdę liczy się w życiu - Ulrike Scheuermann - ebook
lub
Opis

Zastanawiałeś się kiedyś co byś zrobił, gdybyś dowiedział się, że dzisiaj jest Twój ostatni dzień życia? Autorka, podobnie jak Steve Jobs, uświadamia nam, że mamy wielkie szczęście, że nie jesteśmy nieśmiertelni, bo to z pewnością doprowadziłoby nas do zmarnotrawienia wielu godzin, dni i lat. Jest przekonana, że rozważania o śmierci pomagają nam w życiu, ponieważ dopiero jego ograniczoność czyni je wartościowym. Nie robimy wtedy wszystkiego, ale tylko to, co rzeczywiście się dla nas liczy. Ta książka zmotywuje Cię do pracy nad własnym sensem życia. Dowiesz się z niej jak za pomocą siedmiu kroków zmienić swoją egzystencjalną perspektywę. Dodatkowo zainspiruje Cię do wejścia na drogę, która prowadzi do odkrycia tego, co jest dla Ciebie najważniejsze. Żyj pełnią życia.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 225


REDAKCJA: Magdalena Madura

SKŁAD: Aleksandra Lipińska

PROJEKT OKŁADKI: Aleksandra Lipińska

TŁUMACZENIE: Kamila Petrikowska

ILUSTRACJE: Ulrike Scheuermann

Wydanie I

BIAŁYSTOK 2017

ISBN 978-83-7377-840-5

Original title: Wenn morgen mein letzter Tag wär

Copyright © 2011 Knaur Taschenbuch. An imprint of Verlagsruppe

Droemer Knaur GmbH & Co. KG, München

© Copyright for the Polish edition by Studio Astropsychologii, Białystok 2016

All rights reserved, including the right of reproduction in whole or in part in any form.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana

ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych,

kopiujących, nagrywających i innych bez pisemnej zgody posiadaczy praw autorskich.

15-762 Białystok

ul. Antoniuk Fabr. 55/24

85 662 92 67 – redakcja

85 654 78 06 – sekretariat

85 653 13 03 – dział handlowy – hurt

85 654 78 35 – www.talizman.pl – detal

strona wydawnictwa: www.studioastro.pl

sklep firmowy: Białystok, ul. Antoniuk Fabr. 55/20

Więcej informacji znajdziesz na portalu www.psychotronika.pl

Skład wersji elektronicznej:

konwersja.virtualo.pl

Przełamać tabu

Pewnego dnia umrzesz. W każdej chwili, również dziś rano, może zacząć się ostatni dzień twojego życia. Jest to prosty fakt, który zazwyczaj wypierasz ze swojej codzienności. W życiu bardzo pomaga skonfrontowanie się przynajmniej od czasu do czasu z tym ograniczeniem. Chcę cię do tego zachęcić właśnie za pomocą tej książki.

Od pierwszego wydania tej książki, która wcześniej nosiła tytuł Das Leben wartet nicht, zdarzyło się bardzo wiele. To, że teraz ma nowy tytuł – Gdyby dziś był ostatni dzień Twojego życia – odzwierciedla stopniowe przełamywanie tabu. Coraz bardziej stosowne staje się głośne zastanawianie się nad oczywistością, która dotyczy nas wszystkich, a mimo to jest trudna do zaakceptowania: codzienna możliwość utraty życia. Poważna konfrontacja ze śmiercią i umieraniem naturalnie zawsze jest trudna. Jednak opłaca się! Nieuchronność śmierci przestaje wywoływać strach i zaczynamy doświadczać najważniejszych, najgłębszych realiów życia. Codzienna korzyść z tego jest taka, że możemy o wiele łatwiej zdecydować, co jest dla nas naprawdę ważne.

O tym, że w naszym społeczeństwie coś ruszyło w tej kwestii, możesz zorientować się, czytając wiadomości w mediach, które odzwierciedlają społeczne prądy. W ostatnich latach ukazało się wiele publikacji na ten temat. W magazynie Spiegel Wissen w kwietniu 2012 roku ukazał się na przykład artykuł „Pożegnanie: O obchodzeniu się ze śmiercią”. Czasopismo naukowe Geo Wissen w maju 2013 promowało wezwanie: „Czas pożegnać się – z tabu” i wydało numer „O dobrym obchodzeniu się ze śmiercią”. Asystentka umierającego, Bronnie Ware, ze swoją książką Czego najbardziej żałują umierający trafiła na listy bestsellerów literatury poradnikowej. Także doroczny, obszerny treściowo tydzień tematyczny ARD (stowarzyszenia publicznych rozgłośni radiowych i stacji telewizyjnych Niemiec) w 2012 roku odbywał się pod mottem: „Kiedyś umrzesz. Porozmawiajmy o tym”. Tematem tego tygodnia było „Życie i śmierć”. Przez tydzień publiczne telewizje i stacje radiowe oraz strony internetowe emitowały reportaże, wywiady, filmy fabularne, programy talk-show i wideoklipy dla dorosłych i dzieci.

Tydzień cieszył się ogromnym sukcesem. Przyciągnął największą uwagę ze wszystkich tygodni tematycznych ARD ostatnich siedmiu lat. Prawie dwie trzecie wszystkich Niemców i niemieckojęzycznych osób w sąsiednich krajach powyżej 14. roku życia coś o tym słyszało, zobaczyło lub przeczytało. Przede wszystkim poprzez telewizję ARD dotarło do około 37 milionów ludzi – z 85% pozytywnych reakcji. Przez tydzień w naszym społeczeństwie zasłona milczenia nad szczególnie trudnym tematem nieco uniosła się i wiele osób odważnie postawiło sobie pytanie, co miałby znaczyć dla nich ich ograniczony czas.

W kolejnym tygodniu tematycznym ARD w 2013 roku wszystko kręciło się wokół szczęścia. Mocne przeciwieństwo? Właśnie, że nie. Wiele osób wprawdzie kojarzy szczęście z jasnymi stronami życia: radością, zakochaniem, zachwytem, sukcesem. Pięknem, siłą i mocą. Ja mam na myśli inny rodzaj szczęścia – takie, które uwzględnia przeciwne stany: ból, złość, strach, zazdrość, zwątpienie. By rozumieć współczucie i zmagania. Odpuszczenie i smutek. Nawet jeśli najchętniej byśmy się z tym nie stykali, nawet jeśli wielu ludzi przez całe życie próbuje tego uniknąć: To nie liczba doświadczeń czy przeżyte lata sprawiają, że życie jest znaczące. Życie, które jest przeżywane głęboko i we wszystkich aspektach, jest spełnione. To oznacza szczęście. Również ten obejmujący wszystko inny rodzaj szczęścia.

Także ja szukam szczęścia. Zawodowo znajduję je dzięki postawie twórcy: autorki książek, wykładowczyni, towarzyszki w rozwoju i całkiem ogólnie w poczuciu połączenia, w byciu razem z moją rodziną, przyjaciółmi i innymi ważnymi dla mnie ludźmi, w naturze. Dla innych ludzi znaczące są inne rzeczy: Dla nauczycielki może to być moment, kiedy dostrzeże podziw odbijający się w oczach jej uczniów. Dla architekta będzie to gotowa budowla. Dla ojca świadomość, że może być podporą dla swojej córki.

Niech ta książka przypomina ci, że twoje życie kiedyś się skończy i że liczy się każdy dzień. To sprawi, że staniesz się czujny – i dokładnie tego ci życzę.

Ulrike Scheuermann

lipiec 2013

Gdyby dziś był ostatni dzień Twojego życia

„To bardzo interesujące. O czym jest pani książka?”. Jedzenie z bufetu zostało już prawie skonsumowane. Drobne rozmowy rozbrzmiewają pośród uczestników kongresu. Kobieta naprzeciw mnie odstawia swój kieliszek od szampana na pusty talerz i zakłada siwy kosmyk włosów za ucho.

„Pokazuję, jak można bardziej koncentrować się na tym, co rzeczywiście liczy się w życiu”, wyjaśniam.

„Ach! To coś dla mnie”. Przestaje wodzić oczami po twarzach zgromadzonych wokół ludzi i wreszcie patrzy na mnie. „Proszę opowiedzieć mi więcej!”.

„Chodzi o to, żeby wyobrazić sobie, że człowiek patrzy na swoje życie u jego kresu. W obliczu śmierci łatwiej rozeznać się, co jest naprawdę ważne w życiu”.

„Aha”, odpowiada. Spuszcza wzrok i zaczyna rozglądać się po sali, jakby chciała znaleźć kogoś, kogo mogłaby zaczepić, a kogo nie może znaleźć. Teraz postanowiła dołożyć sobie jeszcze sałatki i mówi mi, że zaraz wróci. Pozostaje przy bufecie.

Ciągle doświadczam tej ambiwalencji. Promienne spojrzenie, gdy opowiadam o tym, że piszę o tym, co „znaczące”. Ściągnięte rysy twarzy, cofnięcie się ciała, zatrzymanie rozmowy, gdy robię kolejny krok i tłumaczę „jak”. Te reakcje wywołują dwa słowa nawet jeśli mówię o nich opisowo, z szacunku, nie używam przecież szorstkich słów: „umieranie” i „śmierć”.

A jednak dla moich rozmówców mniej odrzucające, a bardziej ułatwiające jest, gdy opowiadam, jak ważne, jak sądzę, jest uwzględnienie śmierci jako pewnej granicy, aby przypomnieć sobie o sensie życia. „Jak dobrze, że pani o tym mówi, nie pomija pani tego tematu”, powiedziała ostatnio jedna z moich klientek po pięćdziesiątce. Jednak nie tylko ja osobiście spotykam się z ludźmi, którzy chcą zająć się tym tematem. Również w sferze publicznej ten temat wybija się na pierwszy plan, jak pisałam w przedmowie. Na stronach czasopisma Stern widniał na przykład tytuł zawierający pytanie: „Czy człowiek rzeczywiście ma duszę?”. Dziennikarz naukowy Stefan Klein ukazał w nim, co ludzie myślą o tym, gdzie udaje się dusza po śmierci. Tematy przedstawione w gazetach, a także w bestsellerach odzwierciedlają społeczne trendy. Ten temat jest też obecny w książkach: Dziennikarz Georg Diez w książce Der Tod meiner Mutter opowiedział o umieraniu w bardzo bezpośredni sposób – i dzięki temu jego nazwisko znalazło się na listach bestsellerowych książek popularnonaukowych, tak samo jak książka Christopha Schlingensiefa z podtytułem Tagebuch einer Krebserkrankung.

Każdy człowiek na końcu swojego życia umiera. Po prostu. Należy to do najnormalniejszych rzeczy na świecie, ponieważ śmierć jest pewna jak śmierć. „Nic nie musimy, tylko umrzeć musimy”, mawiała czasami babcia mojego męża. Nieważne czy młodo i za wcześnie, we właściwym czasie lub za późno. Nawet jeśli ten temat wywołuje strach, czytajmy o tym! Stawianie w ten sposób czoła rzeczywistości oznacza bycie dorosłym i patrzenie z odpowiedzialnością na swoje życie. Dlatego robię to w tej książce. Chodzi mi przy tym zawsze o spojrzenie na twoje dzisiejsze życie, w którym śmierć może być oddalona jeszcze o wiele, wiele lat. Tylko punkt widzenia jest inny niż zwykle, tylko poczucie czasu życia będzie inne.

„Gdzie ma prowadzić moja własna droga, jeśli mogę pójść każdą? Potrzebuję granic”, powiedział raz jeden z uczestników seminarium w trakcie rundy dzielenia się spostrzeżeniami. Myśl o własnej skończoności może zatem wyznaczać granice. Dla niektórych z nas jest to nawet egzystencjalną koniecznością. Tak jak na przykład dla Gunnara, jednego z moich klientów. Gunnar mówi szybko, żyje szybko i wiele robi. Za dużo, bo od dawna cierpi na zaburzenia snu. Dręczą go jego wysokie wymagania i ambicjonalne plany związane z karierą. Rano, na długo przed godziną, gdy musi wstać, w głowie zaczynają mu się kłębić różne myśli. Są one przytłaczające, jest w nie wmieszany niejasny lęk i Gunnar niemalże nie jest w stanie się poruszyć. Trwa to około półtorej godziny. Kiedy Gunnar wstaje, znów zaczyna funkcjonować i życie toczy się dalej. Jako mężczyzna po czterdziestce Gunnar jest jeszcze dość młody, żeby decydować o swoim ciele. „Ja i choroba? Czuję, że jestem silny, zawsze byłem zdrowy”, powiedział w rozmowie ze mną. Równocześnie wygląda na osobę tracącą siły.

To nie był przecież powód, dla którego szukał u mnie pomocy, mówił. Jego żona jest powodem. Mówi ostatnio o rozstaniu. Nie jest w stanie dłużej przyglądać się, jak on niszczy samego siebie. Chce zestarzeć się razem ze swoim mężem, a nie za dziesięć lat odwiedzać jego grób. Gunnar nie chce stracić swojej żony. Boi się. W przebiegu naszej rozmowy dociera do kolejnych warstw swojego lęku: Co leży za strachem przed utratą żony? – Strach przed samotnością. Tak, a zanim? – Lęk przed pustką. Dobrze, a czym jest ta pustka? – Hmm. Mówimy zatem o innych tematach, jego stylu pracy i metodach, jak może bardziej zrównoważyć różne obszary swojego życia. Z czasem zaczynam się niepokoić, bo mam wrażenie, że drepczemy w miejscu.

Na jednym z naszych spotkań rozmawiamy o jego przyszłości. Wtedy Gunnar nagle wstaje i podchodzi do okna. Cisza, słychać tylko jego głośny oddech. Kiedy wraca na swój fotel, długo mówimy o jego myślach o śmierci. „Czy wie pani, jak zawsze myślałem o końcu życia? Ciemność, otchłań i czające się okropności. Starzy, zmizerniali ludzie na szpitalnych łóżkach. Ale nie ja. Tylko inni”.

Pytam go: „Jak mogłaby, jak powinna wyglądać zatem twoja własna śmierć?”.

Gunnar udaje się w podróż w myślach – to ćwiczenie, w którym wywołuje się w sobie powstanie wewnętrznych obrazów. Widzi siebie, jak po prostu przewraca się i upada, doznając zawału serca: żadnych słów więcej, żadnego pożegnania. W ten sposób wreszcie pojawia się granica, której dotąd mu brakowało, i czuję, że to w pewien sposób ułatwia sprawę. Gunnar wprawdzie początkowo jest przestraszony, ale zaraz znów powraca do tego wyobrażenia, a to sprawia, że konkretyzuje się prosta idea zakończenia i miejsce pożegnania. „Siedzę w swoim łóżku i mam jeszcze trzy dni, żeby pożegnać się z najważniejszymi ludźmi. Jestem spokojny i pogodzony, i wyglądam prawie, jakbym czegoś oczekiwał”.

Gunnar widzi teraz granicę, gdzie wcześniej wszystko wydawało mu się możliwe, i to jest dla niego dobre. Spowalnia, staje się spokojniejszy i tępy poranny lęk zaczyna odpuszczać. Rozmawia ze swoją żoną o ich wspólnym związku. Nie chodzi już o kolejny krok w karierze. Teraz w jego życiu są ważniejsze rzeczy. Ten proces oczywiście nie przebiega tak prosto, a na pewno nie jest prosty. Jednak pokazuje, że u Gunnara działa to, co udaje się prawie zawsze, gdy w człowieku zakorzenia się niewyjaśniony lęk: Kiedy tylko człowiek zbierze się na odwagę, by spojrzeć strachowi prosto w oczy, zagrażający cień nabiera konturów i redukuje się do tego, czym naprawdę jest: widzialnej postaci, której można stawić czoła.

Wyobraź sobie rzekę, która płynie w swoim korycie. Nagle woda trafia na zaporę i od tego miejsca staje się rozległym, głębokim, spokojnym morzem. W obliczu skończoności życia stajesz się spokojny i widzisz to, co jest dla ciebie właściwe i ważne. Strach zmniejsza się, tak jak w przypadku Gunnara. Pogoń ustaje, wysokie wymagania obniżają się. Wartości zmieniają się. Sens życia staje się jaśniejszy. I to wszystko promieniuje z ciebie. W ten sposób możesz silnie oddziaływać i wiele dawać – to jeden z głównych warunków prawdziwego szczęścia.

Nareszcie koniec!

„Doznałem błogosławieństwa. Powiedziano mi, że pozostały mi trzy miesiące życia”, pisał Eugene O’Kelly w swojej pierwszej i ostatniej książce. Odebrał perspektywę własnej śmierci jako dar. Rozwinął się w zawrotnym tempie. Rozliczył się całkiem na nowo z sobą samym, otaczającymi go ludźmi i sensem swojego życia. Odnalazł intensywność życia, która głęboko uszczęśliwiła go w jego ostatnich miesiącach. Pisał: „Czuję, jakbym w ciągu jednego dnia przeżywał tydzień, w ciągu tygodnia miesiąc, a w ciągu miesiąca rok”. Krótko przed śmiercią opisał dzień, który spędził z ludźmi, których kochał: „To był idealny dzień. Czułem się spełniony. Wyczerpany, ale spełniony.”

To, o czym pisze O’Kelly, może osiągnąć każdy z nas i naprawdę nikt nie musi w tym celu czekać na diagnozę śmiertelnej choroby. Każdy może nosić myśli o skończoności jak przyjazny „przypominacz”, każdego dnia. Znam ten przypominacz, który ujawnia się na przykład wtedy, gdy przesadzam z ilością pracy, co zdarza mi się od czasu do czasu. Wtedy – jeśli wszystko jest w porządku – wyzwala się u mnie zdrowy mechanizm: Przypomina mi się, że ja, mały człowiek, kiedyś umrę, może już niedługo. Albo że mogę zachorować. W ten sposób łatwiej przychodzi mi zrezygnowanie z moich planów życiowych. Zwracam się wtedy ku swojemu wnętrzu, bardziej współczuję z sobą samą, uprawiam więcej sportu na świeżym powietrzu, śpię kilka dodatkowych godzin, przepracowuję przeżycia. Jestem wdzięczna za proste istnienie i pokornieję, gdy pomyślę, jakie przeznaczenie może mnie spotkać. Oczywiście nie zawsze się to udaje, nie da się tego po prostu przywołać na komendę – ale próbuję coraz bardziej się do tego przybliżać, ponieważ kiedy mi się to udaje, udaje się dobrze. Nazywam ten proces uziemieniem. Można go też nazwać spowolnieniem lub odpuszczeniem. Prowadzi to do uważności i zrównoważonego rozwoju. Każdy może znaleźć swoją własną formę uziemienia. Rose Ausländer, jedna z moich ulubionych poetek, pisała: „Noszę moją urnę / niezawodny zegar / który mój czas / z dnia na dzień / skraca”.

A jednak: Prawie nikt nie jest w stanie pozbyć się całego lęku przed śmiercią. Jego pozostałości zawsze pozostaną i wymagają, by po prostu je znosić i dążyć do osobistego mistrzostwa. Jeśli to ci się uda – radzić sobie ze strachem, żyć z nim, zamiast zagłuszać go lub uciekać od niego – będziesz mógł być może zrobić krok dalej do głębokiego odkrycia: „Ostatecznie jestem bezpieczny. Zawsze jest jakaś droga. Moje ja jest niezniszczalne”.

Parę tygodni temu w ręce wpadła mi pewna gruba książka. Była o niczym innym jak o zwróceniu się ku sobie dwóch kochających osób, dla których pewne było, że niedługo zostaną rozłączone przez śmierć. W tej książce zebrane zostały listy: miłosne, codzienne, służące podtrzymaniu oporu. Wszystkie zostały napisane w ciągu pięciu miesięcy, w których bojownik ruchu oporu, Helmuth James von Moltke, uznany za zdrajcę stanu przebywał w więzieniu Tegel w Berlinie, podczas gdy jego żona Freya walczyła dalej na wolności dla niego, ich rodziny i innych ludzi. Małżonkowie pisali do siebie, mając świadomość, że Helmuth zostanie stracony. Freya napisała pewnego razu: „Kiedy żyje się w obliczu śmierci, jednocześnie sięga się głębiej i wyżej”. Innym razem Helmuth wyraził się następująco: „Tak, moja droga, nasze życie się kończy. Całkowitej wdzięczności za to życie nauczyłem się dopiero w tym roku. Czy to możliwe, że nie wiedziałem tego od zawsze?”.

Tabu

„W czasach wiktoriańskich nie można było mówić o bieliźnie, dziś nie wolno mówić o śmierci” – oto słowa, które Ulli Olvedi włożyła w usta swojej bohaterki Nory w powieści Über den Rand der Welt, której tematem jest przygotowanie kobiety na śmierć. Tak, obecnie mówienie o umieraniu i śmierci nie jest akurat w modzie. Niektórzy uważają nawet, że byłoby to dość trudne, ponieważ wielu ludzi odwraca ciągle wzrok jak dzieci, które zamykają oczy, wierząc, że jeśli czegoś nie widzą, to tego nie ma. I tu koło się zamyka: Właśnie dlatego, że nie przyglądamy się śmierci, strach przed nią jest tak duży i przez to mamy jeszcze mniej odwagi, by spojrzeć prawdzie w oczy.

Temat śmierci i umierania jest tabuizowany w naszej kulturze. Nawet jeśli ktoś umiera w szpitalu, nikt nie waży się porozmawiać z umierającym o czekającej go niebawem śmierci i nawet sam umierający nie inicjuje takich rozmów. Być może ze względu na domniemane reakcje krewnych, być może dlatego, że nie nauczyli się rozmawiać o tym temacie, a może też dlatego, że temat ten jest całkowicie wypierany. Tak funkcjonuje tabu: Jeśli się o czymś nie mówi, to się o tym nie myśli. W ten sposób dla wielu osób droga do odnalezienia własnej postawy wobec śmierci pozostaje zamknięta. Nieznane wywołuje lęk. Tam daleko, na końcu życia, wszystko spowija ponury cień. Wtedy może się zdarzyć, że ktoś dopiero w ostatniej chwili zda sobie sprawę z własnej śmierci – co za szok!

Nie pomoże jednak lamentowanie nad tabu, które jest już obecne. Pomóc może za to zrozumienie. Jeśli ktoś rozumie kontekst i przyczyny, jest mniej na nie zdany. Zatem znowu nasuwa się pytanie: Dlaczego tak wiele osób wypiera śmierć? Dlaczego w naszym społeczeństwie w ogóle istnieje tabu, skoro wywołuje tak wiele szkód i utrudnia tak wiele możliwości samorozwoju?

Powód jest dość prosty: Przypadkowo żyjemy we właściwym czasie i we właściwym miejscu, żeby szczególnie łatwo móc wypierać śmierć. Zupełnie inaczej jest w innych okolicach na naszej ziemi, zupełnie inaczej było w innych czasach. Któż mógłby wyprzeć śmierć, jeśli przypominałaby o niej każda kołyska, każde wyschnięte zagłębienie w ziemi, w którym wcześniej była woda, i każde pole minowe? Śmierć była obecna również w naszym społeczeństwie jeszcze do lat 40. XX wieku. Moja cioteczna babka, która dopiero co zakochała się i wyszła za mąż w czasie drugiej wojny światowej, widząc sołtysa podchodzącego ciężkim krokiem do domu, wiedziała już, że może oczekiwać najgorszego i przyciskała do siebie swoją małą córeczkę. Było kwestią czasu, kiedy sołtys przyjdzie z informacją o jej mężu. Z kolei większość ludzi urodzonych w naszym kraju po wojnie od sześćdziesięciu lat nie poznała niczego poza pokojem, sytością i wolnością przy rosnącym dobrobycie i dobrej opiece medycznej.

To niekwestionowane: Współczesna medycyna dokonuje wielkich rzeczy i jest błogosławieństwem dla każdego, kto zyskuje dzięki niej dalsze szczęśliwe życie. A jednak bardzo też pomaga w beztroskim wypieraniu śmierci, ponieważ sugeruje nam, że możemy ją przechytrzyć. Kusi nas swoimi obietnicami, że każdą chorobę można naprawić. Nieważne, czy za pomocą przeszczepów nerek, wątroby lub serca, czy arsenału globulek homeopatycznych – chorobę da się usunąć. Umieranie? To robią tylko inni. „Młodniej z każdym dniem”, czytam na ulotce znanej sieci klubów sportowych. To zdanie nie jest wcale takie absurdalne, jak może brzmieć na początku. Nie tylko dłużej pozostajemy zdrowi, ale też pozbawieni zmarszczek, sprawni fizycznie i wiecznie kształtni. Dziś mamy dostęp do botoksu i chirurgii kosmetycznej, treningu na każdy mięsień i pomysłowych terapii przeciwdziałających starzeniu się. W ten sposób możemy odjąć sobie dekadę lub nawet dwie, zależnie od zasobności portfela. Jednak przez starania, by pozostać młodym o kilka lat, cofa się nie tylko proces starzenia, ale też osobisty rozwój. Niedawno stałam przed lustrem i widziałam, na jak zmęczoną i wyczerpaną wyglądam. Naciągnęłam skórę przy oczach tylko odrobinę w kierunku skroni. Wyglądałam lepiej. Czy nie dałoby się…? I z myślą o trikach kosmetycznych zauważyłam od razu prąd ciągnący ku pozostaniu młodym. W takie dni próbuję się temu przeciwstawić: Zmarszczka tu czy ówdzie – to nic, bo rok po roku będę silniejsza, będę więcej rozumieć, rozwijać się wewnętrznie. Będę myśleć o własnej znikomości, żeby dalej holistycznie wzrastać. Gdy skupiam uwagę na pozostaniu młodą, nie da się tego osiągnąć.

Własne życie: Mgnienie oka w historii ludzkości. Historia ludzkości: Chwila w historii świata. W tej książce chcę ci przybliżyć poczucie drogocenności krótkiego życia, które każdy z nas ma dyspozycji, i powiązać z możliwością odczucia tego, co istotne w twoim życiu. A to dlatego, że życie, które wiedzie się w oparciu o to, co istotne, jest spełnione. W berlińskiej poradni przez wiele lat pomagałam ludziom w duchowych kryzysach i od dawna pracuję z ludźmi, którzy chcą odkryć, co jest dla nich znaczące. W ten sposób rozwinęłam pragmatyczną teorię służącą temu, by bezpośrednio dotrzeć do tego, co istotne.

Jak przy pomocy tej książki

możesz zmienić swoje życie

„Ucz się myśleć sercem i czuć umysłem”. Już Theodor Fontane był świadomy bogactwa płynącego z połączenia myślenia i czucia. Jeśli zatem przeczytasz tę książkę spokojnie i pozostawiając miejsce napływającym myślom oraz odczytując pojawiające się uczucia, wyciągniesz z tego więcej korzyści. Rozwój potrzebuje czasu, a w tej książce spotkasz się z siedmioma obszernymi ćwiczeniami, które posuną naprzód twój proces wewnętrznego wzrostu. Teorię bazującą na doświadczeniu, która jest podstawą tej książki, wybrałam bardzo świadomie: Praktyczne doświadczenia zdobyte dzięki dydaktycznie zaplanowanym ćwiczeniom działają jak katalizatory rozwoju – obok czysto myślowego zrozumienia czytanego tekstu. Wiążą się z nimi cierpliwość, podejmowanie prób, przeżywanie, rozumienie i podążanie za własnymi impulsami.

Dostosowanie się nie tylko umysłowo, ale też emocjonalnie może ci się udać z pomocą różnych elementów tej książki. Na przykład w każdym rozdziale zanurzysz się emocjonalnie w jednej fikcyjnej historii. Zagłębisz się też w temat rozdziału i możesz, korzystając z ćwiczeń, zadawać sobie pytania, zastanawiać się i odczuwać oraz szukać odpowiedzi w swoim świecie wewnętrznym. Dam ci kilka wskazówek i zadam wiele pytań. Jest to dla mnie ważne, ponieważ jak mogłabym udzielić ci rady na takie głęboko sięgające tematy, jeśli nie znam cię osobiście? Prawda ukryta jest w każdej osobie, a pytania oraz ćwiczenia zawarte w książce mogą ją najlepiej wydobyć. Dodatkowo przeczytasz też o wielu przykładach z życia moich klientów, którymi zajmuję się na sesjach coachingowych, i uczestników seminariów. W całej książce znajdziesz też moje ilustracje, które przekażą ci idee związane z tematem danego rozdziału oraz ułatwią przeglądanie ćwiczeń. Również włączenie kontekstów kulturowych w postaci powieści, filmów i muzyki wesprze holistyczne zmierzenie się z tematem. Wszystko ma służyć temu, że później, kiedy zamkniesz książkę, nie będziesz siedzieć z ponurą miną na kanapie, ale zakasasz rękawy i po siedmiu tygodniach lub miesiącach zamiast: „No i?”, powiesz raczej: „Tak. Nareszcie!”.

Budowa każdego rozdziału jest prawie zawsze taka sama – żebyś mógł się dobrze w nim zorientować i dzięki temu lepiej skupić się na treści. Najpierw przeczytasz wprowadzenie, w którym zaznajomię cię z tematem rozdziału, opowiem o przykładach i wytłumaczę sens i korzyści z ćwiczenia. Potem nastąpi rozgrzewka, ponieważ tak jak w sporcie ćwiczy się łatwiej, gdy mięśnie są przygotowane na trening, tak te małe ćwiczenie nastroi cię na kolejne, obszerniejsze, które pojawi się później. Następnie opowiem ci krótką historię stanowiącą kolejną możliwość pełnego zwrócenia się ku tematowi rozdziału i ćwiczenia. Później zobaczysz przegląd ćwiczenia w formie wykresu i przejdziemy do samego ćwiczenia. Na koniec, w trzeciej części każdego rozdziału, pod podtytułem Rozumienie pogłębię poszczególne tematy z danego rozdziału – tematy takie jak mądrość, godność, pewność siebie czy prawdziwe dawanie. Na koniec każdego rozdziału polecę ci jeszcze pasujące książki, linki do stron www, filmy, muzykę czy zdjęcia. Chciałabym możliwie bezpośrednio pobudzić twoje zainteresowanie tym lub innym dziełem, dlatego komentuję takie filmy, obrazy, muzykę i cytuję takie fragmenty tekstów, które zrobiły na mnie wrażenie.

A budowa całej książki? W siedmiu rozdziałach przejdziesz w siedmiu krokach (którym będą towarzyszyć egzystencjalne ćwiczenia) proces dojrzewania prowadzący cię do tego, co istotne. W pierwszym rozdziale, Nurt, dokonasz przeglądu całego swojego życia. W drugim, Podróż przez ocean, ocenisz swoje osobiste wartości i znajdziesz te, które są dla ciebie najważniejsze, czy będzie to wolność, sens i osobisty wzrost, lojalność i oddanie, czy cokolwiek innego. W trzecim rozdziale, Termin, skupisz się w obliczu ograniczoności czasu życia na tym, co chciałbyś, żeby było najważniejsze w twoim życiu. W czwartym, Ostatni wykład, odkryjesz osobistą mądrość i zastanowisz się, jak możesz podzielić się nią z innymi. W piątym rozdziale, Ludzkie ślady, uświadomisz sobie, jakie ślady chcesz pozostawić po sobie – już dziś i jutro, ale też dla następnych generacji. W szóstym rozdziale, Trzy listy, między innymi ujmiesz miłość w słowa, przeprowadzisz wyjaśnienie konfliktu i uzdrowisz ważne związki. Z kolei w siódmym rozdziale, Notatka w dzienniku, odkryjesz, jak możesz stać się szczęśliwszy poprzez prawdziwe dawanie.

W wielu ćwiczeniach występuje moja teoria „myślopisania”, w której wykorzystuje się pisanie do tego, by się nad czymś zastanowić i warstwa po warstwie dochodzić coraz bliżej sedna tematu. Przywołuję ją, ponieważ myślopisanie jest jedną z najlepszych metod autocoachingu: Zatrzymujesz się, zagłębiasz w siebie, spowalniasz i jesteś cicho. Ci z was, dla których pisanie nie jest odpowiednie do wejścia w ten stan, mogą oczywiście przepracować ćwiczenia w inny sposób, na przykład w umyśle lub poprzez rozmowę z osobą, do której ma się zaufanie. Tak czy owak zdecydujesz sam, jak głęboko w to wejdziesz, czy tylko się nad tym zastanowisz, czy będziesz pisać. Ogólnie najlepiej jest wykonywać wszystkie ćwiczenia wieczorem, chyba że bardziej odpowiada ci inna pora dnia. Jeśli niezbyt chętnie rysujesz, w piątym rozdziale nie szkicuj żadnego scenopisu obrazkowego, ale wyobraź sobie scenę. A może to lub inne zadanie będzie tylko impulsem, który zainspiruje cię do stworzenia własnego ćwiczenia.

Prawie nikt nie opuszcza chętnie swojej strefy komfortu. Jednak, aby się rozwinąć, trzeba znieść trudne emocje albo nawet poszukać ich samemu. Dlatego czasami warunki zewnętrzne zmuszają nas do wyjścia poza strefę komfortu i wywołuje to wstrząs, który przyczynia się do przyśpieszonego rozwoju. Również dzięki tej książce masz szansę zrobić podobny przeskok, szczególnie za pomocą zmiany sposobu myślenia na taki, który włącza pojęcie skończoności życia. Potrzebujesz do tego wewnętrznej siły.

Siedem poniższych wskazówek pomoże ci przywołać tę siłę – i tak będzie też z pozostałymi wskazówkami w tej książce:

1. Przestaw się na niekonwencjonalne myślenie. Jeśli zajmujesz się tematem, który zazwyczaj jest tabuizowany, stawia cię to na pozycji, która jest daleka od bycia biernym uczestnikiem. Płynięcie pod prąd może być męczące, ale tylko tak można dotrzeć do źródła. Sprawdź, czy robisz coś tylko dlatego, żeby się dopasować.

2. Zbadaj swoje motywy, jeśli w określonym punkcie książki stwierdzisz, że nie chcesz czytać dalej, ponieważ często właśnie te problematyczne miejsca wspierają rozwój w szczególny sposób.

3. Naucz się znosić trudne emocje i obserwować je w spokoju, zamiast od razu je wypierać.

4. Wypluj rurkę do oddychania pod wodą i załóż skafander nurka. Opuść powierzchnię. Zanurz się w poszukiwaniu przyczyn i współzależności. Świadomie zejdź w głębinę.

5. Kultywuj przebywanie w samotności. W ten sposób prawdopodobnie osiągniesz głębię, do której nie jesteś w stanie dotrzeć, przebywając z innymi ludźmi. Przypuszczalnie tak czy owak nie znajdzie się wiele osób gotowych rozmawiać z tobą o tematach ostatecznych.

6. Stań się powolny i pozostań powolny. Nie próbuj w obliczu własnej skończoności dążyć do szybkiego osiągania celów i załatwiać jak najwięcej.

7. Przynajmniej od czasu do czasu stosuj najlepszy środek, jaki istnieje dla przeciwdziałania strachowi i melancholii: humor.

Po dwóch miesiącach raz jeszcze natknęłam się kobietę spotkaną przy bufecie, o której opowiedziałam ci na początku. Zastąpiła mi drogę na peronie.

„Opowiadała mi pani o tej książce, którą pani pisze. Proszę włączyć mnie do swojej listy mailingowej i powiadomić mnie, kiedy się ukaże. To taki ważny temat. Nie da się go omówić na hurra”.

Przez chwilę grzebała w torebce. Kiedy podała mi swoją wizytówkę, uśmiechnęła się trochę krzywo. Wzięłam kartkę i włożyłam do kieszeni, nie rzucając na nią nawet okiem. „Wtedy na imprezie to nie były dla pani właściwe okoliczności, żeby dalej o tym rozmawiać?”.

„Nie, rzeczywiście nie. Ten temat jest zbyt ważny, muszę zająć się nim sama. W domu na kanapie. Tam będę czytać pani książkę”.

„Przepraszam, że zaskoczyłam panią tym tematem tamtego wieczoru”.

Uśmiechnęła się delikatnie. „Nic się przecież nie stało”.

W następnej chwili odeszła peronem ze swoją walizką na kółkach.

Cieszę się. Tabu straciło swoją siłę. Odwrócenie się do bufetu nie było żadną obroną. Jedynie okoliczności były nieodpowiednie. Nie rozmawia się o rzeczach znaczących i o skończoności życia przy bufecie lub na rogu ulicy. W takich miejscach ten temat być może nigdy nie zostałby wysłuchany, w każdym razie nie w najbliższym czasie i nie w przypadku większości ludzi. Kobieta miała rację, on przynależy raczej do sofy. I życzę ci wiele radości przy czytaniu tej książki w tym właśnie miejscu.

Zalecane lektury

• Über den Rand der Welt. Powieść Ulli Olvedi. Gdy główna bohaterka Nora dowiaduje się, że nie pożyje długo, patrzy wstecz na swoje życie i świadomie się z nim żegna.

• Chasing Daylight. How my forthcoming death transformed my life. Zapiski z ostatnich miesięcy życia 53-letniego amerykańskiego menedżera Eugene’a O’Kelly'ego, który będąc blisko kresu życia, w krótkim czasie spełnił swoje życzenie osobistego scalenia się.

• Die Kunst des Sterbens. Bernhard Still, profesor teologii moralności, pokazuje w swojej książce, że akceptacja nieodzowności śmierci jest podstawowym warunkiem dla sztuki życia w sensie sztuki, która „obejmuje wszystko”. Odnosi się przy tym w wielu miejscach do ważnych autorów i myślicieli z trzech tysiącleci. Szczególnie spodobał mi się cytat hiszpańskiej mistyczki, św. Teresy z Ávili z XVI wieku: „Żyć całkowicie swoim życiem, kochać całkowicie swoją miłością, umierać całkowicie swoją śmiercią”.