Gdyby cała Afryka... - Ryszard Kapuściński - ebook
Opis

„W Afryce nie szukałem przygód, nie polowałem na słonie i nie kopałem diamentów – pisze Kapuściński we wstępie. – Byłem korespondentem Polskiej Agencji Prasowej i miałem pisać o tym, co tam na miejscu zasłyszałem czy zobaczyłem, o tym, co się tam działo. A działo się wtedy wiele. Spędziłem w Afryce blisko sześć lat w jej najbardziej burzliwym i niespokojnym okresie, zresztą pełnym dobrych – choć czasem za łatwych – nadziei. Był to przełom dwóch epok – kończył się kolonializm, zaczynała się niepodległość. Tę zmianę, ten przewrót, tę rewolucję starałem się opisywać”.
Pierwszy raz reportaże zostały wydane w 1969 r. Książka od razu zyskała uznanie czytelników, Ryszard Kapuściński otrzymał za nią „Srebrny Globus”, nagrodę miesięcznika „Widnokręgi”.
Wznowiona po ponad 40 latach, jest wzbogacona o fotografie – agencyjne i autorstwa Ryszarda Kapuścińskiego – ówczesnych przywódców afrykańskich.

„Dla kogoś, kto upodobał sobie reportaż, a dodatkowo jeszcze Afrykę, ta książka jest jak elementarz. Jest tu wszystko. Niezwykła wrażliwość i spostrzegawczość, a przede wszystkim charyzmatyczna poetyka opowieści o rewolucjach, upadających starych porządkach i narodzinach nowych, radosnej beztrosce nadziei, goryczy nieuniknionych rozczarowań i tęsknocie za tym, co bezpowrotnie przemija”.

 

Wojciech Jagielski

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 502

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


WARSZAWA 2011
Wstęp

Zebrane w tej książce reportaże stanowią relacje z moich wędrówek afrykańskich. W Afryce nie szukałem przygód, nie polowałem na słonie i nie kopałem diamentów. Byłem korespondentem Polskiej Agencji Prasowej i miałem pisać o tym, co tam na miejscu zasłyszałem czy zobaczyłem, o tym, co się tam działo. A działo się wtedy wiele. Spędziłem w Afryce blisko sześć lat w jej najbardziej burzliwym i niespokojnym okresie, zresztą pełnym dobrych – choć czasem za łatwych – nadziei. Był to przełom dwóch epok – kończył się kolonializm, zaczynała się niepodległość. Tę zmianę rzeczywiście, ten przewrót, tę rewolucję starałem się opisywać. Tak powstały te reportaże. Nie pisałem ich z myślą o książce. Nawet z myślą o druku. W latach, kiedy robiłem te zapiski, szereg zawartych w nich poglądów należało do wielce dyskusyjnych, żeby nie powiedzieć – heretyckich. Ale zależało mi na jednym – napisać, jak to było naprawdę, bo to przecież jest naszą ambicją, ambicją braci reporterskiej.

Dziś ostrza tamtych sporów przytępiały, wojna się skończyła i książka ta jest już po trosze historią. Część jej bohaterów – odeszła, niektórzy – zginęli. Ale ci, których już nie ma, byli jeszcze wczoraj i kształtowali rzeczywistość Afryki taką, jaką jest ona dzisiaj. Nkrumah, Ben Bella, Kasavubu i Balewa – minęli, ale to były wielkie nazwiska Afryki, które będą zapamiętane. W tych reportażach pokazuję ich takimi, jakimi znałem ich z bliska.

Ryszard Kapuściński, lata 60.
© by the Estate of Ryszard Kapuściński/archiwum rodzinne

Jest to książka przygód, ale przygód politycznych. W Afryce pasjonowała mnie egzotyka życia politycznego. Najbardziej zajmowało mnie to, w jaki sposób tradycja lokalna, obyczaj, środowisko wpływają na styl polityki, jak deformują jej mechanizmy i kształtują jej nowe formy. Ten styk obyczaju i polityki, wzajemne oddziaływanie obu dziedzin życia na siebie – jakiż to świetny obiekt obserwacji!

Tom ten to luźny wybór reportaży, nic więcej. Niektóre z nich opisują różne historie, jakie zdarzyło mi się widzieć. W innych próbuję wyjaśnić kilka spraw. Chciałem pokazać parę scen afrykańskiego dramatu, którego początku nie oglądałem i który może nie będzie miał końca, parę scen przygodnie obejrzanych i przygodnie tutaj zebranych. Nie starałem się niczego uaktualniać, bo jest to zadanie beznadziejne: sztuka będzie toczyć się dalej i – na dobrą sprawę – każda tego typu książka powinna kończyć się dopiskiem: dalszy ciąg nastąpi.

Prosiłem Wydawnictwo, aby pozwoliło mi zachować taką kolejność reportaży, w jakiej były one pisane. Trochę dlatego, żeby być w zgodzie z historycznym porządkiem zdarzeń, o których mowa, ale również aby pokazać, jak przybysz z innego świata wchodzi w Afrykę: najpierw widzi rzeczy, które go dziwią i trochę bawią, a potem – potem zaczyna się zastanawiać.

Teraz, wędrując po Ameryce Łacińskiej (znowu jako korespondent PAP), wzdycham czasem do Afryki. Może wzdycham do swojej młodości, którą tam spędziłem, ale nie tylko. Jednak Afryka – raz zabawna, raz groźna, raz smutna, raz niepojęta – była zawsze autentyczna, niepowtarzalna, była zawsze sobą. Afryka ma swój styl, swój klimat, swoją indywidualność, która wciąga, przykuwa, fascynuje.

I nawet po latach nie można się od tego uwolnić.

R.K.

Listopad 1968

Ożenek i wolność

Oto dosłowna i pełna treść listu skierowanego na moje ręce przez sekretarza generalnego Frontu Wyzwolenia Mozambiku – Frente de Libertação de Moçambique – L. Millingę Millingę. Millingę Millingę znam dobrze, jest on działaczem wpływowym i poważnym, spotyka się go na wiecach politycznych i na przyjęciach dyplomatycznych.

L. MILLINGA MILLINGA

P.O. BOX 20197

DAR ES-SALAAM

TANGANYIKA

Drogi Przyjacielu,

SPRAWA OSOBISTA

Będąc zmuszonym przez niezmierzony i bezwyjściowy DYLEMAT w tak krytycznej chwili mego życia, nie wstydzę się odsłonić mojej głęboko utajonej trudności w przygotowaniu swojego jutra, nie wstydzę się przed przyjacielem takim jak Ty, którego miła uwaga i pomoc zawsze przychodziły w takich okazjach do głosu.

Wiesz o tym dobrze, że jestem jednym z Bojowników o Wolność, który oddaje cały swój czas walce, nie otrzymując żadnej zapłaty. Ale ponieważ istota ludzka nie może uciec od naturalnej potrzeby, ja również od dwóch lat pogrążony jestem w niebiańskiej miłości do Panny Veroniki Njige (Sekretarz Powiatowy Tanganyika African National Union – TANU) z powiatu Morogoro, której obiecałem, że się z nią ożenię. Będąc jednak tak bardzo zajęci walką, a poza tym ze względu na szczególne warunki, w jakich żyją BOJOWNICY O WOLNOŚĆ, nie mogliśmy napełnić naszych skarpetek pieniędzmi, aby za nie przygotować uroczysty ślub. W dodatku rodzice Pani Mojego Serca żądają ode mnie 50 funtów jako posagu plus 25 funtów jako prezentu dla kuzynów dziewczyny w miejsce krów i kóz. Po dokładnym wyliczeniu wszystkich koniecznych wydatków na przygotowania i na dzień uroczystości ślubnych łączna suma pieniędzy niezbędnych na spełnienie mojego dążenia wynosi nie mniej niż 200 funtów, wliczając już wymienione sumy.

Zdaniem mojej Ukochanej termin ślubu za bardzo się przeciąga i obecnie pisze ona do mnie trzy razy w tygodniu, żądając ślubu przed listopadem 1962. Listy te nie zawierają nic więcej poza jednym prostym i jasnym zdaniem: „WOLNOŚĆ I OŻENEK PRZED LISTOPADEM 1962”. Wbrew moim nieugiętym uwagom na temat mojej obecnej pozycji finansowej, z którymi ona się zupełnie nie zgadza, Pani Mojego Serca zdecydowanie nalega na ślub NATYCHMIAST, a jako że była i jest również Bojownikiem Wolności, stwierdza kategorycznie, że potrafi i woli cierpieć ze mną w naszym własnym domu, niż pozostawać w rękach swoich rodziców. Do pewnego stopnia czuję, że mi jej żal. Jest ona już dojrzała do małżeństwa i mówi mi zawsze z namiętnością, że obecnie ma silne pragnienie i niespotykaną chęć zostać żoną bez żadnej zwłoki, i przystając na jej częstą prośbę, byłem zmuszony zgodzić się, że do 3 października zapłacę jej rodzicom i krewnym 75 funtów i że ślub odbędzie się l listopada 1962.

Drogi przyjacielu, chciałbym, abyś rozważył w swoim umyśle, co naprawdę znaczy zdanie: „MIŁOŚĆ JEST MISTRZYNIĄ NAJWIĘKSZYCH MĘDRCÓW I MATKĄ WSZYSTKIEGO”. Jeśli pomyślisz o tym w związku z przedstawioną Ci sprawą, na pewno odniesiesz się z sympatią do mojej obecnej sytuacji. W tych warunkach nie mam Ci nic więcej do powiedzenia, jak tylko prosić Cię o pomoc pieniężną tak dużą, na jaką Cię tylko stać. Muszę tu podkreślić, że wsparcie to winno być traktowane jako prywatna pomoc dla mnie, MILLINGI, a nie jako pomoc dla Partii Wyzwolenia Mozambiku czy jako pomoc dla mnie jako jej Generalnego Sekretarza. Dlatego też wszystkie przekazy pieniężne powinny być adresowane na moją prywatną skrzynkę pocztową: Millinga Millinga, P.O. Box 20197 Dar es-Salaam, Tanganyika. Przekazy, w związku z przedstawioną sprawą nadsyłane, będą potwierdzane przeze mnie osobiście lub przez mojego kuzyna W.I. Mbungę, którego powołałem na stanowisko Osobistego Sekretarza do Spraw Zebrania Funduszów Na Mój Ślub. Jego własnoręczny podpis znajduje się poniżej.

Z nadzieją, że usłyszę coś od Ciebie, zanim termin upłynie z braterskim pozdrowieniem

(dwa nieczytelne podpisy)

PS adresata

Dałem Millindze, ile mogłem, ale widocznie niektóre ambasady (Millinga powielił swój list i kopie rozesłał na różne strony) dały mu, ile chciał, bo ślub ten już wziął. Spotkałem ich oboje kilka dni temu na przyjęciu w ambasadzie radzieckiej. Malutki, drobnokostny, nigdy nie ogolony Millinga stał w cichym zamyśleniu obok potężnej, piersiastej, nachmurzonej dziewczyny, Pani Jego Serca.

1962

Prezydent sonduje przyszłość

19 lutego zakończyły się w stolicy Tanganiki obrady wiosennej sesji parlamentu. Sesja ta – pierwsza, od kiedy Tanganika stała się republiką – miała charakter typowo roboczy.

Otwierając debatę nad przemówieniem prezydenta Nyerere (wygłoszonym 10 grudnia ubiegłego roku, w którym Nyerere nakreślił plan budowy Tanganiki), wiceminister komunikacji, energetyki i robót publicznych chief Erasto Mang’enya oświadczył, że „naród Tanganiki ma do wyboru: albo zrealizować Wielki Plan Prezydenta Nyerere, albo też wałęsać się bezczynnie i spać po rowach, dopóki nie zostanie zmieciony z ziemi przez historię”. Mówca wyraził zadowolenie, że może mówić w parlamencie językiem suahili (całe obrady toczyły się w języku suahili, który stopniowo staje się w Tanganice językiem urzędowym), „językiem, którym nie wolno nam było mówić w parlamencie, kiedy byliśmy rządzeni przez ludzi z zewnątrz”.

Dalej Mang’enya mówił: „Przemówienie prezydenta dowodzi, że jest on świadomy wszystkich trudności, przeszkód i barier, które napotyka naród, i że prezydent sonduje przyszłość – przyszłość brzemienną we wszelkiego rodzaju trudności. Zmierzam do tego, żeby powiedzieć, co następuje: przemówienie prezydenta zostało napisane przez człowieka, który wie, czego chce. Po drugie, człowiek ten chce od nas nie tylko tego, abyśmy zrzucili kolonializm. Chce on zbudować Tanganikę, z której wszyscy będziemy mogli być dumni. Po trzecie, naszym zadaniem, zadaniem narodu Tanganiki, jest pójść wskazaną drogą i budować naszą ojczyznę w jedności – jak synowie jednej matki. Dobrze się stało, że powołano nowe Ministerstwo do Spraw Tradycji i Kultury. Naród, który nie ma ani przeszłości, ani tradycji, ani kultury, ani sztuki, z której może być dumny, jest jak człowiek bez nóg. Tanganikańczycy będą ludźmi pozbawionymi znaczenia, jeśli nie będą kultywować przeszłości. Będą uchodzić w oczach świata za zupełnych dziwolągów”.

„Z przyjemnością obejrzałem nasze tradycyjne tańce wykonane przed pałacem prezydenta. Miałem również możność słyszeć muzykę Mozarta i kawałek Händla, ale to nie oddziałało zupełnie na moją świadomość. Natomiast muszę przyznać, że taniec z wężem był fascynujący. Mam nadzieję, że już wkrótce będziemy mogli wysłać naszych tancerzy do tych krajów, które jak Południowa Afryka, Mozambik czy Angola ciągle jeszcze nie cieszą się wolnością”.

Mówca ponownie nawiązał do „Wielkiego Planu Prezydenta Nyerere”, który przewiduje skupienie w większych ośrodkach wiejskich rozproszonej w drobnych osadach ludności Tanganiki:

„Nasz cel, jakim jest zbudowanie socjalizmu i szybka poprawa warunków bytu, nie może być zrealizowany w gwałtownym tempie bez dokonania koncentracji wsi. Musimy żyć razem, pracować razem i razem dyskutować plany naszego rozwoju. Zdarzają się ludzie, którzy mówią, że nie mogą przenieść się do nowych wsi, ponieważ nie wolno im porzucić grobów ich przodków. Chcę powiedzieć tym ludziom: kiedy mój goły tyłek prześwituje przez portki, kiedy rozlatuje mi się dach i moknę na deszczu, kiedy moje dzieci płaczą z głodu, wtedy dochodzę do wniosku, że z tego grobu przodków nie będę miał żadnych korzyści na tym świecie”.

„Budowanie Tanganiki jest jak pieczenie chleba. Twórcza praca narodu to jest mąka, do tej mąki prezydent wsypał drożdży. Zaczyn teraz pęcznieje i będzie rozrastał się w każdym zakątku kraju”.

Poseł P. Mbogo z Mpandy zapytał, dlaczego w Tanganice została rozwiązana marynarka wojenna. Na pytanie to odpowiedział John Nzunda – wiceminister w urzędzie wiceprezydenta: „Po uzyskaniu przez Tanganikę niepodległości nasze siły obronne musiały być zreorganizowane, ponieważ dotychczas należały one do rządu brytyjskiego. Tanganika opracowała własne plany obronne. Gdyby Tanganika nadal partycypowała w marynarce wojennej, musiałaby ona współpracować z Wielką Brytanią w kwestiach obrony państwa, co jest poniżej godności wolnego kraju”.

Dar es-Salaam, Tanganika, 29 stycznia 1961. Julius Nyerere (1922–1999) na koniec dwudniowej konferencji konstytucyjnej jest niesiony przez swoich zwolenników. Wkrótce (1 maja) ma stać się pierwszym premierem Tanganiki
Fot. Bettmann/Corbis/FotoChannels

Głos zabrał minister sprawiedliwości chief A. Fundikira, który powiedział: „Każda minuta spędzona na debacie w parlamencie kosztuje naród Tanganiki osiemdziesiąt szylingów, a każda godzina dwieście czterdzieści funtów. Wiele przemówień sprawia, że sesja przedłuża się o jedną czy dwie godziny dziennie, co obarcza kraj niepotrzebnymi wydatkami. Niektórzy posłowie powtarzają kilka razy, że całym sercem popierają przemówienie prezydenta. Nie potrzeba tego powtarzać kilka razy. Suahili jest słodkim językiem, ale umożliwia on gadulstwo, a nam jest potrzebna oszczędność słów”.

Z kolei obszerne przemówienie wygłosił minister rolnictwa Derek Bryceson. Na wstępie zaapelował do posłów, aby skracali swoje wystąpienia tak, żeby obrady mogły zakończyć się w przewidzianym terminie. „Kiedy wspominam wielkie przemówienie naszego prezydenta – powiedział minister – odruchowo składam dziękczynienia Bogu, że obdarzył Tanganikę takim człowiekiem. Doktor Nyerere pozostanie na zawsze w historii Tanganiki. Mimo że prezydent podniósł się na takie wyżyny, pozostał on nadal pod każdym względem tym samym człowiekiem. Jeśli chodzi o rozwój hodowli drobiu – kontynuował mówca – to moje ministerstwo wkłada w tę gałąź rolnictwa poważne wysiłki. Staramy się, aby pokarm dla kurczaków był wyższej niż dotychczas jakości”.

Poseł Mbogo zaapelował do członków parlamentu, aby nie obawiali się krytykować, „pod warunkiem że krytyka będzie konstruktywna. Jesteśmy do tego upoważnieni i rząd nie powinien się obrażać, tylko korzystać z tej krytyki”. W dalszym ciągu mówca wyraził ubolewanie, że „ludność okręgu Mpanda chciałaby posiadać własne spółdzielnie, jednakże nie ma ludzi, którzy mogliby nimi pokierować”.

Kontynuując swoje wystąpienie, poseł Mbogo stwierdził, że jego okręgowi nie został przyznany ani jeden z siedmiuset traktorów, które przysyła do Tanganiki Jugosławia. „Jeżeli nie można dostać więcej traktorów od Jugosławii, dlaczego nie bierzemy ich z takich krajów jak Ameryka czy Rosja. Jeżeli Ameryka czy Rosja chcą, żeby Tanganika popierała je w ONZ, muszą dać Tanganice tyle maszyn rolniczych, ile ona potrzebuje”. Mówca stwierdził: „Ci, którzy chcą inwestować w Tanganice, muszą inwestować nie tylko w Dar es-Salaam, ale również na prowincji. Jeśli się nie zgodzą na to, mogą się wynosić”.

Poseł A. Bajaj z Iringi zaproponował, aby cała młodzież Tanganiki otrzymywała wyższe wykształcenie. „Jeśli rządu nie stać na budowę ośrodków potrzebnych do tego celu, należy się zastanowić nad budową mniej kosztownych urządzeń”.

Z kolei poseł S. Muhanna z Bukoby stwierdził, że „wielkie przemówienie prezydenta wyprowadziło naród Tanganiki z ciemności ku promiennej światłości”.

Poseł Mtaki z Mpwapwy wezwał do przyspieszenia procesu afrykanizacji kadr. „Podziękujmy Europejczykom za ich pracę i poprośmy ich, żeby stąd wyjechali”. Skrytykował on rozmieszczenie przemysłu w Tanganice, stwierdzając, że większość inwestycji znajduje się w Dar es­Salaam i Aruszy.

Posłanka Bibi Titi Mohammed z Rufiji zwróciła się do posłów, aby ich krytyka była konstruktywna, ponieważ Tanganika jest krajem zacofanym, w który należy włożyć wiele pracy. Bibi zaproponowała, aby w procesie afrykanizacji „nie afrykanizować zbyt szybko Ministerstwa Zdrowia i Służby Zdrowia”.

Poseł Saileni stwierdził, że „wielkie przemówienie prezydenta Nyerere oświetliło drogę Tanganiki w przyszłość i dobrobyt i każdy, kto chciałby je krytykować, powinien być wyklęty”.

Poseł Siyowelwa z Iringi, wzywając naród do jedności, zanalizował przyczyny jej braku. „Oświata lub brak oświaty jest jedną z głównych przyczyn braku jedności. Często człowiek wykształcony spogląda z góry na takiego, który nie ma wykształcenia, między tymi ludźmi istnieje przepaść, której nie mogą oni przekroczyć. Niektórzy wykształceni Afrykanie nie chcą pomagać własnemu narodowi w postępie kulturalnym. Porzucają afrykański sposób życia i stają się czarnymi Europejczykami”.

Poseł Siyowelwa stwierdził, że „wielkie przemówienie prezydenta było najwyższym osiągnięciem myśli ludzkiej. Naród nasz musi wziąć udział w budowie gospodarki kraju. Tych, którzy tego nie uczynili, należy traktować jak zdrajców”.

Posłanka Bibi Titi Mohammed stwierdziła, że kiedy młode dziewczęta zgłaszają się do pracy w Ministerstwie Administracji Publicznej, urzędnicy mówią im, iż „warunkiem przyjęcia do pracy jest zostać kochanką któregoś z nich”. Odpowiadając na wystąpienie posłanki, minister administracji publicznej Lusinde stwierdził, że „pracownicy ministerstwa są ludźmi odpowiedzialnymi i wszelka korupcja jest im obca. Chciałbym, żeby posłanka dała mi nazwiska tych urzędniczek, które otrzymały pracę dlatego, że zostały kochankami wyższych urzędników. Chciałbym, żeby posłanka przyszła do ministerstwa i porozmawiała z tymi dziewczętami”.

Wiceminister skarbu Jacob Namfua uzupełnił wystąpienie ministra Lusinde, stwierdzając, że „posłowie powinni bardzo uważać, co mówią w parlamencie. Należy najpierw zbadać wszystkie skargi, a następnie skierować je na odpowiednią drogę”.

Również minister pracy M. Kamaliza powiedział, że posłanka Bibi nie ma racji, kiedy stwierdza, że „niektórzy urzędnicy uważają, iż posiedli władzę, i przestają dobrze pracować. Jest to zarzut absurdalny”. Minister Kamaliza uznał również za bezpodstawny zarzut posłanki, jakoby „ministrowie chodzili na zbyt dużo przyjęć”. Odpowiedział: „Jeżeli posłanka pofatyguje się do sekretarek ministrów, przekona się, jak dużo zaproszeń załatwia się odmownie. Ale ministrowie nie mogą nie przyjmować w ogóle zaproszeń. Gdyby tak uczynili, spotykałby ich zarzut, że są zbyt zarozumiali i odrywają się od mas. A to byłoby nie socjalistyczne, ale kapitalistyczne postępowanie”. Mówca podkreślił kilkakrotnie, że „wielkie przemówienie prezydenta Nyerere było najważniejszym wydarzeniem w Tanganice od czasu uzyskania niepodległości”.

Poseł C. Kapilima z Ulangi powitał z uznaniem fakt, że „w przyszłości chłopi Tanganiki będą orać swoje pola traktorami. Gdyby traktory orały pola Tanganiki w roku 1963, nie trzeba by brać kukurydzy ze Stanów Zjednoczonych. Jeżeli nasz przemysł – mówił dalej Kapilima – ma przynieść Tanganice korzyści, rząd powinien posiadać w nim swoje udziały. Nie jest rzeczą rozsądną posiadać w kraju przemysł zbudowany tu wyłącznie dla korzyści obcych wyzyskiwaczy”.

Wiceminister skarbu Jacob Namfua przypomniał zdanie prezydenta, że Tanganika pragnie współpracować z zagranicznymi inwestorami w rozwoju gospodarki. Obecnie przygotowywana jest ustawa ochraniająca interesy obcych inwestorów. Wiceminister podkreślił, że „wielkie przemówienie prezydenta wytycza jasne szlaki do całego narodu”.

Posłanka Bibi Titi Mohammed stwierdziła, że w wyniku afrykanizacji urzędnicy Ministerstwa Zdrowia dostali zawrotu głowy i cechuje ich wysokie zarozumialstwo. Posłanka postawiła wniosek, aby wstrzymać afrykanizację w tym ministerstwie. Odpowiadając na ten zarzut, minister zdrowia Maswanya przyznał, że „jest możliwe, że niektórzy pracownicy są źli, ale to nie powód, aby przychodzić do parlamentu i obrażać całe ministerstwo. Każdy pracownik, który zachowuje się w sposób niebezpieczny dla ministerstwa albo niewłaściwie traktuje petentów, jest zwalniany”.

Minister spółdzielczości i rozwoju spółdzielczego Kasambala stwierdził, że kultura afrykańska nie jest odpowiednio rozwijana: „Na pewno trzy czwarte członków parlamentu nie umie tańczyć naszych tradycyjnych tańców, natomiast cała Izba potrafi tańczyć twista”.

Poseł szejk Ali Bin Thabit wskazał na konieczność zahamowania odpływu kapitałów z Tanganiki. Pieniądze, które zostały zarobione w Tanganice, powinny być inwestowane w tym kraju. „Należy zabronić ludziom, aby spędzali wakacje poza krajem, w ten sposób nie będziemy tracić dewiz”.

Poseł Francis z Dar es-Salaam zwrócił się do rządu, aby zagraniczni inwestorzy obowiązani byli zatrudnić na swoich obiektach odpowiedni procent Afrykanów.

Minister finansów poseł Bomani zawiadomił Izbę, że rząd zamierza utworzyć Państwowe Towarzystwo Ubezpieczeniowe, dotychczas bowiem ogromna część kapitału była wywożona z kraju kanałami prywatnych towarzystw ubezpieczeniowych. Poseł stwierdził, że grupa ekspertów opracowała obecnie sposoby zastopowania odpływu kapitałów z Tanganiki. Specjalna ustawa w tej sprawie będzie wydana w tym roku. Następnie poseł omówił kwestie bojkotu towarów z Afryki Południowej: „Niektórzy ludzie stali się sprytni – kupują towary w Afryce Południowej, wiozą je do innego kraju, zmieniają nalepki i następnie importują do Tanganiki. Ale rząd Tanganiki jest również sprytny – wykryliśmy te praktyki i teraz opracowujemy środki, aby położyć im kres”. Minister podkreślił, że od czasu uzyskania niepodległości roczny dochód na głowę ludności wzrósł z dwudziestu do dwudziestu trzech funtów. Mówca określił jako „nonsensowną” uwagę wiceministra Mwanjisiego, że ludzie z plemienia Sukma (z którego pochodzi wiceminister) „są zadowoleni, kiedy mają rower i gramofon, i wtedy przestają pracować”. Minister zwrócił się do wiceministra, aby „przypomniał sobie te dawne czasy, kiedy mężczyzna z Sukma nie mógł ożenić się, jeśli nie posiadał roweru i gramofonu. Dzisiaj Sukma chce czegoś więcej niż tych dwóch rzeczy”.

Zabierając głos w debacie, wiceminister spraw wewnętrznych Roland Mwanjisi postawił wniosek, aby rząd przejął wszystkie szkoły w Tanganice. „Mimo że misjonarze przyszli do naszego kraju z hasłami oświaty, starali się oni przede wszystkim siać waśnie plemienne i religijne. We wszystkich szkołach należy obecnie wprowadzić jako przedmiot nauki polityczne, tak aby uczniowie znali datę urodzin prezydenta czy zasady polityki TANU. Pilnie nam są również potrzebne książki o historii Tanganiki, o naszej kulturze i obyczajach plemiennych. Należy wyznaczyć ludzi do napisania tych książek, muszą się znaleźć pieniądze na wyszkolenie autorów. Trzeba im polecić, aby jeździli po wsiach i zapisywali wspomnienia ludzi, którzy pamiętają jeszcze czasy sprzed niemieckiej inwazji. Książki te powinny być pisane w takim duchu, aby umacniały jedność Tanganiki. Musimy napisać historię Tanganiki od nowa”. Mówca następnie stwierdził, że „Tanganyika Standard” pisze, jakoby studenci uniwersytetu w Dar nie chcieli mówić językiem suahili: „Takie rzeczy wypisują dziennikarze zagraniczni, którzy nie mogą znać życzeń narodu Tanganiki. Angielski jest językiem imperialistycznym, czemu nie może zaprzeczyć nikt, kto posiada choć trochę inteligencji. Angielski – to język imperialistyczny, a suahili – to język socjalistyczny”. Poseł mówił dalej: „Mimo że kolonializm fizyczny odszedł – kolonializm umysłowy pozostał. Widzimy go u tych ludzi, którzy wychodzą o czwartej z biura i idą grać w tenisa, zamiast myśleć o poprawie położenia ludzi, którzy są głodni”.

Przemawiając na zakończenie debaty, wiceprezydent Tanganiki Rashidi Kawawa stwierdził, że „wielkie przemówienie prezydenta stanowi fundament, na którym z udziałem całego narodu zbuduje się gmach Tanganiki”. Kawawa ostrzegł posłów, że powinni więcej zwracać uwagi na to, co mówią w parlamencie: „Nie należy sądzić, że dlatego, iż mówimy w języku suahili, treść naszych przemówień nie jest znana za granicą. Każde słowo jest tłumaczone i rozsyłane do wszystkich części świata”. Następnie Kawawa powiedział, że rady lokalne mają prawo karać tych, którzy odmawiają udziału w pracach społecznych. „Tych wszystkich, którzy nie chcą pracować społecznie, należy traktować jak zdrajców”. Odpowiadając na propozycję wprowadzenia nauki socjalizmu do szkół, mówca stwierdził: „Socjalizm sam znalazł sobie drogę do szkół, bez wprowadzenia go jako przedmiotu. Na przykład uczniowie jednej ze szkół pomagali dobrowolnie przy budowie boiska w czasie wakacji”. W związku z uwagą jednego z posłów, który ostrzegał, że w Tanganice uczy się kilku różnych religii, co szkodzi sprawie jedności, wiceprezydent odpowiedział: „Ani nasz rząd, ani partia nie będą ingerować w sprawy religii, dopóki wyraźnie nie będzie ona zagrażać sprawie jedności czy postępu społecznego”.

Obrady zakończyły się zatwierdzeniem (jednogłośnym) dwudziestu czterech ustaw. Najważniejszą z nich jest African Chiefs Ordinance, która mówi o przejściu całej władzy administracyjnej sprawowanej przez chiefów – w ręce administracji państwowej. Komentując tę ustawę, wiceprezydent Kawawa podziękował wszystkim chiefom w Tanganice za ich pracę i stwierdził, że ustawa ta jest przykładem, jak wszystkie przemiany przebiegają w Tanganice pokojowo. W wielu innych krajach doprowadzają często do wojen.

1963

© copyright by AGORA SA 2011
© copyright by the Estate of Ryszard Kapuściński
REDAKCJA: Bożena Dudko
KOREKTA: Małgorzata Mysłowska
KONSULTACJA: Jan J. Milewski, Eugeniusz Rzewuski, Bogusław R. Zagórski, Władysław Żakowski
NA OKŁADKACH WYKORZYSTANO FOTOGRAFIE: © Jim Goldberg/Magnum Photos/EK Pictures
Portret Ryszarda Kapuścińskiego © by the Estate of Ryszard Kapuściński
FOTOEDYCJA: Patrycja Trawińska
SKANOWANIE I PRZYGOTOWANIE ZDJĘĆ: Paweł Bajer
PROJEKT GRAFICZNY OKŁADKI: Urszula Pągowska – KreacjaPro, dyrektor artystyczny – Andrzej Pągowski
PRZYGOTOWANIE MAPY: Wawrzyniec Święcicki
OPRACOWANIE GRAFICZNE: Artur Hanc
PRODUCENCI WYDAWNICZY: Robert Kijak, Małgorzata Skowrońska
KOORDYNACJA PROJEKTU: Katarzyna Kubicka, Magdalena Zatorska
Wydanie I elektroniczne
ISBN: 978-832-680-353-6
WYDAWCA
Agora SA
ul. Czerska 8/10
00-732 Warszawa
Konwersja i edycja publikacji