Opis

Garść piasku” to zbiór wierszy powstałych na przestrzeni kilkunastu lat. To taki brudnopis będący zapisem różnych przemyśleń, wniosków czy spraw.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 37

lub

Grzegorz Jermak

Garść piasku

© Grzegorz Jermak, 2016

„Garść Piasku” to zbiór wierszy powstałych na przestrzeni kilkunastu lat. To taki brudnopis będący zapisem różnych przemyśleń, wniosków czy spraw. Pomysły przychodziły z różnych stron, są tu wiersze nowe, są też wiersze stare. Wszystkie mają cząstkę mnie.

ISBN 978-83-8104-339-7

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

Słowem wstępu

Żaden ze mnie Mickiewicz, żaden Kochanowski, żaden też ze mnie wielki poeta, zwykły człowieczek co gra słowami, ot, najzwyklejszy wierszokleta.

Czasem coś piszę i myślę, jest dobrea czasem wstyd mi, że napisałem to ja, ciężko przelać na papier swe myśli nie zawsze łatwa jest w słowa gra.

Nie czuję bym szczyty poezji tym zdobyłani że osiągnąłem tym coś niezwykłego. Nie myślę, że chwała mi się należy, czy że dokonałem tym czegoś wielkiego.

Dlaczego piszę? Z wielu powodów, zdradzę wam sekret, tak między nami, piszę by ujście dać swym emocjomlub się po prostu bawię rymami.

Czy się spodoba, nie mnie o tym mówić, każdy oceni wedle uznania, ktoś będzie na NIE, ktoś będzie na TAKwięc życzę zatem miłego czytania.

Cztery pory roku

I

Drzewa już pierwsze puściły pąki, na niebie słychać pierwsze skowronki, już pierwszy fiołek słodko rozkwita, pierwszy motylek życie dziś wita. Pierwsze już kwiaty rosną w ogrodzie, budzi się życie na lądzie, w wodzie, wiatr ciepły pierwszą nadzieję niesie, wszędzie coś śpiewa na łące, w lesie. Słońce radośnie śmielej przygrzewa, kwitną już kwiaty, zielenią się drzewa, zaspany wyszedł z nory niedźwiadek, burczy mu w brzuszku, czas na obiadek. Wszystko do życia budzi się wkoło, pszczoły latają, brzęczą wesoło, żaby w strumyku czy ryby w stawie, ptaki na niebie, owady w trawie, nawet biedronka niezdarna troszeczkę, bo jest malutka, ma jedną kropeczkę. Wszystko zaczyna dzisiaj nowe życie, już pierwszy deszczyk padał obficie, już wszystkich łączy nowa zażyłość, ktoś gdzieś napotkał swą pierwszą miłość. Dla wszystkich nadeszła pora radosna, czemu, spytacie?

Nadeszła wiosna.

II

Dni są gorące, mocno słońce świeci, w cień uciekają dorośli i dzieci i układają wakacyjne plany, jak wykorzystać dzień słońcem skąpany. W powietrzu unosi się zapach siana, ludzie w ogrodach pracują od rana. Namiot, plecaki, wszystko zabrane, czas na przygodę, wakacje udane. Z nadzieją w kieszeni, z radością w oku, czas by odpocząć po szkolnym roku. Wszystko dziś kusi tym, co nieznane, czy nocne niebo gwiazdami usiane, czy piękno wsi, czy ogrom gór, radość pomoże dosięgnąć chmur. Wieczorem ognisko, czas kiełbaski smażyć, lub patrzeć w gwiazdy, lub beztrosko marzyć, słuchać jak świerszcze cykają w trawie, bądź też jak żaby kumkają w stawie. I mieć świadomość, że wszystko jest możliwe, nawet pocałunki są dziś bardziej tkliwe. I pierwsza miłość też jest jakaś inna, taka gorąca, czysta, niewinna. Inaczej nawet patrzy się w oczy, zwyczajny gest jest bardziej uroczy. Wszystko wokoło tchnie magicznym czarem, podgrzane słońca czy miłości żarem. Czas to niezwykły, czas uciech, zabawy, nawet piękniejszy jest zapach trawy. To już nie wiosna, lecz coś więcej za to, czemu, spytacie?

Nadeszło lato.

III

Słońce coś szybko chowa się za góry, niebo się smuci, ubiera w chmury, powietrze dziwnym chłodem otula, pszczoły coś rzadko wylatują z ula. Drzewa zrzucają część swoich liści, część marzeń pewnie już się ni ziści. Noc coraz dłuższa, dzień jakiś krótki, w ciepłej herbacie czas topić smutki. Już po wakacjach zostały wspomnienia, wszystko powoli wkoło się zmienia. Rano na polach zimna mgła opada, daremnie szukać gdziekolwiek owada. Ptaki niektóre już odleciały, inne odlatują, inne zostały, w polu ziarenka zbiera myszka mała, robi zapasy, aby jeść co miała. Polny zajączek skubie resztki trawy, on też jakoś nie ma chęci do zabawy. W polu warzywa, owoce zebrane, w piwnicy słoje już poustawiane. Do kufra poszły krótkie spodenki, zwiewne bluzeczki, lekkie sukienki, teraz szaliki zakładać już czas, kiedy na grzyby idzie się w las. W powietrzu czuć jest dym z ogniska, widać, że zmiana jakaś jest bliska. A pierwsza miłość jest nadal trwała, taka niezwykła i bardziej dojrzała. Już szkolny dzwonek ogłasza wrzesień, czemu, spytacie?

Nadeszła jesień.

IV

Jak okiem sięgnąć, wszędzie jest biało, wiatr coś nie wieje, słońce się schowało, puch jakiś biały dziwnie się mieni, nie ma już nigdzie śladów jesieni. Dzieci na łąkę ruszyły w biegu, za chwilę stoi bałwan ze śniegu. To znowu sanki, na nogi narty, efekt wspaniały, wysiłku warty. Dzień bardzo krótki, lecz jaki uroczy, jaka to frajda móc w zaspę skoczyć. Albo wzajemnie się rzucać śnieżkami, bądź też wyścigi urządzać saniami. Lub też podziwiać śnieżne widoki, tropić odbite zajęcze skoki. Na łyżwach jeździć po lodowym stawie, oddać się wszelkiej dobrej zabawie. A wieczorami po udanym dniu miło w pierzynkę tulić się do snu, lub przy kominku grzać zmarznięte dłonie, patrzeć przez okno jak świat w bieli tonie. I pierwszą miłość, co rok cały przetrwała,