Frigiel i Fluffy. Odległe lądy. Trzy klany - Frigiel - Nicolas Digard - ebook

Frigiel i Fluffy. Odległe lądy. Trzy klany ebook

Frigiel - Nicolas Digard

4,9

Opis

Pierwsza część serii ,,Odległe lądy".

 Pokój nie na długo zapanował w Ulan Warce i całym królestwie! Nadal źle się układają stosunki między magami a tymi, którym czarownik Askar Raug nadał ironiczne miano „nieobdarzonych”. Frigiel wraz z przyjaciółmi wyruszają do Roche Rouge, wioski położonej na Ognistych Stepach, gdzie przebiega granica z Odległymi Lądaminajbardziej tajemniczą i nieprzyjazną krainą uniwersum Minecrafta. Mają się dowiedzieć, jak doszło do napaści, w wyniku której uległa zniszczeniu kopalnia lapis-lazuli. Abel ma jednak pewien pomysł: chce się przy okazji zapuścić w głąb Odległych Lądów w nadziei, że zdobędzie tam czarodziejski stół, który pomoże wyrabiać magiczną broń i wyrównać siły między magami a żołnierzami. Podczas wyprawy Frigiel i jego przyjaciele odkrywają świat zupełnie odmienny od tego, który znają. Muszą w nim stawić czoło nowym niebezpieczeństwom.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 241

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,9 (7 ocen)
6
1
0
0
0

Popularność




Frigiel i Fluffy. Odległe lądy, tom 1: Trzy klany

Frigiel, Nicolas Digard

Tłumaczenie: Stanisław Kroszczyński

Published in the French language originally under the title: Frigiel et Fluffy: Le cycle des Farlands – Les Trois clans (tome 1)

© 2018, Slalom, an imprint of Édi8, Paris, France. «Minecraft» is a Notch Development AB registered trademark This book is a work of fiction and not an official Minecraft product, nor an approved by or associated to Mojang. The other names, characters, places and plots are either imagined by the author, either used fictitious-ly.

for the Polish edition: Wydawnictwo RM, 2021 All rights reserved.

Wydawnictwo RM 03-808 Warszawa, ul. Mińska 25 [email protected]; www.rm.com.pl

ISBN 978-83-8151-352-4 ISBN 978-83-8151-524-5 (ePub) ISBN 978-83-8151-525-2 (mobi)

Redaktor prowadząca: Irmina Wala-PęgierskaRedakcja: Mirosława SzymańskaKorekta: Irmina Wala-PęgierskaOpracowanie graficzne okładki wg oryginału: Maciej JędrzejecIlustracje: Thomas FrickEdytor wersji elektronicznej: Tomasz ZajbtOpracowanie wersji elektronicznej: Marcin FabijańskiWeryfikcja wersji elektronicznej: Justyna Mrowiec

Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy.

Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich firm odnośnych właścicieli.

Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić najwyższą jakość tej książce, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód.

W razie trudności z zakupem tej książki prosimy o kontakt z wydawnictwem: [email protected]

Spis treści

Osoby

W poprzednim cyklu opowieści o Frigielu i Fluffym

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Rozdział 21

Rozdział 22

Rozdział 23

Rozdział 24

Rozdział 25

Rozdział 26

Rozdział 27

Rozdział 28

Rozdział 29

Rozdział 30

Rozdział 31

Rozdział 32

Rozdział 33

Tym, którzy są ze mną od powstania mojego kanału na YouTubie, i tym, którzy odkryją Frigiela i Fluffy’ego dzięki tej książce, miłego czytania wszystkim!

N. D.

Dla Aliénor, która odkrywa nowy świat

Frigiel

Osoby

Fri­giel – wnuk Er­nal­da, ma pięt­na­ście lat. Ni­g­dy nie po­znał swo­ich ro­dzi­ców i nie wie, co się z nimi sta­ło.

Fluf­fy – pies Fri­gie­la.

Abel Swa­le – ma osiem­na­ście lat. Syn De­ry­na Swa­le’a, śmiał­ka spod He­ikan, puł­kow­ni­ka i bo­ha­te­ra ar­mii kró­la Llud­da Lawa.

Ali­ce Pem­bro­ke – zło­dziej­ka, na­le­ży do gil­dii zło­dziei z Pu­aby, ma szes­na­ście lat.

Isiah Tot­ter­sund – mło­dy hra­bia Ro­che Ro­uge, wład­ca tej wio­ski po­ło­żo­nej na Ogni­stych Ste­pach. (Wio­skę tę nie­któ­rzy na­zy­wa­ją też Czer­wo­ną Ska­łą).

Anom – na­ssyń­ski wo­jow­nik z Lasu Kłów.

Me­ku­riusz – sta­ry zy­gij­ski nie­wol­nik uwię­zio­ny w Ra­qmu.

Ha­set – wa­lecz­na przy­wód­czy­ni na­ssyń­skich wo­jow­ni­ków z Lasu Kłów.

Ölgi – sa­nu­bij­ska kup­czy­ni, miesz­ka w Al­ra­mie.

Li­shan – mło­dy na­ssyń­ski wo­jow­nik, brat Azme­ry.

Azme­ra – mło­da na­ssyń­ska wo­jow­nicz­ka, sio­stra Li­sha­na.

Si­pho – zy­gij­ski kon­sul w Al­ra­mie, je­den z przy­wód­ców Trzech Kla­nów.

Zemo – uczo­ny In­dy­go na usłu­gach wy­znaw­ców Oriel.

Do­rbei – wo­jow­nicz­ka zy­gij­ska, peł­ni funk­cję oso­bi­stej straż­nicz­ki przy­bocz­nej Zema.

Tha­les – wo­jow­nicz­ka i przy­wód­czy­ni Sar­ma­tów.

W poprzednim cyklu opowieści o Frigielu i Fluffym

W wio­sce Lan­niel wszy­scy świę­tu­ją w naj­lep­sze, kie­dy na­gle nad da­cha­mi po­ja­wia się ogrom­ny czar­ny smok. Za­nim Er­nald, dzia­dek Fri­gie­la, ru­szy do wal­ki ze stwo­rem, po­wie­rza swo­je­mu wnu­ko­wi ta­jem­ni­czą czar­ną skrzy­nię. Fri­giel musi obie­cać, że do­star­czy ją Val­ma­ro­wi, przy­ja­cie­lo­wi dziad­ka, w tym zaś celu musi do­trzeć do Pu­aby, mia­sta po­ło­żo­ne­go na prze­ciw­leg­łym krań­cu kró­le­stwa.

Tak oto mło­dy Fri­giel i jego pies Fluf­fy wy­ru­sza­ją na spo­tka­nie przy­go­dy rów­nie nie­bez­piecz­nej, jak nie­ocze­ki­wa­nej. W kró­le­stwie ma­gia jest za­ka­za­na; chło­pak nie ma po­ję­cia, że po­wie­rzo­no mu je­den z naj­bar­dziej po­szu­ki­wa­nych na ca­łym świe­cie obiek­tów: ki­lof praw­dy.

Cze­mu słu­ży to ta­jem­ni­cze na­rzę­dzie, któ­re prag­nie uni­ce­stwić Lludd Law, wład­ca kra­iny? Trzy­sta lat wcze­śniej Oriel, od­kryw­czy­ni ma­gii, za­nie­po­ko­jo­na tym, że ktoś mógł­by zro­bić zły uży­tek z tej mocy, któ­rą tak nie­rów­no ob­dzie­le­ni są miesz­kań­cy kra­iny, stwo­rzy­ła dwa obiek­ty:

– blok ni­co­ści, któ­ry po­zwa­la po­wstrzy­mać wszel­ką ma­gię na ogrom­nym ob­sza­rze ty­sią­ca ku­bi­ków (na wy­pa­dek gdy­by ja­kiś mag za­pra­gnął przy­własz­czyć so­bie wła­dzę kró­lew­ską),

– ki­lof praw­dy po­zwa­la­ją­cy roz­bić blok ni­co­ści (na wy­pa­dek gdy­by ktoś chciał się nim po­słu­żyć prze­ciw­ko ma­gom).

Lludd Law, wo­bec bu­dzą­cej gro­zę ma­gicz­nej mocy swo­je­go bra­ta bliź­nia­ka, cza­row­ni­ka Aska­ra Rau­ga, zbu­do­wał wo­kół blo­ku ni­co­ści po­tęż­ny za­mek. Na­stęp­nie ka­zał uwię­zić Aska­ra Rau­ga w Od­le­głych Lą­dach. Te­raz Lludd Law chce znisz­czyć ki­lof praw­dy, aby utrzy­mać wła­dzę i unie­moż­li­wić po­słu­że­nie się nim przez ko­goś, kto chciał­by ją prze­jąć.

Co w tym wszyst­kim robi Fri­giel? Dźwi­ga ki­lof praw­dy na swo­im grzbie­cie!

Dzię­ki po­mo­cy Abla, mło­dzień­ca ob­da­rzo­ne­go hu­mo­rem i zdol­ne­go bu­dow­ni­cze­go, oraz Ali­ce, za­rad­nej zło­dziej­ki, Fri­giel i Fluf­fy do­star­cza­ją skrzy­nię Val­ma­ro­wi. Val­mar to je­den z ostat­nich ma­gów kró­le­stwa. Uczy Fri­gie­la ma­gii i na­ma­wia go, aby schro­nił się w Ne­the­rze. Tam Fri­giel, Fluf­fy, Ali­ce i Abel do­ko­nu­ją dwóch od­kryć. Pierw­sze z nich jest ta­kie, że ma­gia nie za­wsze była w kró­le­stwie za­ka­za­na. Do­pie­ro Lludd Law pod­jął taką de­cy­zję. Za jego spra­wą roz­po­czę­ły się prze­śla­do­wa­nia ma­gów, któ­rzy, aby oca­lić ży­cie, mu­sie­li szu­kać schro­nie­nia w tym strasz­li­wym wy­mia­rze. Dzię­ki ma­gii zbu­do­wa­li Ja­kar, mia­sto oazę po­śród pie­kła lawy.

Do­wie­dzie­li się tak­że, że Askar Raug zdo­łał uciec z wię­zie­nia, do któ­re­go wtrą­cił go brat, i cze­ka w tym mie­ście na Fri­gie­la. Cza­row­nik upra­wia ma­gię rzad­ką i nie­bez­piecz­ną, ma­gię umar­łych. Smok, któ­ry na­padł na wio­skę Fri­gie­la, jest wła­śnie zom­bi Smo­ka Kre­su (En­de­ru) i dzia­ła na roz­kaz Aska­ra. Cza­row­nik przy­wo­łu­je po­czwa­rę i szczu­je ją na Ja­kar, aby zmu­sić Fri­gie­la do od­da­nia mu skrzy­ni z ki­lo­fem praw­dy. Choć chło­pak czy­ni po­stę­py w ma­gii wody, nie jest w sta­nie do­rów­nać po­tęż­ne­mu cza­row­ni­ko­wi. Musi mu po­zo­sta­wić skrzy­nię Kre­su i umy­kać ra­zem ze swo­imi przy­ja­ciół­mi.

Nie­ste­ty, u por­ta­lu Ne­the­ru cze­ka już na nie­go ar­mia Llud­da Lawa. Nasi przy­ja­cie­le zo­sta­ją wtrą­ce­ni do taj­ne­go wię­zie­nia, w któ­re Lludd Law zmie­nił pod­wod­ne mia­sto Su­ra­tan. Tam Fri­giel od­naj­du­je swo­je­go dziad­ka Er­nal­da, choć miał go za zmar­łe­go. Er­nald oka­zu­je się przy­wód­cą bun­tow­ni­ków pra­gną­cych oba­lić rzą­dy Llud­da Lawa, a do tego wie, gdzie się znaj­du­je dru­ga skrzy­nia Kre­su po­wią­za­na z tą, któ­ra wpa­dła w ręce Aska­ra. Dzię­ki temu będą mo­gli od­zy­skać ki­lof.

Abel i Fri­giel uda­ją się więc do Va­rogg, aby od­na­leźć to na­rzę­dzie. Va­rogg to ma­gicz­ny las po­grą­żo­ny w wiecz­nej ciem­no­ści; Fri­giel od­kry­wa tam inną ma­gicz­ną dzie­dzi­nę: ma­gię świa­tła. Ali­ce tym­cza­sem do­cie­ra do Ulan War­ki, sto­li­cy kró­le­stwa, gdzie spo­ty­ka swo­ją mat­kę. Abel i Fri­giel uda­ją się do Kwie­ci­stych Rów­nin Me­ra­im, wciąż ma­jąc przy so­bie dru­gą skrzy­nię Kre­su. Przy­go­to­wu­ją się do kon­fron­ta­cji z Llud­dem La­wem. Za­po­wia­da się praw­dzi­wie epic­ka bi­twa, cóż jed­nak może wskó­rać nie­wiel­ki od­dzia­łek ma­gów i bun­tow­ni­ków wo­bec po­tę­gi kró­lew­skiej ar­mii oraz blo­ku ni­co­ści, któ­ry po­zba­wia ich mocy? Blok tra­fia w ręce Fri­gie­la, lecz on, za­miast go znisz­czyć, dzię­ki ki­lo­fo­wi praw­dy cho­wa blok w skrzy­ni Kre­su. Jest to ge­nial­ne po­su­nię­cie: Llud­da Lawa już nie chro­ni ma­gia, dzię­ki temu cza­row­ni­cy mogą od­zy­skać swo­ją moc i od­nieść zwy­cię­stwo w bi­twie. Przede wszyst­kim jed­nak Askar Raug, któ­ry ko­rzy­sta­jąc z nie­obec­no­ści swo­je­go bra­ta, do­ko­nu­je pod­bo­ju Ulan War­ki, nie zda­je so­bie spra­wy, że pierw­sza skrzy­nia ni­co­ści, któ­rą po­sia­da, za­wie­ra te­raz w so­bie prze­ciw­ma­gicz­ny ku­bik!

Ale nie jest to osta­tecz­ne zwy­cię­stwo. Kie­dy Fri­giel, Fluf­fy, Abel, Er­nald oraz ich sar­mac­kie so­jusz­nicz­ki (zwa­ne po­grom­czy­nia­mi en­der­me­nów) znów spo­ty­ka­ją Ali­ce, orien­tu­ją się, że w mie­ście aż się roi od zom­bi. Dzię­ki ma­gii świa­tła Fri­giel otwie­ra przej­ście przez tłum umar­la­ków pro­wa­dzą­ce aż do sa­me­go pa­ła­cu. Uda­je mu się otwo­rzyć skrzy­nię Kre­su na­le­żą­cą do Aska­ra i wy­do­być z niej blok ni­co­ści, aby uni­ce­stwić jego ma­gię. Jed­nak pe­wien mag, prze­ko­na­ny do ra­dy­kal­nych tez cza­row­ni­ka, do­pusz­cza się zdra­dy, za­my­ka na po­wrót skrzy­nię, a na­stęp­nie ją nisz­czy. Ma­gia po­wra­ca. Ma­leń­ka ar­mia Fri­gie­la musi się wy­co­fać pod na­po­rem nie­sły­cha­nej na­wa­ły zom­bi-świń przy­wo­ła­nych przez cza­row­ni­ka. Kie­dy Askar za­bi­ja dziad­ka Fri­gie­la i prze­kształ­ca go w zom­bi, mło­de­go maga ogar­nia nie­po­ha­mo­wa­na wście­kłość. Dzię­ki ma­gii świa­tła po­ko­nu­je wresz­cie strasz­li­we­go czar­no­księż­ni­ka umar­la­ków.

W kró­le­stwie na­sta­je po­kój, lecz lud­ność na­dal od­no­si się nie­uf­nie do ma­gów, któ­rych nie wi­dy­wa­no tam już od pięć­dzie­się­ciu lat. Fri­giel od­da­je ostat­ni hołd swo­je­mu dziad­ko­wi, po czym ra­zem z Ali­ce i Ablem od­kry­wa, że znik­nął gdzieś skarb Llud­da Lawa. Tym skar­bem był ko­lej­ny ta­jem­ni­czy obiekt: stół do za­kli­na­nia po­cho­dzą­cy z Od­le­głych Lą­dów.

Rozdział 1

Gdy Fri­giel i jego przy­ja­cie­le prze­kro­czy­li mury Ro­che Ro­uge, za­pa­dła wo­kół nich nie­przy­ja­zna ci­sza. Nie­licz­ni prze­chod­nie prze­mie­rza­ją­cy ulicz­ki tej wio­ski znie­ru­cho­mie­li, ob­rzu­ci­li ich po­dejrz­li­wy­mi spoj­rze­nia­mi. Drzwi i okna do­mów otwo­rzy­ły się ze zgrzy­tem, po­ja­wi­ły się w nich po­sta­cie uzbro­jo­ne w mie­cze. Wszy­scy przy­glą­da­li się na­szej czwór­ce, jak­by uj­rze­li zom­bi, któ­rzy ja­koś umknę­li uwa­dze wio­sko­we­go go­le­ma[1].

– Cóż za ser­decz­ne przy­ję­cie! – wes­tchnął Abel, i oparł pra­wą dłoń o rę­ko­jeść ha­la­bar­dy.

– Hau! – po­twier­dził Fluf­fy.

Tha­les się­gnę­ła po per­łę Kre­su[2]. Mło­da wład­czy­ni Sar­ma­tów po­sta­no­wi­ła to­wa­rzy­szyć im pod­czas wy­pra­wy. Do­pro­wa­dza­jąc do po­jed­na­nia mię­dzy De­ry­nem Swa­lem, oj­cem Abla, oraz Llud­dem La­wem, Fri­giel po­zwo­lił po­grom­czy­niom en­der­me­nów od­zy­skać zie­mię przod­ków[3]. Choć nie­któ­rzy z Sar­ma­tów nie kwa­pi­li się wciąż, by opu­ścić swo­je nie­zwy­kłe pły­wa­ją­ce wy­spy i osie­dlić się w dżun­gli Ta­ran­ka[4], Tha­les uzna­ła, że ma wo­bec mło­de­go maga dług wdzięcz­no­ści.

Ali­ce ob­ró­ci­ła w pra­wej dło­ni dia­men­to­wy szty­let, któ­ry bły­snął w ja­skra­wych pro­mie­niach słoń­ca. Fri­giel od­niósł wra­że­nie, że zło­dziej­ka, i tak za­zwy­czaj nie­uf­na, czymś się nie­po­koi. Może ta spie­ko­ta oraz smród ze­psu­te­go jaj­ka do­cho­dzą­cy z rzek lawy i kwa­śnych je­zior Ogni­stych Ste­pów przy­po­mi­na­ły jej, jak kie­dyś w Ne­the­rze obo­je o mało nie umar­li z pra­gnie­nia?[5]

Jed­no było pew­ne. To nie dia­men­to­we szty­le­ty Tha­les czy Ali­ce ani wy­jąt­ko­wo dłu­gi to­pór Abla przy­cią­ga­ły spoj­rze­nia miesz­kań­ców Ro­che Ro­uge. Rów­nież nie im­po­nu­ją­ca ko­lek­cja pe­reł Kre­su, któ­rą Sar­mat­ka no­si­ła na swo­im tor­sie. Nie, uwa­gę wszyst­kich zwra­cał pas maga, któ­ry miał na so­bie Fri­giel. Kon­kret­niej zaś, przy­tro­czo­ne do nie­go esen­cje ma­gicz­ne. Te ma­leń­kie barw­ne ku­bi­ki słu­żą­ce mu do rzu­ca­nia cza­rów wi­dy­wa­no jed­nak prze­cież w kró­le­stwie o wie­le czę­ściej niż oręż, jaki Abel mógł wy­two­rzyć za po­mo­cą swo­je­go ko­wa­dła.

– Wra­caj­cie, ską­de­ście się wzię­li! – roz­legł się na­gle głos za nimi.

– Wła­śnie, ban­da cre­epe­rów! – do­dał dru­gi[6].

– Po­two­ry szkie­le­to­ry!

– Nie chce­my tu ma­gów! – wrza­snął ktoś.

Ma­gów. Wła­śnie pa­dło to sło­wo. Fri­giel po­czuł, że ser­ce mu się ści­ska. Czy ni­g­dy nie skoń­czy się nie­na­wiść do ta­kich jak on? Chło­pak wło­żył nie­ma­ło wy­sił­ku w to, by za­dać kłam an­ty­ma­gicz­nej pro­pa­gan­dzie daw­ne­go kró­la Llud­da Lawa. Ileż po­świę­ceń trze­ba było, aby ma­go­wie mo­gli opu­ścić Ne­ther, do któ­re­go za spra­wą kró­la uda­li się na wy­gna­nie. Ile do­ko­nał Val­mar, jak sta­rał się jego dzia­dek Er­nald oraz wszy­scy inni, któ­rych znał i któ­rzy od­da­li ży­cie, aby ma­go­wie od­zy­ska­li na­leż­ne so­bie miej­sce w spo­łecz­no­ści. I co, to wszyst­ko na nic?

– Fri­gie­lu!

Abel szturch­nął go łok­ciem, dzię­ki cze­mu Fri­giel od­zy­skał po­czu­cie rze­czy­wi­sto­ści.

Wo­kół nich zgro­ma­dził się już spo­ry, nie­przy­ja­zny tłu­mek. Fri­giel do­był mie­cza, usły­szał wes­tchnie­nie Ali­ce. Wszy­scy byli zmę­cze­ni wę­drów­ką, któ­ra do­pro­wa­dzi­ła ich tu­taj, na pół­noc­ny skraj kró­le­stwa.

– Przy­by­wa­my, aby wam po­móc – oznaj­mił mło­dy mag.

– Ni­ko­go nam tu nie trze­ba! – od­parł sta­rzec o ob­li­czu prze­żar­tym słoń­cem i siar­ką.

– Przy­sy­ła nas kró­lo­wa Abi­ga­il – wy­ja­śni­ła Ali­ce.

Po mi­nach miesz­kań­ców Ro­che Ro­uge było wi­dać, że się zdzi­wi­li.

– Jest tyl­ko je­den król i na­zy­wa się Lludd Law – oznaj­mił je­den z nich.

– Bie­rze­cie nas za szla­mów czy co?[7]

Ali­ce, Tha­les, Abel i Fri­giel wy­mie­ni­li za­kło­po­ta­ne spoj­rze­nia. Ro­che Ro­uge po­ło­żo­na była na ta­kim od­lu­dziu, znaj­do­wa­ła się tak da­le­ko od kró­lew­skie­go mia­sta Ulan War­ka, że naj­wy­raź­niej nie zdą­ży­ła tu jesz­cze dojść wia­do­mość o śmier­ci kró­la.

– Król nie żyje, tron po nim ob­ję­ła Abi­ga­il Pem­bro­ke – oznaj­mił Abel.

In­stynk­tow­nie przy­su­nął się do Ali­ce, jak­by chciał ją chro­nić przed tym, co mo­gło­by się zda­rzyć, gdy­by przy­pad­kiem któ­ryś z tych go­ści wie­dział, że nowa wład­czy­ni jest przy oka­zji mat­ką jego dziew­czy­ny.

Z tłu­mu miej­sco­wych wy­stą­pił ro­sły bro­dacz.

– I co z tego? Le­piej się stąd wy­no­ście. Wasi kum­ple, też ma­go­wie, na­pa­dli na na­szą ko­pal­nię la­pis-la­zu­li[8]. I to do­pie­ro co, bo w ze­szłym ty­go­dniu, więc mo­gło­by się zda­rzyć, że ko­goś z was skrzyw­dzi­my cał­kiem nie­za­słu­że­nie, kie­dy nasz gniew spad­nie na wa­sze ku­bi­ki, je­śli ro­zu­mie­cie, co mam na my­śli.

Mó­wiąc to, do­ty­kał już szty­chem swo­je­go mie­cza bia­łe­go brzu­cha Tha­les.

Na ustach Ali­ce po­ja­wił się kpią­cy uśmie­szek, na twa­rzach Abla i Fri­gie­la ra­czej gry­mas nie­po­ko­ju.

Pró­bu­jąc upo­ko­rzyć tym ge­stem dum­ną Sar­mat­kę, bro­dacz po­peł­nił błąd swo­je­go ży­cia.

Tha­les już rzu­ci­ła per­łą Kre­su. Do­ko­na­ła te­le­por­ta­cji, cze­mu to­wa­rzy­szy­ło cha­rak­te­ry­stycz­ne dla en­der­me­nów skwier­cze­nie, i w tej sa­mej chwi­li po­ja­wi­ła się za ple­ca­mi nie­szczę­śni­ka. Wy­mie­rzy­ła mu po­tęż­ne­go kop­nia­ka pod ko­la­no, z tyłu, na­stęp­nie zaś chwy­ci­ła za nad­gar­stek i wy­krę­ci­ła go, zmu­sza­jąc do wy­pusz­cze­nia z dło­ni że­la­zne­go mie­cza. Nim tłum zdą­żył choć­by kiw­nąć pal­cem, w po­wie­trzu świ­snę­ła już dru­ga per­ła. Stłu­mio­ny krzyk roz­legł się za ple­ca­mi Fri­gie­la. Tha­les wła­śnie do­pa­dła ja­kie­goś ko­le­sia, któ­re­go nasz mło­dzie­niec na­wet nie za­uwa­żył. Przy­tknąw­szy ostrze swo­je­go szty­le­tu do gar­dła na­past­ni­ka, Sar­mat­ka zmu­si­ła go, by opu­ścił na­pię­ty już łuk. Mło­dy mag uniósł ra­mię, żeby ją po­wstrzy­mać, lecz prze­szko­dził mu w tym do­cho­dzą­cy z uli­cy głos.

– Do­syć tego!

Tłum na­tych­miast się roz­stą­pił.

Uj­rze­li mło­dzień­ca o czar­nej skó­rze i zie­lo­nych oczach. Wy­glą­dał na bar­dzo roz­gnie­wa­ne­go.

– Na wi­the­ra! – wrza­snął do wie­śnia­ków ota­cza­ją­cych Fri­gie­la i jego przy­ja­ciół. – Kom­plet­nie wam od­bi­ło!

Wy­so­ki bro­dacz, ten któ­re­go roz­bro­iła Tha­les, spu­ścił wzrok.

– Ależ pa­nie hra­bio, pan do­brze wie, że od na­pa­ści na ko­pal­nię mu­si­my strzec się ta­kich ma­gów jak on – po­wie­dział, wska­zu­jąc pal­cem Fri­gie­la – i…

– A kto ci po­wie­dział, że na­pa­ści do­ko­na­li ma­go­wie, ty szla­mo­wy łbie? I wy­obraź so­bie, że to ja oso­bi­ście zwró­ci­łem się do kró­la, aby przy­słał nam po­moc.

Po­tem od­wró­cił się do Abla.

– Ogrom­nie mi przy­kro z po­wo­du tego in­cy­den­tu – wy­ra­ził swo­je ubo­le­wa­nie. – Po­zwól­cie, że się przed­sta­wię, na­zy­wam się Isiah Tot­ter­sund, hra­bia Ro­che Ro­uge. A kim wy je­ste­ście?

Abel uśmiech­nął się sze­ro­ko, uszczę­śli­wio­ny, że to on pierw­szy usły­szał wy­ra­zy usza­no­wa­nia od hra­bie­go.

– Na­zy­wam się Abel Swa­le, a oto moi przy­ja­cie­le: Fri­giel, Ali­ce i Tha­les.

Wi­dząc, jak tam­ten ich wita, Fri­giel po­jął, że kom­plet­nie nie ma po­ję­cia, kim są.

– Pa­nie hra­bio – ode­zwał się – jak sły­sza­łem, wspo­mi­nał pan o kró­lu. Otóż Lludd Law zgi­nął w bi­twie, któ­rą jego żoł­nie­rze sto­czy­li prze­ciw­ko przy­by­łym z Ne­the­ru ma­gom oraz ich sprzy­mie­rzeń­com. W Ulan War­ce miej­sce żoł­nie­rzy za­ję­li ma­go­wie. Obec­nie na cze­le ar­mii sto­ją dwie oso­by, mag i wo­jow­nik. Je­śli cho­dzi o tron, za­sia­dła na nim Abi­ga­il Pem­bro­ke, dama dwo­ru. Wła­śnie jej wy­so­kość przy­sy­ła nas, aby­śmy zba­da­li spra­wę na­pa­ści na ko­pal­nię.

Isiah przez chwi­lę mil­czał. Wszy­scy miej­sco­wi ob­ser­wo­wa­li go uważ­nie, po­nie­waż mie­li zwy­czaj za­cho­wy­wać się tak jak on i po­stę­po­wać tak, jak on po­stę­po­wał. Wresz­cie hra­bia w za­my­śle­niu po­ki­wał gło­wą.

– Ro­zu­miem – po­wie­dział. – Nie było mi to wia­do­me. Ży­je­my tu na ubo­czu i nie za­wsze do­cie­ra­ją do nas naj­now­sze wie­ści. Je­stem więc za­chwy­co­ny, że nowa wład­czy­ni ze­chcia­ła się przy­chy­lić do na­szej proś­by.

Ski­nął, by po­szli za nim.

– Po­roz­ma­wiaj­my jed­nak u mnie w domu. Słoń­ce Ogni­stych Ste­pów jest zdra­dli­we. Nie razi ta­kim ża­rem jak lawa z na­szych je­zior, lecz trud­niej przed nim uciec.

Isiah za­pro­wa­dził ich do do­mo­stwa zbu­do­wa­ne­go z czer­wo­ne­go pia­skow­ca[9], któ­re­go dach nie­co gó­ro­wał nad po­zo­sta­ły­mi.

– Ze­chciej­cie wy­ba­czyć, że nie przyj­mu­ję was wy­staw­niej. Na­sza oko­li­ca jest bar­dzo ubo­ga, ko­pal­nia la­pis-la­zu­li sta­no­wi na­sze je­dy­ne bo­gac­two.

Mó­wiąc to, pchnął gru­be drew­nia­ne drzwi. We­wnątrz pa­no­wał mrok, lecz też za­ra­zem i roz­kosz­ny chłód. Dla wę­drow­ców, zgrza­nych i zdro­żo­nych, umiar­ko­wa­na tem­pe­ra­tu­ra w tym wnę­trzu sta­no­wi­ła praw­dzi­we uko­je­nie. Roz­sie­dli się na kil­ku drew­nia­nych blo­kach, za­czę­li ga­sić pra­gnie­nie wy­bor­nym so­kiem z trzci­ny cu­kro­wej, któ­ry im po­da­no.

– Nie spiesz­cie się, ode­tchnij­cie nie­co – pod­jął hra­bia – bo to, co wam opo­wiem, was za­dzi­wi. Moi pod­da­ni mylą się, oskar­ża­jąc ma­gów. To, co wy­da­rzy­ło się w na­szej ko­pal­ni, nie ma nic wspól­ne­go ze zna­ną nam ma­gią. W Ulan War­ce wszy­scy są­dzą, że na­sze góry two­rzą nie­prze­by­tą ba­rie­rę. Tym­cza­sem Od­le­głe Lądy znaj­du­ją się już bar­dzo bli­sko. Wi­du­je­my tu rze­czy… któ­rych oni na­wet so­bie nie wy­obra­ża­ją.

[1] Te po­tęż­ne me­ta­lo­we stwo­rze­nia peł­nią w wio­skach funk­cję bram­ka­rzy. Pil­nu­ją, żeby do środ­ka nie prze­do­stał się ża­den zom­bi – nie­któ­rzy z nich pró­bu­ją się pod­szy­wać pod miej­sco­wych. Na­le­ży więc uwa­żać, by się nie sta­wić przy bra­mie w po­dar­tych spodniach i ko­szu­li, bo moż­na w ten spo­sób przy­spo­rzyć so­bie nie­ma­łych kło­po­tów (En­cy­klo­pe­dia Wie­dzy Ogól­nej Mor­go­na Eru­dy­ty, s. 57).

[2] Nie­któ­rzy po­szu­ki­wa­cze przy­gód do­nie­śli mi, że kie­dy ktoś za­bi­je en­der­ma­na, cza­sem uda­je mu się zna­leźć przy jego zwło­kach per­łę Kre­su. Czy na­le­ży stąd wnio­sko­wać, że taka per­ła, któ­ra po­zwa­la rzu­ca­ją­cej nią oso­bie na te­le­por­ta­cję do miej­sca, gdzie przed­miot upad­nie, po­zwa­la rów­nież sa­me­mu en­der­ma­no­wi na te­le­por­ta­cję? Czy też może en­der­man ma­ją­cy zdol­no­ści te­le­por­ta­cyj­ne wy­twa­rza per­łę o po­dob­nych wła­ści­wo­ściach? Jed­no jest pew­ne: wszy­scy, któ­rzy pró­bo­wa­li zgłę­bić tę ta­jem­ni­cę, w taki czy inny spo­sób zni­kli (En­cy­klo­pe­dia Wie­dzy Ogól­nej Mor­go­na Eru­dy­ty, s. 557).

[3] Uwa­ga, nie na­le­ży pa­trzeć en­der­ma­no­wi pro­sto w oczy. Stwór ten zna do­sko­na­le le­gen­dy do­ty­czą­ce swo­je­go po­cho­dze­nia, stąd bie­rze się jego po­czu­cie wyż­szo­ści. Je­śli ja­kaś isto­ta ośmie­li się mu przy­glą­dać, en­der­man po­czy­tu­je to so­bie za znie­wa­gę. Wy­da­je z sie­bie wów­czas bar­ba­rzyń­ski ryk (jed­nak w jego obec­no­ści na­le­ży ra­czej użyć eu­fe­mi­zmu „pe­łen obu­rze­nia”), po czym na­tych­miast ata­ku­je. A wów­czas, cóż, po­wo­dze­nia ży­czę, bo en­der­man ma zdol­ność te­le­por­ta­cji! Je­dy­na szan­sa w star­ciu z nim, to ro­zej­rzeć się za wodą, któ­rej en­der­man nie cier­pi (En­cy­klo­pe­dia Wie­dzy Ogól­nej Mor­go­na Eru­dy­ty, s. 557).

[4] W dżun­gli Ta­ran­ka od­kry­łem nie­zwy­kły lud, Sar­ma­tów. Wo­jow­nicz­ki tego ple­mie­nia po­słu­gu­ją się per­ła­mi Kre­su do wal­ki z en­der­me­na­mi. Męż­czyź­ni zaj­mu­ją się bu­do­wa­niem w dżun­gli prze­dziw­nych świą­tyń. Nie­ste­ty, ple­mię to musi się zma­gać się z miesz­kań­ca­mi He­ikan, któ­rzy usi­łu­ją wy­przeć wo­jow­nicz­ki z ich lasu, aby zy­skać do­stęp do znaj­du­ją­cych się tam pod zie­mią mi­ne­ra­łów (En­cy­klo­pe­dia Wie­dzy Ogól­nej Mor­go­na Eru­dy­ty, s. 126).

[5] Ne­ther to pod­ziem­ny wy­miar, w któ­rym pa­nu­je wście­kły upał, za­miast wody wy­stę­pu­je lawa, a sen jest nie­moż­li­wy. Ne­ther czę­sto po­rów­nu­je się z wy­obra­że­niem pie­kła, róż­ni­ca jed­nak jest istot­na: nikt do­bro­wol­nie do piek­ła się nie uda­je, a do Ne­the­ru – bywa, że tak (En­cy­klo­pe­dia Wie­dzy Ogól­nej Mor­go­na Eru­dy­ty, s. 273).

[6] Cre­eper jest po­two­rem de­pre­syj­nym. Do­sko­na­le zda­je so­bie spra­wę ze swo­jej brzy­do­ty. Przy­po­mi­na smut­ne­go szpa­ra­ga na czte­rech śmiesz­nych ła­pach. Nie ma rąk, ale na nic mu nie są po­trzeb­ne, po­nie­waż ża­den cre­eper ni­g­dy wam nie uści­śnie dło­ni. Tak bar­dzo się oba­wia, że zo­sta­nie osą­dzo­ny po wy­glą­dzie, że wy­bu­cha (ze wsty­du?), do­ko­nu­jąc w ten spo­sób sa­mo­bój­stwa roz­sze­rzo­ne­go o tych, któ­rzy ośmie­lą się do nie­go zbli­żyć, choć­by na­wet i w naj­lep­szych in­ten­cjach (En­cy­klo­pe­dia Wie­dzy Ogól­nej Mor­go­na Eru­dy­ty, s. 572).

[7] Szlam to zde­ner­wo­wa­ny i de­ner­wu­ją­cy ku­bik ga­la­re­ty. Ce­chu­je go to, że się mul­ti­pli­ku­je, kie­dy jest bity. Kie­dy mówi się o kimś, że robi „minę szla­ma”, to zna­czy, że wy­jąt­ko­wo dzia­ła in­nym na ner­wy (En­cy­klo­pe­dia Wie­dzy Ogól­nej Mor­go­na Eru­dy­ty, s. 89).

[8] La­pis-la­zu­li to klej­not dla ko­kie­tów. Nie ma ani war­to­ści szma­rag­du, ani twar­do­ści dia­men­tu, ani też nie jest pięk­ny jak zło­to. Słu­ży głów­nie do tego, żeby bar­wić ubra­nia na nie­bie­ski ko­lor. Cał­kiem nie poj­mu­ję, że ktoś może na­ra­żać ży­cie, aby zdo­być ten mi­ne­rał. Co praw­da zna­na mi uczo­na oso­ba za­pew­nia, że po­sia­da on nie­od­kry­te jesz­cze wła­sno­ści ma­gicz­ne. W co bar­dzo wąt­pię (En­cy­klo­pe­dia Wie­dzy Ogól­nej Mor­go­na Eru­dy­ty, s. 156).

[9] Wie­lu czy­tel­ni­ków za­da­je mi py­ta­nie, skąd bie­rze się skan­da­licz­na róż­ni­ca w ce­nie mię­dzy zwy­kłym a czer­wo­nym pia­skow­cem. Otóż ist­nie­ją po temu dwie przy­czy­ny. Po pierw­sze, pia­sek nie­zbęd­ny do spo­rzą­dze­nia czer­wo­ne­go pia­skow­ca moż­na zna­leźć tyl­ko na Ogni­stych Ste­pach. Oko­li­ca jest tak od­leg­ła, kli­mat oraz ni­g­dy nie­ustę­pu­ją­cy smród siar­ki tak uciąż­li­we, że po­zy­ski­wa­nie i trans­port tych su­row­ców są nad­zwy­czaj kosz­tow­ne. Po dru­gie, czer­wo­ny pia­sko­wiec jest aku­rat mod­ny w Ulan War­ce (En­cy­klo­pe­dia Wie­dzy Ogól­nej Mor­go­na Eru­dy­ty, s. 155).

Rozdział 2

Abel pod­szedł do Ali­ce i po­ło­żył dłoń na jej dło­ni.

– Wszyst­ko w po­rząd­ku? – spy­tał. – Spra­wiasz wra­że­nie nie­obec­nej.

– Tak, wszyst­ko gra! – od­po­wie­dzia­ła, wsu­wa­jąc dłoń w jego dłoń, aby go pod­nieść na du­chu.

W rze­czy­wi­sto­ści zło­dziej­kę ogar­nął smu­tek. Od cza­su gdy przed­sta­wił im się Isiah Tot­ter­sund, nie mog­ła prze­stać my­śleć o Mau­le­onie. Ten mło­dy ra­buś ze zło­dziej­skiej gil­dii w Ulan War­ce po­słu­gi­wał się ty­tu­łem hra­bie­go Ro­che Ro­uge jako pseu­do­ni­mem, kie­dy prze­kra­dli się do sto­li­cy… Jed­nak po co mia­ła­by o tym opo­wia­dać Ablo­wi? Wie­dzia­ła, że był za­zdro­sny o Mau­le­ona, więc nie chcia­ła mu spra­wiać przy­kro­ści.

Fri­giel tym­cza­sem opo­wie­dział hra­bie­mu o ich przy­go­dach. O wy­gna­niu ma­gów do pod­ziem­ne­go pie­kła zwa­ne­go Ne­the­rem, o zbu­do­wa­nym przez nich wspa­nia­łym mie­ście, o bi­twie sto­czo­nej z ar­mią Llud­da Lawa, ob­lę­że­niu Ulan War­ki przez zom­bi-świ­nie[1] przy­wo­ła­ne przez Aska­ra Rau­ga. Wów­czas Isiah zwró­cił się do Ali­ce:

– Je­śli do­brze zro­zu­mia­łem, je­steś pani na­szą nową kró­lew­ną! – stwier­dził żar­to­bli­wym to­nem. – Pani mat­ka jest te­raz kró­lo­wą.

Zło­dziej­ka po­czu­ła, że Abel lek­ko ści­ska jej dłoń. Wie­dzia­ła, że jest z tego dum­ny. Tym­cza­sem Ali­ce wciąż nie mo­gła się przy­zwy­cza­ić do tego, że ma mat­kę ce­le­bryt­kę. Nie chcia­ła się zna­leźć w świe­tle red­sto­no­wych lamp[2]. Za­wsze cier­pia­ła z po­wo­du na­do­pie­kuń­czo­ści Abi­ga­il i oba­wia­ła się, że jako kró­lo­wa jej mat­ka znaj­dzie spo­sób, by spra­wo­wać nad nią kon­tro­lę, choć­by Ali­ce zna­la­zła się w naj­od­le­glej­szym za­kąt­ku kró­le­stwa. Wszy­scy ją trak­to­wa­li tak, jak­by od­tąd losy mat­ki i cór­ki były na za­wsze ze sobą zwią­za­ne, co Ali­ce oso­bi­ście uwa­ża­ła za za­mach na swo­ją wol­ność. Tę­sk­ni­ła za ano­ni­mo­wo­ścią, któ­rą za­pew­nia­ła jej gil­dia zło­dziei z Pu­aby. Od­kąd zno­wu spo­tka­ła swo­ją mat­kę, od­no­si­ła nie­usta­ją­ce wra­że­nie, że wró­ci­ła do punk­tu wyj­ścia.

Spró­bo­wa­ła więc zmie­nić nie­co tok roz­mo­wy:

– To praw­da. O ile jed­nak ona wy­bra­ła po­zy­cję kró­lo­wej, ja nie wy­bra­łam losu kró­lew­ny. Praw­dę mó­wiąc, wca­le jej nie za­zdrosz­czę. Już od pięć­dzie­się­ciu lat kró­le­stwo żyje bez ma­gii, a po­wrót ma­gów to de­li­kat­niej­sza spra­wa, niż ocze­ki­wa­li­śmy. Więk­szość jej pod­da­nych ni­g­dy nie mia­ła do czy­nie­nia z cza­ra­mi i to właś­nie ich po­tę­ga ma­gii szcze­gól­nie nie­po­koi.

Umil­kła i za­uwa­ży­ła, że Isiah in­ten­syw­nie jej się przy­glą­da. Miał nie­wie­le oka­zji, by sły­szeć wia­do­mo­ści ze sto­li­cy, w do­dat­ku z pierw­szej ręki.

– Na znak po­ko­ju moja mat­ka po­da­ro­wa­ła dwa za­cza­ro­wa­ne mie­cze Llud­da Lawa no­we­mu ge­ne­ra­ło­wi zjed­no­czo­nych ar­mii: De­ry­no­wi Swa­le’owi.

Do­strze­gła błysk w oku hra­bie­go na dźwięk sło­wa „za­cza­ro­wa­ne”. Abel tym­cza­sem zwie­sił gło­wę i wes­tchnął. Ali­ce po­gła­ska­ła go de­li­kat­nie po kar­ku.

– To w żad­nym ra­zie nie two­ja wina, Ablu – za­pew­ni­ła go spo­koj­nym gło­sem. – Ani też two­je­go ojca. Miecz i tak by pękł, a poza tym na­wet bez tego wy­bu­chły­by za­miesz­ki.

Abel smut­no po­ki­wał gło­wą.

– Za­miesz­ki? - pod­chwy­cił Isiah, któ­re­mu nie umy­kał ani skra­wek kon­wer­sa­cji.

– Tak – pod­jął Fri­giel. – Z oka­zji otwar­cia no­wej aka­de­mii woj­sko­wej po­świę­co­nej kształ­ce­niu za­rów­no ma­gów, jak i żoł­nie­rzy, zor­ga­ni­zo­wa­no uro­czy­sty tur­niej. Pod­czas tego tur­nie­ju De­ryn, oj­ciec Abla, skru­szył je­den z za­cza­ro­wa­nych mie­czy Llud­da Lawa. Wów­czas prze­ciw­ni­cy po­wro­tu ma­gów wy­szli na uli­ce mia­sta. Twier­dzą oni, że dys­po­nu­je­my na­szą mocą do­ży­wot­nio, pod­czas gdy żoł­nie­rze zu­peł­nie nie wie­dzą, jak wy­twa­rzać za­cza­ro­wa­ny oręż. Uwa­ża­ją więc, że na­le­ży ogra­ni­czyć wła­dzę ma­gów lub cał­ko­wi­cie za­ka­zać im sto­so­wa­nia ma­gii.

Hra­bia zmarsz­czył brwi.

– Ale co masz na my­śli, mó­wiąc o za­cza­ro­wa­nym orę­żu?

– Broń o ma­gicz­nych wła­ści­wo­ściach.

Hra­bia po­wstał.

– W ta­kim ra­zie są­dzę, że nad­szedł czas, abym wam coś wy­ja­wił.

Udał się do są­sied­niej kom­na­ty i za­raz wró­cił, ob­ju­czo­ny wiel­ką skrzy­nią.

– Kil­ka dni temu – wy­ja­śnił – do­szło do na­pa­ści na na­szą ko­pal­nię la­pis-la­zu­li. Nie­dłu­go was tam za­pro­wa­dzę. Z tego, co mi po­wie­dzia­no, miesz­kań­ców Ro­che Ro­uge na­pa­dły isto­ty no­szą­ce stro­je, ja­kich ni­g­dy w na­szej oko­li­cy nie wi­dzia­no. Nie­ste­ty, nie było mnie tam, więc tego nie wi­dzia­łem. Jed­nak kie­dy uda­łem się do ja­ski­ni, by oce­nić roz­miar do­zna­nych strat, do­ko­na­łem prze­dziw­ne­go od­kry­cia. Sami zo­bacz­cie.

Po­chy­lił się i otwo­rzył skrzy­nię. Gdy uniósł jej wie­ko, kom­na­ta roz­ja­śni­ła się błę­kit­nym bla­skiem. Za­sko­czo­na Ali­ce krzyk­nę­ła ci­cho.

– Na łeb go­le­ma! – za­klął mimo woli Abel.

Na­wet Tha­les, zwy­kle tak opa­no­wa­na, ma­chi­nal­nie po­de­szła bli­żej, by zaj­rzeć do wnę­trza skrzy­ni. Hra­bia się­gnął i wy­do­był z niej przed­miot tak dziw­ny, że Ali­ce aż się uśmiech­nę­ła na wi­dok za­chwy­co­ne­go ob­li­cza Abla.

– Ale… ale… co to jest? – zdo­łał tyl­ko wy­krztu­sić mło­dzie­niec.

Broń trzy­ma­na w dło­niach przez Isia­ha róż­ni­ła się cał­ko­wi­cie od wszyst­kie­go, co Ali­ce kie­dy­kol­wiek wi­dzia­ła. Nie­ty­po­wo dłu­ga rę­ko­jeść prze­cho­dzi­ła w aż trzy ostrza. Na ich szty­chach trza­ska­ły nie­bie­skie is­kier­ki, chwi­la­mi po­ja­wia­ły się małe bły­ska­wi­ce elek­try­zu­ją­ce po­wie­trze.

Abel pod­szedł i spy­tał hra­bie­go, czy może przyj­rzeć się temu obiek­to­wi z bli­ska. Ali­ce do­sko­na­le wie­dzia­ła, że mło­de­go Ta­ran­kań­czy­ka wca­le nie in­te­re­su­je cza­ro­dziej­ski aspekt tej bro­ni. Abel opo­wie­dział jej bo­wiem, że wi­dział ogni­sty miecz kró­la go­bli­nów z Va­rogg. Mie­cze Llud­da Lawa też były za­cza­ro­wa­ne. Jed­nak nie, Abla za­fa­scy­no­wał przede wszyst­kim trój­ząb, bo spo­tkał się z czymś ta­kim po raz pierw­szy. Wi­dząc zaś jego za­chwyt, Ali­ce przy­po­mnia­ła so­bie, co mło­dy hra­bia mó­wił im o Od­le­głych Lą­dach i gra­nicz­nym łań­cu­chu gór­skim od­dzie­la­ją­cym je od Ogni­stych Ste­pów. Czyż­by ta broń po­cho­dzi­ła z tej nie­zna­nej kra­iny?

[1] Od dłuż­sze­go cza­su pró­bo­wa­no do­ciec, jaką funk­cję peł­ni po­kaź­nych roz­mia­rów ryj, któ­ry po­sia­da­ją pig­me­ni, czy­li zom­bi-świ­nie. Ja oso­bi­ście twier­dzę, że musi od­gry­wać ja­kąś rolę w se­zo­nie go­do­wym, bo­wiem w prze­ciw­nym ra­zie był­by cał­kiem bez­u­ży­tecz­ny. Pig­me­ni mają węch za­ka­ta­rzo­nych pro­sia­ków. Z po­wo­du sko­ja­rze­nia spraw­ne­go oka z okiem roz­kła­da­ją­cym się, re­gu­lar­nie bio­rą zom­bi za swo­ich. Nie mo­gąc zdo­być po­ży­wie­nia, nie­ustan­nie cho­dzą głod­ni. Dla­te­go też uwa­ża się ich za nie­groź­nych, pod­czas gdy w rze­czy­wi­sto­ści nie są mniej groź­ni niż inni. Wręcz prze­ciw­nie! Ich prze­trwa­nie za­le­ży od po­szu­ki­wa­czy przy­gód, któ­rych na­uczo­no tłuc na oślep każ­de na­po­tka­ne po dro­dze stwo­rze­nie. Wy­star­czy więc wal­nąć któ­re­goś z nich, by się o tym prze­ko­nać. Wte­dy bo­wiem zy­sku­ją pew­ność, że mają do czy­nie­nia ze zwie­rzy­ną i cała ban­da rzu­ca się na nie­ostroż­ne­go agre­so­ra, któ­ry sta­je się jej po­sił­kiem (En­cy­klo­pe­dia Wie­dzy Ogól­nej Mor­go­na Eru­dy­ty, s. 275).

[2] Zdu­mie­wa­ją­ce po­wo­dze­nie red­sto­no­wych lamp („lamp na czer­wo­ny ka­mień”) ma bar­dzo pro­stą przy­czy­nę. Pod wodą rów­nie do­brze świe­cą la­tar­nie-dy­nie i la­tar­nie wod­ne, jed­nak w prze­ci­wień­stwie do nich lam­py red­sto­no­we moż­na zga­sić za po­mo­cą dźwi­gni. Dzię­ki temu nie trze­ba ich zdej­mo­wać ani cho­wać do ku­fra, kie­dy chce­my uło­żyć dzie­ci do snu czy na­kło­nić więź­nia do ze­znań, lub też od­wrot­nie (En­cy­klo­pe­dia Wie­dzy Ogól­nej Mor­go­na Eru­dy­ty, s. 155).

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Rozdział 21

Rozdział 22

Rozdział 23

Rozdział 24

Rozdział 25

Rozdział 26

Rozdział 27

Rozdział 28

Rozdział 29

Rozdział 30

Rozdział 31

Rozdział 32

Rozdział 33

KONIEC TOMU 1