First last night - Bianca Iosivoni - ebook

First last night ebook

Bianca Iosivoni

4,3

Opis

Tate to młoda, arogancka kujonka, która udaje, że interesuje ją tylko nauka. Trevor, wysoki, czarnowłosy i czarnooki chłopak, traktuje ją jak młodszą siostrę i cały czas próbuje się nią opiekować. Odkąd  pewnego chłodnego listopadowego wieczoru Tate i Trevor lądują w łóżku w akademiku, okazuje się, że jest im ze sobą bardzo dobrze. Oboje wiedzą, że intymne spotkanie pod wpływem nastroju chwili było błędem, a jednak wciąż bardzo ich do siebie ciągnie. Pragną to powtórzyć. Za wszelką cenę unikają ze sobą spotkań, choć myśl o drugiej osobie sprawia, że nie potrafią zaznać spokoju. Kiedy Tate próbuje dowiedzieć się więcej na temat tajemniczej śmierci swojego brata i zbiera na ten temat wszystkie możliwe informacje z różnych źródeł, okazuje się, że sprawa ma drugie dno i sytuacja robi się niebezpieczna… Do tego Trevor również kryje mroczny sekret z przeszłości… Z całych sił stara się, by nikt nie dowiedział się, że wcale nie jest takim miłym, spokojnym chłopakiem, za jakiego wszyscy go uważają…
Okazuje się, że wszystkie tropy prowadzą Tate do pewnej obskurnej piwnicy. Tam, w siłowni, odbywają się nielegalne walki. Co wspólnego miał z nimi jej brat, Jamie? I co wspólnego ma z nimi Trevor? Dlaczego za wszelką cenę próbuje powstrzymać ją od chodzenia w to miejsce? I dlaczego kiedyś walczył na tym ringu? Czy znał jej brata i czy jakimś cudem mógł przyczynić się do jego śmierci? Mroczna tajemnica zaczyna stopniowo zmieniać relacje Tate i Trevora.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 375

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,3 (228 ocen)
113
76
28
11
0

Popularność




Tytuł oryginału: Die letzte erste Nacht

Redakcja: Agata Techmańska

Korekta: Renata Kuk

Skład i łamanie: Robert Majcher

Opracowanie graficzne polskiej okładki: Magdalena Zawadzka/Aureusart

Copyright © 2018 by Bastei Lübbe AG, Köln

Copyright for the cover © www.buerosued.de

Copyright for the Polish edition © 2019 by Wydawnictwo Jaguar Sp. z o.o.

ISBN 978-83-7686-858-5

Wydanie pierwsze, Wydawnictwo Jaguar, Warszawa 2019

Adres do korespondencji:

Wydawnictwo Jaguar Sp. z o.o.

ul. Ludwika Mierosławskiego 11a

01-527 Warszawa

www.wydawnictwo-jaguar.pl

instagram.com/wydawnictwojaguar

facebook.com/wydawnictwojaguar

Wydanie pierwsze w wersji e-book

Wydawnictwo Jaguar, Warszawa 2019

Dla Yvonne.

I wszystkich Tate tego świata.

Niech nikt wam nie mówi,

jakie macie być.

Playlista

Taylor Swift – …Ready For It?

Halestorm – Heathens

Taylor Swift – I Did Something Bad

Bon Jovi – It’s My Life

Skylar Grey – Dance Without You

P. O. D. – Boom

AC/DC – T. N. T.

Lana Del Rey feat. The Weeknd – Lust For Life

Kodaline – Brother

Papa Roach – Last Resort

James Arthur – Safe Inside

The Pretty Reckless – Just Tonight

Joan Jett – Bad Reputation

Limp Bizkit – Break Stuff

Linkin Park – Bleed It Out

Fort Minor feat. Styles Of Beyond – Remember The Name

Sam Smith – Stay With Me

Halestorm feat. James Michael – Private Parts

Hollywood Undead – Undead

A Great Big World & Christina Aguilera – Say Something

Blue October – Hate Me

Little Mix – These Four Walls

X Ambassadors – Unsteady

Three Days Grace – I Hate Everything About You

Chord Overstreet – Hold On

Fergie – Big Girls Don’t Cry

Ed Sheeran – Photograph

Rozdział 1

Tate

Trevor Alvarez był zupełnie nie w moim typie. Absolutnie. Nigdy nie był i nigdy nie będzie. Nawet wtedy, gdy przechodził obok mnie tak blisko jak teraz i rzucał mi spojrzenie, którego nie mogłam rozszyfrować. Kiedy usiadł, jego zapach wciąż unosił się w powietrzu, a ja musiałam wziąć się w garść, żeby ponownie nie zaczerpnąć głęboko powietrza.

Zgoda, Trevor był atrakcyjny. Nie jak model, ale jeśli lubiło się typ tajemniczego Latino o gęstych włosach, zadbanej brodzie i oczach tak ciemnych, że zdawały się prawie czarne… Był też wysoki, miał szerokie ramiona i piękne dłonie. Tak, należałam do tych kobiet, które zwracały uwagę na kształtne dłonie o długich palcach i zbyt chętnie wyobrażały sobie, co ich właściciel mógłby im tymi dłońmi robić. I chyba odrobinę za długo wpatrywałam się w dłonie Trevora, gdy rozpakowywał swoje dokumenty i rozkładał je naprzeciwko mnie w naszym stałym miejscu w bibliotece.

Jego palce były trochę szorstkie, chociaż nie potrafiłam wyjaśnić, dlaczego. Wiedziałam tylko, że zostawiły po sobie palące uczucie mrowienia na mojej skórze, a gdy pogładził palcami moje ręce, wszystkie włoski na nich stanęły dęba. A kiedy włożył dłonie pod mój sweter…

– Idziesz czy zostajesz? – Trevor zmarszczył czoło i przeniósł wzrok z mojej spakowanej torby na mnie.

– Uroczy – wymamrotałam i zaczęłam przyglądać się jednemu z rudych pasemek w moich ciemnobrązowych włosach, wciąż demonstracyjnie stojąc przy stoliku. Moje włosy nie miały już tak jaskrawego odcienia jak przed wakacjami (wpisać na listę rzeczy do zrobienia). Właściwie miałam zamiar już sobie pójść, ponieważ można przyjąć tylko ograniczoną ilość informacji na temat różnych procedur obdukcji, zanim wybuchnie człowiekowi głowa. Ale zamiast uciekać, oparłam się dłońmi o blat stolika, nachyliłam lekko i uśmiechnęłam prowokacyjnie. – Chcesz, żebym została?

W oczach Trevora pojawił się błysk, ale już po sekundzie jego wzrok się zmienił. Natychmiast zrobił obojętną minę i próbował zachować dystans.

– Nie jestem zainteresowany.

Nachyliłam się jeszcze bardziej, aż zdecydowanie zbyt wyraźnie poczułam jego zapach. Pachniał czymś cytrusowym i odrobinę ostrym, czymś, co przywodziło mi na myśl długie noce przed kominkiem.

– Kłamca – szepnęłam.

Tego faceta tak cholernie trudno rozgryźć – a przecież wszystko mogłoby być takie proste… Zwłaszcza jeśli przestałby zgrywać mojego wybawcę. Miałam już ochroniarza w postaci starszego brata i nie potrzebowałam drugiego. Jednak Trevor nie przyjmował tego do wiadomości i przybywał z pomocą zawsze wtedy, gdy sobie tego nie życzyłam. Ale kiedy mniej lub bardziej subtelnie proponowałam mu coś innego, coś, co nie miało nic wspólnego z książkami, nauką czy opieką nade mną, stawał się ślepy, głuchy i uparty.

Pokręciłam głową i ponownie się wyprostowałam.

– W takim razie, baw się dobrze.

Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do wyjścia. Idąc przez bibliotekę, czułam na sobie jego wzrok, ale gdy przy drzwiach jeszcze raz się odwróciłam, Trevor już siedział pogrążony w lekturze.

Dupek.

Otworzyłam drzwi z większą siłą niż to konieczne i prawie znokautowałam kolegę, który właśnie chciał wejść do środka. Zignorowałam jego zakłopotany wyraz twarzy i minęłam go bez słowa, wychodząc z ciepłej biblioteki na lodowate styczniowe powietrze. Ciemne chmury zawisły na niebie i skąpały wszystko w szarym świetle, ale wiedziałam, że zaraz i tak zapadnie zmrok.

Nie lubiłam zimy. Za dużo ciemności. Za dużo wieczorów, które można było spędzić tylko w domu, za dużo czasu na rozmyślania. Żałowałam, że nie mogę zrzucić winy za mój podły nastrój na tę porę roku i w ten sposób załatwić sprawy. Jednak przestałam się oszukiwać w dniu, w którym mama, tata i ja siedzieliśmy w naszym domu na kanapie, a dwóch policjantów mówiło nam, że mój brat nie żyje.

Idąc, podciągnęłam bordowy sweter i zapięłam skórzaną kurtkę pod szyję. Wsadziłam ręce do kieszeni i przyśpieszyłam kroku. Kiedy dziś rano wychodziłam na swój pierwszy kurs w nowym roku – akurat na socjologię – zapomniałam zabrać rękawiczki i szal z wynajmowanego ze znajomymi mieszkania w akademiku. Pewnie i tak bym ich nie włożyła, ale ej, przynajmniej je miałam.

Podczas ferii zimowych spadł śnieg i chociaż dzisiaj z nieba nie leciały grube płatki białego puchu, to wszędzie było go tyle, że zmienił wszystko wokół w cudowną śnieżną krainę. A moi koledzy z powrotem zmienili się w dzieci, które zaczęły się tym śniegiem nacierać. Nie potrafiłam powstrzymać śmiechu, gdy już z daleka zobaczyłam, jak Luke i Mason tarzają się w zaspie między akademikami. Pomiędzy czterema budynkami rozstawiono stoły i ławki, które w cieplejszych miesiącach służyły bardziej do relaksu niż nauki. Teraz stały się jednak kryjówkami, a miejsce wokół nich zamieniło się w pole bitwy.

Niewzruszona wyciem i przekleństwami przeszłam obok, podniósłszy ostrzegawczo brwi, gdy Luke mnie zauważył i szybko zrobił nową śnieżkę. Nawet w czasie najsurowszej zimy i pod szarym niebem był słonecznym chłopcem o ciemnych blond włosach i zawsze w dobrym nastroju. Zamachnął się. Stanęłam i zaczęłam się w niego wpatrywać. Wyszczerzył zęby, puścił do mnie oko, zrobił półobrót i cisnął śnieżką w Masona. Ten klęczał za ławką, ale wpatrywał się w swoją komórkę i wrzasnął, gdy śnieżka trafiła go w kark.

Trafiony zatopiony.

Pokręciłam głową i poszłam dalej. Zanim jeszcze dotarłam do szklanych drzwi prowadzących do mojego akademika, zaczęło padać. Usłyszałam za sobą piski zupełnie innego rodzaju, gdy bitwa na śnieżki została zakończona i wszyscy popędzili przed siebie, chowając się do budynków. No super. Odgarnęłam z czoła mokre pasemko włosów i poszłam dalej.

Na zimnym powietrzu mój oddech zamieniał się w parę. Chciałam zapomnieć o tej całej kolacji z okazji Święta Dziękczynienia i rzucić się w wir nauki. Dokładnie tak jak Trevor, który stał przed zamkniętymi drzwiami biblioteki. Deszcz lał się na nasze głowy, podczas gdy niczym dzieci czekaliśmy przed budynkiem o ciemnych oknach, aż ktoś wpuści nas do środka. Najwyraźniej żadne z nas nie spodziewało się, że podczas świąt biblioteka będzie nieczynna.

– Masz ochotę na kawę? – spytałam i odgarnęłam mokre włosy z twarzy.

Pokiwał głową i poszliśmy do najbliższej kawiarni.

Chociaż znaliśmy się od nieco ponad dwóch lat, po raz pierwszy byliśmy sami. Bez przyjaciół. Bez książek i notatek z seminariów, na których się skupialiśmy. I żadne z nas nie było pijane. W deszczowe popołudnie w zupełnie opuszczonym kampusie…

Ktoś wpadł na mnie od tyłu. Nie zdążyłam go nawet ochrzanić, bo już zniknął w akademiku. Zagryzłam zęby i weszłam do środka razem z innymi studentami.

Miałam wrażenie, jakbym znalazła się w saunie. Nie było szansy, żebym dostała się do windy, w której panował taki ścisk i taka wilgotność powietrza jak w kolumbijskiej dżungli. Zamiast tego niechętnie zaczęłam wchodzić po schodach, ściągając kurtkę i podwijając rękawy swetra. Mimo to, gdy wreszcie dotarłam na właściwe piętro i wyjęłam kartę magnetyczną do naszego pokoju, byłam nie tylko mokra, lecz także spocona.

– Hej – przywitała mnie Elle, która właśnie wyszła ze swojego pokoju. Przewiesiła torbę przez ramię i już miała wychodzić, ale przystanęła, zmrużyła oczy i zaczęła mi się przyglądać. – Co się stało? To znaczy pomijając fakt, że wyglądasz, jakbyś kąpała się w morzu.

– Nic. – Cisnęłam torbę i kurtkę na podłogę obok sofy, otrząsnęłam się, poczłapałam do aneksu kuchennego i otworzyłam lodówkę.

– Jesteś pewna? – dopytywała Elle. – Wyglądasz na jeszcze bardziej ponurą niż zwykle zimą. A co to w ogóle ma znaczyć?

Zagotowałam się ze złości i zamknęłam lodówkę. Ale Elle jeszcze ze mną nie skończyła. Gdy ta dziewczyna zwietrzyła jakąś dobrą historię – albo zorientowała się, że któryś z jej przyjaciół ma kiepski nastrój – była jak pitbull. Tylko tego mi jeszcze brakowało. Nie.

Bez słowa wróciłam do kanapy, opadłam na nią i zaczęłam zdejmować kozaki. Były mokre, ubłocone, a w podeszwy wbiły się małe kamyczki. Jeszcze jeden powód, by nienawidzić zimy.

– Byłaś w bibliotece? – spytała Elle, odłożyła torebkę i wyjęła z szafki dwie filiżanki, jakby nigdzie się nie śpieszyła.

– Ta.

– Dużo było ludzi?

Wzruszyłam ramionami. Nie interesowało mnie, czy ludzi jest dużo, czy mało, dopóki mogłam uczyć się w spokoju i nikt mnie nie denerwował.

Rozległo się bulgotanie wody w czajniku, a Elle wsypała do filiżanek kilka łyżeczek kawy rozpuszczalnej.

– Trev pewnie też tam był, co nie?

Zagryzłam wargi, by powstrzymać się przed powiedzeniem tego, co cisnęło mi się na usta. Przez całe życie łatwo mi było zachowywać wszystko w tajemnicy. Czy chodziło o ukrycie pamiętnika w dzieciństwie, czy o to, by nie mówić rodzicom, że Jamie nocami wymykał się z domu. Zawsze trzymaliśmy się razem, tworzyliśmy jedność, dopóki… przestaliśmy ją tworzyć.

– Tate?

Odchrząknęłam i zaczęłam przyglądać się swoim paznokciom. Na skórkach i lewym kciuku miałam jeszcze resztki farby po wyjściu do sali plastycznej zeszłego wieczoru.

– Trev nadal tam siedzi i ma cały stolik dla siebie, jeśli chcesz się do niego przyłączyć.

Rzuciła mi wymowne spojrzenie. Prawda. Ta dziewczyna prześlizgnęła się jakoś przez college, odrabiając prace domowe w wieczór przed ich oddaniem i tak samo wcześnie ucząc się do egzaminów. Nie miałam pojęcia, jak ona to robi. Ja musiałam przygotowywać się do wszystkiego całymi tygodniami… Ale regularnie prowadziłam w rankingu. I tylko o to mi chodziło.

Elle postawiła na stoliku przede mną filiżankę z parującą kawą. Powąchałam ją i ze zdziwieniem stwierdziłam, że wyczuwam woń cynamonu. Oho. Najwyraźniej moja najlepsza przyjaciółka miała zamiar wytoczyć najcięższe działa. Była jedyną osobą, która wiedziała o mojej słabości do cynamonu.

Potem usiadła naprzeciwko mnie na drugiej sofie i wzięła w dłonie swoją filiżankę. Miodowoblond włosy zaplotła w elegancki gruby warkocz, który spływał jej z ramienia. Patrzyła na mnie cierpliwie swoimi zielonoszarymi oczami. Czekała.

Zaczęłam się wiercić. Elle w milczeniu piła kawę, a cisza między nami rozciągała się w nieskończoność. Do tego stopnia, że musiałam wreszcie się odezwać.

– Przespałam się z Trevorem.

No i proszę. Powiedziałam to. Słowa, które od tygodni paliły mi język, a które cały czas w sobie dusiłam. Ale po feriach zimowych widywałam się z tym facetem codziennie i cały czas prześladowały mnie wspomnienia owej nocy. A on najwyraźniej chciał o wszystkim zapomnieć.

– Słucham? – Elle niemal upuściła filiżankę. Patrzyła na mnie wielkimi oczami. – Spałaś z Trevorem? Z naszym Trevorem?

– Nie, z Trevorem gejem z drużyny koszykówki i stuletnim profesorem archeologii – mruknęłam. – Oczywiście, że z naszym Trevorem!

– W porządku. – Uniosła ręce w uspokajającym geście.

– My… Nie mam pojęcia, co nas napadło. – Oparłam filiżankę o udo, a potem znowu objęłam ją dłońmi. – To była pomyłka.

– Byliście pijani?

Wzdrygnęłam się.

– Nie…

– Och.

Westchnęłam i oparłam głowę na sofie.

– To było po Święcie Dziękczynienia. Was jeszcze nie było, a my spotkaliśmy się przed biblioteką. Była zamknięta, więc zamiast się uczyć, poszliśmy do kawiarni. A stamtąd jakimś cudem wylądowaliśmy w moim łóżku. Całkiem logiczne, prawda?

Elle spojrzał na mnie dziwnie.

– Wiedziałam, że coś jest nie tak, bo po Święcie Dziękczynienia byłaś jakaś nieswoja. Ale szczerze? Na to bym nie wpadła.

Jakimś cudem udało mi się uśmiechnąć.

– Pewnie byłaś za bardzo zajęta utrzymywaniem w tajemnicy przed światem tego, co działo się między tobą a Lukiem.

Otworzyła usta, by zaprotestować, ale zmieniła zdanie. Oblała się rumieńcem. Szybko upiła łyk kawy, ale ja i tak zauważyłam jej uśmiech.

Rzuciłam w nią małą poduszką.

– Przestań.

Nawet nie zrobiła uniku.

– Z czym?

– Być tak obrzydliwie zakochana. Najpierw Dylan i Emery, teraz ty i Luke. A Mackenzie buja w obłokach za każdym razem, gdy wraca od swojego chłopaka.

– Albo gdy on przychodzi tutaj – dodała sucho, przypominając mi, że nasza współlokatorka potrafiła hałasować nocą niemal tak bardzo, jak ja. – Dobra, ale wróćmy do tematu. To z Trevorem to była przygoda na jedną noc, prawda?

Rozumiałam ją, ostatecznie byłam znana z tego, że spotykałam się z chłopakami tylko na jedną noc. Przynajmniej dopóki nie wylądowałam w łóżku z Jacksonem z drużyny piłkarskiej, ale to już inna historia.

Westchnęłam.

Elle spojrzała na mnie pytająco.

– Gdzie tkwi problem? Z tego, co wiem, nikt się nie zorientował. Żadne z was nie zachowywało się inaczej niż zwykle.

– Problemem jest… – Odstawiłam filiżankę i zaczęłam wyginać sobie palce, a potem się roześmiałam. Nawet w moich uszach ten śmiech brzmiał dość rozpaczliwie. – Problem w tym, że było mi dobrze. Naprawdę dobrze. I że chcę to powtórzyć.

– Ahaaaa – powiedziała. – Niech zgadnę, on tego nie chce?

– Właśnie. Nie sypia z dziewczynami, z którymi się przyjaźni. Co za gentleman. – Prychnęłam pogardliwie. – Tak jakby ta zasada się sprawdziła w przypadku twoim i Luke’a… Poza tym nie jesteśmy nawet przyjaciółmi.

– To kim dla siebie jesteście?

Wzruszyłam ramionami. Na mnie i Trevora nie było żadnego określenia – przynajmniej żadnego miłego. Nasi przyjaciele mówili o nas TNT – i mieli rację… Gdy przebywaliśmy razem w jednym pomieszczeniu, w każdej chwili mogło dojść do eksplozji. Przeważnie to ja wybuchałam, bo on zawsze chciał odgrywać rycerza w lśniącej zbroi, a ja miałam ochotę skręcić mu za to kark.

Naprawdę nie musiał się tak starać. Ostatecznie nie chodziło mu przecież o to, by zrobić na mnie wrażenie – byłam nawet pewna, że ledwo toleruje moją obecność. Odwzajemniałam to uczucie. Okazało się, że jedyne miejsce, w którym się rozumieliśmy, to łóżko. Akurat tam dogadywaliśmy się rewelacyjnie.

– Gdy mówi „nie”, nie masz wyjścia i musisz to zaakceptować. Nie możesz przykuć go do łóżka i zmusić, by się z tobą przespał.

Hmm. Moje myśli same zaczęły wędrować w niedozwolonym kierunku, niestety Elle zbyt dobrze mnie znała.

Podniosła palec w ostrzegawczym geście.

– O nie, nawet o tym nie myśl!

– Psujesz całą zabawę.

Obraz, który jeszcze chwilę temu miałam przed oczami, był kuszący. Oczywiście, że nigdy nie zmusiłabym nikogo do uprawiania seksu. Ale na myśl o przykutym do łóżka Trevorze bezwiednie przygryzłam wargę.

Westchnęłam i upiłam łyk kawy. Smak cynamonu przynajmniej trochę mnie rozweselił i stał się promieniem słońca w ten pochmurny dzień.

– To nie jest tak, że chcę stałego związku – wypowiedziałam na głos moją następną myśl. – A nawet gdybym chciała, to z pewnością nie z Trevorem.

Przecież on doprowadziłby mnie do szału swoimi dyskusjami na temat tego, co powinnam, a czego nie powinnam robić. Czy naprawdę tak trudno pójść ze mną do łóżka, ale nie ładować się z buciorami w moje życie? Sypiałam z innymi chłopakami – z niektórymi nawet się zaprzyjaźniłam – i żaden z nich nie zachowywał się jak nadopiekuńczy starszy brat.

– Jakkolwiek by było – mówiłam dalej – Trevor nie ma powodu, by się tak zachowywać. To tylko seks. Gorący, szalony i fantastyczny seks. Co by się takiego stało, gdybyśmy zrobili to jeszcze raz?

– Nic – zapewniła mnie Elle i postawiła na stole pustą filiżankę. – I co masz zamiar z tym zrobić?

– Chcę tylko sprawić, żeby spojrzał na to z mojej perspektywy. A jeśli się nie uda… – Wzruszyłam ramionami i zerwałam się z miejsca. – To zawsze mogę przykuć go do łóżka.

Trevor

Przespanie się z Tate Masterson było błędem. Może nie największym w moim życiu, ale z pewnością znajdowało się w pierwszej piątce. Uświadamiałem to sobie na nowo za każdym razem, gdy się spotykaliśmy. I wiedziałem, że ona również myślała o naszej wspólnej nocy, bo nie kryła tego, że ma ochotę na powtórkę. Do której z pewnością nie dojdzie. Nawet jeśli wystarczyło jedno spojrzenie jej zielonych oczu, żebym z powrotem przypomniał sobie ten listopadowy wieczór. Wieczór, który nigdy nie powinien się wydarzyć.

Gdy oboje staliśmy w ulewie przed zamkniętymi drzwiami biblioteki i Tate spytała, czy mam ochotę na kawę, powinienem był powiedzieć „nie”. Ale wtedy wyjątkowo nie wyglądała na pewną siebie dziewczynę, która o nic nie dba. Była jakaś taka… zagubiona. Samotna.

Pokręciłem głową i spróbowałem skoncentrować się na książce. To był błąd. Błąd, który się nie powtórzy.

Gdy wiele godzin później wyszedłem z biblioteki, wmawiałem to sobie na tyle długo, by wreszcie w to uwierzyć. Śnieg i lód skrzypiały mi pod butami – chodnik został wprawdzie odśnieżony, ale od tego czasu zebrała się kolejna warstwa białego puchu. Odchyliłem głowę do tyłu. Oślepiała mnie latarnia, lecz wydawało mi się, że widzę migotanie niektórych gwiazd na nocnym niebie. Postawiłem kołnierz kurtki i ruszyłem w stronę akademika. Nie miałem pojęcia, która jest godzina. Chłód i ciemność sprawiały, że mogła być zarówno piąta po południu, jak i tuż przed północą. Jeśli jednak wziąć pod uwagę, że mijałem niewielu ludzi, a w oknach budynków paliło się bardzo mało świateł, to było już naprawdę późno.

W akademiku też nic już się nie działo. Przeszedłem przez lobby i wspiąłem się po schodach na górę. Ponieważ całe dnie spędzałem w sali wykładowej albo w bibliotece, byłem wdzięczny za to, że w ogóle mogłem się poruszać.

Stanąłem przed drzwiami do naszego mieszkania i zacząłem się modlić, żebym nie zastał żadnego z moich współlokatorów zabawiającego się ze swoją dziewczyną na sofie. Bywało tak już nie raz. A widok nagiego tyłka Luke’a na zawsze wrył mi się w pamięć. Gorsi byli tylko Emery i Dylan. Kilka dni temu, zaraz po feriach zimowych, Emery przygotowała dla niego nową niespodziankę. Niestety to właśnie na mnie spadło wiadro lodowatej wody, gdy otworzyłem drzwi. Obyś żył w ciekawych czasach.

Przekręciłem gałkę i przygotowany na wszystko, otworzyłem drzwi. Żadnej wody. Żadnej obściskującej się parki na sofie. Tylko Luke i Mason grali w najnowszą część Injustice i obrzucali się obelgami. Mason brzmiał na porządnie zakatarzonego. Najwyraźniej był tutaj już od jakiegoś czasu i jego alergia na kocią sierść zaczęła powoli dawać się we znaki.

– Hej – przywitałem się, ale oni nawet nie oderwali wzroku od telewizora, tylko kiwnęli głowami. Jeszcze w kurtce i z przewieszoną przez ramię torbą na laptop stanąłem za sofą i zaskoczony zmarszczyłem brwi. – Człowieku, Maze cię wykończy. – Poklepałem Luke’a po ramieniu, ale on natychmiast się cofnął.

– Wal się.

– Ha! – Manson radośnie machnął pięścią w powietrzu. Podwinął rękawy koszuli, tak że widać było wyraźnie tatuaż na jego lewym przedramieniu. – Oż kuźwa! – krzyknął, gdy Luke wyprowadził cios w grze.

Pokręciłem głową z rozbawieniem i poszedłem do swojego pokoju.

Ja i Luke mieszkaliśmy razem już od pierwszego semestru, chociaż wtedy jeszcze się nie znaliśmy. To było dwa i pół roku temu. Dylan dołączył do nas w ostatnim semestrze i przywiózł ze sobą zwierzę: Pieszczocha, starszą kocią damę, która teraz wstała z mojego łóżka, przeciągnęła się i patrzyła na mnie, jakby się zastanawiała, czego, u diabła, szukam w jej królestwie.

Podrapałem ją po łebku i położyłem torbę na laptop na łóżku. Ponieważ zakłóciłem jej spokój, Pieszczoch zeskoczyła z materaca i zniknęła w salonie. Jeszcze zanim zdjąłem kurtkę, usłyszałem, jak Luke klnie, a potem rozlega się głośne fukanie kotki. Z jakiegoś powodu Pieszczoch nie tolerowała mojego najlepszego kumpla. Drapała go albo w środku nocy siadała na klapie sedesu i nie chciała zejść, gdy Luke wchodził do łazienki.

– Wywalę to kocisko! – dobiegł mnie z salonu wściekły krzyk.

Mason prychnął, co zakończyło się zduszonym kaszlem.

– Masz moje błogosławieństwo.

– Dylan was zabije – skomentowałem i poszedłem do aneksu kuchennego. Tak naprawdę był to malutki kącik. Nie miałem pojęcia, jakim cudem Luke’owi udawało się przygotowywać tutaj posiłki. Jedyne, co mnie wychodziło, to pankejki, które według moich przyjaciół stały się wręcz legendą.

– Nie, jeśli nas nie zdradzisz. – Luke włączył pauzę w grze i próbował przepędzić Pieszczocha. Osiągnął tylko to, że kot pacnął go łapą.

Wyjąłem piwo z małej lodówki i usiadłem na fotelu. Nie było to idealne miejsce do oglądania telewizji, ale miałem stąd najlepszy widok na przedstawienie, jakie właśnie dawali Pieszczoch i Luke. On cały czas cofał rękę, co sprawiło, że kotka tylko bardziej go atakowała.

– Ale wiesz, że ona uważa to za zabawę? – spytałem po trzecim łyku.

– À propos zabawy. – Mason wskazał telewizor. – Może dokończymy i skopię ci tyłek, zanim wyjdę?

– Twoje niedoczekanie – odparł Luke i odpuścił kotu. Złapał pada, ale usiadł na samym skraju sofy, tak by zachować jak największą odległość od swego futrzastego wroga.

Sączyłem piwo. To będzie interesujące.

Po niecałych dwóch minutach Pieszczoch zeskoczyła z oparcia na kanapę, a stamtąd na stół. Idealnie zasłoniła telewizor i zaczęła się myć. Stłumiłem śmiech. Mason usiadł na podłodze, więc miał dobry widok na ekran telewizora, ale od kataru łzawiły mu oczy. Luke natomiast przechylał się na prawo i lewo, żeby dalej móc prowadzić walkę. Ale jego Batman nie miał szans z Harley Quinn Masona.

– No dalej… – szepnął Luke, waląc palcami w przyciski na padzie.

Pieszczoch dreptała po stole, strąciła ogonem pustą puszkę po coli. Nikt nie zareagował. Rozsiadłem się wygodniej na fotelu i obserwowałem trójkolorową kotkę, która błyskawicznie podbijała serca wszystkich – poza Lukiem. Po chwili znalazła pilot do telewizora i postanowiła trochę się nim pobawić.

– Zostaw to – ostrzegł ją Luke przez zaciśnięte zęby.

Nie posłuchała go i bawiła się dalej. Mógłbym się ruszyć i zabrać jej ten pilot, ale, szczerze? Nie chciałem zrobić sobie wroga z tego kota. Czasami potrafiła być przerażająca. Poza tym wyglądała uroczo, gdy waliła łapką w pilot i rzucała Luke’owi obojętne spojrzenia. Po chwili pilot z trzaskiem spadł na ziemię. Zacisnąłem usta, by nie wybuchnąć śmiechem, gdy Pieszczoch zabrała się do kolejnej puszki. Oczywiście był to napój energetyzujący Luke’a.

– Spadaj! – Nie odrywając wzroku od telewizora ani nie wypuszczając z ręki pada, grzbietem dłoni odsunął puszkę na bok.

Kotka podeszła do puszki i usiadła obok niej.

Mason nachylił się w stronę ekranu, na którym Harley właśnie wycierała podłogę Batmanem.

– No, kochanie, wykończ go!

Pieszczoch rzuciła Luke’owi obojętne spojrzenie i przewróciła puszkę.

– Nie! Kuźwa! Co?! – Luke zerwał się z miejsca i upuścił pad. Przegrał walkę, a do tego lepka ciecz zalała stół i kapała na dywan, podczas gdy kotka spokojnie siedziała obok i myła sobie pyszczek.

Zacząłem się śmiać. Boże, to było o wiele lepsze niż komedie w telewizji. I odwróciło moją uwagę od spotkania w bibliotece.

– Ty zołzo! – Luke z wściekłością patrzył na kotkę. Ta spojrzała mu w oczy i miauknęła niewinnie, a następnie zeskoczyła ze stołu i poszła do pokoju Dylana, gdzie znajdowało się jej miejsce do spania.

Wstałem, szczerząc zęby, odstawiłem piwo i przyniosłem rolkę papieru toaletowego, żeby zetrzeć plamę.

Luke wyrwał mi papier z ręki i warknął wściekle:

– Chcę rewanżu!

Ale Mason pokręcił głową.

– Stary, już nie dzisiaj. Muszę spadać.

Nie ma wała. Z zaczerwienionymi, błyszczącymi oczami i lejącym się z nosa katarem wyglądał, jakby miał grypę stulecia.

Kiwnąłem do niego głową.

– Wynoś się, zanim się tu przekręcisz.

Mason wstał i idąc w stronę drzwi, mamrotał coś o tabletkach na alergię. Może na urodziny powinniśmy mu kupić zapas na rok.

– Przysięgam, jeśli ta zołza zrobi coś takiego jeszcze raz… – Luke wyrzucił mokre kawałki papieru do kosza i umył ręce.

– To co? – spytałem sucho. – Wywalisz ją? Dylan się ucieszy.

Tak jakby. Z poprzedniego mieszkania musiał się wynieść właśnie z powodu kota i Luke zaproponował mu, by zamieszkał tutaj, ponieważ nasz ostatni współlokator został wyrzucony ze studiów. Wtedy jeszcze nikt się nie spodziewał, że rozpęta się tu takie piekło.

Zamiast odpowiedzieć, mruknął tylko:

– A tak w ogóle to gdzie Dylan się szwenda?

Zerknąłem na zegarek na moim nadgarstku. Szkiełko było zarysowane, a na skórzanym pasku pojawiło się już kilka pęknięć. Należał najpierw do mojego wujka, a potem do dziadka, i dopóki działał, nie widziałem powodu, dla którego miałbym kupić nowy.

– Jest po jedenastej – powiedziałem. – Jeśli nie siedzi w pracy, to pewnie jest u Emery.

Do której nigdy nie chciał zabierać Pieszczocha. Emery z pewnością nie miałaby nic przeciwko, bo z tego, co wiedziałem, kochała tego małego żarłoka, ale to uczucie nie było odwzajemnione. Od tego semestru Emery dzieliła z Masonem i jakąś stale nieobecną współlokatorką trzyosobowe mieszkanie, w którym każde miało swój pokój.

Luke przewrócił oczami, tak jakby żadna z tych opcji go nie zachwycała.

– Przysięgam, że ten kot próbuje mnie zabić – wymamrotał, gdy szedł do swojego pokoju.

– Jeszcze nie nasikała ci do łóżka! – krzyknąłem za nim. – Czyli ta jej nienawiść nie jest aż tak duża.

Luke wrócił do salonu z kilkoma płytami DVD.

– Ale moja nienawiść jest wystarczająca. Idę na górę do dziewczyn. Idziesz też?

Do Elle i Tate? Do diabła, nie. Właśnie wygoniłem tę dziewczynę z głowy, a przecież i tak będziemy się jeszcze widywać w kampusie czy na najbliższej imprezie pożegnalnej.

– Ja odpadam – odparłem i wskazałem kciukiem mój pokój. – Muszę się uczyć.

– Jakbym słyszał Tate – parsknął Luke i poklepał mnie po plecach. – No cóż, w takim razie baw się dobrze.

Zamknął za sobą drzwi i zostałem sam. Sam z kotem, który może nie będzie chciał mnie zabić, ale przede wszystkim sam z moimi myślami.

Lepiej, żebym się czymś zajął, zanim przyjdzie mi do głowy jakiś durny pomysł. Na przykład powtórzenie pewnego błędu, o którym po prostu nie potrafię przestać myśleć.

Rozdział 2

Tate

Przyszłam za wcześnie. Jak zwykle. Nie licząc dwóch czy trzech innych osób i typka, który wyglądał, jakby tutaj nocował, sala wykładowa była jeszcze pusta. Podciągnęłam kolana pod brodę, oparłam się o krawędź stołu i otworzyłam organizer. Skoro i tak musiałam czekać, aż reszta zwlecze się z łóżek, a wykładowczyni zaszczyci nas swoją obecnością, mogłam zrobić coś sensownego i dopisać kilka punktów do mojej listy rzeczy do zrobienia.

Gdy piętnaście minut później sala wreszcie była pełna, rozłożyłam wokół siebie rzeczy i skreśliłam z listy już dwa punkty. Teraz musiałam jeszcze tylko przeżyć ten dzień, ułożyć plan referatu na prawoznawstwo, napisać pracę na seminarium o medycynie sądowej i przygotować lekturę na przyszły tydzień. Literatura angielska nie była moim ulubionym przedmiotem, ale chodziła na nią połowa moich przyjaciół i łatwo było zdobyć dodatkowe punkty, więc w tym semestrze ja też się zapisałam. Chociaż moim zdaniem Szekspir kompletnie nie rozumiał życia. Ani śmierci.

– Cześć. – Elle dała mi trochę czasu, żebym zabrała swoje rzeczy z krzesła, a potem usiadła obok mnie i szeroko ziewnęła. – Błyskawicznie się dzisiaj zebrałaś.

Ołówkiem wskazałam stojący przede mną papierowy kubek, na którym widniały czerwone ślady mojej szminki, a potem wróciłam do pisania.

– A dla mnie nie kupiłaś? – Oburzenie w jej głosie było tak duże, że odwróciło się do nas kilka osób.

Nie podnosząc wzroku, podałam jej drugi kubek, który przyniosłam z kawiarni, ponieważ doskonale znałam moją najlepszą przyjaciółkę. Bez porannej dawki kofeiny była tak samo niepoczytalna jak ja. Tyle że ona nie miała ochoty mordować ludzi, którzy rano odważyli się do niej odezwać.

– Jesteś najwspanialszą, najcudowniejszą i najbardziej… – zaczęła.

Wyszczerzyłam zęby, pokręciłam głową i zamknęłam organizer.

– Źle się dzieje w państwie duńskim! – usłyszałam głos Luke’a niecałe dwie minuty później. Opadł na krzesło obok Elle i zwrócił się do mnie: – Ej, a gdzie moja kawa? Mnie też mogłaś przynieść.

– Przez chwilę nawet o tym myślałam – przyznałam. – Potem jednak przypomniałam sobie, że w przeciwieństwie do nas, macie w swoim mieszkaniu ten wspaniały ekspres. Tak więc nie, dla ciebie nie ma kawy.

Elle wykonała gest, jakby opuszczała mikrofon, a Luke się skrzywił.

– A tak w ogóle, to gdzie jest Emery? – Elle wychyliła się i zaczęła rozglądać po sali, do której wchodziło coraz więcej osób.

– Pewnie stoi jeszcze przy wspaniałym ekspresie – mruknął Luke.

Poczułam, jak drżą mi kąciki ust.

– Trafiony.

Gdy w sali zaczęło robić się ciszej i weszli ostatni spóźnialscy, przybyła również Emery. Szybko zerknęła na profesor Spears i odetchnęła z ulgą, zobaczywszy, że wykładowczyni stoi do niej tyłem.

– Ładny kolor – powiedziałam na powitanie i wskazałam ołówkiem jej włosy. Emery miała ciemną karnację i włosy w kolorze platynowego blondu, więc i tak się wyróżniała, ale mimo to zawsze farbowała końcówki – tym razem wybrała jaskrawy błękit, pasujący do pory roku.

– Dzięki. – Uśmiechnęła się i usiadła obok mnie po tym, jak sprzątnęłam swoje rzeczy z jej krzesła. – Koniecznie chciałam spróbować z czerwienią, ale ostatnio stała się ona kolorem Tate.

Owinęłam kosmyk wokół palca i przez chwilę mu się przyglądałam. Po tym, jak poprzedniego wieczoru wreszcie ufarbowałam włosy, czerwone pasemka bardzo się wyróżniały na ciemnobrązowym tle. W ostatnich latach miałam na głowie kolor fioletowy, niebieski i zielony, zawsze jednak wracałam do czerwieni. Może dlatego, że było to dość agresywne zestawienie, które trzymało wszystkich idiotów z dala ode mnie.

Nie widziałam Emery od czasu naszej świątecznej wycieczki w góry, chociaż nowy semestr zaczął się już przed kilkoma dniami. Nie miałyśmy jednak zbyt dużo wspólnych zajęć, w poniedziałek nie było jej na literaturze angielskiej, a ja dwa razy opuściłam wspólny obiad. Przy innych okazjach też jej nie było. Ale dzisiaj, w czwartek, kiedy tak jak wszyscy powinna być zmęczona po całym tygodniu na uczelni, wyglądała na wypoczętą. Najwyraźniej czas spędzony z rodziną w Montanie dobrze jej zrobił mimo to, co wydarzyło się w ostatnim roku akademickim.

Emery patrzyła to na mnie, to na resztę.

– Było coś zadane?

Elle już otworzyła usta, by odpowiedzieć, jednak ja byłam szybsza. Podsunęłam jej moje notatki. Czytałam ten tekst już tyle razy, że znałam swoje argumenty i interpretacje na pamięć.

– Wow, dzięki. – Emery zrobiła sceptyczną minę i zaczęła przeglądać papiery. – Czym sobie na to zasłużyłam? Czyżby było jakieś święto? Masz urodziny?

Elle i Luke również wpatrywali się we mnie tak, jakbym oznajmiła, że przez resztę semestru będę chodzić na wagary. Ta, jasne.

Przewróciłam oczami.

– Siedź cicho albo ci to zabiorę.

Emery natychmiast zacisnęła usta i chwyciła długopis, żeby zrobić zkilka notatek. Mądra dziewczyna. Kiedy profesor Spears rozpoczęła wykład, Emery przesunęła kartki w moją stronę i uśmiechnęła się do mnie konspiratorsko.

Przez kolejną godzinę rozmawialiśmy o Hamlecie, przy czym dyskusja szybko zeszła na gender studies. Niechęć Hamleta do kobiet była tylko jednym z wielu powodów, przez które nie podobało mi się to dzieło. Logiczne było więc, że miałam ochotę zniszczyć tę postać i jej motywacje. Zwłaszcza że jakiś student idiota uważał, że może przedstawić nam wszystkie swoje seksistowskie poglądy.

– Serio?! – krzyknęłam przez całą salę, jeszcze zanim skończył. – Czyli naprawdę uważasz, że śmierć Ofelii nie jest wynikiem patriarchalnego ucisku? Czytałeś to w ogóle czy tylko zerknąłeś do opracowania? Przez całe swoje życie Ofelia była wykorzystywana przez wszystkich mężczyzn do ich własnych egoistycznych celów i musiała być im posłuszna. Jakim więc cudem jej śmierć nie jest tego skutkiem?

Moją tyradę przerwał głośny pomruk. Podniosłam z blatu wibrującą komórkę i wyłączyłam dźwięk. Dopiero gdy zerknęłam na wykładowczynię, która po moim małym wybuchu bardzo starała się skierować dyskusję na właściwe tory, przeczytałam wiadomość.

Możliwe, że coś dla ciebie mam.

Żadnego imienia, żadnych szczegółów, tylko to jedno zdanie. Ale to wystarczyło, by moje tętno błyskawicznie przyśpieszyło. Wstukałam krótką odpowiedź i schowałam telefon do kieszeni.

Nagle pożałowałam, że w ogóle przyszłam na te zajęcia, nawet jeśli dzięki nim mogłam zdobyć punkty, których tak bardzo potrzebowałam. Zmieniałam przedmioty uzupełniające częściej, niż było dozwolone, ale kierownictwo studiów miało na mnie oko, a nawet dwa. Jeden jedyny raz zagrałam kartą „Martwy Brat” i odwołałam się do czyjegoś współczucia. Oczywiście miałam potem ogromne wyrzuty sumienia. Nawet jeśli wziąć pod uwagę rewelacyjne wyniki na wszystkich pozostałych seminariach, nie było powodu, dla którego miałam otrzymać pozwolenie na kolejną zmianę. Zwłaszcza że żona rektora uczyła w mojej szkole średniej i dobrze mnie znała. Tak samo jak Jamiego.

Zorientowałam się, że gniotę kartkę z notesu, dopiero gdy usłyszałam szelest papieru. Elle zerknęła na mnie z irytacją, ja jednak zignorowałam jej spojrzenie, wygładziłam kartkę i wróciłam do pisania. Na stole przede mną stał mój laptop, ale należałam do osób, które musiały mieć zajęte ręce, żeby móc jasno myśleć. Zawsze albo trzymałam pędzel w sali plastycznej, albo zakreślałam markerem najważniejsze fragmenty w książce, albo składałam serwetki czy papierki po cukierkach. W szkole średniej chodziłam nawet na zajęcia z origami, ale te instrukcje, usypiający głos nauczycielki i ponura muzyka relaksacyjna doprowadzały mnie do szału.

Zmarszczyłam czoło, zerknęłam na wiszący nad drzwiami zegar i westchnęłam. To było śmieszne. Dyskusja toczyła się tylko w kręgu kilku osób i nikt nie potrafił przedstawić mi żadnych poważnych argumentów. Żałowałam, że w ogóle się wtrąciłam, pewnie wymsknęłoby mi się kilka obelg i przekleństw, a przecież i tak miałam dostatecznie dużo pracy, nie potrzebowałam karnych zadań od profesor Spears tylko dlatego, że podpadłam jej już na samym początku semestru.

– Ale ty przecież wiesz, że to nie jest realistyczne przedstawienie? – szepnęła po chwili Elle. Kiwnęłam głową i wskazałam rysunek, który nabazgrałam obok notatek.

– Kto tak mówi? – Popukałam długopisem w postać Hamleta, który właśnie wbijał rapier, na którym znajdowali się już Poloniusz i Ofelia, w Laertesa. – Poza tym cała ta historia nie jest realistyczna.

Już nabrała powietrza, aby zacząć wykład na temat znaczenia tego dzieła w historii literatury, jednak dzisiaj wyjątkowo miałam szczęście. Bo dokładnie w tej chwili profesor Spears wywołała nazwisko Elle, żeby odpowiedziała na zadane pytanie.

Zacisnęłam usta, żeby powstrzymać uśmiech, i spokojnie malowałam dalej. Gdy tylko profesor znalazła sobie inną ofiarę, Elle kopnęła mnie pod stołem. Wzdrygnęłam się i wyszczerzyłam zęby.

Po zajęciach się pożegnaliśmy, bo każdy szedł na inny wykład do innego budynku. Przeżyłam jakoś przedpołudnie, jednak cały czas myślałam o tej wiadomości. Zaproponowałam czas i miejsce spotkania, ale minęła wieczność, zanim wreszcie nadeszło południe i skończyłam zajęcia z psychologii. Podczas gdy wszyscy ruszyli w stronę stołówki albo poszli do miasta coś zjeść, ja napisałam krótką wiadomość do swojej współlokatorki, a potem pobiegłam przez kampus w stronę stadionu.

Oszroniona trawa skrzypiała pod moimi stopami. Owinęłam się ciaśniej czarnym szalem, żeby zasłaniał również brodę. Może włożenie spodni z dziurami na kolanach i udach nie było dzisiaj najlepszym pomysłem, bo potwornie zmarzłam, chociaż włożyłam pod spód rajstopy. Mój oddech zamieniał się w parę. Wreszcie przystanęłam.

W pobliżu trybun nikogo nie było. O tej porze roku drużyna trenowała w hali, więc stadion był opuszczony, ale za kilka dni miały się zacząć playoffy. Do tego czasu jednak panował tutaj idealny spokój.

Nagle z cienia przede mną wyłoniła się wysportowana postać.

Dostatecznie wysoka, by być koszykarzem, pozbawiona jednak niezbędnej muskulatury. Thomas pracował z Elle w gazecie uniwersyteckiej i z tego, co wiedziałam, uważał, że ma przed sobą wielką karierę dziennikarską. Moim zdaniem artykuły Thomasa nie były jakoś wyjątkowo dobrze napisane, był jednak mistrzem w wynajdowaniu informacji i dowiadywaniu się o skandalach. I właśnie dlatego zagadałam do niego jeszcze przed feriami i dałam mu to zlecenie.

Nie ruszyłam się z miejsca i skrzyżowałam ręce na piersi, żeby nie dać po sobie poznać, jak ważne mogły być dla mnie uzyskane przez niego informacje.

– Co dla mnie masz?

– Najpierw kasa. – Rozejrzał się wokół, tak jakby się bał, że zaraz ktoś go aresztuje. Z trudem powstrzymałam się przed prychnięciem. Ten facet był najgorszym tajnym handlarzem informacjami w historii.

Sięgnęłam do kieszeni spodni i wyjęłam pognieciony banknot pięćdziesięciodolarowy. Jednak gdy Thomas wyciągnął rękę, schowałam go z powrotem.

– Najpierw informacje.

Patrzyliśmy sobie w oczy przez całe dwie sekundy, potem kiwnął głową. Zaskoczona uniosłam brwi. Przebiegły i nieugięty dziennikarz, który zeszłego lata doprowadził do tego, że cała drużyna piłkarska została oskarżona o doping, bał się jakiejś dziewczyny? To byłoby niemalże urocze. Gdyby nie było takie żałosne.

– Proszę – wyjął z kieszeni kurtki niepozorny czarny pendrive.

Zmrużyłam oczy.

– Skąd mam wiedzieć, że te informacje są warte moich pieniędzy?

– Teraz się tego nie dowiesz. Albo bierzesz, albo nie.

Co za ciul. Odkrył moją słabą stronę i właśnie ją wykorzystuje. No cóż, przynajmniej zasłużył na odrobinę szacunku z mojej strony.

– Jeśli o mnie chodzi… Nieważne. – Wyjęłam pieniądze z kieszeni i wymieniłam je na pendrive. Tym razem to ja rozejrzałam się wokół, ale nikogo nie zauważyłam. Ulicą przejeżdżało kilka samochodów, to wszystko. Gdzieś w oddali dostrzegłam biegacza. Nikt nie zwracał na nas uwagi.

– Dziękuję. – Thomas rozwinął banknot, wygładził go kilka razy, a potem schował do portfela. – Miło było robić z tobą interesy.

Przewróciłam oczami.

– Tak, tak. – Zostawiłam go, nie zastanawiając się, czy ma jeszcze coś do powiedzenia. Jedynym, co mnie interesowało, były informacje na pendrivie.

Trevor

Gdy pod pachą miałem dwie książki, a w dłoniach trzymałem tacę pełną jedzenia, telefon w moich spodniach zaczął wibrować.

– Hej, stary. – Mason odsunął trochę w bok swoje krzesło, żeby zrobić mi miejsce przy stoliku.

– Dzięki. – Położyłem tacę obok książki, a torbę z laptopem rzuciłem na krzesło i wyjąłem telefon. Zerknąłem na ekran i poczułem, że robi mi się ciepło na sercu. Jak zwykle miała najlepsze wyczucie czasu, ale i tak odebrałem, odszedłem kilka kroków i powiedziałem:

– ¡Hola, mi hermanita!

W odpowiedzi usłyszałem śmiech, a potem przeciągłe:

– Trevooor!

Uśmiechnąłem się, idąc jednocześnie do najbliższego wyjścia. Tutaj było za głośno, żebym mógł spokojnie porozmawiać z młodszą siostrą. Poza tym wiedziałem, że jak zwykle będzie to długa rozmowa.

– Co tam nowego, mała? – Kopnąłem drzwi i wyszedłem na zewnątrz. Natychmiast poczułem na ciele gęsią skórkę. Mój oddech zaczął zamieniać się w parę, do nosa wdarł się zapach papierosów. Na mrozie stało kilku opatulonych palaczy.

– Ano, powoli.

Mówiła tak szybko, że nie nadążałem. Opowiadała o szkole, o tym, co robiły jej przyjaciółki, jakich idiotów miała na roku, co przerabiali na jej ulubionych i najbardziej znienawidzonych zajęciach. To, czego godzinami uczyłem się w bibliotece, było niczym w porównaniu z zalewem informacji od mojej siostry. Już minucie kręciło mi się w głowie.

– Ale co powiedział Pablo do Celine, która potem opowiedziała o tym Marii?

– Nie Celine! – niemalże mi przerwała. – Pablo powiedział Steve’owi, że Celine twierdziła, że Maria jej opowiedziała, że pani Johnson powiedziała na koniec roku, że musimy zrobić oba zadania pod rozdziałem. Ale poza nią nikt tego nie słyszał, czyli w sumie to nie mamy nic zadane, prawda?

Podrapałem się po czole, bo naprawdę nie miałem pojęcia, kto komu i co powiedział. Ani jak ja powinienem na to zareagować.

– Ale mimo to zrobisz te zadania?

Prychnęła.

– Trev, już dawno je zrobiłam.

Tak, zdecydowanie byliśmy ze sobą spokrewnieni. Właśnie miałem to powiedzieć, kiedy w tle rozległ się głos naszej matki. Po chwili Ana szybko się ze mną pożegnała. Usłyszałem krótkie trzaski, a potem:

– Trevor?

– Cześć, mamo. – Uśmiechnąłem się na dźwięk jej głosu.

– Trevor! – I rozpoczął się potok słów, tak jak u mojej siostry, wszystko na jednym wydechu. Może właśnie dlatego przeważnie milczę? W moim rodzinnym domu trudno było dojść do słowa. Tata też niewiele mówił, bo z mamą i Aną nikt nie miał szans. Ale to było w porządku. Przecież nie chciały źle, a mama po prostu była pełna energii i nadopiekuńcza. Gdy Luke przyjechał do mnie na któreś Święto Dziękczynienia, nakładała mu na talerz trzy razy, chociaż już po drugim podziękował, bo był najedzony. Ale jej zdaniem on – biedny chłopak – wyglądał na zagłodzonego. Poza tym naprawdę nie można było jej nic zarzucić.

– Dotarłeś bezpiecznie do Huntington, prawda?

Kiwnąłem głową, chociaż zadała mi to pytanie już na początku tygodnia. Ale odkąd Ana Lucia poszła do szkoły średniej i stawała się coraz bardziej samodzielna, częściej rozmawialiśmy przez telefon. Wyglądało to tak, jakby mama bała się, że jej najmłodsze dziecko również wkrótce wyfrunie z gniazda, dlatego starała się spędzać z nami jak najwięcej czasu.

– Jadłeś już coś dzisiaj? – spytała. Zanim zdołałem odpowiedzieć, już mówiła dalej: – ¡Dios mío! Przecież to pora obiadu! Czy Ana Lucia przerwała ci posiłek? A może nadal jesteś w bibliotece? Chłopcze, przecież ciągle ci powtarzam, że spędzasz tam za dużo czasu i że nie powinieneś tyle ślęczeć nad książkami. Musisz cieszyć się życiem, znaleźć sobie dziewczynę, ożenić się z nią i uczynić szczęśliwych dziadków ze mnie i z ojca. Och, tak, wiem, wiem, twoje studia są bardzo ważne. Obiecaj mi tylko, że nie będziesz uczył się cały czas i pamiętał o jedzeniu, dobrze?

Z trudem powstrzymałem się od śmiechu.

– Tak jest, pani generał.

– Jesteś dobrym chłopcem. Och, Trevorze, nigdy się o ciebie nie martwiłam. Zawsze wiedziałam, że wyrośniesz na dobrego człowieka.

Nagle poczułem w piersi tępy ból. Przypomniała mi się czarna plama na mojej przeszłości, o której nie mieli pojęcia nawet rodzice. Złamałoby im to serca i byliby mną bardzo rozczarowani. Mną. I pewnie by tego nie wytrzymali.

– Ale twoja siostra? – ciągnęła dalej mama. – Jest jeszcze taka młoda i wrażliwa. Tak bardzo się martwię, jak pójdzie jej w nowej szkole i jak to będzie, kiedy zacznie interesować się chłopcami, zrobi sobie kolczyk w nosie i… – nagle przerwała.

– Mamo – powiedziałem łagodnie, tak jak za każdym razem, gdy zaczynał się nowy rok szkolny. – Da sobie radę. Przecież to twoja córka. Możesz martwić się o cały świat, ale nie o Anę.

Zaczęła się śmiać.

– Och, z was obojga są niezłe numerki! Ale ja najlepiej wiem, jacy jesteście wspaniali. Pokażecie to wszystkim. Jestem waszą matką i moim zadaniem jest martwić się o was.

– Wiem, mamo.

– Dobrze. A teraz idź coś zjeść, żebyś nie schudł. Bo w święta byłeś o wiele za chudy. Naprawdę nie wiem, co oni wam tam dają do jedzenia. Gdybym ja tam była, z pewnością zmieniłabym całe menu stołówki i dopilnowała, żebyście się porządnie odżywiali. Macie tyle pracy, potrzebujecie odpowiednich posiłków i…

– Na razie, mamo.

– Och, na razie! I pilnuj, żebyś nie…

– Wiem, żebym nie spędzał całego czasu w bibliotece.

Mama brzmiała tak jak moi przyjaciele. Tyle że oni już dawno przestali próbować wyciągnąć mnie z biblioteki. Ale mama tak łatwo się nie poddawała.

Pożegnaliśmy się, schowałem telefon do kieszeni spodni i wszedłem do budynku. Teraz panował w nim jeszcze większy hałas, a w powietrzu unosiły się zapachy jedzenia. Za to było o wiele cieplej niż na zewnątrz.

Gdy wróciłem do stołu, moje frytki zniknęły i wszyscy zachowywali się tak, jakby nic się nie stało. Oczywiście. Pokręciłem głową, położyłem książki i laptop na podłodze i usiadłem. Rzadko się zdarzało, żebyśmy byli na obiedzie wszyscy razem, bo każde z nas miało zupełnie inny plan zajęć. Dylan, Luke i ja często szliśmy w południe na zajęcia sportowe, Elle chodziła na spotkania w redakcji, a Mason miał próbę w zespole. Dzisiaj jednak wyglądało na to, że przybyli wszyscy. No, prawie.

Mason chyba pomyślał o tym samym, bo zaczął rozglądać się po stołówce.

– Czyżbyśmy zgubili Tate?

Wgryzłem się w burgera i spojrzałem tam, gdzie on. Stołówka była pełna, wokół roiło się od ludzi, a od głośnych rozmów zaczynała boleć mnie głowa. Ale Tate nigdzie nie było widać.

– Już dzisiaj rano, po literaturze angielskiej. – Elle wepchnęła kilka frytek do ust i popiła je colą. Gdy Luke chciał jej ukraść frytkę, walnęła go w palce. – Napisała mi, że nie jest głodna.

Mason prawie się udławił.

– Ale przecież dzisiaj są burgery! Nikt dobrowolnie z nich nie rezygnuje.

– Dylana też nie ma – przypomniała Emery i wzięła z talerza Masona plasterek ogórka.

Mason prychnął.

– Dylan także jest pracoholikiem. A tak szczerze, czy ten człowiek w ogóle sypia?

– Nie przy mnie. – Uśmiechnęła się znacząco.

Na twarzy Masona pojawił się grymas obrzydzenia.

– Za dużo informacji.

Wzruszyła ramionami.

– Poza tym, jeśli Dylan jest pracoholikiem, to jak nazwać Tate?

– Maszyną – odparł natychmiast Luke i ukradł kilka frytek Elle, która akurat patrzyła na swój telefon.

Ja się tylko uśmiechnąłem i skupiłem na swoim burgerze. Tak naprawdę to cała nasza trójka, czyli Dylan, Tate i ja, uchodziliśmy za pracoholików, przy czym u Dylana rozciągało się to na dorywczą pracę w klinice weterynaryjnej, u Tate na sesje nauczania, do których przed egzaminami zmuszała wszystkich pozostałych, a u mnie… no cóż, ja uwielbiałem bibliotekę. Mama miała rację. Pomijając jednak to, że zawsze miałem mnóstwo pracy, bo w każdym semestrze chodziłem na dodatkowe kursy, musiałem też zbierać punkty, bo warunkiem otrzymywania stypendium była ich wysoka liczba. A ponieważ chciałem tutaj zostać i ukończyć naukę, bardzo się starałem.

Chociaż była dopiero połowa stycznia, rozmawialiśmy już o wiosennej przerwie w marcu. W ostatnim roku wszyscy pojechaliśmy na biwak, a w jeszcze poprzednim roku Mason, Luke, ja i kilku innych chłopaków z Cross Country postanowiliśmy zorganizować imprezę typową dla ferii wiosennych. Z pewnością było rewelacyjnie, ale niestety prawie nic z tego nie pamiętam.

– Jeśli chcesz pojechać do Meksyku i dobrze się bawić… – W głosie Elle pojawiła się ostrzegawcza nutka.

Ale Luke wyszczerzył zęby i objął ją.

– Wykreśliłem to już z listy rzeczy do zrobienia przed śmiercią. Poza tym, co ja bym robił z tymi wszystkimi laskami, skoro mogę być tutaj i… – jego głos zrobił się głęboki i uwodzicielski – i… patrzeć, jak Dymery co chwila robią sobie głupie żarty?

Jeśli ktokolwiek spodziewał się po tym chłopaku romantycznych wyznań, to bardzo się mylił. Elle również chyba na to nie liczyła, bo od razu wybuchła śmiechem.

– Racja – potwierdziła i wskazała Emery. – Wy dwoje to najlepsza możliwa rozrywka. A tak właściwie to czyja teraz kolej?

Emery pokręciła głową w zamyśleniu.

– Dylana. Ale to trwa tak długo, że doprowadza mnie do szaleństwa. Może muszę mu o tym przypomnieć…

– Jeśli to oznacza, że znowu chcesz nalać wody do wiadra i… – zacząłem ostrzegawczo i odkręciłem butelkę. – To sobie odpuść.

Oblała się rumieńcem i uniosła ręce w przepraszającym geście.

– Naprawdę nie wiedziałam, że wrócisz do domu przed Dylanem. Myślałam, że będziesz siedział w bibliotece jeszcze przez kilka godzin!

I tak by właśnie było, gdyby tego dnia Tate nie postanowiła uczyć się w bibliotece. Przy tym samym stoliku. Od owego pamiętnego listopadowego wieczora robiłem, co mogłem, by jej tam nie spotkać. Albo dopasowywałem moje pobyty w bibliotece do jej planu zajęć, albo w ostatniej chwili odwracałem się na pięcie, gdy widziałem ją przy naszym stoliku. Kiedy jednak przyszła tamtego dnia, nie mogłem tak po prostu wstać i wyjść, zacisnąłem więc zęby i zostałem – przynajmniej na tyle długo, żeby moje wyjście nie zostało odebrane jak ucieczka.

Nie byłem z tego dumny. Nie byłem dumny z braku panowania nad sobą, a przede wszystkim z tego, że każde jej spojrzenie przypominało mi tamten cholerny wieczór. A przecież to było już tak dawno temu, że powinienem o tym zapomnieć. Tyle że Tate najwyraźniej nie chciała zapominać. Wręcz przeciwnie. Zachowywała się tak, jakby wykorzystywała każdą okazję, by mi przypomnieć o tej nocy. Spojrzeniami, słowami, wieloznacznymi propozycjami – wszystko to ignorowałem.

– Jasne – mruknąłem oschle i napiłem się coli.

– Jak zawsze – odezwał się Luke, który w końcu zabrał Elle całą miseczkę z frytkami – chcę przy tym być. Tak jak wtedy, gdy na ostatni Halloween zafundowałaś mu jaskrawozielone włosy. To było niezłe, Em.

Wyszczerzyła zęby i udała, że się kłania.

Gdy chwilę później zabraliśmy się do sprzątania, Tate wciąż nie było. Najwyraźniej rzeczywiście zrezygnowała z obiadu. Zerknąłem na drugi burger na mojej tacy, którego miałem zachować sobie na później, i westchnąłem.

Kiedy znalazłem się przed ceglanym budynkiem, w którym odbywały się zajęcia z plastyki, przystanąłem. Zawahałem się. A potem sam siebie przekląłem. To nie było nic wielkiego. Tylko przyjaciel, który troszczy się o przyjaciółkę. Nic takiego.

Nie chcąc już dłużej tkwić na mrozie, otworzyłem drzwi i wszedłem do holu. Wystarczyło, że tylko raz spytałem o drogę do sal plastycznych i niemal od razu znalazłem odpowiednie miejsce. I Tate. Zamiast jednak podejść do niej albo chociaż w jakiś sposób zdradzić swoją obecność, stanąłem w drzwiach.

Dziwnie było obserwować Tate stojącą przed sztalugą, z pędzlem w dłoni, z uwalanymi farbą palcami, zamiast ślęczącą nad książkami i zaznaczającą ważne fragmenty karteczkami czy pisakami. Albo na imprezie, na której cały czas tańczyła. I piła. Ale tutaj?

Rozpoznawałem jej profil tylko dlatego, że stała do mnie bokiem, co umożliwiało mi również zerknięcie na obraz, nad którym właśnie pracowała. Długie włosy zwinęła w kok, na policzku miała ślad po czerwonej farbie. Ściągnęła brwi i mocno się koncentrowała.

Oparłem się ramieniem o futrynę.

Tate nie była piękna. Nie w klasycznym sensie. Była uparta, złośliwa i nie obchodziło jej, co inni o niej myślą. W najlepszym razie mogłaby po prostu zaskoczyć otoczenie. I właśnie to wyrażała wyglądem, doborem ubrań i całą swoją osobowością. Dzikie, ciemnobrązowe włosy, sięgające do połowy uda, z pasemkami w kolorze jaskrawej czerwieni, które przyciągały spojrzenia wszystkich wokół. Ciemny makijaż, pasujący do przeważnie czarnych ubrań. A gdy zakładała coś kolorowego, z reguły to zakrywała. Chyba że było to coś o agresywnym odcieniu czerwieni. Nie lubiła biżuterii, pomijając srebrne pierścionki i skórzane rzemienie na szyi i nadgarstkach.

Przez wielkie okna wpadało szare światło dnia. W tle leciał jakiś rockowy utwór, który wydawał mi się znajomy, chociaż nie kojarzyłem ani wykonawcy, ani tytułu. W przeciwieństwie do Masona nie byłem chodzącą encyklopedią muzyki.

Zauważyła mnie dopiero, gdy się odwróciła, żeby zmieszać kilka farb. Otworzyła szerzej oczy z zaskoczenia i zamrugała raz i drugi, tak jakby chciała się upewnić, że rzeczywiście tam stałem i nie byłem wytworem jej wyobraźni. Nie, żebym wziął jej to za złe. Ta sytuacja była bardziej niż wyjątkowa, ostatecznie jeszcze nigdy nie byłem w sali plastycznej. Pomijając już fakt, że nigdy nie przyniosłem jej jedzenia.

– Cześć. – Kiwnąłem głową. – Mam coś dla ciebie. – Jakby dla potwierdzenia wyciągnąłem przed siebie zapakowany burger.

Zmrużyła oczy, a potem spojrzała nieufnie na jedzenie w mojej ręce i znowu na mnie.

– Elle ci kazała?

– Nie. – Powoli wszedłem do sali i położyłem paczuszkę w jedynym wolnym miejscu między dwoma pędzlami i szklanką z wodą. – Nie było cię na obiedzie, a przecież masz zajęcia przez cały dzień. Kiedyś wreszcie zgłodniejesz.

Kąciki jej ust delikatnie się uniosły.

– Ach, doprawdy…?

Odchrząknąłem.