Wydawca: Bartek Biedrzycki Kategoria: Fantastyka i sci-fi Język: polski Rok wydania: 2018

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 385 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Fenix Antologia 3/2018 - zespół

Nowy Fenix Antologia zawiera porcję opowiadań i krytyki, krótkie komiksy i blok publicystyczny poświęcony Ursuli K. Le Guin. Prócz materiałów z wersji papierowej zawiera także rozszerzoną publicystykę i sekcję opowiadań zagranicznych.

Zawartość letniego Fenixa Antologii w wersji elektronicznej:

Proza polska

Radek Rak - Czarne światy
Dominika Węcławek - Na żywo z F300
Adam Pietrasiewicz - Ostatnie zlecenie
Jan Maszczyszyn - Wnetstąpienie
Radek Rak - Oswoić noc
Marta Kładź-Kocot - Wyspa okrutnych snów

Proza zagraniczna

Dave Hutchinson – Wyniosłe maszyny

Publicystyka

Marek Oramus - O podobieństwach i zbieżnościach pomiędzy filmem „Matrix” Andy’ego i Larry’ego Wachowskich a twórczością Adama Wiśniewskiego-Snerga
Paweł Komosa - Europa i Anglicy, rozmowa z Dave’m Hutchinsonem
Marek Oramus - Piąte piwo - Pierścień Warszawa

Blok publicystyczny o Ursuli K. le Guin

Krzysztof Sokołowski - Ursula Le Guin, 1929 - ∞
Sebastian Uznański - Psycholog na wyspach
Maciej Szraj - Labirynt Le Guin
Paweł Komosa - Tkaczka opowieści

Opinie o ebooku Fenix Antologia 3/2018 - zespół

Fragment ebooka Fenix Antologia 3/2018 - zespół

Radek Rak: „Czarne światy”.

NASZ WIECZNY ŚWIAT

Babcia jest młoda i to jej cały świat. Tutaj pole Matejów, tu Błaszczyków, tam sad Foksów, tam miasto,

tam pański las. Wtedy spoglądam na świat jej oczami, patrzę na horyzont ze wszystkich stron zamknięty

wzgórzami, w niskie spękane niebo i zastanawiam się, czy poza tymi smętnymi górami jest jakiś świat.

Może niebo spada na świat kilka, kilkanaście kilometrów stąd i nie ma innych miast, innych wsi, innych

ludzi, nie ma nic prócz tego, co widać? Żadnych Tarnowów czy Krakowów, żadnych Wiedniów czy

Rzymów. Wszystko to wymyślili sobie ludzie. Tak stoimy we dwoje, babcia i ja, na tej górze, wielkiej

górze, z której widać cały świat.

Dominika Węcławek: „Reportaż z pierwszej misji statku rozpoznawczego F300”.

KOSMOS KAŻDY NOSI W SOBIE.

– Pani patrzy, piąty zderzacz pięknie nam tutaj wszystko napędza. O taką technologię walczyliśmy – rzuca

Wiess, po czym dodaje teatralnie: – Chociaż… Chociaż…! – zaczyna wymachiwać palcem wskazującym

tak, jakby chciał zganić dziecko i konkluduje: – Ja tam technologiom nie ufam. No co? Bawi to panią…

Jasne. Siedzimy w jamie nafutrowanej komputerowym szpejem, ale ja pani coś powiem, tak od serca, my

tu pozyskujemy, przetwarzamy, magazynujemy tę energię, ale ja, to, proszę pani, ja to bym wszystko

zamienił na motyczkę. I uprawiał pomidorki.

Adam Pietrasiewicz: „Ostatnie zlecenie”.

PODRÓŻE W CZASIE. TAK PO PROSTU.

Ja wolę mojego TANFOGLIO STOCK III. Umiem z niego strzelać. Umiem strzelać od dziecka, gdyż tata był

zwariowany na punkcie broni palnej (jak się okazało, nie tylko), a mama nie miała nic przeciwko temu.

Uważała, że przynajmniej ma jakieś zajęcie. Jedni chodzą na ryby, inni chodzą na strzelnicę i czyszczą

broń w piwnicy – mówiła. Tylko że z wędki nie da się zabić żony, jak człowiekowi odbije. Ale pewnie

gdyby mama miała coś przeciwko temu, to by i tak niczego nie zmieniło, bo tata broń kochał chyba tak

samo jak mamę. Znaczy się dopóki nie zwariował i jej nie zastrzelił. Potem strzelił sobie w łeb, a mnie

zostawił kartkę, na której napisał, że mu przykro, ale czasami tak bywa, i żebym dobrze schował pistolety,

bo jak przyjdzie policja, to wszystko zarekwirują, a byłoby żal. Schowałem. Policja przyszła, pistolet, z

którego tata zabił mamę i strzelił sobie w łeb, zarekwirowała. Rzeczywiście nigdy mi go nie oddali.

Powiedzieli, że nie mam pozwolenia, a poza tym jest dowodem w sprawie. Nie nalegałem. I tak miałem

resztę arsenału taty.

Jan Maszczyszyn: „Wnetwstąpienie”

INWAZJA

– Ja żyję moją miłością. – Froyl ciągle nie potrafił wyrównać oddechu. – Znalazłem ją. – Słowa ciągle

posiadały odległe brzmienie. Jakby produkowało je dno brzucha albo brudna powierzchnia ściany. – Jest

cztery kilometry stąd – dodał wreszcie normalnie.

– Ta twoja dziwka? Na polach Broomville?

Skinął głową. Słowo „dziwka” nie było obraźliwe, raczej zabrzmiało odświętnie, szczególnie dzisiaj.

Radek Rak: „Oswoić noc”.

MAGIA W STANIE CZYSTYM.

I wtedy usłyszał Szalej jej śpiew – niski i ciemny jak pieśń ziemi i kamieni. Słowa wplątywały się weń jak w

pajęczą sieć, a melodia otaczała je szczelnym kokonem, jakby pani nie potrzebowała ich wcale, by

śpiewać. Jej głos wznosił się i opadał jak śpiew kosa, drżał jak liść osiki, jak rozchwiany płomień ogniska w

czerwcową noc. Szaleja trwał i trwał zasłuchany. Słońce zaszło, niebo przesunęło się, przegwieździło. A

gdy wzeszedł księżyc, pani wyszła z wody i odgarnęła z ramion nenufary; w bladej poświacie jej ciało

lśniło srebrem.

Szalej nie spał wiele tej nocy. Dopiero świtem zapadł w krótki sen; śniło mu się, że jest kamieniem

uśpionym w łonie ziemi, a wkoło nie dzieje się nic. Taki miał sen.

Marta Kładź-Kocot: „Wyspa okrutnych snów”.

SEN WE ŚNIE, TĘSKNOTA W TĘSKNOCIE.

– Nie broniliśmy im – ciągnęła. – Ale zanim wyruszyli, mój Arre prowadził ich do wsi, żeby zobaczyli

starego Sklajara. On jeden był na Torrenbergu. Dawno temu. Ci przybysze zwykle próbują z nim

pogwarzyć. Wypytać. A potem bez słowa zawracają konia i odjeżdżają, tylko opada za nimi piasek i kurz.

To był ten moment, jeden jedyny właściwy moment, kiedy mogłem zadać pytanie.

– Ale on nie zawrócił, prawda?

Dave Hutchinson: „Wyniosłe maszyny”.

(tekst dostępny jest tylko w wydaniu elektronicznym)

BYĆ CZŁOWIEKIEM W OSZALAŁYM ŚWIECIE

To Peter był w kuchni, grzebiąc w szafkach i szufladach w poszukiwaniu zguby. Ale to był Peter o gęstej

brązowej czuprynie, Peter takim jakim zapamiętała go z czasów, gdy się poznali, znowu młody.

– Pete…? – zapytała tak cicho, że sama ledwo usłyszała.

Peter spojrzał na nią i uśmiechnął się, a powietrze nagle wypełniła muzyka, skoczna, na wpół znajoma

melodia, zaś Peter otworzył usta i zaczął śpiewać przepięknym barytonem, tak bardzo niepodobnym do

jego zwykłego zgrzytliwego głosu.

– Don’t worry be happy…

Rae nie usłyszała reszty piosenki, bo zaczęła wrzeszczeć i wrzeszczała, i potem przez dłuższy czas świat

musiał obywać się bez niej.